Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł
Obraz własny wielu mężczyzn i ojców doznaje dziś poważnego uszczerbku. Mężczyźni nie wiedzą już co o sobie myśleć. Niektórzy kompensują tę niewiedzę sukcesami zawodowymi, inni uciekają w życie chwilą. Nagminnie pojawia się również temat pokoleń i roli męskiego rodzica w wychowaniu dzieci. Książka też dotyka zagadnienia „co ojcostwo ma wspólnego z wiarą i Bogiem”. Wiele pytań... i odpowiedzi.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 241
Abp Paul Josef Cordes
Zagubione ojcostwo
Tytuł oryginału:
Cordes, Die verlorenen Väter
© Verlag Herder Freiburg im Breisgau 2002
Przekład:
Jan Koźbiał
Na okładce:
Sieger Köder, „Syn marnotrawny”
© Sieger Köder, Der verlorene Sohn
© Copyright by Jan Koźbiał 2005
Redaktor serii:
ks. Wojciech Węckowski
Nihil obstat
ks. dr Jerzy Zięba
cenzor ksiąg religijnych
Pelplin, 18 marca 2005
L.dz. 11/2005/C
Wydawnictwo „Bernardinum” Sp. z o.o.
ul. Bpa Dominika 11, 83-130 Pelplin
tel. 58 536 17 57
www.bernardinum.com.pl
www.pastores.pl
Druk i oprawa:
Drukarnia Wydawnictwa „Bernardinum”, Pelplin
ISBN 978-83-8333-336-6
Statystyki i ogromna liczba publikacji pozwalają przypuszczać, że zanosi się na kryzys w sprawach męskiego, a zwłaszcza ojcowskiego samozrozumienia. Zaniepokojenie osób, których to dotyczy, nie spadło z jasnego nieba. Wynika ono najpierw z fundamentalnej zmiany wyobrażeń o autorytecie. Jeśli w strukturze rolnej obowiązywało, że syn uczył się od ojca, to teraz młodszy dzięki komputerowi wie więcej niż starszy. Autorytet nie rośnie już z wiekiem i uznaniem – system demokratyczny wywodzi go z wolnego przyzwolenia i okresowo ogranicza. Również zmiana w relacjach między płciami obciąża wzrastająco rolę ojca. Badania – np. Rady Europejskiej w Strasburgu, z roku 1998, „Promoting Equality. A Common Issue for Men and Women” – pokazują, że mężczyźni zbliżają się swoim zachowaniem i reakcjami do zachowań i reakcji kobiet i matek. Również ustawodawstwo uwzględniło przewartościowanie żeńskich właściwości: we Francji, w Niemczech, w Wielkiej Brytanii i w USA prawo mężczyzn do opieki nad dziećmi zostało znacząco ograniczone.
Jednak okazjonalnie zachwalany ideał „łagodnego mężczyzny” wykazuje błędną drogę. Jeden z amerykańskich psychologów przekonująco przedstawił niezastępowalność męskości przy dorastaniu małego dziecka: doświadcza ono innej miłości od ojca niż od matki, poszukuje w ojcu tej osoby, która w niebezpieczeństwie obiecuje zachowanie życia. Tylko wtedy, gdy ojciec, zakłócając porządek, wkracza w obszar dziecko – matka, „sięga” ono do swojej tożsamości.
Równocześnie ojcostwo staje się wzbogaceniem mężczyzny. Wskazują na to takie terminy, jak: obdarowanie, pokonanie narcyzmu, nauczenie się poświęcenia, wytrzymanie próby, istnienie doświadczeń granicznych, otwarcie na transcendencję. U myślicieli naszych czasów słowa te podniesione są do rangi cennych skarbów, np. u S. Kierkegaarda, G. Marcela, D. von Hildebranda, E. Levinasa, K. Wojtyły, G. Spletta. Stąd też wymienieni „zabierają głos” w niniejszej publikacji. Jej autor, Paul Josef Cordes, katolicki arcybiskup i od ponad dwudziestu lat współpracownik papieża Jana Pawła II w Kurii Rzymskiej w Watykanie, nie chciałby jednak pod tytułem „Jak stanę się dobrym ojcem” przedstawiać wątku przewodniego kursu szkoleniowego. Jako duszpasterz opisuje on dane antropologiczne, aby doprowadzić do odpowiedzi wiary na drażliwy problem. Próbuje on zabrać czytelnika na most prowadzący od doświadczenia i filozofii w świat wiary. Wypowiedzi cierpiących i wierzących mężczyzn wskazują mu przy tym drogę, jeśli ci – wobec niezdolności wybaczenia ojcu – zwracają się do Ojca w niebie i u Niego wypraszają siłę do kroku wykraczającego poza ludzki wymiar. W ten sposób książka dotyka zagadnienia: Co ojcostwo ma wspólnego z wiarą i Bogiem?
Tym samym jest to spojrzenie otwarte na Tego, który jako jedyny Bóg spojrzał i „przy sercu Ojca spoczywa” (J 1,18). Chrystus zapewnia nas, że Bóg w swojej najgłębszej istocie jest Ojcem. Arcybiskup Cordes wywodzi z tła Starego Testamentu rewolucyjny krok Jezusa, gdy wskazuje On każdemu ze swoich nazywanie Boga „Abba – kochany Ojcze”. Te miejsca należą do najbardziej uwidocznionych w książce, za którą możemy być tylko wdzięczni, wobec aktualnej historii utraty w relacjach ojciec – syn, mistrz – uczeń, jak napisał znany poeta, Botho Strauß, z okazji niemieckiego wydania książki.
Warszawa, dnia 11 marca 2005 r.
N. 605/05/P.
† Józef Kardynał Glemp
Prymas Polski
Najbardziej spodobało mi się w tej rozprawie to, że jej ośrodkiem jest najgłębsza i najbardziej ogólnoludzka opowieść o ojcu i synu: historia Abrahama i Izaaka, która pobudza nas do radykalnej, właściwie antycznej litości. Historia ta także i dziś fascynuje każdego, kto zdołał uwolnić się od postawy wiecznego (Bogo-) ojcobójcy – postawy przez długi czas typowej w naszej powojennej kulturze. A następnie zwłaszcza cudowna teologia apostrofy „Ojcze mój” – precyzyjne uchwycenie poprzez znamienny szczegół rewolucyjnego przełomu dzielącego Nowy od Starego Testamentu. Te fragmenty należą do najlepszych w tej książce, za którą należy się wdzięczność Autorowi w obliczu współczesnej klęski relacji ojciec – syn, mistrz – uczeń, której skutkiem jest zresztą nie tyle zerwanie z tradycją, ile – z buntem.
Botho Strauß
(z listu do Autora)
Obraz własny wielu mężczyzn i ojców doznaje dziś poważnego uszczerbku. Mężczyźni nie wiedzą już, co o sobie myśleć. Niektórzy kompensują wewnętrzną niepewność sukcesami zawodowymi, inni uciekają w życie chwilą. Niepewność co do własnej roli poważnie osłabiła męskie „ja”1. Nic dziwnego, że rynek zalewa fala publikacji na temat tożsamości mężczyzny – ankiety, studia przypadków, artykuły prasowe i monografie drążą ten wciąż aktualny temat22. W poradnictwie rodzinnym nagminnie pojawia się temat konfliktu pokoleń i roli męskiego rodzica w wychowaniu dzieci. Poradnictwo małżeńskie w coraz większym stopniu ma do czynienia z erozją poczucia własnej wartości u mężczyzn w wyniku bezrobocia i kurczenia się dochodów. Działalność skrajnych grup prawicowych stawia na porządku dziennym problem przekazywania wartości dzieciom i młodzieży. I wreszcie inżynieria genetyczna grozi całkowitym wyeliminowaniem z gry mężczyzny jako ojca.
Ale to przyćmienie męskiego „ja” nie spadło jak grom z jasnego nieba, chmury gromadziły się od dawna. Obraz ojca od dwóch stuleci ulega powolnej erozji, jest zniekształcany przez nowe koncepcje życia.
W przestrzeni społeczno-politycznej niepodzielna władza pojedynczych osobowości została zastąpiona udziałem w procesach decyzyjnych różnorodnych sił: partie, ugrupowania lobbystyczne oraz czwarta władza – media – wpływają bezpośrednio lub pośrednio na proces rządzenia. Podobnie dzieje się w sferze ekonomicznej. Tutaj właściciel środków produkcji musi liczyć się z wieloma czynnikami; jest zdany na związki zawodowe, na państwo, musi się liczyć ze sprzeciwem społeczeństwa, jak również z czynnikami globalnymi determinującymi dany sektor gospodarczy. Także na obszarze kultury znikły homogeniczne wyspy zdominowane przez jeden światopogląd. Wszędzie na kuli ziemskiej dostępna jest informacja i możliwy jest kontakt z prawie wszystkimi religiami i formami pobożności; zmiany miejsca pobytu, podróże pozwalają doświadczyć rzeczy dziwnych czy wręcz dziwacznych. Telewizja przynosi do każdego domu zjawiska egzotyczne, częstokroć perwersyjne.
Zaletą tego zalewu nowości jest niewątpliwie różnorodność doświadczenia, bogactwo wiedzy o świecie. Powoduje to jednak zarazem konieczność wyboru, określenia własnej postawy. Musimy sobie zadać pytanie: czyim wskazaniom mam zaufać?
Autorytet i władza mogą być zjawiskiem naturalnym. W tradycyjnych społeczeństwach ich źródłem jest przewaga doświadczenia i wiedzy. W kulturze rolniczej było to nader oczywiste: ojciec znał przyrodę, warunki gruntowe, zachowanie zwierząt czy prawa dojrzewania zbiorów lepiej niż syn.
W ubiegłym wieku tego typu naturalna podstawa autorytetu występowała częstokroć także w sferze industrialnej. Jak wynika z raportu Susan Faludi3, doświadczył tego w każdym razie kolorowy mieszkaniec USA Erny McBride junior w stoczni w Long Beach. Erny odnalazł w swoim ojcu źródło wiedzy zarówno życiowej, jak i zawodowej. W obu obszarach ojciec czuł się pewnie. Swoje doświadczenie życiowe sformułował w następujących słowach skierowanych do syna: „Jeśli potrafisz używać rąk i głowy, to możesz w Ameryce do czegoś dojść”. Siedzieli wtedy przy stole w jadalni, a stary McBride patrzył na swoje ręce, sękate i drżące. Jego syn, Erny junior, z miłością położył dłoń na dłoni ojca. Tylko ze względu na wiedzę ojca, zaufanie, jakim ten cieszył się w zakładzie, dano szansę synowi, zatrudniając go w tej samej stoczni. „Gdyby ojciec nie utorował mi drogi – opowiada Erny reporterce – pozostałbym bezrobotny”. McBride senior nauczył go, „jak być mężczyzną”. A dokonał tego nie grając z nim w piłkę czy przynosząc do domu sutą wypłatę, lecz własnym przykładem człowieka, którego życie ma sens. Ojciec walczył z przejawami rasizmu – jako członek stoczniowej organizacji związkowej, w sąsiednim sklepie spożywczym, w szkole powszechnej; jawił się synowi jako człowiek, którego działalność jest ważna dla społeczności, w jakiej przyszło mu żyć4.
Autorytet ojca ulega jednak osłabieniu, jeśli dzieci przewyższają go znajomością świata, języków i wiedzą techniczną. Na przykład w korzystaniu z Internetu dzieci wszystkich chłopów i pracowników stoczni są lepsze od swoich ojców.
Ze zmianą legitymacji władzy idzie w parze jej ograniczenie w czasie. Autorytet i władza przestały być bezterminowe. W nowoczesnym społeczeństwie związane są one z określonymi funkcjami i pozycjami społecznymi. Te zaś zmieniają się zgodnie z zasadą „rotacji elit”: w każdej chwili grozi człowiekowi utrata zajmowanego stanowiska, co może mieć poważne następstwa w sferze psychicznej. Szczególnie dotkliwie przeżywali takie upadki czołowi menedżerowie w przemyśle. Kalifornijska psycholog Jan Halper opowiada o następującym przypadku. Pewnego razu wzywa ją z prośbą o poradę prezes jednej z największych amerykańskich firm komputerowych. Zwierza się ze swoich obaw, że jego współpracownicy mogą go nie wybrać ponownie na to stanowisko. Jest wstrząśnięty. Z rezygnacją rozgląda się po swoim gabinecie mieszczącym się na menedżerskim piętrze biurowca wysoko ponad dachami Los Angeles. Nie może tego pojąć: „Przecież firma to ja. Jeśli przestanę być prezesem, stracę twarz. Nie zniosę takiego upokorzenia. Kto mnie jeszcze będzie szanował w mieście? Co będę wart, kiedy moi podwładni nie będą mnie już potrzebować?”5.
W Niemczech pierwsze sygnały na temat pełzającej rewolucji w sferze autorytetów pojawiły się w drugiej połowie ubiegłego wieku. W roku 1963 Alexander Mitscherlin opublikował książkę, która stała się kamieniem milowym historii mentalności. Książka nosi tytuł Ku społeczeństwu bez ojców. Również i ta pozycja potwierdza zasadę, że bez pracy dla dobra rodziny i bez służby na rzecz dobra publicznego męski autorytet się rozpada. Autora interesowała głównie postać ojca, którego rola w służbie rodziny i społeczeństwa zatraciła wyraziste kontury. W środowiskach wiejskich, „niezależnie od sytuacji i klimatu uczuciowego w rodzinie – pisze autor – życie matki i ojca rysowało się jednoznacznie w swojej odrębności”. Dziecko w naturalny sposób przyswajało sobie uświęconą tradycją wiedzę związaną z rolniczym cyklem rocznym oraz cyklem życia, których poszczególne fazy „jawiły się namacalnie na przykładzie życia dorosłych będących wzorami do naśladowania”. W przeciwieństwie do tamtej sytuacji – kontynuuje swoje rozważania autor – współcześnie występują dwa stopnie alienacji. Po pierwsze „świat pracy został oderwany od świata życia rodzinnego”. W ten sposób „dziecko nie styka się już bezpośrednio z podstawową dla bytu rodziny praktyką życiową, to jest pracą zawodową ojca”. Z czasem alienacja osoby ojca poszła jeszcze dalej: wraz z postępującą technizacją pracy i przewagą czynności administracyjnych ojciec utracił możliwość demonstrowania w środowisku rodzinnym zawodowych umiejętności manualnych. Pracujący ojciec przenosi więc na dom już tylko stres i plotki z miejsca pracy6.
Jest oczywiste, że ten trend rozwojowy musi prowadzić do uszczuplenia autorytetu ojcowskiego, mimo że pozycja ojca przez wiele stuleci wydawała się niezachwiana. Ojciec jest dziś postrzegany w kategoriach partnerstwa. Współczesne prawodawstwo małżeńskie i rodzinne wielu krajów jednoznacznie odzwierciedla tę sytuację. Przestaje być akceptowany respekt przed rodzicielem tylko w oparciu o jego tradycyjnie pojmowaną rolę; w cenie jest młodość, życie nabiera świeżych barw. Ma to jednak swoją cenę. Przy czym nie tylko ojcowie tracą busolę. Ludziom we wzajemnych kontaktach usuwa się grunt pod nogami. Rodzi się zatem pytanie: „Ile wolności jest konieczne, a na ile – przy całym partnerstwie i zasadzie dialogu – powinien być zachowany autorytet ojcowski?” (J. Schasching).
W niniejszym studium w centrum uwagi znajduje się relacja między ojcem i synem. Konstelacja konfliktu pokoleń została wybrana z uwagi na aktualne trendy społeczne i zaostrzanie się wskazanej problematyki. Trzeba jednak podkreślić, że pozycja ojca jest nie mniej ważna z uwagi na córki; postępowanie ojca odciska się równie trwałym piętnem na potomstwie żeńskim.
Powyższy problem znajduje wyraz choćby w referacie wygłoszonym w Rzymie 4 czerwca 1999 roku przez W. R. Matoxa – dziennikarza i współpracownika „The Washington Post”, „The Wall Street Journal” i „USA Today”. Oto dwie tezy tego referatu:
• Niedostatek miłości ojcowskiej ma poważne negatywne następstwa w życiu córki, które szczególnie dobitnie ujawniają się w jej stosunku do innych osobników płci męskiej.
Autor odwołuje się do publikacji Margo Maine pod tytułem Father Hunger: Fathers, Daughters & Food7. W książce tej autorka ukazuje związek między zaburzeniami w odżywianiu, jak brak apetytu lub – przeciwnie – wilczy apetyt, występującymi prawie wyłącznie u dorastających dziewcząt, a zaniedbywaniem ich przez ojca, jego nieobecnością. To samo dotyczy przypadków depresji u dziewcząt w wieku szesnastu do dwudziestu sześciu lat. Autor cytuje też wypowiedź Victorii Secundy z jej książki Women and their Fathers8: „Ojcowie mają o wiele większy wpływ niż matki na poczucie córki, co to znaczy być »dziewczyną«, i na to, czy dziewczyna dobrze się czuje w kobiecej skórze”.
• Kiedy ojciec zawodzi w życiu córki, powoduje to głębokie skutki społeczne, kulturowe, praktyczne i duchowe.
Córki odbierają odepchnięcie przez ojca nie tylko osobiście. Traktują one tę niechęć także jako deprecjację kobiecości jako takiej. Tak naznaczone osoby stają się podatne na ideologie zwalczające zasadę uzupełniania się płci, tradycyjne małżeństwo i przyjęte formy męskiej odpowiedzialności w domu i w kościele. Sytuacja ta wywołuje także skutki polityczne. Przepaść międzypokoleniowa charakteryzująca społeczeństwo amerykańskie nie dzieli współmałżonków, sióstr i braci czy matek i synów, lecz właśnie ojców i córki9.
Począwszy od połowy minionego stulecia na mężczyznę zachwianego w swojej tożsamości spada kolejny cios. Oto kobiety zaczynają się wyzwalać z więzienia, w którym zamknęły je środki masowego przekazu, reklama, kultura pop i męska wola władzy. Nikt nie zaprzeczy, że kobiety miały powód, by zbuntować się przeciwko losowi kopciuszka.
Najbardziej spektakularna rewolucja w tym względzie dokonała się w Stanach Zjednoczonych. Podobnie jak inne rewolucje, walka o prawa kobiet przebiegała falami. W wieku XIX bojowniczki o zniesienie niewolnictwa domagały się zarazem prawa wyborczego dla kobiet. Ruch feministyczny z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku miał natomiast na celu ujawnienie dyskryminacji w innym obszarze – wyzysku kobiet w sferze ekonomicznej.
Ta „druga fala” walki o równouprawnienie kobiet nie ominęła sfery oczywiście polityki, religii i zatrudnienia, ukazując lekceważący stosunek do kobiety w pracy, w szkole, w wykonywaniu zawodu lekarza, jak również w sztuce. Ale książka, która stała się impulsem do powojennego feminizmu – klasyczna pozycja z roku 1963 The Feminine Mystique Betty Friedan – wymierzona była przede wszystkim w komercjalną degradację kobiety. W świecie, w którym dominuje konsumpcja, w stosunku do kobiet występuje podwójne nadużycie: wykorzystywane są one jako obiekt seksualny oraz w reklamie wszelkich produktów. Tezy bojowniczek feministycznych znalazły żywy oddźwięk u kobiecej części społeczeństwa USA. Oto jedna z nich: „Reklama to podstępna machina propagandowa na rzecz społeczeństwa z absolutną dominacją mężczyzn” (Lucy Komisar 1971). W latach siedemdziesiątych takie i podobne wypowiedzi dawały się sprowadzić do wspólnego mianownika: ona jest kontrolowana i depersonalizowana przez niego.
Ataki feministek przyniosły namacalne owoce, jeśli chodzi o sytuację kobiet, i z biegiem czasu doprowadziły do wyraźnego osłabienia napięcia między obu płciami przynajmniej w sferze publiczno-społecznej. Uwolniona lawina przeorała jednak przy okazji cały dotychczasowy pejzaż społeczny, obracając na nice stare zasady i promując wartości szokująco nowe. W roku 1983 Valeska von Roques nakreśliła taki oto obraz nowego świata amerykańskiego mężczyzny, który dziś stał się aktualny także w Niemczech:
„Ostatnia dekada była dekadą triumfu amerykańskich kobiet. Trzymając się pod ręce, uskrzydlone na nowo odkrytym siostrzanym uczuciem, dziesiątkami tysięcy demonstrowały na ulicach wielkich miast. Nawet te z nich, które nie należą do ruchu kobiecego, czują wiatr historii, entuzjazmują się duchem nowości… Wprawdzie margines swobód wywalczony w większości zawodów i w życiu publicznym był niewielki, ale dla wielu mężczyzn oznaczało to trzęsienie ziemi. Czuli się coraz bardziej spychani na margines, zarówno poza domem, jak i w domu, gdzie kobiety zmuszały ich do rewizji zasad najintymniejszego życia osobistego”.
Tradycyjna rola mężczyzny – kontynuuje autorka – okazała się nieprzydatna. „Nie leży już na podorędziu, gotowa do założenia i przysparzająca dobrego samopoczucia, jak niegdyś wyprasowana koszula i garnitur przyniesiony z pralni przez troskliwą małżonkę. Te czasy minęły bezpowrotnie”10.
Swoje miejsce w historii jako wpływowy motor ruchu feministycznego zaznaczyła także jedną ze swych publikacji11 Susan Faludi, reporterka uhonorowana nagrodą Pulitzera. Po latach jeszcze raz dała o sobie znać, występując z opasłym tomiskiem, którego ukazanie się odbiło się szerokim echem w prasie12. W tej nowej książce będącej serią reportaży z rozmów i spotkań ze świadkami epoki najróżniejszych zawodów – polityków, ludzi biznesu, sportowców, przedstawicieli filmu, wojska – Faludi zajmuje się tak zwaną silną płcią – światem mężczyzn i ojców. Dokument imponuje autentyzmem i bogactwem materiału; miejscami jego lektura wręcz zapiera dech w piersiach.
Na wstępie Faludi rekapituluje feministyczną ocenę problemów, z jakimi borykają się mężczyźni, wzywając czytelnika, by właśnie u feministek szukał odpowiedzi na pytanie o przyczyny kryzysu męskiej samoświadomości. Feministki mają na to gotową odpowiedź:
„Mężczyźni przeżywają kryzys, ponieważ kobiety – słusznie – kwestionują męską dominację. Kobiety domagają się od mężczyzn prawa do współdecydowania w kwestiach publicznych, mężczyźni nie są jednak w stanie się z tym pogodzić”. Antyfeminiści udzielają takiej samej odpowiedzi: „Mężczyźni odczuwają niepokój – twierdzi wielu konserwatywnych ekspertów – gdyż kobiety wykroczyły daleko poza żądania równouprawnienia, próbując wydrzeć mężczyznom władzę i kontrolę. W ich oczach feministki to »feminazistki«… Tracąc kontrolę, mężczyźni przestają być mężczyznami, a stają się eunuchami”13.
Po ukazaniu się książki zaczęto sobie zadawać pytanie: czyżby autorka w wyniku wieloletnich drobiazgowych badań zakwestionowała własną postawę feministyczną sprzed lat? Czyżby odwoływała swoje wcześniejsze tezy? Tak czy inaczej jej raporty ze świata mężczyzn są dokumentem wstrząsającym. Przez konkret, jakim operują, budzą nie tylko litość. Czytelnik nabiera przekonania, że mężczyźni przeżywają niepokojący kryzys wartości, że mamy tu do czynienia z nagminnym zwątpieniem w siebie. A przy tym coraz jaśniej zdajemy sobie sprawę z jednej z najważniejszych przyczyn tego stanu rzeczy: oto mężczyźni cierpią na kompleks „braku ojca”.
W Stanach Zjednoczonych mężczyźni zaczęli podejmować próby uporania się z frustracją wywołaną takimi przeżyciami. Chodziło o uruchomienie wentyli bezpieczeństwa wobec presji izolacji i stygmatyzacji. I tak na przykład świecki ruch męski Men’s Movement gromadził tysiące osób w duchu New Age. W roku 1995 setki tysięcy czarnoskórych mężczyzn poszło za głosem islamskiego przywódcy Louisa Farrakhana, wzywającego do wzięcia udziału w Dniu Pokuty (Day of Atonement). Z kolei w ramach ruchu Alternatywa wobec Przemocy (Alternatives of Violence) mężczyźni organizowali się w małych grupach mających na celu budzenie poczucia odpowiedzialności i obowiązku. Masowością i długotrwałością oddziaływania górował jednak nad tymi inicjatywami ruch Promise Keepers. Mimo wysokich opłat za wstęp (60 dolarów amerykańskich) ruch ten rokrocznie gromadził na stadionach około miliona mężczyzn, a w roku 1996 było ich nawet milion sto tysięcy. Po powrocie do domu mężczyźni organizowali w swoich krajach sieć małych grup.
Otóż Susan Faludi przeprowadza wywiady z członkami jednej z takich grup i ich żonami. Losy tych ludzi nie są oczywiście modelowe, niemniej jednak mogą okazać się pouczające dla wielu mężczyzn i kobiet.
Żona Randy’ego Phillipa powiedziała do reporterki: „To są czasy bez ojców. A jeśli nie masz ojca, to kto ci pomoże?”. Tym stwierdzeniem Holly wyręcza męża, który zwierzył się na samym początku: „Pochodzę z rozbitej rodziny. Ojciec opuścił nas, gdy miałem jakieś sześć lat”. Mówiąc te słowa Randy chwyta za oparcia fotela, jakby pokój odpychał go i próbował zwalić z fotela. „To były bolesne doświadczenia. Ostatni raz widziałem ojca, gdy miałem siedem i pół, może osiem lat”. Ten smutny czas ciągnął się aż po dorosłość. „W Randy’m Phillipie – mówi sam o sobie – powstała pustka. Bóg stworzył nas po to, byśmy poznali i zrozumieli miłość matki i ojca. A jeśli tej miłości brak lub znajduje ona niewłaściwy wyraz, to wówczas w człowieku powstaje pustka”14.
O braku rodziców można zapomnieć przed telewizorem; całymi godzinami surogatem rodziców może być żłobek, przedszkole. Ale jeśli kontakty z ojcem i matką są zbyt rzadkie, to ta ich nieobecność boli – i to nie tylko w dzieciństwie. Powstaje uraz izolacji, którego człowiek przez całe życie nie może się pozbyć.
Pewnego dnia Susan Faludi odwiedziła Timothy’ego i Nancy Arwaterów, inną parę małżeńską z tej samej grupy terapeutycznej, której członkowie cierpią na skutek braku kontaktu z ojcem w młodości.
„Nigdy nie miałem bliskiego kontaktu z ojcem – mówi Timothy po odmówieniu modlitwy przed jedzeniem, podając tacę z kanapkami. – Był pracoholikiem”. Nancy wyjaśnia: „Tata Timothy’ego nauczył go ciężko pracować, ale nie nauczył go innych form troszczenia się o rodzinę”. Każdy drobiazg na nowo sprowadza rozmowę do źródła nieszczęść Timothy’ego – źle układające się stosunki z ojcem. Poznajemy fakty: niezrozumiałe wybuchy wściekłości ojca, groźby użycia siły fizycznej, kopniaki, gwałcenie matki, wielodniowe nieobecności w domu, wreszcie przekwaterowanie syna do niewidomej ciotki, potem do kuzyna, dziadków. „Mam dwa niejasne wspomnienia z dzieciństwa” – mówi Timothy. Pierwsze z nich dotyczy ucieczki jego i matki przed brutalnością ojca. „Uciekliśmy do kombi ojca – opowiada – i zamknęliśmy drzwi. Ojciec zaczął się do nas dobijać. Wtedy moja matka ruszyła. Ojciec wskoczył na maskę jadącego samochodu, walił w szybę i krzyczał. Do dziś widzę przed sobą jego wykrzywioną wściekłością twarz”. Po tym zdarzeniu sąsiedzi wezwali policję. „Pamiętam, jak ojciec powiedział do jednego z funkcjonariuszy: »W porządku, popchnąłem żonę, ale jej nie biję. Najwyżej czasem ją popchnę«.” Druga historia jest jeszcze smutniejsza, Timothy był wtedy malutki. Była noc. Wieczorem przestraszył się czegoś, więc wyszedł z łóżeczka, zgramolił się na dół, do sypialni rodziców, i wsunął do łóżka obok matki. W nocy obudził go lodowaty podmuch powietrza. To wrócił ojciec. „Bił straszliwie matkę, bił mnie…”.
Ojciec tyran. Miast chronić – rani. Podstawowa potrzeba człowieka – potrzeba bezpieczeństwa, którą ojciec powinien zaspokajać – pozostaje bez odpowiedzi. Dziecko wyrasta na maminsynka: brak mu przedsiębiorczości, pewności siebie, zdolności podejmowania ryzyka. Przygoda życia jawi się jako zagrożenie.
Odmowa miłości ojcowskiej budzi nienawiść; intuicja, że ze strony ojca należy oczekiwać uczucia sympatii, budzi pragnienie zemsty. Z drugiej strony naturalne więzy, jakie łączą dziecko z tym, który je spłodził, sprawiają, że dziecko nie jest w stanie odnaleźć siebie w zdecydowanej wrogości wobec ojca. Impuls agresji jest tłumiony przez wyrzuty sumienia, podpowiadające dziecku, że tak naprawdę ojcu należy się z jego strony miłość i wdzięczność.
Howard i Libby Paysonowie są przekonani, że przyczyną ich trudności małżeńskich są traumatyczne przeżycia męża w domu rodzinnym.
„Za każdym razem na myśl o tym, że ojciec zostawił nas na lodzie, odczuwałem gniew i urazę – opowiada Howard. – Ojciec odszedł od nas, gdy miałem pięć lat. Ożenił się po raz drugi, miał inną rodzinę. W każde Boże Narodzenie czekałem na jakiś znak od niego, ale nigdy nie przysłał nawet kartki świątecznej”.
„Howard zawsze łaknął afirmacji przez innych mężczyzn, bo brakowało mu ojca – wtrąca Libby. – Ileż razy robiłam mu wyrzuty z powodu ojca! To było ogromne obciążenie dla naszego małżeństwa”. „Tyle rzeczy mi odebrał – ciągnie Howard. – Naprawdę go nienawidziłem. To siedziało we mnie jak rak. Bardzo ciężko mi było przebaczyć. Ale w końcu się udało”. „Pytałam go w kółko – mówi Libby pod adresem Howarda: – Czy naprawdę mu przebaczyłeś? Bo w Howardzie jest masa rzeczy, które, które… – szuka właściwego określenia – pozostają nierozwiązane”. „Przebaczyłem mu – mówi Howard zdecydowanym tonem. – Ale musiałem na kolanach błagać o to Boga. Prosiłem Boga, by pomógł mi zdjąć z siebie ten ciężar”.
Rana „marnotrawnego ojca” nigdy się nie zabliźnia, jak pewnego wieczoru wyznaje inny członek grupy – Dan Rhodes.
„Aż do czterdziestego roku życia nienawidziłem mojego biologicznego ojca, którego zresztą nawet nie znałem. Łapałem się na przykład na tym, że jadąc autostradą przeklinam go. Kiedy skończyłem czterdzieści lat, powierzyłem mój problem Bogu. Teraz nie mam już problemu”. Reporterka pyta, co go uwolniło od tego brzemienia. „Może powinienem opowiedzieć wszystko po kolei. Rzecz w tym, że jedyne, co miałem po ojcu, to nazwisko w metryce urodzenia. Wiedziałem o nim tylko tyle, że był żołnierzem w czasie drugiej wojny światowej. Miałem przyjaciela w biurze poszukiwania zaginionych, więc podałem mu to nazwisko. Przyjaciel odnalazł go już w niecały tydzień – tu Dan robi pauzę – w San Dimas (sąsiednim miasteczku). Pojechałem tam, żeby go odnaleźć. Zapukałem, on sam mi otworzył, a ja mówię: »Jestem twoim synem«. A on na to, że zostałem poczęty już po jego powołaniu do wojska. Czyli że nie był moim prawdziwym ojcem… Ale powiedział mi też, że żałuje, że tak nie jest, bo zawsze chciał mieć syna”. Ta wizyta „załatwiła” zatem problem –stwierdza Dan. Ale tak naprawdę nic nie zostało załatwione i wszystko nadal było niepewne. Wynika to z dalszych zwierzeń Dana: „Dzisiaj siedziałem w tym małym bistro naprzeciwko. Telewizor był włączony i leciała Maury Povich Show. To taki program o powrocie ojców do domu i o ich synach. To mnie dopadło, musiałem się bronić przed swoimi… – Dan wpada w zdenerwowanie i próbuje się pozbierać. – W końcu nie wytrzymałem i zmieniłem kanał”.
Upatrywanie w feminizmie jedynej przyczyny zaburzonej tożsamości wielu współczesnych mężczyzn i ojców świadczyłoby o niezrozumieniu problemu, a przynajmniej o powierzchowności obserwacji. Trzeba na to spojrzeć raczej tak, że feminizm stanowi niejako kulminacyjny i finalny punkt w narastaniu tych trudności. Nie ulega wątpliwości, że ruch feministyczny niejednokrotnie mógł się przyczynić do pogłębienia negatywnej samooceny mężczyzn. Należy jednak podkreślić, że w przypadku zaburzonej tożsamości mężczyzn i ojców mamy do czynienia ze złożonym syndromem, który – to trzeba przyznać – w świadomości wielu współczesnych jest kojarzony jednoznacznie z ruchem wyzwolenia kobiet15.
Wszystko wskazuje na to, że mężczyźni są mniej skorzy do refleksji nad sobą i swoją sytuacją niż kobiety. Większość analiz dotyczących tożsamości mężczyzn wyszła spod pióra kobiet, z drugiej zaś strony stan badań naukowych nad ruchami kobiecymi jest daleko bardziej zaawansowany niż stan badań nad sytuacją mężczyzn. W każdym razie zainteresowanie kobiet mężczyznami pozwala lepiej uchwycić reakcję mężczyzn na wyzwanie ze strony kobiet. Nie należy przy tym tłumaczyć wyłącznie wpływem kobiet faktu, że wielu badaczy upatruje rozwiązania problemu mężczyzn w przejęciu cech i zachowań, które dotychczas traktowane były jako typowo kobiece.
Niektóre wypowiedzi mężczyzn wskazują na to, że nie są oni w pełni zadowoleni z bycia mężczyznami; bycie mężczyzną nie sprawia im już przyjemności. Krytykują w mężczyznach ich niezdolność do życia: „Praca i sukcesy zawodowe nie dają mężczyznom dostatecznej podstawy do określenia własnej tożsamości. Bez kobiet jeszcze bardziej stoczyliby się psychicznie. Nie potrafią nawet wypełniać obowiązków zawodowych, nie mówiąc o innych zadaniach życiowych”. W tym kontekście przedstawiciele silnej płci wychwalają jednocześnie kobiecość. Stąd też w jednej z prac opublikowanych w czasopiśmie „Brigitte” z roku 1985 mowa jest o „nowym mężczyźnie”. Mówi się tu o rozwoju w kierunku „łagodniejszych mężczyzn”, którym wolno okazywać uczucia i słabość. Mężczyźni, którzy potrafią lepiej słuchać, w większym stopniu biorą pod uwagę potrzeby kobiet, są mniej autorytarni. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez badacza problematyki męskiej W. Hollsteina w latach 1989/90 na próbie 712 mężczyzn z Republiki Federalnej Niemiec, mężczyźni warstwy średniej są mniej dumni ze swej tożsamości płciowej niż przedstawiciele innych warstw. „Często artykułują pragnienie androgyniczności”. Na pytanie o powody tej reorientacji respondenci zastanawiająco często wyznają, że „własna męskość jest dla nich ciężarem”.
Stąd też psychologowie zajmujący się problematyką mężczyzn domagają się przezwyciężenia tradycyjnego podziału ról według płci, zalecając symetrię partnerstwa. Celem jest tu „elastyczność płciowa”, którą Marc Fasteau tak oto opisuje:
„Dziewczęta mogą grać w bejsbol, a chłopcy bawić się lalkami. Dziewczęta mogą pierwsze dzwonić do chłopców proponując spotkanie, a chłopcy nie zawsze muszą płacić za kino; dziewczęta będą uczyły się naprawiać samochody, a chłopcy przyszywać guziki; dziewczęta będą lubiły matematykę i przedmioty przyrodnicze, a chłopcy będą się interesowali baletem”16.
Ta relatywizacja tradycyjnych granic wyznaczanych przez płeć szuka oparcia w badaniach empirycznych. Znajdujemy tam na przykład takie zapewnienie:
„Czułość i opiekuńczość względem dziecka jest tak samo niezależna od płci, jak zdolności, geniusz, ambicja czy pragnienie władzy. Można tu wskazać choćby na fakt, że matki i ojcowie w równym stopniu reagują intuicyjnie na mimikę i gesty niemowląt, jak choćby uśmiech na widok rodziców (…). Psychofizjologiczne wzorce reakcji u męskiego i żeńskiego rodzica okazały się identyczne. Powinniśmy zatem raz na zawsze przyjąć do wiadomości, że mężczyźni i kobiety wykazują identyczne zdolności do współczucia, miłości i emocjonalnej troski (…). Matki i ojcowie nie różnią się od siebie w zakresie kompetencji opieki nad potomstwem (…). Mężczyzna przyjmujący na siebie podstawowe obowiązki opieki nad niemowlęciem i małym dzieckiem, poszerza swój horyzont emocjonalny. Karmiąc niemowlę, zmieniając mu pieluszki, zaspokajając jego potrzeby emocjonalne, dowiadujemy się czegoś nowego o życiu ludzkim. Ktoś, kto w tak szerokim zakresie opiekuje się małym dzieckiem, staje się też bardziej współczujący i ludzki w innych sytuacjach życiowych”17.
Nie ma co do tego wątpliwości, że wzorem ludzkiej wrażliwości nie może być skostniały stary kawaler, w swym egotyzmie niezdolny do jakiegokolwiek poświęcenia. Słuszne są też zarzuty wobec niektórych mężczyzn z powodu ich niezdolności do wczuwania się w sytuację drugiego człowieka, czułości, spontaniczności; często tacy mężczyźni sami odczuwają swoją rezerwę jako ciężar. Stąd też zachęta do odkrywania w sobie cech i reakcji tradycyjnie traktowanych jako kobiece może przyczynić się do poprawy warunków współżycia między ludźmi, zwłaszcza w życiu rodzinnym. Kobiety i dzieci chętnie przyjmą tego „nowego mężczyznę”, a i wielu spośród mężczyzn poczuje się lepiej w nowej skórze.
Problemu ojca i syna nie da się jednak rozwiązać poprzez relatywizację męskości. W ten sposób nie wyjdziemy z zaklętego kręgu polegającego na tym, że chłopcy nie stykają się z tożsamością mężczyzny i wyrastają na kalekich ojców, ponieważ sami nie mieli odpowiednich wzorców. Ani matki, ani kobiety nie zastąpią ojca.
Spójrzmy na kolejny przykład. Big Dawg, gwiazda klubu piłkarskiego „Cleveland Browns” i kolejny bohater reportażu Susan Faludi, miał bardzo przedsiębiorczą matkę. Nauczył się od niej wytrwałości i smykałki do interesów. Kiedy matka znalazła pracę jako krawcowa w firmie odzieżowej, udało jej się załatwić tam pracę także dla syna. Prasował ubrania, które matka przerabiała, matka uczyła go krawiectwa. „Kiedy przeniosła się do Kuppenheimera (inna firma tekstylna) – wspomina Big Dawg – zabrała mnie ze sobą. Stanowiliśmy zgrany zespół”. Po jakimś czasie Big Dawg wyjechał z przyjacielem do Nowego Jorku, gdzie zamierzali założyć warsztat stolarsko-budowlany. Nic z tego nie wyszło. Związkowcy odesłali obu Irlandczyków do filii firm włoskich. „Innymi słowy, wszyscy robili z nami, co chcieli”. Nawet firmy irlandzkie nie chciały ich zatrudnić. W końcu Big Dawg zupełnie stracił wiarę w siebie. Wtedy po raz drugi uratowała go pomoc kobiety. Na ślubie swojego brata spotkał przyszłą żonę Mary. Dziewczyna poleciła go wujowi, który handlował taśmami do drukarek komputerowych. Handlowiec kilkakrotnie zawierał z nim umowy, wreszcie zatrudnił go na stałe. „Pracuję już u niego jedenasty rok” – dziwi się Big Dawg. Od dziesięciu lat on i Mary są małżeństwem.
„Mary była dla mnie bardzo dobra” – zauważył Big Dawg, podczas gdy bliźniaczki Michelle i Megan wdrapywały się do niego na kanapę. W tej chwili weszła Mary i usiadła z robótką w fotelu. Big patrzył na nią z czułością. „Wyprowadziła mnie na ludzi” – mówi. Mary dobrotliwie wzrusza ramionami, nie odrywając się od szycia. „Trzymałam go krótko” – stwierdza. Mąż aprobująco kiwa głową: „Mary odmieniła moje życie”.
Big Dawg był wdzięczny żonie i matce za pomoc i wsparcie. Ale to nie zastąpiło mu męskiego wychowania. W ciągu tych czterdziestu pięciu lat życia było tylko niewielu mężczyzn, których obdarzył zaufaniem lub których podziwiał. Historia życia Biga Dawga okazała się typowa. W ten czy inny sposób podpisywali się pod nią wszyscy członkowie klubu, z którymi rozmawiała dziennikarka. Joe McElwain zauważył, że rzadko widywał ojca; wychowywał go brat Bud. Scott Shantery i Ed Kuderna byli dziećmi rozwiedzionych małżeństw i rzadko spotykali się z ojcami. „Pewnego razu poszedłem z matką na mecz” – zaczyna opowiadać Ed. Ich ojcowie byli nieobecni albo byli blisko, ale traktowali synów wrogo, albo w ogóle z nimi nie rozmawiali, nie nauczyli ich niczego o życiu18.
Historie tych mężczyzn każą wątpić w to, by typowo kobiece cechy mogły dokonać korekty profilu mężczyzny19. Zbliżenie płci to niewątpliwie oznaka naszych czasów. Moda „uni-sex” daje dobitny wyraz tym tendencjom. Niektórzy wyobrażają sobie, że w przyszłości mężczyzna będzie matką, a kobieta ojcem. W ten kontekst wpisują się dążenia homoseksualistów do uzyskania praw małżeńskich. Ta „bionegacja” dzieła stworzenia oznacza negację prawdziwego życia i prowadzi ostatecznie do regresu i wycofania się na pozycje aseksualności, niezdeterminowania płciowego.
Jak wiemy, niektóre mity i legendy mówią o dążeniu jednostki do samowystarczalności, do rezygnacji z uzupełniającego „ty”. Chodzi tu o pragnienie stworzenia zamkniętej całości, złączenia w sobie męskości i kobiecości. Jest to reklama biseksualności. Przy tym większość tych wizji antropologicznych zawiera w sobie deprecjację pierwiastka męskiego, ojca. Najsłynniejszy z tych mitów to mit o amazonkach, które wykorzystują zniewolonych mężczyzn do reprodukcji, usuwając ze świata niepotrzebne osobniki płci męskiej.
Dzisiaj niektórzy wręcz zaprzeczają istnieniu dwóch płci. Otóż pewne psychologiczno-socjologiczne tezy, jakie docierają do nas ze Stanów Zjednoczonych, uznają wprawdzie dwubiegunowość płci na płaszczyźnie biologicznego przekazywania życia, negują jednakże jej rolę w formowaniu osobowości. Zgodnie z tymi tezami bycie kobietą lub mężczyzną jest wtórne, pierwotne jest bycie człowiekiem. Winniśmy się uwolnić od tych modelowych ról społecznych, gdyż powodują one alienację jednostki.
Tymczasem już samo doświadczenie uczy, że nie można być człowiekiem, nie będąc zarazem kobietą lub mężczyzną. Jesteśmy albo jednym, albo drugim. Bycie mężczyzną lub kobietą jest zgodne z pojęciem i rzeczywistym bytem człowieka. U obu płci różny jest stosunek do ciała, do słowa, do rozrodczości. I dlatego u człowieka zarówno psychika, jak i umysłowość zależą od biologicznych determinant płci20.
Modne dziś promowanie nieokreśloności płciowej i akcentowanie podobieństwa pierwiastka męskiego i kobiecego cofa człowieka na pozycje pierwotnego stopienia się z matką, blokuje możliwość przyjęcia prawa i stymuluje przemoc. Chodzi tu o fundamentalną postawę przemocy, prowadzącą do autodestrukcji jednostki i środowiska; w ten sposób jednostka pragnie bowiem przekonać siebie i otoczenie o swoim istnieniu.
Po to, aby rozluźnić pierwotne, wynikające z faktu narodzenia więzi z matką, a tym samym zyskać indywidualność, jednostka musi przejść określony proces identyfikacyjny. Zaczyna się on od tego, że matka wydaje dziecko na świat, ciesząc się jego najzupełniej egotycznymi reakcjami. To dzięki matce noworodek rozwija swoje zdolności. Matka wypełnia całkowicie przestrzeń wyobraźni dziecka; za pośrednictwem matki dziecko podejmuje działania ukierunkowane na świat zewnętrzny. Matka jest glebą dającą poczucie bezpieczeństwa, to ona łagodzi lęk przed otwarciem się na zewnątrz. Ale ten wspólny kosmos matki i dziecka stanowi świat zamknięty, z którego nie ma ucieczki. Aby dziecko mogło wyjść z tego zaklętego kręgu, musi wkroczyć ktoś z zewnątrz, wnosząc coś, czego matka nie jest w stanie wyartykułować. Rola rozplątania kłębka, jaki tworzą matka i dziecko, przypada w udziale właśnie ojcu. To on rozbija dotychczasową symbiozę. To jego rolą jest obudzić w dziecku inicjatywę, wolę dążenia do autonomii. Ojciec jest tym trzecim – przeciwieństwem matki, a nie drugą matką. To ojciec ma budzić popęd seksualny, przyczyniać się do określenia tożsamości płciowej dziecka. Ojciec jest tą częścią pary rodzicielskiej, która jest płci męskiej; jako taki jest niezbędny w procesie stwierdzania różnicy płci w wypadku córki i tożsamości płci w wypadku syna. A ponadto dopiero pojawienie się ojca sprawia, że matka staje się partnerką dziecka, drugą osobą – z punktu widzenia dziecka dokonuje się przemiana matki w „ty”. Bez tego matka stanowiłaby z dzieckiem nierozdzielny kokon, uniemożliwiając mu usamodzielnienie się i zetknięcie z rzeczywistością. Matka nie jest więc w stanie reprezentować ojcostwa i zewnętrznej rzeczywistości stworzenia.
W dzisiejszych czasach zadanie ojca polegające na „rozsupłaniu” relacji matka – dziecko jest jeszcze ważniejsze niż dawniej. Chodzi o to, że funkcja ojcostwa z biegiem czasu coraz bardziej się indywidualizuje. W przeszłości dziecko konfrontowane było nie tylko z indywidualnym ojcem, ale także z całym kolektywem „ojców socjalnych”, którzy wprowadzali dzieci w ich tożsamość – jak choćby w rytach inicjacyjnych. Rozpad społeczeństwa tradycyjnego pozostawił pustkę, która dotyka w szczególności chłopców. Tę pustkę musi teraz wypełnić pojedynczy ojciec, któremu częstokroć wydaje się to zadaniem ponad siły, co z kolei stymuluje rozwój homoseksualizmu. Wielu ojców woli pełnić wobec dzieci rolę kolegi niż ojca.
Na przesłanie o „nowym mężczyźnie” zareagował także ustawodawca. Punktem wyjścia stało się założenie, że w procesie rozwoju dzieci i młodzież nie muszą być konfrontowani z cechami uważanymi do tej pory za typowo męskie. Dlatego nowe ustawodawstwo ogranicza rolę i kompetencje ojców w procesie wychowawczym. Państwo poczuło się zatem uprawnione do zmian legislacyjnych nie tylko z powodu „ucieczki” ojców z rodzin. To nowy obraz męskiej tożsamości sprawił, że coraz częściej dzieckiem opiekuje się wyłącznie matka.
Jako pierwszy przykład niech nam posłuży rodzinne ustawodawstwo francuskie. Zawiera ono:
• dwie ustawy – z lipca 1970 i styczna 1972 roku – mające na celu sprawiedliwszy rozkład władzy rodzicielskiej i pośrednio ograniczające wpływy ojca. Pierwsza z tych ustaw zastępuje prerogatywy ojca przez pojęcie władzy rodziców; matka i ojciec mają w tym względzie równe prawa. Druga – w przypadku par nieślubnych przyznaje matce wyłączne prawa rodzicielskie. Ojciec może uznać swoje dziecko; prawa rodzicielskie może jednak nabyć tylko drogą sądową za zgodą matki;
• dwie ustawy – z lipca 1987 i stycznia 1993 roku – wprowadzające dalsze istotne zmiany w prawie rodzinnym. W myśl tych ustaw podstawą władzy rodziców wobec dziecka przestaje być nierozerwalność małżeństwa. Podstawą taką ma być odtąd naturalny fakt rodzicielstwa – prywatno-subiektywna rzeczywistość, pozbawiona gwarancji społecznych; w ten sposób znika obiektywny fundament sytuacji dziecka, a ojciec na ogół czuje się zwolniony z odpowiedzialności za nie. We Francji tylko 15% ojców uzyskuje po rozwodzie prawo do opieki nad dziećmi. Ocenia się, że około 55% dzieci par rozwiedzionych nie ma żadnego kontaktu z ojcem21.
Raport światowej konferencji ONZ w sprawie polityki ludnościowej (z września 1992) utrwala sposób myślenia o rodzicielstwie w kategoriach indywidualno-osobistych. W sprawach rozrodczości raport uznaje wyłącznie prawa jednostki – głównie kobiety – tak jakby w ogóle nie istniało małżeństwo i więzi rodzicielskie. Tekst miesza pojęcie macierzyństwa z pojęciem prokreacji. O ile bowiem macierzyństwo dotyczy wyłącznie kobiety, o tyle w prokreacji biorą udział mężczyźni i kobiety; prokreacja nie jest wyłącznie domeną kobiet. Raport nosi wyraźne piętno „pierwszego świata” z jego deprecjacją ojca22. W tekście nie pojawia się w ogóle pojęcie par i rodzin heteroseksualnych, mimo że prawdziwym źródłem problemów społecznych są rozbite rodziny, istnienie matek samotnie wychowujących dziecko, nieobecność ojców.
Ustawodawstwo i trendy legislacyjne typowe dla państw zachodnich, znajdujące odbicie choćby w uchwałach konferencji oenzetowskich, sprzyjają bezpośrednio wykluczaniu ojca z procesu wchodzenia dziecka w życie. Są one zgodne z postępującą indywidualizacją w społeczeństwach zachodnich, wyciągają wnioski z „nowego” obrazu mężczyzny i kobiety. Nowe przepisy prawne mają jakoby przyczynić się do unikania problemów społecznych czy też łatwiejszego ich rozwiązywania.
A jak wygląda ustawodawstwo rodzinne w Niemczech? Reforma prawa rozwodowego przeprowadzona w roku 1977 przez koalicję socjaldemokratów i liberałów otworzyła nowy sposób myślenia o małżeństwie i rodzinie, nadający ton po dziś dzień. Oto kolejne kroki nowelizacyjne w tej dziedzinie:
<< Koniec wersji demo >>
1 Zob. P. M. Zulehner/R. Volz, Männer im Aufbruch. Ein Forschungsbericht, Stuttgart 1998.
2 Zob. np. G. Höhler, Der veruntreute Sündenfall. EntZweiung oder neues Bündnis, Stuttgart 1998, zwłaszcza s. 434-452; W. Hollstein, Männerdämmerung. Von Tätern, Opfern, Schurken und Helden, Göttingen 1999 (tam też dalsza literatura); Die neuen Männertypen. Wie sich das starke Geschlecht verändert hat, „Psychologie heute” 26 (1999); L. Tiger, Auslaufmodell Mann. Die neuen Rollen von Frau und Mann in der modernen Gesellschaft, Wiedeń/Monachium 2000; D. Schwanitz, Männer. Eine Spezies wird besichtigt, Monachium 2001.
3 S. Faludi, Stiffed. The Betrayal of the American Man, Nowy Jork 1999, s. 66n.; wobec braku polskiego wydania cytaty z powyższego dzieła tłumaczone są z wersji niemieckiej, przytaczanej za: Männer – das betrogene Geschlecht, Reinbek bei Hamburg 2001 (w przypisach opatrzonej sygnaturą „niem.”), uzupełnionej o tłumaczenia własne Autora niedrukowanych w wersji niemieckiej fragmentów pracy S. Faludi; tu: s. 99n. (niem.). (Copyright © 1999 by Susan Faludi. Excerpt from STIFFED. Reproduced with permission of the author and the Sandra Dijkstra Literary Agency).
4 Tamże (niem.), s. 616.
5 Cyt. za: W. Hollstein, op. cit. (zob. przyp. 2), s. 31.
6Auf dem Weg zur vaterlosen Gesellschaft, Monachium 1963, tu: s. 188n.
7 Carlsbad, CA 1991.
8 Nowy Jork 1993.
9 Wspomniane doświadczenia znajdują potwierdzenie w studium kanadyjskiej autorki M. Brillon pod tytułem Ces Pères qui ne savent pas aimer: et les femmes qui en souffrent, Montreal 1998, zwłaszcza s. 79n. i 105n.
10Entmannung des Mannes, [w:] „Der Spiegel” (Hamburg) 27 (1983).
11Backlash – The Undeclared War Against American Women, New York 1992 (nagroda National Book Critics Circle Award for Notification 1992); wyd. niem.: Backlash – Die Männer schlagen zurück, Reinbek 1993.
12 Zob. przyp. 3.
13 Tamże (niem.), s. 19.
14 Ten i kolejne cytaty zob. tamże, s. 276-282.
15 W artykule zatytułowanym Zahlemann i synowie zamieszczonym w numerze Frankfurter Allgemeine Zeitung z 23.05.2001 B. Fritz pisze: „W naszym kraju rozwój dzieci wychowujących się bez ojca lub cierpiących na zaburzony stosunek z ojcem nie stał się jak dotąd przedmiotem badań nad rodziną”. Autor porusza tu temat, do którego jeszcze wrócimy. „Studia nad ojcostwem tkwią w powijakach – kontynuuje autor. – Jak wyliczyło stowarzyszenie Akcja Ojcowie dla Dzieci, wobec 98 katedr uniwersyteckich zajmujących się studiami nad sytuacją kobiet nie ma ani jednej katedry, która by się zajmowała problemem ojców”.
16 Szczegóły [w:] W. Hollstein, op. cit. (zob. przyp. 2), s. 92n.; 114.
17 C. Aanderud, Die Gesellschaft verstößt ihre Kinder, © Ernst Kabel Verlag GmbH, Monachium 1995, s. 87.
18 S. Faludi, op. cit. (zob. przyp. 3) (niem.), s. 225n.
19 Zob. w tym kontekście T. Anatrella, Crise de la Paternité, wyd. Instituto Giovanni Paolo II per studi su Matrimonio e Famiglia, 12 (1996), s. 218-234. Wpływem kultury na tożsamość biologiczną zajmuje się W. Stark, The Social Bond. An Investigation into the Bases of Law-abidingness, t. II, Nowy Jork 1978, s. 183-200.
20 Filozoficzne i empiryczne prace poruszonej tu problematyce poświęcają: G. Splett, Der Mensch ist Person. Zur christlichen Rechtfertigung des Menschseins, Frankfurt 1978, tu: s. 110-137; G. Höhler (zob. przyp. 2) passim. Zaprzeczają oni tezie szczególnie mocno lansowanej przez feminizm, że należy oddzielać płeć biologiczną („sex”) od roli związanej z płcią („gender”); wspomniani autorzy wykazują zasadnicze zróżnicowanie i polaryzację płci.
21 T. Anatrella, op. cit. (zob. przyp. 19), s. 222n.
22 To, że dziecko coraz rzadziej kojarzone jest z ojcem, wpływa nieuchronnie także na sposób postrzegania mężczyzny. Spojrzenie to zaważyło, jak się wydaje, na kształcie ankiety ze wzmiankowanego w przyp. 1 raportu z roku 1998 na temat mężczyzn w Niemczech. W zestawie pytań uderza już nawet nie to, że jako punkt odniesienia dla mężczyzny figuruje nieodmiennie kobieta. Prawdziwie szokująca jest całkowita marginalizacja kwestii ojcostwa, co każe myśleć o wspomnianej konferencji ludnościowej w Kairze. W dziale „Organizacja życia” ankieta operuje takimi hasłami, jak „Praca”, „Polityka i odpowiedzialność”, „Działalność w stowarzyszeniach”, „Męskie przyjaźnie”, „Małżeństwo” i dopiero na samym końcu krótko wzmiankowane jest ojcostwo. „Stan” męski odmieniany jest tu przez wszystkie przypadki; „stan ojcowski” nie jest tematem dociekań. Zagadnienie stosunku ankietowanych mężczyzn do własnych ojców zostało sprowadzone do kwestii częstotliwości spotkań i łączności emocjonalnej z nimi; nie dochodzą do głosu kwestie takie, jak znaczenie „specyficznie męskich” cech ojca dla syna, rola ojca w kształtowaniu własnej postawy życiowej, brak wprowadzenia w życie przez ojca. Podobnie przy pytaniach o uczucia, lęki, cierpienie i śmierć brak wzmianek na temat dzieci. Jest rzeczą zaskakującą, że w badaniach na temat mężczyzn kwestia ojcostwa zostaje zepchnięta na margines. Jest to tym bardziej dziwne, że wspomniany raport powstał na zamówienie Sekcji Mężczyzn Kościoła Ewangelickiego w Niemczech i Niemieckiej Wspólnoty Katolickich Mężczyzn – organizacji skądinąd nie będących promotorami nowoczesnego społeczeństwa zdominowanego przez ego i wyznającego zasadę życia „nie obciążonego” przez dzieci.