Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł
Wojna z Irakiem w latach 80. XX wieku, fatwa nałożona na Salmana Rushdiego, bunt kobiet po śmierci Jiny Mahsy Amini, włączenie się w wojnę pomiędzy Izraelem a Hamasem ‒ Iran nie pozwala o sobie zapomnieć i rzadko znika z prasowych nagłówków.
Dawniej znany jako Persja – najstarsze z imperiów świata i skrzyżowanie cywilizacji, gdzie jedwabny szlak umożliwiał wymianę między Zachodem a Chinami. Dziś to Republika Islamska Iranu, łącząca elementy demokracji i religijnej dyktatury, będąca jednym z kluczowych eksporterów gazu ziemnego i ropy naftowej.
Jak do tego doszło? Jaki właściwie jest ten dzisiejszy Iran?
Ali M. Ansari w swojej książce zabiera czytelników w podróż przez burzliwe dzieje tego kraju. Zaczyna od upadku Persji jako wielkiego mocarstwa, potem opisuje kolejne rewolucje i dojście do władzy ajatollaha Chomejniego, a następnie analizuje dzisiejszy Iran tworzony przez jego następcę, ajatollaha Chameneiego.
Na koniec Ali M. Ansari komentuje obecną sytuację polityczną w Iranie. Ten wyjątkowy dodatek powstał specjalnie z myślą o polskim wydaniu.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 212
Dla Mimi
Podziękowania
Każda książka to dzieło wspólnego wysiłku i nie inaczej jest w przypadku niniejszej. Pragnę podziękować dwóm anonimowym recenzentom za drobiazgową lekturę tekstu oraz ich komentarze, a także mojej korektorce, Leigh Mueller, za skrupulatne przebrnięcie przez rękopis i wyłowienie wszelkich nieuniknionych nieścisłości. Jestem również wdzięczny National Archive za możliwość wykorzystania fragmentów dokumentów z ich zbiorów. Przede wszystkim jestem jednak winny słowa podziękowania moim redaktorom, Louise Knight oraz Inès Boxman, które bezpiecznie doprowadziły ten statek do portu. Wszelkie błędy oraz niefortunne zwroty, jakie przetrwały w tekście, są już wyłącznie dziełem mojej nieumyślności.
WSTĘP
Krajobraz rewolucji
Iran rzadko kiedy schodzi z prasowych nagłówków, ale równie rzadko gości tam w pozytywnym świetle. Przez większą część dziejów Islamskiej Republiki Iranu związki Iranu ze światem naznaczone były ciągiem kryzysów, na czele z „islamską” rewolucją z 1979 roku – prawdopodobnie pierwszą w dziejach relacjonowaną przez telewizję – której przebieg wyznaczały okrutne i krwawe zajścia. Kryzys zakładników w ambasadzie Stanów Zjednoczonych, relacjonowany co noc w amerykańskiej telewizji, sprawił, że wydarzenia w Iranie trwale wryły się w coraz bardziej nieprzejednane amerykańskie umysły.
Od tamtej pory każdą dekadę naznaczał konkretny konflikt: wojna z Irakiem zdefiniowała lata 80. XX wieku, fatwa nałożona na Salmana Rushdiego nie pozostała bez wpływu na relacje międzynarodowe w kolejnym dziesięcioleciu, a początek nowego stulecia zaogniły skutki zamachów z 11 września i niegasnącego kryzysu związanego z programem nuklearnym Iranu. Powyższe punkty zapalne w znacznej mierze zdefiniowały sposób postrzegania Iranu, a także przyczyniły się do zaciemnienia naszej perspektywy i ukrycia wewnętrznych czynników politycznych, które wpłynęły na rozwój tego kraju.
Nic dobitniej o tym nie świadczy jak powszechne zaskoczenie, jakie zdjęło świat na wieść o zajściach z września 2022 roku wywołanych śmiercią Jiny Mahsy Amini z rąk „policji moralności”. Bunt wzniecony wówczas przez kobiety, domagające się podstawowych praw, można zrozumieć wyłącznie w kontekście całkowitego rozkładu stosunków między państwem a społeczeństwem, jaki przeżerał Republikę Islamską w ciągu ostatnich dwudziestu lat.
Mało tego, ostatnie protesty odzwierciedlają wołania o reformy ustrojowe państwa i fundamentalne prawa, wybrzmiewające od ponad stulecia w politycznych dziejach Iranu, czego wczesnym zwiastunem była pierwsza rewolucja Iranu, tak zwana rewolucja konstytucyjna z 1906 roku. Choć później przyćmiła ją rewolucja islamska z 1979 roku, to ta pierwsza odcisnęła znacznie głębsze piętno na myśli i działalności politycznej społeczeństwa. Stanowi ona punkt odniesienia dla wszystkich badaczy historii politycznej Iranu.
Kwestie ustrojowe oraz rządy prawa, czyli środki regulowania stosunków między państwem i społeczeństwem, do dziś rozgrzewają irańską debatę polityczną, a choć elity polityczne z uporem próbują zdusić te idee, to z każdym kolejnym pokoleniem te na nowo odżywają.
Dlatego właśnie każdy, kto sięgnie po tę książkę, powinien zrozumieć, jak głęboko zakorzenione i ugruntowane są te idee, jak silnie wplatają się w tkankę irańskiego życia politycznego, i wreszcie dlaczego nic nie zapowiada, aby miały zniknąć. Wiele spośród debat, które do dziś kształtują historię i politykę Iranu, kiełkowało i dojrzewało w latach poprzedzających rewolucję konstytucyjną. Okres ten jest niczym cokół, na którym wznosi się cała konstrukcja idei i napięć przepełniających współczesnych Irańczyków.
Dominująca dyskusja toczyła się wokół wyzwań rzucanych przez Zachód, ale i nowoczesny świat w ogóle. Jej ciężar, krótko mówiąc, spoczywał na pytaniu o przywrócenie Iranowi statusowi mocarstwa, który – zdaniem wielu Irańczyków – przynależał państwu od samych jego narodzin.
Na początku XIX wieku Iran – czy też Persja według zachodniej nomenklatury – postrzegał się jako imperium, jednak nie byle jakie: najstarsze i najświetniejsze ze wszystkich, które choć swe dni chwały miało za sobą, to liczyło, że dane mu będzie jeszcze ich zaznać. Nawet w dobie zmierzchu imperium Safawidów (1501–1722), gdy roszczenia do wielkości miały jeszcze realne podłoże, jak kąśliwie zauważył sir John Chardin, dynastia nie zerwała z głębokim przeświadczeniem o swej imperialnej roli[1].
Nawet z nadejściem XIX stulecia i dalszym kurczeniem się granic państwa mentalność imperialna pozostawała niewzruszona i żywa. Tradycja – jak i spowijające imperium mity – napełniły Irańczyków przekonaniem, że ich kraina była nie tylko najstarszą na świecie, ale i wyznaczała centrum wszechrzeczy i najlepsze z miejsc do mieszkania na ziemi. Założyciel nowej dynastii Kadżarów (1797–1925) zgodził się przyjąć królewską koronę pod warunkiem, że jego nowi poddani przyzwolą mu na przywrócenie Iranowi należnej mu prawowitej chwały.
Określany jako „skrzyżowanie cywilizacji”, Iran rozciągał się na płaskowyżu w południowo-zachodniej Azji, w miejscu, gdzie jedwabny szlak łączył Zachód z Chinami. Ograniczone od północy Morzem Kaspijskim i Zatoką Perską od południa imperium, choć znacznie okrojone, w XIX wieku wciąż było pokaźnych rozmiarów państwem o zróżnicowanym klimacie, zamkniętym wzdłuż granic przez rozległe łańcuchy górskie – Zagros od zachodniej i Elburs od północnej – i suchym interiorze kontrastującym z bujnymi lasami porastającymi wybrzeże kaspijskie. W kierunku południowo-zachodnim płaskowyż opadał na równinę mezopotamską, gdzie rzeka Szatt al-Arab – uformowana z zejścia się Eufratu i Tygrysu – wyznaczała granicę z imperium osmańskim (a później z Irakiem).
Jeszcze zanim na obszarze państwa w XX wieku odkryto pokaźne złoża ropy, gazu oraz innych surowców mineralnych, europejscy decydenci byli świadomi geopolitycznego znaczenia regionu. Jak w tyleż pamiętny, co romantyczny sposób, ujął to lord Curzon: „Turkiestan, Afganistan, szlak transkaspijski, Persja – dla wielu nazwy te przywodzą miejsca odległe, sceny burzliwych losów czy słabnące echa romantyzmu. Nie kryję, że dla mnie są niczym figury na szachownicy, na której toczy się rozgrywka o dominację na świecie”[2].
Trudności z Zachodem
Pojawienie się Europejczyków, a właściwie imperiów rosyjskiego i brytyjskiego szybko rozwiało złudne nadzieje, że Iran odzyska dawną świetność równie płynnie, jak nadchodzi świt po nocy. Europejczycy rzucili bowiem całkowicie odmienne wyzwanie. Może i przepełniało ich zaciekawienie „Persami”, których znali z religijnych i starożytnych tekstów, kusiły ich bogactwa kultury, na jaką natrafili, ale u podłoża ich działań legły nowe idee o misji cywilizacyjnej i postępie, które utwierdziły ich w przekonaniu, że muszą zmierzyć się ze starożytnym imperium Persów.
Przekonania te przekuli w praktykę, kiedy to Rosjanie w dwóch niszczycielskich wojnach (1804–1813, 1826–1828) ukazali, że Europa wykształciła sztukę wojenną, z jaką Irańczykom niełatwo jest konkurować. Nie brakowało im bynajmniej odwagi, jeśli już to nowych systemów walki, które zorganizować mogły jedynie nowoczesne państwa wyposażone w skuteczniejszy aparat administracyjny.
Irańscy reformatorzy z XIX wieku szybko zrozumieli, że nie chodzi tu o drobne poprawki. Nie sposób było uformować, a następnie utrzymać tak zreformowanych armii z wykorzystaniem starych metod: zarówno sfera polityczna, jak i gospodarcza wymagały nowych rozwiązań. Ale jak najlepiej dać początek procesowi „unowocześniania”? Czy zmiany można było osiągnąć przez reformy gospodarcze, czy też należało podjąć wyzwanie w sferze politycznej?
Brytyjscy komentatorzy mieli swoje zdanie w kwestii natury problemu, z jakim mierzyli się Irańczycy. Czerpiąc z własnych doświadczeń z poprzednich dwóch stuleci, głosili z niezachwianą wiarą, że wyzwanie, jakie stoi przed mieszkańcami Iranu, nie ma społecznego, czy nawet – jak będą niektórzy twierdzić – biologicznego podłoża, lecz raczej polityczne. Było ono do przezwyciężenia poprzez surową dyscyplinę, reformę systemu edukacji oraz wprowadzenie rządów prawa.
Idea zaradzenia problemom Iranu poprzez zastosowanie odmiennych – skuteczniejszych – metod została ochoczo przyjęta przez irańskich reformatorów, którzy garściami czerpali z rozwiązań oświeconych rządów wigów[1*], z podziwem patrząc na osiągnięcia brytyjskiego uprzemysłowienia i postępu, a także odkrywając, co niesie ze sobą wolność. Brytyjskie idee były szczególnie atrakcyjne w okresie ponapoleońskim, kiedy to hasła rewolucji francuskiej – zawsze aktualne w kontekście reformowania państwa – niekoniecznie szły w parze z chęcią przebudowy administracji, jednak z zachowaniem religii oraz monarchii.
Trudności reform
Oś debaty na temat reform wyznaczał spór między dwoma stronnictwami, z czego jedno za priorytetowe uważało zmiany polityczne lub gospodarcze, podczas gdy drugie zalecało połączenie obu. W pierwszych dekadach XIX wieku irańscy decydenci skupili się na reformach wojskowych, lecz przyznawali, że państwo i administracja wymagają znacznie dogłębniejszych przemian. Zamysł to jedno, ale sposób, w jaki te reformy miałyby zostać osiągnięte w obliczu oporu ze strony, jak zbiorczo można je określić, „sił reakcji” – głównie monarchy – wśród których dominowały gnuśność i brak woli, to zupełnie inna kwestia.
Gdy w 1848 roku Mohammad Szah leżał na łożu śmierci, jego minister pocieszał go, że władca zostawia za sobą stabilne państwo, wolne od rewolucji rozrywających większość Europy. Jak bardzo się mylił. Zepsucie i korupcja przeżerały klasę polityczną, w skarbcu brakowało pieniędzy, a na domiar złego, państwu groziło religijne powstanie ze strony ruchu babitów, którego założycielem był Ali Mohammad Shirazi – znany jako Bab („Brama”) – człowiek głoszący, że powrócił jako wcielenie Mahdiego, dwunastego imama szyitów, aby rozpocząć nową erę.
Iran był państwem szyickim od czasu, gdy Safawidzi narzucili tę mniejszościową gałąź islamu swym poddanym w XVI wieku. Dzięki temu Safawidzi postawili się w wyraźnej opozycji do swych rywali Osmanów, ale wyznanie wprowadziło także silne rozróżnienia w polityce wewnętrznej. Nurt imamizmu w obrębie szyizmu opierał się na wierze w sukcesję w społeczności muzułmańskiej rządów rodziny proroka Mahometa i jego zięcia Alego, pierwszego z dwunastu imamów, a także przekonaniu, że to imamowie mogą interpretować prawo, a pod ich nieobecność przywilej ten przypadał „wybranym” pośrednikom i religijnym uczonym. Bab obwołał się dwunastym imamem i ogłosił zniesienie wszystkich praw religijnych, co doprowadziło do pierwszego publicznego zdjęcia hidżabu przez kobietę, niejaką Tahereh.
Powstanie, choć ostatecznie brutalnie zduszone (sam Bab został stracony), rozbiło istniejące dotychczas religijne zasady i skłoniło ludzi do podnoszenia tematów, które niegdyś były nie do pomyślenia. Z kolei rozwój millenarystycznego ruchu, jak i jego okrutny koniec, unaoczniły rzeszom mieszkańców konieczność przeprowadzenia reform. Z czasem z ruchu babitów wykiełkowała nowa religia – bahaizm.
Polityczna niestabilność doprowadziła w 1857 roku do klęski z rąk Brytyjczyków w trakcie pierwszej – i jak dotąd jedynej – wojny angielsko-perskiej. Brytyjczycy narzucili Iranowi znacznie łagodniejsze warunki, niż wcześniej zrobili to Rosjanie w ramach traktatu turkmenczajskiego z 1828 roku, dzięki czemu zaprowadzili w państwie pokój równie sprawnie, jak wygrali wojnę. Irańscy decydenci uznali wówczas, że skuteczniejsza – i nie tak nachalna – droga ku reformom wiedzie przez zmiany gospodarcze, a nie polityczne turbulencje, co odpowiadało Brytyjczykom, szczególnie że to oni zyskaliby na tych zmianach najbardziej.
Nie była to prosta decyzja, zwłaszcza że Rosjanie nie zamierzali pozwolić, aby Brytyjczycy rozszerzali swe wpływy gospodarcze ich kosztem. Część koncesji, na przykład na budowę nowej sieci telegraficznej, wydawano ze względu na korzyści, jakie te przyniosłyby Indiom, inne były natomiast efektem działań prywatnych przedsiębiorców, pragnących obłowić się w państwie w zasadzie nietkniętym reformami gospodarczymi. Brytyjczycy wykorzystywali krótkowzroczność Irańczyków oraz ich brak doświadczenia w negocjacjach, co skutkowało kontraktami tak hojnymi, że członkowie brytyjskiego Biura Spraw Zagranicznych przecierali oczy ze zdumienia. Na przykład koncesja Reutera z 1872 roku przybrała do tego stopnia kuriozalne kształty, że Curzon określił ją jako „najpełniejsze i najbardziej niepojęte poddanie całego sektora przemysłowego państwa w obce ręce, o jakim nikt nigdy w dziejach nie mógł marzyć, a już z pewnością osiągnąć”[3].
Koncesję wkrótce wycofano, lecz Reuter otrzymał odszkodowanie w postaci prawa do otwarcia pierwszego banku w Iranie, z możliwością emisji banknotów. Brytyjski Imperialny Bank Persji pełnił funkcję banku centralnego Iranu aż do nadejścia rządów Rezy Szaha. Koncesje może i otworzyły drogę ku reformom, ale odbyło się to z wykorzystaniem skorumpowanych struktur państwa Kadżarów, przede wszystkim monarchy, którego nie tyle interesowały głębokie zmiany, co krótkoterminowe zyski płynące z koncesji. Czarę goryczy przelała szczególnie gorsząca licencja, przyznająca jednemu brytyjskiemu przedsiębiorcy wyłączne prawo sprzedaży tytoniu w Iranie, w efekcie czego zawiązało się przymierze duchownych, myślicieli i kupców, którzy wymusili cofnięcie prawa, co międzynarodowa prasa okrzyknęła mianem buntu tytoniowego (rok 1891). Przymierze to, w ramach którego wystosowano pierwszą fatwę o charakterze „politycznym”, stanowiło jaskółkę zmian.
Rewolucja umysłu?
Choć wciąż debatowano nad sposobami przeprowadzenia reform, nikt nie miał wątpliwości, że irańskie społeczeństwo potrzebuje rewolucji umysłowej, która przemieni je z niezainteresowanych niczym poddanych w bezinteresownych obywateli wlewających nowe siły w naród – naród o imperialnej przeszłości, fakt, lecz mimo to świadomy i dumny, a nie zamknięty w przeszłości.
Zdaniem irańskich reformatorów jedynym sposobem na pogodzenie tradycji z nowoczesnością była świadomość swych korzeni oraz swojego pochodzenia. Czy miał przeważać pierwiastek irański, islamski, a może należało połączyć je po równo? Większość z nich zgadzała się, że budowa „narodu” może osiągnąć pomyślny finał wyłącznie wówczas, gdy Irańczycy zrozumieją wielopostaciową naturę własnego dziedzictwa, osadzonego we wspólnej historii i języku, dla których opatrzność zapewniła idealne repozytorium: spisany w XI wieku naszej ery epos, znany jako Szahname (Księga królewska). Utwór zawierał w sobie historię, mity i legendy Irańczyków, poczynając od momentu stworzenia, aż do klęski ostatniego wielkiego imperium perskiego z rąk Arabów w VII stuleciu naszej ery. To dziedzictwo literacko-historyczne dotyczyło całej wspólnoty perskiej, ale szczególne znacznie miało dla mieszkańców Iranu, politycznych spadkobierców opisanych w poemacie wydarzeń, a pierwsi irańscy nacjonaliści rozumieli, jaką siłę i sprawczość tekst niósł ze sobą dla wykuwania i spajania współczesnej tożsamości.
Nie była to tożsamość wyprana z religii, ale z pewnością wolna od zabobonów. Wspierając się na ideach angielskiego oświecenia, religii nie postrzegano jako zaprzeczenia postępu, jednak wcześni myśliciele w państwie podążali za świeckimi wzorcami, dyktującymi rozdział Kościoła od państwa. Miało to na celu zarówno utrzymanie czystości religii, jak i desakralizację państwa. Czymś zadziwiającym jest, że doświadczenia Republiki Islamskiej, kiedy to na powrót wszczepiono religię w politykę, raz jeszcze skierowały spojrzenia myślicieli na świecki rozdział obu tych sfer. Ich zdaniem rewolucja islamska zamiast wyznaczyć moralny drogowskaz dla polityki, doprowadziła do polityzacji – i zepsucia – religii.
Wszystkie te dyskusje i tarcia dały o sobie znać w okresie konstytucyjnym i wybrzmiewają do dziś, choć z jedną istotną różnicą. Jeden z powodów, dla którego rewolucja konstytucyjna upadła, stanowił fakt, że tylko niewielka część społeczeństwa była świadoma i aktywna politycznie. Wkraczając w XX wiek, Iran nie dysponował rozległą kulturą wydawniczą. Poziom alfabetyzacji pozostawał niski. Jednak na przestrzeni tego stulecia tkanka społeczna wzmocniła się, poprawiła się edukacja, ludzie wymieniali się informacjami, byli bardziej świadomi. Kraj wszedł w złożony proces unowocześniania i uprzemysławiania.
Cieszące się jak dotąd kulturową spójnością społeczeństwo zaczęło odczuwać coraz silniejsze więzy polityczny i jedność celu. Językiem perskim posługiwała się przynajmniej połowa mieszkańców, a technologia i system edukacji sprawiały, że wprowadzano go we wszystkich sferach państwa i każdy mógł go zrozumieć. Technologia zarazem scentralizowała i rozproszyła władzę. Zapewniła witalność nowoczesnemu państwu, ale nowe środki komunikacji wzmocniły obywateli, rozszerzając sieci kontaktów zarówno wewnątrz kraju, jak i poza jego granicami.
Z końcem XX wieku Irańczycy czuli coraz silniejsze więzi ze społecznością międzynarodową, do czego przyczyniło się powstanie licznej diaspory w wyniku rewolucji islamskiej. Głosy z całego świata tylko wzmocniły parcie ku zmianom – i o ile w XIX w. nowe prądy objęły głównie inteligencję, o tyle teraz zainteresowanie nimi wyrażało całe społeczeństwo. Ciężar władzy między państwem a społeczeństwem zaczynał rozkładać się inaczej i wiele scen, które dziś obserwujemy na ulicach Iranu, stanowi pokłosie tamtej dynamiki zmian.
Metodologia i narracja
Krótka historia zawarta w tej książce ma na celu wydobycie „esencjonalnych” aspektów rozwoju Iranu na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci – tak aby każdy czytelnik w krytyczny sposób mógł zrozumieć, dlaczego kraj ten znajduje się w takim, a nie innym miejscu. Siłą rzeczy jest to zwięzła opowieść i wiele szczegółów zostało pominiętych. W efekcie jest to zatem bardziej rozprawa polemiczna. Jednak każdy, kto pochwyci bakcyla, może nasycić swój głód wiedzy, sięgając po literaturę zawartą w krótkim wykazie na końcu książki.
Ponieważ jest to jedynie zarys historii, celowo postanowiłem nie wprowadzać perskich terminów. Nie zawsze było to możliwe, ale na przykład w wypadku zgromadzenia irańskiego Medżlis zastosowałem po prostu termin „parlament”. Tam, gdzie pojawia się słownictwo perskie, stosuję powszechnie przyjętą w języku angielskim transkrypcję[2*].
Część czytelników i czytelniczek zapewne może zastanawiać się nad kontekstem, w jakim stosowane są nazwy „Persja” oraz „Iran” – czy odnoszą się do tego samego miejsca, a także nad tym, czy „Iran” faktycznie jest nowym państwem powstałym na gruzach dawnego. Jak już pewnie wybrzmiało z pierwszych stron książki – oba terminy odnoszą się do tego samego państwa, jednak o ile „Persja” to nazwa nadana mu przez zachodnich obserwatorów, wywodząca się z języków greckiego i łacińskiego, o tyle „Iran” to określenie, pod jakim mieszkańcy od zawsze znali swój kraj.
Termin „Iran” był w użyciu już od później starożytności i nawet gdy państwo przestało istnieć, jego tożsamość kulturowa nie zanikła i pozwoliła je wskrzesić w XVI wieku wraz z nadejściem dynastii Safawidów. Zachodni podróżnicy zdążyli już poznać tę nazwę i pojawia się ona w ich źródłach. W 1934 roku (zob. rozdział 2) rząd Iranu poinstruował zachodnie rządy, aby odeszły od stosowania terminu „Persja”, jednak w drugiej połowie XX stulecia zrezygnowano z tych surowych wytycznych. Churchill na przykład obstawał przy używaniu nazwy „Persja” we wszystkich oficjalnych dokumentach, gdyż jego zdaniem, wcale nie bezzasadnie, Iran łatwo można było pomylić z Irakiem – ze szkodą dla obu państw! „Daily Telegraph” stosował nazwę „Persja” aż do 1979 roku.
W trakcie poszukiwania tematów, na których chciałem się skupić, zależało mi na podkreśleniu wydarzeń historycznych kształtujących współczesny krajobraz polityczny. Część z nich jest do dziś na ustach Irańczyków – jak choćby przewrót z 1953 roku – podczas gdy inne wpływały na postawę opinii publicznej w sposób bardziej skryty, choć równie sugestywny. Irańczycy w zastanawiający sposób prezentują postawę ahistoryczną i są zdolni rozprawiać o wydarzeniach sprzed stu lat, jakby wydarzyły się wczoraj, co dowodzi wyłącznie tego, jaką siłę wywiera zmitologizowana historia (oraz pamięć wybiórcza) na kształt współczesnych postaw.
Dlatego właśnie poświęciłem sporo miejsca intelektualnym i politycznym zmianom, jakie przyniosła ze sobą rewolucja konstytucyjna z 1906 roku, a które weszły w życie za rządów Rezy Szaha. Pierwsze półwiecze XX stulecia to pod wieloma względami okres najbardziej dynamicznych zmian politycznych, na których wzniesiono konstrukcję współczesnego państwa. Poprawne odczytanie tego okresu jest kluczem do zrozumienia współczesności.
Nie inaczej jest w przypadku epoki nacjonalizacji ropy, która do tego stopnia wyryła się w zbiorowej pamięci, że czytelnicy powinni otrzymać ogląd – i wyważoną analizę – osiągnięć, niebezpieczeństw i klęsk, z jakimi mierzył się ostatni szach, obalony w 1979 roku. Również i tutaj do głosu dochodzi dobrze znane balansowanie między reformami ekonomicznymi a politycznymi, które da o sobie znać w okresie po rewolucji islamskiej.
Wiele opracowań dotyczących współczesnej historii Iranu często stawia rok 1979, początek rewolucji islamskiej, za swoisty moment początkowy, a wszystkie wydarzenia do niej prowadzące traktuje jako co najwyżej wstęp. Nie ma to żadnego sensu. Rewolucja islamska obaliła monarchię, ale przejęła po niej państwo wznoszone przez ponad pół stulecia, u którego fundamentów w znacznej mierze legły idee ukute przez rewolucję konstytucyjną. Społeczne i gospodarcze przekształcenia, jakie zaszły po 1979 roku, są dzieckiem znacznie wcześniejszego przewrotu, a sama historia Republiki Islamskiej jest nie tyle opowieścią o tym, jak państwo próbowało pogodzić tradycję z nowoczesnością, ile raczej o tym, jak zmarnowało dziedzictwo pierwszej rewolucji.
Tragedia współczesnego Iranu w dużej mierze wynika z tego, że kolejne rządy nie potrafiły zrozumieć, jak ściśle powiązane są ze sobą reformy polityczne i gospodarcze, a także tego, że współczesna gospodarka wymaga przejrzystości oraz odpowiedzialności, która wiąże kontraktem elity polityczne i zapewnia ludziom narzędzia do udziału w sytemie regulującym ich życie. O ile połączenie despotyzmu z zasadami oświecenia można było usprawiedliwić na początku poprzedniego stulecia ze względu na niedostatki społecznego i gospodarczego rozwoju, o tyle postęp i rosnąca świadomość ludzi zepchnęły te argumenty w niebyt. Największy zarzut, jaki można postawić Mohammadowi Rezie Pahlawiemu, to że nie spełnił pokładanych w nim nadziei, rozbudzonych przez pokolenie jego ojca, i nie pchnął Iranu w kierunku demokratycznej transformacji. Pragnąc szybkich reform, zignorował polityczne reguły i w tragiczny sposób zraził do siebie lud, wywołał tym samym rewolucję, wojnę i pogrążył kraj w politycznym chaosie.
Republika Islamska również miała okazję do zmiany, ale zamiast podążyć ścieżką wiodącą ku silniejszej demokracji, choć na pierwszy rzut oka dość chaotycznej, skręciła ku odnowie autokracji, jednak tym razem na skalę, o jakiej mało który władca mógł pomarzyć. Tak zrodziła się monarchia wyposażona w niewiele bezpieczników, zapewnianych przez konstytucję, a która swą politykę opierała raczej na teokratycznych niż państwowych przesłankach. Stanowiąc zaprzeczenie prawdziwego obrazu irańskiej kultury narodowej, radykalna ideologia islamistyczna, którą podszyta była Republika Islamska, zwróciła państwo w zupełnie nowym kierunku, zrywając zarówno z jego historycznymi, jak i kulturowymi korzeniami.
Przypisy
„Mamy usługę, której mógłby pozazdrościć Amazon.”
Tysiące ebooków i audiobooków
Ich liczba ciągle rośnie, a Ty masz gwarancję niezmiennej ceny.
Napisali o nas: