Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata - Zofia Kossak - ebook

Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata ebook

Zofia Kossak

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

Najmłodszym czytelnikom, którzy pierwszy raz wezmą do ręki tę książeczkę, podpowiemy, że jest to jedna z najpiękniejszych baśni polskich zaczerpnięta z tradycji śląskiej. Poznajemy z niej Kacperka z twarzą dobrotliwą i rozumną, otoczoną rzadką, szpakowatą bródką, z lewym uchem znacznie większym i grubszym niż prawe, bo skrzat nosił w nim wielki czarodziejski kolczyk, tak zwane "maru", dzięki któremu mógł dokonywać przeróżnych rzeczy i czuwać (już 314 lat!) nad starym domostwem. 
Kacperek wiele widział, przeżył wiele trudów i niespodzianek, ale czas płynął mu miło i spokojnie. Aż tu nagle! Dom zagrożony niebezpieczeństwem. "Maru" zginęło! Jak je odzyskać? W walce o czarodziejski kolczyk dobre duszki ścierają się ze złymi. Kto zwycięży? 
Pełna humoru, poetycka baśń nie tylko bawi, ona także uczy: przyjaźni, wierności i obowiązkowości. Baśń napisana przez Zofię Kossak dla własnych dzieci, a potem przekazana licznym następnym pokoleniom ku ich wielkiej radości. 

[Opis] 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejska Biblioteka Publiczna w Ciechanowie (3) 
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Gostyniu 
Powiatowa i Gminna Biblioteka Publiczna w Jerzmanowicach 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu 
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Kole 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Zofii Urbanowskiej w Koninie 
Miejska Biblioteka Publiczna w Łomży (6) 
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna im. Marii Fihel w Miechowie 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Próchnika w Piotrkowie Trybunalskim (2) 
Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Słupcy

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 78

Rok wydania: 1985

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



kłopoty Kacperka góreckiego skrzata

 

ZOFIA KOSSAK

kłopoty Kacperka góreckiego skrzata

baśń

Ilustrowała Krystyna Górecka-Wencel

INSTYTUT WYDAWNICZY PAX, WARSZAWA 1985

 

© by Anna Bugnon-Rosset i Witold Szatkowski

Opracowanie graficzne

Krystyna Górecka-Wencel

Redaktor wznowienia

Krystyna Dąbkowska

Redaktor techniczny

Marian Krupicki

ISBN 83-211-0594-7

 

Dom w Górkach był bardzo stary, zamieszkujący go zaś podciepek, zwany Kacperkiem, chełpił się nieraz, że jest jednym z najstarszych podciepków, czyli skrzatów domowych, na Śląsku. Jakoż trzysta lat z górą mijało od chwili, gdy imci pan Hieronim Marklowski, starosta ziemski, dziedzic górecki, nowy murowany dwór w miejsce dawnego modrzewiowego wystawił - a trzysta lat to jest bardzo wiele.

Tuż za dworem zaczynały się wtedy ogromne, przepaściste lasy, schodzące z pobliskich gór, i wieńcem otaczały świeżo budowany dom. Na szczycie dachu cieśle umieścili gaik - drzewko jodłowe, całe ubrane wstążkami na znak, że już kończą swą robotę, a murarze wesoło rozbierali rusztowania. Pan Hieronim Marklowski był ubrany w suty żupan przepasany pięknym pasem, u którego wisiała wąska, krzywa szabla. Jego żona, jejmość Barbara z Budowskich, starościna Marklowska, miała na głowie duży, rurkowany czepiec, który dzisiaj wydawałby nam się bardzo zabawny, obcisły stanik z ogromnymi rękawami i długą, błyszczącą suknię, tak sztywną i szeroką, że postawiona, stałaby sama na ziemi jak bibułkowa zasłona lampy. Oboje modlili się, by Bóg błogosławił nowemu domowi, gdy tymczasem ksiądz złoconym kropidłem święcił mury, szepcząc łacińskie modlitwy.

Otóż w owej właśnie chwili, ze zgodnego wysiłku cieśli, z ochoczej pracy murarzy, z błogosławieństwa strząśniętego wraz z wodą święconą, z dobrych myśli pana Hieronima i jego żony Barbary - narodził się ten skrzatek mały i jako dusza wzniesio-

nego domu pozostać w nim miał aż do końca. Miał w nim mieszkać i stróżować, póki by się fundamenty w proch nie rozsypały, a dom nie zamienił w gruzy chwastem porosłe.

Za czym przez długie lata Kacperek stróżował.

Stróżował, gdy był jeszcze młody, a w domu mieszkały dzieci pana Hieronima Marklowskiego, jego wnuki i prawnuki. Widział, jak się rodziły i umierały, jak szły na wojnę albo na wesele, i znał wszystkie ich troski i uciechy. Ciężko wzdychał i dużą skrzacią głową kiwał, gdy pewnego dnia opuścili stary dom, a w Górkach, podobnie jak na całym Śląsku, zamieszkali Niemcy. Niemcy byli obcy, niemili, i Kacperkowi trudno było zżyć się z nimi, nie miał jednak prawa opuścić domu, którego był duszą i stróżem. Więc został, czuwając pilnie po dawnemu, choć wielkie, piękne pokoje na górze zamieniono na spichlerz pełen pajęczyn i szczurów - a na dole mieszkał gruby, Hałaśliwy Niemiec, który łajał swoje dzieci, pił ciągle piwo i nie lubił psów ani żadnych dobrych zwierząt.

Długie miesiące i lata siedział stary, mądry skrzat wśród zakurzonych murów i w zapachu zboża, a wyglądając przez szpary zabitych deskami okien na piękny świat górski, rozmyślał o tym, co w swym życiu widział. Dokoła niego myszy wyprowadzały na pierwszą przechadzkę najmłodsze swoje mysięta, różowe i gołe, podobne do strasznie maleńkich prosiątek, pająki tkały z nudów długie, szare płachty, a on odszukiwał w myśli dawne dzieje.

Przez dom szła na przestrzał długa sień sklepiona, zakończona dwiema kutymi bramami, które na noc zawierano wpuszczoną w mur belką; Kacperek więc przypominał sobie czasy, gdy dwór był obronny, bo takim być musiał, a ciężka belka nie służyła bynajmniej tylko ku ozdobie. Ho ho! Gdyby zaczął opowiadać, kto się tutaj nie bił!

Ale nie było komu opowiadać...

Mnogie, barwne wspomnienia spoczywały w skrzaciej głowie, układając się powoli w głęboką a pogodną mądrość. Czasem przychodziło mu na myśl napisać pamiętniki, był bowiem podciepkiem uczonym; poniechał jednak zamiaru wobec braku koniecznych do pisania rzeczy.

Nie nudził się, siedząc na swej szychcie zboża, ani samotnym się nie czuł. Żaden dom nie bywa pusty, choćby w nim człowiek nie mieszkał. Toteż wokoło Kacperka aż się roiło od rozmaitych żywych stworzeń. Tęsknił jednak do ludzi - innych niż ci z dołu - i do mowy polskiej, mowy, którą słyszał i kochał za młodu. Czasami brała go chętka porzucić zatęchłe powietrze i wyjść nad rzekę Brennicę ku szumiącej, bystrej wodzie. Ale stary dom nie puszczał. Byli przecież zżyci ze sobą i nierozdzielni, razem cierpliwie czekający, czy Bóg jakiej zmiany dobrej nie nadeśle.

*

Aż się doczekali, że zmiana nadeszła.

Nadeszła niesłychana, przedziwna jak bajka. Zdumiał się Kacperek, choć był już taki stary i nie dziwił się z dawna niczemu, rozradował całym sercem i tak odmłodniał, że go ani myszy, ani szczury nie poznały.

 

 

Wiecie już sami na pewno, jaka to była odmiana:

Polska była znowu Polską, tak jak kiedyś, kiedyś... Niemcy, źli okropnie, musieli wrócić do siebie. Nie dziwota, że odmłodniał stary polski skrzat.

 

*

 

 

W lecie 1924 roku, w lecie wielkiej sierpniowej powodzi i małego urodzaju, Kacperek był rzeźwym, ruchliwym podciepkiem, pełnym poczucia swej wagi. Wprawdzie wzrost jego nie przenosił wzrostu średniego królika, ale to nic nie znaczyło. Twarz miał dobrotliwą i rozumną, otoczoną rzadką, szpakowatą bródką, a lewe ucho znacznie większe i grubsze niż prawe. Nosił w nim bardzo dziwny kolczyk, zwany w języku skrzatów i zwierząt futerkowych: maru. Maru jest talizmanem, który każdy skrzat mieć musi, inaczej nie byłby nic wart. Przedziwny jest ten kolczyk samoświecący: kto go posiada, może stawać się niewidzialnym, przenosić się w jednej chwili z miejsca na miejsce i dokonywać najtrudniejszych rzeczy. Maleńki podciepek za pomocą swego maru mógł wysunąć ciężką szafę na środek pokoju lub znaleźć się nagle gdzieś o milę. Szpakowata broda Kacperka była z lewej strony przyżółkła i jakby przypalona od świecącego kolczyka, a lewe oko zmrużone od ciągłego blasku. Na sobie miał krótki, granatowy spencerek, klucze u pasa i małą, nie gasnącą latarkę w ręku. Ukończył właśnie trzysta czternaście lat i z przyjemnością myślał, że przeżyje drugie tyle.

Cóż znaczą lata, gdy zdrowe są mury domu i młode serce domowego skrzata?

Życie było bardzo piękne, a świat znów pełen wesela. Niemcy wyjechali z kraju, w Górkach mieszkali Polacy. Dwór przestał być spichlerzem; był pełen ludzi dorosłych, dzieci i domowych zwierząt. Poświęcono go znowu i Kacperek cieszył się, słysząc łacińskie błogosławiące słowa, te same co niegdyś.

Po latach bezczynności i smutnych rozmyślań Kacperek miał znowu nawał miłej pracy: toćże on był stróżem domu i właściwym gospodarzem. Wprawdzie ludzie sądzili, że rządzą się sami, ale ile Kacperek miał przy nich roboty! Drzwi pozamykać, lampę zapomnianą zgasić, o mnóstwie rzeczy przypomnieć, piec za wcześnie zamknięty odsunąć...

Oprócz ludzi niemało kłopotu sprawiały mu także zwierzęta.

Topsio zadzierał ciągle z Miauliną. Pająki łowiły młode muchy w czas ochronny. Filon, gołąb, sprzeczał się z żoną Laurą i zbił śliczną starą lampę w dziecinnym pokoju. Myszy kłóciły się zajadle między sobą o mieszkanie lub dobierały do zakazanych im wianków dożynkowych, a nietoperze wpadały do pokoju - niby to niechcący.

A przecież obok ludzi i zwierząt roił się jeszcze liczny światek istot niewidzialnych - niesłusznie tak zwanych, bo maleńkie te stworki domowe można widzieć doskonale. Tylko są one tak drobne i ruchliwe, że powolne, duże oczy ludzi, zajętych swoimi

 

myślami, nie umieją nigdy ich dostrzec. Jest ich zaś wszędzie ilość nieprzebrana, zwłaszcza w starych polskich domach.

Nie znoszą one krzyków, niezgody i fałszu, ale garną się chętnie w pobliże osób dobrych i pogodnych.

Tak więc w ogniu pod blachą żyją tłumnie niespokojne igi-igi, w każdym zaś prawie zamku od drzwi siedzi mały, rdzawy kluczek, który ma zgrzytliwy głos, wygląda dziurką od klucza i opowiada jednej stronie, co widział po drugiej. Do domu także ucieka przed deszczem szczypiorek, bardzo pomocny w zapędzaniu drobiu. Krzyczy jak paw, znaczy przeżyte lata paskami na brzuszku i nosi dwa długie, zabawne piórka na głowie. Przez całą jesień i zimę w piwnicy z jabłkami mieszkają piruski, stworzonka okrągłe i zawsze wesołe. W lecie przebywają na drzewach w sadzie i nierzadko można złapać którego. Kurczy wtedy mocno

 

nóżki i świetnie jabłko udaje. Zdarza się też często narwać koszyk gruszek, odejść - i po chwili już połowy nie ma! To piruski, spostrzegłszy, że nikt na nie nie patrzy, uciekły z koszyka do piwnicy albo do sadu.

W fortepianie znowu rozmnażają się chętnie małe i szkodne klawiki, które bardzo często niszczą struny. Klawik posiada zęby tylko w górnej szczęce, głosu nie ma, ale trąca nóżką w śmieszny rodzaj ogonka i brzęczy cienko jak świerszcz.

 

 

W skrzynce z węglem mieszkał czarny jak sam węgiel, twardy i swarliwy smolik. Nawet duża beczka na wodę miała towarzysza, który rozweselał jej jałową, wodnistą samotność. Nazywał się trochę cudacznie i z cudzoziemska: akwadon, ale był ruchliwy i uprzejmy. (Akwadon beczkowy jest kuzynem akwadona miejskiego, żyjącego w wodociągach. Ale tamtemu przebywanie w mieście popsuło charakter: jest złośliwy, pluje wodą, a czasami nawet nieostrożnych gryzie.)

 

Najwięcej bodaj kłopotu i troski przyczyniały Kacperkowi chytre kanapony, które w swej niepohamowanej żądzy gromadzenia dobytku ściągały do wnętrza kanap wszystko, co się dało. Są to nieznośne stworzonka, których wszędzie pełno. O ich obecności w domu łatwo się przekonać, wsunąwszy głęboko rękę w

 

obite boki kanapy. Jeśli znajdzie się tam szpilki, karty, nożyczki, naparstek, ołówki, nici, listy lub inne przedmioty, od razu można powiedzieć, że mieszka tutaj kanapon.

Siłą praw dawnych skrzat jest przełożonym tych drobniutkich domowników, których połowy nawet nie wyliczam. Dlatego właśnie ma maru, kolczyk czarodziejski. Mimo to jednak ileż pracy kosztuje utrzymanie ładu wśród tej niesfornej gromady!

Toteż przez całą dobę krążył Kacperek w nieustannym ruchu; kilkakrotnie w ciągu nocy zaglądał do każdego pokoju, sprawdzając porządek i spokój. Tylko do dziecinnego mógł zachodzić rzadziej, bo tam opieka jego nie była potrzebna: gdy wieczór się

 

zbliżał, Anioł Stróż zasiadał między łóżeczkami i nic już złego się tam stać nie mogło.

Anioł Stróż Julka nazywał się Majala, był mocny, mądry i czujny; Tadziowy zaś był marzycielski i zamyślony, a nazywał się Tanema. Bo i anioły mają swoje imiona, słodkie i miłe jak nazwania kwiatów. W dzień obaj śliczni Boży służkowie mieli aż nazbyt wiele zajęcia, goniąc za chłopcami i strzegąc ich od lokomobili, od złego konia, od spróchniałej kładki; ale w nocy, gdy łóżeczka, blisko do siebie zsunięte, można było łatwo jednym skrzydłem okryć, zmieniały się anioły codziennie: jeden czuwał, drugi do nieba leciał po nowiny.

Ludzie mieszkający w Górkach zaznajomili się prędko i pogodzili z Kacperkiem. Już nie budził nikogo stukot jego małego młoteczka, którym starannie opukiwał ściany, ani człapanie filcowych, zadartych ku górze trzewiczków. Przestały niepokoić drobne, zabiegliwe kroczki, dążące po trzęsących schodach w górę albo na dół, skrzypienie drzwiami lub suwanie sprzętów; a zdarzyło się nawet kiedyś, że Kacperek swoją czerwoną latarką świecił pani Marychnie, gdy po kolacji szła na strych z mlekiem dla kociąt.