Tropy wiodą przez prerię - Wiesław Wernic - ebook + audiobook + książka

Tropy wiodą przez prerię ebook i audiobook

Wiesław Wernic

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Powieść najpopularniejszego polskiego autora książek o Dzikim Zachodzie Wiesława Wernica, otwierająca pasjonujący cykl westernowy, którego bohaterami są doktor Jan i nieustraszony traper Karol Gordon. Książka opatrzona jest kultowymi ilustracjami Stanisława Rozwadowskiego. W dziewiętnastym wieku, w czasach Dzikiego Zachodu, do szpitala w Milwaukee nad jeziorem Michigan (stan Wisconsin, Stany Zjednoczone) trafia ranny traper Karol Gordon. Spotyka tam doktora Jana. Tak zaczyna się ich wielka przyjaźń. Razem wyruszają na wyprawę przez prerie i góry Alberty (Kanada) i Montany (Stany Zjednoczone). Doktor Jan, pod bacznym okiem Gordona, powoli zdobywa umiejętności prawdziwego trapera. Przypadkowe odkrycie morderstwa, tropy ludzi i koni oraz tajemnicza mapa wiodą przyjaciół do obozu indiańskiego plemienia Czarnych Stóp, a stamtąd do złotodajnej Doliny Siodła. Tropienie mordercy, walki z bandytami, poszukiwanie złota, udział w indiańskich obrzędach, starcie z niedźwiedziem grizzly – to tylko niektóre z przygód nieustraszonych przyjaciół. Pasjonująca opowieść doktora Jana pełna jest barwnych opisów przyrody, ludzi i zwierząt, a jednocześnie niepozbawiona poczucia humoru. Wiesław Wernic to klasyk powieści westernowej. Pisarz podbił serca czytelników nie tylko świetnie skonstruowanymi fabułami, lecz także doskonałą znajomością kultury, geografii i historii Dzikiego Zachodu oraz obyczajów zamieszkałych na tych terenach indiańskich plemion.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 299

Rok wydania: 2024

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 23 min

Rok wydania: 2024

Lektor: Dominik Wernic

Oceny
4,5 (27 ocen)
19
5
1
1
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Boste24

Nie polecam

Nie da się słuchać lektora
00
tomczakag

Oceń książkę

książka super. lektor nieco mniej.
00
SylwesterWawrzon
(edytowany)

Oceń książkę

Chciałabym przesłuchać wszystkie książki Wiesława Wernica. Mimo że przeczytałem je dawno temu po trzy razy. Zachęcam każdego do lektury, do przygody, która pomimo upływu wielu lat pozostała w mojej głowie. Słuchając audiobooka po kilkudziesięciu latach, gdy wiele się pozmieniało "dookoła", zaczynam jeszcze bardziej doceniać te proste, łatwe i ciepłe opowieści . Czekam na inne pozycje z tej serii
00
Dybas

Oceń książkę

Fajna książka o przygodach na Dzikim Zachodzie. Pierwsza z serii.
00
anjot

Oceń książkę

jest koks
00

Popularność




© Co­py­ri­ght by Do­mi­nik Wer­nic, Mont­real, Ca­nada 2016 © Co­py­ri­ght by Sied­mio­róg Sp. z o.o., Wro­cław, Po­land 2016
Ża­den frag­ment książki nie może być po­wie­lany ani re­pro­du­ko­wany w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgody wy­dawcy.
Wy­da­nie elek­tro­niczne, Wro­cław 2024
ISBN 978-83-82792-88-1
Księ­gar­nia wy­sył­kowa Wy­daw­nic­twa Sied­mio­rógwww.sied­mio­rog.pl
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Mo­jemu sy­nowi

Je­zioro Je­le­nia

Zmierz­chało. Słońce kryło się za gra­na­tową li­nią da­le­kich la­sów. Bli­żej, z am­fi­te­atral­nie ukształ­to­wa­nego zbo­cza góry, po­ro­śnię­tego u szczytu sta­ro­drze­wem, wi­dać było roz­le­głe plamy ciem­nych krza­ków. Przez zie­lony gąszcz – tu i tam – bie­gły ja­sne, kręte, wą­skie ścieżki. Po­nad krze­wami ster­czała kępa wy­so­kich so­sen. W od­dali ro­sła sa­motna wy­spa sze­ściu brzóz.

Żabi re­chot roz­le­gał się i milkł. I tylko je­den je­dyny ptak od­zy­wał się co pe­wien czas prze­cią­głym, smęt­nym na­wo­ły­wa­niem. Kiedy ostat­nie wie­czorne zo­rze zni­kły z nieba, umilkł i on. Wów­czas, w cał­ko­wi­tej ci­szy, jak ak­tor cze­ka­jący na uspo­ko­je­nie się wi­downi, na sza­rze­jącą łąkę wbiegł je­leń, a za nim dwie ła­nie. Za­trzy­mały się tuż przy kę­pie so­sen.

