Dom pod lasem - Halina Kowalczuk - ebook
NOWOŚĆ

Dom pod lasem ebook

Kowalczuk Halina

3,0

118 osób interesuje się tą książką

Opis

Iwona ma trzydzieści kilka lat i przeciętne życie: zwyczajną pracę, nieduże wynajmowane mieszkanie, a za sobą nieudany związek, z którego nie potrafi do końca się uwolnić. I właśnie kiedy w jej codzienność zaczyna wkradać się zwątpienie, czy w jej egzystencji cokolwiek jeszcze może się odmienić, los daje jej cudowny prezent.
Pod wpływem impulsu kobieta decyduje się na wyjazd na urlop do malowniczej górskiej miejscowości Czarny Las i trafia do niezwykłego miejsca, przesyconego dawną magią i pełnego legend. Czy zagubi się w nim, czy odnajdzie swoją ścieżkę?
Przewrotny los stawia też na drodze Iwony niezwykłego mężczyznę, dzięki któremu zapomni ona o wcześniejszych rozterkach uczuciowych. Czy zdoła ponownie otworzyć się na miłość? I czy Czarny Las stanie się jej miejscem na Ziemi?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 391

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,0 (2 oceny)
0
1
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Nikolygbkifedcguhgefibb

Z braku laku…

2
00



Copyright © Halina Kowalczuk Copyright © 2026 by Lucky

Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz

Źródło obrazu: vachom, artwiyanastudio, nespix (stock.adobe.com)

Skład i łamanie: Michał Bogdański

Redakcja i korekta: Barbara Ramza-Kołodziejczyk

Wydawnictwo Lucky ul. Żeromskiego 33 26-600 Radom

Dystrybucja: tel. 501 506 203 48 363 83 54

e-mail: [email protected]

Wydanie I

Radom 2026

ISBN 978-83-68684-41-4

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Niebo nad miastem pokrywały ciemne, ciężkie chmury, które nie zwiastowały niczego dobrego. Zresztą od kilku dni ciągle padało i wiał silny wiatr. Nie zachęcało to do dobrowolnego opuszczania domowych pieleszy.

Iwona, zwana przez najbliższych Iną lub Iwą, nie należała do wyjątków. Ze smutkiem popatrzyła w okno, za którym po niebie pędziły szare chmury. Czasami marzyła, aby być jedną z nich i lecieć tam, gdzie tylko zechce. Lubiła słońce, ciepły piasek i lazurową wodę. Co roku wraz z przyjaciółką planowała choć najkrótszy wypad na taką plażę, ale niestety przewrotny los zawsze sprawiał, że coś stawało im na przeszkodzie. Zresztą tyle miała marzeń, będąc nastolatką. Czy coś z nich się spełniło?

Iwa westchnęła ciężko. Spojrzała na wyświetlacz telefonu, dochodziła szósta rano. Poniedziałek. Trzeba było powoli wstawać i szykować się do pracy. Z niechęcią odrzuciła kołdrę, którą zawsze w nocy szczelnie się okrywała. Wiedziała, że musi w trzech ruchach wstać z łóżka, inaczej głowa sama opadnie na poduszkę i po prostu ponownie zaśnie.

Iwona Gamer urodziła się i wychowała w niewielkiej miejscowości Pyrzyce w Zachodniopomorskiem. Miasteczko leżało kilkadziesiąt kilometrów od Szczecina, gdzie Iwa pracowała, podobnie jak wielu mieszkańców jej rodzinnej miejscowości. Pyrzyce bowiem nie oferowały dużej liczby miejsc pracy, mimo że chlubiły się historią jednego z najstarszych miast w Polsce i były perłą pełną zabytków. Słynęły też z legend, z których jedna, o powstaniu miasta, była ulubioną Iwy.

Dawno, dawno temu, w czasach, gdy ziemie te były jeszcze dzikie i niezamieszkane, na miejscu, gdzie dziś leżą Pyrzyce, rozegrała się niezwykła historia. W okolicy tej osiedlił się mądry i odważny rycerz imieniem Pyrz, który podróżował po świecie w poszukiwaniu miejsca schronienia dla siebie i swoich ludzi. Pewnego dnia natknął się na urokliwą dolinę otoczoną lasami i jeziorami, która wydała mu się idealna na osadę. Z pomocą mieszkańców okolicznych terenów zaczął budować pierwsze chaty i umacniać swoje nowe miasto. Wkrótce dołączyli do niego inni osadnicy, przyciągani jego odwagą i mądrością. Legenda głosi, że nazwa miasta pochodzi właśnie od jego imienia. Mówi się też, że jego duch opiekuje się Pyrzycami do dziś, chroniąc je przed złem i przynosząc szczęście wszystkim mieszkańcom. Inna wersja jest taka, że nazwa Pyrzyce pochodzi od starożytnego słowa oznaczającego „miejsce, gdzie rosną pióra” – co symbolizowało wolność i lekkość ducha mieszkańców.

Przemawiało to do Iwy. Miała już trzydzieści pięć lat na karku, ułożone życie zawodowe, ale niestety w sferze miłosnej szczęście się jeszcze do niej nie uśmiechnęło. Dziwiło to wszystkich, którzy ją znali. Nie należała do kobiet o przeciętnej urodzie, wręcz przeciwnie: była wysoka, szczupła, o długich, prostych blond włosach. Figura modelki, regularne, łagodne rysy twarzy i wielkie niebieskie oczy przyciągały wzrok mężczyzn, ale Iwa odnosiła wrażenie, że boją się jej. Prawie wszystkie koleżanki z jej rocznika dawno były mężatkami z co najmniej dwójką dzieci, ustabilizowanym życiem rodzinnym. A ona? Ona nadal była sama i szukała tej jedynej prawdziwej miłości. Owszem, miała wymagania wobec partnerów, ale nie były one oderwane od rzeczywistości. Chciała jedynie przestrzegania w związku kilku prostych zasad. Była w stanie znieść wszystko oprócz zdrady. Tej nie tolerowała ani u siebie, ani u partnera. Wtedy była krótka piłka, po prostu żegnała się z delikwentem. W dodatku nie była stereotypową „blondynką”. Miała cięty język, kiedy ktoś nadepnął jej na odcisk, szybko potrafiła znaleźć ripostę na wbijaną jej szpilkę. Do tego wiedzą ogólną, a przede wszystkim na temat motoryzacji, przyćmiewała niejednego mężczyznę. Miała wiele pasji, wśród których największą była kosmetologia. Tej potrafiła poświęcić najwięcej czasu i oferowała swoje usługi pocztą pantoflową. Do jej domu wchodził kopciuszek, a wychodziła prawdziwa księżniczka. Z każdej kobiety potrafiła wydobyć niedostrzegalne, na pozór, piękno, które drzemało gdzieś w zakamarku duszy. Ina marzyła, aby mieć kiedyś swój salon spa, taki z prawdziwego zdarzenia. W tym celu kończyła kolejne kursy, szkolenia, które krok po kroku zbliżały ją do celu. Niestety na przeszkodzie stanął jej jeden, ale za to najważniejszy problem: brak funduszy. Pracowała w jednym z salonów motoryzacyjnych w Szczecinie w obsłudze klienta. Nie była to praca marzeń, ale dawała możliwość utrzymania się. Jeżeli udało jej się coś odłożyć, to inwestowała w siebie, w zdobycie nowych kwalifikacji. Nie poddawała się jednak, była zbyt silną osobowością, aby usiąść w kącie i płakać, użalać się nad sobą. Wiedziała, że to nic nie da. W dzisiejszej rzeczywistości mogą przetrwać tylko silne jednostki, ona chciała i musiała taką być. Gdzieś w głębi jej duszy tkwiło przekonanie, że na pewno zdarzy się cud i znajdą się finanse na otworzenie upragnionego salonu. Wystarczyło marzyć i iść do przodu, nie załamywać się z byle powodu, bo na to po prostu nie było jej stać.

Jeszcze będąc nastolatką, marzyła też o wyrwaniu się z Pyrzyc i wyjechaniu do większego miasta, chociażby Szczecina, gdzie perspektywy na życie wydawały jej się lepsze. W jej miejscowości o dobrą pracę było trudno, młodym pozostawało zwykle „gastro”, gdzie swego czasu i ona stawiała pierwsze kroki zawodowe. Szybko jednak doszła do wniosku, że to nie jest to na dłuższą metę. Pyrzyce, podobnie jak inne miejscowości wokół, powoli stawały się sypialnią dla mieszkańców, którzy w poszukiwaniu lepszej egzystencji podejmowali pracę w Szczecinie. Po kilku latach prób na lokalnym rynku pracy Iwona do nich dołączyła.

Marzyła także o rycerzu na białym koniu, który przybędzie i zabierze ją do lepszego jutra. I pewnego dnia książę przybył. Miał nawet konia, tyle tylko, że mechanicznego. Iwa wpadła po uszy. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie przeszkadzało jej nawet to, że książę mieszka w tej samej miejscowości co ona i nie ma większych perspektyw niż ona sama. Mężczyzna był w jej typie, jeżeli chodzi o urodę, mieli wiele wspólnych tematów do rozmów. Jego plany na przyszłość też bardzo pokrywały się z jej wizją na lepsze jutro. Szybko zamieszkali razem w jego mieszkaniu, które odziedziczył po babci. Sielanka trwała. Iwa znalazła pracę w salonie motoryzacyjnym i kształciła się w kosmetologii, którą dorabiała sobie do najniższej krajowej.

Ernest, bo tak nazywał się jej wybranek, nie miał łatwego dzieciństwa. Brak akceptacji rodziców na każdym polu życia odcisnął piętno na jego charakterze. Na początku dziewczyna tego nie zauważała, często biorąc jego humory za zmęczenie po całym dniu pracy. Niestety nieporozumienia zdarzały się coraz częściej. Ernest twierdził, że się wypalił życiowo, w wieku dwudziestu kilku lat! Prawda była inna. Nosił w sobie ciężar braku akceptacji rodziców, którzy nigdy go nie wspierali, zachowywali się, jakby był im obcy. Ojciec wiecznie go krytykował i wprost mówił, że do niczego się nie nadaje ani niczego w życiu nie osiągnie. Matka była nieco łagodniejsza, ale... nie broniła syna przed ojcem, za co chłopak czuł do niej żal. Kiedy poznał Iwonę, stwierdził, że jednak świat się do niego uśmiechnął. Piękna i mądra dziewczyna go zechciała, pokochała, była mu wierna i go wspierała. Jednak po kilku latach jego demony odezwały się ze zdwojoną siłą. Postanowił rozstać się z Iwoną, bo nie chciał, jak to określił, marnować jej życia. Dla niej był to niespodziewany cios, tym bardziej że się tego nie spodziewała. Przegadali przecież niejeden wieczór i wiele nocy, jak mu pomóc w tej sytuacji. Doradzała, aby zasięgnął porady psychologa. Na początku obruszył się na tę propozycję, bo przecież był „normalny”. Niestety stanęło na niczym. Kolejne dni tylko pogłębiały kryzys. W końcu Ernest obwieścił Inie, że musi się wyprowadzić.

– Zrozum, nie chcę marnować ci życia. Zasługujesz na kogoś lepszego, a nie faceta z takimi problemami jak ja – przekonywał.

Dziewczyna czuła instynktownie, że problem tkwi też w tym, iż po prostu mu się już znudziła. Z trudem przełykała łzy. Chciała zachować resztki godności, chociaż jej dusza wyła z rozpaczy. Nie wiedziała, co ma zrobić, co powiedzieć, jak się zachować. W ciszy pakowała swoje rzeczy, te najpotrzebniejsze. Nie była w stanie w jednej chwili zabrać wszystkiego, co zgromadziła w jego mieszkaniu przez kilka lat. Ten dzień zaczął się bardzo przyjemnie, w pracy wszystko poszło sprawnie, miała poumawiane klientki na makijaż i manicure na dwa tygodnie naprzód. Wszystko było w porządku. Ugotowała na obiad jego ulubione danie i czekała, kiedy wróci z pracy. No to wrócił z taką niespodzianką.

Na całe szczęście kiedy zaczęła pakować swoje rzeczy, wyszedł z mieszkania. Iwa od razu chwyciła za telefon i zadzwoniła do matki. Po kilku sygnał usłyszała jej głos w słuchawce. W skrócie opowiedziała, co się wydarzyło i że jej serce pękło na milion kawałków. Anna, jak zwykle opanowana, ze spokojem wysłuchała spazmów córki i poinformowała, aby dała jej kilka minut, a oddzwoni z tymczasowym rozwiązaniem problemu. Istotnie po krótkim czasie telefon Iwy zawibrował na stole kuchennym.

– Córcia, mam dla ciebie dwa rozwiązania. Spakuj się, a Krzysiek po ciebie przyjedzie. Zamieszkasz z siostrą w pokoju. Twoje łóżko nadal jest, o ile pamiętasz...

– Mamo, nie mogę i nie chcę zwalać się wam na głowę. Sama wiesz, że miejsca tam nie ma. Wiem, że Krzysiek to dobry facet, ale...

– Iwonka, czy ty zawsze musisz mi przerywać? – Anna się nieco zirytowała.

– Nie, przepraszam, ale sama wiesz, że to jest jedynie rozwiązanie tymczasowe...

– Wiem, nie zaprzeczam. Mój dom jeszcze nie jest gotowy. Ale zawsze będzie w nim czekał pokój na ciebie – zapewniła.

– Wiem, mamuś. Dzięki. Ale nie wiem, co teraz zrobić.

– Tak jak powiedziałam, na dwa, trzy dni wprowadzisz się do mnie...

– A co potem?! – Iwona się gorączkowała.

– Znowu mi przerywasz! Daj mi dokończyć. Wiesz, że Krzysiek ma swoje mieszkanie, które wynajmował?

– No wiem. I co z tego? – Ina nie bardzo wiedziała, do czego matka zmierza.

– Ta rodzina, która je wynajmowała, tydzień temu się wyprowadziła, swoją drogą, będą mieszkać dwa domy ode mnie – dodała matka. – W tej chwili mieszkanie jest puste i Krzysiek zgodził się wynająć je tobie, trzeba je tylko posprzątać. Będziesz musiała płacić za wynajem, ale wynegocjowałam połowę tego, co tamci płacili. No i oczywiście opłaty za media. Co ty na to?

– Naprawdę?! Matko jedyna! To cudownie. Zgadzam się! – Iwona mimo całej rozpaczy szczerze się ucieszyła. Nie chciała nawet krótko mieszkać z matką, swoją siostrą Polą i facetem rodzicielki. Sami też wynajmowali i mieszkanie było ciasne. A gdzie miałaby przyjmować swoje klientki? Do tego musiała mieć oddzielny pokój. Mieszkanie Krzyśka, które jakiś czas temu odwiedziła, takie miejsce posiadało. – Mamo, jesteś wielka! To ja tam od razu chcę jechać!

– Skarbie, spokojnie, trzeba tam posprzątać i dopiero... – Anna próbowała nieco ostudzić zapał córki.

– Mamuś, dam sobie radę, w weekend wszystko sama zrobię! – Dziewczyna nie traciła zapału.

– Dobrze, skoro tak chcesz. To za ile Krzysiek ma podjechać?

– Hm... nie wiem, wszystkiego i tak od razu nie zabiorę. Będę musiała ustalić z Ernestem, kiedy go nie będzie, abym mogła spakować resztę. Dzisiaj tylko to, co najpotrzebniejsze – odparła.

– Dobrze, to zadzwoń, jak będziesz gotowa.

– Okej, to na razie. – Iwa pożegnała się z matką. Poczuła niemałą ulgę, bo najważniejszy problem właśnie został rozwiązany.

Kolejne dni i tygodnie nie okazały się jednak wcale łatwiejsze. Dziewczyna ciągle myślała o Erneście. Pisali do siebie wieczorami na jednym z komunikatorów, co nie ułatwiało sprawy. Za każdym razem Iwa miała nadzieję, że chłopak poprosi ją, aby wróciła. To jednak nie następowało. Co gorsza, był zazdrosny o każde jej wyjście ze znajomymi do klubu, spotkanie z nowym towarzystwem. Chwilami przychodziło jej na myśl, że jest jak pies ogrodnika, co sam nie zje, a i innemu nie da.

Życie toczyło się naprzód. Nie było łatwo, ale Iwona próbowała żyć normalnie, otrząsnąć się i pozbierać w całość okruchy pękniętego serca. Na szczęście mogła liczyć na wsparcie najbliższych. To dodawało jej siły. Ponownie powstawały nowe plany na życie, ale już bez Ernesta u boku.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki