Wiosna w Zapomnianym Schronisku - Julia Furmaniak - ebook + audiobook

Wiosna w Zapomnianym Schronisku ebook i audiobook

Furmaniak Julia

4,5
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów w stałej cenie, by naprzemiennie czytać i słuchać. Tak, jak lubisz.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.

Dowiedz się więcej.

11 osób interesuje się tą książką

Opis

Wiosna budzi Karkonoski Park Narodowy do życia, a wraz z nim Zapomniane Schronisko. Rafał i Klaudia, po miesiącach ciężkiej pracy, otwierają je ponownie, choć przytłoczeni obowiązkami zaczynają się zastanawiać, czy ucieczka w pracę to dobra recepta na szczęście.
Monika nie potrafi poradzić sobie ze wspomnieniami po Michale, dlatego postanawia opuścić miasto i zatrudnić się w Schronisku.
Tymczasem Aleksander, przekonany, że dawne uczucia do Moniki to przeszłość, niespodziewanie natrafia na jej post w internecie. Pod wpływem impulsu wraca w góry – czy ta decyzja odmieni
jego życie?
Zapomniane Schronisko otwiera się na turystów i nowe szanse. Co przyniesie wiosna jego mieszkańcom? I czy są na to gotowi?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 252

Rok wydania: 2025

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 29 min

Rok wydania: 2025

Lektor: Anna Szymańczyk

Oceny
4,5 (20 ocen)
12
5
3
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Barbarka75

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam.
00
Malgorzata-19

Nie oderwiesz się od lektury

Super, latwa i przyjemnie sie czyta lub slucha.
00
KatarzynaKep40

Nie oderwiesz się od lektury

Swietna
00

Popularność




 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozdział 1

 

 

 

– To się naprawdę udało… – Cichy, niemal niesłyszalny szept wydobył się z ust Klaudii.

W chwili, kiedy obracała w dłoniach drobny przedmiot, pomyślała o wszystkich tych trudnościach, którym w ostatnich miesiącach przyszło im stawić czoła. Żmudne negocjacje, które prowadzili ze stowarzyszeniem o wznowienie planowanego remontu budynku, dziesiątki podpisanych dokumentów, by mógł ruszyć pierwszy transport żywności i opału do schroniska, wymiana instalacji przeciwpożarowej, naprawa dachu, remont pomieszczeń gospodarczych i dostosowanie kuchni do obowiązujących przepisów. Lista rzeczy do wymiany wciąż była długa. Ale… Udało się! Dostali zielone światło od Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. W dłoni trzymała ostatni na to dowód.

Rafał siedział naprzeciwko żony i również wpatrywał się w przedmiot, który obracała w palcach. Długi blat stołu, przy którym siedzieli, wciąż pachniał świeżym lakierem, a w oknie powiewała zasłonka bujana na wiosennym wietrze. Rafał oparł łokcie na stole i splótł na nim palce, cierpliwie czekając, aż żona przekaże mu stempel, by sam mógł mu się przyjrzeć. Powiódł wzrokiem po odkrytych deskach stropowych, po rzeźbionych w drewnie ornamentach, aż w końcu utkwił go w kamiennym kominku, który stał pośrodku sali i oczyszczony z wieloletnich warstw ciemnej sadzy zachwycał jasnym odcieniem.

Wizualnie nie zmienili w schronisku wiele. Zależało im na tym, by nie stracić ducha tego miejsca, i zgodnie stwierdzili, że się to udało. W ostatnich miesiącach odświeżono kolory ścian w pokojach gościnnych, z podłóg znikło stare popękane linoleum, a sala biesiadna przestała świecić smutnymi pustkami. Jednak w każdym pomieszczeniu, w każdym zakamarku drzemała magia, która zdecydowanie nie opuściła tego schroniska.

Rafał wyprostował się, bo wiedział, że mimo trudu, który już włożyli, wiele pracy wciąż było przed nimi. Mieli przecież w planach jeszcze parę zmian, na przykład remont łazienek. Chociaż to, wspólnie ze stowarzyszeniem, odłożyli w czasie. Przed sezonem, który właśnie się rozpoczynał, nie było już na to szans. Postanowili poczekać, aż szlaki opustoszeją.

– Jest naprawdę piękna. – Klaudia pociągnęła nosem, nie kryjąc wzruszenia.

Wysunęła przed siebie dłonie, podając Rafałowi nowiusieńką pieczątkę. Rafał odebrał od żony drobny przedmiot, mimowolnie wstrzymując powietrze w płucach. Przesunął opuszkami po owalnym obramowaniu stempla, palce zacisnął na drewnianej rączce, odwrócił go niecierpliwie i w końcu utkwił wzrok w kunsztownym grawerze. Pośrodku, zgodnie ze szkicem, wygrawerowano kontur schroniska, tuż obok charakterystyczne trzy świerki, z których jeden miał pochylony czubek (dokładnie jak te za oknem), pod spodem widniała informacja o tym, że schronisko należy do PTTK, a u góry ozdobnymi literami wpisano nazwę. Zapomniane Schronisko. Rafał przeczytał ją w myślach, a jego serce mocniej zabiło.

Stowarzyszenie PTTK pozytywnie rozpatrzyło wniosek o zmianę nazwy schroniska, który złożyli kilka tygodni temu. Wcześniej, pochłonięci początkową papierologią i remontem, Klaudia i Rafał w ogóle nie zaprzątali sobie tym głowy. Później, po zejściu lawiny i odejściu Klaudii, pogrążony w smutku Rafał wstrzymał wszelkie prace. Ale wszystko uległo zmianie zimą, która właśnie ustępowała wiośnie. Wtedy, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, w schronisku niespodziewanie pojawiła się grupa młodych osób. Razem z nimi wśród opustoszałych ścian rozgościły się śmiech, ciepło ognia w kominku i pomiędzy korytarzami przewijała się właśnie ta nazwa. Wtedy też zaczęły się dziać świąteczne cuda.

Rafał uśmiechnął się pod nosem.

Choć ostatnie miesiące spędzili w remoncie, od zmierzchu do świtu nieustannie pracując, to Klaudia wydawała mu się piękniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Mieszkając w schronisku, na dobre porzuciła dress code, który obowiązywał ją w redakcji. Rafał dobrze pamiętał poranki w Warszawie, kiedy szykowała się do pracy. Misternie ułożona fryzura, zawsze nienaganny makijaż, a szafa wypełniona ubraniami, które równie szybko, jak się w niej pojawiały, tak też szybko wychodziły z mody. W pamięci utkwiły mu też te niebotycznie wysokie szpilki, w jakie wciskała stopy. Skłamałby, gdyby powiedział, że żona w tym wydaniu mu się nie podobała. Wyglądała cholernie seksownie, drapieżnie i emanowała pewnością siebie. Dopasowane sukienki opinały się w strategicznych miejscach i nie był w stanie nie wodzić za nią wzrokiem niczym zakochany kundel.

Ale tu wcale nie było mu łatwiej. Odkąd wróciła i postanowiła zostać w schronisku, miodowe włosy splatała w warkocz, który właśnie spoczywał na jej ramieniu. Nie zaprzątała sobie głowy makijażem, więc jej policzki zdobił jedynie zdrowy rumieniec, a usta coraz częściej rozciągały się w uśmiechu. Jednak największa zmiana zaszła w jej spojrzeniu. Zieleń tęczówek Klaudii swą intensywnością przyćmiewała odcień młodej trawy, która obrosła wzniesienia. Te duże migdałowe oczy nie wydawały mu się smutne, jak jeszcze parę miesięcy temu. Teraz błyszczały podekscytowaniem i nadzieją.

Rafał znał żonę bardzo dobrze. Praca i obowiązki zawsze tak na nią działały. To akurat mógł też powiedzieć o sobie. Kiedy mieli gorszy czas, problemy do przepracowania czy gorzkie słowa do przemilczenia, uciekali w pracę, a tu, w schronisku, mieli jej pod dostatkiem, by nie wyciągać na wierzch tego, co skrzętnie zamietli pod dywan…

Rafał wrócił wzrokiem do pieczątki, którą obracał w palcach.

– Jest dokładnie taka, jaką naszkicowałaś – skomentował, podnosząc wzrok.

Oczy Klaudii wbiły się w niego całą swą intensywnością, a na ustach pojawił się radosny uśmiech.

– Prawda? – Podekscytowana znów odebrała od niego pieczątkę. – Jest idealna! – pisnęła jak dziecko.

Rafał nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Od momentu zejścia lawiny niewiele było takich chwil, w których Klaudia pozwalała sobie na beztroską radość. A on starał się doceniać każdą z nich.

– Ciociu, mam rozpakować książeczki na pieczątki? – Zza futryny wyłoniła się siostrzenica Klaudii, Olga, przerywając tę miłą chwilę.

Rafał niechętnie oderwał wzrok od rozpromienionej twarzy Klaudii i powiódł nim w stronę drzwi.

– Tak. Rozłóż je na półce obok map szlaków – poinstruowała ją Klaudia, nie spuszczając wzroku z pieczątki.

– A gdzie są te mapy?! – krzyknęła Olga już z przedsionka. – Przyjechały jeszcze pocztówki, magnesy i inne pierdoły – wymieniała.

– Czekaj, pomogę ci! – odkrzyknęła Klaudia i odłożyła pieczątkę na stół. Spojrzała na męża przepraszającym wzrokiem. – Muszę iść – westchnęła, wstając.

Rafał zrobił to samo.

– Nie ma sprawy. Ja też powinienem wracać do pracy – odpowiedział, posyłając jej wyrozumiały uśmiech. – Widzimy się przy herbacie? Zdaje się, że pani Lusia piecze kolejne ciasto do zatwierdzenia. – Wykonał palcami cudzysłów w powietrzu, wypowiadając ostatnie słowa.

– Do zatwierdzenia? – zdziwiła się Klaudia. – Wszystkie jej wypieki są niesamowite, nie potrzebują naszej aprobaty.

– Ja to wiem, ale spróbuj tak powiedzieć pani Lucynie – odparł Rafał, wyraźnie rozbawiony. – Będzie też chciała omówić z nami ostateczne menu schroniska na ten sezon – dodał już poważniej.

– Myślałam, że to omówiliśmy tydzień temu.

Rafał spojrzał na nią spode łba, a Klaudia w mig pojęła, co mąż próbuje jej przekazać. Pani Lucyna była cudowną kobietą. Pracowitą, sumienną i z niesamowitym darem do gotowania. Ponadto znała schronisko z wcześniejszych lat i za punkt honoru wzięła sobie pracę w tym miejscu. Jej wypieki i dania rozpływały się na języku i Klaudia naprawdę nie potrafiła wyobrazić sobie, by znalazł się ktoś, komu nie przypadłyby do gustu. Ale pani Lucyna była bardzo krytyczna wobec tego, co wychodziło spod jej ręki.

Klaudia roześmiała się i rozłożyła ręce.

– Dobrze, dobrze. Omówimy ostatecznie menu – obiecała, na co Rafał wyraźnie odetchnął z ulgą.

Nie mieli doświadczenia w prowadzeniu takiego miejsca, na szczęście dzierżawczyni sąsiedniego schroniska udzieliła im kilku ważnych rad. Pierwszą z nich była ta o zatrudnieniu paru osób do pomocy. Klaudii i Rafałowi wydawało się to oczywiste, jednak Magdalena doprecyzowała, by nie spieszyli się z wyborem i pod żadnym pozorem nie zatrudniali marzycieli romantyzujących góry. Codzienność schroniskowa nijak się ma do tego, jak wiele osób sobie ją wyobraża, o czym niedługo mieli się przekonać na własnej skórze.

Dzierżawczyni Samotni wspomniała, że pracując w schronisku podczas sezonu, góry ogląda się tylko z okna, a o tym, jaka jest na zewnątrz pogoda, pracownicy dowiadują się od turystów. Powiedziała, że to nie jest zajęcie dla osób, którym wydaje się, że czas wolny spędzą na szlaku. I z pewnością nie polega jedynie na wieczornych pogawędkach z turystami zasiadającymi przy barze.

Mając wszystkie te słowa w pamięci, Klaudia i Rafał uważnie czytali nadesłane zgłoszenia do pracy. Napłynęło ich całkiem sporo, co początkowo ucieszyło oboje, jednak z każdą kolejną przeprowadzoną rozmową kwalifikacyjną ich entuzjazm gasł. Szybko stwierdzili, że ludzie wyobrażali sobie pracę w schronisku dokładnie tak, jak przedstawiła to Magdalena. A Zapomniane Schronisko lada moment wznowi działalność, i Rafał z Klaudią nie mogli pozwolić sobie na to, by w połowie sezonu zostać bez personelu. Postanowili więc poszukać pracowników gdzieś indziej. Wśród godnych zaufania znajomych i pośród lokalnych mieszkańców znających góry jak własną kieszeń.

W ten sposób do schroniska trafiła pani Lucyna Brodzińska, która całe życie mieszkała w Karpaczu, oraz Olga Różańska, siostrzenica Klaudii. Ta druga była młodą energiczną dziewczyną świeżo po maturze, za to z niedoprecyzowanymi planami na przyszłość. Na pierwszy rzut oka mogłaby wydawać się nietrafionym wyborem, ale udało jej się wybłagać ciotkę, by ta pozwoliła jej podjąć pracę w schronisku. Klaudia początkowo miała pewne obawy. Bała się, że Olga nie podoła ilości obowiązków, które czekają na nią w tym miejscu. Z drugiej jednak strony wiedziała, że siostrzenica ma spore doświadczenie w pracy w gastronomii, bo większość wakacji spędzała, pomagając w rodzinnej restauracji swoich dziadków. Dopiero później, kiedy pociąg z Olgą w przedziale ruszył ze stacji, siostra Klaudii wyszeptała jej do słuchawki, że córka chyba ma złamane serce, a wyjazd w góry to nic innego jak ucieczka od zawodu miłosnego. Jednak Klaudia postanowiła puścić tę uwagę mimo uszu i skupić się na umiejętnościach dziewczyny oraz jej doświadczeniu. Chciała dać jej szansę, nawet jeśli pracą na odludziu Olga leczyła zawód miłosny.

– Dasz wiarę, że za dwa dni otwieramy schronisko? – zapytał Rafał, zatrzymując żonę w progu.

Wyrwana z zamyślenia Klaudia spojrzała przez ramię.

– Wciąż nie mogę w to uwierzyć – odparła szczerze, po czym wyszła.

– A ja w to, że naprawdę tu jesteś – odpowiedział cicho, odprowadziwszy żonę tęsknym wzrokiem. Następnie powoli obszedł długi stół i schował pieczątkę do pudełka.

Odkąd Klaudia zimą pojawiła się w schronisku, pozwolił sobie żywić nadzieję, że wszystko między nimi się poukłada. Od zejścia lawiny, która odebrała im nienarodzone dziecko, minęły już dwa lata. Mieli za sobą ciężki powrót do rzeczywistości, bolesne odejście Klaudii i jej niespodziewany powrót. Choć rozmowę o przyszłości ich małżeństwa wciąż odwlekali, to Rafał nie dopuszczał do siebie myśli, by mogło się ono tak po prostu zakończyć. W tej właśnie chwili nieznośny głos w jego głowie postanowił mu przypomnieć, że wciąż zajmowali osobne pokoje, Klaudia – pokój na parterze, on – starą sypialnię na piętrze, i w zasadzie nic prócz pracy nad wznowieniem działalności schroniska w ostatnim czasie ich nie łączyło, ale Rafał postanowił tę uwagę puścić mimo uszu.

Była tu. Była, powtórzył w myślach. I tylko to się liczyło.

 

* * *

 

– Pani Lusiu, dzięki pani w schronisku będzie jak u mamy, nie mam co do tego żadnych wątpliwości! – zawołał Rafał, chwytając się za wypełniony słodkościami brzuch.

Na pulchnym policzku kobiety pojawił się rumieniec.

– Panie Rafale, pan zawsze taki uprzejmy – odparła zawstydzona i machnęła dłonią w powietrzu, drugą zakładając krótkie włosy za ucho.

– Kiedy to prawda! Ta szarlotka jest niesamowita – zapewnił ją Rafał, poprawiając okulary, które zsunęły mu się z nosa.

Chciał odsunąć od siebie pusty talerzyk, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Gdyby tego nie zrobił, pani Lucyna z pewnością dokroiłaby mu kolejny spory kawałek, a już naprawdę nie miał na to miejsca w żołądku. Odkąd ta kobieta przejęła kuchnię w schronisku, miał wrażenie, że przybyło mu parę kilogramów.

– Rafał ma rację. – Do rozmowy włączyła się Klaudia. – Szarlotka jest przepyszna, naprawdę nie wiem, jak pani to robi. Wszystko, co pani przygotuje, jest smaczne – dodała ze szczerym uśmiechem na ustach.

Klaudia zerknęła w stronę witryny cukierniczej ustawionej tuż przy ladzie barowej, z której już niedługo będą przyjmować zamówienia od swoich gości. Na razie zarówno witryna, jak i cały bufet świeciły pustkami, ale Klaudia oczami wyobraźni widziała w nich wszystkie te pyszności pani Lusi i zadowolenie w oczach przyszłych klientów.

– A próbowaliście już żurku? – zagadnęła pani Lucyna, podnosząc się z miejsca.

Rafał z Klaudią zerknęli na siebie porozumiewawczo.

– Jeszcze nie mieliśmy okazji, ale na pewno jest…

– Proszę nie kończyć, zanim nie spróbujecie! – przerwała stanowczo, wyciągając dłoń przed siebie.

– Dobrze, dobrze – poddała się Klaudia z cichym śmiechem. – Ale może poczekamy z degustacją do kolacji? – zaproponowała, zerkając na Rafała. – Teraz naprawdę nie jesteśmy w stanie niczego więcej wcisnąć. Daniel skończy pracę w zagrodzie Niezgódki, a ja pomogę Oldze ze ścieleniem łóżek i spotkamy się wszyscy w sali. Wspólnie spróbujemy żurku, co pani na to?

Rafał od razu kiwnął głową, pani Lucyna zmrużyła powieki.

– Hmm, możemy się tak umówić – odparła po chwili zastanowienia.

Chciała zebrać brudne talerzyki, ale nim sięgnęła po pierwszy z nich, Rafał ją uprzedził.

– Ja posprzątam – zaproponował uprzejmie.

– Ale w żadnym wypadku! – zaprotestowała nerwowo, chcąc odebrać brudne naczynia od pracodawcy.

– Pani zaprosiła nas na takie pyszne ciasto, więc ja chociaż posprzątam – odpowiedział Rafał tonem wciąż uprzejmym, lecz nieznoszącym sprzeciwu.

Klaudia uśmiechnęła się pod nosem, nie wtrącając się w tę dyskusję. Pani Lucyna żachnęła się po cichu, jednak postanowiła odpuścić. Poszła za Rafałem, poruszając jeszcze temat menu, które na szczęście zdążyli dopiąć przed zjedzeniem szarlotki. Klaudia oparła policzek na dłoni i przez chwilę wpatrywała się w okno podawcze nad ladą barową.

Pani Lusia pracowała w schronisku od paru dni, ale już niejednokrotnie zdążyła Rafałowi i Klaudii podziękować za umożliwienie podjęcia tej pracy, choć tak naprawdę to oni byli wdzięczni, że trafili na nią.

Mieszkając tu samotnie, przez niemal dwa lata, Rafał zdążył poznać parę osób z lokalnej społeczności. Między innymi zaprzyjaźnił się z panem Mietkiem mieszkającym na samym początku szlaku. To właśnie on jednego razu opowiedział o pani Lucynie, której córka wyszła za mąż i razem z mężem zamieszkała w domu kobiety. W niewielkim lokum z dnia na dzień zrobiło im się ciasno i tłoczno, a pani Lusia nie miała serca na to narzekać. Jedynie zwierzyła się panu Mieczysławowi, że gdyby mogła, zostawiłaby cały dom córce. Krótko po tym nadarzyła się okazja, by pan Mieczysław napomknął o kobiecie Rafałowi i Klaudii. Przedstawił swoją przyjaciółkę jako osobę niezwykle pracowitą, z niesamowitym darem w dłoniach, i wcale się nie pomylił. Klaudia uśmiechnęła się ciepło do tej myśli i na moment utkwiła wzrok w mężu.

Rafał wycierał umyte talerzyki i chował je do szafki, gawędząc przy tym z panią Lucyną. Robił to tak naturalnie i swobodnie, jakby znali się od lat. To właśnie łatwość, z jaką nawiązywał kontakty z ludźmi, sprawiła, że ta niesamowita kobieta trafiła do ich schroniska. Klaudia skupiła wzrok na jego ubraniu. Po pracy na tyłach schroniska zdążył się przebrać. Teraz miał na sobie ciemne jeansy, biały gładki podkoszulek, a na nim rozpiętą luźną koszulę w kratę. Jego niezobowiązujący strój idealnie pasował do tego miejsca, a przydługie włosy, które zwykł tu nosić, komponowały się z nowym wizerunkiem Rafała. Klaudia w duchu stwierdziła, że mąż w takim wydaniu wydawał jej się niezwykle atrakcyjny. Spokój i pewność siebie, jakie tu nabył, momentami wprawiały ją w zakłopotanie. Rafał jakby wyczuł jej wzrok na sobie i odwrócił się, posyłając żonie pełne uwagi spojrzenie. Odkąd pamiętała, Rafał zawsze tak na nią patrzył. Kiedyś mogłaby zanurzyć się w tym spojrzeniu bez przeszkód i rozkoszować jego ciepłem. Teraz poczuła nieprzyjemny skurcz w żołądku, który zmusił ją do odwrócenia wzroku.

Dwa lata temu, pogrążona w żałobie po stracie ciąży, tak bardzo zamknęła się w sobie i pielęgnowała swój żal, że w jej myślach zabrakło miejsca na tę najważniejszą… To, co ich spotkało, było wspólną stratą, wspólnym bólem do przepracowania i wspólnymi łzami do wylania, ale ona postanowiła inaczej…

Westchnęła i wstała od stołu, chcąc po cichu wymknąć się z sali biesiadnej.

– Ach, zapomniałabym, pani Klaudio! – zawołała za nią pani Lusia.

– Tak?

– Kiedy pan Rafał pracował na zewnątrz i pani też nie było w pobliżu, odebrałam telefon.

– Było to coś ważnego?

– Nie wiem, możliwe. – Wzruszyła delikatnie pełnymi ramionami. – Dzwoniła jakaś Monika, pani wybaczy, ale nie zapamiętałam nazwiska, mówiła tylko, że się znacie i prosi o kontakt.

– Monika? – powtórzyła za nią Klaudia, łapiąc spojrzenie Rafała, który zdawał się równie zaskoczony.

– Tak, tak. Mam gdzieś tu zapisany numer. – Pani Lusia zaczęła się nieporadnie krzątać po kuchni w poszukiwaniu karteczki, na której spisała numer telefonu. Nim Klaudia zdążyła odezwać się, że telefon zapisuje historię połączeń, pani Lucyna znalazła karteczkę i przekazała Rafałowi.

Rafał bez słowa odebrał skrawek papieru od pani Lucyny.

– Mówiła coś jeszcze? – spytała Klaudia, a pani Lucyna uniosła na moment wzrok. W końcu wzruszyła ramionami i powiedziała jedno zdanie. – Czy nie szukamy kogoś do pomocy? – powtórzyła jej słowa Klaudia, nie dowierzając.

Pani Lucyna przytaknęła. Przesunęła spojrzeniem po twarzach gospodarzy, dostrzegając malującą się na nich konsternację. Przeżyła na tej ziemi wystarczająco wiele lat, by wiedzieć, kiedy cisza zapada nie bez powodu. Rozwiązała fartuszek, którym na czas gotowania obwiązała się w pasie, i szybko opuściła kuchnię.

 

* * *

 

Daniel pałaszował zupę z taką prędkością, jakby nie jadł niczego od dawna. Kiedy poprosił o dokładkę, Olga spojrzała na niego z rezerwą i wyraźnie zgorszona przerzuciła wzrok na ciotkę. Klaudia zignorowała wzrok siostrzenicy i uśmiechnęła się z wyrozumiałością, spoglądając na Daniela. Kobieta uświadomiła sobie, że w zasadzie chłopak nie miał nic w ustach od śniadania. Kiedy poranna rosa pokrywała jeszcze wzgórza, zniknął za tylnymi drzwiami schroniska i zawzięcie pracował do zachodu słońca, budując nowe, wyższe ogrodzenie dla Niezgódki w jej zagrodzie.

– Świetny ten żurek. Naprawdę smaczny – chwalił Daniel, przegryzając zupę chlebem. – Pani Lusiu, jeśli będzie pani tak gotowała, to zupy nigdy nie wystarczy na noc, bo wszyscy będą prosili o dokładkę! – dodał, nabierając kolejną łyżkę aromatycznego żurku.

– Już ty się, dziecko, o to nie martw – odpowiedziała mu pani Lusia, splatając pulchne palce na stole.

– Zupa w nocy? – podchwyciła temat Klaudia.

– No jasne! – odparł krótko Daniel, nie odrywając wzroku od talerza.

Klaudia zmarszczyła nos.

– Czy to nie marnotrawstwo?

– Ależ skąd! Ile razy w nocy w schronisku pojawiali się turyści, bo zabłądzili na szlaku? Często sam wrzątek to za mało. Musimy mieć choć trochę zupy na taką ewentualność. – Daniel zamarł z łyżką żurku w ręce. – Wy naprawdę nie macie o tym bladego pojęcia, co? – spytał, przerzucając spojrzenie po twarzach Klaudii i Rafała.

– Nie no, jako takie mamy… – włączył się do rozmowy Rafał. – Przeprowadziliśmy wiele rozmów ze stowarzyszeniem i dzierżawczynią Samotni, żeby wiedzieć, z czym to się je – dodał, chcąc się wybronić.

– Dużo też czytaliśmy – dopowiedziała Klaudia zgodnie z prawdą.

Przeczytała masę artykułów o problemach finansowych, z jakimi mierzą się współczesne schroniska, o drastycznym spadku zainteresowania ze strony turystów, którzy wybierają ekskluzywne hotele wybudowane u podnóża gór, czytała o znacznym podwyższeniu kosztów utrzymania, któremu muszą sprostać dzierżawcy. Zrobiła naprawdę porządny research, a jednak co rusz w schroniskowej codzienności coś ją zaskakiwało. Niekiedy na plus, jak odwiedziny ciekawskich jeleni i saren na podwórzu czy poranny haust świeżego górskiego powietrza, kiedy otwierała okno, innym razem na minus – chociażby wtedy, kiedy zabrakło im wody na kilka dni. Klaudia naciągnęła rękawy polaru na nadgarstki. Trochę martwił ją fakt, że mieszkający w schronisku niespełna tydzień Daniel już zauważył znaczne braki w ich wiedzy. Skoro on tak szybko przejrzał swoich pracodawców, to co pomyślą sobie o gospodarzach schroniska goście, którzy niebawem je odwiedzą?

Daniel wzruszył ramionami.

– Czytanie a przeżycie sezonu w schronisku górskim to dwie różne rzeczy – zauważył wprost.

– Ja tam w nich wierzę! – wtrąciła się pani Lusia, spoglądając na Rafała i Klaudię. – W końcu gdyby nie oni, nie byłoby nas tutaj. Wszyscy razem jakoś damy sobie radę – skwitowała, sięgając przez stół po dłoń Klaudii. Uścisnęła ją serdecznie, a Klaudia odwzajemniła ten uścisk. Momentalnie poczuła ciepło w okolicy serca.

Daniel spojrzał na panią Lucynę z powątpiewaniem, jednak nie zdecydował się na żaden komentarz. Przegryzł ostatni kawałek kiełbasy z zupy i odsunął od siebie głęboki talerz.

– A co do marnotrawstwa… – przypomniało mu się, kiedy podniósł wzrok na gospodarzy. – Pozostaje jeszcze kwestia pokoi.

Klaudia zmarszczyła brwi.

– Wszystkie zostały odświeżone. Nie bardzo rozumiem, w czym problem?

– Nie w ich wyglądzie, a w ilości. – Daniel spoważniał. – Pani Lusia dostała osobny pokój, ja i Olga śpimy w jednym, a wy zajmujecie aż dwa – wyliczył na palcach. – To dopiero marnotrawstwo. – Klepnął dłońmi o blat stołu. – Zdecydujcie się na któryś, jeszcze mamy czas zagospodarować miejsce dla co najmniej dwóch turystów. To dodatkowy dochód. Na takie rzeczy musicie zwracać uwagę, zwłaszcza na początku funkcjonowania schroniska – poradził.

W jego głosie nie było słychać krzty złośliwości, raczej chęć udzielenia kolejnej cennej rady, a jednak Klaudia poczuła się, jakby ktoś wymierzył jej policzek. Zanim Daniel trafił do Zapomnianego Schroniska, pracował w wielu innych. Zaczynał w Kochanówce, dwa sezony spędził w Domu Śląskim, a ostatnią zimę w Samotni. Jego wieloletnie doświadczenie było dla Klaudii i Rafała niezwykle cenne i już niejednokrotnie wiedza, którą chętnie się z nimi dzielił, w mig rozwiewała wątpliwości, nad którymi sami głowili się tygodniami. Z pewnością to, co przed chwilą powiedział, miało sens i gdyby schronisko prowadził ktoś inny, najpewniej skorzystałby z tej wskazówki.

Ale Daniel nie miał świadomości, że udzielił jej dwojgu ludzi porządnie poturbowanych przez życie. Małżeństwu, któremu ściany tego schroniska odebrały upragnione maleństwo, rzuciły w wir rozpaczy po stracie, w ciemność żałoby, a wspólną drogę usiały wybojami, aż w końcu jedno z nich po prostu z niej wypadło. Miała tu na myśli siebie. I choć od momentu, kiedy zdecydowała się wrócić do schroniska, zdawało jej się, że kroki stawiała lżejsze, to droga, którą podążali, wciąż była zbyt kręta, by mogli tak po prostu spotkać się gdzieś pośrodku.

Klaudia ukradkiem zerknęła w stronę Rafała. Z wyrazu jego twarzy wyczytała, że był zaskoczony tym stwierdzeniem równie mocno, co ona. Kwestia zajmowanych przez nich pokoi była ostatnią, którą Klaudia miała ochotę w tej chwili poruszać, i była przekonana, że Rafał również nie chciał o tym rozmawiać. Odkąd wróciła do schroniska, a on odstąpił jej swój pokój na parterze, nie dyskutowali o tym. Prawdę mówiąc, w ogóle nie rozważała możliwości mieszkania w jednym pokoju, a już na pewno nie w sypialni na piętrze! Świetnie dogadywali się, omawiając wszelkie kwestie związane ze schroniskiem, ale wszystkie inne tematy poszły w zapomnienie. To pozwoliło im na swobodę w codziennych rozmowach, a teraz czuła, jak wszystkie te gorliwie omijane tematy wypłynęły na powierzchnię. Mimo uchylonego okna w sali biesiadnej zrobiło jej się duszno. Rzuciła kolejne krótkie spojrzenie Rafałowi. Mąż nerwowo przeczesał przydługie włosy i poprawił okulary na nosie. Podobnie jak ona, wydawał się skrępowany tą rozmową. Być może właśnie doszedł do tych samych wniosków? Że schowanie trupa w szafie wcale nie oznaczało, że go tam nie ma?

– Nie sądzę, by… – zaczęła niepewnym głosem, szukając w głowie odpowiednich słów, które pozwolą rozwiać wszelkie wątpliwości, nie zdradzając przy tym zbyt wiele.

– Pomyślimy o tym. Dzięki. – Rafał wszedł jej w słowo, nim zdążyła cokolwiek z siebie wykrzesać.

Zaskoczona podniosła na niego wzrok, w innych okolicznościach pewnie by się naburmuszyła, że tak raptownie wszedł jej w zdanie, ale teraz była mu wdzięczna i czymś na kształt uśmiechu chciała tę wdzięczność okazać, ale mąż nie patrzył w jej stronę. Splecione na stole palce zacisnął tak mocno, że mięśnie jego przedramion drgnęły. Uśmiechnął się zdawkowo do Daniela, by zamknąć dyskusję na ten temat. Chłopak postanowił nie brnąć, wzruszył tylko ramionami i wrzucił sobie do ust kawałek chleba. Rafał ciężko wypuścił powietrze przez nos.

Pani Lusia jako ostatnia dokończyła swoją kolację i z cichym szurnięciem odsunęła od siebie głęboki talerz. Nie miała pojęcia, co się właśnie stało, ale czuła, że atmosfera przy stole w krótkiej chwili stała się jakoś dziwnie niezręczna. Klaudia i Rafał zwykle uśmiechnięci i zgodni, teraz wzrokiem uciekali w przeciwległe strony sali biesiadnej, Olga buńczucznie gromiła Daniela spojrzeniem, a ten zdawał się tego nie zauważać i jakby nigdy nic pałaszował kromkę suchego chleba. Starsza kobieta niewiele z tego rozumiała, ale nie znalazła się w schronisku, by nadążać za dzisiejszą młodzieżą. Podniosła się z miejsca i dziękując wszystkim za towarzystwo przy kolacji, zaczęła zbierać brudne naczynia.

Klaudia rozumiała z tej sytuacji nieco więcej i właśnie dlatego również wstała od stołu. Westchnęła ciężko, sięgając po talerz, który stał przed Rafałem. Ruch jej dłoni wyrwał go z zadumy i zmusił, by podniósł wzrok. Jego oczy błyszczały. Na jego twarzy Klaudia z łatwością dostrzegła oznaki napięcia, które sama poczuła. Patrzyła mu w oczy i pomyślała ze smutkiem, że to uczucie, które właśnie krążyło w jej żyłach, ta dziwna mieszanka niepewności, bólu i tęsknoty, to jedyny rodzaj porozumienia, który im pozostał.

 

* * *

 

– Ciociu, skąd ty go wytrzasnęłaś?! – spytała parę chwil później Olga, kiedy stały obok siebie przy zlewie kuchennym. Właśnie myły naczynia po kolacji.

– A co? – odparła pytaniem Klaudia, spoglądając na siostrzenicę kątem oka. Domyśliła się, że Olga pytała o Daniela.

– Te uwagi przy stole, te powątpiewające spojrzenia. Zachowuje się jak wór nietrzepany! – narzekała, szorując talerz. – I strasznie dużo je. – dodała.

Klaudia roześmiała się.

– W przeciwieństwie do ciebie. Nic nie zjadłaś dzisiaj – zauważyła ciotka, zerkając na siostrzenicę znacząco, lecz Olga zignorowała tę uwagę. – Daniel to dobry chłopak. Pracowity i spokojny. Poza tym nie uważam jego uwag za złośliwe. Raczej traktuję je jako dodatkowy zastrzyk wiedzy. Ma duże doświadczenie w pracy w schroniskach górskich, myślę, że chce nam trochę pomóc.

– Pomoże, pracując, a nie rzucając uwagi, jak ta odnośnie do liczby pokoi – burknęła pod nosem Olga.

– Nie denerwuj się. – Klaudia odebrała od niej talerz i zaczęła go wycierać. – Jeżeli o to ci chodzi, to wiedz, że nie uraził mnie tym pytaniem.

– A o jedzenie się nie martw – wtrąciła się pani Lusia. – Daniel niech je, ile chce, dla turystów nie zabraknie – zapewniła.

Olga otworzyła usta, najwyraźniej chcąc coś jeszcze dodać, lecz ostatecznie nabrała tylko powietrza i głośno westchnęła, dając upust nagromadzonym emocjom.

 

* * *

 

Chmury powoli przesuwały się w stronę wzniesień. Ich dolna linia zaróżowiła się, a te skłębione na samej górze przybrały ciemny granatowy odcień. Robiło się coraz chłodniej i Klaudia pożałowała, że prócz plecionego swetra, który zarzuciła na ramiona, nie wzięła też ze sobą kurtki. Jednak nie miała zamiaru znikać za drzwiami schroniska, by nie stracić niczego z tego niecodziennego spektaklu.

Dawno nie obserwowała tutaj tak malowniczego zachodu słońca, ostatni, który zapadł jej w pamięci, uwieczniła na ścianie w sypialni na piętrze. Choć nie widziała go od dawna, to doskonale pamiętała każdą kreskę, każde muśnięcie pędzla po ścianie i efekt… Pociągnęła nosem. Swego czasu uwielbiała ten malunek, lecz już nie lubiła wracać do niego we wspomnieniach. Na co dzień ukrywała je głęboko w zakamarkach swojej świadomości, bo kiedy tylko się z nich wyłaniały, jej myśli wracały też do tych najbardziej bolesnych chwil. Aż za dobrze pamiętała trzask pękającego drewna i niewyobrażalny ból, kiedy belka stropowa wbiła jej się w miednicę. Niemal poczuła go znów w podbrzuszu, w miejscu, gdzie rana już dawno się zabliźniła. Coś ścisnęło jej płuca, uniemożliwiając swobodny oddech. Więc wróciła wzrokiem do nieba, chcąc uciec z tej niebezpiecznej uliczki swojej podświadomości. Chmury już w całości zniknęły za górami, a niebo zaróżowiło się, na nowo pochłaniając Klaudię bez reszty.

Rozpoczynał się drugi tydzień maja. Dzień znacznie się wydłużył, a słońce przyjemnie ogrzewało zbocza wzniesień i roztopiło ostatnie złogi śniegu. Oczywiście w wyższych partiach gór śnieg wciąż zalegał, ale Klaudia nie miała w planach wycieczki na Śnieżkę, więc dla niej zima w końcu dobiegła końca. Zielone świerki dawno strzepnęły go ze swych gałęzi, a fioletowe krokusy obrosły polanę. Klaudia nie widziała tego nigdy wcześniej i cieszył ją każdy kolejny kwiat, który pojawiał się na polanie za płotem. Parę krokusów postanowiło zakwitnąć na terenie schroniska, ale nie nacieszyła się nimi zbyt długo. Wszystkie co do jednego doszczętnie obgryzła Niezgódka. Klaudia uśmiechnęła się pod nosem na samą myśl o krnąbrnej owieczce, którą jej mąż przygarnął pod swój dach.

– Nasz przedostatni wieczór przed otwarciem schroniska.

Nawet nie zauważyła, kiedy Rafał pojawił się na zewnątrz. Długie złote promienie zachodzącego słońca momentami dosięgały jej oczu i Klaudia osłoniła twarz dłonią, by móc na niego spojrzeć.

– Dlatego korzystam z niego tutaj – odpowiedziała z uśmiechem.

Rafał pobieżnie omiótł wzrokiem dobrze znany mu krajobraz i usiadł na drewnianej huśtawce obok żony.

– Piękna pogoda się nam zrobiła – zauważył, choć w jego głosie Klaudia nie wyczuła fascynacji, która ją ogarniała, ilekroć zerkała za okno.

– Tak, to prawda – odparła. – A to moja pierwsza wiosna w górach, więc chłonę wszystko – dodała, opierając głowę o oparcie huśtawki.

Uciekła wzrokiem do polany obrośniętej krokusami. O ile zima w tym miejscu przyprawiała ją o ciarki, o tyle wiosna niosła ze sobą coś w rodzaju… Wytchnienia, ukojenia? Nie potrafiła jeszcze tego zdefiniować. Nie obserwowała nigdy wcześniej, jak Karkonoski Park Narodowy otrząsa się z zimowego snu. Nie było jej dane zachwycić się pięknem kwitnącego zawilca i to tutaj pierwszy raz widziała kwiat wawrzynka. Nigdy wcześniej nie słyszała, jak drzemiący zimą strumyk wiosną zaczyna głośniej szumieć. Wszystko to było dla niej nowe, a co najważniejsze, niezwiązane z przykrymi wspomnieniami.

– Podoba ci się wiosna w takim wydaniu? – spytał Rafał, na chwilę spoglądając jej w oczy. Klaudia przytaknęła bez cienia wątpliwości. – To dobrze, chociaż… Nie mam pewności, czy zdążysz się nią nacieszyć – dodał po chwili. – Pamiętasz, jak Magdalena powiedziała, że w sezonie o tym, jaka jest pogoda, dowiaduje się od turystów?

Klaudia dobrze pamiętała te słowa. Nagle ogarnął ją strach.

– Myślisz, że porywamy się z motyką na słońce? – dopytywała.

– A gdzie tam. – Rafał machnął ręką. – Z takim zespołem?

Co prawda poza Danielem nikt z nich nie miał doświadczenia w pracy w schronisku górskim, ale żadnemu nie brakowało zapału. Poza tym Rafał wierzył, że wszelkie niedociągnięcia da się zatuszować pysznościami, których goście będą mogli skosztować w sercu schroniska. Zresztą co by mogło pójść nie tak?

– Wciąż wielu rzeczy nie wiemy – powiedziała Klaudia, na moment spuszczając wzrok.

– To się dowiemy. – Rafał wzruszył beztrosko ramionami. – Albo nauczymy na własnych błędach. Damy radę, zobaczysz – dodał.

Odważnie zajrzał żonie w oczy i niespodziewanie położył dłoń na jej ramieniu.

Słońce już zaszło, a na niebie powoli zaczęły pojawiać się gwiazdy. Klaudia zerkała co rusz w górę, lecz teraz, czując ciepło jego dłoni na swoim ramieniu, zastygła w bezruchu. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, żadne nie czuło się na siłach, by odwrócić wzrok.

W ciągu minionych czterech miesięcy każdy dzień spędzili razem, wiele godzin poświęcili na uprzątnięcie schroniska, masę czasu ślęczeli nad dokumentami i sporo wieczorów zeszło im nad kubkiem herbaty, gdy pochylając się nad problemami związanymi ze schroniskiem, wspólnie szukali rozwiązania. Było ich tyle, że te prywatne rozterki spychali na dalszy plan. Spędzili tu cztery długie miesiące, a jednak nie spędzili ani jednego dnia tak naprawdę razem. Czasem łapali swoje spojrzenia, a wtedy Klaudia szybko przypominała sobie, że oczy Rafała miały niewyjaśnioną zdolność otulania jej. W ułamku sekundy czuła ciepło na całym swoim ciele, jakby była przytulona, otoczona opieką, bezpieczna. To wszystko wypływało z jego spojrzenia. Nie miała jednak odwagi sięgnąć po to. Uważała, że pracując razem, dogadywali się znakomicie, obawiała się tego, że jeśli tylko wystawi nos z bezpiecznej strefy, wszystko, co razem wypracowali, posypie się jak domek z kart. Ale ten dotyk…

Kątem oka zerknęła na dłoń, która wciąż spoczywała na jej ramieniu… Ile dałaby, by poczuć jego ciepłe dłonie na swojej nagiej skórze? Podniosła spojrzenie. Wtedy dopadła ją bolesna świadomość tego, jak bardzo brakowało Rafała w jej życiu.

Ten dotyk… To było tak niewiele, a jednak Rafał szukał w spojrzeniu żony odpowiedzi na pytanie, czy przypadkiem nie przekroczył właśnie granicy. Być może tak się stało. Wiedział, że ilekroć próbował wyjść z biznesowej strefy, w której lawirowali od miesięcy, wkraczał na bardzo chwiejny grunt. Teraz czuł, że balansował na linie, próbując złapać równowagę, ale nie mógł się wycofać. Bo dotykanie jej, nawet tak ulotne, warte było ryzyka, a przede wszystkim zapamiętania. Ciepło jej ramienia łaskoczące opuszki jego palców, parę spojrzeń, które złapał w ostatnim czasie, i kilka uśmiechów, które zdołał wywołać na jej ustach… Karmił się tymi drobnostkami i budował z nich swoją nadzieję na nową, wspólną codzienność.

Smutny uśmiech przemknął mu po ustach. Sprawy schroniska mocno posunęły się do przodu, ale oni wciąż stali w miejscu. Można więc powiedzieć, że pytanie, które zadał Daniel, choć początkowo wprawiło go w osłupienie, chyba spadło mu prosto z nieba. Otworzyło furtkę do rozmowy na temat, którego sam nie odważyłby się jeszcze podjąć.

– Co myślisz o tym, co powiedział Daniel?

– O pokojach? – spytała, chcąc doprecyzować jego pytanie. – Nie wiem… – Wzruszyła ramionami, nieudolnie próbując ukryć oznaki niepokoju. – Nie zastanawiałam się nad tym… – skłamała. Tak naprawdę to od momentu, kiedy usiadła na tej ławce, nie myślała o niczym innym. – Jesteśmy dzierżawcami tego schroniska. Ostatnie słowo i tak należy do nas – dodała stanowczo i wbiła wzrok przed siebie.

Mrok gęsto pokrył wzniesienia, a niebo usypało się gwiazdami, więc usilnie starała się skupić wzrok na migoczących punktach. Potarła dłońmi ramiona obleczone w grubo pleciony sweter, czując narastający niepokój. Wiedziała już, że rozmowa na temat ich osobnych sypialni jej nie ominie, a jednak wciąż nie była na nią gotowa.

Po świętach Bożego Narodzenia została w schronisku. Z początku wahała się, miotała z własnymi myślami, a każdy kolejny centymetr śniegu za oknem wywoływał ciarki na jej plecach. Obserwując wszechobecną biel za oknem, z uporem maniaka sprawdzała wszelkie powiadomienia o stopniu zagrożenia lawinowego, ale z czasem okiełznała swój strach i biały puch nie wprawiał jej już w odrętwienie. To było trudne, ale potrzebne doświadczenie. Zaczęła w końcu spokojnie przesypiać noce, a mimo to razem z nadejściem poranka podświadomie czekała na coś jeszcze… Na wybuch awantury, na serię oskarżeń i pretensji, które musiał w sobie mieć. To jednak nie nadchodziło, zamiast tego mąż ostrożnie stawiał każdy kolejny krok w jej stronę. Pozwolił jej w spokoju oswoić się z tym miejscem, we własnym tempie przezwyciężać traumę z nim związaną, pogodzić się ze schroniskiem i na nowo je pokochać. Nie narzucał się, nie osaczał jej, był gdzieś obok. Wyraził tylko jedną prośbę. By tu została. I to zrobiła.

Rzuciła pracę w redakcji, mieszkanie planowali wynająć. O powrocie do Warszawy nie było już mowy. To tu, w miejscu, które odebrało jej sens życia, próbowała odzyskać nadzieję na to, że jej życie ma jeszcze jakieś znaczenie. W gorszych momentach, pod osłoną nocy, powtarzała sobie słowa Rafała, które wypowiedział w przeddzień Wigilii: „Róbmy małe kroki do przodu, choćby najmniejsze”. Jej zapewne były ledwo zauważalne, ale Rafał nie nalegał, nie naciskał, nie popychał do przodu.

Z czasem uznała, że i jemu odpowiada układ, który się kształtował. Kiedy wspólnie postanowili jeszcze raz podjąć się próby prowadzenia schroniska, Rafał sprawnie wszedł w rolę gospodarza. Ona również odnalazła w sobie nieznane wcześniej pokłady energii. Gdy pracowała w schronisku, jej dzień nabierał sensu. Żałoba, w której tkwiła od miesięcy, zelżała. Wciąż ogarniał ją smutek po stracie, ale skrupulatnie wykonywane obowiązki dawały jej poczucie niezmarnowanego czasu.

Uprzątnęła stary schowek pod schodami, poświęciła czas na porządny research, który pozwolił im wyposażyć kuchnię w spełniające wymogi sprzęty, zadbała też o spójną z otoczeniem kolorystykę w pokojach dla turystów. Sprawne prowadzenie budżetu pozwoliło jej na zakup paru dodatkowych drobiazgów, które sprawiły, że w schronisku zrobiło się przytulnie i schludnie. W pokojach zawisły zdjęcia, w łazienkach nowe zasłony prysznicowe, w przedsionku stanął ozdobny regał i gablotka na własnoręcznie zrobione pamiątki.

– Kiedyś uwielbiałaś wypalać w tym piecu ceramikę – powiedział Rafał, wpatrując się w stary piec, dwa tygodnie temu, kiedy poprosiła go o pomoc w uprzątnięciu schowka. – Może do tego wrócisz? – zaproponował.

– Przecież nie znajdę na to czasu – odparła posępnie, nie biorąc jego słów na poważnie, z powrotem zanurkowała w regale pełnym niepotrzebnych przedmiotów.

– A pamiątki? – Zaskoczył ją tym pytaniem, więc ponownie podniosła wzrok znad kartonów. – Mówiłaś, że warto wprowadzić do sprzedaży pamiątki ze schroniska, a takie własnoręcznie robione sprzedadzą się przecież lepiej niż chińska porcelana.

Spodobał się jej ten pomysł i już kolejnego dnia, z jego pomocą, odpaliła piec. Rafał pomagał jej niemal na każdym kroku. W małej biblioteczce mieszczącej się tuż obok sali biesiadnej skręcił i wzmocnił chwiejące się od starości regały, by mogła ułożyć na nich skromny księgozbiór. Czasami czuła się tak, jakby cały czas był obok, tylko czekając na to, by móc udzielić jej pomocy. Nie przyznałaby się do tego, ale ta myśl ogrzewała jej serce.

Obserwująca ich z boku pani Lusia nieraz chwaliła zgodność i szacunek, jakim darzą siebie nawzajem. Ale nie byli zgranym małżeństwem, jak zwykła o nich mówić. Do tego było im przecież bardzo daleko. Dobrze dogadujący się wspólnicy – tak by to określiła Klaudia.

Przepaść, która między nimi wyrosła dwa lata temu, była nie do przeskoczenia, a w trudną codzienność po prostu sprawnie wpletli służbowe obowiązki. I choć Klaudii coraz częściej doskwierał chłód z lewej strony łóżka, to nie potrafiła się do tego przyznać.

– Chciałbym jednak poznać twoje zdanie w tej kwestii – nalegał Rafał z drżącą nadzieją w głosie.

Klaudia odwróciła się w jego stronę i skupionym spojrzeniem starała się zatuszować to, jak bardzo przed chwilą odpłynęła myślami. Jego niebieskie oczy wpatrywały się w nią czujnie. Przez ułamek sekundy widziała w jego spojrzeniu… Co właściwie chciała w nim zobaczyć? Że wybaczył jej to odejście, choć ona sobie nie wybaczyła? Wzdrygnęła się na samą myśl, że mogła być tak nierozsądna.

– Myślę, że mamy dość miejsc noclegowych na pierwszy sezon. Dwa czy trzy dodatkowe nie zrobią nam różnicy – odpowiedziała chłodno. – A ty uważasz inaczej?

– Skoro takie jest twoje zdanie, to nie będę się w tej kwestii z tobą spierał – uciął temat i spojrzał przed siebie, by nie dostrzegła w jego spojrzeniu zawodu, którego nie był w stanie w tej chwili ukryć.

Nie bujał w obłokach, nie był romantykiem, dobrze wiedział, że ich życie nie było usłane różami, częściej kolce wbijały się w ich stopy. Ale zdarzały się momenty, że pozwalał sobie marzyć… Jednak w takich chwilach jak ta Klaudia szybko sprowadzała go na ziemię. Żałował, że nie wziął ze sobą butelki wina. Nie chciał upić siebie, tym bardziej jej, raczej zapragnął przełknąć kolejny gorzki smak porażki. Chociaż… Może i wolałby ją na moment w tym podchmielonym wydaniu? Wino przyjemnie rozwiązywało jej język, przypomniał sobie. Jak w wieczór, kiedy otrzymali pismo potwierdzające zmianę nazwy schroniska. To był jeden z tych momentów, które burzyły fragmenty muru między nimi. Pamiętał, jak śmiejąc się, na moment przytuliła policzek do jego ramienia, a on, odwracając się w jej stronę, ustami znalazł się tuż przy jej ustach… Schronisko otulało się przyjemnym ciepłem kominka, a oni poczuli się tu jak w domu. Nalali sobie lampkę białego Danese i na tej jednej się nie skończyło. Klaudia śmiała się przy stole i rumieniła, a momentami nawet z nim… flirtowała? Przez tę krótką chwilę nie wydawała mu się tak odległa, jak było to w rzeczywistości. Wpatrywał się wtedy w nią uważnie, by zapamiętać jak najwięcej szczegółów. A potem odtwarzał jej obraz przed oczami, leżąc samotnie w łóżku. Nigdy nie przestał jej kochać. Łaknął jej uczuć, pragnął bliskości i cholera, nie wiedział, jak to odzyskać.

– Dzwoniłam do Moniki – wyznała niespodziewanie Klaudia, wyrywając męża z zadumy. – Zaraz po tym, jak dałeś mi karteczkę z numerem – wyjaśniła, kiedy spojrzał na nią wyraźnie zaskoczony. – Gdybym tego nie zrobiła, umierałabym z ciekawości – dodała.

– I co? Co ci powiedziała?

Klaudia wzruszyła ramionami.

– Wypytała mnie, czy otwieramy schronisko… Chciałaby do nas dołączyć, w sensie… pracować tu. – Podniosła spojrzenie, napotykając jego wciąż szeroko otwarte ze zdziwienia oczy. – Po tym, co ją spotkało i jak bardzo te wydarzenia splatają się z naszymi, nie potrafiłam jej odmówić – dodała, a słysząc własne słowa, w mig zorientowała się, że takiej decyzji nie powinna podejmować w pojedynkę. – Chyba nie masz mi tego za złe? – spytała z nadzieją w głosie.

– Ależ skąd. – Rafał szybko rozwiał jej wątpliwości. – Bardzo polubiłem Monikę i jej znajomych. Ich pojawienie się w schronisku zapoczątkowało ciąg dobrych wydarzeń w moim życiu. – Uśmiechnął się szczerze. Powiedział o ciągu dobrych wydarzeń, ale w myślach miał jedno. To najistotniejsze. Ją przed sobą, choć wciąż nie w swoich ramionach.

– W moim również… – wyznała cicho Klaudia, nie odrywając spojrzenia od jego oczu w kolorze nieba. Wymienili uśmiechy.

Miesiące temu Klaudia straciła zdolność swobodnego czytania w myślach męża, lecz w tej jednej chwili miała wrażenie, że wie, o czym Rafał myślał. Grupa młodych osób, która pojawiła się na ganku schroniska pewnego grudniowego popołudnia, wniosła do środka swoją obecnością wiele śmiechu, gwaru i… życia. Nagle skrzypienie podłogi stało się znośne, a Rafał przestał dostrzegać chłód błądzący po pustych pokojach. Później górski szlak i ją zaprowadził pod drzwi jego domu. I choć nie była świadoma, że w schronisku pojawił się ktoś jeszcze, to z perspektywy czasu cieszyło ją, że tak właśnie się stało. Bo dialog nie płynie ciągłym nurtem, kiedy z oczu bije żal i cierpienie. A obecność tych młodych osób i wieczór wigilijny, który przygotowali, pozwoliły im łagodnie oswoić się na nowo ze sobą.

Ale w tym wszystkim było coś jeszcze… To nietuzinkowe spotkanie w święta Bożego Narodzenia z Moniką, dziewczyną, której ta sama tragedia odebrała sens życia, uświadomiło Klaudii coś, co spychała na dalszy plan w świadomości, żeby nie powiedzieć – egoistycznie wypierała. Tak bardzo skupiła się na swoim żalu i swojej żałobie, że przestała dostrzegać cierpienie innych osób. A przecież wokół było ich całe mnóstwo, a najbliżej… Rafał.

Chłodny powiew wiatru dmuchnął Klaudii prosto w twarz, jakby chciał się upewnić, że wybudziła się z letargu, w którym tkwiła miesiącami. Aż wzdrygnęła się, czując, jak nieprzyjemne zimno rozlało się po całym jej ciele.

– Zimno ci. – Usłyszała obok siebie nie pytanie, lecz stwierdzenie. – Proszę, weź moją kurtkę. – Rafał chwycił za suwak ciemnozielonej pikowanej kurtki, lecz Klaudia wysunęła przed siebie dłoń.

– Nie trzeba – odparła, kręcąc przy tym głową. – I tak miałam już wracać do środka – dodała i podniosła się z miejsca, zaskoczony tym Rafał postąpił tak samo.

Pożegnali się zdawkowym „dobranoc” i oszczędnym uśmiechem. Rafał, milcząc, odprowadził wzrokiem Klaudię do drzwi schroniska. Miał nadzieję, że gdy je uchyli, jeszcze na moment odwróci głowę, by mógł posłać jej ostatni tego wieczoru uśmiech, ale tego nie zrobiła, szybko zniknęła za drzwiami, za to ze środka schroniska wprost na podwórze wybiegła Alpina.

Chociaż ty jedna chcesz spędzić ze mną ten wieczór, pomyślał, kucając.

Był przekonany, że pies pędzi w jego stronę. Już oczami wyobraźni widział wspomnienie siebie siedzącego tu, na tej huśtawce, i Alpiny co rusz trącącej jego dłoń, by nie przerywał drapania w miejscu za uchem. Tak zwykli przesiadywać wieczorami, kiedy mieszkali tu sami, a temperatura na zewnątrz stawała się przyjemnie znośna.

Ale ku jego przykremu zaskoczeniu, pies wyminął go szybko i pognał w stronę nowej zagrody Niezgódki. Rafał podążył zaskoczonym wzrokiem za owczarkiem niemieckim, a kiedy i on zniknął z pola widzenia, mężczyzna westchnął, ciężko kręcąc przy tym głową. Zmiany, zmiany, pomyślał, wstając. Nieoderwalnym elementem jego życia były właśnie one.

Rafał zaczerpnął głęboko w płuca świeże powietrze i poczuł przyjemny wiatr na swoim karku, zwiastujący na dobre nadejście ciepłych dni. Spojrzał w niebo, które zdecydowanie zbyt rzadko mieniło się tysiącem migoczących punktów. Może tej wiosny będzie inaczej?, pomyślał z nadzieją, przyglądając się licznym gwiazdom. Może coś przygotowała dla nich wiosna? Zadał to pytanie, mając przed oczami wyobraźni swoją żonę. A jeśli tak, to czy byli na to gotowi?

 

 

Ciąg dalszy w wersji pełnej

 

 

 

 

 

 

 

Copyright © by Julia Furmaniak, 2024

Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2025

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

 

Wydanie I, Poznań 2025

 

Projekt okładki: Michał Grosicki

 

Redakcja: Katarzyna Wojtas

Korekta: Olga Smolec-Kmoch, Marta Akuszewska

Skład i łamanie: Dariusz Nowacki

PR & marketing: Anna Apanas

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

„DARKHART”

Dariusz Nowacki

[email protected]

 

eISBN: 978-83-8402-128-6

 

 

 

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

 

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.