Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Jesteśmy sami to debiutancki zbiór opowiadań fantastycznych konfrontujących czytelnika z ciemnymi stronami rzeczywistości.
Co oznaczałaby świadomość życia w symulacji? Ile człowieka zostanie w człowieku? Co się stanie, gdy jedna Ziemia już nie wystarczy? I czy istnieje granica, której nie odważymy się przekroczyć w celu realizacji marzeń?
Poprzez swoje historie autorka zaprasza czytelnika do dialogu, do podróży — przez czas i gwiazdy — w poszukiwaniu odpowiedzi.
Kto odważy się podjąć to wyzwanie i przejść na drugą stronę lustra, by sprawdzić, czy w jego czarnej tafli odbija się coś więcej niż tylko my sami?
Z całym impetem wpadłem w zwierciadło. Pragnąłem rozbić je na milion kawałków i ujrzeć czarną, ziejącą za nim dziurę. Ku mojemu zaskoczeniu nic takiego się nie stało. Nie było ściany. Nie było dziury. Tam nie było niczego.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 175
Rok wydania: 2024
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Jesteśmy
SAMI
Agata Kulbicka
Gdańsk 2024
WydawcaAgata Kulbickaagatakulbicka.pl
Wydanie pierwszeGdańsk 2024
ISBN978-83-972251-0-7 (druk)978-83-972251-1-4 (epub)978-83-972251-2-1 (mobi)
Copyright © by Agata Kulbicka, 2024
Wszelkie prawa zastrzeżone.Każda reprodukcja lub adaptacjacałości bądź części niniejszej publikacji,niezależnie od zastosowanej techniki reprodukcji(drukarskiej, fotograficznej, komputerowej i in.),wymaga pisemnej zgody Autorki.
Wszelkie podobieństwo do postaci, miejsc i zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.
Zdjęcia i projekt okładki: Agata Kulbicka
Redakcja językowa: Karolina Przybył
Korekta: Aleksandra Kornacka
Projekt książki, skład do druku oraz e-booki:Konrad Jajecznik
Tym, którzy podobnie jak ja, śnią o gwiazdach
Wszechświat Siódmego
Babbage, podobnie jak wielu intelektualistów w tamtych czasach, przejawiał fascynację koncepcjami losu i przeznaczenia. Intrygowała go również zagadka: jak pogodzić coraz to istotniejszy wpływ maszyn, które robiły to, czego chciał od nich człowiek, z wiarą w Boga, który zgodnie z teologią, której trzymało się wówczas wielu, miał ponoć spoglądać z góry na świat człowieczy niczym najwyższy sędzia, od czasu do czasu interweniując, jeśli uznałby to za właściwe.
James Essinger „Algorytm Ady”(w przekładzie Jerzego Wołka-Łaniewskiego)
– Parametry lotu?
– W normie.
– Stan ładunku?
– W normie.
– Inne odchylenia? Powody do niepokoju?
Chwila ciszy.
– Brak.
Fotel zatrzeszczał, gdy na niego opadłem. W zasadzie czułem się dobrze. Może poza głową. Wciąż męczyły mnie zawroty i nie byłem pewien, jak prędko moje zmysły znów staną się użyteczne.
– A… ja? – zadałem w końcu pytanie, które przez długą chwilę obracałem w myślach.
Tę odpowiedź również poprzedziła chwila ciszy, po czym monotonny, bezpłciowy głos odpowiedział:
– Parametry w normie.
– To znaczy?
– Waga: sto pięćdziesiąt trzy funty i trzy uncje. Wzrost: sześćdziesiąt sześć koma siedemdziesiąt dwa cale. bmi: w normie. Ciśnienie: sto dwadzieścia na osiemdziesiąt. W normie. Tętno spoczynkowe: siedemdziesiąt cztery. W normie. Wiek biologiczny: trzydzieści jeden lat, trzy miesiące, siedem dni. Wiek realny: trzydzieści trzy minuty i dwadzieścia osiem sekund. Numer porządkowy: siedem.
– Kiedy… kiedy poprzedni zakończył misję?
– Szósty zakończył misję dwa miesiące, dwanaście dni, cztery godziny, pięćdziesiąt osiem sekund temu.
– W jakim wieku?
– Czterdzieści cztery lata, dziewięć miesięcy, piętnaście godzin, zero minut, trzy sekundy.
Wzdrygnąłem się.
„To za wcześnie. O wiele za wcześnie”.
W głowie prędko przeliczyłem, czy wystarczy zapasu. Powinno, o ile nie było żadnych innych niespodzianek.
– Na co zmarł?
– Brak dostępu.
– Tak szybko? Powinien dożyć co najmniej sześćdziesiątki. Był chory?
– Brak dostępu.
„Dziwne” – pomyślałem.
Zapewne przyczynę stanowiła jakaś niewykryta dolegliwość. Szanse, że po tych wszystkich wnikliwych badaniach, którym nas poddano, trafi się coś takiego, były znikome, ale nie dało się tego wykluczyć. Nie istniał jednak żaden powód, aby zatajać te informacje, zwłaszcza że teraz na mnie spadały wszystkie obowiązki i cała odpowiedzialność zarówno za statek, jak i za ładunek. Przede wszystkim za ładunek.
Przetarłem oczy. W nikłym świetle widziałem jeszcze słabo, ale z upływem czasu moje możliwości miały ulec poprawie.
Przymrużyłem powieki i przeniosłem spojrzenie na panoramiczną szybę, którą ledwo dało się objąć wzrokiem. Oniemiałem z zachwytu. Co prawda miałem informacje dotyczące tego, czego się spodziewać, ale wiedzieć, a wreszcie zobaczyć, to zupełnie różne rzeczy. To tak, jakby w tej chwili uwierzyć w to, o czym przez całe życie nas zapewniano.
Pomimo kłopotów z oczyma ogromną przyjemność sprawiało mi patrzenie w ciemną przestrzeń upstrzoną jaśniejącymi kropeczkami, z których każda była osobnym światem.
Kosmos. To tu tak naprawdę się narodziłem i tu zakończę życie. Co do tego nie było wątpliwości, wolałem się jednak upewnić, ile lat straciliśmy przez różne nieprzewidziane okoliczności. Naturalnie, były one wkalkulowane w ryzyko tak wielkiego przedsięwzięcia, którego wszyscy się podjęliśmy.
– Do celu zostało…? – Specjalnie nie dopowiedziałem, by sprawdzić, jak pokładowa si poradzi sobie z intonacją.
– Do zakończenia misji pozostało pięćdziesiąt jeden tysięcy sto dni, dziewięć godzin, pięćdziesiąt pięć minut, cztery sekundy.
– Wyśmienicie – mruknąłem zadowolony. Mimo zawirowań mieściliśmy się w normie.
Musiałem pozbierać myśli. Oboje zamilkliśmy, a ciszę pomieszczenia na moment wypełniło głuche buczenie dobiegające z głośników.
– Czy mogę jeszcze jakoś pomóc? – si widać miało obowiązek w takich chwilach zadać pytania pomocnicze.
– Nie – mruknąłem, bo czułem, że jedyne, czego mi teraz potrzeba, to odpoczynek.
– W takim razie przechodzę w stan czuwania – odpowiedział beznamiętny głos.
– Tak. Tak. Albo nie, nie. Czekaj!
– Słucham.
Wahałem się przez chwilę. Cisza znowu przeciągała się zbyt długo.
– Jak masz… jak mam cię zwać?
– Mój numer porządkowy to ifre234438709.
Pogłaskałem się po potylicy. Czy komputer był w stanie wyczuć moje zakłopotanie?
– Um… będziemy tu tak ze sobą na co dzień. Długo. Dość długo… Masz może jakieś przezwisko? Coś krótszego? Coś, co lubisz?
Chwila głuchego buczenia, po której z niewielkich głośników zamontowanych pod sufitem popłynął beznamiętny głos:
– Argo. Tak możesz się do mnie zwracać.
– Argo. Świetnie! – Zdało mi się to bardzo sensowne, bo sam statek nosił właśnie taką nazwę. – Dziękuję. Teraz możesz się uśpić.
– Dziękuję. Do usłyszenia.
W pomieszczeniu zaległa cisza zakłócana pikaniem kontrolek na panelu sterowania i szumem układów chłodzenia. Znów spojrzałem w czerń Wszechświata. Dotarło do mnie, że to właśnie jest moment, na który czekałem, i muszę go wykorzystać możliwie jak najlepiej. Mimo że byłem w tej bezkresnej pustce całkowicie sam.
*
Zapraszam do zapoznania się z pełną wersją książki!
Agata Kulbicka