Uczucia pod obserwacją - Agata Przybyłek - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Uczucia pod obserwacją ebook i audiobook

Agata Przybyłek

4,4

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

46 osób interesuje się tą książką

Opis

Jedno spojrzenie wstecz. Decyzje, które zaważą na przyszłości.

 

W szpitalu wreszcie wszystko zaczyna się układać. Dzięki pracy całego zespołu wraca porządek, a Julita może znowu robić to, co kocha najbardziej – operować. Po miesiącach chaosu jej życie zawodowe znów ma sens.

Ale spokój nie trwa długo. Przeszłość puka do drzwi szpitala. I to dosłownie.

Dlaczego Paweł, były partner lekarki, pojawił się na oddziale? Czy chodzi tylko o pracę?

Julita czuje, jak jej misternie odbudowane życie zaczyna się chwiać. Jej ukochany wyjechał, a ona została w miejscu, które kocha najbardziej – z mężczyzną, którego miała nadzieję już nigdy nie spotkać.

Czy lekarkę znowu czekają zmiany? Czy znajdzie wsparcie?

Przekonaj się, jak potoczą się dalsze losy Julity  kobiety, która kolejny raz staje przed decyzjami mogącymi odmienić jej życie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 293

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 0 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Jagoda Małyszek

Oceny
4,4 (183 oceny)
111
45
16
9
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
AgnieszkaKizi

Nie oderwiesz się od lektury

fajna lekka ksiazka ,ale denerwuja niedociagniecia czyli braku polowy slow ns poczatku zdań
00
Hineni

Dobrze spędzony czas

polecam
00
krajstynka

Z braku laku…

infantylna, przesłodzona,momentami irytująca, raczej juz nie siegnę po ksiąki autorki..
00
JoannaBura

Nie oderwiesz się od lektury

cala seria jest bardzo ciekawa i wciągająca . polecam serdecznie
00
gemmeie

Całkiem niezła

milo spędzony czas
00

Popularność




Copyright © Agata Przybyłek-Sienkiewicz, 2026

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026

Redaktorka prowadząca: Joanna Jeziorna-Kramarz

Marketing i promocja: Judyta Kąkol

Redakcja: Barbara Kaszubowska

Korekta: Agnieszka Śliz, Magdalena Owczarzak

Projekt okładki i strony tytułowe: Anna Slotorsz | artnovo.pl

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

ISBN 978-83-68692-81-5

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

Fragment

Rozdział 1. Wznowa

Rozdział 2. Zaostrzenie objawów

Rozdział 3. Między życiem a śmiercią

Rozdział 4. Pacjentka z izby przyjęć

Rozdział 5. Ból przewlekły

Rozdział 6. Echo serca

Rozdział 7. Godzina zgonu: dziewiąta czternaście

Rozdział 8. Wdech, potem wydech

Rozdział 9. Czas na intubację

Rozdział 10. Anatomia zaufania

Rozdział 11. Pacjentka pod kontrolą. Chyba

Rozdział 12. Konsultacja po godzinach

Rozdział 13. Gdy następuje upragniona poprawa

Od autorki

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Mojej siostrze. Nadal pamiętam, jak oglądałyśmy razem Chirurgów

Rozdział 1WZNOWA

Uczucie ulgi, gdy po długiej walce oraz leczeniu — często wymagającym — z ust lekarza padają słowa o wyzdrowieniu albo remisji choroby, trudno oddać słowami. To odprężenie. Głęboki oddech. Powrót do równowagi. Upajająca wręcz myśl, że najgorsze już za tobą. Nawrót choroby to stan, którego z pewnością chciałby uniknąć każdy pacjent.

Jak rozpoznać, że choroba wróciła? W praktyce lekarskiej kieruję się następującymi kryteriami: pogorszenie samopoczucia, przewlekłe zmęczenie, utrata apetytu, różne dolegliwości bólowe — to jedynie niektóre z nich. Wznowie mogą też towarzyszyć niezwykle silne emocje.

Tak jak mnie, kiedy się dowiedziałam, że Paweł Kaczmarek — tak, TEN Paweł Kaczmarek, mój eks — postanowił aplikować na stanowisko szefa oddziału, na którym pracowałam. Ogarnęła mnie panika, kiedy Konrad — pełniący aktualnie obowiązki ordynatora na naszym oddziale — przekazał mi te rewelacje podczas mojego dyżuru w szpitalu. Poczułam duszność, kołatanie serca, zawroty głowy, drżenie rąk… Nie zdradziłam przyjacielowi, że coś mnie łączyło z Pawłem, ale nie mogłam się uspokoić aż do rana. W sobotę po dyżurze od razu pojechałam do mojej siostry, żeby powiedzieć jej, co się stało.

— Julita? — zdziwiła się Aneta, gdy otworzyła mi zaspana, jeszcze w piżamie i szlafroku.

Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że jest dość wcześnie rano, a ja nie uprzedziłam o swojej wizycie.

— Mogę wejść? — spytałam, wewnętrznie cała się trzęsąc.

Dotarło do mnie, że w emocjach chyba działałam dzisiaj na automacie. Ale do kogo miałam się udać po pociechę jak nie do starszej siostry? Poza Fabianem, moim obecnym partnerem, to właśnie Aneta była mi zawsze najbliższa. Z rodzicami też się dobrze dogadywałam, jednak to z nią miałam najbardziej zażyłą relację, łączyła nas także w dorosłym życiu wyjątkowa więź. Pod wieloma względami się różniłyśmy: ona prowadziła spokojne życie mamy, żony i logopedki i właśnie spodziewała się drugiego dziecka, podczas gdy ja byłam w trakcie rezydentury z chirurgii ogólnej i od kilku miesięcy spotykałam się z Fabianem. Mimo to zawsze się wspierałyśmy.

Czułam się teraz zagubiona jak dzikie, spłoszone zwierzę, które znalazło się nagle w potrzasku. Praca z Pawłem Kaczmarkiem jawiła mi się jako najgorszy z koszmarów. Nie rozstaliśmy się w zgodzie i zdecydowanie nie zamierzałam udawać, że mnie nie zranił bardzo boleśnie. Choć wiele osób postrzegało mnie jako twardą, wręcz niezniszczalną, gdy dowiedziałam się o jego aplikacji na stanowisko ordynatora, naprawdę ogarnął mnie lęk. W ostatnim czasie niewiele myślałam o Pawle, ale nagle dotarło do mnie z całą mocą, jaką traumę mi zafundował, zdradzając mnie z inną kobietą, z którą — jakby tego wszystkiego było mało — miał dziecko. Czy nad czymś takim można w ogóle przejść do porządku dziennego?

Moje serce biło teraz dla Fabiana, jednak nie wyobrażałam sobie codziennej pracy z kimś, kto w przeszłości tak bardzo mnie skrzywdził. Jak niby miałabym mijać się z Pawłem na korytarzach, stać przy stole operacyjnym i beztrosko gawędzić w pokoju lekarskim? Przecież to z powodu jego zdrady nie rozpoczęłam rezydentury w Bydgoszczy, w szpitalu, który tak dobrze znałam ze stażu. Czy nie mógł mi dać wreszcie spokoju? Dlaczego musiał złożyć podanie o pracę właśnie tu?

Sprawy nie ułatwiał też fakt, że mój obecny partner jeden dzień w tygodniu również pracował w Tarcicy, a nie chciałam stawiać go w niezręcznej sytuacji. To byłoby na maksa dziwne przedstawić mu byłego, a nie zamierzałam niczego przed nim ukrywać, choć teoretycznie bym mogła. Fabian miał wylecieć w najbliższym czasie do Davos, na trzymiesięczny kurs doskonalący w przeprowadzaniu operacji resekcyjnych. Nie mogłam sobie na razie wyobrazić tak długiej rozłąki, niedawno rozważałam, czy nie moglibyśmy wspólnie zamieszkać.

Rany, jak ja będę za nim tęskniła!

Dlaczego w moim życiu nie może być przez chwilę spokojnie? Dyrektor Szymczak dopiero co przyjął wypowiedzenie doktora Woźniaka, który stosował wobec mnie mobbing. Liczyłam na to, że teraz moje życie wróci na właściwe tory, a nie znowu się pokomplikuje. Chciałam skupić się w pracy na doskonaleniu umiejętności przydatnych na bloku, a nie na tym, żeby znowu kogoś unikać. No i na miłości. Ale tym razem tej odwzajemnionej i szczerej, a nie zakłamanej.

— Widzę po twojej minie, że coś się stało. — Aneta wpuściła mnie do środka.

Trochę niezręcznie było znowu ją obciążać swoimi problemami — kobiet w ciąży nie powinno się przecież denerwować, a ja ostatnio non stop opowiadałam jej o swoich wewnętrznych rozterkach — lecz czułam całą sobą, że jeśli komuś się dziś nie wyżalę, to za chwilę sfiksuję.

— Jak widać, siostrzana intuicja ma się lepiej niż dobrze.

— Coś w pracy?

— I tak, i nie.

— Chodź, opowiesz mi przy śniadaniu. Jadłaś już coś? — Podążyła do kuchni, a ja za nią. — Michał z Ignasiem z samego rana pojechali na ryby, chociaż do tej pory się dziwię, że mały tak wcześnie wstał, więc wykorzystałam okazję i trochę sobie pospałam. Niestety, skutek jest taki, że teraz umieram z głodu.

— A właśnie chciałam spytać, dlaczego tu u was tak cicho.

— Michał już od pewnego czasu umawiał się na męskie wyjście z kolegą. Ale jak Ignaś usłyszał o tych rybach, nie dawał mu żyć, więc wziął go nad rzekę ze sobą.

— Ciekawe, czy coś złowią.

— Nawet jak złowią, to od razu wypuszczą, już ich znam. Michał to w sumie traktuje to wyjście chyba bardziej jako okazję do pogadania na tematy inne niż szykowanie wyprawki, przygotowywanie się do porodu i tak dalej…

Odruchowo spojrzałam na jej brzuch. Miała rodzić zaraz na początku wakacji, więc faktycznie nadszedł już chyba czas na podejmowanie z mężem takich tematów. Do rozwiązania coraz bliżej.

— To co? Może jajecznica? — zapytała tymczasem Aneta.

Choć nie miałam apetytu, bo mój żołądek był ściśnięty ze stresu, zaproponowałam pomoc i wspólnie przygotowałyśmy posiłek. Zaparzyłam też ciepłą herbatę, gawędząc z Anetą o jej samopoczuciu i przygotowaniach do narodzin córeczki. Dopiero kiedy usiadłyśmy do stołu, wróciłyśmy do wątku mojego samopoczucia.

— Właściwie to określenie „kiepskie” jest zdecydowanie zbyt łagodne na nazwanie mojego aktualnego stanu i sytuacji, w której się właśnie znalazłam. — Westchnęłam, patrząc na siostrę.

— Chodzi o kurs Fabiana? Myślałam, że już ustaliłyśmy: trzy miesiące to przecież nie wieczność, poza tym obiecał ci, że będzie co jakiś czas przylatywał do Polski.

— To już jakoś chyba zaczęłam oswajać, chociaż oczywiście wolałabym, żeby nie wyjeżdżał.

— Więc co się dzieje?

Jęknęłam.

— Dowiedziałam się wczoraj, kto zaaplikował na stanowisko nowego szefa na moim oddziale.

— Masz taką minę, że aż się boję, co zaraz usłyszę.

— To postać z moich największych koszmarów.

— Wal śmiało.

— Chodzi o Pawła.

— Nie gadaj.

— To chyba jakiś zły sen. — Przesunęłam dłońmi po twarzy. — Naprawdę od wczoraj mam wrażenie, że znalazłam się w jakimś cholernym koszmarze, z którego nie mogę się obudzić.

— Ale skąd wiesz? To jakieś potwierdzone informacje? Może ktoś z oddziału po prostu głupio cię wkręca?

— Chciałabym.

— Czyli to pewne?

— Konrad mi powiedział. Mieliśmy razem dyżur, a rozmawiał wcześniej z Szymczakiem.

— I na pewno nic nie pokręcił?

Potrząsnęłam głową. Moja siostra popatrzyła na mnie żałośnie.

— Sorry, że to powiem tak wprost, ale nad tobą to chyba wisi od pewnego czasu jakieś fatum, Julita. Jak rozwiążesz jeden problem, to zaraz pojawiają się kolejne. Ktoś rzucił na ciebie jakiś urok czy coś? Może weź sobie na wszelki wypadek zawiąż na ręce czerwoną wstążeczkę.

Mimo przygnębienia udało jej się rozbawić mnie tą ostatnią sugestią.

— Wiesz, że nie jestem przesądna, ale dzięki, doceniam twoją troskę.

— To się porobiło… Paweł Kaczmarek w szpitalu w Tarcicy. Kto by pomyślał…

— Wierz mi, to ostatnie, czego się spodziewałam.

— Ale dlaczego tak zdecydował? — zaczęła się zastanawiać Aneta. — Zawsze sądziłam, że on jest takim typowym mieszczuchem i dobrze mu w Bydgoszczy.

— Ja też tak myślałam.

— W takim razie musi to robić ze względu na ciebie. Innej opcji po prostu nie widzę.

— Ja rozważam jeszcze taką, że postanowił aplikować na stanowisko, żeby móc potem piąć się wyżej po drabinie zawodowych awansów. Jednak to, że było się gdzieś ordynatorem, wygląda dobrze w CV.

— Szczerze? Nie sądzę, że to dlatego.

— Ty optymistko…

— Facet chce cię odzyskać, Jula, i robi jakieś głupie podchody.

Grzebiąc widelcem w jajecznicy jeszcze bardziej zgarbiłam plecy.

— Jedyna moja nadzieja w tym, że dyrektor jednak wybierze na stanowisko ordynatora tego drugiego faceta, bo Konrad mówił, że kandydatów na razie jest dwóch.

— Tego drugiego też znasz?

— Nie, nie kojarzę, ale nazywa się Adam Deląg. Zapamiętałam nazwisko, żeby potem wpisać je w wyszukiwarkę.

— W tej sytuacji to chyba każdy będzie lepszy od Pawła.

— Chociaż jakbym miała wybierać między Kaczmarkiem albo Woźniakiem…

— Wiedziałam już wcześniej, że Pawłowi bardzo na tobie zależy, ale żeby posunąć się aż do zmiany pracy? No tego to się po nim jednak nie spodziewałam. Po prostu zabiłaś mi ćwieka.

— Zależy? — Aż się wzdrygnęłam na wspomnienie tego zakłamanego człowieka. — Jakbym naprawdę była dla niego ważna, Aneta, to w życiu by mi nie wywinął takiego numeru i nie umawiał się z dwiema kobietami, tylko najpierw zakończył jeden związek, a potem zaczął drugi! Do tej pory pamiętam oskarżycielski wzrok matki tej kobiety, kiedy naskoczyła na mnie w jego mieszkaniu!

— Może dopiero po czasie zrozumiał, jak wiele stracił, i stąd ta jego decyzja, żeby na nowo pojawić się w twoim życiu?

— W ogóle mnie nie obchodzi, co on tam sobie wymyślił i dlaczego. Zastanawiam się jedynie nad tym, jak mam o tym powiedzieć Fabianowi.

Naprawdę nie wiedziałam. Sama nie byłabym zachwycona, gdybym się dowiedziała, że mój chłopak będzie pracował z byłą dziewczyną, gdybym wyjechała na trzymiesięczny kurs. Co prawda, nie sądziłam, żeby z tego powodu zrezygnował ze szkolenia, ale obawiałam się o przyszłość naszego związku. Fabian powtarzał, że kocha mnie ponad wszystko, a ja mu ufam, ale co się wydarzy, jeżeli Paweł rzeczywiście zostanie naszym szefem?

— Sądzisz, że nie będzie zadowolony? — dopytywała siostra.

Wzruszyłam ramionami.

— Ja byłabym potwornie zazdrosna, gdyby role się odwróciły.

— Jeśli naprawdę ci ufa, a wydaje się dojrzałym i pewnym siebie facetem, to moim zdaniem nie masz o co się martwić i twoje obawy są trochę na wyrost.

— Mówisz tak, bo to nie ty musisz oznajmić Michałowi, że twoim szefem być może zostanie twój eks. I to właśnie wtedy, kiedy dobry, poczciwy Michałek przeprowadzałby się do Szwajcarii.

— Teraz to chyba troszeczkę dramatyzujesz. — Moja siostra popatrzyła na mnie z litością. — Nawet jeśli Kaczmarek rzeczywiście dostanie tę pracę, to przecież nie musi to niczego zmieniać między tobą a Fabianem. No chyba że ty jednak nadal coś czujesz do Pawła…

— Zwariowałaś?! — zaprotestowałam natychmiast. — Prędzej mnie piekło pochłonie, niż pozwolę mu się znowu do siebie zbliżyć!