Z tra­wia­stego zbo­cza góry wi­dzia­łem do­kład­nie trzy rude plamy na zie­lo­nym tle krze­wów, roz­ło­ży­ste rogi i trzy głowy czuj­nie zwró­cone w moim kie­runku. Od­le­głość w li­nii po­zio­mej nie prze­kra­czała dwu­stu kro­ków, ale znaj­do­wa­łem się kil­ka­dzie­siąt jar­dów[1] po­nad tą na­tu­ralną sceną. Czy mo­gły mnie doj­rzeć trzy pary by­strych oczu?

Przez kilka mi­nut sarny przy­po­mi­nały nie­ru­chome po­sągi. Na­raz oży­wiły się. Zni­kły w gę­stwi­nie ni­skich świer­ków tak na­gle, jak się po­ja­wiły.

– Dla­czego nie strze­la­łeś? – za­py­ta­łem pół­gło­sem Ka­rola.

Mruk­nął coś nie­zro­zu­miale i wzru­szył ra­mio­nami.

– Po co tyle mięsa? Brać w drogę nie ma sensu. Po­patrz, ile tu zwie­rzyny. Te ścieżki wy­dep­tane... Tędy cho­dzą do wo­do­poju. Pa­mię­taj, ni­gdy nie strze­lać dla sa­mego strzału. Nie­jedna mą­drala dla skrawka po­lę­dwicy kła­dzie dwu­stu­fun­to­wego ro­ga­cza. Wy­tnie ka­wa­łek mięsa, resztę zo­stawi. Pa­dlina gnije i czę­sto staje się przy­czyną za­razy dzie­siąt­ku­ją­cej zwie­rzynę.

– Tej nie za­brak­nie... – wtrą­ci­łem.

– A wła­śnie. Dzie­więć­dzie­siąt mi­lio­nów sztuk bi­zo­nów żyło na zie­miach Ame­ryki wów­czas, kiedy pierw­szy raz po­ja­wili się biali osad­nicy. I cóż się stało z tymi bi­zo­nami? Je­śli da­lej tak pój­dzie, bę­dziemy po­lo­wać tylko na dzi­kie kró­liki. Ładna per­spek­tywa, co?

Wstał po­woli z mięk­kiej trawy, na któ­rej spo­czy­wa­li­śmy, pół­le­żąc. Prze­rzu­cił przez ra­mię sztu­cer.

– Wra­camy.

Prze­szli­śmy w po­przek wą­skiego klina lasu, od­dzie­la­ją­cego ni­zinę od da­le­kiej prze­strzeni pre­rii. Na skraju lasu mi­go­tało ża­rzą­cymi się głow­niami na­sze ogni­sko. Da­lej zbo­cze wzgó­rza spa­dało ła­god­nie, prze­cho­dząc w rów­ninę po­ro­słą trawą. Dwa ko­nie, przy­wią­zane na dłu­gich lin­kach do pnia po­tęż­nego klonu, szczy­pały tę trawę, tu­piąc głu­cho ko­py­tami o zie­mię.

Ka­rol roz­ło­żył derkę, usiadł na niej. Wy­do­byw­szy wo­re­czek z ty­to­niem, długo i z na­masz­cze­niem na­bi­jał po­czer­niałą fa­jeczkę. Pa­ty­kiem wy­grze­bał z po­piołu wi­śniowy wę­gie­lek, ujął dwoma pal­cami i zgrab­nie po­ło­żył na fajce. Uczy­niw­szy to, spoj­rzał na mnie wy­mow­nie. Zro­zu­mia­łem. Zwy­czaj pa­le­nia ty­to­niu od lat mocno trzy­mał mnie w si­dłach, ze­rwa­nie z nim w wa­run­kach de­ner­wu­ją­cego ży­cia miej­skiego wy­da­wało się rze­czą nie­moż­liwą. Nie­spo­dzie­wa­nie – przed na­szą wy­prawą – Ka­rol po­sta­wił bez­a­pe­la­cyjne weto prze­ciw pa­le­niu. Nie w ogóle, ale prze­ciw pa­le­niu pa­pie­ro­sów.

– Mo­żesz pa­lić fajkę. Z pa­pie­ro­sami ko­niec – zde­cy­do­wał.

– Ale dla­czego?

– Po pierw­sze dla­tego, że przez kilka ty­go­dni ni­g­dzie ich nie ku­pisz.

– We­zmę na za­pas.

– Na wóz może? Co?

– No, prze­cież pa­rę­set sztuk...

– Pa­rę­set sztuk nie wy­star­czy. Za to na pewno wy­star­czy pół funta ty­to­niu i fajka. Tyle za­wsze zmie­ścisz. A poza tym cho­dzi jesz­cze o coś in­nego. O po­żary.

– Ja­kie po­żary?

– Pre­rii, lasu, obo­jętne zresztą czego. Pa­pie­rosy pali się czę­sto, rzuca się je nie­do­ga­szone. Fajkę bę­dziesz pa­lił tylko na po­sto­jach, przy ogni­sku. Star­czy ci czasu, żeby ją oczy­ścić i nie zo­sta­wić żaru.

– Nie lu­bię fajki – pro­te­sto­wa­łem, ale już sła­biej.

– To się przy­zwy­cza­isz.

Z tym przy­zwy­cza­ja­niem się było zu­peł­nie źle. Tak źle, iż w ci­cho­ści ży­wi­łem na­dzieję, że w ogóle od pa­le­nia się od­zwy­czaję. Te­raz jed­nak – za przy­kła­dem Ka­rola – się­gną­łem po fajkę. Sie­dzie­li­śmy w mil­cze­niu, do­póki nie wy­ża­rzyły się resztki ty­to­niu i główki fa­jek nie zo­stały do­kład­nie wy­czysz­czone. Ka­rol do­rzu­cił garść chru­stu do wy­ga­sa­ją­cego ogni­ska i prze­su­nął na śro­dek ogni­ska grube po­lano.

– Za­bez­pie­cze­nie na noc – po­wie­dział. – Drzewo jest wil­gotne, bę­dzie się tliło do rana, ogień nie wy­ga­śnie. Ucz się, wszyst­kiego trzeba się uczyć.

– Nie dręcz mnie.

– Będę cię drę­czył aż do skutku, do do­brego skutku. Na dziś jed­nak do­syć, tylko krótka wprawka przed snem...

– Znowu?

– Jesz­cze mi kie­dyś za to po­dzię­ku­jesz. Nie traćmy czasu. Pój­dziesz w pro­stej li­nii od ogni­ska na sto kro­ków. Ja tu będę sie­dział.

Zre­zy­gno­wany po­sze­dłem w głąb czar­nego lasu. Po­wta­rzało się to za każ­dym na­szym noc­le­giem. Ka­rol uczył mnie spo­so­bów bez­sze­lest­nego cho­dze­nia i czoł­ga­nia się. Nie było to ła­twe. Spró­buj­cie czoł­gać się nocą w le­sie, i to tak, aby nie trza­snęła su­cha ga­łązka, aby nie po­kłuć i nie po­ra­nić rąk!

Po od­li­cze­niu stu kro­ków za­trzy­ma­łem się. Oczy stop­niowo przy­zwy­cza­jały się do ciem­no­ści. Co­raz le­piej roz­róż­nia­łem pnie sta­ro­drzewu i za­rysy krze­wów. Po­ło­ży­łem się na ziemi i le­ża­łem parę mi­nut. Wtedy za­świ­tała mi w gło­wie ge­nialna, jak mi się wy­dało, myśl.

Po co czoł­gać się w le­sie? Le­piej po­su­wać się jego brze­giem, tam gdzie ro­śnie trawa, gdzie pra­wie nie ma zdra­dli­wych, trza­ska­ją­cych ga­łą­zek. Tak też uczy­ni­łem. Jak długo trwały męki po­su­wa­nia się na brzu­chu, ko­la­nach i łok­ciach – nie wiem. Wy­da­wało mi się, że wieki. Do­tar­łem jed­nak pra­wie pod sam klon, przy któ­rym stały na­sze ko­nie. Do­strze­gły mnie. Par­sk­nęły parę razy i za­tu­po­tały. Wie­dzia­łem, że taki sy­gnał zu­peł­nie wy­star­cza­jąco po­in­for­mo­wał Ka­rola o miej­scu, w któ­rym się znaj­duję. Wy­co­fa­łem się więc spod klonu w głąb lasu i peł­znąc cal po calu, do­tar­łem w za­sięg ni­kłego bla­sku ognia. Przy ogni­sku nie było ni­kogo.

Pra­wie mo­kry od potu zwa­li­łem się na derkę. Dy­sza­łem ciężko przez kilka chwil, po­tem za­czą­łem roz­cie­rać bo­lące ko­lana. W trak­cie tego za­biegu czy­jaś dłoń na­gle za­ci­snęła się na mo­jej szyi i szarp­nęła do tyłu. Prze­wró­ci­łem się na wznak.

– Otóż wła­śnie to – ode­zwał się spo­kojny głos Ka­rola. – Gdyby w tym le­sie żyły sło­nie, my­ślał­bym, że to któ­reś z tych zwie­rząt prze­ci­ska się w gąsz­czu.

– Sta­ra­łem się...

– Kiep­sko się sta­ra­łeś. Uwa­ża­łeś, że wy­god­niej bę­dzie po­su­wać się skra­jem lasu, ale za­po­mnia­łeś, że na tra­wie po­zo­stał znacz­nie wy­raź­niej­szy ślad. Trzeba było pod­cho­dzić la­sem. Nie pa­mię­ta­łeś zresztą o ko­niach. Zdra­dziły cię od razu. Za­wró­ci­łeś do lasu. By­łem wtedy za tobą o trzy kroki... – prze­rwał, spo­strze­gł­szy na mej twa­rzy przy­gnę­bie­nie spo­wo­do­wane tak ostrą kry­tyką. – Ale nie martw się. Po­stęp jest, zu­peł­nie wy­raźny. Gdy­byś mógł wi­dzieć sie­bie przy pierw­szych pró­bach i dziś, sam za­uwa­żył­byś zmianę. Wów­czas ru­sza­łeś się jak ryba wy­jęta z wody... No, idziemy spać.

Za­sną­łem na­tych­miast. Zbu­dził mnie wcze­sny świt wsta­ją­cego dnia i cie­pło bu­cha­ją­cego z ogni­ska pło­mie­nia. Ka­rol już się krzą­tał. Na cien­kiej żerdce za­wie­szo­nej nad pło­mie­niem skwier­czał tłuszcz ska­pu­jący z dwóch po­ciem­nia­łych ka­wał­ków mięsa. Od­su­nięte od ogni­ska, spo­czy­wały na derce przy­ru­mie­nione placki. Ka­rol we­tknął mi je­den w rękę. Był jesz­cze cie­pły. Po­tem do­sta­łem mięso na pa­tyku. Kilka mi­nio­nych dni od­zwy­cza­iło mnie od wi­delca. Na­bra­łem już pew­nej wprawy w je­dze­niu upie­czo­nego mięsa, tak iż tłuszcz nie spły­wał za rę­kawy ko­szuli.

– Tro­chę przy­pa­lone – stwier­dził sa­mo­kry­tycz­nie Ka­rol. – Oskrob so­bie no­żem...

Nie oskro­ba­łem. Pa­trzy­łem prze­stra­szony na swoje okrop­nie brudne, po­dra­pane i po­kłute dło­nie.

– Nie martw się. Skoń­czymy jeść – pój­dziemy do wody. Umy­jesz się.

Upo­ra­łem się dość szybko z mię­sem i z plac­kiem. Za­ga­si­li­śmy do­kład­nie ogień, osio­dła­li­śmy ko­nie, zwi­nę­li­śmy ma­natki.

– Idziemy – ko­men­de­ro­wał Ka­rol. – Ko­nie za uzdy. W le­sie się nie jeź­dzi. Nie wiem, czy sły­sza­łeś, że in­diań­skie ple­miona za­miesz­ku­jące lasy ni­gdy nie uży­wały ko­nia do jazdy, naj­wy­żej do trans­portu ran­nych. Na­przód!

Ru­szy­li­śmy z wolna po­przez gąszcz krze­wów, splą­ta­nych wy­so­kich traw i pa­proci. Pach­niało wil­go­cią i bu­twie­ją­cym drew­nem. Ptac­two wi­tało dzień. Gdzieś w gó­rze, mię­dzy ko­na­rami po­tęż­nych drzew, ru­mie­niły się wscho­dem skrawki nieba. Wę­drówka była mo­zolna, na szczę­ście krót­ko­trwała. Któ­raś z wy­dep­ta­nych przez zwie­rzynę ście­żek do­pro­wa­dziła nas do łączki. Jesz­cze dwa, trzy krzewy dzi­kiego bzu i oto uj­rza­łem sta­lową płasz­czy­znę wody.

Pod ko­py­tami koni za­bul­go­tało. Ścią­gną­łem buty, spodnie, ko­szulę. Wsko­czy­łem do wody, tro­chę tylko szczę­ka­jąc zę­bami. Ka­rol zo­stał na brzegu przy ko­niach.

– A ty? – za­py­ta­łem.

– Jak wyj­dziesz – od­po­wie­dział pół­gło­sem. – I pro­szę cię, nie wrzeszcz tak. To nie ła­zienka w twoim miesz­ka­niu.

– Do­brze, o wo­dzu! – prych­ną­łem wodą. – Czy są­dzisz, że nad­cią­gną blade twa­rze po na­sze skalpy?

– Nie bła­znuj. Li­cho nie śpi.

Dno je­ziora opa­dało ła­god­nie ku jego środ­kowi. Do­piero po kil­ku­na­stu kro­kach stra­ci­łem grunt pod no­gami. Pły­ną­łem.

Dziś, kiedy prze­pi­suję te no­tatki, nie mogę oprzeć się wra­że­niu, że mój dawny zwy­czaj co­ran­nej ką­pieli w zim­nej wo­dzie stał się przy­czyną od­kry­cia, któ­rego kon­se­kwen­cje za­wa­żyły na ca­łym moim póź­niej­szym ży­ciu.

Po­pły­ną­łem więc ku środ­kowi je­ziora; w smu­dze sło­necz­nego bla­sku do­strze­głem ciemny pas lądu wrzy­na­ją­cego się w wodę. Je­zioro roz­dzie­lało się na dwie czę­ści prze­gro­dzone tym pół­wy­spem, czar­nym jesz­cze, peł­nym noc­nych cieni, gę­stych krze­wów i wy­nio­słych drzew. Im bli­żej pły­ną­łem, tym le­piej od­róż­nia­łem pnie dę­bów. Po­sta­no­wi­łem tam „wy­lą­do­wać”.

Ten po­mysł był „szczy­tem idio­ty­zmu”, jak to póź­niej słusz­nie okre­ślił Ka­rol. Cią­gle jesz­cze nie zda­wa­łem so­bie sprawy z nie­bez­pie­czeństw, ja­kie grożą każ­demu w tych stro­nach, od­da­lo­nych o dzie­siątki mil od naj­bliż­szych sie­dzib ludz­kich, w oko­li­cach peł­nych zwie­rzyny i moż­li­wo­ści nie­ocze­ki­wa­nych spo­tkań. Idyl­liczny prze­bieg do­tych­cza­so­wej wę­drówki skła­niał mnie do uzna­wa­nia tych te­re­nów za ja­kiś park pod­miej­ski, tyle że po­zba­wiony lu­dzi.

Na dzie­sięć jar­dów od brzegu po­czu­łem grunt pod no­gami. Po­czła­pa­łem ku cy­plowi. Po­kry­wał go drobny pia­sek. Usia­dłem.

Spoj­rza­łem na prze­ciw­le­gły brzeg. Ka­rol ma­chał ręką, da­jąc mi nie­dwu­znacz­nie do zro­zu­mie­nia, iż czas wra­cać. Po­ki­wa­łem mu dło­nią w od­po­wie­dzi i sie­dzia­łem da­lej bez­tro­sko, ude­rza­jąc pię­tami o gładką po­wierzch­nię je­ziora.

Po­ranny chłód spę­dził mnie z pia­sku. Za­miast wsko­czyć do wody, uda­łem się w głąb lądu. Za krze­wami oto­czył mnie cień wy­so­ko­pien­nego lasu, nie na tyle głę­boki, żeby nie po­zwo­lił mi do­strzec na kilka kro­ków od brzegu, pod roz­ło­ży­stym dę­bem, sza­rego koła spo­pie­lo­nej trawy. Wa­lały się tam po­czer­niałe, zwę­glone pa­tyki. Schy­li­łem się, aby pod­nieść je­den z nich. Za­wa­dzi­łem nogą o wy­sta­jący ko­rzeń i ru­ną­łem ca­łym cia­łem w po­pie­li­sko. Ze­rwa­łem się na­tych­miast. Po­piół był cie­pły. Znie­ru­cho­mia­łem. Las wy­dał mi się w tej chwili pe­łen nie­bez­pie­czeństw. A prze­cież nie do­strze­głem ni­kogo. Nie sły­sza­łem nic prócz po­tęż­nie­ją­cych gło­sów ptac­twa.

Pra­wie na pal­cach, sta­ra­jąc się nie na­dep­ty­wać na su­che ga­łązki – ostroż­ność po cza­sie – do­sze­dłem do brzegu. Za­nu­rzy­łem się w wo­dzie i po­pły­ną­łem.

Ka­rol cze­kał z mar­sową miną.

– Ubie­raj się. Wra­camy.

– Wra­camy?... Do­kąd?

– Na po­łu­dnie.

– Jak to?

– Nie mogę brać za cie­bie od­po­wie­dzial­no­ści, ro­zu­miesz? Je­żeli mamy wró­cić cali i zdrowi, nie wolno ci tak po­stę­po­wać.

– Ależ, Ka­rolu, o co cho­dzi?

– O wszystko, coś zro­bił przed kilku mi­nu­tami. To je­zioro nie jest ba­se­nem pły­wac­kim w twoim mie­ście!

Zwie­si­łem głowę.

– Przy­znaję, masz ra­cję. Po­stą­pi­łem jak głu­piec. To się wię­cej nie po­wtó­rzy, daję słowo.

Po­pa­trzył na mnie ba­daw­czo, wresz­cie uśmiech­nął się.

– Pa­mię­taj! – po­gro­ził mi pal­cem.

– Ka­rolu... tra­fi­łem na ślad po ogni­sku.

Nie wy­ka­zał wiel­kiego za­in­te­re­so­wa­nia.

– Ktoś tu mu­siał obo­zo­wać. Miej­sce wy­ma­rzone do po­lo­wa­nia. No, ubie­raj się.

– Ka­rolu, po­piół jest jesz­cze cie­pły.

– Co?

W paru sło­wach opo­wie­dzia­łem o moim od­kry­ciu.

– Zo­sta­niesz tu z końmi. Usiądź pod tym krza­kiem i nie po­ka­zuj się na brzegu je­ziora, je­śli ci ży­cie miłe!

Na­tych­miast znik­nął mi z oczu. Ko­nie szczy­pały trawę. Ja­kiś ptak po­krzy­ki­wał w od­dali gło­sem przy­po­mi­na­ją­cym na­wo­ły­wa­nie czło­wieka: „Ho – ho – ho!”, Mi­nuty sa­mot­no­ści wlo­kły się bez końca. Spod zie­lo­nych li­ści ob­ser­wo­wa­łem brzeg pół­wy­spu. Był pu­sty, ale w pew­nej chwili ja­kieś pu­szy­ste rude zwie­rzątko wy­chy­nęło z cie­nia dę­bów i po­bie­gło ku wo­dzie. Za­trzy­mało się nad brze­giem, pew­nie piło. Po­tem znik­nęło w le­sie.

Ka­rola nie było do­brą go­dzinę. Wró­cił uśmiech­nięty.

– Nie ma ni­kogo. Po­wstaje tylko py­ta­nie, czy oni ode­szli tak po­spiesz­nie dla­tego, że nas spo­strze­gli, czy dla­tego, że nas nie wi­dzieli?

– Oni?...

– Trzech lu­dzi, pięć koni. Dwa juczne.

– Skąd wiesz, że się spie­szyli? – za­py­ta­łem.

– Nikt nie zo­sta­wia tak cen­nej tu­taj rze­czy jak za­pałki. Patrz – po­ka­zał pu­dełko. – Chodźmy.

Wzię­li­śmy ko­nie za uzdy. Ka­rol pierw­szy, ja za nim. Ścieżka wio­dła wą­skim pa­sem trawy, cią­gną­cym się mię­dzy dwoma szpa­le­rami gę­stych za­ro­śli, za­le­d­wie parę kro­ków od je­ziora. Prze­szli­śmy tak może pół mili, kiedy drogę prze­ciął nam wy­soki gli­nia­sty próg. Z jed­nej strony prze­cho­dził on we wzgó­rze po­ro­słe la­sem, z dru­giej spa­dał stromo ku wi­docz­nej stąd płasz­czyź­nie wody. Świetna oka­zja do skrę­ce­nia karku. Trzeba było ko­nie prze­pro­wa­dzać do­okoła wzgó­rza, co za­jęło sporo czasu. Wresz­cie osią­gnę­li­śmy pod­stawę pół­wy­spu.

– Cho­dzić tam nie ma po co – tłu­ma­czył Ka­rol. – Ślady wiodą aż na sam cy­pel, do ogni­ska. Po­tem wra­cają. Za­raz zo­ba­czysz.

Istot­nie, były zu­peł­nie wy­raźne. Po zgię­tych jesz­cze ło­dy­gach trawy można było po­znać, iż dep­tały je ko­pyta koń­skie nie daw­niej niż przed go­dziną, dwiema. Po­szli­śmy tro­pem. Ślady wio­dły wzdłuż je­ziora, a po­tem od­ry­wały się od niego i skrę­cały ku pół­nocy. Skie­ro­wa­li­śmy się za nimi aż do płyt­kiego ka­mie­ni­stego pa­rowu, po­zo­sta­łego po wy­schłym wio­sen­nym stru­mie­niu. Po prze­je­cha­niu pa­rowu skoń­czyły się za­ro­śla. Przed nami roz­cią­gała się fa­li­sta, błysz­cząca w słońcu zie­le­nią pre­ria. Od­ci­ski ko­pyt zni­kły. Ka­rol za­trzy­mał się nie­zde­cy­do­wany.

– Mu­sieli skrę­cić. Wła­śnie tam, w pa­ro­wie, na ka­mie­niach.

– Cóż nas to wła­ści­wie ob­cho­dzi?

– Wi­dzisz, cza­sem do­brze jest wie­dzieć, kogo się ma w są­siedz­twie.

– Po­pędźmy ko­nie, a po­zbę­dziemy się są­siedz­twa.

Za­le­d­wie skoń­czy­łem wy­ma­wiać te słowa, gdy roz­legł się grzmot wy­strzału. Bli­ski, wy­raźny.

Ka­rol na­słu­chi­wał chwilę, ale strzał się nie po­wtó­rzył.

– Prę­dzej, Ja­nie. Wszystko to ja­koś dziw­nie mi się nie po­doba.

– Dla­czego?

– Nie mógł­bym tego wy­tłu­ma­czyć. Je­śli chcesz, na­zwij to prze­czu­ciem lub czymś w tym ro­dzaju. Jedźmy już!

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

W Bi­blio­tece li­te­ra­tury dzie­cię­cej Wy­daw­nic­twa Sied­mio­róg uka­zały się mię­dzy in­nymi:

1. Bajki, Char­les Per­rault (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

2. Ba­śnie, Ja­cob i Wil­helm Grimm (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

3. Ba­śnie, Hans Chri­stian An­der­sen (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

4. Ali­cja w Kra­inie Cza­rów, Le­wis Car­roll (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

5. Ania z Zie­lo­nego Wzgó­rza, Lucy Maud Mont­go­mery (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

6. Cu­da­czek-Wy­śmie­wa­czek, Ju­lia Du­szyń­ska (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

7. Dar rzeki Fly, Ma­ria Krüger (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

8. Don Ki­chot z Man­czy, Mi­guel de Ce­rvan­tes (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

9. Go­dzina pą­so­wej róży, Ma­ria Krüger (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

10. Idzie niebo ciemną nocą, Ewa Szel­burg-Za­rem­bina (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

11. Klechdy do­mowe, Hanna Ko­styrko (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

12. Kli­mek i Kle­men­tynka, Ma­ria Krüger (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

13. Księga dżun­gli, Ru­dy­ard Ki­pling (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

14. Le­gendy war­szaw­skie, Ar­tur Op­p­man (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

15. Ły­sek z po­kładu Idy, Gu­staw Mor­ci­nek (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

16. Mity grec­kie, Ni­kos Cha­dzi­ni­ko­lau (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

17. O czym szu­mią wierzby, Ken­neth Gra­hame (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

18. O kra­sno­lud­kach i o sie­rotce Ma­rysi, Ma­ria Ko­nop­nicka (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

19. Od­po­wied­nia dziew­czyna, Ma­ria Krüger (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

20. Pa­mięt­niki Adama i Ewy, Mark Twain (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

21. Pi­no­kio, Carlo Col­lodi (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

22. Przy­gody Tomka Sa­wy­era, Mark Twain (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

23. Przy­padki Ro­bin­sona Cru­soe, Da­niel De­foe (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

25. Psotki i śmieszki, Ja­nina Po­ra­ziń­ska (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

24. Ro­bin­son Cru­soe, Da­niel De­foe (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

26. Serce, Ed­mund de Ami­cis (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

27. Szew­czyk Dra­tewka, Ja­nina Po­ra­ziń­ska (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

28. Ta­jem­ni­cza wy­spa, Ju­liusz Verne (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

29. Ta­jem­ni­czy ogród, Fran­ces Hodg­son Bur­nett (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

30. Ucho, dy­nia 125!, Ma­ria Krüger (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

31. Ucznio­wie Spar­ta­kusa, Ha­lina Rud­nicka (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

32. W 80 dni do­okoła świata, Ju­liusz Verne (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

33. W pu­styni i w pusz­czy, Hen­ryk Sien­kie­wicz (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

34. We­sołe przed­szkole, Ma­ria Ko­nop­nicka (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

35. Ba­śnie pol­skie i eu­ro­pej­skie, Jo­anna Ro­dzie­wicz (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

36. Złota ko­rona, Ma­ria Krüger (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

37. Ba­śnie pol­skie, Ta­mara Mi­cha­łow­ska (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

38. Hi­sto­ria żół­tej ci­żemki, An­to­nina Do­mań­ska (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

39. Wspo­mnie­nia nie­bie­skiego mun­durka, Wik­tor Go­mu­licki (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

40. An­tek, Bo­le­sław Prus (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

41. Tropy wiodą przez pre­rię, Wie­sław Wer­nic (We­stern)

42. Wi­taj, Ka­rol­ciu!, Ma­ria Krüger (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

43. Słońce Ari­zony, Wie­sław Wer­nic (We­stern)

44. Na po­łu­dnie od Rio Grande, Wie­sław Wer­nic (We­stern)

45. Sze­ryf z Fort Ben­ton, Wie­sław Wer­nic (We­stern)

46. Król Ma­ciuś Pierw­szy, Ja­nusz Kor­czak (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

47. Kaj­tuś Cza­ro­dziej, Ja­nusz Kor­czak (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

48. Stara baśń, Jó­zef Ignacy Kra­szew­ski (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

49. Ka­rol­cia, Ma­ria Krüger (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

50. Pla­stu­siowy pa­mięt­nik, Ma­ria Kow­nacka (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

51. Troje wspa­nia­łych i skrzat, Ewa Mir­kow­ska (Klub Ma­łych Czy­tel­ni­ków)

52. Za ży­wo­pło­tem, Ma­ria Kow­nacka (Se­ria li­mi­to­wana)

53. Aka­de­mia Pana Kleksa, Jan Brze­chwa (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

54. 10 opo­wie­ści o ba­jecz­nej tre­ści, Ta­mara Mi­cha­łow­ska (Bajki współ­cze­sne)

55. Janko Mu­zy­kant oraz Sa­chem, Hen­ryk Sien­kie­wicz (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

56. Mała Księż­niczka, Fran­ces Hodg­son Bur­nett (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

57. Bajki dla dzieci, Iwan Kry­łow (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

58. Brze­chwa dzie­ciom, Jan Brze­chwa (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

59. Co słonko wi­działo, Ma­ria Ko­nop­nicka (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

60. Gruby, Alek­san­der Min­kow­ski (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

61. Ja­no­sik, Ta­mara Mi­cha­łow­ska (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

62. Kop­ciu­szek, Hanna Ja­nu­szew­ska (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

63. Ku­ku­ryku na ręcz­niku, Ma­ria Kow­nacka (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

64. Magda, Pa­weł i Ty, Kry­styna Kle­niew­ska-Ko­wa­li­szyn (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

65. Mały Książę, An­to­ine de Sa­int-Exu­péry (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

66. Na ja­gody, Ma­ria Ko­nop­nicka (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

67. Naj­milsi, Ewa Szel­burg-Za­rem­bina (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

68. Opo­wie­ści o Świę­tym Mi­ko­łaju, Ta­mara Mi­cha­łow­ska (Bajki współ­cze­sne)

69. Opo­wieść wi­gi­lijna, Char­les Dic­kens (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

70. Przy­gody Pla­stu­sia, Ma­ria Kow­nacka (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

71. Sto ba­jek, Jan Brze­chwa (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

72. Wy­bór mi­tów grec­kich, Jo­anna Ro­dzie­wicz (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

73. Zia­renka maku, Grze­gorz Ra­taj­czak (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

74. Pier­ścień i róża, Wil­liam Ma­ke­pe­ace Thac­ke­ray (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

75. Trzej musz­kie­te­ro­wie, Alek­san­der Du­mas (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

76. Win­ne­tou, Ka­rol May (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

77. Łowcy wil­ków, Ja­mes Cur­wood (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

78. Czarny tu­li­pan, Alek­san­der Du­mas (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

79. Nad da­le­kim, ci­chym fior­dem, Agot Gjems-Sel­mer (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

80. Gwiazda prze­wod­nia, Joan Gould (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

81. Ka­ta­rynka oraz Z le­gend daw­nego Egiptu, Bo­le­sław Prus (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

82. Biały kieł, Jack Lon­don (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

83. Zew krwi, Jack Lon­don (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

84. Złota El­żu­nia, Eu­ge­nia Mar­litt (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

85. Skarb w Srebr­nym Je­zio­rze, Ka­rol May (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

86. Zorro, John­ston McCul­ley (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

87. Bajki li­tew­skie, Oskar Mi­łosz (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

88. Ro­bin Hood, Ho­ward Pyle (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

89. Do­lina bez wyj­ścia, Tho­mas M. Reid (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

90. Książę i że­brak, Mark Twain (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

91. Bajka o ry­baku i rybce, Alek­san­der Pusz­kin (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

92. Piękna i Be­stia, Je­anne-Ma­rie Le­prince de Be­au­mont (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

93. Wy­brane po­da­nia i le­gendy pol­skie (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

94. Klechdy se­za­mowe, Bo­le­sław Le­śmian (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

95. Słoń Trą­bal­ski, Ju­lian Tu­wim (Se­ria li­mi­to­wana)

96. 12 po­dróży mi­sia Mio­dala, Ste­fan Po­tocki (Klub ma­łych czy­tel­ni­ków)

97. 7 opo­wie­ści o ry­ce­rzu, cza­ro­dzieju i księ­ciu do­bro­dzieju, Ja­nia Ship­per (Klub ma­łych czy­tel­ni­ków)

98. Eg­zo­tyczna przy­goda, Alek­san­dra Mi­cha­łow­ska (Klub ma­łych czy­tel­ni­ków)

99. Troje wspa­nia­łych i skrzat, Ewa Mir­kow­ska (Klub ma­łych czy­tel­ni­ków)

100. W pa­mięt­niku Zo­fii Bo­brówny, Ju­liusz Sło­wacki (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

101. Cu­downa po­dróż, Selma La­ger­löf (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

102. Pani Twar­dow­ska, Adam Mic­kie­wicz (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

103. Wy­brane wier­sze, Wła­dy­sław Bełza (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

104. Sza­ra­czek, Mie­czy­sława Bucz­kówna (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

105. Dzie­cię el­fów, Hans Chri­stian An­der­sen (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

106. Ju­tro nie­dziela i inne opo­wia­da­nia, Zo­fia Żu­ra­kow­ska (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

107. Las­sie, wróć!, Eric Kni­ght (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

108. Lato le­śnych lu­dzi, Ma­ria Ro­dzie­wi­czówna (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

109. O dwu­na­stu mie­sią­cach, Ja­nina Po­ra­ziń­ska (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

110. O księ­ciu Got­fry­dzie, ry­ce­rzu Gwiazdy Wi­gi­lij­nej, Ha­lina Gór­ska (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

111. Pięt­na­sto­letni ka­pi­tan, Ju­liusz Verne (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

112. Przy­gody Me­li­klesa Greka, Wi­told Ma­ko­wiecki (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

113. Przy­gody Sind­bada Że­gla­rza, Bo­le­sław Le­śmian (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

114. Ta­jem­nica wę­dru­ją­cego ja­ski­niowca, Andy Chan­dler (Al­fred Hich­cock) (Przy­gody Trzech De­tek­ty­wów)

115. Ka­pi­tan Fra­casse, Teo­fil Gau­tier (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

116. Dios­sos, Wi­told Ma­ko­wiecki (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

117. Atlan­tyda, wy­spa ognia, Ma­ciej Ku­czyń­ski (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

118. Mały lord, Fran­ces Hodg­son Bur­nett (Ka­non li­te­ra­tury dzie­cię­cej)

Wszyst­kie ty­tuły na­le­żące do Bi­blio­teki li­te­ra­tury dzie­cię­cej są do­stępne w księ­garni in­ter­ne­to­wej Sied­mio­róg.pl