Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Kiedy Dario Didone zostaje zamordowany, cały jego biznes spada na barki Lorenza. Nie jest jednak nim zainteresowany. Przed śmiercią swojego mafijnego szefa, na jego polecenie, wyrusza do Rzymu, by zakupić broń. Tam poznaje Federica z jego nieprzyzwoitymi upodobaniami, handlarzy bronią, Tita i Uga oraz młodą dziewczynę, która wpadła w mafijne sidła. Postanawia jej pomóc, lecz jako że jest nieletnia, sprawa staje się wyzwaniem i wymaga zgody jej opiekuna na opuszczenie miasta.
Lorenzo próbuje przeniknąć do handlarzy bronią i tym sposobem odwieźć Federica od jego niecnych zamiarów wobec dziewczyny. Jednocześnie doznaje emocjonalnej rozterki między Mirabellą a Vittorią.
Kogo zatem wybierze? Czy jego serce odnajdzie bratnią duszę? Czy splot różnych wydarzeń pozwoli mu wyznać miłość tej właściwej kobiecie? A może pojawi się ktoś jeszcze?
To dopiero początek historii Lorenza i jego nowych przyjaciół, którzy pojawili się w powieści "Mandat za prędkość". Nie jest ona nierozerwalną częścią "Pożądania na granicy prawa", jednak można ją traktować jako prolog.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 228
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redaktor i korekta: Joanna Borek
Projekt okładki: Kamil Potęga, Studio składam
Skład: Kamil Potęga, Studio składam
ISBN: 978-83-970916-7-2
Sytuacje i postacie opisane w książce są fikcją literacką, a zbieżność nazwisk jest przypadkowa.
Ze względu na sceny przemocy, gwałtu i seksu, książka przeznaczona dla czytelnika 18+
Gatunek: romans mafijny, erotyk, kryminał
Lorenzo Santoro po raz kolejny wyjechał do Rzymu na ważne spotkanie z jednym z bossów w celu zakupu kilku egzemplarzy broni dostępnej tylko na czarnym rynku. Półświatek przestępczy był mu dobrze znany. Potrafił szybko się w nim odnaleźć, musiał tylko uważać, z kim się zadaje i odpowiednio dostosować do sytuacji. Od dłuższego czasu przebywał w Tropea, malowniczym miasteczku, gdzie pozostawił kobietę, w której, jak sądził, się zakochał. Jego ciągłe wyjazdy ograniczały ich spotkania do dość rzadkich, więc, gdy wracał, wynagradzał jej czas rozłąki, obsypując kwiatami, prezentami, czy zabierając na wycieczki w ustronne miejsca, gdzie mogli być tylko dla siebie.
Zanim wszedł do hotelowej restauracji, na wcześniej umówione spotkanie z Federico Gnazzi, upewnił się, że nikt go nie śledził. W holu został dyskretnie przeszukany przez ochronę i zaprowadzony prosto do stolika, gdzie boss jednej z rzymskich mafii kończył właśnie lunch.
– Buongiorno*– przywitał się i poczekał na pozwolenie, by usiąść.
Mężczyzna, około pięćdziesiątki, elegancko ubrany, skinął głową i gestem ręki wskazał miejsce przy stole.
– Buongiorno, Lorenzo – odezwał się, gdy przełknął kęs, który akurat miał w ustach. – Dla kogo potrzebujesz tej broni? – spytał bez ogródek.
– Na własny użytek.
– Hmm… na własny użytek powiadasz, aż sześć sztuk? – W jego głosie dało się słyszeć niedowierzanie.
– Zgadza się. – Lorenzo nie miał zamiaru ujawniać zbyt dużo informacji.
– W porządku. W sumie nie powinno mnie to interesować, skoro płacisz fortunę za te zabawki. Potrzebuję kilku dni, by je przywieźć, teraz płacisz z góry za jedną sztukę, resztę przy odbiorze.
– Nie. Zapłacę za wszystkie przy dostawie. – Jego głos brzmiał stanowczo, a mówiąc to, nie spuszczał wzroku z rozmówcy.
Przez chwilę zaległa cisza, a mężczyźni mierzyli się wzrokiem i czekali, który z nich pierwszy zmięknie.
– W porządku – stwierdził Federico, wzdychając, i skinął na swojego stojącego nieopodal ochroniarza. – Davide będzie z tobą w kontakcie, poda ci miejsce i czas spotkania, lepiej, żebyś był sam i z mamoną.
Przywołany mężczyzna poprosił Lorenza o telefon, zauważył, jak uśmiechnął się pod nosem, przeglądając jego kontakty, by po chwili zapisać swój numer. Wykonał połączenie do samego siebie i oddał mu urządzenie. Powrócił na swoje miejsce, nie odzywając się przy tym ani jednym słowem.
– Kontakt już mamy, zapraszam wieczorem na imprezę…
– Gdzie i o której? – wszedł mu w słowo.
– Konkrety, to lubię. – Uśmiechnął się do niego i ponownie wskazał na Davide. – Wszystko ci wyślę, mam nadzieję, że lubisz spędzać czas w dobrym towarzystwie.
