Siła wiary - Jachnik Magdalena - ebook
NOWOŚĆ

Siła wiary ebook

Jachnik Magdalena

3,4

331 osób interesuje się tą książką

Opis

Scarlett jest jedną z najlepszych terapeutek w mieście. Jej zajęcia dla osób uzależnionych cieszą się dużym zainteresowaniem. Mimo spełnienia zawodowego życie prywatne kobiety jest w zawieszeniu. Scarlett tkwi w związku bez zobowiązań, a większość wieczorów spędza samotnie. Jest to pokłosie nieszczęśliwego dzieciństwa, które wciąż nie daje o sobie zapomnieć.

 

Co się stanie, kiedy próg sali przekroczy zaniedbany Declan? Mężczyzna mierzy się z potwornym bólem związanym z przeszłością, a jego uzależnienie od alkoholu jest na tyle silne, że szuka pomocy. Scarlett postanawia, że zrobi wszystko, aby mu pomóc.

 

Do czego doprowadzą ich częste spotkania? I co się wydarzy, gdy relacja terapeutki i pacjenta wejdzie na grunt prywatny?

 

 

Siła wiary to porywająca historia, której lekkość wciągnie Was od pierwszych stron, a towarzyszące czytaniu uczucia i emocje sprawią, że nie będziecie mogli oderwać się od czytania. Ta powieść pokazuje, że bez względu na przeszłość możemy znaleźć szczęście, a miłość spotkać w najmniej spodziewanych miejscach.

Polecam!

Paula Ciulak

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 218

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,4 (5 ocen)
3
0
0
0
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Antiochia1

Nie oderwiesz się od lektury

😍
21
Guleczka

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna,poruszajaca i pouczającą opowieść. Warra przeczytania.Bardzo polecam
11
MistrzManifestacji9

Nie polecam

Yyyy nie.
01



Tej autorki w Wydawnictwie WasPos

Na szczycie władzy. Tajemnice – (duet z P. Ciulak)

Skłam mi jeszcze raz – (duet z P. Ciulak)

Siła wiary

W PRZYGOTOWANIU

Na szczycie władzy #2 – (duet z P. Ciulak) (lipiec 2025 r.)

Wszystkie pozycje dostępne również w formie e-booka

Copyright © by Magdalena Jachnik, 2025Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2025 All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Aneta Krajewska

Projekt okładki: Adam Buzek

Zdjęcie na okładce: Adobe Firefly

Ilustracje wewnątrz książki: pngtree

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w internecie

ISBN 978-83-8290-722-3

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Epilog

Prolog

Scarlett

Pamiętałam czasy, kiedy to chciałam sobie wmówić, że może być lepiej, że wszystko, co widzę, to jedynie wytwór mojej dziecięcej wyobraźni. Tylko że właśnie tak nie było. Przekonałam się dopiero, gdy kończyłam szkołę. Właśnie wtedy wracając z podstawówki ze świadectwem, na którym widniał czerwony pasek, tylko po to, by mnie ktoś pochwalił, przysięgłam, że odmienię swoje życie, a z czasem pomogę również innym ludziom. To było moje postanowienie, które stało się sensem mojego życia.

Kilka lat później ciężko pracowałam w pobliskiej knajpce, zajmując stanowisko na zmywaku. Nie była to łatwa praca, ale przynajmniej w ten sposób byłam w stanie zarobić na wymarzone studia.

– Scarlett! Scarlett! – Usłyszałam donośny głos swojego kolegi z pracy, który starał się zwrócić na siebie uwagę. – Znowu kawa i papieros?

Emmet był przystojnym mężczyzną. Wysoki, lekko umięśniony szatyn o niespotykanych szmaragdowych oczach. Niejednej dziewczynie zawróciłby w głowie, ale on miał inne preferencje. Kiedyś nawet przez przypadek wydawało mi się, że mnie podrywa, ale dał mi jasno do zrozumienia, że jeżeli zmienię się w mężczyznę, to o tym pomyśli.

Od tamtego czasu stał się dla mnie idealnym przyjacielem. Mogłam zwierzyć się mu ze wszystkiego, nie myśląc o konsekwencjach i o ocenianiu. Nie potrzebowałam koleżanek, bo on mi je zastępował w stu procentach. Wspólne zakupy, wybieranie garderoby pasującej na randki, a także zwierzanie się z najmniejszych zawodów miłosnych – zawsze miałam go przy sobie.

– Muszę jakoś funkcjonować. Zakuwałam od samego rana. Niestety, czas sesji – wyjaśniłam i zaciągnęłam się kolejny raz, po czym wypuściłam sporych rozmiarów chmurę dymu z ust.

– Po co bierzesz tyle nadgodzin? – Przechadzał się w tę i z powrotem.

– Chciałam więcej odłożyć, może na jakąś małą wycieczkę, a wiesz, że studia sporo kosztują. – Odchrząknęłam i spojrzałam mu w oczy. Widziałam doskonale, że on już wie, że kłamię. – A zresztą Annet się rozchorowała i wzięłam jej wszystkie dodatkowe godziny.

– Trzeba było tak od razu, a nie tu kręcić. Pokaż grafik, podzielimy się – zaproponował, wyciągając rękę w moją stronę.

Zawsze mogłam na niego liczyć. Tak było i później. To właśnie on pomógł mi w dokończeniu studiów, a potem w zostaniu licencjonowaną panią psycholog.

Mówią, że marzenia się spełniają. I tak właśnie było w moim przypadku. Po skończeniu studiów otworzyłam prywatną praktykę. Na początku chciałam stworzyć spółkę z Emmetem. Ale on stwierdził, że jeżeli mamy dalej się przyjaźnić, to lepiej niczego nie zmieniać. Więc ja robiłam swoje, a on postanowił jednak pójść w innym kierunku. Został kucharzem.

W końcu robiłam to, czego tak bardzo pragnęłam, mogłam pomagać ludziom z problemami uzależnień. Może ja nie byłam bezpośrednią ofiarą alkoholu i narkotyków, ale widziałam, co to zło potrafi uczynić z człowiekiem.

Byłam DDA – Dorosłym Dzieckiem Alkoholików. Termin ten definiował osoby wywodzące się z rodzin, w których nadużywano alkoholu. Oznaczało to, że jeden lub oboje rodziców zmagało się w przeszłości lub zmaga obecnie z chorobą alkoholową.

Rozdział 1

Scarlett

– Witam was wszystkich. Cieszę się niezmiernie, że kolejny raz stawiliście się w takim samym składzie. Kto ma ochotę zacząć i opowiedzieć, jak mu minął tydzień? – pytałam i rozglądałam się po sali, kto pierwszy odważy się podjąć rozmowę.

Za każdym razem dla tych osób była to swoista walka samych ze sobą, którą toczyli każdego dnia swojej wstrzemięźliwości. Moja grupa wsparcia liczyła zaledwie dziesięć osób. Nie była ani mała, ani duża, taka w sam raz. Dzięki temu potrafiłam wysłuchać każdego z osobna i mu pomóc. Zarówno wszystkie te osoby, jak i ich niezbyt ciekawe historie znałam na pamięć. Nie mogłam się nie zgodzić, że i alkoholizm, i narkomania są najgorszymi chorobami. Jak wpadnie się w nie głęboko, to bardzo trudno się wydostać.

Dlaczego zostałam terapeutką?

Sama długo się zastanawiałam, czy to właściwa droga, którą mam zamiar dalej iść.

A może to był mój wewnętrzny bój z duchami przeszłości?

Byłam córką alkoholiczki, która nie potrafiła się pozbierać po tym, jak ojciec od nas odszedł, kiedy miałam zaledwie dwa lata. Nawet nie kochał mojej matki. Był z nią ze względu na mnie, a poniżał na każdym kroku. Stosował wobec niej przemoc psychiczną, a ta chyba była gorsza od tej fizycznej. Nie mogłam powiedzieć, że ją bił. Nigdy nie podniósł ręki ani na nią, ani na mnie, ale…

Właśnie to wszystko wiązało się z tym, że nie traktował jej jak kobietę, tylko jak zwykłe popychadło. Chciał, aby była kurą domową, a mnie uważał za zło, które niepotrzebnie przyszło na świat, a bez którego nie musiałby wiązać się z kimś, kogo nawet nie kochał. Wytrzymał w tym związku zaledwie trzy lata i poznał inną kobietę, która tak jak on chciała się dobrze bawić.

Moi rodzice byli młodzi, a wpadka nie dała im możliwości na miłość.

Kończąc zaledwie piętnaście lat, byłam zdana wyłącznie na siebie. Mama stała się wrakiem człowieka. Nie chciała się leczyć. Nie chciała walczyć. Poddała się całkowicie. Nawet nie zważała na to, że powinna żyć ze względu na mnie. To wszystko było dla niej za dużo. Ojciec jej nie kochał, ale ona oddała mu całe serce.

Po próbie samobójczej wylądowała w szpitalu psychiatrycznym, a mną zaopiekowała się ciotka, która nie mogła mieć dzieci. Dopiero wtedy zobaczyłam, jak to jest mieć prawdziwą rodzinę, która się o mnie troszczy i zrobi wszystko, aby zapewnić mi dom, na jaki zasługiwałam.

Postanowiłam, że będę walczyć. Stanę się silna i pomogę ludziom, którzy nie potrafią sobie radzić z życiem. I tak właśnie po wielu latach nauki siedziałam tu i pomagałam.

– Ja! – odezwała się Phope, podnosząc się z krzesła.

– Dobrze. W taki razie słuchamy – odpowiedziałam spokojnym tonem.

Kiedy kobieta już miała zacząć swoją wypowiedź, ktoś niepewnie zapukał do drzwi. Początkowo było to takie ciche stuknięcie, że prawie go nie usłyszałam, ale później było głośniejsze i bardziej odważne.

– Proszę! – wykrzyknęłam, aby postać po drugiej stronie mnie usłyszała.

W progu masywnych, drewnianych drzwi pojawił się mężczyzna.

Przez chwilę mu się przyglądałam.

Na moje oko był sporo po czterdziestce albo przynajmniej tak wyglądał. Był zaniedbany, ale czego się spodziewać po osobach uzależnionych, które nie mają czasu, aby o siebie dbać, bo ważniejsze jest picie, ćpanie albo całkiem inne sprawy.

Ubrany był dość przeciętnie. Niebieskie, sprane dżinsy i rozpięta kurtka, spod której wystawał zielonkawy sweter. Długie blond włosy związane w kucyk, rzadko spotykany u mężczyzn, zapewne dawno nie pamiętały szczotki. Nie wspominając już o brodzie, która jakby mogła, to żyłaby swoim życiem. Oczy miał zielone, przenikliwe i tak strasznie nieobecne, ale było w nich coś, co budziło niezmierne zaufanie i swoistą chęć walki.

– Dzień dobry – odburknął.

– Chciałby pan do nas dołączyć? – zapytałam, uśmiechając się, aby dodać mu odwagi, pokazując przy tym ręką na krąg, który tworzyli zgromadzeni.

– Tak właściwie to nie wiem… – zaczął niepewnie, cofając się o parę kroków.

– To po co pan tu przyszedł? – Podniosłam się, spoglądając mężczyźnie głęboko w oczy.

Pewnym krokiem zaczęłam podążać w jego stronę. Będąc tuż przy nim, gestem pokazałam, aby wszedł do środka. Mimo że posturą mężczyzna mógłby wzbudzić strach, gdybym znalazła się z nim na ulicy, to w tej chwili skurczył się jak szczenię. Bał się mnie i bał się miejsca, w którym się znalazł. Tu właśnie ja byłam górą.

– My tutaj nie gryziemy – powiedziałam. – A na pewno postaramy się pomóc. Więc zapraszam.

– Zobaczymy – odezwał się gburowato pod nosem.

Przez mężczyznę przemawiał pesymizm, ale dla mnie to znaczyło dodatkowe wyzwanie. A wyzwania to moje drugie imię. Nie dałabym się tak łatwo spławić. Nie mogłam przejść obojętnie, postanowiłam mu udowodnić, że wszystko można jeszcze naprawić.

Taka właśnie byłam – silna i zdecydowana. Taką mnie uczyniło życie. Tylko ja wiedziałam, ile trzeba przejść i jak bardzo trzeba się starać, żeby nie ponosić konsekwencji innych osób.

– Proszę, to będzie twoje krzesło i twoje miejsce. – Wzięłam z rogu pokoju siedzisko i skierowałam się w jego stronę.

– Dziękuję pani. – Spojrzał na mnie, a ja wyczytałam w jego wzroku niepewność.

– Scarlett. – Wyciągnęłam dłoń. – Żeby było swobodniej, to nie panujemy sobie. Traktujemy siebie, jakbyśmy byli przyjaciółmi. W końcu za chwilę zdradzisz nam swoje imię i swoją tajemnicę.

– Declan Tremblay.

– Declanie, usiądź. Na początek posłuchaj z nami opowieści Phope, a później sam powiesz coś o sobie. Może to będzie dla ciebie łatwiejsze, jeżeli zobaczysz, jak się odbywa.

– Phope, to opowiedz nam swój tydzień – zachęcałam kobietę, bo przez chwilową przerwę się zawahała.

– To już dwudziesty ósmy tydzień, kiedy nie biorę narkotyków. Mój tydzień…

Zatopiłam się w fotelu. Siedziałam i przysłuchiwałam się, jak jedna z moich podopiecznych dobrze sobie radzi. W notatniku, który trzymałam na kolanach, zaznaczałam krzyżyki przy imieniu dziewczyny. Rozpierała mnie duma, gdy słyszałam, że mimo pokus ktoś potrafił iść swoją wybraną, nową i o wiele lepszą ścieżką i tak się jej kurczowo trzymać.

Co jakiś czas mój wzrok lądował na mężczyźnie, który dzisiaj uraczył nas swoim towarzystwem. Widziałam, jak bardzo jest zestresowany oraz jak z każdą kolejną minutą ma ochotę wyjść. Jego dłonie były kurczowo zaciśnięte na poręczy krzesła, a na czole pojawiła się pulsująca żyła. Zdawałam sobie sprawę, jak czuł się człowiek, który pierwszy raz musiał publicznie przyznać się do porażki, który chciał zacząć nowy etap, ale potwornie bał się zmian. Zrezygnowanie z czegoś, co wydawało się łatwiejsze, też było wyczerpującym zadaniem.

Kiedy kobieta skończyła przemowę, reszta zgromadzonych zaczęła klaskać. Nie dość, że za każdym razem wszyscy słuchali, to jeszcze dodawali sobie otuchy i chęci walki.

– Dziękuję ci za te zwierzenia. A teraz przywitajcie się z Declanem. – Wskazałam dłonią w stronę mężczyzny, uśmiechając się do niego, ale chyba nic to nie dało, bo nie odwzajemnił uśmiechu.

– Cześć, Declan…

– Miło, że jesteś…

– Z nami będzie ci raźniej…

– Opowiedz nam, czemu tu jesteś i co cię skłoniło do zmiany swojego życia.

Mężczyzna się podniósł i nerwowo rozglądał po sali. Nikt się nie odzywał, ale każdy mu się przyglądał. Chyba było to dla niego za dużo. Mimo że my się nie ocenialiśmy, to on jeszcze o tym nie wiedział.

– Jaaa… – zaczął niepewnie. – Jestem Declan. Nie piję od dwóch dni – powiedział, po czym usiadł.

– Proszę, opowiedz nam więcej – zachęcałam.

– Nie chcę – zaprotestował.

– Jesteś tutaj, bo szukasz pomocy. Musisz nam powiedzieć, wtedy będzie ci lepiej, a nam będzie łatwiej ciebie poznać.

– Powiedziałem już raz! Nie będę się nikomu zwierzał! – podniósł głos, a jego oczy pociemniały.

– Dobrze. Zrobimy to pomału. Na następnym spotkaniu spróbujemy jeszcze raz. Nic na siłę. – Urwałam. – Teraz przejdźmy do kolejnej osoby.

Zaczęłam się rozglądać, pozostali byli równie zaskoczeni jak ja. Nie tego się spodziewaliśmy. Każda nowa osoba mówiła, po co tu przyszła. Ale nie tym razem. Domyślałam się, że z Declanem i z jego otworzeniem się nie będzie tak łatwo, lecz lubiłam wyzwania i to było moje kolejne.

John był następnym gotowym do opowiedzenia o swoim trudnym tygodniu. Podziwiałam każdą z tych osób. Słuchałam uważnie. Ale aż do końca spotkania moje myśli krążyły wokół Declana, który spuścił głowę i siedział zamyślony. Domyślałam się, że musi toczyć potworną walkę. Tylko do tego musiał dojść sam. Nie pomogę nikomu, kto nie będzie tego chciał.

Po zakończeniu spotkania właśnie on jako pierwszy opuścił pomieszczenie.

Rozdział 2

Declan

Kiedy tylko spotkanie się skończyło, prawie stamtąd wybiegłem. Nie miałem zamiaru opowiadać obcym ludziom, co skłoniło mnie do takiego życia. Dlaczego nie potrafiłem sobie poradzić z dnia na dzień? Dlaczego z czasem najlepszym rozwiązaniem stało się zaglądanie do kieliszka i topienie smutków w alkoholu? To właśnie było to, czego tak bardzo się wstydziłem.

Na szczęście nie zagłębiłem się tak bardzo w rozpaczy i depresji, by popaść w narkomanię. Wtedy wyjście z tego mogło być jeszcze gorsze. A tak… Patrząc na tę całą terapeutkę Scarlett, uznałem, że jest malutka szansa, aby jeszcze normalnie żyć. Miała w sobie coś, co budziło moje zaufanie. Może właśnie dlatego przyszedłem. Dlatego postanowiłem spróbować.

Spanikowałem.

Stchórzyłem.

Bałem się.

Szlag!

To właśnie czułem, siedząc pośród zgromadzonych w sali. Kiedy tylko zacząłem swoją opowieść, czułem na sobie spojrzenia wszystkich obecnych. Może i domyślałem się, że są tak samo zagubieni jak ja, ale to były moje problemy. To ja chciałem wygrać. To nie były ich sprawy. Natłok emocji spowodował, że przestałem myśleć racjonalnie, a jedyne, na co się odważyłem, to ucieczka.

Biegłem przed siebie jak opętany, nie wiedząc nawet, dokąd zmierzam. Dopiero kiedy uznałem, że jestem wystarczająco daleko, poczułem, jak w kącikach oczu zbierają mi się łzy. W końcu byłem gotów, aby dać im upust. Zawsze uważałem, że mężczyzna, który płacze, jest mięczakiem. Ale właśnie tego potrzebowałem. Musiałem znaleźć na swojej drodze osobę, która zasieje małe ziarenko nadziei, a ta kobieta właśnie we mnie trafiła.

Zmienię się. Nawet jeżeli to będzie mnie bardzo dużo kosztować.

Usiadłem na krawężniku i podniosłem głowę, przecierając przy tym mokre policzki. W chwili kiedy ujrzałem bezchmurne niebo, poczułem dziwny cień nad sobą. Uniosłem głowę jeszcze wyżej i zauważyłem bezdomnego. Przysiadł się do mnie. Spojrzałem w jego stronę, robiąc przy tym najgroźniejszą minę, na jaką było mnie stać. Nie uciekł, nie poruszył się, ale zza pazuchy starej, brudnej, poniszczonej kurtki wyjął małą piersiówkę. Odkręcił ją, po czym wyciągnął rękę w mój stronę.

– Łyka? – zapytał, wymachując.

Dość długo się wahałem. Zbliżyłem dłoń, ale kiedy opuszki otarły się o metal, momentalnie ją cofnąłem.

– Nie, dziękuję – odparłem, ciężko łapiąc powietrze.

– Przecież widzę, że masz ochotę – nalegał, prawie wciskając piersiówkę w moje dłonie.

– Nie piję! – wykrzyczałem, czując rosnący gniew.

Nie miałem pojęcia, dlaczego się na nim wyżywam. Przyglądałem mu się wnikliwie. Był zmęczony życiem. Przepity. Brudny. Bez dachu nad głową, ale za to z uzależnieniem. Właśnie taki nie chciałem się stać. Nie chciałem stracić wszystkiego, na czym jeszcze mi zależało. Przełknąłem gorzką ślinę, bo dzięki wyobraźni poczułem smak alkoholu, który mógłby rozlać się po gardle.

– Nie to nie. Więcej dla mnie.

Mężczyzna przechylił piersiówkę i na raz opróżnił całą jej zawartość. Podniosłem się i bez słowa odszedłem, póki jeszcze miałem trochę silnej woli.

***

Idąc wzdłuż ulicy, obserwowałem zadowolone, spacerujące pary. Cieszyły się z życia, były uśmiechnięte. Tak bardzo mi tego brakowało. Tak bardzo chciałbym na powrót to poczuć.

Przystanąłem i skupiłem wzrok na witrynie sklepu spożywczego.

Postanowiłem, że wejdę i kupię coś zdrowego na kolację. Ostatnimi czasami zaopatrywałem się tylko w konserwy, które mogłem zjadać bez konieczności przygotowania, nie tracąc ani czasu, ani zbędnej energii na stanie przy garach.

Moja silna wola uleciała tak szybko, jak szybko się pojawiła. Uzależnienie okazało się silniejsze. Mimo że pozbyłem się z domu całego zapasu alkoholu, to w sklepie nie wytrzymałem. Wypakowując zakupy na taśmę, wzrok skupiłem na jednym punkcie. Stałem i patrzyłem przed siebie.

Tuż za sprzedawczynią stało wino.

Wino to przecież nie alkohol. To słaby trunek, który normalni ludzie piją do obiadu albo przy jakichś skromnych okazjach. W kościele ksiądz też pił wino i nikt nie wyzywał go od alkoholików. Od jednej lampki jeszcze nikt nie umarł, więc nic nie szkodziło, że wziąłem. Tak właśnie sobie to tłumaczyłem.

Wyszedłem ze sklepu z siatką, w której znajdowała się butelka. Nie kupiłem więcej alkoholu, tylko to jedno wino.

Będąc już w mieszkaniu, postawiłem butelkę na małym stoliku w salonie. Wolnym krokiem podążyłem do kuchni. Wypakowałem resztę zakupów, po czym wziąłem się do przygotowania kolacji. Mimo dużych chęci, które miałem w sklepie, posmarowałem tylko chleb masłem i położyłem na nim wędlinę. Reszta produktów szybko znalazła się w lodówce i w szafkach. Zostanie na jutro na obiad.

Podążyłem do salonu. Usiadłem na sofie i patrzyłem przed siebie. Biel ściany aż mnie oślepiała. Już dawno nie miałem okazji przyjrzeć się swojemu mieszkaniu. Zawsze kiedy chciałem posprzątać, nie miałem na to ani czasu, ani tym bardziej siły. Wszystko zdawało się ważniejsze. Od dwóch dni sprzątałem, aby zająć czymś głowę i nie myśleć wyłącznie o piciu.

W salonie znajdowały się zaledwie skórzana sofa, mały stolik i komoda, a na niej telewizor. Nie potrzebowałem niczego więcej. Całe mieszkanie było urządzone w minimalistycznym stylu.

Wstałem, poszedłem do szafki w kuchni, wyciągnąłem lampkę do szampana, a później otwieracz i wróciłem do salonu. Znowu usiadłem i zacząłem się zastanawiać.

Pić czy nie pić.

Wziąłem głęboki oddech.

Declan, nic ci nie będzie. To wino prawie w ogóle nie ma procentów. Może i ma, ale przecież jest słabiutkie.

Tłumaczyłem swoje zachowanie, napełniając szkło aż po brzegi. To było silniejsze ode mnie.

Pierwszy łyk od paru dni, a ja poczułem, jak ciepło rozlewa się po najmniejszych komórkach mojego ciała, powodując niezrozumiałą euforię i duży przypływ adrenaliny.

Odstawiłem lampkę i patrzyłem. Długo nie musiałem czekać, bo już po chwili opróżniłem ją za jednym zamachem.

I kolejną.

I kolejną.

Nie miałem umiaru.

Okazało się, że mam za mało alkoholu. Potrzebowałem jeszcze. To było silniejsze ode mnie. Nie potrafiłem zapanować nad swoją chęcią napicia się.

Ubrałem się i szybkim krokiem ruszyłem do sklepu.

Tym razem nie wziąłem jednej butelki wina, ale dużą zgrzewkę piwa, tłumacząc sobie, że przecież piwo to także nie jest alkohol. A co mi będzie po jednym czy dwóch? Byłem spragniony i chciałem tylko zmoczyć usta. A zimne piwko zawsze przynosiło ukojenie.

Nie miałem już opanowania, wypiłem wszystko, po czym urwał mi się film. Obudziłem się nad ranem, męcząc się z potwornym kacem. Wyrzuty sumienia były jeszcze większe, niż zdarzało się to wcześniej. Nie tylko zawiodłem siebie, ale również poczułem się tak, jakbym zdradził właśnie Scarlett. Chciałem dalej walczyć ze swoimi słabościami. Chciałem udowodnić każdemu, że jestem na tyle silny, że potrafię panować nad swoimi słabościami.

Bo jak nie teraz, to kiedy?

Rozdział 3

Scarlett

Gdy podnosiłam się z łóżka, pod powiekami zobaczyłam tajemniczego mężczyznę, który pojawił się na spotkaniu. Nie wiedziałam dlaczego, ale wzbudzał we mnie wewnętrzną fascynację i mimo że minął prawie tydzień, cały czas o nim myślałam.

Może dlatego, że rozszyfrowanie go było dla mnie wyzwaniem. Chciałam się przekonać, czy to tylko jednorazowa wizyta, czy Declan postanowi zjawić się kolejny raz. Czy będzie chciał opowiedzieć swoją historię? Czy dalej będzie grał takiego niedostępnego?

Te wszystkie pytania powodowały, że ten mężczyzna często gościł w mojej głowie. Chyba że tylko tak to sobie tłumaczyłam.

Spotkanie z grupą miało się odbyć dopiero jutro, a ja nie potrafiłam się na niczym innym skupić.

Spojrzałam na telefon i zauważyłam na wyświetlaczu połączenie od mojego przyjaciela. Oczywiście, jeżeli można było go tak nazwać. Z Leo spotykaliśmy się, chodziliśmy na randki, co zazwyczaj kończyło się niezobowiązującym seksem. Takie życie mnie interesowało. Nie chciałam wiązać się na dłużej, on tak samo. Nigdy nawet nie rozmawialiśmy o związku.

Leo to nie typ księcia z bajki. Możliwe, że gdyby zmienił zdanie, to ja również zapragnęłabym być z nim na stałe tylko z tego względu, że znaliśmy się na tyle, by wiedzieć, czego możemy spodziewać się po sobie.

Biorąc smartfon w dłoń, nacisnęłam na przycisk, aby oddzwonić. Czekałam kilka krótkich sygnałów.

– Czyżbym cię obudził – wyszeptał seksownym głosem, który za każdym razem przyprawiał mnie o gęsią skórkę na karku.

– Już nie śpię.

– Ale spałaś. – Wybuchnął śmiechem.

– Niech ci będzie – odburknęłam, przyłapana na kłamstwie.

– Randka wieczorem? – zapytał Leo.

– Co konkretnie proponujesz? – droczyłam się z nim, zaciskając kurczowo palce na pościeli, bo oczywiście wiedziałam, co mu chodzi po głowie.

A może on wyczuł mój nastrój i postanowił, że przyda mi się odreagować. Chciałam poczuć się tak, jakby ktoś nie widział świata poza mną.

– Kino, kolacja, a później śniadanie – powiedział szybko.

– Powiedzmy, że się zgadzam – oznajmiłam, ściskając mocno telefon.

– To powiedzmy, że będę po ciebie o osiemnastej.

– Pasuje. Do później.

– Cześć, słońce.

Nim się obejrzałam, połączenie zostało przerwane. Wszystko wydawało się takie proste. Zero zobowiązań to również zero rozczarowań.

Podniosłam się i podążyłam do łazienki. Zimny strumień wody miał mi przynieść ukojenie, ale moje myśli i tak kolejny raz krążyły wokół Declana.

Cały dzień nie mógł być nieudany tylko dlatego, że nie potrafiłam się skupić. Nie potrafiłam wymazać tego mężczyzny z głowy. Za wszelką cenę chciałam go zrozumieć, ale przecież był jednym z wielu pacjentów, którzy do mnie przychodzili.

Gdy moje mięśnie stały się rozluźnione, postanowiłam, że póki nie mam zaplanowanego popołudnia, poszukam informacji na temat Declana. Właśnie to było dla mnie priorytetem. Chciałam za wszelką cenę wiedzieć, kim jest ten człowiek i z czym się mierzy, aby jak najlepiej mu pomóc. Nie interesował mnie jako facet. Chociaż nie mogłam się wyprzeć, że mimo zaniedbania wydaje się bardzo przystojny, on interesował mnie wyłącznie jako pacjent.

Owinięta w szlafrok, podeszłam do biurka i usadowiłam się na krześle. Włączywszy komputer, zaczęłam przeglądać media społecznościowe. Ku mojemu zdziwieniu, nikt mi się nie wyświetlił po wpisaniu „Declan Tremblay”. Przeszukałam kilka profili osób, które miały takie nazwisko, ale żaden nie należał do niego. Sprawdzenie kobiet o tym nazwisku również do niczego mnie nie doprowadziło. Czułam się przez moment jak stalkerka, która za wszelką cenę chce dopaść swoją ofiarę, ale przecież robiłam to w dobrej sprawie. Prawda?

Przeskoczyłam na główną przeglądarkę, wpisałam hasło w wyszukiwarce i czekałam. Nic! Zupełna pustka. Tak jakby ten człowiek nie istniał. Było to dla mnie niepojęte, bo w dobie skomputeryzowanego świata takie rzeczy się nie zdarzały.

Chyba że tak cenił sobie prywatność i spokój. Tak właśnie mogło być. Widocznie taki był.

Nie wiedziałam, czemu chcę go usprawiedliwić, sądząc, że jest dobrym człowiekiem, który się tylko zagubił. A jeżeli nie? Byłam tylko od pomagania, a nie od sprawdzania najmniejszego szczegółu z życia pacjentów.

Oparłam głowę o zagłówek fotela i przymknęłam powieki. Cieszyłam się, że wieczorem spotkam się Leo. To będzie odskocznia od całego tego zgiełku w moim umyśle.

***

Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, wiedziałam, że Leo jak zawsze przyszedł szybciej, niż powinien.

– Cześć – powiedziałam, uśmiechając się, kiedy zauważam go w progu.

– Wyglądasz olśniewająco, Scarlett. – Przekroczył próg, a na moim policzku złożył czuły, ale za to bardzo gorący pocałunek.

– A ty jak zwykle niczego sobie.

Przyglądałam się mężczyźnie, który nie zawiódł.

Był przystojny, świetnie zbudowany, przystrzyżony, a jego twarzy nie zdobił zarost. Sama nie wiedziałam, czy wolę mężczyzn z zarostem, czy jednak nie. Uznałam, że jak trafię już na tego jedynego, to wcale nie będę się zastanawiać.

Leo ubrany był w dopasowane spodnie od garnituru oraz szarą koszulę, która opinała się na jego pokaźnych mięśniach. To właśnie w nim uwielbiałam. Niby-zwyczajny, ale strasznie seksowny.

– Gotowa? – zapytał radośnie.

– Jasne. To co proponujesz?

– Na początek kolacja. Chodź, tam jest auto. – Mężczyzna podał mi ramię i poprowadził w stronę samochodu sportowego.

Leo, jak to miał w zwyczaju, podszedł od strony pasażera i otworzył mi drzwi, abym zajęła miejsce.

– Zapraszam panią.

– Dziękuję.

Oczywiście na uroczy wieczór wybrał swoją ulubioną, a zarazem jedną z najbardziej obleganych restauracji w mieście. Wystrój był bardzo skromny. Białe, malutkie stoliki byłby poustawiane daleko od siebie, tak aby klienci mieli prywatność. Przy każdym z nich znajdowały się tylko dwa krzesła. Na blatach ustawiono małe świece i jedną czerwoną różyczkę. Niby bez szału, ale to właśnie sprawiało, że wszystko idealnie ze sobą współgrało.

Już nie mówiąc o jedzeniu. Mieli tu najbardziej wyszukane, a jednocześnie najsmaczniejsze potrawy w całym kraju. Zjeżdżali się tu ludzie nawet z najdalszych rejonów, tylko po to, by właśnie zakosztować tego, co przygotował szef kuchni.

Ja również lubiłam się tu zjawiać, a szczególnie w towarzystwie tego mężczyzny, który kiedy się ze mną spotykał, zachowywał się tak, jakby cały świat nie istniał.

Gdybym tylko potrafiła dopuścić kogoś do siebie, to zapewne stworzylibyśmy idealne małżeństwo. A tak? Spotykałam się z nim i było idealnie. Czego potrzebowałam więcej?

– Scarlett? Scarlett? – Do moich uszu doszedł głos Leo.

– Tak?

– Mówię do ciebie chyba już trzeci raz, a ty bujasz w obłokach.

– Przepraszam, zamyśliłam się.

– Źle się czujesz? – zapytał troskliwym głosem, opierając łokcie o stolik, i wnikliwie mi się przyglądał.

– Po prostu jestem strasznie przemęczona. Potrzebuję odpoczynku, a wiesz, jak trudno o urlop.

– Dobre sobie. Ty i urlop. Ty pracoholik. – Wybuchnął śmiechem.

Tak właściwe to miał świętą rację. Sama nie pamiętałam, kiedy ostatnio pozwoliłam sobie na wolny dzień. Nawet na chorobowym starałam się szybko doprowadzić do ładu, aby moi podopieczni nie byli za długo sami.

Cały wolny czas poświęcałam na pomoc tym, którzy najbardziej jej potrzebowali. Nie raz się zdarzało, że późno w nocy dzwonił mój telefon, bo ktoś właśnie miał chwilę zawahania. W takich sytuacjach potrzebowali tylko usłyszeć mój głos. Znaczyło to dla mnie bardzo dużo. Czułam się potrzebna, a do tego jedyna w swoim rodzaju. Przez to wszystko kolejny raz uzmysłowiłam sobie, że właśnie tak samo miałam zamiar pomóc Declanowi.

– Znowu mnie nie słuchasz.

– Przepraszam. Obiecuję poprawę – powiedziałam ze skruchą w głosie. – Co mówiłeś?

– Że się za tobą stęskniłem.

– Ja za tobą również.

Chwycił moją dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek. Wszystko było idealnie, a czas minął w mgnieniu oka. Starałam się do końca kolacji nie wirować pomiędzy jawą a wspomnieniami. Przez takie zachowanie mogłabym urazić Leo, a tego nie chciałam.

Opuszczaliśmy restaurację w bardzo dobrych nastrojach. Okazało się, że właśnie tego potrzebowałam. Dobrego towarzystwa i… Na tę myśl, aż się uśmiechnęłam. Ukradkiem spojrzałam na mężczyznę, który kroczył koło mnie. Podszedłszy do samochodu, otworzył przede mną drzwi, po czym pomógł mi zająć miejsce.

Czułam się przy nim jak księżniczka, ale również mnie to przytłaczało. Nie byłam nigdy nauczona, że tak właśnie traktuje się kobietę. Dopóki nie poznałam jego. Wiedziałam, że mężczyźni są różni, a kobiety potrafią wplątać się w coś, z czego jedynym ratunkiem może okazać się ucieczka.

Siedziałam samotnie w knajpce, popijając sok. Przysiadł się do mnie mężczyzna, który zaproponował mi drinka. Kulturalnie odmówiłam, ale on i tak został, kupując napój bezalkoholowy. Wydawał się taki spokojny, dobrze ułożony.

Ale to były pozory.

Wszystko zmieniło się z czasem.

Stałam się sprzątaczką, kucharką i ogólnie mówiąc, pomocą domową.

A kiedy się na coś nie zgodziłam, poniżał i obrażał.

Dzięki temu, że byłam na początku studiów psychologicznych, szybko zrozumiałam, że nie tak powinien wglądać związek, a to był już przejaw przemocy psychicznej, którą zaczął stosować. Odeszłam tak szybko, jak to było to możliwe.

Oparłam się na fotelu, po czym zagłębiłam się w nim. Do pełni szczęścia potrzebowałam jedynie śniadania w towarzystwie Leo.