Znajdę cię w piekle - Ada Tulińska - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Znajdę cię w piekle ebook i audiobook

Tulińska Ada

4,6

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

34 osoby interesują się tą książką

Opis

Nie znajdziesz bezpiecznego miejsca, kiedy szuka cię król poznańskiego podziemia.

Najpierw ukarał ją milczeniem. W obawie o życie swoje i najbliższych, Anastazja postanowiła zostawić dawną siebie za sobą i uciec na drugi koniec kraju. Sebastian, znany jako Igła, nie zapomina i nie wybacza. Gdy w grę wchodzą zdrada, obsesja i mroczne sekrety, rozpoczyna się pościg, który może zakończyć się tylko w jeden sposób. Dopadnie ją i sprawi, że padnie na kolana.

Znajdę cię w piekle to pełna mroku, namiętności i napięcia kontynuacja historii bohaterów z książki Poznałem cię w piekle – idealna dla miłośniczek dark romance, romansów mafijnych i książek pełnych emocji. Jeśli uwielbiasz mroczne tajemnice, niebezpieczne intrygi i bohaterów z krwawą przeszłością, ta książka jest dla ciebie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 293

Rok wydania: 2025

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 8 min

Rok wydania: 2025

Lektor: Sabina Broda Paweł Borkowski

Oceny
4,6 (437 ocen)
311
84
31
10
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Magsza2204

Nie oderwiesz się od lektury

świetna!🔥
10
endzi1989

Nie oderwiesz się od lektury

Długo wyczekiwana, ciut rozczarowała mnie postać głównego bohatera, który mocno spokornial, ale mimo tego Super polecam
10
Justyna-2017

Nie oderwiesz się od lektury

super książka, myślę że miałabyc groźna, ale momentami była śmieszna.
10
klankowski

Nie oderwiesz się od lektury

Super książka! Pełna emocji, różnych zwrotów akcji i ze szczęśliwym zakończeniem. Nie zawiodłam się na niej! Polecam z całego serca!
10
Basia-69

Nie oderwiesz się od lektury

Warto było czekać- ♥️♥️♥️
10

Popularność




Ada Tulińska

Znajdę cię

w piekle

Copyright © by Adelina Tulińska-Szynkarewicz

Redakcja, korekta: Kaja Będkowska

Projekt okładki, DTP: Adelina Tulińska-Szynkarewicz

Autorzy elementów na okładce:

stock.adobe.com/ Kevin Carden

stock.adobe.com/ Lukas Gojda

stock.adobe.com/ Jag_cz

Autor zdjęć postaci: DAZOKA.com

Autor grafiki na wyklejce

stock.adobe.com/ Kevin Carden

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka, ani żadna jej część, nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody autorki.

Wydanie I

Bedoń Przykościelny 2025

ISBN:978-83-973579-2-1

Playlista

LAVINIA & Ely Oaks – K.O.

Alex Robbins – Beautiful Lies

Lilyisthatyou – Siren

Jade LeMac – Constellations (Piano Version)

tell me im in trouble Lyrics – Deore

Montell Fish – Exscape

Taylor Swift – Vigilante Shit

Billie Eilish – Oxytocin

ROSIE – Startover

Ava Max – Dancing’s Done

Dla tych, które marzą o mężczyznach

gotowych spalić świat, by je odnaleźć.

Od autorki

Hej!

Dziękuję Wam, że sięgacie po kolejną moją książkę.

Znajdę cię w piekle to kontynuacja historii Igły i Anastazji z książki Poznałem cię w piekle. Jeśli jeszcze jej nie znacie, polecam sięgnąć po nią w pierwszej kolejności. Jeśli nie macie takiej możliwości, myślę, że bez problemu się połapiecie.

TW: tortury, morderstwo, usiłowanie samobójstwa, śmierć bliskiej osoby, wypadek samochodowy, szantaż

Prolog

Prawie wszystkie kobiety opuściły wspólną łazienkę. Gorąca para osiadała na popękanych zielonych kafelkach, a szum wody dobiegał tylko z mojego natrysku. Woda skapywała z rdzewiejących pryszniców, przypominając łzy, a zapach pleśni maskowała ostra woń taniego środka z chlorem. W więzieniu nie można było liczyć na luksusy, ale nie to było dla mnie problemem. Problem stanowiła kobieta o krzywych zębach i szalonych oczach, która czaiła się za gzymsem najprawdopodobniej z kawałkiem szkła. Wołano na nią La Bomba. Jeśli ktoś pytałby mnie o zdanie, to nie można było wymyślić bardziej tandetnej ksywy. Żeby ją zdekoncentrować, zaczęłam nucić piosenkę Dalibomba Sandu Ciorba. Zawsze to robiłam i to wyprowadzało ją z równowagi w trzy sekundy. To nie był pierwszy zaplanowany atak na moją osobę. Wyszłam spod strumienia wody, jednocześnie odkręcając kurek z gorącą wodą

– Pożałujesz, Princeska – usłyszałam złowieszczy syk.

Princeska to mój więzienny pseudonim, nie mam pojęcia, kto go wymyślił, ale z pewnością chciał mi przylepić łatkę niegroźnej. Oczywiście chodziło o nawiązanie do księżniczki Anastazji.

La Bomba w prawej ręce trzymała drut, który zamierzała mi wbić w okolice serca. Jej twarz wykrzywiał grymas pogardy. Czarne, ścięte na chłopaka włosy teraz były ulizane i mokre po kąpieli. Umięśnione ramiona pokrywały nieudolne tatuaże więzienne. Możliwe, że La Bomba prosiła o groźne symbole, ale skończyła jedynie z rysunkami niepewną ręką, jakby robiło to dziecko, które pierwszy raz trzymało igłę – linie były krzywe, a atrament w niektórych miejscach rozlał się, jak w zeszycie pierwszoklasisty.

Wsunęłam na siebie koszulkę i majtki, udając, że nic nie robię sobie z jej gróźb. W rzeczywistości każdego dnia czułam strach, ale Sebastian nauczył mnie jednego – nigdy go nie pokazuj.

– Zdradziecka szuja – splunęła z pogardą i ku mojemu przerażeniu, zrobiła krok wmoją stronę.

Tymi słowami określało mnie wiele osób. Byłam zaskoczona tym, jak łatwo ludzie potrafią cię ocenić, choć nie dano ci dojść do głosu.

– Jeśli teraz odejdziesz, nic ci nie zrobię – odparłam ze spokojem, którego nie czułam. Byłam w więzieniu dopiero drugi miesiąc, a już zaliczyłam cztery bójki.

Kobieta poprawiła chwyt na drucie.

– Nie radzę.

Uznawano ją tutaj za królową, była obleśna i wulgarna. Czasami sądziłam, że też i szalona, bo zachowywała się tak, jakby nie miała nic do stracenia. Rzuciła się na mnie z krzykiem i uniosła rękę z ostrym przedmiotem nad głowę.

Kurwa.

Zrobiłam unik i wepchnęłam ją pod gorący strumień wody, na co wrzasnęła i wypuściła z dłoni prowizoryczną broń.

Schyliłam się, żeby ją chwycić, ale kopnęła mnie w szczękę. Aż usiadłam na pupie, mocząc majtki w pianie i wodzie, które spływały do kratki.

Zdołałam odkopać ostrze, nim je złapała, a potem pociągnęłam ją za włosy i posłałam na ścianę. Z jękiem uderzyła się w tył głowy. Kiedy otworzyła oczy, błyskała w nich złość. Złapałam ją za gardło i zaczęłam dusić. Mogłabym to zrobić do końca i uwolnić się od niej raz na zawsze, ale nie byłam morderczynią. Zamiast tego odchyliłam jej głowę i znów wepchnęłam ją pod gorący prysznic. Mnie też parzyło, ale trudno.

– Jeszcze jeden taki numer La Bomba, a twój tępy łeb naprawdę wybuchnie.

Musiałam dostosować narrację do tej więziennej, żeby kobieta mnie na pewno zrozumiała. Jęczała, próbując załapać mnie rękami za szyję, ale byłam zbyt daleko. Woda zaczęła mnie już porządnie parzyć, więc wyciągnęłam ją spod tej kaskady. Jej oczy były czerwone, jak u pieprzonego wampira.

– Trzymaj swój zapchlony tyłek ode mnie z daleka! – warknęłam złowieszczo i jeszcze kopnęłam ją kilka razy w brzuch.

Za plecami usłyszałam łomot. Zdążyłam tylko spostrzec strażniczkę w pogniecionym mundurze z uniesioną pałą. Przed oczami zatańczyły mi gwiazdy.

Kiedy odzyskałam przytomność, okazało się, że jestem w izolatce. Przejechałam palcami po obdrapanej ścianie z podpisami moich poprzedniczek. Nie sądziłam, że kiedyś tu trafię, i że w dodatku mnie to ucieszy.

Izolatka była ciasna i duszna. Zerknęłam przez brudnawe okno, które bardziej przypominało szparę w murze. Kilka kobiet na spacerniaku rozmawiało w grupach, okrywając się szczelnie więziennymi uniformami, bo dziś wyjątkowo wiało. Nie było wśród nich La Bomby, więc sądziłam, że trafiła do skrzydła szpitalnego. Sama się prosiła.

Podejrzewam, że to sprawka Sebastiana, mojego męża. Serce ścisnęło mi się na wspomnienie jego czułych ust, szepczących przy mej skroni słowa otuchy. Jego szorstkich, pokrytych tatuażami dłoni, którymi mnie dotykał i przytulał. Te dłonie… Robił nimi straszne rzeczy. To dłonie mordercy. Kiedy tak szczerze i dogłębnie zrozumiałam, czego się dopuszczał, jego dotyk przestawał dawać mi przyjemność. Pod koniec nie mogłam znieść myśli, że mnie dotyka, jakby zostawiał na mnie brudne ślady krwi.

Niemal wyczerpanym więziennym długopisem na beżowym papierze z recyklingu skreśliłam do niego dwa listy – każdy zmoczony łzami. Na żaden nie odpowiedział.

Doprowadzało mnie to do szału, bo nie dał mi nawet szansy na opowiedzenie mojej wersji zdarzeń. Z miejsca uznał mnie za winną. Wiem, że też odsiaduje wyrok i naprawdę rozumiem, że ma żal. Gdyby nie wziął zlecenia Gustawa, nigdy by do tego wszystkiego nie doszło. Ale czemu obwinia mnie? Nie miałam żadnego wpływu na przebieg zdarzeń.

Spojrzenie oczu w kolorze płynnej rtęci było ostatnim, co widziałam, nim opuściłam salę sądową i teraz prześladuje mnie w snach. Ten wzrok obiecał mi, że gorzko pożałuję i że będę cierpieć. Sebastian przebywał w więzieniu o zaostrzonym rygorze i z pewnością obwiniał mnie o to, co się stało. Moglibyśmy teraz być na najdroższych jachtach na południu, z najlepszym szampanem w dłoniach. Zamiast tego jedliśmy więzienną papkę i gniliśmy w ciasnych celach. To oczywiście nic w porównaniu z tym, że ktoś czaił się na mnie za rogiem z ostrym narzędziem. Nie miałam więc zamiaru narzekać.

Podczas długich dni wypełnionych ciszą zastanawiałam się, czy to wszystko mogło potoczyć się inaczej. Wspomniałam czas spędzony wspólnie w hotelu Pallazzo Negro, w jego apartamencie na ostatnim piętrze. Sebastian podarował mi nie tylko ochronę. Wystarczy wspomnienie tamtego pocałunku nad blatem kuchennym, by poczuć motyle w brzuchu. Bo to, jak mnie dotykał… Nie umiałam porównać tego uczucia z niczym innym. I nie wiem, czy kiedykolwiek ktokolwiek będzie w stanie wzbudzić we mnie aż tak silne emocje.

Nie umiałam dojść do ładu z własnymi uczuciami. Tęsknotę za tym co utracone nauczyłam się wypierać i po próbie zamachu przestałam się łudzić, że uda nam się odbudować to, co między nami było wcześniej. Wystarczyłoby mi piętnaście minut, żeby opowiedzieć moją wersję wydarzeń, ale nie dopuszczono mnie do głosu.

Niestety, nigdy nie miałam na nic wpływu.

Najpierw decydowała moja toksyczna matka, która mnie porzuciła – chwała jej za to – i uciekła ze swoim partnerem przed sprawiedliwością. Też siedzą. Urocza rodzinka. Przez nich wbrew woli zostałam żoną najbardziej wpływowego gangstera w zachodniej Polsce. Choć Igła przy bliższym poznaniu pokazał mi swoją drugą twarz, troskliwą i czułą, a wspólny czas wydawał się chwilą wytchnienia, finalnie i tak nie miałam na nic wpływu. Sebastian i jego szajka zamordowali niewinnego człowieka – detektywa, który był zbyt uparty i nieprzekupny. Od lat siedział mojemu mężowi na ogonie i próbował go złapać na gorącym uczynku. Sebastian jednak zawsze się wywijał. Gdzie jest sprawiedliwość na tym świecie? Oczywiście nie mówię, że życzyłam mężowi więzienia. Na swój sposób nawet go kochałam. Niestety droga, którą wybrał, okazała się zbyt wyboista… Nie umiałam nią podążać.

Siedząc w ciasnym pokoju izolatki, odliczałam dni do końca wyroku. Do momentu, kiedy będę mogła zostawić to wszystko za sobą, wreszcie uciec i odetchnąć pełną piersią. Izolatka mnie chroniła, ale jej ciasna przestrzeń była dusząca i przygnębiająca. Choćbym miała mieszkać w najlichszym domu, zamierzam wreszcie móc sama decydować o swoim życiu. I nikt nigdy tego już nie zmieni.

Obejmując palcami zimne kraty, wciągnęłam haust świeżego powietrza, marząc o dniu, kiedy opuszczę to przeklęte miejsce raz na zawsze. Zacisnęłam mocniej palce. Dłonie zaczęły mi drżeć. Już niedługo. Poczułam, jak zaczyna mi wirować w głowie i opadłam na krzesło bez sił. Gęsta czerń zalała mi pole widzenia, a plecy zrosił pot. Z trudem przedostałam się na więzienną pryczę i zapadłam w mrok.

1 Sebastian

Wskazówki pożółkłego zegara wskazywały samo południe, kiedy szedłem w kierunku gabinetu doktorka. Już co nieco się o nim dowiedziałem: nie brał łapówek, co trochę mnie zasmuciło, nie ukrywam. Będę musiał użyć innych metod.

Na pierwszej sesji grałem złamanego przez życie człowieka, który nie miał nawet siły rozmawiać. Na kolejnych uważnie go obserwowałem. Chociaż przez większość czasu był profesjonalny i oficjalny, czasem łapałem go na tym, że się mnie bał. Pocierał nerwowo szczękę albo odpowiadał mi schrypniętym i podwyższonym o kilka tonów głosem. Wydawało mi się, że znalazłem już na niego metodę.

Strażnik przeszukał mi kieszenie pod kątem niebezpiecznych przedmiotów, a potem otworzył drzwi i ściskając za ramię, dużo mocniej niż to konieczne, zaprowadził mnie do biurka, przy którym przymocowano łańcuch. Natychmiast mnie do niego przykuł i posyłając mi przestraszone spojrzenie, szybko opuścił gabinet. Odprowadziłem go wzrokiem, po czym powolnym ruchem zająłem miejsce w wyliniałym fotelu naprzeciwko wąsatego grubasa.

Pokój psychologa wyglądał jak zaplecze jakiegoś podrzędnego gastro, a nie jak miejsce, w którym można leczyć ludzi. Powietrze wypełniał zapach podłej kawy i starego papieru, niczym ulotne wspomnienie o wolności. Wytarłem dłoń o spodnie, po tym, jak dotknąłem lepkiego podłokietnika. Kajdanki zakładano mi tak często, że prawie zapomniałem o dyskomforcie, jaki sprawiały. Niektórzy więźniowie dostawali od nich szału. W podświadomym geście napinali ręce, próbując się uwolnić, przez co na ich rękach często widywałem czerwone ślady. Ja siedziałem spokojny i opanowany. Mogłem wyglądać na pogodzonego z losem. Skruszonego. Ale, kurwa, nikt w tym zakładzie nie był mniej skruszony ode mnie. Po rutynowej wymianie zdań facet chrząknął i zapytał, czy mam jakieś nowe przemyślenia. Kiwnąłem głową i oparłem się wygodnie o fotel.

– Wybaczyłem wszystkim, którzy mnie kiedykolwiek skrzywdzili – wyznałem cicho. Według moich źródeł psycholog Robert Janaszkiewicz siedział w psychologii kryminalistów od lat. Poprawił zsuwające się na tłusty nos okulary i wpisał coś na tablecie.

– Sebastianie, widzę w aktach, że odbywałeś już karę w zakładzie poprawczym. Chcę, żebyś mi o tym opowiedział.

Już na pierwszym spotkaniu zapytał, czy będę czuł się bardziej komfortowo, jeśli przejdziemy na ty. Zgodziłem się. Powieka zaczęła mi drgać na wspomnienie tych potworów i tego co nam zrobili. Gdybym mógł ich wskrzesić, zrobiłbym to tylko po to, żeby zajebać ich jeszcze raz.

Pamiętam szczególnie jeden dzień w zakładzie poprawczym. Przywiązali mnie do krzesła i założyli opaskę na oczy. Jeden z opiekunów, który kazał tytułować się Baronem, odliczał do stu. W tym czasie musiałem się uwolnić, jeżeli nie chciałem oberwać pałką. Byłem zakuty w metalowe kajdany, więc zadanie było niewykonalne. Niemniej jednak Baron i jego ekipa lubili patrzeć, jak ofiara próbuje. Mówili, że testują nasze granice, ciekawi co będziemy w stanie sobie zrobić, by uchronić się przed bólem, a nawet potencjalną śmiercią.

Jeden z chłopaków wyłamał kciuk ze stawu, ale itak oberwał.

Towarzyszyły temu uczucia bezsilności i beznadziei. Czego bym nie zrobił, bolesny finał był nieunikniony. Bili mnie z całych sił przy akompaniamencie muzyki poważnej i swojego rechotu. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wierzyli, że dzięki tym – nazywajmy rzeczy po imieniu – sadystycznym torturom, będziemy w stanie wrócić do społeczeństwa jako oczyszczone i nawrócone jednostki.

Gdy trafiłem do zakładu poprawczego, nie dość, że byłem niewinny, to w życiu nie widziałem takiego zła. Owszem, byłem szkolnym łobuzem, paliłem i nadużywałem alkoholu. Ale wtedy do głowy nie przyszłoby mi, że jestem zdolny przystawić komuś lufę do czoła i pociągnąć za spust.

Po opuszczeniu zakładu zemsta była jedynym, o czym byłem w stanie myśleć.

– To nie był łatwy czas, ale poznałem tam kilku prawdziwych przyjaciół.

Którzy weszli za mną na ścieżkę przestępczą, zaraz po opuszczeniu ośrodka. Oczywiście tę myśl zachowałem dla siebie. Przed tym doktorkiem musiałem zgrywać pełnego skruchy i połamanego przez życie człowieka. Mężczyzna posłał mi znad okularów spojrzenie, jakby dobrze wiedział, kogo mam na myśli.

– A co powiesz mi o swojej żonie? Podobno nie odpisałeś na żaden list – lekarz sprawdził notatki.

Na wspomnienie Anastazji przeszył mnie lodowaty dreszcz. Zacisnąłem dłoń w pięść na blacie, co nie umknęło mojemu rozmówcy. Natychmiast ją rozluźniłem.

– Weźmiemy rozwód – skłamałem. – Nie chcę mieć z nią nic wspólnego.

Kolejne kłamstwo.

Miałem zamiar mieć z nią bardzo dużo wspólnego, po tym jak opuszczę ten uroczy przybytek, do którego mnie wpakowała z pełną premedytacją. I przy okazji moich ludzi i siebie samą. Kretynka, słaba kretynka. Nie umiem stwierdzić, co nią kierowało. Kiedy rozczłonkowałem faceta, który ją pobił, nawet się nie zająknęła. Założyłbym się, że sama by mu dołożyła. Jednak, kiedy chodziło o detektywa, Anastazja zaczęła mieć wyrzuty sumienia. Anastazja – córka ludzi, którzy wywozili dziewczyny za granicę. Znalazła się, kurwa, święta. Będzie mnie błagać o łaskę, a ja będę jej tej łaski odmawiać. Pożałuje dnia, w którym wybrała złą stronę.

– Rozumiem – stwierdził facet. – Co sądzisz o swoim dotychczasowym życiu? Czy coś byś zmienił?

Z pewnością wiele bym zmienił. Na przykład nigdy nie zaufałbym Anastazji na tyle, by ją zostawić bez nadzoru. Siedziałaby zamknięta, z klawiszem u drzwi, a jej jedyną atrakcją byłyby moje odwiedziny. Z pewnością psycholog nie oczekiwał takiej odpowiedzi, więc westchnąłem z bolesną miną.

– Podczas pobytu w zakładzie mogłem dokładnie przeanalizować swoje życie – odparłem. – Chciałbym wrócić do dnia wypadku mojej koleżanki ze szkoły. Zostałem niesłusznie skazany, bo mnie wrobiono.

Wrabiający mnie facet od pięciu lat wąchał kwiatki od spodu.

– Mhm – odpowiedział mężczyzna. – Żałujesz pobytu w ośrodku poprawczym?

Kiwnąłem głową. Choć to miejsce ukształtowało mnie na osobę, którą dziś jestem, żałuję, że byłem częścią tego terroru. Nigdy nie powinno to spotkać żadnego dzieciaka. Spojrzałem na lekarza, który skończył studia i opowiadał się po stronie prawa. Ciekaw byłem, czy byłby taki sprawiedliwy, gdyby sam trafił do tego poprawczaka i widział to, co ja. Gdyby sam poczuł na własnej skórze upadlający strach na widok przypalanej skóry dwunastoletniego chłopca przywiązanego do łóżka obok i świadomości, że będzie się następnym. Czy poszedłby na studia i próbował wieść spokojne życie? Szczerze wątpiłem. Czy skrzyknąłby wszystkich pokrzywdzonych, by sami wzięli sprawy w swoje ręce? Z pewnością miałbym go wtedy w ekipie.

– Tego nie powiedziałem.

– Wszystkich wychowawców z twojego rocznika uznano za zaginionych albo znaleziono martwych z rozległymi obrażeniami ciała. Wiedziałeś o tym?

Kiwnąłem głową.

– Jakie emocje to wtobie budzi?

Poczucie zwycięstwa i szczęścia, tryskające niczym szampan w Sylwestra. Po prostu zrobiliśmy im to samo, co oni nam. Tylko oni tego nie przeżyli. Pierwszego dorwaliśmy Barona. Facet o świńskich palcach został wywieziony do lasu, a następnie zgwałcony przez swojego kolegę z pracy. Zadbaliśmy o muzykę i głośny śmiech.

– Kiedy się o tym dowiedziałem, było mi bardzo smutno. Byli dla mnie jak przyszywana rodzina – znów skłamałem.

Facet zajrzał teraz do swoich notatek na biurku, po czym posłał mi sceptyczne spojrzenie.

– Były na nich wielokrotne skargi. O zaniedbanie, a nawet sadystyczne zapędy względem chłopców w ośrodku. Jeden z wychowanków popełnił samobójstwo, a w liście pożegnalnym napisał, że nie może żyć po tym, co kazali mu robić.

– Owszem, nie szczędzili nam rózgi, ale jak inaczej mieli zapanować nad grupą takich łobuzów? Teraz są inne metody wychowawcze. Żałuję, że nie były dostępne, kiedy byłem młody.

Doktor kiwnął głową, choć jego ściągnięte usta i nastroszone brwi sygnalizowały, że raczej mi nie uwierzył.

Zerknąłem na kamerę zainstalowaną w rogu pomieszczenia. Cała sesja, tak jak i każda minuta mojego pobytu w tym ośrodku były dokumentowane.

Przeniosłem wzrok znów na lekarza, który widząc moje mordercze spojrzenie aż się wzdrygnął. Przypuszczałem, że nie podbije mi papierów, uprawniających do wyjścia. Prawdopodobnie w jego notatkach można znaleźć takie komentarze jak socjopata, niezdolny do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Niebezpieczny.

Łapówki nie weźmie, więc zostawała mi trzecia opcja, która zdaje się, że potwierdzała wszystkie jego notatki.

Wysunąłem z rękawa zdjęcie jego córki zrobione pod uniwersytetem w Warszawie i wstałem. Strażnik na moje polecenie, oczywiście odpowiednio opłacony, nie przyłożył się do przykucia mnie, jak należy.

Mężczyzna poniósł na mnie wzrok, w którym błysnęło pierwotne przerażenie.

Wzdrygnął się, kiedy zrobiłem pierwszy krok. Drugi i trzeci. Z każdym kolejnym facet robił się o jeden odcień bledszy. Zatrzymałem się na moment obok niego. Znałem to spojrzenie aż za dobrze. Tak patrzyli na mnie ludzie, którzy wiedzieli, że mi się narazili i teraz srali w gacie ze strachu. Uśmiechnąłem się kącikiem ust, jakbym chciał go trochę uspokoić. Kiedy wrócił wzrokiem na dokument, spojrzał na swoją córunię z dorysowanym długopisem nożem przytkniętym do szyi i kroplami krwi. Momentalnie od bladości przeszedł do świńskiego różu, a na jego szyi pojawiły się czerwone plamy. Pospiesznie schował zdjęcie do kieszeni marynarki.

– Mam nadzieję, że to nasze ostatnie spotkanie – powiedziałem i wyszedłem do strażników, którzy czekali na mnie na zewnątrz.

Idąc ciasnym korytarzem, z uśmiechem rozmyślałem nad tym, gdzie podziewa się moja śliczna żona. Z tego co mi doniesiono, już cieszyła się pierwszymi miesiącami wolności. Nie mogłem się doczekać, kiedy do niej dołączę. I tę wolność jej odbiorę. Z największą przyjemnością. Wszystkie dotyczące jej informacje zostały zatarte, jakby specjalnie zapłaciła strażnikom, by milczeli. Ale to mnie nie powstrzyma.

Nie dziwiło mnie to. Podobno zniknęła z miasta, ale ja już rozpuściłem wici, by jej szukano.

Myśl o niej jednocześnie doprowadzała mnie do szaleństwa i trzymała przy względnie zdrowych zmysłach. Miałem długofalowy cel: znaleźć ją i sprawić, by żałowała. Zastanawiałem się, co jej zrobię w pierwszej kolejności. Przywiążę ją. Może do ławki, a może do krzesła. Albo podwieszę na łańcuchach i będę patrzył, jak się wije. Czy zacznie płakać, nim cokolwiek jej naprawdę zrobię? Większość ludzi przeprasza i zaczyna mi podawać informacje, jeszcze zanim wyciągnę nóż. Co będzie dla niej największą karą? Ból fizyczny, upokorzenie czy moja nienawiść?

Wpuszczono mnie do celi, po czym zdjęto mi kajdanki. Usiadłem na łóżku, na którym położono świeżą stertę listów. Och, tak. Miałem mnóstwo fanek, które do mnie pisywały. Na początku jeszcze z nudów otwierałem te listy. Większość z nadawczyń nie dowierzała temu, że jakaś kobieta mogła mnie zdradzić. Widziały we mnie skrzywdzonego faceta, którym chciały się zaopiekować. Niektóre nawet przychodziły niezapowiedziane na wizyty. Do żadnej nigdy nie wyszedłem i nie odpowiedziałem na żaden list. Po trzech czy czterech razach zwykle dawały sobie spokój, ale zdarzały się uparte tak jak Anna. W piątym liście wysłała mi swoje nagie fotki, które przehandlowałem za papierosy.

Przekładałem stosik listów w poszukiwaniu beżowej koperty, w której była wiadomość od tej zdradzieckiej żmii. Ciekaw byłem, czy tym razem też się będzie kajać i kłamać o swojej niewinności…

Jej listy były dość zwyczajne. Pisała mi o tym, jak wygląda jej nudny dzień w więzieniu i o tym, że nie zdążyła mi powiedzieć wielu ważnych rzeczy, a teraz nie może znaleźć słów. Pisała o promyku słońca w ciemności. Czytałem te trywialne słowa raz za razem, aż prawie rozdarłem kartkę. Pieprzona manipulatorka, myślała, że łyknę te kłamstwa. A ja nie zamierzałem jej odpowiadać. Byłem pewien, że to tylko wzmoże strach przed ostatecznym rozliczeniem. Dobrze, niech się boi.

Mogłem wysyłać pogróżki, ale milczenie wydawało mi się dużo bardziej wyrafinowane i bolesne. Wyobrażałem sobie ją, siedzącą na więziennej pryczy, tak jak ja teraz i głowiącą się czy dostałem listy i czemu milczę, mimo miliona pytań.

Zapewniała mnie, że to nie ona nas zdradziła.

Odnalazłem w końcu pożądany list. Poznałem go od razu. Zwyczajna koperta z recyklowanego papieru, wypisana koślawym pismem, bez żadnych śladów szminki ani ozdobników.

Rozdarłem ją, spodziewając się zobaczyć kolejną kartkę zapisaną ciasno pochyłym w lewo pismem. Jednak żadnego listu tam nie było. Jedynie przedarte zdjęcie. Stałem na nim pod urzędem stanu cywilnego w garniturze. Przy postrzępionej krawędzi majaczył kawałek kobiecej ręki z długimi paznokciami i fragmenty czarnej sukni. Uśmiechałem się do obiektywu.

Mimo że ślub był ustawiony, pamiętam, że tego dnia czułem się… taki beztroski.

Odsyłając mi fragment ślubnej fotografii, Anastazja chciała dać mi znać, że to koniec.

Zdaję się, że moje milczenie doprowadziło ją do ostateczności i postanowiła przede mną uciec. Nic z tego, skarbie. Wyjąłem jeden ze starych listów, które trzymałem pod materacem i pogrążyłem się w czytaniu.

Już to pierwsze zdanie sprawiało, że miałem ochotę się gorzko zaśmiać. Pokusa, żeby poprosić o długopis i napisać jej, że nic nie jest w porządku, była naprawdę trudna do opanowania. Zdarzyło mi się nawet myśleć nad treścią listu i skreślić kilka nienawistnych słów, ale nigdy ich nie wysłałem.

Pisałem o tym, że nie mogę się doczekać spotkania. Nie mogę doczekać, aż się rozliczymy. Mówiłem o tym, że chcę zobaczyć jej łzy. Że zabiorę jej wszystko, co kocha, że nigdy już nie zazna spokoju ani odpoczynku. Będzie bolało. Taki list byłby bardzo niebezpiecznym narzędziem, gdyby zechciała go pokazać policji. Być może wyobrażała sobie, że policja wciągnie ją w jakiś program ochrony świadków. Oczywiście pociągnąłem za sznurki, aby do tego nie doszło. Skupiłem wzrok na słowach skreślonychw pośpiechu.

Dalej paplała mi o książce, którą wypożyczyła z więziennej biblioteki. Opowiadała o chłopcu, który popadł w szaleństwo, dorastając w czasach II wojny światowej.

Kręciłem głową, nie mogąc uwierzyć, że o czymś takim mi tu pierdoli. Zasnąłem z jej listem w dłoni.

***

Obudził mnie dźwięk przesuwania krat. Do pomieszczenia wszedł wytatuowany chuderlak z kolczykiem w brwi. Na mój widok natychmiast zbladł o kilka odcieni i przełknął głośno ślinę.

– Powodzenia życzę – wymamrotał strażnik ze złośliwym uśmieszkiem, zamykając kratę z trzaskiem, który potoczył się echem po budynku.

Zdarzało mi się kogoś uszkodzić, ale ten tutaj nie stanowił zagrożenia. Wyglądał tak, jakby miał się zaraz poszczać w gacie.

– Nie wchodź mi w drogę, to cię nie zabiję – oznajmiłem beznamiętnie. Facet stał tam kilka chwil, nim powiesił ręcznik na haczyku. Położył się na łóżku, tyłkiem do mnie. Chyba się dogadamy.

Wróciłem wzrokiem do listu. Na koniec Anastazja pisała, że zrozumie, jeśli nie będę chciał jej znać, ale chciałaby móc ze mną zwyczajnie porozmawiać. Chciałaby wrócić do tych beztroskich chwil, które dały jej chwilę wytchnienia. Kiedy spała w moich objęciach. Wypuściłem powietrze przez nozdrza zirytowany. Jak śmiała tak do mnie pisać!

Kraty skrzypnęły ponownie. Odrażający, przekupny klawisz szczerzył się idiotycznie.

Czego znowu chce?

– To jednak twój szczęśliwy dzień – zwrócił się do nowego chłopaka. A potem spojrzał na mnie znacząco.

Z niezadowoleniem wstałem i dałem założyć sobie kajdanki. Liczyłem, że dziś już będę miał święty spokój, który przeznaczę na napawanie się wizją żałującej za swe grzeszki Anastazji. Na korytarzu czekało na mnie jeszcze dwóch strażników, z pałkami i paralizatoramiw gotowości.

– Tam idziemy – facet, zamknąwszy celę, wskazał dłonią w kierunku największych drzwi. Pierwszy strażnik poszedł przodem, a ja za nim. Widziałem perlisty pot zraszający jego kark. Co chwilę nerwowo się oglądał, jakbym miał go zaatakować od tyłu.

Pomyślałem, że prowadzą mnie do sali widzeń, ale po przekroczeniu drzwi ruszyliśmy w zupełnie inne miejsce. Poczułem narastający niepokój. Byłem ważną osobą i miałem wielu wrogów. Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś uznał, że to dobry moment, żeby się mnie pozbyć. I tak już z zewnątrz dobiegały mnie słuchy, że pojawiło się coraz więcej samozwańczych gangsterów, którzy działali na moim terenie. Może klawisz właśnie prowadził mnie w kierunku odosobnionego miejsca, gdzie ktoś wbije mi nóż w plecy?

Okazało się, że prowadzą mnie do pokoju, w którym przebierają się więźniowie. Przed nim czekał mój prawnik, prostując się na mój widok i poprawiając klapy garnituru.

– Dobre wiadomości – oznajmił. – Wychodzisz.

Uniosłem brew. Już teraz? Widzę, że doktorek przejął się zdjęciem. Nie minęła nawet doba od naszej sesji.

2 Sebastian

Dwa kwadranse później wsiadłem do czarnej furgonetki. Obok mnie siedział Barber, najnowszy członek naszej ekipy. Dostał tę ksywę po tym, jak nieudolnie komuś podciął gardło, bo jak tłumaczył, nóż mu się stępił na długiej brodzie denata. To Barber zdobył zdjęcia córki psychologa. Był młodszym bratem Kobry, ale ich podobieństwa kończyły się na ciemnych włosach i oczach, charaktery mieli zupełnie inne. Młodszego z braci cechowała nerwowa kalkulacja, która pochłaniała go na długie godziny i czasem trzeba było go szturchnąć, żeby zareagował. Nawet teraz jego smukłe palce przesuwały się po klawiaturze podniszczonego laptopa, który spoczywał na jego kolanach. Pod mankietem koszuli nosił antystresową bransoletkę z czarnych kulek, które metodycznie odliczał w trudnych sytuacjach. Tak, życie w naszej ekipie z pewnością narażało na przewlekły stres.

Uniosłem wzrok na moich chłopaków. Kobra w stylowym garniaku opierał się nonszalancko o drzwi. Nadal nie zgolił zarostu, który kojarzył się z chytrym wezyrem i idealnie podkreślał jego oślizgły uśmieszek. Jego szczupła sylwetka i chłodne spojrzenie nadawały mu wygląd niebezpiecznego stratega.

Obok siedział płomiennowłosy Frog, wyprostowany i ponury. Na pierwszy rzut oka nie było po nim tego widać, ale był niezwykle sprawny fizycznie, zwinny i prędki. Do tego posiadał cechę, której brakowało innym – empatię.

Po prawej stronie szeroki jak szafa Pyrol zaciskał trzeszczące kostki, zgłaszając gotowość do akcji. Choć na co dzień nie grzeszył inteligencją, wiedziałem, że mogę na niego liczyć w każdej kwestii. Nazywaliśmy go naszym specjalistą od łamania. Wszyscy trzej uśmiechali się trochę złowieszczo. Między Frogiem i Kobrą pojawiła się krótko ostrzyżona głowa Mogiły, który skinął mi z fotela kierowcy. W jego oczach zawsze błyszczało coś niepokojącego, a na zaciętej twarzy majaczył sadystyczny uśmieszek i w sumie nie mogłem się temu dziwić. Facet czerpał przyjemność z torturowaniai zabijania.

– Szefie, mamy dla ciebie prezent – powiedział Kobra przymilnym głosem.

Poczułem pulsującą we krwi ekscytację. Wyobraziłem sobie przywiązaną do krzesła Anastazję. Zakneblowaną i drżącą w oczekiwaniu na sprawiedliwość.

– Co to takiego? – Spytałem, biorąc od Froga papierosa i odpalając go. Pierwszy mach na wolności smakował jak jebane zbawienie. Wystawiłem łokieć przez otwarte okno.

Frog jako jedyny nie przejawiał takiego entuzjazmu jak pozostali. Powinno mnie to zaniepokoić. Furgonetka cięła przez pola poza miastem, przekraczając dozwoloną prędkość prawie trzykrotnie.

– Powiedzieć? – spytał Pyrol, mrużąc tępo oczy.

Już miałem kiwnąć, ale uprzedził mnie Kobra.

– Stul ryj, kretynie. Niespodzianka to niespodzianka – syknął i zatkał mu usta dłonią z papierosem, przy okazji strząsając mu żar za kołnierzyk. Pyrol podskoczył i zagdakał jak kura.

– Spierdalaj! – Przywalił Kobrze tak, że ten wpadł na szybę. Wymieniłem z Frogiem spojrzenia.

Dojechaliśmy do opuszczonych hal zlokalizowanych niedaleko autostrady.

W moich żyłach płynął miód. Na języku już czułem smak zemsty. Kiedy szedłem po błotnistej ścieżce, zastanawiałem się, jaką będzie mieć minę, gdy wreszcie się spotkamy.

Kobra stanął przy drzwiach, a potem je otworzył z łoskotem starego mechanizmu. Początkowo nic nie widziałem, bo w środku panowała ciemność. Weszliśmy na piętro do biura, w którym pewnie przesiadywał kiedyś jakiś cieć. Cały pokój przyozdobiono plakatami gołych lasek.

Pyrol włączył światło i jarzeniowe żarówki rozbłysły jak na stadionie.

Na środku błotnistego klepiska kulił się mężczyzna w brudnym kombinezonie. Ogarnęło mnie lekkie rozczarowanie. Dopiero po chwili rozpoznałem poturbowanego człowieka z przerzedzonymi włosami i plamami wątrobowymi na dłoniach. Ojciec Anastazji. Zdaje się, że ponownie zaczął zaglądać do kieliszka.

Kobra kopnął go czubkiem buta w brzuch. Mężczyzna zakaszlał, niemal wypluwając płuca. Pyrol przywalił mu w szczękę. Zapaliłem papierosa i oparłem stopę o stołek. Nachyliłem się ku niemu.

– Znów się spotykamy, Wacław. Wybacz warunki, ale sam rozumiesz. Okoliczności się trochę zmieniły.

Jego nabiegłą krwią twarz wykrzywił grymas. Mimo tego, że to on leżał w błocie u moich stóp, sprawił, że poczułem się jak marny robak.

– Gdyby nie twoja córunia, pewnie teraz jedlibyśmy razem niedzielny obiad – dodałem z przekąsem. Od zdrady Anastazji stałem się jeszcze bardziej cyniczny.

– Kurwa, ale zjadłbym rosół – stwierdził Pyrol. Barber przewrócił oczami i wskazał na więźnia znacząco.

– Najpierw praca, potem lunch – zażartował.

Spojrzałem z niedowierzaniem na pozostałych, a potem skupiłem wzrok na Wacławie, który wyglądał jeszcze gorzej niż w dniu, kiedy wyciągnąłem do niego rękę. Błądził wtedy po ulicy, próbując wygrzebać coś ze śmietnika lub prosząc ludzi o kilka groszy. Poszliśmy później na obiad, podczas którego opowiedział mi historię swojego żałosnego życia. Kiedy teraz to wspominam, jakaś dziwna litość szarpie moim sercem.

– Powiedz, gdzie znajdę Anastazję.

– Zniszczyłeś jej życie! – Wacław warknął ze wstrętem, plując krwią.

– To nieprawda – mruknąłem, kręcąc głową i siląc się na cierpliwość. Przyłożyłem palce do nasady nosa, próbując opanować nadchodzący ból głowy.

– Przez ciebie przeszła przez piekło. Jesteś jej najgorszym koszmarem! – Wacław patrzył na mnie takim spojrzeniem, jakim obdarza się rozjechaną żabę. Wszyscy skupili uwagę w oczekiwaniu na rozkazy.

Moje ramiona się napięły. Zaciągnąłem się głęboko papierosem i wydmuchałem dym, przyglądając mu się spod zmrużonych powiek.

– Dałem jej co mogłem: dach nad głową, ochronę, stabilność finansową. Zrobiłem wszystko, żeby ją chronić. I ty chcesz mnie pouczać? Brudny pijak, którego wstydziła się zaprosić na ślub? Nie mów mi, że przeze mnie przeszła piekło. Gdyby nie ja, grzebałaby z tobą po śmietnikach.

Widziałem w oczach Wacława, że moje słowa zraniły go bardziej, niż ciosy Pyrola. Zacisnął zakrwawioną szczękę, uciekając zawstydzonym wzrokiem przed moim spojrzeniem.

– Gdzie ona jest? – spytałem.

– Nigdy jej nie znajdziesz – odparł.

Uniosłem brew, wykrzywiając wargi w nikłym uśmiechu.

Okej. Przekonamy się

Chwyciłem drążek, który odłamał się od jakiegoś rusztowania. Przejechałem dłonią po chropowatej, chłodnej fakturze. Spojrzałem na ostrą końcówkę, którą wycelowałem w gardło Wacława. Przełknął głośno ślinę, znów na mnie patrząc.

– Nie lubię się powtarzać – wycedziłem, naciskając na skórę ze śladem zarostu w okolicy jabłka Adama.

– Możesz, mnie krzywdzić, a i tak nic ci nie zdradzę – odparł spokojnie.

– To nie jest zbyt mądre. Powiedz, gdzie jest Anastazja? Dam ci gwarancję, że jej nie zabiję, jeśli wróci dobrowolnie, by się ze mną rozliczyć.

– Nie wierzę w ani jedno twoje pierdolone słowo.

Stary zebrał ślinę w ustach i splunął na ziemię. Nacisnąłem ostrzem na jego gardło, aż poleciała krew. Skapywała na jego kołnierzyk i ziemię.

– Poza tym nie wiem, gdzie jest.

– To nie w jej stylu, żeby zostawić cię na moją łaskę – stwierdziłem, zwalniając uchwyt. Zastanawiałem się, czy za chwilę nie wparuje tu, aby uratować tatuśka. – Przeszukaliście jego mieszkanie?

Wyciągnąłem telefon i wybrałem jej stary numer. Usłyszałem komunikat, że numer nie istnieje. Wszystkie profile społecznościowe zostały usunięte. Od dawna szukali jej moi ludzie.

– Tak, szefie. W telefonie nic – Frog podał mi starą komórkę. Wacław w kontaktach miał zaledwie kilka numerów. Zacząłem wybierać je po kolei, łudząc się, że wpisał ją jako szefa albo terapeutę. Niestety, pudło. Nie kontaktował się z córką z tego telefonu.

– W domu znaleźliśmy tylko to.

Frog podał mi kopertę – taką samą, w jakiej otrzymywałem od niej listy w więzieniu. Na awersie widniał stempel poczty w Sanoku z datą sprzed trzech miesięcy. Na mojej kopercie nie było stempla, więc podejrzewałem, że wynajęła kogoś do zaniesienia koperty do więzienia. Wysunąłem list i przebiegłem wzrokiem po ckliwym pożegnaniu i prośbach, by się ukrył. Na koniec prosiła, aby zniszczył ten list. Na tuszu było kilka rozmazanych śladów, jakby osoba go pisząca uroniła kilka łez.

– Należało go zniszczyć – tak, jak prosiła – powiedziałem tonem podszytym kpiną. – Panowie, czeka nas wycieczka w góry – pomachałem kopertą.

– Och – odparł Wacław, czerwieniąc się jak burak. – Śmiało, jedźcie. Nie sądzę, żeby Anastazja była na tyle głupia, żeby wysyłać list ze swojego miejsca zamieszkania. Wcześniej dostałem kopertę z Lublina. Przemieszczają się.

Uniosłem wzrok, zainteresowany. Na myśl, że jest z nią jakiś mężczyzna zrobiło mi się niedobrze i jednocześnie gorąco zwściekłości.

Wacław zacisnął suche wargi pod wąsami. Chyba widział, że średnio przekonuje mnie ta jego gadka. Złapałem go za gardło.

– Kto z nią jest? – warknąłem. Czy pomógł jej ten przekupny typ, u którego szukała schronienia, kiedy uciekła przed naszym ślubem? A może podróżowała z jakąś koleżanką spod celi?

Wacław wbił wzrok w ziemię. Kiwnąłem głową na Kobrę, który podszedł do niego z wyciągniętym pistoletem. Pchnąłem go na ścianę.

– Mów! – nakazałem, wciskając mu ostry kolec w ramię i przyszpilając go do brudnego muru. Pokiwał głową, krztusząc się, więc zdjąłem dłoń i zabrałem szpikulec, na którym się podparłem. Wacław kaszlnął krwią, po czym uniósł na mnie zamglony wzrok.

– Nie powiedziała mi dokładnie… poznała Włocha. Myślę, że to on pomaga jej w nowym miejscu. Nazywa się Claudio Bravo. Szukaj jej w Mediolanie.

– Czemu akurat tam?

– Wspominała o Mediolanie przed wyjazdem.

– No to powiedziała, ci czy nie? – Uniosłem brew. – Może jednak sprawdzę Sanok.

Nie uwierzyłem w ani jedno słowo. Widziałem, że na jego oblicze wpłynął autentyczny strach, ale nie wtedy, kiedy groziłem mu śmiercią, tylko dlatego, że się zdradził. Teraz próbował mnie zmylić, bo miałem już dwie zmienne. Anastazja ukrywała się w górach i nie była sama.

Prychnął i zaśmiał się nerwowo.

– Nasia nie znosi gór.

– Kłamiesz – stwierdziłem zimno. – Zabiję każdego, kto jej pomaga, więc lepiej mów.

– Błagam, zostaw ją w spokoju – wyjęczał. – Nic złego nie zrobiła.

Prychnąłem i złapałem go za gardło, czując na dłoni ciepłą ciecz.

– Przez nią poszliśmy siedzieć – ryknąłem. – Kto nam odda te lata?

Znalazł resztkę sił, by mnie odepchnąć.

– Powinniście dostać dożywocie. Mordercy – zdołał uderzyć mnie niezdarnie czołem w skroń. Celowo nie wytarłem jego krwi ze swojej twarzy. Posłałem mu lodowate spojrzenie i kiwnąłem na chłopaków.

– Przynieście młotek i gwoździe.

Wacławowi trzęsła się głowa, aż popluł się śliną zmieszaną z krwią.

– Ja to zrobię – warknął Mogiła z mściwą satysfakcją i wyjął narzędzie z torby. Podrzucił młotek i zamachał się nim jak kijem bejsbolowym. Podszedł do Wacława wręcz tanecznym krokiem, w potem zamachnął się i uderzył go w dłoń. Wacław wrzasnął przeraźliwie.

– Mów, śmieciu. – Mogiła podniósł go za kark i przywalił mu młotkiem w brzuch, sprawiając, że Wacław przygryzł sobie język z bólu.

Ku mojemu największemu zaskoczeniu uniósł wzrok na Mogiłę i kopnął go kolanem, a potem wbiegł w okno, krusząc brudne szkło w drobny mak. Próbowałem go złapać za poły ortalionowej kurtki, ale materiał wyślizgnął mi się z palców. Wacław spadł. Widziałem, jak macha rękami i uderza w brudne podłoże. Spod jego ciała wypłynęła wąska stróżka krwi.

Mój żołądek zacisnął się w supeł ze zdenerwowania. Nie planowałem jego śmierci. Chciałem się nim posłużyć, by ją zwabić w sidła.

– O kurwa – sapnął Pyrol obok mnie. – Chciał polecieć jak orzełek, ale coś nie wyszło.

– Zamknij się – warknąłem, próbując zapanować nad drżeniem rąk. Walnąłem z całych sił we framugę, sprawiając, że resztka okna wypadła na zewnątrz.

– No ale… czemu się denerwujesz? Przecież nam wszystko wyśpiewał. Wystarczy wpisać nazwisko w google.

Uniosłem oczy ku niebu i położyłem drżące dłonie na karku. Cały się trząsłem z rozdrażnienia.

Pyrol przyglądał mi się zdezorientowany.

– Pomyśl – położyłem mu dłoń w braterskim geście na ramieniu, naciskając z pewnością zbyt mocno. Ledwo nad sobą panowałem. – Facet wsypał swoją córkę, a potem się zabił?

– Może nie mógł znieść myśli, że jest kapusiem – Pyrol wzruszył ramionami. Kobra za nim pokiwał głową.

– Błagam, Frog – zwróciłem się do kumpla i wyciągnąłem następnego papierosa zębami z paczki i odpaliłem go. W pierwszym zaciągnięciu nie znalazłem spodziewanego ukojenia, więc zwinąłem dłoń w pięść i ponownie uderzyłem, tym razem w ścianę.

Rudzielec westchnął.

– Wacław był fanem piłki. Posłużył się nazwiskiem piłkarza – powiedział, wyszukując nazwisko w internecie i pokazał nam fotkę napastnika.

– Ej, facet może nazywać się tak samo – rzucił Pyrol.

Frog pokręcił głową. Cieszyłem się, że miałem go w załodze, bo chociaż on używał mózgu. Czasem się zastanawiałem czy Pyrol w ogóle jakiś ma.

– Nie, kurwa. Ktoś, kto zdradza córkę, nie podaje przy tym danych jej kochanka. Wacław bał się, że pęknie na torturach, więc wybrał pójście na łatwiznę.

– Co teraz? – spytał Barber, zerkając przez okno. – Zakopujemy?


„Mamy usługę, której mógłby pozazdrościć Amazon.”

Robert Drózd

Świat Czytników


Tysiące ebooków i audiobooków

Ich liczba ciągle rośnie, a Ty masz gwarancję niezmiennej ceny.