Las Powieszonych Lisów - Arto Paasilinna - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Las Powieszonych Lisów ebook i audiobook

Arto Paasilinna

4,1

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

25 osób interesuje się tą książką

Opis

Zawodowy gangster Oiva Juntunen oraz jego wspólnicy okradli wypełniony złotem statek. Jak przystało na opętanego gorączką złota watażkę, Oiva nie chce się nim dzielić nawet ze swoimi pomagierami, którzy odsiedzieli wyrok za ten rabunek. Juntunen postanawia przed nimi uciec, by zachować należące do nich sztabki. Na lapońskim odludziu spotyka uzależnionego od likieru pomarańczowego majora Remesa, który znalazł się na życiowym zakręcie…
 
 Arto Paasilinna, autor Roku zającaw typowym dla siebie stylu snuje absurdalną, skrzącą się humorem opowieść, w której nie zabraknie miejsca ani dla seryjnego zabójcy, ani dla w połowie oswojonego lisiątka, ani dla uciekającej przed prawem dziewięćdziesięcioletniej Naski. Wszystko to rozgrywa się w otoczeniu malowniczej północnej przyrody, która bezlitośnie wita intruzów chmarami komarów.
 
 
This work has been published with the financial assistance of FILI – Finnish Literature Exchange

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 250

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 3 min

Lektor: Tomasz Urbański
Oceny
4,1 (147 ocen)
69
40
26
12
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Fenayuka

Dobrze spędzony czas

Nie mogę stwierdzić, że to była lektura, która odmieniła moje życie. Ale to taka sielska historyjka z gangsterem, wojskowym z problemem alkoholikowym, paranoidalną staruszką, prostytutkami, kotem i lisem. Miło spędziłam czas przy tej książce.
20
kifm2666

Nie oderwiesz się od lektury

Doskonałe! W małej objętości znajdziemy elementy powieści drogi, łotrzykowskiej , dodatkowo świetnie skomponowane , wyraziste i prowadzone w brawurowym tempie. Brawa dla Pani Karoliny Wojciechowskiej za wybitne tłumaczenie!
20
saramariaklaraprus

Całkiem niezła

Ciekawa pozycja choć dla osób, które nie mają zbyt wiele wspólnego ze Skandynawią może czytać się z utrudnieniem choćby przez wzgląd na imiona czy miejscowości. Dla mnie trochę za dużo „wojskowości”, prawie kartkowałam te fragmenty ale poza tym sporo humoru i nawet momentami nawet wzruszała.
00
PiotrDarol87

Całkiem niezła

Interesująca, wciągająca, lecz trochę nudna, mimo poczucia zagrożenia
00
wiczja1112

Dobrze spędzony czas

bardzo dobra
00

Popularność




Arto Paasilinna

Las Powieszonych Lisów

Z języka fińskiego przełożyła Karolina Wojciechowska

CZĘŚĆ I

1

W Sztokholmie w starej, wytwornej kamienicy przy parku Humlegården mieszkali ludzie zamożni, jak na przykład pochodzący z Finlandii Oiva Juntunen. Był on z zawodu bandytą.

Oiva Juntunen był raczej szczupłym, trzydziestoletnim kawalerem urodzonym w sawońskim Vehmersalmi. Choć mieszkał za granicą już ponad dziesięć lat, zdarzało mu się rzucić parę słów po sawońsku, kiedy naszła go ochota na żarty:

– Ale żem sia nażar, niech to paralusz!

Juntunen spoglądał przez szerokie wykuszowe okno na park skąpany w wiosennym słońcu. Tam pracownicy Zarządu Oczyszczania Miasta niespiesznie zmiatali na kupki podgniłe jesienią liście klonu; z kolei rześki, suchy wiatr równocześnie rozwlekał te kupki po całym parku. W ten sposób faceci nie musieli się obawiać, że zostaną bezrobotni.

Oiva domyślał się, że smagli parkowi zamiatacze pochodzą gdzieś z Bośni. Paru z nich mogło być równie dobrze Turkami lub Grekami.

W swoim czasie, jeszcze jako nędzny fiński imigrant, on też zaznajomił się ze sztokholmskim Zarządem Oczyszczania Miasta i jego miotłami. Przez tydzień czy dwa zarabiał na życie zbieraniem z parkowych ścieżek gówien po pieprzonych szwedzkich psach. Wciąż drżał na samo wspomnienie. Okropnie byłoby powtórzyć tego typu zawodowe doświadczenia.

W tym momencie nie musiał się jednak za bardzo tego obawiać.

W posiadaniu Oivy Juntunena znajdowało się trzydzieści sześć kilogramów złota. Trzy dwunastokilogramowe sztabki. Tak naprawdę do niego nie należały, ale nie zamierzał się z nimi rozstawać. Przyzwyczaił się do nich, nawiązał z nimi głęboką więź. Pamiętając, że jedna uncja czystego dwudziestoczterokaratowego złota kosztuje czterysta amerykańskich dolarów, łatwo tę więź zrozumieć. Uncja waży zaledwie trzydzieści jeden i dwie dziesiąte grama, więc gdy kurs dolara wynosi pi razy oko pięć szwedzkich koron, trzydzieści sześć kilogramów złota jest warte cztery miliony koron. Wychodzi trzy miliony sześćset tysięcy fińskich marek.

Na początku, przed pięcioma laty, sztabki były cztery. Teraz jednej brakowało: Oiva Juntunen roztrwonił ją na luksusowe i wygodne życie. Jeździł wyłącznie nowymi, dużymi autami, pijał rocznikowe wina i podróżował pierwszą klasą. Meble miał ze skóry. Stąpał po wykładzinie, która pod pantoflami zapadała się o pięć centymetrów. Dwa razy w tygodniu do sprzątania pięciopokojowego mieszkania przychodziła ekspertka w tej dziedzinie, pięćdziesięcioletnia, cierpiąca na żylaki baba z Jugosławii. Jeśli akurat był u siebie, Oiva Juntunen zawsze dawał kobiecinie dwie korony napiwku. Cenił sprzątaczkę, bo była pracowita i nie kradła jakoś przesadnie. Oiva Juntunen miał w poważaniu uczciwość, ponieważ był bandytą.

Złoto zostało zrabowane pięć lat temu z Norweskiego Banku Centralnego. Norwegowie właśnie znaleźli na swoim szelfie kontynentalnym olbrzymie ilości ropy i stali się okropnie rozrzutni. Bank Centralny musiał kupić zagraniczne złoto, żeby nie runął pieniądz fiducjarny królestwa. Złoto sprowadzano na ogół z Australii lub RPA. Gdy ropna gorączka się wzmagała, Norwegia skupowała je nawet z Namibii.

W tamtym okresie Oiva spotkał się w domu w Vehmersalmi z kuzynem, który w latach pięćdziesiątych emigrował do Australii. Siedzieli w saunie, oblewali się potem i zawzięcie okładali brzozowymi miotełkami.

– Z ciebie to jest taki bandzior – chwalił kuzyn, polewając wodą rozpalone kamienie – że ja na twoim miejscu przestałbym się rozdrabniać i za jednym razem zwinąłbym tyle, żebym nie musiał ciągle zasuwać.

Kuzyn miał w Sydney zakład stolarski, z którego usług od czasu do czasu korzystały australijskie władze. Wydobyte w kopalniach złoto pakowano w solidne drewniane skrzynie, a te zbijała firma kuzyna. Do każdego pudła ładowano dwieście kilogramów złota w dwunastokilogramowych sztabkach.

– Ja złota nawet nie oglądam, ale wiem tyle, że zabierają je w tych skrzyniach na statki, a godziny wypłynięcia każdy może sobie sprawdzić w gazecie, w sekcji wiadomości portowych.

– Czemu nie wysyłają złota drogą lotniczą? – zainteresował się Oiva Juntunen.

Kuzyn stwierdził, że to byłoby zbyt ryzykowne.

– No pomyśl sobie, międzylądowanie chociażby w Kalkucie czy Teheranie… miejscowi celnicy zaczęliby grzebać w skrzyniach. Ile sztabek zostanie, jak samolot wyląduje na lotnisku w Oslo? A zresztą latanie na tej szerokości geograficznej to sprawa trochę patykiem po wodzie pisana. Mówią, że co piąty samolot zostaje porwany.

W przestępczym umyśle Oivy Juntunena natychmiast wykiełkował rewelacyjny pomysł. Umówił się z kuzynem, że ten zatelegrafuje z Australii, gdy tylko kolejny statek ze złotem wyruszy w kierunku Norwegii. Godzina wypłynięcia i nazwa jednostki wystarczą. Oiva zatroszczy się o resztę.

Tak zrobili. Po dwóch miesiącach do Sztokholmu dotarł ekscytujący telegram od kuzyna zawierający nazwę statku, port docelowy (Oslo) i godzinę wypłynięcia, a także szacowaną prędkość żeglugi. Oiva Juntunen zmierzył odległość z Sydney do Oslo, wyliczył czas podróży i uznał, że jeśli się pospieszy, zdąży na uroczyste powitanie.

Zatrudnił sobie na pomocników dwóch fińskich przestępców. Jednym z nich był rosły, tępawy były operator koparki Heikki Sutinen, pseudonim Piącha. Drugim był technik ekonomista Hemmo Siira, mały, szatański człowieczek, niezrównany wielokrotny morderca. Oiva Juntunen przyjął od obu solenną przysięgę krwi. Zgodnie z nią mężczyźni mieli przechwycić ładunek złota od razu w porcie, potem zawlec zdobycz do lasu, a później jeszcze dla pozoru zacięcie stawiać się władzom, aż zostaną aresztowani. Większość zrabowanego złota zamierzali oddać funkcjonariuszom, ale oczywiście nie wszystko. Pięćdziesiąt kilo mieli ukradkiem odłożyć na bok. Na koniec ciężka i potulna odsiadka. Zejdzie im na niej kilka lat, ale przecież dostaną wynagrodzenie.

– Milion koron w ciągu roku – obiecał Oiva Juntunen. – Albo po prostu umówimy się tak, że jak wyjdziecie z więzienia, podzielimy łup na trzy i ulotnimy się każdy w swoją stronę.

Tak postanowili i zaczęli gromadzić sprzęt. Pistolety maszynowe, kominiarki, ciężarówkę i inne potrzebne rzeczy.

W Norwegii podczas drugiej wojny światowej tak się niezręcznie złożyło, że gdy niemiecka marynarka wojenna zjawiła się w Oslo, Norwegowie nie do końca zrozumieli, o co chodzi. Nazistowskie okręty i wojska desantowe mogły w pełnym spokoju pożeglować aż na krańce fiordów. Desantu dokonano wprost na portowe pomosty. Ponieważ był późny wieczór i siedziba Sztabu Generalnego była zamknięta, norweskie działania wojenne nie ruszyły. Dowódca wojsk lądowych w panice wydzwaniał do premiera i pytał, co powinien zrobić. Premier rozkazał mu się wybrać do Sztabu Generalnego. O tej porze dnia w Oslo nie dało się jednak zamówić taksówki, tak więc dzielna norweska armia musiała się poddać Niemcom.

W tym samym stylu w porcie w Oslo zajęto się również sprawą wielkiej grabieży złota. Gdy ładunek kruszcu wyniesiono ze statku na pomost, były operator koparki Sutinen wycofał wielką ciężarówkę i zatrzymał się tuż przy skrzyniach. Wielokrotny morderca Hemmo Siira otworzył tylne drzwi pojazdu i puszczał serie z pistoletu maszynowego z takim skutkiem, że w porcie nie pozostał ani jeden naoczny świadek roboty dwóch zachłannych mężczyzn. Przenieśli ładunek do ciężarówki, Sutinen pobiegł do kabiny, a Siira został na naczepie, zajmując pozycję za skrzyniami. Z ciężkim towarem pomknęli przez Oslo, potem skręcili na główną drogę prowadzącą do Szwecji. Gdy znaleźli się poza miastem, wielokrotny morderca Hemmo Siira zaczął wyrzucać złoto na pobocze. Oiva Juntunen dogodnie podróżował tą samą trasą z plecakiem, do którego zbierał sztabki. Ciągle mijały go z wyciem radiowozy, a z oddali dobiegał huk pistoletu maszynowego. Wszystko przebiegało zgodnie z planem.

Dopiero w górach po szwedzkiej stronie policjantom udało się postawić blokady na drodze przed uciekinierami. Dwie pierwsze zostały dla zabawy rozjechane i dopiero na trzeciej, udoskonalonej kolczatkami, ciężarówka zatrzymała się z dymiącą chłodnicą. Po krótkiej, powierzchownej wymianie ognia Siira i Sutinen poddali się szwedzkim władzom. Przewieziono ich do Oslo na rozprawę. Błagali o łaskę, do wszystkiego się przyznali i dostali dość krótkie wyroki. W Norwegii odsiedzieli tylko trzy i pół roku. Następnie zostali przeniesieni do Sztokholmu, do więzienia na Långholmen, żeby odpokutować mniejsze przewinienia, których dokonali w zamierzchłych czasach na szwedzkiej ziemi.

Tak bezceremonialnie Siira powyrzucał złote sztabki na pobocze, że Oiva Juntunen mocno się napracował przy ich szukaniu. Pierwszego dnia znalazł tylko dwie. Nazajutrz po rozboju trafił na kolejną. Policja też zaczęła przeczesywać przydrożne rowy, co trochę utrudniło mu pracę. Czwartą sztabkę odnalazł dopiero po dwóch miesiącach. Norwescy funkcjonariusze niezmordowanie grzebali w rowach przez dwa lata i znaleźli jeszcze dwie sztabki. Potem operację zakończono. Najprawdopodobniej w jakimś rowie leży jeszcze kilka sztabek australijskiego złota najwyższej próby.

Oiva Juntunen miał przed sobą wiele lat tłustych. Podczas gdy wielokrotny morderca Siira oraz Sutinen „Piącha” siedzieli w kiciu, Oiva mieszkał sobie wolny, bez trosk finansowych, w luksusowym apartamancie w Sztokholmie. Kuzynowi wysłał do Australii tysiąc funtów i zaprosił, żeby wpadł kiedyś w okolice Humlegården.

Raz w tygodniu Oiva odwiedzał wspólników w więzieniu. Przynosił im świeże magazyny pornograficzne, papierosy, czekoladę i pierniczki. Czasami w odpowiedzi na gorące prośby Sutinena i Siiry zgadzał się dostarczyć im tabletki na uspokojenie. Im dłużej trwały ich wyroki, tym rzadziej Oiva Juntunen fatygował się, żeby się z nimi spotkać. Na Långholmen przyjeżdżał raz czy dwa w miesiącu, a i wtedy widzenia były krótkie. Wystarczyła minuta na głowę. Posępna więzienna atmosfera jakoś go przerażała.

Co jakiś czas norwescy i szwedzcy funkcjonariusze przeszukiwali mu mieszkanie. Nigdy nie znaleźli niczego, co mogłoby wskazywać na kradzież dużych ilości złota. Sztabki Oiva schował w swojej opuszczonej chałupie w Vehmersalmi, w kupie gnoju. Dwa razy do roku jeździł tam, robił małe wykopki, po czym wracał do Sztokholmu wieść swoje niespieszne, wystawne życie.