— Więc po prostu powiedz to Fabianowi.

— A dopiero co odbyliśmy trudną rozmowę, w której poinformował mnie o swoim wyjeździe. — Znów westchnęłam głęboko.

— Co ci mogę powiedzieć? Życie chyba po prostu jest takie pogmatwane. Człowiek ma wrażenie, że rozwiązał już wszystkie supełki, a tu zaraz znajduje następny i znów się musi natrudzić.

— Ja chyba jestem na to psychicznie za słaba. Może jednak doktor Woźniak miał rację, kiedy mówił, że nie nadaję się na chirurga, bo nie jestem zbyt odporna?

— Weź się puknij w głowę! Jesteś genialną lekarką i doskonale o tym wiesz.

Zmęczona wszystkimi swoimi problemami, ukryłam twarz w dłoniach.

— Gdyby tylko istniał jakiś sposób wpłynięcia na dyrektora Szymczaka, żeby nie zatrudniał Pawła…

— Ale o czym teraz myślisz? O szczerej rozmowie czy jakiejś próbie przekupstwa?

— Tak na poważnie to wcale o tym nie myślę, bo wiem, że moje prośby czy groźby i tak niczego nie zmienią — wyznałam z rezygnacją. — Jestem tylko rezydentką na oddziale chirurgii ogólnej, a on zarządcą szpitala. Zrobi, co uważa za słuszne. Przede wszystkim będą się liczyć kwalifikacje i doświadczenie. Tak zresztą powinno być. A mnie pozostanie się przystosować do zmian. Zresztą jak zawsze…

Aneta wyciągnęła ku mnie rękę i uścisnęła lekko moją dłoń.

— Przeżyłaś rządy Woźniaka, to przeżyjesz i ewentualne panowanie Kaczmarka.

— Chyba że… — W mojej głowie niespodziewanie zapaliła się lampka.

Aneta aż się zaśmiała, widząc nagły błysk w moim oku.

— Wiedziałam, że coś wymyślisz, choć muszę przyznać: nie doceniałam cię, bo nie sądziłam, że wpadniesz na pomysł tak szybko.

Wyprostowałam lekko plecy.

— Z Szymczakiem rozmawiać nie wypada, ale przecież nikt mi nie zabroni spotkać się z Pawłem…

*

To takie dziwne uczucie odblokowywać na Facebooku swojego byłego. Kilka miesięcy temu klikałam „zablokuj”, cierpiąca i zrozpaczona. Spotykałam w życiu różne osoby, ale zdrady i kłamstw zdecydowanie nie zamierzałam wybaczać. Paweł boleśnie zdeptał moje uczucia i poczucie wartości. Przez krótką chwilę czułam, że nie zasługuję już na nic dobrego. Musiałam też totalnie wywrócić do góry nogami swoje życie zawodowe, bo do rozstania z nim planowałam rozpocząć rezydenturę w Bydgoszczy. Poza tym zwyczajnie nie byłam kobietą, która próbowałaby odebrać dziecku ojca.

Dłonie mi drżały, kiedy przechodziłam do ustawień w aplikacji. Niby lekarze non stop podejmują poważne decyzje, na co dzień ratują ludzkie życie, ale to było dla mnie cholernie trudne. W pracy chyba jednak byłam mniej emocjonalna. A może po prostu chciałam się za taką uważać? Obracałam się w środowisku, w którym wciąż się słyszało, że okazywanie emocji nie jest pożądane. Że lepiej być racjonalnym, spychać uczucia na bok.

Szczęśliwie Fabian przyjedzie do mnie dopiero wieczorem, więc miałam trochę czasu, żeby ochłonąć, zanim się z nim zobaczę, i skontaktować się z Pawłem. Naprawdę trzęsłam się ze stresu jak galareta, kiedy otwierałam czat na Messengerze. Kiedy ostatnio w ogóle z nim rozmawiałam?

Sięgnęłam pamięcią wstecz. Czy nie wtedy, kiedy przypadkowo wpadliśmy na siebie w restauracji, kiedy wybraliśmy się z Fabianem na miasto? Jak życie szybko się zmienia… W jednej chwili ktoś jest całym twoim światem i planujecie wspólną przyszłość, w drugiej — jesteś najszczęśliwsza u boku kogoś zupełnie innego, podchodzisz do związków już trochę inaczej, rozsądniej, bardziej dojrzale. Bo taka właśnie była moja relacja z Fabianem, choć mimo wszystko nieco się bałam, jak on może zareagować w związku z tą dziwną sytuacją. Dla chirurgów szpital to drugi dom, spędzamy tu naprawdę sporo czasu. Nie sposób unikać kogoś przez kilka tygodni, zwłaszcza że chirurgia ogólna w Tarcicy to nie jest duży oddział.

Siedziałam z iPhone’em w dłoni dobrych kilkanaście minut. Niby to takie proste poprosić kogoś o kontakt. Kiedy jednak w grę wchodzą silne emocje, w głowie pojawia się pustka, słowa się plączą, trudno sklecić sensowne zdanie. No i naprawdę ostatnie, czego chciałam, to wracać do przeszłości. Ale musiałam.

Nie liczyłam na cud, lecz serio miałam nadzieję, że kiedy porozmawiam z Kaczmarkiem, uda mi się choć częściowo zrozumieć, co motywowało go do zmiany pracy. Nie do końca potrafiłam przyznać rację Anecie. Wydawało mi się, że moja osoba to za mało, żeby opuścił szpital w Bydgoszczy. Paweł lubił tam pracować. Szefostwo go ceniło. Pacjenci chwalili. Spełniał się na bloku i naprawdę był dobrym chirurgiem, choć pozytywne myślenie o nim przychodziło mi z dużym trudem. Moim zdaniem musiało chodzić o awans, ale to wciąż były jedynie domysły. Albo może coś się w jego życiu niespodziewanie zmieniło? Tylko co?

W końcu przestałam się nad tym zastanawiać i wysłałam zwięzłą wiadomość.

„Cześć. Możemy się spotkać?”

Na szczęście nie był dostępny na czacie, więc miałam chwilę, żeby spokojnie ochłonąć. By zająć czymś ręce, zabrałam się do sprzątania, lecz już po chwili mój telefon się odezwał. Najpierw zadzwonił Fabian i spytał, jak minął mi dyżur i czy nie potrzebuję czegoś z Bydgoszczy, a potem komórka znowu zabrzęczała.

— Hej. Jesteś u siebie i znajdziesz może czas na szybką kawę z kumplem? — zapytał prosto z mostu Kuba, mój przyjaciel.

Odkąd umawiał się z Martą, z którą go kiedyś poznałam, często bywał w Tarcicy i spotykaliśmy się niemal tak często, jak gdy jeszcze mieszkałam w Bydgoszczy.

— Czemu nie.

Kuba przybył za niespełna dziesięć minut. Czasem wpadał do mnie z jakimiś słodkościami z cukierni albo kanapkami, ale dzisiaj wyjątkowo mnie zaskoczył, ponieważ trzymał w dłoniach pokaźny bukiet.

— Dla mnie? — Aż zaniemówiłam z wrażenia na ich widok. — Zapomniałam o jakimś święcie?

Kuba wręczył mi kwiaty, a potem podrapał się po głowie z niezręczną miną.

— Prawdę mówiąc, to ja o czymś zapomniałem.

— Nie rozumiem…

— Przyjechałem do Marty, a te kwiaty miały być dla niej, ale coś pomyliłem, bo ona ma dziś dyżur w szpitalu i okazało się, że jesteśmy umówieni na jutro.

— Och, czyli to kwiaty dla Marty! No pięknie. A już myślałam, że postanowiłeś wykonać miły gest w stronę swojej najlepszej przyjaciółki. — Postanowiłam się z nim podroczyć.

— A mówią, że szczerość popłaca. Następnym razem nie powiem ci prawdy. Zadowolona?

Roześmiałam się, podziękowałam za kwiaty i zaprosiłam Jakuba do środka. Włączył ekspres do kawy, kiedy wstawiałam bukiet do wody i stawiałam go na stół.

— Biała z mlekiem? — spytał, wyciągając z szafki dwa kubki.

— W tej kwestii nic się nie zmieniło. — Opadłam na kanapę, chociaż jako pani domu to ja powinnam przygotowywać kawy.

Mieliśmy z Kubą naprawdę bliską relację. Właściwie to byłam zadowolona, że tak swobodnie się czuje w moim mieszkaniu.

— Choć w innych… Niestety, nadciąga wiatr zmian.

— Ależ ty dzisiaj poetycka!

Wywróciłam oczami, ale gdy podał mi kawę i usiadł obok mnie, postanowiłam mu wyznać, co mnie trapi.

— Nie wierzę — skwitował z zaskoczoną miną, jak wcześniej moja siostra.

Westchnęłam.

— Napisałam do niego na Messengerze z prośbą o spotkanie, bo nie wybaczę sobie, jeżeli chociaż nie spróbuję mu wybić z głowy tego debilnego pomysłu.

— I co ci odpisał?

— Jeszcze nic. — Sprawdziłam znowu, lecz na ekranie nie było żadnego powiadomienia.

— Ciekawe, czy w ogóle się zgodzi na spotkanie.

— A dlaczego miałby się nie zgodzić?

— Nie rozstaliście się w miłej atmosferze.

— No nie, ale jak wpadliśmy kiedyś na siebie w restauracji, to nie miał problemu, żeby podejść i zagadać.

— Tak? Nie wspominałaś mi o tym.

Wzruszyłam ramionami i napiłam się kawy.

— Ty nigdy przypadkiem nie spotkałeś swojej eks?

— Szczęśliwie nie.

— Więc wygląda na to, że mam w życiu większego pecha od ciebie.

— Nie obraź się, Julita, ale ty to masz jakiegoś kosmicznego pecha! Jak nie szef seksista, to teraz to. Może ty kiedyś coś przeskrobałaś, że los się teraz mści? Przyznaj się!

— Potajemne podjadanie czekoladek z szafki ze słodyczami w domu rodziców się liczy?

Kuba się zaśmiał.

— Doceniam twoją szczerość.

Podciągnąwszy kolana pod brodę, popatrzyłam na niego bezradnie.

— Nie wiem, jak mam powiedzieć o tym wszystkim Fabianowi.

— Domyślam się, że nie mówisz o czekoladkach…

— Myślisz, że będzie na mnie zły, jak się dowie?

— Zły? Na ciebie? A niby dlaczego? Przecież to nie ty ściągasz Pawła do Tarcicy?

— Mimo wszystko boję się, że się wkurzy. Ja nie byłabym zbyt szczęśliwa, gdyby nagle zaczął pracować ze swoją byłą.

— Na pewne rzeczy nie mamy wpływu.

— Jeszcze ten jego wyjazd… Dziś to wszystko mnie jakoś przerasta.

Jakub przysunął się bliżej i po przyjacielsku otoczył mnie ramieniem.

— Kiedy słyszymy przykrą diagnozę, to najpierw często pojawia się zaprzeczenie, gniew albo bezradność, zanim pojawi się akceptacja i postanawiamy wziąć udział w wyścigu o zdrowie.

— Trafna metafora. Ponowne zmaterializowanie się Pawła w moim życiu jawi mi się właśnie jako nawrót jakiejś ciężkiej choroby.

— Może nie zostanie ordynatorem? Wspomniałaś przecież, że jest też inny kandydat — próbował mnie pocieszyć Kuba.

— Oby, bo jeżeli nim jednak zostanie, to chyba będę musiała się zwolnić.

— Nawet tak nie żartuj. Wiem, jak lubisz ten szpital.

— Ale nie jestem ze stali i czuję, że coraz bardziej zbliżam się do kresu swojej wytrzymałości. Już raz zrezygnowałam z pracy z Pawłem — przypomniałam. — Jak będzie bardzo źle, to zrobię to po raz kolejny.

*

Paweł odpisał mi dopiero po południu, kiedy Kuba już dawno był w Bydgoszczy, a ja dokończyłam sprzątanie mieszkania.

„Hej, Jula. Zaskoczyłaś mnie trochę, ale okej. Pasuje Ci jutro? Akurat nie mam dyżuru”.

Ręce mi drżały, a serce tłukło w piersi jak szalone, kiedy wystukiwałam odpowiedź:

„W porządku”.

„Co powiesz na wspólny lunch? Czosnek i Oliwa?”

Zgodziłam się. Restauracja była bardzo elegancka, a jedzenie pyszne. Czasem chodziliśmy tam z Pawłem. Ale to bez znaczenia. Byłam wręcz pewna, że ze stresu i tak nic nie przełknę.

Musiałam przewietrzyć głowę, więc postanowiłam się przejść. Skierowałam kroki w stronę parku. Niepisana mi była jednak tego dnia samotność, ponieważ w pewnej chwili dostrzegłam na chodniku znajomą postać. Szedł ku mnie Mateusz Sakowski, wnuk pana Stanisława, któremu w pewnym sensie pomogłam niedawno zdiagnozować chorobę nowotworową. Od tamtej pory zdążyliśmy trochę się zakumplować.

— Cześć, Julita. — Zatrzymał się przy mnie. W dłoni trzymał torbę ze sprawunkami.

— Hej. Jakieś zakupy? — zagadnęłam, choć było to raczej oczywiste.

— Głównie środki czyszczące, bo postanowiłem trochę posprzątać u dziadka. Nie wiem, czy ci mówiłem, ale wraca niedługo do domu.

— W takim razie będę musiała wpaść do niego z wizytą. Bardzo poruszył mnie list od niego, który przekazałeś mi jakiś czas temu.

— Na pewno się ucieszy, chociaż jest już bardzo słaby. — Mateusz posmutniał. — Chyba czuje, że nadchodzi nieuniknione, więc tym bardziej chce wyjść ze szpitala.

Walcząc ze łzami napływającymi do oczu, dotknęłam jego ręki.

— Wiem, że to trudne, ale jestem pewna, że wspaniale się nim zaopiekujesz.

— Staram się.

— Może pomogę ci ze sprzątaniem? — zaproponowałam. — Dziś i jutro nie mogę, ale mogłabym zejść do mieszkania twojego dziadka w poniedziałek po pracy.

— Dzięki, ale nie chcę cię fatygować. Już i tak nam bardzo pomogłaś. Ogarnę to sam. Może jak zajmę czymś ręce, to nie będę tyle rozmyślał o stanie dziadka.

— Przyjdę — uparłam się. — Załatwię tylko swoje sprawy i będę, bo ja też chyba potrzebuję zająć czymś ręce.

— To zmienia postać rzeczy. W takim razie dzięki i zapraszam. Po prostu zejdź, jak będziesz miała wolną chwilę.

Każde z nas poszło w swoją stronę. Kiedy dotarłam do parku, przysiadłam na ławce i znów się zamyśliłam nad życiem. Spotkanie z Sakowskim mnie dodatkowo zdołowało, chociaż wyszłam z domu z nadzieją, że ten spacer nieco poprawi mi humor.

Ech, gdyby tylko się dało odciąć od tych wszystkich problemów… Gdyby istniał jakiś magiczny sposób…

*

Fabian jak to Fabian, od razu zauważył mój podły nastrój, ale szczęśliwie dla mnie złożył go na karb swojego wyjazdu, który zbliżał się wielkimi krokami.

— Może wspólne wyjście na kolację poprawi ci humor? — zaproponował.

Po namyśle uznałam, że powiem mu o wszystkim, gdy już się rozmówię z Kaczmarkiem. W głębi serca trochę liczyłam na to, że jakimś cudem uda mi się odwieść mojego byłego od tego szalonego pomysłu. Tak, może i byłam naiwna, ale mówią przecież, że kto nie ryzykuje, ten potem nie pije szampana.

Na wyjście z domu nie miałam jednak ochoty, o czym postanowiłam poinformować Fabiana.

— W takim razie odpręż się na kanapie albo weź relaksujący prysznic, a ja w tym czasie przygotuję kolację. Sklep osiedlowy powinien być jeszcze czynny. Co powiesz na risotto?

Zgodziłam się, a gdy wyszedł, rzeczywiście wyciągnęłam się na kanapie i okryłam cienkim pledem. Pozwalając myślom płynąć, przymknęłam powieki. Ostatnie dwa dni dały mi w kość. Niespodziewanie zasnęłam, a gdy się ocknęłam, Fabian gotował.

— Obudziłem cię? — spytał, kiedy usiadłam. Podszedł do mnie i pocałowawszy mnie w głowę, przeprosił. — Starałem się być cicho.

— Nic nie szkodzi. Nie planowałam tej drzemki.

— Zmęczona po dyżurze?

Skinęłam głową.

— Ale jednocześnie pewnie fajnie wrócić na blok, co? Coś się działo, jak pojechałem wczoraj do siebie?

— Niestety jedno wielkie nic.

— Dla kogo niestety, dla innych stety. — Puścił do mnie oko. — My, lekarze, jesteśmy nieraz naprawdę dziwni, nie uważasz? Cieszymy się czasem z ludzkich nieszczęść. To nieco… paskudne.

— Ale też oszukujemy czasem śmierć. — Podniosłam się z kanapy. — Odświeżę się przed kolacją, okej? — Cmoknęłam go w usta. — Za pięć minut będę z powrotem.

*

Po kolacji Fabian zaproponował, żebyśmy obejrzeli jedną z części Oszukać przeznaczenie. Nie przepadałam za horrorami, ale czułam, że i tak ponownie zasnę, zanim fabuła na dobre się rozkręci — i tak też się stało. Fabian obudził mnie, gdy film już się skończył. Wpół do jedenastej znowu leżeliśmy już w łóżku. Fabian musiał rano wstać, ponieważ o siódmej zaczynał dyżur w szpitalu w Bydgoszczy. Przez chwilę rozważałam, czy nie zabrać się do miasta razem z nim, lecz porzuciłam ten pomysł. Umówiłam się z Pawłem na późniejszą godzinę. Jakoś nie chciało mi się spędzać niedzielnego przedpołudnia na bezsensownym chodzeniu po mieście. Pojadę autobusem.

I tak też zrobiłam. Spakowawszy wcześniej do torby kostium i ręcznik, żeby po spotkaniu z Pawłem wstąpić na basen, udałam się do Bydgoszczy. Po drodze zadzwoniłam do mamy. Jej też na razie nie miałam chęci mówić o możliwych zmianach kadrowych w szpitalu, więc pogadałyśmy o tym, co zwykle w ostatnim czasie: o zdrowiu taty, ciąży Anety, o nowych przepisach wyszukanych przez mamę, ploteczkach z moich rodzinnych stron. Przegadałyśmy właściwie całą moją podróż i rozłączyłyśmy się dopiero, kiedy dotarłam przed restaurację. Tętno mi podskoczyło, gdy popatrzyłam na wejście i szyld. Czy on już tam na mnie czekał?

Chociaż to ja sama zainicjowałam dzisiejsze spotkanie, nagle jakaś siła ścisnęła mój żołądek tak mocno, że omal nie zwymiotowałam z nerwów. To w ogóle normalne reagować tak na drugiego człowieka? Niby wiedziałam, że istnieje coś takiego jak pamięć komórkowa, pamięć naszego ciała, ale wiedza to jedno, a doświadczanie tego na własnej skórze to jednak zupełnie inna kwestia…

Nogi mi drżały, gdy przekraczałam próg restauracji. Wnętrze było urocze. Ciepłe światło lamp, rustykalne meble, lustra w złotych ramach… Kiedyś naprawdę lubiłam tu przychodzić. Momentalnie ogarnęły mnie wątpliwości. A co, jeśli byłam naiwna i ta moja rozmowa z nim zupełnie niczego nie zmieni? Może jednak lepiej będzie, jeżeli po prostu się teraz wycofam i zdam na los? Poczekam, co przyniesie życie?

Gdy kątem oka dostrzegłam poruszenie w kącie sali, odruchowo przekręciłam głowę w tamtym kierunku i dostrzegłam Pawła. Podnosił się właśnie z fotela. Nerwowo przełknęłam ślinę. Czyli już jednak za późno na tchórzowską dezercję.

Odetchnęłam głęboko i ruszyłam w stronę Kaczmarka. Dam radę. Dam radę — powtarzałam w myślach, żeby sobie dodać odwagi. I w końcu stanęłam naprzeciw niego. Twarzą w twarz, oko w oko z największym upiorem mojej przyszłości, który nadal przypominał niestety raczej filmowego amanta niż zmorę z koszmarów, co na pewno nie ułatwiało sprawy.

— Cześć — przywitałam się, nie do końca wiedząc, co zrobić z rękami i wzrokiem.

— Cześć, Julita. Miło znowu cię widzieć.

— Och, daruj sobie.

Paweł jedynie odchrząknął, po czym wskazał mi krzesło.

— Usiądziemy?

Spocząwszy, położyłam na podłodze obok krzesła torbę z rzeczami na basen.

— Zaskoczyła mnie twoja wczorajsza wiadomość — powiedział tymczasem on.

— A ja zszokowałam samą siebie, odblokowując cię na Facebooku.

— Czyżbyś zatęskniła?

— Może lepiej powiesz, co u twojej narzeczonej i dziecka? — nie pozostałam mu dłużna. — A może już żony? Jak już powiedziałam: nie śledziłam cię na Facebooku, nie wiem, czy jesteście po ślubie.

Zaśmiał się. Moim zdaniem nieco prześmiewczo.

— Nie jesteśmy już z Martyną razem.

— Dojrzałe. Bardzo dojrzałe. — Nie wiem czemu, ale w towarzystwie tego faceta nie do końca umiałam być sobą i chyba stąd te wszystkie docinki. — I kolejne dziecko w tym kraju wychowuje się bez ojca.

— Wrobiła mnie w dziecko, o czym byś wiedziała, gdybyś wtedy, jesienią, dała mi szansę sprostować kilka kwestii.

— Nie próbuj wzbudzić we mnie współczucia, bo i tak nie zdołasz. Nie mam litości dla zdrajców.

— Dobrze wiedzieć, jak mnie postrzegasz.

— Trzeba mnie było nie zdradzać, ale nie o tym przyjechałam tutaj rozmawiać. A twojego dziecka zwyczajnie mi szkoda. To przykre mieć za ojca takiego palanta.

Już otwierał usta, żeby coś odpowiedzieć, kiedy zobaczyliśmy zmierzającą w naszą stronę kelnerkę i to nas oboje nieco otrzeźwiło. Prywatnie mogliśmy drzeć koty, ale nie wypadało przy ludziach.

— Dzień dobry. Czy są już państwo gotowi, żeby złożyć zamówienie?

Paweł poprosił o jeszcze trochę czasu, a gdy kelnerka odeszła, wróciliśmy do wymiany uszczypliwości.

— No to mów wreszcie, dlaczego tak naprawdę chciałaś się spotkać — zażądał Kaczmarek. — Mam pewne podejrzenia…

— Dlaczego akurat Tarcica? Czy po tym wszystkim, co mi zrobiłeś, nie możesz raz na zawsze zniknąć z mojego życia?

— Trochę cię zmienił ten prowincjonalny szpital. Wcześniej nie byłaś taka złośliwa.

— Zastanówmy się dlaczego… Może wcześniej nie miałam tak dużego bagażu nieprzyjemnych doświadczeń?

— Nadal jednak dobrze wyglądasz. — Otaksował mnie wzrokiem.

Aż się wzdrygnęłam pod wpływem jego spojrzenia.

— Daruj sobie. Już nie robią na mnie wrażenia te twoje nibykomplementy.

— Zdziwiłem się, że nie rozpoczęłaś rezydentury w Bydgoszczy. — Odchylił się na krześle nieco do tyłu, szczęśliwie dla mnie wracając do zawodowych tematów.

— Naprawdę? Czyli ty byłbyś w stanie co dzień pracować z osobą, która przez kilka miesięcy przyprawiała ci rogi?

— To nie było kilka miesięcy…

— Nie obchodzi mnie, ile to było. — Nie dałam mu ciągnąć tego tematu. — Po prostu zostaw mnie wreszcie w spokoju! Już raz musiałam wywrócić swoje życie do góry nogami. Poradziłam sobie, ale nie zawsze było mi łatwo. Czujesz jakąś chorą satysfakcję na myśl o tym, że zmusisz mnie do tego po raz kolejny?

— Posłuchaj… Nie wiesz wszystkiego, Julita.

— Więc mnie oświeć — zażądałam, świdrując go wzrokiem. — Co ci odbiło, żeby aplikować na stanowisko ordynatora mojego oddziału? Sam przed chwilą nazwałeś go prowincjonalnym. Ty nawet nie lubisz małych miast, Paweł! Chciałeś zrobić mi na złość? Okej, wkurzyłeś mnie. Udało ci się wyprowadzić mnie z równowagi. Cel osiągnięty. Znów mnie zraniłeś. Teraz zachowaj się jak dorosły, dojrzały człowiek i wycofaj swoje podanie.

— Wyobraź sobie, że nie zawsze chodzi o ciebie… — mruknął, spuszczając z tonu.

Zamrugałam skonsternowana.

— Wyjaśnię ci wszystko, ale zamówmy coś najpierw. — Wskazał mi kartę dań. — Myślisz, że nadal serwują tutaj to pyszne mango curry? Od dawna tutaj nie byłem.

Gdy to powiedział, uderzył mnie absurd tej sytuacji, tego spotkania. Zaraz, zaraz… Co ja w ogóle odstawiam? Zastygłam. Ta restauracja… Ten facet… To samo danie, którym się zajadaliśmy, gdy jeszcze byliśmy razem. Jakbym na moment cofnęła się w czasie, choć wcale tego nie chciałam. Na rozum mi padło czy co? Trzeba było do niego po prostu zadzwonić, a nie się z nim spotykać! Co powiedziałby Fabian, gdyby się dowiedział?

Nerwowo wstałam i omal nie przewróciłam fotela za sobą.

— Ja… jednak muszę już iść — wydukałam i po prostu stamtąd uciekłam.

Nie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony Pawła, bojąc się, że zechce mnie zatrzymać, podbiegłam do najbliższego przystanku. Miałam szczęście, bo akurat nadjeżdżał autobus, więc chwilę później jechałam już w stronę aresztu śledczego. Byle przed siebie. Byle jak najdalej od niego…

Za oknami przesuwały się kolejne miejskie zabudowania, ale ja myślałam jedynie o tym, jaka byłam głupia… Zamiast działać w emocjach, mogłam lepiej sobie to wszystko przemyśleć. Rozmowa z Pawłem tylko jeszcze bardziej mnie rozstroiła — jakbym do tej pory mało miała problemów. Chciało mi się płakać i krzyczeć jednocześnie. Czułam się tak słabo. Tak żałośnie…

Przytłoczona mieszaniną emocji i myśli, wysiadłam na jakimś przypadkowym przystanku, oparłam się o wiatę i ukrywszy twarz w dłoniach, rozpłakałam się.

— Potrzebujesz pomocy, kochaniutka? — zatroszczył się starszy pan siedzący na ławce.

Podziękowawszy mu, otarłam policzki i oczy, żeby nie zwracać na siebie już więcej niczyjej uwagi.

Potem mój wzrok padł na torbę, którą ciągle ściskałam w dłoni. Jak dobrze, że wzięłam ten kostium, klapki i ręcznik! Pojechałam na ulicę Szarych Szeregów, gdzie mieściła się Piąta Fala. Wskakując do wody, miałam ogromną nadzieję, że obmyje mnie ona ze wszystkich rozterek i smutków, ale tym razem nawet pływanie nie pomogło mi całkowicie wrócić do formy. Gdy wychodziłam, ciągle czułam napięcie w ciele.

Niech to szlag! Przeklęty Paweł Kaczmarek.