Wydawca: Filia Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 330 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Awaria małżeńska - Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz

Komedia o dwóch słomianych wdowcach. A może jednak tragedia?
Czasem wystarczy potrącić kota, by życie małżeńskie stanęło na głowie.
Jak wygląda dom bez żon? Pewnego dnia Mateusz i Sebastian, dwaj obcy faceci, stają się sobie bliscy niczym syjamskie bliźnięta, złączone wspólnym losem samotnych ojców. Tylko czy dadzą radę sprostać wyzwaniom?

Ta błyskotliwa, współczesna „komedia małżeńska”, napisana z dużym poczuciem humoru nie tylko demaskuje problemy zapracowanych i zabieganych polskich rodzin, ale też uczy jak bardzo ważna jest w życiu tolerancja, kompromis i codzienna porcja miłości.

Opinie o ebooku Awaria małżeńska - Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz

Cytaty z ebooka Awaria małżeńska - Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz

Ewelina, niedobrze mi – wystękał do słuchawki Sebastian. –  Ja co prawda leżę w  szpitalu i  mam tu leków pod dostatkiem, ale raczej na odległość nie zdołam ci pomóc. –  Ewelina, nie żartuj. Naprawdę źle się czuję. Zeżarłem coś z  niebieskiego opakowania. –  Z  lodówki? –  No… Leżało w  dolnej szufladzie. Ewelina zamilkła. Wyglądało na to, że jej mąż zjadł przeterminowany twarożek. Przeterminowany leciutko już w  dniu wypadku. Żal jej było wyrzucić, wymieszała go więc wtedy z  wanilią i  zamierzała wieczorem upiec sernik. –  Będziesz żył – orzekła. – Tylko żyj blisko ubikacji, bo możesz nie zdążyć.
Dżesika odstawiła na bok pustą miseczkę po budyniu i  machnęła ręką. –  Proszę się nie przejmować. To w  sumie żadne zboczenie. Koleżanki opowiadały mi o  facetach, których podniecają falochrony albo dziuple w  drzewach. To jest dopiero przechlapane. Idzie pani z  facetem na spacer do lasu, a  on zalicza wszystkie dziuple po wiewiórkach. Justyna ani Ewelina nie tknęły już kolacji. I  wcale nie dlatego, że była niesmaczna.