Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Czy mądrość Wschodu może się przydać praktycznemu zachodniemu umysłowi? Chin-Ning Chu, ekspertka od azjatyckiego stylu prowadzenia biznesu, udowodniła, że starożytna filozofia Chin może nam przynieść znacznie więcej korzyści, niż się nam do tej pory wydawało.
Prowokacyjna, zdumiewająca książka „Pokerowa twarz, czarne serce” to zbiór szalenie skutecznych zasad budowania wewnętrznej siły niezbędnej do osiągnięcia sukcesu. Jej uniwersalny przekaz świetnie sprawdzi się w świecie biznesu, choć równie dobrze można go zastosować na każdej innej płaszczyźnie. Ponadczasowe azjatyckie strategie zaskakująco trafnie wpisują się w codzienne wyzwania współczesnego człowieka, skłaniając do głębokich refleksji i momentalnie motywując do działania.
Nieważne, czy jesteś prezesem dużej firmy, właścicielem jednoosobowej działalności, pracownikiem korporacji czy gospodynią domową – możesz mieć pewność, że to fascynujące dzieło kompletnie odmieni twój tok myślenia, przekładając się na niesamowite rezultaty.
Poznaj intrygującą filozofię wojownika i rozpraw się z przeszkodami dzielącymi cię od realizacji twoich najśmielszych celów.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 402
Rok wydania: 2021
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Składam wyrazy wdzięczności wszystkim, którzy zaistnieli w moim życiu, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Wszyscy w jakiś sposób przyczynili się do powstania tej książki.
Swoją wdzięczność kieruję do:
Karen M. Dibblee, bez której wkładu ta książka nie byłaby taka sama;
Gayle Vrla, mojej przyjaciółki, która zawsze jest przy mnie;
Dottie Walters, za jej niezachwianego ducha i wsparcie;
J.J. Liu Tsai, mojej szkolnej przyjaciółki, za jej miłość i przyjaźń.
Specjalne podziękowania składam pracownikom księgozbiorów podręcznych zMarin County Free Library wKalifornii iMultnomah County Library zOregonu.
Mam wobec wszystkich dług wdzięczności. Bez ich pracy zespołowej wydanie tej książki nie byłoby możliwe.
W całej tej książce ogólne określenie „biznesmen” i zaimek „on” są używane w celu skrócenia wypowiedzi. W każdym przypadku intencją autorki jest odniesienie zarówno do mężczyzn, jak i do kobiet.
W roku 1949, kiedy miałam trzy lata i trzymałam się kurczowo matczynej spódnicy, biegłam wraz z rodzicami i dwoma młodszymi braćmi po pasie startowym na lotnisku w Szanghaju. W huku wybuchających bomb weszliśmy na pokład samolotu udającego się w ostatni komercyjny lot z Chin.
Kiedyś żyliśmy w dostatku i cieszyliśmy się przywilejami; teraz moja rodzina stała się wśród milionów Tajwańczyków kolejną bezimienną grupą imigrantów uciekających przed komunistyczną władzą. Cały nasz dobytek, który zdołaliśmy ocalić w tej życiowej zawierusze, mieścił się w walizkach niesionych przez moich rodziców.
W roku 1969, gdy miałam dwadzieścia dwa lata, wyjechałam z Tajwanu, by rozpocząć nowe życie w Ameryce. Znów byłam imigrantką bez twarzy i przyjechałam do Los Angeles z dwiema walizkami mieszczącymi nieliczne rzeczy, które mogłam zabrać do swojego nowego domu: uszyte przeze mnie ubrania, kilka przedmiotów osobistych i dwie książki.
Do tamtego czasu przeczytałam już setki publikacji i miałam spory ich zbiór, ale do Stanów Zjednoczonych zabrałam tylko dwie: Sztukę wojny Sun Tzu i cienki, oprawiony na czarno tomik napisany przez Lee Zhonga, zatytułowany Thick Black Theory1.
Sztuka wojny to starożytna książka o strategii i mądrości, dobrze znana w świecie zachodnim. Natomiast Teoria pokerowej czerni to dość nowa praca i wciąż raczej mało znana poza Chinami.
Wprawdzie nie potrafię dokładnie wytłumaczyć, dlaczego zabrałam ze sobą Teorię pokerowej czerni, ale wiem, że miałam wtedy silne, intuicyjne przeczucie, że może okazać się bardzo ważna. W oryginalnej formie jest to książka chaotyczna i trudna. Pisarstwo Lee jest nieprecyzyjne. Jego argumenty zawierają duże przeskoki myślowe, często dla mnie niezrozumiałe. Jednak już po pierwszym przeczytaniu Teorii pokerowej czerni wiedziałam, że trafiłam na coś bardzo głębokiego. Przez ostatnie dwadzieścia lat wciąż powracałam do tej książki, nie do końca wiedząc dlaczego. Po prostu miałam silne i niepokojące poczucie, że zawiera ona klucz do zagadki, którą próbowałam rozwiązać. Zmieniła sposób, w jaki myślę o wszystkich swoich życiowych doświadczeniach. Swoje kosztowności pozostawiłam na Tajwanie, ale do Ameryki zabrałam ze sobą tę bezcenną książkę Lee.
Lee po raz pierwszy opublikował swoje przemyślenia w roku 1911, kiedy Chiny były pogrążone w chaosie wynikającym z potężnych zmian. To rok obalenia dynastii Qing, ostatniej z rodzin cesarskich, których rządy sięgały początków ludzkiej cywilizacji.
Teoria pokerowej czerni nigdy nie została przetłumaczona i wydana poza Chinami. Nawet w samych Chinach szczera wypowiedź Lee na temat wykorzystania bezwzględności i hipokryzji była tak niepokojąca, że książka została zakazana od niemal pierwszego dnia po publikacji.
Nawet gdyby Teoria pokerowej czerni przetłumaczona została wiernie, wciąż byłaby trudna do zrozumienia przez nie-Chińczyków. Język chiński jest mocno kontekstowy. Podstawowe bloki budulcowe języka to krótkie, trzy- i czteroliterowe frazy mające bardzo szerokie znaczenie, wykraczające poza literalny sens znaków wykorzystanych do zapisania tej frazy – to coś podobnego do idiomów w języku angielskim. Szersze znaczenie wynika z historii, starożytnej literatury, legend i niezliczonego mnóstwa innych źródeł. Zatem w kilku znakach chiński pisarz może wyrazić bardzo złożoną myśl, zręcznie łącząc te powiązania. Cudzoziemcy, którzy uważają, że biegle znają język chiński, ale nie mają tak dogłębnej znajomości chińskiej kultury, często rozumieją słowa, ale nie mają świadomości różnych poziomów znaczenia, bardzo subtelnie przemycanego do tych fraz.
W przypadku prac Lee ta trudność jest jeszcze większa. Jego chaotyczny styl sprawia, że książka jest trudno zrozumiała nawet dla wykształconego Chińczyka. Lee pisze krótkimi, niepołączonymi ze sobą epigramami, które osobie niezbyt głęboko zanurzonej w chińskiej literaturze wydają się pozbawione znaczenia. W oryginalnej formie Teoria pokerowej czerni jest dla ludzi Zachodu mało użyteczna. Zawsze jednak czułam, że ta głęboka i bardzo szczera wizja świata, będąca esencją jego filozofii, może mieć ogromne znaczenie dla każdego, kto chce w jakiś sposób kontrolować swoje życie. Tę wizję, postawę i istotę określam po prostu mianem „pokerowej twarzy i czarnego serca”.
Lee szacował, że studiowanie jego idei aż do osiągnięcia praktycznej biegłości powinno zająć około trzech lat. Idee te wznieciły we mnie ogień i skłoniły do tego, że ostatnie dwadzieścia lat poświęciłam na dogłębną analizę niezbadanych realiów naszego codziennego życia w kontekście pokerowej twarzy i czarnego serca.
Dzięki swoim badaniom odkryłam dwa zupełnie odległe poziomy zrozumienia.
Istnieje aspekt powierzchowny: uczenie się metod ipraktyk, dzięki którym można mieć to, czego się chce, narzucając swoją wolę innym, oraz głębsze, duchowe zrozumienie pokerowej twarzy iczarnego serca, będące naturalnym stanem duszy.