W odpowiedzi tylko się uśmiechnął, to nie była pierwsza impreza, w której uczestniczył. Zazwyczaj był alkohol, narkotyki i panienki. To pierwsze lubił z umiarem, za drugim nie przepadał, lecz od czasu do czasu był zmuszony do działki, będąc w takim towarzystwie, a trzecie, hmm… Dobry seks zawsze sobie cenił, mimo że spotykał się z Mirabellą, to gdy sytuacja tego wymagała, korzystał z okazji. Ostatnio jednak czuł się w takich sytuacjach nieswojo, wielokrotnie zastanawiał się, dlaczego i pewnego dnia doszedł do wniosku, iż po prostu brakuje mu ciekawych rozmów i dyskusji z płcią przeciwną. Niestety na takich imprezach kobiety głównie świadczyły usługi seksualne.
Zamienił jeszcze kilka nieznaczących zdań z Federiciem, po czym powrócił do wynajętego mieszkania niedaleko hotelu. Wracając, czuł na sobie śledzące go oczy, zachowywał się więc tak, jak najbardziej naturalnie potrafił. Szedł pewnie i rozglądał się wokół dyskretnie. Zdziwiłby się, gdyby nikt go nie śledził. Do tego również był przyzwyczajony, a i niejednokrotnie on kogoś obserwował z ukrycia.
Gdy tylko wszedł przez bramę, przystanął i poczekał, ale nikt za nim się nie pojawił. Wspiął się po schodach na pierwsze piętro i otworzył drzwi swojego niewielkiego mieszkania. Zdjął krawat, marynarkę zawiesił na krześle, biała koszula przylepiła mu się do pleców, gdyż na zewnątrz było upalne lato. Pozbył się jej i reszty ubrań, udał się do łazienki, by wziąć chłodny prysznic, a później ubrany tylko w szlafrok, rozsiadł się w fotelu przy otwartym oknie. Z jego ciemnych włosów spływały jeszcze krople wody prosto na odsłonięty wytatuowany tors, nie przeszkadzało mu to. Wziął telefon do ręki i sprawdził, pod jakim hasłem Davide zapisał swój numer, zdziwił się, gdy zobaczył, iż ochroniarz podpisał się tylko swoim imieniem. Odszukał kontakt, który go w tej chwili najbardziej interesował, wybrał go i czekał na połączenie, po kilku sygnałach usłyszał w słuchawce znajomy kobiecy głos.
– Buongiorno, mio caro**, wszystko w porządku? – Uśmiechnął się na dźwięk jej głosu.
– Buongiorno, Lorenzo, tak, scusa***, nie mogę teraz rozmawiać, jestem w pracy, możemy wrócić do rozmowy później?
– Oczywiście, nie ma sprawy, ciao**** – odpowiedział i niechętnie zakończył połączenie.
Oparł głowę na oparcie fotela i spojrzał przez okno, oddając się rozmyślaniom.
Po co do niej zadzwoniłem? – zadawał sobie pytanie. – Ech – westchnął – nie potrafię jej rozgryźć, jest świetna w łóżku i cholernie inteligentna. Jej bystry umysł mnie intryguje i zawsze mamy ciekawe tematy do rozmowy. Przy niej nie ma szans na nudę. Hmm… – Zapatrzył się w dal, próbując wywołać obraz Mirabelli. – Jej ciemne oczy wyglądają… Czy ona się we mnie zakochała? – zastanawiał się, a jego myśli skakały z tematu na temat. – A ja? Co do niej czuję? Kolejna zagadka do rozwiązania. Daje mi swobodę i nie wydzwania natrętnie… Zaraz… – Poprawił się w fotelu. – Czy ona kiedykolwiek zadzwoniła do mnie sama? Chyba to raczej ja dzwonię.
W jego głowie pojawiła się scena z ich ostatniej wspólnej nocy, uśmiechnął się pod nosem, odniósł wrażenie, że rozumieją się bez słów i jakby jedno było dla drugiego stworzone, lecz miał duże wątpliwości, czy to, co ich łączyło, to był tylko seks czy głębsze uczucie? Jedno wiedział na pewno, nie chciał narażać jej na żadne niebezpieczeństwo. Wystarczyło, że sam je brał na siebie.
Jego rozmyślania przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. Odblokował ekran telefonu i odczytał wiadomość od Davide, który wskazał mu miejsce i czas. Zerknął na zegarek i stwierdził, że ma jeszcze jakieś cztery godziny. Wstał i podszedł do szafy, z której wyciągnął czyste ubrania. Wyprasowana biała koszula, bordowy krawat i elegancka marynarka to była jego dewiza, do tego idealnie ogolona twarz. Zanim wyszedł, przyrządził sobie solidną kolację, zjadł, przeglądając wiadomości w Internecie.
Czas płynął leniwie, zawsze, gdy na coś czekał. Przyjechał do Rzymu tylko w jednym celu. Na polecenie swojego szefa miał zakupić broń i dostarczyć do Tropea, przygotowywali się do akcji i potrzebowali dobrego sprzętu. Federico wiedział, kto może mu dostarczyć odpowiedni, trochę jednak czasu zajęło mu dotarcie do niego, więc teraz musi dołożyć wszelkich starań, by utrzymać z nim dobre relacje. Nie mógł odmówić na otrzymane zaproszenie, nie podobało mu się jednak, że Davide przejrzał jego kontakty. Choć opisywał je tylko dla siebie w zrozumiały sposób, to gdyby komuś zależało, bez problemu mógłby każdy numer zidentyfikować, po prostu dzwoniąc pod niego. Postanowił więc, zabezpieczyć dodatkowo swój telefon specjalnym oprogramowaniem, by utrudnić dostęp osobom niepożądanym.
Na imprezę dotarł z niewielkim opóźnieniem, gdy tylko wszedł, przed nim pojawił się Federico w towarzystwie dwóch kobiet, pewnej siebie brunetki i wystraszonej blondynki.
– Punktualność nie jest twoją dewizą – powitał go z ironią w głosie.
– Zatrzymał mnie ważny telefon – skłamał i spojrzał na jego towarzyszki.
– Vittoria i Giorgia – gospodarz przedstawił je z uśmiechem – dotrzymają ci towarzystwa.
– Aż dwie? – zdziwił się Lorenzo. – Czym sobie zasłużyłem na taką hojność?
Federico roześmiał się w głos i poklepał go po ramieniu.
– Widzę, że masz poczucie humoru, świetnie. Później przedstawię cię kilku osobom, tymczasem rozgość się i… – zrobił krótką pauzę, bacznie mu się przyglądając – jeśli nie chcesz dwóch, to jedną zabieram ze sobą. Pozwalam ci zatem wybrać. – Rozłożył ręce, wskazując na kobiety.
– W takim razie chętnie spędzę czas w towarzystwie Vittorii – odpowiedział i podał jej swoje ramię jak prawdziwy dżentelmen.
Uśmiechnęła się do niego nieśmiało, a gdy tylko Federico oddalił się od nich, odważyła się wyszeptać:
– Dziękuję.
Ton, w jakim to wypowiedziała, zaniepokoił go, spojrzał więc prosto w jej oczy, w których dostrzegł przerażenie.
– Vittoria, ile ty masz lat? – wyszeptał prosto do jej ucha.
– Jaa – zająknęła się – mam dwadzieścia lat.
Przyjrzał się jej i pokręcił głową z niedowierzaniem. Nie wyglądała na tyle, miała na twarzy zbyt mocny makijaż, przez to mogła wyglądać na starszą. Intuicja podpowiadała mu jednak, że to zmyłka, tak samo jak jej strój. Nie pierwszy raz zetknął się z nieletnimi dziewczynami do towarzystwa, wywołało to u niego niechęć do gospodarza, który prawdopodobnie wykorzystywał młode dziewczęta. Był tutaj jednak gościem i nie mógł nic zrobić, potrzebował tej broni, więc musiał grać tak, jak mu zagrają.
– Słuchaj – szepnął jej znowu do ucha – złap mnie za ramię, jeśli masz mniej lat. – Wziął wdech, czując jej dotyk. Nagle przez jego głowę przemknęła myśl, że Federico sprawdza, jak się wobec niej zachowa. Złapał ją za rękę i wyprowadził na taras, wybierając miejsce, by mógł kontynuować rozmowę, nie wzbudzając podejrzeń. Stanął przodem do lokalu, obserwując ukradkiem, co dzieje się wewnątrz. – Kim jest dla ciebie Federico? – zapytał bez ogródek.
– Poznałam go kilka dni temu, przyprowadziła mnie Giorgia…
– A ona kim jest?
– Nie wiem, spotkałam ją w sklepie… – urwała na moment i spuściwszy wzrok kontynuowała: – zaproponowała dwieście euro za towarzystwo na imprezie.
Porca miseria*****, co tutaj się jeszcze wyprawia?! – Rozejrzał się uważnie po pozostałych dziewczynach. – Wydaje się, że ona jest najmłodsza i nie jest z tutaj z własnej woli. Coś innego musiało się wydarzyć, nie wierzę, że ta niewinnie wyglądająca dziewczyna skusiłaby się na pieniądze. Jej niezadowolona mina mówi sama za siebie.
– Czy ktoś ci wytłumaczył, w jakim sensie masz być towarzystwem? – zapytał, widząc jej zaszklone oczy, które spojrzały na niego, gdy się odezwał. W odpowiedzi pokręciła tylko głową. – Va bene******, w takim razie trzymaj się mnie, porozmawiamy później, bo ktoś do nas idzie…
– Tutaj jesteście – zaświergotała Giorgia. – Lorenzo, wszystko w porządku?
– Wyszliśmy zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. – Mrugnął do nadchodzącej kobiety.
– Federico cię szuka, czeka razem z jakimiś facetami na ciebie. Zostanę z Vittorią.
Giorgia wyglądała na starszą i pewną siebie kobietę, mogła mieć koło dwudziestu ośmiu, trzydziestu lat, a towarzystwo na imprezie najwidoczniej jej odpowiadało. Za pieniądze była gotowa zrobić wszystko, tak ją właśnie odebrał. Niechętnie zostawił dziewczynę pod jej opieką. Gdy tylko przekroczył próg tarasu, Davide skinął na niego ręką, podszedł więc do niego i pozwolił zaprowadzić się do drugiego pomieszczenia, gdzie oprócz Federica siedziało jeszcze dwóch mężczyzn. Gospodarz przedstawił ich jako Tito i Ugo.
