Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł
Znała francuski i niemiecki i była niesamowicie piękna. Weszła do towarzystwa, udając szlachetnie urodzoną pannę. Dopuściła się bigamii, miała za sobą liczne romanse i oszustwa finansowe. Ślub brała cztery razy…
Jadwiga przychodzi na świat w ubogiej chłopskiej chacie. Po śmierci matki, zgwałconej przez księcia Lubomirskiego, zostaje zabrana przez księżną Helenę Lubomirską do dworu na wychowanie. Kiedy syn księżnej zaczyna interesować się Jadwigą, ta wydaje ją szybko za mąż za zwykłego chłopa. Dziewczyna postanawia od niego uciec i zrobić wszystko, byleby wyrwać się ze swojego chłopskiego życia.
Oparta na faktach historia pięknej chłopki z Kolbuszowej, która podbiła europejskie salony i wywołała skandal na międzynarodową skalę. Gorący romans w barokowej scenerii pełnej przepychu, władzy i intryg.
Katarzyna Majewska-Ziemba
autorka Sagi kresowej i Lwowskiej opowieści
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 316
Copyright © Gabriela Feliksik
Copyright © Wydawnictwo Replika, 2025
Wszelkie prawa zastrzeżone
Redakcja
Magdalena Kołosowska
Korekta
Joanna Podolska, Natalia Ziółkowska
Projekt okładki
Iza Szewczyk
Skład i łamanie
Izabela Szewczyk-Martin
Konwersja publikacji do wersji elektronicznej
Dariusz Nowacki
Wydanie elektroniczne 2025
eISBN 978-83-68364-49-1
Wydawnictwo Replika
ul. Szarotkowa 134, 60–175 Poznań
www.replika.eu
Słowo od Autorki
Agnieszka i szlachcic to powieść inspirowana życiem autentycznej postaci – Agnieszki Machówny, która w XVII wieku wywołała w Polsce ogromny skandal.
Wychowywana w pobliżu książęcego dworu, cieszyła się sympatią księżnej Lubomirskiej. Szybko się uczyła, znała francuski i niemiecki i była niesamowicie piękna. Weszła do towarzystwa, udając szlachetnie urodzoną pannę. Dopuściła się bigamii, miała za sobą liczne romanse i oszustwa finansowe. Ślub brała cztery razy, a po ostatnim, z Kazimierzem Domaszewskim, została uwięziona, oskarżona i uznana winną fałszerstwa, zagarnięcia majątku, cudzołóstwa i krzywoprzysięstwa. Skazano ją na szarpanie piersi szczypcami i na ścięcie. Została jej darowana pierwsza kara, natomiast wyrok ścięcia został wykonany 12 lipca 1681 roku.
Jej historia fascynuje mnie od bardzo dawna, dlatego postanowiłam ją przypomnieć na łamach swojej książki. Tło historyczne jest dla mnie niezwykle ważne, wiele postaci, czy wydarzeń, jest autentycznych, jednakże gros sytuacji i bohaterów zostało przeze mnie wymyślonych. Zdecydowałam się też zmienić bieg wydarzeń i pokazać życie Agnieszki na zasadzie, co by było gdyby… Dlatego też moja opowieść kończy się w roku 1671, a więc dziesięć lat przed wykonaniem wyroku śmierci. W rozprawach historycznych, czy artykułach, Agnieszka przedstawiana jest jako postać negatywna. Określana jest bowiem nierządnicą, oszustką i wieloma innymi negatywnymi epitetami, których cytowanie tu nie ma sensu. W niniejszej książce chciałam ją odczarować i mam nadzieję, że polubicie tę wersję owej niezwykle barwnej i kontrowersyjnej postaci. Jeżeli macie ochotę poznać prawdziwą historię Agnieszki Machówny, odsyłam Was do książki Jana Ziółkowskiego Nierządnicy żywot atłasowy, która mnie zachwyciła i dostarczyła wielu cennych informacji na temat siedemnastowiecznej Polski.
Lublin, rok 1671
Jadwiga, a właściwie Agnieszka, jak od zawsze siebie nazywała, spoglądała zza krat klasztoru na lubelski rynek. Pomimo wczesnej pory i trzaskającego lutowego mrozu, dostrzegała wielu krzątających się ludzi. Jedni wylewali pomyje wprost na ulicę, nie patrząc, czy kogoś obleją. Inni ustawiali swoje straganiki, na których planowali sprzedawać wszystko, co mogłoby się przydać mieszkańcom. Żebracy zaś zajmowali miejsca jak najbliżej kościoła, aby móc złapać choć parę groszy od ludzi wychodzących z porannej mszy.
Kobieta uśmiechnęła się krzywo i odeszła od okna przysłoniętego kratami.
Wzięła do ręki lusterko, jedyną rzecz, którą pozwolono jej zatrzymać i wpatrywała się w swoje odbicie. Czasami zastanawiała się, kim tak naprawdę jest. Miała wiele imion, jednak najbliższe było jej Agnieszka. Była w swoim burzliwym życiu i Jadwigą i Aleksandrą, jednakże właśnie jako Agnieszka poznała smak prawdziwego, krótkotrwałego szczęścia.
A teraz jej żywot miał dobiec końca.
Nie chciała umierać, miała przecież zaledwie dwadzieścia trzy lata i wcale nie czuła się winna zarzucanych jej czynów. Cóż złego było w tym, że pragnęła innego, lepszego życia niż to, na które skazywało ją chłopskie pochodzenie? Dlaczego miała ciężko harować na cudzej ziemi, skoro los podarował jej urodę i inteligencję? Dlaczego miała dać się wykorzystywać swoim panom, czy brutalnemu mężowi, skoro magnaci padali jej do stóp?
Przejrzała się w lustrze jeszcze raz.
Chociaż miała na sobie bardzo skromną, przypominającą habit zakonnicy suknię, nadal wyglądała pięknie. Długie, jasne i kręcone włosy swobodnie opadały na plecy, tworząc wokół głowy coś na kształt aureoli. Niebieskie oczy i długie rzęsy przyciągały męskie spojrzenia, a zgrabna kibić aż się prosiła, by ktoś ją objął.
Była jednak uwięziona. Oskarżono ją o fałszerstwo, krzywoprzysięstwo, zagarnięcie majątku i cudzołóstwo, za co groziła kara śmierci. I choć wiedziała, że przyjaciele wciąż o nią walczyli i wierzyli, że znajdą sposób na jej ułaskawienie, przeczuwała, że dłużej nie będzie w stanie odpierać licznych oskarżeń. W jej oczach pojawiły się łzy. Wiedziała, że postępowała wbrew prawu zarówno ziemskiemu, jak i boskiemu, jednak robiła to, by odmienić swój los.
Myślami wróciła do mężczyzn obecnych w jej życiu.
Jej pierwsza młodzieńcza miłość szybko się skończyła. Właściwie powinna nazwać ją zauroczeniem, ale wtedy wydawało jej się, że jest gotowa wszystko dla niego zrobić.
A drugi? Zakazana miłość. Łączyło ich prawdziwe uczucie i ogromna namiętność, jednak nie było dane im być razem. Zawsze wybierał Boga i uciekał od niej. Teraz też ją zostawił. Odwiedził ją przed paroma tygodniami, dając nadzieję, ale później już się nie pojawił. A tylko jemu, jako księdzu, wolno było ją odwiedzać. Pozostali mogli jedynie pisać listy.
A Adam? Jedyny mężczyzna, którego kochała czystą i prawdziwą miłością? Miał dopiero trzy lata, był mądrym i inteligentnym dzieckiem, ale potrzebował matki, zwłaszcza, że nie znał ojca. Bała się, co się z nim stanie, pomimo tego że jej przyjaciółka Henriette i jej mąż obiecali zająć się chłopcem i wraz z nim opuścić Lublin po wykonaniu wyroku. Prosiła ich, aby w przyszłości nie opowiadali mu o matce, wolała, żeby nie wiedział, jak zakończył się jej żywot. Nie zapomniała też o Michale. Na nowo pojawił się w jej życiu wybaczając wiele i dając nadzieję na wspólną przyszłość. Pragnęła stworzyć z nim prawdziwą rodzinę, los jednak zakpił z niej w momencie, w którym zapaliła się w jej sercu iskierka nadziei.
Do ciasnej celi weszła zakonnica.
– Powinnaś się wyspowiadać, tylko w ten sposób możesz pojednać się z Bogiem. Inaczej twoje grzechy nie zostaną wybaczone.
Agnieszka spojrzała na starszą zakonnicę i odpowiedziała spokojnie:
– Bóg mnie opuścił, kiedy najbardziej go potrzebowałam. Nie czuję potrzeby jednania się z nim teraz.
– Nie mów tak. Bóg wybacza każdy grzech, prosi tylko o skruchę. Powiedz słowo, a poproszę księdza.
– Nie chcę księdza. Jeżeli jednak ma to przynieść ulgę, to mogę wyspowiadać się siostrze ze swoich grzechów.
– Ależ to się nie godzi… tylko ksiądz może wysłuchiwać grzechów ludzi i udzielać przebaczenia w imię Boga.
– Ja nie potrzebuję przebaczenia od Boga. Pragnę jedynie, żeby mnie ktoś wysłuchał i zrozumiał. Może to siostra dla mnie zrobić?
Starsza kobieta nie potrafiła odmówić Agnieszce, gdy ta spoglądała na nią ze wzruszeniem. Mimo że wiedziała o co została oskarżona i jaka groziła jej kara, w duchu liczyła, że zostanie oczyszczona z zarzucanych jej czynów.
– Jeżeli pragniesz zostać wysłuchana, zostanę z tobą – odrzekła zakonnica. Chciała uszanować wolę skazanej.
– I nie musi siostra prosić o zgodę przeoryszy?
– To ja jestem przeoryszą – przypomniała. – Muszę jedynie uprzedzić pozostałe siostry, że nie będzie mnie na śniadaniu i na modlitwie. Poproszę też o przyniesienie nam posiłku do celi. Spożyjemy go razem, a potem opowiesz mi, co będziesz chciała.
Agnieszka skinęła głową z wdzięcznością i znowu wyjrzała przez kraty.
Pragnęła tylko być kochaną i znaczyć coś w świecie, a pogubiła się i nie miała nikogo, kto wskazałby jej właściwą drogę. Mężczyźni, którzy wcześniej jej pragnęli, wypierali się uczucia do niej, gdy tylko poznali prawdę o jej pochodzeniu. Widziała ich pogardę w czasie procesu. Panowie nie mogli sobie darować, że ich oszukała, że udawała szlachetnie urodzoną, a była zwykłą chłopką. Agnieszka nie uważała za grzech chęci ucieczki z małej chałupiny i życia chociażby jak księżna Helena, czy ukochana hrabina Talarska.
– Jestem już, dziecko. – Z rozmyślań wyrwał ją kojący głos zakonnicy. – Zaraz przyniosą nam posiłek. Jesteś pewna, że wolisz porozmawiać ze mną, a nie z księdzem?
– Tak, matko przełożona, jestem tego pewna. Ksiądz mi nie pomoże. Jeden próbował, – zaczęła z goryczą – ale źle się to dla nas obojga skończyło. Wolę zdecydowanie zwierzyć się siostrze.
Starsza kobieta uśmiechnęła się zachęcająco, usiadła na pryczy i spojrzała wyczekująco na Agnieszkę.
– Moja historia to opowieść o chłopskiej córce, której jedyną winą było to, że zapragnęła być wielką panią. A może wcale nie panią, tylko po prostu szanowaną osobą, a nie pogardzaną jak wynikało z jej urodzenia. I wcale nie mam na imię Agnieszka. Kiedy przyszłam na świat w ubogiej chłopskiej chacie, na chrzcie nadano mi imię Jadwiga. Imię Agnieszka przybrałam później. Przez chwilę byłam też Aleksandrą, ale wstydzę się swoich czynów z tego czasu. Kierowały mną wtedy siły, o których wolałabym nie pamiętać, a jako Agnieszka byłam naprawdę szczęśliwa. Dlatego, jeżeli muszę już umrzeć, wolałabym być zapamiętana jako Agnieszka. A tak bardzo chciałabym jeszcze żyć, zwłaszcza dla mojego małego Adasia. Pozwoli matka przełożona, że opowiem swoją historię?
Siostra zakonna patrzyła z zaciekawieniem na młodą kobietę, po czym skinęła delikatnie głową dodając jej zachęty i po prostu pozwoliła jej mówić.
Kolbuszowa, wieś pod krakowem, rok 1648
– Musisz się jeszcze wysilić – mówiła spokojnym głosem starsza kobieta. – Tak chciał nasz Pan, kobieta ma cierpieć w czasie porodu – patrzyła na płaczącą i wijącą się młodą dziewczynę.
Kaśka Kowalówna leżała na łóżku i połykała z bólu łzy. Wyczuwała pogardę przebywających w izbie kobiet. Nie chciała tego dziecka, wiedziała, że nie czeka jej nic dobrego po jego urodzeniu. Nie miała męża, a kościół potępiał takie jak ona. Jednocześnie obłudnie zapominał, że do zajścia w ciążę przyczyniał się też jakiś mężczyzna. I chociaż los nigdy nie oszczędzał chłopskich kobiet, bywały bite czy krzywdzone przez mężczyzn, to jednak zawsze najciężej było tym, które rodziły nieślubne dzieci.
Kobieta nie chciała jednak teraz myśleć o tym, który ją tak perfidnie i brutalnie wykorzystał. Wolała o nim zapomnieć.
– Przyj! – krzyknęła akuszerka. – Musisz znaleźć w sobie siłę, by pomóc dziecku przyjść na świat.
Poród trwał już wiele godzin. Kaśka była drobna i wydawała na świat swoje pierwsze dziecko. Jagna Michałowa nie miała złudzeń, wiedziała, że to jeszcze może potrwać.
Spojrzała z politowaniem na dziewczynę.
Los chłopskich córek nigdy nie był łatwy. Albo wychodziły za mąż za jakiegoś biedaka ze swojej wsi, albo służyły we dworach, z których często wracały do domu z brzuchem, tak jak Kaśka, i nie chciały mówić, kto je tak urządził. Bałamucone przez panów i żołnierzy godziły się na wiele, a potem zostawały same. Tylko niektóre miały szczęście i za służenie swojemu panu wracały z dzieckiem i z monetami. Mogły sobie wtedy kupić męża, który przymykał oko na stan narzeczonej. Kaśka była ładna, więc Jagna podejrzewała, że musiała wpaść w oko księciu Lubomirskiemu. W końcu służyła we dworze. Nie ona jedna wracała stamtąd z brzuchem.
Z rozmyślań wyrwał ją przeraźliwy krzyk dziewczyny. Spojrzała na nią i szybko zbadała. Dziecko było już widoczne.
– Jeszcze chwilkę. Teraz musisz się skupić. Widzę już główkę. Przyj, kiedy ci powiem, nie wcześniej.
Bliska omdlenia Kaśka skinęła tylko głową i posłuchała starszej kobiety. Ta zaś, choć odbierała już sporo porodów, miała niedobre przeczucia co do stanu dziewczyny. Z ulgą jednak dostrzegła, że dziewczyna prze i po chwili pomogła dziecku przyjść na świat.
Kaśka uśmiechnęła się i zemdlała.
Jagna zauważyła, że z dziewczyną coś jest nie tak. Bardzo krwawiła. Zawołała swoją siostrzenicę, aby ta zajęła się dzieckiem, a sama spojrzała na położnicę. Kaśka traciła coraz więcej krwi i była nieprzytomna. Kobieta umiała odebrać poród, ale nie wiedziała, jak radzić sobie z powikłaniami. Sobie tylko znanymi metodami próbowała zatamować krew, niestety jej starania nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Nagle drzwi do chaty otworzyły się z hukiem.
– Co z nią? – zapytała elegancko ubrana kobieta, która właśnie wkroczyła do izby. Jagna rozpoznała w niej samą księżną Helenę Lubomirską.
– Dziecko jest zdrowe, będzie żyło. Niestety Kaśka umiera i nie jestem w stanie jej pomóc – odezwała się z podniesioną głową. Chociaż była niższego pochodzenia, nie miała zamiaru pokazywać księżnej, że się jej boi.
– A jeżeli wezwiemy lekarza?
– Tutaj już tylko modlitwa pomoże, jaśnie pani.
Kaśka niespodziewanie otworzyła oczy.
– Jak moje maleństwo? – wyszeptała. – To chłopiec czy dziewczynka?
– Dziewczynka, masz Kaśka zdrową dziewuchę! – wykrzyknęła Jagna, Kaśka zaś uśmiechnęła się tylko.
Nagle dostrzegła elegancką kobietę w swojej ubogiej izbie.
– Jaśnie pani… – zaczęła słabym głosem, rozpoznając samą księżną Lubomirską, ale ta nie pozwoliła jej nic powiedzieć i przysiadła na łóżku.
– Dziecko drogie, ja wiem, co on ci zrobił. Mój mąż to potwór. Nie mogłam go powstrzymać, bo to lubieżnik i rozpustnik straszny. Zawsze znajdował dziewki chętne do pokładania się z nim i płacił im za to jakieś drobne monety. Wprawdzie na mnie ręki nie podniósł, ale wiem, do czego jest zdolny. Boję się go. Wiem, że cię skrzywdził, dlatego przepraszam…
Kaśka popatrzyła przerażona na kobietę. Nie spodziewała się, że ktoś był świadkiem gwałtu, którego była ofiarą i w wyniku którego wróciła do rodzinnej wsi z brzuchem.
– To, czego dopuścił się mój mąż, było tak okrutne, że chciałabym temu zadośćuczynić. Możesz na mnie liczyć.
– Jaśnie pani, ja… bardzo dziękuję… – zdołała wyszeptać dziewczyna i zamknęła oczy.
Księżnej wydawało się, że zasnęła, jednak Jagna przyłożyła głowę do jej klatki piersiowej i oznajmiła, że dziewczyna nie żyje.
– Przynieście mi to maleństwo – poprosiła księżna, więc Jagna przywołała swoją siostrzenicę.
– Dziecko jest głodne, musi dostać mleko… idź Krycha do chaty Mikołajowej, jej córka urodziła dwa tygodnie temu i ma dużo pokarmu. Poproś ją, żeby do nas przyszła.
– A jak się nie zgodzi?
– Zgodzi, winna mi przysługę. Biegnij dziecko.
– I proboszcza trzeba wezwać po drodze – dodała księżna. – Powiedz, że księżna Lubomirska prosi...
Dziewczyna spojrzała trwożnie na elegancką kobietę i wybiegła z chaty.
– Co się stanie z dzieckiem? – zapytała księżna.
– Kaśka nie ma rodziny. Może i ktoś by je przygarnął we wiosce, ale to dziewczynka. Z chłopaka to jeszcze byłby jakiś pożytek. Poszedłby w pole i robił. A dziewczynka to dodatkowa gęba do wykarmienia i problem z szukaniem męża.
– To ja ją wezmę. We dworze znajdzie się miejsce dla jeszcze jednego dziecka.
Jagna spojrzała na księżną. Była zaskoczona jej decyzją. Helena zaś sama była zdumiona swoją propozycją zajęcia się tym biednym dzieckiem.
Kiedy do chaty weszła Krycha razem z młodą kobietą i z proboszczem, widać było, że ksiądz był poirytowany wezwaniem do chłopki rodzącej nieślubne dziecko, ale gdy usłyszał, że przy zmarłej bezbożnicy czuwa sama księżna, musiał przyjść na jej polecenie. Skłonił się pani Lubomirskiej, choć nie rozumiał, czemu pofatygowała się do ubogiej chłopskiej chaty i do dziewki, która okryła się wstydem. Według niego dobrze się stało, że Kaśka umarła. Takich jak ona nie czekało nic dobrego.
– Proszę udzielić zmarłej ostatniego namaszczenia – poprosiła księżna. – A potem trzeba będzie ochrzcić maleństwo.
Akuszerka patrzyła na księżną. Pani była już niemłodą kobietą, na twarzy widoczne były ślady dawnej urody. W jej oczach czaił się smutek.
Przybyła dziewczyna skłoniła się księżnej z szacunkiem i podeszła do dziecka. Wzięła je ostrożnie na ręce i poszła do izby obok. Proboszcz zaś zajął się zmarłą.
– Czy Jagna pomoże mi znaleźć jakąś mamkę dla dziewczynki? Ta, co przyszła, zgodzi się? A imię dla dziecka? Musimy wybrać jakieś imię.
– Myślę, że córka Mikołajowej może się zgodzić, zaraz zapytamy. Urodziła dwa tygodnie temu, to zdrowa kobieta, ma dobry i na tyle obfity pokarm, że wystarczy i dla tej kruszynki. Musiałaby jej księżna tylko pozwolić zamieszkać we dworskim obejściu wraz ze swoim dzieckiem, łatwiej jej wtedy będzie karmić dwójkę. No a imię? Dzisiaj jest świętej Jadwigi, może Jadwiga?
– Niech będzie Jadwiga. Zostanie Michałowa matką chrzestną?
– Wedle życzenia jaśnie pani.
– Zmarła nazywała się Kowalówna? Muszę wpisać w księgi parafialne. Poza tym dziecko musi mieć nazwisko – powiedział surowo proboszcz, zaraz po tym, jak ochrzcił maleństwo.
– Dziecko nazywa się Jadwiga Michałówna – powiedziała spokojnie akuszerka. Wprawdzie zmarła matka nazywała się inaczej, ale Jagna uznała, iż jako matka chrzestna może przekazać dziecku swoje nazwisko.
Jagna porozmawiała z młodą mamką i ustaliła z nią, że jeszcze wieczorem zjawi się we dworze z dzieckiem. Postanowiono znaleźć dla niej w obejściu dworskim jakąś małą izbę, z dala od głównego dworu, ale taką, by młoda kobieta ze swoim synem i podopieczną księżnej czuła się dobrze. Uradowana dziewczyna uznała iż powie mężowi, że odwiedzać we dworze jej i synka nie będzie mu wolno, ale za to za zarobione monety będzie mógł podreperować trochę ich chałupę. A więc i pokazać się we wsi jako prawdziwy pan. Znała go bardzo dobrze, próżny był strasznie, więc czuła, że takiej okazji do wywyższania się przed innymi nie przepuści. Wiedziała też, że monety od księżnej będą dla niego ważniejsze niż ona. Ucieszyła ją więc wizja spokojnych miesięcy pod dachem księżnej, zamiast mieszkania w chacie w ciasnocie, wraz z rodzicami swojego męża.
Księżna zmusiła jeszcze księdza do zajęcia się pogrzebem Kaśki Kowalówny i zabrała dziecko do czekającego na nią przed nędzną chatą powozu.
Służba była zdziwiona, bo nigdy wcześniej nic takiego nie miało miejsca. Zarządczyni bez mrugnięcia okiem wypełniła polecenie księżnej i znalazła w obejściu miejsce dla mamki i dwójki małych dzieci. Ulokowała ich na tyle daleko od głównego budynku, żeby ich obecność nie została zauważona przez męża jej pani.
Gdy po paru miesiącach wrócił książę Lubomirski, nie zdawał sobie sprawy, że pod bokiem wychowuje się jego córka. Helena Lubomirska postanowiła zaś troszczyć się o nią i zapewnić jej dobrą przyszłość. Kobieta uznała, że będzie lepiej, jeśli Jadwiga nigdy nie pozna prawdy o swoim pochodzeniu. Dla dobra ich wszystkich.
Majątek Lubomirskich, rok 1655
– Jadwisiu, pani powiedziała, że możesz uczęszczać na lekcje czytania i pisania – poinformowała dziewczynkę Marta, opiekunka książęcych dzieci.
Państwo Lubomirscy mieli trójkę dzieci, z których najmłodsza, Klara, była zaledwie rok starsza od Jadwigi. Dziewczynki spędzały ze sobą sporo czasu, dlatego Helena Lubomirska uznała, że wspólne lekcje dobrze im zrobią. Zwłaszcza, że Klara dość niechętnie podchodziła do nauki, a w Jadwidze księżna widziała ciekawość świata i chęć uczenia się. Nie uchodziło jej uwadze, że dziewczynka wymigiwała się ze swoich zadań i przysłuchiwała temu, co mówił guwerner, za każdym razem, gdy odbywały się lekcje. Uznała więc, że pozwolenie jej na zdobywanie wiedzy wyjdzie na dobre i jej samej, i Klarze. Po cichu liczyła, że również synowie, dwunastoletni Klemens i dziesięcioletni Andrzej, będą się bardziej przykładać, bo jak na razie guwerner miał z nimi spore problemy.
Jadwiga od samego początku wychowywała się z dziećmi księstwa Lubomirskich. Wszyscy wiedzieli, że księżna zaopiekowała się nią po śmierci jej matki, więc dzieci nigdy nie zadawały dodatkowych pytań. Wszyscy lubili się razem bawić. Co do księcia, nie interesowały go dzieci. Ani własne, a co dopiero jakaś przybłęda.
– Naprawdę mogę? – dopytywała lekko uradowana dziewczynka i aż pisnęła z zachwytu, kiedy Marta skinęła głową.
Lekcje, którym dotychczas się przyglądała, wydawały jej się takie wspaniałe. Nauczyciel opowiadał o ciekawych miejscach, uczył, jak należy trzymać w ręce pióro, jak zanurzać je w atramencie i pisać litery, które następnie tworzyły słowa i zamieniały się w zdania. Mówił o bitwach, królach i królowych. To wszystko było dla Jadwigi magią i bardzo chciała dowiedzieć się więcej.
Kiedy usłyszała, że księżna przyzwala na jej udział w lekcjach, miała ochotę skakać z radości, bo dotąd wszyscy jej powtarzali, że nauka nie jest dla służących. A Jadwiga, chociaż miała dopiero siedem lat, rozumiała już wiele. Nie znała swoich rodziców i przez to czuła się gorsza niż inni. Słyszała tylko, że jej matka zmarła zaraz po jej urodzeniu, zaś ojcem był jakiś nieznany wojskowy, który przejeżdżając przez wioskę rozkochał w sobie naiwną dziewczynę i zostawił z brzuchem. Cieszyła się więc, że może mieszkać we dworze. Wykonywała z chęcią drobne prace zlecane jej przez zarządczynię, bo chociaż miała status służącej, to pani Helena kazała ją traktować z wyrozumiałością i pilnowała, żeby dziewczynka się nie przepracowywała.
– Będę mogła się uczyć razem z tobą! – wykrzyknęła uradowana Jadwiga do Klary, gdy tylko spotkały się w ogrodzie. Jednakże jej towarzyszka wzruszyła tylko ramionami.
– Przecież my nie potrzebujemy się uczyć. Kobieta ma wyjść za mąż i urodzić dzieci. Po co nam nauka?
– Ależ ty głupia jesteś! Przecież dzięki nauce będziemy mogły czytać i pisać do siebie listy. Ja bym chciała nauczyć się liczyć, wiesz, żeby być takim dobrym zarządcą, jak pan Franciszek… – Jadwiga z uśmiechem pomyślała o starszym mężczyźnie, o którym wszyscy mówili, że potrafi tak świetnie rachować, że nikt go nie oszuka przy liczeniu. To jemu Lubomirscy zawdzięczali dobrze prosperujący majątek. Jadwiga zapragnęła więc być kimś takim jak on i zwierzyła się z tego Klarze.
– Jesteś dziewczynką, nie możesz być zarządcą! – Klara ją wyśmiała. – Kobiety wychodzą za mąż! Tobie też znajdą jakiegoś męża i zamieszkasz razem z nim. Oczywiście nie będzie on księciem, ani hrabią, bo przecież jesteś służącą – stwierdziła ze znawstwem mała Klara. – Ale może uda się znaleźć dla ciebie jakiegoś dobrego chłopa lub wojskowego? Słyszałam, jak mama rozmawiała o tym z nianią.
Jadwiga nie odpowiedziała. Nie rozumiała, czemu będzie musiała wyjść za chłopa. Zaglądała czasami do wioski, widywała tych biednych i ciężko pracujących ludzi. Wyglądali na udręczonych. Nie chciała do nich należeć. Pragnęła być jak księżna – piękna, zadbana i elegancka. Chciała chodzić na bale, o których czasami opowiadała księżna i podróżować do krajów, o których usłyszała w czasie podsłuchiwanych lekcji. Nie chciała być chłopką.
Tego dnia, w czasie rozmowy ze swoją przyjaciółką, postanowiła, że nigdy żadną chłopką nie będzie.
Kiedy zaczęła uczęszczać na lekcje razem z książęcymi dziećmi, okazało się, że jest najbardziej pojętną uczennicą z całej czwórki. Nauczyciel był nią zachwycony. Nie mógł jednak zbytnio wychwalać jej przed księżną, bo wiedział, że dla niej liczą się sukcesy jej własnych dzieci. O Jadwidze wspominał, że robi postępy, jest chętna do nauki i bardzo grzeczna. Helena Lubomirska uśmiechała się wtedy dobrodusznie. Dała w końcu dziewczynce dach nad głową, zajęła się nią i pozwoliła uczyć, spłaciła więc z nawiązką grzech wyrządzony przed laty przez jej męża ubogiej chłopce Kaśce.
W Rzeczpospolitej szalała wojna. W lipcu wkroczyły do kraju wojska szwedzkie i pustoszyły polskie ziemie. Książę Lubomirski został wezwany do stawienia się u boku króla Jana Kazimierza. Księżna codziennie modliła się o pomyślność wojsk polskich, natomiast nie potrafiła się modlić o powrót męża do domu.
We wrześniu nadeszły wieści o oblężeniu Krakowa.
Majątek Lubomirskich był oddalony zaledwie o parę wiorst od dawnej stolicy Rzeczpospolitej, dlatego wszyscy drżeli, słysząc o okrucieństwach Szwedów. Na początku listopada wędrowny handlarz przekazał im wiadomość o poddaniu Krakowa Szwedom. Helena, wspólnie z zarządcą Franciszkiem, przygotowywała się do ewentualnej wizyty wroga. Zgromadzili zapasy i ukryli je w rozległych piwnicach domu, zostawiając tylko parę zwierząt, trochę masła i sera na widoku, żeby w razie plądrowania majątku móc dać coś Szwedom. Księżna kazała także przygotować beczułki z winem i z piwem. Nie chciała pokazywać, że jest wrogo nastawiona. A wiedziała, że dobry alkohol może sprawić, że zostaną potraktowani łagodniej, a może nawet oszczędzeni w razie najazdu. Była też zdecydowana poddać się, jeżeli zaistniałaby taka konieczność.
Coraz więcej możnych oddawało hołd Karolowi Gustawowi. Księżna nie interesowała się polityką. Nie rozumiała, dlaczego szwedzki król rościł sobie pretensje do polskiego tronu i było jej obojętne, kto będzie władcą Polski. Chciała tylko, żeby jej majątek był bezpieczny i jej modlitwy zostały wysłuchane.
Potop szwedzki ominął majątek Lubomirskich.
Lata mijały. Jadwiga pomagała w majątku, pilnie się uczyła i marzyła, by kiedyś zostać panią na podobnym dworze jak ten, w którym się wychowała. Ciągnęło ją do wielkiego świata, a nawet marzyła o podróżowaniu po Europie. W Kolbuszowej się dusiła.
W osadzie był kościół i rynek, gdzie można było się spotkać i pogawędzić w niedzielę. W dni targowe kwitł na rynku handel, ściągający nie tylko liczną szlachtę zaściankową, ale i podróżników chętnie i barwnie opowiadających o swoich przygodach. Jadwiga chłonęła opowieści o Paryżu, Wiedniu, czy o krajach arabskich. Była tak pochłonięta wizją innego życia, że nie potrafiła docenić piękna otoczonej surowym borem Kolbuszowej, z rzeką, stawami, piaszczystymi łanami zboża i młynem, który dostarczał mąki okolicznym mieszkańcom.
Ciąg dalszy w wersji pełnej