Wybrana przez księżyc - Karolina Urbaniec - ebook + książka

Wybrana przez księżyc ebook

Karolina Urbaniec

0,0

Opis

Wilkin powraca po ponad pięciuset latach!

Lekko zwariowana Iga, piękna i ciesząca się niesłabnącym zainteresowaniem chłopaków Julka, mądry i odpowiedzialny Patryk, wysportowany Kacper, zabawny Filip i główna bohaterka Kasia, która jako jedyna nie obchodziła jeszcze swoich szesnastych urodzin – wydawałoby się, że to grupa typowych nastolatków. Łączy ich jednak wspólna tajemnica oraz misja do spełnienia. Przyjaciele stopniowo odkrywają drzemiące w nich możliwości i uczą się z nich korzystać. A wszystko zaczyna się pewnego dnia, gdy pod nieobecność rodziców Julki nastolatki postanawiają zorganizować imprezę, podczas której w tajemniczych okolicznościach znika Patryk…

Karolina Urbaniec - mieszka w niewielkiej wsi Łodygowice w Beskidzie Żywieckim. Tam też uczęszcza do gimnazjum im. Władysława Jagiełły. Powieść „Wybrana przez księżyc” zaczęła pisać, mając zaledwie trzynaście lat. Rok później, za namową przyjaciół i rodziny, zdecydowała się na jej publikację. Obecnie pracuje nad drugą częścią powieści. Autorka publikuje także swoje opowiadania na stronie wattpad.com, pod pseudonimem „Lociak”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 171

Rok wydania: 2017

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




1.Jak wszystko się zaczęło

Jeszcze zaledwie kilka miesięcy temu byłam przekonana, że wiedźmy, wampiry czy wilkołaki to tylko legendy, którymi straszy się niegrzeczne dzieci. Istoty zmyślone na potrzeby książek czy seriali, niemające racji bytu w realnym świecie. Dziś jednak wiem, jak bardzo się myliłam…

Jestem Kaśka i mam pięcioro przyjaciół. Wszyscy skończyliśmy już piętnaście lat (a raczej tylko ja, bo cała reszta to szesnastolatki) i mieszkamy w małym miasteczku na południu Polski, o nazwie Łodygowice. Zanim zacznę moją historię, opowiem Wam o nas co nieco.

Zacznijmy od Igi. Co mogę o niej powiedzieć? Nie jest do końca normalną nastolatką, w naszej paczce to „ta dziwna”. Zanim się przeprowadziła do Łodygowic, mieszkała w Sosnowcu. Tak… W tym Sosnowcu. Jeżeli jesteś z Polski, to zrozumiesz tę gorzką ironię. Choć ma dziwne zainteresowania, wygląda nad wyraz poważnie jak na swój wiek. Kolejną osobą jest Julka, piękna niebieskooka blondyna, w której bujają się wszyscy chłopcy w szkole – z wyjątkiem tych z naszej bandy. To „ta popularna”, chodzi z kapitanem szkolnej drużyny, Markiem, który jest tak idealny, że nie mogę na niego patrzeć. Julka uczestniczy w prawie wszystkich możliwych konkursach i często jest naprawdę wkurzająca przez swoje manie na punkcie wizerunku, ale to moja przyjaciółka.

Teraz trochę o chłopakach. Jednym z nich jest Patryk, „ten mądry i odpowiedzialny”. Jego ulubiony przedmiot to… W zasadzie trudno powiedzieć, lubi wszystko oprócz WF-u. W pierwszej klasie gimnazjum kochał się w pani od geografii, ale przeszło mu po tym, jak na przerwie całowała się z jednym z wuefistów. Byłam przy tym – okropny widok! Po całym zajściu pan Ozonowski kazał nam robić pompki za karę, bo uznał, że szwendamy się po nie swoim korytarzu. Drugi chłopak to Kacper, „ten wysportowany”. Gra w drużynie, w której kapitanem jest Marek. Ma bzika na punkcie sportu, o ile nie nazwiesz tego uzależnieniem. Jego rodzice też są sportowcami. Mama biega, a tata jest trenerem w jakimś klubie, dzięki czemu od małego miał dobrą kondycję. Na koniec został Filip, „ten zabawny”. Ma ogromne poczucie humoru, a niektórymi tekstami może doprowadzić do łez ze śmiechu. Potrafi wszystko obrócić w żart i w ten sposób wybrnąć z niemal każdej sytuacji. Jego główne zajęcie w szkole to dokuczanie nauczycielom i wycinanie numerów innym uczniom. Mimo że czasami zdaje mi się, że niczego nie bierze na poważnie, jednak da się z nim rozmawiać bez wygłupów.