Wychowując się w Chinach, zdążyłam zanurzyć się w buddyzmie, taoizmie, konfucjanizmie, pomijając już fakt, że sama byłam katoliczką. Zasady tych religii są tak głęboko zakorzenione w chińskiej kulturze, że nie trzeba formalnie ich wyznawać, żeby żyć pod ich wpływem. Moje dalsze poszukiwania zrozumienia zaprowadziły mnie we wszystkie zakątki świata. Studiowałam święte pisma hinduistyczne i dzieła mistyków chrześcijańskich. W pewnym momencie życia porzuciłam pełną sukcesów karierę biznesową w Los Angeles i wyjechałam na pustkowia Gór Kaskadowych w Oregonie na długie medytacje oraz poszukiwania własnej duszy.
Gdy moje horyzonty poszerzyły się, powróciłam do swoich chińskich korzeni z nową perspektywą. Spojrzałam na buddyzm, taoizm, konfucjanizm oraz ich japońskie korzenie – zen. Było dla mnie coraz bardziej jasne, że te różne religie, a także filozofie opierają się na tej samej podstawowej zasadzie. Skoro potrafię ją zrozumieć i wydobyć, zapewni mi ona władzę oraz kontrolę nad własnym życiem, czego tak bardzo szukałam. Starając się wyartykułować tę zasadę, wciąż powracałam do Lee Zhonga Wu i wyrażenia „pokerowa twarz, czarne serce”.
Myślę, że w czasie pisania Teorii pokerowej czerni nawet sam Lee nie uświadamiał sobie jasno, jak szeroki i głęboki jest to temat. Teraz rozumiem jednak, że wartość pracy Lee polegała na pokazaniu w świecki, przyziemny sposób zasady, która wcześniej była prezentowana wyłącznie w kategoriach abstrakcyjnych, religijnych lub filozoficznych.
Przez wiele lat bezskutecznie starałam się pisać o teorii pokerowej twarzy i czarnego serca. W końcu przestałam próbować i napisałam swoje dwie pierwsze, zupełnie inne książki: The Chinese Mind Game oraz The Asian Mind Game. Dopiero wtedy mogłam w końcu napisać Pokerową twarz, czarne serce. Idee, które przedstawiam w tej książce, to moje własne przemyślenia, które z całą pewnością zawdzięczam Lee. Nie jest to jednak interpretacja jego pracy. Dla mnie Teoria pokerowej czerni była nie tyle źródłem wiedzy, co poznaniem innego sposobu patrzenia na rzeczy, od którego zaczął się rozwój moich własnych myśli. Dzieło Lee było dla mnie pewnego rodzaju narzędziem do badania nowych idei i doświadczeń.
Wynikiem tych badań jest książka, z której możesz czerpać natychmiastowe korzyści, jakie wynikają ze znajomości zasad pokerowej twarzy i czarnego serca w silnej, skoncentrowanej formie. Wiedza ukazana w tej książce będzie odzwierciedleniem twoich życiowych doświadczeń, zarówno tych, które są ci znajome, jak i tych, których nie potrafisz zwerbalizować. Zawarte w niej nowatorskie idee pozwolą ci niemal natychmiast doznać oświecenia i osiągnąć zrozumienie.
Odrzuć cnotę, wyrzeknij się mądrości;
ludzie zyskają po tysiąckroć.
Odrzuć życzliwość, wyrzeknij się moralności,
ludzie wybiorą miłość isynowskie oddanie.
Odrzuć spryt, wyrzeknij się chciwości,
znikną bandyci izłodzieje2.
– LAO TZU, TAO TE CHING
1 W dalszej części książki nazwiemy tę teorię „Teorią pokerowej czerni”. Dosłownie byłaby to „Teoria nieprzeniknionego i bezwzględnego” – przyp. tłum.
2 Przekład własny.
Gdy ukrywasz swoją wolę przed innymi, jesteśNieprzenikniony.
Gdy narzucasz swoją wolę innym, jesteśBezwzględny1.
– LEE ZHONG WU
Określenie „pokerowa twarz, czarne serce”2 opisuje tajemne prawo natury rządzące zachowaniami, które zapewniają sukcesy w każdym aspekcie życia. Mieli to amerykańscy pionierzy. Korzystają z tego azjatyccy biznesmeni. Od czasów starożytnych po dzisiejsze wszyscy ludzie sukcesu wykorzystują ten sekret. Pokerowa twarz i czarne serce to mądrość ducha ponad podziałami związanymi z narodowością, rasą czy religią. Wykorzystanie tego prawa przynosi ludziom korzyści zarówno w ich praktykach biznesowych, jak i w życiu osobistym. Wierność prawu natury w codziennych działaniach pozwala sięgać do źródeł najwyższego potencjału w nas i wokół nas, a to prowadzi do odkrywania swojego przeznaczenia. Przez wykorzystywanie praw pokerowej twarzy i czarnego serca każdy z nas pozna przeznaczenie, któremu musi pozostać wierny.
Amerykanie są nieustannie bombardowani przez media obrazami sukcesu i szczęścia. Sukces jest często mierzony stanem posiadania: marką samochodu, którym jeździmy, nazwiskiem projektanta zegarka, który nosimy, lub najmodniejszymi ubraniami, które na siebie zakładamy. Ale życie pełne sukcesów to takie, które przeżywamy w zrozumieniu i podążaniu własną ścieżką, a nie w pogoni za marzeniami lub spełnianiem oczekiwań innych.
Wielu ludzi jest tak opętanych tą pogonią za fałszywą euforią, że próbują zaprzeczać istnieniu życiowych trudności. Pozytywne nastawienie jest ważne, ale to tylko część historii. Zrozumienie tego, jak przezwyciężać ból, zwątpienie i niepowodzenie to istotny element wygranej w grze o nazwie życie. Często tak bardzo skupiamy się na tym, co zapewnia nam dobre samopoczucie, że zapominamy o tym, co czyni nas wielkimi.
Charakteru nie kształtuje się w życiu usłanym różami. Podobnie jak w przypadku stali, wykuwa się go w ogniu, między młotem a kowadłem. Spotykając się z mocą pokerowej twarzy i czarnego serca, uświadomisz sobie nową rzeczywistość. Jednym ze skutków przeczytania tej książki będzie przełamanie tradycyjnego pojmowania bezwzględności3. Pokerowa twarz i czarne serce to nie jest brak litości. Przekonasz się o tym, przyjmując i dostosowując do siebie niedestruktywną formę bezwzględności, dzięki czemu zyskasz wolność potrzebną do skutecznej realizacji życiowych zadań.
W teorii pokerowej twarzy i czarnego serca nie chodzi o opanowanie jakiejś umiejętności ani o coś, co mógłbyś ode mnie dostać. Ta moc jest już w tobie. Jest twoją wewnętrzną siłą i naturalnym stanem twojego prawdziwego ja, w którym doskonała radość, jasność, odwaga i współczucie są nieodłączną częścią ciebie.
Sięgając do tej mocy i biorąc to, co jesteś w stanie uchwycić, z całą pewnością odniesiesz wiele korzyści. Moc pokerowej twarzy i czarnego serca poprowadzi cię, byś był skuteczny w swoich działaniach i osiągał pożądane wyniki. Co najważniejsze, kontakt z tą mocą, która tkwi w tobie, zapewni ci niezachwianą jasność i koncentrację pomocną w odkrywaniu i osiąganiu swojego zamierzonego przeznaczenia.
Pokerowa twarz i czarne serce nie jest doktryną samą w sobie. Odnosi się raczej do elementu wspólnego wielu różnych ideologii. Na bardziej praktycznym, a mniej filozoficznym poziomie, w pokerowej twarzy i czarnym sercu chodzi po prostu o działanie i jego skuteczność.
Możemy tu sięgnąć do przykładu ze współczesnej Ameryki: Co roku ukazują się dziesiątki książek, które mają nauczyć czytelników, jak zostać skuteczniejszym menedżerem, lepszym sprzedawcą oraz generalnie szczęśliwszym i bardziej dynamicznym człowiekiem. Autorzy tych książek podają przepisy na działania mające doprowadzić do pożądanych rezultatów. Zazwyczaj jest to plan, który sprawdził się w przypadku autora i kilku jego uczniów. Niekoniecznie jednak musi on zadziałać u wielu innych czytelników, nawet jeśli starannie będą wypełniać zapisane instrukcje. Dwóch ludzi może przeczytać tę samą książkę o poskramianiu lwów. Mogą wejść do klatki z lwami w identycznych ubraniach. Podczas wydawania rozkazów, mogą wykonywać identyczne gesty i używać identycznych słów. Jednak rezultaty niekoniecznie będą takie same. Jednemu z nich lew faktycznie przeskoczy przez obręcz, ale drugi zostanie zaatakowany i poturbowany upadnie na ziemię.
Wydaje się, że autorzy nie mają świadomości istnienia stanu wewnętrznego, w którym trzeba się znaleźć, aby osiągnąć skuteczność w słowach i w czynach. Eksperci piszący takie książki są dobrzy w tym, co robią, ponieważ mieli szczęście intuicyjnie lub nieświadomie dojść do takiego stanu. Wydaje się jednak, że nie pojmują problemów ludzi, dla których los nie był tak łaskawy.
Pokerowa twarz i czarne serce to teoria o dużej użyteczności praktycznej. Można ją zastosować do każdego przedsięwzięcia i wykorzystać zarówno w dobrych, jak i w złych zamiarach. Pierwsze, powierzchowne spotkanie z tą koncepcją jest często szokujące, a nawet odrażające, ponieważ równie dobrze może służyć przestępcy, jak świętemu. Wydaje się być koncepcją egoistyczną, bezwzględną i zupełnie niemoralną. Twierdzę jednak, że te atrybuty niekoniecznie muszą oznaczać destrukcję.
Jak sama nazwa wskazuje, mamy do czynienia z dwoma elementami stanu wewnętrznego: pokerową twarzą i czarnym sercem.
Spójrzmy na azjatyckie pojęcie twarzy. Twarz to sposób, w jaki inni ludzie o tobie myślą i jak cię traktują. Większość Azjatów przywiązuje ogromną wagę do tego, co myślą o nich inni, a w szczególności, czy okazują im szacunek i traktują ich z godnością. Zestawmy to podejście z zachodnim przekonaniem, że najlepsza jest gruboskórność oraz niewrażliwość na krytykę i negatywne opinie wyrażane przez innych. Połączenie tych dwóch koncepcji będzie przybliżonym wyobrażeniem pokerowej twarzy jako tarczy chroniącej nasze poczucie własnej godności przed złymi opiniami innych. Osoba umiejętnie wykorzystująca pokerową twarz kreuje pozytywny obraz siebie pomimo krytyki innych.
W dążeniach do każdego celu zawsze znajdzie się miejsce na zwątpienie w możliwość jego realizacji, w przyświecające nam motywy lub w wartość korzyści dostępnych po jego osiągnięciu. Często odczuwamy potrzebę naprawiania siebie w pierwszej kolejności w przekonaniu, że dopiero gdy staniemy się bardziej wartościowi, będziemy mogli spełnić swoje marzenia.
Osoba o pokerowej twarzy potrafi odsuwać na bok zwątpienie w siebie. Nie przyjmuje ograniczeń, które starają się narzucać jej inni, i – co ważniejsze – nie przyjmuje ograniczeń, które zazwyczaj narzucamy sobie sami. Nie kwestionuje swoich możliwości lub swojej wartości. We własnych oczach jest doskonała.
Świat ma skłonność do przyjmowania od nas naszych przekonań o własnej osobie. Przez taką absolutną wiarę w siebie osoba o pokerowej twarzy zaszczepia tę wiarę w innych. Zaczynają postrzegać ją jako odnoszącą sukcesy i pozwalają jej je odnosić.
Były prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan jest dobrym przykładem osoby o pokerowej twarzy. Miał dość ograniczone umiejętności zarządcze. Najważniejszym zadaniem jego doradców było powstrzymywanie go przed wygłaszaniem spontanicznych uwag na temat skomplikowanych spraw. Za każdym razem, gdy to czynił, niezmiennie zdradzał swoją uderzającą nieznajomość tematu. Jednak Reagan miał tak niezachwiane mniemanie o sobie jako wielkim mężu stanu, że działał zdecydowanie nawet wtedy, gdy zupełnie nie miał pojęcia, o co chodzi. Jego proste odpowiedzi sprawiały, że Ameryka czuła się pewnie. Po latach społecznych niepokojów w kraju i upokorzeń za granicą Amerykanie znów czuli się dobrze; czuli, że wszystko znów jest pod kontrolą. Podzielali opinię Ronalda Reagana na temat jego osoby, dlatego zakończył swoją kadencję jako najpopularniejszy prezydent we współczesnej historii.
Z kolei inny były prezydent Jimmy Carter lepiej rozumiał ogromną odpowiedzialność związaną ze swoim urzędem i czuł się nią całkowicie przytłoczony. Był zbyt świadomy własnych ograniczeń, a w konsekwencji zadręczał się różnymi ważnymi problemami. Amerykanie uważali jego obawy za przejaw niekompetencji, w wyniku czego w kolejnych wyborach znaczną większością głosów pozbawili go urzędu. Właściwie oceniając trudności, przed jakimi stał kraj, i publicznie dzieląc się swoimi obawami, Carter zaszczepił w ludziach poczucie bezsilności i rozpaczy.
Gdyby pułkownik Oliver North czuł się choć trochę winny przestępstw związanych z aferą Iran-Contras, do udziału w której się przyznał, dziś zapewne siedziałby w więzieniu. Jest jednak wolnym człowiekiem, dla milionów ludzi symbolem patriotyzmu i mówcą inkasującym ogromne honoraria. Nie wyraził skruchy z powodu przestępczych działań. Był tak mocno przekonany o własnym patriotyzmie, że zdołał wmówić milionom ludzi swój wizerunek człowieka heroicznego. Ktoś mniej pewny swojej niewinności zostałby dotkliwie ukarany za popełnione zbrodnie i spotkałby się z publicznym ostracyzmem.
Pokerowa twarz nie musi być asertywna lub agresywna. Może być skromna i uległa. Pokerowa twarz to zdolność do przyjęcia postawy, jakiej wymaga sytuacja, bez obaw o to, co pomyślą o nas ludzie.
Stara chińska opowieść wspomina historię młodego człowieka, Han Xina, uważanego za wybitnego wojownika kung-fu. Pewnego dnia, gdy Han przechadzał się ulicami swojego miasta, zatrzymali go dwaj mężczyźni, którzy słyszeli o jego umiejętnościach, i rzucili mu wyzwanie do walki na śmierć i życie. Han próbował nie podejmować tego wyzwania, ale mężczyźni nie pozwalali mu odejść. Nalegali, aby albo podjął walkę, albo przeczołgał się jak pies pomiędzy nogami jednego z nich. Pomimo iż w Chinach jest to uważane za niesamowite upokorzenie, Han wolał się czołgać niż walczyć.
Wieść o jego upokorzeniu i tchórzostwie szybko rozeszła się po mieście. Był otwarcie wyśmiewany, ale nigdy nie próbował się tłumaczyć ani wyjaśniać swojego zachowania, na pozór pokazującego brak ducha walki. W swoim późniejszym życiu okazał się jednym z najpotężniejszych i najbardziej nieustraszonych wojowników w historii Chin. Dwójka nieokrzesanych bandytów nie była dla niego żadnym zagrożeniem. Po prostu byli niegodnymi przeciwnikami. W głębi serca wiedział, że jest nieustraszonym wojownikiem. Nieważne było dla niego, co myślą inni. Jego pokerowa twarz pod maską pokory skrywała chęć oszczędzenia sobie kłopotów, które wynikłyby z zabicia dwóch tak nieodpowiedzialnych chuliganów.
Przeciwieństwem wewnętrznego poczucia wartości Han Xina jest mój kolega, który zaangażował się w pomoc pewnemu lekarzowi w budowie i opatentowaniu prototypu urządzenia medycznego. Na początku odbyła się ogólnikowa, nie prowadząca do żadnych konkluzji dyskusja na temat współpracy, w ramach której miała zostać wykorzystana wiedza techniczna mojego kolegi i jego doświadczenie w budowie aparatury. Od tej chwili mój kolega niezmordowanie pracował, choć nic więcej nie zostało powiedziane na temat formy współpracy czy wynagrodzenia. On sam miał opory przed poruszaniem tej kwestii, ponieważ nie dysponował poprawnie działającym prototypem i uważał, że jeszcze nie zasługuje na wynagrodzenie. Nie poprosił mnie o radę, więc mu jej nie udzielałam. Myślę, że lepiej by sobie poradził, gdyby przyjął pokerową twarz człowieka z poczuciem własnej wartości. Nawiązałby tę formalną współpracę dokładnie z takiego powodu, z jakiego unikał konfrontacji z lekarzem: urządzenie nie działa jeszcze prawidłowo, dlatego wciąż jest potrzebny.
Gdy wreszcie będzie miał działające urządzenie i poczuje się na tyle pewnie, że pójdzie do lekarza porozmawiać o wynagrodzeniu, nie wiadomo, co dostanie. W tym momencie będzie w bardzo niekorzystnej sytuacji. Lekarz osiągnie już swój cel i nie będzie go więcej potrzebował.
Czarne serce to zdolność do podejmowania działania bez względu na to, jakie konsekwencje spotkają innych. Czarne serce jest bezwzględne, ale niekoniecznie złe.
W czasach przed nadejściem nowoczesnej medycyny chirurg operował bez możliwości znieczulenia. Musiał ciąć szybko i zdecydowanie, nie bacząc na krzyki i błagania pacjenta. Chcąc być skutecznym, musiał być wyjątkowo nieczuły i emocjonalnie oddzielony od bólu, który sprawiał.
Z kolei generał tak przepełniony ludzką litością, że nie chce wysłać żołnierzy na śmierć, nie jest zbyt przydatny swojemu krajowi. Zostanie pokonany, a jego ludzie trafią do niewoli. Natomiast generał o czarnym sercu potrafi wyprzeć ze swojej świadomości traumę, jaką jest walka, i w pełni skupić się na osiąganiu pożądanego rezultatu: zwycięstwa.
Przedsiębiorca musi potrafić podejmować twarde decyzje dotyczące działalności, która nie przynosi zysku. Jeśli nie potrafi, firma upadnie. Ostatecznym rezultatem krótkowzrocznej litości dla kilku pracowników będzie zamknięcie całej firmy i zwolnienie wszystkich.
Osoba o czarnym sercu ma odwagę przegrywać. Próby podejmowania skutecznych działań zawsze wiążą się z ryzykiem przegranej. Chirurg, który musi przeprowadzić potencjalnie niebezpieczną operację u ofiary wypadku, wie, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest nieoperowanie. Chociaż pacjent prawdopodobnie umrze, chirurg niewiele ryzykuje. Jeśli będzie operował i pacjent nie przeżyje, wie, że może zostać obwiniony o tę śmierć.
Pokerowa twarz i czarne serce są dwiema stronami jednego medalu. Gdy ktoś posiada siłę pokerowej twarzy, potrafi nie przejmować się krytyką i dezaprobatą mas. Ta siła jest również źródłem czarnego serca. Pozwala skutecznie władać włócznią, by przebijać się przez nierozumne i przyjęte z góry wyobrażenia mas.
Nie jest możliwe praktykowanie pokerowej twarzy bez czarnego serca, tak samo jak niemożliwe jest korzystanie z czarnego serca bez pokerowej twarzy. Osoba wykorzystująca pokerową twarz i czarne serce musi ćwiczyć swoją umiejętność ignorowania krytyki, kpin i oszczerstw ze strony innych i równoczesnego wypełniania swoich powinności zgodnie ze swoim uznaniem. W zależności od tego, czego wymaga sytuacja, w danej chwili może dowolnie użyć więcej siły pokerowej twarzy, a mniej czarnego serca lub na odwrót.
Pokerowa twarz i czarne serce na najbardziej podstawowym poziomie nie mają podtekstów moralnych. Są czystym odniesieniem do tego, jak osiągnąć coś, czego chcemy. Innymi słowy, jak wygrać za wszelką cenę. Na tym poziomie pokerowa twarz jest całkowitym brakiem skrupułów, a czarne serce absolutną bezwzględnością.
W najsurowszej i najbardziej powierzchownej formie w pokerowej twarzy i czarnym sercu nie chodzi o etykę, tylko o skuteczne działanie. Wystarczy zajrzeć na chwilę do codziennej gazety, by znaleźć przykłady: pracownicy dużych linii lotniczych fałszowali raporty przeglądów samolotów i systemów bezpieczeństwa w celu redukcji kosztów operacyjnych. Menedżerowie zlecający te fałszerstwa mieli pełną świadomość, że narażają na ogromne niebezpieczeństwo życie pasażerów, pilotów i członków załogi, co było zupełnie nieproporcjonalne do zaoszczędzonych pieniędzy.
Włócznia jest zarówno narzędziem pomocnym w utrzymywaniu pokoju, jak i śmiercionośną bronią. Pokerowa twarz i czarne serce, podobnie jak włócznia, same w sobie nie zawierają zła, ale przecież ktoś może ich użyć wyłącznie dla osiągnięcia za wszelką cenę własnych, egoistycznych celów. Niektórzy ludzie posiadają intuicyjną umiejętność wykorzystywania pokerowej twarzy i czarnego serca jako narzędzia do osiągania celów z egoistycznych pobudek. Dla nich żadna cena za zwycięstwo nie jest zbyt wysoka, jak długo jest ono osiągane cudzym kosztem.
Od czasów starożytnych aż do współczesnych, od Wschodu do Zachodu, wciąż znajdowali się ludzie, którzy zyskiwali dzięki wykorzystaniu pierwszej fazy pokerowej twarzy i czarnego serca. Spójrzmy na upadek amerykańskich instytucji oszczędnościowo-kredytowych i na nielegalne transakcje Bank of Credit and Commerce International. Wszystkie cieszące się „prestiżem” osoby działające za zamkniętymi drzwiami tych instytucji były mistrzami pokerowej twarzy i czarnego serca na najbardziej brutalnym poziomie.
Ich twarz jest tak nieprzenikniona i pokerowa; osłania ich przed wszelką krytyką ze strony innych i przed własnym sumieniem. Ich serce jest tak czarne, że gdy używają swojej włóczni wobec niczego nie podejrzewającej, ufającej im publiki, niewinni depozytariusze zostają skazani na powolną śmierć przez finansowe wykrwawienie. Dla tych ludzi celem jest własna korzyść, a pokerowa twarz i czarne serce środkiem.
Faza pierwsza pokerowej twarzy iczarnego serca prowadzi nas dozwycięstwa, ale często tawygrana nie masłodkiego smaku. Przez swe tajemne siły życie najczęściej sprawia, żenasze złe uczynki mszczą się nanas. Nietrudno jest pokonać innych bezwzględnymi środkami: wystarczy zaprzedać swą duszę diabłu.
Istnieją trzy stadia na poziomie pierwszej fazy:
Pierwsze stadium: pokerowa, czyli tak niewzruszona jak mur warownej twierdzy i czarna jak węgiel. To poziom taniego naciągania, oszustwa i kłamstwa. Pomimo że ich twarz jest tak niewzruszona jak mur warownej twierdzy, można ją przeniknąć. Ich czerń jest zauważalna dla wszystkich, którzy ją widzą. W oczach innych to ludzie odrażający i odpychający.
Drugie stadium: pokerowa i twarda, czarna i połyskująca. To bardziej zaawansowani praktycy. Utwardzili swoją twarz i wygładzili czarne serce, by było bardziej pociągające. Już nie są tanimi naciągaczami. Ich powierzchowność jest nienaganna. Są ludźmi, których uważasz za godnych zaufania, ale wkrótce przekonujesz się, że zostałeś oszukany.
Trzecie stadium: tak pokerowa, że pozbawiona formy, tak czarna, że pozbawiona barwy – to poziom najwyższy. To stadium pozornie prawego człowieka, który potrafi bezwzględnie dążyć do własnych celów, będąc wychwalanym przez swoje ofiary za prawość. Niektórzy nasi politycy, zarówno ci z przeszłości, jak i współcześni, osiągnęli ten stan.
Kto zwycięża ludzi, jest silny;
kto zwycięża siebie, jest naprawdę potężny4.
– LAO TZU, TAO TE CHING
Pod pierwszą fazą znajdują się głębsze pokłady istoty pokerowej twarzy i czarnego serca. Ludzie praktykujący pierwszą fazę pokerowej twarzy i czarnego serca uważają ją za odpychającą nawet dla siebie. W konsekwencji rozpoczynają proces samopoznania.
Samopoznanie to proces duchowy. Nie możemy uczciwie lub kompletnie mówić o pokerowej twarzy i czarnym sercu, nie wspominając o duchowej stronie życia, ponieważ ten aspekt ma wpływ na realia wszystkich naszych praktyk biznesowych i osobistych zachowań. Ludzie przenoszą to, kim są, na biznes i zazwyczaj w biznesie zachowują się tak jak wszędzie indziej.
W oczach Wschodu nie ma podziału na biznes, sztukę wojenną, filozofię i duchowość. Mądrość duchowości jest źródłem ziemskiego życia. Ta mądrość jest jedna, ale jej zastosowań jest nieskończenie wiele. Z kolei świat Zachodu zazwyczaj dokonuje segmentacji wiedzy o życiu na mniejsze fragmenty, a potem odpowiednio je szufladkuje. Ludzie praktykujący pokerową twarz i czarne serce bez kultywowania drugiej fazy mogą stać się niebezpieczni.
W stadium samopoznania człowiek często jest narażony na ataki, ponieważ odrzuca zdecydowane i niegodziwe zachowania z pierwszej fazy i przeszukuje nieznane dziedziny. Również jego duch oczekuje większej satysfakcji z takiego zachowania. Jest w stanie niepewności, dezorientacji, a czasami nawet bólu i złości.
Jest przytłoczony swoimi nowymi odkryciami, że ma w sobie samym tak wielu przeciwników w postaci niedoskonałości swojego charakteru: chciwości, gniewu, zwątpienia w siebie, poczucia własnych ograniczeń, zazdrości, zawiści, lęku, wstydu, niepokoju, małostkowości, nienawiści, złudzeń, żądz, egoizmu, lenistwa, hipokryzji i roszczeniowości. Odkrył, że jego umysł jest źródłem wzlotów i upadków, honoru oraz zniewagi, radości i smutku, gdy równocześnie ma wielu wrogów i niewielkie możliwości przezwyciężania tych przeszkód.
W tym stadium, pomimo wrażenia nieładu i poczucia odłączenia, człowiek zmierza do potężnej transformacji.
Ta ostatnia faza jest połączeniem dwóch poprzednich. Właśnie teraz będziesz mógł stworzyć wspólny grunt dla wzniosłości i bezwzględności. A oto, czym cechuje się wojownik.
Po drugiej fazie praktyk staje się obojętny i odważny. Przyjmuje postawę wojownika – obiektywną i zdystansowaną. Postrzega życie jako walkę, którą musi stoczyć. Nie ma wyjścia. Jedynym celem jest zwycięstwo.
Beznamiętnie toczy ją z potwornymi czynnikami zewnętrznymi, równocześnie odważnie stawiając czoła swoim wewnętrznym wrogom. Dlatego potrafi oderwać się od nich tak, że ich obecność mu nie przeszkadza. Moc obojętności i oderwania umożliwia wojownikowi stawianie czoła życiowym wyzwaniom ze spokojem i lekkością.
Trzynastowieczny hinduski filozof Shankaracharya wspomina, że nawet największy wojownik, kiedy znajdzie się na polu bitwy, poci się ze strachu. Jednak, pomimo iż jego ciało i umysł są lękliwe, jego duch się nie boi. Potrafi oderwać się od strachu ciała oraz umysłu i uparcie trwać w nieustraszoności ducha.
Niedawno oglądałam stary film opowiadający o odwadze i miłości pierwszych osadników, amerykańskich pionierów. Było oczywiste, że rozumieli, na czym polega wspaniały stan spokoju i oderwania. Byli obojętni na cierpienie i działali pomimo strachu, nie poddawali się samotności, ze spokojem przyjmowali i pokonywali przeciwności, nigdy nie tracąc z oczu swoich celów. Widząc w filmie tę odwagę wojowników i ogromną determinację, wielokrotnie wzruszałam się do łez.
To nie jest tak, żepojawiające się wyzwania wżaden sposób cię nie dotykają iże wtym stanie oderwania stajesz się bezwładny. Wręcz przeciwnie– znajdujesz się pod wpływem swoich emocji, więc możesz napierać naprzód zwiększą odwagą icoraz tonową energią.
Widziałam wielu ludzi starzejących się bez wdzięku. W ich oczach widać było ból i rozczarowanie. Byli przybici życiem, mieli tyle niespełnionych marzeń. Nadzieje i oczekiwania z czasów młodości legły w gruzach – czekali tylko na śmierć.
Błąd, który popełnili, polegał na tym, że nie przygotowali się na twarde lekcje, jakie Stwórca umieścił na ich drodze życia – lekcje konieczne dla wzmocnienia ich ducha i przygotowania ich na wielkość. W przeciwieństwie do wojownika uznającego surową dyscyplinę za przywilej i zaszczyt, ludzie ci byli jak ziarna pochwycone przez kamień młyński, starte na pył kołem życia, w katuszach i lęku.
Tak jak większość ludzi, modliłam się o dobre życie i szczęście. Modlitwa „bądź wola Twoja” śmiertelnie mnie przerażała. W rzeczywistości jednak świat, w którym żyjemy, jest kruchy i wciąż się zmienia, a nasza egzystencja i przeżycie jest finezyjnie powiązane z niewidzialną nicią Bożej łaski. Zyski i straty są stałymi elementami ludzkiego życia.
Patrząc na pożary, które strawiły siedemset luksusowych domów w Oakland i Beverly Hills nad zatoką San Francisco, po raz kolejny przekonałam się, że nieważne, jak bardzo staramy się ignorować możliwość negatywnych i nieprzyjemnych aspektów życia, Stwórca pisze dla nas swój własny scenariusz. Teraz gdy się modlę, proszę o niezachwianą wewnętrzną siłę wojownika, abym przyjęła te twarde lekcje i aby były dla mnie nauką, a nie destrukcją.
W tej książce przeważnie będziemy się zajmować trzecią fazą. Będziemy się uczyć, jak żyć w tym świecie i nie stać się jego ofiarami ani nie sprawić bólu, nie skrzywdzić i nie narazić na straty tych, którzy na to nie zasługują. Naszym celem w praktyce pokerowej twarzy i czarnego serca będzie nauczenie się obrony przed agresją innych.
W ten sposób staniemy się wojownikami, ale nie takimi w zachodnim sensie rozumienia jak maszyny do zabijania.
Zewnętrzna zdolność wojownika doskutecznej realizacji celu wynika zwewnętrznej mądrości, kultywowanej przez podejmowanie życiowych wyzwań idążenie dorównowagi duchowej.
Siedemnastowieczny japoński mistrz miecza Miyamoto Musashi powiedział: „Wojownikiem jest ten, kto równie biegle używa pióra, co miecza”. Chodzi o to, że aby być naprawdę wielkim wojownikiem, trzeba umieć coś więcej niż tylko posługiwać się bronią. Dobry żołnierz jest człowiekiem zrównoważonym, który dzięki zrozumieniu życia potrafi władać swą bronią. Sposób, w jaki samuraj trzyma miecz, jest metaforą tego, jak radzimy sobie z codziennymi zadaniami, a szczególnie z zadaniem przetrwania. Musashi powiedział również: „Umiejętność walki to zrozumienie natury. Jeśli będziesz żył w zgodzie z potęgą natury, znając rytm wszystkich sytuacji, zdołasz naturalnie ciąć i uderzać wroga”.
Praktykując trzecią fazę pokerowej twarzy i czarnego serca, stopniowo będziesz zauważał, że nie ma podziałów ani konfliktu między światem duchowym i ziemskim.
Twoja siła ducha stanie się podstawowym narzędziem dopodboju realiów codzienności. Gdy wejdziemy zwzniosłymi duchowymi refleksjami wbezwzględny świat biznesu, dostaniemy odobu światów to, conajlepsze.
Gdy odrzucono wielkie Tao,
pojawiła się cnota imoralność.
Gdy zrodziła się wiedza iinteligencja,
zaczęła się wielka hipokryzja.
Gdy nie ma harmonii wrodzinie,
rodzi się synowskie oddanie ipoświęcenie.
Gdy kraj jest pogrążony wchaosie,
pojawiają się lojalni urzędnicy5.
– LAO TZU, TAO TE CHING
Każde działanie ma dwa aspekty – wewnętrzny i zewnętrzny. Aspekt wewnętrzny to siła motywująca do działań. Jest ona niewidoczna dla innych. Aspekt zewnętrzny to wyraz stanu wewnętrznego. On jest widoczny dla wszystkich.
Wbrew powszechnemu przekonaniu, działania dobrego człowieka nie zawsze są łagodne. Mogą być bezwzględne, chłodne i wyrachowane. Mój przyjaciel podzielił się kiedyś ze mną bardzo głęboką myślą, mówiąc: „Gdy ludzie zachowują się zbyt przyjaźnie, zawsze zastanawiam się nad ich motywami”.
Żył kiedyś mistrz opiekujący się grupą uczniów. Wszyscy mieli wielkie nadzieje na doznanie oświecenia, ale każdy toczył walkę ze swoimi niepohamowanymi żądzami. Mistrz zdawał się nie zauważać ich złych zachowań i pozwalał na drobne przewinienia, a potem nagle uderzał, jak grom z jasnego nieba. Karał winowajcę dotkliwie, czasami nawet smagał go biczem, aby nigdy nie zapomniał tej lekcji. Obserwator mógłby uznać takie zachowanie mistrza za okrutne i brutalne. Ale uczniowie doświadczali tylko miłości mistrza i byli mu wdzięczni za naukę.
W Biblii, świętej księdze chrześcijaństwa, św. Marek opowiada historię o odwiedzinach Jezusa Chrystusa w świątyni w Jerozolimie, w której znajduje się mnóstwo sprzedawców oraz bankierów. Rozgniewany wywraca ich stoły i ławki, mówiąc, że świątynia poświęcona Bogu ma być domem modlitwy, a nie „jaskinią zbójców”. I pomimo iż zewnętrzne zachowanie Jezusa było nacechowane gniewem, nie miało wpływu na jego wewnętrzny, pokojowy stan ducha.
Jeszcze inni ludzie noszą na twarzach permanentny, sztuczny uśmiech, bo chcą być uważani za miłych. Dla większości jest jednak oczywiste, że taki uśmiech sięga jedynie na głębokość grubości skóry, pomimo iż oni całą swoją twórczą energię wkładają w budowanie tej słodkiej fasady, pozostając pustymi i bezsilnymi wewnątrz.
Powierzchowność i zachowanie dobrego człowieka czasami mogą wydawać się okrutne i gwałtowne, jednak wewnątrz skrywa on czyste serce. Z drugiej jednak strony, fałszywi prorocy mogą na zewnątrz epatować pozornie wielką pokorą i łagodnością, a wewnętrznie stawiać sobie za jedyny cel własną korzyść. Fałszywy prorok, chcąc rozwinąć skrzydła, musi zyskać przychylność publiki, podczas gdy dobry człowiek żyje w harmonii z samym sobą i ani nie poszukuje, ani nie potrzebuje aprobaty z zewnątrz.
Naturalne zachowanie pokerowej twarzy i czarnego serca jest poza zasięgiem ludzkich manipulacji i poza małostkowymi standardami ludzkiego osądu. Gdy ktoś działa w harmonii z wolą ogółu, jego działania służą dobru i korzyści wszystkich. Nie jesteś ani obłudny, ani przesadnie chętny do zabawiania oraz sprawiania przyjemności, nie szukasz też aprobaty. W działaniu jesteś szybki, kompetentny i opanowany. Poddając się, nie czujesz się zawstydzony i nie przejmujesz się osądami innych. Walcząc jesteś skuteczny, czasami też bezwzględny. W działaniu i bezruchu jesteś niezmienny. Jesteś prawdziwym praktykiem pokerowej twarzy i czarnego serca.
Pokerowa twarz i czarne serce to sekretne prawo natury rządzące zachowaniami prowadzącymi do sukcesów w każdym aspekcie życia.
Często tak bardzo przejmujemy się tym, co zapewnia nam dobre samopoczucie, że zapominamy o tym, co zapewnia nam wielkość. Zrozumienie, jak pokonywać ból, zwątpienie i niepowodzenia, to ważny aspekt gry o zwycięskie życie.
Charakteru nie kształtuje się w życiu usłanym różami. Jak w przypadku stali, wykuwa się go w ogniu, między młotem a kowadłem.
Życie z sukcesem to takie, które przeżywamy w zrozumieniu i podążaniu własną ścieżką, a nie w pogoni za spełnianiem marzeń lub oczekiwań innych.
Pokerowa twarz i czarne serce odnosi się i nie odnosi do bezwzględności, a ty przekonasz się o tym, przyjmując i dostosowując do siebie niedestruktywną formę bezwzględności, i zyskasz wolność potrzebną do skutecznej realizacji życiowych zadań.
Kontakt z tą mocą, która tkwi w tobie, zapewni ci niezachwianą jasność i koncentrację pomocną w odkrywaniu i osiąganiu swojego zamierzonego przeznaczenia.
Pokerowa twarz to tarcza, która ma cię chronić przed krytyką i negatywnymi opiniami innych.
Osoba o pokerowej twarzy potrafi odrzucać zwątpienie. Nie akceptuje ograniczeń, które starają się narzucać jej inni i – co ważniejsze – nie akceptuje ograniczeń, które zazwyczaj narzucamy sobie sami. Nie kwestionuje swoich możliwości lub swojej wartości. We własnych oczach jest doskonała.
Czarne serce to włócznia do walki z innymi i z samym sobą.
Czarne serce jest bezwzględne, ale niekoniecznie złe.
Osoba o czarnym sercu patrzy ponad krótkowzroczną litość. Skupia swoją uwagę na celach, nie licząc się z kosztami. Osoba o czarnym sercu ma odwagę przegrywać.
Praktyk pokerowej twarzy i czarnego serca musi ćwiczyć swoją umiejętność ignorowania krytyki, kpin oraz oszczerstw ze strony innych, a także równoczesnego wypełniania swoich powinności według własnego uznania.
Pokerowa twarz i czarne serce na najbardziej podstawowym poziomie nie ma podtekstów moralnych. Jest czystym odniesieniem do tego, jak osiągnąć to, czego chcemy. Innymi słowy – jak wygrać za wszelką cenę. Na tym poziomie pokerowa twarz jest całkowitym brakiem sumienia, a czarne serce absolutną bezwzględnością.
Mądrość duchowości jest źródłem ziemskiego życia. Zdolność odróżniania dobra od zła jest podstawą dla praktyków pokerowej twarzy i czarnego serca. Nie musisz nikogo pokonywać. Jeśli potrafisz skutecznie pokonać samego siebie, świat będzie leżał u twych stóp.
Przejawem najwyższej odwagi wojownika pokerowej twarzy i czarnego serca jest obojętność. Obojętność oznacza odwagę, by walczyć pomimo lęku i odrywać się od emocji związanych z porażką, tak aby ich obecność nie mogła nam przeszkodzić.
Przez połączenie świata duchowego i materialnego będziesz mógł stworzyć wspólny grunt dla wzniosłego świata duchowości i bezwzględnego świata biznesu. W końcu nie będziesz już widział żadnego podziału ani konfliktu między nimi. Twoja wzniosła duchowość stanie się podstawowym narzędziem do pokonywania codziennej rzeczywistości.
Gdy ktoś działa w harmonii z wolą ogółu, jego działania służą dobru i korzyści wszystkich. Nie jest ani obłudny, ani przesadnie chętny do zabawiania i sprawiania przyjemności, nie szuka też aprobaty. W walce jest skuteczny. W działaniu i bezruchu jest niezmienny. Jest prawdziwym praktykiem pokerowej twarzy i czarnego serca.
Właściwą funkcją człowieka
jest życie,
nie egzystencja6.
– JACK LONDON
1 Przekład własny.
2 W oryginale „thick face, black heart”.
3 Symbolem tej bezwzględności jest właśnie czarne serce.
4 Lao Tzu, Tao Te Ching Wposzukiwaniu równowagi, na podstawie angielskiego tłumaczenia Johna C.H. Wu przekład Michał Lipa, Helion 2010, 2016.
5 Przekład własny.
6 Norman Vincent Peale, Entuzjazm zmienia wszystko, Studio Emka 2015, przekład Ewa Czerwińska.
Kwiat, który jest jeden,
nie musi zazdrościć cierniom
których jest mnóstwo1.
– RABINDRANATH TAGORE
Pokerowa twarz i czarne serce to nie tylko sprytny sposób manipulowania światem dla własnych, osobistych korzyści. To naturalny stan naszego istnienia. Utraciliśmy ten stan przez ludzi, którzy – kierując się dobrymi intencjami – wpoili nam zasady, jak mamy się zachowywać i czuć. Utraciliśmy go, ponieważ stworzyliśmy wewnętrzny obraz samych siebie spełniających oczekiwania i potwierdzających przekonania innych. Osiąganie pokerowej twarzy i czarnego serca oznacza więc w pierwszej kolejności odzyskanie naturalnego stanu swojego prawdziwego ja.
Jeden z moich przyjaciół, mężczyzna dobiegający pięćdziesiątki, niemal przez całe dorosłe życie miał ponad czterdzieści kilogramów nadwagi. Wprawdzie co najmniej siedem razy udawało mu się jej pozbyć, ale zawsze powracał do dawnej wagi. Podczas konsultacji psychologicznej odkrył pierwotną przyczynę swojego problemu. Uświadomił sobie, że ilekroć był szczupły, działał bardziej energicznie, a przez to nie był tak wesoły i miły dla innych. Od dziecka rodzina uczyła go, że największą cnotą jest bycie miłym dla ludzi. W konsekwencji objadał się, aby stłumić swój nadmiar energii.
Od wczesnego dzieciństwa większość z nas była uczona, że najwyższą nagrodą na świecie jest akceptacja ze strony innych. Być może nie wypowiada się tego słowami, ale wynika to ze wszystkiego, o czym słyszymy, że jest właściwe i dobre. Jesteśmy posłuszni, żeby zadowolić rodziców. Jesteśmy pilni i grzeczni, aby zadowolić nauczycieli. Dzielimy się zabawkami, żeby lubili nas towarzysze zabaw. Gdy próbujemy iść własną drogą, mówią nam, że jesteśmy samolubni i źli. W jakiś sposób wyobrażenia dobra i zła splatają się w naszych młodych umysłach z potrzebą zdobywania akceptacji u innych. W rzeczywistości ludzie, którzy uczą nas, co jest dobre, a co złe, sami są ofiarami tego samego pomieszania pojęć.
Gdy dorastamy, staje się oczywiste, że nieustanne ustępowanie innym i zabieganie o ich akceptację nie jest najskuteczniejszym sposobem posuwania się naprzód. Mimo to większość z nas nadal tkwi w tych nieskutecznych zachowaniach. Czasami eksperymentujemy z egoizmem, ale zazwyczaj przekonujemy się, że z powodu wcześniejszych uwarunkowań czujemy się z tym źle. Mili ludzie nie powinni zbyt często myśleć o sobie. Pomimo iż wiemy, że osiągnięcie sukcesu wymaga pewnej dozy egocentryzmu, nadal jesteśmy mili. Jedyną nagrodą, jaką otrzymujemy, jest nasze głębokie przekonanie o wielkiej cnocie.
Podobnie jest z innymi nieegoistycznymi cnotami. W rzeczywistości jest to zachowanie pretensjonalne i zawoalowane. Często przykrywamy swoją troskę o siebie płaszczykiem troski o innych i nadal kupujemy sobie ich aprobatę, rezygnując ze swojego prawa do podążania własną drogą.
Często pozwalamy innym na niesprawiedliwe traktowanie, ponieważ nie chcemy konfrontacji lub sporu i nie chcemy podważać swoich głęboko zakorzenionych wyobrażeń o tym, co jest dobre, a co złe. Wolimy pocieszać się poczuciem moralnej wyższości. Mówimy sobie, że jesteśmy ponad konfliktami o nieistotne drobiazgi. Ale pomimo tego, co myślimy, nadstawiamy drugi policzek. Nie dlatego, że to jest właściwe, ale dlatego, że jest łatwe.
Starając się być miłą, przekonałam się, że być może nie jest to najwłaściwsza rzecz, by za taką nauczkę płacić trzydzieści trzy tysiące dolarów.
Jim był odnoszącym sukcesy biznesmenem z Waszyngtonu w Dystrykcie Kolumbii. Był jednym z najbardziej szanowanych ludzi w świecie polityki. Przemawiał podczas spotkań oraz konferencji politycznych i co tydzień publikował polityczne biuletyny. Polubiliśmy się od chwili poznania. Był serdecznym człowiekiem i pasjonatem azjatyckiej kultury.
Pewnego razu Jim przyjechał do Portland w stanie Oregon, gdzie wówczas mieszkałam. Towarzyszył pewnemu kandydatowi politycznemu podczas kampanii. Spotkaliśmy się na kolacji. W rozmowie zapytałam go, jak się sprzedaje książka, którą niedawno wydał. Powiedział, że zaangażował agencję reklamową, której przez dziesięć miesięcy wypłacał stałe wynagrodzenie. Wprawdzie kosztuje go to kilka tysięcy dolarów miesięcznie, ale dzięki staraniom agencji otrzymał wiele zaproszeń do wystąpień w radiu i w telewizji.
Z dumą sięgnął po pięć czy sześć zapisanych na maszynie kartek, aby mi je pokazać. Była tam lista programów radiowych i telewizyjnych, w których się pojawił. Z wyjątkiem jednego wystąpienia w KABC-TV, pozostałe dotyczyły bardzo małych stacji! Nie wierzyłam własnym oczom. Dlaczego nie wprowadzili go do popularniejszych rozgłośni i telewizyjnych talk-show? Co ci specjaliści od reklamy robią z tymi pieniędzmi?
Gdy pożegnałam Jima, pomyślałam, że może zechciałby, abym mu trochę pomogła. Ponieważ przez ostatnie trzy lata sama robiłam sobie reklamę, nauczyłam się dość dużo o tym biznesie. Wiedziałam na przykład, że wystąpienie w jednym popularnym programie jest sto razy lepsze niż wystąpienia w niezliczonych, ale mało znaczących audycjach. Wiedziałam też, że niektórzy agenci prasowi starają się uzasadniać wysokość swoich stałych honorariów, zapychając kalendarz klienta mnóstwem mało istotnych wystąpień. Często są to programy radiowe o bardzo niskiej słuchalności. Pomyślałam, że to naprawdę żaden problem, żeby mu pomóc. Mam wiele wartościowych kontaktów do ludzi, którzy poważnie potraktują moje rekomendacje.
Nazajutrz zadzwoniłam do Jima. Powiedziałam, że chcę mu pomóc, udostępniając kilka swoich kontaktów i że może się na mnie powołać. Był bardzo zadowolony. Podziękował mi wylewnie, po czym dodał:
– Chciałbym napisać recenzję twojej nowej książki The Asian Mind Game w swoim następnym biuletynie.
Następnego ranka zadzwonił telefon. Usłyszałam uradowany głos Jima:
– Chciałbym ci jeszcze raz podziękować za te nazwiska, które podałaś mi wczoraj.
– Nie ma za co – odpowiedziałam. – Żaden problem.
– Moja firma publikuje broszurę z listą wszystkich organizacji zatrudniających mówców politycznych – ciągnął dalej.
– Wiem, mam jedną.
– Co miesiąc ją aktualizujemy – dodał. – Teraz zawiera już ponad trzysta pozycji.
Nie byłam pewna, do czego zmierza w tej rozmowie. Może chce mi podziękować za pomoc, obdarowując mnie zaktualizowanym informatorem. On mówił dalej:
– Moja sekretarka powiedziała, że twoja prenumerata wygasła.
– Tak, z powodu przeprowadzki wiele rzeczy gdzieś się zawieruszyło – skłamałam, starając się być miła.
Prawda była taka, że biuletyny z sześciu miesięcy wciąż leżały nieprzeczytane w biblioteczce i byłam pewna, że nie chcę kontynuować prenumeraty. Kompletnie mnie lekceważąc, Jim zadał ostateczny cios:
– Jak chcesz za nią zapłacić, kartą czy czekiem?
– Czy możesz wysłać mi rachunek? Jestem teraz w samym środku czegoś, czego nie chcę przerywać – odpowiedziałam wykrętnie.
Czułam się niekomfortowo z powodu jego nacisków na odnowienie prenumeraty, na którą nie miałam ochoty. Starałam się być jak najbardziej uprzejma. Chciałam się go szybko pozbyć, ale Jim nalegał jeszcze mocniej:
– Nie piszę recenzji książek ludzi, którzy nie są naszymi prenumeratorami. – Żądał pieniędzy, natychmiast.
Wciąż jeszcze chciałam być miła, więc bez entuzjazmu odpowiedziałam:
– W porządku, pójdę po kartę kredytową. – I zapłaciłam mu trzysta dolarów.
Wydałam tysiące dolarów na nawiązanie tych kontaktów. Rozmowy telefoniczne, faksy, kampanie promocyjne, podróże – wszystko to złożyło się na całkiem sporą inwestycję. I zdobyłam się na gest bezpłatnego udostępnienia mu tych nazwisk. Czy on w ogóle sobie to uświadamiał? Na pewno. I przy okazji podziękowań poprosił mnie, żebym mu zapłaciła trzysta dolarów za prenumeratę!
Oczywiście, miałam przed sobą mistrza praktyki pokerowej twarzy i czarnego serca. Był praktykiem pokerowej twarzy, ponieważ w ogóle nie liczył się z tym, co o nim pomyślę. Wzrok miał utkwiony w swoim celu. Wprawdzie nie powiedziałam otwarcie, że nie zależy mi na dalszej prenumeracie, ale wysyłałam mu subtelne sygnały. Albo do niego nie dotarły, albo mu nie zależało. Był mistrzem czarnego serca, ponieważ chciał, abym sięgnęła do kieszeni i dołożyła do jego biuletynu, mimo że obdarowałam go już informacjami wartymi tysiące dolarów.
Jim działał dokładnie według zasad pokerowej twarzy i czarnego serca. Mój błąd polegał na tym, że nie miałam w tym nawet żadnego celu biznesowego. Chciałam jedynie być dla niego miła. Co gorsza, nie przypisywałam żadnej wartości swoim kontaktom prasowym. Podarowałam je tak, jakby nie miały żadnej wartości. Dałam Jimowi kontakty w przekonaniu, że mili ludzie robią dla siebie nawzajem miłe rzeczy.
A on był jedynie wierny swojemu celowi: iść naprzód. Z drugiej strony, jeśli naprawdę dałabym mu to bez żadnych zobowiązań, w takim przypadku to co zrobił, nie uraziłoby mnie. Prawda jest jednak taka, że moja uprzejmość była fałszywym gestem wykonanym po to, by zyskać przychylność Jima.
Łatwo możemy wpaść w taką pułapkę. Idealistycznie uczymy się dawać, nie oczekując niczego w zamian, ale realistycznie większość z nas daje, mając równocześnie jakieś oczekiwania. W tym spotkaniu z Jimem ja również podświadomie przeprowadzałam swoje kalkulacje.
Nasza rozmowa powinna wyglądać raczej tak:
– Jim, czy chciałbyś, abym cię wprowadziła do kilku świetnych programów, w których wystąpiłam? One miały naprawdę ogromne znaczenie dla promocji i sprzedaży mojej książki.
Jim oczywiście by się zgodził. Wtedy powiedziałabym:
– Przez ostatnie trzy lata bardzo aktywnie promowałam swoje książki w radiu i w telewizji. Dużo się nauczyłam. Możesz sprzedać więcej książek, jeśli wystąpisz w jednym dobrym programie, zamiast chodzić do stu małych stacji lub niepopularnych audycji. Mogę osobiście do nich zadzwonić, żeby polecić im ciebie i twoją książkę. Ile byłoby to dla ciebie warte?
Gdybym postawiła go w takiej sytuacji, prawdopodobnie powiedziałby, że nie ma zamiaru mi płacić albo zapytałby, ile chciałabym dostać za taką przysługę. Wtedy powiedziałabym:
– Jim, nie chcę od ciebie pieniędzy. Proponuję wymianę. Moje kontakty to inwestycja, wynik trzyletnich działań promocyjnych. Mam bardzo dobre relacje z gospodarzami talk-show. Sama inwestycja czasu jest warta wiele tysięcy dolarów. Swoją pierwszą samodzielnie wydaną książkę The Chinese Mind Game sprzedałam wyłącznie dzięki obecności w mediach, bez żadnej przygotowanej wcześniej dystrybucji. W konsekwencji w ciągu jednego roku zarobiłam kilkaset tysięcy. Myślę, że uzgodnienie wartości barteru na poziomie dziesięciu tysięcy dolarów będzie uczciwe. Nie sądzisz?
Jeśli nie spodobałoby mu się dziesięć tysięcy dolarów, negocjowałabym. Gdy cena byłaby już uzgodniona, porozmawialibyśmy o metodzie barteru. Ja chciałabym, aby Jim pomógł mi zdobyć zaproszenia na wystąpienia podczas wydarzeń. Ponieważ za każde umówione wystąpienie pobiera on trzydziestoprocentową prowizję, to aby uskładało się dziesięć tysięcy, musiałby zorganizować dla mnie wystąpienia warte trzydziestu trzech tysięcy dolarów.
Jim dał mi cenną nauczkę. Bycie miłym, by zyskać czyjąś akceptację, może okazać się bardzo kosztowne.
Prawdziwa przyjaźń wżyciu osobistym lub zawodowym może okazać się towarem owymiernej wartości, choć równocześnie wymaga bezwarunkowego obdarowywania się iwzajemnego wsparcia. Fałszywa uprzejmość zsekretnym planem może zdobrych przyjaciół uczynić największych wrogów, gdy nadrodze staną imwzajemne oczekiwania.
Gdy czyimś obowiązkiem jest stawianie
czoła niebezpieczeństwu, aon ucieka,
to jest to tchórzostwo2.
– MAHATMA GANDHI
Wielu z nas uczono, że jeśli ktoś uderzy nas w policzek, powinniśmy nadstawić drugi. Nie zawsze jest to najlepszy kierunek rozwoju sytuacji. Są momenty, kiedy powinniśmy to uczynić, a są też takie, kiedy powinniśmy oddać podwójnie, aby nikt znów nas nie uderzył. Gdy ktoś wymierza ci policzek, możesz nadstawić drugi z jednego z kilku powodów. Być może wybrałeś drogę uległości z pełnym zrozumieniem, co to oznacza. Być może nawet masz ochotę mu oddać, ale tłumisz swój gniew, ponieważ nauczono cię, że przemoc jest zła. A być może boisz się bardziej prowokować swojego przeciwnika.
Jeśli nadstawiasz drugi policzek z wewnętrznego przekonania, tak jak Han Xin w przykładzie z poprzedniego rozdziału, to niech tak będzie. Jeśli jednak musisz tłumić chęć oddania, to znaczy, że tak naprawdę nie pogodziłeś się z koniecznością nadstawienia drugiego policzka, ale zgodziłeś się, by twoje działanie było ograniczane przez standardy innych ludzi. To przywiązuje cię do roli ofiary. Jeśli nadstawiasz drugi policzek, ponieważ boisz się uderzyć w rewanżu, to nie jest to przejawem twojej moralnej wyższości. Oznacza, że po prostu jesteś tchórzem.
Praktyk pokerowej twarzy i czarnego serca rozumie, że cios za cios niekoniecznie oznacza, że jest się złym człowiekiem. Równie dobrze może oznaczać, że karząc przemoc, stajemy się czyniącymi pokój. Prawda jest taka, że większość powszechnie akceptowanych standardów zachowań jest arbitralna, ale arbitrami często są ludzie podli, którzy pod pozorem cnoty utwierdzają nas w naszych słabościach i lękach.
Świat jest subtelną równowagą między dwiema przeciwnymi siłami. Filozofia krajów azjatyckich nazywa je jin i jang. Wszystko jest złożone z tych dwóch sił. Rzeczy, które są uważane za swoje przeciwności, są ze sobą związane dużo silniej, niż się powszechnie uważa. Przeciwności nie są dwoma bytami wzajemnie się równoważącymi. W rzeczywistości są dwoma aspektami tej samej rzeczy. Ciemność nie może istnieć bez światła, a dobro bez zła. Przemoc i brak przemocy rodzą się w tym samym miejscu ludzkiej duszy.
Podobnie, jak istnieją dwa aspekty wszystkich rzeczy, istnieją też dwa aspekty ludzkich działań: wewnętrzna motywacja i zewnętrzna powierzchowność. Nie można oceniać własnych działań ani działań innych osób, nie biorąc pod uwagę wewnętrznej motywacji. Mędrzec i łotr mogą popełnić tę samą zbrodnię przeciw państwu z całkowicie różnych pobudek. Chrystus został ukrzyżowany między dwoma łotrami, ponieważ ci, którzy go osądzali, nie dopatrzyli się większej różnicy między jego działaniami i zachowaniami tych dwóch pospolitych przestępców.
Musisz zrozumieć, żeposiadasz wrównej mierze siły twórcze iniszczące. Obie dopełniają się wzajemnie inie mogą być oceniane według powszechnych standardów dobra izła. Każda maswój czas.
Częścią zrozumienia samego siebie i swojego przeznaczenia jest wiedza, kiedy wykorzystać swoją siłę destrukcyjną, a kiedy wykazać uległość wobec destrukcyjnych sił innych. Trawa łatwo ugina się na wietrze. Wielki dąb stoi nieporuszony. Silny wiatr może wyrwać dąb z korzeniami, ale żaden, nawet najsilniejszy wicher nie wyrwie z korzeniami trawy, która położy się pod jego podmuchem.
„Mamy usługę, której mógłby pozazdrościć Amazon.”
Tysiące ebooków i audiobooków
Ich liczba ciągle rośnie, a Ty masz gwarancję niezmiennej ceny.
Napisali o nas: