Miłość bez obietnic - Melanie Milburne - ebook

Miłość bez obietnic ebook

Melanie Milburne

4,1
11,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.
Dowiedz się więcej.
Opis

Jack Livingstone niespodziewanie dowiaduje się, że zostanie ojcem i natychmiast obdarza miłością nowo narodzoną córeczkę. Chce, by miała pełną rodzinę, więc oświadcza się jej matce Harper. Ona jednak uważa go za playboya niezdolnego do życia w związku. Choć widzi, jak bardzo Jack stara się być dobrym ojcem, nie chce małżeństwa z rozsądku. A miłość to jedyne, czego Jack nie chce jej obiecać…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 143

Rok wydania: 2024

Oceny
4,1 (10 ocen)
4
3
3
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
kobierskawies

Nie oderwiesz się od lektury

polecam
00
2323aga

Dobrze spędzony czas

Dobrze napisana historia, nie taka schematyczna jak często harlequiny
00

Popularność




Melanie Milburne

Miłość bez obietnic

Tłumaczenie:

Katarzyna Drenda

Rozdział pierwszy

Harper, zlana potem, leżała na szpitalnym łóżku i zaczynała panikować. Uporczywy ból pleców zaczął się trzy dni temu i od tamtego czasu było tylko gorzej – zaczął rozlewać się na brzuch i zaciskać na nim jak żelazne obręcze, przez co traciła oddech. W jej głowie kołatały się myśli na temat tego, co może z nią być. Endometrioza? A może rak? Miała tylko dwadzieścia siedem lat i wszystko w niej krzyczało, że nie czas umierać. Jeszcze tyle przed nią: dopiero zaczęła się rozkręcać jej kariera fotografki i za sześć tygodni miała wyjechać robić zdjęcia do Paryża. To był zadecydowanie najgorszy moment na wyrok śmierci.

Ból nadchodził falami. Kiedy odpuszczał, miała szansę opaść na poduszkę i wypuścić powietrze, choć wiedziała, że zaraz nadejdzie kolejny skurcz. A te były coraz częstsze.

Do tej pory przebadał ją tylko stażysta, który zdawał się nieco zdezorientowany po przestudiowaniu jej objawów. Pobrał jej krew i przekazał, że z wynikami zjawi się ktoś bardziej kompetentny.

Harper zamknęła oczy i starała się medytować w oczekiwaniu na wyniki. Medytowanie nie było nigdy jej mocną stroną, szczególnie że podczas swojej jedynej wizyty w SPA w życiu czuła się raczej poirytowana wszystkimi zabiegami mającymi na celu oczyszczenie jej aury i przywrócenie czakr do równowagi. Jej czakry nadawały się na śmietnik, a wieczny niepokój umysłu i wyczulenie na każdy dźwięk przypisywane były przez nią dość burzliwemu dzieciństwu spędzonemu w rodzinie zastępczej.

Na ostrym dyżurze było jak zawsze, normalna sobota, nic specjalnego. Harper słyszała, jak ktoś gdzieś kaszlał, z głębi trzewi, jakby miał rozedmę płuc albo raka.

Rak.

Dlaczego ciągle o tym myślała?

W dalszej części oddziału jakiś mężczyzna krzyczał o morfinę. Harper zaczęła się zastanawiać, czy dolega mu to samo, co jej. Może kobietom z rodu Swan nie dane było dożyć trzydziestki? Jej mama i babcia umarły młodo.

Kolejna fala bólu ścisnęła jej brzuch, na czole pojawiły się kolejne krople potu, a zęby zaciskała tak mocno, że była pewna, że siła rozkruszy wszystkie trzonowce. W trumnie i tak nie będą jej potrzebne. W myślach, jakby za wciśnięciem niewidzialnego przycisku z napisem „panika”, krzyczała, że nie chce umierać.

Kotara odsunęła się i pojawiła się lekarka. Z poważną miną położyła dłoń na nadgarstku Harper i spytała, czy na korytarzu czeka jej partner.