Jednak teraz, tego słonecznego wiosennego dnia, z więzienia na Långholmen dotarły przykre wiadomości. Wielokrotny morderca Siira oraz Sutinen „Piącha” otrzymali status więźniów zresocjalizowanych. To oznaczało, że niedługo zostaną wypuszczeni. Może już nawet tego lata wyjdą na wolność i od razu zaczną się domagać swojej działki łupu.

W ciągu lat tłustych Oiva Juntunen tak jakby nabrał dystansu do byłych wspólników. Z jego perspektywy zupełnie nie było potrzeby dzielić pozostałego złota. Co prawda było go trzydzieści sześć kilo, ale mimo wszystko. Co taki zatwardziały element przestępczy miałby robić z takim majątkiem?

Oiva zżymał się w myślach na nonszalancję szwedzkiego systemu penitencjarnego. Jego zdaniem zawodowych przestępców, jak na przykład Siirę i Sutinena, traktowano w szwedzkich więzieniach stanowczo zbyt łagodnie. Takich uporczywych recydywistów należało wsadzać na dożywocie do zakładu zamkniętego. Teraz wyglądało na to, że zostaną puszczeni wolno.

– Cackają się z bandziorami. W Finlandii inaczej by to wyglądało – myślał z goryczą Oiva Juntunen.

2

Były operator koparki Sutinen „Piącha” zachowywał się w więzieniu na Långholmen tak przykładnie, że szwedzkie władze uznały, iż wyzbył się przestępczych skłonności, a co za tym idzie, zasłużył sobie na prawo do wyjścia na słodką wolność. Sutinen przesiedział za kratkami jednym ciągiem pięć lat, więc można sobie wyobrazić, że opuszczał więzienie wzruszony i szczęśliwy. Był piękny wiosenny dzień i nogi same go niosły. Ptaki śpiewały, a Sutinen sobie nucił.

Cudowną radość ze swobody potęgowała jeszcze pewność, że na łonie społeczeństwa czeka na niego dwunastokilogramowy przydział złota, które Oiva Juntunen ochoczo mu przekaże i które on będzie mógł roztrwonić na to, co tylko przyjdzie mu do głowy.

Piącha miał pięć lat na obmyślenie, na co przeznaczy swój olbrzymi majątek. W takim czasie roztropny człowiek zdąży poczynić dokładne plany w kwestii wykorzystania zasobów i ogólnie własnej przyszłości.

Na początek Sutinen myślał zabrać się do picia. Zamierzał łoić bez opamiętania, przez wiele miesięcy non stop.

Po drugie postanowił oddać się ruchaniu. Znał trochę sztokholmskich dziwek, które z wielką chęcią mogły mu w tej sprawie dopomóc.

Po trzecie planował kupić nowy samochód. Koniecznie duży i czerwony. Z pasami na karoserii i głośnikami z tyłu. Turbo z napędem na cztery koła byłby w sam raz.

Mając w pamięci te dalekosiężne i konstruktywne plany na przyszłość, wcisnął guzik domofonu przy wejściu do wystawnej kamienicy przy Humlegården. Głośnik w futrynie zatrzeszczał. Sutinen wzdrygnął się i rozejrzał: widać gdzieś gliny?

„Kto tam?”, spytał domofon znajomym głosem Oivy Juntunena.

– Tu Sutinen. Otwieraj drzwi, Oiva!

„Co ty tu robisz, u diabła? Nie powinieneś przypadkiem siedzieć w Långholmenie?”

– Wypuścili mnie, otwieraj.

„A może zwiałeś. Czy nie ustaliliśmy pięć lat temu, że macie grzecznie siedzieć i nie uciekać? Spróbuj sobie przypomnieć”.

– Mówię serio, odsiadka skończona. Wciskaj ten pieprzony guzik!

Domofon rozłączył się obcesowo. Przez chwilę nic się nie działo. W końcu rozległ się brzęczyk i Sutinen mógł się wślizgnąć do środka.

Oiva Juntunen wprowadził go do salonu. W pomieszczeniu stały szarobłękitne skórzane kanapy i fotele. Na ścianach wisiały duże obrazy, przy jednej stał długi na wiele metrów dębowy regał. Po jednej stronie była wieża stereo. Naprzeciwko niej znajdował się niewielki barek, obok którego ziała wielka paszcza kominka z naturalnego kamienia.

– Zdejmij buty – poinstruował Oiva Juntunen wspólnika, który pospiesznie ściągnął modne pięć lat temu buty w szpic. Powietrze natychmiast zatruł obezwładniający smród spoconych stóp. – Wkładaj te buty z powrotem – burknął gospodarz, podkręcając klimatyzację do oporu. Łagodny szum w jednej chwili wywiał fetor Sutinenowych nóg.

Piącha siedział na kanapie osłupiały. Kolega bez dwóch zdań załatwił sobie niezłą metę! A więc tak to teraz wygląda w cywilu… Fajnie będzie rozpocząć od nowa życie wolnego człowieka.

Oiva przyglądał się wspólnikowi badawczo. Nieprzyjemny typ. Gadał głupio i po prostacku. Jakżeby inaczej? Jego ubrania były znoszone i niemodne i mówiły o właścicielu wszystko, co trzeba: skórzana kurtka, dżinsy. Na ordynarnie wytatuowanym nadgarstku pysznił się zegarek nurkowy, chociaż Sutinen nawet nie umiał pływać.

Oiva westchnął. Społeczeństwo zwaliło mu na kark przeklętego troglodytę. I takiemu gnojarzowi on miał teraz wręczyć dwunastokilogramową sztabkę złota? Ta myśl zdawała mu się groteskowa.

– Co sobie zaplanowałeś? – spytał, chociaż zdołał już odgadnąć namiętności byłego operatora koparki.

Sutinen zaczął w płomiennych słowach opowiadać, czym zamierza się zająć. Im dłużej to trwało, tym bardziej Oiva Juntunen był przekonany, że drabowi tego pokroju nie powinno się dawać złota. Poziom przestępczości i rozmaitej deprawacji tylko by od tego wzrósł. Istniało również niebezpieczeństwo, że Piącha po pijanemu wygada się na temat swojego skarbu i przy okazji narobi kłopotów również Oivie.

Faceta trzeba było w jakiś sposób… wyeliminować.

– Daj mi tę złotą płytę, to się stąd zmyję – zażądał Sutinen.

No jasne! Mieliby tu sobie dzielić złoto, zupełnie jakby chodziło o polewanie czystej. Oiva Juntunen zaczął urzędowym tonem wyjaśniać, że tu i teraz oczywiście nie byłoby mądrze się rozliczać. Musieli odczekać dłużej, bo policjanci mieli budynek na oku i prawdopodobnie śledzili Piąchę w drodze na Humlegården.

Oiva dał Sutinenowi dwa tysiące koron na bieżące potrzeby i oznajmił gościowi, że wypadałoby sobie pójść.

– Załatw sobie jakąś metę i spotkajmy się jutro rano, na przykład o dziesiątej, w tej knajpie na Slussen, jak jej tam było…

– No, w Brendzie. To ja idę. Pięć lat na piwie nie byłem. Tylko pamiętaj, przyjdź o dziesiątej. Serwus, Oiva! Fajnie było się zgadać po długiej przerwie, w sensie że tak w cywilu.

Oiva Juntunen obserwował, jak Sutinen przecina park i znika za budynkiem biblioteki. Zrobiło mu się odrobinę szkoda biednego łotrzyka. No, niech się nieborak nacieszy słodką wolnością przez jedną dobę. Zdaniem Oivy Juntunena tyle powinno mu w zupełności wystarczyć. Zrobił sobie orzeźwiający koktajl i wykręcił numer swojego przyjaciela Stickana. Facet należał do sztokholmskiego półświatka, do jego wyższych sfer.

– Jak się miewa rodzina? No to fajnie. Słuchaj, mógłbyś mi zorganizować na tę noc małe włamanko? Niech jakiś facet rozwali na przykład okno wystawowe zegarmistrza. Ostrzeż go, żeby nie zostawił odcisków palców, szczególnie na towarze. No a potem każ mu pójść na dziesiątą rano do Brendy. Tam będzie siedział Sutinen „Piącha” z Finlandii, pamiętasz? Ten sam, który parę lat temu zwinął ci ładunek z jednej ciężarówki w Helsinkach. Załatw sprawę tak, żeby majdan trafił do tego Sutinena. Wymyśl na przykład, że ma robić za kuriera. Zgodzi się bez pudła, stary bandzior. Niech mu facet postawi piwo, na bank będzie miał rano strasznego kaca.

– Co ty tam kombinujesz? – zainteresował się Stickan.

– Nic szczególnego, tylko zrób tak, żeby Sutinen z tymi zegarkami trafił w jakieś niby umówione miejsce, kapujesz? A potem wezwij tam gliny. Zwyczajna sprawa, wsadzić gościa na powrót do ciupy.

Stickan kapował bardzo dobrze. Dopytał, czy może podwinąć część łupu na wynagrodzenie dla swojego człowieka, który upichci całe przedsięwzięcie.

– Jeden zegarek w tę, jeden w tamtą, to nie mój interes – obiecał Oiva Juntunen. – A poza tym mógłbym kupić dla ciebie i dla Evy bilety na Florydę. Mówią, że o tej porze roku nie ma tam takiego ukropu. Tak to załatwmy.

Kolejnego ranka siedział Sutinen „Piącha” w Brendzie z obezwładniającym kacem. Przysiadł się do niego pewien drobny szwedzki złodziejaszek, żeby knuć i stawiać mu piwo. Podobno trzeba było w południe dostarczyć na określony róg ulicy plastikowy worek z dość gorącym towarem. Czemu nie. Tyle że Piącha miał się spotkać z jednym kolegą.

Dwie godziny Sutinen czekał w knajpie na Oivę Juntunena, trzymając siatkę pełną zrabowanych zegarków i srebrnych świeczników. Potem mu się sprzykrzyło i poszedł zanieść łupy we wskazane miejsce.

Tam też nikt się nie zjawiał.

Jednak chwilę później podjechało jasnoszare volvo. Wysiadło z niego dwóch młodych mężczyzn w prochowcach, którzy poprosili, żeby Sutinen pokazał im siatkę, a potem zatrzasnęli mu na wytatuowanych nadgarstkach kajdanki. Wsiedli razem do auta i odjechali.

Kiedy Stickan zadzwonił do Oivy Juntunena i poinformował, że Sutinena załatwiono na dobre, Oiva westchnął ze współczuciem. Takie jest właśnie życie. Są ludzie, którym wolność nie służy, i Sutinen „Piącha” był właśnie takim człowiekiem.

Jednak z Långholmen dobiegły go nowe, jeszcze bardziej niepokojące pogłoski. Wielokrotny morderca, technik ekonomista Siira wysłał już piąty apel o ułaskawienie do króla Szwecji. W półświatku szeptano, że potulnie przestrzegający wszystkich więziennych zasad zbrodniarz może nareszcie zostać wypuszczony na wolność.

Oiva Juntunen tęskno pomyślał o Karolu XII i Gustawie Wazie. Gdyby w kraju byli jeszcze podobni królowie, na próżno błagałby Siira o łaskę. Od razu by takiego gnojka skazali na stryczek. Ale ten Karol Gustaw, gówniarz… To król, który potrafił machnąć autograf pod dowolnym papierem.

Oiva Juntunen dobrze znał wielokrotnego mordercę Siirę. Mężczyzna istotnie miał na koncie wiele przestępstw, odkupionych i nieodkupionych. Był bladym, nieznającym skruchy człowiekiem, pozbawionym uczuć szatanem, który zazwyczaj zostawiał za sobą okropnie pobitych, a czasem pozbawionych ducha ludzi. Z nim nie można było poczynać sobie tak uroczo jak z Sutinenem. Siira wyśmienicie strzelał i nie miał ani krzty litości. Jeśli chciał swojej części łupu, to ją sobie weźmie, nie zważając na środki.

Ale gdyby Siira dostał jedną sztabkę, zostałyby jeszcze dwie… a czy było pewne, że Siira nie zażąda także działki Sutinena? Oiva Juntunen powoli nabierał przekonania, że najbezpieczniej byłoby również jemu niczego nie dawać. Zabójcy potrzebują żelaza, a nie złota – wnioskował.

Lepiej byłoby się zmyć ze Sztokholmu, zanim Siira wyjdzie z więzienia. Wielokrotny morderca miał pięć lat na knucie przeciwko byłemu wspólnikowi. Oiva nie zamierzał czekać, żeby się przekonać, co też technikowi ekonomiście wpadło przez ten czas do głowy. Musiał zniknąć bez śladu, szybko i skutecznie. Floryda wydała mu się dobrym kierunkiem.

3

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

© Veikko Somerpuro/WSOY

Arto Paasilinna

(1942–2018)

Fiński pisarz i dziennikarz, autor trzydziestu pięciu powieści. Trzecia książka, Rok zająca (1975), przyniosła istotny przełom w jego karierze – po jej wydaniu Paasilinna porzucił dotychczasową pracę w gazecie i całkowicie poświęcił się pisarstwu. Odtąd publikował mniej więcej jedną powieść rocznie, ciesząc się niezmienną sympatią i uznaniem czytelników. Francuski przekład Roku zająca (1989) zapewnił autorowi międzynarodowy rozgłos i zapoczątkował niesłabnącą fascynację literaturą fińską na całym świecie. Książki Paasilinny były tłumaczone m.in. na angielski, niemiecki, koreański, włoski, francuski, słoweński, czeski i polski. Nakładem Książkowych Klimatów w 2020 roku ukazał się Rok zająca w przekładzie Sebastiana Musielaka.

Karolina Wojciechowska

Absolwentka warszawskiej fennistyki, tłumaczka z fińskiego i angielskiego, nauczycielka języka. W 2020 roku otrzymała wyróżnienie w Międzynarodowym 16. Festiwalu Opowiadania za przekład prozy Petriego Tamminena. Należy do Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury i Kolektywu Tłumaczy Literatury Fińskiej KIRJA. W literaturze i w życiu ceni sobie solidny kawał absurdu.

Tytuł oryginału: Hirtettyjen kettujen metsä

Redakcja: Marcin Dymalski

Korekta: Tomasz P. Bocheński, Magdalena Wołoszyn-Cępa

Współpraca produkcyjna: Szczepan Kulpa

Redaktorka prowadząca: Urszula Pieczek

Projekt okładki: Wojtek Świerdzewski

Projekt układu typograficznego: Karolina Korbut

© First published in Finnish in 1983 by WernerSöderström Ltd (WSOY)

Published in the Polish language by arrangement with Bonnier Rights Finland and Macadamia Literary Agency

© Copyright for the Polish translation by Karolina Wojciechowska, 2024

© Copyright for the edition by Książkowe Klimaty, 2024

This work has been published with the financial assistance of FILI – Finnish Literature Exchange

ISBN 987-83-66505-73-5

Książkowe Klimaty

www.ksiazkoweklimaty.pl

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek

Spis treści:

Okładka
Strona tytułowa
CZĘŚĆ I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
CZĘŚĆ II
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
CZĘŚĆ III
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23

Książkowe Klimaty

www.ksiazkoweklimaty.pl

Redakcja:

[email protected]

Promocja:

[email protected]

Sprzedaż:

[email protected]

KsiazkoweKlimaty

ksiazkoweklimaty

ksiazkowe_klimaty