– Gdybyś potrzebował czegoś mocniejszego od tego, co zamówiłeś, to Tito i Ugo mogą ci to dostarczyć, możesz się kontaktować z nimi bezpośrednio, ja mam jeszcze inne sprawy i czasem mogę być nieosiągalny. Dla nich nie ma rzeczy niemożliwych. Cygaro? – zapytał, podsuwając w jego kierunku otwarte pudełko.
– Dziękuję, nie palę.
To była jedyna rzecz, którą mógł odmówić w takim towarzystwie. Przez kolejną godzinę wysłuchiwał prezentacji arsenału, jaki był w posiadaniu dwóch poznanych mężczyzn. Z każdym ich słowem nie dowierzał w to, o czym opowiadali, zastanawiało go tylko, w jaki sposób weszli w jego posiadanie. Ustalił sposób i miejsce wymiany towaru na pieniądze. Zanim opuścił pokój, w którym rozmawiali, Federico podszedł bliżej i uśmiechnął się pod nosem.
– Mam nadzieję, że lubisz dziewice?
Lorenzo spojrzał na niego, początkowo nie rozumiejąc, o czym mówi, dopiero po chwili uświadomił sobie, że chodzi o Vittorię.
– Szczerze? Nie pamiętam, czy kiedykolwiek z jakąś spałem.
– W takim razie będziesz miał okazję.
Gospodarz roześmiał się w głos i wyprowadził go z gabinetu do głównego pomieszczenia, gdzie reszta gości wyśmienicie się bawiła. Część z nich była już pod wpływem alkoholu i podrywała obecne dziewczyny, w powietrzu unosił się dziwny zapach, zapewne jakiejś substancji odurzającej.
– Giorgia znalazła ją dla mnie, ale jest twoja, sypialnie są na końcu korytarza. – Ruchem głowy wskazał kierunek.
– Wybacz, lecz nie lubię hotelowych pokoi. Jeśli to nie problem, to zabiorę ją do siebie – zwrócił się Lorenzo do Federica, który właśnie gasił cygaro na pobliskim talerzu, nie zważając, że ktoś trzymał go w ręku i z niego jadł.
– Zwykle bym się na to nie zgodził, ale to dziewczę jest tak wystraszone, że pewnie musiałbym ją wziąć siłą, a dzisiaj nie mam na to ochoty. Także zabierz ją, gdzie tylko chcesz. Davide będzie się z tobą kontaktował w naszej sprawie i pozdrów ode mnie szefa.
– Oczywiście.
Pożegnali się i wreszcie mógł wyjść z przyjęcia. Odszukał wzrokiem Vittorii i zdecydowanym krokiem podszedł do niej, akurat w momencie, gdy jakiś upojony alkoholem gość zaczął ją obmacywać. Postukał go w ramię i poczekał, aż ten się odwróci w jego stronę.
– Wybacz, ta panna jest dzisiaj moja, prezent od Federica.
Nieznajomy uniósł ręce w geście poddania się i odstąpił od dziewczyny, Lorenzo nie zwlekając, złapał ją za rękę i stanowczo pociągnął za sobą. Początkowo szła chętnie, lecz gdy tylko przestąpili próg lokalu i drzwi za nimi się zamknęły, zaczęła stawiać opór i próbowała uwolnić rękę z uścisku jego dłoni.
– Nie szarp się, idziesz ze mną, chyba że chcesz, by tamten facet cię przeleciał? – zapytał ostrzej. Nie mógł inaczej, przebywał na terytorium wroga i cały czas czuł czyjeś baczne spojrzenie na sobie. – Słuchaj albo pójdziesz grzecznie ze mną, albo cię po prostu stąd wyniosę. Wybieraj. – Jego głos był stanowczy.
Dziewczyna najpierw zrobiła wielkie oczy, a potem spuściła głowę i grzecznie poszła za nim. Na zewnątrz czekała już taksówka, gdy zajęli miejsce, podał swój adres i spoglądając za okno, oddał się rozmyślaniom.
I co dalej? Coś za łatwo mi ją oddał, czyżby tylko grała i pracowała dla niego, by wyciągnąć jakieś informacje ode mnie? Hmm, czy mógł przewidzieć, że zechcę zabrać ją do siebie? Porca miseria! Że też dałem się w to wkręcić. Co mam z nią zrobić? Przecież gołym okiem widać, że jest nieletnia. – Zerknął na nią dyskretnie, nie wyglądała już na wystraszoną, odniósł wrażenie, że raczej jest jakby nieobecna. – Czyżby była pod wpływem jakiegoś narkotyku?
– Vittoria – zwrócił się do niej – brałaś jakieś narkotyki?
Przełknęła ślinę, spojrzała na niego i w odpowiedzi pokręciła tylko głową, dłonie zacisnęła na małej, czarnej torebce.
Chwila! Skąd się wzięła ta torebka? Nie kojarzę, by ją wcześniej miała ze sobą.
Bez wahania sięgnął po nią, zdziwiona jego reakcją nie zdążyła jej obronić, a na jej twarzy wypłynęły rumieńce. Zajrzał do środka, na dnie leżało kilka prezerwatyw, telefon i jakiś dziwny, podłużny przedmiot. Zerknął na kierowcę, lecz ten był skupiony na drodze, nie chcąc ryzykować, zamknął szybko torebkę i oddał dziewczynie.
Jakie urządzenie może mieć taki kształt? Na pendrive za duże, powerbank? – zamyślił się. – Niee, zdecydowane to nie powerbank, to… porca miseria, to dyktafon! No świetnie. I co teraz? Jak mam się zachować? Nie wykorzystam jej! W żadnym razie, przecież gotowa jest od razu pójść z tym na policję… Zaraz… czy aby na pewno? Hmm, tak czy siak najpierw zamienię z nią słowo i już nawet wiem, gdzie… w łazience! To będzie odpowiednie miejsce, tam nie zabierze torebki.
W momencie, gdy wymyślił, gdzie z nią porozmawia, kierowca taksówki zatrzymał się pod jego mieszkaniem. Zapłacił, pozostawiając solidny napiwek, wysiadł i poczekał na dziewczynę. Złapał ją za ramię i pociągnął do środka budynku, wepchnął do swojego mieszkania, starannie zamykając za sobą drzwi. Schował klucz do kieszeni marynarki, którą właśnie zdjął i zawiesił na krześle. Przyglądał się stojącej pośrodku pokoju zdezorientowanej dziewczynie. Rozwiązał krawat i zdjął z szyi, trzymając go luźno w ręce, podszedł do niej bliżej, mierzył ją wzrokiem z góry na dół.
– Od czego zaczniemy? Chcesz się czegoś napić na rozluźnienie, czy mam cię od razu rozebrać? A może wolisz zrobić to sama? – Mówił głośno i wyraźnie, gdy stanął bezpośrednio przed nią, wzrostem sięgała mu do ramion, odchyliła głowę i wtedy mógł zajrzeć w jej błękitne, wystraszone oczy, a w jego głowie pojawiła się nagle myśl: – Ma piękne oczy, wystraszone i piękne…
Czekał na jej odpowiedź, gdy milczała, nachylił się nad nią i zamarł w bezruchu tuż nad ustami, cały czas bacznie obserwował jej zachowanie, drżała, ale nie ruszyła się z miejsca. – No dobra, to trochę się zabawimy, nie lubię tego, ale czego się nie robi dla publiczności. Haha dla publiczności, dobre. – Zaśmiał się i kalkulował w głowie kolejne ruchy, by wypadły jak najbardziej wiarygodnie dla podsłuchiwaczy.
Jedną ręką zabrał jej torebkę, rzucił ją niedbale na fotel stojący pod oknem, drugą zaś złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie, w geście obrony położyła obie dłonie na jego torsie i próbowała go odepchnąć, lecz jego uścisk był stalowy. Poczekał, aż się uspokoi i podda, wtedy wolną dłonią sięgnął do jej upiętych włosów, wyciągnął z nich kilka spinek, każdą rzucając na podłogę. Jego oczom ukazały się długie blond loki, położył dłoń na jej potylicy i przyciągnął do siebie, jednocześnie przywierając do jej na wpółotwartych, czerwonych ust. Nie spodziewał się, że odwzajemni jego pocałunek, zaskoczyła go, przerwał więc i odsunął ją od siebie.
– Idź do łazienki i zmyj to świństwo z twarzy – rzucił i podszedł do jej torebki. Ostrożnie wyjął podłużny przedmiot i uważając, by nie dotknąć żadnego przycisku, obejrzał go z każdej strony. Tak jak się domyślał, był to dyktafon, włączony na nagrywanie. Odłożył go z powrotem na miejsce i poszedł za nią do łazienki. – Kto ci go dał? – zapytał, zamykając po cichu drzwi.
Spojrzała na niego z rozpaczą.
– Giorgia – wyszeptała.
– Spokojnie, nie zrobię nic, czego byś nie chciała. Jednak dla nich – skinął ręką w kierunku drzwi – musimy zagrać, dasz radę?
* Buongiorno – tłum. z języka włoskiego – Dzień dobry.
** Mio caro – tłum. z języka włoskiego – Kochanie.
*** Scusa – tłum. z języka włoskiego – Przepraszam.
**** Ciao - tłum. z języka włoskiego - Cześć.
***** Porca miseria – tłum. z języka włoskiego – jasna cholera.
****** Va bene – tłum. z języka włoskiego – dobrze.
Kilka dni wcześniej.
Vittoria weszła do niewielkiego butiku w poszukiwaniu stroju na szkolną imprezę. Przejrzała kilka kreacji zawieszonych na stojaku, zerkając na ich ceny. Zrezygnowana chciała już wyjść, gdy podeszła do niej jakaś młoda kobieta trzymająca w ręce sukienkę, której wcześniej się przyglądała.
– W tej byłoby ci do twarzy – odezwała się niewysoka brunetka.
– Jest zbyt droga, nie stać mnie na nią – stwierdziła i ruszyła w kierunku drzwi. Nagle poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Zatrzymała się i spojrzała na osobę, która ją przytrzymała. To dalej była ta kobieta, westchnęła i zwróciła się do niej: – Już mówiłam, nie stać mnie na nią, proszę mnie puścić.
– Kupię ci ją za drobną przysługę. Potrzebuję towarzystwa przy dzisiejszej kolacji.
– Towarzystwa? – zdziwiła się na usłyszaną propozycję.
– Tak, najzwyklejszego towarzystwa podczas posiłku. Co ty na to?
Vittoria spojrzała na kobietę z dużą nieufnością, nie mogła uwierzyć, że za coś takiego może dostać ten właśnie strój.
– Za zjedzenie z tobą kolacji dostanę tę sukienkę? – upewniała się z dalszym niedowierzaniem.
– Dokładnie tak. Jestem Giorgia, a ty? – Kobieta przedstawiła się i z uśmiechem wyciągnęła do niej rękę.
– Vittoria… – Jeszcze raz spojrzała na kreację i zamilkła na kilka sekund. – Va bene. Gdzie mam przyjść?
Nowo poznana kobieta uśmiechnęła się szeroko i poprosiła ją o telefon, w którym oprócz swojego numeru zapisała dokładny adres i godzinę, zapłaciła za sukienkę i wyszła.
– Odbierzesz ją wieczorem. Załóż coś eleganckiego i prostego – rzuciła na odchodnym.
Oszołomiona dziewczyna, tym, co przed chwilą zaszło w butiku, stała w bezruchu i patrzyła za znikającą po drugiej stronie ulicy Giorgią. Jej ciemne włosy rozwiał podmuch letniego wiatru, gdy wsiadała do zaparkowanego samochodu. Kierowca zamknął za nią drzwi, wsiadł i odjechali.
Coś prostego i eleganckiego… Czy ja coś takiego mam? – Zaczęła w głowie przeglądać swoją garderobę. Zamyślona wyszła ze sklepu i piechotą przemierzyła drogę do domu, przystanęła przed furtką i spojrzała na sąsiedni budynek, w którym mieszkała jej koleżanka. – Nie… – odpowiedziała w myślach i zdecydowanym krokiem poszła do siebie.
Mieszkała razem ze starszym bratem, którego wiecznie nie było i schorowaną ciotką, siostrą ich matki, ojca nie znali. Według cioci każde z nich miało innego, matka zmarła, gdy miała pięć lat i ledwo ją pamiętała, a ciotka nie chciała rozmawiać o jej rodzicach. Weszła więc do domu i skierowała się od razu do swojego maleńkiego pokoiku. Mieścił się z tyłu budynku, posiadał widok na niewielki ogródek, który ciocia uwielbiała pielęgnować. Otworzyła swoją garderobę i zaczęła ją przeglądać z nadzieją, że znajdzie coś prostego i eleganckiego.
– W co mam się ubrać? – zapytała samą siebie na głos.
– A gdzie się kochana wybierasz? – Za jej plecami, w drzwiach, odezwała się ciotka.
– Koleżanka zaprosiła mnie na kolację do restauracji, mam założyć coś prostego i eleganckiego, przejrzałam już wszystko i chyba nie pójdę. – Usiadła zrezygnowana na łóżku.
Ciotka podeszła bliżej i zerknęła na to, co jeszcze wisiało w szafie, po czym bez słowa wyszła, by po chwili powrócić z jakimś zakurzonym pudełkiem.
– Nie wiem, dlaczego je zatrzymałam… – zaczęła, zdmuchując kurz z wieczka. – Tutaj są trzy sukienki twojej mamy… Może któraś będzie dobra… – Z nadzieją w głosie podała jej pudło.
Vittoria dostrzegła w jej oczach łzy, domyśliła się tylko, jak mocno ciocia kochała swoją siostrę. Przejęła jej rolę z oddaniem i otoczyła ją wielką miłością, zawsze mogła liczyć na wsparcie swojej opiekunki. Podeszła do niej i ją uścisnęła, jednocześnie odbierając z jej rąk pudełko. Z drżeniem zdjęła pokrywę i wyciągnęła pierwszą sukienkę. Była w idealnym stanie, w kolorze jej oczu, przyłożyła ją do siebie i spojrzała w lustrze. Sukienka sięgała do kolan, była lekko rozkloszowana i miała cieniutkie ramiączka, a w pasie znajdował się biały pasek z pozłacaną klamrą. Bardzo jej się spodobała, lecz ciekawość sprawiła, że sięgnęła po kolejną, tym razem w kolorze ciemnej czerwieni. Lekko połyskujący materiał był skrojony dość prosto, by przylegać do kobiecej figury, sięgała jej do połowy ud i była bez ramiączek.
Przyłożyła ją do siebie z niechęcią, czerwień zdecydowanie nie był jej ulubionym kolorem i patrząc na swoje odbicie w lustrze, stwierdziła w myślach, że wygląda jak puttana*******. Odłożyła ją na stos ubrań, które nie odpowiadały na dzisiejszy wieczór. Na dnie pudełka pozostała ostatnia sukienka, czarna. Tego koloru nienawidziła, kojarzył jej się tylko ze śmiercią, tylko z czystej ciekawości po nią sięgnęła. Charakteryzowała się dość głębokim dekoltem w szpic i krótkimi rękawkami, dół sukienki był prosty, do kolan, z rozcięciem z lewej strony, aż do połowy uda. Spojrzała na ciotkę.
– Przymierz ją.
Zrzuciła z siebie top i spodenki, jej ciało było już opalone, choć lato dopiero się rozpoczęło, założyła najpierw błękitną sukienkę, czuła się w niej dobrze, lecz odniosła wrażenie, że nie nadaje się na kolację. Przed jej oczami pojawił się obraz Giorgii, brunetki w prostej, krótkiej sukience w kolorze butelkowej zieleni. Sięgnęła więc po czarną kreację, gdy spojrzała na siebie w lustrze, poczuła się bardzo dorośle. Ten kolor dodawał jej powagi i lat, a sukienka była idealna na wieczór, w dodatku, jakby była szyta na nią. Zakręciła się na pięcie i podeszła jeszcze raz uściskać ciotkę.
– Dziękuję ciociu, jesteś kochana.
– Oj, dziecko moje drogie, czy ktoś cię później odprowadzi? – zapytała z troską w głosie i łzami w oczach.
– Wezmę taksówkę i będę pod telefonem, gdybyś mnie potrzebowała – odpowiedziała, a w duchu modliła się, by ciotka nie spytała o koleżankę.
Została sama w pokoju, przejrzała się raz jeszcze w lustrze i zastanawiała, co zrobić z włosami, nie mogąc się zdecydować, zdjęła sukienkę i poszła wziąć prysznic, gdyż dzień był upalny. Do hotelu, w którym była umówiona, miała godzinę spacerkiem, nie chcąc się spóźnić, postanowiła, że wyjdzie odpowiednio szybciej. Założyła wygodne buty i stwierdziła, że nie pasują do sukienki. Westchnęła i sięgnęła po szpilki, które kupiła sobie na urodziny, by zakładać je na specjalne okazje, a że były czarnego koloru, to pasowały do każdej sukni. Włosy upięła w luźny kucyk na lewym boku, na usta nałożyła błyszczyk, a powieki musnęła jasnym cieniem. Nie lubiła mocnego makijażu. Przejrzała się po raz setny i uznała, że wygląda okej. Nikt nie powinien podejrzewać, że ma dopiero szesnaście lat. Już miała wychodzić, gdy zadzwonił jej telefon, spojrzała na ekran, na którym wyświetliła się informacja numer nieznany.
– Halo? – spytała nieśmiało.
– Vittoria, to ja, Giorgia. Pomyślałam, że podjadę po ciebie za jakieś pół godziny, va bene?
– Właśnie miałam wychodzić… – zaczęła się tłumaczyć.
– Ooo, jesteś już gotowa – kobieta jej przerwała – świetnie, to podaj mi adres i od razu przyjedziemy.
Vittoria podyktowała swój adres, a dopiero potem uświadomiła sobie, że Giorgia powiedziała w liczbie mnogiej i zaczęła się bać. Wróciła do pokoju i z szuflady swojego biurka wyciągnęła gaz pieprzowy, który szybko schowała do torebki. W drzwiach stanęła ciotka.
– Coś się stało, że się wróciłaś? Kto dzwonił?
– Koleżanka, Giorgia, przyjedzie po mnie.
– Aaa, no to dobrze, bo już zaczynałam się martwić i zastanawiać, czy cię w ogóle wypuścić w tym stroju.
– Ciociu… tutaj na kartce – wskazała na swoje biurko – zapisałam adres, gdzie będę, tak na wszelki wypadek, żebyś się nie martwiła.
– Kochane dziecko z ciebie. Ślicznie wyglądasz, w tej sukience przypominasz swoją mamę, jesteś do niej bardzo podobna.
– Dziękuję, ciociu… – przerwała, bo ktoś zatrąbił pod ich domem. – To chyba po mnie, będę uważać.
Uścisnęła ciotkę i szybko udała się do wyjścia. Rzeczywiście pod domem czekała już Giorgia i nie była sama. Za kierownicą czerwonego kabrioletu siedział mężczyzna, był znacznie starszy od niej, o czym świadczyły srebrne nitki na jego głowie, na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, więc nie była w stanie dojrzeć jego oczu, uśmiechnął się szeroko na jej widok i wysiadł z samochodu, by umożliwić jej wejście na tyły. Obok niego machała do niej Giorgia, włosy miała spięte w kok, a z tyłu siedział kolejny mężczyzna w wieku prawdopodobnie zbliżonym do kierowcy, nie wyglądał na zainteresowanego, rozmawiał z kimś przez telefon.
– Buongiorno, Vittoria, poznaj Federico – Giorgia wskazała kierowcę – i Davide. Siadaj i jedziemy, bo umieramy wszyscy z głodu.
– Buongiorno, signore – przywitała się Vittoria, niepewnie podchodząc do samochodu.
– Buongiorno, Vittoria, mów do mnie Federico, wsiadaj, mio caro. – Podał jej rękę, by mogła się jej przytrzymać, wsiadając.
Widząc, że zajęcie miejsca nie będzie należało do łatwych, przyjęła wyciągniętą dłoń, była silna i ciepła, zrobiła krok do środka, odsłaniając opalone udo, wtedy jego druga dłoń spoczęła na jej plecach. Poczuła się nieswojo, więc zajęła szybko miejsce obok drugiego mężczyzny i zapięła pasy. Federico zajął miejsce za kierownicą i ruszył z piskiem opon, aż spacerujące osoby spojrzały w ich kierunku. Vittoria chciała zapaść się pod ziemię, czuła, jak po plecach oblewa ją zimny pot, a serce waliło jak dzwon. Siedziała wystraszona i rozglądała się wokół.
Dokąd mnie zabierają? Co chcą mi zrobić? O mamo! Boję się! Czemu zachciało mi się tamtej sukienki?!
– Vittoria, wszystko w porządku? – Usłyszała nagle pytanie Giorgii, przytaknęła jej tylko głową. – Sukienka jest w torbie obok ciebie.
Zerknęła ukradkiem i posłała jej blady uśmiech, już jej nie chciała, jedyne czego pragnęła, to powrót w zaciszne miejsce w domu, gdzie czuła się bezpiecznie. Samochód zatrzymał się w porcie przy ekskluzywnej restauracji. Na miejscu obsługa otworzyła drzwiczki osobom siedzącym z przodu, by mogli wysiąść, a następnie umożliwili wysiadkę z tylnego siedzenia. Federico ponownie służył jej pomocną dłonią, jednak tym razem poprzestał tylko na samej pomocy. Gdy tylko wysiadła, puścił jej rękę i udał się do osób, które wyszły mu już na spotkanie. Vittoria obserwowała ich podczas powitania, stojąc obok Giorgii, ta coś jej szeptała do ucha, ale nie była w stanie jej słuchać. Dopiero gdy ją delikatnie uszczypnęła, spojrzała na nią pytającym wzrokiem.
– Dziewczyno, nie wpatruj się tak w tych facetów, bo jeszcze cię porwą. Gdyby ktoś pytał, to jesteś z Federiciem, rozumiesz?
Kiwnęła jej głową, ale i tak nic nie zrozumiała, przecież tylko z nimi przyjechała, dlaczego więc ma mówić, że z nim jest?
– Vittoria, Giorgia – zwrócił się do nich Federico.
Giorgia szarpnęła ją za ramię i ruszyły z miejsca do przywołującego ich mężczyzny, usiadły na wskazanych miejscach. Federico posadził ją obok siebie, po prawej stronie, a z jej drugiej strony usiadła towarzysząca im kobieta.
– Uśmiechnij się – szepnęła jej do ucha – po kolacji pojedziesz do domu.
– Scusa – odezwała się Vittoria – muszę do toalety.
– Pójdę z tobą – stwierdziła Giorgia i wyszły obie. Gdy znalazły się poza zasięgiem wzroku i słuchu pozostałych, dodała: – Dziewczyno, to zwykłe spotkanie, zaprosiłam cię do towarzystwa, a wyglądasz, jakby mieli cię zaraz obedrzeć ze skóry.
– Bo… – zaczęła – nie wiem, jak się zachować. Myślałam, że będziemy tylko my.
– Słuchaj. Federico lubi pokazywać się w towarzystwie kobiet, udaje kobieciarza, ale to twardo stąpający po ziemi biznesmen. Nie masz się czego bać. Kolacja się skończy, to Davide odwiezie cię od razu do domu.
– Davide? Miałaś ty mnie odwieźć.
– Zobaczymy jeszcze, które z nas. A teraz przypudruj nosek i wracamy.
Wzięła więc głęboki wdech, wyciągnęła z torebki błyszczyk, chcąc poprawić sobie usta, lecz Giorgia była szybsza i wyrwała go z ręki. Wyciągnęła swoją szminkę, pomalowała jej usta i rozpuściła włosy.
– No, teraz lepiej. – W głosie było słychać nutę zadowolenia. – Z tym błyszczykiem wyglądałaś jak dziecko…
– Ale ja mam szesnaście lat, więc…
– Więc możesz już malować usta ostrzej. Teraz wyglądasz poważniej. Wyprostuj się i wejdź pewnym krokiem. Wyobraź sobie, że jesteś bardzo ważną osobą – instruowała.
Vittoria spojrzała na nią wielkimi oczyma.
Ja? Bardzo ważną osobą? Aaa, mam udawać… to chyba potrafię… A jak nie i wyjdzie komicznie?
– Nie umiem tak. – Zatrzymała Giorgię słowami.
– Czego nie umiesz? – spytała poirytowana. – Wyjść tam i udawać, że jesteś tutaj panią, a reszta ma ci usługiwać? Nigdy nie bawiłaś się w księżniczkę?
– Bawiłam… – odpowiedziała nieśmiało.
– No to ruszaj, księżniczko. – I otworzyła przed nią drzwi toalety.
Pierwsze kroki zrobiła niepewne, każdy kolejny wychodził jej już lepiej, by dobrze wejść w rolę, uniosła dumnie głowę i wyprostowała plecy. Podchodząc do stolika, zauważyła lekkie poruszenie, aż Federico zamilkł i odwrócił się w ich stronę. Szła z takim impetem, że o mało nie wpadła na kelnera niosącego puste talerze z innego stolika.
– Zwolnij. – Usłyszała za plecami.
Gdy tylko pojawiła się przy stoliku, Federico wstał i odsunął jej krzesło, następnie to samo zrobił dla Giorgii, zanim usiadł, szepnął jej do ucha:
– Intrygujesz mnie, mio caro.