Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Główna bohaterka o imieniu Sara, na balu charytatywnym postanawia wystawić na licytacji tydzień swojego czasu. Najhojniejszy darczyńca będzie mógł jej towarzyszyć 24/7. Dwóch mężczyzn – makler giełdowy Jack oraz właściciel hotelu Adam, mocno się o nią licytują. Który z nich wygra? Czy pokonany się łatwo podda? Kto zawładnie jej sercem i jakie tajemnice ujrzą światło dzienne.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 184
Rok wydania: 2024
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wszelkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Beata Sagan – Szendzielorz
Korekta: Beata Sagan – Szendzielorz, Katarzyna Rejzerewicz
Projekt okładki: Kamil Potęga, Studio Składam
Skład: Kamil Potęga, Studio Składam
ISBN 978-83-970916-1-0
Z podziękowaniami dla mojego ukochanego męża – za cierpliwość i zrozumienie, kiedy poświęcałam wiele czasu na pisanie.
Twoje wsparcie było dla mnie niezwykle ważne i motywujące.
Gdy tylko przekroczyła próg sali balowej, otoczył ją wianuszek adoratorów, co wywołało poruszenie wśród pozostałych osób. Jak co roku bal charytatywny odbywał się w ekskluzywnym nowojorskim hotelu The Angelo, którego właścicielem był Henry Angelo, ojciec Sary.
Henry Angelo – wdowiec w średnim wieku, lekko szpakowaty z krótko ściętymi włosami, dbający o sylwetkę – ubrany był w idealnie dopasowany popielaty garnitur. W ręce trzymał kieliszek brandy i przechadzał się między gośćmi, by ich przywitać. Zarówno jego niebieskie oczy, jak i usta uśmiechały się na widok kolejnych osób.
W sali balowej mieściło się około trzystu ludzi, a w środku wciąż pozostawało sporo miejsca dla tańczących par. Dwa wejścia główne znajdowały się naprzeciw okien, pod którymi była ustawiona scena. Muzycy grali znane utwory, które zachęcały do wyjścia na parkiet. W rogu po prawej znajdował się bar, gdzie przygotowywano drinki i inne napoje. Na barowych krzesłach siedziały głównie kobiety w pięknych wieczorowych sukniach. Obok nich stali panowie, jedni zamawiali drinki, inni pogrążeni byli w rozmowie. Kelnerzy obsługujący gości przechadzali się z tacami, wymieniając puste kieliszki na pełne i serwując przekąski.
Wśród zaproszonych znajdowały się głównie zamożne osoby ze świata biznesu, które swoimi datkami wspierały różne akcje charytatywne. Na balu pojawili się również reporterzy z branżowych czasopism, których zadaniem było zrelacjonowanie wydarzenia.
Tego wieczoru Sara ubrana była w długą szmaragdową suknię podkreślającą jej nienaganną sylwetkę. Jej włosy koloru miedzi upięte były w kok, jedynie kilka pasm swobodnie opadało wokół jej długiej szyi. Kobieta poruszała się z gracją na lśniących czarnych pantofelkach.
Wszyscy uważali Sarę za nieprzystępną, zimną i wyrachowaną, co nie przeszkadzało mężczyznom próbować przełamać tę zimną skorupę, którą się otoczyła. Nikt, oprócz najbliższych, nie wiedział, że czynnie udziela się w ośrodku pomocy dla dziewcząt molestowanych seksualnie. Historie dziewczyn będących pod opieką ośrodka sprawiły, że nauczyła się kontrolować swoje emocje i stała się nieufna wobec mężczyzn, z wyjątkiem kilku. Do tej nielicznej grupy należeli: Mike – kumpel z czasów liceum, na którego mogła liczyć w każdej sytuacji, oraz Albert – psycholog z ośrodka pomagający pacjentkom wracać do równowagi psychicznej, będący w wieku ojca Sary.
Jako pierwszy przywitał się z Sarą Jack Wilson, rekin z Wall Street, który od kilku tygodni nieustannie zabiegał o jej względy.
– Witaj, Saro. Obiecałaś mi wspólną kolację. Dalej czekam na twój telefon.
– Witaj, Jack. Kolację? – spytała i po chwili zastanowienia dodała: – Faktycznie, obiecałam. Przepraszam, ostatnio jestem bardzo zapracowana. Odezwę się wkrótce. – Obdarowała go jednym ze swoich uwodzicielskich uśmiechów.
Jack – wysportowany, mierzący około sto osiemdziesiąt centymetrów brunet o kasztanowych oczach i łobuzerskim uśmiechu – był dobrze zapowiadającym się maklerem giełdowym. Zawsze nienagannie ubrany, tego wieczoru miał na sobie białą koszulę, krawat i ciemnogranatowy garnitur.
– Będę czekał. Przynieść ci coś do picia? – zaproponował.
– Nie, dziękuję – sięgnęła po kieliszek szampana niesiony przez przechodzącego właśnie obok kelnera – już mam.
Upiła łyk i ruszyła dalej, żeby przywitać się z innymi gośćmi. W pewnym momencie poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciła się dyskretnie i rozejrzała. Grupka osób nieopodal dyskutowała o czymś zawzięcie, obok niej starsze panie lustrowały gości i zapewne wymieniały się spostrzeżeniami. Dalej, jakaś para nie widziała poza sobą świata.
Ech, też bym tak chciała, westchnęła w myślach Sara.
Nic podejrzanego nie zwróciło szczególnie jej uwagi, zatem powróciła do swoich rozmówców, gdy nagle ktoś nachylił się w jej stronę i szepnął do ucha:
– Skarbie, jeśli chcesz wyjść, powiedz tylko słowo, a zabiorę cię tam, gdzie zapragniesz.
Zadrżała na dźwięk tego głosu. To znów był Jack – za wszelką cenę próbował dopiąć swego. Słynął z tego, że zawsze dostawał to, co chciał.
Nagle Sara wpadła na genialny pomysł, żeby w końcu się od niej odczepił.
– Wiesz co, Jack? Przemyślałam twoją propozycję i dam się zaprosić na kolację.
Jack nie krył zadowolenia.
– To nie wszystko – kontynuowała Sara. – Spędzimy razem cały tydzień. Co ty na to?
– Hm…. Kusząca propozycja… – Zastanawiał się chwilę, doszukując się zapewne podstępu.
– Ale jest jeden warunek, który musisz spełnić.
– Jaki? – zmarszczył brwi.
– Za chwilę odbędzie się licytacja…
– I… – niecierpliwił się Jack.
– I musisz mnie wylicytować – odpowiedziała tajemniczo. Zanim zniknęła w tłumie, usłyszała jeszcze, jak pozostali chichoczą.
Chwilę później Sara weszła na scenę, wzięła mikrofon do ręki i przemówiła:
– Dobry wieczór. Cieszę się, że tak tłumnie przybyliście na coroczny bal charytatywny. W tym roku zbieramy na ośrodek dla dziewcząt wykorzystywanych seksualnie. Oprócz tradycyjnej zbiórki odbędzie się licytacja – uśmiechnęła się tajemniczo – a na najhojniejszego darczyńcę czeka nagroda.
Na sali nastąpiło lekkie poruszenie. Sara kontynuowała:
– Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nie jestem łatwą kobietą. Aby umówić się ze mną na kolację, trzeba się nieźle nagimnastykować – zaśmiała się. – Dlatego postanowiłam, że nagrodą będzie spędzenie ze mną całego tygodnia. Zwycięzca będzie mógł towarzyszyć mi dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni.
– W nocy też? – zapytał ktoś z tłumu, który zebrał się tuż przy scenie.
– Też, ale nie oznacza to wspólnego łóżka, jeśli to miałeś na myśli – wyjaśniła. – No chyba, że między nami… – przerwała, bo znów poczuła na sobie to spojrzenie. Próbowała dostrzec tę osobę, ale światła padające na scenę skutecznie to uniemożliwiały – …zaiskrzy – dokończyła. – Cena wywoławcza to pięć tysięcy dolarów. Ktoś da pięć tysięcy dolarów za spędzenie tygodnia ze mną? – spytała i zobaczyła co najmniej dziesięciu chętnych.
– Dam sześć tysięcy! – krzyknął Jack.
– Osiem tysięcy! – zawołał ktoś stojący za nim.
– Osiem i pół tysiąca!
– Dziewięć tysięcy!
– Piętnaście tysięcy! – krzyknął ktoś z samego tyłu.
Po plecach Sary przebiegły dreszcze. Poczuła na sobie znajome już spojrzenie. W sali na chwilę zaległa cisza.
– Piętnaście tysięcy po raz pierwszy… – zaczęła Sara.
– Szesnaście tysięcy! – przebił Jack
– Dwadzieścia tysięcy! – zawołał znów nieznajomy.
– Dwadzieścia jeden tysięcy – zaproponował Henry Angelo, a widząc lekką irytację Jacka, dodał: – Dwadzieścia pięć tysięcy dolarów.
Na sali zrobiło się gorąco. Wszystkie oczy zwróciły się na Jacka i ojca Sary.
– Tato, ty nie możesz licytować – powiedziała Sara.
– Dlaczego nie? Tak mało czasu ze sobą spędzamy, że jestem w stanie zapłacić dwadzieścia pięć tysięcy dolarów, aby pobyć z córką – odpowiedział.
– Dwadzieścia pięć tysięcy po raz pierwszy… Dwadzieścia pięć tysięcy po raz drugi…
– Pięćdziesiąt tysięcy dolarów – odezwał się zdesperowany Jack.
– A masz tyle? – zawołał ktoś z prawej. Po kątach rozległ się chichot.
– A żebyś wiedział, że mam – odpowiedział Jack ze złością. – Czy ktoś da więcej?! – zawołał i rozejrzał się wokół.
– Ja dam więcej. Sto tysięcy dolarów – odpowiedział spokojnie nieznajomy stojący tuż obok Jacka.
Mężczyzna miał na sobie czarny garnitur i błękitną koszulę podkreślającą jego śniadą cerę. Jego czarne jak noc włosy zaczesane były do tyłu, a ciemne oczy dodawały mu męskiego uroku. Był trochę wyższy od Jacka, o równie wysportowanej sylwetce. Wyglądał na poważnego biznesmena. U jego boku znajdowała się starsza od niego kobieta. Granatowa długa suknia dodawała jej powagi, na szyi natomiast miała połyskujący naszyjnik w kształcie serca.
Na sali ponownie zaległa cisza. Sarze zaschło w ustach, musiała kilkakrotnie przełknąć ślinę, aby wydobyć z siebie głos.
– Sto tysięcy po raz pierwszy… Sto tysięcy po raz drugi… – Spojrzała na ojca, po czym przeniosła wzrok na Jacka. – Sto tysięcy po raz trzeci – zakończyła licytację. – Pan…? – zwróciła się do nieznajomego.
– Adam Vercraft – przedstawił się, podchodząc do Sary.
– Pan Adam Vercraft wygrał dzisiejszą licytację, oferując – przełknęła ślinę – sto tysięcy dolarów za spędzenie ze mną tygodnia. Gratuluję.
Sara podała mężczyźnie rękę, żeby uścisnąć jego dłoń, ale Adam zamiast tego złożył na wierzchu jej dłoni pocałunek. Przez jej ciało przeszedł niesamowity dreszcz. Znieruchomiała, czując na skórze jego usta. Pocałunek był jak muśnięcie skrzydła motyla, a dłoń mężczyzny przyjemnie ciepła.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedział i uśmiechnął się.
Na sali rozległy się brawa dla zwycięzcy. Pokonany Jack, pomimo przegranej, podszedł do Adama, by mu pogratulować. Na jego twarzy widać było niezadowolenie.
– Gratuluję, choć nie wiem, czy jej oziębłość jest aż tyle warta – powiedział krótko.
– To się okaże – odpowiedział Adam.
W tym samym momencie podszedł do nich Henry Angelo.
– Gratuluję, chłopcze. – Również uścisnął dłoń mężczyzny. – Saro, ale kolejny tydzień jest nasz – dodał z uśmiechem i objął córkę, a do ucha jej szepnął: – Jestem z ciebie dumny. A ciebie – zwrócił się do Jacka, gdy odsunął się od córki – zapraszam na drinka dla przegranych. – Gestem ręki wskazał mu kierunek. – Chciałbym z tobą omówić pewną inwestycję – powiedział jeszcze i odszedł wraz z Jackiem w stronę baru.
Sara została sama z Adamem, który bacznie się jej przyglądał z uśmiechem na twarzy. Odniosła wrażenie, że rozbiera ją wzrokiem.
– Nie wyglądasz na zadowoloną. Czyżbyś wolała spędzić tydzień z tamtym? – spytał.
– Coo…? Nieee… – zająkała się Sara, nie mogąc pozbierać myśli. – Po prostu jestem zaskoczona całym obrotem sytuacji – odpowiedziała w końcu. Miała nadzieję, że nie widać po niej zdenerwowania. – Nie przypominam sobie, abym wcześniej pana widziała. Skąd pan pochodzi?
– Pochodzę z San Francisco, ale od pięciu lat mieszkam w Chicago. Przyjechałem tutaj w interesach i zostałem zaproszony na ten bal. Jeżeli chodzi o nagrodę…
– Możesz ją odebrać w poniedziałek – przerwała mu Sara. – Możemy spotkać się tutaj, a potem pojedziemy…
– Nie chcę nagrody. – Tym razem Adam jej przerwał. – To znaczy, byłaby to niesamowita przyjemność spędzić z tobą tydzień, ale nie w taki sposób. Poza tym, ten tydzień nie bardzo mi pasuje.
– To, dlaczego licytowałeś? – spytała zdziwiona Sara
– Hm…, sam nie wiem, dlaczego – zawahał się. – Pieniądze wpłyną jutro na konto ośrodka.
Sara była zdezorientowana, nie wiedziała, co o tym myśleć.
Licytuje, aby spędzić ze mną tydzień, a potem rezygnuje z odbioru nagrody? W dodatku, ten tydzień mu nie pasuje? O co tutaj chodzi?
– On nie jest ciebie wart – szepnął. – Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, a teraz wybacz, muszę już iść – dodał, po czym wrócił do towarzyszącej mu kobiety, której podał rękę i razem wyszli.
Sara odprowadziła go wzrokiem, będąc ciągle w lekkim szoku.
Kim on jest?, pomyślała. Jego ciemne oczy… mogłabym w nich utonąć…, na samo wspomnienie poczuła znajome już dreszcze.
Choć wiele dziewczyn wzdychało na widok Mike’a, to on zupełnie się nimi nie interesował, dlatego Sara dobrze czuła się w jego towarzystwie. Ponieważ nie znalazł jeszcze swojej drugiej połowy, Mike mieszkał sam, a jego najczęstszym gościem była Sara. Wpadała do niego zwykle raz w tygodniu albo i częściej, gdy miała jakiś temat do obgadania.
Jego mieszkanie było małe i przytulne. Kuchnia otwarta na salon, w którym pod jedną ścianą stała wygodna granatowa kanapa, fotel w tym samym kolorze i stolik o drewnianym blacie. Obok znajdował się okrągły stół z naturalnego drewna, a przy nim cztery czarne, welurowe krzesła. Całości dopełniała kuchnia utrzymana w kolorze czerni z akcentami naturalnego jasnego drewna. Brakowało tylko kominka. Sypialnia również była urządzona ze smakiem – wielkie małżeńskie łóżko stało pośrodku, obok niego stolik nocny, na którym leżały książki, a pod ścianą – zabudowana szafa. Z kolei łazienka zaprojektowana była w kolorach błękitu i bieli.
Tak też było tym razem. Mike nie mógł jej towarzyszyć podczas balu, ponieważ jako programista miał akurat pilną robotę w firmie, w której pracował – nagła awaria. Dlatego Sara przyjechała zdać mu relację z przyjęcia.
– Tak po prostu odszedł? – zapytał zdumiony Mike, kiedy teraz jak zwykle siedzieli z podwiniętymi nogami na kanapie, zwróceni ku sobie.
– Tak. Mike, początkowo nie potrafiłam przy nim słowa wydusić, byłam jak zahipnotyzowana – opowiadała Sara. – Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło.
– Cholera, żałuję, że nie poszedłem razem z tobą. – Mike próbował przybrać smutną minę, lecz jego oczy się śmiały. – Jestem ciekawy, jak wygląda ten mężczyzna, który cię tak oczarował…
– Nikt mnie nie oczarował! – oburzyła się Sara.
– Ha ha, mów co chcesz, ale jak dla mnie to on cię oczarował… – zaczął się z nią przekomarzać.
– Te jego czarne jak noc oczy… To tajemnicze spojrzenie… Ten zniewalający uśmiech… I ta pewność siebie… – mówiła rozmarzonym głosem Sara.
Uśmiechnął się, przeczesując palcami blond włosy.
– Zaraz sobie obejrzę twojego czarodzieja w internecie, no i zobaczymy, co piszą na jego temat – powiedziawszy to, sięgnął po telefon i zaczął przeszukiwać sieć.
– Na to nie wpadłam – odpowiedziała Sara i zrobiła to samo.
Okazało się, że nie ma w internecie zbyt wiele na temat Adama Vercrafta, głównie informacje biznesowe i kilka fotek. Na jednej z nich stał u boku kobiety. Była piękna, jej długie blond włosy sięgały do połowy pleców, błękitne oczy promieniały, a na twarzy gościł szczery uśmiech.
Sara poczuła ukłucie w sercu – zazdrość? Zdziwiło ją to niespodziewane uczucie. Jednak, kiedy przeczytała napis pod zdjęciem: Pijany kierowca spowodował wypadek, w którym zginęła Amanda Vercraft, żona Adama Vercrafta, prezesa Fundacji „Patrz sercem”, łza zakręciła się w jej oku.
Długo jeszcze spoglądała na zdjęcie pary. Wcześniejsze uczucie ustąpiło miejsca współczuciu i żalu. Łzy, jedna za drugą potoczyły się po jej policzku. Przypomniała sobie inne zdjęcie i inny artykuł. Zdjęcie, na którym byli jej rodzice i informacja o tragicznej śmierci matki.
Elizabeth zginęła z rąk szaleńca, który napadł ją, gdy wracała z Sarą ze szkoły. Stanęła w obronie córki. Uzbrojony mężczyzna zadał jej kilka ciosów nożem, a potem rzucił się na ośmioletnią Sarę, która uszła z życiem tylko dzięki swojej rozwadze. Zaczęła głośno krzyczeć: „Ratunku, pali się!”. Ktoś z przechodniów ją usłyszał i przybiegł na ratunek, co spłoszyło napastnika. Do Elizabeth wezwano odpowiednie służby, jednak niestety było już za późno. Sara długo obwiniała się za śmierć matki. Mordercę złapano i skazano. Okazało się, że miał więcej przewinień na sumieniu, więc otrzymał surową karę.
Sara po pięciu latach terapii u różnych specjalistów, w końcu trafiła do Alberta Krona, który pomógł jej uporać się z przeszłością. Trwało to kilka lat. W tym czasie zaprzyjaźniła się z Albertem, a gdy ukończyła studia rozpoczęła pracę w ośrodku, by pomagać dziewczętom pokonać trudną przeszłość. Często był to lęk przed mężczyznami wywołany napadem lub gwałtem. Przyjaźń Sary i Alberta trwała już dziesięć lat.
Sara jeszcze raz spojrzała na zdjęcie Adama i Amandy, po czym zamknęła stronę internetową, wytarła ukradkiem mokre oczy i powiedziała na głos:
– Wolałabym się dowiedzieć tego od ciebie…
– Czego? – zapytał Mike wyrwany z przeglądania zdjęć na telefonie.
– Co?
– Czego wolałabyś się dowiedzieć ode mnie? – powtórzył.
– Nic, nie od ciebie. Powiedziałam to na głos?
Przytaknął, przyglądając się jej uważnie.
– Przepraszam, zamyśliłam się i wypowiedziałam swoje myśli na głos. Znalazłeś coś ciekawego? – zapytała zmieniając temat.
– Nic nadzwyczajnego, biznesmen „bez skazy” i do tego bardzo przystojny. – Puścił do niej oko.
– Przestań! – zaczerwieniła się. – Owszem jest przystojny, ale… – urwała, bo przypomniała sobie, jak jej ciało zareagowało na jego dotyk.
– Ale? – dopytywał Mike.
– A już nic. No dobra, kogo tam jeszcze wypatrzyłeś? – uśmiechnęła się. – Kto wpadł ci w oko?
Mike próbował udawać niewiniątko, ale Sara nie dawała za wygraną.
– No pokaż.
Pokazał jej zdjęcie, któremu się przyglądał – zaniemówiła. Na zdjęciu była ona i Adam, akurat w momencie jak całował ją w dłoń.
– Wyglądacie jak para – stwierdził z powagą.
– Skąd to zdjęcie wzięło się w sieci?
Zdjęcie było podpisane: „Sto tysięcy dolarów za tydzień z panną Sarą Angelo, córką Henry’ego Angelo, zapłaci Adam Vercraft prezes Fundacji „Patrz sercem”. Pieniądze zostaną przeznaczone na ośrodek pomocy dla dziewcząt molestowanych seksualnie. Sara Angelo zaproponowała spędzenie tygodnia u jej boku w zamian za datek na ośrodek, co z tego wyniknie? Sary Angelo jak dotąd nie udało się zobaczyć z jakimkolwiek mężczyzną. Czy tym razem coś zmieni się w jej życiu?
Adam Vercraft od śmierci żony nie spotykał się z żadną kobietą, aż tu nagle postanowił wylicytować tydzień z Sarą. Co tych dwoje łączy? Na te i na inne pytania spróbujemy znaleźć odpowiedź i podzielić się nią z wami”.
Podpisano: Redakcja Voice of business.
– No pięknie, teraz mój każdy krok będzie obserwowany – stwierdziła i opadła na poduszkę.
– Kochana, nie przewidziałaś tego? – zapytał Mike, powstrzymując uśmiech. – To teraz trzeba temu podołać. Mało tego… Wiesz co się stanie?
– Co takiego?
– Wiesz jacy są dziennikarze. Pewnie będą grzebać w waszej przeszłości, chyba, że…
– O matko! Nie mogą tego zrobić! – krzyknęła Sara.
– Owszem, mogą, ale… – przerwał. Przyglądał się jej i zdjęciu, nad czymś intensywnie myślał.
– Ale co? Dokończysz wreszcie co masz na myśli?! – niecierpliwiła się.
– Chyba, że dacie im to, czego chcą.
– Niby co?
– No, jak to, co? Tydzień waszego wspólnego życia – dokończył Mike. – To może być bardzo interesujące – dodał i uśmiechnął się do niej łobuzersko.
Sara chciała coś odpowiedzieć, ale właśnie zadzwonił jej telefon.
– Cześć, Albercie, co się stało? – spytała.
– Witaj, Saro. Wiem, że w poniedziałki nie pracujesz, ale czy dasz radę przyjechać do ośrodka na dwunastą? – zapytał Albert.
– Oczywiście, nie ma problemu. Coś się stało? – ta nagła prośba wzbudziła jej zaniepokojenie.
– Mamy tylko zebranie personelu – odpowiedział wymijająco.
– Okej, będę w południe.
– Do zobaczenia.
– Cześć. Do zobaczenia. – Rozłączyła się i zwróciła się do Mike’a: – Dziwne, nigdy nie zwoływali tak nagle zebrania.
– Rozumiem, pewnie musisz już zmykać – odparł ze zrozumieniem przyjaciel. – Miło, że wpadłaś – dodał, odprowadzając ją do drzwi.
– Dzięki, Mike, zadzwonię wieczorem.
– Trzymaj się mała. – Cmoknął ją w policzek.
Prowadząc samochód, Sara wciąż zastanawiała się nad zebraniem, o którym poinformował ją Albert. Jej myśli uciekały również w stronę sobotniego balu i licytacji, którą sprowokowała. Chciała, żeby Jack dał jej w końcu spokój, i wyglądało na to, że się udało. W zamian miała spędzić tydzień z nieznajomym mężczyzną. – z bardzo przystojnym mężczyzną.
Stop!, zganiła samą siebie. Przecież powiedział, że nie będzie tego tygodnia, ale pieniądze przeleje.
I nagle ją olśniło. Zebranie, pieniądze. Pewnie dlatego je zwołali, bo nie spodziewali się takiej kwoty. W jej głowie myśli kłębiły się jedna przez drugą.
Była dopiero jedenasta, więc miała jeszcze chwilkę, aby wpaść do siebie i się przebrać w beżową sukienkę do kolan z delikatnym dekoltem i krótkim rękawem, która pięknie komponowała się z jej opaloną skórą. Na nogi założyła sandałki, a włosy upięła w kucyk. Całość sprawiała, że wyglądała bardzo dziewczęco.
Kiedy przed południem parkowała pod ośrodkiem, nie zauważyła samochodu ojca. Po wejściu do budynku, skierowała się w lewo, gdzie znajdowały się gabinety i sale terapeutyczne. W prawym skrzydle urządzono pokoje dla pacjentek, salę zabaw oraz jadalnię. Na ścianach wzdłuż korytarza wisiały podziękowania, różne prace oraz zdjęcia dziewcząt z ich opiekunami z ośrodka.
Adam, jako prezes Fundacji „Patrz sercem”, wspomagał finansowo różne instytucje. Tym razem zainteresował się ośrodkiem dla dziewcząt molestowanych seksualnie w Nowym Jorku. Ponadto był właścicielem ekskluzywnego hotelu w Chicago i planował otworzenie kolejnego.
Przeglądając stronę ośrodka, natknął się na informację o balu charytatywnym w hotelu The Angelo w Nowym Jorku, który miał odbyć się za trzy dni.
– Sophie – zwrócił się do swojej asystentki – zarezerwuj mi, proszę, lot do Nowego Jorku na pojutrze i nocleg w The Angelo na tydzień.
– Dobrze, panie prezesie – odpowiedziała starsza pani.
– Sophie, prosiłem, żebyś zwracała się do mnie po imieniu. – Uśmiechnął się.
– W porządku, Adamie, zaraz wszystko zarezerwuję.
Sophie była kobietą średniego wzrostu o krótkich blond włosach i niebieskich oczach. Takich, jak jej zmarła córka. Jako samotna matka, nie miała nikogo poza zięciem. Pozostałej rodziny nie znała, sama wychowała się w domu dziecka. Zakochała się w przystojnym koledze z liceum, który zostawił ją samą tuż po urodzeniu się dziecka. Po śmierci córki, by dodać otuchy Adamowi, zaczęła u niego pracować. Była jego asystentką i teściową. Z czasem bardzo się zżyli i świetnie zgrali.
Zadowolony Adam usiadł za biurkiem w swoim gabinecie i jeszcze raz przejrzał informacje na temat ośrodka. Później zerknął na stronę hotelu The Angelo, mając nadzieję, że natknie się tam również na notkę o balu. I owszem, była taka, a nawet więcej. Obok informacji o dacie i godzinie była również informacja o właścicielu hotelu – Henrym Angelo i jego najmłodszej córce Sarze, która miała zająć się zbiórką datków na ośrodek. Poprosił Sophie o połączenie z Henrym, z którym miał kiedyś przyjemność spędzić weekend na zjeździe właścicieli hoteli.
W gabinecie Adama przeważały ciemne barwy – meble w kolorze ciemnego orzecha, brązowe pionowe żaluzje współgrały z ciemnozielonymi ścianami. Dzięki dużym oknom pomieszczenie było dobrze oświetlone dziennym światłem. Odchylił się na fotelu, czekając na połączenie.
– Witaj, Henry – przywitał się, gdy wreszcie usłyszał w słuchawce głos właściciela hotelu The Angelo. – Z tej strony Adam Vercraft, mam nadzieję, że mnie pamiętasz? Spotkaliśmy się w ubiegłym roku na zjeździe hotelarskim.
– Witaj, Adamie, pewnie, że cię pamiętam – odpowiedział radośnie Henry Angelo. – Co u ciebie słychać, chłopcze?
– Wszystko w porządku. A u ciebie?
– Również. Dopinamy ostatni guzik przy organizacji balu charytatywnego… – nie zdążył dokończyć, bo Adam wpadł mu w słowo.
– No właśnie ja w tej sprawie. – Uśmiechnął się do telefonu. – Pamiętasz, że jestem właścicielem Fundacji „Patrz sercem” i wspomagam różne ośrodki i pokrzywdzone osoby?
– Tak, pamiętam. Przyjeżdżaj śmiało, czuj się zaproszony.
– Ha ha – zaśmiał się Adam na głos. – Właśnie moja asystentka potwierdziła rezerwację w twoim hotelu.
– Świetnie, ale nie potrzebnie.
– Dlaczego? – zdziwił się.
– Spędziliśmy sporo czasu razem na zjeździe, więc miło mi będzie ugościć cię u mnie w domu. Wiesz, dzieci się wyprowadziły, mieszkam sam. No, czasem wpadnie mnie odwiedzić Sara i tyle. Musisz ją poznać.
– Z miłą chęcią – odpowiedział, odwracając się w stronę monitora, na którym widniało jej zdjęcie.
Porozmawiali jeszcze chwilę o interesach i rozłączyli się akurat w momencie, gdy Sophie weszła do gabinetu.
– Adamie, tutaj jest zarezerwowany lot, tutaj samochód, pomyślałam, że się przyda. – Uśmiechnęła się. – A tutaj rezerwacja pokoju – dodała.
– Jesteś niezastąpiona, Sophie. – Odwzajemnił jej uśmiech. – To ostatnie nie będzie mi potrzebne.
Sophie zrobiła zdziwioną minę.
– Zostałem zaproszony do domu Henry’ego Angelo.
– Świetnie! To ten Henry, o którym mi opowiadałeś?
Przytaknął jej.
– No to pewnie będziecie mieli sporo wspólnych tematów.
– Dokładnie tak. Sophie… – zatrzymał ją jeszcze, gdy już miała wyjść z gabinetu.
– Tak? – odwróciła się w jego stronę.
– Możesz zerknąć na to zdjęcie i powiedzieć mi co sądzisz?
– Oczywiście… – Sophie obeszła biurko i stając obok Adama, spojrzała na zdjęcie Sary, po czym zaniemówiła.
Sara przypominała trochę jej córkę, kolor oczu, długie włosy, nienaganna sylwetka, niewinny wyraz twarzy.
– Kto to? – zapytała po chwili.
– Córka Henry’ego, Sara.
– Jest trochę podobna do Amandy, ale jest w niej coś… – Zastanowiła się chwilę. – Coś tajemniczego, ale za razem coś delikatnego. – Dokończyła.
– Hm…, tajemnicza delikatność – zaśmiał się.
– Ile ona ma lat?
– Dwadzieścia pięć i z tego co zdążyłem przeczytać na jej temat jest bardzo tajemnicza. Piszą, że z nikim się nie spotyka.
– I będzie zbierać datki na ośrodek podczas balu charytatywnego – doczytała Sophie.
– Sophie, czy masz coś przeciwko, żebym ją poznał bliżej? – zapytał z nadzieją w głosie.
– Adamie, nie mam nic przeciwko. Już dawno powinieneś porzucić tę skorupę, którą się otoczyłeś. Wiem, że kochałeś moją córkę nad życie, ale rozpamiętywanie wszystkiego niczego nie zmieni. Jej już nie ma i musimy się z tym pogodzić – odpowiedziała szczerze.
W jej oczach pojawił się ból i smutek, co nie umknęło uwadze Adama.
– Dziękuję, Sophie – powiedział i wstał, żeby ją uściskać. – Dziękuję, za wszystko co dla mnie zrobiłaś i nadal robisz – dodał.
Był jej naprawdę wdzięczny. Mogła wyjechać, odejść i zostawić go z tym bólem samego. Jednak tego nie zrobiła. Trwała u jego boku, wspierając go w różnych przedsięwzięciach.
– Ja również ci dziękuję, Adamie. – Wydusiła przez łzy. – A teraz idź już i spakuj się na wyjazd. Na pewno ją oczarujesz. – Wychodząc, dodała z uśmiechem: – W takim razie odwołam rezerwację w hotelu.
Odwzajemnił uśmiech i wpadł na pewien pomysł.
– Sophie? – zapytał.
– Coś jeszcze? – zatrzymała się w progu.
– A może byś pojechała ze mną? Kiedy ostatnio wyjeżdżałaś? Odprężysz się, pozwiedzamy trochę miasto. Co ty na to?
Na jej twarzy odmalowało się zaskoczenie pomieszane z radością. Zauważył, że się waha, więc szybko zadecydował za nią.
– To polecenie służbowe – powiedział stanowczo i dodał już luźnym tonem: – Zarezerwuj jeszcze jedno miejsce w samolocie. Henry na pewno nie będzie miał nic przeciwko twojemu towarzystwu. Może ty też trochę poczarujesz.
Oboje wybuchli śmiechem.
– W porządku – zgodziła się. – A więc poczarujemy oboje. Idę zarezerwować sobie bilet…
– Pamiętaj, że masz siedzieć obok mnie! – zawołał jeszcze za nią. – Wiesz, że nie lubię siedzieć obok obcych. – Znów się roześmiali.
To był ich pierwszy wspólny wyjazd od śmierci Amandy. Adam bardzo lubił towarzystwo Sophie i teraz cieszył się, że nie pojedzie sam. Spojrzał jeszcze raz na wyświetlone zdjęcie Sary i poczuł, jak jego serce zaczyna bić mocniej. Wystraszył się tej reakcji, zamknął więc komputer i wstał z fotela, a następnie podszedł do okna, by przez nie wyjrzeć i uspokoić myśli.
Sara zapukała do gabinetu Alberta i nie czekając na pozwolenie, weszła do środka. Albert nigdy nikogo tutaj nie przyjmował, ponieważ do terapii był przystosowany oddzielny pokój, ale tym razem zebrało się w jego gabinecie kilka osób.