Potrzeba kochania. Jak pokonać lęk przed bliskością - Joanna Godecka,Dominika Bagińska - ebook

Potrzeba kochania. Jak pokonać lęk przed bliskością ebook

Joanna Godecka, Dominika Bagińska

0,0
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Czy znasz takie sytuacje, kiedy partner z niejasnych dla ciebie przyczyn nagle znika z twojego życia, wycofuje się ze wszystkiego, co was łączyło, albo związki, w których jedno ogranicza wolność drugiego, nie szanuje granic, albo gdy w relacji brakuje symetrii - jedna ze stron staje się nadmiernie zaangażowana, a druga unikająca?

Przecież wszyscy chcą kochać. Dlaczego to takie trudne? A może istnieją ludzie, którzy – choć tego pragną – nie potrafią kochać w sposób, który zaspokaja ich potrzeby i oczekiwania partnera?

Joanna Godecka – doświadczona terapeutka, coach i Dominika Bagińska – dziennikarka, twórczyni internetowa rozmawiają o tym, czym jest lęk przed bliskością, dlaczego ludzie unikają intymności, i jakie mechanizmy blokują ich zdolność do kochania. Wraz ze specjalistami, m.in. Piotrem Mosakiem – psychologiem, terapeutą par i dr Robertem Kowalczykiem – psychologiem, seksuologiem podpowiadają, co można zrobić, aby te przeszkody przełamać i otworzyć się na miłość.

  • O toksycznych relacjach i o tych, którzy boją się kochać
  • O technikach asekuracyjnych, typu: ghosting, mosting
  • O problemie bliskości w sferze seksu
  • O presji społecznej i wpływie współczesnego stylu życia
  • O dylematach związków z dłuższym stażem, które utknęły w braku bliskości

Nieumiejętność budowania bliskości nie jest wyrokiem – jest wyzwaniem!

Bliskość to sztuka. Miłość to proces. Nieustanne odkrywanie i akceptowanie siebie oraz drugiej osoby.

Książka dla osób, które chcą stworzyć bezpieczny i szczęśliwy związek, ale boją się zaufać.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 185

Rok wydania: 2025

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ilustracja i projekt okładki: Patrycja Niewiadomska

Redaktor inicjujący: Barbara Czechowska

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Beata Kostrzewska, Lingventa

© for the text by Joanna Godecka i Dominika Bagińska

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2025

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-287-3209-4

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2025

–fragment–

WSTĘP

Bliskość – jedno z najgłębszych pragnień człowieka, a jednocześnie coś, co dla wielu pozostaje niedostępne. W świecie, gdzie technologia zapewnia nieograniczone możliwości komunikacji, paradoksalnie coraz więcej osób doświadcza trudności w nawiązywaniu i utrzymywaniu głębokich, emocjonalnych więzi. Czy to możliwe, że niektórzy po prostu nie potrafią kochać? A może miłość, jaką znamy, zmienia się pod wpływem kultury, presji społecznej i wewnętrznych lęków?

Nieumiejętność budowania bliskości nie zawsze oznacza braku miłości. Często wiąże się z niewidzialnymi barierami – traumami z przeszłości, lękiem przed odrzuceniem lub nierealistycznymi oczekiwaniami wobec siebie i innych. W tej książce zagłębimy się w problem bliskości, przyglądając mu się z wielu perspektyw: psychologicznej, społecznej, emocjonalnej, a nawet biologicznej. Spróbujemy odpowiedzieć na pytania, dlaczego ludzie unikają intymności, jakie mechanizmy blokują ich zdolność do kochania oraz co można zrobić, aby te przeszkody pokonać.

Czy miłość naprawdę jest dla każdego? A może istnieją ludzie, którzy – choć tego pragną – nie potrafią kochać w sposób, który zaspokaja ich potrzeby i oczekiwania partnera? Spróbujmy zrozumieć, na czym naprawdę polega problem z bliskością i jak go rozwiązać.

LĘK PRZED BLISKOŚCIĄ – CZYM SĄ TOKSYCZNE RELACJE?

Toksyczne relacje – to takie, które nie dają nam szczęścia, podkopują wiarę w siebie i zniekształcają wyobrażenie o tym, na czym polega prawdziwy związek. Coraz więcej małżeństw decyduje się na rozwód. Coraz mniej osób decyduje się na małżeństwo. Coraz więcej młodych ludzi obawia się wejścia w bliską relację z drugą osobą. Co jest tego powodem? Dokąd zmierzamy? Czy wszystko da się zrzucić na powszechność stresu i szybkie tempo życia?

