Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł
Nasiąknięta bólem i toksyną opowieść o miłości.
Była niczym odległa wyspa, nieosiągalna i trudna do zdobycia. Valentay Flecher zapragnął jej od samego początku, ona natomiast nawet nie wiedziała o jego istnieniu. Michelle wyjechała z Anglii, by zarobić na studia i odnaleźć szczęście. Zamiast tego wpadła w sidła Valentay’a, który przypominał pełne tajemnic i brudnych myśli tornado. Swoją toksyną sprawił, że życie kobiety jeszcze bardziej się skomplikowało, działając na nią jak narkotyk. Gdy jednak Michelle odkryła wszystkie jego karty, zatonęła w bólu i mroku.
Książka wydana nakładem wydawnictwa Ailes, Hm... zajmuje się dystrybucją.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 288
BIAŁA RÓŻA
© FRANCESCA VULNERATUS
© for the Polish edition by Wydawnictwo Hm…
All rights reserved
Wszystkie prawa zastrzeżone
Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek
fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu
wymaga pisemnej zgody twórców
Redakcja: Beata Sagan-Szendzielorz
Korekta: Katarzyna Muszyńska
Projekt okładki: Justyna Knapik
facebook.com/justyna.es.grafi k
Zdjęcia na okładce: © VGstockstudio/Shutt erstock
Skład: Marcin Halski
ISBN E-BOOK: 978-83-68177-59-6
Wydanie pierwsze
Wojkowice 2025
Wydawnictwo Ailes
Email: [email protected]
Adres: ul. Sobieskiego 225/9, 42-580 Wojkowice
Wersja papierowa dostępna na:
www.wydawnictwoailes.pl
Valentay
Siedzę sam z kubkiem już zimnej herbaty w ręce, obserwując ociekające kroplami deszczu szyby. Panująca wokół cisza sprawia, że wreszcie to czuję. Czuję, że spieprzyłem na całej linii i nic nie będzie takie jak kiedyś. Brzdęk miski o kafelki przypomina mi o czekającej na spacer Fluffy – mojej niedawno zaadoptowanej psince. Zaciskam pięści, odwracając wzrok od widoku za oknem. Długi, granatowy samochód przed domem także wydaje się pogrążony we własnych myślach, a sam fakt, że w ten sposób analizuję pozostawione auto wprawia mnie w dziwną, nieznaną mi dotąd rozpacz. Minęły dwa tygodnie, od kiedy przeczytałem pamiętnik Michelle i zrozumiałem, że naprawdę złamałem jej serce. Widok zapłakanych oczu ślicznej szatynki prześladuje mnie do teraz. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Chyba ze strachu. To było coś nowego, innego. Plan był prosty. Poznaję ją, zapraszam na randkę, lądujemy w łóżku, rozpoczynamy dyskretny romans, a koniec końców rozstajemy się po dobroci jak starzy przyjaciele.
Nic z tego.
Dziewczyna okazała się kobietą ze snów, nieosiągalną, odległą wyspą, o którą trzeba walczyć na wszystkie możliwe sposoby. Niedostępna, nie dawała nikomu szansy. Z radosnym uśmiechem na twarzy odprawiała każdego mężczyznę z kwitkiem. Nie była bezczelna ani arogancka. Miała wyrzuty sumienia, kiedy nie dawała szansy potencjalnemu kandydatowi, ale twierdziła, że jeśli nie poczuła tego czegoś , nie powinna zatracać się w bezmyślnych relacjach. Nie unikała przyjaźni z facetami, wręcz przeciwnie, zabiegała o nie, ale nie interesowały ją krótkie romanse na jedną czy parę nocy. Była i wciąż jest najbardziej skomplikowaną kobietą, z jaką kiedykolwiek się spotykałem.
Spotykałem, dopóki nie złamałem jej serca, zostawiając z niczym.
Fluffy ponownie przyciąga moją uwagę, wydając z siebie cichy pisk, dlatego zabieram z blatu klucze. Kiedy otwieram drzwi, widzę przed domem sportowe audi, z którego wysiada Michelle. Szybko zatrzaskuję drzwi, nim mój mały labrador wybiegnie przed dom. Odwracam się i staję twarzą w twarz z szatynką. Od razu odurza mnie zapach jej perfum. Usta pomalowała na malinowy kolor, przez co muszę się mocno powstrzymać, by ich nie zasmakować.
Chryste. Co ta kobieta robi z facetem…
– Przyjechałam tylko na chwilkę, nie zajmę ci dużo czasu – mówi cicho, wskazując na swoją dużą torebkę zawieszoną na ramieniu.
Marszczę brwi, wciąż pozostawiając wszystkie słowa, które chcę wypowiedzieć, wyłącznie w umyśle. Pragnę wziąć ją w ramiona, przeprosić, pocałować namiętnie i zabrać do domu, ale to nie jest to, czego oczekuje Michelle. Ta dwudziestotrzyletnia Angielka potrafi w kilka sekund wybić nawet najbardziej pruderyjne myśli z głowy. Jej ostre, karcące spojrzenie sprawia, że czuję się jak dziecko. Rozumiem ból kierujący zachowaniem Michelle, jednak wiem, iż nic nie mogę z tym zrobić. Karty zostały odkryte – dała mi do przeczytania jej pamiętnik. Po takim czasie żadne przeprosiny nie wymazałyby moich grzechów.
– Cześć, Valentay, miło cię widzieć – dodaje nagle, przekrzywiając głowę na jedną stronę.
Nie mogę być bardziej żałosny.
Zraniłem ją tyle razy, a to ona przyjechała i to ona odzywa się jako pierwsza.
Palant.
– Dzień dobry, Michelle. Przepraszam, nie spodziewałem się…
– Mojej wizyty? Ja również nie myślałam, że to zrobię, ale przyjechałam zwrócić ci twoje rzeczy. Znalazłam je w szafie, kiedy sprzątałam. Uznałam, że to ważne, sezon zaczyna się już za parę dni – oznajmiła, jakby ze wstydem.
Wciąż pamięta o moich meczach, o pasji, którą się z nią podzieliłem, pokazałem, jak wiele ukojenia mi daje. Kiwam głową w zrozumieniu. Oczywiście spodziewałem się, że kiedyś Michelle skontaktuje się, by zwrócić moje rzeczy. Nie chciała ich mieć, a ja to w zupełności rozumiem. Po co trzymać jakieś graty niewiernego skurwiela i kłamcy? Sam spaliłbym na stosie te szmaty razem z garstką prezentów.
– W każdym razie… Jeśli jest coś, o czym zapomniałam, napisz, przywiozę.
– Nie fatyguj się, sam przyjadę.
– Nie chcę, żebyś to robił – warczy, zmieniając zupełnie nastawienie.
Podaje mi zwiniętą, bawełnianą torbę z wielką literką „M” na przodzie, po czym odwraca się na pięcie i odchodzi w stronę szarego audi. Przeklinam w myślach za własne zachowanie.
Kurwa.
Od dwóch tygodni każdą moją myśl zajmuje Michelle.
Każdą chwilę wyobrażenia na jej temat.
Każda fantazja dotyczy tego pięknego ciała oraz jego właścicielki.
Teraz pozwalam odejść jedynej kobiecie, która potrafiłaby mi wybaczyć zdradę, kłamstwa oraz to, co wyczyniałem podczas naszego związku. Patrzę, jak powoli otwiera drzwiczki i rzuca torebkę na miejsce pasażera, jak wyjmuje z kieszeni płaszcza telefon, by z powrotem dotrzeć do domu za pomocą GPS; jak ustawia playlistę z ulubionymi piosenkami. Nie odpala samochodu, jakby w tej chwili również żyła nadzieją. Jak zawsze. Michelle i ta jej nadzieja…
Bez namysłu ruszam w stronę podjazdu. Otwieram dopiero co zamknięte drzwi. Dziewczyna spogląda na mnie ze łzami w oczach i zaciśniętymi, różowymi ustami. Biorę głęboki wdech, wpatrując się w czystą postać smutku. Zbrukałem białą różę, by wokół niej rozrosły się nowe, ostre ciernie. Radosna, pełna entuzjazmu, energii i zapału zgasła niczym ostatni płomień, a to wszystko moja wina. Najchętniej sam rzuciłbym się w ogień, byleby odkupić grzechy, ale to niemożliwe, więc pozostaje mi skrucha. Szczera. Prawdziwa.
– Przepraszam, Michelle. Tak kurewsko przepraszam.
Moje słowa wiszą w powietrzu w niebezpieczny sposób, gdyż Michelle zaciska dłonie na kierownicy, rzucając mi zszokowane spojrzenie.
– To gówno znaczy, wiem. Zasługujesz na więcej, jednak…
– Przestań. Nie chcę tego słuchać.
– To też wiem.
– Wiesz? Teraz? Dopiero dziś zrozumiałeś moją miłość do ciebie?
– Przepraszam – szepczę, mając świadomość kolejnego błędu, który popełniam.
Przełykam ślinę, dotykając jej mokrego policzka. Michelle zamiera. Otwiera usta, jakby chciała coś dodać, jednak przyciągnięta jakąś niewidzialną liną, wysiada z samochodu. Trzaska drzwiami, po czym rzuca się na mnie jak na koło ratunkowe na wzburzonym morzu. Nie wymachuje rękoma, nie krzyczy. Po prostu przytula się do mnie, cicho chlipiąc.
– Przepraszam, Michelle. Gdybym mógł cofnąć czas, wszystko wyglądałoby inaczej, ale nie mam tej zdolności. Muszę żyć z tym, co zrobiłem, a to chyba największa kara: dzień w dzień uświadamiać sobie, co straciłem, jak mocno skrzywdziłem kogoś, kto na to nie zasługiwał. Jeśli jednak istnieje cień szansy, bym naprawił swoje błędy, powiedz mi.
Ostatnimi dniami żyję nadzieją tak, jak zawsze żyje Michelle.
W tej chwili jestem już na tyle zdesperowany, że mógłbym klęczeć przed nią całą noc i błagać o wybaczenie.
Michelle odrywa się na moment, by rzucić mi spojrzenie, które wszystko wyjaśnia. Przymykam powieki, zaciskając dłonie na jej dłoniach.
Nadzieja…