A co ze mną? W sumie mam coś z każdego z nich. Nie wiem, jakie słowo mnie określa, może „liderka”?

Teraz wiecie już o nas wszystko, no… prawie wszystko. Właśnie tacy jesteśmy. A teraz opowiem Wam całą historię od początku.

***

Zaczęło się to pewnego piątkowego popołudnia, kiedy cała nasza paczka zaraz po lekcjach wybiegła do Milk Shake’a, czyli naszej ulubionej lodziarni znajdującej się naprzeciwko szkoły.

Jak zwykle usiedliśmy przy blacie obok okna. Pachniało tu lodami włoskimi oraz goframi, a białe ściany sprawiały wrażenie, że ta niewielka przestrzeń jest jasna i przytulna. Za ladą zazwyczaj stał pan Wojtek, wujek Patryka, który przeprowadził się do naszego miasteczka prawie rok temu. W zasadzie niewiele o nim wiemy, ale jest sympatycznym gościem. Mimo że jest po czterdziestce, na głowie nie ma ani jednego siwego włosa, a jego broda jest czarna jak węgiel, co kontrastuje z jego bladą jak papier cerą. Za każdym razem, gdy go widziałam, miał na sobie zielony fartuch z czarno-białym logo Milk Shake’a. Zwróciłam wzrok w kierunku czarnej ściany za ladą, na której było rozpisane menu. Nie wiedząc, co tym razem wybrać, postawiłam na bananowego shake’a.

– Co bierzecie, dzieciaki? – wyrwał mnie z zamyślenia pan Wojtek, a ja wstałam z krzesła i podeszłam do lady. Za sobą usłyszałam śmiech Filipa. O co mu chodzi? – pomyślałam.

– Ja poproszę shake’a bananowego – powiedziałam, po czy odwróciłam się i czekałam, aż ktoś inny się odezwie.

– To my też – odpowiedzieli chórem, co zabrzmiało tak zabawnie, że nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.

– Okej… Już się robi! – powiedział, zapisując zamówienie na karteczce, a ja wróciłam do pozostałych, którzy nadal się śmiali. Usiadłam na krześle i czekałam, aż się trochę uspokoją.

– Filip, z czego się tak śmiałeś? – spytał Patryk.

– Nic, z niczego – odpowiedział, powstrzymując śmiech i chowając głowę między ramionami.

– Ej, no weź, powiedz – poprosiłam, a Kacper szturchnął go w ramię.

– No bo pan Wojtek brzmiał trochę jak jakiś diler. „Co bierzecie, dzieciaki? ” – powiedział, naśladując głos pana Wojtka. Ponownie się roześmialiśmy, ale raczej nie z jego dziwnego skojarzenia, tylko ze zmiany głosu.

Chwilę później przyniesiono nam nasze zamówienia.

– A słyszeliście, że ktoś włamał się do zamku w dolnych Łodygowicach? – zapytała Julka, biorąc duży łyk swojego shake’a.

– No, ale policja twierdzi, że niczego nie ukradli – dodał Patryk, poprawiając swoje brązowe, kręcone włosy.

– Jak dla mnie, to nie było zwykłe włamanie – stwierdziła Iga, po czym odgarnęła kasztanowe włosy, ukazując swoje zielone oczy i unosząc brwi. Wyprostowała się na krześle.

– Oj, przestań, ty i te twoje teorie spiskowe. Tydzień temu mówiłaś, że będzie apokalipsa, a co za tydzień? Kosmici na strychu objadający się pączkami z dżemem? – spytałam z wyraźną ironią w głosie.

– Nie wiem… Coś się wymyśli. – Wzruszyła ramionami.

Wtedy zadzwonił dzwonek przy drzwiach obwieszczający, że ktoś właśnie wszedł do lodziarni. W drzwiach pojawiły się trzy blondynki z równoległej klasy w okularach przeciwsłonecznych, wszystkie ubrane w eleganckie, markowe sukienki. Znałam je. Natka stała pośrodku. W naszej szkole nosi miano „królowej”. Jest niesamowicie wredna i przemądrzała, bo jej rodzice są ważnymi przedsiębiorcami. Zastanawiam się, czy jest jeszcze jakiś chłopak, z którym nie chodziła. No tak! Patryk, Kacper i Filip. Zmieniała chłopaków jak rękawiczki, co w sumie nie powinno mnie obchodzić, ale każdemu rzuciłoby się w oczy, że raz przytula się z jednym, a za chwilę całuje drugiego. Nie mam pojęcia, jak ona i Julka mogły się kiedyś przyjaźnić, chyba łączyły je tylko wspólne zakupy i drogie ciuchy. Natka odbiła Julce chłopaka. Od tamtej pory się nienawidzą. Fakt, to było dawno… Ale moja obecna przyjaciółka nie miała zamiaru jej tego wybaczać. Po obu stronach Natki stały Izka i Ala, czyli „głupia i głupsza”. Gdy rozglądały się wokół, przymknęłam oczy i zaczęłam się modlić, żeby nas nie zauważyły, ale jak mawiają: „nadzieja matką głupich”. Chwilę później usłyszałam zbliżający się do nas dźwięk obcasów stukających o ziemię.

– O, cześć, Julcia! Nowa bluzka? Z biura rzeczy znalezionych czy z lumpeksu? – spytała opryskliwie, a jej klony z tyłu się zaśmiały. Zapewne miało to w jakiś sposób urazić blondynkę stojącą obok mnie.

– No popatrz, a ty mózgu dalej nie masz – z ironią westchnęła w odpowiedzi Julka. Natka zdjęła okulary, ukazując oczy koloru żywicy.

– Dobra, do rzeczy. Jutro jest u mnie impreza i chcę się po prostu upewnić, że żadne z was się na niej nie pojawi. Kumacie? Czy powtórzyć wolniej? Chociaż… chłopcy mogą przyjść – dodała, stając za Kacprem i nachylając się do niego, ale ten jedynie zacisnął wargi i przesunął krzesło bliżej siedzącego po jego lewej stronie Patryka. Gdyby nie my, chłopcy już dawno byliby straceni.

– Wybacz, ale wolimy dziewczyny, które odróżniają fizykę od historii – westchnął Kacper, po czym przybili sobie z Filipem piątkę. Na dziewczynie jednak ten tekst nie zrobił większego wrażenia i jedynie wywróciła oczami, podpierając ręką prawy bok. Zastanawiało mnie to, czy ona serio myślała, że popłaczemy się na myśl o braku zaproszenia na jej imprezę. Wyglądało to gorzej niż w podstawówce. Osobiście, nawet gdybym była zaproszona, nie miałabym zamiaru iść, reszta zapewne tak samo.

– I tak nie mogliby przyjść, bo urządzamy własną imprezę – powiedziała z dumą Iga.

– Że co? – spytałam zdziwiona, a po chwili zorientowałam się, że Natka zareagowała tak samo. W myślach zaczęłam panikować, martwiąc się o to, jak rudowłosa wywiąże się z tych słów.

– Tak. I możesz wpaść, jeśli twoja impreza nie wypali. Poznaj naszą dobroć! – Nadal nie mogłam pojąć tego, co ona powiedziała. Natka otworzyła usta i już byłam pewna, że powie: „Jak śmiesz?!”, ale ona tylko odrzuciła z wściekłością włosy i wyszła, a za nią Iza i Ala.

Gdy tylko się upewniłam, że nie ma przy nas nikogo, nachyliłam się nad Igą.

– Gdzie ty chcesz zrobić tę imprezę?! – spytałam wściekła. Niby miałam gdzieś, co Natka o nas sądzi, ale jeśli rozgada w szkole, że stchórzyliśmy, będziemy skończeni.

– Uspokój się. Julka mówiła, że jej rodzice spędzają weekend w Zakopanem. Zrobimy imprezę w jej wielkiej willi z basenem, a w niedzielę posprzątamy i wszystko ujdzie nam płazem – wytłumaczyła, siorbiąc ostatki swojego shake’a.

– Ja tam nie wiem, czy to dobry pomysł – powiedział Patryk, poprawiając okulary zsuwające się z nosa.

– No właśnie, a jak coś się stanie? – dodała Julka.

– Weźcie… Ta małpa od lat myśli, że jest od wszystkich lepsza, i nas wkurza, zresztą nie tylko nas. To dobra okazja, żeby ją też trochę wnerwić. Każdy w tej szkole wolałby przyjść do nas niż do tej wiedźmy. Nawet gdyby obiecała występ Biebera… Poza tym… Może być naprawdę odjazdowo – tłumaczyła rudowłosa z przekonującym uśmiechem.

– Iga ma rację… Zresztą, nic się nie stanie. Dajcie spokój. W sumie to byłaby pierwsza impreza w tym roku szkolnym – przyznał Filip, a ja zauważyłam w jego oczach iskierki pojawiające się za każdym razem, kiedy z czegoś mogły wyniknąć kłopoty.

– To co wy na to? – spytała ponownie Iga.

– Sama nie wiem… – ciągnęła Julka.

– Oj, nie daj się prosić.

– No dobra, ale macie mi pomóc.

Po tych słowach Patryk nadal nie był przekonany. Nie był zwolennikiem dużej liczby osób i głośnej muzyki – w końcu jest bardziej typem nastolatka siedzącego w domu lub od czasu do czasu wyskakującego gdzieś z niewielką ekipą – ale po dłuższej namowie się zgodził.

Potem dopiliśmy shaki i wychodząc, zaczęliśmy omawiać szczegóły naszej imprezy. W mojej głowie aż kipiało od pomysłów na muzykę i dekoracje. Sama miałam wątpliwości, ale coś mi podpowiadało, że to może się udać. Chciałam jakoś uwolnić się od myśli o nauce, która powoli zaczynała być coraz cięższa. Wyrzuciłam pusty kubek do kosza i już miałam wyjść na zewnątrz razem z przyjaciółmi, kiedy za sobą usłyszałam głos pana Wojtka:

– Kasiu, możesz tu na chwilę przyjść?

– Idźcie, dobiegnę do was – powiedziałam i podeszłam do lady. Z początku zdziwiła mnie jego prośba, nie rozmawiałam z nim nigdy osobiście, ale spodziewałam się pytania w stylu: „Co dodać do menu, by nakręcić bardziej sprzedaż? ” lub czegoś podobnego.

– Posłuchaj – mówił, ściszając głos. – Mam pewną sprawę. Czy Patryk nie mówił ci ostatnio o czymś… dziwnym?

Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tym, żeby jakiś dorosły powiedział do mnie coś takiego. Nie miałam pojęcia, o co mu chodzi.

– To znaczy? – spytałam, marszcząc brwi ze zdziwienia.

– Nie wiem… Nie zdarzyło się coś, co cię zastanawiało?

– Nie, niczego takiego nie zauważyłam.

Poczułam się trochę dziwnie i chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść.

– Ja… Przepraszam, ale muszę już iść – dodałam, po czym wzięłam torbę z krzesła i wybiegłam za drzwi. Nie chciałam się tak zachowywać, ale jakie miałam wyjście? Nie miałam pojęcia, o co panu Wojtkowi chodziło. Może próbował mnie wypytać o to, czy Patryk pali? Już raz jego mama prowadziła ze mną taki wywiad i nie chciałam powtórki.

Kiedy dogoniłam swoich przyjaciół, Patryk i Iga poszli w stronę stacji kolejowej, a my szliśmy dalej ulicą Piłsudskiego. Kacper i Filip machali do każdego przejeżdżającego auta, jak dzieciaki z pierwszej klasy, a ja i Julka nabijałyśmy się z reakcji kierowców. Jak na początek września, była zaskakująco ładna pogoda. Chłopcy szli w bluzkach z krótkim rękawkiem.

Nagle Kacper potknął się o gałąź i byłam pewna, że przewróci się na Filipa, który stał przed nim, ale wcale tak się nie stało – w jednej chwili zrobił się jakby niewidzialny, przeniknął przez blondyna i upadł tuż przed nim. Przetarłam oczy, myśląc, że mi się przywidziało, ale byłam pewna, że to widziałam.

– Stary, nic ci nie jest? – spytał Filip, podając dłoń Kacprowi.

– Nie, nic – odpowiedział i wstał.

– Co to było? Jak ty to zrobiłeś? – spytałam, a moje usta pozostały nieco rozchylone, jak zwykle wtedy, kiedy czegoś nie rozumiem.

– Ale co? – spytał brunet, otrzepując spodnie wybrudzone po upadku.

– Nie udawaj głupiego – zaśmiałam się z lekkim przerażeniem.

– Nie udaję! Kaśka, wszystko dobrze? – spytał przejęty.

– Przecież… Ty… – nie mogłam znaleźć odpowiedniego określenia na to, co się stało – …przeniknąłeś przez Filipa! – dokończyłam, a oni parsknęli śmiechem.

– Ale ty masz wyobraźnię!

– Ale…

– Może zabierzemy cię do okulisty? – zaproponowała Julka.

– Nie, ja… – chciałam się tłumaczyć, ale nie wiedziałam jak.

– Wszystko w porządku? – spytał Filip, trzymając mnie za ramię i patrząc na mnie, jakbym nie zdawała sobie sprawy, że właśnie coś mi się stało. Jakbym była w szoku, choć na dobrą sprawę byłam.

– Przecież… Może macie rację, może tylko mi się wydawało… – Dałam za wygraną.

– Nie może, tylko na pewno – dodał Kacper i zaczęliśmy się śmiać, ale i tak nie do końca uwierzyłam w wersję, że tylko mi się zdawało. Przecież to było takie realne, a chyba mogłam jeszcze ufać własnym oczom. To nie było przywidzenie w stylu „wydawało mi się, że ktoś tamtędy szedł”, widziałam wszystko dokładnie i to… było naprawdę dziwne.

W końcu znaleźliśmy się koło mojego domu, który stał obok sklepu. Czerwone dachówki lśniły w słońcu, a dębowa brama wydawała się teraz tak daleko. Nie powinnam być aż tak zmęczona po dniu w szkole, ale bardzo chciało mi się spać, mimo że nie było jeszcze szesnastej.

– No to nara – pożegnałam się z resztą i przeszłam przez drogę. Po otworzeniu bramki z trudem wgramoliłam się po schodkach, by otworzyć drzwi.

– Hej, jestem! – powiedziałam głośno. Nie usłyszałam nikogo. Podeszłam do stołu w kuchni, na którym leżała kartka. Podniosłam ją i zaczęłam czytać:

 

Franek jest u kolegi. W lodówce masz ryż z kurczakiem, podgrzej go sobie. Ja i tata wrócimy koło 20.00.

Kocham. Mama

 

„Super! Rodzice dzisiaj dłużej w pracy, młodszy brat u kolegi. Czego chcieć więcej” – pomyślałam. Podeszłam do lodówki, wyjęłam jedzenie i wstawiłam do mikrofali. Gdy w końcu się zagrzało, nałożyłam trochę na talerz, a resztę zostawiłam na blacie. Po całym dniu w szkole chciałam się tylko położyć przed telewizorem z kubkiem herbaty i zapomnieć o pracy domowej. Wtedy przypomniałam sobie, o co mnie spytał pan Wojtek i co się stało z Kacprem, kiedy się potknął. To było naprawdę dziwne i nie mogłam przestać o tym myśleć. W dodatku Julka wydawała się wtedy zdenerwowana, wszystko wyglądało tak, jakby mnie oszukiwali.

„Jestem głupia, przecież to tylko moja wyobraźnia. Niby po co mieliby mnie okłamywać? To moi przyjaciele, znamy się od zawsze!” – próbowałam uspokoić swoje myśli.

Po odsunięciu od siebie tego wspomnienia położyłam się na naszej skórzanej kanapie pod moim ulubionym fioletowym kocem i w jednym momencie zasnęłam.

Wybrana przez księżyc

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8083-679-2

 

© Karolina Urbaniec i Wydawnictwo Novae Res 2017

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczytjakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazuwymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

 

REDAKCJA: Monika Turała

KOREKTA: Alicja Januszkiewicz

OKŁADKA: Wiola Pierzgalska

KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl

 

WYDAWNICTWO NOVAE RES

al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: [email protected], http://novaeres.pl

 

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

 

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem

Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.