Prawdopodobnie jedną z ważnych przyczyn takiego stanu staje się obecnie lęk przed bliskością. Jak go rozpoznać? To np. sytuacja, kiedy partner z niejasnych dla nas przyczyn nagle znika z naszego życia, wycofuje się z wszystkiego, co nas łączyło. To także takie związki, w których jedno ogranicza wolność drugiego, nie szanuje jego granic. Problem z bliskością może też objawiać się brakiem symetrii w związku – jedna ze stron staje się nadmiernie zaangażowana, a druga unikająca.

Książka ta dedykowana jest osobom, które nie są w stanie stworzyć bezpiecznego, szczęśliwego związku – na skutek lęku przed bliskością. Lęk ten jest zwykle nieuświadomiony, wywołany trudnymi wzorcami z dzieciństwa i życiowymi doświadczeniami, a objawia się poprzez liczne schematy zachowań, utrudniające lub uniemożliwiające życie w harmonii.

W książce znajdują się prawdziwe historie (szczegóły zostały zmienione, by uniemożliwić identyfikację poszczególnych osób) z komentarzem objaśniającym powstanie schematu i wskazującym drogę wyjścia z niego.

ROZWÓD PO POLSKU

Polacy coraz częściej decydują się na rozwód. Tak kończy się średnio jedno na trzy małżeństwa. Jak wynika z danych z 47 sądów okręgowych, w pierwszym kwartale 2024 r. wpłynęło 21,1 tysiąca pozwów rozwodowych. To blisko o 6 proc. więcej niż analogicznie w roku poprzednim. W ubiegłych dwóch dekadach rozwód był skutkiem rozpadu 1/5 małżeństw, obecnie już 1/4.

Maleje też liczba zawieranych małżeństw. W Polsce mamy coraz więcej singli – według danych GUS, pochodzących ze spisu powszechnego, w ciągu dekady 2011–2021 udział jednoosobowych gospodarstw domowych wzrósł z 20,3 proc. do 22,7 proc. Według danych Eurostatu ta zmiana jest bardziej spektakularna – w tym okresie w Polsce przybyło blisko milion singli. Jedną z przyczyn takiej sytuacji jest obecny niż demograficzny (mamy o połowę mniej dwudziestolatków niż czterdziestolatków – kurczy się zatem baza potencjalnych nowożeńców). Jednak kluczowa wydaje się obawa przed budowaniem relacji – z lęku o to, że skończy się ona rozstaniem.

ROZDZIAŁ 1CZY ISTNIEJĄ LUDZIE, KTÓRZY NIE POTRAFIĄ KOCHAĆ?

Wydaje się, że wszyscy szukamy miłości, że jest ona warunkiem życiowej satysfakcji i odczuwania pełni szczęścia. A jednak są osoby, które zdają się działać inaczej. Rezygnują z na pozór idealnego związku, wybierając samotność, uciekają przed zobowiązaniami lub w ogóle nie dopuszczają nikogo do swojego świata. Dlaczego odrzucają to, za co inni oddaliby pół życia? Czy miłość nie jest im potrzebna, czy się jej boją? A może po prostu nie jesteśmy tacy sami?

Oto historia Agnieszki – 35-letniej instruktorki mind­fulness (treningu uważności).

To było trzy lata temu. Poznaliśmy się na Mazurach na kursie medytacyjnym. Wojtek – muskularny, jasnooki, skupiony, uważny. Ależ on mi się podobał! Doświadczyłam dosłownie ugodzenia strzałą Amora – zakochałam się z miejsca. Robiłam wszystko, żeby mnie zauważył. Udało się, połączyła nas nić porozumienia. Spędziliśmy na Mazurach dwa tygodnie. Lasy, jeziora – doskonałe okoliczności, żeby się zakochać. A jednak mimo tego, co między nami powstało, czułam jakąś nieprzekraczalną barierę odgradzającą mnie od niego. Nawet podczas intymnych chwil czułam, że nie w pełni jest przy mnie.

Ciągle czekałam z nadzieją, że powie „Kocham cię” – przecież było między nami coś głębokiego. Tak się jednak nie stało. W pewnym momencie zebrałam się na odwagę i zapytałam otwarcie: co się z nim dzieje, czy ma kogoś, czy traktuje mnie jak przelotną przygodę? Ale Wojtek mówił z powagą, że po prostu nie umie się zaangażować. Że przez całe swoje trzydziestoletnie życie nie doświadczył potrzeby bycia z kimś. Tak, zwraca uwagę na kobiety, ale nie jest typem, który mógłby stworzyć związek.

Kiedy kurs się skończył i wróciłam do Warszawy, próbowałam podtrzymać naszą znajomość, bo wciąż miałam nadzieję, że pojawi się między nami przywiązanie. Na próżno – cały czas było tak nijak, raczej bez fajerwerków. On zdawał się nie odwzajemniać uczuć. Kiedyś jednak zaprosił mnie na sylwestra do siebie do domu. Poznałam jego bliskiego kolegę, Artura, i pod wpływem szampana, w luźnej atmosferze, ot tak swobodnie porozmawialiśmy o Wojtku. Okazało się, że jego chłód to nie wynik traumatycznych, skrywanych przeżyć czy efekt zranienia. Artur przyznał, że Wojtek jest typem samotnika i nigdy nie stworzył bliskiej relacji. W pierwszych minutach Nowego Roku dotarło do mnie, że nie usłyszę wyznania miłości. Poddałam się. Ostatnio dowiadywałam się, co u niego. Nadal jest sam.

Lęk przed bliskością wydaje się domeną mężczyzn, lecz z ankiety przeprowadzonej przez jeden z największych portali dla mężczyzn, AskMen, wynika, że co piąty z nich wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Większość badanych przyznała się również do zakochania kilka razy w życiu. Być może przewaga mężczyzn unikających relacji wynikała z uwarunkowań społecznych? Z przekonania, że to kobietom zależy na usidleniu faceta, że to on w większym stopniu traci wolność?

U kobiet zaś lęk był w większym stopniu nieuświadomiony, a tendencja do budowania związku silniej motywowana przez środowisko. Z tego powodu kobiety z zakodowaną obawą przed związkiem częściej wybierały partnera unikającego zaangażowania.

KTO BOI SIĘ KOCHAĆ?

Dominika Bagińska: Osoby, które rezygnują z budowania bliskiej relacji lub wycofują się z niej w chwili, gdy staje się zbyt zobowiązująca, czują mniej lub bardziej uświadomioną obawę przed zaangażowaniem. Czy można określić, kto należy do takiej grupy podwyższonego ryzyka?

Joanna Godecka: Zwykle ci, którzy wychowali się w dysfunkcyjnych rodzinach, w których brakowało wzorca budowania dobrej relacji – opartej na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa (to osoby cierpiące na syndrom DDD – skrót oznacza dorosłe dzieci dysfunkcyjnych rodziców). Choć są oczywiście wyjątki. Problemy z tworzeniem stabilnych i bezpiecznych relacji mają też osoby, które doświadczyły w dzieciństwie albo w młodości jakiejś formy odrzucenia.

Czasem możemy nie zdawać sobie sprawy, że nasza rodzina była dysfunkcyjna. To np. rodzice nadopiekuńczy, którzy przez swoje zachowanie nie uczą nas, jak tworzyć symetryczne relacje, które są podstawą udanego związku. Kiedy zbyt ochoczo usuwają nam wszelkie przeszkody spod stóp, uprzedzają pragnienia, powodują, że my w dorosłości stajemy się także nadopiekuńczy wobec partnera. Tak wyobrażamy sobie dobrą relację.

Dominika: Ale przecież w wyniku takiej nadopiekuńczości raczej sami nie jesteśmy zdolni do zaspokajania swoich potrzeb, prawda? Rodzic, który podawał nam jedzenie, zanim w ogóle byliśmy głodni, oduczył nas samodzielności. Wyrażania tego, co dla nas istotne. Kiedy rodzice są dla dziecka nadmiarowi, jego dorosłe relacje będą potem zaburzone. Obserwowałam takie sytuacje: sędziwi rodzice i towarzysząca im starzejąca się córka bez żadnej szansy na swoją relację. Znasz to?

Joanna: Tak, sytuacja, o której mówisz, to efekt egoizmu rodziców. Nigdy nie robimy czegoś tak po prostu, bez powodu. Rodzice nadopiekuńczy uzależniają od siebie dziecko. Przykład: chłopak po trzydziestce mieszka z mamą, wyjeżdża z nią na wakacje, spędza razem z nią większość czasu. Matka jest osobą samotną, rozwiedzioną, rozczarowaną, więc być może obawia się podjąć wyzwanie zbudowania sobie nowego życia. Ma problemy z bliskością, a jej wszystkie dotychczasowe relacje nie udawały się. Przez swoją nadopiekuńczość robi krzywdę synowi, nie pozwala na rozwój, samodzielność. W gruncie rzeczy kontroluje go i przywiązuje do siebie. Kto chciałby stworzyć związek z tym chłopakiem, jeśli w każdej sytuacji życiowej towarzyszy mu mama?

Nadopiekuńczość jest też sygnałem wysyłanym w stronę dziecka: Nie poradzisz sobie samo. Powstaje, kiedy np. często powtarzamy: Ojej, uważaj, bo się przewrócisz, uważaj… pies, nie wchodź do wody, nie biegaj itd. Takie słowa to informacja dla dziecka, że świat jest straszny, pełen zagrożeń. Wszędzie jakieś psy kłapią zębami, a fale grożą zalaniem. Tworzymy w małym człowieku lęk, który uniemożliwia mu zdrowe funkcjonowanie. Z czasem odbija się to na jego relacjach. Nie szuka partnera, z którym może eksplorować świat, lecz raczej opiekuna.

Dominika: Ale czy nie jest tak, że wychowani w nadopiekuńczej rodzinie czasem sami w dorosłej relacji wchodzimy w model kontroli?

Joanna: Zwykle nie zdajemy sobie sprawy, że nadmiarowa opieka była w istocie kontrolą. My też jako dorośli przejmujemy ją nad wszystkim, bo nie znamy wzorca symetrycznej relacji. I prezentujemy sobą postawę, która nie przyciągnie partnera lub partnerki nastawionych na zdrowy układ. Pozostajemy w schemacie: Tu mnie boli, przyłóż tutaj plasterek – albo sami ten plasterek na duszę nieustannie oferujemy. A nie każdy to lubi.

Oto przykład z mojego gabinetu: Podczas terapii pewna osoba zdecydowała się na rozwód właśnie z takim nadopiekuńczym partnerem. Relacjonowała mi: „Siadam w fotelu, tu mam kawkę, tu herbatkę, a tam kompocik… Wszyscy mi zazdroszczą, że mam takiego cudownego męża. Ale przecież ja nie jestem dzieckiem! Ja nie wiem, czy chcę herbatkę, kompocik, a może chcę jogurt? Tymczasem mam już wszystko podane. To mnie ogranicza i dusi!”. Ostatecznie więc związek ten nie przetrwał.

Pytanie, skąd się u tego partnera wziął taki wzorzec zachowania? Nadopiekuńczość bywa również wynikiem toksycznej relacji między rodzicami. Osoby, które wychowywały się w rodzinie, w której np. ojciec kontrolował mamę, nie potrafią inaczej tworzyć związków. Znów powołam się na znaną mi sytuację osoby, która w ogóle nie miała świadomości, że wyniosła z domu dysfunkcyjny wzorzec relacji. Związała się z patologicznie kontrolującym ją mężczyzną. Zastanawiała się, dlaczego tak się stało, skoro swoich rodziców uważała za świetne małżeństwo. W rozmowach ze mną podkreślała: „Moi rodzice się bardzo kochają”. Skąd zatem u niej toksyczny wzorzec związku? Z czasem wszystko stało się jasne. W trakcie naszych rozmów okazało się, że jej mama np. nie mogła pójść ot tak sobie do koleżanki na kawę, bo w tym czasie odbierała wiele telefonów od męża, pytającego: „Gdzie jesteś?! Kiedy wrócisz?! Uruchom system głośnomówiący, żebym wiedział, kto z tobą jest!”.

Okazało się, że ojciec był patologicznie zazdrosny, co sprawiło, że dziewczyna weszła w taki wzorzec relacji, nawet się nie zastanawiając, jak jest on dla niej toksyczny. Zapłaciła za to bardzo wysoką cenę – doświadczyła wielu przemocowych sytuacji. Cóż, dysfunkcje rodzicielskie są wzorcem, który powielamy, najczęściej nieświadomie. Dlatego że my ten wzorzec uważamy za oczywistość.

NIE MUSISZ KRZYCZEĆ

Do gabinetu terapeuty trafia dziewczyna skarżąca się na problem komunikacji – często kłóci się z partnerem. Z niemałym zaskoczeniem dowiaduje się, że kiedy się z kimś sprzecza, nie musi artykułować maksimum decybeli. Ona tymczasem nie umie inaczej – podczas każdej utarczki słownej zaczyna głośno krzyczeć. W trakcie terapii wychodzi na jaw, że właśnie takie wybuchy, które obserwowała w domu, sprawiły, że nie poznała dobrego wzorca komunikacyjnego. Jej wszystkie relacje partnerskie okazywały się pełne przemocy. Bo przecież kiedy podnosimy głos, eskalujemy konflikt.

Dysfunkcje w związkach sprawiają, że mamy coraz gorsze doświadczenia z relacji. Wycofujemy się więc z nich, bo myślimy, że nasze życie uczuciowe jest niewłaściwe. Nie umiemy się w nim odnaleźć.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz