Dług jest dobry - Rafał Woś - ebook

Dług jest dobry ebook

Rafał Woś

0,0

Opis

[O KSIĄŻCE]

 

Rafał Woś kolejny raz stawia niepopularną i na pierwszy rzut oka niedorzeczną tezę: że dług jest dobry. Że jest użytecznym i pożytecznym narzędziem. Że zadłużać się to nie grzech. Że dług w ekonomicznej i politycznej historii świata był motorem rozwoju i postępu. A wszystko to następnie osadza w praktyce „realnego kapitalizmu”. W świecie, gdzie prawdziwi ludzie mają prawdziwe problemy. Kredytobiorcy, chwilówkowicze, franczyzobiorcy, ale również mniejsi i więksi przedsiębiorcy – to panorama realnych bohaterów naszych późnokapitalistycznych czasów. Ale nie znajdziecie tu moralizatorskich lamentów nad zastaną rzeczywistością. Raczej propozycję systemowej alternatywy, w której dług stanowić będzie węzłowy mechanizm zmiany tej właśnie rzeczywistości. Woś staje poza prostą opozycją neoliberalnej ortodoksji i socjaldemokratycznej… ortodoksji, ale dzięki temu może formułować niezależne wnioski. Nawet jeśli wielu się one nie spodobają.

 

Rafał Woś - publicysta i komentator. Pracował w niemal wszystkich najważniejszych polskich redakcjach. Od „Dziennika Gazety Prawnej", „Tygodnika Powszechnego” i „Polityki" po „Salon24" czy „Interię". Autor pięciu książek i współscenarzysta czterech filmów fabularnych. Laureat najważniejszych nagród dziennikarskich w Polsce.

 

[FRAGMENTY]

 

Zamiast więc z długiem kompulsywnie walczyć oraz za wszelką cenę go unikać, należy zacząć czerpać z niego korzyści. Nie tylko indywidualne, ale także społeczne. Dla siły państwa oraz dla dobrobytu jego obywateli. Wszystkich lub przynajmniej licznych. A nie tylko najbogatszych.

 

[...] dług jest czymś bardziej pierwotnym niż pieniądz i przeróżne papiery wartościowe. Albo inaczej - dług jest ich ojcem lub dziadkiem. Pieniądz i dług łączy to, że oba te narzędzia oparte są na zaufaniu. Ale to dług jest starszy. Bo dług poprzedzał nawet sam handel i związane z nim nieuchronne utowarowienie relacji między człowiekiem a człowiekiem.

 

Żyjemy w epoce, która swój rozmach i olbrzymie sukcesy na wielu polach zawdzięcza temu, że używa długu. Nasze wynalazki technologiczne, postępy zdrowia publicznego, względnie trwały pokój albo spójność społeczna - wszystkie te zdobycze naszych czasów były, są i będą finansowane długiem. Tak publicznym, jak i prywatnym.

 

Chodzi o to, by pokazać, że bez długu nasz świat nie może istnieć. Bo dług jest zwyczajną konsekwencją funkcjonowania w ramach złożonych społeczeństw i gospodarek. A każdy, kto przekonuje was, że jest inaczej – kto was długiem straszy i twierdzi, że w imię tegoż kompulsywnego unikania macie zrezygnować z życia „tu i teraz” – ten albo się myli, albo chce was wprowadzić w błąd.

 

[BLURBY]

 

W każdej, nawet najnędzniejszej wiosce złożonej z lepianek czy bambusowych chat jest jeden kamienny dom. To dom miejscowego lichwiarza.  Z mojej perspektywy długi to windykacja, egzekucja i licytacja.  Autor dowodzi, że to jedyna szansa na odmianę losu, inwestycje, rozwój.  I zauważa słusznie, że bycie "winnym" komuś pieniądze, nie oznacza "winy".  "Dług jest dobry"? Nie sądzę. Ale ta irytująca i przewrotna książka to lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcą lepiej zrozumieć świat.

Piotr Ikonowicz, polityk, działacz społeczny

 

***

Nareszcie sensowna książka o fundamentalnym ekonomicznym zagadnieniu. Rafał Woś wylewa kubeł zimnej wody na głowę tych ekonomistów, polityków i samozwańczych ekspertów, którzy nie ustają w straszeniu ludzi „katastrofalnym długiem" oraz „życiem na koszt przyszłych pokoleń". Tymczasem te wszystkie koncepcje gospodarki bez kredytu i bez zadłużenia to przecież czysta fantazja. I dobrze, że Rafał się z nimi rozprawia".

Prof. Jan Toporowski, brytyjski ekonomista, specjalizujący się w problematyce kryzysów finansowych oraz myśli Michała Kaleckiego. Przez lata związany z prestiżową uczelnią SOAS Uniwersytetu Londyńskiego.

 

***

Podczas gdy jedne gospodarki i państwa uginają się pod ciężarem długów, inne rozkwitają, mądrze z nich korzystając. Warto zrozumieć rządzące tym prawidłowości, a ułatwia nam to książka redaktora Rafała Wosia. Rozległa znajomość tematu i ciekawa narracja autora bynajmniej nie skłaniają do nadmiernego zadłużania, lecz pokazują, że podobnie jak cholesterol długi bywają nie tylko złe, ale – częściej – dobre.

Prof. Grzegorz W. Kołodko, Akademia Leona Koźmińskiego. Były wicepremier i minister finansów RP. Jeden z najczęściej cytowanych na świecie polskich ekonomistów.

 

***

Podobno żyjemy w świecie odczarowanym i laickim, ale tylko pozornie przestaliśmy być religijni - dogmaty wiary ustanawia dziś ekonomia neoklasyczna, a Rafał Woś, jak przystało na spadkobiercę Michała Kaleckiego, nie zostawia suchej nitki na kapłanach wolnorynkowego kościoła. Ta niezwykle przystępna książka pomaga zrozumieć, że dopiero gdy uwierzymy w grzech długu publicznego, otworzy się przed nami piekło - piekło długu prywatnego.

Dawid Kujawa, krytyk literacki, marksista

 

***

W ferworze internetowych dyskusji zapominamy często, że Rafał Woś jest ekonomistą - i to piekielnie dobrym. W swojej najnowszej książce mierzy się ze społecznymi przedzałożeniami i wątpliwościami na temat koncepcji długu. Czy na pewno “tani pieniądz” jest zły? Czy winni są ci, którzy biorą kredyt, czy może ci, którzy go dają? Czy zadłużenie to zawsze negatywne zjawisko? Nie znajdziecie prostszego, bardziej przystępnego opisu mechanizmu długu i jaśniejszej konkluzji. To wszystko kapitalizm.

Magdalena Okraska, redaktorka “Nowego Obywatela”, reporterka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 294

Rok wydania: 2024

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
atos1600

Oceń książkę

ciekawe
00
LewaGaba

Oceń książkę

Mimo braku krytycyzmu do rządu Pisu, Wos mówi rzeczy ważne i ciekawe o tytułowym długu. Szczególnie ostatni rozdział zasługuje na szacunek bo bardzo przejrzyście tłumaczy nową teorie monetarną. Były momenty gdy chwytałam się za głowę ale też w ostatecznym rozrachunku jest to wartościowa książka którą warto przeczytać - nawet po to by sięgnąć po pozycję przywoływane przez autora
00
TBekierek

Oceń książkę

Niestandardowe podejście, ciekawe spostrzeżenia-polecam
00

Popularność




Ra­fał Woś, Dług jest do­bry, Kra­ków 2024
Co­py­ri­ght © for this edi­tion by the Au­thor, 2023
Re­dak­tor pro­wa­dzący · Ar­tur So­biela
Re­dak­cja · Ar­tur So­biela
Ko­rekta · Kry­stian Raj­zer
Pro­jekt okładki · Mi­cha­lina Jur­czyk
Skład i ła­ma­nie · Kry­stian Raj­zer
Wy­da­nie I
ISBN 978-83-67713-13-9
529. pu­bli­ka­cja wy­daw­nic­twa
Wy­daw­nic­two Ha!art ul. Ko­nar­skiego 35/8, 30-049 Kra­ków tel. 795 124 207wy­daw­nic­[email protected]
Wy­daw­nic­two Ha!art
@wy­daw­nic­two­ha­art
@wy­dha­art
@wy­dha­art
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Se­ria ESEJ

· Mi­chał Ta­ba­czyń­ski, Po­ko­le­nie wyżu de­pre­syj­nego

· Łu­kasz Łu­czaj, Seks w wiel­kim le­sie

· Da­wid Ku­jawa, Po­ca­łunki ludu. Po­ezja i kry­tyka po roku 2000

· Mag­da­lena Okra­ska, Nie ma i nie bę­dzie

· Woj­ciech Jóź­wiak, Na­sze zwie­rzęta mocy

· Ad­rianna Alk­snin, Na coś trzeba umrzeć. Ko­lejna książka o raku

· De­rek Jar­man, Współ­cze­sna na­tura, prze­ło­żył Pa­weł Świer­czek

· Paul King­snorth, Wy­zna­nia otrzeź­wia­łego eko­loga i inne eseje,prze­ło­żył To­masz Si­kora

W PRZY­GO­TO­WA­NIU

· Ju­dith Scha­lan­sky, Roz­chwiane ka­narki,prze­ło­żył Ka­mil Idzi­kow­ski

· Mo Wilde, Dzika ku­ra­cja,prze­ło­żył To­masz Si­kora

· De­nis Ka­zan­ski, Ma­rina Wo­ro­tyn­cewa, Jak Ukra­ina tra­ciła Don­bas,prze­ło­żył Ma­ciej Pio­trow­ski

WSTĘP: Dług jest do­bry

Prze­nie­śmy się do ma­łego szte­tla. Gdzieś na kre­sach II Rzecz­po­spo­li­tej. Do mia­steczka przy­jeż­dża bo­gaty re­li­gijny Żyd. Staje w je­dy­nej go­spo­dzie i od­daje wła­ści­cie­lowi na prze­cho­wa­nie bank­not stu­do­la­rowy. Tłu­ma­czy, że wiara nie po­zwala mu na no­sze­nie pie­nię­dzy w sza­bas. Ale na­stęp­nego dnia o świ­cie bo­gacz musi pil­nie wy­je­chać. Robi się za­mie­sza­nie – jak to przy na­głym po­spiesz­nym wy­jeź­dzie. Bank­not przez nie­uwagę zo­staje u obe­rży­sty.

Karcz­marz czeka parę dni. W końcu jest czło­wie­kiem uczci­wym, co to nie swo­jego nie bie­rze. Ale w końcu my­śli so­bie: „Pal li­cho, on już tu nie wróci”. Bie­rze więc bank­not i idzie ure­gu­lo­wać swój dług u rzeź­nika. W końcu od mie­sięcy jest ciężko, więc tro­chę się tego na­zbie­rało. Rzeź­nik cie­szy się sza­le­nie i daje pie­niądz żo­nie, która idzie za­pła­cić za­le­głe zo­bo­wią­za­nia u szwaczki. W końcu od mie­sięcy jest ciężko i tro­chę się tego na­zbie­rało. Szwaczka płaci bank­no­tem za­le­głe ko­morne. Od mie­sięcy tro­chę się tego na­zbie­rało. I tak da­lej. W ciągu za­le­d­wie kil­ku­dzie­się­ciu go­dzin bank­not tra­fia z po­wro­tem do obe­rży­sty, któ­remu ktoś w mia­steczku też był coś tam „krewny”. W końcu od mie­sięcy jest cieżko i tro­chę się tego na­zbie­rało.

Na­stęp­nego dnia do szte­tla zjeż­dża znów ten sam bo­gaty re­li­gijny Żyd. Staje w go­spo­dzie, a obe­rży­sta od­daje mu bank­not. „Ach tak, zu­peł­nie o tym za­po­mnia­łem” – mówi przy­bysz i bie­rze swoją stówkę. Po czym... od­pala od niej grube cy­garo. W jed­nej chwili z setki zo­staje tylko po­piół. Obe­rży­sta nie wie­rzy wła­snym oczom. „Co się pan tak pa­trzysz? I tak był fał­szywy” – wy­ja­śnia bo­gacz onie­mia­łemu karcz­ma­rzowi.

Ta aneg­dota – po­cho­dząca od wiel­kiego pol­skiego eko­no­mi­sty Mi­chała Ka­lec­kiego – po­ka­zuje wiel­kie sprzecz­no­ści i ogromne szanse kry­jące się w sta­rym jak świat me­cha­ni­zmie zwa­nym dłu­giem. Me­cha­ni­zmie wcze­śniej­szym niż wszyst­kie inne spo­soby for­mal­nego re­gu­lo­wa­nia zo­bo­wią­zań mię­dzy­ludz­kich. Hi­sto­rycy go­spo­darki pod­kre­ślają, że dług jest w za­sa­dzie tak stary jak pie­niądz. A pew­nie na­wet i star­szy. W ostat­nich la­tach pi­sał o tym sporo (zmarły w 2020 roku) eko­no­mi­sta i an­tro­po­log Da­vid Gra­eber. W swoim dziele Dług. Pierw­sze pięć ty­sięcy lat prze­ko­nu­jąco roz­pra­wia się z pew­nym uży­tecz­nym mi­tem, do któ­rego wielu do dziś się od­wo­łuje. Był to mit bar­teru – prze­ko­na­nie, że na sa­mym po­czątku lu­dzie wy­mie­niali się na to­wary. Ryba za drewno. Chleb za mięso. I tak da­lej. Ten mit współ­cze­śni po­wta­rzają w ślad za wiel­kim eko­no­mi­stą Ada­mem Smi­them. Smith stwo­rzył tę po­pu­larną do dziś ba­jeczkę w 1776 roku, pi­sząc swoje naj­słyn­niej­sze dzieło, czyli Ba­da­nia nad na­turą i przy­czy­nami bo­gac­twa na­ro­dów. Mit bar­teru miał rze­komo wy­ni­kać z pra­sta­rej i na­tu­ral­nej po­trzeby. Z tej ludz­kiej pre­dy­lek­cji Smith wy­wo­dził cały swój sys­tem fi­lo­zo­ficzny, któ­rego fi­la­rami stały się: sa­kra­li­za­cja rynku i han­dlu, sza­cu­nek dla wła­sno­ści pry­wat­nej, bez któ­rej nie bę­dzie spo­łecz­nego ładu, czy po­dział pracy. Fi­lo­zo­fia Smi­tha z bie­giem czasu stała się ka­mie­niem wę­giel­nym eko­no­mii li­be­ral­nej, która od XIX wieku pre­ten­do­wać bę­dzie do mo­no­polu na praw­dziwą wy­kład­nię rze­czy­wi­sto­ści spo­łecz­nej i go­spo­dar­czej. A na prze­ło­mie XX i XXI wieku bę­dzie tego mo­no­polu bar­dzo bli­ska. Wraz z nią ukształ­to­wało się na­sze ro­zu­mie­nie długu.

Tylko, że ba­da­cze, tacy jak Gra­eber, po­ka­zują, że bar­ter to wy­mysł. I nie ma żad­nych prac, które by po­tra­fiły opi­sać re­al­nie ist­nie­jące spo­łecz­no­ści funk­cjo­nu­jące w opar­ciu o bar­ter. Nie cho­dzi o to, że bar­teru w ogóle nie ma i ni­gdy nie było. Naj­czę­ściej jest on jed­nak uży­wany do ob­sługi kon­tak­tów z ob­cymi. Tymi, któ­rym się nie ufa. Ze swo­imi – oraz tymi, któ­rych już tro­chę po­zna­li­śmy – roz­li­czano się ra­czej przy po­mocy długu. Zresztą nie dało się ina­czej. Zwłasz­cza, że na­wet naj­bar­dziej pry­mi­tywne formy wy­miany obej­mo­wać mu­szą nie tylko to­wary (ryba za chleb, chleb za mięso), ale także usługi. Świad­czone cza­sem tu i te­raz. A cza­sem odło­żone w cza­sie. Na przy­kład w for­mie... no wła­śnie, wy­po­wie­dzia­nego lub nie­wy­po­wie­dzia­nego długu. Cza­sem usank­cjo­no­wa­nego tra­dy­cją i po­czu­ciem obo­wiązku, in­nym znów ra­zem kal­ku­la­cją. Zro­bię coś dla cie­bie dziś. Nie za­pła­cisz? Trudno, kie­dyś mi się ja­koś od­wdzię­czysz. Tak to przez ty­siące lat dzia­łało. I tak działa do dziś. Nie ma sensu uda­wać, że tak nie jest.

W tym sen­sie dług jest czymś bar­dziej pier­wot­nym niż pie­niądz i prze­różne pa­piery war­to­ściowe. Albo ina­czej – dług jest ich oj­cem lub dziad­kiem. Pie­niądz i dług łą­czy to, że oba te na­rzę­dzia oparte są na za­ufa­niu. Ale to dług jest star­szy. Bo dług po­prze­dzał na­wet sam han­del i zwią­zane z nim nie­uchronne uto­wa­ro­wie­nie re­la­cji mię­dzy ludźmi. Czego wdzięcz­nym przy­po­mnie­niem jest prze­cież obecne na­wet w na­szym pol­skim ję­zyku sfor­mu­ło­wa­nie „być ko­muś coś krew­nym”. Co jest gwa­ro­wym i ar­cha­icz­nym na­wią­za­niem do epoki wspól­noty ro­do­wej, czasu, kiedy osoby po­cho­dzące od jed­nego przodka były po­wią­zane wię­zami krwi. A ród miał obo­wią­zek każ­dego swego członka ży­wić; w ra­zie śmierci także go po­mścić. Po­nadto stąd wy­ni­kała kon­cep­cja od­po­wie­dzial­no­ści za winy i zo­bo­wią­za­nia swo­ich „krew­nych”. Czyli też za ich długi. Jesz­cze na­wet ośmio­to­mowy Słow­nik ję­zyka pol­skiego (1900–1927), zwany war­szaw­skim, pod re­dak­cją Kar­ło­wi­cza, Kryń­skiego i Niedź­wiedz­kiego, wy­ja­śnia gwa­rowy przy­miot­nik „krewny” jako „wi­nien, dłużny”.

Ale w hi­sto­rii z Ży­dem i karcz­ma­rzem cho­dzi o coś wię­cej. Z jed­nej strony po­ka­zuje ona, że dług to me­cha­nizm po­ten­cjal­nie dość nie­bez­pieczny, a na­wet nisz­czący. Za­nim do mia­steczka przy­bywa bo­gacz, jest ono po­grą­żone w głę­bo­kim ma­ra­zmie. Rów­nież, a może wła­śnie dla­tego, że każdy jest tam za­dłu­żony u każ­dego. W związku z czym wszy­scy żyją w cią­głym stra­chu przed nie­wy­pła­cal­no­ścią dłuż­nika, po­nie­waż po­cią­gnie to za sobą ich wła­sną nie­wy­pła­cal­ność. Ów sztetl to nie jest więc miej­sce pełne na­dziei i pro­spe­rity. Prze­ciw­nie. Od dawna nie­re­mon­to­wana obe­rża. Ży­jący nad wy­raz oszczęd­nie i ni­gdy „po­nad stan” miesz­kańcy, któ­rych i tak na nic nie stać. Eg­zy­sten­cja odarta z ko­loru i ja­kich­kol­wiek per­spek­tyw na roz­wój. To miej­sce, gdzie dłu­giem stra­szy się dzieci. I mówi się im, że dług to grzech. Wina, prze­jaw sła­bo­ści. Dno.

Z dru­giej strony do­kład­nie ten sam dług po­ja­wia się w tej hi­sto­rii jako... wy­ba­wie­nie. To in­stru­ment, przy po­mocy któ­rego do szte­tla wraca ży­cie. To jakby do­wód na praw­dzi­wość (po­zor­nie prze­cież ab­sur­dal­nej) opo­wie­ści ba­rona Mün­ch­hau­sena prze­ko­nu­ją­cego, że sam wy­cią­gnął się za włosy z ba­gna. I tu też tak było. Uwol­nieni od wza­jem­nych zo­bo­wią­zań miesz­kańcy mogą znów z na­dzieją spoj­rzeć w przy­szłość. Jak im się to udało? Wła­śnie przez ów bank­not. Ka­wa­łek pa­pieru z na­dru­ko­wa­nym wi­ze­run­kiem ja­kie­goś dawno zmar­łego dżen­tel­mena. Świ­stek pa­pieru. A jed­nak to ta stu­do­la­rówka tchnęła ży­cie w za­dłu­żony sztetl. A po­tem się na­gle oka­zało, że nie miała żad­nej war­to­ści. Była fał­szywa. A na­wet gdyby nie była, to też można ją bez trudu spo­pie­lić. Ot tak. Ale prze­cież to nie ma dla na­szej hi­sto­rii żad­nego zna­cze­nia. Fał­szywa czy praw­dziwa, nie­ważne. Ważne, że bank­not przy­niósł re­alną zmianę. Zre­se­to­wał. Tchnął ży­cie. Wy­cią­gnął z ba­gna. To me­ta­fora tego, jak działa dług. Czyli pod­sta­wowy me­cha­nizm roz­woju spo­łecz­nego. Naj­więk­sza in­no­wa­cja w dzie­jach, bez któ­rej biedni na za­wsze po­zo­sta­liby biedni. A in­we­sto­wać, roz­wi­jać się i ma­rzyć mo­gliby tylko ci, co już mają do­stęp do ka­pi­tału. Zna­czy ci, co już są bo­gaci.

Ży­jemy w cza­sach, który swój roz­mach i ol­brzy­mie suk­cesy na wielu po­lach za­wdzię­cza temu, że używa długu. Na­sze wy­na­lazki tech­no­lo­giczne, po­stępy zdro­wia pu­blicz­nego, względ­nie trwały po­kój albo spój­ność spo­łeczna. Wszyst­kie te zdo­by­cze na­szych cza­sów były, są i będą fi­nan­so­wane dłu­giem. Tak pu­blicz­nym, jak i pry­wat­nym.

Ale jed­no­cze­śnie dług przy­pra­wia nas o drże­nie serca. Bywa też raz po raz te­ma­tem zbio­ro­wej me­dial­nej hi­ste­rii. Dzieje się tak dla­tego, że dług jest to­tal­nie zde­mo­ni­zo­wany. Na­zywa się go „ży­ciem na koszt przy­szłych po­ko­leń”. Ko­lejne ge­ne­ra­cje po­li­ty­ków, pu­bli­cy­stów i ak­ty­wi­stów ro­bią ka­riery na­ma­wia­jąc do jego spła­ca­nia. Choćby nie wiem co. Choćby wa­liło się i pa­liło. Choćby bo­lało. A może wła­śnie żeby bo­lało. Jak gdyby współ­cze­sne spo­łe­czeń­stwa – choć tak chęt­nie de­mon­stru­jące swoją la­icy­za­cję – za­cho­wały ja­kąś prze­dziwną skłon­ność do re­li­gij­nych ka­te­go­rii. Do grze­chu i do bo­le­snej po­kuty. Wielu uważa więc dług wręcz za grzech. Obrzy­dliwe mo­ralne zło. Normą jest też to, by­śmy – za­miast z niego ko­rzy­stać – cią­gle się go wsty­dzili i za niego prze­pra­szali.

Nie zga­dzam się z tym.

Uwa­żam, że dług jest... do­bry. I wła­śnie o tym bę­dzie ta książka. Chcę po­ka­zać w niej różne ob­li­cza długu. Zwłasz­cza tego współ­cze­snego: ry­nek chwi­lówki, pro­blem za­dłu­że­nia hi­po­tecz­nego i dług przed­się­biorstw. A także róż­nicę po­mię­dzy dłu­giem pry­wat­nym i pu­blicz­nym. Tak we współ­cze­snej Pol­sce, jak i in­nych kra­jach. Za­równo bied­niej­szych, jak i bo­gat­szych od nas. Nie chcę jed­nak tylko bia­dać, ro­nić łezki, obu­rzać się.

Ce­lem tej książki jest coś wię­cej. Cho­dzi o to, by po­ka­zać, że bez długu nasz świat nie może ist­nieć. Bo dług jest zwy­czajną kon­se­kwen­cją funk­cjo­no­wa­nia w ra­mach zło­żo­nych spo­łe­czeństw i go­spo­da­rek. A każdy, kto prze­ko­nuje was, że jest ina­czej – kto was dłu­giem stra­szy i twier­dzi, że w imię kom­pul­syw­nego uni­ka­nia długu ma­cie zre­zy­gno­wać z ży­cia „tu i te­raz” – ten albo się myli, albo chce was wpro­wa­dzić w błąd.

Za­miast więc z dłu­giem kom­pul­syw­nie wal­czyć oraz za wszelką cenę go uni­kać, na­leży za­cząć czer­pać z niego ko­rzy­ści. Nie tylko in­dy­wi­du­alne, ale także spo­łeczne. Dla siły pań­stwa oraz dla do­bro­bytu jego oby­wa­teli. Wszyst­kich lub przy­naj­mniej licz­nych. A nie tylko naj­bo­gat­szych.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki