Garnitur wybrany przez grubego stylistę z zakładu pogrzebowego przy szpitalu - Anna Wiśniewska-Grabarczyk - ebook

Garnitur wybrany przez grubego stylistę z zakładu pogrzebowego przy szpitalu ebook

Anna Wiśniewska-Grabarczyk

0,0
19,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.
Dowiedz się więcej.
Opis

Debiutancki tom wierszy Anny Wiśniewskiej-Grabarczyk, literaturoznawczyni i pisarki nominowanej do Nagrody Literackiej im. W. Gombrowicza za powieść Porzeczkowy Josef. W tych tekstach autorka próbuje stworzyć własną poetycką formułę przeżywania śmierci. Żegnając ojca, mierzy się z prywatnym końcem świata, a ukochana osoba staje się zarazem wszechobecnym bytem metafizycznym i pozbawionym indywidualnych cech przedmiotem dookreślanym przez niedopasowane, uszyte nie na miarę, „[kto wpadł na ten pomysł?]”, atrybuty, rzeczy.

Autorami okładki tomiku są Frycz i Wicha.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 15

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Re­dak­cja: SE­BA­STIAN BREJ­NAK
Ko­rekta: ANETA TKA­CZYK, MA­RIA ROLA, KRY­STYNA ZA­LE­SKA
Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wych: TO­MASZ FRYCZ, MAR­CIN WI­CHA
Opra­co­wa­nie ty­po­gra­ficzne, ła­ma­nie: ANNA PA­PIER­NIK
Re­dak­tor tech­niczny: RO­BERT GĘ­BUŚ
© Co­py­ri­ght by Anna Wi­śniew­ska-Gra­bar­czyk © Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, 2025
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-08-08731-2
Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kra­ków bez­płatna li­nia te­le­fo­niczna: 800 42 10 40 księ­gar­nia in­ter­ne­towa: www.wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl e-mail: ksie­gar­nia@wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl tel. (+48 12) 619 27 70
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Trzcianka – Łódź – Ko­pen­haga

.

pi­sa­nie roz­po­częło się 7 kwiet­nia 1952

i za­koń­czyło 8 lu­tego 2017 roku

Kwa­tera B2-1-32

Oj­cze mój

któ­ryś jest w pia­chu

[kwa­tera B2-1-32]

o wą­tłych ko­ściach

[oboj­czyk zła­many jesz­cze za ży­cia]

o dło­niach bez formy

[nie utrzy­masz dłu­go­pisu i nie roz­wią­żesz już żad­nej krzy­żówki Z głową ]

Oj­cze mój

do nie­po­zna­nia

[za ży­cia nie no­si­łeś gar­ni­turu!]

Kto wpadł na ten po­mysł?

.

Gar­ni­tur wy­brany przez gru­bego sty­li­stę z za­kładu po­grze­bo­wego przy szpi­talu

Jak on na to­bie leży?

[gar­ni­tur

wy­brany przez gru­bego sty­li­stę z za­kładu po­grze­bo­wego przy szpi­talu]

Je­steś sze­roki w ba­rach jak Rambo

ma­te­riał tnie nitki pod brodą prze­cina jabłko na ćwiartki ła­mie się

pod dyk­tando mar­twej klatki uspo­kaja

do­piero na wy­so­ko­ści brzu­cha

tu je­steś pła­ski jak de­ska do kro­je­nia chleba trzy słoje – trzy gu­ziki

spo­kojny jak je­zioro

taka się uczy­niła ci­sza że sły­chać było dy­got li­ści bu­ko­wych na bez­wie­trzu[*]

W bio­drach – oj pa­nie tyle tu miej­sca trzeba zwę­zić – nie zwę­zili

I tak już do końca – to­niesz od ud przez ko­lana i łydki aż po kostki

Piękny fi­nisz! Ostat­nie me­try! Do­pły­nął!

[je­steś mi­strzem]

[*] W. Or­kan, Po­mór 206, [cyt. za:] Słow­nik ję­zyka pol­skiego pod red. Wi­tolda Do­ro­szew­skiego, https://sjp.pwn.pl/do­ro­szew­ski/bez­wie­trze
.

***

Oj­cze mój

któ­ryś jest w pia­chu

[Kto wpadł na ten po­mysł?]

.

Sa­mo­loty nie la­tają na za­wo­ła­nie

Kiedy brali ci miarę

[na gar­ni­tur wy­brany przez gru­bego sty­li­stę z za­kładu po­grze­bo­wego przy szpi­talu]

mnie od­wo­łano sa­mo­lot

Sa­mo­loty nie la­tają na za­wo­ła­nie!

Sia­dam obok ste­war­desy o moc­nych udach

biorę za nią łyk kawy z od­tłusz­czo­nym mle­kiem

prze­le­wasz się przez zimne palce (nie­do­czyn­ność tar­czycy

stwier­dzona w pod­sta­wówce)

i spa­dasz klek­sem przed ter­mi­na­lem

Sia­dam obok ste­war­desy o moc­nych udach

które pęcz­nieją świe­żym mle­kiem

pa­ru­jesz z po­sadzki (wszyst­kie po­sadzki lot­nisk

ja­kie wi­dzia­łam są nie­ska­zi­tel­nie czy­ste)

Sia­dam obok ste­war­desy o moc­nych udach

bo­imy się obie że szwy za­raz pusz­czą gdy brali mi miarę by­łam przed ciążą

nić ła­pie ostatni od­dech

Pro­szę nie wy­pły­wać za boje!

Je­zioro stopy na wy­so­ko­ści przy­mru­żo­nych oczu pod­bró­dek

wbity w su­chy pia­sek

buty bu­ciory san­dały szpi­leczki klapki ja­ponki

ka­napki bu­telki wy­pi­jane do ostat­niej kro­pli sok w wo­reczku z chudą słomką

łok­cie wbite w ręcz­nik ręcz­nik wbity w mi­liony zia­re­nek

Je­zioro mi się my­śli

Czy ty umar­łeś nad je­zio­rem?

Nie nad je­zio­rem ale pod ge­ra­nium (kilka wier­szy da­lej)

Wa­li­zeczki wa­lizy torby ple­caki

(było ta­kie słowo „ne­se­ser”)

bieg w kie­runku bramki

At­ten­tion ple­ase!

Je­stem co­raz słab­sza zwie­szam głowę pod płytę lot­ni­ska pod pia­sek

i w końcu stróżka na owło­sio­nych łyd­kach

za­pach wody chłód z je­ziora wy­be­be­szony

od­kła­dam książkę i wcho­dzę w błę­kit

Sa­mo­loty roz­bi­jają się no­skami w dół albo kładą na skrzy­dle

Na­uczy­łeś mnie pły­wać na ple­cach i żabką

ogar­niam wzro­kiem wy­sepkę z pęp­kiem buk zgar­biony

nad wier­szem księ­życ nad kost­nicą

zwi­sam jak nie­to­perz nad twoim mar­twym cia­łem ko­łuję jak sęp

la­ta­wiec

I w końcu roz­wie­ram palce lą­duję przed bramką

czuję jak żo­łą­dek bun­tuje się przed tą wy­obra­żoną kawą

Od two­jej śmierci nic nie ja­dłam

(ty nie jesz ja nie jem)

płynę na pu­sty żo­łą­dek

Dwie żaby na środku nieba

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki