Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
24 osoby interesują się tą książką
Nihal, ostatni Pół-Elf Świata Wynurzonego, i młody mag Sennar kontynuują swoją misję. Mają szansę uratować swój świat przed zagładą, ale najpierw trzeba złamać moc Tyrana. Aby tego dokonać, muszą odnaleźć osiem magicznych kamieni i umieścić je w tajemniczym elfickim amulecie. Jednak na ich drodze czyha śmierć. Niebezpieczna podróż Nihal zaczyna się w Wolnych Krainach, ostatnim bastionie, który oparł się władzy Tyrana. Wspólnie z giermkiem Lajosem i smokiem Oarfem Nihal przemierza Krainy Wody, Morza i Słońca. Przy użyciu siły magicznej udaje się jej zwizualizować miejsca przechowywania kamieni. Każdy z nich pilnowany jest przez strażnika. Wydanie kamieni może nastąpić dopiero po pomyślnym zdaniu niebezpiecznego egzaminu. Gdy Nihal traci siły, Sennar przejmuje jej misję. Ale on nie należy do kręgu wtajemniczonych. Nie wolno mu wejść na świętą ziemię, w której spoczywają kamienie. Jeśli ich dotknie, na Świat Wynurzony spadnie wielkie nieszczęście.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 568
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału
Cronache del Mondo Emerso III. Il talismano del potere
Redakcja
Elżbieta Spadzińska-Żak
Ilustracja na okładce
Corrado Vanelli
Redakcja techniczna, skład i łamanie
Damian Walasek
Korekta
Urszula Płonka
Marketing
promocja.videograf@gmail.com
Wydanie I w tej edycji, Siemianowice Śląskie 2025
Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA41-100 Siemianowice Śląskie, ul. Olimpijska 12tel. +48 600 472 609, +48 664 330 229office@videograf.plwww.videograf.pl
Cronache del Mondo Emerso III. Il talismano del potere © 2004 Arnoldo Mondadori Editore S.p.A., Milano
©Copyright for the Polish edition byWydawnictwa Videograf SA, Mikołów 2024
ISBN 978-83-8293-268-3
Giulianowi, za wszystko
Na imię mi Sennar, jestem czarodziejem. Nihal i ja poznaliśmy się pięć lat temu na tarasie w Salazarze, jednym z miast-wież Krainy Wiatru, w dniu, kiedy wygrałem od niej w pojedynku sztylet. Ona miała trzynaście lat, a ja piętnaście. Od tego czasu wiele się wydarzyło. Tyran, który już panował nad czterema z ośmiu Krain Świata Wynurzonego, zaatakował i podbił Salazar, a ojciec Nihal, Livon, został zabity. Zaraz potem Nihal odkryła, że jest ostatnią z Pół-Elfów, ludu wymordowanego wiele lat wcześniej przez Tyrana. Postanowiwszy zostać wojownikiem, z zamiarem pomszczenia śmierci ojca oraz rzezi, która unicestwiła Pół-Elfy, zdołała przejść zwycięsko przez próby, jakie wyznaczył dla niej Najwyższy Generał Raven, i została przyjęta do Akademii. Tam poznała Lajosa, swojego jedynego przyjaciela podczas tych samotnych miesięcy. W czasie próby pierwszej bitwy poległ Fen, Jeździec Smoka, w którym była zakochana. Był towarzyszem Soany, czarodziejki, która wprowadziła ją w świat praktyk magicznych. W okresie szkolenia Nihal powierzono gnomowi Idowi, a także wreszcie poznała swojego smoka – Oarfa.
W tym czasie Rada Czarodziejów, do której należę, powierzyła mi pewną ważną misję. Itak, mniej więcej rok temu, wyruszyłem wdrogę, aby dotrzeć do Świata Zanurzonego, kontynentu, októrego istnieniu opowiadano wiele bajek, ale którego dokładnego położenia nikt nie znał. Celem mojej wyprawy było zwrócenie się do mieszkańców owego świata z prośbą opomoc militarną iwsparcie nas wwojnie zTyranem.
Nie była to łatwa podróż. Wyruszyłem na pirackim okręcie Roola ijego córki Aires. Razem musieliśmy stawić czoła niekończącemu się sztormowi, anastępnie szczękom potwora postawionego na straży królestwa otchłani. Ostatnią próbę przeszedłem sam. Wziąłem łódź idotarłem do jedynego znanego wejścia do Świata Zanurzonego, olbrzymiego wiru, który pochłaniał wszystko.
Sądziłem, że umieram. Moc wiru, drżąca irozpryskująca się na tysiące drzazg łódka, wypełniająca mi płuca idusząca mnie woda…
Ocalałem idobiłem do Świata Zanurzonego. Dzięki opiece pewnej miejscowej rodziny odzyskałem siły, po czym wyruszyłem na poszukiwanie hrabiego, jedynej osoby, która mogła wysłuchać moich próśb.
Zalenia, jak nazywają ją jej mieszkańcy, jest miejscem niebezpiecznym dla tych, którzy tak jak ja pochodzą ze Świata Wynurzonego. Każdemu, kto zpowierzchni ośmieli się zejść wotchłanie, grozi kara śmierci. Zostałem pochwycony iwrzucony do celi, lecz właśnie tam znalazłem nieoczekiwaną pomoc. Poznałem przepiękną dziewczynę, Ondine, najsłodsze inajsmutniejsze wspomnienie zmoich trzech miesięcy spędzonych wgłębinach morza.
Ondine opiekowała się mną, kiedy byłem więźniem, atakże pomogła mi, wstawiając się za mną uhrabiego Varena, kiedy już wydawało się, że wszelkie nadzieje zgasły. Po odbyciu znim rozmowy, podczas której udało mi się go przekonać do mojej misji, zostałem dopuszczony przed oblicze króla Nereusza. Zabrałem ze sobą Ondine, ponieważ jej potrzebowałem iponieważ wydawało mi się, że ją kocham.
W Zalenii otrzymałem to, czego chciałem, ale za wysoką cenę. Kiedy wobecności całego ludu błagałem Nereusza, aby udzielił nam pomocy, wysłannik Tyrana podjął próbę zabicia króla itym samym wojna wkroczyła do świata dotychczas pokojowego.
Po wypełnieniu mojego zadania poczułem, jakbym wrócił do rzeczywistości, izrozumiałem, że moje uczucia do Ondine były oszustwem. Musiałem ją zostawić, zobietnicą, której mam nadzieję dotrzymać pewnego dnia.
Podczas gdy ja byłem zajęty moją misją, wiele wydarzyło się również na powierzchni ziemi. Nihal została Jeźdźcem Smoka istarła się znajsilniejszym wojownikiem nieprzyjaciół, gnomem Dolą –tym, który zniszczył Salazar. Udało jej się go pokonać, ale musiała uciec się do zakazanego zaklęcia, ato wzmocniło legiony duchów, które ją osaczają.
Najtrudniejsze wtym pojedynku było dla Nihal, już zwyciężczyni, odkrycie, że Dola jest bratem Ida iże wprzeszłości jej nauczyciel walczył woddziałach Tyrana, pomagając mu weksterminacji Pół-Elfów. Jednak Ida iNihal łączy coś szczególnego, więź, która nie może zostać tak łatwo zerwana, udało im się więc przetrwać tę kolejną próbę.
Nihal ija znów się spotkaliśmy. Również Soana wróciła zposzukiwania Reis, swojej dawnej nauczycielki. Przekazała Nihal, że czarodziejka chce ją widzieć.
Reis to zła starucha. Zoczami pełnymi nienawiści zdradziła nam, że Nihal została poświęcona bogu odziwnym imieniu Shevraar iona jedyna posiada klucz do ocalenia świata przed Tyranem. Będzie musiała odnaleźć osiem kamieni, skrywanych po jednym wkażdej zOśmiu Krain, akiedy już je zgromadzi, ma umieścić je wpewnym talizmanie iużyć ich do przywołania potężnego zaklęcia, które pozbawi Świat Wynurzony magii. Odkryliśmy też, że to właśnie Reis zesłała na Nihal prześladujące ją koszmary, aby dziewczyna znalazła wsobie odwagę do wykonania tego zadania. Zabrałem Nihal stamtąd iprzekonałem ją, aby nigdzie nie wyruszała, aby nie robiła nic ztego, czego żądała od niej Reis.
Niestety, wypadki potoczyły się jak lawina. Tyran wymyślił nową broń. Udało mu się przywołać duchy umarłych istanęliśmy na polu bitwy twarzą wtwarz znaszymi poległymi wcześniej towarzyszami, teraz uodpornionymi na uderzenia mieczy.
Soana ija wymyśliliśmy zaklęcie, pozwalające stali zwyciężyć duchy poległych, to jednak nie zapobiegło klęsce. Wjednym dniu straciliśmy większą część Krainy Wody, aNihal została ranna w pojedynku z wskrzeszonem Fenem.
Sytuacja jest rozpaczliwa. Oddziały Zalenii są kruchą nadzieją. Wiem, dlaczego Nihal podniosła się podczas zebrania Rady, tamtego wieczoru, iczęść mnie rozumie, że postąpiła słusznie. Nie mogłem jednak pozwolić, aby wyruszyła na terytorium nieprzyjaciela sama ze swoimi demonami. To dlatego podjąłem tę decyzję irzuciłem na szalę wszystko –dla niej.
W ten oto sposób bogowie, rozgniewani głupim i pełnym pychy zachowaniem mieszkańców Vemaru, postanowili o ich końcu. Przelali swoją złość na tę samą ziemię, którą niegdyś pobłogosławili, i nastąpił wielki wstrząs. Morze podniosło się, sięgając niebios, ziemia zapadła się w głębiny, zaś rzeki ognia walczyły o Vemar oszalałymi strumieniami. Przez trzy dni i trzy noce morze i ziemia mieszały się ze sobą, zaś ludzie modlili się do bogów, aby uśmierzyli swój gniew. Czwartego dnia Vemar został podniesiony ku niebu i odwrócony. Zastąpiła go obszerna zatoka, tworząca doskonałe koło. Vemar, Pierwociny Bogów, już nie istniał. Na jego miejscu znalazła się zatoka Lamar – Gniew Bogów. Na jej środku – wieże przypominające, że nikt nie jest tak wielki, aby wznieść się do bogów.
Dawne historie, paragraf XXIV,
zBiblioteki Królewskiej miasta Makrat
Początek długiej podróży
Nihal zakryła się płaszczem po sam nos. W lesie było zimno jak na tę porę roku. Pinie szeleściły pod smagnięciami lodowatego wiatru, a ogień dogasał.
Nihal, ostatnia zPół-Elfów, oczym świadczyły jej granatowe włosy ispiczaste uszy, była osłabiona przez gorączkę ignębiona głosami duchów zapełniających jej koszmary. Popatrzyła na medalion, który nosiła na szyi, talizman, który mógł skraść jej życie izadecydować oocaleniu Świata Wynurzonego. Osiem pustych wgłębień zdawało się wciągać ją mocą kryjących się w nich znaków zapytania.
Jej towarzysze, Sennar iLajos, oparci opień drzewa, pogrążeni byli we śnie. Spał również Oarf, jej smok; pod swoimi plecami, wyciągniętymi na szmaragdowozielonych łuskach, Nihal czuła jego powolny iregularny oddech.
Podróż rozpoczęła się sześć dni wcześniej, po ostatnim spotkaniu zReis, czarodziejką.
Leżąc przed ogniem, dziewczyna zamknęła oczy iskoncentrowała się na uspokajającym oddechu Oarfa, aby odgonić to wspomnienie. Wciąż jeszcze widziała te niemal białe oczy staruchy, jej zakrzywione palce, iwydawało jej się, że słyszy jej przepełniony nienawiścią głos.
Wiatr był lodowaty, amimo to Nihal się pociła. Znowu popatrzyła na talizman. Środkowy kamień połyskiwał wciemności pośród czerwonawego migotania ognia, tak samo jak rozjaśniał cuchnące wnętrze chałupy czarodziejki. Słowa wypowiedziane przez Reis rozbrzmiały wjej głowie echem.
„Talizman zdradzi pozycję sanktuariów tobie, Sheireen, itylko tobie. Kiedy dotrzesz do miejsca, wktórym strzeżony jest kamień, wyrecytujesz słowa wtajemniczonego: Rahhavni sektar aleero,„Błagam omoc”. Weźmiesz kamień, umieścisz go we wgłębieniu amuletu, które mu przynależy, amoc zstąpi na ciebie. Gdy już będziesz wWielkiej Krainie, wezwiesz na zbiórkę, wypowiadając ich imiona, Osiem Duchów: Ael –Wodę; Glael –Światło; Sareph –Morze; Thoolan –Czas; Tareph –Ziemię; Goriar –Ciemność; Mawas –Powietrze; Flar –Ogień. Każdy zośmiu kamieni aktywuje się izostaną wezwane duchy. Aby je przywołać, talizman będzie wysysał zciebie życie, będzie się nim żywił. Wyrwana tobie energia zgromadzi się wmedalionie. Można będzie jej użyć, aby rzucić inny czar, ale wtym przypadku zostanie utracona, aty umrzesz, albo będzie mogła zostać uwolniona poprzez rozbicie medalionu ostrzem zczarnego kryształu. Pamiętaj jednak, że talizman przeznaczony jest tobie. Gdy ktoś inny go na siebie włoży, amulet straci blask imoc oraz przechwyci energie witalne osoby, która się na to poważy”.
Nihal zadrżała. Schowała medalion zpowrotem na piersi iotuliła się szczelniej płaszczem.
Wyruszyli wpośpiechu –ich misja była nadzwyczaj pilna. To ona sama nalegała, aby rozpocząć podróż, zanim rana na ramieniu, zadana jej przez upiora, całkiem się zagoi.
Nihal wolałaby, żeby Lajos, jej giermek, został wbazie, ale nie dało się wyperswadować mu decyzji otowarzyszeniu jej wtej wyprawie. Nawet Ido, jej nauczyciel, musiał to przyznać.
– Prawdopodobnie byłoby lepiej, gdyby nie szedł –burknął gnom pomiędzy jednym pociągnięciem zfajki adrugim. –To nie jest wojownik iwojna nie jest dla niego. Ale Lajos nigdy nie zgodzi się zostać tu ina ciebie czekać. Nawet gdybyś wyjechała po kryjomu, wyruszyłby za tobą idał się zabić. Jedyne rozwiązanie to wziąć go ze sobą.
Giermek nie dał się prosić, zuśmiechem rozjaśniającym mu twarz okoloną jasnymi lokami natychmiast zebrał swoje rzeczy izniecierpliwością oczekiwał na moment odjazdu.
Za pierwszym razem, kiedy Nihal zadała pytanie talizmanowi, zrobiła to niechętnie. Dopóki nie wypróbowała jego mocy, mogła się łudzić, że jest tylko Nihal, Jeźdźcem Smoka. Sheireen, Poświęcona, to znienawidzone imię, którym nazywała ją Reis, było niczym innym, jak tylko cieniem koszmaru.
Jednak kiedy tylko wzięła medalion wdłoń, jej umysł przeniknęła jakaś wizja.
Niewyraźny obraz. Mgła. Bagno. Pośrodku niebieskawa, zanikająca konstrukcja. Jedno słowo: „Aelon”. Ikierunek: „Na północ, iść wzdłuż Wielkiej Rzeki, tam, gdzie rzuca się wmorze”. Potem nic więcej.
A zatem to prawda. Była Poświęconą.
Otoczona ponurymi sylwetkami drzew, Nihal nie mogła spać. Gorączka jej się podniosła, aramię pulsowało. Rana musiała ulec zakażeniu.
Nihal popatrzyła na czarodzieja igiermka, śpiących pogodnie. Zatrzymała wzrok na rudej czuprynie czarodzieja wystającej znad płaszcza ipo raz kolejny zadała sobie pytanie, czy wogóle uda im się dojść do końca.
Następnego ranka wyruszyli, kiedy słońce stało już wysoko, iskierowali się na północ. Zaczynał cicho padać śnieg, awiatr potrząsał czubkami drzew istawiał opór skrzydłom Oarfa.
Przelatywali nad rozległymi połaciami pobielonych lasów inad dopływami Saaru. Pomiędzy suchymi iszarymi gałęziami dostrzegali wioski ludzkie idrzewa, wktórych mieszkały nimfy. Nihal poczuła, że znajdują się blisko celu.
– Jesteśmy na miejscu –powiedziała ikazała Oarfowi opuścić się niżej.
Płynąca pod nimi Wielka Rzeka rozdzielała się na tysią-ce strumyków przesiąkających ziemię, adrzewa ustępowały pola podmokłym terenom. To musiało być owo bagno, które Nihal zobaczyła dzięki talizmanowi. Pofrunęli wtamtym kierunku, ale wkrótce widoczność ograniczyła gęsta mgła. Jedynie tu itam można było dostrzec wyschnięte gałęzie jakiegoś drzewa.
– Musimy zejść niżej, inaczej niczego nie wypatrzymy –zasugerował Lajos.
Kiedy tylko postawili nogę na ziemi, otuleni zmatowiałym przez mgłę światłem, ich nozdrza uderzył zapach stojącej wody. Dotarli do początku bagien.
Usiedli na jakimś pniu, aby ocenić sytuację.
– Nie można lecieć dalej na Oarfie, przynajmniej dopóki mgła się nie podniesie –powiedział Sennar.
– Ale przecież nie wiemy, jak daleko jest to sanktuarium ani jak rozległe są te bagna –zaoponował Lajos.
Nihal milczała. Na plecach czuła zimne dreszcze, atwarz paliła ją gorącem. Starała się skoncentrować, nie słuchając Lajosa iSennara. Wreszcie podjęła decyzję.
– Dalej musimy iść piechotą –oświadczyła.
– Dobrze –odrzekł Lajos izaczął się podnosić.
– Ty nie idziesz –zatrzymała go Nihal.
Lajos zamarł.
– Dlaczego?
– Chcę, abyś został zOarfem –powiedziała.
– Nie, ty chcesz się mnie pozbyć! –wykrzyknął giermek, aby zaraz potem zrobić minę pełną skruchy.
Nihal popatrzyła na niego surowo.
– Słusznie mówiłeś wcześniej, nie wiemy, jak długa droga nas czeka. Oarf jest zmęczony, musisz się nim zająć.
– Tak, ale…
– Żadnych „ale”, już podjęłam decyzję. Sennar ija wyruszymy jutro rano. Ty zostaniesz tutaj.
Tego wieczoru Nihal nie mogła zasnąć. Gorączka wzrosła, amyśl, że wkrótce odwiedzi pierwsze sanktuarium, poruszała ją iprzerażała jednocześnie. Będzie znią Sennar, ale decyzja czarodzieja, aby towarzyszyć jej podczas tej podróży, ryzykując swoje miejsce wRadzie, była ciężarem, który dokładał się do itak nielekkiego ładunku tej misji.
KiedyNihal zakomunikowała Radzie Czarodziejów swoją decyzję, że podejmie się tej misji, Sennar podniósł się gwałtownie.
– Proszę, abym mógł wyruszyć razem znią.
Nihal odwróciła się do niego.
– Sennarze!
– To nie podlega dyskusji –odpowiedział wówczas Dagon. –To dzięki twoim czarom nasza porażka była mniejsza. Potrzebujemy cię tutaj.
– Proszę opozwolenie, abym mógł jej towarzyszyć –nalegał Sennar. –Magia może być jej pomocna.
Dagon długo na niego patrzył.
– Najwyżej wyślę znią innego czarodzieja. Jesteś dla Rady zbyt cenny.
– Nihal też jest cenna dla armii.
– Zostaniesz tutaj, Sennarze. Temat uważam za zamknięty.
Wtej chwili Sennar uczynił gest niesłychany. Zerwał zszyi medalion świadczący ojego przynależności do Rady, symbol tego wszystkiego, wco wierzył idla czego walczył.
– Wobec tego opuszczę Radę.
Po sali przebiegł szmer zdumienia.
– Tak mało jest dla ciebie warta Rada? –spytał Sate, przedstawiciel Krainy Słońca.
– Rada to moje życie, ale jest wiele sposobów, na jakie można służyć Światu Wynurzonemu. Towarzyszenie Jeźdźcowi Smoka Nihal wjej wyprawie to jeden znich.
– Kto zajmie twoje miejsce? –spytała nimfa Theris.
Soana podniosła się zfotela.
– Dopóki Sennar nie wróci, oferuję się jako zastępczyni.
Dagon przez dłuższy czas trwał wzamyśleniu.
– No dobrze –powiedział wreszcie. –Zgadzam się na twój odjazd. Wiedz jednak, że kiedy wrócisz, Rada zastrzega sobie możliwość nieprzyjęcia cię ponownie wswoje szeregi.
I Sennar się zgodził.
Nihal wpatrywała się wpłomienie rozjaśniające czerwonawymi błyskami lodowate nocne powietrze. Wydawało się, że mgła pochłonęła wszystko wokół niej.
Aelon, czyli oniedoskonałości
Kiedy następnego poranka Nihal i Sennar zapuścili się na bagna, ogarnął ich lęk. Mgła była nadzwyczaj gęsta; musieli uważać, aby nie oddalać się od siebie, w przeciwnym razie ryzykowali, że już się nie odnajdą.
Znalezienie się wtym miejscu było niczym wyjście zrealnego świata.
Zapach wywoływał mdłości, ateren był tak przesiąknięty wodą, że przy każdym kroku zapadali się po kostki. Ciszę przerywało jedynie rechotanie żab oraz chrapliwe okrzyki kruków.
Nihal posuwała się naprzód zcoraz większym trudem izaczęła zostawać ztyłu. Sennar podszedł do niej ichwycił ją za rękę.
– Co…
– Wten sposób się nie zgubimy –odpowiedział czarodziej. –Gdybyśmy wiedzieli, gdzie znajduje się to miejsce, moglibyśmy dotrzeć do niego za pomocą magii.
– Znasz tego typu czary?
– Tak, ale można ich użyć tylko wprzypadku krótkich podróży iaby dotrzeć na miejsce, którego lokalizację się zna. Nazywa się to Zaklęcie Latania, chociaż wrzeczywistości nie jest to latanie.
– Wydaje się niezłe.
Sennar uśmiechnął się.
– Pewnego dnia cię go nauczę.
Szybko stracili poczucie czasu. Wszystko dookoła nich było szare ijednolite. Mieli wrażenie, jak gdyby cały czas tylko kręcili się wkółko, każde drzewo było identyczne z pozostałymi, każdy kamień przypominał wszystkie inne.
Nagle zapadła ciemność izrobiła się noc. Znajdowali się pośrodku bagien, nie mając najmniejszego pojęcia, ile drogi jeszcze przed nimi. Nie mogli się tam zatrzymać, musieli znaleźć jakieś schronienie, jednak na tej nizinie było to trudne.
Nihal nie wiedziała, gdzie jest Sennar, dopóki nie usłyszała, jak się zbliża. Świetlista kula zapłonęła na dłoni czarodzieja irozjaśniła mu twarz; był strudzony, ablizna na policzku, ślad po cięciu, jakie Nihal ponad rok temu wymierzyła mu wprzypływie złości, odznaczała się na bieli twarzy. Jednak wniebieskich oczach tliło się uspokajające światło.
– Nie załamuj się, znajdziemy jakieś rozwiązanie –powiedział Sennar. –Nie możemy spać wbłocie.
Czarodziej ruszył wdrogę, kierując się jasnością świetlistej kuli.
Przez dłuższy czas błąkali się, po czym Sennar wskazał na jakiś kamień wystający zbłota, na tyle duży, że można było zaimprowizować na nim jakieś posłanie. Skulili się pod płaszczami wciemności iobydwoje, zmęczeni, zapadli wsen.
Następnego poranka Nihal była cała mokra od potu, ajej skronie parzyły. Rana ani myślała się zabliźniać.
– To nic takiego, apoza tym już jesteśmy blisko –wzbraniała się Nihal.
– Nie jesteś wstanie dalej iść, już za bardzo się zmęczyłaś. Możemy zawiadomić Lajosa izatrzymać się wjakiejś wiosce. Wrócimy, kiedy wypoczniesz.
Nihal potrząsnęła głową.
– Nie będę spokojna, dopóki nie zdobędę pierwszego kamienia. Potem pomyślimy omoim wyleczeniu –oświadczyła. Chciała się podnieść, ale poczuła, że drżą jej nogi.
Sennar zmusił ją, aby usiadła.
– Przynajmniej pozwól mi się ponieść na plecach.
Nihal znowu pokręciła głową.
– Kiedy wreszcie przyznasz, że nie zawsze możesz radzić sobie sama? –wybuchnął Sennar. –Czy sądzisz, że miałbym śmiałość opuścić Radę, gdybym nie był pewien, że mnie potrzebujesz?
Nihal poddała się iwdrapała na plecy czarodzieja.
W ten sposób posuwali się naprzód przez cały poranek. Sennar szedł przed siebie pogrążony wbłocie po kolana. Potem wreszcie mgła się rozrzedziła icoś zamajaczyło na horyzoncie.
Początkowo Nihal sądziła, że to rosnąca gorączka wywołała halucynacje. Widziała wyłaniającą się zmgły jakąś konstrukcję, jak gdyby zawieszoną wpróżni, dryfującą wpowietrzu. Im bardziej się do niej zbliżali, tym bardziej dziewczyna czuła, że są blisko celu.
– To musi być to –powiedziała. –Chyba jesteśmy na miejscu.
Budowla nie wydawała się odległa, ale długo musieli iść, zanim do niej dotarli. Stopniowo zaczynali rozróżniać jej kształty. Był to czworoboczny budynek wkolorze krystalicznej wody, ozdobiony licznymi pinaklami.
Dotarli do jego stóp izatrzymali się. Wcentrum fasady otwierały się wrota zwieńczone ostrym łukiem; mury wyglądały jak olbrzymi koronkowy haft, aprzez wszystkie otwory wpadało iwypadało światło. Tym jednak, co najbardziej zdumiewało, był materiał, zktórego sanktuarium zostało wzniesione: woda. Woda podnosiła się zbagien, kreując mury, następnie wirowała iokręcała się wokół iglic, aby wreszcie opaść kaskadą iuformować bramę. To woda ze strumienia, zawieszona wpowietrzu, tworzyła ten budynek.
Nihal wyciągnęła rękę do konstrukcji, ajej palce zanurzyły się wścianie, porwane prądem wody. Cofnęła dłoń idotknęła nią twarzy: była mokra.
– Ale cudo –wyszeptał Sennar.
Dziewczyna podniosła oczy izauważyła nad wrotami wdzięczne, ozdobne litery, tworzące napis: „Aelon”.
– Wchodzimy –powiedziała.
Dobyła miecza ijako pierwsza przekroczyła próg. Sennar ostrożnie poszedł za nią.
Podłoga również była zwody, ajednak utrzymywała ich ciężar.
Wnętrze było kompletnie puste. Chociaż widziany zzewnątrz budynek wydawał się mały, kiedy było się wśrodku, sprawiał wrażenie całkiem odmienne. Był tu długi korytarz, zamieszkany tylko przez odgłos strumyka rozbrzmiewający echem pomiędzy ścianami. Wyglądało na to, że ciągnie się wnieskończoność, ajego koniec gubił się wciemności.
Nihal ogarnęło dziwne poczucie zagrożenia iścisnęła wgarści rękojeść miecza. Popatrzyła na medalion: środkowy kamień błyszczał ze swojego miejsca.
W głębi korytarza, gdzie według wszelkiego prawdopodobieństwa znajdował się kamień, nie było nic widać. Nihal poszła naprzód, aSennar za nią. Szli tak, aż wpewnym momencie dziewczyna nagle się zatrzymała.
Sennar rozejrzał się dookoła.
– Co się dzieje? –spytał.
Nihal nie odpowiedziała. Wydawało jej się, że usłyszała jakiś głos, araczej wybuch śmiechu.
Dłoń Sennara pojaśniała, gotowa do rzucenia zaklęcia.
– Wydawało mi się… –Nihal znowu nadstawiła uszu, ale nie usłyszała nic poza płynącą wodą. –Ale to było tylko takie wrażenie.
Ruszyli dalej. Plusk zaczął zanikać, aż wkońcu stał się niesłyszalny. Nihal nie potrafiła powiedzieć, jak długą drogę przeszli wewnątrz sanktuarium. Zatrzymała się iopuściła miecz.
W tej właśnie chwili tysiące twarzy wyłoniło się nagle ze ścian, wychylając się wkierunku jej iSennara, anastępnie przekształciło się wzwiewne ciała dziewcząt. Wyglądały jak nimfy, nie licząc złego błysku, jaki miały woczach. Sennar iNihal przywarli jedno do drugiego. Dziewczyna próbowała uderzyć te istoty mieczem, ale zrobione były zwody iostrze zanurzało się wnich, nie wyrządzając im żadnej szkody.
Potem niespodziewanie usłyszeli coś za swoimi plecami. Nihal odwróciła się zmieczem wdłoni izobaczyła, że zwodnej posadzki podnosi się kobieta, również zwody. Najpierw twarz, zktórej dwoje lodowatych, niedobrych oczu wbiło się wdziewczynę, potem ramiona ipiersi, awreszcie dolna część ciała.
Kobieta rosła nadal, aż stała się olbrzymia, górująca wzrostem nad Nihal iSennarem. Była dostojna ibardzo piękna, azjej doskonałych rysów emanowała przerażająca energia.
Miecz wdłoniach Nihal zadrżał.
Nagle wtwarzy kobiety ukazało się rozdarcie izarysował się na niej enigmatyczny uśmiech. Zaraz potem zniknął tak szybko, jak się pojawił.
– Kim jesteś? –spytała kobieta.
Odpowiedź pojawiła się na wargach Nihal odruchowo.
– Sheireen –odpowiedziała drżącym głosem.
– Sheireen tor anakte?
Nihal była zdezorientowana.
– Jestem Sheireen, nie przychodzę wzłych intencjach –odrzekła.
Kobieta zamilkła na chwilę.
– Poświęcona komu? –powtórzyła, tym razem wjęzyku zrozumiałym dla Nihal.
– Jestem poświęcona Shevraarowi.
Wydawało się, że kobieta się uspokaja.
– Shevraar, bóg Ognia iPłomienia, zktórego wszystko jest zrodzone, ale również bóg Ognistego Podmuchu, który wszystko gasi. Od Niego wszystko pochodzi, wNim wszystko umiera. Wkuźniach Jemu drogich wulkanów zostaje wykute na wojnę ostrze, które zabija, lecz światło Jego ognia daje życie iciepło temu, kto Go kocha. Życie iśmierć tkwią wNim, koniec ipoczątek.
Nihal słuchała, nie rozumiejąc.
– Aon? –spytała kobieta. –Kim jest nieczyste stworzenie, które ze sobą prowadzisz?
– Na imię mam Sennar –odpowiedział pewnym głosem chłopak. –Jestem czarodziejem zRady.
Kobieta zmierzyła go spojrzeniem, po czym dwie wypustki jej szaty wysunęły się ku niemu, owinęły się dookoła jego ramion iunieruchomiły go.
– Nie powinieneś był tu przychodzić. Twoje nieczyste stopy nie są godne, aby dotykać posadzki mojej siedziby.
Sennar próbował się wyrwać, ale chociaż przytrzymywała go tylko woda, nie udało mu się.
– Puść go! To do mnie masz się zwracać, on tylko towarzyszy mi wmojej misji! –wrzasnęła Nihal.
Kobieta przez jakiś czas milczała, ajej wzrok opadł na Nihal. Przyglądała jej się bacznie.
– Wyczuwam wtobie coś mrocznego, coś, czego nie powinno być wPoświęconym.
Nihal była świadoma, że nie jest czysta, izdawała sobie sprawę, jak silna jest nienawiść, którą żywi wobec Tyrana.
– Nie jestem doskonała ibyć może nawet nie jestem godna, aby trzymać wrękach twoją moc –powiedziała –jednak los chciał, że jestem jedyną osobą, która może zebrać razem wszystkie kamienie. Nie proszę cię oto dla mnie. Proszę cię oto dla wszystkich tych, którzy zginęli, dla tych, którzy cierpią: to dla nich muszę to zrobić. To ich ostatnia nadzieja, aja nie mogę im tego odmówić. Ufam, że ty również nie będziesz chciała tego uczynić.
Nihal czuła, że badawcze spojrzenie tej istoty przenika jej duszę, imiała nadzieję, że nie dotarło ono do ciemności, jakie się tam kryły.
Na wodnistych wargach kobiety pojawił się pojednawczy uśmiech.
– Niech będzie, Sheireen, zrozumiałam, oco prosisz, iprzejrzałam twoją duszę. Wiem, że dobrze się tym posłużysz.
Kobieta przywołała do siebie macki swej płynnej szaty iSennar znów był wolny; następnie podniosła dłoń do twarzy, wyszarpała zoczodołu jedno zoczu ipodała je Nihal. Dziewczyna wzięła kamień. Był gładki, obladoniebieskiej, błyszczącej barwie. Wydawał się zamykać wsobie wirujące prądy Saaru.
– Sheireen, jesteś dopiero na początku podróży, będziesz musiała jeszcze przebyć wiele mil ispotkasz po mnie wielu innych. Zważ, że nie wszyscy będą tacy jak ja, aniektórzy będą utrudniać ci wykonanie twojego zadania. Wtwoich rękach znajduje się teraz niezmierzona moc. Nie nadużywaj jej, bo sama odnajdę cię, aby cię zabić. Niech droga gładko rozwija się pod twoimi krokami, atwoje serce niech dotrze tam, do czego wzdycha –powiedziała kobieta. –Zrób to, co musisz –zakończyła.
Nihal ścisnęła kamień wpalcach ipołożyła go we wgłębieniu talizmanu.
– Rahhavni sektar aleero –wyszeptała.
Tworzące sanktuarium wody zaczęły wirować. Ściany się rozproszyły, ornamenty znikły, asamą kobietę wessał wir. Już się wydawało, że cała ta woda opadnie na Nihal, lecz ostatecznie wpłynęła do kamienia.
Dziewczyna zamknęła oczy, akiedy je znowu otworzyła, wokół niej były jedynie bagna imgła.
Usłyszała za plecami westchnienie ulgi. Odwróciła się izobaczyła uśmiechniętą twarz Sennara.
– Koniec końców poszło łatwo –powiedział czarodziej.
Nihal kiwnęła głową.
– Chyba zrozumiała nasze zamiary. Teraz pozostaje nam tylko wyruszyć wdalszą drogę.
Nagle siły ją opuściły. Upadła wbłoto na kolana.
– Co się dzieje? –spytał Sennar.
– To nic… tylko zawrót głowy…
Czarodziej natychmiast położył jej dłoń na czole.
– Jesteś rozpalona. Pokaż ranę –rozkazał.
Zanim Nihal zdołała się obronić, odsłonił jej opatrunek. Wkilku miejscach rana się otworzyła iwidać było ewidentne oznaki infekcji. Sennar starał się tego nie okazać, ale dziewczyna zrozumiała, że jest zaniepokojony.
– Musimy wezwać Lajosa –powiedział czarodziej.
Nihal nie była wstanie myśleć. Oczy ją piekły iczuła na całym ciele lodowate dreszcze wywołane przez gorączkę.
– To nie ma sensu… Nie może przylecieć zOarfem –zaprotestowała.
Sennar zarzucił na nią swój płaszcz, żeby się rozgrzała.
– Ja wskażę mu drogę. Ty nie jesteś wstanie chodzić, aja nie potrafię ci pomóc. Moje czary potrafią leczyć rany, ale nic nie mogą zdziałać wwypadku chorób, to jest teren kapłanów. Może zioła twojego giermka bardziej się przydadzą.
– Ale ja…
– Ty bądź spokojna iodpoczywaj.
Zmusił ją, aby położyła się na pobliskim pniu, po czym zagwizdał ijeden zkruków sfrunął do niego znieba. Czarodziej oderwał kawałek swojej tuniki iza pomocą magii skreślił na nim kilka słów do Lajosa. Owinął tkaninę zwiadomością dookoła nogi ptaka iwyszeptał mu coś do ucha. Kruk podniósł się do lotu. Czarodziej wrócił do Nihal, odsłonił zakażoną ranę izaczął recytować formułę uzdrawiającą.
Lajos dotarł do nich po paru godzinach. Sennar rozpalił magiczny ogień nad miejscem, gdzie czekali, więc chłopak znalazł ich bez trudu. Największym problemem było wejście na Oarfa. Smok nie mógł opuścić się na bagno, gdyż było ryzyko, że ugrzęźnie wnim na zawsze. Sennar musiał podnieść Nihal na taką wysokość, aby Lajos mógł ją chwycić, po czym sam wskoczył i z pomocą giermka wdrapał się na grzbiet smoka.
Kiedy tylko Lajos zobaczył dziewczynę, zrobił zmartwioną minę.
– Co się stało? Jak się czujesz?
Nihal chciała mu odpowiedzieć, ale gorączka idreszcze były zbyt silne.
– Rana znowu się otworzyła iwdało się zakażenie –wyjaśnił Sennar.
– Ico my teraz zrobimy? Nie mam ze sobą ziół inie wiem, gdzie ich szukać, apoza tym jesteśmy tak daleko ijest zimno…
Zanim Nihal zamknęła oczy, zdążyła jeszcze zobaczyć, jak Sennar chwyta Lajosa za wątłe ramiona.
– Przede wszystkim uspokój się. Musimy znaleźć osłonięte miejsce, ajeszcze lepiej wioskę, apotem pomyślimy oreszcie. Na razie mogę zastosować moją magię, przynajmniej jeśli chodzi oranę. No już, ruszaj się! –usłyszała słowa czarodzieja.
Potem dziewczyna zasnęła wgorączce, asmok rozłożył skrzydła iwzbił się wpowietrze.
„Mamy usługę, której mógłby pozazdrościć Amazon.”
Tysiące ebooków i audiobooków
Ich liczba ciągle rośnie, a Ty masz gwarancję niezmiennej ceny.
Napisali o nas: