Pochwała państwa narodowego - Hazony Yoram - ebook + książka

Pochwała państwa narodowego ebook

Hazony Yoram

0,0

Opis

Argumenty za porządkiem politycznym opartym na suwerennych państwach narodowych.

Proponuje się dziś nowy „liberalny imperializm”, który zastąpi stary porządek oparty na logice niepodległych, samostanowiących państw narodowych. To imperium ma nas uratować od zła nacjonalizmu. Czy to dobra droga? – pyta Yoram Hazony w swoim bestsellerze „Pochwała państwa narodowego”.

Od polityki „America First” Donalda Trumpa, przez Brexit, po powstanie prawicy w Europie, wydarzenia wymusiły kluczową debatę: czy powinniśmy walczyć o międzynarodowy rząd? A może narody świata powinny zachować swoją niezależność i samostanowienie? W książce „Pochwała państwa narodowego” Yoram Hazony twierdzi, że świat suwerennych narodów jest jedyną opcją dla tych, którym zależy na wolności osobistej i zbiorowej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 411

Rok wydania: 2023

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Se­ria „Wy­da­rze­nia i ko­men­ta­rze” Tom 3
ko­mi­tet na­ukowy
dr Da­riusz Kar­ło­wicz (prze­wod­ni­czący), prof. Ma­rek A. Ci­chocki, prof. Da­riusz Ga­win, dr To­masz Her­bich
ty­tuł ory­gi­nału
The Vir­tue of Na­tio­na­lism
tłu­ma­cze­nie
Eliza Li­tak
re­dak­tor pro­wa­dzący
Mi­ko­łaj Mar­czak
re­dak­cja ję­zy­kowa i ko­rekta składu
To­masz Bab­nis
współ­praca re­dak­cyjna
Jo­anna Pa­cio­rek (dy­rek­tor), Marta Bro­niew­ska, Na­ta­lia Chru­ścicka, Mał­go­rzata Czaj­kow­ska, Ka­ro­lina Dą­brow­ska, Ka­rol Gra­bias, Jola Gór­ska, dr To­masz Her­bich, We­ro­nika Ma­cie­jew­ska, Al­bert Ma­zu­rek, Ma­ciej No­wak, Te­resa Pelc, Mo­nika Ple­skot, Mi­ko­łaj Raj­kow­ski, Alek­san­dra Sztyk, Adam Ta­la­row­ski, Da­niel War­dziń­ski, dr Ma­ciej Wil­ma­no­wicz, Anna Woj­tas
pro­jekt gra­ficzny
Ma­ciej Ma­słow­ski
skład i ła­ma­nie
Ka­ta­rzyna So­lecka
zdję­cie na okładce
To­mas Gri­ger / Alamy Stock Photo
Co­py­ri­ght: This edi­tion pu­bli­shed by ar­ran­ge­ment with Ba­sic Bo­oks, an im­print of Per­seus Bo­oks, LLC, a sub­si­diary of Ha­chette Book Group, Inc., New York, New York, USA. All ri­ghts re­se­rved. © Fun­da­cja Świę­tego Mi­ko­łaja
ISBN 978-83-67065-39-9
Wy­da­nie I
wy­dawca
Fun­da­cja Świę­tego Mi­ko­łaja
Re­dak­cja „Teo­lo­gii Po­li­tycz­nej”,Ad­res ko­re­spon­den­cyjny:ul. Ko­szy­kowa 24 lok. 7, 00-553 War­szawa,e-mail: re­dak­cja@teo­lo­gia­po­li­tyczna.pl,www.teo­lo­gia­po­li­tyczna.pl
.

Teo­lo­gia Po­li­tyczna ist­nieje i roz­wija się dzięki wspar­ciu życz­li­wych osób, któ­rym skła­damy ser­deczne po­dzię­ko­wa­nia.

Ho­no­ro­wymi dar­czyń­cami pierw­szego pol­skiego wy­da­nia książki „Po­chwała pań­stwa na­ro­do­wego” zo­stali: Pan Ra­fał Ka­nia, Pan Łu­kasz Tur­kow­ski oraz Dar­czyńca pra­gnący po­zo­stać ano­ni­mo­wym.

Książka uka­zała się dzięki fi­nan­so­wemu wspar­ciu na­szych Dar­czyń­ców. Bez ich hoj­no­ści dzia­łal­ność śro­do­wi­ska Teo­lo­gii Po­li­tycz­nej nie by­łaby moż­liwa.

Współ­wy­daw­cami tego tomu zo­stali:

Mi­chał Ap­pelt, ks. dr hab. Prze­my­sław Ar­te­miuk, Raj­mund Ba­ce­wicz, Emi­lia i To­masz Ba­dur­ko­wie, Mag­da­lena Ba­jer, Er­win Ba­ka­larz, Mi­chał Bal­ce­rzak, Anita Bal­ce­rzak-Mi­chal­ska, Mi­chał Barta, Ro­bert Ba­sa­łaj, Anna Ba­te­ro­wicz, Ar­tur i Ma­ria Ba­za­ko­wie, Kon­rad Bą­czek, To­masz Be­rent, Da­mian Bia­łek, Jan Bie­la­szew­ski, Ja­ro­sław Bo­bul­ski, Ry­szard Bojke, Ewa Bo­ki­niec, Ale­xan­dre Bon­da­rev, Jan Bon­dyra, Je­rzy Bor­kow­ski, ks. Je­rzy Bo­ro­wiec, Adam Boy­kow, Krzysz­tof Bo­żym, Je­rzy Bra­ci­sie­wicz, Krzysz­tof Brzech­czyn, Pa­tryk Brzo­zow­ski, Ma­riusz Bu­cha­nie­wicz, Agata Bu­ch­holtz, Marta Bu­rek, Krzysz­tof By­stram, An­drzej Ce­hak, Ewa Cha­li­mo­niuk, Ser­giusz Chą­dzyń­ski, Anna Cho­mę­tow­ska-Kont­kie­wicz, Pa­try­cja Ci­cha i Piotr Ci­chy, Woj­ciech Cie­ćwierz, Róża i Je­rzy Cie­śliń­scy, Ja­ro­sław Cy­mer­man, Mał­go­rzata Czaj­kow­ska, Wi­told Czapp, Da­wid Cze­kała-Kar­piń­ski, Mo­nika i Ma­rek Cze­kań­scy, Adam Cze­pie­lik, Ro­bert Czer­nisz, Ma­rek Czo­wicki DMC, ks. An­toni Czy­żew­ski, Anna Czyż­kow­ska, Do­rota i Piotr Dar­dziń­scy, Woj­ciech Sława-Dar­kie­wicz, prof. Ja­cek Da­ro­szew­ski, Ur­szula i Da­riusz Dą­brow­scy, Da­riusz Deka, prof. Do­brochna Dem­biń­ska-Siury, Da­riusz Derda, Mi­chał Der­dak, Piotr De­rej­czyk, Gra­żyna Dłu­bała, Pa­weł Dłu­gosz, Łu­kasz Dok­tór, Da­nuta i Krzysz­tof Do­ma­reccy, Pa­weł Drobny, Do­mi­nika i Krzysz­tof Dry­sio­wie, prof. An­toni Du­dek, Wal­de­mar Du­dek, Róża i Mar­cin Dzie­kie­wi­czo­wie, Piotr Dzie­wicki, Ja­cek Eber­tow­ski, Da­nuta i Krzysz­tof Eb­ne­ro­wie, Ja­dwiga i Mar­cin Emi­le­wi­czo­wie, An­drzej Fe­dirko, prof. Bar­bara Fe­dy­szak-Ra­dzie­jow­ska, Mał­go­rzata Fen­gler, Ka­ta­rzyna Gór­ska-Fin­gas i Bar­tosz Fin­gas, Anna i An­drzej Fi­ster-Stoga, Mał­go­rzata Flis, Nor­bert Fre­jek SJ, Mar­cin Gac­kow­ski, Ra­do­sław Ga­dzi­now­ski, Da­riusz Gaj­zler, Krzysz­tof Ga­leja, prof. Mag­da­lena i prof. Da­riusz Ga­wi­no­wie, prof. Ma­ria Gin­towt-Jan­ko­wicz, Adam Gniaz­dow­ski, Pa­weł Gniaz­dow­ski, Wi­told Go­recki, Ar­ka­diusz Go­sław­ski, Do­mi­nik Go­ślicki, Da­riusz Góra, Mi­chał Góra, Mar­cin Gra­bar­czyk, Piotr Gra­bo­wiec, Ro­man Gra­czyk, Piotr Grauer, Ja­ro­mir Greń, Mi­chał Gron­kie­wicz, Ma­riusz Grunt, Jo­lanta Do­mań­ska-Gruszka i Mi­ro­sław Gruszka, bp prof. Ja­cek Grzy­bow­ski, Ali­cja i Krzysz­tof Gu­ra­jo­wie, Ar­tur Gut, To­masz Gwo­rek, Ka­ta­rzyna Hac­ken­berg, Mag­da­lena i Ma­ciej Haj­du­lo­wie, Ka­rol Han­dzel, Do­rota Heck, Ka­ta­rzyna i To­masz Her­bi­cho­wie, To­masz Ho­ru­bała, Woj­ciech Iwa­necki, An­drzej Iwa­niuk, To­masz Iwa­siów, Mi­chał Jach, Marta Ja­chi­miak, Pa­tryk Jaki, Ja­dwiga Ja­ku­bas-Prze­włocka, Ja­cek Ja­ku­biak, Adam Jan­kow­ski, Mi­ro­sław Ja­rzy­now­ski, Zbi­gniew Ja­sio­łek, Be­ata Ja­strzęb­ska-Gaw­ron, Mi­chał Je­żew­ski, Ro­man Ję­drzej­czak, Piotr Jo­zwiak, Lu­dwik Ju­rek, Be­ata Jusz­czyk, Ja­kub Kacz­mar­ski, Ma­te­usz Kacz­mar­ski, Woj­ciech Ka­czor, Alek­san­dra Ka­iper-Mi­szu­ło­wicz, Ra­fał Ka­nia, Edwin Ka­niuk, Piotr Ka­pela, Elż­bieta i Zbi­gniew Ka­pro­nio­wie, Anna i Da­riusz Kar­da­sio­wie, Ad­rian Kę­dzier­ski, Anna Kępa, Ka­ta­rzyna Kępa, Mal­wina Kę­sicka, Wanda Kie­rys, Ma­rek Ki­li­szek, Ge­rard Kil­roy, Je­rzy Kno­pik, dr hab. Ja­cek Ko­bus, Marta Ho­zer-Koć­miel i Ma­rek Koć­miel, Róża i Je­rzy Ko­gu­to­wie, Mi­chał Ko­kor­niak, Je­rzy Ko­la­rzow­ski, Do­mi­nik Kol­busz, Ry­szard Kol­czyń­ski, To­masz Ko­ła­kow­ski, Ma­ria Ko­łek, Grze­gorz Ko­ło­dziej, Ma­rek Ko­ło­sow­ski, Mag­da­lena i Ar­tur Ko­mo­row­scy, Wal­de­mar Kop­ciuch, Bar­bara i Ja­kub Ko­pro­wie, Krzysz­tof Ko­tow­ski, Krzysz­tof Ko­tra­siń­ski, Krzysz­tof Ko­wal­czew­ski, Adam Ko­wal­czyk, Agnieszka Ko­wal­czyk, Ka­ta­rzyna Ko­wal­czyk, Kry­stian Ko­wa­lew­ski, Ju­styna i Pa­weł Ko­wa­lo­wie, Gra­żyna i Piotr Ko­wal­scy, Ma­ciej Ko­za­kie­wicz, An­drzej Ko­zicki, Jo­anna Ko­zioł, Woj­ciech Ko­zio­row­ski, Ewa Ko­złow­ska, Adam Krauze, Mi­lena Krok, Ja­nusz Król, To­masz Król, ks. prof. Ja­nusz Kró­li­kow­ski, Da­wid Krupa, Aneta Krupka, Ma­te­usz Krzą­kała, Le­szek Krze­miń­ski, Ju­styna Ku­biak, Ma­ciej Ku­bicki, Do­rota Kun­ce­wicz, Ma­rek Ku­necki, Da­riusz Ku­piecki, Jo­anna Ku­rasz, An­drzej Ku­raś, Agnieszka Ku­ryś, Ur­szula i Krzysz­tof Ku­so­wie, Mi­ro­sława Adam­czak i Ma­rek Ku­zaka, Adam Kwa­śniew­ski, Anna Kwiat­kow­ska, Ro­man La­licki, Ra­fał Langda, Woj­ciech Lan­ger, An­drzej La­skow­ski, Mo­nica Geo­r­gii-Las­sak i Franz Las­sak, Ma­ria Le­cho­wicz, prof. Ry­szard Le­gutko, Jan Lencz­na­ro­wicz, An­drzej Le­siak, Re­nata i Krzysz­tof Lip­co­wie, Alek­san­der Li­twi­no­wicz, Grze­gorz Li­zu­rej, Adam Loba, Pa­tryk Lu­bry­czyń­ski, prof. Anna Łabno, Ma­riola i Ja­ro­sław Ła­gu­no­wie, Ja­cek Łan­gow­ski, Wie­sław Ła­tała, Krzysz­tof Łą­czyń­ski, Ignacy Łu­ka­sie­wicz, Kon­rad Łyś, We­ro­nika Ma­cie­jew­ska, To­masz i Niamh Ma­chu­ro­wie, Agnieszka Ma­dej, Anna Ma­dej, Da­riusz Ma­kać, Ju­lia Ma­li­now­ska, Hanna Ma­łecka, Krzysz­tof Ma­łecki, Szy­mon Ma­łecki, Anna Ma­łyszko, Ma­ciej Ma­ni­kow­ski, Agata Mar­cin­kow­ska, Se­we­ryn Ma­rek, Ju­styna Ma­re­kwica, Jo­anna Żak-Mar­kie­wicz i Zbi­gniew Mar­kie­wicz, Piotr Mar­sza­łek, Alek­san­dra i Ignacy Ma­sny, Do­rota Ma­tu­siak, ks. Wal­de­mar Ma­tu­siak SChr, Mi­chał Ma­zur, Jan Me­lon, Mar­cin Mel­zacki, Jo­anna Met­zger, Piotr Michna, Pa­weł Mi­ko­łaj­czyk, Anna Mi­kos, Bar­bara Mi­lew­ska, To­masz Mi­łek, Prze­my­sław Mił­kow­ski, Łu­kasz Młyń­czyk, Gra­żyna Mo­zol, An­drzej Mu­sia­ło­wicz, Zo­fia Na­chiło-Mor­biato, Ma­te­usz Na­gór­ski, Pa­weł Nie­miec, To­masz Ni­ty­cho­ruk, prof. Agnieszka No­gal, Ma­ciej No­wak, Jo­lanta i Ma­ciej No­wa­ko­wie, Ma­ria i Grze­gorz No­wa­ko­wie, To­masz Ociepka, Je­rzy Oiraj­ter, Pa­tryk Oiryś, Lu­iza i Ra­do­sław Okle­siń­scy, Róża i Eu­ge­niusz Ol­cza­ko­wie, Woj­ciech Olej­ni­czak, Ze­non Ole­wicz, Ma­rek Osta­fiń­ski, Jo­anna i Ja­kub Pa­cior­ko­wie, Bar­bara Pan­kie­wicz, ks. prof. Ta­de­usz Pa­nuś, Jan Pa­paj, Ewa i Ja­ro­sław Pa­ra­dow­scy, Wi­told Pa­recki, Mi­ro­sław Par­tyka, Bar­tlo­miej Paw­low­ski, Wal­de­mar Paw­łow­ski, Te­resa Pelc, Grze­gorz Pel­czar, Ro­bert Pe­le­wicz, Ewa Per­ska­wiec, Woj­ciech Pia­secki, Bar­bara Pie­chow­ska, Bar­tosz Pie­kar­ski, Fi­lip Pie­strze­nie­wicz, Piotr Pie­tryga, Jan Pięta, Mag­da­lena Pin­kal­ska, Krzysz­tof Pio­trow­ski, Sta­ni­sław Pi­skorz, dr. hab. Olga Płasz­czew­ska, Mar­cin Po­la­kow­ski, Ka­mil Po­li­kow­ski, ks. Raj­mund Pon­czek, An­toni Po­niń­ski, Ja­nusz Po­pko, Ma­rek Po­pław­ski, Grze­gorz Po­stek, Marta Pro­chow­ska-Gabz­dyl, Bar­bara i Ro­mu­ald Przy­by­ło­wie, Ja­ro­sław Przy­by­sław­ski, Pa­weł Przy­cho­dzeń, Sta­ni­sław Puch­nie­wicz, Ma­ciej Ra­decki, Bar­tło­miej Ra­dzie­jew­ski, Ma­ciej Ra­mus, Elż­bieta i Grze­gorz Ra­taj­cza­ko­wie, Iwona i Mi­chał Ra­ta­jo­wie, Pau­lina i Ad­rian Re­co­wie, Piotr Re­mi­szew­ski, Sła­wo­mir Ro­gow­ski, prof. Zo­fia Ro­siń­ska-Zie­liń­ska, Kry­styna Ro­żek-Le­siak, Wanda Rut­kow­ska, Ewa Ry­chlew­ska, Sa­bina i Ma­ciej Rze­peccy, Do­rota i Grze­gorz Rzeź­ni­ko­wie, Pa­weł Sa­dłow­ski, Mo­nika i Je­rzy Sa­ga­no­wie, Grze­gorz Sa­ko­wicz, Ma­ria Sa­lij, Ta­de­usz Sa­lij, Mał­go­rzata Sa­mo­jedny, ks. Ro­bert Sam­sel, Ro­man Sawka, Hen­ryk Se­we­ry­niak, Mi­chal Si­cia­rek, Lu­dwik Siem­bab, Da­nuta Prył-Sil­ska i Ja­cek Sil­ski, Mag­da­lena Si­mon-Bła­że­wicz, Ja­cek Siń­ski, Mi­chał Skle­pik, Mo­nika Sko­czy­las-Sroka, Krzysz­tof Skow­ron, Mi­chał Słaby, Anna i Grze­gorz Sło­ko­wie, Zie­mo­wit So­cha, Gra­żyna Hal­kie­wicz-So­jak i Sła­wo­mir So­jak, Li­liana So­nik, Da­riusz So­siń­ski, Elż­bieta So­wiń­ska-Prze­piera, Sła­wo­mir Sta­cho­wicz, Mał­go­rzata Stad­nik, Ja­cek Sta­nia­szek, ks. Ja­cek Sta­wik, Piotr Sta­wiń­ski, prof. Zbi­gniew Staw­row­ski, To­masz Ste­fa­nek, An­drzej Stę­pień, Mi­ro­sława Stry­jek, Bar­bara Su­cho­row­ska-Wło­dar­czyk, Ur­szula i Woj­ciech Swa­ko­nio­wie, Mar­cin Sy­chow­ski, Ro­bert Sza­le­wicz-Sza­le­gie­jew, Ta­de­usz Sza­wiel, Kon­rad Szcze­biot, Da­mian Szczer­baty, Anita i Mi­chał Szczu­row­scy, Anna Sze­liga, Mag­da­lena Szew­czyk, Krzysz­tof Sze­wior, To­masz Szka­tuła, Piotr Szla­gow­ski, To­masz Szo­cik, To­masz Szopa, Bo­gu­miła Szpo­nar, Ja­cek Szwe­cho­wicz, Agnieszka Szym­czyk, Emi­lia i Krzysz­tof Szy­prow­scy, Ce­za­riusz Ści­siń­ski, Ry­szard Śla­ski, Ma­ria i Ma­te­usz Śro­do­nio­wie, Je­rzy Świąt­kie­wicz, Ro­bert Tar­nacki, Ka­milla Thiel-Or­nass, prof. Ewa Thomp­son, Gra­ham Thomp­son, Be­ata Tim, Ja­cek To­dys, Ro­man To­ma­nek OMI, Cze­sław To­ma­szek, Se­we­ryn Tota, ks. Piotr To­wa­rek, Agata i Woj­ciech Treb­nio­wie, Ta­mara Tro­ja­now­ska, Grze­gorz Trusz­kow­ski, Łu­kasz Tur­kow­ski, Ma­rian Tu­rzań­ski, Ju­styna Typa-Ro­goża, Ka­ta­rzyna i Zbi­gniew Tysz­kie­wi­czo­wie, Agnieszka Uklań­ska, Jo­lanta Ula­tow­ska, Ma­rek Urba­now­ski, Ur­szula i An­drzej Wa­cław­czy­ko­wie, Woj­ciech Wal­czyk, Elż­bieta i Jan Wa­lew­scy, Jo­anna War­dak, Ka­ro­lina i Da­niel War­dziń­scy, Ewa Wa­siak, Ry­szard Waw­ry­nie­wicz, Ro­bert Waw­rzeń, Da­riusz We­gner­ski, Bar­tosz We­so­łow­ski, Woj­ciech Wi­dłak, Jo­lanta Wiech, Krzysz­tof Wie­lecki, Mo­nika Wierzba, Ewa i Ra­fał Wierz­cho­sław­scy, Łu­kasz Wiesz­cze­czyń­ski, Anna Wi­liń­ska, Elż­bieta i Bog­dan Wi­śniew­scy, Pa­weł Wi­śniew­ski, Mi­chał Wi­ta­szek, Lu­cjan Wło­dar­czyk, Da­wid Woj­cie­szek, Anna Woj­tas, Iwona i Woj­ciech Wojt­cza­ko­wie, Ma­ria i Woj­ciech Wosz­czyń­scy, Piotr Woyke, Adam Wy­lę­gała, Mo­nika Wy­szo­mir­ska-Łap­czyń­ska, An­drew Za­choszcz, Zbi­gniew Za­grodzki, Ewa Za­jąc, Alek­san­der Za­lew­ski, Bar­tosz Za­lew­ski, prof. Krzysz­tof Za­nussi, Grze­gorz Za­rzeczny, An­drzej Za­wadzki, Dyzma Za­wadzki, Cze­sława Za­wrot­niak, Sła­wo­mir Zą­bek, Iwona Ząb­ko­wicz, Do­rota i To­masz Zdzieb­kow­scy, Jan Zdzie­nicki, prof. Mi­chał Ze­mbrzu­ski, Da­riusz Zgutka, Marta Zie­liń­ska, Ka­mil Zie­mian, Alek­san­der Zi­miń­ski, Łu­kasz Ziół­kow­ski, Piotr Ziół­kow­ski, ks. We­nan­cjusz Zmuda, Bar­bara i Ja­cek Zy­ga­dło, Grze­gorz Ża­biń­ski, Wi­told Żó­rań­ski oraz Dar­czyńcy pra­gnący za­cho­wać ano­ni­mo­wość.

Ser­deczne po­dzię­ko­wa­nia skła­damy rów­nież na ręce Te­resy Pelc, która swoją pracą i za­an­ga­żo­wa­niem przy­czy­niła się do wy­da­nia tej książki.

Wstęp

Lek­tura książki Yorama Ha­zony’ego jest ni­czym od­dech świe­żego po­wie­trza. W cza­sach, kiedy jed­nym z klu­czo­wych ele­men­tów or­to­dok­sji obej­mu­ją­cej prak­tycz­nie cały świat za­chodni stało się pry­cha­nie na po­ję­cie na­rodu i po­tę­pie­nie na­cjo­na­li­zmu, Ha­zony pod­jął się bez­kom­pro­mi­so­wej obrony jed­nego i dru­giego. A po­nie­waż dzi­siej­sza or­to­dok­sja jest agre­sywna i na­chalna, obecna wszę­dzie, w nie­mal ca­łej prze­strzeni pu­blicz­nej, a prze­ni­ka­jąca rów­nież do sfer nie­pu­blicz­nych, usły­sze­nie głosu dy­stan­su­ją­cego się od owego do­gma­ty­zmu jest czymś nie­zmier­nie od­świe­ża­ją­cym.

Po­ję­cia na­cjo­na­li­zmu używa au­tor w sen­sie kla­sycz­nym, to zna­czy wy­wo­dzą­cym się jesz­cze ze sta­ro­żyt­no­ści grecko-rzym­skiej oraz Sta­rego Te­sta­mentu, a mó­wią­cym o obiek­tyw­nej gra­nicy roz­sze­rza­nia or­ga­ni­zmu po­li­tycz­nego. Jest to ar­gu­ment, który znaj­du­jemy u Pla­tona, a przede wszyst­kim u Ary­sto­te­lesa. Wspól­nota po­li­tyczna – mó­wili mę­drcy – nie może się roz­sze­rzać w nie­skoń­czo­ność, lecz ma gra­nice wy­ni­ka­jące nie tylko z funk­cjo­nal­no­ści, lecz przede wszyst­kim z moc­nych hi­sto­rycz­nych ko­rzeni ta­kich jak ję­zyk, re­li­gia, wspólne dzie­dzic­two. Ten po­gląd (zdro­wo­roz­sąd­kowy, jak mo­głoby się wy­da­wać) jest w no­wo­żyt­no­ści kon­te­sto­wany w opar­ciu o uni­wer­sa­li­styczne ha­sła bra­ter­stwa ludz­ko­ści. W dok­try­nach ta­kich jak mark­sizm czy li­be­ra­lizm ist­nieje więc ten­den­cja do po­sze­rza­nia owych gra­nic po­rządku po­li­tycz­nego prak­tycz­nie bez końca, które w śmiel­szych kon­sta­ta­cjach ma obej­mo­wać całą ludz­kość.

Czy­ta­jąc tę książkę, trzeba pa­mię­tać o ta­kim kla­sycz­nym ro­zu­mie­niu na­cjo­na­li­zmu. W sze­ro­kim obiegu funk­cjo­nuje bo­wiem po­ję­cie inne, skraj­nie ne­ga­tyw­nie war­to­ściu­jące, a przy­pi­su­jące na­cjo­na­li­zmowi bio­lo­gizm, ra­dy­kalny eks­klu­zy­wizm, po­gardę dla in­nych i tym po­dobne nie­miłe ce­chy. Ta­kie uży­cie tego po­ję­cia roz­po­wszech­niło się na tyle, że stało się ono nie tylko in­wek­tywą sto­so­waną wo­bec prze­ciw­ni­ków, lecz in­wek­tywą na tyle do­sadną, że prak­tycz­nie unie­moż­li­wia­jącą dzi­siaj sen­sowną roz­mowę na te­mat na­rodu, toż­sa­mo­ści na­ro­do­wej i jego pań­stwo­twór­czej roli.

Czy­tel­nik książki po­wi­nien wziąć w na­wias całą tę li­stę in­wek­tyw i śle­dzić ar­gu­men­ta­cję au­tora, a opiera się ona na prze­ciw­sta­wie­niu dwóch ty­pów ide­al­nych: jed­nym jest na­cjo­na­lizm, czyli teo­ria uza­sad­nia­jąca pań­stwo na­ro­dowe jako pod­sta­wowy i opty­malny byt po­li­tyczny, dru­gim zaś im­pe­ria­lizm, czyli teo­ria mó­wiąca o szer­szych kon­struk­cjach po­li­tycz­nych ta­kich jak im­pe­rium czy wie­lo­na­ro­dowa fe­de­ra­cja.

Atak na pań­stwo na­ro­dowe na­si­lił się szcze­gól­nie w ostat­nich dwóch dzie­się­cio­le­ciach w Eu­ro­pie, kiedy pró­buje się pod­wa­żyć jego rolę, a nie­kiedy na­wet wy­eks­pe­dio­wać je na śmiet­nik hi­sto­rii. Wy­daje się, że wcze­śniej ta­kie ten­den­cje były mniej wy­raźne. Kiedy po oba­le­niu ko­mu­ni­zmu po­wstał po­gląd, że w świe­cie za­chod­nim za­pa­nuje ni­czym nie­kon­te­sto­wana li­be­ralna de­mo­kra­cja, to dla wielu, zwłasz­cza w spo­łe­czeń­stwach od ko­mu­ni­zmu wy­zwo­lo­nych, było oczy­wi­ste, że bę­dzie to świat współ­pra­cu­ją­cych ze sobą – w spo­sób bar­dziej lub mniej ści­sły, bar­dziej lub mniej sfor­ma­li­zo­wany – państw na­ro­do­wych. Je­śli re­to­ryka końca hi­sto­rii miała ja­kiś sens, to wła­śnie taki: wy­obraź­nia po­li­tyczna nie wy­kra­czała poza po­rzą­dek li­be­ralno-de­mo­kra­tyczny, a za­tem ufano, że na­stę­puje era swo­bod­nego roz­woju państw na­ro­do­wych, któ­rym ów po­rzą­dek na taki swo­bodny roz­wój po­zwala.

Ale ani wy­obraź­nia po­li­tyczna, ani prak­tyka nie po­szły tym tro­pem. Oka­zało się, że na­stała era glo­bal­nych czy kon­ty­nen­tal­nych kon­struk­cji. Ka­rierę za­częły ro­bić ta­kie po­ję­cia jak glo­bal go­ver­nance czy Eu­ro­pean go­ver­nance, które wska­zują na taki wła­śnie kie­ru­nek zmian i taki plan bu­do­wa­nia struk­tur po­li­tycz­nych. Naj­bar­dziej zna­nym i Po­la­ków naj­bar­dziej ob­cho­dzą­cym przy­kła­dem jest oczy­wi­ście Unia Eu­ro­pej­ska i jej in­sty­tu­cje, które w szyb­kim tem­pie za­częły przej­mo­wać – pra­wem lub le­wem, a czę­ściej le­wem – kom­pe­ten­cje państw na­ro­do­wych. Na­tura i spo­sób funk­cjo­no­wa­nia ta­kich po­nadna­ro­do­wych struk­tur nie zo­stała jesz­cze wy­star­cza­jąco zba­dana i opi­sana. Ha­zony słusz­nie za­uważa, że w Eu­ro­pie ta skłon­ność fe­de­ra­li­styczna – jesz­cze na po­zio­mie kon­cep­cyj­nym – ist­niała od po­czątku in­te­gra­cji eu­ro­pej­skiej. Cy­tuje on, na przy­kład, zda­nie Kon­rada Ade­nau­era po­cho­dzące jesz­cze z wcze­snych lat pięć­dzie­sią­tych, że po­kój w Eu­ro­pie i trwała współ­praca mogą być moż­liwe tylko przez więd­nię­cie państw na­ro­do­wych, który to pro­ces – uwa­żał ów po­li­tyk – miał się już wtedy za­cząć.

I dziś wielu, a na­wet bar­dzo wielu pa­trzy się na te zmiany jak na ko­niecz­ność dzie­jową, tak jak pa­trzono kie­dyś na tzw. wspól­notę państw ko­mu­ni­stycz­nych jako na efekt lo­giki hi­sto­rii. Ale nie mamy tu­taj do czy­nie­nia z qu­asi-he­glow­skim czy qu­asi-mark­sow­skim de­ter­mi­ni­zmem dzie­jo­wym, lecz z pro­jek­tem po­li­tycz­nym, który jest re­ali­zo­wany, czę­sto dość bru­tal­nie, przez nie­które par­tie po­li­tyczne, rządy, kor­po­ra­cje czy in­sty­tu­cje mię­dzy­na­ro­dowe. Bez­względ­ność w urze­czy­wist­nia­niu tego pro­jektu w Eu­ro­pie nie zo­stała nie­stety jesz­cze wy­star­cza­jąco opi­sana, a wie­dza na ten te­mat wy­star­cza­jąco roz­po­wszech­niona.

Co­kol­wiek do­brego można by po­wie­dzieć o ści­ślej­szych me­cha­ni­zmach mię­dzy­na­ro­do­wej ko­ope­ra­cji ta­kich jak swo­boda prze­miesz­cza­nia i han­dlu, pro­jekt zmie­rza­jący do ubez­wła­sno­wol­nie­nia państw na­ro­do­wych przez in­sty­tu­cje unijne i roz­my­cia na­ro­do­wych toż­sa­mo­ści w no­wej toż­sa­mo­ści unij­nej jest sza­le­nie nie­bez­pieczny. Jest to wła­ści­wie plan gi­gan­tycz­nej in­ży­nie­rii spo­łecz­nej, za­gra­ża­jący ode­bra­niem czło­wie­kowi tych wszyst­kich zdo­by­czy, ja­kie zy­skał w do­brze rzą­dzo­nych pań­stwach na­ro­do­wych, a ja­kie Ha­zony elo­kwent­nie i pre­cy­zyj­nie w swo­jej książce opi­suje. Tych zdo­by­czy wiel­kie struk­tury nie są w sta­nie za­gwa­ran­to­wać ani roz­wi­nąć, a jest spore praw­do­po­do­bień­stwo, że je zmar­no­tra­wią.

Pań­stwo, jak czy­tamy w książce, ni­gdy nie jest i nie może być neu­tralne, bo ma swoją toż­sa­mość czy swój cha­rak­ter ogra­ni­czony przez hi­sto­ryczne i spo­łeczne tre­ści. Na­wet pa­trio­tyzm kon­sty­tu­cyjny nie jest je­dy­nie lo­jal­no­ścią wo­bec kon­sty­tu­cji, lecz tego wszyst­kiego, co spra­wia, że ów do­ku­ment przyj­muje się jako swój wła­sny i od­zwier­cie­dla­jący część nas sa­mych. Two­rze­nie no­wego pa­trio­ty­zmu glo­bal­nego czy kon­ty­nen­tal­nego jest więc przed­się­wzię­ciem w sa­mej swo­jej isto­cie ab­sur­dal­nym, bo jest stwa­rza­niem cze­goś, czego stwo­rzyć się nie da.

Z książki Ha­zony’ego wy­nika, że wady fe­de­ra­li­zmu czy im­pe­ria­li­zmu jako prze­ci­wień­stwa na­cjo­na­li­zmu wy­ni­kają nie tylko z błędu kon­struk­cyj­nego, lecz – uży­wa­jąc zna­nego okre­śle­nia Jana Pawła II – z „błędu an­tro­po­lo­gicz­nego”. Czło­wiek jest istotą spo­łeczną, ro­dzinną, roz­wi­ja­jącą się przez silne więzi ze swo­imi bli­skimi, a także ze wszyst­kimi, z któ­rymi po­czuwa wspól­notę miej­sca, hi­sto­rii, sym­bo­liki, kul­tów, prze­ko­nań. Czło­wiek, mó­wiąc ina­czej, zwy­kle dąży do swo­ich. Albo cy­tu­jąc sławne zda­nie Ary­sto­te­lesa, „kto nie po­trafi żyć we wspól­no­cie albo jej wcale nie po­trze­buje [...], jest albo zwie­rzę­ciem, albo bo­giem.”

Dzi­siej­szy świat ofe­ruje wiele spo­so­bów, by tę prawdę o czło­wieku zre­la­ty­wi­zo­wać lub ukryć. Roz­wój tech­no­lo­giczny, nowe formy ko­mu­ni­ko­wa­nia i two­rze­nia związ­ków to­wa­rzy­skich, glo­balne sieci współ­pracy: to wszystko może da­wać złu­dze­nie, że je­ste­śmy w świe­cie płyn­nym – by za­cy­to­wać frazę Zyg­munta Bau­mana – i mo­żemy so­bie do­wol­nie kon­fi­gu­ro­wać na­sze oto­cze­nie. Jest oczy­wi­ście ja­kiś ele­ment prawdy w tym, że po­ziom roz­woju tech­no­lo­gicz­nego ma wpływ na struk­tury spo­łeczne i spo­sób my­śle­nia. Tak było za­wsze. Ale od tego twier­dze­nia do tezy o za­stę­po­wa­niu pań­stwa na­ro­do­wego struk­tu­rami szer­szymi droga jest da­leka i po­krętna.

Roz­my­wa­nie toż­sa­mo­ści i lo­jal­no­ści nie pro­wa­dzi wcale do zwięk­sze­nia na­szych moż­li­wo­ści roz­wo­jo­wych, ani u jed­no­stek, ani w struk­tu­rach po­li­tycz­nych. Zwra­cam uwagę na słowo cnota, które pada u Ha­zony’ego, rów­nież w ty­tule. Wpraw­dzie au­tor przede wszyst­kim używa tego po­ję­cia w sen­sie „po­zy­tywu”, czy, jak się kie­dyś mó­wiło, „prze­wagi” i sto­suje je do pań­stwa na­ro­do­wego, ale warto też pa­mię­tać o in­nym sen­sie tego po­ję­cia po­cho­dzą­cego ze sta­ro­żyt­no­ści. Ozna­cza ono spraw­no­ści mo­ralne i po­li­tyczne czło­wieka po­wstałe z uczest­nic­twa w ży­ciu zbio­ro­wym i in­ter­na­li­za­cji do­brych na­wy­ków re­gu­lu­ją­cych na­sze za­cho­wa­nia. Warto więc i tu przy­po­mnieć Ary­sto­te­lesa oraz jego po­gląd o uczest­nic­twie w ży­ciu wspól­no­to­wym jako wa­runku kształ­ce­nia cnót.

Oczy­wi­ście, w kształ­ce­niu cnót bie­rze udział wiele in­nych ele­men­tów, czę­sto przy­god­nych, trud­nych do zi­den­ty­fi­ko­wa­nia i od­two­rze­nia, lecz nie ulega wąt­pli­wo­ści, że lep­szym dla nich śro­do­wi­skiem jest pań­stwo na­ro­dowe niż po­nadna­ro­dowa struk­tura. W Unii Eu­ro­pej­skiej, by dać przy­kład, kształ­ce­nie cnót w ogóle nie jest moż­liwe, bo nie tylko jest ona zbyt duża i bez­oso­bowa, ale przede wszyst­kim po­zba­wiona ele­mentu od­po­wie­dzial­no­ści. To też jest sku­tek „błędu an­tro­po­lo­gicz­nego”. Po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji do­ty­czą­cych kra­jów, któ­rych się na­wet nie zna, wo­bec któ­rych jest się obo­jęt­nym i przez które nie jest się roz­li­cza­nym, nie może w ża­den spo­sób pod­nieść ja­ko­ści ży­cia po­li­tycz­nego, lecz nie­uchron­nie ją ob­niża. Kto pa­trzy więc z na­dzieją na do­bro­czynny wpływ Unii na kształt ży­cia w kra­jach człon­kow­skich, ten po­peł­nia błąd. Ma­te­riał roz­bi­ja­jący tę na­dzieję jest już dziś nadto ob­fity.

Książka Ha­zony’ego to głów­nie obrona pew­nej kon­cep­cji po­li­tycz­nej, lecz za­wiera ona także wątki hi­sto­ryczne do­ty­czące, na przy­kład, re­li­gii. Trudno zresztą, żeby było ina­czej, skoro na­ród z sa­mej swo­jej istoty jest by­tem ist­nie­ją­cym w hi­sto­rii i z niej wy­wo­dzą­cym swoje siły, a także sła­bo­ści. Au­tor sta­wia tezę, że w świe­cie chrze­ści­jań­skim ka­to­li­cyzm ra­czej sank­cjo­no­wał struk­tury im­pe­rialne, na­to­miast pań­stwa na­ro­dowe utrwa­liły się dzięki re­for­ma­cji, a wła­ści­wie dzięki po­rząd­kowi po­west­fal­skiemu, który na­stał po za­koń­cze­niu wojny trzy­dzie­sto­let­niej.

Z jed­nej strony, Ha­zony ma ra­cję, że Chri­stia­ni­tas za­cho­wy­wała względną jed­ność dzięki ka­to­li­cy­zmowi. Oczy­wi­ście, nie była ona im­pe­rium czy fe­de­ra­cją, lecz kie­ro­wała umy­sły ludz­kie ku ja­kiejś for­mie jed­no­ści nie tylko du­cho­wej i dok­try­nal­nej, lecz także po­li­tycz­nej. Na te­mat re­la­cji mię­dzy Pań­stwem Bo­żym a Pań­stwem Ziem­skim ist­nieje w tra­dy­cji ka­to­lic­kiej bo­gata li­te­ra­tura. W wy­niku re­for­ma­cji po­wstały ko­ścioły na­ro­dowe, które wzmoc­niły, a może ra­czej przy­spie­szyły for­mo­wa­nie się państw na­ro­do­wych. Ale w tym pro­ce­sie ob­ser­wu­jemy pa­ra­doks. Teo­rie po­li­tyczne po­wstałe w kra­jach pro­te­stanc­kich ta­kich jak An­glia stwo­rzyły kon­cep­cje umowy spo­łecz­nej, a więc po­rządku po­li­tycz­nego, który był mak­sy­mal­nie odarty ze wszyst­kich tre­ści hi­sto­rycz­nych i zo­stał stwo­rzony w wy­niku kal­ku­la­cji czy lo­giki de­cy­zji. W ten spo­sób prze­wrót pro­te­stancki wpro­wa­dził do za­chod­niej po­li­tyki kon­cep­cję kon­struk­ty­wi­styczną, z któ­rej wy­ni­kało, że pań­stwo można wy­my­ślić i skon­stru­ować zgod­nie z re­gu­łami do­mnie­ma­nego kon­traktu. Było to, oczy­wi­ście, cał­ko­wite za­ne­go­wa­nie na­rodu jako wspól­noty hi­sto­rycz­nej.

Z dru­giej strony, w rze­czy­wi­sto­ści po­west­fal­skiej ka­to­li­cyzm oka­zał się siłą dość sku­tecz­nie pod­trzy­mu­jącą tra­dy­cje na­ro­dowe, po­nie­waż – w prze­ci­wień­stwie do pro­te­stanc­kiego fi­de­izmu i za­sady sola scrip­tura – za­wsze pod­kre­ślał rolę tra­dy­cji, i to nie tylko jako cze­goś bli­skiego na­tu­ral­nym od­ru­chom czło­wieka, lecz jako prze­ka­zi­ciela mą­dro­ści. Stąd ka­to­licy bro­niący swo­jego Ko­ścioła nie bro­nili tylko swo­jej re­li­gii, pa­pieża i Chri­stia­ni­tas, lecz także swo­jej wspól­noty na­ro­do­wej, z którą ta re­li­gia była złą­czona. Pol­ska jest tu­taj przy­kła­dem do­bit­nym. W jej hi­sto­rii obrona na­rodu i jego su­we­ren­no­ści za­wsze łą­czyła się z obroną re­li­gii ka­to­lic­kiej, a w świą­ty­niach ka­to­lic­kich pa­trioci znaj­do­wali azyl i wspar­cie.

Obrońcy dzi­siej­szego im­pe­ria­li­zmu czy fe­de­ra­li­zmu twier­dzą, że słab­nię­cie więzi na­ro­do­wych oraz re­li­gij­nych jest czymś w ro­dzaju po­zby­cia się sztucz­nych ko­stiu­mów, po któ­rym na­stę­puje wej­ście w świat lu­dzi wol­nych swo­bod­nie dys­po­nu­ją­cymi swo­imi pra­wami, świat praw­dzi­wej ni­czym nie skrę­po­wa­nej róż­no­rod­no­ści. W isto­cie jed­nak ozna­cza to wiel­kie ujed­no­li­ce­nie. Na­rody i re­li­gie czy­niły świat bo­ga­tym, peł­nym od­mien­no­ści, czer­pią­cym ob­fi­cie z ludz­kiego do­świad­cze­nia zgro­ma­dzo­nego w dzie­jach. Gdyby miała się zre­ali­zo­wać stra­te­gia im­pe­ria­li­stów i fe­de­ra­li­stów, ozna­cza­łoby to, że sta­czamy się w rze­czy­wi­stość co­raz bar­dziej jed­no­rodną, mo­no­ide­olo­giczną i re­gla­men­to­waną. To wiel­kie nie­bez­pie­czeń­stwo, bo przy­po­mina bu­dowę no­wego wspa­nia­łego świata.

Dzięki ta­kim au­to­rom jak Yoram Ha­zony oraz dzięki ta­kim książ­kom jak Po­chwała pań­stwa na­ro­do­wego wi­dzimy ja­śniej to nie­bez­pie­czeń­stwo. Przede wszyst­kim jed­nak, wi­dzimy także, jak wiele za­wdzię­czamy pań­stwu na­ro­do­wemu i jak zwod­ni­cze są ra­cje tych, któ­rzy albo ska­zują je na wy­mar­cie wy­ro­kiem hi­sto­rii, albo sta­rają się je uni­ce­stwić bru­talną po­li­tyką im­pe­rialną.

prof. Ry­szard Le­gutko

Wpro­wa­dze­nie.Po­wrót na­cjo­na­li­zmu

W po­li­tyce bry­tyj­skiej i ame­ry­kań­skiej na­stą­pił zwrot ku na­cjo­na­li­zmowi. Zja­wi­sko to jest dla wielu nie­po­ko­jące, zwłasz­cza w kręgu lu­dzi wy­kształ­co­nych, w któ­rym glo­balną in­te­gra­cję od dawna uznaje się za wa­ru­nek sta­bil­nej po­li­tyki i mo­ral­nej przy­zwo­ito­ści. Z tej per­spek­tywy de­cy­zja Wiel­kiej Bry­ta­nii o opusz­cze­niu Unii Eu­ro­pej­skiej oraz przy­jęta w Wa­szyng­to­nie re­to­ryka „Ame­rica first” zdają się zwia­sto­wać na­wrót do bar­dziej pry­mi­tyw­nej epoki dzie­jów, w któ­rej swo­bod­nie pod­że­gano do wo­jen oraz da­wano wy­raz ra­si­zmowi i w któ­rej pa­no­wało przy­zwo­le­nie, by te wła­śnie po­stawy kształ­to­wały po­li­tykę po­szcze­gól­nych na­ro­dów. W oba­wie przed naj­gor­szym, osoby pu­bliczne, dzien­ni­ka­rze i aka­de­micy w moż­li­wie naj­sil­niej­szych sło­wach po­tę­piają po­wrót na­cjo­na­li­zmu do ame­ry­kań­skiego i bry­tyj­skiego ży­cia pu­blicz­nego.

Jed­nak na­cjo­na­lizm nie za­wsze uzna­wano za tak zły, jak su­ge­ruje to ton współ­cze­snej de­baty. Jesz­cze kilka de­kad temu na­cjo­na­li­styczną po­li­tykę po­wszech­nie ko­ja­rzono z otwar­to­ścią umy­słu i wiel­ko­dusz­no­ścią. Czter­na­ście punk­tów Wil­sona i pod­pi­sana przez Fran­klina Ro­ose­velta oraz Win­stona Chur­chilla Karta Atlan­tycka były przez pro­gre­si­stów po­strze­gane jako pro­myki na­dziei dla ludz­ko­ści – i to wła­śnie dla­tego, że uwa­żano je za sta­no­wiące wy­raz na­cjo­na­li­stycz­nego na­sta­wie­nia, obie­cu­jąc na­ro­dową nie­pod­le­głość i sa­mo­sta­no­wie­nie znie­wo­lo­nym lu­dom ca­łego świata. Rów­nież kon­ser­wa­ty­ści, od Teddy’ego Ro­ose­velta po Dwi­ghta Eisen­ho­wera, trak­to­wali na­cjo­na­lizm jako do­bro po­zy­tywne, zaś Ro­nald Re­agan i Mar­ga­ret That­cher w swoim cza­sie byli przez kon­ser­wa­ty­stów chwa­leni za „nowy na­cjo­na­lizm” wnie­siony przez nich do ży­cia po­li­tycz­nego. W in­nych kra­jach mę­żo­wie stanu, tacy jak Ma­hatma Gan­dhi czy Da­wid Ben Gu­rion, sta­nęli na czele na­cjo­na­li­stycz­nych ru­chów po­li­tycz­nych, które po­zy­skały so­bie po­wszechny po­dziw i sza­cu­nek, pro­wa­dząc miesz­kań­ców tych państw ku wol­no­ści[1].

Liczni po­li­tycy i in­te­lek­tu­ali­ści, któ­rzy jesz­cze kilka po­ko­leń temu ak­cep­to­wali na­cjo­na­lizm, nie­wąt­pli­wie mieli o nim ja­kieś po­ję­cie i nie sta­rali się po pro­stu ze­pchnąć nas do bar­dziej pry­mi­tyw­nej epoki dzie­jo­wej, do wo­jen­nego pod­że­ga­nia i ra­si­zmu. Co za­tem wi­dzieli w na­cjo­na­li­zmie? Jak do­tąd pod­jęto za­ska­ku­jąco nie­wiele prób udzie­le­nia od­po­wie­dzi na to py­ta­nie, czy to w sfe­rze pu­blicz­nej, czy to w ży­ciu aka­de­mic­kim.

Moje po­cho­dze­nie daje mi pe­wien wgląd w tę kwe­stię. Przez całe swe ży­cie by­łem ży­dow­skim na­cjo­na­li­stą, czyli sy­jo­ni­stą[2]. Po­dob­nie do więk­szo­ści Izra­el­czy­ków prze­ją­łem tę po­li­tyczną po­stawę od swych ro­dzi­ców i dziad­ków. Moja ro­dzina przy­była do ży­dow­skiej Pa­le­styny w la­tach dwu­dzie­stych i na po­czątku lat trzy­dzie­stych XX wieku, dą­żąc do usta­no­wie­nia tam nie­pod­le­głego pań­stwa ży­dow­skiego. Udało im się to i więk­szość swego ży­cia spę­dzi­łem w kraju, który zo­stał za­ło­żony przez na­cjo­na­li­stów i po dziś dzień jest rzą­dzony w znacz­nym stop­niu przez nich. Przez te lata po­zna­łem bar­dzo wielu na­cjo­na­li­stów, wśród któ­rych były osoby pu­bliczne i in­te­lek­tu­ali­ści za­równo z Izra­ela, jak i z in­nych kra­jów. I choć nie każdy z nich przy­padł mi do gu­stu, ogól­nie rzecz bio­rąc są to lu­dzie, któ­rych głę­boko po­dzi­wiam za ich lo­jal­ność i od­wagę, zdrowy roz­są­dek i mo­ralną uczci­wość. W tym kręgu na­cjo­na­lizm nie jest uzna­wany za ja­kąś nie­po­jętą cho­robę po­li­tyczną, okre­sowo opa­no­wu­jącą po­szcze­gólne pań­stwa bez żad­nego po­wodu i ze złymi skut­kami, jak współ­cze­śnie wy­daje się są­dzić wielu lu­dzi w Ame­ryce i Wiel­kiej Bry­ta­nii. Sta­nowi on na­to­miast uznaną teo­rię po­li­tyczną, w du­chu któ­rej zo­stali wy­cho­wani jego zwo­len­nicy – teo­rię tego, jak po­wi­nien być urzą­dzony świat po­li­tyki.

Czego do­ty­czy ta na­cjo­na­li­styczna teo­ria po­li­tyczna? Ten na­cjo­na­lizm, w któ­rym zo­sta­łem wy­cho­wany, sta­nowi pewne pryn­cy­pialne sta­no­wi­sko, zgod­nie z któ­rym świat jest naj­le­piej za­rzą­dzany wtedy, gdy po­szcze­gólne na­rody mogą obie­rać nie­za­leżny kie­ru­nek dzia­ła­nia, bez prze­szkód pie­lę­gnu­jąc swoje tra­dy­cje i re­ali­zu­jąc wła­sne in­te­resy. Prze­ciw­nym sta­no­wi­skiem jest im­pe­ria­lizm, zgod­nie z któ­rym do za­pew­nie­nia światu po­koju i za­moż­no­ści na­leży dą­żyć przez zjed­no­cze­nie ludz­ko­ści, na ile to moż­liwe, w ra­mach jed­nego ustroju po­li­tycz­nego. Nie za­kła­dam, że ar­gu­menty jed­no­znacz­nie wska­zują na wyż­szość na­cjo­na­li­zmu. Za obiema tymi teo­riami prze­ma­wiają roz­ma­ite względy. Jed­nak nie da się, bez za­ciem­nia­nia sprawy, unik­nąć wy­boru mię­dzy dwoma sta­no­wi­skami: albo za­sad­ni­czo po­piera się ideę mię­dzy­na­ro­do­wego rządu lub ustroju, który na­rzuca swą wolę pod­le­ga­ją­cym mu na­ro­dom wtedy, gdy lu­dzie nim kie­ru­jący uznają to za ko­nieczne; albo jest się prze­ko­na­nym, że na­rody po­winny mieć swo­bodę w wy­zna­cza­niu kie­runku swego dzia­ła­nia przy nie­obec­no­ści tego ro­dzaju mię­dzy­na­ro­do­wego rządu lub ustroju[3].

Ta de­bata po­mię­dzy na­cjo­na­li­zmem i im­pe­ria­li­zmem na po­wrót stała się szcze­gól­nie ak­tu­alna po upadku Muru Ber­liń­skiego w 1989 roku. Wów­czas za­koń­czyły się zma­ga­nia z ko­mu­ni­zmem, a umy­sły za­chod­nich przy­wód­ców opa­no­wały dwa wiel­kie im­pe­ria­li­styczne pro­jekty: pierw­szym z nich jest Unia Eu­ro­pej­ska, która stop­niowo przej­muje od państw człon­kow­skich wiele pre­ro­ga­tyw zwy­kle ko­ja­rzo­nych z po­li­tyczną nie­pod­le­gło­ścią, dru­gim zaś jest dą­że­nie do usta­no­wie­nia ame­ry­kań­skiego „po­rządku świa­to­wego”, w ra­mach któ­rego na­rody nie­chcące pod­po­rząd­ko­wać się prawu mię­dzy­na­ro­do­wemu są do tego zmu­szane, przede wszyst­kim za po­mocą ame­ry­kań­skiej po­tęgi woj­sko­wej. Choć ich zwo­len­nicy nie lu­bią tej na­zwy, są to pro­jekty im­pe­ria­li­styczne, a to z dwóch po­wo­dów. Po pierw­sze, mają one na celu ode­bra­nie pro­cesu de­cy­zyj­nego nie­pod­le­głym rzą­dom na­ro­do­wym i prze­ka­za­nie go mię­dzy­na­ro­do­wym rzą­dom lub or­ga­nom. Po dru­gie, jak już na pierw­szy rzut oka wy­nika z pu­bli­ka­cji au­tor­stwa jed­no­stek i in­sty­tu­cji opo­wia­da­ją­cych się za tymi przed­się­wzię­ciami, pro­jekty te ce­lowo wpi­suje się w im­pe­ria­li­styczną tra­dy­cję po­li­tyczną, czer­piąc hi­sto­ryczne in­spi­ra­cje z Ce­sar­stwa Rzym­skiego, Au­stro-Wę­gier i Im­pe­rium Bry­tyj­skiego. Na przy­kład Char­les Krau­tham­mer, ar­gu­men­tu­jąc u za­ra­nia okresu po­zim­no­wo­jen­nego za po­wsta­niem ame­ry­kań­skiego „uni­wer­sal­nego do­mi­nium”, wzy­wał, by Ame­ryka usta­no­wiła „su­per­su­we­rena”, który bę­dzie prze­wo­dził trwa­łemu „de­wa­lu­owa­niu [...] po­ję­cia su­we­ren­no­ści” wśród wszyst­kich na­ro­dów na ziemi. Krau­tham­mer do opi­sa­nia tej wi­zji używa ła­ciń­skiego ter­minu pax Ame­ri­cana, kreu­ją­cego ob­raz Sta­nów Zjed­no­czo­nych jako no­wego Rzymu: po­dob­nie jak Ce­sar­stwo Rzym­skie miało usta­no­wić pax Ro­mana (czyli „po­kój rzym­ski”), który za­pew­nił bez­pie­czeń­stwo i po­kój ca­łej Eu­ro­pie, tak te­raz Ame­ryka za­pewni bez­pie­czeń­stwo i po­kój ca­łemu światu[4].

Ten roz­kwit im­pe­ria­li­stycz­nych idei i pro­jek­tów po­li­tycz­nych, który do­ko­nał się w ostat­nim po­ko­le­niu, po­wi­nien był roz­bu­dzić po­mię­dzy na­cjo­na­li­stami i im­pe­ria­li­stami szcze­gó­łową de­batę na te­mat tego, jak po­wi­nien być urzą­dzony świat po­li­tyczny. Ale do nie­dawna tego typu dys­ku­sji za­sad­ni­czo się uni­kało. Od 1990 roku, kiedy Mar­ga­ret That­cher zo­stała przez wła­sną par­tię zmu­szona do ustą­pie­nia ze sta­no­wi­ska pre­miera za wy­ra­że­nie wąt­pli­wo­ści co do Unii Eu­ro­pej­skiej, prak­tycz­nie nikt wpły­wowy czy to w Ame­ryce, czy to w Eu­ro­pie, nie był spe­cjal­nie za­in­te­re­so­wany za­kwe­stio­no­wa­niem ogól­nej wi­zji, le­żą­cej w sa­mym sercu tych bliź­nia­czych przed­się­wzięć, na­kie­ro­wa­nych na bu­do­wa­nie im­pe­rium[5]. Ta prze­dziwna jed­no­myśl­ność po­zwo­liła na roz­wój Unii Eu­ro­pej­skiej oraz ame­ry­kań­skiego „po­rządku świa­to­wego” bez wzbu­dza­nia gwał­tow­nej de­baty pu­blicz­nej.

Jed­no­cze­śnie po­li­tyczni i in­te­lek­tu­alni orę­dow­nicy tych pro­jek­tów za­cho­wali przej­mu­jącą świa­do­mość faktu, że Eu­ro­pej­czy­ków nie­ko­niecz­nie za­chwyci per­spek­tywa od­nowy „Ce­sar­stwa Nie­miec­kiego”, na­wet je­śli mia­łoby ono być for­mal­nie kie­ro­wane z Bruk­seli. Zda­wali so­bie też sprawę z tego, że Ame­ry­ka­nie czę­sto wzdra­gali się przez kon­cep­cją „ame­ry­kań­skiego im­pe­rium”. W re­zul­ta­cie nie­omal każda pu­bliczna dys­ku­sja na te­mat tych sta­rań pro­wa­dzona była w mgli­stej no­wo­mo­wie, peł­nej eu­fe­mi­zmów w ro­dzaju: „nowy po­rzą­dek świa­towy”, „co­raz ści­ślej­szy zwią­zek”, „otwar­tość”, „glo­ba­li­za­cja”, „za­rzą­dza­nie glo­balne”, „su­we­ren­ność łą­czona”, „po­rzą­dek oparty na re­gu­łach”, „za­sada ju­rys­dyk­cji uni­wer­sal­nej”, „wspól­nota mię­dzy­na­ro­dowa”, „li­be­ralny in­ter­na­cjo­na­lizm”, „trans­na­cjo­na­lizm”, „ame­ry­kań­skie przy­wódz­two”, „stu­le­cie Ame­ryki”, „świat jed­no­bie­gu­nowy”, „nie­za­stą­piony na­ród”, „he­ge­mon”, „sub­sy­diar­ność”, „grać we­dług za­sad”, „wła­ściwa strona hi­sto­rii”, „ko­niec hi­sto­rii” i tak da­lej[6]. Trwało to przez po­ko­le­nie, aż wresz­cie zna­cze­nie tych zwro­tów stało się ja­sne dla sze­ro­kiej pu­blicz­no­ści, czego skutki sami mo­żemy te­raz zo­ba­czyć.

Nie wia­domo jesz­cze, czy roz­kwit na­cjo­na­li­stycz­nych sen­ty­men­tów w Wiel­kiej Bry­ta­nii i Ame­ryce ko­niec koń­ców wyj­dzie nam na do­bre. Jed­nak chyba wszy­scy mo­żemy się zgo­dzić co do jed­nego: skoń­czył się czas pu­stych wy­po­wie­dzi. Sto­imy w ob­li­czu de­baty po­mię­dzy na­cjo­na­li­zmem i im­pe­ria­li­zmem. Są to prze­możne i sprzeczne ze sobą idee, które w prze­szło­ści już wza­jem­nie ry­wa­li­zo­wały, a dziś po­wra­cają do tego sta­rego kon­fliktu. Oba te punkty wi­dze­nia za­słu­gują na to, by je do­kład­nie i z sza­cun­kiem prze­ana­li­zo­wać, z czym wiąże się też roz­ma­wia­nie o nich w przy­stęp­nych i jed­no­znacz­nych ka­te­go­riach, tak by­śmy wszy­scy ro­zu­mieli, o czym do­kład­nie mó­wimy. Miejmy na­dzieję, że tę dys­ku­sję – tak bar­dzo spóź­nioną – uda się nam prze­pro­wa­dzić w spo­sób za­ra­zem szczery, pod­party ar­gu­men­tami i kla­rowny.

Na­pi­sa­łem tę książkę, by przed­sta­wić po­wody, dla któ­rych warto być na­cjo­na­li­stą[7]. W imię wnie­sie­nia przy­czynku do moż­li­wie jak naj­bar­dziej kla­row­nej i zro­zu­mia­łej dys­ku­sji, „glo­ba­lizm” będę trak­to­wał jako to, czym on w oczy­wi­sty spo­sób jest: jako pewną od­mianę daw­nego im­pe­ria­li­zmu. Nie będę też tra­cić czasu na próbę od­ma­lo­wa­nia na­cjo­na­li­zmu pięk­niej­szym, niż on jest w isto­cie, na­zy­wa­jąc go „pa­trio­ty­zmem” – jak czę­sto czyni się to w tych krę­gach, w któ­rych na­cjo­na­lizm uzna­wany jest za coś nie­sto­sow­nego[8]. Zwy­kle po­ję­cie „pa­trio­tyzm” od­nosi się do mi­ło­ści lub lo­jal­no­ści, ja­kie jed­nostka żywi ku swemu nie­pod­le­głemu na­ro­dowi. Ter­min „na­cjo­na­lizm” rów­nież może być wy­ko­rzy­sty­wany w po­dobny spo­sób, na przy­kład jak wtedy, gdy okre­ślamy Maz­zi­niego mia­nem „wło­skiego na­cjo­na­li­sty”, zaś Gan­dhiego na­zy­wamy „na­cjo­na­li­stą hin­du­skim”. Jed­nak na­cjo­na­lizm może ozna­czać też coś wię­cej. Jak już wspo­mi­na­łem, ist­nieje długa tra­dy­cja, zgod­nie z którą po­ję­cie to od­nosi się do teo­rii na te­mat tego, jaki po­rzą­dek po­li­tyczny jest naj­lep­szy – mia­no­wi­cie do an­ty­im­pe­ria­li­stycz­nej kon­cep­cji, ma­ją­cej na celu usta­no­wie­nie świata skła­da­ją­cego się z wol­nych i nie­pod­le­głych na­ro­dów. Tak wła­śnie będę ro­zu­miał ten ter­min w ni­niej­szej książce.

Gdy do­ko­nu­jące się wy­da­rze­nia umiesz­cza się w kon­tek­ście tego dłu­go­trwa­łego star­cia po­mię­dzy dwoma nie­moż­li­wymi do po­go­dze­nia ze sobą spo­so­bami my­śle­nia o po­rządku po­li­tycz­nym, cała ta te­ma­tyka staje się dużo ła­twiej­sza do zro­zu­mie­nia i moż­liwa jest roz­sąd­niej­sza de­bata wo­kół niej.

Tok ar­gu­men­ta­cji bę­dzie tu­taj na­stę­pu­jący:

W pierw­szej czę­ści książki, za­ty­tu­ło­wa­nej Na­cjo­na­lizm a za­chod­nia wol­ność, przed­sta­wiam kon­tekst hi­sto­ryczny, po­zwa­la­jący uchwy­cić spór mię­dzy im­pe­ria­li­zmem i na­cjo­na­li­zmem tak, jak roz­wi­jał się on wśród za­chod­nich na­ro­dów. Wpro­wa­dzam roz­róż­nie­nie po­mię­dzy tym po­rząd­kiem po­li­tycz­nym, który opiera się na pań­stwie na­ro­do­wym i dąży do za­rzą­dza­nia tylko jed­nym na­ro­dem, oraz tym, któ­rego ce­lem jest za­pew­nie­nie po­koju i za­moż­no­ści przez zjed­no­cze­nie ludz­ko­ści w ra­mach jed­nego ustroju po­li­tycz­nego, zwa­nego pań­stwem im­pe­rial­nym[9]. Roz­róż­nie­nie to od­grywa cen­tralną rolę w my­śli po­li­tycz­nej przed­sta­wio­nej w Bi­blii he­braj­skiej (czyli Sta­rym Te­sta­men­cie), a po wy­bu­chu re­for­ma­cji sta­no­wiło bo­dziec do od­rzu­ce­nia au­to­ry­tetu Świę­tego Ce­sar­stwa Rzym­skiego przez na­ro­dowe pań­stwa w ro­dzaju An­glii, Ho­lan­dii i Fran­cji. Tak roz­po­czął się czte­rech­set­letni okres, kiedy to ludy Eu­ropy Za­chod­niej i Ame­ryki przy­jęły nową, pro­te­stancką kon­struk­cję świata po­li­tycz­nego, za któ­rego za­sady za­ło­ży­ciel­skie uznano na­ro­dową nie­pod­le­głość i sa­mo­sta­no­wie­nie. W rze­czy sa­mej, war­to­ści te za­częły być po­strze­gane jako jedne z naj­cen­niej­szych dla czło­wieka rze­czy i jako pod­stawa wszel­kiej na­szej wol­no­ści. Po­rzą­dek, w któ­rym na­rody by­łyby nie­pod­le­głe, miał po­zwo­lić na roz­wój roz­ma­itych form sa­mo­rząd­no­ści, re­li­gii i kul­tury w ra­mach „świata eks­pe­ry­men­tów”, przy­no­szą­cego ko­rzy­ści ca­łej ludz­ko­ści.

Jesz­cze do II wojny świa­to­wej wielu lu­dzi wciąż było prze­ko­na­nych, że za­sada na­ro­do­wej wol­no­ści od­grywa klu­czową rolę w bu­do­wie spra­wie­dli­wego, zróż­ni­co­wa­nego i sto­sun­kowo spo­koj­nego świata. Jed­nak po­ja­wie­nie się Hi­tlera zmie­niło to wszystko, z czego kon­se­kwen­cjami mierzmy się do dziś, wciąż sty­ka­jąc się z na­zbyt uprosz­czoną, nie­ustan­nie po­wta­rzaną nar­ra­cją, gło­szącą, że „na­cjo­na­lizm był przy­czyną dwóch wo­jen świa­to­wych i ho­lo­kau­stu”. Kto zaś chciałby być na­cjo­na­li­stą, skoro na­cjo­na­lizm ozna­cza po­pie­ra­nie ra­si­zmu i prze­lewu krwi na nie­wy­obra­żalną skalę?

W sy­tu­acji, gdy na­cjo­na­lizm cie­szy się opi­nią przy­czyny naj­więk­szych zbrodni na­szej epoki, nie za­ska­kuje, że dawne in­sty­tu­cje sprzy­ja­jące na­ro­do­wej nie­pod­le­gło­ści ule­gają stop­nio­wemu osła­bie­niu, a osta­tecz­nie na­wet uzna­wane są za skom­pro­mi­to­wane. Dziś wielu lu­dzi przyj­muje, że żar­liwa oso­bi­sta lo­jal­ność wzglę­dem pań­stwa na­ro­do­wego i jego nie­pod­le­gło­ści jest czymś nie tylko nie­po­trzeb­nym, ale też mo­ral­nie po­dej­rza­nym. Na­ro­do­wej lo­jal­no­ści i tra­dy­cji nie po­strzega się już jako so­lid­nych pod­staw dla okre­śla­nia praw, we­dług któ­rych ży­jemy, dla re­gu­lo­wa­nia eko­no­mii i po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji w spra­wie obrony i bez­pie­czeń­stwa, dla okre­śla­nia pu­blicz­nych norm co do re­li­gii i edu­ka­cji czy też dla usta­la­nia tego, kto może gdzie miesz­kać. W po­stu­lo­wa­nym dziś no­wym świe­cie li­be­ralne teo­rie rzą­dów prawa, go­spo­darki ryn­ko­wej i praw jed­nostki – które roz­wi­nęły się w ob­rę­bie państw na­ro­do­wych, ta­kich jak Wielka Bry­ta­nia, Ho­lan­dia i Ame­ryka – są uzna­wane za prawdy po­wszechne i trak­to­wane jako wła­ściwe pod­stawy mię­dzy­na­ro­do­wego ustroju, w któ­rym nie­pod­le­głość państw na­ro­do­wych nie bę­dzie już po­trzebna[10]. In­nymi słowy tym, co pro­po­no­wane, jest nowe „im­pe­rium li­be­ralne”, które za­stąpi stary po­rzą­dek pro­te­stancki, opie­ra­jący się na nie­pod­le­głych pań­stwach na­ro­do­wych. Im­pe­rium to ma nas oca­lić przed nie­bez­pie­czeń­stwami zwią­za­nymi z na­cjo­na­li­zmem.

Czy jed­nak zwo­len­nicy no­wego im­pe­ria­li­zmu traf­nie od­czy­tują, czym jest na­cjo­na­lizm i skąd się on bie­rze? Czy mają ra­cję, skła­da­jąc na jego karb naj­więk­sze zbrod­nie po­przed­niego wieku? I czy od­ro­dzony im­pe­ria­lizm rze­czy­wi­ście sta­nowi wła­ściwe re­me­dium?

Są­dzę, że twier­dze­nia te wy­dają się co­raz bar­dziej wąt­pliwe. Za­tem w czę­ści dru­giej, za­ty­tu­ło­wa­nej Ar­gu­menty za pań­stwem na­ro­do­wym, prze­ko­nuję, że świat opie­ra­jący się na nie­pod­le­głych pań­stwach na­ro­do­wych na­leży po­strze­gać jako naj­lep­szy po­rzą­dek po­li­tyczny, po­ka­zu­jąc przy tym, dla­czego po­win­ni­śmy od­rzu­cić tak bar­dzo modny dziś im­pe­ria­lizm. W tej czę­ści książki przed­sta­wiam fi­lo­zo­fię po­rządku po­li­tycz­nego, od­wo­łu­jącą się do po­rów­na­nia mię­dzy trzema kon­ku­ren­cyj­nymi spo­so­bami or­ga­ni­zo­wa­nia świata po­li­tycz­nego, ja­kie znamy z do­świad­cze­nia: ustroju ple­mien­nego i kla­no­wego, który pa­no­wał w prak­tycz­nie wszyst­kich spo­łecz­no­ściach przed­pań­stwo­wych; ustroju mię­dzy­na­ro­do­wego, za­rzą­dza­nego przez pań­stwo im­pe­rialne; oraz ustroju opar­tego na nie­pod­le­głych pań­stwach na­ro­do­wych.

Więk­szość po­dej­mo­wa­nych ostat­nio prób ze­sta­wie­nia „glo­ba­li­stycz­nego” po­rządku po­li­tycz­nego ze świa­tem, w któ­rym ist­nieją pań­stwa na­ro­dowe, kon­cen­truje się na po­stu­lo­wa­nych ko­rzy­ściach zwią­za­nych z go­spo­darką i bez­pie­czeń­stwem, ja­kie płyną z po­sia­da­nia na ca­łym świe­cie zu­ni­fi­ko­wa­nego ustroju praw­nego. Jed­nak we­dług tego punktu wi­dze­nia, któ­rego tu­taj bro­nię, ar­gu­menty od­wo­łu­jące się do go­spo­darki i bez­pie­czeń­stwa mają zbyt wą­ski cha­rak­ter, by do­star­czyć wła­ści­wej od­po­wie­dzi na py­ta­nie o to, jaki jest naj­lep­szy po­rzą­dek po­li­tyczny. Tak na­prawdę wiele rze­czy do­ko­nu­ją­cych się w ży­ciu po­li­tycz­nym wy­pływa z tego, co nas zaj­muje w związku z na­szą przy­na­leż­no­ścią do ta­kich zbio­ro­wo­ści, jak ro­dziny, ple­miona i na­rody. Lu­dzie ro­dzą się w nich albo przy­stę­pują do nich na dal­szych eta­pach swego ży­cia i wiążą ich z nimi nie­zwy­kle silne więzy, oparte na wza­jem­nej lo­jal­no­ści po­mię­dzy ich człon­kami. W rze­czy­wi­sto­ści za­czy­namy uzna­wać swoje człon­ko­stwo w tych spo­łecz­no­ściach za in­te­gralną część nas sa­mych. Wiele, je­śli nie więk­szość, dą­żeń po­li­tycz­nych ma swoje źró­dło w zo­bo­wią­za­niach, ja­kie w na­szym od­czu­ciu po­sia­damy wzglę­dem nie tyle sie­bie jako jed­no­stek, co wzglę­dem na­szego po­sze­rzo­nego „ja”, obej­mu­ją­cego ro­dzinę, ple­mię lub na­ród. Cho­dzi tu mię­dzy in­nymi o tro­skę o ży­cie i wła­sność człon­ków tej zbio­ro­wo­ści, któ­rej je­ste­śmy od­dani. Ale po­tężną mo­ty­wa­cję sta­no­wią rów­nież wspólne nam i in­nym dą­że­nia nie­ma­te­rialne: po­trzeba za­cho­wa­nia we­wnętrz­nej spój­no­ści da­nej ro­dziny, ple­mie­nia czy na­rodu oraz pra­gnie­nie umoc­nie­nia ich wy­jąt­ko­wego dzie­dzic­twa kul­tu­ro­wego i prze­ka­za­nia go na­stęp­nemu po­ko­le­niu.

Nie da się traf­nie opi­sać tych wy­mia­rów kie­ru­ją­cych ludźmi po­bu­dek po­li­tycz­nych w ka­te­go­riach dą­że­nia jed­nostki do ochrony wła­snego ży­cia, oso­bi­stej wol­no­ści i wła­sno­ści. Każdy z nas w rze­czy­wi­sto­ści pra­gnie i po­trze­buje rów­nież cze­goś wię­cej, co pro­po­nuję okre­ślić mia­nem „zbio­ro­wego sa­mo­sta­no­wie­nia” – cho­dzi tu o wol­ność ro­dziny, ple­mie­nia czy na­rodu. Taką wła­śnie wol­ność od­czu­wamy wtedy, gdy zbio­ro­wość, wzglę­dem któ­rej ży­wimy lo­jal­ność, wzra­sta w siłę i na­biera szcze­gól­nych cech, na­da­ją­cych jej w na­szych oczach wy­jąt­kową war­tość.

W li­be­ral­nej tra­dy­cji po­li­tycz­nej pra­gnie­nie i po­trzeba ta­kiego zbio­ro­wego sa­mo­sta­no­wie­nia są prze­waż­nie po­strze­gane jako pry­mi­tywne i zbędne. Za­kłada się, że wraz na­dej­ściem no­wo­cze­sno­ści jed­nostki wy­zwa­lają się z tego ro­dzaju po­bu­dek. Po­sta­ram się jed­nak wy­ka­zać, że w rze­czy­wi­sto­ści tak się nie dzieje. Bry­tyj­skie i ame­ry­kań­skie kon­cep­cje jed­nost­ko­wej wol­no­ści nie na­leżą – jak się to nie­raz twier­dzi – do uni­wer­sa­liów, które każdy czło­wiek jest w sta­nie na­tych­miast po­jąć i za­pra­gnąć. One same sta­no­wią kul­tu­rowe dzie­dzic­two okre­ślo­nych ple­mion i na­ro­dów. Ame­ry­ka­nie i Bry­tyj­czycy, dą­żąc do upo­wszech­nie­nia tych idei na ca­łym świe­cie, dają w ten spo­sób wy­raz wie­lo­wie­ko­wemu pra­gnie­niu zbio­ro­wego sa­mo­sta­no­wie­nia, pod wpły­wem któ­rego chcą spra­wiać, by ich kul­tu­rowe dzie­dzic­two umac­niało się i miało co­raz więk­sze od­dzia­ły­wa­nie – na­wet je­śli po­ciąga to za sobą znisz­cze­nie dzie­dzic­twa tych, któ­rzy mo­gliby ina­czej za­pa­try­wać się na te sprawy.

W swo­jej ar­gu­men­ta­cji zwra­cam uwagę na sze­reg nie­wąt­pli­wych ko­rzy­ści pły­ną­cych z or­ga­ni­za­cji po­li­tycz­nego świata w opar­ciu o nie­pod­le­głe pań­stwa na­ro­dowe. Mię­dzy in­nymi wska­zuję, że taki po­rzą­dek daje naj­więk­sze moż­li­wo­ści zbio­ro­wego sta­no­wie­nia, że za­szcze­pia nie­chęć do pod­boju in­nych na­ro­dów i two­rzy wa­runki dla to­le­ran­cji wzglę­dem roz­ma­itych sty­lów ży­cia oraz że usta­na­wia zdu­mie­wa­jąco pro­duk­tywną ry­wa­li­za­cję po­mię­dzy na­ro­dami, z któ­rych każdy dąży do jak naj­peł­niej­szej re­ali­za­cji wła­snego po­ten­cjału oraz zdol­no­ści swych po­szcze­gól­nych człon­ków. Po­nadto są­dzę, że prze­możne więzy wza­jem­nej lo­jal­no­ści, le­żące w sa­mym sercu pań­stwa na­ro­do­wego, sta­no­wią je­dyne znane nam opar­cie dla roz­woju nie­za­leż­nych in­sty­tu­cji i oso­bi­stych wol­no­ści.

Te i inne względy wska­zują na to, że świat skła­da­jący się z nie­pod­le­głych państw na­ro­do­wych jest naj­lep­szych po­rząd­kiem po­li­tycz­nym, do ja­kiego mo­żemy dą­żyć. Nie ozna­cza to jed­nak, że po­win­ni­śmy być zwo­len­ni­kami po­wszech­nego prawa do sa­mo­sta­no­wie­nia, które po­stu­lo­wał Wo­odrow Wil­son. Nie każdy z ty­sięcy bez­pań­stwo­wych lu­dów ist­nie­ją­cych na ziemi jest albo bę­dzie w sta­nie wy­bić się na po­li­tyczną nie­pod­le­głość – jaką za­tem rolę po­winna od­gry­wać za­sada na­ro­do­wej nie­za­wi­sło­ści w kwe­stiach do­ty­czą­cych po­szcze­gól­nych na­ro­dów? Część drugą książki koń­czę roz­wa­ża­niami nad tym, na ile kon­cep­cja od­wo­łu­jąca się do po­rządku opar­tego na pań­stwach na­ro­do­wych może być od­no­szona do rze­czy­wi­stej areny mię­dzy­na­ro­do­wej, na któ­rej ideę po­li­tycz­nej nie­pod­le­gło­ści nie za­wsze i nie wszę­dzie da się wcie­lić w ży­cie.

Ar­gu­men­tem naj­czę­ściej pod­no­szo­nym prze­ciwko na­cjo­na­li­stycz­nej po­li­tyce jest to, ja­koby sprzy­jała ona roz­wo­jowi nie­na­wi­ści i fa­na­ty­zmu. Z pew­no­ścią kryje się w tym ziarno prawdy: w każ­dym na­cjo­na­li­stycz­nym ru­chu da się zna­leźć osoby bę­dące nie­na­wist­ni­kami i fa­na­ty­kami. Jaki jed­nak wnio­sek po­win­ni­śmy wy­cią­gnąć z tego faktu? Moim zda­niem jego do­nio­słość osła­bia uświa­do­mie­nie so­bie, że uni­wer­sa­li­styczne idee po­li­tyczne – w ro­dzaju tych zaj­mu­ją­cych po­cze­sne miej­sce na przy­kład w Unii Eu­ro­pej­skiej – wy­dają się nie­odmien­nie ro­dzić nie­na­wiść i fa­na­tyzm w przy­naj­mniej tym sa­mym stop­niu, co ru­chy na­cjo­na­li­styczne. W czę­ści trze­ciej, za­ty­tu­ło­wa­nej An­ty­na­cjo­na­lizm a nie­na­wiść, ana­li­zuję to zja­wi­sko, ze­sta­wia­jąc an­ta­go­ni­zmy po­mię­dzy kon­ku­ru­ją­cymi ze sobą gru­pami na­ro­do­wymi lub ple­mien­nymi, czu­ją­cymi się za­gro­żo­nymi przez sie­bie na­wza­jem, z wro­go­ścią zwo­len­ni­ków im­pe­ria­li­stycz­nych lub uni­wer­sa­li­stycz­nych ide­olo­gii wzglę­dem tych grup na­ro­do­wych lub ple­mien­nych, które nie przyj­mują gło­szo­nego przez nich twier­dze­nia, że przy­no­szą światu zba­wie­nie i po­kój. Naj­słyn­niej­szym przy­kła­dem nie­na­wi­ści zro­dzo­nej w ob­rę­bie im­pe­ria­li­stycz­nej czy też uni­wer­sa­li­stycz­nej ide­olo­gii jest być może chrze­ści­jań­ski an­ty­se­mi­tyzm. Ale rów­nież ta­kie ru­chy, jak is­lam, mark­sizm i li­be­ra­lizm udo­wod­niły, że są zdolne do roz­bu­dze­nia po­dob­nie za­żar­tej nie­chęci wzglę­dem grup zde­ter­mi­no­wa­nych do opie­ra­nia się uni­wer­sa­li­stycz­nym dok­try­nom przez nie pro­pa­go­wa­nym. Po­wie­dział­bym, że li­be­ralno-im­pe­ria­li­styczne idee po­li­tyczne w rze­czy­wi­sto­ści stały się jed­nymi z naj­po­tęż­niej­szych czyn­ni­ków przy­czy­nia­ją­cych się dziś na Za­cho­dzie do wzro­stu nie­to­le­ran­cji i nie­na­wi­ści. Spo­strze­że­nie to samo w so­bie nie sta­nowi ar­gu­mentu za na­cjo­na­li­zmem. Po­maga ono jed­nak do­strzec, że an­ta­go­ni­zmy mogą być w ogóle czymś wpi­sa­nym w ru­chy po­li­tyczne, a de­batę po­mię­dzy na­cjo­na­li­zmem i im­pe­ria­li­zmem po­winno się roz­strzy­gać w opar­ciu o inne prze­słanki.

W pod­su­mo­wa­niu, za­ty­tu­ło­wa­nym Cnota na­cjo­na­li­zmu, przed­sta­wiam kilka krót­kich uwag na te­mat re­la­cji po­mię­dzy na­cjo­na­li­zmem a oso­bi­stym cha­rak­te­rem. Przez całe swe ży­cie sły­sza­łem, że na­cjo­na­lizm psuje ludzką oso­bo­wość. Po­gląd taki pa­dał z ust chrze­ści­jan i mu­zuł­ma­nów, li­be­ra­łów i mark­si­stów, któ­rzy uznają na­cjo­na­lizm za wadę, po­nie­waż jego ce­lem jest wzno­sze­nie ba­rier mię­dzy ludźmi, pod­czas gdy po­win­ni­śmy te ba­riery bu­rzyć. Sam ina­czej się na to za­pa­truję. W domu mego ojca na­uczono mnie, że by­cie na­cjo­na­li­stą jest cnotą. Wy­ja­śniam tu­taj, na czym to po­lega, po­ka­zu­jąc, że skłon­ność ku po­rząd­kowi opie­ra­ją­cemu się na nie­pod­le­głych na­ro­dach może po­móc w for­mo­wa­niu pew­nych po­zy­tyw­nych cech cha­rak­teru, osią­gnię­cie któ­rych jest trud­niej­sze – je­śli nie wręcz nie­moż­liwe – do­póki żywi się ma­rze­nie o im­pe­rium.

***

Nie mamy pew­no­ści co do do­kład­nego kie­runku, jaki obie­rze od­ro­dzony na­cjo­na­lizm w Wiel­kiej Bry­ta­nii, Ame­ryce i in­nych kra­jach. Nie­za­leż­nie jed­nak od tego, jak po­wieją po­li­tyczne wia­try, mo­żemy być pewni, że nie znik­nie oś po­działu, która ujaw­niła się w sa­mym sercu ży­cia pu­blicz­nego na Za­cho­dzie. Wzdłuż tej osi prze­kształca się po­li­tyka po­szcze­gól­nych na­ro­dów, od­dzie­la­jąc tych, któ­rzy pra­gną po­wró­cić do daw­nych, na­cjo­na­li­stycz­nych fun­da­men­tów świata po­li­tycz­nego, od wy­kształ­co­nych elit, które w tym czy in­nym stop­niu są zwo­len­ni­kami idei, by w przy­szło­ści za­pa­no­wał po­rzą­dek im­pe­rialny. Obec­nie za­tem nie­wiele jest za­gad­nień bar­dziej za­słu­gu­ją­cych na uważną ana­lizę niż de­bata mię­dzy na­cjo­na­li­zmem i im­pe­ria­li­zmem.

Zaj­mu­jąc się tą te­ma­tyką, będę się od­wo­ły­wał do ta­kich po­li­tycz­nych po­jęć, jak „na­ród”, „im­pe­rium”, „nie­pod­le­głość”, „wol­ność na­ro­dowa”, „sa­mo­sta­no­wie­nie”, „lo­jal­ność”, „ple­mię”, „tra­dy­cja” oraz „to­le­ran­cja”. Wiele z tych ter­mi­nów spra­wia wra­że­nie nieco prze­brzmia­łych, pro­sił­bym jed­nak Czy­tel­ni­ków o wy­ro­zu­mia­łość w tym wzglę­dzie. To prawda, że w ostat­nich la­tach te i inne po­wią­zane z nimi po­ję­cia w znacz­nym stop­niu ule­gły mar­gi­na­li­za­cji i zo­stały za­stą­pione dys­kur­sem, w któ­rym dąży się do wy­ja­śnia­nia pro­ble­mów po­li­tycz­nych pra­wie wy­łącz­nie w ka­te­go­riach „pań­stwa”, „rów­no­ści”, „wol­no­ści oso­bi­stej”, „praw”, „przy­zwo­le­nia” i „rasy”. Jed­nak ta­kie ogra­ni­cze­nie na­szego po­li­tycz­nego pa­trze­nia samo w so­bie sta­nowi jedną z pod­sta­wo­wych trud­no­ści, w ob­li­czu któ­rych dziś sta­jemy. Świata po­li­tycz­nego nie da się zre­du­ko­wać do tych ka­te­go­rii, a próby uczy­nie­nia tego pro­wa­dzą do na­szej śle­poty w klu­czo­wych dzie­dzi­nach – śle­poty po­cią­ga­ją­cej za sobą dez­orien­ta­cję, gdy za­czy­namy się zde­rzać z rze­czami, które wciąż po­zo­stają re­alne, na­wet je­śli nie po­tra­fimy ich już zo­ba­czyć. Szer­szy za­kres kon­cep­cji po­li­tycz­nych, uak­tu­al­nio­nych dla na­szych po­trzeb, może bar­dzo po­móc w przy­wró­ce­niu nam peł­nego pola wi­dze­nia oraz upo­rząd­ko­wa­niu za­mętu, w który po­pa­dli­śmy. Gdy już ja­sno uj­rzymy po­szcze­gólne drogi, ła­twiej bę­dzie nam zde­cy­do­wać, którą z nich chcemy po­dą­żać.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Przy­pisy

[1] Na te­mat „no­wego na­cjo­na­li­zmu” Re­agana zob. N. Pod­ho­retz, The New Ame­ri­can Ma­jo­rity, „Com­men­tary” 1981, nr 1, s. 19–28; I. Kri­stol, The Emer­gence of Two Re­pu­bli­can Par­ties [w:] te­goż, Re­flec­tions of a Neo­con­se­rva­tive. Lo­oking Back, Lo­oking Ahead, New York 1983, s. 111.
[2] Na te­mat mo­ich po­glą­dów w kwe­stii ży­dow­skiego na­cjo­na­li­zmu zob. Y. Ha­zony, The Je­wish State. The Strug­gle for Israel’s Soul, New York 2000; tenże, Did Herzl Want a Je­wish State?, „Azure” 2000, nr 9, s. 37–73; tenże, On the Na­tio­nal State. Part 2: The Gu­ar­dian of the Jews, „Azure” 2002, nr 13, s. 133–165; tenże, On the Na­tio­nal State. Part 3: Cha­rac­ter, „Azure” 2003, nr 14, s. 107–144.
[3] W swej de­fi­ni­cji na­cjo­na­li­zmu czer­pię z tej tra­dy­cji my­śli po­li­tycz­nej, która znaj­duje wy­raz w dzie­łach Johna Stu­arta Milla, prze­ko­nu­ją­cego, że „jed­nym z wa­run­ków in­sty­tu­cji wol­nych jest to, ażeby gra­nice rzą­dów scho­dziły się z gra­ni­cami na­ro­do­wo­ści” (J.S. Mill, O rzą­dzie re­pre­zen­ta­tyw­nym, XVI [w:] te­goż, O rzą­dzie re­pre­zen­ta­tyw­nym. Pod­dań­stwo ko­biet, tłum. G. Czer­nicki, M. Chy­żyń­ska, Kra­ków – War­szawa 1995, s. 248). Na po­dob­nej za­sa­dzie Maz­zini wska­zy­wał, że „nie ma chyba żad­nego kraju, z wy­jąt­kiem An­glii i Fran­cji, któ­rego obecne gra­nice od­po­wia­da­łyby [Bo­żemu] za­my­słowi. [...] Na­tu­ralne po­działy i wro­dzone, spon­ta­niczne skłon­no­ści po­szcze­gól­nych lu­dów za­stą­pią ar­bi­tralne gra­nice, wy­zna­czone przez nik­czemne rządy. Mapa Eu­ropy zo­sta­nie na­ry­so­wana na nowo. Wolne na­rody [...] po­wstaną” (G. Maz­zini, The Du­ties of Man [w:] A Co­smo­po­li­ta­nism of Na­tions. Giu­seppe Maz­zini’s Wri­tings on De­mo­cracy, Na­tion Bu­il­ding, and In­ter­na­tio­nal Re­la­tions, red. S. Rec­chia, N. Urbi­nati, tłum. S. Rec­chia, Prin­ce­ton 2009, s. 93). Tra­dy­cyjne ko­ja­rze­nie na­cjo­na­li­zmu z tego ro­dzaju po­glą­dami ule­gło osła­bie­niu wsku­tek sfor­mu­ło­wa­nia w świe­cie aka­de­mic­kim licz­nych no­wych de­fi­ni­cji. Spo­śród nich chyba naj­bliż­szą sta­no­wi­sku tra­dy­cyj­nemu jest ta za­pro­po­no­wana przez Er­ne­sta Gel­l­nera, wska­zu­ją­cego, że na­cjo­na­lizm to „za­sada po­li­tyczna, która głosi, że jed­nostki po­li­tyczne po­winny po­kry­wać się z jed­nost­kami na­ro­do­wo­ścio­wymi” (E. Gel­l­ner, Na­rody i na­cjo­na­lizm, tłum. T. Ho­łówka, War­szawa 1991, s. 9).
[4] Ch. Krau­tham­mer, Uni­ver­sal Do­mi­nion. To­ward a Uni­po­lar World, „The Na­tio­nal In­te­rest” 1989–1990, nr 18, s. 46–49. Krau­tham­mer tłu­ma­czy, że nie okre­śla Sta­nów Zjed­no­czo­nych mia­nem „im­pe­rium”, po­nie­waż Ame­ry­ka­nie „nie łakną no­wych te­ry­to­riów” (Ch. Krau­tham­mer, Re­alizm de­mo­kra­tyczny. Ame­ry­kań­ska po­li­tyka za­gra­niczna w świe­cie jed­no­bie­gu­no­wym, „Mię­dzy­na­ro­dowy Prze­gląd Po­li­tyczny” 2004, nr 3–4, s. 30). Błędne jest jed­nak za­ło­że­nie, że im­pe­ria­lizm po­lega na pra­gnie­niu no­wych te­ry­to­riów. Sta­nowi on ra­czej wy­raz dą­że­nia do spra­wo­wa­nia kon­troli nad in­nymi na­ro­dami, co – jak wy­daje się są­dzić wielu ba­da­czy – może dziś być osią­gane za po­mocą bom­bar­do­wań lot­ni­czych oraz in­nych me­tod, nie­wy­ma­ga­ją­cych anek­sji te­ry­to­rial­nych. Po­dobny po­gląd zo­stał wy­ra­żony w: W. Kri­stol, R. Ka­gan, To­ward a Neo-Re­aga­nite Fo­re­ign Po­licy, „Fo­re­ign Af­fa­irs” 1996, nr 75/4, s. 18–32 – au­to­rzy ci wy­su­nęli po­stu­lat „do­bro­tli­wej he­ge­mo­nii glo­bal­nej”, gdzie „he­ge­mo­nię” de­fi­niuje się jako „prze­możny wpływ i wła­dza nad wszyst­kimi w da­nej do­me­nie” (tamże, s. 20).
[5] Na te­mat po­glą­dów That­cher zob. jej prze­mó­wie­nie wy­gło­szone w Ko­le­gium Eu­ro­pej­skim 20 wrze­śnia 1988 roku („Prze­mó­wie­nie z Bru­gii”); taż Sta­te­craft. Stra­te­gies for a Chan­ging World, New York 2002, s. 320–411.
[6] Je­śli cho­dzi o opór im­pe­ria­li­stów przez uży­wa­niem wła­śnie ter­minu „im­pe­ria­lizm”, Tho­mas Don­nelly za­uważa: „Nie ma wielu lu­dzi, któ­rzy mó­wi­liby o tym otwar­cie. [...] Jest to nie­zręczne dla znacz­nej czę­ści Ame­ry­ka­nów. Dla­tego uży­wają oni fraz w stylu »Ame­ryka jest je­dy­nym su­per­mo­car­stwem«” (T.E. Ricks, Em­pire or Not? A Qu­iet De­bate over US Role, „Wa­shing­ton Post” 2001, 21 sierp­nia). Jed­nak po ataku Al-Ka­idy na Stany Zjed­no­czone, do­ko­na­nym 11 wrze­śnia 2001 roku, bar­dziej otwar­cie o im­pe­rium za­częli mó­wić za­równo jego zwo­len­nicy, jak i prze­ciw­nicy. Zob. M. Boot, The Case for Ame­ri­can Em­pire, „We­ekly Stan­dard” 2001, 15 paź­dzier­nika; S.P. Ro­sen, An Em­pire If You Can Keep It, „Na­tio­nal In­te­rest” 2003, wio­sna, s. 51–61; S. Kurtz, De­mo­cra­tic Im­pe­ria­lism. A Blu­eprint, „Po­licy Re­view” 2003, maj; H. Mün­kler, Em­pi­res. The Lo­gic of World Do­mi­na­tion from An­cient Rome to the Uni­ted Sta­tes, tłum. P. Ca­mil­ler, Mal­den 2007; N. Fer­gu­son, Ame­rica as Em­pire, Now and in the Fu­ture, „The Na­tio­nal In­te­rest” 2008, 23 czerwca [zob. też tenże, Ko­los. Cena ame­ry­kań­skiego im­pe­rium, tłum. M. Hart­man, B. Wilga-Wiel­gucka, War­szawa 2014 – przyp. tłum.]. Bar­dziej kry­tyczne po­dej­ście zna­la­zło wy­raz w: A.J. Ba­ce­vich, Ame­ri­can Em­pire. The Re­ali­ties and Con­se­qu­en­ces of U.S. Di­plo­macy, Cam­bridge 2002; M. Igna­tieff, The Ame­ri­can Em­pire, „New York Ti­mes Ma­ga­zine” 2003, 5 stycz­nia; J.B. Ju­dis, The Folly of Em­pire. What G.W. Bush Co­uld Le­arn from The­odore Ro­ose­velt and Wo­odrow Wil­son, New York 2004. Na te­mat ta­kich ujęć uni­wer­sal­nego po­rządku po­li­tycz­nego, w któ­rych nie jest uży­wane po­ję­cie „im­pe­rium”, zob. na przy­kład A. Wendt, Why a World State Is In­e­vi­ta­ble, „Eu­ro­pean Jo­ur­nal of In­ter­na­tio­nal Re­la­tions” 2003, nr 9, s. 491–542; A.-M. Slau­gh­ter, J. Iken­berry, For­ging a World of Li­berty Un­der Law. U.S. Na­tio­nal Se­cu­rity in the 21st Cen­tury. Fi­nal Pa­per of the Prin­ce­ton Pro­ject on Na­tio­nal Se­cu­rity, Prin­ce­ton 2006.
[7] Współ­cze­snymi au­to­rami bro­nią­cymi po­rządku opie­ra­ją­cego się na ist­nie­niu nie­pod­le­głych państw na­ro­do­wych (lub pew­nych aspek­tów ta­kiego ładu) są m.in. R. Scru­ton, In De­fense of the Na­tion [w:] M. Do­oley, Ro­ger Scru­ton. The Phi­lo­so­pher on Do­ver Be­ach, New York 1990, s. 299–328; D. Mil­ler, On Na­tio­na­lity, Oxford 1997; G. Him­mel­farb, Mroczne i krwawe roz­droże, czyli tam, gdzie na­cjo­na­lizm spo­tyka się z re­li­gią, tłum. M. Ga­win, „Teo­lo­gia Po­li­tyczna” 2006–2007, nr 4, s. 307–317; M. Ca­no­van, Na­tion­hood and Po­li­ti­cal The­ory, Chel­ten­ham – Nor­thamp­ton 1996; L.E. Go­od­man, The Ri­ghts and Wrongs of Na­tions [w:] te­goż, Ju­da­ism, Hu­man Ri­ghts and Hu­man Va­lues, Oxford 1998, s. 137–161; J.R. Bol­ton, Sho­uld We Take Glo­bal Go­ver­nance Se­rio­usly?, „Chi­cago Jo­ur­nal of In­ter­na­tio­nal Law” 2000, nr 1; D. Con­way, In De­fence of the Re­alm. The Place of Na­tions in Clas­si­cal Li­be­ra­lism, Al­der­shot 2004; J.A. Rab­kin, Law Wi­thout Na­tions? Why Con­sti­tu­tio­nal Go­vern­ment Re­qu­ires So­ve­re­ign Sta­tes, Prin­ce­ton 2005; P. Ma­nent, A World Bey­ond Po­li­tics? A De­fense of the Na­tion-State, tłum. M.A. Le­Pain, Prin­ce­ton – Oxford 2006; N. Sha­ran­sky, S. Wo­lo­sky We­iss, De­fen­ding Iden­tity. Its In­di­spen­sa­ble Role in De­fen­ding De­mo­cracy, New York 2008; J. Fonte, So­ve­re­ignty or Sub­mis­sion. Will Ame­ri­cans Rule Them­se­lves or Be Ru­led by Others?, New York 2011; D. Ro­drik, The Glo­ba­li­za­tion Pa­ra­dox. De­mo­cracy and the Fu­ture of the World Eco­nomy, Oxford 2011; B. Yack, Na­tio­na­lism and the Mo­ral Psy­cho­logy of Com­mu­nity, Chi­cago 2012; A. Et­zioni, The De­mo­cra­ti­sa­tion Mi­rage, „Su­rvi­val. Glo­bal Po­li­tics and Stra­tegy” 2015, nr 57/4, s. 139–156.
[8] Zob. J. Breu­illy, Na­tio­na­lism and the State, Chi­cago 1982, s. 8.
[9] Uni­kam tu po­ję­cia na­tion-state [na ję­zyk pol­ski tłu­ma­czo­nego jako „pań­stwo na­ro­dowe”, tak samo jak na­tio­nal state, któ­rego to po­ję­cia używa Au­tor – przyp. tłum.], czę­sto ro­zu­mia­nego jako ozna­cza­jące, że na na­ród skła­dają się te jed­nostki, które za­miesz­kują dane pań­stwo. Na te­mat re­la­cji po­mię­dzy pań­stwem i na­ro­dem zob. roz­działy IX i X.
[10] Tu­taj i w po­zo­sta­łych czę­ściach książki uznaję „li­be­ra­lizm” za ra­cjo­na­li­styczną teo­rię po­li­tyczną, opie­ra­jącą się na za­ło­że­niu, że lu­dzie są z na­tury wolni i równi so­bie oraz że zo­bo­wią­za­nia wzglę­dem pań­stwa i in­nych in­sty­tu­cji są kon­se­kwen­cją przy­zwo­le­nia jed­no­stek. Po­nie­waż li­be­ra­lizm jest teo­rią ra­cjo­na­li­styczną, jego twier­dze­nia uznaje się za uni­wer­salne, ak­tu­alne we wszyst­kich cza­sach i miej­scach. Nie­kiedy przy­datne jest do­da­nie do­okre­śle­nia „kla­syczny li­be­ra­lizm”, w któ­rym wska­zuje się rów­nież, że po­li­tyczne mo­ty­wa­cje kie­ru­jące ludźmi w znacz­nym stop­niu wiążą się z chę­cią ochrony swego ży­cia i wła­sno­ści.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.