Next time, Rory - Karolina Wilczęga - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Next time, Rory ebook i audiobook

Karolina Wilczęga

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

78 osób interesuje się tą książką

Opis

Osiemnastoletnia Aurora Sinclair ma w życiu wszystko, co najważniejsze: dom pełen miłości, wspierających rodziców oraz dwie niezastąpione przyjaciółki. Jej marzeniem jest zostać fizjoterapeutką i pomagać pacjentom w odzyskiwaniu sprawności. Aurora jest zdeterminowana, by osiągnąć swój cel, ale w jej sercu brakuje jednego elementu – mężczyzny, z którym spędziła dzieciństwo i którego kocha całym sercem.

Ryder Scott to syn szanowanych lekarzy, którego przyszłość od dawna wydaje się zaplanowana. Presja spełniania oczekiwań rodziny i społeczeństwa popycha go ku autodestrukcyjnym decyzjom – sięga po narkotyki i alkohol. Jednak po okresie błądzenia Ryder odnajduje siłę, by powrócić na właściwą ścieżkę. Z powodzeniem zdobywa uznanie na Harvardzie i staje się wzorem dla innych. Odnosi sukcesy zawodowe, ale jego serce tęskni za pewną dziewczyną.

Gdy los daje im szansę na miłość, ich świat zostaje wywrócony do góry nogami. Stają przed trudnymi wyborami, a ich decyzje mogą na zawsze zmienić ich relację. Czy ich miłość wystarczy, by przezwyciężyć błędy przeszłości? A może w końcu będą musieli zadać sobie najtrudniejsze pytanie: czy prawdziwa miłość zawsze oznacza wspólną przyszłość?

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 502

Rok wydania: 2025

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 23 min

Rok wydania: 2025

Lektor: Bartosz GłogowskiMaria Kozłowska

Oceny
4,5 (413 oceny)
284
82
29
13
5
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Kinok78

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna, życiowa książka. Pełna życiowych decyzji które zawsze w jakiś sposób zmieniają życie. POLECAM
80
marteX993

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna książka o prawdziwej miłości dwójki młodych ludzi ❤️
81
mar_jot

Nie oderwiesz się od lektury

przyjemna, lekka historia dwojga młodych ludzi... polecam
81
ikania1

Nie oderwiesz się od lektury

Piękna,wzruszająca książka .
81
Korteress55

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo wciągająca piękna historia wielkiej miłości. Polecam serdecznie
81

Popularność




Prolog

Aurora

Mówi się, że między miłością a nienawiścią istnieje cienka granica. Praktycznie niezauważalna, sprawiająca, że nigdy nie wiemy, gdzie zostanie ona przesunięta. W którą stronę postawimy ten jeden krok i czy to właśnie on nie zaważy na relacji, którą tworzymy. Nienawiść i miłość to mocne uczucia, w połączeniu ze sobą mogą stworzyć wachlarz odcieni emocji, nad którymi niełatwo zapanować.

Miłość kojarzy mi się z ciepłem, bezpieczeństwem, a także z sensualnością i oddaniem się komuś w stu procentach. W miłości nie ma części, są tylko całości. Tak samo jak w nienawiści. Możesz nienawidzić kogoś całym sobą, ale nigdy nie powiesz, że pałasz do kogoś nienawiścią w jakiejś części. Trudno wyzbyć się przekonania, że miłość jest równie silnym uczuciem jak nienawiść. Oba te uczucia napędzają i sprawiają, że bardzo łatwo gubimy się w ich gąszczu.

Nie mam pojęcia, od kiedy go kocham, ale doskonale wiem, kiedy poczułam do niego to przerażające, nieznane mi uczucie. Nie chciałam go nienawidzić, ale on mnie do tego zmusił. Złamanie mnie przyszło mu łatwo. Wystarczył jeden moment, aby moje różowe okulary roztrzaskały się o podłogę i zaburzyły wyobrażenia o nim. Wszystko przez jego przeszłość, która miała zostać za nami, a wbiła się w naszą teraźniejszość niczym rozpędzona ciężarówka. Bez chwili zastanowienia czy liczenia strat. Zostaliśmy roztrzaskani na starcie, choć nawet nie zaczęliśmy wspólnie biegu.

Byłam tylko naiwną nastolatką, która wierzyła, że pewnego dnia on okaże się moim księciem z bajki. Jednak jedyne, co okazało się prawdą, to moje bajkowe imię, bowiem to nie on miał zostać księciem dla mnie. Prawda jest brutalna, ale bardzo potrzebna, aby ponownie wejść na właściwą drogę. Z bólem wkroczyłam na nią, obiecując sobie, że nikomu nie pozwolę się skrzywdzić. Zaakceptowałam fakt, że nie zawsze nasza pierwsza miłość jest tą ostatnią. Musiałam uciec od niego jak najdalej, bo wiedziałam, że w przeciwnym wypadku jego ciemne jak noc oczy będą nadal wiercić dziurę w moim sercu. Musiałam postawić siebie na pierwszym miejscu i dać sobie szansę na szczęście, choć miałam wrażenie, że ono zostało wraz z nim.

Ból, który widziałam tamtego dnia w jego oczach, był tak ogromny, jak ten, który przetaczał się we mnie. Wiedziałam jednak, że muszę odejść. Pozwolić mu budować coś zupełnie innego, ale i również sama odnaleźć siebie. Zdawałam sobie sprawę, jak wielką władzę ma nade mną. Jeden dotyk czy pocałunek potrafił mnie zniewolić, ale tamtego dnia odrzuciłam wszystko, co dobre. Uczucia, którymi go darzyłam, wyciszyłam, aby w ostatecznej batalii nie polec przez własne serce. Nie mogłam dać mu siebie, skoro on już nigdy nie miał być cały mój.

Nie chcę być naiwną dziewczyną.

Nie będę tą, która czeka.

Nie będę słuchać kolejnych słów, które mają dać mi złudne nadzieje na szczęśliwe zakończenie.

Nie będzie kolejnego: Następnym razem, Rory.

Rozdział 1

AURORA

Dzisiejszy poranek okazuje się dla mnie wyjątkowo łaskawy. Po serii przeziębień nareszcie wracam do formy. Najpierw zachorował mój tata, który i tak chodził do pracy, bo czym dla niego jest gorączka? W końcu da radę, a organizm sam musi pokonać przeziębienie. Największa bzdura, jaką słyszałam. A potem mama, jednak ona posłuchała zaleceń lekarza i przeleżała cały tydzień w łóżku. Upartość odziedziczyłam po moim ojcu, jednak ja potrafię czasem ustąpić, a z chorobą nie ma żartów. Niekiedy trzeba na moment zatrzymać się i dać organizmowi odpocząć.

Wraz z rodzicami mieszkamy w Brooklynie. Jesteśmy szczęśliwą i kochającą się rodziną, która wspiera się na każdym kroku. Niezależnie co się dzieje, stajemy za sobą murem i nie pozwalamy sobie na upadek. Mój tata pracuje jako kierownik na budowie, a mama zajmuje się krawiectwem. Wiele razy miałam okazję przyglądać się, jak tworzy cudowne kreacje. Precyzja oraz kreatywność w jej działaniu jest dla mnie godna podziwu. Ja nie mam jej cierpliwości, ale Luna Sinclar ma jej pod dostatkiem. Mój ojciec Jason jest niezwykłym fachowcem, co potwierdza fakt, że wykonuje coraz więcej zleceń. Buduje oraz remontuje domy, nadając starym budynkom nowoczesny wygląd. Nasze życie toczy się spokojnym rytmem, który uwielbiam. Mamy siebie, a to więcej niż można sobie wymarzyć.

Nie mam rodzeństwa, ale dzieciaki z sąsiedztwa zastąpiły mi tę pustkę. Najbardziej w okresie wczesnego dzieciństwa brakowało mi obecności siostry czy brata, jednak to się później zmieniło. Obok nas mieszkają państwo Harrisonowie, którzy mają dwie córki – Naomi oraz Kyle. Stały się dla mnie jak siostry, a spędzany wspólnie czas upewniał mnie w przekonaniu, że więzy krwi nie są tak ważne, jak relacje, które budujemy przez całe życie.

W tym roku obie z Naomi kończymy osiemnaście lat i jesteśmy tym faktem niesamowicie podekscytowane. Wizja przyszłości i dorosłości jest coraz bliżej. Nie możemy się doczekać, aż wyjedziemy na studia i zaznamy samodzielności. Chodzimy razem do szkoły, a z kolei Kyle jest młodsza od nas o rok. Mamy podobne zainteresowania, uczymy się razem, a niejeden raz płakałyśmy sobie w rękaw, kiedy przeżywałyśmy swoje pierwsze miłości. Jesteśmy ekipą, która w naszym sąsiedztwie zyskała status złotek. Każda z nas ma inny charakterek, ale wspólnie się dopełniamy i to jest najpiękniejsze.

Oprócz Harrisonów w sąsiedztwie mieszka rodzina Scottów i to tam… zostawiłam pewnego dnia swoje serce. Państwo Scottowie są cenionymi lekarzami, którzy pracują w jednej z najlepszych klinik w Nowym Jorku. Jaxon jest uznanym chirurgiem, natomiast Selene kardiochirurgiem, a przede wszystkim niesamowicie inspirującą osobą. Kiedy moi rodzice kupili tutaj dom, państwo Scottowie byli pierwszymi sąsiadami, którzy z radością przyjęli nas do swojej społeczności. Mój ojciec oraz Jaxon bardzo się lubią, a Selene i mamę połączyła wspólna pasja, czyli tworzenie kreatywnych strojów. Pani Scott ma niesamowity zmysł i niejednokrotnie dodaje coś od siebie do projektu mojej rodzicielki. Wychodzą wtedy prawdziwe arcydzieła. Zdecydowanie oboje są osobami o bardzo przyjaznym usposobieniu, w ogóle nie dają odczuć, że są kimś lepszym, nie zadzierają nosa – nic z tych rzeczy. Są naturalni i nie stwarzają dystansu. Każdy ich szanuje, a nazwisko Scott wzbudza ogromny respekt wobec ich osiągnięć.

Państwo Scottowie mają dwóch synów – Rydera i Vincenta. To ten pierwszy… sprawił, że moje serce wybijało niespokojny rytm. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, który swoimi ciemnymi oczami uwiódł mnie jednym spojrzeniem, choć nawet nie zdawał sobie wtedy sprawy z tego, że to zrobił. Kosmyki hebanowych włosów opadały mu delikatnie na czoło i sprawiały, że za każdym razem chciałam sprawdzić, jakie są w dotyku. Dzielą nas cztery lata, jednak ja lgnęłam do niego jak ćma do światła. Od początku naszej znajomości widziałam w nim swojego księcia z bajki. Beznadziejna sprawa, prawda? Być zauroczoną w sąsiedzie, który traktuje cię jak swoją młodszą siostrę. Jak kogoś, kim trzeba się opiekować.

Jednak kiedy skończyłam szesnaście lat, zauroczenie Scottem stało się czymś mocniejszym. Nie potrafiłam nad tym zapanować, bo gdy tylko miałam go w zasięgu wzroku, mój mózg totalnie wariował. Tym samym starałam się w jakiś sposób zwrócić jego uwagę, jednak zazwyczaj kończyło się to żałośnie. Naomi wiele razy sugerowała mi, że powinnam odpuścić. Twierdziła, że zamiast rozglądać się za facetami, którzy ślinią się na mój widok, marzę o tym, który nigdy na mnie nie popatrzy. Czasami ta prawda otwierała mi oczy, ale niestety zazwyczaj tylko na chwilę. Potem i tak znów fantazjowałam o nim, kiedy w ciszy swojego pokoju wyobrażałam sobie nas razem.

Ryder i ja jesteśmy z dwóch innych światów. On ma za sobą okres buntu, który przysporzył jego rodzicom ogromu stresu. Do jego życia w pewnym momencie wkradło się wszystko, co najgorsze. Narkotyki, alkohol i nieodpowiednie towarzystwo nie sprzyjały najstarszemu synowi, który chciał zostać lekarzem jak jego ojciec i matka. Po wielu bataliach Ryder uspokoił się i ostatecznie wylądował tam, gdzie jego rodzice. Harvard był mu pisany od początku jego istnienia, a fakt, że sam czuł powołanie do medycyny, był dla państwa Scottów ogromną radością. Nigdy nie wywierali na nim presji. Jedyne, czego chcieli, to jego szczęścia, choć nie mogli pozwolić mu na upadek. Pomogli mu wyjść z szalonego okresu, a potem patrzyli, jak z każdym kolejnym miesiącem powoli wznosi się na szczyt. Kiedy wyjeżdżał, czułam ogromną ciężkość na żołądku. Na pewno w końcu pozna kogoś i przywiezie tu jakąś cizię, która będzie dla niego tą jedyną. Ta myśl nie dawała mi spokoju.

– Ziemia do Aurory!

Krzyk Naomi sprowadza mnie na ziemię, wracam do rzeczywistości i wbijam wzrok w moją przyjaciółkę. Ubrana jest w kolorowy top oraz bojówki, a mocny makijaż podkreśla jej zielone oczy. Zdecydowanie jesteśmy z innych planet, bo ja nienawidzę się malować. Oczywiście lubię makijaż, ale bardzo naturalny, a ona uwielbia ciemne palety kolorów na powiekach oraz mocne odcienie czerwonych szminek na ustach.

– Pytam, kogo chcesz jeszcze zaprosić?

Zerkam na listę, którą stworzyła na naszą osiemnastkową imprezę. Postanowiłyśmy zrobić ją wspólnie, ponieważ i tak mamy tych samych znajomych, więc bez sensu to rozdrabniać. Poza tym to było nasze wspólne marzenie. Wzruszam niedbale ramionami.

– Wydaje mi się, że są wszyscy.

Skubię bułkę na stołówce, a Naomi patrzy na mnie podejrzliwie.

– A więc w tym duecie to ja mam zająć się organizacją, tak?

– I tak wiem, że nie dam rady się przebić przez twoje pomysły – odpowiadam z rozbawieniem. – Wiem, że wszystko będzie niezapomniane.

Dziewczyna przygląda mi się z dumą, bo doskonale wie, że to prawda. Przyjaciółka to urodzona organizatorka wszystkich imprez, jakie robimy. Jeśli więc chodzi o naszą osiemnastkę, nie muszę się martwić. Były przez nią nadzorowane wszelkie ogniska czy chociażby ostatni tydzień tematyczny w naszej szkole. Odnajdywała się w tym i moim zdaniem świetnie nadawałaby się na kogoś, kto koordynowałby różnego rodzaju wydarzenia.

– Z pewnością. – Rozgląda się po sali, jakby chciała się zastanowić, kogo jeszcze wpisać, a potem ponownie wbija we mnie spojrzenie. – A co z Ry­derem i Vincentem?

– A co ma być?

Naomi parska śmiechem.

– To, co zawsze. – Przewraca oczami. – Zapraszamy ich? Wiesz dobrze, że rzadko kiedy przychodzą na nasze imprezy. Myślisz, że na naszą osiemnastkę zaszczycą nas swoją obecnością?

Odwieczny problem z rodzeństwem Scottów polega na tym, że choć wielokrotnie ich zapraszałyśmy, to oni zawsze mieli inne plany albo po prostu nie było ich w mieście. Niemniej jednak dostawałyśmy od nich prezenty i to było miłe. Ale tak naprawdę ważniejsza od prezentów jest po prostu obecność. Zdawałam sobie sprawę, że Ryder ma innych znajomych oraz masę zajęć, a Vincent z kolei jest… Vincentem, który niezbyt lubi imprezy. Jest raczej typem samotnika i nie zanosi się na to, aby to się zmieniło. Nie chcieliśmy wykluczać ich z naszego grona, bo całe sąsiedztwo, w tym nasi rodzice, bardzo się lubili, a więc i my nie chcieliśmy ich odtrącać. Chociaż to bardziej oni odsunęli się od nas. Nie mam pojęcia, kiedy się to wydarzyło, ale z każdym kolejnym rokiem byliśmy ze sobą coraz mniej zżyci.

– Zaprosimy ich. – Odsuwam od siebie talerz. – Robimy tak co roku, więc byłoby co najmniej dziwne, gdybyśmy teraz tego nie zrobiły.

Naomi unosi wysoko brew. To nasza impreza osiemnastkowa, a więc byłoby nie na miejscu ich nie zaprosić.

– W porządku, ale to ty tam pójdziesz.

– Nigdzie nie pójdę, tylko wyślę im info na Messengerze. Rydera nie ma w domu, a Vincent nie wysuwa nosa z pokoju, więc to będzie najlepsza forma przekazania im zaproszenia. W najgorszym wypadku odmówią.

Ryder nadal przebywa w Massachusetts, a do domu przyjeżdża na święta albo wtedy, kiedy ma wolne. W zeszłym roku skończył licencjat, jednak od razu rozpoczął naukę w szkole medycznej. Studia pochłonęły go bez reszty, ale świetnie daje sobie radę. Selene opowiadała mojej mamie o jego osiągnięciach i o tym, jak odnalazł się w nowym środowisku. Lata, które spędził na uczelni, sprawiły, że stał się bardziej dojrzały. Wyglądem oraz sposobem bycia coraz bardziej odbiegał od faceta, którym kiedyś był. Ja jednak z wrodzoną w sobie upartością nadal widzę w nim człowieka, którego znam od wielu lat.

– Niech będzie. – Naomi zaczyna grzebać w swojej torebce. – Kiedy ty ostatni raz z nim rozmawiałaś?

Wzdycham przeciągle, doskonale wiedząc, co chce zrobić moja przyjaciółka. Jej próby zmiany mojego myślenia odbywają się średnio co tydzień. O ile Kyle tego nie robi, bo w jakiś sposób rozumie moje zauroczenie, to Naomi jest niczym kat. Wie, że jestem zadurzona w Ryderze od lat, i próbuje mi pokazać, że jedyne, co robię, to tracę czas.

– Przyjechał do domu na Święto Dziękczynienia, ale wtedy tylko porozmawialiśmy przez kilka minut. – Wzruszam ramionami. – Nie ma o czym gadać. Chyba pogodziłam się z tym, że nigdy nie zwróci na mnie uwagi.

Dziewczyna parska śmiechem.

– Nie wciskaj mi kitu, Rory. – Patrzy na mnie z pobłażaniem. – Wiem, że nadal patrzysz na niego jak na ósmy cud świata, ale ty tracisz czas. – Łapie mnie za rękę. – Jesteś piękną dziewczyną, blondynką o niebieskich oczach. Każdy facet w tej budzie dałby się pokroić za randkę z tobą. Rozejrzyj się dookoła.

Kręcę głową, a na moje policzki wychodzi rumieniec. Nie potrafię przyjmować komplementów od innych mężczyzn, choć mój tata mówi mi je codziennie. Dla niego jestem idealna, bo jestem jego córeczką, ale obcy chłopacy to zupełnie inna liga. Choć miałam propozycje od różnych kolegów, to oceniałam ich według swojego standardu, którym jest jeden z braci Scottów. Tak, wiem. To jest chore. Nigdy nie chciałam nikogo skrzywdzić, ponieważ żaden z nich na to nie zasługiwał.

– Naomi…

– Mam dość patrzenia, jak tracisz czas na faceta, który traktuje nas nadal jak dzieciaki. On nie jest od nas wiele starszy, ale od kiedy rozpoczął studia, stał się jeszcze bardziej niedostępny. Nie mów, że tego nie widzisz.

Przygryzam wargę.

– Po prostu dojrzał i…

Przyjaciółka opada na oparcie krzesła i patrzy na mnie z rezygnacją. Wiem, że nigdy nie zrozumie mojego punktu widzenia.

– Przestań go, do cholery, tłumaczyć! Masz z tym skończyć, rozumiesz? Zacznij żyć, umawiać się na randki. Przestań czekać na kogoś, kto nawet przez moment nie zerknął na ciebie z takim uwielbianiem, z jakim ty patrzysz na niego.

Gdzieś w głębi serca wiem, że ma rację. Nie powinnam tracić czasu na Rydera. Jednak trudno to wprowadzić w życie. Rozum jedno, a serce drugie. Biorę do ręki tacę i idę ją odnieść, a w ślad za mną idzie przyjaciółka. Zerkam niepewnie w stronę stolika, przy którym siedzi drużyna koszykarska. Anthony posyła mi szelmowski uśmiech, a ja nerwowo odwracam wzrok. Odkładam tacę, starając się nie zwracać na siebie uwagi.

– O tym mówię – burczy pod nosem Naomi. – Kapitan drużyny koszykarskiej uśmiecha się do ciebie, a ty nic sobie z tego nie robisz.

Uśmiecham się do niej z pobłażaniem. Anthony wiele razy starał się zaprosić mnie na randkę, ale konsekwentnie odmawiałam. Nie miałam zamiaru dołączyć do sznureczka jego fanek, które biegały za nim jak pieski z wywalonymi jęzorami.

– Gdybyś miała choć odrobinę oleju w swojej główce, dałabyś mu szansę. Jedna randka! Może to by ci coś pomogło. Pomogłoby ci wybić Scotta z twojej upartej głowy.

Idziemy wzdłuż korytarza, pośród innych uczniów biegnących na swoje zajęcia. My ruszamy w kierunku sali, gdzie odbywają się zajęcia z biologii. Uczęszczamy do Stellar Horizons, które jest jednym z najlepszych liceów w kraju.

– Wolę skupić się na egzaminach końcowych. Dobrze wiesz, że chcę dostać się na fizjoterapię i uczyć się od najlepszych, a z tego, co wiem, randki nie pomagają w nauce. Nie chcę się rozpraszać ani rozpoczynać relacji, którą zaraz będę musiała kończyć.

– Przypominam ci, że idziemy na studia razem.

Przewracam oczami i wchodzę do odpowiedniej sali. Większość uczniów jest już na swoich miejscach. Mój wzrok pada na przedostatnią ławkę, gdzie niezmiennie siedzi Mackenzie wraz ze swoimi dwiema przyjaciółkami – Lilah i Hadley. Dziewczyny uważają się za najlepsze laski w całej szkole i nawet miałabym to gdzieś, gdyby nie fakt, że bardzo się nas uczepiły. Uwielbiają komentować nasz styl bycia, moje oceny, a także fakt, że najzwyczajniej w świecie przykładam się do nauki. Ignorując ich bezmózgie spojrzenia, zajmujemy miejsca, a ja wzdycham bezradnie.

– Tylko że ty jeszcze nie wiesz, co chcesz robić. Nie przejrzałaś nawet ofert uczelni.

Naomi macha dłonią.

– Gdzie ty, tam i ja. To się nie zmieni. Coś wybiorę, prawda? Chyba będzie jakieś miejsce dla zdolnych inaczej.

Zaczynam się śmiać, a potem kręcę głową. Oto właśnie nasza zażyłość. Nieważne gdzie poniesie nas życie, przyjaciółka będzie przy mnie niezależnie od wszystkiego. Choć w sumie po latach naszej przyjaźni nie spodziewam się niczego innego. Sama zrobiłabym dla niej wiele, aby tylko była szczęśliwa.

Rozpoczynają się zajęcia, a ja wsłuchuję się z ciekawością w wykład. Decyzja o tym, że chcę studiować fizjoterapię, narodziła się dzięki pani Scott. Wiele razy rozmawiałyśmy na ten temat, a anatomia sama w sobie mnie zafascynowała. Nie dałabym rady operować czy zapewne nie zniosłabym widoku krwi, ale ruch naszych kończyn czy mięśni bardzo mnie ciekawi. Spektrum urazów jest naprawdę szerokie, a ja uwielbiam zastanawiać się nad formami rehabilitacji, które mogłyby skutecznie przywrócić danego pacjenta do zdrowia i sprawności. Poza tym kocham sport, a ten zawód mogę połączyć z różnymi dyscyplinami. Każda profesjonalna drużyna potrzebuje fizjoterapeuty, a więc mam jasno określony cel.

Po zajęciach rozmawiamy z Naomi o imprezie, a potem rozchodzimy się do domów. Idę chodnikiem, a kiedy jestem już naprzeciwko schodów do wejścia, dostrzegam, że pan Scott właśnie wjeżdża na podjazd samochodem. Wychodzi z niego i macha mi na przywitanie, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Nieśmiało unoszę dłoń, po czym ruszam do drzwi. Kiedy tylko wchodzę do środka, uderza mnie aromatyczny zapach pieczonego mięsa.

– Jestem!

Rzucam plecak na ziemię, a potem ściągam kurtkę. Odwieszam ją i zgarniam plecak z podłogi.

– W kuchni! – odkrzykuje mama. – W sam raz na obiad!

Dom zawsze pachnie tak samo i jest to najlepszy zapach na świecie. Daje mi ukojenie i sprawia, że czuję się tutaj bezpiecznie. Może nie mamy willi z basenem, ale stworzyliśmy sobie gniazdko pełne miłości, a to jest najlepsze na świecie. Kiedy dostrzegam rodzicielkę, od razu do niej podchodzę i całuję w policzek.

– Moje słoneczko – mówi czule, dotykając moich policzków. – Jak było w szkole?

Odsuwam się od niej i uśmiecham.

– Dobrze. Robiliśmy testy próbne i jeśli choć w połowie takie będą na zakończenie szkoły, to będę zadowolona.

Mama posyła mi pełne dumy spojrzenie. Jej brązowe włosy układają się w idealne fale, a niebieskie oczy błyszczą. Ten kolor odziedziczyłam zdecydowanie po niej.

– Jestem z ciebie dumna. Nawet nie wiesz, jak bardzo.

Ilekroć słyszę to z jej ust, moje serce rośnie. Wiem, jak bardzo rodzice chcą, abym realizowała się w moich planach. Dużo się uczę i mam sprecyzowany plan działania. Widzą, ile wkładam w to pracy i jak ważne jest to dla mnie. Zerkam na talerze, na których ułożone są burgery z frytkami oraz sałatką. Marszczę brwi, bo przygotowane są tylko dwie porcje.

– A tata?

Kobieta posyła mi pełne rezerwy spojrzenie. Wyczuwam, że jest zdenerwowana.

– Tata chce koniecznie dzisiaj dokończyć remont jednego z mieszkań. – Słyszę jej niezadowolony ton. – Jest totalnie pochłonięty pracą i kompletnie ignoruje to, że coraz mocniej odbija się to na jego zdrowiu.

– Jest uparty – kwituję.

– A żebyś wiedziała! Cały czas proszę go, aby zwolnił, ale on ani myśli.

Mama podaje mi swój talerz, a ja odbieram go z wdzięcznością i ruszam do stołu. Rodzicielka zajmuje miejsce naprzeciwko.

– Jego ostatnie wyniki nie wyszły dobrze, dlatego się martwię. – Przygryza frytkę. – Nie chcę, aby nasze najlepsze lata spędził na wizytach u lekarzy.

– Wiem, ale zdajesz sobie sprawę z faktu, że on do wszystkiego musi dojść sam?

Niestety tata jest równie uparty jak ja i czasami nie wychodzi mu to na dobre. Wgryzam się w hamburgera i mruczę z zachwytu.

– Ale to dobre – mówię między gryzami. – A jak projekt dla pani Fisher?

– Ciężko. – Kręci głową. – Cały czas nanosi jakieś poprawki. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym dniem ma inną koncepcję sukienki. Jak tak dalej pójdzie, nie wyrobię się do ślubu jej córki.

Uśmiecham się do niej współczująco. Tacy klienci są najgorsi i choć poprawki wpisane są w zawód krawcowej, to ingerowanie cały czas w projekt jest z pewnością uciążliwe i zaburza całą pracę.

– Muszę zawieźć mu obiad, bo inaczej zwariuję. – Upija łyk lemoniady. – Nie chcę, aby jadł jakieś niezdrowe jedzenie, a poza tym muszę osobiście pokazać mu, że nie jestem zadowolona z tego, co robi.

Parskam śmiechem. Oto cała mama. Potrafi pojechać do taty na plac budowy tylko po to, aby zawieźć mu obiad. A przede wszystkim pokazać, że jest zła, choć z pewnością skończy się to buziakami i przytulaskami. Ilekroć patrzę na ich miłość, sama pragnę doświadczyć czegoś takiego. Bezwarunkowej, czystej, pełnej namiętności i pasji, którą tak dobrze widać w ich oczach. Kobieta kończy posiłek i patrzy na mnie wymownie.

– A ty co będziesz robić? – pyta, zbierając talerze. – Mam nadzieję, że w końcu odpoczniesz, a nie będziesz siedzieć z nosem w książkach.

Przygryzam wargę, a potem upijam łyk lemoniady. Wiem, że chce, abym odpoczęła, jednak póki nie skończę szkoły, zapewne będę miała z tyłu głowy przygotowania do egzaminów. Szczególnie że bardzo chcę dostać stypendium, a to wymaga ode mnie dwukrotnego skupienia.

– To moja forma relaksu. – mówię, na co mama kręci głową. – Ale może pójdę pobiegać. W sumie pogoda jest zachęcająca.

Jeśli jakakolwiek aktywność sprawia mi przyjemność, to zdecydowanie jest to bieganie. Mogę wsłuchać się w muzykę i cieszyć chwilą na wolnym powietrzu. Poza tym korzystnie to wpływa na moją głowę. Mogę potem uczyć się wydajniej, a przy tym czuję się naprawdę dobrze po takim wysiłku. Rodzicielka pakuje tacie obiad do pudełka, po czym zgarnia klucze z blatu.

– Jadę. Mam nadzieję, że wrócę przed następną klientką. – Zerka na zegar powieszony na ścianie. – W razie czego wpuść ją do pracowni i poczekaj z nią chwilę, dobrze?

Kiwam głową.

– Dobrze, kocham cię.

Mama posyła mi buziaka w powietrzu, po czym wychodzi, a ja zostaję sama. Dopijam swoją lemoniadę, wstaję i wkładam szklankę do zmywarki. Idę do swojego pokoju i od razu wyciągam ubrania do biegania. Wkładam je, a potem niewiele myśląc, wychodzę na dwór i ruszam w kierunku parku. Zakładam słuchawki i puszczam swoją ulubioną playlistę. Uwielbiam zespół Kiss, ale również Lanę Del Rey. Trasa, którą zazwyczaj biegam, nie jest oblegana, dlatego mogę w pełni skupić się na czerpaniu przyjemności z treningu.

Po pół godzinie intensywnego biegania zaczynam czuć przyjemny ból w łydkach. Nagle wyczuwam czyjąś obecność. Rozglądam się wokoło, ale dostrzegam jedynie w oddali kilka osób, które siedzą na kocu i delektują się jedzeniem. Instynktownie odwracam się za siebie i widzę biegnącego mężczyznę w bluzie z kapturem. Głowę ma opuszczoną w dół, przez co nie mogę dostrzec jego twarzy. Próbuję przyśpieszyć i skręcam w lewo. Biegacz uparcie podąża za mną, co sprawia, że zaczynam się denerwować. Cholera, a jeśli to jakiś morderca albo gwałciciel? Moja wyobraźnia nie pomaga w tym momencie ani trochę. Przyśpieszam do maksimum i skręcam w kolejną dróżkę. Mężczyzna w pewnym momencie zrównuje się ze mną, a zanim zdążę cokolwiek zrobić, łapie mnie w pasie i przewraca na siebie. Już mam zacząć krzyczeć, kiedy podnoszę wzrok i zauważam znajomą, uśmiechniętą twarz.

– Cześć, Rory.

Oddycham szybko, ponieważ adrenalina w moich żyłach buzuje mocniej z każdą sekundą. Patrzę na niego pełna szoku i niedowierzania.

– Serio, Ryder? Chcesz, żebym umarła na zawał?

Mężczyzna posyła mi delikatny uśmiech, a ja na ten widok zaczynam się śmiać. Nagle dochodzi do mnie, że leżę właśnie na pieprzonym Ryderze Scotcie i trzymam ręce na jego torsie. Pośpiesznie z niego schodzę i siadam obok, a ten po chwili robi to samo. Ewidentnie jest rozbawiony, jednak mnie ani trochę nie jest do śmiechu.

– Nie pozwoliłbym ci umrzeć na zawał. Nie na mojej warcie.

Prycham, a potem kręcę głową. Łapię się w miejscu, gdzie mam wrażenie, że serce wybija kolejne ciężkie uderzenie.

– Co ty tutaj robisz? – pytam zaskoczona, analizując w głowie, jaki mamy dzień. – Nie powinieneś być na studiach czy coś?

Jego ciemne oczy wpatrują się we mnie ze znajomą iskrą. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak dawno go nie widziałam.

– Moja mama miała w zeszłym tygodniu urodziny, więc postanowiłem przylecieć. Nie mogłem być na przyjęciu, bo miałem sporo zajęć, ale teraz mam trochę luźniejszy czas.

Przytakuję i nagle zdaję sobie sprawę, jaka to dziwna sytuacja. Ja z Ryderem siedząca w parku i rozmawiająca sobie jak gdyby nigdy nic. Nagle czuję się dziwnie skrępowana. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak po prostu gadaliśmy.

– Rozumiem – dukam, uciekając od niego wzrokiem. – Miałam do ciebie pisać w sprawie mojej osiemnastki. Tak naprawdę nie tylko mojej, bo robimy ją wspólnie z Naomi. Może masz ochotę przyjść?

– A kiedy będziecie ją organizować?

Przymykam oczy. Brawo, Aurora. Zapraszasz Rydera, a nawet nie zdradzasz terminu. Idiotka ze mnie.

– Dwudziestego szóstego maja w domku Harrisonów nad jeziorem.

Mężczyzna wyciąga w tym czasie telefon i klika coś, a potem ponownie unosi oczy na mnie. Dzięki temu mogę przyjrzeć się jego rysom twarzy, które zmieniły się przez ostatni czas. Naomi ma w jednym rację. Ryder wydoroślał i stał się bardziej poważny. Niedostępny.

– Mam wtedy egzamin. Nie mogę przylecieć.

Odnoszę wrażenie, że w jego głosie słyszę nutkę żalu. Nie chcę pokazać, że jest mi przykro, choć w głębi serca spodziewałam się takiej odpowiedzi.

– Rozumiem cię doskonale. Egzaminy są ważne.

Posyła mi delikatny uśmiech.

– Choć nie ukrywam, że chętnie spędziłbym z tobą urodziny.

Zastygam w miejscu, słysząc jego słowa. To niemożliwe, żeby Ryder chciał spędzić ze mną dzień sam na sam. Podejrzewam, że chodzi o imprezę, którą będą organizować moi rodzice. Co roku ją wyprawiają i zapraszają naszych sąsiadów. Chociaż i tak będę się cieszyć z jego obecności. Jeśli tylko potrafiłby zachowywać się tak jak dawniej, byłabym szczęśliwa, że znowu jest między nami dobrze.

– Oczywiście. Mama z pewnością się ucieszy z twojej obecności. Mam nadzieję, że twoi rodzice i Vincent również się zjawią.

Wbijam nerwowo wzrok przed siebie.

– Chodziło mi o nas dwoje.

Gwałtownie odwracam głowę w jego stronę i spoglądam wprost na niego. Widząc moje zmieszanie, dodaje:

– Osiemnastkę ma się raz w życiu, prawda? – Jego głęboki tembr głosu przyprawia mnie o ciarki. – Nie chcę przegapić tego momentu.

Powoli przytakuję. Kompletnie nie dociera do mnie to, co właśnie mi proponuje. Co, do cholery, się tutaj dzieje?

– No tak. – Odchrząkuję po chwili. – Więc… napisz, kiedy będziesz mieć czas. Dostosuję się.

Ryder przygląda mi się przez dłuższą chwilę, czym wprawia mnie w dziwny stan. On nigdy nie patrzył na mnie tak, jak w tym momencie. Czuję się obnażona i to w taki sposób, w jaki nigdy nie byłam. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że mam ubrany sportowy top odkrywający brzuch oraz przylegające do ciała legginsy. Włosy są totalnie rozwalone i jestem bez grama makijażu. Mam ochotę zapaść się pod ziemię i tylko i wyłącznie zniesmaczona twarz Naomi, którą mam w głowie, każe mi się trzymać. Ona zapewne uważałaby, że jestem totalną wariatką.

– Czas mija nieubłaganie. Trudno mi uwierzyć, że nie jesteś już dziewczynką, która przychodziła do naszego domu i wyciągała nas na plac zabaw.

– Vincent nigdy nie dawał się wyciągnąć – wspominam z rozbawieniem. – Raczej unikał mojej obecności.

Scott przewraca oczami.

– On uwielbia swoją obecność i nikogo innego, zaufaj mi.

– Na to wygląda.

– Ale za to ja pozwalałem ci na wszystko. – Kręci głową na to wspomnienie. – Owinęłaś sobie mnie wokół palca, księżniczko.

Gdzieś w środku cieszę się, że dla niego to miłe wspomnienia, jednak wiem, że on właśnie tak mnie określa. Dziewczynka. Młodsza od niego sąsiadka, którą czasem się zajął. Uwielbiałam z nim spędzać czas, jednak, do cholery… dlaczego to właśnie on musiał mi się spodobać? Mężczyzna opiera swoje dłonie o kolana. Siedzimy w ciszy, a cała sytuacja jest dla mnie jedną wielką abstrakcją. Nie wiem, co się wydarzyło, ale Ryder najwidoczniej nie ma zamiaru uciec. Po prostu siedzi obok, zerkając na mnie kątem oka. Postanawiam przerwać niezręczną ciszę.

– Jak tam na studiach?

– Pierwszy rok w szkole medycznej nie jest łatwy, ale liczę, że powoli się ogarnę.

Jego głos jest zamyślony.

– Twoja mama mówi, że dajesz radę i jesteś jednym z najlepszych na roku. Powinieneś być z siebie dumny.

Selene wiele razy opowiadała o jego sukcesach, kiedy wspólnie z moją mamą wymyślały nowe kreacje. W jej głosie za każdym razem słychać ogromną dumę. Wiem, jak bardzo walczyła o swojego syna, kiedy ten wciągnął się w narkotyki.

– Rodzice to rodzice. Oni muszą być dumni ze swoich dzieci, ale to fakt. Staram się być najlepszy, aby potem móc być jednym z tych lekarzy, którzy potrafią uratować wielu pacjentów.

Kiwam głową z uznaniem.

– A ty? Nadal wybierasz się na fizjoterapię?

Jestem w szoku, że to pamięta. W zeszłym roku podczas naszej kilkuminutowej rozmowy wspomniałam o tym, czym chcę się zajmować w przyszłości, jednak miałam wrażenie, że zapytał o to tylko i wyłącznie z grzeczności. Zresztą wydawało mi się, że unikał mnie wtedy jak tylko mógł.

– Tak – odpowiadam zaskoczona. – Mam nadzieję, że się uda. Nie ukrywam, że ostatnie miesiące będą dla mnie najważniejsze.

– A jaki uniwersytet?

Zaczynam nerwowo zaciskać dłonie na kolanach.

– Stanford albo Harvard – odpowiadam, na co mężczyzna gwiżdże z uznaniem. – Wiesz… to tylko plany. Czekam do egzaminów końcowych i dopiero wtedy będę mogła podjąć decyzję.

– Jesteś zdolna, Rory. Kto jak nie ty miałby dostać się na wymarzoną uczelnię? Moja mama opowiadała, że wygrałaś ostatnio olimpiadę z biologii, a ja sam doskonale wiem, ile się uczysz. Twoja mama mówi, że ciągle siedzisz z nosem w książkach.

Wzruszam ramionami, a na moje policzki wychodzi delikatny rumieniec.

– Lubię się uczyć.

– A więc daleko zajdziesz – kwituje. – Ale… z własnego doświadczenia polecam ci Harvard.

Każdy poleca mi tę uczelnię, jednak nie każdego na nią stać. Jeśli tylko dostanę stypendium, będę mogła o tym pomyśleć. W innym wypadku nie będę prosić rodziców, aby mi pomogli. Mają sporo swoich zobowiązań, a zdrowie taty nie jest takie jak kilka lat temu.

– Będę mógł być wtedy twoim osobistym przewodnikiem.

Zaczynam się śmiać.

– Nie wiem, czy tego chcesz – odpowiadam zawstydzona.

– Może właśnie tego chcę. – Wbija we mnie intensywne spojrzenie. – Żebyś znowu plątała się między moimi nogami.

Tym razem nie uciekam od niego wzrokiem. Wpatrujemy się w siebie i każde moje postanowienie, aby się od niego odciąć, odchodzi w zapomnienie. Nie wiem, jak mogłam to brać pod uwagę. Niemniej jednak dzisiejsza sytuacja wytrąca mnie z równowagi. Ryder od kilku lat trzymał mnie na dystans i choć zawsze starał się być dla mnie miły, to nigdy nie był… miły w ten sposób.

– Muszę wracać.

Pełna napięcia uśmiecham się do niego, a następnie wstaję gwałtownie i otrzepuję legginsy. Mężczyzna zrównuje się ze mną i łapie mnie za przedramię. Pod wpływem jego dotyku na mojej skórze pojawia się gęsia skórka.

– Więc idziemy.

– Ale…

– Mieszkamy naprzeciwko siebie, Rory – stwierdza nieznoszącym sprzeciwu głosem. – Poza tym będę spokojniejszy, kiedy odprowadzę cię do domu.

Biorę głęboki oddech, a potem ruszamy wspólnie spacerem w kierunku naszych domów. Mijamy przechodniów, a niektórzy z nich rozpoznają Rydera i się z nim witają. To właśnie jeden z minusów posiadania nazwiska Scott. Jego tata wiele razy udzielał wywiadów po udanych operacjach, a mama jest wybitnym kardiochirurgiem. Tak więc i synowie zaczynali wchodzić w ten niełatwy świat.

– Czasami jest to męczące, prawda? – pytam, kiedy ktoś po raz kolejny zaczepia mojego towarzysza.

– Czasami tak – mówi po chwili. – Dlatego mocno pracuję na to, aby to moje własne osiągnięcia mnie rozsławiały, a nie jedynie nazwisko.

– Już pracujesz na wszystko sam. Nadejdzie czas, kiedy udowodnisz wszystkim, że zawdzięczasz swoje osiągnięcia sobie, a nie znanym rodzicom.

Mężczyzna zerka na mnie kątem oka.

– Mam taką nadzieję.

Resztę drogi pokonujemy w przyjemnej ciszy, jednak niepewność trawi mnie od środka. Nie wiem, co się dzisiaj stało, ale Ryder dawno nie rozmawiał ze mną tak jak teraz. Moje szesnaste urodziny były ostatnimi, kiedy porozmawialiśmy, a potem… coś się zmieniło. Miałam wrażenie, że celowo zaczął mnie unikać. Być może za bardzo okazywałam mu swoje zauroczenie? Zwalałam to na towarzystwo, w jakim się obracał, presję ze strony otoczenia oraz ogrom nauki, ale teraz? Nie mam pojęcia, co to znaczy.

– Jutro też idę biegać – zaczyna, kiedy dochodzimy do domów. – Chcesz dołączyć?

Przystaję lekko zdenerwowana. Chyba umysł płata mi figle… ale nie, jego zachowanie nie jest podobne do tego, które znam. Sąsiad przystaje i skanuje moją twarz.

– O co chodzi? – pytam szeptem.

Marszczy brwi, nie rozumiejąc moich słów.

– Co się stało, że nagle potrafisz ze mną rozmawiać dłużej niż pięć minut i nie uciekasz, kiedy nadarzy się okazja?

Mój głos jest lekko zachrypnięty, jednak z całych sił chcę zachować przy tym powagę. Naomi pewnie w tym momencie przybiłaby ze mną piątkę, bo ona uważa, że szczerość jest najważniejsza. Jednak przyjaciółka zapewne doradziłaby mi, żebym powiedziała, że ma spadać, a nie oczekiwała wyjaśnień. Ryder bierze głęboki oddech, a potem rozgląda się wokoło, jakby skanując otoczenie wzrokiem. Po chwili w pełni skupia się na mnie.

– Przepraszam, jeśli tak się czułaś, ale zrozum, że dla mnie nie jest to łatwe – mówi spiętym głosem, a potem podchodzi bliżej i unosi niepewnie dłoń, muskając opuszkami mój policzek. – Kiedyś zrozumiesz, Rory. Obiecuję, że wszystko ci wytłumaczę, ale wiedz, że nigdy cię nie ignorowałem. Po prostu… nie chciałem zepsuć czegoś, co mogę mieć dopiero za jakiś czas.

Jego dotyk mnie pali, a kiedy się zbliża, instynktownie przymykam oczy. Mam wrażenie, że wybuchnę od nadmiaru emocji, które się we mnie kotłują. To tak nierealne. Czuję jego obecność, te ostre, charakterystyczne perfumy. Boję się, że kiedy otworzę oczy, jego nie będzie.

– Następnym razem, Rory… – chrypi mi przy uchu – wezmę od ciebie wszystko i pokażę ci, że nigdy cię nie ignorowałem.

Całuje mnie w policzek, a ja przez moment nie unoszę powiek. Czuję się tak, jakbym wysiadła z rollercoastera. W mojej głowie panuje chaos, którego nie potrafię zrozumieć. Jego słowa rzeźbią w niej ślad, który zostanie na długo. Jak zresztą wszystko, co Ryder mówi.

– Otwórz oczy – szepcze. – Pokaż mi je.

Z niepewnością robię, co każe, a on w tym czasie wwierca się we mnie swoim ciemnym spojrzeniem. Jest tak blisko mnie. Niemal czuję uderzenia mojego serca, które w tym momencie pobija rekord swojego tempa. Czuję się nieco przytłoczona, dlatego robię krok do tyłu. Potrzebuję dystansu.

– Dobranoc.

Mój głos jest zaciśnięty od emocji, które teraz odczuwam. Scott posyła mi delikatny uśmiech, od którego niemal uginają się moje nogi. Jestem pod ogromnym wrażeniem, że nie rzuciłam się na niego jak wariatka. Odwracam się i idę prosto do domu, nawet nie patrząc za siebie.

Dopiero kiedy zamykam drzwi, mam wrażenie, że mogę znów zacząć swobodnie oddychać. Mam tak wiele myśli w głowie, że aż trudno mi uwierzyć w to, co miało miejsce. Nie wiem, czy Naomi uwierzy w to, co jej jutro opowiem, ale… może nareszcie los uśmiechnął się do mnie?

Może to jednak mój książę?

Rozdział 2

Ryder

Aurora Sinclar.

Aurora.

Rory.

Gdy pierwszy raz zawitała wraz z rodzicami do naszego domu, była małą dziewczynką z blond kucykami i uśmiechem tak szerokim, że ciężko było przejść obok niej obojętnie. Kiedy ją poznałem, miałem dziesięć lat, a ona sześć. Państwo Sinclarowie kupili w naszej dzielnicy dom i od razu bardzo się polubili z mamą i tatą. Dlatego też Aurora stała się częstym gościem w naszym domu.

Kiedy mi się przedstawiła, zdziwiłem się, że rodzice nadali jej imię królewny z bajki. Choć trudno było mi się nie zgodzić z tym, jaką była uroczą dziewczynką. Słowo była jest tutaj kluczowe, bo gdy odprowadzam wzrokiem uciekającą ode mnie sąsiadkę, mam wrażenie, że moje hamulce mogą puścić w każdej chwili. Aurora z dziewczyny stawała się powoli kobietą. Każdy mój przyjazd do domu po kolejnym roku spędzonym w Massachusetts jedynie mnie w tym upewniał. Wracam do siebie, a od progu słyszę zażyłą rozmowę rodziców. Kiedy tylko wchodzę do salonu, ich rozmowy cichną.

– Ryder, skarbie! Nie zjadłeś obiadu!

Śmieję się, bo naprawdę moja mama ma urocze powitania. Podchodzę do niej i całuję ją w czubek głowy. Jak zawsze wygląda pięknie. Włosy ułożone ma w eleganckiego koka, a jej brązowe oczy błyszczą miłością i dobrem.

– Zaraz zjem – zapewniam ją, a potem dodaję: – Musiałem nieco się zrelaksować, a bieganie to dobry sposób na rozładowanie napięcia.

Tata kiwa głową, po czym upija łyk whisky. Jego mina wskazuje na to, że jest coś, co chce mi powiedzieć.

– Widziałem, że wróciłeś razem z Aurorą.

Uśmiecham się do niego, a on zaciska usta w wąską linię. Jako jedyny wie, co tak naprawdę czuję do młodej Sinclar. Z natury jest świetnym obserwatorem i kilka razy złapał mnie na obserwowaniu jej, kiedy młoda sąsiadka kompletnie nie zdawała sobie z tego sprawy.

– Wpadliśmy na siebie w parku.

Mama klaszcze w dłonie, zupełnie ignorując surową twarz ojca.

– Ona jest tak cudowna! Ostatnio pomogła mi w zbiórce charytatywnej w szpitalu. Ta dziewczyna jest niezwykła.

Niedopowiedzenie, kurwa, roku.

Aurora jest definicją wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze. Trudno jest mówić o niej inaczej, bo rozpościera wokół siebie aurę, która sprawia, że czujesz się w jej towarzystwie najlepiej na świecie. Nawet kiedy była małą dziewczynką, każdy się w niej zakochiwał. Bez wyjątku.

Zgodnie z życzeniem mamy odgrzewam sobie obiad i jem go w towarzystwie rodziców. Dyskutują żywo o pacjencie, który jest dość ciekawym przypadkiem medycznym. Wymieniają się poglądami, a ja uśmiecham się pod nosem, bo tak dokładnie wyglądało moje dzieciństwo. Pełne argumentów, zażarte dyskusje były czymś normalnym. Kochałem to, bo dzięki temu dość łatwo potrafiłem odnaleźć swoją ścieżkę życiową.

Oboje traktują swoją pracę jak pasję. Kochają to, co robią, a przede wszystkim kochają ludzi. Dlatego z taką łatwością potrafią wykonywać swój zawód. Ja też chcę być właśnie takim lekarzem. Pełnym dobroci oraz wzbudzającym zaufanie. Bardzo pragnę być choć w połowie taki jak oni.

– Vincent nadal jest w swoim pokoju? – pyta mama, podając mi szklankę soku. – Już nie wiem, co mam zrobić, żeby przestał siedzieć przy tym laptopie. Cały czas coś programuje! Na litość boską, czasami dobrze wyjść na świeże powietrze!

Mój brat nigdy nie był duszą towarzystwa. Wolał zaszyć się w pokoju, a przez to unikał rozmów czy imprez. Nie mamy typowo braterskiej relacji, ale oboje wiemy, że wskoczylibyśmy za sobą w ogień.

– Daj mu spokój – mówi tata, wracając do czytania gazety. – Pracuje teraz nad czymś ważnym, więc lepiej mu nie przeszkadzać.

Dojadam w spokoju obiad, zastanawiając się, ile ojciec widział i dlaczego od razu zadał mi pytanie w związku z Aurorą. Kiedyś opowiedziałem mu o tym, co czuję w obecności tej małej, i nie był z tego powodu zadowolony. W końcu to córka jego przyjaciela, a więc nie mógł pozwolić sobie na to, abym coś spieprzył w ich relacji.

Moja rodzicielka wychodzi na moment, słysząc dźwięk swojego telefonu. Po chwili wraca do salonu, a jej mina wyraża zaniepokojenie.

– Niestety muszę podjechać do szpitala.

Mama pakuje chaotycznie swoją torebkę, a potem zerka na tatę. Widać, że jest bardzo skupiona, więc oboje domyślamy się, co się właśnie stało.

– Zadzwonili do mnie, że wiozą do nas ciężki przypadek z wypadku samochodowego, który wydarzył się chwilę temu na drodze krajowej. Z tego, co wiem, wśród pacjentów jest dziewięcioletnia dziewczynka.

Mężczyzna kiwa głową, doskonale wiedząc, że jego żona najzwyczajniej w świecie odczuwa chęć niesienia pomocy – w szczególności jeśli potrzebują jej najmłodsi. Zawsze kochała pracę z dzieciakami, a jako kardiochirurg niejednokrotnie miała również małych pacjentów pod swoimi skrzydłami. Mimo że nie ma dyżuru, i tak jedzie na blok operacyjny, aby pomóc poszkodowanym. Zgrzyt zamka od drzwi informuje nas, że właśnie opuściła dom.

– A więc twierdzisz, że spotkałeś Aurorę przypadkiem w parku? – zaczyna podejrzliwym tonem tata. – Musiałeś mieć ogromne szczęście.

Przewracam oczami.

– Nie zrobiłem nic złego, tato. Zobaczyłem, że biega w parku, więc do niej dołączyłem. Porozmawialiśmy przez chwilę i tyle. Nawet zaprosiła mnie na swoją imprezę urodzinową, którą organizuje wspólnie z Naomi.

Tata przenika mnie swoim wzrokiem, szukając jakichkolwiek oznak kłamstwa.

– Ona ma siedemnaście lat, Ryder.

– Za chwilę osiemnaście – kontruję. – I nigdy nie zrobiłbym niczego głupiego. Nie względem niej.

Mężczyzna upija łyk whisky.

– Robiłeś w życiu wiele głupot, Ryder – odzywa się karcącym głosem. – Głupot, które mogły kosztować cię naprawdę wiele.

Zastygam w miejscu. Wiem, że nie może się pogodzić się z tym, że kiedyś uwielbiałem imprezować, a na domiar tego faszerować się narkotykami i alkoholem tylko po to, aby uciszyć głosy i szepty, które atakowały moją głowę. Jestem synem znanych lekarzy i od początku czuję na sobie ogromną presję. Każdy patrzył mi na ręce. W szkole miałem być prymusem, a poza nią dobrym i ułożonym chłopcem. Uczniem byłem wybitnym, ale cały czas wszystko się piętrzyło, nie dając mi chwili wytchnienia. Jednak moja buntownicza natura wyszła na wierzch i wepchnęła mnie w ciemność, z której niełatwo było mi wyjść. Dzięki rodzicom ponownie odnalazłem poprawną drogę. Choć i tak każdy wie, jaki upadek zaliczyłem. W związku z tym tacie nie podoba się to, że chcę zbliżyć się do młodej Sinclar. Dla niego to jest bardzo proste. Jeśli ci się podoba, poczekaj na odpowiedni moment, zacznij się z nią spotykać, ale nie waż się jej zranić, bo inaczej ja skrzywdzę cię dwa razy bardziej.

– Jestem czysty od czterech lat. To jest mój błąd, za który płacę, ale doskonale wiesz, że się zmieniłem. Jestem najlepszym studentem na roku, staram się odbudować twoje zaufanie, bo najwidoczniej tylko ty nie wierzysz w moją zmianę.

Wstaję gwałtownie od stołu, jednak on robi to samo i podchodzi do mnie. Jego spojrzenie łagodnieje.

– Jestem z ciebie dumny, Ryder – stwierdza poważnie. – Po prostu chcę, abyś nie popełnił kolejnego błędu, który być może będzie cię kosztować o wiele więcej niż wtedy. Aurora jest dobrą dziewczyną i z pewnością patrzy na ciebie z ogromną dozą ciepła i miłości, ale musisz zdawać sobie sprawę, że jest również młoda i wrażliwa. Jeden twój błąd może przekreślić wasze relacje. Nasze relacje – podkreśla tata. – I wtedy nie będzie czego ratować.

Wzdycham, czując dłoń ojca na ramieniu. Staram się go zrozumieć, ale, do cholery, nie zrobiłbym nic, co zaszkodziłoby jego relacji z panem Sinclarem.

– Kocham cię, synu, i zawsze będę obok. Ale jestem też od tego, aby przestrzegać cię przed błędami. Wiem, że i tak zrobisz wszystko po swojemu, ale wolę uchronić cię przed konsekwencjami niektórych twoich wyborów. Szczególnie takich, które nie rzutują tylko na ciebie, ale na całą naszą rodzinę. Przyjaźnimy się z Jasonem i Luną odkąd się tutaj przeprowadzili. Traktujemy ich jaką naszą rodzinę, więc gdybyś w jakiś sposób skrzywdził ich córkę, nasze relacje z pewnością by tego nie przetrwały.

– Wiem, tato. Możesz być jednak pewny, że nie zawalę.

Zdaję sobie sprawę, że ciężko mu w to uwierzyć, zważywszy na to, ile wybryków zaliczyłem w swoim życiu, ale to dawno za mną. Teraz w pełni skupiam się na studiach, a potem… chcę skupić się tylko na Aurorze, o ile pozwoli mi się do siebie zbliżyć.

– A więc dalej ci nie przeszło? – pyta nieco pokojowym tonem. – Szczerze mówiąc, myślałem, że szybko ci minie. Zazwyczaj twoje miłostki nie trwały zbyt długo.

Wzruszam ramionami, dostrzegając wesołe chochliki w jego oczach.

– Nie wiem, kiedy dokładnie się to stało, ale pierwszy raz… – Kręcę głową, lekko zawstydzony swoim wyznaniem. – Czuję się przy niej kimś wyjątkowym.

Wiem, że Aurora jest we mnie zakochana. Zdawałem sobie z tego sprawę, nawet kiedy byłem na haju. Kurwa, te niebieskie oczy wielbiły mnie każdego dnia. Lubiłem to, bo dla niej nieważne w jakiej byłem kondycji, byłem bohaterem. Choć nie zawsze zasługiwałem na jej dobroć.

– Aurora nigdy nie dbała o to, kim jestem. Dla niej zawsze byłem po prostu Ryderem. Gówno ją obchodzi moje nazwisko, status społeczny. Ją to wręcz peszy. Wystarczająco wiele kobiet było w moim łóżku tylko z powodu tego, jak się nazywam. Chcę w końcu mieć kogoś, kto będzie ze mną bez względu na wszystko.

Kiedy byłem młodszy, zupełnie mi to nie przeszkadzało. Byłem synem znanych rodziców i to mi odpowiadało. Jednak w momencie, w którym postanowiłem zrobić coś ze swoim życiem, nagle zdałem sobie sprawę, ilu przyjaciół miałem tak naprawdę.

– Taka kobieta to skarb w życiu mężczyzny, którego zawód nie pozwoli mu na częstsze bycie w domu – mówi z zawodem. – Gdy zacząłem spotykać się z twoją matką, było nam ciężko, ale motywowaliśmy się nawzajem, bo wiedzieliśmy, że warto. – Uśmiecham się do niego, na co on dotyka mojego ramienia. – Chcę tego samego dla ciebie i Vincenta. Dobrego startu w życiu i samych wspaniałych ludzi wokoło. Jako dobry lekarz będziesz miał masę pieniędzy i profitów – jak ja. Ale to twoja matka daje mi zdrowy balans i możliwość powrotu do normalności po ciężkim dniu w pracy.

– Wiem, tato. Dlatego tak bardzo zależy mi na tym, aby nie spieprzyć tego, co czuję do Aurory. Ona nie jest dla mnie miłostką czy następną laską do łóżka – zapewniam. – Nie myśl sobie, że to, co powiedziałem ci rok temu, było jedynie wyznaniem pod wpływem chwili.

Do dzisiaj pamiętam, jak siedzieliśmy z ojcem na tarasie, gdy przyjechałem po zdanym egzaminie do domu. Aurora wychodziła wtedy z Naomi i Kyle na jakąś imprezę, a ja obserwowałem każdy jej ruch. Ten uśmiech, którym obdarowywała koleżanki, a także sposób, w jaki odrzucała włosy do tyłu. Taki niezdarny, a jednocześnie kurewsko pociągający. Tata to zauważył i zaczął mnie przyciskać. Wiem, że długo i tak nie mogłem ukrywać swoich zamiarów względem dziewczyny, a wiedząc, że jemu mogę bezgranicznie zaufać, postanowiłem mu o tym opowiedzieć. Na początku słuchał w milczeniu, jednak moje ostatnie słowa dały mu przekonanie, że to nie jest coś chwilowego…

Aurora jest dla mnie jak dzieło sztuki, które podziwia koneser na światowej wystawie. Jest jak wolność, której pragnie każdy więzień. Wiem, że nie powinienem jej pragnąć. Nie powinienem pożądać kogoś tak czystego i pięknego, ale nie chcę trzymać się od niej z daleka. Poczekam na nią. Będę na nią patrzeć do momentu, aż wybije północ i nastanie dwudziesty maja, a wtedy będzie moja.

– A więc to jest warte walki.

Ojciec klepie mnie po ramieniu, a potem zgarnia swoją whisky i udaje się do gabinetu, gdzie zapewne będzie pracował do powrotu mamy. W głębi serca cieszę się, że rozumie to, co dzieje się w mojej głowie. Nie zawsze tak było, jednak po moich przejściach psycholog pomógł mi zrozumieć, że więź z rodzicami jest czymś ważnym. Tata daje mi zawsze masę wsparcia i to z nim rozmawiam w głównej mierze o Aurorze. Rodzicielka byłaby zapewne tym zachwycona, bo kocha ją jak swoją własną córkę, więc nie byłaby obiektywna. Z kolei ojciec jest surowy i to jego osądowi ufam bardziej.

Sprzątam w kuchni, a następnie udaję się na górę. Postanawiam zahaczyć o pokój Vincenta. Mimo że tata powiedział, żeby mu nie przeszkadzać, chcę, aby wiedział, że wróciłem do domu. Pukam kilka razy, po czym słyszę ciche „proszę”.

– Co porabiasz? – rzucam luźno. – Mama wychodzi z siebie, kiedy widzi, że spędzasz całe dnie przed komputerem.

Brat zerka na mnie spod byka. Jego włosy są w totalnym nieładzie, a butelki po wodzie mineralnej są rozwalone koło biurka.

– Wiesz, że nie lubię, jak mi się przerywa.

Parskam śmiechem, wchodząc do środka. Mam gdzieś, czy mu w tym momencie przeszkadzam, czy nie. Znajdzie dla mnie kilka minut w swoim napiętym grafiku.

– Nad czym pracujesz?

– Tworzę nowy program zabezpieczeń.

Gwiżdżę z uznaniem. Vincent ma ogromną smykałkę do informatyki. Choć dopiero skończył dwadzieścia lat, świetnie sobie radzi. Rodzice wspierają go w jego pasji. Nigdy nie mieliśmy od nich presji związanej z wymogiem zawodu. Ja chcę zostać lekarzem, bo czuję, że to moje powołanie. On z kolei mdleje na widok krwi, więc z pewnością jego dni na studiach medycznych byłyby policzone.

– A ty co robiłeś? Śmierdzisz, że aż czuć z daleka.

Brat zaczyna się krzywić, a ja parskam śmiechem.

– Byłem pobiegać. – Wskazuję na niego palcem. – Tobie też by się przydało.

Przewraca oczami, a potem wraca do komputera. To znak, że nasza rozmowa właśnie dobiegła końca. Postanawiam zostawić brata i udaję się do swojego pokoju. Po domu roznosi się głos taty, który zawzięcie rozmawia z kimś przez telefon. Kiedy tylko znajduję się w środku swojej sypialni, zamykam drzwi i ruszam do przyłączonej do pomieszczenia łazienki. Ściągam spodnie, a potem koszulkę. Odkręcam wodę, sprawdzam temperaturę, po czym zdejmuję bokserki. Wchodzę pod ciepły strumień, a moje mięśnie w jednym momencie stają się przyjemnie zrelaksowane.

Wyciskam na rękę żel i zaczynam się myć, a wspomnienia dzisiejszego dnia zdecydowanie nie pomagają mi w czynności, którą wykonuję. Mój kutas staje na baczność, kiedy przypomina sobie te cholernie błękitne oczy. Wysportowane, cudowne nogi oraz konstelację delikatnych piegów na policzkach. Ideał. Mój ideał. Bez dwóch zdań Aurora jest najpiękniejszą kobietą, jaką widziałem, a mam porównanie. Przez lata studiów, a także przed nimi, dziewczyny przewijały się przez moje łóżko. Każda z nich przychodziła po niezapomniany seks, ale wiedziały, że nie mają co liczyć na cokolwiek innego. Choć z pewnością wiele z nich chciało czegoś więcej. Kasy, nazwiska, i wszystkiego, co miałem wokół. Z pewnością nie mnie, choć nie narzekam na to, jak wyglądam.

Mój penis z pewnością ucieszyłby się na przyjemność, którą mógłbym sam sobie dać, jednak wyobrażanie sobie Aurory nie wystarcza. Kurwa, moja samokontrola jest wystawiana na próbę każdego dnia. Kiedy ją widzę, mam wrażenie, że usycham z pragnienia. Nie chodzi tylko o to, aby mieć ją w łóżku przy swoim boku, ale by zawładnąć jej umysłem. Pieścić największe zakamarki jej cudownej osoby.

Nie twierdzę, że jestem święty. Na studiach ciąży na mnie duża presja oraz ogrom nauki. Cały czas muszę udowadniać, że nie jestem tylko i wyłącznie synem swoich rodziców. To trudne, zważywszy na to, że oboje nadal są aktywni zawodowo. A więc poprzeczka zostaje mi podnoszona cały czas. Każdy myśli, że chcę na ich nazwisku budować swoją karierę, ale to nieprawda. Pracuję dwa razy bardziej, aby każdy z profesorów zauważył, że nie jestem synalkiem bogatych rodziców, a odpowiedzialnym facetem.

Kończę mycie, ignorując pożądanie, które nadal buzuje we mnie. Najwyraźniej bieg nie przyniósł wyczekiwanych rezultatów, bo zamiast się wymęczyć, fascynowałem się tym, że przez moment Aurora leżała na mnie i patrzyła przerażona. Wycieram się dokładnie, a potem zakładam wygodny dres.

Ostatnia kobieta, jaką miałem w łóżku, to Jessica – dziewczyna z mojego roku. Znamy się od początku studiów, jednak po pewnej imprezie, na której wypiłem o kilka drinków za dużo, przespaliśmy się. Obudziłem się na kacu i z wyrzutami sumienia. Bo choć nie byłem z Aurorą, to czułem się tak, jakbym ją zdradzał. Odkąd zacząłem mieć na jej punkcie obsesję, unikałem lasek i seksu. Zacząłem zauważać, że w każdej z nich szukałem kobiety, która była kilkaset mil ode mnie. Koleżanka zresztą również nie była zachwycona, ponieważ ponoć – nie pamiętam, bo byłem zbyt pijany – kazałem jej milczeć i… zgodzić się, abym mówił do niej „Rory”.

To był ostatni raz, gdy pozwoliłem sobie na bliskość innej dziewczyny. Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni, choć nie mam zamiaru niczego przyśpieszać. Pragnę delektować się każdą chwilą, którą będę mógł spędzić z moją młodą sąsiadką. Dzisiejszy dzień dał mi również dowód na to, że Aurora kompletnie nie jest świadoma tego, co we mnie wyzwala. Zdziwienie wymalowane na jej twarzy było dla mnie przykrym widokiem, bo chciałem być dla niej miły cały czas. Jednak zauroczenie Rory do mnie było widać gołym okiem. Nie mogłem pozwolić, aby jej państwo Sinclarowie czy ktokolwiek inny zauważyli moją fascynację dziewczyną. Tym bardziej, że zdawałem sobie sprawę z relacji, jaka panuje między naszymi rodzicami.

Wcześniej traktowałem ją normalnie. Kiedy była dziewczynką, często porywała mnie na plac zabaw. W sumie nie miałem nic przeciwko temu. Lubiłem spędzać z nią czas, bo była zawsze radosna i taka… beztroska. Zero problemów, złości czy łez. Szczery uśmiech na jej twarzy był czymś normalnym. Dlatego też nie stanowiło to dla mnie problemu. Szczególnie kiedy byłem naprawdę wykończony szkołą i pracą, a ona mogła uciszyć moje wewnętrzne demony. Problem nastąpił, kiedy Rory zaczęła patrzeć na mnie inaczej. Pamiętam, że pierwszy raz dostrzegłem to na swojej osiemnastce. Byłem wtedy naćpany i wściekły. Aurora przyszła do mnie wieczorem z prezentem, gdy siedziałem w ogrodzie w altanie, gdzie zazwyczaj moim kompanem był biały proszek. Przyniosła mi wtedy ciasteczka i własnoręcznie zrobioną kartkę, a także breloczek z Batmanem. Wtedy zobaczyłem w jej oczach, kogo ona widzi. Bohatera albo księcia, a kim wtedy byłem? Ćpunem. Nikim ważnym. Pogrążonym w swoim smutku palantem.

Potraktowałem ją wtedy oschle. Zupełnie nie tak, jak powinienem. Jednak powiedziałem coś, co dzisiaj utwierdza mnie w moich planach. Ale w tamtym momencie nie był na to czas. Ona jednak z uporem nadal wodziła za mną wzrokiem, choć nie zasługiwałem nawet na ten przejaw jej zainteresowania. Dzisiaj jednak jest inaczej i mam zamiar jej pokazać, że nigdy jej nie ignorowałem.

Jeszcze ani razu nie wyczekiwałem maja tak bardzo jak teraz.

Rozdział 3

Aurora

To, co przeżyłam wczoraj, jest dla mnie niezwykłe. Gdyby ktoś mi powiedział, że spędzę tyle czasu ze Scottem, kazałabym mu się leczyć. Z jednej strony cieszę się, że okazał mi swoje zainteresowanie, ale z drugiej jestem tym zaniepokojona. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się zachowywać wobec mnie tak jak wczorajszego popołudnia.

– A więc Ryder ot tak zaczął z tobą rozmawiać? Bez uciekania i zaszywania się w pokoju? – pyta Naomi, bawiąc się zakładką do książki. – Dobrze, że postanowił nareszcie zachować się jak facet.

Siedzimy w szkolnej bibliotece i przygotowujemy referat na historię. Standardowo przyjaciółka zerka na mnie i nie jest ani trochę zainteresowana zadaniem. Chyba w każdej grupie jest ten, który jest tylko towarzyszem osoby robiącej wszystko za niego. Ale w tym wypadku cieszę się, że nie bierze udziału w tym referacie. Naomi nienawidzi historii i nie byłaby dobrym wsparciem.

– Tak – odpowiadam zamyślona. – Nie wiem, co się wydarzyło, ale byłam zaskoczona. To miał być zwykły bieg, a zakończył się dość niespodziewaną rozmową.

Dziewczyna parska śmiechem.

– Dziwię się, że dałaś radę z nim porozmawiać. Ja odeszłabym od niego i nawet nie dała chwili na wyjaśnianie jakichś beznadziejnych zaszłości.

Przygryzam wargę, skupiając się na zdaniach, które piszę, a jednocześnie zastanawiam się nad słowami przyjaciółki. Wiem, że ona nie odpuściłaby tak łatwo Ryderowi, ale ja… nie potrafię. Do teraz czuję delikatny dotyk opuszek jego palców na moim policzku, a jego słowa odebrały mi zdolność logicznego myślenia. Tak jakby na moment mój świat zamarł. Nie wiem, dlaczego to zrobił, ale w tej jednej chwili podekscytowanie mieszało się z pożądaniem, które odczuwałam do tego człowieka od lat.

– Mamy dzisiaj pójść pobiegać – zaczynam spokojnie, zerkając na koleżankę, której brwi wystrzeliwują do góry. – Sam to zaproponował.

Naomi mruży oczy, jakby właśnie analizowała, czy Scott nie próbuje mnie zabić. Jej mina jest komiczna.

– Dziwne.

Wzdycham, wracając do projektu.

– Żebyś wiedziała – mamroczę pod nosem.

Po chwili do biblioteki wchodzą dwa „tlenowce”, które od razu rzucają nam pełne nienawiści spojrzenia. Obdarzam je chwilową uwagą, jednak przyjaciółka standardowo posyła im podobne, pełne pogardy spojrzenie, które podkreśla środkowym palcem wystawionym w ich stronę. Kopię ją pod stołem, aby ich, do cholery, nie prowokowała, jednak jest już za późno.

– Coś ci nie pasuje, słodka Naomi? – pyta Lilah, zarzucając torebkę na ramię. – Twój dzisiejszy strój jest tak beznadziejnie dopracowany, że wstydziłabym się pokazać tak w szkole.

Piorunuję ją wzrokiem. Niestety, ale te dziewczyny nie rozumieją, że świat nie kręci się tylko wokół ciuchów, makijażu i pieniędzy.

– Ooo, naprawdę? Opowiedz mi jeszcze o rzeczach, które nikogo nie interesują – odpowiada ze znudzeniem przyjaciółka. – Co tutaj w ogóle robicie?

Dziewczyny patrzą jedna na drugą, jakby nie rozumiały słów Naomi.

– To biblioteka. Każdy tutaj może przyjść.

Naomi unosi wysoko brwi.

– Dokładnie. Każdy, kto umie czytać, a jak wiemy, nawet z takim prostym zadaniem macie problem.

Prycham, czym zawracam uwagę mojej największej hejterki – Hadley.

– A ciebie coś bawi?

Biorę głęboki oddech, odrywając się od zadania.

– Tak, bawi mnie. Wasze zachowanie, którego kompletnie nie rozumiem. Pracujemy tutaj, więc z łaski swojej dajcie nam spokój.

Mój głos jest stanowczy. Nie mam ochoty obrzucać się z