Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
55 osób interesuje się tą książką
Jaka przyszłość czeka największą europejską gospodarkę
Do niedawna Niemcy jawiły się jako wzór sukcesu gospodarczego i politycznego. Wydawało się, że napędzany eksportem niemiecki model gospodarczy zapewnia pomyślność i dobrobyt, a Angela Merkel jest „prawdziwym przywódcą wolnego świata”. Zmiany geopolityczne z ostatnich lat pokazały jednak, że za wieloletnie uzależnienie od taniego rosyjskiego gazu czy niemożność dotrzymania kroku firmom motoryzacyjnym z USA i Chin w wyścigu do elektromobilności Niemcy muszą zapłacić wysoką cenę.
Wolfgang Münchau dowodzi, że słabości niemieckiej gospodarki narastały od dekad Neomerkantylistyczna polityka państwa, napędzana bliskimi relacjami między elitami przemysłowymi, finansowymi i politycznymi, sprawiła, że Niemcy – nadmiernie polegające na autorytarnej Rosji i Chinach – pozostały w tyle i nie były w stanie dostosować się do cyfrowej rzeczywistości XXI wieku.
Ta książka wyjaśnia , dlaczego okres propserity w Niemczech dobiegł końca.
Wolfgang Münchau nie pozostawia suchej nitki na przyczynach klęski niemieckiego korporacyjnego neomerkantylizmu w przygotowaniach do dzisiejszych i przyszłych wyzwań ekonomicznych. - TIMOTHY GARTON ASH, autor m.in. książek Homelands. Historia osobista Europy,Obrona liberalizmu,Wiosna obywateli czyWolny świat
Wolfgang Münchau opowiada fascynującą historię niemieckiego cudu gospodarczego, który się nie powiódł – przynajmniej na razie. Tym z nas, którzy zawsze wysoko cenili niemiecką pomysłowość i konkurencyjność, książka otwiera oczy, w przystępny sposób przedstawia problemy, lecz także wskazuje potencjał największej gospodarki europejskiej. - GAVIN ESLER, dziennikarz i pisarz, autor książek How Britain Ends i Britain is Better Than This
Jeszcze kilka lat temu Niemcy uważano za gospodarczy wzór dla niemal całego świata. W Polsce całe pokolenia dorastały w przekonaniu, że jest to doskonale urządzony kraj, w którym wszystko jest przemyślane i dopięte na ostatni guzik. Mówiło się o niemieckiej solidności, a firmy z tego kraju uchodziły za synonim jakości. Dziś są już raczej wzorem tego, czego nie powinno się robić. Popadły bowiem w degrengoladę, a jej historia jest niezwykle pouczająca. Właśnie o niej opowiada ta książka. Polecam tę opowieść o niemieckim festiwalu głupich kroków. - Tomasz Borejza, dziennikarz naukowy, autor książki Odwołać katastrofę
Kaput Wolfganga Münchaua czyta się jednym tchem, co w przypadku książek dotyczących zagadnień ekonomicznych zdarza się nieczęsto. Autor jednak jest dziennikarzem – do tego nie byle jakim: przez lata kierował niemieckim wydaniem renomowanej gazety „Financial Times”. Jest wytrawnym znawcą problematyki gospodarczej swego kraju, a jego książka stanowi – jak sam zapowiada - „opowieść o wzroście i upadku giganta przemysłowego, który w swoim czasie osiągnął wielki sukces”. Pisze w niej otwarcie o „przemysłowym upadku Niemiec” i dodaje, że „niemiecki model gospodarczy wyczerpał się”. Uzasadnia to obszernie i ze swadą, chociaż w niektórych miejscach wywołuje niedowierzanie i chęć zweryfikowania swych twierdzeń.
Dla polskiego czytelnika będzie to książka zaskakująca. Malo który bowiem naród tak bardzo uległ fascynacji gospodarczym sukcesem Republiki Federalnej, jak my. Niemcy miały być modelem. Autor tymczasem przekonuje, że polityka gospodarcza ostatnich kanclerzy Niemiec – od Helmuta Kohla po Olafa Scholza – to w dużym stopniu ciąg nietrafionych decyzji. Osobnym pytaniem pozostaje, w jakim stopniu „kaput” niemieckiej gospodarki wpłynie na Polskę, powiązaną z Republiką Federalną licznymi więzami. - prof. dr hab. Stanisław Żerko, niemcoznawca, główny analityk w Instytucie Zachodnim w Poznaniu, wykładowca Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni
Tę książkę po prostu trzeba przeczytać. Choćby po to, żeby zrozumieć, że słowa „deutsche Wirtschaft” nie powinny kojarzyć się nam z bezprzykładnym sukcesem gospodarczym, lecz z kryzysem o wymiarze systemowym. Trzeba ją przeczytać, aby dowiedzieć się, w jaki sposób gospodarka niemiecka, do niedawna przodująca w świecie, popadła w niewyobrażalne tarapaty. „Kaputt” po niemiecku znaczy popsuty, rozwalony, wykończony. Deutschland kaputt!? - Krzysztof Rak, analityk Instytutu Zachodniego w Poznaniu
Niemiecka gospodarka nie urosła od czasu pandemii. Od dekady rozwija się też ponad dwa razy wolniej niż USA i prawie pięć razy wolniej niż Polska. Niemiecka stagnacja ma znaczenie, bo to największa gospodarka Europy, od której zależy, jak potoczą się gospodarcze losy krajów, takich jak Polska, które w dużym stopniu zależą od niemieckiej koniunktury, i całej Europy. Niemcy mają też znaczenie dla całego świata: to czy w przyszłości świat będzie wyglądał bardziej jak Europa, czego chciałaby większość jego mieszkańców, czy jak USA albo Chiny, w dużym stopniu zależeć będzie od tego co się stanie z niemiecką gospodarką.
Znakomita książka Wolfganga Münchau pokazuje skąd się wzięła niemiecka stagnacja. Autor słusznie twierdzi, że Niemcy sami sobie zgotowali taki los. Ich gospodarka wpadła w tarapaty, bo niemieckie elity popełniły szereg fundamentalnych błędów: od uzależnienia się od taniego gazu od Putina, przez oddanie pola Chinom w nowych technologiach takich jak samochody elektryczne, roboty, wiatraki czy panele słoneczne, oraz bezsensowne wygaszanie elektrowni atomowych, po ekonomicznie absurdalną politykę fiskalnej anoreksji, permanentnego zaciskania budżetowego pasa, która spowodowała, że Niemcy przestały w siebie inwestować. W konsekwencji, wartość majątku publicznego w Niemczech w stosunku do PKB w ciągu ostatnich trzech dekad spadła o prawie połowę. Dekapitalizację Niemiec widać to nie tylko w statystykach, ale i gołym okiem: jak nigdy wcześniej w historii, Polacy są często zszokowani infrastrukturalnym zapóźnieniem Niemiec, od używania faksów, przez płacenie gotówką, po starzejące się autostrady.
Co się stanie z Niemcami w przyszłości? Autor nie kusi się o gospodarcze prognozy, ale pokazuje co musi się zmienić, żeby niemiecka gospodarka odzyskała wigor. W naszym interesie jest, żeby tak się stało. - dr hab. Marcin Piątkowski, profesor Akademii Leona Koźmińskiego, autor książki Złoty wiek. Jak Polska została europejskim liderem wzrostu i jaka czeka ją przyszłość
Wolfgang Münchau– analityk gospodarczy, dziennikarz i publicysta koncentrujący się na zagadnieniach europejskiej gospodarki i Unii Europejskiej. W latach 2003–2020 związany z „Financial Timesem”. Współzałożyciel i dyrektor serwisu informacyjnego i analitycznego Eurointelligence i komentator tygodnika „New Statesman”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 234
Rok wydania: 2025
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginalny: Kaput. The End of the German Miracle
Przekład: Barbara Kocowska
Redakcja: Ilona Kisiel
Korekta: Maria Żółcińska
Skład i łamanie: Amadeusz Targoński | targonski.pl
Opracowanie e-wydania: Karolina Kaiser |
Projekt okładki: Ludwika Gnyp
Wstęp do polskiego wydania: dr Krzysztof Mazur - Prezes Rady Polskich Przedsiębiorców Globalnych, twórca kanału YT #GeoEkonomia.
Copyright © 2024 by Wolfgang Münchau
The right of Wolfgang Münchau to be identified as the Author of this Work has been asserted.
All rights reserved.
Originally published in the UK by Swift Press, 2024
All rights reserved including the rights of reproduction in whole or in part in any form.
Published by arrangement with Swift Press via Randle Editorial & Literary Consultancy.
Copyright © 2025 for this edition by Poltext Sp. z o.o.
All rights reserved.
Copyright © 2025 for the Polish translation by Poltext Sp. z o.o.
All rights reserved.
Warszawa 2025
Wydanie pierwsze
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.
Szanujmy cudzą własność i prawo!
Polska Izba Książki
Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
Poltext Sp. z o.o.
wydawnictwoprzeswity.pl
ISBN 978-83-8175-720-1 (epub)
ISBN 978-83-8175-721-8 (mobi)
Dla Susanne, Joshuy i Eliasa
Powstanie tej książki nie byłoby możliwe bez wspaniałomyślnej pomocy Billa Bollingera, który zachęcał mnie do jej napisania i zgodził się sfinansować potrzebne prace badawcze. Jestem szczególnie wdzięczny Frederickowi Thelenowi, autorowi obszernych kwerend, których wyniki stanowią podstawę niektórych rozdziałów: dotyczących finansów, Rosji, Chin, rozwoju technologii oraz imigracji.
Pragnę też podziękować moim byłym i obecnym kolegom z Eurointelligence, którzy zajmowali się wybranymi zagadnieniami omawianymi w książce. Eurointelligence było ważnym źródłem kilku kwestii ujętych w publikacji. Dziękuję też niewymienionym tu z nazwiska licznym kolegom po fachu, rozmówcom i czytelnikom, którzy na przestrzeni lat przyczynili się do głębszego zrozumienia spraw, które poruszyłem w książce.
Pewien prywatny przedsiębiorca zapytany przeze mnie o strategię biznesową, która przyniosła mu sukces, odpowiedział: „To proste. Jadę do Niemiec i podpatruję, co tam się dzieje. Potem wracam do Polski i próbuję skopiować ich pomysł. Po kilku latach rozwoju takiego biznesu u nas, po osiągnięciu pewnej skali, pojawia się zachodnia firma, która chce wejść na nasz rynek. Sprzedaję jej mój biznes i szukam kolejnego pomysłu”. Stosując tę strategię od początku lat 90. XX wieku, budując w ten sposób kilka spółek w kilku różnych branżach, człowiek ten dorobił się całkiem pokaźnego majątku.
Innym razem pewien znany polityk, dziś poseł do Parlamentu Europejskiego, stwierdził w publicznej debacie, że podmiotowość polskiego państwa w obszarze polityki gospodarczej jest bardzo ograniczona. Stąd megalomanią narodową jest myśleć o wielkich projektach rozwojowych. Cykle koniunkturalne są u nas ściśle powiązane z cyklami naszych zachodnich sąsiadów. „Jesteśmy wewnętrzną częścią niemieckiego obszaru gospodarczego”, odkąd niemieckie koncerny przeniosły swoje fabryki do Europy Środkowej. Dlatego gdy Berlin kichnie, polska gospodarka kładzie się do łóżka.
Te dwie opinie dobrze obrazują, jak ważną rolę odgrywają dla nas Niemcy. Nie są po prostu sąsiadem, ale istotnym punktem odniesienia naszych aspiracji modernizacyjnych. Nie jest to nowa przypadłość, bo dzieje się tak od wieków. W średniowieczu znaczna część polskich miast, w tym nasza stolica w Krakowie, lokowanych było na prawie magdeburskim, przez co niemieckie doświadczenie stało się dla nas wzorcem organizacji miast. A niemieccy kupcy i rzemieślnicy stanowili elitę gospodarczą Krakowa, przyczyniając się do jego szybkiego wzrostu jako centrum handlowego w Europie Środkowej. W XIX wieku Polska nie była podmiotem pierwszej rewolucji przemysłowej, bo wcześniej utraciła swoją państwowość. Przez to gwałtowna industrializacja dokonywała się na naszych terenach pod rządami zaborców, co przede wszystkim dotyczyło zaboru pruskiego. Z kolei, gdy w latach 80. XX wieku w wyniku stanu wojennego i pogłębiającego się kryzysu gospodarczego Polacy masowo emigrowali na Zachód, oddolnie sformułowano najbardziej zwięzły projekt naszej modernizacji: „żeby żyło się u nas tak jak w RFN”. Polacy od pokoleń marzyli o życiu jak na Zachodzie. Synonimem tego Zachodu były dla nas przede wszystkim zachodnie Niemcy.
Od kilku lat w tym uporządkowanym obrazie świata, który mentalnie i ekonomicznie jest związany z Berlinem, coś jednak zaczyna szwankować. Istotą przywołanej kseromodernizacji było naśladownictwo. Wystarczyło podpatrywać i naśladować naszych zachodnich sąsiadów, którzy wiedzą, jak organizować miasta, rozwijać handel, stawiać fabryki i budować firmy, by i u nas żyło się coraz lepiej. Cała ambicja kseromodernizacji to podpiąć wagonik naszej gospodarki pod rozpędzoną niemiecką lokomotywę, by dojechać do upragnionej stacji „zamożność”. Okazuje się jednak, że ta lokomotywa z roku na rok coraz słabiej ciągnie. Niemiecka gospodarka od wielu lat jest w stagnacji. W tym samym czasie polska gospodarka ma się dużo lepiej. Ekonomiści mówią o Berlinie jako o chorym człowieku Europy, a o Polsce, że właśnie przeżywa swój prawdziwy złoty wiek. Chyba pierwszy raz w historii można odczuć, że w Warszawie żyje się tak samo dobrze (lepiej?) jak w Berlinie.
Książka, którą trzymają Państwo w ręku, pozwala zrozumieć tę dziejącą się na naszych oczach rewolucję. Wolfgang Münchau jest uznanym niemieckim analitykiem i dziennikarzem ekonomicznym, który przez lata budował „Financial Times Deutschland”. Po odejściu z FTD współtworzy Eurointelligence, czyli niezależny serwis analityczny zajmujący się europejską gospodarką i polityką. Nie jest to zatem książka napisana przez outsidera, ale efekt przemyśleń dziennikarza wywodzącego się z samego serca niemieckiego establishmentu. Autor swoje przenikliwe obserwacje i krytyczne analizy opiera na trzech dekadach śledzenia niemieckiej gospodarki od wewnątrz.
Tytułowe słowo „kaput” nie odnosi się do niemieckiej gospodarki jako takiej. Absurdem byłoby twierdzić, że największa gospodarka Europy z dnia na dzień przestanie istnieć albo skurczy się do poziomu średniaka. Jednocześnie autor przekonuje, że aktualne problemy Berlina to coś znacznie więcej niż spowolnienie wynikające z naturalnych cyklów gospodarczych. „Kaput” oznacza koniec cudu gospodarczego ery Angeli Merkel (2005–2017). Można go czytać także w szerszym kontekście jako kryzys modelu rządzenia państwem opartego na maksymalizacji eksportu towarów przemysłowych, który wytworzył patologiczny związek świata polityki, wielkiego biznesu i systemu finansowego. To połączenie Münchau nazywa modelem neomerkantylistycznym. Od stu pięćdziesięciu lat skuteczna polityka przemysłowa budowała potęgę gospodarczą Niemiec. W ostatnich dekadach ten model rozwoju się zdegenerował i zaciął. Jego pochodną jest cała seria błędnych decyzji omawianych w książce. Kiedyś Niemcy były synonimem dobrego rządzenia, od których inni (w tym Polska) mogli się uczyć. Dziś, w realiach XXI wieku, „dążą do realizacji XVIII-wiecznej francuskiej polityki handlowej za pośrednictwem XIX-wiecznych przedsiębiorstw przy użyciu technologii rodem z XX wieku”.
Część błędnych decyzji omawianych w książce przebiła się już do polskiej opinii publicznej. Uzależnienie od taniego gazu z Rosji wynikające z bliskich relacji niemieckiego establishmentu politycznego z Kremlem, co doprowadziło do szoku energetycznego, gdy wybuchła wojna na Ukrainie. Niedostrzeganie potencjału Pekinu jako nowej potęgi przemysłowej, która skutecznie wypiera niemieckich producentów z kolejnych sektorów, poczynając od produkcji paneli fotowoltaicznych. „Ryzyko koncentracji”, czyli zbyt duże uzależnienie niemieckiej gospodarki od branży produkcji samochodów. Zbyt restrykcyjna polityka fiskalna, która hamuje inwestycje krajowe, na przykład w infrastrukturę cyfrową. O tych błędnych decyzjach Berlina dyskutuje się na łamach naszej prasy.
Do tej listy książka Kaput dodaje przynajmniej trzy równie ważne wątki, które nie przebiły się tak bardzo do naszej debaty. Po pierwsze, książkę otwiera arcyciekawy rozdział poświęcony systemowi finansowemu, który autor porównuje do kanarka w kopalni mającego przestrzegać przed zbliżającą się katastrofą, czyli wybuchem metanu. Dwadzieścia lat temu cztery banki niemieckie były wśród dwudziestu czołowych banków świata. Obecnie nie liczą się w żadnym globalnym rankingu. W listopadzie 2023 roku Deutsche Bank zajmował w rankingu światowym 729. pozycję, a Commerzbank był 1132. Niemiecki system bankowy jest bardzo podzielony, upolityczniony i nastawiony na wspieranie przemysłu tanim kredytem. W ten sposób rząd korzystał z niego jako sposobu na obejście zasad niedozwolonej pomocy publicznej obowiązującej w UE. Niestety odwrotnością tej strategii jest uzależnienie sektora bankowego od sukcesów firm przemysłowych. Kryzys tych branż przekłada się na kryzys sektora finansowego. Opisany w książce upadek banku WestLB jest bardzo pouczający. Co jeszcze ciekawsze, niemieckie banki nadwyżkę finansową wynikającą z nadwyżki eksportowej lokują w aktywa amerykańskie. Przed laty były to między innymi ryzykowne kredyty hipoteczne typu subprime. Berlin przyczynił się tym samym do globalnego kryzysu finansowego 2008 roku.
Po drugie, innym ważnym wątkiem książki jest zapóźnienie technologiczne. Niemcy chcą podbić świat „za pośrednictwem XIX-wiecznych przedsiębiorstw przy użyciu technologii rodem z XX wieku”, gdyż przespały zmiany technologiczne ostatnich pięćdziesięciu lat. Byli czempionami drugiej rewolucji przemysłowej, ale przespali trzecią fazę rewolucji przemysłowej. W XIX wieku wynaleźli spalinowy silnik samochodowy oraz kluczowy dla obróbki materiałowej palnik Bunsena. Na początku XX wieku dorzucili do tego mikroskop elektronowy, by do dziś odcinać kupony od tych wynalazków, mając bardzo silny przemysł chemiczny, maszynowy i motoryzacyjny. Przespali jednak rewolucję związaną z technologiami cyfrowymi, oddając na tym polu prym Amerykanom. Poza firmą SAP brakuje silnych niemieckich koncernów cyfrowych, które mogłyby globalnie konkurować z amerykańskim czy azjatyckim Big Techem. Nie jest to pochodna wyłącznie szeregu błędnych decyzji politycznych (telewizja kablowa Helmuta Kohla!), ale głębszego sceptycyzmu niemieckiego społeczeństwa wobec technologii cyfrowych.
Po trzecie, Münchau zaskakuje również, gdy idzie o kwestie migracji. To dziś centralne zagadnienie niemieckiej debaty publicznej, które rozgrzewa do czerwoności politykę naszych zachodnich sąsiadów. Popularność AfD czy wyraźna zmiana retoryki CDU/CSU wobec migrantów wyznaczają współczesne trendy. Narasta kurs na bardziej restrykcyjną politykę migracyjną. Tymczasem ostatni rozdział książki przedstawia zgoła inną perspektywę. Niemcy przegrywają globalną rywalizację o talenty. Nie z uwagi na złe prawo (hardware), ale słabą kulturę inkluzywności (software). Nie są atrakcyjnym miejscem dla wykwalifikowanych pracowników kluczowych branż przyszłości. „W ogólnoświatowym badaniu na temat życia ekspatów Niemcy dwa lata z rzędu znalazły się na ostatnim miejscu wśród 52 państw”. 30 procent przebadanych ekspatów stwierdziło, że nie czują się w Niemczech jak w domu i nie mają sieci relacji społecznych. Zdaniem autora te bariery kulturowe będą długofalowo wielkim wyzwaniem dla niemieckiej gospodarki, która potrzebuje wielu wykwalifikowanych pracowników. Przegrywając globalną rywalizację o talenty, przegrywają własną przyszłość.
Publikacja książki Kaput w języku polskim może wywołać u nas różne reakcje. Pewnie wiele będzie recenzji i komentarzy uderzających w tony „Schadenfreude”[1]. Przez tyle wieków żyliśmy w cieniu Berlina, podszyci lękiem wobec ich potęgi przemysłowej, że teraz z przyjemnością odnotowujemy ich kolejne kłopoty i słabe wyniki gospodarcze. Łatwo napawać się przyjemnością czerpaną z niepowodzenia naszych „somsiadów”. Trudno jednak dostrzec w takiej postawie dojrzałą reakcję.
Możliwa jest także reakcja lękowa. Ekspozycja polskiej gospodarki na Niemcy jest niezwykle wysoka. Jak piszą analitycy PEKAO SA: „Berlin absorbuje ponad 6% wartości dodanej wytwarzanej przez Warszawę, co stawia nas na europejskim podium (za Czechami, przed Węgrami). Łącznie ok. 10% wartości dodanej w Polsce powstaje między Odrą a Renem”. Kłopoty niemieckiej gospodarki odbijają się zatem bezpośrednio na wynikach polskich firm. Co więcej, reakcja lękowa może pochodzić również z poczucia braku kierunku, w jakim zmierza Europa. „Pewnie kseromodernizacja była mało ambitnym projektem, ale przynajmniej wiadomo było, gdzie zmierzamy – mógłby powiedzieć cytowany na wstępie polityk. – Płyniemy z głównym nurtem zjednoczonej Europy pod przewodnictwem Berlina i Paryża. Wierząc, że oni wyznaczają odpowiedni kierunek”. Tak przez lata brzmiało credo rodzimych środowisk gromadzących euroentuzjastów. Po lekturze książki Kaput trudno zachować taką wiarę. Świadomość skali i głębokości kryzysu u zachodnich sąsiadów musi podważać nasz optymizm względem całego procesu integracji europejskiej. Kryzys rządów w Berlinie oznacza równoczesny kryzys Brukseli.
Najbardziej jednak liczę na inną refleksję. Budzące się w nas poczucie dumy z tego, co osiągnęliśmy w ostatnich 35 latach. Z ubogich krewnych, podszytych kompleksami, stajemy się coraz bardziej równorzędnymi partnerami. Czas przestać myśleć kategoriami kseromodernizacji i podczepiania się pod „niemiecką lokomotywę”. Berlin ma swoje strukturalne wyzwania. My powinniśmy realizować własne strategie modernizacyjne. Czas na bardziej podmiotową politykę rozwoju. Zbudujmy Centralny Port Komunikacyjny. Postawmy elektrownie atomowe. Dozbrójmy polską armię, stawiając na polski przemysł zbrojeniowy. Bądźmy dawcami bezpieczeństwa dla Europy Środkowej, wzmacniając w ten sposób naszą pozycję w regionie. W imieniu tej części Europy twórzmy agendę europejską. I co może najważniejsze: to świetny czas dla polskich firm, by wchodzić na niemiecki rynek. Te wszystkie plany są dziś dużo bardziej realne wobec wyzwań Berlina opisanych w tej książce.
Polska kultura rozpięta jest między kompleksami i megalomanią. Pomiędzy mentalną podległością i absurdalnymi snami o własnej potędze. Książka Kaput to dobry sposób na złapanie kontaktu z bazą. Na realistyczne spojrzenie na naszych zachodnich sąsiadów. Zamiast cieszyć się z ich porażek lub wpadać w poczucie beznadziei, po prostu róbmy swoje. Ze świadomością, że być może pierwszy raz od wielu wieków na horyzoncie jawi się w miarę podmiotowa polityka Warszawy względem Berlina. Polityka oparta nie na antagonizmie, ale na realnym partnerstwie. Pamiętajmy, że ciągle mówimy o gospodarce, która jest ponad sześć razy większa niż gospodarka Polski.
dr Krzysztof Mazur
prezes Rady Polskich Przedsiębiorców Globalnych
twórca kanału YT #GeoEkonomia
Niemieckie miasto, w którym dorastałem, nie było duże, ale działały w nim duże przedsiębiorstwa. Mülheim leży na zachodnim krańcu Zagłębia Ruhry i liczy obecnie 170 tysięcy mieszkańców. Podczas codziennej jazdy tramwajem do szkoły położonej w centrum mijałem dwie stojące obok siebie fabryki. Otaczały je wielkie szare bloki mieszkalne, charakterystyczne dla ówczesnych ośrodków przemysłowych w Niemczech i innych częściach Europy Środkowej. W pierwszej z tych fabryk produkowano rury. W drugiej – reaktory jądrowe. Rodzice części moich kolegów pracowali w tych zakładach – niektórzy jako inżynierowie lub menedżerowie, a jeden był fizykiem jądrowym. Rury i reaktory napędzały niemiecką gospodarkę. Ożywiały niemiecki model przemysłowy.
Tak było w latach 70. XX wieku. Niemcy były wówczas czołowym wytwórcą elektrowni jądrowych i opowiadały się za tym źródłem energii jako sposobem zaspokojenia przyszłych potrzeb energetycznych. Także rury odgrywały znaczącą rolę w niemieckiej polityce energetycznej, zwłaszcza po kryzysie paliwowym z 1973 roku. To dzięki nim Niemcy uzyskały później dostęp do norweskiej ropy i rosyjskiego gazu.
W latach 70. XX wieku wyraźnie widoczny był jeszcze jeden aspekt niemieckiego cudu gospodarczego – obecność samodzielnych przedsiębiorców. Era przedsiębiorczości zaczęła się pod koniec lat 40. i na początku lat 50. XX wieku i trwała mniej więcej do zjednoczenia[2]. Z Mülheim wywodził się przedsiębiorca, który odniósł największy sukces, a zarazem pozostawał w największym cieniu. Karl Albrecht był starszym z braci, którzy w 1946 roku przejęli sklep spożywczy prowadzony przez matkę w sąsiednim mieście Essen. Po wprowadzeniu w 1948 roku waluty w postaci marki niemieckiej (Deutschmark) bracia wymyślili nowy sposób sprzedaży detalicznej – sklep dyskontowy z ograniczonym asortymentem towarów po bardzo niskich cenach. Nazwali go Aldi, co było skrótem od Albrecht Discount. Do 1955 roku pod szyldem Aldi w Nadrenii Północnej-Westfalii funkcjonowała już sieć stu sklepów. W 1961 roku drogi braci się rozeszły. Młodszy Theo przeniósł się na północ od Essen, Karl natomiast przeprowadził się na zachód, do Mülheim, gdzie kierował oddziałem Aldi Süd.
Bracia Albrechtowie byli duchem naszego miasta – zawsze obecni dzięki swoim sklepom, od czasu do czasu widywani, lecz przeważnie niewidoczni. Wszyscy zakładaliśmy, że Karl mieszka w okolicy, nikt jednak tak naprawdę nie wiedział tego na pewno. Rodzina Albrechtów była niewidzialna nie tylko dla współmieszkańców, ale także dla mediów i polityków. Lokalna gazeta posunęła się nawet do tego, że chcąc odnaleźć Karla Albrechta, wynajęła samolot, by szpiegować okolice, w których rzekomo mieszkał. Albrechtowie nigdy nie udzielali wywiadów. W momencie śmierci w 2014 roku Karl miał 94 lata, był najbogatszym człowiekiem w Niemczech, zajmował 20. pozycję w rankingu najbogatszych ludzi świata, a jednak nigdy w swoim długim życiu nie spotkał się z kanclerzem. Podobnie jak wielu przedsiębiorców z jego pokolenia swojego sukcesu nie zawdzięczał polityce.
Biznes braci Albrechtów i zakłady przemysłu ciężkiego, które mijałem w drodze do szkoły, różniły się pod każdym względem. Korporacyjny przemysł i przedsiębiorczość tworzyły jednak wspólnie dwa filary niemieckiego cudu gospodarczego. Sieć Aldi wciąż działa, lecz uosabiany przez firmę duch przedsiębiorczości zniknął.
Oba zakłady przemysłowe też jeszcze istnieją. Niektóre z najbardziej znanych niemieckich fabryk powstały w XIX i na początku XX wieku. Niektóre walczą o przetrwanie. Wyższe koszty energii sprawiły, że konkurencyjność zakładów spadła. Stara wytwórnia rur Mannesmanna jest obecnie własnością Europipe, dostawcy dwóch rurociągów łączących Niemcy z Norwegią. Drugi zakład, zwany niegdyś Kraftwerksunion, był wspólnym przedsięwzięciem dwóch największych niemieckich firm energetycznych – AEG i Siemensa. Obecnie przedsiębiorstwem zarządza Siemens Energy. Przez krótki czas ta nazwa nie schodziła z czołówek gazet, gdy Władimir Putin ograniczył przepływ gazu przez rurociąg Nord Stream 1 w lecie 2022 roku, kilka miesięcy po agresji na Ukrainę. Kanclerz Olaf Scholz odwiedził wówczas zakład w Mülheim, ponieważ koniecznie chciał odesłać do Rosji turbinę do pompowania gazu, która po serwisowaniu w Kanadzie utknęła w zakładzie Siemensa[3]. Dzięki temu możliwe byłoby wznowienie przesyłu gazu. To brzmi jak opowieść sprzed lat, ale w lecie 2022 roku Niemcy wciąż były zależne od rosyjskiego gazu. Przesył skończył się pod koniec września 2022 roku, po zniszczeniu gazociągów w wyniku eksplozji. Ostatnie niemieckie elektrownie atomowe zostały wygaszone w kwietniu 2023 roku.
Obroty koła fortuny w moim mieście były w miniaturze odzwierciedleniem przebiegu wydarzeń w skali kraju. Niemcy były europejską potęgą przemysłową i największym na świecie eksporterem. Ich specjalizacja powodowała jednak uzależnienie od innych i narażenie na ryzyko. Kraj był zależny od Rosji w kwestii dostaw gazu i od Chin w zakresie eksportu. Przed brexitem Zjednoczone Królestwo[4] było największym źródłem nadwyżki na rachunku obrotów bieżących Niemiec, która stanowi miernik między eksportem i importem a przepływami inwestycyjnymi. Potem nadeszło zerwanie relacji z Rosją, a stosunki z Chinami – największym partnerem handlowym sprzed kilku lat – także nie były już na poziomie z okresu rozkwitu hiperglobalizacji. Być może największym szokiem był rozwój technologiczny. Niemcy były światowym czempionem ery analogowej. Jednak nasze życie stopniowo coraz bardziej zaczęły przenikać technologie cyfrowe. O ile niemieccy inżynierowie wynaleźli silnik o spalaniu wewnętrznym, mikroskop elektronowy i palnik Bunsena, to nie wynaleźli komputera, smartfona ani samochodu elektrycznego. Z upływem czasu urosło to do rangi problemu.
Moja książka jest opowieścią o wzroście i upadku giganta przemysłowego, który w swoim czasie osiągnął wielki sukces. To nie jest książka polityczna. Nie daję recept na to, co moim zdaniem należy zrobić, by odwrócić przemysłowy upadek Niemiec. Do tego potrzebna byłaby zupełnie inna, znacznie obszerniejsza publikacja. Ta jest opowieścią o tym, jak i dlaczego do tego upadku doszło. Nie jest to też opis chorego człowieka Europy[5]. Ten mało zaszczytny tytuł, przechodzący z jednego kraju europejskiego na inny, jest zaledwie punktowym elementem cyklu gospodarczego. Spodziewam się, że w momencie publikacji tej książki Niemcy wyjdą z recesji zapoczątkowanej pandemią z 2020 roku i podtrzymywanej inwazją Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, która trwała co najmniej do końca 2023 roku[6]. Leżące u jej podstaw problemy nie znikną i to właśnie stanowi temat tej książki. Niemiecki model gospodarczy wyczerpał się i ożywienie gospodarcze tej sytuacji nie naprawi.
*
[1] Przyjemność czerpana z cudzego nieszczęścia. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza oraz redakcji wydania polskiego).
[2] Za datę zjednoczenia Niemiec uważa się 3 października 1990 roku, kiedy to w Berlinie podpisano traktat zjednoczeniowy, w którym ówczesna NRD zrzekła się swojej suwerenności państwowej i przystąpiła do Republiki Federalnej Niemiec.
[3] Więcej na ten temat zob. Marcel Wandes, Gazprom chciał zwrotu turbiny, ale się rozmyślił? Kreml próbuje rozgrywać Berlin, www.oko.press/turbina-gazprom-niemcy-rosja: https://oko.press/turbina-gazprom-niemcy-rosja (dostęp 6 lutego 2025).
[4] Pełna nazwa: Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland – UK) w odróżnieniu od Wielkiej Brytanii (Great Britian – GB), która obejmuje tylko Anglię, Szkocję i Walię. W Polsce zwyczajowo używamy nazwy Wielka Brytania, choć wiele spraw, jak na przykład brexit, dotyczy Zjednoczonego Królestwa.
[5] Chory człowiek Europy to termin przypisywany carowi Mikołajowi I odnoszący się do sytuacji imperium osmańskiego w XIX wieku. Współcześnie używa się go głównie w publicystyce, próbując obrazowo opisać destabilizację polityczną lub gospodarczą w danym państwie europejskim.
[6] Do czasu publikacji polskiego wydania książki sytuacja na Ukrainie nie uległa zmianie, natomiast problemy gospodarcze Niemiec i niestabilna sytuacja polityczna w tym kraju jesienią 2024 roku doprowadziły do rozpadu koalicji rządzącej i głębokiego kryzysu. Więcej na ten temat zob. Łukasz Jasiński, Rozłam w koalicji rządzącej w Niemczech i perspektywa przyspieszonych wyborów, www.pism.pl/publikacje/rozlam-w-koalicji-rzadzacej-w-niemczech-i-perspektywa-przyspieszonych-wyborow (dostęp 6 lutego 2025).