Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
740 osób interesuje się tą książką
To prestiżowe liceum skrywa bardzo brzydkie sekrety.
Dla fanów Riny Kent.
Rain Vanderhall przyjeżdża do Londynu z jedną walizką i tajemnicą, którą planuje zabrać do grobu. W Portland, gdzie mieszkała z matką, wydarzyło się coś, co na zawsze odmieniło jej życie.
Dziewczynie nie pozostaje nic innego, jak zamieszkać w londyńskiej rezydencji wraz z ojcem i bratem Axelem, choć nie widziała ich od ponad dekady. Rain marzy o spokojnym życiu, jednak już pierwszego wieczoru czuje, że jej życzenie się nie spełni.
Axel przedstawia jej dwójkę swoich przyjaciół – Gabriela Fortwella i Damiena Cadella. Wkrótce dociera do niej, że nie są oni zwykłymi uczniami prestiżowego liceum, a ich dusze są tak czarne jak płaszcz, którym Gabriel pewnego razu okrywa jej ramiona.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia. Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 435
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Marta Kulczyna
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2025
All rights reserved · Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Anna Suchańska
Korekta: Joanna Błakita, Martyna Janc, Dominika Kalisz
Skład i łamanie: Michał Swędrowski
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
ISBN 978-83-8418-065-5 · Wydawnictwo NieZwykłe · Oświęcim 2025
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
The Clique jest pierwszym tomem serii „Decadence”, która opowiada o losach czterech bohaterów – Gabriela Fortwella, Damiena Cadella, Xandera Lockwooda oraz Axela Vanderhalla.
Historię każdego z nich można czytać osobno. Miejcie jednak na uwadze, że wówczas możecie się natknąć na spoilery, a niektóre wątki mogą nie być dla Was w stu procentach zrozumiałe.
Dodatkowo historia Gabriela z The Clique obejmuje dwie książki: The Clique oraz The Clique 2.
Drogi czytelniku,
zanim sięgniesz po The Clique, powinieneś zapoznać się z kilkoma informacjami.
Bohaterowie tej książki nie są dobrymi ludźmi. Każdy z nich – mniej lub bardziej – uosabia cechy, których w realnym życiu należy za wszelką cenę unikać. Przemawiają przez nich manipulacja, egoizm, skłonność do autodestrukcji, żądza i zaburzenia – w szeroko pojętym znaczeniu tego słowa. Jeśli jednak zdecydujesz się zanurzyć w fabule mojej powieści, musisz wziąć pod uwagę, że natkniesz się na tematy wrażliwe, takie jak: przemoc, gwałt, sceny erotyczne, narkotyki, alkohol, przemoc domowa (w tym na tle seksualnym), zaburzenia psychiczne, morderstwo czy samookaleczanie, a także opisy zachowań, które w prawdziwym świecie wzbudziłyby niepokój.
Miej również na uwadze, że wszystko, co znajdziesz w The Clique, jest fikcją. Niektóre miejsca zawarte w powieści, m.in. Trinity Leading School, The Nightfall Theatre, Obsidian Circle, zostały wymyślone na potrzeby historii. Świat przedstawiony w tej książce to wyłącznie wytwór mojej wyobraźni, który w realnym świecie straciłby rację bytu. Nie doszukuj się zatem braku logiki w niektórych sytuacjach czy zachowaniach bohaterów. Wierz mi, za każdym razem, kiedy pomyślisz „to chore” – dokładnie takie miało być.
Jeśli pomimo tego, co Ci powiedziałam, nadal tu jesteś – zapraszam Cię w podróż przez labirynt mroku. Uprzedzam jednak, że nie spotkasz po drodze nikogo, kto poda Ci latarkę.
Pamiętaj jeszcze o jednym. Jeżeli kiedykolwiek spotkasz kogoś takiego jak Gabriel – uciekaj. I nie patrz mu w oczy.
Do zobaczenia w ciemności.
Chase Atlantic – Church
David Kushner – Darkerside
G-Eazy (feat. Remo) – I Mean It
Shaker, Azee & Cobra – Taste of the Divine
Eminem (feat. Rihanna) – The Monster
Chase Atlantic – Meddle About
Taylor Swift – Vigilante Shit
Andy Black – We Don’t Have to Dance
Chase Atlantic – CHXSE
Chase Atlantic – The Walls
David Kushner – Skin and Bones
David Kushner – Universe
David Kushner – Poison
Pezet – Gdyby miało nie być jutra
Quebonafide – Bogini
Blackbear (Tarro Remix) – idfc
Shaya Zamora – Cigarette
Billie Eilish – you should see me in a crown
Dua Lipa – Hotter Than Hell
Chase Atlantic – RICOCHET
Chase Atlantic – DIE FOR ME
David Kushner – You and Me
Rain
Usiadłam przy barze i zastukałam czerwonymi paznokciami o idealnie wypolerowany blat.
– Dwa kieliszki wódki, poproszę – odezwałam się, gdy wytatuowany barman stanął tuż nade mną. – Najlepiej w szklance, z trzema kostkami lodu.
– Dwadzieścia jeden skończone? – zapytał z nutką ironii, po czym zaśmiał się pod nosem.
– W szklance, trzy kostki lodu – powtórzyłam, jakbym wcale nie słyszała jego pytania, jednocześnie próbując ukryć rozbawienie.
Chłopak jeszcze przez moment skanował mnie wzrokiem, aż w końcu westchnął ciężko i pokręcił głową.
– Musisz się nauczyć być miła dla ludzi, Rain – podjął po chwili. – W Anglii będzie inaczej niż tutaj.
Zmarszczyłam brwi i posłałam mu pełne politowania spojrzenie.
– Gorzej i tak być nie może. – Wzruszyłam ramionami, a następnie przysunęłam do ust szklankę, ponieważ właśnie mi ją podał.
Wpadałam do baru Oscara aż nazbyt często. Było to jedno z niewielu miejsc w Portland, które szczerze lubiłam.
Które będzie mi dane lubić jeszcze przez jakieś dwie godziny.
Wypiłam drinka niemal na raz i delikatnie się skrzywiłam. Niedługo po tym oblizałam usta, po czym założyłam nogę na nogę. W tym samym momencie obróciłam się w stronę stolików, przy których ludzie zatruwali swoje wątroby tak samo jak ja.
– Jesteś pewna, że wyjazd to dobry pomysł? – Oscar znów stanął przy mnie i oparł się o blat.
– Jedyny, który ma sens – stwierdziłam cicho. – Nie mogę tu zostać, wiesz o tym.
Moje słowa zawisły w powietrzu, pozostawiając między nami wymowną ciszę.
– Poradzisz sobie? – zapytał nagle, a w jego głosie pobrzmiewała wyraźna troska.
– Zawsze sobie radzę. – Z trudem się uśmiechnęłam.
Czasami zastanawiałam się, czy mogłam nazywać Oscara przyjacielem. Właściwie stanowił jedyną osobę, z którą regularnie rozmawiałam. I chociaż zazwyczaj nasze rozmowy odbywały się przy drinku, to wydawało mi się, że dyskusje ze mną go nie nudziły. Nie sprawiał wrażenia, jakbym była kolejną podpitą klientką, której przytakiwał, gdy wylewała mu swoje żale po pijaku.
– Idzie jakiś książę. – Delikatnie poklepał mnie po ramieniu, na co przewróciłam oczami.
– Boże, znowu… – mruknęłam i wypuściłam całe powietrze z płuc.
Kilka sekund później miejsce obok mnie zajął nieznajomy mężczyzna. Był tak wstawiony, że oczy uciekały mu na boki. A może miał zeza? Trudno stwierdzić.
– Zazwyczaj nie zaczepiam przypadkowych dziewczyn, ale… – zaczął z pijackim uśmiechem. – Masz piękne włosy, nie mogę oderwać od nich wzroku.
Tak jak każda, której zawracałeś dupę przede mną.
– Farbowane czy naturalne? – kontynuował.
– Naturalne – odpowiedziałam obojętnym tonem.
Chyba liczył, że powiem coś więcej. Ja natomiast tylko obróciłam w dłoni pustą szklankę i ponownie skierowałam wzrok przed siebie.
– Takie czarne włosy to rzadkość, bardzo ci pasują. – Po tych słowach pstryknął palcami, próbując zwrócić tym gestem uwagę Oscara.
Mieliśmy dwa tysiące dwudziesty czwarty rok, a on pstrykał na obsługę? Nie potrzebowałam niczego więcej, by móc stwierdzić, że miałam przed sobą kompletnego idiotę.
Zerknęłam za siebie – barman szedł w jego stronę z grobową miną.
– Poproszę piwo dla mnie i dla tej pięknej pani, która spędzi ze mną dzisiejszy wieczór. – Starał się mówić wyraźnie, ale procenty w jego organizmie ewidentnie mu to utrudniały. – A może i noc? – dodał, przez co poczułam w przełyku dzisiejsze śniadanie.
– Nie pijam piwa – zaoponowałam od razu.
– To na co masz ochotę? – Przysunął się nieco bliżej, a ja odruchowo się skrzywiłam.
– Na święty spokój. – Posłałam mu złośliwy uśmiech, na co szeroko otworzył oczy.
Przez moment wgapiał się w moją obojętną twarz i widziałam, jak w jego pustej głowie zachodziła jakaś zmiana. Jakby jedna z jego uśpionych szarych komórek przebudziła się zaledwie na ułamek sekundy tylko po to, by przewrócić się na drugi bok.
– Wiesz co? – Zgromił mnie wzrokiem, jakby chciał mnie przestraszyć. – Tęsknię za czasami, w których takie laski jak ty mogły się jedynie uśmiechać, stać w kuchni przy garach i zadowalać facetów, kiedy mieli na to ochotę.
– Ja natomiast tęsknię za czasami, w których mężczyźni tacy jak ty wyjeżdżali na wojnę i nigdy z niej nie wracali – skwitowałam, po czym zeskoczyłam z barowego stołka i złapałam za rączkę walizki, którą ze sobą przytargałam.
– Coś ty powiedziała? – syknął przez zaciśnięte zęby, ale nawet na niego nie spojrzałam.
– Jajco, wracaj do swojego stolika, bo nic już dzisiaj nie wypijesz – wtrącił Oscar i wskazał na miejsce gdzieś z tyłu sali.
Mężczyzna przez chwilę mamrotał coś pod nosem. W końcu jednak machnął ręką i wrócił do swoich równie pijanych kolegów.
– Będę się zbierać, za dwie godziny mam lot. – Spojrzałam na barmana i zauważyłam, że znów wbijał we mnie pełne troski spojrzenie.
– Rain, na pewno sobie poradzisz? – upewniał się.
– Wiesz, że tak. – Z wahaniem uniosłam kąciki ust.
– Chodź tu – mruknął niemal ze wzruszeniem i zaledwie kilka sekund później stanął przede mną. Przyciągnął mnie do siebie, a następnie zamknął w silnym uścisku.
Zesztywniałam, stresował mnie kontakt fizyczny.
– Będę tęsknił, mała Rain – prawie załkał. – David też – dodał, mocniej wciskając podróbek w moje ramię.
– Pozdrów go ode mnie. Cholernie mi przykro, że nie zdążę się z nim pożegnać. Szkoda, że nie ma go dziś na zmianie – odparłam cicho, po czym powoli się odsunęłam.
– Nie ma sprawy. – Oscar potarł moje ramiona i ostatni raz spojrzał mi w oczy. – Zobaczymy się jeszcze?
– Wątpię. – Nie chciałam kłamać. Wiedziałam, że moja noga nigdy więcej nie postanie w tym mieście.
– Ale dzwoń, dobra? Albo pisz, chcę wiedzieć, czy u ciebie wszystko w porządku.
– Jasne. – Pocałowałam go w policzek, a później cofnęłam się do walizki. – Lecę, muszę jeszcze złapać taksówkę.
Po chwili wyszłam przed bar, a chłodne powietrze uderzyło prosto w moją twarz. Ostatni raz obejrzałam się za siebie i objęłam wzrokiem miejsce, które jako jedyne wzbudzało we mnie jakikolwiek sentyment.
Przeniosłam wzrok na ulicę.
Powoli zaczynałam się żegnać z Rain Horton.
Rain
Stałam przed wejściem na lotnisko, a gula w moim gardle rosła w zastraszającym tempie. Wiedziałam, że jeśli przejdę przez te drzwi, Rain Horton zniknie.
Po drugiej stronie stanę się Rain Vanderhall – córką jednego z najpotężniejszych magnatów finansowych w Wielkiej Brytanii.
– Kurwa, weź się w garść – upomniałam samą siebie i potrząsnęłam głową.
Z całej siły zacisnęłam palce na rączce walizki, ale wciąż nie potrafiłam zrobić kroku. Czułam się, jakby ktoś przykleił moje stopy do chodnika.
Pamiętaj, że nie masz wyjścia.
Powtarzałam sobie to zdanie w myślach tak długo, aż coś we mnie drgnęło. Przełknęłam ślinę, po czym szybkim krokiem przeszłam przez drzwi. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam, że nikt na mnie nie patrzył. Odetchnęłam z ulgą, od kilku tygodni ciągle miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
Że ktoś wie.
Podeszłam do pierwszego okienka. Jedyne, na czym chciałam się skupić, to przejście odprawy i wszystkich innych procedur, które pozwolą mi na spokojne zajęcie miejsca w samolocie.
– Dzień dobry, lot osiemset dwanaście – oznajmiłam, podając kobiecie przede mną paszport i bilet lotniczy.
Obiecywałam sobie, że prześpię cały lot. Nie zmrużyłam jednak oka nawet na sekundę, przez co z lotniska wychodziłam niemal ostatkiem sił.
Zimny londyński wiatr rozwiał mi włosy, gdy tylko znalazłam się na zewnątrz. Powietrze pachniało zbliżającą się jesienią, a liście niektórych drzew zaczynały już zmieniać kolor.
– Panienko Rain! – krzyknął mężczyzna w średnim wieku, który na mój widok szeroko się uśmiechnął.
Miał na sobie czarny garnitur oraz płaszcz i tego samego koloru kaszkiet, a jego dłonie zdobiły czarne skórzane rękawiczki. Prezentował się idealnie – wyprostowane plecy, postawna sylwetka, dystyngowane ruchy. Już na pierwszy rzut oka było widać, że obracał się w środowisku wyższych klas.
Zmarszczyłam brwi i rozejrzałam się dookoła, jakbym potrzebowała się upewnić, że mówił do mnie.
– Zapraszam, czekałem na panienkę – dodał, po czym pospiesznie do mnie podszedł. – Tylko jedna walizka? – zapytał niepewnie.
– Zgadza się – odparłam.
– Proszę wsiadać, pan Vanderhall czeka w domu – poinformował.
– A Axel?
– Pan Axel również. – Mężczyzna skinął głową, a następnie otworzył mi tylne drzwi.
W milczeniu wsiadłam do samochodu. Chrząknęłam kilka razy, zanim wygodnie się usadowiłam.
Fakt, że miałam zamieszkać z ojcem, nie stresowałby mnie tak bardzo, gdyby nie to, że… od ponad dziesięciu lat go nie widziałam.
– Cieszę się, że panienka w końcu przyjechała – zagaił kierowca, w tym samym czasie uruchamiając silnik.
– Proszę mi mówić „Rain” – zaproponowałam. – Jak pan się nazywa?
Zerknął na mnie w lusterku, jakby zdziwiło go moje pytanie.
– Jestem Harry.
– Powiedz mi, Harry… – zaczęłam cicho. – Jaki on jest?
– Pan Vanderhall? – Uniósł brwi, ale nie spojrzał na mnie, całą swoją uwagę skupiał na drodze.
– Tak. Jaki jest mój ojciec?
Harry przez krótką chwilę milczał. Wyglądał, jakby nie wiedział, co odpowiedzieć.
– Myślę, Rain, że sama się przekonasz – stwierdził z półuśmiechem, a ja postanowiłam nie drążyć tematu.
Oparłam głowę o przyciemnianą szybę i przymknęłam powieki.
Nie znałam swojego ojca. Kiedy o nim myślałam w mojej głowie pojawiało się jedynie nikłe wspomnienie wakacji, które spędziłam w Anglii, gdy miałam trzy latka. On i matka rozstali się niedługo po tym, jak urodziły im się bliźniaki – ja i mój brat Axel. Ax został tutaj, a ja wyjechałam z mamą do Stanów.
Przez pierwsze lata naszego życia rodzice starali się jako tako podtrzymywać rodzinny kontakt. Pewnego dnia jednak wszystko się zmieniło – matka poznała Alaina Hortona, mojego ojczyma, za którego wyszła zaledwie po dwóch miesiącach znajomości. I właśnie wtedy moje wyjazdy do ojca się skończyły. On nie protestował, a ja byłam za mała, by się kłócić. Po kilku latach po naszej więzi nie został nawet ślad.
– Axel dużo o tobie mówił – odezwał się nagle Harry, tym samym wyrywając mnie z otchłani bolesnych wspomnień.
– Mam nadzieję, że wyłącznie dobrze – odparłam z rozbawieniem, na co mężczyzna pokiwał głową.
– Tak – przyznał. – Same dobre rzeczy.
Axel i ja odnowiliśmy kontakt zaledwie kilka tygodni temu. Dokładnie dzień po tym, jak mój przyszywany ojciec zginął w tragicznym wypadku. Wówczas matka od razu podjęła decyzję o tym, że przeprowadzka do Londynu będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem. Nie wiedziałam, czy chciała dla mnie dobrze, czy po prostu usiłowała się mnie pozbyć, ale pragnęłam wyjechać. W tym przypadku miała rację – wyjazd stanowił najlepsze, a w zasadzie jedyne rozwiązanie.
Był moją jedyną opcją.
Ax wydawał się dziwny, zyskałam co do tego pewność po zaledwie kilku krótkich rozmowach, które przeprowadziliśmy na kamerce. Ale ja również nie należałam do najnormalniejszych i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę, w końcu byliśmy bliźniakami.
– Już prawie jesteśmy na miejscu – poinformował Harry, a ja otworzyłam oczy i odkleiłam czoło od szyby.
Na wszystkie świętości…
Z głośnym świstem wciągnęłam powietrze do płuc i nawet go nie wypuściłam, gdy tylko samochód zatrzymał się pod ogromną żeliwną bramą.
– O Boże… – wymsknęło mi się, kiedy objęłam wzrokiem widok rozciągający się przede mną.
Słyszałam, jak kierowca cicho się zaśmiał, a po chwili nacisnął przycisk na pilocie. Stara brama zaczęła się otwierać. Powoli, jakby nie miała pewności, czy nas wpuścić. Zawiasy zaskrzypiały, a samochód wjechał na teren posiadłości.
– Brama sprzed dwustu lat na pilota? – zapytałam z nutką ironii.
Harry odwrócił się w moją stronę i posłał mi przyjazne spojrzenie.
– Pan Vanderhall lubi łączyć tradycję z nowoczesnością – oznajmił, a ja nie odpowiedziałam, jedynie kiwnęłam głową.
Jechaliśmy żwirową drogą, a rytm mojego serca coraz bardziej przyspieszał. Rozglądałam się wokół jak zahipnotyzowana i nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam.
– Myślałam, że takie domy istnieją tylko w filmach – podjęłam cicho. – Właściwie to w horrorach – dodałam, na co usta mężczyzny rozciągnęły się w uśmiechu.
– To posiadłość z piękną historią, jestem pewien, że ci się spodoba – stwierdził, a ja postanowiłam nie zamęczać go dłużej swoimi przemyśleniami. – Wezmę walizkę, proszę się rozejrzeć i dołączyć do mnie przy wejściu, pan Vanderhall czeka. Jeśli to nie problem, przy panu domu chciałbym cię nazywać „panienką Rain”, tego wymaga ode mnie etykieta pracy – kontynuował, choć ledwie go słyszałam. Byłam zbyt zaaferowana zamczyskiem, na które właśnie patrzyłam.
– Oczywiście – mruknęłam, po czym jak zaprogramowana wysiadłam z samochodu.
Położyłam ręce na biodrach i znów na moment przestałam oddychać.
W Portland mieszkałam w średniej wielkości domu nieopodal wielkiego klifu i latarni morskiej. Natomiast tutaj czekało na mnie coś, czego okazałość trudno mi było przyswoić.
Dwór o surowej, kamiennej fasadzie zdawał się patrzeć na mnie z góry oceniającym wzrokiem. Ściany budynku oplatał bluszcz – piął się tak gęsto, jakby chciał ukryć przed światem wszystkie sekrety tego miejsca. Wysokie, wąskie okna były w większości zasłonięte ciężkimi bordowymi zasłonami, przez które zapewne nie wpadało zbyt wiele światła.
Spojrzałam na wprost i dostrzegłam schodki wyłożone starannie oszlifowaną kostką brukową, u szczytu których, po obu stronach, znajdowały się wiekowe posągi aniołów.
Moim ciałem wstrząsnął dreszcz, czułam dziwną aurę tego miejsca. Zrobiłam kilka kroków do przodu, a następnie weszłam na pierwszy stopień. Czułam, że Harry mi się przygląda. Przełknęłam ślinę. Popatrzyłam do góry, a mój wzrok padł prosto na nowoczesne, ledwie widoczne kamery. Ciekawy kontrast. Zamczysko, choć odnowione i utrzymane w idealnym stanie, sprawiało, że czułam się nieswojo. Rezydencja prezentowała się tak, jakby pomimo współczesnej ingerencji człowieka całkowicie zachowała swoją dawną duszę.
Gdy byłam mała, ojciec nie miał takiego domu. Mieszkaliśmy w bliźniaku znajdującym się w centrum Londynu. Dzisiaj jednak mój tata nie był już zwykłym Charlesem, tylko szanownym panem Charlesem Vanderhallem, którego spółka trzymała w garści dziewięćdziesiąt procent brytyjskich nieruchomości i działek budowlanych. Jak widać, dla siebie wybrał jedną z najlepszych.
Coraz bardziej wątpiłam w to, czy zdołam się odnaleźć w takim miejscu.
– Panienko, możemy? – odezwał się niespodziewanie Harry, przez co niemal podskoczyłam.
Zamrugałam kilka razy i wyprostowałam plecy.
– Tak, jasne – odparłam, wsuwając dłonie do kieszeni spodni.
Coś w mojej klatce piersiowej zaczynało się zaciskać na samą myśl o tym, że w środku tego mrocznego domu miałam po raz pierwszy od tylu lat zobaczyć ojca.
Zanim zdążyłam się zastanowić, czy może nie powinnam się odwrócić i po prostu stamtąd uciec, wielkie, dębowe drzwi zaczęły się otwierać.
Zmarszczyłam brwi, gdy w progu stanął starszy mężczyzna w garniturze i białych rękawiczkach.
– No tak, mogłam się domyślić… – burknęłam pod nosem.
Oczywiście, że pan Vanderhall zatrudniał prawdopodobnie tuzin służby.
– Rain?! – Za plecami kamerdynera znikąd wyrósł Axel.
Stanęłam jak wryta.
On wyglądał zupełnie tak jak ja.
– No wchodź – ponaglił mnie, a ja powoli ruszyłam do środka, ani na sekundę nie odrywając od niego wzroku.
Przez kamerkę nie zauważyłam, że byliśmy aż tak podobni. Uderzyło mnie to dopiero, gdy stanął przede mną na żywo.
– Ja pierdolę, wyglądasz jak ja – powiedział nagle, jakby czytał mi w myślach.
– Panuj nad językiem, synu. – Do moich uszu dotarł basowy głos, co spowodowało, że od razu spojrzałam w lewo.
Mój tata…
Tata, który miał mnie w dupie przez większą część mojego życia…
Wstrzymałam oddech, kiedy podszedł bliżej. Skinął w stronę Harry’ego, a ten w mgnieniu oka ruszył z moją walizką w kierunku majestatycznych schodów prowadzących na piętro.
– Williamie, sprawdź, proszę, czy wszystko jest przygotowane – polecił kamerdynerowi, który z ogromnym wyrafinowaniem przytaknął, a następnie zniknął w ciągnącym się w nieskończoność korytarzu.
Nie wiedziałam, czy powinnam się odezwać. Zazwyczaj nie zapominałam języka w gębie, ale to, jaką aurę roztaczał wokół siebie mój ojciec, sprawiało, że niemal wrastałam w podłogę. Wodziłam wzrokiem między nim a Axelem i jedyne, o czym myślałam, to ucieczka z powrotem na lotnisko.
– Axel, idź do siebie, chcę się przywitać z Rain.
– Jasne. – Brat westchnął ciężko i ruszył tam, skąd wcześniej przyszedł tata.
Przez chwilę stałam przed nim i po prostu się w niego wpatrywałam. Ledwie pamiętałam jego twarz oraz zachowanie, ale czułam, że kiedyś był inny.
Miał na sobie idealnie skrojony trzyczęściowy brązowy garnitur, a w jego kieszonce mieściła się kremowa poszetka. Włosy w kolorze marynarki miał perfekcyjnie ułożone, tak jakby każdemu kosmykowi zostało przydzielone konkretne miejsce. Równiutko przystrzyżony zarost wyglądał niemal jak namalowany, a duże, zielone oczy wpatrywały się we mnie z pewnym dystansem.
– Rain. – Skinął głową, a kącik jego ust delikatnie drgnął.
– Cześć, tato – odparłam niepewnie, mocniej wciskając ręce do kieszeni spodni. – Zmieniłeś się. – Próbowałam jakoś zagaić rozmowę.
– Mam nadzieję, że na lepsze. – Uniósł brwi. – Chodź, pokażę ci dom. – Wyciągnął w moją stronę zgiętą rękę, tym samym zapraszając, bym złapała go pod ramię.
Zrobiłam to prawie w zwolnionym tempie, a on od razu ruszył do przodu. Podeszwy jego starannie wypolerowanych butów zastukały o podłogę.
– Nie jestem taki zły, na jakiego wyglądam – podjął, kiedy szliśmy długim korytarzem, oświetlanym jedynie nikłym blaskiem kinkietów.
– Nie powiedziałam, że jesteś…
– Nie powiedziałaś, ale widziałem twoją minę, gdy na mnie spojrzałaś – przerwał mi. – Potrafię być naprawdę w porządku, jeśli ludzie przestrzegają moich zasad.
– Zasad? – Zerknęłam na niego ze ściągniętymi brwiami.
– Tak, Rain, w tym domu panują pewne zasady – oznajmił. – Ale nie będziemy się tym teraz zajmować, najpierw musisz się zadomowić.
– Jasne… – szepnęłam, przenosząc wzrok przed siebie.
Wszędzie wokół czułam zapach starego drewna, połączony z czymś leśnym. Być może ta woń wpadała do domu przez otwarte okna właśnie z lasu, który rozciągał się na tyłach. Wysokie sufity sprawiały, że czułam się strasznie mała, a to w pewnym sensie odbierało mi pewność siebie, chociaż na co dzień nigdy mi jej nie brakowało.
Podłoga skrzypiała niemal przy każdym naszym kroku.
– Trochę tu mrocznie – prychnęłam, kiedy mijaliśmy kolejne pary dębowych drzwi. – Czyje to pokoje?
– Służby – poinformował ojciec.
Kiwnęłam głową. Byłam wykończona, myślałam wyłącznie o tym, by jak najszybciej się położyć. Stres nie pomagał, chciałam w spokoju wszystko przetrawić.
Doszliśmy do końca korytarza i stanęliśmy przy krętych, drewnianych schodach ozdobionych złotymi poręczami.
– Tędy możesz dojść do swojego pokoju – powiedział Charles. – Chciałem, żebyś miała trochę prywatności, zanim do wszystkiego się przyzwyczaisz. Spójrz. – Wskazał na szklane drzwi po lewej stronie. – Możesz wchodzić tędy albo głównym wejściem, jak ci wygodniej. Florence zawsze będzie do twojej dyspozycji, więc nawet jeśli zapomnisz kluczy, to na pewno bez problemu dostaniesz się do środka.
– Florence? – Zacisnęłam usta, uważnie mu się przyglądając.
– Pomoże ci się zaaklimatyzować – oznajmił. – Przed rozpoczęciem roku szkolnego będziesz musiała załatwić sporo spraw, a ona ci to ułatwi.
– No tak, szkoła… – westchnęłam.
– Tym zajmiemy się niedługo – stwierdził i zerknął na złoty zegarek zdobiący jego nadgarstek. – Trzy godziny wystarczą, żebyś zdążyła odpocząć i przygotować się do kolacji?
– Tak, chyba tak – przytaknęłam od razu, naprawdę chciałam jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju.
– Dobrze, to idź. Połowa piętra od strony schodów jest twoja, druga należy do Axela. – Nieznacznie się uśmiechnął, a ja odwzajemniłam gest, po czym bez słowa ruszyłam do góry.
Korytarz na piętrze nie różnił się od tego na dole, wydawał się równie mroczny. Szybko zauważyłam miejsce, w którym stała moja walizka. Spojrzałam również na mosiężny klucz, wsunięty w zamek. Z głośnym westchnieniem przekręciłam go, kopnęłam bagaż do środka i zamknęłam za sobą wielkie, dębowe drzwi.
Uniosłam wzrok.
– Ja pieprzę… – szepnęłam sama do siebie, gdy rozejrzałam się po wnętrzu sypialni.
Chyba nigdy nie widziałam tak ogromnego okna. I tak ogromnego łóżka. Nie miałam jednak siły, by zachwycać się dalej. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, ustawiłam budzik na za dwie godziny i ostatkami sił wdrapałam się na wysoki materac.
Zasnęłam, kiedy tylko przyłożyłam głowę do poduszki.
Rain
– Nie wytrzymam! – ryknęłam na cały pokój, kiedy budzik w moim telefonie nie przestawał dzwonić.
Chrząknęłam głośno, przetarłam twarz ręką i powoli uchyliłam powieki. Zmarszczyłam brwi, po czym nerwowo poderwałam się do siadu. Potrzebowałam chwili, by uświadomić sobie, że nie jestem już w Portland.
Opuściłam nogi na chłodną drewnianą podłogę i ziewnęłam przeciągle. Zanim zdecydowałam się przejść do prywatnej łazienki przydzielonej do mojej sypialni, ktoś zapukał do drzwi.
– Proszę! – krzyknęłam, po czym podniosłam się niemrawo i poprawiłam rękawy koszulki.
Po chwili w progu stanął Axel.
– Cześć, siostrzyczko. – Uniósł kącik ust, a następnie oparł się o futrynę i założył ręce na klatce piersiowej.
Był tak wysoki, że czubek jego głowy niemal stykał się z oprawą drzwi. Woda z jego czarnych włosów kapała na podłogę, co oznaczało, że przed chwilą brał prysznic. Wgapiał się we mnie niebieskimi oczami tak intensywnie, jakby mapował moją twarz.
– Gotowa na kolację z tatusiem? – podjął, wchodząc do środka.
Wyprostowałam plecy i prychnęłam pod nosem.
– Jeszcze nie, dopiero wstałam – odparłam ochryple. – Jak tylko zjemy, to wracam do łóżka.
– W twoich snach – parsknął bez zastanowienia, a potem usiadł na krześle przy ogromnej toaletce. – Po kolacji idziemy na imprezę.
Zastygłam w miejscu, a po kilku sekundach powoli zerknęłam w jego stronę. Patrzył na mnie z podstępnym uśmieszkiem, powoli przeżuwając jakieś orzeszki czy inne cholerstwo, które wyciągnął z kieszeni.
– Imprezę? – zapytałam z zainteresowaniem. – Tego akurat nigdy nie odmawiam.
– Tak myślałem, pewnie masz to po mnie. – Wrzucił do ust kolejnego orzeszka i rozparł się wygodniej na krześle. – Przedstawię ci moich znajomych, poza tym musimy się lepiej poznać. Nic tak nie sprzyja budowaniu więzi jak porządny balet.
– Poznawanie twoich znajomych to akurat mało interesująca rozrywka. Powiedz lepiej, czy będzie tam alkohol. Pogadamy sobie przy drinku.
Axel przechylił głowę i zmrużył oczy. Niespiesznie podniósł się z krzesła, wycierając przy tym dłonie w spodnie dresowe.
– Morze alkoholu – oznajmił. – Coraz bardziej mi się podobasz, siostrzyczko – dodał, po czym ostatni raz na mnie spojrzał i skierował się w stronę drzwi.
– Axel?! – zawołałam za nim, gdy trzymał już rękę na klamce.
– Co?
– Z ojcem da się żyć czy raczej będzie ciężko?
Brat na moment spoważniał. Szybko jednak przybrał swoją poprzednią, nieco obojętną minę.
– Zależy, jak na to spojrzeć. – Wzruszył ramionami, a niedługo po tym zniknął za drzwiami.
Szybkim krokiem szłam wzdłuż korytarza, a tuż obok mnie z ogromną gracją poruszała się Florence. Przyszła po mnie równo pięć minut przed siódmą i oznajmiła, że zaprowadzi mnie do sali bankietowej, w której zjemy kolację. Fakt, że w tym domu znajdowało się takie pomieszczenie, nie zrobił na mnie większego wrażenia, w końcu kiedyś prawdopodobnie mieszkała tu szlachta.
– Jest panienka niesamowicie podobna do pana Axela – powiedziała z uśmiechem, zerkając w moją stronę.
– Sama jestem zdziwiona, że tak bardzo. – Uniosłam ramiona, nieco speszona.
– Te same czarne włosy, wielkie, niebieskie oczy, wyraźna żuchwa, blada skóra… – wymieniała. – Nawet mimikę macie identyczną, to niebywałe.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, więc jedynie skinęłam głową.
– Tędy, pan Vanderhall i Axel już czekają. – Wskazała ręką na uchylone drzwi, za którymi dostrzegłam palące się światło.
– Nie zje pani z nami? – zapytałam.
– Nie, posiłki będziemy spożywały osobno. – Uśmiechnęła się, a następnie ruszyła przed siebie, pokonując długi korytarz.
Wzięłam głęboki wdech i weszłam do pomieszczenia. Wyraz mojej twarzy musiał być bardzo wymowny, bo gdy spojrzałam na brata, zauważyłam, że zaśmiał się pod nosem.
– To wszystko dla naszej trójki? – Zszokowana podeszłam do jednego z krzeseł.
W ciągu zaledwie kilku sekund tuż obok mnie stanął William, który odsunął dębowy mebel, gestem zapraszając, bym na nim usiadła.
Zrobiłam to niepewnie, po czym znów przeniosłam wzrok na stół. Szkoda czasu, żeby wymieniać, co się na nim znajdowało. Znacznie szybciej mogłabym opowiedzieć, czego na nim nie było.
– Udało ci się choć trochę odpocząć? – zagaił ojciec.
– Trochę tak – potwierdziłam.
Niezręczna cisza niemal paliła moje ciało, kiedy dwóch kucharzy wciąż donosiło do stołu tace pełne jedzenia.
– Nie jestem aż tak głodna – wtrąciłam, przesuwając wzrokiem po wystawnej kolacji.
– Spokojnie, to nie tylko dla nas. Kiedy wyjdziecie z Axelem na imprezę, odwiedzi mnie kilku znajomych. Wtedy służba wymieni zastawę i wyniesie to, co zjedzone – poinformował Charles, a ja uniosłam brwi.
– Axel ci mówił, że wychodzimy?
– Oczywiście. – Poprawił mankiety marynarki. – Możecie wychodzić, kiedy chcecie, bylebyście wracali żywi.
Zmarszczyłam czoło. To wszystko było dziwne… On był dziwny.
– Białe czy czerwone? – Prawie podskoczyłam na krześle, gdy William stanął nade mną z dwoma butelkami wina.
– Czerwone, dziękuję – odpowiedziałam i spojrzałam na ojca. – Możemy przy tobie pić?
– Pić tak, ale nie wolno wam ćpać. Jeśli kiedykolwiek zobaczę cię pod wpływem jakiegokolwiek narkotyku, to poznasz moją gorszą stronę – oznajmił niby półżartem, jednak w jego głosie pobrzmiewało coś, co wskazywało na to, że wcale nie żartował.
– Kurwa… – szepnęłam pod nosem.
– I nie przeklinaj przy mnie. Nienawidzę, gdy ludzie kaleczą nasz piękny język.
Wciągnęłam powietrze do płuc i prawie na siłę wygięłam usta w delikatnym uśmiechu.
– Jasne, tato – przytaknęłam, na co on skinął głową.
Niedługo po tej niezręcznej rozmowie zaczęliśmy jeść. Byłam tak głodna, że zmieniłam zdanie – mogłabym zeżreć wszystko, co mieściło się na tym cholernie wielkim stole. W niespełna piętnaście minut pochłonęłam dwa pełne talerze jedzenia, które popiłam kieliszkiem czerwonego wina.
Mój żołądek od dawna nie był mi tak wdzięczny.
Spojrzałam na Axela, który obracał w dłoni widelec. Wyglądał, jakby myślami znajdował się zupełnie gdzie indziej. Wyraz jego twarzy nie zdradzał absolutnie niczego.
– Rain? – odezwał się nagle ojciec.
– Tak?
– Przyjechałaś tylko z jedną walizką. Przygotuj listę rzeczy, których potrzebujesz, i zostaw ją Florence, dobrze?
– W sensie jakich rzeczy? – dopytałam.
– Ubrania, buty, kosmetyki czy cokolwiek innego. Masz dowolność, kupię ci wszystko, czego potrzebujesz – oznajmił, a ja ze zdziwieniem rozchyliłam usta.
Szkoda, że nie zastanawiał się, czy czegoś mi nie brakowało, kiedy mieszkałam z matką na drugim końcu świata. Wtedy nie wysyłał mi nawet kartki na urodziny.
– Właściwie to przydałyby mi się ubrania i nowa torebka, ale jest coś jeszcze… – zaczęłam. Z początku nie zamierzałam o nic go prosić, jednak po chwili uznałam, że należało mi się coś za to, że miał mnie gdzieś przez tyle lat.
Tata uśmiechnął się, dając mi tym samym znać, że czeka na to, co miałam do powiedzenia.
– Czy mógłbyś mi kupić łuk?
– Łuk? – Otworzył szerzej oczy, po czym upił łyk wina. – Po co ci łuk?
Poprawiłam się na krześle, zanim odpowiedziałam. Chciałam już wyjść z Axelem na imprezę, miałam wrażenie, że ten dom wysysał z moich płuc całe powietrze.
– Przez dziesięć lat trenowałam łucznictwo – poinformowałam. – Rok temu przestałam, ale teraz chciałabym do tego wrócić.
– I nie masz łuku? – Charles przechylił głowę, a ja spuściłam wzrok.
– Miałam.
– To dlaczego już nie masz?
– Dobra, niepotrzebnie pytałam, nieważne.
Ostatnie, na co miałam ochotę, to wracanie do wspomnień z Portland.
– Kupię ci najlepszy łuk, jaki jest dostępny na rynku. Po prostu zdziwiło mnie, że nie posiadasz odpowiedniego sprzętu, skoro trenujesz łucznictwo od tylu lat.
– Alain go wyrzucił.
Na dźwięk imienia mojego ojczyma ojciec głośniej przełknął ślinę i wytarł usta serwetką. Westchnął ciężko, a później sięgnął po szklankę wypełnioną koniakiem.
– Zrobimy tak – podjął. – Jutro pojedziesz ze mną do banku i wyrobimy ci kartę. Przeleję na nią stosowną kwotę, żebyś mogła kupić sobie wszystko, czego potrzebujesz. Florence pojedzie z tobą do centrum albo możesz jechać z Axelem, jak wolisz. Sama wiesz najlepiej, czego ci trzeba.
Uniosłam brew.
Targały mną sprzeczne emocje. Z jednej strony miałam ochotę wstać i dać mu w pysk za to, że mnie porzucił, a z drugiej… Ta gorsza część mnie chciała go wykorzystać, zemścić się na nim, zrobić cokolwiek, by wiedział, że nigdy nie zapomnę. By choćby w najmniejszym stopniu poczuł się tak, jak ja czułam się przez ponad dekadę, wgapiając się w jedyne zdjęcie, jakie mi po nim pozostało.
Poprawiłam się więc na krześle, w tym samym momencie przysuwając do ust uzupełnione przez Williama szkło.
– To brzmi rozsądnie – potwierdziłam. – W sumie to przydałby mi się też nowy telefon. Zakładam, że w Trinity Leading School wszyscy mają to, co najlepsze, czyż nie? – Czułam, jak moja powieka zadrżała na samą myśl o tym, w jakiej szkole musiałam niedługo rozpocząć naukę.
– Zgadza się – odparł niewzruszonym tonem. – Dobrze, to idźcie się bawić, a jutro po południu pojedziemy razem do miasta. Jeśli będziesz miała ochotę, zarezerwuję stolik w świetnej wietnamskiej restauracji, zjemy razem obiad i opowiesz mi trochę o sobie.
Wino w moim gardle niemal zgęstniało, kiedy usłyszałam ostatnie wypowiedziane przez niego zdanie.
Tatuś roku.
– Dobra, chodź, siostrzyczko, czeka na nas morze wódki i kilka funtów koksu. – Axel pospiesznie podniósł się z miejsca i spojrzał na ojca.
– Axel! – Charles uderzył pięścią w stół, na co brat tylko parsknął pod nosem.
Ostatni raz pokręciłam głową i ruszyłam w stronę drzwi. Dopiero gdy stanęłam na korytarzu, poczułam, jak cyrkulacja powietrza w moim organizmie wraca do normy.
– Idź się przebrać, też narzucę na siebie coś ciekawszego – oznajmił Ax, gdy zbliżaliśmy się do schodów. – Będę czekał za kwadrans – dodał i wbiegł na górę, pokonując po kilka stopni naraz.
Poszłam w ślad za nim i niespełna dwie minuty później stałam przy swojej nierozpakowanej walizce. Nie przywiozłam ze sobą zbyt wiele, chciałam zacząć od nowa, a w skład tego planu wchodziło zostawienie w Portland praktycznie wszystkiego.
W końcu wygrzebałam krótką, czarną spódniczkę oraz sweter i rajstopy w tym samym odcieniu. Czerń to mój ulubiony kolor, w niczym nie czułam się tak dobrze jak w ciemnych ubraniach.
Szybko się przebrałam, zrobiłam makijaż, rozczesałam włosy i spryskałam ulubionymi perfumami. Zanim wyszłam z pokoju, zerknęłam w lustro przy toaletce.
– Już nigdy nikt cię nie złamie – powiedziałam cicho, a następnie pospiesznie zbiegłam na dół.
Rain
Axel dołączył do mnie dopiero kilka minut po tym, jak sama zjawiłam się na dole. Spojrzał na mnie i wymownie poruszył brwiami, po czym jedną rękę wsunął do kieszeni czarnych spodni, a drugą otworzył szklane drzwi.
– Widzę, że oboje mamy słabość do czerni – podjął, kiedy szliśmy w stronę żeliwnej bramy.
– Masz ogień? Bo zapomniałam zapalniczki z pokoju – zmieniłam temat, a on od razu przeniósł wzrok na moją twarz.
– Łap – odparł, po czym rzucił mi przedmiot.
Odpaliłam papierosa i zaciągając się nim głęboko, czułam nieopisaną ulgę. Im dalej odchodziliśmy od domu, tym łatwiej mi się oddychało.
– Będziemy szli piechotą? – Wypuściłam dym z płuc.
– Nie opłaca się prosić Harry’ego, Gabriel mieszka niedaleko. – Wzruszył ramionami. – To co? Dasz tatuśkowi popalić? – Sprowadził rozmowę na inny tor i przygryzł usta.
– Kto to Gabriel? – Sprawnie odsunęłam na bok pytanie o ojca.
– Mój najlepszy przyjaciel, znamy się od dziecka.
– Ma jakieś nazwisko?
– Fortwell.
– Ten Fortwell? – Przystanęłam w miejscu, a moje oczy szeroko się otworzyły.
Ax parsknął pod nosem, po czym wyrzucił niedopałek za siebie i oblizał usta.
– Tak, ten Fortwell – potwierdził.
– Fajnych masz znajomych. – Uniosłam brwi, a on się zaśmiał.
– Plusem bycia synem premiera jest wiecznie wolna chata – stwierdził z rozbawieniem. – Ojciec Gabriela wraca dopiero w przyszłym tygodniu, przed samym rozpoczęciem roku, a nikt ze służby nie odważyłby się na niego donieść. I właśnie dlatego – zarzucił rękę na moje ramię – przez najbliższe kilka dni możemy cieszyć się robieniem wszystkiego, na co mamy ochotę.
Z trudem panowałam nad uśmiechem, który cisnął mi się na usta. Imprezowanie od dawna stanowiło dla mnie odskocznię. Za każdym razem, gdy działo się coś złego – uciekałam do baru albo klubu, gdzie zazwyczaj przesiadywałam do rana, często upijając się do nieprzytomności. Niedawno nauczyłam się panować nad ilością spożywanego alkoholu i nie doprowadzałam się już do stanu, w którym urywał mi się film, ale wciąż uwielbiałam odreagowywać w ten sposób.
– Ojciec jest cholernie dziwny – wypaliłam nagle, a Axel od razu mocniej zacisnął rękę na moim ramieniu.
– Łatwo z nim żyć, wbrew pozorom – skwitował. – Na pewno szybko się nauczysz.
– To znaczy? Mówił o zasadach, ale nie powiedział nic więcej. Męczy mnie to, ledwie mogę na niego patrzeć, a co dopiero wysłuchiwać listy rzeczy, których ode mnie wymaga. – Żyłka na mojej szyi boleśnie zapulsowała na samą myśl, że ktoś, kto praktycznie mnie nie znał, zamierzał dyktować mi, jak powinnam żyć.
Gdybym miała wybór, to nigdy bym tu nie przyjechała.
– Właściwie to on wymaga tylko kilku rzeczy. – Ax się zatrzymał, a jego twarz spoważniała. – W szkole mamy się zachowywać jak na dzieci wpływowych ludzi przystało, a gdy zostaje zaproszony na jakąś ważną kolację czy inne biznesowe przyjęcie, to idziemy z nim – wymieniał. – W skrócie naszym jedynym zadaniem jest to, by nie splamić jego nazwiska publicznie, oprócz tego daje nam wolną rękę.
Zacisnęłam usta. To brzmiało niedorzecznie.
– I nie obchodzi go, co i z kim robimy wieczorami? Albo co u nas?
– Nie. Ważne, żeby gazety dobrze o nas pisały, a wspólnicy ojca byli zadowoleni z nieskalanej renomy nazwiska Vanderhall.
Nie odpowiedziałam. Parsknęłam tylko suchym śmiechem, pokręciłam głową, a po chwili znów ruszyliśmy przed siebie.
Niedługo później staliśmy już u stóp posiadłości Fortwella. Była ona niesamowicie okazała. O wiele większa niż rezydencja pana Vanderhalla, w nieco bardziej nowoczesnym stylu, ale wciąż klimatyczna, jak na staroangielskie domy przystało.
Głośna muzyka płynęła niemal z każdego zakamarka, a światła ogrodowych lamp odbijały się w wielkich oknach.
– Rain, poczekaj. – Axel złapał za mój nadgarstek, gdy uniosłam rękę z zamiarem zapukania do drzwi.
Zmarszczyłam czoło.
– Zanim wejdziemy, musisz o czymś wiedzieć – zaczął, a następnie poprawił zmierzwione włosy. – Niektórzy plotkują o twoim przyjeździe tutaj. – Spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakby wiedział.
Przełknęłam ślinę, a niebezpieczny prąd przepłynął przez całe moje ciało z prędkością światła. Wstrzymałam oddech, zaczęło kręcić mi się w głowie.
– Co mówią? – zapytałam ledwie słyszalnym tonem.
Zaledwie w ułamku sekundy mój umysł wypełniły dziesiątki scenariuszy. Im dłużej jednak myślałam, tym bardziej docierało do mnie, iż niemożliwe było, żeby ktoś znał prawdę. Znałam ją tylko ja, być może domyślała się jej również moja matka, ale nikt poza nią.
Właśnie dlatego byłam tutaj, w Londynie.
Z czystą kartą i tajemnicą, którą zabiorę ze sobą do grobu.
– Niewiele osób wiedziało, że Charles ma córkę – podjął Ax po chwili milczenia. – Wiesz, jak to bywa. Teraz każdy snuje teorie o tym, kim tak naprawdę jesteś.
Odetchnęłam z ulgą. Jeśli chodziło tylko o to, mogłam być spokojna. Nie pierwszy raz spotkam się z dziwnymi spojrzeniami, miałam w tym wprawę.
– A już myślałam, że to coś poważnego – prychnęłam, kręcąc przy tym głową. – Wierz mi, potrafię sobie poradzić z szeptami za plecami – dodałam, a brat uniósł kącik ust.
– W takim razie, siostrzyczko… – Zamaszyście otworzył drzwi, a we mnie natychmiast uderzył zapach alkoholu i mieszanki różnego rodzaju perfum. – Witamy w naszych skromnych progach.
Przygryzłam usta, gotowa na to, co czekało w środku.
Weszliśmy, a ja automatycznie poczułam się jak bohaterka jakiegoś dennego filmu dla nastolatek z początku lat dwutysięcznych.
Rozmowy ucichły, a spojrzenia wszystkich w salonie padły prosto na nas. Wgapiały się we mnie dziesiątki par oczu – jedne ze zdziwieniem, inne z zainteresowaniem. Przez moment czułam się jak małpa w zoo, szybko jednak przybrałam obojętną minę i zerknęłam na brata, który przyciągnął mnie do siebie, po czym przesunął spojrzeniem po twarzach ludzi przed nami.
Większość z nich spuściła wzrok od razu, gdy to zrobił.
Interesujące…
Zanim miałam okazję otworzyć usta, dołączył do nas jakiś chłopak. Był wysoki i miał jasne, niemal białe włosy, co od razu zwróciło moją uwagę – nie miałam jeszcze okazji widzieć u kogoś takiego koloru. Ciemna oprawa oczu i prawie czarne brwi wyraźnie kontrastowały z tym, co widniało na jego głowie. Szybko przeszło mi przez myśl, że jest cholernie przystojny.
– Widzę, że rodzinka Addamsów już w komplecie – rzucił, a ja od razu parsknęłam śmiechem.
– Spierdalaj, Damien. – Axel uderzył go pięścią w ramię, na co tamten głośno się zaśmiał.
Spojrzał na mnie spod ciemnych rzęs i nieznacznie się uśmiechnął. Zbliżył się nieco, wiodąc wzrokiem od czubka mojej głowy aż po same stopy.
– Ładniejsza wersja Axela. Kto by pomyślał, że można wyglądać lepiej niż nasz książę – stwierdził i z powrotem przeniósł spojrzenie na moją twarz.
Uniosłam kąciki ust, był zabawny.
– Rain, zgadza się? – Wyciągnął rękę w moją stronę. – Jestem Damien Cadell, twój przyszły mąż – dodał, a gdy podałam mu dłoń, obrócił ją szybko i pocałował jej grzbiet.
– Dobra, wara od mojej siostry – wtrącił Axel. – Dla ciebie i Gabriela jest nietykalna, jasne?
Damien rozszerzył usta w śnieżnobiałym uśmiechu i zacmokał kilka razy teatralnie, udając rozczarowanie.
– Nie będziesz mi mówił, jak mam żyć, braciszku – oznajmiłam głośno, po czym złapałam Damiena pod ramię. – Przecież mieliśmy się dobrze bawić – dodałam, a następnie puściłam do niego oczko, ciągnąc Cadella w stronę kuchni.
– Jestem cztery minuty starszy, więc tak, będę ci mówił, jak masz żyć. – Dogonił nas i posłał mi ostrzegawcze spojrzenie.
– Oj, Vanderhall, chyba trafiła nam się gorsza wersja ciebie – westchnął Damien, po czym po raz kolejny na mnie popatrzył. – Coś czuję, że nie będziemy mieli z nią łatwo.
Na jego komentarz jedynie cicho się zaśmiałam.
Weszliśmy do kuchni, a kolejne osoby zaczęły mi się przypatrywać z ciekawością. Zignorowałam to jednak i podeszłam do wyspy kuchennej, na której stały butelki z wszelkiego rodzaju alkoholem.
– Gdzie z tymi rękami, panienko Rain? – Damien zagrodził mi drogę. – Zrobię ci specjalnego drinka – oznajmił, zabierając mi koniak, który zdążyłam podnieść. – Usiądź i rozkoszuj się widokiem mojej nieskazitelnej twarzy, a ja przygotuję ci coś, po czym będziesz chciała tylko więcej. – Chłopak zabrał się do przygotowywania alkoholu, więc postanowiłam w tym czasie rozejrzeć się dookoła.
– Nie zwracaj na niego uwagi, w naszej ekipie robi za idiotę. – Axel oparł się o blat, a Damien wystawił w jego stronę środkowy palec.
– Ten idiota zaliczył więcej dziewczyn, niż ty zobaczysz przez całe swoje życie. – Cadell odsunął włosy do tyłu, a następnie podrzucił jedną z butelek.
Ax tylko spojrzał na niego z politowaniem, a chwilę później przeniósł wzrok na mnie.
– I co? – zapytał.
– Z czym?
– Jak się bawisz?
– Jeszcze się nie bawię, dopiero czekam na drinka. – Wzruszyłam ramionami, na co brat wyszczerzył zęby.
– I to jest prawidłowa odpowiedź – wtrącił Damien, wyciągając w moją stronę szklankę wypełnioną zielonym płynem. – Proszę bardzo.
– Co to? – zapytałam, zerkając na szklankę.
– Absynt, skarbie.
– Popierdoliło cię, stary? – Brat wyrwał mi szkło z dłoni, na co zmarszczyłam brwi.
– Oddawaj – poleciłam, ale pozostawał nieugięty.
– Wiesz, co to jest? – Jego twarz momentalnie przybrała poważny wyraz.
– Wiem – odparłam od razu. – Oddawaj – powtórzyłam, jednak nie posłuchał. Podszedł do zlewu i wylał wszystko prosto do odpływu.
Następnie wrócił do nas z grobową miną, w pewnym sensie nawet przerażającą.
– Nie będziesz mi, kurwa, upijał siostry absyntem, rozumiemy się? – Wyprostował sylwetkę, patrząc na Cadella w sposób, który nie dopuszczał ani grama sprzeciwu.
– I po co ta dramaturgia? – Damien uniósł ręce. – Chciałem jej zaproponować to, co najlepsze.
– Wlewaj to gówno w siebie, nie będę jej później zanosił do domu.
– Możesz skończyć? Ja tu stoję – oburzyłam się. – To tylko drink.
– Tylko drink, po którym zaczniesz widzieć latające smoki – skwitował brat, a ja przewróciłam oczami.
Zaczynałam robić się spięta, nie znosiłam, gdy ktoś mną dyrygował. Rozumiałam jednak, że Axel czuł się za mnie odpowiedzialny, szczególnie z uwagi na to, że byłam w Londynie dopiero pierwszy dzień, poza tym to on przyprowadził mnie na tę imprezę.
– Dobra, rozejm – odezwał się Damien. – Napijmy się czegoś normalnego, co wy na to?
Po chwili Ax rozluźnił ramiona.
– Dobra – odparł. – Tylko bez numerów, Cadell. – Wyciągnął w jego stronę palec, a chłopak tylko uśmiechnął się szyderczo.