– Nie mam partnera.

– A ktoś z krewnych? Mama?

– Moja mama umarła, kiedy miałam osiem lat – odparła beznamiętnie Harper, ale ta obojętność poprzedzona była latami praktyki ukrywania swoich uczuć za maską spokoju i hamowania wspomnień o ciele matki leżącym na podłodze ich małego mieszkania. Tamtego dnia Harper wróciła do domu później, niż powinna, i nigdy nie przestała sobie wyrzucać tego, że zatrzymała się po drodze, żeby się pobawić z jakimś kociakiem.

– Siostra? Brat?

– Jestem jedynaczką.

To akurat nie była prawda; Harper miała kilkoro przyrodniego rodzeństwa, ale nigdy z żadnym z nich się nie widziała, bo jej ojciec wolał zamieść niewygodną prawdę o nieślubnym dziecku pod dywan. Nawet nie kochał jej matki. Wykorzystał ją, by przełamać nudę i rutynę małżeństwa. A ona zaszła w ciążę.

– Harper – zaczęła lekarka głosem tak ciepłym, jakby zaraz miały paść straszne słowa.

– W porządku, pani doktor. Proszę mówić. To rak, prawda?

Doktor Praneesh zmarszczyła brwi.

– To nie jest rak, choć istotnie to, co masz w środku, rośnie. Jesteś w ciąży.

Harper nie była w stanie w to uwierzyć. Może nie była najszczuplejszą kobietą świata, ale przecież coś by zauważyła.

– Kiedy odbyłaś ostatni stosunek?

– Mhmmnęć miesięcy temu.

– Dziewięć?

Po szybkich obliczeniach Harper ścisnęło w dołku. Przygoda na jedną noc z Jackiem Livingstonem. Jak mogła zajść w ciążę z takim bawidamkiem? To jakiś koszmar! I jak niby miałaby mu o tym powiedzieć? Zjawić się w jego drzwiach z niemowlęciem na rękach? Jakim cudem miałaby urodzić jego dziecko? I w ogóle jakiekolwiek dziecko? Nie planowała tego, nie nadawała się przecież na matkę. Zależało jej na karierze, w życiu bizneswoman nie ma miejsca na dziecko. Tym bardziej, że ostatnim razem trzymała jakiekolwiek, kiedy sama była dzieckiem.

– Tak, ale to niedorzeczne… przecież mam regularny okres. – Harper spojrzała na swój leciutko zaokrąglony brzuch i wtem nadszedł kolejny skurcz. – Znowu się zaczyna… – Ścisnęła rękę doktor Praneesh tak mocno, że ta aż się skrzywiła.

– Rodzisz, Harper. To wygląda na ciążę utajoną. Nie zdarza się to aż tak rzadko, około trzystu kobiet rocznie jest w sytuacji podobnej do twojej. Miesiączka może nadal się pojawiać, a inne objawy praktycznie nie występują – szczególnie, jeśli łożysko znajduje się z przodu brzucha i zmniejsza odczuwanie ruchów dziecka. Muszę cię zbadać, żeby stwierdzić, kiedy zacznie się akcja porodowa.

– Poród… – Harper poczuła kulę w gardle. – Czyli będę miała dziecko? Teraz? – Jej krzyk mógł śmiało konkurować z tym faceta od morfiny.

– Masz skurcze co dziesięć minut, więc już niedługo. Z tego, co powiedziałaś pielęgniarce na izbie przyjęć, wnioskuję, że nieaktywna faza porodu trwa u ciebie już kilka dni. Zrobimy USG, żeby sprawdzić rozwój dziecka i, jeśli będziesz chciała, powiem ci, jakiej jest płci. Potem wykonam badanie wewnętrzne. Czy chciałabyś zadzwonić po kogoś z przyjaciół lub do ojca dziecka?

Harper żachnęła się. Jej dwie najlepsze przyjaciółki i zarazem partnerki biznesowe przebywały akurat poza miastem. Ruby niedawno się zaręczyła z Lucasem Rothwellem i właśnie spędzali razem weekend w Lake District, a Aerin odwiedzała rodziców w Buckinghamshire z okazji ich trzydziestej rocznicy ślubu. A to, gdzie podziewał się Jack Livingstone, raczył wiedzieć tylko sam Bóg. Choć, jak by na to nie patrzeć, istniało duże prawdopodobieństwo, że był właśnie w jednym ze swoich superluksusowych hoteli, w łóżku z jakąś nowo poznaną panienką. Ale przecież musiała mu powiedzieć – był w końcu ojcem i miał prawo mieć wybór, czy chce być przy narodzinach dziecka i uczestniczyć w jego wychowaniu.

Mógł też powiedzieć „nie”, tak jak zrobił to ojciec Harper.

Gdy zadzwonił telefon, Jack siedział nad papierami w swoim londyńskim apartamencie w najlepszym ze swoich hoteli butikowych. Uśmiechnął się, widząc, kto dzwoni akurat w sobotni wieczór. Nieuchwytna Harper Swan. Być może zmieniła zdanie i jednak chciała się z nim znów spotkać, by odebrać swój kolczyk, który zostawiła w jego sypialni?

– No witam serdecznie.

W słuchawce brzmiał ciężki oddech kobiety.

– Jack, nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale jestem w szpitalu i…

Mężczyzna wyprostował się, a w jego piersi załomotało serce.

– Wszystko w porządku? Co się stało? Miałaś wypadek?

– Tak jakby. – Harper przełknęła ślinę. – Wolałabym porozmawiać osobiście. Jesteś w Londynie?

– Jestem – Jack sięgnął po kurtkę i kluczyki do samochodu. – W którym jesteś szpitalu?

– St. Agnes. Leżę na ostrym dyżurze, ale…

– Zaraz tam będę. – Jack otworzył drugą szufladę biurka i wyjął z niej kolczyk Harper – pamiątkę po ich ekspresowej, trwającej jedną noc przygodzie. Przynajmniej będzie miał szansę oddać go właścicielce osobiście.

Nie przepadał za szpitalami, ale jednak coś kazało mu jechać. Harper wspominała o jakimś wypadku. Pewnie uderzyła się w głowę i doznała wstrząsu mózgu, skoro zdecydowała się z nim spotkać po tym, jak ignorowała go całymi miesiącami. Jakoś nie mógł tego przeboleć, choć nie był typem mężczyzny, który by dawał się oczarować i zaślepić miłością. Tamtej nocy było mu wspaniale i miał ochotę na jakiś romans, ale ona najwyraźniej nie podzielała jego nadziei i najwyraźniej nie chciała się z nim widzieć tak bardzo, że nawet nie upomniała się o kolczyk. Mógł oczywiście zwrócić zgubę do jej biura, ale zdecydował się zatrzymać błyskotkę i z niewiadomych przyczyn, kiedy na nią spoglądał, za każdym razem wracał myślami do erotycznych fajerwerków w hotelowym pokoju.

Nie był też w stanie wyjaśnić, dlaczego od tamtej pory z nikim się nie umówił – to nie było w jego stylu. Z drugiej strony był zajęty kupnem kolejnej nieruchomości w Yorkshire i nie chciał, by coś go przy tym rozpraszało. Przekształcenie starej posiadłości w Rothwell Park w nowoczesny hotel butikowy było marzeniem, które właśnie zaczynało się spełniać. Jedynym rozpraszaczem były myśli o Harper, której nie mógł wyrzucić z głowy, wyzwanie, jakie stanowiła dla niego ta kobieta i brak satysfakcji z powodu tego, że jej nie zdobył. Jak żadna inna z dotychczasowych kochanek, Harper odeszła bez słowa i błagania o kolejne spotkanie. Zdecydowanie miała w sobie coś całkowicie wyjątkowego i wyróżniającego ją z tłumu.

Jack dotarł do szpitala. Pielęgniarka zaprowadziła go do Harper i oświadczyła z szerokim uśmiechem, że wkrótce zabierze ją sanitariusz.

Harper leżała na boku, a na jej spiętej twarzy rysował się grymas bólu. Po czole spływał jej pot, a w ręce zgniatała niebieską antystresową piłeczkę, która całkowicie straciła swój kształt i przypominała bardziej rodzynek lub zmiażdżoną śliwkę. Nagle, na widok tego, kto stał przy łóżku, jej policzki zalała fala czerwonych rumieńców.

– Jack… – wyszeptała przez zaciśnięte gardło, unikając jego wzroku swymi szarozielonymi oczami. – Tak mi przykro…

Mężczyzna chwycił jej drugą, wolną od masakrowania piłeczki rękę i delikatnie ścisnął.

– Hej, co się dzieje?

– Nie wiem, jak ci to powiedzieć… – Przygryzła wargę niemal do krwi. – Myślałam, że to ból pleców… Nie miałam pojęcia, nie sądziłam, że można nie wiedzieć. Nie przypominam sobie żadnych objawów…

– Jakich objawów?

– Sądziłam, że to rak, dasz wiarę? – Zaśmiała się drwiąco, wyrwała rękę z jego dłoni i odgarnęła z twarzy mokre od potu włosy. – Myślałam, że usłyszę, że mam raka i umrę w wieku dwudziestu siedmiu lat.

Jacka aż zgięło.

– Nie masz raka, prawda?

Kolejny raz mocno przygryzła usta i jeszcze mocniej ścisnęła piłeczkę.

– Nie… tak mi głupio. Jak ja to wszystkim wyjaśnię? Co powiedzą Aerin i Ruby? Jest sezon ślubny, mamy zabukowane terminy na następne dwa miesiące, w tym jeden na ślub Ruby i Lucasa. To jakiś koszmar. Nie wierzę, że przytrafiło się to akurat mnie.

Kotara ponownie się odsunęła i pojawiła się pielęgniarka.

– Sanitariusze zaraz przewiozą panią na oddział położniczy.

Jack nie wierzył własnym uszom i odwrócił się w stronę pielęgniarki tak szybko, że niemal przewrócił ciśnieniomierz.

– Oddział położniczy? – Serce Jacka waliło tak szybko, że myślał, że jego samego zaraz odwiozą na kardiologię.

– Próbowałam ci powiedzieć… – Harper przewróciła oczami.

– Co powiedzieć?

– Będę mieć dziecko.

Harper urodzi dziecko. Te słowa sztyletem wbiły się w umysł Jacka, a rozczarowanie przeszyło go na wylot. Ona będzie mieć dziecko z kimś innym. Sam nie planował rodziny, ale bolało go, że znalazła sobie kogoś i zaszła z nim w ciążę. Tylko co on miał z tym wspólnego? Nie wyglądała, jakby miała rodzić, raczej jakby była w pierwszych miesiącach. Wiedział, że ciąża może wywołać u niektórych kobiet okropne mdłości, czasem wymagające hospitalizacji. Tylko dlaczego zadzwoniła do niego? Nie był żadną bliską jej osobą. Na pewno miała przyjaciół i rodzinę, jakiegoś partnera, ojca dziecka. To on powinien być teraz u jej boku. Nie Jack, jakiś przypadkowy kochanek, którego porzuciła po jednej nocy, nie oglądając się za siebie.

– Czy to pan jest dumnym tatusiem? – zapytała uśmiechnięta pielęgniarka.

– Nie, ja…

– Tak – powiedziała Harper. – On jest ojcem.

Jack zaniemówił i w milczeniu wpatrywał się w Harper. Nie widzieli się od miesięcy. Dziewięciu. Liczył dokładnie. Potrząsnął głową, zastanawiając się, czy nie wpadł w pętlę czasoprzestrzenną. To absolutnie nie miało sensu.

Nie było czasu na wyjaśnienia, bo zjawił się sanitariusz i sprawnie odblokował kółka łóżka.

– Pierwsze dziecko? – zapytał z radosnym uśmiechem.

– Tak… – Zdanie Harper zostało przerwane przez spazm bólu.

Jack spojrzał na pielęgniarkę, która zbierała torebkę i telefon Harper ze stolika.

– Czy można dać jej coś przeciwbólowego?

– Niczego nie chcę – powiedziała Harper, zanim pielęgniarka zdążyła odpowiedzieć. – Chcę rodzić naturalnie.

Jack nie był do końca na bieżąco z nowinkami o ciąży i macierzyństwie, ale słyszał termin „poród siłami natury”, który w jego uszach brzmiał jak coś niezwykle bolesnego.

– Jest dwudziesty pierwszy wiek, nie ma sensu cierpieć – powiedział, idąc obok łóżka prowadzonego do windy przez sanitariusza.

– Wiem, ale może w ten sposób dotrze do mnie, co tak naprawdę się dzieje.

– To, co mówisz, nie ma sensu. Miałaś na to dziewięć miesięcy.

Jack z kolei miał tylko kilka minut. Kręciło mu się w głowie, puls przyspieszał, a serce waliło jak szalone od nadmiaru emocji – paniki, strachu, lęku. Miał zostać ojcem. To nie wydawało się realne ani możliwe. Przecież się zabezpieczali. Zastanawiał się, dlaczego Harper nie powiedziała mu wcześniej. Może obawiała się, że będzie naciskał na aborcję? Nie zrobiłby niczego takiego, ale wolałby wiedzieć wcześniej niż na kilka minut przed rozwiązaniem.

Nigdy nie czuł się tak bezradny i zaskoczony.

– Nie miałam dziewięciu miesięcy na przygotowania – wtrąciła Harper. – Dowiedziałam się pół godziny temu.

– To ciąża utajona – wyjaśnił sanitariusz. – Nie zdarza się zbyt często, ale widziałem już taki przypadek. Nastolatka nie miała pojęcia, że jest w ciąży, dopóki nie trafiła na ostry dyżur z silnym bólem brzucha. Myślała, że to zapalenie wyrostka. Trzeba było widzieć minę jej matki, gdy dowiedziała się, że zostanie babcią.

Jack musiał błyskawicznie zmierzyć się z kwestią zostania ojcem. Postanowił, że dziecko musi nosić nazwisko. Małżeństwo nie było jedną z jego życiowych ambicji, ale zdawało się konieczne, by móc być przy dziecku. Sam nie miał najszczęśliwszego dzieciństwa z powodu długiej choroby ojca, ale to nie znaczyło, że sam nie mógł być wspaniałym tatą. A tego nie da się robić zdalnie.

Gdy dojechali na trzecie piętro, wnętrzności Jacka podeszły mu do gardła na widok napisu „Oddział położniczy”. Spojrzał na Harper, ale ta akurat była zajęta zwijaniem się z bólu podczas kolejnego skurczu. Wziął ją za rękę, a ona chwyciła jego dłoń tak mocno, że myślał, że pokruszyła mu wszystkie kości śródręcza. To raczej marny moment na oświadczyny.

– Na pewno nie chcesz czegoś przeciwbólowego? – zapytał z troską.

– Jeśli nie chcesz być przy porodzie, to nikt cię nie zmusza – powiedziała Harper przez zaciśnięte zęby.

– A chcesz, żebym był przy tobie?

– Tylko jeśli ty tego chcesz – odpowiedziała z naciskiem na słowo „chcesz”, co nie umknęło uwadze Jacka.

Przeczesał nerwowo włosy ręką, która akurat nie była miażdżona.

Drzwi windy na piętrze położniczym otworzyły się z trzaskiem, a serce Jacka znowu zaczęło łomotać.

– Lepiej się pospiesz i zdecyduj – powiedziała Harper, dysząc. – Mam przeczucie, że ono nie będzie czekać.

Rozdział drugi

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Tytuł oryginału: Nine-Months After That Night

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2022

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2022 by Melanie Milburne

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2024

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-8342-417-0

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek