Kobieto! Spokojnie, to tylko wiek średni - Joanna Pawłowska - ebook

Kobieto! Spokojnie, to tylko wiek średni ebook

Joanna Pawłowska

0,0

Opis

Tak, starzeję się! I co z tego?

Główny Urząd Statystyczny określa 45. rok życia jako wiek średni, a społeczeństwo nie ustaje w podsuwaniu kobietom rad, jak „powinny” wyglądać i zachowywać się na tym etapie. Menopauza, zmarszczki, siwe włosy – według stereotypów to właśnie one mają nas definiować. Czy naprawdę funkcjonowanie po czterdziestce sprowadza się już tylko do odsysania tłuszczu i naciągania skóry?

Autorka tej książki, uzbrojona w poczucie humoru oraz zdrowy dystans, opowiada o wyzwaniach, które niesie ze sobą dojrzałość. Nie unika trudnych tematów – takich jak śmierć rodziców, redefinicja swojego miejsca w świecie czy pogodzenie się ze zmianami w ciele – ale robi to z lekkością, która pozwala spojrzeć na codzienność z nowej perspektywy.

Bo życie po czterdziestce, choć pełne wyzwań, wciąż może zaskakiwać – i to w najlepszy możliwy sposób. Trzeba tylko… wziąć je na klatę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 227

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Joanna Pawłowska

Kobieto! Spokojnie, to tylko wiek średni

I

GDY ODKRYJESZ, W JAKIM WIEKU JESTEŚ

Każda kobieta powinna w pewnym wieku ustalić, ile ma lat, i tego się trzymać.

M. Czubaszek

W wieku 45 lat Główny Urząd Statystyczny pozbawił mnie młodości.

Nieodwracalnie.

Od tego momentu zaczęłam myśleć nad swoim wiekiem. Bez ustanku. I bez sensu.

Było to w kwietniowy dzień, za oknem wiosenne słońce budziło do życia wszystko, co na zimę się zahibernowało. Pierwszy ciepły powiew wiatru przynosił zapowiedź ożywiających się w ciele endorfin pozwalających uwierzyć, że od teraz wszystko w życiu będzie w barwach soczystej zieleni, a odkładane od 3 stycznia postanowienia noworoczne staną się na nowo siłą napędową do stworzenia najlepszej wersji samej siebie. Tchnięta rześkim powietrzem nasyconym pyłkami traw wyruszyłam w wirtualną podróż, by odkryć, co wszechświat ma mi do zaoferowania, bym poczuła młodzieńczą witalność i siłę do przenoszenia gór oraz umycia okien na zbliżające się święta.

Dokonałam wielu odkryć, choć nie na wszystkie psychicznie byłam w pełni gotowa. Spędziłam wiele godzin na poszerzaniu własnych horyzontów o niezbędną mi do życia wiedzę. Dowiedziałam się, że ślimaki potrafią nieprzerwanie spać trzy lata, że w starożytnym Rzymie włosy łonowe depilowano za pomocą kremu zawierającego żywicę, kozią żółć, jad żmii oraz krew nietoperza, a kobiety znacznie lepiej wysypiają się przy swoich psach niż przy partnerach. Wiele informacji całkowicie zburzyło mój dotychczasowy światopogląd. Przez długi czas nie mogłam dojść do siebie po tym, jak przeczytałam, że podcinanie końcówek włosów nie sprawia, że szybciej rosną. Wpływ na to ma poziom kreatyny, dieta czy pora roku, ale podcięcie nie ma z tym nic wspólnego. Poczułam się wówczas bardzo oszukana przez życie. Z wypiekami na policzkach wczytywałam się w najnowszy raport publikujący wyniki prac badań dwóch amerykańskich naukowców nad dynamiką płynów. Konkretniej nad tym, jak nieść kawę, by jej nie rozlać i się nie uświnić. A wyniki badania zaskoczyły wszystkich i warte są przytoczenia: po przeprowadzeniu wielu eksperymentów i poświęceniu milionowych środków podatników Kraczetnikov i Mayer z uniwersytetu w Santa Barbara określili, że istnieją bezwzględne czynniki gwarantujące sukces w przeniesieniu kawy z punktu A do punktu B. Ku zaskoczeniu wielu wpływa na nie: rozmiar naczynia, ilość płynu i sygnały napływające z otoczenia. Naukowcy radzą, by iść wolno z kawą w kubku napełnionym do ¾ objętości, spoglądać na napój, a nie jak do tej pory sądzono pod nogi, i nie reagować na okrzyki typu: „ee, a ciastko wzięłaś?”.

I to wszystko nie było aż tak spektakularnym odkryciem w moim życiu. Co najwyżej lekko mnie zaskoczyło, zdziwiło lub wprawiło w zadumę. Tym natomiast, co zdecydowanie było spektakularnym odkryciem w moim życiu i co wywołało we mnie pierwsze objawy stresu pourazowego, to trzy pierwsze wersy opublikowanego raportu Głównego Urzędu Statystycznego o jakości życia, zaczynające się od słów: „Kres młodości upływa wraz z końcem 35 urodzin”. Większy szok przeżyłabym tylko wtedy, gdybym odkryła dodatkowe środki finansowe na własnym koncie.

Zdumiało mnie, że umknęło mi dziesięć lat życia, podczas których byłam święcie przekonana, że zaliczam się do pokolenia, o których starsi mówią z politowaniem „młodym to się w głowach poprzewracało” i które ma jeszcze wszystko przed sobą, a nie pół życia za sobą. Jestem w wieku średnim. Tak bez uprzedzenia pozbawiono mnie młodości.

A przecież powszechnie wiadomo, że obecnie wiek średni nie istnieje! Dzisiaj jest się młodym, bardzo młodym i tym, do którego skierowane są reklamy na problemy trawienne, gastryczne, menopauzalne, nietrzymanie moczu, zgagę i ten lek z czerwonym krzyżykiem na ból głowy, który, jak wiadomo, jest dla Goździkowej. A Goździkowa ma wiek nieokreślony, ale oscylujący między dziewięćdziesiątą ósmą wiosną a epoką sprzed Bogurodzicy.

I dopiero teraz zaczęłam łączyć pewne fakty. Niechętnie i z oporem, ale nie mogłam już przejść obojętnie obok wszystkich znaków, które od lat dawał mi wszechświat, i udawać, że to nie ja jestem ich adresatką.

Pierwszy strzał to dziecko. Moje osobiste dziecko. Jakoś nigdy nie zastanowiło mnie, że skoro ma więcej niż 150 cm wzrostu i może jeździć samochodem bez fotelika, a nawet na przednim siedzeniu, a zamiast do podstawówki, podwożę je do liceum, to tym samym mam PESEL powiększony o te wszystkie lata bezsenności, fochów i okrzyków: „mamo, ty nic nie rozumiesz!”.

I właśnie wówczas zrozumiałam. Zrozumiałam, że według mojego dziecka nie rozumiem, bo dla niego jestem z innej epoki. A przecież z innej epoki są moi rodzice, rodzice moich koleżanek i sąsiadka, która przeżyła Bieruta, Gierka i Gomułkę. Przypomniałam sobie również, jak kadrowa powiedziała w pracy, że zatrudnili nowe osoby do działu z rocznika 2000. Potraktowałam to wtedy jako dobry żart. Przecież małoletnich zatrudnia się gdzieś na końcu świata, w dalekiej Azji, by uszyli coś za miskę ryżu, co później zostanie sprzedane w modnej galerii handlowej za miliony monet. A kiedy lekarz zasugerował mi, że w „tym”wieku to powinnam zrobić już badania na osteoporozę i oznaczyć poziom TSH i FSH, pomyślałam, że zachęca mnie do wzięcia udziału w ogólnokrajowej kampanii profilaktycznej refundowanej przez NFZ, a nie, że jest to skierowane personalnie do mnie.

Siwizna na skroniach męża też nie była wynikiem przemijających wiosen w moim życiu, tylko jego proroczego gadania „osiwieję przez te twoje wydatki” – no gadał, gadał i wygadał. Mentalnie zatrzymałam się na 25 roku życia. Zmarszczki wokół oczu, grawitacja działająca na biust, trzydziestoletni kredyt w połowie spłacony, nagroda na dziesięciolecie zajmowanego stanowiska w pracy to tylko proces, wydarzenia, które pojawiają się w życiu, ale jakoś nie są kompatybilne z moim własnym poczuciem starzenia. I niby to wszystko wiem. Widzę to. Ale żeby tak od razu wiek średni? I kiedy melancholijnie wracam do czasów, kiedy miałam lat tyle, co ten największy dowód upływającego czasu w postaci własnego potomka, to przenoszę się w świat kaset magnetofonowych, walkmana, dresu kreszowego, kremu Nivea rozwiązującego wszelkie problemy, plecaka z zewnętrznym stelażem i must-have’em każdej szanującej się nastolatki, czyli: gumowych bransoletek, błyszczących naszyjników i kolczyków o kształcie koła wielkości tego od roweru dziecięcego. Czasów, gdy modę kreowały Annie Lennox i Madonna. A utwór Wake Me Up Before You Go-Go zespołu Wham nie był kultowy, tylko pojawiał się na listach przebojów jako najnowszy hit. A Wikipedia zajmowała całą półkę na meblościance i składała się z dziesięciu tomów Powszechnej Encyklopedii.

O matko! Faktycznie jestem z innej epoki!

Kiedy odkryłam, że mam 45 lat, porwałam się na rzecz szaloną i irracjonalną. Spróbowałam zrozumieć i zapanować nad biologicznymi zmianami wstecznymi w moim organizmie, by nie powiedzieć tego strasznego „starzeniem się”. Wpisując w przeglądarkę Google „kobieta po 45 roku życia”, nie do końca byłam świadoma, z czym za chwilę przyjdzie się mi zmierzyć. A zmniejszona reaktywność na bodźce, chwilowa tępota czy pomroczność jasna to tylko nieliczne z symptomów, które pojawiły się u mnie jako odpowiedź organizmu na rady, sugestie, informacje, komentarze, wskazówki i recepty całego wirtualnego wszechświata dotyczące tego, jak mam teraz godnie ten „wiek średni” przeżyć.

Mało jednak znalazłam tam informacji, jak przy tym nie zwariować. Bo teraz z najciemniejszych zakamarków mojego przedmenopauzalnego ciała wynurzać się będzie miażdżyca tętnic, nadciśnienie, reumatyzm, choroby onkologiczne i przewlekła obstrukcja płuc. Stowarzyszenie geriatryczne – trzy razy przeczytałam „geriatryczne” – uświadomiło mnie, że koło 45 roku życia zaczyna się w moim życiu okres przedstarczy, podczas którego w tkankach z kopyta ruszą wszelkie zmiany degeneracyjne. Przemiana materii spowolni do etapu, gdy tkanka tłuszczowa zacznie się gromadzić od samego zapachu czekolady, suchość pochwy pokona libido, a niski poziom melatoniny i pojawiająca się bezsenność da mi możliwość dorabiania w nocy na stróżówkach. Nad tym wszystkim zapanuje wszechpotężna i złowroga menopauza. Skóra zwiotczeje i zsunie się z twarzy, cycków, brzucha, zatrzymując się na poziomie wystających kolan. Permanentne zatwardzenie wyhoduje hemoroidy, przy których te ciążowe mogą się schować w czeluściach wiadomo czego. Hormony będą walić z siłą wodospadu, siejąc spustoszenie w moim życiowym mirze. A uderzenia gorąca, zimna, lepkość rąk, potliwość to tylko niektóre z czyhających w niedalekiej przyszłości hydrologicznych atrakcji.

W momencie gdy posiadłam wiedzę na temat konsekwencji bycia kobietą w średnim wieku, uciec od brutalnej rzeczywistości już nie mogłam. Reklamy środków na trawienie, na brak retinolu, uderzenia gorąca czy żelu nawilżającego są skierowane do mnie. To ja jestem ich adresatką. I tylko krok mnie dzieli od bycia beneficjentką majtek na nietrzymanie moczu, środków na pamięć i tabletek dla Goździkowej. A na urodziny niebawem zacznę otrzymywać Dopel Herz.

Ale bez paniki. Nie jest aż tak dramatycznie i nie jestem pozostawiona sama sobie. Cała rzesza psychologów, trenerów personalnych, live coachów, samozwańczych uzdrowicieli, influencerów i serialowych ekspertów już pukają do mych wirtualnych drzwi, by nieść mi pomoc w ciężkim dla mnie okresie życia i ukoić moją skołataną starczą duszę. Z czeluści Facebooka, Instagrama, TikToka i całego wszechświata social mediów nadciąga ratunek dla zaskoczonych wiekiem 45-latek takich jak ja. Przychodzi w postaci: szkoleń, webinarów, instruktaży, prac naukowych i pseudonaukowych, studium, treningów, podcastów, wywodów, książkowych bestselerów, cudownych rad, warsztatów, opinii eksperckich, sympozjów online, internetowych sesji terapeutycznych, briefingów, dzięki którym dowiaduję się, że: mam się nie przejmować, starzeć godnie, albo i nie, botoks, kwas hialuronowy jest dla wszystkich, dla tych po 45 roku życia też. Od teraz będę mogła wykreować swoje życie, jak chcę, nie będę musiała się już niczym przejmować, mam być świadoma siebie i wszystkiego wokoło, wiem już, co chcę, a jak nie wiem, to zapiszę się na jakiś webinar i już się dowiem. Mam dbać o siebie, ale i nie ulegać modzie. Mogę w końcu się ubierać, jak chcę, ale nie wyglądać jak dzidzia piernik. Mogę też pieprznąć robotę w korpo i wyjechać w Bieszczady sadzić marchewkę i wieść uduchowione życie. Tutaj co prawda muszę być przygotowana na to, że bank nie do końca może wspierać mnie w tym pomyśle, jeśli pozostało mi naście lat spłaty kredytu na współdzielony z nim lokal mieszkalny, który obecnie zajmuję. Generalnie mam się nie ograniczać, czerpać z życia garściami, szaleć, spełniać marzenia, odkrywać nowe możliwości, ale równocześnie muszę pamiętać o zdrowym trybie życia, ograniczaniu soli, cukru – bo wiadomo, metabolizm nie ten – spaniu 8 godzin, unikaniu alkoholu i słońca. Stresu i tłuszczy odzwierzęcych też mam unikać. A i powinnam również uprawić seks. Dla zdrowotności, bo poprawia krążenie.

Wkraczając w wiek średni, muszę być przygotowana na syndrom opuszczonego gniazda, starość rodziców i opiekę nad zwierzętami, które chciały dzieci, ale nie ma już dla nich miejsca w akademikach i innych wynajmowanych lokalach, gdzie będą poznawać przyjemności życia zakazane pod dachem rodzinnego domu. Muszę wyjść już z roli tylko mamy, ale równocześnie przygotować się do bycia babcią. Zaakceptować siebie, ale dążyć do ciągłego rozwoju. Być spokojną, ale też być na bieżąco z nowinkami technicznymi, muzyką młodzieżową, nie dziadzieć i zażywać dużo witaminy C i D. Jeść orzechy. I ryby. Ale ryby tylko beż ciężkich metali. I ćwiczyć mięśnie Kegla – koniecznie.

Nie byłam świadoma, że współcześnie bycie kobietą w średnim wieku może być tak bardzo absorbujące, a powszechnym kryterium do oceny mnie będzie data urodzenia, menopauza, styl ubierania czy makijaż. A to wszystko, by ukryć fakt, że się starzeję. Bo to, że będę się starzeć, to pewne jak podatki i śmierć, ale czy będę stara, to już kwestia wyboru. Mojego.

No cóż, witaj, przygodo. Biorę swój własny średni wiek na klatę.

II

LOVE STORY WIEKU ŚREDNIEGO

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Spis treści:

OKŁADKA
STRONA TYTUŁOWA
I. GDY ODKRYJESZ, W JAKIM WIEKU JESTEŚ
II. LOVE STORY WIEKU ŚREDNIEGO
III. JESTEŚ DOROSŁYM DZIECKIEM SWOICH RODZICÓW
IV. KOBIETA KOBIECIE
V. KRÓTKA RÓŻNICA KULTUROWA
VI. MENOPAUZA W ŻYCIU 45-LATKI
VII. TOAST „BLIŻEJ NIŻ DALEJ”, CZYLI BYCIE KOBIETĄ 45-LETNIĄ W POLSKIM PRL
VIII. CZEGO BOI SIĘ KOBIETA PO 45 ROKU
IX. JAK CIĘ WIDZĄ
X. DIETA, OD KTÓREJ NIGDY NIE SCHUDŁAM
XI. MASZ NASTOLETNIE DZIECKO
XII. ZMIANA PRACY
XIII. CO NA TWARZY, TO NA JĘZYKACH
XIV. CIĄŻA LAST MINUTE

Kobieto! Spokojnie, to tylko wiek średni

ISBN: 978-83-8373-637-2

© Joanna Pawłowska i Wydawnictwo Novae Res 2025

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Marta Grochowska

KOREKTA: Paulina Górska

OKŁADKA: Paulina Radomska-Skierkowska

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Grupa Zaczytani sp. z o.o.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek