Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł
Pokolenie Z stało się pierwszym pokoleniem w historii, które dorastało z urządzeniem w kieszeni odwracającym uwagę od otoczenia, a wciągającym do alternatywnego wszechświata, który był ekscytujący, uzależniający, niestabilny i – jak się okazało – niewłaściwy dla dzieci i młodzieży
Od początku drugiej dekady XXI wieku obserwujemy gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia psychicznego wśród nastolatków. Rosną wskaźniki dotyczące depresji, stanów lękowych, samookaleczeń i samobójstw. Dzieci coraz częściej cierpią na bezsenność, brak koncentracji, wszelkiego rodzaju uzależnienia, samotność i perfekcjonizm.
Psycholog społeczny Jonathan Haidt w swojej najnowszej książce Niespokojne pokolenie stara się znaleźć przyczynę epidemii chorób psychicznych, która dotknęła pokolenie Z. Pokazuje, jak gwałtowny rozwój technologii w połączeniu z nadopiekuńczością wobec dzieci i ograniczeniem ich autonomii w realnym świecie wypchnęły je do świata wirtualnego, co miało katastrofalne skutki dla nich samych, ich rodzin i całego społeczeństwa. Przede wszystkim jednak wzywa do działania i opisuje kroki, które rodzice, nauczyciele, szkoły, firmy technologiczne i rządy mogą podjąć, aby zakończyć epidemię chorób psychicznych wśród młodszego pokolenia i przywrócić bardziej naturalne dzieciństwo, oparte na zabawie i swobodzie w odkrywaniu świata.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 498
Dorastanie na Marsie
Wyobraź sobie, że gdy twoja najstarsza córka kończy dziesięć lat, zjawia się ekscentryczny miliarder, którego nigdy wcześniej nie spotkałeś, a który chce, by zasiliła skład pierwszej stałej ludzkiej osady na Marsie. Okazało się, że jej szkolne wyniki (oraz analiza genomu, na którą nie przypominasz sobie, byś wyrażał zgodę) zapewniły dziewczynie miejsce w locie na Mars. Córka bez twojej wiedzy sama zgłosiła się na misję, bo zawsze interesował ją kosmos, a poza tym wszyscy jej przyjaciele już to zrobili. Błaga cię, byś ją puścił.
Zanim odmówisz, zgłębiasz temat. Dowiadujesz się, że na misję rekrutowane są dzieci, gdyż to one, a nie dorośli, lepiej adaptują się do nietypowych marsjańskich warunków, zwłaszcza do niższej grawitacji. Jeśli dzieciaki przeżyją na Marsie okres dojrzewania i związany z nim gwałtowny rozwój, ich ciała przystosują się do tamtejszych warunków w przeciwieństwie do ciał osadników, którzy dotrą jako dorośli. Przynajmniej w teorii. Nie wiadomo, czy dzieci, które dorastały na Marsie, będą mogły wrócić na Ziemię.
Są też inne powody do obaw. Przykładowo promieniowanie. Ziemska flora i fauna ewoluowały pod tarczą ochronną magnetosfery, która pochłania lub odbija większość wiatrów słonecznych, osłabia promieniowanie kosmiczne i zmniejsza ilość innych szkodliwych cząsteczek bombardujących naszą planetę. Mars nie posiada takiej tarczy, a więc znacznie większa ilość szkodliwych cząsteczek przenikałaby do każdej komórki w ciele twojej córki. Inżynierowie pracujący nad projektem wybudowali na Marsie tarcze chroniące osady w oparciu o badania nad dorosłymi astronautami, którzy po spędzeniu roku w przestrzeni kosmicznej mają tylko nieznacznie większe ryzyko zachorowania na raka1. U dzieci to ryzyko jest jednak znacznie wyższe, bo ich komórki się rozwijają i dzielą znacznie szybciej, i narażone są na większe ryzyko uszkodzenia. Czy inżynierowie wzięli to pod uwagę? Czy w ogóle prowadzili jakiekolwiek badania nad bezpieczeństwem dzieci? Nic ci na ten temat nie wiadomo.
I jeszcze grawitacja. Ewolucja na przestrzeni wieków zoptymalizowała budowę każdego organizmu, dostosowując go do siły ciążenia na naszej planecie. Od chwili narodzin kości, stawy, mięśnie i układ krążenia każdej istoty rozwijają się przyzwyczajone do niezmiennego, skierowanego w jedną stronę przyciągania ziemskiego. Usunięcie tej siły ma ogromny wpływ na nasze ciało. Mięśnie dorosłych astronautów, którzy spędzili kilka miesięcy w stanie nieważkości ulegają osłabieniu, a ich kości tracą na gęstości. Płyny ustrojowe zbierają się w miejscach, w których nie powinny, jak jama czaszki, wywierając ciśnienie na gałki oczne i zmieniając ich kształt2. Na Marsie działa grawitacja, ale wynosi ona tylko 38% tego, czego dziecko doświadczyłoby na Ziemi. Dzieci wychowywane na Marsie musiałyby się zmierzyć z dużym ryzykiem deformacji szkieletów, serc, oczu i mózgów. Czy inżynierowie wzięli pod uwagę podatność dzieci na te zmiany? Nic ci na ten temat nie wiadomo.
A zatem puściłbyś ją?
Oczywiście, że nie. Dochodzisz do wniosku, że wysyłanie dzieci na Marsa, być może w jedną stronę, to szalony pomysł. Który rodzic by się na to zgodził? Firma stojąca za tym projektem ściga się z innymi koncernami o to, kto pierwszy dotrze na Marsa. Jej szefowie raczej nie mają pojęcia o rozwoju dzieci i w nosie mają ich bezpieczeństwo. Co gorsza: „Firma nie wymaga poświadczenia pozwolenia od rodziców”. Jeśli dziecko zaznaczyło pole, że ma zgodę rodzica, może lecieć na Marsa.
Żadna firma nie zabrałaby nam dzieci i nie naraziła ich na niebezpieczeństwo bez naszej zgody, bo inaczej spotkałyby ją potężne konsekwencje prawne. Prawda?
Na przełomie tysiącleci firmy technologiczne mieszczące się na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych stworzyły szereg produktów wykorzystujących gwałtownie rozwijający się Internet. Zmieniły one nasz świat. Zapanował ogólny optymizm technologiczny. Produkty te czyniły życie prostszym, przyjemniejszym i produktywniejszym. Niektóre pomagały ludziom nawiązywać kontakty i komunikować się, zdawało się więc, że będą dobrodziejstwem dla rosnącej liczby nowych demokracji. Taki obrót spraw po upadku Żelaznej Kurtyny wydawał się nadejściem nowej ery. Założycieli tych firm wychwalano niczym bohaterów, geniuszy oraz globalnych dobroczyńców, którzy niczym Prometeusz, nieśli dary od bogów dla ludzkości.
Przemysł technologiczny jednak zmieniał życie nie tylko dorosłych. Zaczął także ingerować w życie dzieci. Dzieci i nastolatkowie od połowy XX wieku coraz więcej czasu spędzały przed telewizorem, nowe technologie były wszelako znacznie wygodniejsze, spersonalizowane i bardziej angażujące niż cokolwiek, co istniało wcześniej. Rodzice przekonali się o tym szybko. U mnie nastąpiło to w 2008 roku, kiedy mój dwuletni syn opanował dotykowy interfejs mojego pierwszego iPhone’a. Wielu rodziców z zadowoleniem przyjęło do wiadomości, że smartfon lub tablet może na kilka godzin zająć uwagę dziecka. Jednak czy był on bezpieczny? Nikt tego nie wiedział, ale z racji, że wszyscy korzystali z tych technologii, uznano, że nie ma w tym nic złego.
Firmy nie przeprowadziły jednak badań nad wpływem ich produktów na zdrowie psychiczne dzieci i nastolatków ani nie udostępniły żadnych danych naukowcom badającym tę kwestię. Postawione w obliczu coraz większej liczby dowodów na to, że ich produkty są szkodliwe dla młodych ludzi, najczęściej uciekały się do wypierania, zakłamywania rzeczywistości czy kampanii marketingowych3. Największymi winowajcami były firmy, które dążyły do maksymalizacji „zaangażowania” młodych ludzi, wykorzystując sztuczki psychologiczne, by utrzymać ich przy swoich produktach. „Łowiły” dzieci, gdy były najbardziej podatne, a ich mózgi gwałtownie przeprogramowywały się w odpowiedzi na napływające bodźce. Zaliczały się do nich firmy stojące za mediami społecznościowymi, czyniąc największe szkody wśród dziewcząt, oraz koncerny produkujące gry wideo i strony pornograficzne, które najmocniej zaatakowały chłopców4. Tworząc sieć uzależniającego kontentu przyswajanego przez dzieci za sprawą oczu i uszu oraz marginalizując kontakt fizyczny i osobiste nawiązywanie więzi społecznych, firmy te zmieniły dzieciństwo oraz rozwój człowieka na trudną do wyobrażenia skalę. Najintensywniejszy okres przeprogramowywania przypadł na lata 2010–2015, ale opowiadana przeze mnie historia zaczyna się wraz z rozwojem podszytego lękiem i nadopiekuńczego rodzicielstwa w latach 80. XX wieku, a ciągnie się przez okres pandemii COVID-19 i trwa do dziś.
Jakie ograniczenia prawne nałożyliśmy na te firmy technologiczne? W Stanach Zjednoczonych, które narzucają normy w większości innych krajów, największym ograniczeniem jest ustawa Children’s Online Privacy Protection Act (Ustawa o Ochronie Prywatności Dzieci w Sieci, COPPA) uchwalona w 1998 roku. Wymaga, by dzieci poniżej 13. roku życia miały zgodę rodziców przed zawarciem umowy z firmą (warunki świadczenia usług) na udostępnianie danych i zrzeczenie się pewnych praw w momencie założenia konta. W ten sposób ustanowiono wiek „internetowej dorosłości” na 13 lat z powodów, które niewiele wspólnego mają z bezpieczeństwem lub zdrowiem psychicznym dzieci5. Jednak treść tej ustawy nie wymaga od firm weryfikacji wieku. Jeśli dziecko zaznaczy pole zapewniające o tym, że jest w odpowiednim wieku (albo poda fałszywą datę urodzenia), może dotrzeć do niemal każdego zakątka Internetu bez wiedzy i zgody rodziców. Aż 40% amerykańskich dzieci w wieku poniżej trzynastego roku życia założyło konto na Instagramie6, a mimo to od 1998 roku nie zaktualizowano prawa federalnego. (Wielka Brytania podjęła pewne wstępne kroki, podobnie jak niektóre amerykańskie stany7)*.
Niektóre z tych firm działają podobnie jak firmy produkujące wysoce uzależniające produkty tytoniowe i do wapowania, które obchodzą przepisy ograniczające reklamowanie wśród nieletnich. Możemy je też porównać do koncernów paliwowych, które walczyły z zakazem produkcji benzyny ołowiowej. W połowie XX wieku zaczęto gromadzić dowody na to, że setki tysięcy ton ołowiu emitowanego rocznie do atmosfery przez kierowców w samych Stanach Zjednoczonych zaburzają rozwój mózgu u dziesiątek milionów dzieci, upośledzając ich funkcje poznawcze i powodując wzrost wskaźników zachowań antyspołecznych. A mimo to koncerny paliwowe nadal produkowały, reklamowały i sprzedawały benzynę ołowiową8.
Oczywiście, istnieje ogromna różnica pomiędzy dzisiejszymi wielkimi firmami mediów społecznościowych a — powiedzmy — wielkimi koncernami tytoniowymi z połowy XX wieku: korporacje rozwijające media społecznościowe tworzą produkty pożyteczne dla dorosłych, pomagające znaleźć informacje, pracę, przyjaciół, miłość i seks, ułatwiające zrobienie zakupów i polityczną aktywność, a także upraszczające życie na tysiąc innych sposobów. Większość z nas chętnie żyłaby w świecie bez tytoniu, ale media społecznościowe są znacznie bardziej cenione, pomocne, a nawet uwielbiane przez wielu dorosłych. Niektórzy dorośli mają problem z uzależnieniem od mediów społecznościowych i innej aktywności online, ale podobnie jak w przypadku tytoniu, alkoholu czy hazardu pozwalamy im podejmować samodzielne decyzje.
Nie dotyczy to jednak nieletnich. O ile układ nagrody w mózgu dojrzewa wcześniej, kora przedczołowa — mająca decydujące znaczenie w panowaniu nad sobą, odraczaniu gratyfikacji i odporności na pokusę — nie osiąga pełnego rozwoju aż do połowy trzeciej dekady życia, a szczególnie podatne są dzieci w wieku przed dojrzewaniem. W okresie dojrzewania stają się często społecznie nieśmiałe, łatwo ulegają presji rówieśników i są skutecznie przyciągane przez wszelka aktywność, która w ich odczuciu potwierdza ich akceptację w społeczeństwie. Nie pozwalamy dzieciom w wieku przed dojrzewaniem kupować tytoniu, alkoholu lub chodzić do kasyna. Koszty korzystania z mediów społecznościowych są szczególnie wysokie dla nastolatków, w porównaniu z dorosłymi, przy minimalnych korzyściach. Dajmy dzieciom najpierw dorosnąć na Ziemi, zanim wyślemy je na Marsa.
Książka ta opowiada o tym, co się stało z pokoleniem urodzonym po 1995 roku9, powszechnie znanym jako pokolenie Z (Gen Z), a które nadeszło po millenialsach (urodzonych pomiędzy 1981 a 1995 rokiem). Niektórzy marketingowcy twierdzą, że „zetki” kończą się wraz z narodzonymi mniej więcej w 2010 roku, a dzieci urodzone później nazywają pokoleniem Alfa. Osobiście uważam jednak, że pokolenie Z — niespokojne pokolenie — będzie trwało, dopóki nie zmienimy warunków dzieciństwa, które wpędzają młodych ludzi w stan niepokoju10.
Dzięki przełomowej pracy psycholożki społecznej Jean Twenge wiemy, że różnice pokoleń wywoływane są nie tylko przez wydarzenia, których doświadczają dzieci (np. wojny czy kryzysy), ale też przez zmiany technologii używanych w dzieciństwie (radio, potem telewizja, komputery osobiste, Internet, iPhone)11. Najstarsi przedstawiciele pokolenia Z zaczęli dojrzewać około 2009 roku, kiedy to zbiegło się kilka trendów technologicznych: szybkie rozprzestrzenianie się szerokopasmowego Internetu na początku XXI wieku, pojawienie się iPhone’a w 2007 roku i nowa era błyskawicznie rozpowszechniających się mediów społecznościowych. Wprowadzenie przycisków like i retweet (albo share) w 2009 roku zmieniło społeczną dynamikę internetowego świata. Przedtem media społecznościowe były głównie narzędziem do utrzymywania kontaktu z przyjaciółmi, a dzięki ograniczonej liczbie funkcji natychmiastowego i osiągającego szerokie zasięgi feedbacku generowały znacznie mniej toksyczności niż dziś12.
Czwarty trend zaczął się kilka lat później i znacznie mocniej dotknął dziewczynki niż chłopców: chodzi o wzrost popularności publikacji własnych zdjęć po tym, jak wprowadzono w smartfonach aparat przedni (2010), a Facebook przejął Instagram (2012), powodując gwałtowny wzrost jego popularności. Doprowadziło to do znacznego wzrostu liczby młodych ludzi publikujących starannie dobrane zdjęcia i filmy pokazujące ich życie, które były oglądane i oceniane przez ich rówieśników i obce osoby.
Pokolenie Z stało się pierwszym pokoleniem w historii, dorastającym z urządzeniem w kieszeni odwracającym uwagę od najbliższego otoczenia, a wciągającym do alternatywnego wszechświata, który był ekscytujący, uzależniający, niestabilny i — jak mam zamiar pokazać — niewłaściwy dla dzieci i młodzieży. By odnieść społeczny sukces w tym wszechświecie, należało poświęcić mu dużą część swojej świadomości permanentnie zarządzając swoją internetową marką. Taki krok był konieczny, by zyskać akceptację rówieśników, która jest dla młodzieży niczym tlen, i by uniknąć internetowego zawstydzania, czyli koszmaru młodzieży. Nastoletni przedstawiciele pokolenia Z spędzali wiele godzin dziennie, scrollując upiększone, radosne posty przyjaciół, znajomych i obcych influencerów. Byli świadkami wzrostu liczby tworzonych przez użytkowników filmów oraz streamowanej rozrywki podsuwanej im przez funkcję autoplay i algorytmy zaprojektowane tak, by utrzymać ich online najdłużej, jak to możliwe. Znacznie mniej czasu spędzali, bawiąc się, rozmawiając, dotykając czy nawet utrzymując kontakt wzrokowy z przyjaciółmi i rodziną — tym samym redukowali swój udział w fizycznych, ucieleśnionych zachowaniach społecznych, niezbędnych dla prawidłowego rozwoju człowieka.
Dlatego członkowie pokolenia Z są przedmiotem badań radykalnego, nowego sposobu dorastania, znacznie odbiegającego od prawdziwych interakcji mających miejsce w małych miejscowościach, w których ewoluował człowiek. Możemy to nazwać Wielkim Przeprogramowaniem Dzieciństwa. To tak, jakby ci młodzi ludzie stali się pierwszym pokoleniem dorastającym na Marsie.
Wielkie Przeprogramowanie dotyczy nie tylko zmian w technologii kształtujących życie i umysły dzieci. Jest jeszcze druga strona medalu: intencjonalnie dobra, acz katastrofalna w rezultacie zmiana w kierunku nadopiekuńczości wobec dzieci i ograniczania ich autonomii w realnym świecie. Dzieci potrzebują dużo swobody, by się rozwijać. Jest ona konieczna u wszystkich ssaków. Małe wyzwania i niepowodzenia, na które dzieci natrafiają w trakcie zabawy, są niczym szczepionki przygotowujące je do stawienia czoła znacznie większym wyzwaniom w późniejszym życiu. Z różnych historycznych i socjologicznych powodów nieskrępowana zabawa jednak zaczęła być ograniczana w latach 80. XX wieku, a restrykcje te przyspieszyły w kolejnym dziesięcioleciu. Dorośli w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Kanadzie coraz częściej dochodzili do wniosku, że jeśli pozwolą dzieciom wyjść na zewnątrz bez nadzoru, napotkają one porywaczy i zboczeńców. Zabawa poza domem bez opieki straciła na popularności wraz z rozwojem komputerów osobistych, które coraz bardziej kusiły jako forma spędzania wolnego czasu**.
Proponuję przyjąć, że końcówka lat 80. XX wieku była początkiem transformacji od „dzieciństwa opartego na zabawie” do „dzieciństwa opartego na telefonie”, która dokonała się w połowie drugiej dekady XXI wieku, kiedy to większość młodych ludzi miała swój smartfon. Używam terminu „oparty na telefonie” w szerokim sensie, wliczając tu wszelkie osobiste urządzenia elektroniczne z dostępem do Internetu, które zajęły czas młodych ludzi, czyli laptopy, tablety, podłączone do Internetu konsole do gier i — co najważniejsze — smartfony z milionem aplikacji.
Mówiąc o „dzieciństwie” opartym na zabawie lub telefonie, też stosuję ten termin w szerokim sensie. Zaliczam tu zarówno małe dzieci, jak i młodzież (żeby nie musieć pisać „oparte na telefonie dzieciństwo i lata młodzieńcze”). Psychologowie rozwojowi często wyznaczają granicę pomiędzy dzieciństwem a wiekiem dojrzewania wraz z nastaniem okresu dojrzewania płciowego, ale z racji tego, że dojrzewanie płciowe zaczyna się w różnym momencie u różnych dzieci i że w ostatnich dekadach dzieci zaczynają dojrzewać wcześniej, stawianie znaku równości między dojrzewaniem a latami nastoletnimi przestało mieć sens13. Dlatego też przez resztę książki stosować będę następujący podział:
• Małe dzieci: 0 do 12 lat.
• Młodzież: 10 do 20 lat.
• Nastolatkowie: 13 do 19 lat***.
• Nieletni: Każdy poniżej 18. roku życia. Czasem będę też stosował słowo „dzieci”, które brzmi mniej formalnie i technicznie niż „nieletni”.
Częściowe pokrywanie się wyodrębnionych przeze mnie okresów w przypadku małych dzieci i młodzieży jest celowe: dzieci w wieku 10–12 lat znajdują się pomiędzy dzieciństwem a wiekiem dojrzewania i często z tego powodu nazywane są tweens (okres ten określa się też jako wczesną adolescencję). Rozrabiają jak młodsze dzieci, ale zaczyna się u nich rozwijać społeczna i psychologiczna złożoność typowa dla młodzieży.
Gdy zaczął się okres przejściowy pomiędzy dzieciństwem opartym na zabawie a opartym na telefonie, wiele małych dzieci i młodych ludzi chętnie zostało w domu przed komputerem, jednocześnie tracąc okazję do stawiania czoła wyzwaniom fizycznym i społecznym, którym czoła stawić muszą wszystkie ssaki, by rozwinąć podstawowe umiejętności, pokonać dziecięce lęki i przygotować się do uniezależnienia od rodziców. Wirtualne interakcje z rówieśnikami nie kompensują w pełni tych strat. Co więcej, ci, którzy zabawę i życie społeczne przenieśli do sieci, coraz częściej błądzili po przestrzeniach przeznaczonych dla dorosłych, konsumując kontent dla dorosłych i wchodząc w interakcje z dorosłymi, które nierzadko są szkodliwe dla nieletnich. O ile więc rodzice starali się wyeliminować ryzyko i wolność w realnym świecie, o tyle zwykle (i często nieświadomie) dawali im pełną niezależność w świecie wirtualnym po części dlatego, że większość z nich miała trudności w zrozumieniu, jak on działa, a tym bardziej nie wiedziała, co i jak ograniczać.
Moja główna teza jest taka, że te dwa trendy — nadopiekuńczość w świecie realnym i niewystarczająca opieka w świecie wirtualnym — są głównymi powodami, dla których dzieci urodzone po 1995 roku stały się niespokojnym pokoleniem.
Kilka słów na temat terminologii. Kiedy mówię o „realnym świecie”, odnoszę się do relacji i społecznych interakcji mających cztery cechy typowe od milionów lat:
1. Są one ucieleśnione, co oznacza, że do komunikacji wykorzystujemy nasze ciała, jesteśmy świadomi ciał innych i reagujemy na nie zarówno świadomie, jak i nieświadomie.
2. Są synchroniczne, co oznacza, że zachodzą w tym samym czasie i towarzyszą im subtelne sygnały dotyczące czasu i kolejności.
3. Zwykle oznaczają komunikację jeden na jeden lub jeden na kilku, a w danej chwili zachodzi tylko jedna interakcja.
4. Zachodzą w społecznościach, które mają wysoki próg wejścia i wyjścia, ludzie więc mają silną motywację, by inwestować w relacje i naprawiać je, gdy dojdzie do pęknięć.
Z kolei kiedy mówię o „wirtualnym świecie”, mam na myśli relacje i interakcje charakteryzujące się czterema cechami, które pojawiły się zaledwie kilka dekad temu:
1. Są bezcielesne, co oznacza, że ciało jest niepotrzebne i wystarczy sam język. Partnerem może być (i już jest) sztuczna inteligencja (AI).
2. Są wysoce asynchroniczne, zachodzą za pośrednictwem postów i komentarzy tekstowych. (Rozmowa wideo to coś innego, jest synchroniczna).
3. Zawierają dużą liczbę komunikacji jeden na wielu, są emitowane potencjalnie do szerokiej publiczności. Wiele interakcji może zachodzić równocześnie.
4. Zachodzą w społecznościach, które mają niski próg wejścia i wyjścia, ludzie więc mogą zablokować innych albo odejść, jeśli nie są zadowoleni. Takie społeczności zwykle są kruche, a relacje jednorazowe.
W praktyce granice te się rozmywają. Moja rodzina jest dość mocno osadzona w realnym świecie, mimo że do utrzymania kontaktów korzystamy z FaceTime’a, wiadomości i e-maila. Z kolei relacja pomiędzy dwoma XVIII-wiecznymi naukowcami, którzy znali się tylko dzięki korespondencji listownej, bliższa była znajomości wirtualnej. Kluczowym czynnikiem jest tu zaangażowanie wymagane w prowadzeniu relacji. Kiedy ludzie wychowują się w społeczności, z której nie mogą w łatwy sposób uciec, robią to, co nasi przodkowie robili przez miliony lat: uczą się zarządzać relacjami, a także samymi sobą i swoimi emocjami w celu zachowania tych cennych więzi. Istnieje z pewnością wiele internetowych społeczności, które znalazły sposób na stworzenie silnych, interpersonalnych więzi i poczucia przynależności. Jednak generalnie, gdy dziecko dorasta w środowisku wielu zmieniających się sieci, w których nie musi używać swojego prawdziwego imienia i które może opuścić jednym kliknięciem klawisza, ma mniejsze szanse na rozwinięcie takich umiejętności.
Książka ta została podzielona na cztery części. Wyjaśniają one trendy zdrowia psychicznego wśród młodzieży od 2010 roku (część pierwsza), naturę dzieciństwa i to, jak je zepsuliśmy (część druga), krzywdy wynikające z dzieciństwa opartego na telefonie (część trzecia) i co musimy teraz zrobić, żeby odbudować zniszczenia poczynione w naszych rodzinach, szkołach i społeczeństwach (część czwarta). Zmiana jest możliwa, jeśli będziemy działać razem.
Część pierwsza zawiera jeden rozdział wyszczególniający fakty na temat ubytków zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia wśród nastolatków w XXI wieku, co pokazuje, jak niszczycielskie było gwałtowne przestawienie się na dzieciństwo oparte na telefonie. Na pogorszenie zdrowia psychicznego wskazuje gwałtowny wzrost wskaźników niepokoju, depresji i samookaleczeń, który rozpoczął się na początku drugiej dekady XXI wieku i najsilniej dotknął dziewczęta. W przypadku chłopców historia jest bardziej złożona. Wzrost wskaźników zazwyczaj jest niższy (poza wskaźnikiem samobójstw) i czasem zaczyna się nieco wcześniej.
Część druga nakreśla tło. Kryzys zdrowia psychicznego drugiej dekady XXI wieku ma swoje korzenie we wzroście rodzicielskich lęków i nadopiekuńczości lat 90. poprzedniego stulecia. Pokazuję, jak smartfony — obok nadopiekuńczości — działały jako „blokery doświadczeń” utrudniające dzieciom i młodzieży zasmakowanie doświadczeń społecznych, które były dla nich najpotrzebniejsze: od ryzykownej zabawy i praktyk kulturowych po obrzędy przejścia i romantyczne związki.
W części trzeciej prezentuję badania wskazujące, że oparte na telefonie dzieciństwo pod wieloma względami zakłóca rozwój dziecka. Opisuję cztery podstawowe krzywdy: deprywację snu, deprywację społeczną, rozproszenie uwagi i uzależnienie. Następnie skupiam się na dziewczętach****, by pokazać, że korzystanie z mediów społecznościowych nie tylko koreluje z chorobą psychiczną, ale także ją powoduje, oraz podaję dowody empiryczne na różne sposoby wykazujące, że tak właśnie jest. Wyjaśniam, jak chłopcy osiągnęli niski poziom zdrowia psychicznego nieco inną drogą. Pokazuję, w jaki sposób wielkie przeprogramowanie wpłynęło na coraz częstszy „nieudany start”, czyli niepowodzenie w próbie przejścia od wieku dorastania do dorosłości i związanych z nią obowiązków. Część trzecią zamykam refleksjami na temat, jak życie oparte na telefonie zmieniło nas wszystkich — dzieci, młodzież i dorosłych — degradując nasze życie do poziomu, który mogę opisać jedynie w kategoriach duchowości. Omawiam sześć starożytnych praktyk duchowych, które pomogą nam dziś lepiej żyć.
W części czwartej przedstawiam, co możemy i musimy zrobić teraz. Na podstawie badań doradzam, jakie działania mogą podjąć firmy technologiczne, rządy, szkoły i rodzice, aby wyjść z różnych „dylematów społecznych”. Są to pułapki od dawna badane przez naukowców, w których działanie w pojedynkę pociąga za sobą duże koszty, ale jeśli ludzie potrafią skoordynować działania i działać razem, łatwiej im podjąć kroki, które na dłuższą metę są korzystniejsze dla nas wszystkich.
Jako profesor Uniwersytetu Nowojorskiego, który wykłada na studiach magisterskich i podyplomowych oraz prowadzi wykłady w wielu szkołach średnich i college’ach, przekonałem się, że pokolenie Z ma wiele znakomitych zalet, które pomogą wprowadzić pozytywne zmiany. Pierwsza jest taka, że nie wypierają problemu. Chcą być silniejsi i zdrowsi, większość jest otwarta na nowe formy interakcji. Kolejnymi zaletami są chęć wprowadzenia systemowych zmian celem stworzenia bardziej sprawiedliwego i troskliwego świata, a także biegłość w organizowaniu takich przedsięwzięć (tak, za pomocą mediów społecznościowych). W ciągu ostatniego roku coraz częściej słyszę, że młodzi ludzie interesują się tym, w jaki sposób przemysł technologiczny ich wykorzystuje. Organizując się i wprowadzając innowacje, znajdują i próbują wdrażać nowe rozwiązania wykraczające poza te, które proponuję w tej książce.
Jestem psychologiem społecznym, a nie psychologiem klinicznym czy specjalistą od mediów. Ale zapaść zdrowia psychicznego wśród młodzieży to pilny i skomplikowany temat, którego nie da się zrozumieć z perspektywy tylko jednej dyscypliny. Badam moralność, emocje i kulturę. Po drodze zgromadziłem pewne narzędzia i perspektywy, które zastosuję w badaniu rozwoju dziecka i problemów psychicznych młodzieży.
Jestem aktywny na polu psychologii pozytywnej od czasu jej narodzin pod koniec lat 90. XX wieku, poświęcając się badaniom nad tym, co powoduje szczęście. Moja pierwsza książka, Hipotezy szczęścia, bada dziesięć „wielkich prawd”, które starożytne kultury Wschodu i Zachodu odkryły na temat tego, jak żyć szczęśliwie.
Na podstawie tej książki, kiedy byłem profesorem psychologii na Uniwersytecie w Wirginii (do 2011 roku), prowadziłem kurs „Flourishing”, a dziś jego elementów nauczam na seminariach magisterskich i podyplomowych w Szkole Biznesu Sterna na Uniwersytecie Nowojorskim. Gdy wśród moich studentów doszło do zmiany z millenialsów z telefonami z klapką na pokolenie Z ze smartfonami, zaobserwowałem wśród nich wzrost poziomu niepokojów i uzależnienia od urządzeń. Dzięki ich szczerości dowiedziałem się wiele na temat wyzwań zdrowia psychicznego i ich złożonych relacji z technologią.
Moja druga książka, Prawy umysł, przedstawia moje własne badania na temat ewolucji psychologicznych fundamentów moralności. Badam powody, dla których ludzi dzieli polityka i religia, zwracając szczególną uwagę na ludzkie potrzeby bycia częścią moralnej wspólnoty dającej poczucie wspólnego sensu i celu. Praca ta przygotowała mnie do przyjrzenia się, jak internetowe sieci społecznościowe, które mogą być pomocne dla dorosłych, mogą jednocześnie nie stanowić skutecznych substytutów dla społeczności ze świata realnego, w których dzieci kształtowały się i wychowywały przez setki tysięcy lat.
Ale to dopiero moja trzecia książka sprawiła, że bezpośrednio zacząłem badać zdrowie psychiczne młodzieży. Mój przyjaciel Greg Lukianoff jako pierwszy zauważył, że zaszła bardzo gwałtowna zmiana na uczelnianych kampusach, gdy studenci zaczęli stosować dokładnie te same zaburzone wzory myślenia, które Greg identyfikował i odrzucał, ucząc się CBT (psychoterapii poznawczo-behawioralnej, ang. Cognitive-behavioral therapy) po silnym epizodzie depresyjnym w 2007 roku. Greg jest prawnikiem i przewodniczącym Fundacji Na Rzecz Praw Indywidualnych i Ekspresji, która od dawna pomaga studentom bronić swych praw przed cenzorskimi zapędami uczelnianych administratorów. W 2014 roku zauważył, że dzieje się coś dziwnego: studenci sami zaczęli się domagać, by uczelnia chroniła ich przed książkami i mówcami, którzy sprawiali, że czuli się „zagrożeni”. Greg sądził, że uniwersytety w pewien sposób uczyły studentów angażowania się w zniekształcenia poznawcze, takie jak myślenie katastroficzne, myślenie czarno-białe i rozumowanie emocjonalne, co prowadziło do coraz głębszej depresji i lęków wśród studentów. W sierpniu 2015 roku opublikowaliśmy tę ideę w „The Atlantic” w eseju zatytułowanym Rozpieszczanie amerykańskiego umysłu.
Tylko po części mieliśmy rację: niektóre uczelniane kursy i nowe trendy akademickie14 faktycznie nieświadomie nauczały zniekształceń poznawczych. Ale do 2017 roku stało się jasne, że wzrost wskaźników depresji i stanów lękowych następuje w wielu krajach wśród młodzieży na wszystkich poziomach edukacji, ze wszystkich klas społecznych i ras. Uśredniając, ludzie urodzeni w 1996 roku lub później różnią się psychologicznie od tych, którzy urodzili się zaledwie kilka lat wcześniej.
Postanowiliśmy rozwinąć nasz artykuł z „The Atlantic” w książce pod tym samym tytułem*****. Przeanalizowaliśmy w niej przyczyny kryzysu zdrowia psychicznego, czerpiąc z książki iGen Jean Twenge z 2017 roku. Na tym etapie niemal wszystkie dowody korelowały: tuż po tym, jak nastolatkowie otrzymali iPhone’y, popadli w depresję. Ci, którzy z nich korzystali najwięcej, cierpieli na najcięższą depresję, zaś ci, którzy więcej czasu spędzali na aktywnościach face-to-face, takich jak zajęcia sportowe czy udział w życiu religijnym, byli najzdrowsi15. Ale zważywszy na to, że korelacja nie musi oznaczać przyczynowości, ostrzegliśmy rodziców, by nie podejmowali drastycznych kroków na podstawie tych badań.
Teraz, w 2023 roku, istnieje znacznie więcej badań — zarówno eksperymentalnych, jak i korelacyjnych — pokazujących, że media społecznościowe krzywdzą młodzież, a szczególnie dorastające dziewczęta16. Odkryłem też w trakcie researchu do tej książki, że przyczyny problemu są bardziej złożone, niż początkowo zakładałem. Problem nie leży w smartfonach i mediach społecznościowych, ale w historycznej i bezprecedensowej transformacji dzieciństwa. Transformacja ta dotyka zarówno chłopców, jak i dziewczęta.
Mamy ponad sto lat doświadczenia w tworzeniu bezpieczniejszego świata dla dzieci. Na początku XX wieku spopularyzowały się samochody i zginęły w nich dziesiątki tysięcy dzieci, zanim w końcu wprowadziliśmy obowiązek montowania pasów bezpieczeństwa (w latach 60.), a później fotelików (w latach 80.)17. Kiedy pod koniec lat 70. chodziłem do szkoły średniej, wielu moich kolegów paliło papierosy, które z łatwością można było nabyć w automatach. W końcu Ameryka zakazała tych automatów, zmuszając palaczy do kupowania papierosów od sprzedawcy, który mógł zweryfikować ich wiek18.
Na przestrzeni dekad znajdowaliśmy sposoby na ochronę dzieci, w większości przypadków nie ingerując przy tym w życie dorosłych. I nagle stworzyliśmy wirtualny świat, w którym dorośli mogli zaspokoić każdą chwilową zachciankę, ale w którym dzieci znalazły się niemal bez żadnej ochrony. Piętrzą się dowody wskazujące na to, że dzieciństwo oparte na telefonie przysparza naszym dzieciom problemów psychicznych, wtłacza je w stan społecznej izolacji i czyni głęboko nieszczęśliwymi. Czy chcemy się na to godzić? Czy w końcu zdamy sobie sprawę, tak jak to zrobiliśmy w XX wieku, że czasami musimy chronić dzieci przed krzywdą nawet kosztem własnej niewygody?
W części czwartej przedstawiam wiele propozycji zmian, które mają na celu naprawienie dwóch poważnych błędów: nadopiekuńczości wobec dzieci w świecie realnym (gdzie muszą się uczyć z licznych, bezpośrednich doświadczeń) i niewystarczającej kontroli w sieci (gdzie w okresie dojrzewania są praktycznie bezbronne). Moje propozycje oparte są na badaniach omówionych w pierwszych trzech częściach książki. Jako że wyniki badań są skomplikowane, a niektóre z nich kwestionowane przez badaczy, z pewnością w pewnych aspektach mogę się mylić. Będę starał się jak najlepiej naprawiać moje błędy, publikując w Internecie uzupełnienia do tej książki. Tak czy inaczej, istnieją cztery niezwykle ważne reformy, których jestem tak pewien, że będę je nazywał fundamentalnymi. Zapewnią one fundament zdrowszego dzieciństwa w erze cyfrowej. Są to:
1. Żadnych smartfonów przed szkołą średnią. Rodzice powinni opóźnić całodobowy dostęp dzieci do Internetu, dając im tylko najprostsze telefony (z ograniczoną liczbą aplikacji i bez wyszukiwarki internetowej), mniej więcej do ukończenia 14. roku życia.
2. Żadnych mediów społecznościowych przed 16. rokiem życia. Pozwólmy dzieciom przeżyć najbardziej wrażliwy okres rozwoju mózgu, zanim podłączymy je do sieci porównań społecznych i dobieranych przez algorytmy influencerów.
3. Szkoły wolne od telefonów. We wszystkich szkołach, od podstawowej po średnią, uczniowie powinni zostawiać telefony, smartwatche i inne urządzenia osobiste pozwalające na wysyłanie lub otrzymywanie wiadomości w szafkach lub zamkniętych torbach w trakcie zajęć. To jedyny sposób, by mogli poświęcić uwagę sobie nawzajem i nauczycielom.
4. Znacznie mniej nadzoru nad zabawami i większa niezależność dzieci. W ten sposób dzieci naturalnie rozwijają umiejętności społeczne, pokonują lęki i stają się niezależnymi młodymi ludźmi.
Wprowadzenie tych czterech reform nie będzie trudne, o ile większość z nas zrobi to w tym samym czasie. Ich koszty są praktycznie zerowe i reformy te zadziałają nawet bez wsparcia ustawodawców. Jeśli większość rodziców i szkół wprowadzi wszystkie cztery zmiany, jestem przekonany, że znaczącą poprawę zdrowia psychicznego młodzieży zaobserwujemy w ciągu dwóch lat. Biorąc pod uwagę, że sztuczna inteligencja i technologia przestrzenna (np. gogle Vision Pro firmy Apple) sprawią, że świat wirtualny stanie się znacznie bardziej wciągający i uzależniający, radzę zacząć działać już dziś.
Pisząc Hipotezy szczęścia, zyskałem ogromny szacunek dla starożytnej mądrości i odkryć wcześniejszych pokoleń. Co mędrcy doradziliby nam dziś w kwestii zarządzania życiem opartym na telefonie? Kazaliby nam odłożyć urządzenia i odzyskać kontrolę nad naszymi umysłami. Oto Epiktet z I wieku n.e. lamentujący nad tendencją człowieka do pozwalania innym na sprawowanie kontroli nad naszymi emocjami:
Gdyby tak ktoś twe ciało oddał pod władzę pierwszego lepszego napotkanego człowieka, jakże bardzo byś wrzał z wściekłości! No, ale kiedy ty sam własną swą duszę oddajesz pod władzę pierwszego lepszego, tak iż dusza ta wpada w niepokój i zamęt, kiedy on z ciebie szydzi, to czyż nie powinieneś się wstydzić z tego powodu?19
Każdy, kto sprawdza w mediach społecznościowych, co kto o nim wspomniał, zrozumie troskę Epikteta. Nawet ci, którzy rzadko angażują się w polemiki i którzy po prostu scrollują niekończący się strumień postów dotyczących tego, co inni robią, co myślą, o czym mówią i jak się mają, docenią radę Marka Aureliusza z II wieku n.e.:
Nie marnuj pozostającej ci części życia na rozmyślania o innych, jeżeli to nie ma związku z jakąś sprawą użyteczności publicznej. Zaiste bowiem zaniedbujesz innej pracy, jeżeli mianowicie rozmyślasz, co i dlaczego ktoś tam coś robi, co mówi, czego pragnie, nad czym myśli, co planuje, i o innych tym podobnych rzeczach, które cię odwodzą od pielęgnowania woli własnej20.
Dorośli z pokolenia X i wcześniejszych nie doświadczyli znacznego wzrostu poziomu klinicznej depresji i zaburzeń lękowych po 2010 roku21, ale doświadczyliśmy rozstroju nerwowego, rozbicia i wyczerpania nowymi technologiami oraz ciągłym zakłócaniem i rozpraszaniem przez nie naszego życia. Jako że sztuczna inteligencja umożliwia tworzenie superrealistycznych sfabrykowanych zdjęć, filmów i wiadomości, życie online prawdopodobnie stanie się jeszcze bardziej zagmatwane22. To nie musi wyglądać w ten sposób. Możemy odzyskać kontrolę nad naszymi umysłami.
Książka ta nie jest wyłącznie dla rodziców, nauczycieli i innych osób opiekujących się dziećmi lub troszczących się o ich dobro. Kieruję ją do każdego, kto pragnie zrozumieć, jak najgwałtowniejsze w historii ludzkości przeprogramowywanie relacji człowieka i jego świadomości utrudniło nam wszystkim myślenie, skupianie uwagi i sprawiło, że zaniedbujemy troskę o innych i budowanie bliskich relacji.
Niespokojne pokolenie to książka o tym, jak odzyskać ludzkie życie dla wszystkich w każdym pokoleniu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
* W Polsce stan prawny reguluje ustawa o ochronie małoletnich przed dostępem do treści nieodpowiednich w Internecie z 2023 roku (przyp. tłum.).
** Istnieje sporo dowodów, że trendy w zakresie nadopiekuńczości, korzystania z technologii i zdrowia psychicznego, które opisuję, zaistniały w podobny sposób i w tym samym czasie we wszystkich krajach anglosaskich: Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii (zob. Rausch & Haidt, 2023, marzec). Jestem przekonany, że zachodzą one w większości rozwiniętych krajów Zachodu lub we wszystkich tych krajach, choć z pewnymi różnicami w zależności od stopnia indywidualizmu, integracji społecznej i innych kulturowych zmiennych. Jestem w trakcie zbierania danych z innych części świata i będę pisał o trendach w tych państwach w After Babel.
*** W języku polskim słowo „nastolatek” generalnie odnosi się do osób w wieku od 11 do 19 lat, co wynika raczej z kwestii językowych niż psychologicznych. Człon „naście” pojawia się od liczby „jedenaście”, podczas gdy w angielskim odpowiednik „teen” występuje od liczby „trzynaście” (przyp. tłum.).
**** Uwaga odnośnie do płci: Dziewczęta i chłopcy używają różnych platform (uśredniając) na różne sposoby i doświadczają różnych wzorów zdrowia psychicznego i chorób. Znaczna część tej książki (szczególnie rozdziały 6. i 7.) przygląda się więc trendom i procesom zachodzącym osobno u dziewcząt i chłopców. Warto zauważyć, że rosnąca liczba młodzieży z pokolenia Z identyfikuje się jako niebinarna. Wiele badań wskazuje, że stan zdrowia niebinarnej młodzieży jest jeszcze gorszy niż u ich męskich i żeńskich rówieśników (zob. Price-Feeney et al., 2020). Badania, zarówno historyczne, jak i obecne, na tej grupie są nieliczne. Mam nadzieję, że w przyszłości badania wykażą, jak konkretne technologie wpływają na niebinarną młodzież. Większość badań prezentowanych w tej książce dotyczy całej młodzieży. Na przykład cztery podstawowe krzywdy dotyczą młodzieży niezależnie od jej identyfikacji płciowej.
***** W Polsce wydana jako Rozpieszczony umysł. Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę przez Zysk i S-ka w 2023 roku (przyp. tłum.).
Wstęp. Dorastanie na Marsie
1 Hamm et al. (1998); Milder et al. (2017).
2 Grigoriev i Egorov (1992); Strauss M. (30 listopada 2016). We may finally know why astronauts get deformed eyeballs. „National Geographic”. www.nationalgeographic.com/science/article/nasa -astronauts-eyeballs-flattened-blurry-vision-space-science.
3 Zob. np. odpowiedź Mety na rewelacje Frances Haugen w Facebook Files: Zuckerberg M. (5 października 2021). Facebook. www.facebook.com/zuck/posts/10113961365418581. Zob. też moje obalenie twierdzenia Marka Zuckerberga, jakoby badania wykazywały, że korzystanie z Instagrama „jest ogólnie pozytywne dla zdrowia psychicznego”: Fridman L. (4 czerwca 2022). Jonathan Haidt: „The case against social media”. Lex Fridman Podcast #291 (wideo). YouTube. www.youtube.com/watch? v=f0un -l1L8Zw&ab_channel=LexFridman.
4 Gdy chłopcy dorosną, wabić je zaczną inne firmy, w tym platformy bukmacherskie i randkowe.
5 Więcej o COPPA zob.: Jargon J. (18 czerwca 2019). How 13 became the internet’s age of adulthood. „Wall Street Journal”. www.wsj.com/articles/how13became-the-internets-adulthood-11560850201. W 2023 roku nastąpił nagły wzrost ponadpartyjnego zainteresowania ochroną dzieci przed mediami społecznościowymi, w tym w Kalifornii i Utah, a także za sprawą różnych projektów ustaw zgłoszonych do amerykańskiego Kongresu, które omówię w rozdziale dziesiątym.
6 Thorn & Benenson Strategy Group (2021); Canales (13 maja 2021). Według raportu 40% dzieci poniżej 13. roku życia korzysta z Instagrama i niektóre doświadczyły molestowania i nagabywania na tle seksualnym. Gigant technologiczny rozważa stworzenie apki Instagram dla dzieci. „Business Insider”. www.businessinsider.com/kids-under13-use-facebook-instagram-2021-5.
7 W rozdziale dziesiątym omówię brytyjski Age Appropriate Design Code, którego podobna wersja została wprowadzona w życie także w Kalifornii. W 2023 roku niektóre amerykańskie stany także przegłosowały wymaganie weryfikacji wieku i inne regulacje.
8 Drum K. (2016). Lead: America’s real criminal element. Mother Jones. www.motherjones.com/environment/2016/02/lead -exposure-gasoline-crime-increase-children-health/; Kovarik B. (8 grudnia 2021). A century of tragedy: How the car and gas industry knew about the health risks of leaded fuel but sold it for 100 years anyway. „Conversation”. theconversation.com/atragedy-how-the-car-and-gas-industry-knew-about-the-health-leaded-fuel-but-sold-it-for-100-years-anyway-173395. Oba artykuły omawiają historię benzyny ołowiowej i jej wpływu na rozwój mózgu oraz późniejszy wzrost przestępczości. Dodatkowym źródłem zatrucia ołowiem była farba i rury doprowadzające wodę.
9 Centrum Badawcze Pew podaje rok 1997 jako pierwszy rok pokolenia Z, ja uważam jednak, że jest to za późno. Nowe zachowania zaobserwowano u studentów college’u, którzy zaczęli studia w 2014 roku, zob. Parker i Igielnik (2020). Jean Twenge wskazała rok 1995 jako pierwszy „iGen”. Pogodziłem ich, wybierając rok 1996 jako pierwszy rok pokolenia Z. Oczywiście, pokoleń nie rozdziela wyraźna linia, ale są różnice, co pokazuje Twenge w swojej książce Generations z 2023 roku.
10 Oczywiście, wygląda na to, że AI zmieni wszystko, prawdopodobnie więc w latach 20. narodzi się nowe pokolenie. Ale że sztuczna inteligencja przypuszczalnie jeszcze bardziej oderwie dzieci od realnego świata, przewiduję, że doprowadzi do jeszcze większego poziomu niepokoju, o ile nie zadziałamy w celu odwrócenia Wielkiego Przeprogramowania Dzieciństwa.
11 Opowiada o tym w książce Generations (Twenge, 2023a). Zob. też jej wcześniejszą książkę iGen (Twenge, 2017).
12 Zob. w tym temacie: Haidt J. i Rose-Stockwell T. (2019). The dark psychology of social networks. „Atlantic”. www.theatlantic.com/magazine/archive/2019/12/social-media-democracy/600763/. Zauważam, że Tumblr wprowadził funkcję „reblog” w 2007 roku, ale jej efekty były niewspółmierne w porównaniu z „retweet” Twittera z 2009 roku.
13 Steinberg (2023, Introduction).
14 Do przykładów zalicza się wzrost „trigger warnings”, bezpiecznych przestrzeni i zespołów reagowania na uprzedzenia. Wszystkie omówione zostały w eseju w „Atlantic”.
15 Twenge, Martin i Campbell (2018).
16 Zob. moje podsumowanie badań: Haidt (2023, luty).
17 Durocher A. (2021, 2 września). The general history of car seats: Then and now. „Safe Ride 4 Kids”. saferide4kids.com/blog/the -general-historycar-seats/.
18 Food and Drug Administration (2010).
19 Epiktet (I-II w/1890, rozdz. 33). Encheiridion. Tłum. Leon Joachimowicz.
20 Marek Aureliusz (161–180 n.e./2002, księga 3, rozdz. 4). Tłum. Marian Reiter.
21 Po 2010 roku nastąpił ogólny wzrost samobójstw wśród dorosłych (w wieku powyżej 50 lat) w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Australii, ale zmiany te są generalnie mniejsze niż zmiany wśród młodszej populacji (w kategoriach względnych). Co ważne, zaobserwowany wzrost w drugiej dekadzie XXI wieku wśród dorosłych często poprzedzały dekady spadków w latach 80. i 90. XX wieku. Zob. Rausch i Haidt (2023, październik).
22 Zob. mój esej z Erikiem Schmidtem o tym, jak AI wzmocni cztery istniejące problemy z mediami społecznościowymi: Haidt J. i Schmidt E. (2023, 5 maja). AI is about to make social media (much) more toxic. „Atlantic”. www.theatlantic.com/technology/archive/2023/05/generativesocial-media-integration-dangers-disinformation-addiction/673940/.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki