Mandat za prędkość - Katarzyna Rejzerewicz - ebook

Mandat za prędkość ebook

Katarzyna Rejzerewicz

4,0

Opis

W malowniczym miasteczku Tropea w regionie Kalabrii pojawiają się fałszywe banknoty. Głowna bohaterka - Mirabella, wciela się w rolę przewodnika. Od czterech lat pracuje w biurze turystycznym Matteo & Luna. Poznajemy ją w momencie, gdy mknie na swoim skuterze po krętych ulicach miasteczka, spiesząc do czekającej na nią grupy turystów. Podczas brawurowej jazdy o mały włos nie spowodowała wypadku. Rozwścieczony kierowca pojazdu, przed którym wykonała niebezpieczny manewr postanawia za nią jechać. Udaje mu się ją dogonić i ostro parkuje przed jej nogami. Właśnie wtedy poznaje Massima. W przeciągu zaledwie tygodnia jej życie wywraca się do góry nogami. W co została wciągnięta? Kto jest głównym podejrzanym, a kto jest tym dobrym?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 244

Rok wydania: 2024

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (2 oceny)
0
2
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
MagdalenaSzary

Dobrze spędzony czas

"Miłość potrafi znaleźć drogę tam,gdzie nie ma nawet ścieżki." (E.) ⬇️ "Mandat za prędkość" Autor: @Katarzyna Rejzerewicz Wydawnictwo: self-publishing Z powieścią Kasi nie spotykam się po raz pierwszy. Polubiłam styl autorki, w historiach spod pióra wiele się dzieje i dlatego nie wieje nudą. Tym razem Poznajemy Mirabellę. Dziewczyna jest przewodniczką i już na początku powieści, po zerwaniu z chłopakiem, spowodowałaby wypadek. Wściekły kierowca (o zgrozo! mega przystojniak!) zwraca jej uwagę i choć nie był zbyt miły z wiadomych przyczyn, dziewczyna zaprasza go na kolację w ramach przeprosin. Tak. Można już w tym momencie stwierdzić jak akcja się potoczy. Przewidywalne? Może trochę. W końcu to romans..Ale! Tego co się dzieje później już nie tak łatwo przewidzieć. Życie bohaterów wywraca się do góry nogami. Zostajemy wciągnięci w niebezpieczny świat, gdzie trudno rozpoznać kto jest z kim i po której stronie stoi. Akcja goni akcję, tajemnice są stopniowo rozwiązywane, mimo to, pyta...
00

Popularność




Wszelkie prawa zastrzeżone

Redaktor i korekta: Joanna Borek

Projekt okładki: Kamil Potęga, Studio Składam

Skład: Kamil Potęga, Studio Składam

ISBN 978-83-970916-4-1

Z podziękowaniami dla mojego ukochanego męża – za cierpliwość i zrozumienie, kiedy poświęcałam wiele czasu na pisanie.

Twoje wsparcie było dla mnie niezwykle ważne i motywujące.

Rozdział 1

Mirabella mknęła na swoim skuterze ulicami Tropei, nie zważając na przepisy drogowe, była wściekła na Lorenzo, którego przyłapała w objęciach innej kobiety. Przemknęła z impetem obok czerwonego alfa romeo, nie zwracając uwagi, iż zajechała mu nagle drogę, mało nie powodując wypadku. Zmierzała prosto do sanktuarium św. Marii, gdzie czekała na nią grupka turystów. Zaparkowała pod schodami, zdjęła kask, z którego wysypały się piękne, długie brązowe włosy. Ubrana była w błękitną bluzeczkę odsłaniającą jej opalone ramiona, białe długie spodnie i wygodne brązowe sandały. Przez ramię miała przewieszoną torebkę w kolorze butów. Nagle tuż przy jej nogach zatrzymał się czerwony samochód, z którego wysiadł rozzłoszczony kierowca, krzycząc na Mirabellę, że ledwo uniknęła wypadku.

– Jesteś cały, auto nie ucierpiało, nie słyszałam, aby doszło do stłuczki, więc po co te krzyki? – zapytała spokojnie.

– Kobieto! Gdybym nie wyhamował i nie odbił w prawo, to mogłoby się bardzo źle skończyć! Życie ci niemiłe?

Zmierzyła go z góry na dół swoimi zielonymi oczami. Był wysokim brunetem z dobrze zarysowaną nieogoloną szczęką, oczy schował za okularami przeciwsłonecznymi. Ubrany był w jeansy i białą koszulę z podwiniętymi rękawami, spod której widoczne było opalone, muskularne ciało. Widziała go pierwszy raz, podeszła do niego i powiedziała, uśmiechając się.

– W ramach przeprosin zapraszam na kolację.

Wyciągnęła z torebki swoją wizytówkę i długopis. Szybko zapisała na odwrocie adres i godzinę spotkania, po czym wręczając mu ją, dodała:

– Będę tam czekać, a teraz muszę ogarnąć tamtą grupkę. – Wskazała głową w kierunku niecierpliwiących się turystów.

Odchodząc, czuła jego spojrzenie na sobie, dotarłszy do czekających zwiedzających, odwróciła się. Jeszcze tam był, patrzył wprost na nią, w ręku trzymał wciśniętą wizytówkę. Pokręcił z niedowierzaniem głową i wsiadł do auta, ruszając z piskiem opon.

– Przepraszam państwa za zamieszanie, możemy ruszać w górę – zwróciła się do czekających na nią turystów.

Uśmiechnęła się i wskazała kierunek trasy, w drodze na górę opowiedziała historię sanktuarium*. Na górze zostawiła ich na chwilę, dając im czas na zrobienie zdjęć i rozejrzenie się. Sama przeszła w cień, spoglądając na turkusowe morze. Myśli powróciły do poranka i tego, co zobaczyła.

Lorenzo, jak mogłeś mi to zrobić! – krzyczała w myślach. – Sofia przestrzegała mnie przed tobą, dlaczego jej nie posłuchałam? Chyba miałam nadzieję, że jestem dla ciebie tą jedyną. Znowu się pomyliłam… Co ja robię nie tak?

Jej dalsze rozmyślania przerwał dzwonek telefonu.

– Mirabella Russo? – usłyszała w słuchawce.

– Tak, w czym mogę pomóc? – zapytała, ocierając łzę, która wymknęła się spod powieki.

– Massimo Gallo, nie zdążyłem się przedstawić. Wybacz, nie dam rady się dzisiaj z tobą spotkać w Tropicana. Pracuję do późna w restauracji „Pod srebrnym księżycem”… – przerwał w oczekiwaniu na jej odpowiedź.

– Aha, w takim razie może innym razem. Przepraszam, muszę wracać do pracy.

Zbyła go, rozłączając połączenie i wróciła do swoich klientów. Dzień był długi i męczący, gdy skończyła, wróciła na chwilę do biura. Zastała tam jeszcze swojego szefa Matteo, przeglądającego dokumenty.

Matteo prowadził biuro od dwudziestu lat, był średniego wzrostu brunetem o piwnych oczach. Właśnie skończył swoje czterdzieste piąte urodziny i zamierzał wybrać się na długo wyczekiwany urlop z żoną.

– Mirabella, poradzisz sobie podczas mojej nieobecności? – zapytał, gdy weszła.

– Matteo, a czy kiedyś sobie nie poradziłam? – odpowiedziała pytaniem.

Zaprzeczył ruchem głowy i posłał jej swój czarujący uśmiech, odsłaniając bielutkie zęby.

– Zerwałam z Lorenzo – powiedziała nagle. – Przyłapałam go w objęciach jakiejś blond laluni – dodała, nie czekając na pytania.

– Od początku mi się nie podobał, zastanawiałem się, co takiego w nim widziałaś. Może i był przystojny, ale pusty w środku.

Spojrzała na swojego szefa, zawsze ceniła sobie jego zdanie, choć w tym przypadku nie zgadzała się, aby Lorenzo był pusty. Zawsze mieli ciekawe tematy do rozmowy.

– Masz rację – dodała po namyśle i zapytała: – Jakieś specjalne zadania do wykonania w trakcie twojego urlopu?

Uśmiechnął się i zaczął jej tłumaczyć, co jest do zrobienia, jakie grupy przyjadą i jakie wycieczki im zaproponować. Siedzieli jeszcze z godzinę i rozmawiali o pracy. Wychodząc, Matteo zamknął biuro i przekazał jej klucze.

– Pamiętaj, że zawsze możesz zadzwonić. O każdej porze dnia i nocy.

– Nie przesadzaj, odpoczywaj, należy wam się chwila relaksu.

Mirabella wsiadła na swój skuter i odjechała. Po drodze zauważyła znak reklamujący restaurację „Pod srebrnym księżycem”. Nie mogła sobie przypomnieć, o co chodzi z tą restauracją, a że jej żołądek się właśnie zbuntował, postanowiła zajechać tam coś zjeść. Okazało się, że restauracja znajdowała się blisko jej mieszkania.

Massimo Gallo, inspektor do spraw zwalczania przestępczości zorganizowanej związanej z fałszowaniem i praniem pieniędzy został oddelegowany do małego miasteczka położonego nad morzem. Był nowym właścicielem restauracji w Tropea. Często pracował pod innym nazwiskiem i w różnych zawodach. Tym razem pozwolono mu wystąpić pod własnym.

Właśnie zmierzał do restauracji, gdy jakiś wariat minął go z impetem na swoim skuterze. Odbił szybko w prawo, by uniknąć potrącenia jadącego, z uwagi na nadjeżdżający z naprzeciwka autobus. Wściekły pognał zaraz za nim, podziwiając jego płynne manewry na tych wąskich i krętych uliczkach. Gdy podjechał, okazało się, że pędzącym wariatem na skuterze była kobieta, o pięknych długich włosach, które wypłynęły spod jej kasku. Zahamował kilkanaście centymetrów od niej. Wysiadł z okrzykiem, że mało nie spowodowała wypadku. Gdy podeszła do niego ujrzał jej lśniące zielone oczy. Nie wiedzieć czemu spróbował określić jej wiek, uderzyła go jej uroda, jej opalona skóra wyglądała na aksamitnie gładką. Zauważył, jak go zmierzyła, przedstawiając swoje zdanie o zaistniałej sytuacji. Na koniec podała mu swoją wizytówkę z zaproszeniem na kolację. Spostrzegł, że na odchodne posłała mu przepraszający uśmiech.

Kim jesteś bella**? – pomyślał i spojrzał na wizytówkę trzymaną w dłoni – Mirabella Russo – przeczytał. – Biuro podróży Matteo & Luna, a na odwrocie kolacja godzina dwudziesta, restauracja Tropicana. Wow, ledwo przyjechałem, a już mam pierwszą randkę? – Uśmiechnął się pod nosem. Wsiadł do samochodu i odjechał z piskiem.

W drodze do restauracji, którą miał teraz zarządzać, zastanawiał się, na ile jej propozycja była prawdziwa. Czy faktycznie chciała zjeść z nim kolację? Dojechawszy na miejsce, doszedł do wniosku, że nie jest to realne, z uwagi na jego godziny pracy. Wziął telefon do ręki i wybrał jej numer. Nie spodziewał się, że jej głos wywoła uśmiech na jego twarzy. Po tym, jak się rozłączyła, zastanawiał się, czy uda mu się ją jeszcze spotkać. Jego rozmyślania przerwał dzwonek telefonu.

– Słucham?

– Inspektorze Gallo, mamy informację, że w Tropea pojawiły się fałszywe banknoty o nominale dwadzieścia euro – powiedział damski głos.

– Dziękuję za informację, zwrócę na to uwagę.

Rozłączył się i poszedł do biura przejrzeć papiery. Nie znalazł w nich żadnych nieścisłości, więc postanowił porozmawiać z kelnerami. Przeszedł na salę i podszedł do stojącego przy kontuarze mężczyzny.

– Często klienci płacą gotówką? – zapytał Bruna.

– Najczęściej płacą kartą, gotówka to u nas rzadkość, a jak się zdarza, to sprawdzamy, czy jest prawdziwa. Ostatnio było głośno z fałszywkami w okolicy.

– Dotarła i do mnie taka informacja, bądźcie czujni i jak coś się trafi, zwróćcie się od razu do mnie.

– A co z klientem? – dopytał Bruno.

– Ja z nim porozmawiam, waszym zadaniem jest ich obsługiwać i zgłaszać mi ewentualne problemy.

Uśmiechnął się i rozejrzał po restauracji. Była niewielka, w środku znajdowało się osiem stolików z białego drewna, na których stały zapalone świece, wprowadzając romantyczny nastrój. Ściany były surowe, z cegieł, gdzieniegdzie na ścianie wisiał jakiś mały obraz przedstawiający znanego gościa, który zawitał do restauracji. Na tarasie znajdowało się kolejnych pięć stolików. Widok z niego był piękny, gdyż restauracja umiejscowiona była na zachodnim klifie. Z uwagi na piękne zachody słońca poprzedni właściciel, urządził taras bardzo przytulnie, stąd zakochane pary często wybierały tę restaurację na wieczorny posiłek. Na stołach powiewał długi biały obrus, na środku stał lampion ze świecą i wazon z kwiatami. Krzesła były wyściełane miękkimi poduchami zapraszając, by na nich się rozsiąść. Na krańcach tarasu znajdowały się duże donice z palmami, a między nimi rozciągnięto lampiony, które właśnie zaświecono, ponieważ zbliżała się godzina dwudziesta pierwsza.

Wtedy ją zauważył. Siedziała sama przy stoliku umiejscowionym na tarasie, sączyła czerwone wino w oczekiwaniu na zamówione danie i spoglądała w dal. Przez chwilę przyglądał jej się z daleka, zanim zdecydował się do niej podejść.

– Ciao bella*** – przywitał się. – Nie sądziłem, że przyjdziesz.

– Ooo, a więc to tutaj pracujesz. – Była zaskoczona jego widokiem. – Wiszę ci kolację, ale nie wiem, czy twój szef cię nie zbeszta, jak usiądziesz i zjesz ze mną – odpowiedziała bez ogródek.

Pierwszy raz spotkał taką bezpośrednią kobietę, zaniemówił przez nią na chwilę. Siadając przy stoliku, powiedział:

– Raczej sam sobie nie będę robił wyrzutów. Kolacja na mój koszt.

Zauważył, że jego odpowiedź ją zaskoczyła, a po chwili uśmiechnęła się czarująco. Włosy rozwiewał jej delikatnie wiatr, poczuł ich zapach. To była mieszanka owoców cytrusowych z zieloną trawą.

Jej usta…Dlaczego o nich pomyślał?

– Jesteś właścicielem? – zapytała. – Od kiedy?

– Od tygodnia.

– No coś ty, to musimy to uczcić! Francesco! – zawołała do kelnera. – Jeszcze jeden kieliszek i szampana, proszę!

Francesco spojrzał na niego, oczekując potwierdzenia. Massimo zastanawiał się chwilę, po czym odpowiedział:

– Innym razem. Przepraszam na chwilę.

Wstał i zostawił Mirabellę samą. Przeszedł do biura odebrać telefon, który bezustannie wibrował mu w kieszeni. Zamknął dokładnie drzwi i odezwał się do telefonu.

– Co się dzieje?

– Ktoś cię sprawdza, bądź ostrożny, nie ufaj nikomu – usłyszał głos Anny.

– Jak to? Tak szybko? – zapytał głośno i dodał: – Czyli jestem w dobrym miejscu…

– Wygląda na to, że tak. Usunęliśmy twoje dane z naszego systemu. Gdyby ktoś pytał, to sprzedałeś winnicę w Toskanii i zamieniłeś się w restauratora. Więcej szczegółów otrzymasz mailem.

– Rozumiem.

Zakończono połączenie.

– Porca miseria****! – krzyknął sam do siebie.

Sprawdził monitoring, ale nic niepokojącego nie zauważył. Wrócił na salę i zajął się sprzątaniem stolików. Wyjrzał na taras. Mirabella dalej tam siedziała. Zaniósł puste talerze na kuchnię i wrócił do niej.

– Nie smakuje ci? – zapytał, widząc, jak grzebie widelcem w talerzu.

Spojrzała na niego i odpowiedziała:

– Jedzenie jest ok, ale nie lubię jeść sama.

Sięgnęła po kieliszek i wypiła do dna. Poprosiła o więcej.

– Może powiesz mi, co się dzisiaj wydarzyło? Rano jechałaś jak szalona, a teraz chcesz się upić – zapytał, nalewając jej kolejny.

Podejrzewał, że coś musiało się wydarzyć, a jej zachowanie to potwierdzało. W tle grała cicho nastrojowa muzyka, noc rozświetlały gwiazdy i poruszające się na wietrze lampiony. Usiadł obok niej, czekając na odpowiedź. Upiła kolejny łyk, zanim się odezwała.

– Rano przyłapałam chłopaka w objęciach innej kobiety… – zamilkła.

– I to był powód brawurowej jazdy?

– Ty chyba jeszcze nie widziałeś brawurowej jazdy! – krzyknęła i zaśmiała się w głos. – Tutaj wszyscy tak jeżdżą.

– Jakoś nie zauważyłem…

– Bo za krótko tutaj jesteś – weszła mu w słowo. – Masz kogoś?

Takiego pytania się nie spodziewał, przyglądał jej się uważnie. Jej wzrok świdrował go na wylot, poczuł dziwne mrowienie w podbrzuszu. Usta miała lekko rozchylone, jakby czekały na pocałunek.

Massimo bądź rozsądny! Nie daj się w nic wciągnąć – przywoływał się w myślach. Westchnął, opadł na oparcie krzesła i odpowiedział na jej pytanie.

– Już nie. Rozstałem się z nią rok temu. Dlaczego pytasz?

– Mmm, czyli jesteś wolny… – zamilkła na chwilę.

– Może i tak, ale nie znaczy, że jestem zainteresowany.

Wyprostowała się, zauważył, że spoważniała i zaczęła mu się przyglądać.

– Chyba nie myślisz, że cię podrywam? – zapytała.

– W żadnym razie, po prostu kładę karty na stół – odpowiedział z powagą.

Wstał z zamiarem pójścia do środka, gdy poczuł jej rękę na swojej. Spojrzał w jej oczy.

– Przepraszam, nie chciałam cię urazić – zaczęła. – Chyba trochę za dużo wypiłam. Zwykle nie jestem taka.

Puściła jego rękę, dopiła wino i wstała od stołu.

– Czas na mnie. Dziękuję za pyszną kolację – dodała i posłała mu ciepły uśmiech.

– Cała przyjemność po mojej stronie – powiedział Massimo, ale widząc jej dziwnie chwiejną postawę, szybko dodał: – Chyba nie zamierzasz w takim stanie prowadzić?

– A dlaczego nie? – zaśmiała się. – Policja nie zapuszcza się tam, gdzie mieszkam.

– Odwiozę cię. Wystarczające zagrożenie na drodze stwarzasz na trzeźwo, nie chcę wiedzieć, jak jeździsz po pijaku.

– Nie jestem pijana! – krzyknęła i dodała: – Za mało wypiłam…

Ujął ją pod rękę i poprowadził do wyjścia, po drodze upewnił się, że Francesco ogarnie zamknięcie lokalu.

– To gdzie mieszkasz? – zapytał, zatrzymując się przed samochodem.

Mirabella posłała mu uśmiech, zakręciła się w kółko i wyciągając rękę, pokazała palcem swoje mieszkanie.

– Tam! Na samej górze – powiedziała radośnie.

Spojrzał we wskazanym kierunku i się uśmiechnął, to było jakieś trzysta metrów od jego restauracji, zatem może ją odprowadzić, zamiast odwozić samochodem.

– No tak, mogłem się domyślić – zaśmiał się. – Przed lokalem nie zauważyłem twojego skutera…

– Przyszłam pieszo – powiedziała, pokazując swoje pięknie opalone i długie nogi.

– W takim razie cię odprowadzę.

W odpowiedzi usłyszał kolejny śmiech, po czym odezwała się z powagą.

– Czy ktoś ci powiedział, że masz piękne oczy?

Zamarł w bezruchu. Zastanawiał się, skąd u niej taka nagła zmiana nastroju. Spoglądała wprost w jego oczy bez żadnego skrępowania. Nie wytrzymał i przyciągnął ją do siebie, obejmując w pasie jedną ręką. Drugą zaś zgarnął kosmyk włosów z jej twarzy, po czym łapiąc ją za kark, zmusił, aby odchyliła głowę do tyłu. Nie czekając na jej reakcję, pocałował ją w usta, gwałtownie i mocno, jakby od tego zależało jego życie. Gdy przerwał, spojrzał na jej twarz. Miała zamknięte oczy, łapała oddech, jej usta były zaczerwienione od jego pocałunku. Uśmiechnął się pod nosem i wypuścił ją ze swoich objęć.

– Dobranoc bella. Trafisz sama do domu.

To powiedziawszy, wrócił szybko do restauracji. Był zaskoczony swoim zachowaniem i reakcją własnego ciała, gdy posmakował jej ust.

Massimo zapomnij o randkach! Przyjechałeś tu do pracy! – znowu musiał się zganić w myślach.

* Niezwykłe sanktuarium Santa Maria dell’Isola znajduje się na szczycie klifu – jeden z symboli miasta Tropea. Na tyłach kościoła można podziwiać przepiękny ogród, w którym dominuje roślinność śródziemnomorska.

**Bella – tłum. z j. włoskiego: piękna

***Ciao bella – tłum. z j. włoskiego: Witaj piękna.

****Porca miseria – tłum. z j. włoskiego: Jasna cholera!

Rozdział 2

Co to było? Dlaczego mnie pocałował? Boże, nogi się pode mną ugięły… A te jego silne ramiona, mogłabym w nich spędzić resztę życia… O nie! Nie pozwolę mu tak szybko odejść. Będzie tylko mój, choćbym miała złamać wszystkie drogowe przepisy… Zaraz… jakie przepisy drogowe? Aaa no tak, trochę dzisiaj poszalałam na skuterze. O czym to ja wcześniej myślałam?… Massimo… przystojny nieznajomy, skąd przybyłeś do nas i w jakim celu? Zapomnij, że pójdę do domu sama, prędzej będę spała pod twoimi oknami – zaśmiała się na tę myśl.

W tej chwili było jej wszystko jedno, postanowiła, że żadna jej go nie skradnie. Wyrównała oddech po tym głębokim pocałunku, który wywołał motyle w jej brzuchu, jednocześnie budząc drzemiące w niej pożądanie. Weszła z powrotem do restauracji. Wiedziała, czego chce i nie wyjdzie, dopóki tego nie osiągnie. Stał przy kontuarze tyłem do wejścia.

– Massimo! – zawołała.

Odwrócił się do niej i zapytał:

– Zapomniałaś czegoś, bella?

Zbiło ją to na chwilę z tropu. Zastanawiała się, dlaczego tak spoważniał. Przed chwilą całował ją tak zachłannie, a teraz jakby wiało chłodem od niego. Nie zraziło ją to, podeszła do niego i szepnęła:

– Chyba tak…

Uniósł brew ze zdziwienia, oczekując dalszych słów.

– Poproszę szklankę wody – wyrecytowała jednym tchem.

Wszedł za kontuar, sięgnął po szklankę, napełnił ją wodą i jej podał.

Mirabella czuła jego spojrzenie na sobie, mierzył ją wzrokiem, aż jej się gorąco zrobiło. Pijąc, zastanawiała się nad kolejnym ruchem.

– Muszę do toalety.

Gestem ręki wskazał jej kierunek. Gdy wróciła, restauracja była już pusta. W kuchni trwały porządki, światła zostały przygaszone. Spojrzała na zegarek, dochodziła druga w nocy.

– Ups, chyba za długo byłam w toalecie – powiedziała do siebie.

– Jeszcze tutaj jesteś?

Usłyszała nagle za plecami jego głos. Włosy stanęły jej na karku. W tym samym momencie z kuchni wyjrzał Luigi.

– O cześć, Mirabella, co ty tutaj robisz o tej porze? Już zamknięte.

– Jaaa… byłam w toalecie.

– Zaraz cię wypuszczę… – dodał.

– Nie trzeba Luigi, ja to zrobię – zwrócił się do swojego kucharza. – Dziękuję, możesz już iść do domu. – A zwracając się do niej, zapytał: – Skąd znasz Luigi’ego i Francesco?

– Haha – zaśmiała się. – No przecież mieszkam tuż obok i lubię tutaj jadać kolacje.

Światła w kuchni zgasły, drzwi i okna zostały zamknięte, okiennice zasłonięte. Jedyne światło jakie się paliło to świece na jednym ze stolików, przy którym siedziała Mirabella i patrzyła, jak nowy właściciel krząta się i zamyka lokal. Pod jego koszulą spostrzegła, jak napinają się jego mięśnie. Westchnęła głośno, bo zapragnęła zobaczyć go bez tego kawałka materiału.

Podszedł do niej i podał jej rękę. Ujęła ją. Zaprowadził ją do tylnego wyjścia, przekręcił klucz w zamku, otwierając drzwi, ale mu się wyrwała i cofnęła w głąb kuchni. Stała w półmroku, jedyne światło padało z zewnętrznej latarni.

– Chodź, odprowadzę cię do domu.

Pokręciła głową i nie ruszyła się z miejsca.

– O co ci chodzi? Słuchaj, bella, jestem zmęczony i chcę iść spać. Ty też powinnaś.

– Dobrze, ale tylko z tobą – powiedziała, zanim pomyślała.

– Ehh – westchnął głośno i podszedł do niej. – To, że cię pocałowałem, nie znaczy, że wpuszczę cię do swojego łóżka. Jeszcze jesteś gotowa oskarżyć mnie o wykorzystanie. Wierz mi, nie potrzebuję tego i bez tego mam sporo na głowie.

Spojrzała mu w oczy, zbliżyła się do niego tak, że poczuła jego oddech na sobie. Pachniał wanilią, drzewem cedrowym i kawą. Położyła dłoń na jego piersi. Nie cofnął się, czuła jak pod jej palcami bije mu serce. Przesunęła rękę na jego kark, dołączając drugą. Zamknął oczy, jego oddech się zmienił. Napięcie między nimi rosło z sekundy na sekundę. Przylgnęła swoim ciałem do niego, obrysowała opuszkiem palca jego usta i spostrzegła, jak zaciska szczękę. Zmieniła kierunek dłoni i powoli zaczęła ją obniżać, nie spuszczając z niego wzroku. Na chwilę zatrzymała się na pasku od spodni, gdy sięgnęła do sprzączki, złapał ją za rękę i krzyknął:

– Bella przestań!

Odskoczyła od niego, jakby ją oparzył. Nie rozumiała skąd nagle takie zachowanie, godzinę temu pocałował ją tak namiętnie, że ledwo ustała na nogach, a teraz jest zimny jak lód.

A może udaje? – pomyślała.

Zastanawiała się nad kolejnym krokiem, ale nic jej nie przychodziło do głowy, co mogłoby się udać. Musiała tutaj zostać na noc. Miała w tym swój cel. Zrobiła krok w jego stronę i powiedziała całkiem trzeźwo:

– Zdałeś egzamin. Dobrej nocy.

Skierowała się do wyjścia, zerknęła jeszcze w jego stronę i zauważyła, że stoi i patrzy na nią. Zamknęła za sobą drzwi i powolnym krokiem ruszyła w kierunku swojej kwatery. Czuła jego wzrok na swoich plecach, siłą woli nie odwróciła się, choć bardzo ją korciło. Uśmiechała się sama do siebie. Jej plan zadziałał, nie zauważył, że zostawiła swoją torebkę i będzie musiała zaraz po nią wrócić. A wtedy już nie wyjdzie tak łatwo.

Była już prawie pod schodami do swojego mieszkania, gdy usłyszała czyjeś kroki za sobą. Serce zaczęło jej bić szybciej i nagle poczuła, jak czyjaś ręka obejmuje ją w pół, a druga przykłada coś do ust i nosa. Próbowała się wyrwać, o krzyku nie było mowy. Poczuła dziwny zapach i zasnęła.

Massimo stał bez ruchu, jak wychodziła, po głowie chodziła mu tylko jedna myśl.

O jaki egzamin chodziło?

Gdy zamknęła za sobą drzwi, patrzył, jak powoli znika za rogiem. Coś go gnębiło, dlaczego zachował się tak oschle w stosunku do niej. Dlaczego pocałował ją wcześniej? I dlaczego tak mu się to spodobało?

Wychodząc z kuchni, zauważył jej torebkę. Uśmiechnął się, dostrzegając jej fortel, wziął torebkę i wyszedł za nią, starannie zamykając lokal. Zauważył mężczyznę, który zniknął za tym samym rogiem, co Mirabella. Instynktownie uruchomił swoją czujność.

Tego typa nie powinno tutaj być o tej porze.

Przyspieszył kroku i w ostatniej chwili zauważył, jak nieznajomy obejmuje ją, ona próbuje się wyrwać i zamiera. Krzyknął:

– Ej! Co robisz? Stój!

I ruszył biegiem. Nieznajomy, usłyszawszy go, pozostawił kobietę i szybko pobiegł w ciemną uliczkę. Nie było sensu go gonić, poza tym obawiał się zostawić ją samą, nieprzytomną na środku chodnika. Przykucnął przy niej i poklepał ją po policzku. Nawet nie drgnęła. Spojrzał na schody przed sobą, a potem na drogę do restauracji. Szybko przekalkulował obie opcje i wybrał drugą. Wziął ją na ręce i zaniósł do lokalu. Położył ją na kuchennym stole.

– Massimo, skup się, co ją może otrzeźwić? – zastanawiał się na głos i rozejrzał się po kuchni. – Ocet? Spróbujmy, może zadziała.

Nasączył szmatkę octem i przyłożył jej pod nos. Nic, postanowił więc zadzwonić na pogotowie. Po kilku minutach na miejsce przybyli ratownicy oraz policja. Nie miał innego wyjścia jak opowiedzieć całe zajście. Nie wspomniał jedynie kim, tak naprawdę jest. Mimo wszystko nie mógł zawalić tego zadania. Zanim zakończyli go przesłuchiwać, Mirabella się ocknęła.

– Co się stało? – zapytała, widząc nagle tyle osób wokół siebie.

– Ktoś cię napadł, zdążył uciec w ciemną uliczkę, zostawił cię na chodniku. Wiesz, kto mógłby to zrobić? – dopytywał Massimo.

– Nieee, myślałam, że to ty idziesz za mną… zostawiłam tutaj torebkę … – przerwała.

Policja spojrzała podejrzliwie na niego, na co on odpowiedział.

– Panowie, czy uważacie, że wezwałbym wtedy pogotowie i was? Pokażcie mi takiego napastnika, który tak by zrobił.

Pokręcili głowami, spisali zeznania przebudzonej i zwrócili się do niego.

– To raczej spokojne miasteczko, widocznie musiało się coś wydarzyć, że panna Mirabella została zaatakowana. Myślę, że dobrze będzie, aby dzisiaj została pod pana opieką – powiedział starszy stopniem policjant.

– W porządku, na górze mam pokoje, ulokuję ją w jednym. Mam nadzieję, że szybko znajdziecie napastnika i sprawa się wyjaśni.

– Też mamy taką nadzieję – odpowiedzieli i wyszli.

Ratownicy też już sprzątali swoje rzeczy, przekazali zalecenia i odjechali. Zamknął porządnie drzwi za nimi i spojrzał na nią. Patrzyła przed siebie, wyglądała na zamyśloną.

– Wiesz, kto to mógł być? – zapytał, podchodząc do stołu, na którym nadal siedziała.

– Nie mam zielonego pojęcia, w pierwszej chwili myślałam, że to ty idziesz za mną – odpowiedziała, schodząc ze stołu.

Przyjrzał jej się uważnie, nie wyglądała na przerażoną, raczej intensywnie myślącą. Każda inna kobieta panikowałaby i płakała. Ona była inna. Nie mógł jej rozgryźć. Wcześniej nalegała, żeby zostać na noc u niego, potem nagle zmieniła zdanie, a teraz przez dziwny zbieg okoliczności wróciła i chcąc nie chcąc dopięła swego. Zaśmiał się w głos.

– Co cię tak śmieszy? – zapytała, wychodząc za nim z kuchni.

Odezwał się dopiero na górze.

– Dopięłaś swego, bella – odpowiedział, odwracając się do niej. – Proszę, rozgość się tutaj, zaraz przyniosę pościel – dodał, otwierając drzwi do pokoju.

Stało tam spore podwójne łoże małżeńskie. Nad nim wisiał jakiś stary obraz przedstawiający kolorową łąkę i tęczę w tle. Obok łóżka stało drewniane krzesło. W otwartym oknie podmuchem wiatru powiewała biała firanka. Księżyc zaglądał do środka, dodając nastrojowe oświetlenie. Jedyna lampka w pokoju znajdowała się po drugiej stronie łóżka.

– Znalazłem tylko to – wskazał na dużą poduchę i ciepły koc. – Wybacz, nie ogarnąłem jeszcze całego dostępnego wyposażenia. Korzystam tylko z tego, co jest mi aktualnie potrzebne – dodał przepraszającym tonem.

– W porządku, jeśli zmarznę, to przyjdę do ciebie – stwierdziła bez ogródek i posłała mu uwodzicielski uśmiech.

Zignorował jej słowa. Wyjaśnił, gdzie znajduje się toaleta i zniknął w swojej sypialni, która znajdowała się tuż za ścianą. Przezornie zamknął się na klucz, nie miał ochoty na nocne odwiedziny, dość sporo wydarzyło się w ciągu niespełna doby. Czuł zmęczenie, choć ciągle nie dawało mu spokoju jej zachowanie. Wziął telefon do ręki i wybrał znajomy numer.

– Anna, sprawdź mi, proszę jedną osobę, Mirabella Russo, pracuje w biurze podróży Matteo & Luna w Tropea.

– Robi się szefie. Informacje wyślę mailem.

– W porządku. Cześć.

Usiadł przy biurku, by odczytać otrzymane wcześniej informacje.

Mirabella usiadła na łóżku i próbowała sobie przypomnieć każdy szczegół napastnika, niestety była noc, nie widziała go.

– Marne szanse, aby go rozpoznać – stwierdziła sama do siebie. – Czego on mógł chcieć ode mnie? – a w myślach dodała: – Dopięłam swego, jestem w podejrzanym lokalu, teraz muszę poczekać, aż zaśnie i po cichu dostać się do jego biura, aby przejrzeć dokumenty. Cholera! Tylko gdzie jest biuro? A jak wejdę do jego sypialni? Hm, to udam, że zabłądziłam? Nie, już i tak patrzy na mnie podejrzanie. No nic, chyba dzisiaj odpuszczę. Padam z nóg, to chodzenie po tych schodach do sanktuarium dało mi dzisiaj w kość, ale najpierw muszę wziąć prysznic.

Wyszła z pokoju i poszła do łazienki, już chciała się rozebrać, gdy zauważyła brak ręcznika kąpielowego. Podreptała zatem do pokoju, w którym podejrzewała, że jest Massimo. Zapukała i czekała na odpowiedź. Cisza. Podeszła do kolejnego i znowu zapukała. Tutaj też cisza. Stała chwilę w holu, zastanawiając się co zrobić. Wypatrzyła w półmroku komodę stojącą pod oknem. Podeszła do niej i uchyliła drzwiczki. Niemiłosiernie głośno zaskrzypiały.

– Ciii – wyszeptała na głos. – Tutaj jesteś – dodała uradowana, znalazłszy ręcznik.

Wstała i po ciemku powoli wracała do łazienki, z której przez lekko uchylone drzwi padało światło na korytarz. Nagle przed nią stanęła jakaś postać. Podskoczyła ze strachu i upuściła ręcznik.

– Co robisz? – zapytał.

– Boże, Massimo, nie strasz. Szukałam ręcznika – odpowiedziała, podnosząc zgubę z podłogi.

– Wystarczyło poprosić.

– No przecież pukałam a ty nic. Nawet nie wiem, skąd teraz wyszedłeś.

– Wybacz, musiałem nie słyszeć. Jestem w pokoju przylegającym do twojego, jakbyś czegoś potrzebowała, to zawołaj.

Powiedział i zrobił krok do swojej sypialni, gdy dodała:

– Jesteś tego pewien?

Odwrócił się i spróbował dostrzec jej twarz, stała jednak tyłem do światła.

– Czy dasz mi spokój, jeśli wpuszczę cię do swojego łóżka?

W jej głosie dało się słyszeć radość, gdy odpowiadała.

– Tylko najpierw wezmę prysznic.

I zniknęła w łazience. Gdy wróciła, weszła do pokoju, w którym wcześniej stał Massimo. Po omacku dotarła do łóżka. Wstrzymała oddech, po cichu wślizgnęła się pod kołdrę i zamarła. Włączyła światło, które znajdowało się nad łóżkiem i rozejrzała się wokół. Była sama w jego sypialni. Łóżko było tak samo duże, jak tamto, jednak to dla odmiany było metalowe, wezgłowie posiadało zdobione szczeble, o które oparte były wygodne poduszki w czerwonej satynowej pościeli. Naprzeciw łóżka, na ścianie wisiało wielkie lustro, pod nim ustawione było biurko i fotel, za drzwiami stała szafa. Westchnęła głośno, zgasiła światło i poszła spać.

Rozdział 3

Nastał kolejny słoneczny i upalny dzień. Choć był już późny wrzesień, w tym roku dni były wyjątkowo ciepłe. Mirabella przeciągnęła się na łóżku, rozejrzała wokół siebie i przypomniała sobie, co wydarzyło się nocą. Sięgnęła po telefon, gdy zobaczyła, która jest godzina, wyskoczyła z łóżka. Za pięćdziesiąt minut miała pierwszą grupę turystów do oprowadzenia po sanktuarium Santa Maria dell’Isola. Włożyła szybko spodnie i koszulę. Złapała za klamkę, pociągnęła drzwi do siebie, a one ani drgnęły. Spróbowała raz jeszcze i to samo.

– Co jest do cholery?! – krzyknęła. – Halo! Massimo! – zawołała, uderzając dłońmi w drzwi.

Przestała na chwilę i zaczęła nasłuchiwać. Było cicho. Wyjrzała przez okno, widok zaparł jej dech w piersi. Za oknem rozciągała się turkusowa zatoka, ta część budynku usytuowana była na skarpie sięgającej wprost do morza Tyrreńskiego. W oddali na spokojnych wodach cumowało kilka jachtów. Ludzie przemieszczali się z nich w motorówkach na stały ląd.

– Tędy też nie wyjdę – powiedziała sama do siebie. – Telefon! – wykrzyknęła i wybrała numer Massimo, przestępując z nogi na nogę.

Cisza, nie odebrał. Spróbowała ponownie i dalej nic.

– No i co teraz?

Usiadła na brzegu łóżka, zastanawiając się co zrobić, podskoczyła na dźwięk telefonu. Zerknęła, kto dzwoni i szybko odebrała.

– Sofia! – krzyknęła do słuchawki uradowana. – Musisz przyjechać do restauracji „Pod srebrnym księżycem” i mnie uwolnić – powiedziała jednym tchem.

– Mirabella, gdzie ty jesteś?

– No przecież ci mówię, gdzie. Przyjedź tutaj szybko, bo za czterdzieści minut mam pierwszych turystów. Nie wiem, co się dzieje, jestem zamknięta w pokoju.

Po drugiej stronie słuchawki dało się słyszeć śmiech.

– Nie wiem, co wzięłaś – śmiała się Sofia, jej koleżanka z biura. – Jest niedziela, dzisiaj mamy wolne.

– Jak to niedziela? – zapytała z niedowierzaniem w głosie. – Wczoraj widziałam się z Matteo i zamykałam biuro, w sobotę miałam oprowadzić dwie grupki turystów po Santa Maria dell’Isola, a ty mi wmawiasz, że dzisiaj jest niedziela? A co z turystami?

– Nie przyszłaś rano do biura, więc wzięłam twoją grupę i ich oprowadziłam. Wisisz mi za to dobre wino. – Po drugiej stronie dało się słyszeć śmiech.

Mirabella spojrzała na datę w telefonie i usiadła z przerażenia. Zgubiła gdzieś jeden dzień. Przełknęła ślinę i wróciła do rozmowy.

– Sofia, w takim razie, po co dzwonisz?

– Sprawdzam, czy u ciebie wszystko w porządku. Wczoraj odebrał jakiś mężczyzna i powiedział, że jesteś chora i śpisz…

– Massimo… – wyszeptała, wchodząc jej w słowo.

– O właśnie tak. Massimo odebrał. Opowiadaj, co to za jeden?

Już otwierała usta, by coś powiedzieć, ale zastygła milcząc. Za drzwiami słychać było kroki.

– Oddzwonię później – wyszeptała i się rozłączyła.

Siedziała na łóżku, czekając, co się dalej wydarzy. Była gotowa zaatakować, choćby trzymanym w dłoni telefonem. Klucz w zamku zazgrzytał, ktoś nacisnął klamkę i drzwi się otworzyły.

– Ciao bella, w końcu się obudziłaś – powiedział Massimo, wchodząc do środka.

W ręku trzymał tacę z ciepłą kawą i bułką maślaną, która jeszcze stygła, parując. Postawił ją na biurku i zapytał, siadając obok niej na brzegu łóżku.

– Jak się czujesz?

– Dlaczego byłam zamknięta? To ty mnie napadłeś w nocy? – zapytała nadzwyczaj spokojnie, bacznie go obserwując.

– Zamknąłem drzwi, aby nikt ci nie przeszkadzał, na dole jest pełno ludzi. Wybacz, mogłem ci, choć kartkę zostawić…

– Dzwoniłam, nie odebrałeś! – wykrzyczała, przerywając mu.

Spojrzał na telefon.

– Cholera, nie słyszałem. Jeszcze raz przepraszam. Wczoraj wszedłem do pokoju, gdy twój telefon dzwonił już chyba trzeci raz z rzędu. Ty spałaś i ani drgnęłaś. Dzwoniła jakaś dziewczyna…

– Sofia.

– Być może, nie zapamiętałem. Wystraszyłem się, dlaczego nie wstałaś. Jak tylko się rozłączyła, zadzwoniłem do lekarza. Nawet przyjechał dość szybko. Stwierdził, że wszystko u ciebie ok i po prostu odsypiasz. Wiesz, że jest już niedziela? – zapytał.

Przytaknęła, wstała i sięgnęła po kawę. Upiła łyk i wypluła zawartość z powrotem.

– Co to za kawa?! – zawołała z wyrzutem.

– O co ci chodzi?

Podszedł i zrobił łyka.

– Matko, wsypałem przecież cukier, a nie sól. Zaczekaj tutaj, zaraz ci przyniosę porządną kawę. Sam ją zrobię.

– Poproszę sok pomarańczowy.

Wyszła za nim z pokoju i skierowała się do łazienki. Przemyła twarz chłodną wodą, spojrzała na siebie i stwierdziła:

– Muszę iść do siebie i się ogarnąć.

Wychodząc z łazienki, wpadła prosto na Massimo niosącego szklankę soku. Cała zawartość chlusnęła na nich i spłynęła na podłogę.

– Porca miseria! – krzyknęli oboje.

Mirabella spojrzała na siebie, czuła, jak sok spływa jej za dekolt i wsiąka w stanik, na spodniach też pojawiła się mokra plama. Massimo wyglądał gorzej, większa część wylała się na niego. Koszula przykleiła się do ciała, uwydatniając jego mięśnie, natomiast spodnie… były mokre… centralnie w kroku. Nie wyglądało to zbyt ciekawie.

Wszedł do łazienki, zdjął mokrą koszulę, złapał wiadro oraz szmatę i zabrał się za ścieranie soku z podłogi. Mirabella stała i podziwiała jego nagie plecy, gdy przykucnął. Jak każdy jego mięsień poruszał się podczas wycierania. Nie mogła oderwać od niego wzroku, wyobraźnia podsuwała jej obraz za obrazem, czuła, jak twardnieją jej sutki. Westchnęła, chyba zbyt głośno, bo nagle uniósł głowę i spojrzał na nią z dołu. Jego wzrok znalazł się na wysokości jej brzucha.

– Nie stój tak i zrób coś – wymamrotał.

Weszła więc do łazienki, zdjęła bluzkę i spojrzała na przemoczony stanik, wzięła ręcznik, zmoczyła róg w ciepłej wodzie i zaczęła ścierać sok.

– Bella, co ty wyprawiasz? Mokrym ręcznikiem wycierasz mokre? – zapytał, podchodząc do niej.

Boże, jakie on ma ciało… Zaraz zwariuję… A ten zapach…

Nie mogła się opanować i położyła dłoń na jego klatce piersiowej, wstrzymując oddech. Jego opalona skóra była przyjemnie ciepła. Uniosła wzrok na jego twarz. Miał zaciśnięte szczęki, jego oczy były nieprzeniknione, patrzył na nią. Jego serce biło na tyle mocno, że Mirabella czuła je pod swoją dłonią. Przełknęła ślinę i zatrzymała wzrok na jego ustach. Czekała na jego reakcję. W jej ciele buzowała krew, po plecach rozlewała się fala gorąca, w podbrzuszu czuła narastające pożądanie. Oblizała wargi, przesuwając dłoń w górę ku jego karku, zmniejszając przy tym odległość między nimi. Napięcie rosło. Zamarła, gdy się odezwał.

– Powinnaś dostać mandat.