Pokochaj mnie wreszcie! - Łepki Agnieszka - ebook

Pokochaj mnie wreszcie! ebook

Łepki Agnieszka

4,7

28 osób interesuje się tą książką

Opis

Każdy zasługuje na miłość

Kamila i Nina – siostry bliźniaczki – nie mają szczęścia w miłości. Podczas gdy pierwsza przeżywa kryzys małżeński z powodu oziębłości męża, druga próbuje na nowo ułożyć sobie życie po bolesnym rozwodzie. I choć obie odczuwają znużenie oraz samotność, to nie rezygnują z walki o swoją przyszłość i dzień po dniu próbują odczarować szarą rzeczywistość.

Kamila chce ratować piętnastoletni związek, dlatego stara się obudzić w mężu namiętność oraz pożądanie, Nina zaś postanawia założyć konto na portalu randkowym i tam poszukać swojej drugiej połówki.

Jakie efekty przyniosą starania sióstr?

I czy po czterdziestce można poczuć jeszcze… motyle w brzuchu?

Podsumowując, Norbert był jak byle jaki prezent w ekskluzywnym opakowaniu. Kamila popełniła błąd, gdyż zamiast idiotycznie się nim zachwycać, powinna była bardziej mu się przyjrzeć i zastanowić, czy odpowiada jej wersja bez bajerów. Jak w salonie samochodowym. Jazda próbna i te sprawy. Ona zaś rozpakowała prezent, ale nie złożyła reklamacji, licząc, że z czasem da się go naprawić.
Teraz już było za późno.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 411

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (7 ocen)
5
2
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Manifestacja25

Nie oderwiesz się od lektury

Skończyłam czytać – i czuję, jak ta historia pulsuje we mnie każdym słowem. To nie tylko opowieść, to życie utkane z emocji, które wciąż we mnie drżą. Autorka mistrzowsko balansuje na granicy ludzkich rozterek i problemów, prowadząc czytelnika przez labirynt uczuć. Wstrząsnęła mną, porwała, zostawiła z myślami, które nie chcą ucichnąć.
00
Poczytajzemna

Nie oderwiesz się od lektury

Sięgając po książkę Pokochaj mnie wreszcie Agnieszki Łepki, wiedziałam, że czeka mnie emocjonalna podróż, która zmusi mnie do refleksji nad różnymi odcieniami miłości, samotności i potrzeby akceptacji. Już sam fakt, że jestem patronem tej powieści, sprawił, że chciałam dokładnie zgłębić historię sióstr bliźniaczek – Kamili i Niny – których życie, choć tak różne, łączy jedno: pragnienie miłości i szczęścia. Kamila i Nina to dwie skrajnie różne kobiety. Kamila jest oddaną matką i żoną, jednak jej małżeństwo to ciągła walka o uwagę i bliskość męża. Norbert to mężczyzna, który zdaje się nie zauważać potrzeb swojej żony, a jego obojętność nieustannie rani Kamilę. Z kolei Nina, bardziej atrakcyjna i przebojowa, zmaga się z własnymi problemami — niedawny, burzliwy rozwód oraz próby znalezienia kogoś, kto zaakceptuje ją taką, jaka jest, stanowią dla niej trudne wyzwanie. Mimo pozornego zainteresowania ze strony mężczyzn, Nina wciąż czuje się samotna i niedoceniana. W trakcie czytania uświado...
00

Popularność




Agnieszka Łepki

Pokochaj mnie wreszcie!

Rozdział pierwszy

ŁADNIEJSI MAJĄ LEPIEJ

Pierwszy raz usłyszała to od własnego ojca, mając zaledwie pięć lat.

Okrutny tatuś, sądząc, że córeczki zajęte są zabawą w drugim pokoju, powiedział do matki, iż nie widział brzydszego dziecka od Kamili. Nie wiedząc, że córka stoi za drzwiami, snuł rozważania, po kim dziewczynka zebrała geny. Bo przecież nie po nich. Oboje byli urodziwi, podobnie Nina – jej siostra bliźniaczka. Zastanawiał się nawet, czy jej w szpitalu nie zamieniono, gotów wszcząć dochodzenie, a w przypadku „pozytywnych” wieści również proces sądowy o odszkodowanie.

– A może wyrośnie z tej brzydoty… – rzucił na koniec z nadzieją.

Rówieśnicy w szkole podstawowej skwapliwie potwierdzili opinię ojca. Nie przejmowała się nią do czasu, kiedy zaczęła dojrzewać. Wtedy bowiem zawiązywały się pierwsze sympatie. Chłopcy wzdychali do jej siostry oraz innych co ładniejszych koleżanek z ławy szkolnej. I odwrotnie. Ona jedna stała w kącie i z żalem obserwowała te końskie zaloty. Tak bardzo marzyła o miłości. Niestety nie podobała się kolegom. Między sobą szeptali, że jest paskudą. Sakramencko brzydką. Usłyszała to, a potem, gdy nikt nie widział, zalewała się łzami. Dlaczego nie mogła urodzić się piękna?

Z wiekiem nauczyła się wtapiać w tło. Wolała być przeźroczysta niż brzydka. No i była. Mężczyźni patrzyli na nią, a jakby przez nią. Była jak pozbawione ryb, lecz wypełnione wodą akwarium, za którym stał wazon z kwiatami, martwa natura czy inne „coś” przykuwające uwagę. Obserwator skupiał wzrok na wszystkim, co było za podwójnym szkłem. Nigdy na niej. Miała mysie, cienkie włosy, zwykle ciasno ściągnięte gumką recepturką, oraz przeciętną twarz. Była szczupła, ale jakaś taka niezgrabna, nawet koścista. Figurę przykrywała więc workowatymi ubraniami w nijakich kolorach. Nie interesowała się modą, sztuką makijażu czy jakimikolwiek sprawami związanymi z kobiecą urodą i pielęgnacją. Nudziło ją to.

Taka mysz o imieniu Kamila.

Gdy do braku urody dołożyła nieśmiałość, trudno jej było odnaleźć się wśród ludzi. Bez pozytywnych bodźców zewnętrznych i bez zachęty nie mogła się przełamać. Raczej wtedy szukała furtki, przez którą mogła niepostrzeżenie przejść do innego wymiaru. Interesowała ją przyroda i natura w swej niezniszczonej przez ludzi, pierwotnej postaci. Drzewa, kwiaty, owady, zwierzęta – to był jej świat. Godzinami spacerowała po pobliskich łąkach i lasach. Obserwowała, dotykała, wdychała zapachy. Zatracała się w przyrodzie. Wnikała w nią. Tu nikt nie oczekiwał, że będzie piękna. Mogła być sobą.

Oprócz przyrody od dziecka zajmowały ją sprawy ekologii. Skończyła studia w tym zakresie. Od kilkunastu lat pracowała w… śmieciach, czyli w Przedsiębiorstwie Przetwarzania Odpadów EKO-RECYKLING w Zawierciu, które było stosunkowo nowym tworem, początkowo zajmującym się wyłącznie odbiorem śmieci i składowaniem ich na wysypisku. W końcu miasto sięgnęło po fundusze unijne, przygotowując projekt na produkcję opakowań z plastiku odzyskiwanego od mieszkańców segregujących śmieci. Kamila się w niego bardzo zaangażowała.

Tam poznała Norberta Głowacza. Po szczenięcych porażkach już nie szukała miłości. Ta sama ją znalazła – tak przynajmniej wtedy myślała. Któregoś dnia jej wzrok spontanicznie spoczął na sylwetce niezbyt wysokiego, krępego mężczyzny o niesamowitych oczach. Nie sposób było go nie zauważyć. Emanował testosteronem, wywołując pulsowanie w dole jej brzucha. Tkwił sobie na korytarzu przed sekretariatem i przeglądał coś w telefonie. Bez zniecierpliwienia. Spokojny. Pozbawiony złości, że musi czekać, jakby przyjmował, co nieuniknione. Pożałowała go. Poczuła się gospodynią. Pierwszy raz w życiu zrobiła coś, czym zaskoczyła samą siebie. Spontanicznie podeszła do niego i zapytała, w czym może pomóc. Okazało się, że facet jest znajomym ówczesnego prezesa – Stanisława Powolnego. Wycofała się wtedy rakiem.

Nie lubiła swojego szefa. Był nadętym bufonem, który wszystko wiedział najlepiej. Wejście z nim w polemikę groziło co najmniej reprymendą, w najgorszym razie wyrzuceniem z pracy. Zdziwiła się, kiedy następnego dnia przełożony wezwał ją do siebie i oświadczył, że będzie współpracowała z Norbertem. I jakoś tak się zaczęło. Najpierw wspólne kawki w przerwach śniadaniowych w biurze, później poza nim, których zwieńczeniem stało się wspólne zamieszkanie. Po dwóch latach wzięli ślub, rok później urodziła się Justynka i ani się Kamila nie spostrzegła, kiedy stuknęła jej czterdziestka. Niczym jedna chwila.

Kamila niejeden raz zastanawiała się, czemu niesamowicie przystojny mężczyzna, jakim był Norbert, wybrał właśnie ją. Czasem korciło ją, żeby zapytać. Jednak nigdy się nie odważyła. Ze strachu, że usłyszy coś, co zburzy ten pozornie udany związek jak domek z kart. Jednak pytanie wciąż wisiało w powietrzu niczym miecz Damoklesa. Z czasem powyższa wiedza przestała mieć znaczenie.

Niestety małżeństwo rozczarowało Kamilę. Było nudne i przewidywalne. Może dlatego, że zabrakło w nim prawdziwej miłości i szalonej namiętności? Zauroczenie nie zmieniło się w uczucie. Nawet jeden motyl nie zatrzepotał jej w brzuchu. Śmiała się sama do siebie, że wszystkie pozdychały, zanim z poczwarek przeobraziły się w te barwne owady. Uroda męża też się zwyczajnie Kamili opatrzyła, a wnętrze nie było na tyle bogate, żeby się nim zachwycać. Nie miał nic do powiedzenia, bo się niczym nie interesował. Na początku ich związku nie dało się z nim porządnie posprzeczać, gdyż zawsze ustępował pola. Był nudno spolegliwy. Nie kłócił się o swoje. Niestety, kiedy już przyzwyczaiła się do jego biernej postawy, mąż zaczął pokazywać pazurki. Jakby nagle obudził się z jakiegoś letargu. Nastroje zmieniały mu się niczym u kameleona ubarwienie. W jednej chwili miły i spokojny, w następnej opryskliwy i nerwowy. Kobieta zaczęła już podejrzewać, że dopadła go andropauza.

Miał jeszcze jedną wadę, którą Kamila odkryła dopiero po ślubie: zupełnie nie interesował się seksem. Nie, nie miał problemu ze wzwodem. Po prostu jego penis żył swoim życiem, nie doczekawszy się reakcji ze strony właściciela organu. Kochali się wyłącznie z jej inicjatywy, nie częściej niż raz w miesiącu, ograniczając do pozycji klasycznej. Sam akt trwał kilka minut. Wszelkie próby ożywienia, urozmaicenia czy zwiększenia częstotliwości łóżkowych manewrów spełzały na niczym. Kamila jakoś dotąd nie zdobyła się na szczerą rozmowę z mężem. Wychowana w domu, w którym seks był tematem tabu, nie potrafiła wprost zapytać, co jest przyczyną jego oziębłości. W głębi duszy obawiała się, że jeśli zacznie drążyć, mąż całkiem się od niej odwróci.

Podsumowując, Norbert był jak byle jaki prezent w ekskluzywnym opakowaniu. Kamila popełniła błąd, gdyż zamiast idiotycznie się nim zachwycać, powinna była bardziej mu się przyjrzeć i zastanowić, czy odpowiada jej wersja bez bajerów. Jak w salonie samochodowym. Jazda próbna i te sprawy. Ona zaś rozpakowała prezent, ale nie złożyła reklamacji, licząc, że z czasem da się go naprawić.

Teraz już było za późno. Odpuściła. Uznała, że nie warto układać sobie życia na nowo. Zresztą kto by chciał taką brzydulę? Wolała kurczowo trzymać się tego, którego miała, i dziękować losowi, że nie wylądowała jako stara panna. Może nawet nie o tę starą pannę chodziło, bo w nosie miała: stara czy niestara, tylko nie chciałoby jej się na nowo stroszyć piórek i brać udziału w jakimś nowoczesnym tańcu godowym. A ona tancerką była przeciętną.

***

Wiola Okuszko wparowała do biura, zostawiając otwarte drzwi na korytarz, w którym nie było ogrzewania. Zimne powietrze momentalnie wniknęło do nagrzanych pomieszczeń.

– Spóźniłaś się! – Kamila wycelowała w nią palec. – No i zamknij drzwi! Za chwilę będziesz narzekać, że tu zimno. To, że trwa kalendarzowa wiosna, nie oznacza, że naprawdę do nas zawitała.

– Nie zrzędź! Raptem parę minut… Musiałam jeszcze coś załatwić… – Wiolka machnęła ręką, ale posłusznie wykonała polecenie, po czym rzuciła klamoty na krzesełko i nieuważnie usiadła na nich. Coś chrupnęło złowieszczo. Kobieta skoczyła na równe nogi. – Ups! Chyba zgniotłam buteleczkę perfum.

Podczas gdy Okuszkowa wywalała na biurko zawartość torebki, Kamila omiotła koleżankę uważnym spojrzeniem. Wiola jak zwykle wyglądała perfekcyjnie, chociaż niewiele uwagi poświęcała dziennie swojemu wyglądowi. Przyznała się kiedyś, że rano ogranicza się jedynie do umycia twarzy i ujarzmienia czarnej, krótkiej czuprynki. Farciara nie dość, że była naturalnie piękną i zgrabną – bez drakońskich diet – kobietą, to jeszcze miała świetne wyczucie stylu. Dobierała garderobę tak, że wyróżniała się z tłumu niczym kolorowy ptak w stadzie wróbli. Robiła piorunujące wrażenie na mężczyznach. W samym zakładzie miała kilku adoratorów, którzy nie ustawali w wysiłkach, żeby ją zdobyć. A Wiola, no cóż… korzystała z okazji i flirtowała. Co tu ukrywać, lubiła to. Przeglądała się w ich uwielbieniu niczym w lustrze. Kamili trochę żal było jej męża. Dawid choć przystojny, nie był typem amanta. Typowy domator, w dodatku lubiący zajęcia uznawane za kobiece, czyli gotowanie, sprzątanie i wychowywanie syna. Taki mąż to skarb – pomyślała Głowaczowa. Szkoda, że niedoceniony…

– Kochana, pośpiesz się. Feliks zażyczył sobie prototyp projektu. Na dwunastą w południe.

– Nie panikuj. Zdążymy jak zawsze. Ciągle zapominasz, że Powolnego już nie ma. Dlatego najpierw kawa. Wiesz, że bez tego rano nie funkcjonuję. Zrobisz? – Wioletta uśmiechnęła się przymilnie do koleżanki.

– Nie. Dzisiaj twoja kolej – odparła asertywnie Kamila i wsadziła nos w komputer, usiłując skupić się na pracy.

Feliks Ficki, który dwa lata temu przyszedł na miejsce Stanisława Powolnego, oczekiwał od pracowników nowatorskich pomysłów na recykling, które wyniosłyby jego osobę na piedestał. Chciał zabłysnąć przed władzami miasta, które sporo inwestowały w przedsiębiorstwo. Miał przy tym nosa do sukcesów. Gdy tylko jakiś zwietrzył, od razu się pod niego podpinał, dobrze wiedząc, że nikt nie odważy się poskarżyć. On, podobnie jak Kamila, lubił śmieci. Cieszył się jak dziecko, gdy znikały z powierzchni świata lub przeobrażały się w coś użytecznego. Sowicie więc nagradzał kreatywnych pracowników, a do takich należała Głowaczowa.

Mimo wszystko moment wyjścia z pracy Kamila powitała z wielką ulgą. Po spotkaniu z prezesem miała poczucie, jakby przejechał ją walec. Cały ciężar rozmowy przejęła ona, skrupulatnie odpowiadając na wszystkie, nawet najgłupsze pytania. Wiolka w tym czasie oglądała swój manicure i od czasu do czasu dyskretnie zerkała na telefon. Głowaczowa miała ochotę ją udusić. Czuła się przy tym bezradna. Wszyscy lubili jej koleżankę, więc nie śmiałaby komukolwiek wspomnieć, że Okuszkowa obija się w pracy i jest nią zainteresowana wyłącznie w dniu wypłaty czy dzielenia premii.

Wzruszyła ramionami. Spojrzała w niebo, próbując ocenić, czy będzie lało. Zanosiło się od rana. Trochę już pokropiło, ale wiatr w końcu przepędził tłoczące się chmury, odsłaniając niewielki skrawek błękitu. Kobieta wsiadła do samochodu, włączyła energetyczną muzykę i ruszyła, starając się odgonić od siebie myśli związane z pracą. Mogła wreszcie się wyluzować. Następnego dnia przypadały jej urodziny – dzień, w którym co roku pozwalała sobie na refleksję związaną z upływającym czasem i jego nieuchronnością. Po prostu uświadamiała sobie, że każda chwila jest tylko jedna i drugiej nie będzie. Jeśli ją zmarnuje, nie otrzyma kolejnej szansy. Pozostanie po niej tylko żal, że jej nie wykorzystała, i irracjonalne pragnienie, by móc cofnąć czas.

W tym roku swe urodziny nazwała „dniem spełnionych marzeń”. Jakiś miesiąc temu Norbert obiecał jej, że córkę wyślą do babci, a sami pofiglują w łóżku. Kamila kupiła na tę okazję czerwoną bieliznę, która pięknie wyeksponowała jej niewielkie piersi i płaską pupę. Miała więc nadzieję, że seksowny komplet podziała na męża podniecająco. Tak dawno się nie kochali… Ktoś postronny pewnie postukałby się w głowę, usłyszawszy o specyficznym prezencie urodzinowym, zwłaszcza że byli małżeństwem z piętnastoletnim stażem i że to ona jako kobieta domagała się spełnienia obowiązku małżeńskiego. Ale miała to gdzieś. Potrzebowała seksu jak powietrza. I bynajmniej nie był on żadnym „obowiązkiem”. Był przyjemnością. Był wisienką na jej osobistym torciku ozdobionym jedną świeczuszką.

Gdy zjawiła się w mieszkaniu, nikt nie wyszedł jej na powitanie. W kuchni świeciło się światło, ale pomieszczenie ziało pustką. Spod drzwi pokoju Justyny sączyła się nikła poświata. W salonie było ciemno. Kamila wślizgnęła się do pokoju córki.

– Cześć, gdzie tata? – zapytała.

– Nie wiesz, że się puka? – warknęła z pretensją siedząca na kanapie nastolatka. – Ojciec chyba poszedł do sklepu po dżem.

– Nie pukam, bo jestem u siebie.

– To mój pokój!

– Twój, w naszym domu – poprawiła córkę matka.

– W taty domu – odgryzła się dziewczynka. – Zapomniałaś? To dom po babci Norberta.

– Nie mów o tacie po imieniu. To nie jest twój kolega.

– No i co z tego? Przecież nie słyszy. O tobie też mówię w różny sposób.

– Jadłaś coś? – Kamila zignorowała zaczepkę. Szkoda jej było nerwów na szarpanie się z nastolatką. Lepiej było odwrócić jej uwagę jedzeniem.

– Tata zrobił naleśniki.

– Zostało coś dla mnie?

– Jasne. Czekają na ciebie w mikrofali.

– Dzięki.

– Mamooo… – dobiegło ją, gdy już wycofywała się rakiem.

Jasne, teraz to „mamooo” – pomyślała Kamila.

– Co tam?

– Piszę artykuł do gazetki szkolnej.

– O czym?

– O tymczasowych domach dla bezdomnych zwierząt. Chciałabym zachęcić innych uczniów do pomocy, zorganizować jakąś zbiórkę karmy i innych niezbędnych rzeczy. Mogłabyś zerknąć na to, co już stworzyłam? – Głos córki dosłownie ociekał miodem. Już zapomniała, że przed chwilą były wrogami na śmierć i życie.

– To nie może poczekać? Zmęczona jestem.

– Ty zawsze jesteś zmęczona! To pomożesz czy nie?

– Pomogę, ale za godzinę. Poza tym odrobiłaś już lekcje, żeby zajmować się innymi sprawami?

– Nie martw się. Odrobię później…

Kamila westchnęła ciężko. Dlaczego jej dziecko należało do perfekcjonistów, którzy musieli być najlepsi? Tymczasem zjadła kolację, gdy do mieszkania wparował Norbert, niosąc ze sobą torbę z zakupami. Kamila miała nadzieję, że nie zawierała samych dżemów. Rąbnął ją na stół, nie kłopocząc się wypakowywaniem. Wiedział, że zaraz zajmie się tym żona.

– Jak się masz, skarbie? – rzucił przez ramię i tyle go widziała.

Mąż zniknął w łazience, nie czekając na odpowiedź. Pomyślała ze smutkiem, że znowu miał fazę używania słodkich określeń. Było: „kochanie”, „skarbie”, „kiciu”, „myszko”, „słoneczko”, ale dotyczyło prania, sprzątania, zakupów, czyli wszystkich spraw bieżących, codziennych. Czułe słowa nie przeradzały się w czułe gesty. Norbert wolał klepać ją po plecach. Jak konia! Kamila próbowała o nich walczyć, lecz podobno do wszystkiego trzeba dwojga.

Podsumowując, oddalili się od siebie tak bardzo, że podejście do męża i pocałowanie go było ponad jej możliwości. Bała się odrzucenia. Oczywiście, że próbowała. Raz obrócił wszystko w żart. Następnym udał, że musi gdzieś zadzwonić. A kolejnym zachował się jak… typowa żona, która unika seksu. Powiedział, że boli go głowa. Przeprosił, a jakże, użył nawet słowa: „skarbeczku”, lecz na końcu była okrutna odmowa.

Wieczór minął. Niestety Głowaczowa nie znalazła dogodnego momentu, by porozmawiać z mężem o urodzinach, gdyż najpierw wpadł na pogawędkę i został na kolacji jego kolega z pracy, a później razem z Justynką oglądał arcyciekawy film sensacyjny na Netflixie. Dosłownie nie odrywał głowy od telewizora. Pilnował się, żeby na nią nie spojrzeć. Komentował ekscytujące sceny, zwracając się do córki. Jednak wszystko ma swój kres i film się skończył. Oboje z Justynką zgodnie stwierdzili, że idą spać.

Córka zamknęła się w swoim pokoju, a Norbert chyłkiem przemknął do sypialni. Kamila zawzięła się i postanowiła mu nie odpuszczać. Rozmowa, owszem, była ważna, ale sprawy łóżkowe jeszcze ważniejsze. Tak bardzo jej się chciało seksu, że miewała bezsenne noce, a gdy już jej się udało złapać choćby godzinę snu, po obudzeniu spokojnie mogłaby pisać erotyki. Dziś dotarła do ściany. Nie potrafiła dłużej czekać, a tym bardziej zasnąć. Jeden szybki numerek i dam mu spokój – obiecała sobie. Spod przymkniętych powiek obserwowała, jak Norbert ostrożnie nakrył się kołdrą. Niemal od razu przystąpiła do ataku. Wsunęła rękę pod gumkę jego spodni od piżamy. Mąż nie patyczkował się. Trzepnął ją w nadgarstek i odwrócił się tyłem. Przyjął pozycję embrionalną i po chwili usłyszała jego regularny oddech. Nie mogła w to uwierzyć, ale zasnął w mgnieniu oka. Łzy bezsilności nie chciały przestać płynąć. Znowu ją upokorzył.

Gdy rano otworzyła oczy, Norberta i córki już nie było. Kamila wyskoczyła z łóżka i szybko uporała się z toaletą poranną. Patrząc na siebie w lustrze, pomyślała, że może powinna zrobić sobie delikatny makijaż, żeby olśnić ślubnego swoim wyglądem. Jednak zrezygnowała. Żadna tapeta nie sprawi, że nagle stanie się piękna. Wzruszyła ramionami i wróciła do sypialni, gdzie z impetem otworzyła trzydrzwiową szafę, zastanawiając się, co na siebie włożyć w tym szczególnym dniu. Przesuwając kolejne wieszaki, z rezygnacją zauważyła, że jej garderoba jest bardzo, ale to bardzo nijaka i nie ma w niej nic olśniewającego. W szafie wisiały spodnie i marynarki o prostym fasonie w odcieniach szarości, beżu, granatu i czerni, które zwykle zestawiała z gładkimi koszulowymi bluzkami w podobnej tonacji. Kamila sięgnęła do części, gdzie znajdowały się workowate sukienki. Tutaj królowała dzianina i świetnie maskujący figurę fason tuby. Kobieta westchnęła. Jej ciuchy były po prostu szarobure i brzydkie. Przyszło jej na myśl, że powinna spakować je do wielkich worków i odwieźć do PCK dla potrzebujących, a później odwiedzić najbliższą galerię handlową i kupić sobie nowe ubrania. Powstrzymała się jednak. Zamknęła oczy, po omacku wyjęła spodnie, potem koszulę i marynarkę. Po chwili była gotowa do wyjścia.

Głowaczowa nie urządzała urodzin w pracy. Celebracja osobistych uroczystości zarezerwowana była wyłącznie dla kadry zarządzającej, czyli dla prezesa Fickiego i Jolanty Pigowicz – dyrektorki zwanej przez wszystkich Piggy. Na nieszczęście Kamili ta ostatnia również obchodziła je dzisiaj, w związku z czym pracowników czekała jeszcze feta w gabinecie przełożonej.

Gdy Głowaczowa weszła do biura, Wioli jak zwykle nie było. Koleżanka wpadła dopiero po chwili, roztaczając wokół siebie intensywną woń perfum.

– Wszystkiego najlepszego! – wypaliła, kładąc przed Kamilą wielką bombonierkę i kupon podarunkowy do jednej z sieciówek. – Kup sobie jakąś seksowną kieckę. Tylko naprawdę seksowną. Niech twojemu mężowi oczy wyjdą z orbit.

– Dziękuję ci, kochana. Zaskoczyłaś mnie. – Kamila miała łzy w oczach. – Powinnaś raczej pomyśleć o naszej Piggy. Zapunktowałabyś. Jola lubi dupolizów – dodała żartobliwie, wiedząc, że Wiola nie obrazi się za tę sugestię. Ona sama tymczasem chciała w ten sposób zamaskować wzruszenie.

– Jasne – roześmiała się Okuszkowa. – Chcesz, żebym poszła z torbami?

– Dlaczego zaraz z torbami?

– Nie wiesz, że te jej przydupasy są jeszcze sponsorami? Zawsze robią składkę, i to konkretną. Dziś pewnie też… Piggy nie lubi wyciągać portfela z torebki, więc Ania zamówiła jej w cukierni śmietanowy torcik, mający ze trzy piętra. I wszystko za free. Zobaczysz, dziś nie odejdzie od koryta. Będzie żarła, aż się zes… – Wiola urwała i spojrzała na Głowaczową wymownie.

– Przecież to nie jest jej prywatny folwark! – oburzyła się Kamila, w międzyczasie odpalając komputer.

– Cóż, chyba tak jej się wydaje!

– O której idziemy z życzeniami?

– Cały zespół umówiony jest na jedenastą.

– A mogę nie iść?

– Nie możesz! Ona sobie odhacza w zeszycie, kto jej winszował, a kto nie.

– Ta kobieta ma chyba coś z głową. Robiłabyś coś takiego? Życzenia mają sens, o ile są szczere. W przeciwnym razie psu na budę. Jeszcze mogą zaszkodzić…

– A co planujesz na wieczór? Jakaś gorąca randka się kroi? – Koleżanka zmieniła temat.

– Skąd wiedziałaś? Justynę wysyłamy do teściowej i mam nadzieję na namiętne chwile z mężem.

– Super! Później wszystko mi opowiesz!

– Zwariowałaś?! – oburzyła się Kamila. – Nie zamierzam ci się zwierzać z moich spraw łóżkowych!

– Och, nie bądź taką sztywniarą – roześmiała się Wiolka. Ona mogła opowiadać całemu światu, co wyprawia w łóżku z Dawidem. Była zupełnie pozbawiona pruderii.

Kamila nie odpowiedziała. Jak zwykle wsadziła nos w monitor i tym samym zakończyła rozmowę. Mimo że bardzo się starała, zupełnie nie mogła skupić się na pracy. Cały czas po głowie chodziły jej myśli związane z dzisiejszym wieczorem. Nie mogła się doczekać niespodzianki, którą, jak miała nadzieję, zaplanował jej mąż. Telefon od niego odebrała na pięć minut przed wyjściem z pracy. Właśnie zakładała płaszcz, kiedy zadzwonił.

– Witaj, kochanie! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Chciałem tylko zapytać, o której godzinie będziesz w domu. – Głos męża brzmiał radośnie. Zawsze tak było. Jednego wieczoru Kamila dawała mu do zrozumienia, że potrzebuje seksu, następnego poranka on dzwonił do niej i jego głos ociekał słodyczą.

– Myślę, że około siedemnastej.

– To do zobaczenia. – I ślubny tak po prostu rozłączył się.

Spojrzała na telefon rozczarowana. Miała nadzieję, że wyrzuty sumienia sprawią, iż Norbert bardziej się wysili. Wyjdzie poza standardy. Powie jej coś wyjątkowego, na przykład, że ją kocha albo kocha i pragnie, w sumie samo „pragnie” też by wystarczyło. No ale nie powiedział… Uchwyciła się jeszcze nadziei, że może to był element jakiejś wyrafinowanej gry, którą prowadził, żeby podgrzać atmosferę. Niestety wredny chochlik zwany rozsądkiem szeptał jej do uszka, że się łudzi. Nie będzie czułych słówek. Bo niby kiedy ostatnio były? Zaraz po ślubie, w trakcie ich pierwszej nocy? Nie inaczej. Wzruszyła ramionami i wyszła z biura. Dowie się w domu i tyle. Ale najpierw zakupy.

Wsiadła do samochodu i ruszyła do centrum Zawiercia. Po kilku minutach zaparkowała na jedynym wolnym miejscu i udała się w kierunku pasażu. Wybrała sklep, który kusił najbardziej ekstrawagancką witryną. Wręcz krzyczał, że oferuje stroje dla wymagających i pewnych siebie kobiet. Kamila może taką nie była, lecz miała nadzieję się stać po zakupach. Gdy weszła, dwie młode ekspedientki obrzuciły ją taksującym spojrzeniem, po czym wróciły do przerwanej rozmowy. Poczuła się nieswojo. Czyżby nie zasługiwała na uwagę? Czyżby była przeźroczysta? Stanęła przy manekinach i bez pośpiechu wodziła wzrokiem po prezentowanych strojach.

– Przepraszam, czy mogę prosić o pomoc? – zwróciła się do pracownic sklepu, więc jedna z nich niechętnie podeszła. – Szukam sukienki na ekskluzywne przyjęcie – skłamała Głowaczowa, bo głupio jej było przyznać, że szuka kreacji na randkę z mężem. – Mogłaby mi pani doradzić, która byłaby dla mnie odpowiednia?

– Oczywiście. Może ta? – Dziewczyna sięgnęła po pierwszy z brzegu ciuch i podała Kamili.

Głowaczowa zagotowała się w duchu. Wybrana sukienka była szkaradna. Kremowa, o fasonie worka na kartofle. Jednym słowem: zupełnie nie pasowała do jej sylwetki, zaś kolor był zbyt blady do jasnej karnacji. Kobieta miała ochotę potrząsnąć dziewczyną solidnie. Zaraz jednak przyszła refleksja, że zasłużyła sobie na taką ocenę, bo wolała udawać, że jest ponad przyziemne sprawy związane ze strojeniem się. Gdyby bardziej dbała o własny wygląd, dziś zostałaby potraktowana jak królowa. No ale ocena to jedno, a traktowanie to drugie. Tym młodym kobietom należała się lekcja pokory. Kamila podniosła głowę i lodowatym tonem powiedziała:

– Czy mogłabym rozmawiać z właścicielką?

Smarkata spojrzała na Kamilę z niepokojem, co zdecydowanie poprawiło humor tej ostatniej.

– Szefowa jest zajęta. Mogę wiedzieć po co?

– Chcę złożyć skargę na niekompetentną obsługę.

– A co pani nie pasuje? – zapytała druga z dziewczyn, nerwowo oglądając się w stronę zaplecza.

– Przede wszystkim to, że oceniacie człowieka po wyglądzie. Wydaje się wam, że taka niepozorna osoba jak ja zadowoli się byle czym, więc można jej wcisnąć najgorszą tandetę. Ile czasu usiłujecie sprzedać tę kremową szmatę, którą właśnie mi pani pokazała? Założę się, że macie ją od chwili powstania tego sklepu. Zalega w magazynie w dużych ilościach i gdy tylko trafia się okazja, prezentujecie ją paniom, które lubią wtapiać się w tło – wysyczała Kamila. – Proszę więc się pospieszyć i wezwać kierownika. Natychmiast! Nie będę tu stać do wieczora!

Jedna z ekspedientek bez słowa zniknęła na zapleczu. Po chwili wynurzyła się stamtąd niziutka kobietka w bliżej nieokreślonym wieku. Mogła mieć czterdzieści lat, jak i sześćdziesiąt. Perfekcyjny makijaż doskonale tuszował metrykę.

– W czym mogę pani pomóc? – zapytała uprzejmie z szerokim uśmiechem.

Głowaczowa wyjaśniła. Tymczasem właścicielka sklepu, nie wdając się w zbędne dyskusje, przeprosiła ją i z kamienną miną zawołała pracownice na zaplecze. Chyba miło nie było, bo dziewczyny wyszły stamtąd czerwone jak buraki. Tymczasem szefowa zaproponowała, że sama obsłuży klientkę, o ile ta ma ochotę jeszcze robić zakupy w jej sklepie. Kamila potwierdziła i już po chwili podziwiała kobietę, której wystarczyło kilka sekund, by spośród wielu kreacji wyłowić tę właściwą, pasującą jak ulał do sylwetki klientki. Śliwkową, zwiewną sukienkę odcinaną pod biustem. Gdy Głowaczowa przejrzała się w lustrze, nie mogła uwierzyć, że wygląda aż tak atrakcyjnie.

– Wiem, że to nie moja sprawa, ale powinna pani porzucić te brązy i szarości i nosić ubrania kolorowe. Zaraz pani przygotuję kilka zestawów – odezwała się właścicielka i zanurkowała między wieszakami.

Kamila nie dyskutowała. Przymierzyła wszystko po kolei, z uznaniem stwierdzając, że sprzedająca zna się na rzeczy, po czym kazała zapakować.

Jechała do domu i uśmiechała się sama do siebie. Zwykle traktowała zakupy jak zło konieczne, tymczasem dzisiaj, mimo incydentu w sklepie, sprawiły jej wielką radość. Nie mogła się doczekać, kiedy zaprezentuje wszystko mężowi. W nowych ubraniach wyglądała bardzo seksownie, więc pewnie Norbert nabierze ochoty na łóżkowe igraszki od samego tylko patrzenia… Gdy podjechała pod dom, ze zdziwieniem połączonym z niechęcią zauważyła samochód Niny. A ta tu czego? – przemknęło jej przez myśl. Nie umawiały się na dzisiaj. Odkąd Kamila wyprowadziła się z rodzinnego domu, nigdy nie urządzała urodzin. Nie lubiła imprez okolicznościowych. Rodzice i siostra dobrze o tym wiedzieli i ograniczali się do wysyłania jej SMS-ów z życzeniami. Teściowie w ogóle nie pamiętali o takich prozaicznych sprawach, więc miała ich z głowy. Głowaczowa, obładowana torbami z butiku, weszła do salonu, gdzie przy stole siedziała jej siostra bliźniaczka we własnej osobie. Norbert w tym czasie robił kawę, wesoło pogwizdując. Przed Niną stała patera z kupnym ciastem i talerz z piernikami w czekoladzie.

– Cześć, siostra! Niespodzianka! – powitała ją Nina z uśmiechem, odwracając się w jej stronę.

– Dzień dobry, a co ty tu robisz? – Pytanie zabrzmiało dosyć obcesowo, ale gospodyni miała to gdzieś. Nie lubiła swej siostry bliźniaczki za nieprzeciętną urodę, zgrabną sylwetkę i sympatię innych. Czy jednak wolałaby, żeby obie były tak samo ładne, choć jak odbite pieczątki, niż żeby różniły się od siebie jak dzień i noc, jak piękna i… bestia? Nie, z pewnością nie!

– Norbert wpadł na pomysł, że w tym roku możemy razem świętować nasze urodziny. Stwierdził, że trzeba coś zmienić w rodzinnych zwyczajach i zacząć je obchodzić wspólnie jak za czasów naszego dzieciństwa. Właściwie dlaczego z tego zrezygnowałyśmy? – paplała Nina.

– Bo nie urodziłyśmy się tego samego dnia.

– Chodzi ci o te kilka minut po północy? Szkoda, że lekarz przyjmujący poród nie oszukał, wpisując godzinę. Dziś nie byłoby problemu…

– Przynajmniej poza urodą czymś się jeszcze różnimy – odparła cierpko Kamila.

– Wyluzuj, Kamcia.

– Nie mów do mnie jak do psa sąsiadów.

– Masz okres? Coś cię dziś ugryzło? Zjedzmy ciasto i cieszmy się chwilą, siostra! – Nina za wszelką cenę próbowała wpłynąć na jej dobry nastrój.

– Przyjechałaś tu dzisiaj, żeby mnie konkretnie wkurzyć?! Nie lubię rodzinnych imprez, zapomniałaś? Zresztą, gdy się kończy czterdziestkę, nie ma czego świętować.

Zapadła cisza. Głowaczowa bez słowa przeszła do sypialni, gdzie przebrała się w stary dres. Ubieranie się w którąś z nowych kreacji straciło sens. Dobrze wiedziała, że jej nadzieje na seks właśnie spaliły na panewce. Gdy wróciła do salonu, siostra wstała i z uroczystą miną wręczyła jej kupon do gabinetu fryzjersko-kosmetycznego (czyżby zawoalowany przekaz, że powinna coś zrobić z włosami i twarzą, żeby wyglądać jak człowiek?), po czym wymamrotała zwyczajową formułkę, życząc jej zdrowia, szczęścia i pomyślności. Mąż z kolei dał jej bukiet czerwonych róż i życzył spełnienia marzeń, czym znów obudził nadzieję, że może jednak ten wieczór nie zakończy się jak zwykle.

– Niestety ja nic dla ciebie nie mam – powiedziała Kamila, niespecjalnie przejmując się tym faktem. – Nie spodziewałam się, że cię tu dziś zastanę.

– Ja o tym pomyślałem – wtrącił mąż – i również kupiłem Ninie kwiaty oraz ulubione beczułki w czekoladzie. – W tym momencie jego wzrok powędrował w kierunku stojącego na stole wazonu pełnego frezji oraz pokaźnej bombonierki.

Dopiero teraz gospodyni zwróciła uwagę na rzeczone rekwizyty. Wzruszyła ramionami. W końcu już gorzej być nie mogło.

– Ninka, może napijesz się wina? – zaproponował Norbert. Jak zawsze miły i szarmancki.

– Chętnie bym to zrobiła, ale co z autem?

– Poproszę Wojtka, naszego sąsiada, żeby cię później odwiózł, a auto odstawimy ci jutro…

– Naprawdę zrobiłbyś to dla mnie? – rozpromieniła się siostra Kamili.

– Czego się nie robi dla jedynej szwagierki!

Gdy Głowacz wyszedł, żeby zadzwonić, w pokoju zaległa cisza. Nina lajkowała posty na Facebooku, a Kamila zastygła w bezruchu z zaciętą miną. Obawiała się, że jeśli otworzy buzię, wyleją się z niej pretensje i żale o to, że siostra zepsuła jej urodziny. Mogła sobie sama imprezę urządzić, skoro miała ochotę, a nie zawracać im dupę.

A potem pili wino we trójkę. Nina z Norbertem zaśmiewali się do łez z jakichś durnych filmików znalezionych na YouTubie, próbując wciągnąć do zabawy naburmuszoną gospodynię i tym samym oczekując, że ta wreszcie się znudzi swoim marudzeniem. Nadzieje Głowaczowej były zgoła inne. Sączyła swoje wino bez entuzjazmu, co chwilę spoglądając na zegarek i zaklinając los, by siostra wreszcie opuściła ich dom. Ale nie opuściła, tylko została, bo Norbert okazał się bardzo gościnnym szwagrem. Odwołał sąsiada, a Nince nawet łóżko pościelił. Czego się nie robi, żeby nie przespać się z własną żoną…

***

Norbert poszedł pod prysznic i zabawił tam zdecydowanie dłużej, niż wymagała potrzeba. Znowu zastosował unik. Dobrze wiedział, że jego małżonka spędziła wieczór, oczekując, iż w końcu znajdą się w sypialni i będą się kochać. Cóż… kiedy on niespecjalnie interesował się seksem. Traktował go jak inne czynności życiowe, które są i które po prostu trzeba zaakceptować. Jak jedzenie, spanie i wydalanie. Kiedyś naiwnie sądził, że popęd przyjdzie z czasem i już z nim zostanie. Owszem, pojawił się przy Justynie – jego największej życiowej miłości – i całkowicie zanikł przy Kamili. Tak naprawdę żona go nigdy nie pociągała. Lubił ją. Była naprawdę fajną towarzyszką życiową, ale na kochankę się nie nadawała. Gdy szli do łóżka – bo szli, zwłaszcza wtedy, gdy mieli począć Justynkę – wyobrażał sobie seks z byłą narzeczoną, gdyż to był jedyny sposób, żeby osiągnąć orgazm.

Justyna Skubis kręciła go od samego początku. Zawarli znajomość, gdy byli w szkole średniej. Ona w ogólniaku, on w technikum o profilu informatycznym. Zakochali się w sobie. Stali się parą. I kochankami. Czerpali satysfakcję ze współżycia, choć Norbert nawet wtedy nie postrzegał seksu jako jednego z priorytetów życiowych. Był nastolatkiem, ale jakże innym od rówieśników. Nie spalał się z pożądania. On wolał porozmawiać z dziewczyną, potrzymać ją za rękę, przytulić. Jego koledzy z uporem maniaka dążyli do zbliżenia, a gdy dopięli swego, obnosili się z nim niczym z myśliwskim trofeum. Nie rozumiał ich. A oni jego.

Przyjaciel Norberta Iwo Natkaniec też był napalony. Mieszkał w Olsztynie pod Częstochową. Tam, gdzie babcia Norberta ze strony matki. Spotykali się tylko latem, gdy młody Głowacz przyjeżdżał na wakacje. Wtedy rozmawiali o seksie i wyszło, że każdy z nich ma do tego tematu inne podejście. Gdy chłopcy zdali maturę, ich drogi rozeszły się. Iwo wyjechał za granicę, Norbi został w mieście. Poszedł na studia związane z ekologią, gdyż informatyka przestała go bawić. Długo nie miał okazji przedstawić Justyny przyjacielowi. Nie składało się.

Minęło kilka lat. To Justyna zaczęła naciskać na ślub, a młody Głowacz przystał na to ochoczo, zwłaszcza że właśnie się obronił i szukał nowego celu w życiu. Kupił więc pierścionek i sprosił rodzinę na huczne zaręczyny. Przygotowania do wesela ruszyły pełną parą. Poszukiwania sali, kupowanie sukienki, garnituru, wybór menu, dodatków i dekoracji – wszystko to pochłonęło całkowicie ich uwagę. Wtedy niespodziewanie zadzwonił Iwo. Przyjechał do Polski i chciał się spotkać. Umówili się w Zawierciu, w knajpce niedaleko dworca. Norbi zabrał Justynę. Zamierzał pochwalić się świeżo upieczoną narzeczoną.

Gdy podeszli do stolika, przyjaciel już na nich czekał i rozmawiał przez telefon. Pierwsze roztargnione spojrzenie na wybrankę Głowacza sprawiło, że Iwo bez pożegnania nacisnął czerwoną słuchawkę w smartfonie, a później go po prostu wyłączył. Justyna, zwykle rozgadana i hałaśliwa, siedziała cichutko jak myszka, czego Norbert nie zauważył, przepełniony euforią związaną z dawno wyczekiwanym spotkaniem. Gadał za troje, aż mu w gardle zaschło. Justyna i Iwo milczeli zgodnie. Tylko na siebie patrzyli, puszczając mimo uszu monolog Głowacza. To była chwila. Pieprzona chwila. Norbert na chwilę wyszedł do toalety. Gdy wrócił do stolika, ich już nie było. Leżały tylko pieniądze za kawę. Początkowo myślał, że to taki żarcik. Przyjaciel skory do psikusów znowu go wkręcił i za moment pojawi się jakiś dowcipniś z informacją, że Norbert jest w ukrytej kamerze. Prawda dotarła do niego wraz z SMS-em od Justyny.

„Wybacz. Ślubu nie będzie. Wyjeżdżam z Iwem do Hiszpanii”.

Młody mężczyzna osunął się na krzesło, gdyż nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Skinął na kelnera i poprosił o rachunek. W międzyczasie próbował dzwonić do obojga, ale włączała się poczta. Z trudem podniósł się z miejsca i powlókł do domu. Po drodze zmienił zdanie. Postanowił pojechać do rodziców Justyny. Otworzył mu zdziwiony niedoszły teść. Okazało się, że jeszcze nic nie wie. Zaproponował, że razem poczekają na dziewczynę. Nie doczekali się. Wieczorem przyszedł do nich SMS, informujący, że jest w drodze do Hiszpanii, gdzie planuje zamieszkać razem z Iwem.

Proces pogodzenia się z odejściem Justyny Norbert rozpoczął od zmierzenia się z rozpaczą. To był najgorszy okres w jego życiu, z którego z czasem coraz mniej pamiętał, mimo że wciąż zadawał sobie pytanie: dlaczego? Jako że żadnej sensownej odpowiedzi nie znalazł, zupełnie bezzasadnie uczepił się nadziei, iż Justyna wróci. Zrozumie swój błąd i wróci. Podświadomie szukał jej wszędzie, nachalnie przypatrując się kobietom o podobnym typie urody. Potem doszła do głosu męska ambicja, która sprawiła, że Norbert szczerze znienawidził byłą narzeczoną. Bardzo źle jej przy tym życzył. Chciał, żeby poniosła porażkę w związku z Iwem. Pragnął, by żałowała swej decyzji. Po prostu spalał się w nienawiści do czasu, aż gwałtowne uczucia nieco zbladły.

Innych kobiet unikał, zwłaszcza tych szalenie atrakcyjnych. Jednak gdy już pojawiły się w pobliżu, był miły i szarmancki, ale zachowywał lodowaty dystans. Niestety, jak twierdził, niektórym babom szwankowała percepcja. Ignorowały jego sygnały, więc spotykała je kara w postaci obcesowego odrzucenia. Po prostu zaocznie mścił się na Justynie.

Zważywszy na fakt, że całe życie straciło dla Norberta sens i nabrało cech wegetacji, zaczął on całkiem świadomie żyć z dnia na dzień. Bez planowania, bez emocji, bez radości, a co najważniejsze – bez smutku. Żeby nie zwariować z bezczynności, poszukał pracy. Najpierw w szkole jako informatyk. Tam przypomniał sobie, dlaczego na pewnym etapie wybrał studia ekologiczne. Przemęczył się dwa lata z rozwydrzoną młodzieżą w liceum, aż znajomy ojca – Stanisław Powolny – zatrudnił go w Przedsiębiorstwie Przetwarzania Odpadów EKO-RECYCLING w Zawierciu.

W pracy poznał Kamilę, która idealnie nadawała się do roli, jaką jej wyznaczył. Norbert bowiem postanowił się ożenić i spłodzić dziecko. Wybrał Kamilę, bo była nieatrakcyjna i nic nie robiła, żeby być jeśli nie piękną, to przynajmniej średnio ładną kobietą. Uznał, że na brzydulę żaden normalny facet nie poleci, a skoro pokusa zostanie wyeliminowana, to problem ewentualnej zdrady zniknie sam. Jej wątpliwe wdzięki testował zresztą na sobie. Nie podobała mu się, dlatego szybko zabrał się do roboty. Bez pośpiechu zdobywał względy kandydatki na żonę. Najpierw były wspólne kawki w pracy. Podpatrzył, co pija Kamila, by w przerwie obiadowej iść do pokoju socjalnego i po chwili postawić jej na biurku aromatyczny napój. Za pierwszym razem próbowała go spławić. Nie dawał za wygraną. Po tygodniu odpuściła i od tego momentu witała go z uśmiechem. Wtedy z premedytacją wziął pięć dni wolnego. Gdy w poniedziałek pojawił się w pracy, unikała go, aż przyniósł kawę. Zaproponował obiad w restauracji zaraz po fajrancie następnego dnia. Zgodziła się. Był ciekaw, czy wystroi się jak na randkę. Nie zrobiła tego. Zwyczajowo przyszła w workowatej sukience i nie wysiliła się nawet, by wytuszować rzęsy. Machnął ręką, choć tak naprawdę podświadomie chciał zobaczyć, jak brzydkie kaczątko zamienia się w łabędzia.

Realizując swój plan, nie spieszył się. Ekspresowe obiadki po pracy z czasem zmieniły się w romantyczne kolacyjki w restauracjach. I tyle. Nigdy nie pocałował Kamili i nie próbował jej dotykać. Na szczęście nie przejmowała inicjatywy. Zabezpieczył się przed tym, rzucając niewinną uwagę o swojej niechęci do nachalnych kobiet, którą w dodatku poparł wyssaną z palca opowiastką. Podziałało, a nawet zmroziło ją na jakiś czas. Co nie znaczy, że Kamila nie próbowała zbliżyć się do Norberta, uciekając się do kobiecych sztuczek. Obserwując ją, można by rzec, że jej kończyny żyły własnym życiem. W restauracji nogi Kamili niby-przypadkowo dotykały jego nóg, a ręce chwytały ten sam przedmiot. Wymachiwała nimi, jakby ćwiczyła sztuki walki. Ponadto nagle stała się bardzo roztargniona. Potykała się wiecznie, więc musiał ją podtrzymywać. Notorycznie oblewała się różnymi napojami, co wymagało natychmiastowej zmiany stroju. W ten właśnie sposób wprosiła się do domu, w którym mieszkał z babcią. Przewróciła na siebie półtoralitrową butelkę coca-coli, a tego dnia mieli po południu spotkanie biznesowe. Czas naglił, więc podjechali do niego i babcia użyczyła jej swojej najlepszej bluzki. Na szczęście były podobnej budowy.

Podsumowując, Norbert dość długo podziwiał inwencję twórczą Kamili. Mimo że robił wszystko, by jak najdłużej zachować platoniczny charakter ich związku, osiągnęła cel. Poznanie babci Głowaczowej było przełomem, gdyż dziewczyna zaskarbiła sobie jej sympatię i znalazła w niej sprzymierzeńca. To wtedy mężczyzna oświadczył się Kamili i został przyjęty. Razem, ku rozczarowaniu przyszłej małżonki, zamieszkali dopiero po ślubie. Noc poślubna była ich pierwszą wspólnie spędzoną nocą i Norbert dużo by dał, aby stała się ostatnią.

A potem, nie wiadomo kiedy, minęło kilkanaście lat i w kwestii pożądania nic się nie zmieniło. Norbert przerwał rozmyślania i westchnął. Od dłuższej chwili stał przed lustrem w łazience i zastanawiał się, czy już może wyjść. Czy zmęczona czekaniem Kamila wreszcie zasnęła. Ostrożnie nacisnął klamkę. Gdy usłyszał miarowy oddech żony, odetchnął z ulgą, po czym ostrożnie położył się do łóżka i nakrył kołdrą.

***

Nina nie lubiła spędzać nocy w innym miejscu niż własne łóżko. Jednak po tym, jak ją potraktowała siostra bliźniaczka, została u Głowaczów tylko dlatego, żeby zrobić jej na złość. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Kamila była dla niej taka niemiła. Nigdy nie były ze sobą blisko, mimo usilnych starań Jefmańskiej, ale ostatnio jej siostra przechodziła samą siebie. Wczoraj Kamila była wyjątkowo niezadowolona z jej wizyty. Coś nie grało – i to grubo, więc próbowała się dowiedzieć od Norberta, ale on też nie był skory do zwierzeń. Za karę, z powodu własnego wścibstwa, Nina męczyła się już drugą godzinę. Leżała, wpatrując się w sufit, nasłuchując dziwnych trzasków i puknięć wydobywających się ze starego domu i rozmyślając o własnej niedoli…

Życie nie ułożyło się Ninie. Wiecznie miała pod górkę, dlatego po cichu zazdrościła siostrze wszystkiego. Udanego małżeństwa (w końcu tyle lat przetrwali razem), dobrego i przystojnego męża (nie żeby jej ślubny był szpetny czy drań, ale swego czasu krwi jej napsuł, więc status małżonka już dawno miał za sobą) i mądrej córki – nastolatki (sama szarpała się z Martą przez cały okres dojrzewania latorośli). To był złośliwy chichot losu, że Kamili – tej brzydkiej, niezgrabnej i płaskobiustej siostrze – farciło się w życiu, a Ninie, mimo urody i wdzięku, szło jak po grudzie.

Przede wszystkim była samotna, a stan ten, zdaniem Niny Jefmańskiej, był zdecydowanie przereklamowany. Dopóki wychowywała córkę, a co za tym idzie – miała nadmiar wszelakich obowiązków, nie myślała o facetach i było jej z tym dobrze. Tyle że Marta wyjechała na studia do Torunia i rzadko pojawiała się w domu rodzinnym. Niby w pierwszym momencie Jefmańska zachłysnęła się swobodą. Poświęciła wolny czas na generalne porządki w mieszkaniu i odrobiła zaległości kulturalne. Niestety z każdym kolejnym dniem zaczęła odczuwać coraz większą pustkę.

W końcu, zdesperowana, postanowiła znaleźć sobie kogoś, z kim mogłaby stworzyć związek. Wyobrażała sobie, że będzie jak za dawnych czasów, kiedy miała naście lat. Na jej drodze stanie przystojny brunet, najlepiej bezdzietny wdowiec, bo dorosłe dzieci mogą powodować komplikacje. A potem zakochają się od pierwszego wejrzenia i stopniowo przejdą kolejne etapy znajomości aż do wspólnego zamieszkania, a może i ślubu. Po nieudanym małżeństwie Nina wcale nie zarzekała się, że już nigdy nie wyjdzie za mąż. Status rozwódki jej nie kręcił, a nawet ograniczał. Mężatki nie chciały się z nią przyjaźnić, bo bały się konkurencji, a od żonatych mężczyzn opędzała się niczym od natrętnych much, gdyż upatrywali w niej potencjalnej kochanki.

Pierwszy problem związany ze znalezieniem partnera na dobre i na złe dotyczył podjęcia decyzji, gdzie go szukać. W knajpie? Tam ciągnęły same menele, których interesował wyłącznie kufel z piwem, a gdy w szkle pokazało się dno, to fakt, czy ktoś mu postawi następne. W kinie? Ludzie raczej woleli oglądać filmy parami. Na siłowni? Średnia wieku uczęszczających tam mężczyzn oscylowała wokół rocznika jej córki, a nieliczni starsi panowie z pewnością zmagali się z andropauzą. Na basenie? Zdecydowanie odpadało, bo jak pokazać się komuś bez makijażu? W galerii handlowej? Przecież nie będzie urządzać wycieczek po sklepie i patrzeć chłopom na ręce w poszukiwaniu obrączek. Więcej opcji poznania kogoś w realu Ninie nie przyszło do głowy.

Pozostał jeszcze niezawodny Internet. Zapytała więc wujka Google o najlepszy portal randkowy i wyskoczyło jej www.kochanie.pl. Podobno mieli najlepsze wyniki w zakresie kojarzenia par. Zachęciło ją to. A dodatkowo upewniły w decyzji koleżanki randkujące w sieci. Nagle bowiem okazało się, że dookoła jest mnóstwo kobiet, które również kogoś szukają. Niektóre na luzie, inne desperacko. Nina postanowiła wziąć przykład z tych pierwszych. Pełna optymizmu i nadziei, zdecydowała, że się zarejestruje. Poległa już na pierwszym pytaniu w ankiecie, dotyczącym wyboru pseudonimu. Od razu wykluczyła wszelkie skojarzenia z seksem i… z postaciami z bajek, bo one też często kojarzą się z seksem. Chciała brzmieć na tyle poważnie, żeby odstraszyć wszystkich dowcipnisiów wysyłających zdjęcia swojego penisa. Podobno to był standard, jak na początku poinformowały ją bardziej doświadczone koleżanki. Poza tym miała nadzieję w pierwszej kolejności dać się oczarować mężczyźnie, jego inteligencji, poczuciu humoru, a dopiero później zaznajamiać się z organem i jego sztuczkami…

Skrobanie w rogu pokoju sprawiło, że Nina skoczyła na równe nogi. Pewnie mysz – natychmiast przeszło jej przez myśl. W świetle dziennym nie bała się gryzoni, ale w nocy urastały do wielkości bestii z czasów prehistorycznych. Z wrażenia zaschło jej w gardle, więc postanowiła napić się wody. Weszła do kuchni zalanej księżycową poświatą. Przy uchylonym oknie siedział Norbert i palił papierosa. Usiadła obok niego.

– Nie możesz spać? – szepnął mężczyzna.

– Widzę, że ty też.

– Wybiłem się ze snu.

Przez chwilę przyglądała się mu ukradkiem.

– Ale tak poza tym to wszystko dobrze? Miałam wrażenie, że Kamila była dzisiaj bardzo spięta – zagadnęła. – Mogę się sztachnąć? – Wyciągnęła rękę w kierunku Norberta, a ten bez słowa podał jej żarzącego się papierosa.

Zaciągnęła się z lubością.

– No więc? Co z tą Kamilą?

– Nie lubi ceregieli związanych z urodzinami. Ostatnio stała się bardzo wrażliwa na swoim punkcie – odparł mąż siostry, ale jakoś tak bez przekonania.

– Wiesz co, szwagier? Jakoś ci nie wierzę! Ale skoro nie chcesz mówić, twoja sprawa. – Nina wstała i delikatnie trąciła Norberta kolanem. – Idę spać.

– W takim razie dobranoc. – Mężczyzna drgnął, po czym błyskawicznie odsunął się na bezpieczną odległość.

Nina poczuła się nieprzyjemnie. Chciała tylko niewinnie poflirtować. Mąż siostry podobał jej się od dawna. Miała wrażenie, że ona jemu też. Zawsze był dla niej miły. Każdorazowo taksował ją wzrokiem z góry na dół i wcale się z tym nie krył. Lubiła te jego spojrzenia. Rozpalała się od nich. Tak na nią działał, że z czasem wyobraźnia zaczęła podsuwać jej dość odważne pomysły z nimi w roli głównej. Nie powinna pozwalać sobie na kosmate myśli, ale od tak dawna z nikim nie spała, że traciła zdrowy rozsądek. Może i dobrze, że Norbert był taki porządnicki…

Wsunęła się pod kołdrę i przyłożyła dłonie do twarzy. Policzki paliły ją żywym ogniem. Co jej strzeliło do głowy, żeby zasadzać się na „cnotę” szwagra? A gdyby tak podjął wyzwanie? Kochałaby się z nim pod bokiem siostry? Zrobiłaby jej taką krzywdę? Na szczęście on miał więcej rozumu. Zareagował, jakby go poraziła prądem… Przez swoje rozważania długo nie mogła zasnąć. Męczyła się, przewracając z jednego boku na drugi. Rano obudziła się przed domownikami. Wzięła prysznic i postanowiła zrobić kawę dla wszystkich. Jako drugi pojawił się w kuchni Norbert – gotów do wyjścia. Mruknął coś na powitanie i nie patrząc jej w oczy, siorbnął trochę gorącego napoju, a następnie umknął do pracy. Byle dalej od kobiet.

Rozdział drugi

DECYZJE

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Spis treści:

Okładka
Strona tytułowa
Rozdział pierwszy. ŁADNIEJSI MAJĄ LEPIEJ
Rozdział drugi. DECYZJE
Rozdział trzeci. RANDKI
Rozdział czwarty. DYLEMATY
Rozdział piąty. ZAUROCZENIA
Rozdział szósty. SUKCESY I PORAŻKI
Rozdział siódmy. WYZWANIA
Rozdział ósmy. GRA
Rozdział dziewiąty. GROŹBY I KŁAMSTWA
Rozdział dziesiąty. GDY NIE WIADOMO, O CO CHODZI, TO CHODZI O PIENIĄDZE

Pokochaj mnie wreszcie!

ISBN: 978-83-8373-611-2

© Agnieszka Łepki i Wydawnictwo Novae Res 2025

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Anna Pomianek JezykoweDylematy.pl

KOREKTA: Emilia Kapłan

OKŁADKA: Anna Piwnicka

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Grupa Zaczytani sp. z o.o.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek