Dziecko według Montessori - Simone Davies, Junnifa Uzodike - ebook

Dziecko według Montessori ebook

Simone Davies, Junnifa Uzodike

0,0
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Najnowsza książka bestsellerowej serii jest ilustrowanym przewodnikiem po wychowaniu dziecka w wieku przedszkolnym i szkolnym zgodnie z metodą Montessori. Obejmuje szeroki zakres tematów: od urządzania przestrzeni mieszkalnej, przez sposoby na rozbudzanie ciekawości, po wspieranie rozwoju społecznego i moralnego dziecka – z zachowaniem równowagi między ustalaniem granic i swobód dopasowanych do wieku.

Autorki przedstawiają alternatywę dla rodziców, którzy czują, że współczesny świat stał się zbyt skomplikowany. Pokazują, jak dokonywać bardziej świadomych wyborów dla swojej rodziny oraz jak lepiej zrozumieć potrzeby dzieci i wspierać je w kształtowaniu ich unikalnego potencjału.

Mnóstwo praktycznych ćwiczeń w książce pomoże rozwinąć dziecku:

  • zamiłowanie do liczb
  • umiejętność czytania i pisania
  • ciekawość sztuki i nauki
  • kompetencje społeczne
  • zrozumienie świata przyrody

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 479

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



1. Wstęp

Dlaczego potrzebujemy podejścia Montessori w naszych domach?

A gdyby tak oka­zało się, że wycho­wa­nie dzieci jest prost­sze, niż nam się wydaje? My, współ­cze­śni rodzice, nie­ustan­nie mie­rzymy się z nie­rzadko wyklu­cza­ją­cymi się ocze­ki­wa­niami, które nie­sie ze sobą życie zawo­dowe i życie domowe. Pró­bu­jemy zna­leźć w tym koło­wrotku radość i cie­szyć się cza­sem spę­dza­nym z rodziną, a przy tym dzia­łać na rzecz spo­łecz­no­ści, w któ­rych funk­cjo­nu­jemy; jed­no­cze­śnie sta­wiamy czoła glo­bal­nym pro­ble­mom ludz­ko­ści, takim jak cho­ciażby zalew nowych tech­no­lo­gii czy nie­pewny los naszej wyeks­plo­ato­wa­nej pla­nety.

My, autorki niniej­szej książki – Jun­nifa i Simone – wie­rzymy, że metoda Mon­tes­sori uczy nas, jak porzu­cić tę wyczer­pu­jącą rodzi­ciel­ską żon­glerkę. Że daje narzę­dzia, które poma­gają nam zro­zu­mieć nasze dzieci, przy­jąć ich per­spek­tywę i po pro­stu cie­szyć się wycho­wa­niem. Także – a może zwłasz­cza – w cza­sach, gdy przy­szłość jawi się tak mgli­ście.

Metoda Mon­tes­sori pro­po­nuje szcze­gólny układ trzech ele­men­tów, który autorki z czu­ło­ścią nazy­wają „trium­wi­ra­tem”.

Jego pierw­szym ele­men­tem jest wycho­wy­wa­nie dzieci w duchu sza­cunku, miło­ści i zro­zu­mie­nia. My, rodzice i opie­ku­no­wie, wcie­lamy się w rolę prze­wod­ni­ków dzieci – ani nimi nie rzą­dzimy, ani im nie słu­żymy. Jeste­śmy po ich stro­nie, wspól­nie podró­żu­jemy przez życie. Wszystko, co spo­ty­kamy po dro­dze (i to dobre, i złe), jest dla nas oka­zją do nauki i roz­woju.

Drugi ele­ment sta­nowi odpo­wied­nio przy­go­to­wane oto­cze­nie. Mamy wpływ na to, jak zaaran­żu­jemy prze­strzeń w swoim domu, i na to, w jaki spo­sób poka­zu­jemy dzie­ciom świat poza domem. Możemy zor­ga­ni­zo­wać to tak, by dzieci czuły się kom­pe­tentne i wie­działy, że mają swoje miej­sce zarówno w rodzi­nie, jak i spo­łecz­no­ści, w któ­rej funk­cjo­nują; że i tu, i tu pozo­stają waż­nymi ele­mentami.

Trze­cią skła­dową „trium­wi­ratu” są mon­tes­so­riań­skie aktyw­no­ści dopa­so­wane do uni­ka­to­wych potrzeb naszego dziecka, holi­stycz­nie wspie­ra­jące jego roz­wój: poznaw­czy, emo­cjo­nalny, spo­łeczny i duchowy.

Maria Mon­tes­sori opra­co­wała swoje autor­skie podej­ście do roz­woju dzieci ponad sto lat temu. Zro­zu­miałe będą więc pyta­nia o aktu­al­ność jej metody. Chcia­ły­śmy zwró­cić uwagę czy­tel­ni­czek i czy­tel­ni­ków na to, że dzie­cięce potrzeby i cechy ogólne nie zmie­niły się wcale. Dzieci wciąż potrze­bują się ruszać, wyra­żać same sie­bie, pozo­sta­wać w kon­tak­cie z innymi i pozna­wać ota­cza­jący je świat. Metoda Mon­tes­sori zakłada, że będą się uczyć nie dla­tego, że ktoś je do tego przy­mu­sza, lecz powo­do­wane wewnętrz­nym pra­gnie­niem; że natu­ralny pło­mień cie­ka­wo­ści, który w sobie mają, wciąż będzie się tlił – a do tego, od czasu do czasu, ktoś dorzuci do ognia. Co wię­cej, przez te sto lat metoda Mon­tes­sori została z suk­ce­sami spraw­dzona na całym świe­cie – sko­rzy­stały na niej bar­dzo różne dzieci. W myśl tej filo­zo­fii każdy młody czło­wiek roz­wija się w swoim tem­pie, uczy się na swój spo­sób, moty­wo­wany wła­snymi zain­te­re­so­wa­niami.

Nasze dzieci mogą korzy­stać z dobro­dziejstw tego podej­ścia do edu­ka­cji, nie tylko uczęsz­cza­jąc do mon­tes­so­riań­skiej pla­cówki edu­ka­cyj­nej, wiele ele­men­tów tej metody możemy bowiem zapro­sić do naszych domów. Dostęp­ność i ela­styczny cha­rak­ter peda­go­giki Mon­tes­sori pozwala dopa­so­wać jej narzę­dzia do naszych indy­wi­du­al­nych, rodzin­nych uwa­run­ko­wań.

Czę­sto sły­szymy głosy typu: „Wycho­wy­wano mnie bez Mon­tes­sori i wszystko ze mną w porządku”. Ow­szem, w ten spo­sób przez dzie­ciń­stwo udaje się przejść tej gar­stce wybrań­ców wzra­sta­ją­cych w rodzi­nach, które potra­fiły dać im bez­wa­run­kowe wspar­cie i zapew­nić moż­li­wo­ści peł­nego roz­woju, albo tym, któ­rzy umieli zadbać o sie­bie nawet w nie do końca sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ściach. Dużo czę­ściej jed­nak oka­zuje się, że jeśli zaj­rzymy pod pod­szewkę tego „wszystko w porządku”, to znaj­dziemy tam stertę nie­speł­nio­nych marzeń; albo okaże się, że przez całe życie podą­ża­li­śmy ścieżką wyty­czoną przez naszych rodzi­ców lub normy spo­łeczne; że nie czu­jemy się w stu pro­cen­tach sobą; że żywimy nie­chęć bądź złość wobec ludzi, któ­rzy się od nas róż­nią (poli­tycz­nie, wyzna­niowo, zain­te­re­so­wa­niami, zaple­czem kul­tu­ro­wym, sta­tu­sem eko­no­micz­nym itp.), lub w sto­sunku do człon­ków naszej wła­snej rodziny; że nie nauczy­li­śmy się wyra­żać emo­cji albo sta­wiać gra­nic w sta­now­czy, ale uprzejmy spo­sób; że ciążą nam nie­wy­go­jone rany i nie­roz­wią­zane traumy. Uwa­żamy więc, że wszystko z nami w porządku – co nie zna­czy, że nie sko­rzy­sta­li­by­śmy na wycho­wa­niu w duchu Mon­tes­sori.

Metoda opra­co­wana przez wło­ską lekarkę zyskuje dziś na popu­lar­no­ści nie za sprawą chwi­lo­wej mody – ludzie szu­kają real­nego wspar­cia wycho­waw­czego, które pomoże ich dzie­ciom wyro­snąć na osoby kre­atywne, obda­rzone umie­jęt­no­ścią kry­tycz­nego myśle­nia, umie­jące odna­leźć się w spo­łe­czeń­stwie i wła­ści­wie zaopie­ko­wać się naszą pla­netą.

Nie obie­camy, że każde dziecko wycho­wy­wane w zgo­dzie z metodą Mon­tes­sori zosta­nie sze­fem kor­po­ra­cji tech­no­lo­gicz­nej pokroju Google (choć zało­ży­ciele tej firmy czę­sto pod­kre­ślają, jak wiele zawdzię­czają swo­jej mon­tes­so­riań­skiej edu­ka­cji). Zapew­niamy was jed­nak, że podzie­limy się z wami wszyst­kim, co wiemy na temat wycho­wy­wa­nia dzieci zdol­nych, twór­czych i empa­tycz­nych. Dzieci, które zmie­nią się w samo­świa­do­mych doro­słych – uprzej­mych, peł­nych sza­cunku, umie­ją­cych zadbać o sie­bie, innych i Zie­mię. Gdy tacy ludzie dołą­czą do spo­łe­czeń­stwa w dowol­nej, wybra­nej przez sie­bie roli – czy to mecha­nika, CEO, rodzica, naukow­czyni, pro­gra­mi­sty, rol­niczki czy nauczy­ciela – nie­wąt­pli­wie wzbo­gacą je o nowe war­to­ści.

Czę­sto będziemy posłu­gi­wać się kate­go­riami dziecka, doro­słego i śro­do­wi­ska – te trzy ele­menty wcho­dzą ze sobą w dyna­miczne rela­cje. Zro­zu­miemy dziecko i dowiemy się, w jaki spo­sób spra­wić, byśmy zarówno my sami, jak i nasza domowa prze­strzeń słu­żyli mu wspar­ciem. Zauwa­żymy, że zało­że­nia metody Mon­tes­sori są intu­icyjne i zdro­wo­roz­sąd­kowe, jed­nak wielu z nas nie pamięta o nich na co dzień. Nauczymy się sztuki obser­wa­cji, zamiany auto­ma­tycz­nej reak­cji na świa­domą odpo­wiedź, podą­ża­nia za potrze­bami i eta­pami roz­wo­jo­wymi dziecka, zmie­nia­ją­cymi się w pro­ce­sie jego wzro­stu – i wiele wię­cej.

Poznajmy bli­żej Dziecko według Mon­tes­sori.

Kim jesteśmy?

Jun­nifa posiada cer­ty­fi­katy Asso­cia­tion Mon­tes­sori Inter­na­tio­nale (AMI) dla edu­ka­to­rów nie­mow­ląt i małych dzieci (0–3) oraz dla kolej­nych grup wie­ko­wych, 3–6 lat i 6–12 lat; jest rów­nież człon­ki­nią rady tej orga­ni­za­cji. To nauczy­cielka, żona i matka czwórki dzieci, wycho­wy­wa­nych w podej­ściu Mon­tes­sori od nie­mow­lęc­twa. Zało­żyła i pro­wa­dzi pla­cówkę edu­ka­cyjną Fru­it­ful Orchard Mon­tes­sori w Abu­dży, sto­licy Nige­rii – uczęsz­czają do niej dzieci od 15. mie­siąca do 12. roku życia. Szko­liła się rów­nież w podej­ściu RIE (Reso­ur­ces for Infant Edu­ca­rers).

Jun­nifa odkryła edu­ka­cję w nur­cie Mon­tes­sori jesz­cze przed naro­dzi­nami swo­jego pierw­szego dziecka i widzi w tym praw­dziwe bło­go­sła­wień­stwo. Dzięki temu na ścieżkę rodzi­ciel­stwa wkro­czyła wypo­sa­żona w zro­zu­mie­nie dla dzie­cię­cych potrzeb i w narzę­dzia wspie­ra­jące ją w roli matki. Spe­cy­fikę kolej­nych eta­pów roz­woju pozna­wała wraz ze wzro­stem swo­ich dzieci. Doświad­cze­nie pły­nące z bycia rodzi­cem, pro­wa­dze­nia pla­cówki edu­ka­cyj­nej i naucza­nia w naj­młod­szych kla­sach, a także z dzia­łań na rzecz rodzin ze swo­jego oto­cze­nia oraz z dal­szych zakąt­ków świata wzmac­nia jej wiarę w zało­że­nia edu­ka­cji Mon­tes­sori. Jun­nifa dostrzega w nich bez­pieczną bazę, na któ­rej można zbu­do­wać dobre życie i zgrane spo­łecz­no­ści, oparte na wza­jem­nym sza­cunku i tro­sce, któ­rych człon­ko­wie i człon­ki­nie uczą się dbać o sie­bie, o innych, o śro­do­wi­sko (zarówno w nama­cal­nych, jak i nienama­cal­nych jego aspek­tach) oraz o całość spo­łe­czeń­stwa.

Jako nauczy­cielka Mon­tes­sori i matka Jun­nifa potrafi dostrzec uzdol­nie­nia w każ­dym dziecku, z któ­rym pra­cuje. We wła­snym domu obda­rza swoje pocie­chy ogro­mem zaufa­nia, przej­mu­jąc rolę prze­wod­niczki i straż­niczki samo­dziel­no­ści, jed­no­cze­śnie dba­jąc o dobre rela­cje w rodzi­nie i naj­bliż­szym oto­cze­niu. Potrafi adap­to­wać zasady Mon­tes­sori w róż­nych kon­tek­stach kul­tu­ro­wych; uczest­ni­czyła w mon­tes­so­riań­skich warsz­ta­tach w USA, we Wło­szech, w Indiach i Repu­blice Połu­dnio­wej Afryki.

Simone posiada cer­ty­fi­katy Asso­cia­tion Mon­tes­sori Inter­na­tio­nale (AMI) dla edu­ka­to­rów nie­mow­ląt i małych dzieci (0–3) oraz dla kolej­nych grup wie­ko­wych, 3–6 lat i 6–12 lat; jest rów­nież tre­nerką metody Pozy­tyw­nej Dys­cy­pliny. Od 2004 roku pra­cuje jako nauczy­cielka w szko­łach mon­tes­so­riań­skich, a od 2008 roku pro­wa­dzi autor­skie zaję­cia dla rodzi­ców i dzieci w pla­cówce edu­ka­cyj­nej Jaca­randa Tree Mon­tes­sori w Holan­dii.

Dwoje swo­ich dzieci (obec­nie mło­dych doro­słych) wycho­wała w duchu edu­ka­cji Mon­tes­sori. Roz­cza­ro­wana tra­dy­cyj­nym szkol­nic­twem sys­te­mo­wym, posłała je do mon­tes­so­riań­skiego żłobka i przed­szkola w Castle­crag w Austra­lii, a następ­nie do publicz­nej szkoły Mon­tes­sori w Holan­dii, gdzie cho­dzili do ukoń­cze­nia 12. roku życia. Simone sto­so­wała zało­że­nia Mon­tes­sori w domu także na póź­niej­szych eta­pach edu­ka­cyj­nych swo­ich dzieci – gdy poszły do szkoły śred­niej i wresz­cie na stu­dia.

Na wła­sne oczy prze­ko­nała się, że edu­ka­cja w nur­cie Mon­tes­sori wspiera roz­wój mło­dych ludzi tak, że karmi empa­tię, cie­ka­wość świata i uprzej­mość. Swoje rela­cje z wła­snymi dziećmi opiera na sza­cunku: nie musiała się­gać po groźby, by moty­wo­wać je do współ­pracy; poma­gały jej w goto­wa­niu i nauczyły się świet­nie piec; każe z nich upra­wiało jakiś sport, nauczyło się grać na pia­ni­nie, spę­dzało masę czasu z przy­ja­ciółmi i godzi­nami leżało na pod­ło­dze w salo­nie, rysu­jąc komiksy czy tajne znaki taj­nych klu­bów inspi­ro­wa­nych uko­cha­nymi książ­kami. Duch Mon­tes­sori prze­ni­kał też rodzinne waka­cje spę­dzane czy to na wsi, czy na budo­wa­niu tamy na plaży albo zwie­dza­niu muzeów w róż­nych mia­stach. Simone ma przy tym świa­do­mość, że moż­li­wość pro­po­no­wa­nia tego wszyst­kiego dzie­ciom świad­czy o spo­rym uprzy­wi­le­jo­wa­niu jej rodziny. Zapew­nia też, że w meto­dzie Mon­tes­sori nie cho­dzi o pro­jek­to­wa­nie ide­al­nego dzie­ciń­stwa – jej dzieci doświad­czały rów­nież trud­no­ści i sta­wiały czoła róż­no­ra­kim wyzwa­niom, o czym autorka opo­wie na dal­szych kar­tach tej książki.

Domowa przy­goda z Mon­tes­sori, zarówno Jun­ni­fie, jak i Simone, dała ogrom spo­koju, rado­ści i wspar­cia w rela­cji z dziećmi. Autorki życzą tego samego swoim czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom.

O książce

Naj­pierw Simone napi­sała Mon­tes­sori w twoim domu – gdzie sku­piła się na dzie­ciach w wieku od 1. do 3. roku życia. Następ­nie, już we współ­pracy z Jun­nifą, powstało Mon­tes­sori od naro­dzin. Czy­tel­nicy dopy­ty­wali o książkę, która trak­to­wa­łaby o star­szych dzie­ciach – trzy­ma­cie w rękach rezul­tat tych zapy­tań. Czer­pa­ły­śmy z nauk Marii Mon­tes­sori, naszego mon­tes­so­riań­skiego wykształ­ce­nia, wła­snych doświad­czeń wycho­waw­czych, rodzin­nych oraz zawo­do­wych; przy­swo­iły­śmy tre­ści roz­licz­nych badań, kur­sów, pod­ca­stów, warsz­ta­tów i kon­sul­to­wa­ły­śmy się z innymi edu­ka­to­rami i edu­ka­tor­kami Mon­tes­sori – i oto jest: mon­tes­so­riań­ski prze­wod­nik dla rodzin z dziećmi w wieku od 3 do 12 lat.

Celem niniej­szej książki nie jest zamiana waszych domów w pra­cow­nie Mon­tes­sori – wręcz prze­ciw­nie. Nie jest to rów­nież książka o edu­ka­cji domo­wej pro­wa­dzo­nej w tym nur­cie peda­go­gicz­nym. Opo­wiada ona raczej o tym, w jaki spo­sób prak­tycz­nie sto­so­wać zało­że­nia metody Mon­tes­sori w domu, nie­za­leż­nie od tego, czy dziecko uczęsz­cza do pla­cówki mon­tes­so­riań­skiej, czy nie.

Książkę można czy­tać od początku do końca lub otwo­rzyć na dowol­nej stro­nie i zna­leźć tam por­cję wie­dzy, gotową, by od razu prze­ło­żyć ją na dzia­ła­nie prak­tyczne. Chcia­ły­by­śmy, aby uży­wano tej książki jako rusz­to­wa­nia. Regu­larne obco­wa­nie z zało­że­niami metody sprawi, że w końcu nimi nasiąk­nie­cie, a ich reali­zo­wa­nie sta­nie się waszą drugą naturą. Wów­czas rusz­to­wa­nie sta­nie się zbędne – będzie­cie stać na wła­snych nogach (a do książki zaglą­dać wyłącz­nie dla odświe­że­nia pew­nych tre­ści lub w obli­czu trud­niej­szych sytu­acji).

Nie­za­leż­nie od tego, czy będzie to twoje pierw­sze spo­tka­nie z Mon­tes­sori, czy sto­su­jesz zasady tej peda­go­giki od naro­dzin swo­jego dziecka, żywimy nadzieję, że po lek­tu­rze tej książki poczu­jesz przy­pływ pew­no­ści sie­bie, zaczniesz lepiej rozu­mieć swoje dzieci i zła­piesz moc­niej­szy kon­takt ze swoją rodziną. Jeśli do tej pory podej­ście Mon­tes­sori było nie­obecne w twoim domu, to zapew­niamy, że ni­gdy nie jest za późno, żeby zacząć. Począt­kowo nowy spo­sób dzia­ła­nia – obser­wa­cja, przy­go­to­wa­nie prze­strzeni miesz­kal­nej i sie­bie samych oraz wspie­ra­nie dziecka w roz­woju nowymi narzę­dziami – możesz odczuć jak ogromną zmianę. Wysi­łek wło­żony w tę rewo­lu­cję na pewno się zwróci. Metoda Mon­tes­sori to nie krót­ko­ter­mi­nowa stra­te­gia napraw­cza – to podej­ście na lata.

UWAGA: Cytaty z dzieł Marii Mon­tes­sori zamiesz­czamy w ory­gi­nale, zacho­wu­jąc zaimki on/jego, cha­rak­te­ry­styczne dla realiów, w któ­rych two­rzyła.

Montessori jest dla każdego dziecka

Wie­rzymy, że metodę Mon­tes­sori można zasto­so­wać w każ­dym domu, w pracy z każ­dym dziec­kiem wywo­dzą­cym się z dowol­nego śro­do­wi­ska, miesz­ka­ją­cym w dowol­nym miej­scu na świe­cie, nie­za­leż­nie od jego sytu­acji rodzin­nej. Metoda Mon­tes­sori polega na odkry­wa­niu wyjąt­ko­wo­ści każ­dego mło­dego czło­wieka, wspie­ra­niu jego indy­wi­du­al­nego roz­woju i wpro­wa­dza­niu zmian według poja­wia­ją­cych się potrzeb.

POLE­CANE LEK­TURY

W kwe­stii pod­staw teo­re­tycz­nych sto­ją­cych za podej­ściem Mon­tes­sori i ide­ami opi­sa­nymi w tej książce odsy­łamy czy­tel­ni­ków do:

obszer­nej, ale przy­stęp­nej pracy Ange­line Stoll Lil­lard Mon­tes­sori: The Science Behind the Geniusdostęp­nego online arty­kułu „How Does Mon­tes­sori Work?” autor­stwa Miry Debs i Angeli K. Mur­ray (work­man.com/mon­tes­sori)

Mon­tes­sori jest nie tylko dla dzieci, które potra­fią sie­dzieć spo­koj­nie i same z sie­bie odno­szą pomoce z powro­tem na półkę. Podej­ście to nadaje się rów­nież dla dzieci z silną potrzebą ruchu – wręcz szcze­gól­nie im odpo­wiada. Mogą się one poru­szać pod­czas zabawy, tań­czyć i śpie­wać, two­rzyć muzykę, odkry­wać rytmy oraz wyko­ny­wać duże i małe ruchy. Metoda Mon­tes­sori jest odpo­wied­nia dla wszyst­kich typów uczniów: wzro­kow­ców, słu­chow­ców i kine­ste­ty­ków (to ci, któ­rzy lubią odkry­wać świat przez dotyk). Spraw­dza się zarówno u dzieci, które lubią uczyć się poprzez dzia­ła­nie, jak rów­nież u tych, które uczą się przez obser­wa­cję.

Dok­tor Mon­tes­sori dostrze­gała poten­cjał tkwiący we wszyst­kich dzie­ciach, także neu­ro­róż­no­rod­nych (np. w spek­trum auty­zmu, o podwój­nych spe­cjal­nych potrze­bach edu­ka­cyj­nych, uzdol­nio­nych, mają­cych ADHD, pro­blemy sen­so­ryczne lub trud­no­ści w ucze­niu się), z nie­peł­no­spraw­no­ścią (inte­lek­tu­alną lub fizyczną), nie­sły­szą­cych, nie­wi­do­mych lub cier­pią­cych na (selek­tywny) mutyzm.

Co uwielbiamy w dzieciach w wieku od 3 do 6 lat?

Dzieci w wieku 3–6 lat napę­dza cie­ka­wość. Nam może marzyć się dzień spę­dzony w łóżku, ale nasze dziecko na tym eta­pie roz­woju nie­ustan­nie się uczy i pozo­staje w cią­głym ruchu. W końcu czeka na nie nie­zli­czona ilość spraw do odkry­cia i zba­da­nia. „Co to?” i „Dla­czego?”, pytają bez prze­rwy, chcąc zro­zu­mieć ota­cza­jący je świat. Chłoną nazwy, rela­cje mię­dzy­ludz­kie i pro­ste wyja­śnie­nia dzia­ła­nia róż­nych rze­czy.

Dzieci w wieku 3–6 lat uczą się bez wysiłku. Maria Mon­tes­sori okre­ślała umysł dziecka w tym wieku mia­nem chłon­nego, przy­rów­nu­jąc go do gąbki. Dzieci w tym wieku uczą się języ­ków obcych, nie cho­dząc na żadne kursy; uczą się poru­szać, komu­ni­ko­wać i słu­chać; zaczy­nają pozna­wać świat sym­boli – takich jak litery, cyfry, mapy i flagi; chłoną też zasady życia spo­łecz­nego. Pod­czas gdy umysł dzieci poni­żej 3. roku życia jest nie­świa­domy i przyj­muje wszystko bez inten­cjo­nal­nego wysiłku, umysł dzieci w wieku 3–6 lat jest już świa­domy, a więc zdaje sobie sprawę z tego, co przyj­muje, i z ogrom­nym zapa­łem prze­twa­rza to wszystko, łącząc z wie­dzą i umie­jęt­no­ściami zdo­by­tymi w latach poprzed­nich.

Dzieci w wieku 3–6 lat trak­tują wszystko dosłow­nie. Rozu­mieją świat w bar­dzo kon­kretny spo­sób, bazu­jąc na obser­wa­cji oto­cze­nia. Zro­zu­mie­nie oparte na oglą­dzie rze­czy­wi­sto­ści jest waż­nym fun­da­men­tem ich rosną­cej wyobraźni. Może także pro­wa­dzić do fascy­nu­ją­cych roz­mów. Na przy­kład jeśli zapy­tać czte­ro­latka, co by było, gdyby ludzie nie mieli mózgu, typowa odpo­wiedź mogłaby brzmieć: „Ich głowy wyglą­da­łyby jak zmiaż­dżone!”.

Dzieci w wieku 3–6 lat uwiel­biają się komu­ni­ko­wać i wyra­żać sie­bie. Więk­szość trzy­lat­ków potrafi już wyra­żać się sło­wami. Mię­dzy 3. a 6. rokiem życia roz­bu­do­wują wewnętrzny słow­nik i w nie­for­malny spo­sób przy­swa­jają zasady gra­ma­tyki. Około 6. roku życia wiele dzieci samo­dziel­nie się komu­ni­kuje (przez mowę i pismo) oraz rozu­mie innych (przez słu­cha­nie i czy­ta­nie). Sze­ścio­latki chęt­nie wyra­żają się także przez taniec, muzykę i sztukę.

Dzieci w wieku 3–6 lat nie­ustan­nie dopa­so­wują, sor­tują, ukła­dają na skali i kla­sy­fi­kują wra­że­nia pocho­dzące ze świata, posłu­gu­jąc się przy tym wszyst­kimi zmy­słami. Ucze­nie się ma u nich wciąż cha­rak­ter wybit­nie sen­so­ryczny. Ozna­cza to, że przy­swa­jają infor­ma­cje i orga­ni­zują je poprzez dotyk, zapach, słuch, wzrok i smak. Wyda­wane słow­nie pole­ce­nia czy wykłady są dla niech zde­cy­do­wa­nie mniej inte­re­su­jące – co innego zapro­sze­nia do samo­dziel­nych odkryć. Badane przez dzieci przed­mioty i pomoce mają róż­no­rodne wła­ści­wo­ści: są szorst­kie i gład­kie, dłu­gie i krót­kie, mięk­kie i twarde, gorące i chłodne, jasne i ciemne.

Dzieci w wieku 3–6 lat będą uczyć się przez wie­lo­krotne powta­rza­nie. Gdy czymś się zain­te­re­sują, będą powta­rzać daną czyn­ność tak długo, aż opa­nują ją do per­fek­cji. W mon­tes­so­riań­skich przed­szko­lach czę­sto obser­wu­jemy np. dzieci, które zawią­zują wstążki na kokardę, roz­wią­zują je i od razu zawią­zują z powro­tem lub wra­cają do danej aktyw­no­ści codzien­nie przez dwa tygo­dnie, zanim przejdą do innego zada­nia.

Dzieci w wieku 3–6 lat uwiel­biają, gdy anga­żu­jemy je w życie codzienne. W tym wieku szcze­gól­nie lubią aktyw­no­ści z kate­go­rii, którą w Mon­tes­sori nazy­wamy „życiem prak­tycz­nym”. Uczą się dba­nia o sie­bie np. przez cze­sa­nie wło­sów, opie­kują się domo­wymi rośli­nami lub zwie­rza­kami, nakry­wają stół do rodzin­nego posiłku. Przy oka­zji przy­swa­jają kon­kretną kolej­ność czyn­no­ści i ćwi­czą koor­dy­na­cję oraz moto­rykę małą i dużą; nie bez zna­cze­nia jest też fakt, że takimi dzia­ła­niami wno­szą swój wkład w życie rodziny. Aktyw­no­ści tego typu to także sytu­acje, w któ­rych dzieci nasią­kają swoją kul­turą za sprawą przed­mio­tów użytku codzien­nego (np. sztuć­ców, któ­rymi spo­ży­wamy posiłki) czy zwy­cza­jów (np. tego, jak się witamy).

Dzieci w wieku 3–6 lat potra­fią wię­cej, niż nam się wydaje. Potra­fią usma­żyć nale­śniki, zawią­zać sznu­rówki, spo­rzą­dzić mapę Afryki i zazna­czyć na niej wszyst­kie kraje czy uszyć ozdobną poduszkę. Jeśli zadbamy o to, by oto­cze­nie wspie­rało je w osią­gnię­ciu suk­cesu, damy im swo­bodę wyboru zajęć, zapew­nimy towa­rzy­stwo osoby doro­słej lub star­szego dziecka goto­wego je wes­przeć, gdyby utknęły na jakimś eta­pie dzia­ła­nia, i nie będziemy ogra­ni­czać im czasu na ćwi­cze­nie i dosko­na­le­nie umie­jęt­no­ści, już dzieci w wieku przed­szkol­nym będą w sta­nie podej­mo­wać i koń­czyć cza­so­chłonne i roz­bu­do­wane zada­nia.

Dzieci w wieku 3–6 lat żyją głów­nie w „tu i teraz”. Choć rozu­mie­nie poję­cia czasu w tej gru­pie wie­ko­wej jest na pewno lep­sze niż u malu­chów w wieku 1–3 lat, dla przed­szko­la­ków „wczo­raj” to wciąż dowolny dzień z prze­szło­ści, a „jutro” to dowolny moment w przy­szło­ści. Tym samym przy­po­mi­nają nam o tym, jak ważne jest osa­dze­nie się w teraź­niej­szo­ści i nie­sku­pia­nie się za bar­dzo na tym, co było lub będzie. Dla dzieci w tej gru­pie wie­ko­wej o wiele waż­niej­sze jest to, czym zaj­mują się teraz.

Co uwielbiamy w dzieciach w wieku od 6 do 12 lat?

Dziecko w wieku od 6 do 12 lat może budzić w nas rodzaj empa­tycz­nego współ­czu­cia. Czę­sto bywa ono bowiem kry­ty­ko­wane za nie­uprzej­mość, brak dys­cy­pliny czy zuchwałe odpo­wie­dzi. Zasta­na­wiamy się wtedy, co stało się z naszym kocha­nym, spo­koj­nym dziec­kiem. W rze­czy­wi­sto­ści wkra­cza ono w nowy etap roz­woju (drugi plan), który wymaga od nas innego rodzaju wspar­cia.

Star­sze dziecko zaczyna kie­ro­wać się rozu­mem, wyobraź­nią i kształ­tu­ją­cymi się w nim war­to­ściami moral­nymi. Odczuwa potrzebę przy­na­leż­no­ści do grup, które nie są rodziną, i chce w nich dzia­łać. Jed­nak rola doro­słych pozo­staje nie­zwy­kle ważna. Dziecko zyskuje więk­szą wytrzy­ma­łość, rośnie jego pra­gnie­nie wie­dzy, a także poja­wia się w nim chęć, by wpły­nąć na ota­cza­jący świat.

Dzieci w wieku 6–12 lat są bar­dziej sta­bilne. Roz­wój, jakże gwał­towny w pierw­szych latach dzie­ciń­stwa, powoli wytraca tempo, a dzieci stop­niowo się sta­bi­li­zują. Gubią mleczne zęby, wyostrzają się im rysy twa­rzy, umac­nia się ich kościec. Pory­wają się na odważne przed­się­wzię­cia i chęt­nie dzielą się swo­imi osią­gnię­ciami.

Dzieci w wieku 6–12 lat mają ogromne poczu­cie spra­wie­dli­wo­ści. Dużo ener­gii wkła­dają w pil­no­wa­nie, żeby wszystko było po równo dla wszyst­kich. Jeśli jest dzie­sięć cia­stek i sze­ścioro dzieci, będą wolały dać każ­demu dziecku po jed­nym ciastku i zosta­wić cztery na tale­rzu, niż wybra­nym dzie­ciom dać po dwa. Uwiel­biają zasady i porzą­dek, dla­tego możemy włą­czać je w two­rze­nie domo­wych regu­la­mi­nów – z dużym entu­zja­zmem będą dbać o ich prze­strze­ga­nie i egze­kwo­wa­nie. Wiąże się to z dużą potrzebą mówie­nia prawdy, rów­nież o prze­wi­nie­niach innych osób. Mło­dzi ludzie na tym eta­pie roz­woju sta­rają się prze­strze­gać zasad i odróż­niają dobro od zła.

Dzieci w wieku 6–12 lat potrze­bują czuć się czę­ścią grupy. W ten spo­sób uczą się, jak być aktyw­nym człon­kiem jakiejś spo­łecz­no­ści, badają w prak­tyce ideę spra­wie­dli­wo­ści, dowia­dują się, jak myślą inni, roz­wi­jają empa­tię i opie­kuń­czość wzglę­dem osób postrze­ga­nych jako „słab­sze”. Ćwi­czą się tym samym w życiu spo­łecz­nym – cza­sem mogą potrze­bo­wać naszego wspar­cia i ukie­run­ko­wa­nia dla swo­ich natu­ral­nych instynk­tów.

Dzieci w wieku 6–12 lat lubią tajne kody. Mogą inte­re­so­wać się szy­frami lub hie­ro­gli­fami, nie­które wymy­ślają wła­sny język – w ten spo­sób zyskują poczu­cie nie­za­leż­no­ści i odręb­no­ści od reszty rodziny, jed­no­cze­śnie zacie­śnia­jąc więzy z gro­nem rówie­śni­czym.

Dzieci w wieku 6–12 lat robią wiel­kie rze­czy (i wielki bała­gan!). Podej­mują dzia­ła­nie, jeśli widzą w nim sens, jeśli jest to dzia­ła­nie z grupą i na rzecz grupy lub jeśli jest ono zbieżne z ich zain­te­re­so­wa­niami. Uwiel­biają dzie­lić się świeżo zdo­bytą wie­dzą i odkry­ciami. Na tym eta­pie potrze­bują posze­rze­nia obsza­rów eks­plo­ra­cji; dom i szkoła prze­stają im wystar­czać. Możemy poka­zać im cały wszech­świat – nie tylko mate­ma­tykę i gra­ma­tykę, ale też bio­lo­gię, histo­rię, geo­gra­fię, astro­no­mię i mecha­nikę. Mło­dzi ludzie w tym wieku uczą się, że wszystko jest ze sobą powią­zane i że wszystko we wszech­świe­cie (od bak­te­rii przez pająka do nich samych) ma jakieś kosmiczne zada­nie i wła­sną rolę do ode­gra­nia w teatrze życia.

Dzieci w wieku 6–12 lat two­rzą fun­da­menty, na któ­rych wyro­sną na doro­słych aktyw­nie uczest­ni­czą­cych w życiu spo­łecz­nym i z ochotą poma­ga­ją­cych innym. Dowia­dują się, że można dzia­łać na rzecz klasy, kole­ża­nek i kole­gów, rodziny i innych człon­ków spo­łe­czeń­stwa, przy­kła­dowo kosząc traw­nik star­szej sąsiadce lub pisząc wnio­sek do lokal­nego urzędu w spra­wie nie­rów­no­ści chod­nika, które ogra­ni­czają mobil­ność osób poru­sza­ją­cych się na wózku.

CO PRÓ­BUJĄ NAM PRZE­KA­ZAĆ NASZE DZIECI?

W WIEKU 3–6 LAT

W WIEKU 6–12 LAT

Kiedy mówią „Nie, ty to zrób”,

TAK NAPRAWDĘ

chcą powie­dzieć: „Pomo­żesz mi zacząć?” albo „Będziesz ze mną sie­dzieć, kiedy będę to robić?”.

Kiedy kłócą się o coś i krzy­czą: „To nie­spra­wie­dliwe!”,

TAK NAPRAWDĘ

pró­bują zro­zu­mieć poję­cie spra­wie­dli­wo­ści w prak­tyce.

Kiedy pytają „Co to?” i „Dla­czego?”,

TAK NAPRAWDĘ

chłoną ota­cza­jący je świat. Zachę­caj je do tego.

Kiedy skarżą na innych,

TAK NAPRAWDĘ

spraw­dzają gra­nice i rozu­mie­nie tego, co dobre, a co złe.

Kiedy mówią „Ale ja wcale nie chcę iść spać!”,

TAK NAPRAWDĘ

chcą się dowie­dzieć „Czy naprawdę pora do łóżka, czy jesteś tak zmę­czony, że pozwo­lisz mi jesz­cze posie­dzieć?”.

Kiedy robią duży bała­gan,

TAK NAPRAWDĘ

wyko­nują ogrom pracy badaw­czej i orga­ni­zują swój wewnętrzny porzą­dek rze­czy – choć nie­ła­two może być to dostrzec.

Kiedy pła­czą, niczego nie udają.

TAK NAPRAWDĘ

chcą w ten spo­sób powie­dzieć: „Nie czuję się naj­le­piej. Czy możesz mi pomóc się wyre­gu­lo­wać? Gdy się uspo­koję, napra­wię to, co zepsu­łem”.

Kiedy pła­czą, niczego nie udają.

TAK NAPRAWDĘ

chcą w ten spo­sób powie­dzieć: „Jestem już star­szy, ale w tej chwili nie czuję się dobrze. Czy możesz mi pomóc się wyre­gu­lo­wać? Gdy się uspo­koję, napra­wię to, co zepsu­łem”.

Kiedy pro­szą o pomoc,

TAK NAPRAWDĘ

mówią: „Pomóż mi zro­bić to samo­dziel­nie” – dzięki temu nauczą się dbać o sie­bie, o innych i o swoje oto­cze­nie.

Kiedy zadają głę­bo­kie pyta­nia,

TAK NAPRAWDĘ

pro­szą nas o wspar­cie w samo­dziel­nym myśle­niu oraz o narzę­dzia i ramy pomocne w eks­plo­ro­wa­niu świata idei i poszu­ki­wa­niu odpo­wie­dzi.

Kiedy nie reagują na to, co mówimy,

TAK NAPRAWDĘ

mogłyby powie­dzieć: „To, co do mnie mówisz, nie łączy się z tym, czym w tej chwili się zaj­muję. Czy pozwo­lisz mi to skoń­czyć, a potem popro­sisz mnie jesz­cze raz, naj­le­piej tak, aby zachę­cić mnie do zaan­ga­żo­wa­nia się w to zada­nie?”.

Kiedy spra­wiają wra­że­nie, jakby nas nie sły­szały,

TAK NAPRAWDĘ

sły­szą nas bar­dzo dobrze. Być może nie reagują na komu­ni­kat albo nie wyko­nują pole­ce­nia, ale możemy mieć pew­ność, że nasze słowa zostały usły­szane.

2. Podstawowe założenia metody Montessori dla dzieci w wieku od 3. do 12. roku życia

Krótka historia Montessori

Dok­tor Maria Mon­tes­sori była wło­ską lekarką, antro­po­lożką i naukow­czy­nią o bar­dzo sze­ro­kich zain­te­re­so­wa­niach: od praw kobiet, przez geo­me­trię i bota­nikę, aż po dzieci, któ­rym poświę­ciła szcze­gólną uwagę.

Maria Mon­tes­sori uro­dziła się w 1870 roku i otrzy­mała wykształ­ce­nie oraz moż­li­wo­ści roz­woju zde­cy­do­wa­nie wykra­cza­jące poza zwy­cza­jową w tam­tych cza­sach ofertę edu­ka­cyjną dla kobiet. Uzy­skała dyplom lekar­ski i zaczęła pra­co­wać z dziećmi o nie­pra­wi­dło­wym wzorcu roz­woju inte­lek­tu­al­nego (wów­czas okre­śla­nych mia­nem „upo­śle­dzo­nych”), osią­ga­jąc spek­ta­ku­larne rezul­taty (więk­szość uczniów, zapi­sa­nych przez Mon­tes­sori na pań­stwowy egza­min, pomyśl­nie go zdała, nie­któ­rzy uzy­skali nawet oceny wyż­sze niż dzieci w nor­mie roz­wo­jo­wej). Doświad­cze­nie to zbu­do­wało w badaczce prze­ko­na­nie, że wyniki edu­ka­cyjne dzieci peł­no­spraw­nych także można popra­wiać.

W 1907 roku poja­wiła się oka­zja dla zasto­so­wa­nia idei Marii Mon­tes­sori w prak­tyce i w zde­rze­niu z wło­skim sys­te­mem edu­ka­cji. Lekarka uru­cho­miła wów­czas pierw­szą pla­cówkę Casa dei Bam­bini (Dom dzieci) prze­zna­czoną dla dzieci słabo opła­ca­nych robot­ni­ków z bied­nej dziel­nicy mia­sta San Lorenzo. Szkoła ta stała się swo­istym mon­tes­so­riań­skim labo­ra­to­rium. Wło­ska peda­gożka obser­wo­wała swo­ich pod­opiecz­nych, doku­men­to­wała poczy­nione obser­wa­cje i wspie­rała dzieci w roz­woju. Jeśli wyka­zy­wały zain­te­re­so­wa­nie jakimś tema­tem, pod­su­wała im zwią­zane z nim mate­riały. Gdy zaczy­nał je nudzić, pro­po­no­wała im coś nowego. Podą­żała za ich natu­ral­nym pro­ce­sem prze­no­sze­nia uwagi i odpo­wied­nio aran­żo­wała prze­strzeń, w któ­rej prze­by­wały. Odkryła przy tym, że – w prze­ci­wień­stwie do powszech­nego ówcze­śnie prze­ko­na­nia, jakoby dzieci były uparte, ego­istyczne i nie lubiły się dzie­lić – gdy umie­ścić je w odpo­wied­nim śro­do­wi­sku i reago­wać na ich potrzeby, oka­zy­wały się tro­skliwe, kom­pe­tentne i chętne do nauki.

Podej­ście Marii Mon­tes­sori było wyjąt­kowe, ponie­waż zdo­by­wała wie­dzę o dzie­ciach nie przez spe­ku­la­cję, teo­re­ty­zo­wa­nie czy for­mu­ło­wa­nie zało­żeń, ale przez pro­stą obser­wa­cję. Tym samym „metodę Mon­tes­sori” można by w grun­cie rze­czy nazwać „metodą dzieci”, bo one same – za pośred­nic­twem obser­wa­cji wło­skiej badaczki – dostar­czyły infor­ma­cji o tym, co lubią, jakich doko­nują wybo­rów i co cechuje je w kon­kret­nych gru­pach wie­ko­wych.

Dok­tor Mon­tes­sori pra­co­wała z dziećmi z całego świata, testu­jąc, udo­sko­na­la­jąc i kory­gu­jąc swoją metodę edu­ka­cyjną aż do śmierci w 1952 roku. Wie­ści o jej osią­gnię­ciach roz­cho­dziły się szybko. Przy­jeż­dżali do niej peda­go­dzy, rodzice, przed­sta­wi­ciele rządu, dygni­ta­rze, by obser­wo­wać jej pracę i od niej się uczyć. Potem wra­cali do sie­bie i odtwa­rzali zasady peda­go­giki Marii Mon­tes­sori na swoim podwórku: obser­wu­jąc dzieci, reagu­jąc na ich potrzeby i odpo­wied­nio aran­żu­jąc prze­strzeń edu­ka­cyjną. Metoda Mon­tes­sori zyskała dobrą sławę, bo przy­no­siła pozy­tywne i powta­rzalne rezul­taty.

Dziś, ponad sto lat póź­niej, nauczy­ciele, rodzice i opie­ku­no­wie dzieci na całym świe­cie sto­sują te same zasady i odkry­wają, że pod­sta­wowe cechy dzieci – ich wro­dzone skłon­no­ści i potrzeby – ani tro­chę się nie zmie­niły. Dzieci są samo­dzielne i kom­pe­tentne; potra­fią słu­chać, wyko­ny­wać pole­ce­nia, dzie­lić się i wyka­zy­wać tro­ską. Wszystko to leży głę­boko w ich natu­rze. Tym samym metoda Mon­tes­sori oka­zuje się dziś rów­nie aktu­alna co za życia jej twór­czyni.

Czym jest metoda Montessori?

Osoby mające po raz pierw­szy stycz­ność z podej­ściem Mon­tes­sori naj­czę­ściej pytają: „O co cho­dzi w tym całym Mon­tes­sori?”. Nie­ła­two jest odpo­wie­dzieć na to pyta­nie, bo metoda ta wymyka się łatwym defi­ni­cjom. To raczej spo­sób patrze­nia na świat, rodzaj soczewki, podej­ście do życia i zbiór wie­dzy.

Mon­tes­sori to filo­zo­fia funk­cjo­no­wa­nia. Spo­sób na życie i bycie z innym, ale przede wszyst­kim bycie z dziećmi.

Montessori to sposób patrzenia na świat

Mon­tes­so­riań­ską per­spek­tywę – spoj­rze­nie na świat prze­peł­nia zachwyt i zdu­mie­nie. Jej przy­ję­cie ozna­cza wej­ście w stan cią­głego zachwytu nad nami samymi i ota­cza­ją­cymi nas isto­tami – w tym zwie­rzę­tami i rośli­nami, małymi i dużymi. To także doce­nia­nie naszej pla­nety i jej ele­men­tów oży­wio­nych i nieoży­wio­nych, reszty wszech­świata i wszel­kich zawi­ło­ści, które przy­czy­niają się do naszej egzy­sten­cji. To rów­nież pochy­le­nie się z cie­ka­wo­ścią nad począt­kami życia, nad tym, co jesz­cze nie­znane, i nad mecha­ni­zmami, które ste­rują naszą rze­czy­wi­sto­ścią.

Zachwy­towi i zdu­mie­niu czę­sto towa­rzy­szy uśmiech. Tak – Mon­tes­sori to także radość. My (Jun­nifa i Simone) doświad­czy­ły­śmy jej na swo­ich rodzi­ciel­skich ścież­kach, w pracy nauczy­ciel­skiej i sze­rzej, w codzien­nych aktyw­no­ści – przy­szła do nas wraz z roz­sze­rze­niem naszych per­spek­tyw o mon­tes­so­riań­skie zało­że­nia.

Zgod­nie z filo­zo­fią Mon­tes­sori kon­cen­tru­jemy się na odpo­wie­dzial­no­ści i tro­sce o ota­cza­jący nas świat. Na zro­zu­mie­niu, że jest on pełen współ­za­leż­no­ści oraz że nasze dzia­ła­nia, świa­dome i nieświa­dome, wpły­wają na wszyst­kich i wszystko dookoła nas. Cho­dzi też tu o inten­cję wdra­ża­nia w życie tej wła­śnie świa­do­mo­ści, czyli takiego dzia­ła­nia, które zna­mio­nuje odpo­wie­dzial­ność za sie­bie, innych, spo­łe­czeń­stwo i śro­do­wi­sko. To rów­nież wie­dza, że zanim spoj­rzy się na innych – zwłasz­cza na dzieci – naj­pierw trzeba przyj­rzeć się sobie; szcze­gól­nie gdy poja­wiają się pro­blemy do roz­wią­za­nia.

Przy­ję­cie takiej per­spek­tywy wydat­nie odbija się na naszym postrze­ga­niu inte­rak­cji mię­dzy­ludz­kich, domostw, pomy­słów wycho­waw­czych, które sto­su­jemy wobec dzieci oraz moż­li­wo­ści, które spraw­dzamy dla samych sie­bie, naszych synów i córek i innych. Per­spek­tywa staje się soczewką, przez którą widzimy swoje dzieci.

Montessori to soczewka

Gdy spo­glą­damy na dzieci przez lor­netkę wypo­sa­żoną w mon­tes­so­riań­skie soczewki, nie widzimy w nich pustych naczyń, które tylko cze­kają, aż wypeł­nimy je, czym nam się podoba.

Postrze­gamy je raczej jako peł­no­wy­mia­rowe istoty ludz­kie o olbrzy­mim poten­cjale, zasłu­gu­jące na sza­cu­nek i zdolne do bra­nia czyn­nego udziału w pro­ce­sie wła­snego roz­woju. Jako nauczy­ciele, rodzice czy opie­ku­no­wie mamy za zada­nie spró­bo­wać zoba­czyć i zro­zu­mieć, jakie skarby kryją w sobie dzieci, a potem wspie­rać je w roz­wi­ja­niu i dosko­na­le­niu tych zaso­bów.

Dzieci są wyjąt­kowe. Każde z nich ma mocne strony, oso­bo­wość, okre­ślony rytm i zain­te­re­so­wa­nia. Wiemy, że droga roz­woju, jego tempo i doświad­cze­nia tej drogi mają cha­rak­ter indy­wi­du­alny. Nie postrze­gamy dzieci jako kopii nas samych i nie pró­bu­jemy ich defi­nio­wać przez to, ile mają lat, czy korzy­sta­jąc z innych ogól­nych wytycz­nych. Nie zmu­szamy ich do podą­ża­nia za innymi i do porów­ny­wa­nia się mię­dzy sobą. Wspie­ramy za to ich indy­wi­du­al­ność.

Dzieci dużo potra­fią. Budują swoje wła­sne, uni­kalne oso­bo­wo­ści i dbają o sie­bie na prze­różne spo­soby, w zależ­no­ści od etapu roz­wo­jo­wego. Widzimy, że ich wytrzy­ma­łość nie­ustan­nie rośnie. Zamiast je wyrę­czać, two­rzymy takie warunki, żeby mogły dzia­łać samo­dziel­nie; kiedy pro­szą o pomoc w jakimś zada­niu, udzie­lamy jej, ale w mini­mal­nym zakre­sie.

Dzieci wzbu­dzają w nas zachwyt i zdu­mie­nie. Zauwa­żamy ich małe zwy­cię­stwa i podzi­wiamy ich wspa­niałe umie­jęt­no­ści. Zachwyt i zdu­mie­nie spra­wiają, że bycie rodzi­cem czy dzie­cię­cym opie­ku­nem z obo­wiązku zmie­nia się w rado­sną przy­godę.

Zmiana w postrze­ga­niu dzieci pociąga za sobą zmianę w postrze­ga­niu nas samych i roli, którą mamy do ode­gra­nia. Nie jeste­śmy rzeź­bia­rzami czy twór­cami, a ogrod­ni­kami. Raczej prze­wo­dzimy, niż nauczamy. Jak głosi zamiesz­czony na początku niniej­szej książki cytat z poematu O dzie­ciach Kah­lila Gibrana: „Jeste­ście łukami, z któ­rych – niczym żywe strzały – wystrze­lono wasze dzieci”.

Montessori to podejście

Metoda Mon­tes­sori zakłada przy­ję­cie kon­kret­nego podej­ścia do dzieci, ale i do innych aspek­tów życia – podej­ścia opar­tego na sza­cunku, skrom­no­ści, nie­ustan­nej cie­ka­wo­ści, otwar­to­ści i akcep­ta­cji, cier­pli­wo­ści i zaufa­niu.

Mon­tes­sori to sza­cu­nek. Dzieci to przede wszyst­kim istoty ludz­kie, które zasłu­gują na to, by odno­sić się do nich z sza­cun­kiem. Nawet naj­młod­szym dzie­ciom dajemy prze­strzeń do wyra­ża­nia swo­ich opi­nii, wybo­rów i pre­fe­ren­cji. Nie oce­niamy ich, tylko przyj­mu­jemy i pró­bu­jemy zro­zu­mieć z otwar­tym ser­cem i głową. Przy­kła­dowo – gdy dziecko zaczyna pła­kać, sta­ramy się nie widzieć w tym iry­tu­ją­cego zabu­rze­nia spo­koju i pró­bu­jemy usta­lić, co takiego komu­ni­kuje nam w ten wła­śnie spo­sób. Metoda Mon­tes­sori zachęca do usza­no­wa­nia indy­wi­du­al­nych pro­ce­sów: roz­woju, naby­wa­nia wie­dzy, roz­kwitu zdol­no­ści.

Dzieci powinny sły­szeć nasz sza­cu­nek nie tylko w sło­wach, ale i w tonie głosu. Nie patrzymy na nie z góry. Nie ety­kie­tu­jemy, nie prze­zy­wamy. Nie mówimy ostrym tonem. Wiemy, że nasze słowa mają moc. Dajemy dzie­ciom moż­li­wość swo­bod­nej wypo­wie­dzi, pod­czas któ­rej zmie­niamy się w uważ­nych – nie­ko­men­tu­ją­cych – słu­cha­czy i słu­chaczki. Stwa­rzamy im oka­zje do bra­nia udziału w dzia­ła­niach gru­po­wych i doce­niamy ich wkład.

Sza­cu­nek zna­mio­nuje rów­nież nasze fizyczne oddzia­ły­wa­nia na dziecko. Zawsze pytamy o zgodę na dotyk, a gdy ją otrzy­mu­jemy, dbamy o to, aby kon­takt fizyczny był zawsze deli­katny, ostrożny, nie­in­wa­zyjny, czuły na reak­cje dziecka (chyba że w grę wcho­dzi bez­pie­czeń­stwo). Oka­zu­jemy dziecku sza­cu­nek także wtedy, gdy aran­żu­jemy prze­strze­nie z uwzględ­nie­niem jego potrzeb.

Mon­tes­sori to skrom­ność i nie­usta­jąca cie­ka­wość. Cechy te posia­dała Maria Mon­tes­sori, która całe życie zada­wała pyta­nia, nie usta­jąc w pró­bach zro­zu­mie­nia świata dzieci. Odpo­wie­dzi, które otrzy­mała, zbu­do­wały podej­ście peda­go­giczne sygno­wane jej nazwi­skiem. My, doro­śli, musimy zejść z pie­de­stału wszech­wie­dzą­cych, mają­cych odpo­wie­dzi na wszyst­kie pyta­nia i mogą­cych wypeł­nić dzieci swoją wie­dzą. Przyj­mijmy raczej rolę prze­wod­ni­ków, któ­rzy z auten­tyczną cie­ka­wo­ścią idą krok w krok z dziećmi, współ­pra­cują z nimi, uczą się od nich i razem z nimi, zacho­wu­jąc otwar­tość na to, co może się wyda­rzyć. Wyko­nujmy to zada­nie, pozo­sta­jąc nieco na ubo­czu, by dzieci mogły doko­ny­wać odkryć na wła­sną rękę i samo­dziel­nie roz­wi­jać swoją inte­li­gen­cję.

Mon­tes­sori to otwar­tość i akcep­ta­cja. Bie­rzemy dzieci pod swoją opiekę, przyj­mu­jąc je takimi, jakie są, cie­kawi ich potrzeb i chętni do takiego mody­fi­ko­wa­nia naszego śro­do­wi­ska i ocze­ki­wań, by mogły roz­kwi­tać bez prze­szkód.

Mon­tes­sori to cier­pli­wość i zaufa­nie. Nasze inte­rak­cje z dziećmi są nie­spieszne i celowe, bo wiemy, że mode­lo­wa­nie aktyw­no­ści i zacho­wa­nia wymaga czasu. Cza­sem hamu­jemy dzia­ła­nie i wyłącz­nie patrzymy, by móc zaob­ser­wo­wać, co poka­zują nam dzieci. Dajemy czas i prze­strzeń, by mogły robić to, co już świet­nie opa­no­wały i two­rzymy oka­zje, by mogły ćwi­czyć to, czego jesz­cze nie umieją. Z cier­pli­wo­ścią towa­rzy­szymy im w roz­woju, prze­bie­ga­ją­cym w ich wła­snym tem­pie.

Ogrod­nik przy­go­to­wuje grządkę pod wysiew, ufa­jąc, że nasiona wykieł­kują; nawozi glebę, odchwasz­cza, pod­lewa, przy­cina rośliny i trosz­czy się o nie, z nie­ga­sną­cym zaufa­niem. Tak samo my ufamy, że nasze dziecko będzie się roz­wi­jać. Przy­go­to­wu­jemy śro­do­wi­sko i ota­czamy dziecko opieką, pełni wiary, że umie dzia­łać, myśleć, ist­nieć. Współ­dzia­łamy z nim, by wzmac­niało swoje umie­jęt­no­ści i uczyło się z nich korzy­stać.

Metoda Mon­tes­sori opiera się na wie­rze w dzie­cięcy poten­cjał i zdol­no­ści. Na zaufa­niu, że dzieci są kom­pe­tentne, o ile da im się na to szansę i zapewni odpo­wied­nie śro­do­wi­sko. Na prze­ko­na­niu, że dzieci są z zało­że­nia dobre i że potra­fią się uczyć.

Montessori to wiedza

Spo­śród licz­nych darów, jakie otrzy­ma­li­śmy w spadku po Marii Mon­tes­sori, naj­istot­niej­szym jest suma wie­dzy na temat cyklu roz­wo­jo­wego dzieci i moż­li­wo­ści wspie­ra­nia ich w tym pro­ce­sie.

Peda­go­gika Mon­tes­sori pomaga nauczy­cie­lom, rodzi­com i opie­ku­nom mło­dych ludzi poznać i nauczyć się roz­róż­niać poszcze­gólne etapy dzie­cię­cego roz­woju. Wyczula nas na naj­drob­niej­sze zmiany – nawet te z tru­dem zauwa­żalne. Natu­ralne skłon­no­ści oraz etapy roz­woju to hasła uży­wane w meto­dzie Mon­tes­sori, two­rzące sta­bilną ramę poję­ciową, która pomaga nam rozu­mieć, pro­wa­dzić i wspie­rać nasze dzieci w roz­woju i trans­for­ma­cjach, które prze­cho­dzą na dro­dze ku doro­sło­ści.

Opi­su­jąc pro­ces roz­woju czło­wieka, dok­tor Maria Mon­tes­sori chęt­nie posłu­gi­wała się ana­lo­gią prze­obra­że­nia, jakiego doświad­cza motyl: od jajka przez gąsie­nicę i poczwarkę do swo­jej formy osta­tecz­nej. Dzieci prze­cho­dzą podobną drogę; na każ­dym eta­pie roz­woju stają się jakby cał­ko­wi­cie innymi isto­tami. Rosną i zmie­niają się, zarówno fizycz­nie, jak i men­tal­nie. Cza­sem zmiany te są oczy­wi­ste, innym razem ledwo widoczne. Bywają nie­zro­zu­miałe, cza­sem powo­dują dys­kom­fort – zarówno u dziecka, jak i u nas. Bez nich jed­nak osią­gnię­cie wieku doro­słego jest nie­moż­liwe – wła­śnie tędy wie­dzie wymy­ślony przez naturę szlak do punktu, w któ­rym wystar­czy roz­wi­nąć skrzy­dła i wzbić się w powie­trze (inspi­ru­jącą opo­wieść autor­stwa Jun­nify – o dzie­ciach obser­wu­ją­cych prze­mianę motyla – można prze­czy­tać w inter­ne­to­wym dodatku do książki: work­man.com/mon­tes­sori).

Naturalne skłonności

„Jed­nym z naj­więk­szych osią­gnięć Marii Mon­tes­sori w dzie­dzi­nie badań nad dziećmi była ana­liza natu­ral­nych skłon­no­ści czło­wieka. (…) Ludz­kie pre­dy­lek­cje to przy­mioty wro­dzone. Jest to zestaw instynk­tów, ten­den­cji w zacho­wa­niu, które od poja­wie­nia się istot ludz­kich na Ziemi pozwa­lają im na świa­dome korzy­sta­nie z ota­cza­ją­cego je śro­do­wi­ska, pozna­wa­nie go i rozu­mie­nie. (…) Przy­cho­dzące na świat dziecko jest w pew­nym sen­sie jak pierw­szy czło­wiek: wkra­cza w śro­do­wi­sko niby stwo­rzone dla niego, a jed­nak mu obce. Bez­pieczne prze­ży­cie warun­kuje więc pozna­nie oto­cze­nia – i to wła­śnie umoż­li­wia dzie­ciom zestaw natu­ral­nych pre­dy­lek­cji”.

– Mar­ga­ret E. Ste­phen­son, Dr. Maria Mon­tes­sori – A Con­tem­po­rary Edu­ca­tor?

Owe natu­ralne skłon­no­ści to zestaw uni­wer­sal­nych, wro­dzo­nych pre­dy­lek­cji obja­wia­nych przez ludzi – warun­kują to, jak myślimy, dzia­łamy i reagu­jemy na bodźce, gdy adap­tu­jemy się do ota­cza­ją­cego nas śro­do­wi­ska i reali­zu­jemy swoje potrzeby fizyczne oraz duchowe. Jeśli pozwo­limy tym skłon­no­ściom prze­wo­dzić pro­ce­som poznaw­czym, wów­czas będą one dzia­łać na korzyść naszego dziecka, które w ramach roz­woju prze­cho­dzi pro­ces budo­wa­nia oso­bo­wo­ści (przez chło­nię­cie i odkry­wa­nie oto­cze­nia) oraz „adap­ta­cji” (czyli odkry­wa­nia swo­jego miej­sca w danej rze­czy­wi­sto­ści histo­rycz­nej, geo­gra­ficz­nej i kul­tu­ro­wej). Natu­ralne pre­dy­lek­cje to fun­da­ment metody Mon­tes­sori sto­so­wa­nej w prak­tyce. Naszą rolą jest zapew­nie­nie takich warun­ków, by skłon­no­ści te mogły kie­ro­wać dziec­kiem bez prze­szkód.

O jakie skłonności właściwie chodzi?

Wyobraź sobie, że wysia­dasz z samo­lotu, który wła­śnie wylą­do­wał w obcym kraju. Co robisz w pierw­szym odru­chu? Nie­wy­klu­czone, że zacze­kasz na pozo­sta­łych człon­ków rodziny czy zna­jo­mych, a potem pój­dziesz po tak­sówkę, by udać się do hotelu. Następ­nie pew­nie zamel­du­jesz się w recep­cji, odpocz­niesz chwilę po podróży i wyj­dziesz na zewnątrz, by spraw­dzić, gdzie wła­ści­wie jesteś. Odwie­dzisz lokalne atrak­cje, spró­bu­jesz lokal­nej kuchni, posłu­chasz muzyki, może wybie­rzesz się do muzeum. W dro­dze powrot­nej do hotelu wstą­pisz do sklepu, żeby kupić parę potrzeb­nych rze­czy – przy zaku­pie spraw­dza­jąc prze­licz­nik walut, żeby zorien­to­wać się w cenach. Po powro­cie do hote­lo­wego pokoju chcesz napi­sać do rodziny, która została w domu, i podzie­lić się swo­imi prze­ży­ciami. Wyobraź sobie jed­nak, że po dotar­ciu na miej­sce oka­zuje się, że hotel po pro­stu znik­nął. Praw­do­po­dob­nie powstrzy­ma­łoby cię to od dal­szego zwie­dza­nia: naj­pierw trzeba roz­wią­zać zaist­niały pro­blem.

Opi­sana wyżej przy­goda poka­zuje ludz­kie instynkty w prak­tyce: skłon­ność do eks­plo­ro­wa­nia oto­cze­nia, orien­to­wa­nia się w prze­strzeni, potrzebę porządku, komu­ni­ka­cji, zmysł mate­ma­tyczny, wyobraź­nię, zdol­ność do myśle­nia abs­trak­cyj­nego. Poni­żej roz­wi­niemy je po kolei, doda­jąc potrzebę ruchu, pracy, pre­cy­zji, powta­rza­nia, samo­do­sko­na­le­nia, roz­woju spo­łecz­nego i eks­pre­sji.

Eksploracja

Ludzie poznają oto­cze­nie przez eks­plo­ra­cję. Prze­szu­kują je, badają i doświad­czają go za pośred­nic­twem ruchu fizycz­nego, zmy­słów, inte­lektu i wyobraźni.

Fizyczne, kogni­tywne, spo­łeczne i duchowe poszu­ki­wa­nia przy­cho­dzą dzie­ciom natu­ral­nie. W pierw­szych latach życia pod­stawę sta­nowi eks­plo­ra­cja fizyczna – nowo­ro­dek szuka piersi matki, dwu­la­tek bie­rze do ręki wszystko, co znaj­dzie się w zasięgu jego wzroku, przed­szko­lak nie­ustan­nie wspina się na meble. Dziecko rośnie, a jego eks­plo­ra­cje nabie­rają cha­rak­teru poznaw­czego, spo­łecznego i wresz­cie ducho­wego. Zdo­byte w ten spo­sób infor­ma­cje o świe­cie sta­nowią dla roz­wi­ja­ją­cego się czło­wieka punkty odnie­sie­nia do… dal­szej eks­plo­ra­cji.

Dzieci muszą się dowie­dzieć i doświad­czyć tak wielu rze­czy. Co to za rze­czy? Jak mogę się poru­szać? Jak nauczyć się czy­tać? Pisać? Jakie zacho­wa­nie jest uzna­wane za odpo­wied­nie? Co lubię? Co jest bez­pieczne? Do któ­rego momentu ta aktyw­ność spra­wia mi przy­jem­ność? Jak to zostało zro­bione? Och, naprawdę ist­nieli jacyś ludzie przed moimi dziad­kami? Jak oni żyli? A więc są inne kraje, kon­ty­nenty, pla­nety? Gdzie one są? Co się tam dzieje?

Eks­plo­ra­cja oto­cze­nia pozwala dzie­ciom zro­zu­mieć i odna­leźć się w miej­scu, cza­sie i kul­tu­rze, w któ­rej żyją. Zorien­to­wać się w świe­cie. Gdy przejdą pro­ces adap­ta­cji do oto­cze­nia, będą mogły pod­jąć dzia­ła­nia na rzecz jego zmiany lub poprawy.

Nasza rola: Możemy wspie­rać dzieci, pod­su­wa­jąc im odpo­wied­nie zasoby i narzę­dzia wspie­ra­jące pro­ces eks­plo­ra­cji. Gdy dziecko zaczyna ska­kać po kana­pie, nie musimy tego od razu zabra­niać – warto zasta­no­wić się, co takiego w ten spo­sób bada – być może odkrywa w ten spo­sób moż­li­wo­ści swo­jego ciała lub nowe dźwięki; albo spraw­dza, co wolno, a czego nie. Bogatsi w taką wie­dzę, możemy pod­su­nąć pasu­jącą nam alter­na­tywę dla tej aktyw­no­ści.

Dok­tor Mon­tes­sori wie­rzyła, że dzie­ciom do 3. roku życia trzeba zapew­nić dom, 3–6–lat­kom – świat, a 6–12-lat­kom – wszech­świat. Jako prze­wod­nicy dzie­cię­cej eks­plo­ra­cji dopa­so­wu­jemy narzę­dzia, formy umowy i ocenę sytu­acji wyma­ga­ją­cych posta­wie­nia gra­nic do wieku naszych pod­opiecz­nych.

Orientacja

Orien­ta­cja to skłon­ność i zdol­ność do swo­istego odnaj­dy­wa­nia i kotwi­cze­nia się – fizycz­nie lub psy­chicz­nie – w odnie­sie­niu do naszego oto­cze­nia lub sytu­acji. Orien­ta­cja jest zwy­kle pierw­szym kro­kiem do eks­plo­ra­cji. Kiedy dziecko jest zorien­to­wane, wów­czas czuje się bez­piecz­nie i zyskuje punkt wyj­ścia do bada­nia ota­cza­ją­cego je świata.

Ludzie lubią wie­dzieć, gdzie się znaj­dują i czego mogą się spo­dzie­wać. Warto obser­wo­wać dzieci i sta­rać się zro­zu­mieć, ile infor­ma­cji potrze­bują, by czuć się bez­piecz­nie.

Dla nowo­rodka punk­tem odnie­sie­nia jest odgłos bicia serca matki lub głosy, które zna z życia pło­do­wego. Małe dziecko w parku może obej­rzeć się za sie­bie i zer­k­nąć na rodzica czy opie­kuna – zorien­to­wać się w sytu­acji przed zebra­niem się na odwagę i roz­po­czę­ciem eks­plo­ra­cji. W pierw­szym dniu nauki w nowej szkole ucznio­wie muszą dowie­dzieć się, gdzie są toa­lety, ich szafki, sto­łówka i jak wygląda plan dnia. Star­sze dzieci mają dostęp do więk­szej liczby punk­tów odnie­sie­nia i nie muszą być one nama­calne: orien­tują się w świe­cie na pod­sta­wie tego, co już wie­dzą lub w co wie­rzą na dany, wcze­śniej eks­plo­ro­wany przez nie temat, a także ze zbioru spo­łecz­nych zasad czy ocze­ki­wań.

Nasza rola: Zwra­ca­jąc uwagę na aspekty fizyczne, kogni­tywne, spo­łeczne i duchowe prze­strzeni, w któ­rej poru­sza się nasze dziecko i w któ­rej pró­buje się zorien­to­wać, spró­bujmy jak naj­le­piej ją przy­go­to­wać. Aran­żujmy pre­tek­sty do eks­plo­ra­cji, dzięki któ­rym młody czło­wiek zyskuje szanse na zdo­by­cie kolej­nych punk­tów odnie­sie­nia. Warto także poma­gać dzie­ciom w pozna­wa­niu ocze­ki­wań i ogra­ni­czeń zwią­za­nych z ich oto­cze­niem i pil­no­wać, by ich inte­rak­cje i plan dnia – zarówno ten domowy, jak i szkolny – zawie­rały stałe, „kotwi­czące” ele­menty. Możemy także sta­rać się reago­wać i wcho­dzić w kon­takt z dziec­kiem w pew­nych ramach prze­wi­dy­wal­no­ści, by wie­działo, czego może się po nas spo­dzie­wać.

Porządek

Frazą chęt­nie powta­rzaną w świe­cie Mon­tes­sori jest „miej­sce na wszystko i wszystko na swoim miej­scu”. Ład dookoła nas sprzyja utrzy­my­wa­niu ładu wewnętrz­nego – psy­cho­lo­gicz­nego i poznaw­czego. Porzą­dek to także logiczna, prze­wi­dy­walna sekwen­cyj­ność dzie­cię­cej codzien­no­ści, na któ­rej można pole­gać i która działa na dziecko uzie­mia­jąco. Dla młod­szego dziecka ele­men­tem takiej sta­łej sekwen­cji może być śpie­wana na prze­bu­dze­nie pio­senka lub inny rodzaj aktyw­no­ści. Dla star­szego dziecka podobną rolę będzie odgry­wać regu­lar­nie powta­rza­jące się wyda­rze­nie, np. codzienna kola­cja o szó­stej. W idei porządku miesz­czą się także ten­den­cje do kla­sy­fi­ko­wa­nia i orga­ni­zo­wa­nia tego, co wiemy i co odkry­wamy: świat idei, war­to­ści i uczuć.

Nasza rola: Wpro­wa­dzamy ład w oto­cze­nie dziecka i wspie­ramy je w jego utrzy­ma­niu oraz przy­wra­ca­niu. Poma­gamy mu wzmac­niać nie­zbędne do tego umie­jęt­no­ści i two­rzyć sys­temy orga­ni­za­cyjne; łagod­nie je w tym pro­wa­dzimy. Pil­nu­jemy, by miało codzienne, coty­go­dniowe i sezo­nowe rytmy oraz rytu­ały, dające poczu­cie sta­ło­ści i prze­wi­dy­wal­no­ści.

Komunikacja, ekspresja i rozwój społeczny

Potrzeba komu­ni­ka­cji to prze­jaw natu­ral­nej ludz­kiej skłon­no­ści do dzie­le­nia się pomy­słami, doświad­cze­niami i oba­wami, a także do słu­cha­nia i prób zro­zu­mie­nia innych ludzi. Wspiera w tym inną wro­dzoną inkli­na­cję – do nawią­zy­wa­nia rela­cji i do współ­pracy. Trzy­let­nie dziecko na ogół potrafi już komu­ni­ko­wać się języ­kiem swo­jej spo­łecz­no­ści i płyn­nie z jego pomocą wyra­żać. Następ­nie uczy się czy­tać, pisać, śpie­wać, gesty­ku­lo­wać, two­rzyć sztukę i poezję, może też nauczyć się posłu­gi­wa­nia języ­kiem obcym.

My, ludzie, posia­damy potrzebę eks­pre­sji, wyra­ża­nia się poprzez sztukę, muzykę i taniec. Czer­piemy z tego radość. Już nie­mow­lęta odru­chowo podry­gują w rytm muzyki. Więk­szość dzieci w wieku od 3 do 12 lat natu­ral­nie przy­cią­gają aktyw­no­ści o for­mie otwar­tej. Same z sie­bie rysują, malują czy ukła­dają kamie­nie i płatki w ozdobne wzory. Wszystko to formy natu­ral­nej eks­pre­sji czło­wieka.

Jeste­śmy przy tym ssa­kami, które żywią potrzebę przy­na­leż­no­ści do grupy – pomaga nam w tym ten­den­cja do wcho­dze­nia w inte­rak­cje spo­łeczne. Lubimy znać swoje miej­sce wśród ludzi i z nimi współ­pra­co­wać. Śro­do­wi­sko spo­łeczne roz­wija się wraz z dziec­kiem – nie­mowlę jest czę­ścią rodziny; następ­nie posze­rza swój spo­łeczny świat o innych opie­ku­nów; potem nie­rzadko tra­fia do żłobka czy klu­biku dzie­cię­cego; potem czeka na nie przed­szkole, szkoła, inne aktyw­no­ści, inne grupy ludzi. Roz­wo­jowi spo­łecznemu szcze­gó­łowo przyj­rzymy się w roz­dziale 6.

Nasza rola: Dzieci chłoną język jak gąbka, dla­tego zadbajmy o to, by ich oto­cze­nie dostar­czało odpo­wied­nich bodź­ców: dużo do nich mówmy (lub śpie­wajmy), czy­tajmy im, opo­wia­dajmy histo­rie i pozwa­lajmy im obser­wo­wać nasze inte­rak­cje z innymi ludźmi. Im dziecko jest star­sze, tym bar­dziej pre­cy­zyj­nego i boga­tego uży­wajmy słow­nic­twa; zamiast „kwiat” powiedzmy „czer­wony kwiat hibi­skusa”. Gdy dzieci dzielą się z nami swo­imi prze­ży­ciami, prze­my­śle­niami i pyta­niami, słu­chajmy ich z uwagą – znajdźmy na to czas.

Orga­ni­zujmy im także oka­zje, w któ­rych będą mogły wyra­żać się arty­stycz­nie, zapew­nijmy odpo­wied­nie do tego narzę­dzia: ołó­wek i papier, pędzle i farby, sprzęt do odtwa­rza­nia muzyki, tek­sty pio­se­nek, instru­menty.

Roz­wój spo­łeczny dziecka sko­rzy­sta na nauce zasad i zacho­wa­nia przy­ję­tych w naszej kul­tu­rze, rodzi­nie i spo­łecz­no­ści. Wspie­rajmy nasze dzieci w inte­rak­cjach, w które wcho­dzą z człon­kami rodziny, innymi ludźmi oraz gru­pami.

Umysł matematyczny

Ludzie przy­cho­dzą na świat wypo­sa­żeni w bar­dzo logiczny umysł. Uży­wamy go, gdy idziemy do sklepu i pro­wa­dzimy w gło­wie bie­żący rejestr pro­duk­tów. Obser­wu­jemy go u nie­mow­lę­cia, które sza­cuje, w którą stronę i jak daleko musi się­gnąć, aby chwy­cić przed­miot. Widzimy go w dzia­ła­niu, gdy ofe­ru­jemy dziecku dwa cia­steczka, a ono wybiera więk­sze. Umysł mate­ma­tyczny ni­gdy nie śpi, lecz wspiera oraz współ­pra­cuje z dwoma innymi natu­ral­nymi pre­dy­lek­cjami: wyobraź­nią i abs­trak­cją.

Nasza rola: Twórzmy oka­zje, w któ­rych dziecko będzie mogło uży­wać swo­ich mate­ma­tycz­nych zdol­no­ści. Niech roz­wią­zuje pro­blemy, oce­nia sytu­ację, pró­buje zga­dy­wać, sor­to­wać, kate­go­ry­zo­wać, mie­rzyć i włą­czać się w dzia­ła­nia, które wyma­gają ana­lizy sytu­acji.

Wyobraźnia

Wyobraź­nia to umie­jęt­ność widze­nia rze­czy, któ­rych nie mamy w bez­po­śred­nim polu widze­nia, i two­rze­nia nie­ist­nie­ją­cych jesz­cze roz­wią­zań, a także speł­nia­nia naszych potrzeb. Uru­cha­mia się w bar­dzo wcze­snym wieku. Nie­mow­lak szybko odkrywa, że rodzice czy opie­ku­no­wie wcale nie zni­kają, gdy wycho­dzą z pokoju. Kil­ku­latki potra­fią wyobra­zić sobie, jak wyglą­dało życie ludzi w sta­ro­żyt­no­ści czy w miej­scach, w któ­rych ni­gdy nie były. Pierwsi ludzie zauwa­żyli, że zwie­rzęta mają grube futra, które chro­nią je przed dzia­ła­niem żywio­łów, i wyobra­zili sobie, że ubra­nie wyko­nane z ich skór zadziała tak samo – naj­pierw to wymy­ślili, a potem wcie­lili w czyn.

Nasza rola: Wyobraź­nia opiera się na kon­kret­nych doświad­cze­niach. Możemy wspie­rać jej roz­wój u dziecka do 6. roku życia poprzez pod­su­wa­nie mu róż­no­rod­nych aktyw­no­ści, które anga­żują różne zmy­sły i które poma­gają odkry­wać i rozu­mieć ota­cza­jący je świat. Star­sze dzieci lubią opo­wie­ści o życiu i cza­sach, któ­rych nie znają z wła­snego doświad­cze­nia. Chęt­nie przyj­mują też zapro­sze­nia do snu­cia wyobra­żeń.

Abstrakcja

Abs­trak­cja to kuzynka wyobraźni. Pozwala nam uchwy­cić istotę jed­nej rze­czy, a następ­nie prze­ło­żyć ją na coś innego. Dzięki niej umiemy wyjść poza to, co kon­kret­nie nama­calne, uru­cho­mić inter­pre­ta­cję i gene­ra­li­za­cję. Myśle­nie abs­trak­cyjne jest obecne już u małych dzieci, ale szcze­gólną aktyw­ność osiąga u nich powy­żej 6. roku życia. Abs­trak­cja i wyobraź­nia ule­gają opty­ma­li­za­cji, kiedy dziecko zbu­duje mocne rozu­mie­nie rze­czywistości. Przy­kła­dowo, kiedy małe dziecko ćwi­czy doda­wa­nie z uży­ciem zło­tych kora­li­ków w mon­tes­so­riań­skiej kla­sie, bie­rze pięć i dokłada cztery, po czym liczy, że razem jest ich dzie­więć. Star­sze dziecko sko­rzy­sta z abs­trak­cyj­nych sym­boli cyfr, zapi­sze je, doda znak „plus” i otrzyma wynik.

Nasza rola: Możemy poma­gać dzie­ciom w zro­zu­mie­niu klu­czo­wych kon­cep­tów, dawać im narzę­dzia wspie­ra­jące poj­mo­wa­nie i wra­cać do róż­nych kon­cep­tów tak długo, aż zostaną przez mło­dego czło­wieka zin­ter­na­li­zo­wane; pomocne mogą być kon­kretne obiekty, słow­niki itp. Warto też pozwo­lić dziecku korzy­stać z potęgi wyobraźni – niech two­rzy i reali­zuje swoje pomy­sły. To także forma abs­tra­ho­wa­nia.

Ruch

Ruch to umie­jęt­ność i potrzeba uży­wa­nia ciała w danej prze­strzeni. Z jego pomocą eks­plo­ru­jemy i ulep­szamy swoje oto­cze­nie. Skłon­ność do ruchu jest u dzieci szcze­gól­nie widoczna. Jak czę­sto uty­sku­jemy, że dziecko nie może usie­dzieć w spo­koju? Wro­dzona potrzeba ruchu wspiera dzie­cięcy roz­wój.

Aktyw­ność mani­pu­la­cyjna, spe­cy­ficzny rodzaj ruchu, także otwiera pola do eks­plo­ra­cji. Maria Mon­tes­sori mówiła, że dło­nie to „instru­ment inte­li­gen­cji”. Służą nam do pozna­wa­nia i mody­fi­ko­wa­nia oto­cze­nia – wyko­rzy­sty­wa­nia go do aktyw­no­ści, udo­sko­na­la­nia i odtwa­rza­nia.

Nasza rola: Zamiast ogra­ni­czać dzie­ciom aktyw­ność i ruch, szu­kajmy oka­zji i zajęć, które wesprą roz­wój ich moto­ryki małej i dużej. Wygo­spo­da­rujmy prze­strzeń na skoki i biegi. Udo­stęp­nijmy im przed­mioty, któ­rych uży­cie będzie wyma­gało coraz to dosko­nal­szych umie­jęt­no­ści.

Praca, precyzja, powtarzalność i samodoskonalenie

Zarówno nasze oto­cze­nia, jak i samych sie­bie dosko­na­limy przez pracę. Gdy już zro­zu­miemy swoje śro­do­wi­sko, nasz mate­ma­tyczny umysł na ogół zaczyna pod­po­wia­dać nam, jak je zmo­dy­fi­ko­wać, aby lepiej odpo­wia­dało na nasze potrzeby. Wów­czas w sukurs przy­cho­dzi wyobraź­nia, a wymy­ślone roz­wią­za­nia wpro­wa­dzamy w życie wła­śnie dzięki pracy – swo­jej aktyw­no­ści. Pracą będzie nawet pro­sta czyn­ność, taka jak naoli­wie­nie skrzy­pią­cego fotela czy wyko­na­nie pasa narzę­dzio­wego na spe­cjalne przed­mioty.

Wraz z natu­ralną skłon­no­ścią do szu­ka­nia sobie zaję­cia istoty ludz­kie wyka­zują wro­dzoną potrzebę pre­cy­zji oraz samo­do­sko­na­le­nia. Widzimy to u dzieci, które uczą się jeź­dzić na rowe­rze, pisać, wspi­nać czy robić dowolną inną rzecz, jaka przy­szła im do głowy. Upa­dają, pono­szą porażki, ale pró­bują wciąż na nowo. Pęd do samo­do­sko­na­le­nia to pra­gnie­nie cią­głego pod­no­sze­nia swo­ich umie­jęt­no­ści i osią­gnięć, a także dzia­ła­nia na korzyść sie­bie i innych. Skłon­ność do pre­cy­zji dostrze­gamy też w tym, jak dziecko pyta. Zadaje pyta­nia, szuka szcze­gó­ło­wych odpo­wie­dzi, chce dokład­nie wie­dzieć, jaki jest świat i jak działa.

Powta­rza­nie pomaga nam opa­no­wać wybraną czyn­ność. To z kolei daje nam kon­trolę nad śro­do­wi­skiem i karmi poczu­cie kom­pe­ten­cji i zado­wo­le­nia. Gdy dziecko wybiera wciąż ten sam rodzaj aktyw­no­ści, to jest to wyraz podą­ża­nia za natu­ralną ludzką skłon­no­ścią: nie umniej­szajmy war­to­ści powtó­rzeń. Star­sze dziecko, mię­dzy 6. a 12. rokiem życia, także będzie szu­kało powtó­rzeń, jed­nak może nie chcieć odtwa­rzać danego dzia­ła­nia w dokład­nie ten sam spo­sób; będzie za to szu­kać waria­cji na jeden temat.

OBSER­WA­CJA JAKO WSPAR­CIE NATU­RAL­NYCH SKŁON­NO­ŚCI

Regu­lar­nie obser­wuj swoje dziecko, by na bie­żąco reje­stro­wać jego potrzeby oraz skłon­no­ści pro­wa­dzące je do ich reali­za­cji.Przy­go­tuj oto­cze­nie tak, by ofe­ro­wało bogaty wybór moż­li­wo­ści i aktyw­no­ści, które będą wspar­ciem dla tych skłon­no­ści.Jeśli, po jakimś cza­sie, nie będziesz widzieć danej skłon­no­ści „w akcji”, zasta­nów się, co może utrud­niać dziecku dzia­ła­nie, i usuń te prze­szkody.Przyj­rzyj się kry­tycz­nie sobie i waszemu oto­cze­niu pod kątem odpo­wia­da­nia na wyra­żane przez dziecko natu­ralne pre­dy­lek­cje. Co można by zmie­nić lub ulep­szyć?

Nasza rola: Pod­su­wajmy dziecku aktyw­no­ści na gra­nicy jego umie­jęt­no­ści – ani za łatwe, ani za trudne – dosto­so­wu­jąc poziom trud­no­ści. Wes­przemy w ten spo­sób jego dąże­nie do samo­do­sko­na­le­nia. Dzieci czę­sto wię­cej uwagi poświę­cają pro­ce­sowi niż efek­tom pracy. Powstrzy­majmy się od poma­ga­nia, gdy napo­tkają trud­ność; pozwa­lajmy im na błędy i powtórki. Pośpiech jest wro­giem pracy; zadbajmy o to, by dzia­ła­nia dziecka mogły prze­bie­gać bez zakłó­ceń.

Cztery etapy rozwoju

Maria Mon­tes­sori wyróż­nia cztery etapy roz­woju, które two­rzą ramę opi­sową dla naszego roz­woju: od naro­dzin do doro­sło­ści (ok. 24. r.ż.). Korzy­sta­jąc z tego sche­matu, możemy iden­ty­fi­ko­wać pewne cechy ogólne dzieci w róż­nym wieku i zapew­niać im ade­kwatne wspar­cie w kolej­nych eta­pach roz­woju. Każdy etap trwa około sze­ściu lat: od naro­dzin do 6. roku życia (wcze­sne dzie­ciń­stwo), od 6 do 12 lat (późne dzie­ciń­stwo), od 12 do 18 lat (dora­sta­nie) i od 18 do 24 lat (wcze­sna doro­słość). Co cie­kawe, Mon­tes­sori włą­czyła okres od 18 do 24 lat w okres doj­rze­wa­nia, jesz­cze zanim opu­bli­ko­wano wyniki badań nad ludz­kim mózgiem potwier­dza­jące, że kora przed­czo­łowa (ośro­dek zawia­du­jący racjo­nal­nym podej­mo­wa­niem decy­zji) roz­wija się aż do połowy dru­giej dekady życia czło­wieka.

Opo­wia­da­jąc o zmia­nach zacho­dzą­cych w dziecku przy prze­cho­dze­niu z jed­nego etapu roz­wo­jo­wego w kolejny, wło­ska peda­gożka uży­wała okre­śle­nia „odro­dze­nie”. Dziecko na każ­dym eta­pie może wyda­wać się nową, inną osobą, ujaw­niać nie­znane wcze­śniej cechy i potrzeby, ina­czej obja­wiać natu­ralne inkli­na­cje i uczyć się świata w nowy spo­sób. Nasi naj­młodsi są w tym podobni do gąsie­nicy, która musi przejść sze­reg prze­obra­żeń fizycz­nych i beha­wio­ral­nych, zanim sta­nie się moty­lem.

Każdy etap roz­wo­jowy opiera się na poprzed­nim; umie­jęt­no­ści przy­swo­jone na danym eta­pie sta­no­wią bazę dla umie­jęt­no­ści z etapu kolej­nego. Co warto pod­kre­ślić – choć Maria Mon­tes­sori zauwa­żyła, że każdy etap roz­wo­jowy trwa około 6 lat, to moment przej­ścia z jed­nego etapu na drugi pozo­staje kwe­stią indy­wi­du­alną. Przy­kła­dowo, u nie­któ­rych dzieci pierw­sze oznaki prze­cho­dze­nia na drugi etap widać już w wieku 5,5 lat, a u innych – w 7. roku życia. Przej­ście z jed­nego etapu na drugi na ogół prze­biega stop­niowo; nie­rzadko młody czło­wiek jedną nogą stoi na niż­szym, a drugą już na wyż­szym. Wiek to tylko pewien punkt odnie­sie­nia – warto być czuj­nym na inne sygnały i ele­menty zacho­wa­nia cha­rak­te­ry­styczne dla okresu zmian (omó­wimy je w dal­szej czę­ści książki).

Gdy uda nam się zro­zu­mieć każdy z nastę­pu­ją­cych po sobie eta­pów roz­woju, wów­czas będziemy umieli dosto­so­wać swoje metody pracy, śro­do­wi­sko i reak­cje do potrzeb naszego dziecka. Rola rodzi­ców, opie­ku­nów, nauczy­cieli czy po pro­stu tro­skli­wych doro­słych obec­nych w życiu dziecka będzie się zmie­niać na każ­dym osią­ga­nym przez nie eta­pie.

Konstruktywny rytm życia

Dok­tor Mon­tes­sori zapre­zen­to­wała powyż­szy dia­gram w Peru­gii we Wło­szech w 1950 roku, chcąc przy­bli­żyć temat czte­rech eta­pów roz­woju.

Widzimy cztery równe trój­kąty. Każdy odpo­wiada jed­nemu, trwa­ją­cemu 6 lat eta­powi roz­wo­jo­wemu.

Etap pierw­szy i trzeci są podzie­lone na pode­tapy; w przy­padku pierw­szego etapu wyróż­niamy okres od 0 do 3. roku życia (nie­świa­domy chłonny umysł) oraz od 3. do 6. roku życia (faza dosko­na­le­nia i kon­so­li­da­cji).

Maria Mon­tes­sori zaob­ser­wo­wała, że roz­wój czło­wieka ma cha­rak­ter cykliczny, z inten­syw­nym okre­sem wzro­stu, po któ­rym nastę­puje okres kon­so­li­da­cji. Stało to w sprzecz­no­ści z domi­nu­ją­cym wów­czas prze­ko­na­niem, że roz­wój prze­biega liniowo, po pro­stej ścieżce, i zało­że­niem, że naj­młodsi uczą się naj­mniej, a starsi są w sta­nie nauczyć się naj­wię­cej. Ten tra­dy­cyjny model ilu­struje dolna część dia­gramu (nie­bie­ski trój­kąt poka­zuje inten­syw­ność edu­ka­cji zwięk­sza­jącą się od 6. r.ż. do wcze­snej doro­sło­ści).

Poszcze­gólne etapy wyka­zują okre­ślone podo­bień­stwa. Pierw­szy i trzeci wyróż­niono pogru­bio­nymi, poma­rań­czo­wymi liniami z uwagi na ich dyna­miczny, gwał­towny i nie­rzadko dra­ma­tyczny prze­bieg roz­woju fizycz­nego i psy­cho­lo­gicz­nego w tych okre­sach. Etap drugi i czwarty są obry­so­wane cien­kimi, nie­bie­skimi liniami, bo to inter­wały zde­cy­do­wa­nie spo­koj­niej­sze, bar­dziej sta­bilne. Ta prze­mien­ność eta­pów w sche­ma­cie Mon­tes­sori pozwala okre­ślać etap pierw­szy i trzeci oraz etap drugi i czwarty eta­pami rów­no­le­głymi.

Pierwszy etap (od 0 do 6 lat): wczesne dzieciństwo

Pierw­szy etap roz­woju to gwał­towny wzrost fizyczny, kogni­tywny i umy­słowy. Dziecko sze­ścio­let­nie zna­cząco różni się od nowo­rodka i posiada zde­cy­do­wa­nie więk­szy zasób wie­dzy.

Dziecko w tym wieku poznaje świat wszyst­kimi zmy­słami. Odbiera bodźce zmy­słowe ze śro­do­wi­ska i wyko­rzy­stu­jąc je, buduje swoją inte­li­gen­cję i oso­bo­wość.

Jako że dziecko do 6. roku życia jest sku­pione na kon­stru­owa­niu samego sie­bie, to choć lubi towa­rzy­stwo innych ludzi, woli pra­co­wać samo­dziel­nie lub rów­no­le­gle – obok dru­giej osoby. Ule­gnie to dia­me­tral­nej zmia­nie na kolej­nym eta­pie (od 6. do 12. r.ż.).

Według Mon­tes­sori dziecko na pierw­szym eta­pie roz­woju posiada tzw. „chłonny umysł”. Od naro­dzin do ukoń­cze­nia 6. roku życia młody czło­wiek absor­buje wszystko bez wysiłku i bez uprze­dzeń. Chło­nie widoki, zapa­chy, smaki, zacho­wa­nia i ota­cza­jącą go kul­turę. Pro­ces ten zacho­dzi nie­świa­do­mie, łatwo i auto­ma­tycz­nie, nie wymaga od dziecka podej­mo­wa­nia decy­zji czy wkła­da­nia wysiłku. Umysł małych dzieci jest jak gąbka, która chło­nie płyn nie­za­leż­nie od tego, w czym ją zanu­rzymy. Nie może sama zde­cy­do­wać, ile wody wcią­gnie – bie­rze wszystko. To, czym nasiąk­nie nasze dziecko, staje się ele­men­tem jego oso­bo­wo­ści i jaźni.

Pierwszy podetap (od 0 do 3 lat)

W tym okre­sie dziecko jest nie­zwy­kle aktywne. Uczy się cho­dzić, mówić, dzia­łać, być przed­sta­wi­cie­lem swo­jego czasu i miej­sca. Roz­wija się i zmie­nia pod wzglę­dem fizycz­nym. Od bez­zęb­nego uśmie­chu do buzi peł­nej zębów; od picia wyłącz­nie mleka po jedze­nie wszyst­kiego na co ma ochotę; od nowo­rod­ko­wego pła­czu po mowę, nie­rzadko w kilku języ­kach. W pierw­szych latach życia dzieci zamie­niają odru­chowe wyma­chi­wa­nie nogami na prze­wroty, peł­za­nie, wsta­wa­nie, cho­dze­nie, bie­ga­nie, ska­ka­nie i wiele innych form ruchu. Bez­ładne trze­pa­nie rękami ewo­lu­uje w wyra­fi­no­wany chwyt pęse­towy (trzy­ma­nie kciu­kiem i pal­cem wska­zu­ją­cym), słu­żący m.in. do szy­cia czy pisa­nia. Od nie­kon­tro­lo­wa­nego odda­wa­nia moczu i kału w pie­lu­chy do samo­dziel­nych wizyt w toa­le­cie. Od nie­wiel­kiej wie­dzy o świe­cie po dobre rozu­mie­nie dzia­ła­nia przed­mio­tów i zja­wisk zna­nych z domu i naj­bliż­szego oto­cze­nia. Dzieci w tym wieku zaczy­nają myśleć i roz­wią­zy­wać pro­blemy. Znają część norm i zwy­cza­jów kul­tu­ro­wych swo­jej spo­łecz­no­ści i zaczy­nają rozu­mieć, co uznaje się za akcep­to­walne. Potra­fią pro­wa­dzić roz­mowę i wycią­gać wnio­ski.

Trzy­la­tek, szcze­gól­nie jeśli funk­cjo­no­wał w opty­mal­nym oto­cze­niu, to twórca, który już wiele osią­gnął. Wypra­co­wał w sobie narzę­dzia zwane przez dok­tor Mon­tes­sori „orga­nami psy­chicz­nymi”: mowę, ruch, kul­turę, inte­li­gen­cję i wolę. Nie­sa­mo­wite jest w tym to, że nawet nie miał świa­do­mo­ści i nie pamięta, jak to się stało. Dla­tego dziecko trzy­let­nie wło­ska badaczka nazy­wała „nie­świa­do­mym kre­ato­rem”.

Drugi podetap (od 3 do 6 lat)

W dru­gim pode­ta­pie roz­woju dziecko prze­obraża się z nie­świa­do­mego twórcy w świa­do­mego dzia­ła­cza. Pro­wa­dzony przez skłon­ność do powta­rza­nia, pre­cy­zji i samo­do­sko­na­le­nia nasz 3-, 4-, 5- czy 6-latek podej­muje bar­dziej inten­cjo­nalny i celowy wysi­łek, by dosko­na­lić wcze­śniej nabyte umie­jęt­no­ści.

W wieku od 3 do 6 lat nasze dziecko jest aktywne, chęt­nie pra­cuje manu­al­nie i poznaje swoje oto­cze­nie w naj­drob­niej­szych szcze­gó­łach. Dok­tor Mon­tes­sori okre­śla ten czas mia­nem „zło­tego wieku zabawy” i opo­wiada o zaba­wie jak o dzie­cię­cej for­mie pracy. W tym okre­sie dzieci poszu­kują więk­szej pre­cy­zji w ruchach ciała i w posłu­gi­wa­niu się języ­kiem; chcą lepiej poj­mo­wać ota­cza­jący je świat i robić rze­czy samo­dziel­nie. Gdyby miały w jed­nym zda­niu pod­su­mo­wać, czego chcą od nas, to brzmia­łoby ono: „Pomóż mi zro­bić to samo­dziel­nie”. Potrze­bują narzę­dzi, któ­rych mogą uży­wać, i chcą brać aktywny udział w tym, co dzieje się wokół nich. Przed­szko­laki nie­ustan­nie pytają „Co to?” i „Dla­czego?”. Chcą pozna­wać nazwy wszyst­kich napo­tka­nych rze­czy i dowia­dy­wać się, jak dzia­łają. Chcą robić to, co robią doro­śli w ich naj­bliż­szym oto­cze­niu. Chcą dosko­na­lić swoje jeste­stwo i wzmac­niać swoją nie­za­leż­ność poprzez umie­jęt­ność zaj­mo­wa­nia się sobą: samo­dzielne jedze­nie, ubie­ra­nie czy korzy­sta­nie z toa­lety.

Dorosły i otoczenie a dziecko na pierwszym etapie rozwoju

Naszą rolą na tym eta­pie roz­wo­jo­wym jest zapew­nie­nie dziecku poczu­cia bez­pie­czeń­stwa i obda­ro­wa­nie go bez­wa­run­kową miło­ścią oraz zaaran­żo­wa­nie domo­wej prze­strzeni w spo­sób zale­cany przez Mon­tes­sori, odpo­wia­da­jący na dzie­cięcą potrzebę orien­ta­cji i prze­wi­dy­wal­no­ści. Dom to wypeł­nione miło­ścią, kar­miące śro­do­wi­sko ze stałą osobą opie­kuna. Jego prze­strzeń jest piękna i upo­rząd­ko­wana, wypeł­nia ją żywy język i róż­no­rodne bodźce dla zmy­słów. Dziecko znaj­dzie w nim rze­czy do oglą­da­nia, doty­ka­nia, wącha­nia, sma­ko­wa­nia i słu­cha­nia. Możemy umie­ścić w nim także obiekty zachę­ca­jące do eks­plo­ra­cji za pomocą ruchu ciała, dłoni i zmy­słów i oka­zje do swo­bod­nej eks­plo­ra­cji zarówno pod dachem, jak i na zewnątrz.

Na pierw­szym eta­pie nasze dziecko:

Roz­wi­nie koor­dy­na­cję ruchów.

Roz­wi­nie swoją inte­li­gen­cję (znaj­dzie odpo­wiedź na pyta­nia „Co to?”, „Gdzie?” i na nie­które „Dla­czego?” w kon­tek­ście naj­bliż­szego oto­cze­nia). Będzie gotowe na odkry­wa­nie świata.

Nauczy się porząd­ko­wać i kla­sy­fi­ko­wać wra­że­nia i doświad­cze­nia zmy­słowe (np. od naj­ja­śniej­szego do naj­ciem­niej­szego, od naj­mniej­szego do naj­więk­szego, od naj­gład­szego do naj­bar­dziej szorst­kiego).

Udo­sko­nali swoje postrze­ga­nie zmy­słowe, aby móc wyda­wać osądy.

Roz­wi­nie język(i) oto­cze­nia.

Roz­wi­nie nie­za­leż­ność funk­cjo­nalną (np. w zakre­sie ubie­ra­nia się, dba­nia o swoje ciało).

Roz­wi­nie swój uni­kalny cha­rak­ter i oso­bo­wość oraz dosto­suje się do czasu, miej­sca i kul­tury, w któ­rych jest zanu­rzone

FAZY WRAŻ­LIWE

„Faza wraż­liwa odnosi się do czasu szcze­gól­nej wraż­li­wo­ści, którą istota ludzka obja­wia okre­sowo w sta­nie nie­mow­lę­cym, gdy jest jesz­cze w trak­cie ewo­lu­cji. Ma ona cha­rak­ter przej­ściowy i ogra­ni­cza się do naby­cia okre­ślo­nej cechy. Gdy ta cecha lub umie­jęt­ność zosta­nie nabyta, szcze­gólna wraż­li­wość zanika”.

– Maria Mon­tes­sori, Sekret dzie­ciń­stwa

Faza wraż­liwa to taki czas w życiu dziecka, w któ­rym wydaje się ono szcze­gól­nie wyczu­lone na wybrany aspekt swo­jego oto­cze­nia: spon­ta­nicz­nie, z ochotą powraca do wybra­nej aktyw­no­ści i powta­rza dane dzia­ła­nie. Dzięki tak inten­syw­nej pracy w tym okre­sie udaje mu się opa­no­wać nową umie­jęt­ność. Będzie w sta­nie nabyć ją rów­nież póź­niej, jed­nak wów­czas będzie to od niego wyma­gało o wiele więk­szego wysiłku.

Fazy wraż­liwe są szcze­gól­nie powszechne i inten­sywne we wcze­snym dzie­ciń­stwie. Dok­tor Mon­tes­sori nazy­wała te okresy „pro­mie­niami świa­tła”, „impul­sami życio­wymi” i „twór­czą wraż­li­wo­ścią”. Pod­czas gdy chłonny umysł pozwala dziecku przyj­mo­wać wszystko, co je ota­cza, bez ogra­ni­czeń, okresy wraż­liwe są jak świa­tło latarki, sku­pia­jące uwagę dziecka na wybra­nym aspek­cie jego śro­do­wi­ska. Umie­jęt­no­ści zdo­byte w trak­cie fazy wraż­liwej wspie­rają dzieci w reali­zo­wa­niu wła­snych potrzeb, dyk­to­wa­nych natu­ral­nymi skłon­no­ściami.

FAZY WRAŻ­LIWE SĄ NIE­TRWAŁE. Mijają nie­za­leż­nie od tego, czy dana umie­jęt­ność została przy­swo­jona, czy nie. Wyko­ny­wana w nich praca może mieć cha­rak­ter nama­calny (fizyczny) lub nienama­calny (men­talny).

FAZY WRAŻ­LIWE POJA­WIAJĄ SIĘ NATU­RAL­NIE U KAŻ­DEGO DZIECKA. Rolą doro­słych jest oka­zy­wa­nie wspar­cia, odpo­wied­nie przy­go­to­wa­nie oto­cze­nia i zachę­ca­nie do podej­mo­wa­nia aktyw­no­ści. Przy­kła­dowo, gdy faza wraż­liwa doty­czy języka, dziecko w spo­sób natu­ralny lgnie do wszel­kich oko­ło­ję­zy­ko­wych zajęć i wyka­zuje szcze­gólną zdol­ność do roz­wi­ja­nia umie­jęt­no­ści języ­ko­wych. Jeśli jed­nak jego oto­cze­nie jest ubo­gie w takie bodźce, wów­czas dziecko nie nabę­dzie tej umie­jęt­no­ści. Okres wraż­li­wo­ści osta­tecz­nie minie.

ROZ­PO­ZNA­WA­NIE FAZ WRAŻ­LI­WYCH. Więk­szość dzieci prze­cho­dzi przez okresy szcze­gól­nego wyczu­le­nia w tym samym cza­sie, dla­tego w pew­nym stop­niu można się przy­go­to­wać na ich nadej­ście. Pomocna jest uważna obser­wa­cja.

W trak­cie trwa­nia fazy wraż­li­wej dostrze­gamy:

fascy­na­cję wybra­nym ele­men­tem oto­cze­niazwięk­szoną aktyw­ność i powta­rza­nie, kon­cen­tra­cjęuczu­cie odświe­że­nia i satys­fak­cji na koniec pracy.

Fazy wraż­liwe szcze­gól­nie sil­nie obja­wia­jące się na pierw­szym eta­pie roz­woju:

językmowa: od okresu łono­wego do 2,5–3 latpisa­nie: od 3,5 do 4,5 lat

czy­ta­nie: od 4,5 do 5,5 lat

roz­sze­rza­nie diety: od 6. do 12. mie­siącaporzą­dek: od naro­dzin do 5 lat (szczyt przy­pada na okres od 1,5 do 2,5 lat)drobne szcze­góły i małe przed­mioty: od 1 do 4 latruchnaby­wa­nie umie­jęt­no­ści: od naro­dzin do 2,5 lat

dosko­na­le­nie i koor­dy­na­cja: od 2,5 do 4,5 lat

eks­plo­ra­cja zmy­słowa i kla­sy­fi­ka­cjanaby­wa­nie i gro­ma­dze­nie wra­żeń: od życia pło­do­wego do 3 lat

kla­sy­fi­ka­cja i orga­ni­za­cja wra­żeń: od 2,5 do 6 lat

liczby i mate­ma­tyka: od 4 do 6 latmaniery i uprzej­mość: od 2,5 do 6 latasy­mi­la­cja obra­zów (prze­cho­wy­wa­nie obra­zów/szcze­gó­łów w umy­śle): od naro­dzin do 6 latmuzyka: od 2 do 6 lat.

UWAGI:

Podane ramy wie­kowe mają cha­rak­ter orien­ta­cyjny; każde dziecko roz­wija się we wła­snym tem­pie.Jeśli dziecko pomi­nie jakąś fazę wraż­liwą, na­dal będzie w sta­nie nauczyć się danej umie­jęt­no­ści, jed­nak będzie to wyma­gało wię­cej wysiłku (tak jak w przy­padku nauki języka obcego w wieku doro­słym).

Drugi etap (od 6 do 12 lat): późne dzieciństwo

W prze­ci­wień­stwie do inten­syw­nego, szyb­kiego cha­rak­teru pierw­szego etapu drugi etap to – według dok­tor Mon­tes­sori – „spo­kojny okres rów­no­mier­nego wzro­stu”. Roz­po­czy­nają go istotne zmiany w ciele dziecka. Zęby mleczne stop­niowo wypa­dają, w ich miej­sce wyra­stają zęby stałe. Dziecko rośnie, traci krą­gło­ści, jego ciało staje się bar­dziej pro­por­cjo­nalne. Zmie­niają się jego włosy, stopy zwięk­szają roz­miar, by zrów­no­wa­żyć skok wzro­stu. Więk­szość cho­rób wcze­snego dzie­ciń­stwa dziecko ma już za sobą, nato­miast nie dzia­łają na nie hor­mony okresu doj­rze­wa­nia. Jest więc silne i na ogół zado­wo­lone. Jego ciało potrafi tak wiele i ono ma tego świa­do­mość – nie­ustan­nie je testuje i wery­fi­kuje jego gra­nice. Spraw­dza, jak szybko biega, jak wysoko potrafi się wspiąć, ile gwiazd jest w sta­nie zro­bić jedna po dru­giej.

Obser­wu­jemy też u niego zmiany na pozio­mie men­tal­nym:

Roz­wój spo­łeczny. Dziecko w wieku od 6 do 12 lat czuje się pew­nie i bez­piecz­nie w swo­jej rodzi­nie i zaczyna szu­kać towa­rzy­stwa poza domem. Chce uma­wiać się z rówie­śni­kami i urzą­dzać noco­wanki. Potrze­buje czuć, że przy­na­leży do grupy. Ulega wpły­wom grupy rówie­śni­czej. Eks­plo­ru­jąc naj­bliż­szą mu spo­łecz­ność, coraz bar­dziej oddala się od rodziny. Być może traci nieco ze swo­jego dzie­cię­cego uroku. Maria Mon­tes­sori – a także wielu rodzi­ców – zauważa, że ich dzieci w tym wieku stają się bar­dziej szorst­kie, krnąbrne, cza­sem wręcz nie­miłe czy nie­grzeczne (wło­ska badaczka nazy­wała ten okres „wie­kiem nie­uprzej­mo­ści”).

W koń­co­wej fazie wcze­snego dzie­ciń­stwa dziecko także lubiło być w gru­pie i wie­działo, jak się w gru­pie zacho­wy­wać. W póź­nym dzie­ciń­stwie mło­dzi ludzie chcą zakła­dać wła­sne grupy, w któ­rych panuje jasna hie­rar­chia, każdy pełni okre­śloną rolę, a całą grupa prze­strzega usta­lo­nych zasad. Z naszej strony od czasu do czasu będą potrze­bo­wać przy­po­mnie­nia o koniecz­no­ści respek­to­wa­nia rodzin­nych usta­leń (tego, co w domu można, a czego nie) – to dająca poczu­cie bez­pie­czeń­stwa baza, na któ­rej budują swoje zacho­wa­nie w innych gru­pach spo­łecz­nych.

Jest to rów­nież okres kultu boha­te­rów: nasze dziecko będzie spo­ty­kać ludzi, któ­rych obda­rzy podzi­wem i któ­rzy będą je inspi­ro­wać.

Roz­wój poznaw­czy. Dzieci, wkra­cza­jąc na drugi etap roz­woju, wyra­stają z „chłon­nego umy­słu”. Umieją już się poru­szać, wypo­wia­dać, dzia­łać i wyra­żać się w kul­tu­ro­wych ramach swo­jego oto­cze­nia. Są silne i zdolne, nie­za­leżne i inte­li­gentne, pewne sie­bie i elo­kwentne. To osoby zanu­rzone w swoim cza­sie i miej­scu. Teraz do gry wkra­cza umysł logiczny: rozum.

Nasz syn czy córka prze­staje być odkrywcą zmy­sło­wym, a staje się inte­lek­tu­al­nym. Spę­dza dużo czasu na abs­tra­ho­wa­niu i wyobra­że­niach, a jego eks­plo­ra­cja nie ma gra­nic: potrze­buje tylko oka­zji i odpo­wied­nich warun­ków. Doro­śli mają ten­den­cję do nie­do­ce­nia­nia zdol­no­ści dziecka na tym eta­pie. Star­szym dzie­ciom warto ofe­ro­wać jak naj­szer­szy kon­takt ze śro­do­wi­skiem, aby zaspo­koić ich głód wie­dzy i zja­wisk kul­tury.

Według dok­tor Mon­tes­sori jest to etap dający opty­malne warunki dla ucze­nia się, w któ­rej rolą doro­słych jest zasie­wa­nie jak naj­więk­szej liczby zia­ren repre­zen­tu­ją­cych różne zain­te­re­so­wa­nia i cie­kawe tematy – pod­su­wa­nie róż­nych aspek­tów naszej kul­tury i – sze­rzej – wszech­świata. Nasze dzieci mają w tym wieku wiele moc­nych stron: są sprawne fizycz­nie, cie­szą się dobrym zdro­wiem, a ich zain­te­re­so­wa­nia napę­dza logiczny, docie­kliwy umysł. Powin­ni­śmy dzie­lić się z nimi infor­ma­cjami na temat świata natury i osią­gnięć ludzi na prze­strzeni czasu. Opo­wia­da­jąc te histo­rie, kar­mimy ich natu­ralną cie­ka­wość świata, jed­no­cze­śnie poma­ga­jąc im two­rzyć powią­za­nia mię­dzy kon­cep­cjami a pomy­słami, zaś osta­tecz­nie – budo­wać wła­sne rozu­mie­nie wszech­świata.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki