Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Kojący duszę i myśli poradnik o byciu dobrym dla siebie
Od lat przyglądam się ludziom i obserwuję skutki nieustannej pogoni za ambicjami, pracą i tym, co masowe. Pędzimy, często już nie wiedząc, gdzie ani po co. Dokąd właściwie zmierzamy? Co tracimy po drodze? Pragniemy szczęścia, lecz paradoksalnie, mimo większych możliwości, odnalezienie go staje się coraz trudniejsze.
Proponuję Ci zatem alternatywę.
Zapraszam do refleksji nad tym, czym tak naprawdę jest szczęście i jak je odnaleźć. Dzięki temu poradnikowi nauczysz się wyznaczać życiowe priorytety, uwolnisz od ograniczających Cię schematów oraz zaczniesz dostrzegać i doceniać to, co ważne, ale często pomijane.
„Nić Ariadny” to przewodnik oparty na osobistych doświadczeniach, który pokaże Ci, jak żyć w zgodzie ze sobą i naturą. Znajdziesz tu również miejsce na własne refleksje i wnioski, które pojawią się w trakcie lektury.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 133
Rok wydania: 2024
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Agnieszka Wawrzyniak-Pieniążek
Nić Ariadny
W poszukiwaniu siebie i wewnętrznej harmonii
Książkę tę dedykuję Babci Irenie i Stryjowi Kazimierzowi.
Wydarzenia towarzyszące ich odejściu stanowiły dla mnie źródło głębokich przemyśleń, natomiast dzieła, które po sobie pozostawili, zainspirowały mnie do spisania swoich wieloletnich przemyśleń.
Dziękuję moim bliskim, przyjaciółce i znajomym za wszelką pomoc udzieloną mi na etapie pisania tej książki, konstruktywne uwagi jej dotyczące, a także wykazaną wiarę we mnie oraz pozytywną motywację do dalszych działań.
Przed Tobą rozważania dotyczące współczesnego człowieka, życiowych priorytetów, miejsca i znaczenia w nich relacji międzyludzkich, a także ludzkich kryzysów i sposobów na radzenie sobie z nimi.
Piszę o tym, czego na co dzień zazwyczaj nie dostrzegamy, a co jest niezmiernie istotne, przez co zasługuje nie tylko na bycie zauważonym, ale i docenionym.
O schematach, w których tkwimy, i sposobach na uwolnienie się od nich w celu dotarcia do prawdziwej/prawdziwego siebie.
Odnoszę się wreszcie do natury jako uniwersalnego wzorca, z którego warto i należy korzystać dla odnalezienia i utrzymania równowagi wewnętrznej; podaję sposoby na umiejętne czerpanie z darów płynących z tego, co nas otacza.
Bazuję na osobistych przeżyciach i przemyśleniach z ostatnich dwudziestu lat mego życia, jak również na uważnych obserwacjach poczynionych przeze mnie w tym okresie.
Ci, którzy znają mnie bliżej, wiedzą, iż mimo trudnych życiowych doświadczeń zwracam oczy w kierunku światła, więc nie na tym, co złe, się skupiam, a na nadziei i pozytywnych wnioskach, do jakich na ich postawie doszłam, którymi i z Tobą pragnę się podzielić.
Serdecznie zapraszam Cię do wspólnej podróży w celu odnalezienia odpowiedzi na kilka ważnych pytań, a w efekcie do spotkania się z SOBĄ, dotarcia do wewnętrznej równowagi i harmonii.
Rozważania podzieliłam na osiem odrębnych działów, w których szczegółowo przyglądam się wybranym zagadnieniom.
Pierwszy z nich stanowi formę zachęcenia Cię do oderwania się od nieco schematycznego sposobu myślenia, do jakiego przywykliśmy ostatnimi czasy, przez co może sprawiać wrażenie nieco filozoficznego, w rzeczywistości dotyka kwestii istotnych. Kolejne części poświęcone są bardzo drobiazgowej analizie konkretnych, wybranych przeze mnie tematów, bliskich, jak myślę, nam wszystkim.
Każdy z nich stanowi integralną całość, ale zarazem, tak jak w życiu, ściśle powiązany jest z zagadnieniami poruszanymi w pozostałych działach. Dlatego kolejność zaproponowana przeze mnie nie musi być dla Ciebie wiążąca, książkę tę czytać możesz w dowolny, wygodny dla Ciebie sposób.
Jedynym, co pragnę Ci zasugerować, jest przechodzenie do kolejnych części po gruntownym przemyśleniu treści poruszanych w aktualnie czytanym dziale. Zapewnij sobie odpowiednią ilość czasu, by jak najgłębiej wniknąć w analizowane treści, a tym samym, by wydobyć z przemyśleń jak największą wartość dla siebie.
Życzę owocnej lektury. ☺
Przełomowy moment w życiu człowieka
Zacznijmy od początku.
My – czyli Ty (pozwól, że w tej bezpośredniej formie będę się do Ciebie zwracać) i ja.
Zacznijmy…
Czym jednak jest początek?
Co tak naprawdę skrywają te słowa?
To pierwsze i, jak się zdaje, fundamentalne pytanie, dlatego warto zatrzymać się przy nim przez chwilę, by zastanowić się nieco głębiej.
Stanowi go moment narodzin? Chwila samodzielnego zaczerpnięcia pierwszego oddechu, całkowicie nieświadomego zetknięcia się bezbronnej, nowo narodzonej istoty ze światem?
Czy może kluczem do odpowiedzi powinna być świadomość? Wówczas nasz początek przesunąć należy na osi czasu do chwil pierwszego świadomego bytowania, co czyni przecież różnicę względem pierwszego o co najmniej kilka lat.
Przy takim założeniu: czym jest okres „pomiędzy”? Jak go nazwać? Co nader istotne, biorąc pod uwagę, że stanowi przecież część naszej życiowej drogi: jaki ma wpływ na jaźń, osobowość? Jeśli oczywiście w ogóle ma. ☺
Niesamowite… Jakby tych wątpliwości było mało, już wyłania się kolejna; jeszcze niepewna, czy nadeszła odpowiednia chwila, by w pełni wybrzmieć, a jednak jak najbardziej zasadna.
Czym zatem jest wspomniane świadome bytowanie?
Skąd możemy mieć pewność, że pierwsze wspomnienia, jawiące się nam jako przejaw naszej świadomości, rzeczywiście ją stanowią? Co, jeśli to, co uznajemy za pierwsze autonomiczne spostrzeżenia, w istocie już nimi nie jest, stanowiąc zaledwie mieszankę, osobliwy „koktajl” myśli, przekonań, wchłonięty przez naszą podświadomość jak przez gąbkę od najbliższych nam osób, z którymi bytujemy niemal nierozerwalnie od chwili narodzin przez długi przecież czas?
Wynikać by z tego mogła dość zaskakująca i smutna zarazem treść, iż możliwym jest, że na tym etapie w stopniu mniejszym lub większym, ale powielamy już pewnego rodzaju schemat. To, czy i w jakim stopniu rzeczywiście tak się dzieje, zależy zapewne od różnorakich czynników, ale nie sposób oprzeć się myśli, że to jednak możliwe. I znowu aż chce się ulec pokusie i zapytać raz jeszcze: czy zatem w ogóle, a jeśli tak, to w jakim stopniu, zdajemy sobie z tego sprawę? I co ważniejsze: GDZIE ZATEM JESTEŚMY PRAWDZIWI MY?
W kontekście powyższego spróbujmy pójść jeszcze o krok dalej.
Być może jako początek przyjąć powinniśmy moment, w którym po raz pierwszy zaczynamy sobie TO uświadamiać? – stopniowo otwierając oczy „szeroko zamknięte”, odkrywając mozolnie, krok po kroku samego czy samą siebie, nasze prawdziwe pragnienia, myśli, przekonania, rodząc się w bólach niejako kolejny raz?
Czy to w ogóle możliwe?
Przy optymistycznym założeniu słuszności i tej tezy niemal natychmiast pojawia się kolejna wątpliwość, jeszcze bardziej zapętlająca dotychczasowe rozterki. Pozwólmy jednak i jej wybrzmieć, niech rozgości się w naszych umysłach na dobre, jest przecież niezmiernie istotna.
KIEDY zatem POJAWIA SIĘ ten MOMENT? Czyli punkt startu, ROZPOCZĘCIA POSZUKIWAŃ NAS SAMYCH W NAS…
Co, jeśli następuje u poszczególnych ludzi na różnych etapach ich życia, w dodatku bez jakiejkolwiek szczególnej prawidłowości, niejako przypadkiem? A może nie o przypadek tu chodzi, a wręcz przeciwnie: niezbędne jest zaistnienie pewnego splotu zdarzeń, by te chwile w ogóle mogły nastąpić.
To mogłoby prowadzić przecież do wniosku, że żyją wokół nas osoby nadal „uśpione”, a faktu tego nawet nieświadome. I to niezależnie od wieku.
Nie możemy również wykluczyć sytuacji, że u niektórych osób moment „przebudzenia” nie następuje nigdy – NIEPRAWDAŻ? Gdzie wówczas jest początek? Czy w ogóle można go w takiej sytuacji określić? I jakie niesie to ze sobą konsekwencje?
Być może zadajesz sobie w tej chwili pytanie, gdzie tak naprawdę jesteś na osi czasu zwanej życiem oraz który z opisanych początków jest tym właściwym dla Ciebie. Może znasz już odpowiedź, a może wręcz przeciwnie, potrzebujesz jeszcze raz się nad tym pochylić, by gruntownie to przemyśleć.
Dlatego tu chciałabym zrobić chwilową pauzę. Dajmy sobie nawzajem czas… Niech ta chwila mija swobodnie, bez nacisku, bez żadnego pośpiechu…
Weźmy wspólnie głęboki wdech, a może dwa, a nawet trzy. Niech następują na przemian z wydechem spokojnie, równomiernie, splecione razem niczym partnerzy w tańcu. Przez chwilę postarajmy się równolegle oswobodzić nasze myśli, dajmy im przestrzeń, niech fruną przed siebie, tak jak nieskrępowane motyle.
O czym teraz myślisz?
GDZIE JESTEŚ NA OSI CZASU ZWANEJ ŻYCIEM? GDZIE JEST NA NIEJ TWÓJ POCZĄTEK?
***
Zależało mi na tym chwilowym oderwaniu od naszej niemej dyskusji, ponieważ jak zapewne zauważasz, mimo że to dopiero początek rozważań, to pytania i wątpliwości można by mnożyć niemal bez końca. Warto jednak przeplatać je choćby chwilami przerwy, by móc pójść o krok dalej. Tylko równoważenie pytań stosowną ilością niezbędnego na przemyślenia czasu zapewnia nam możliwość znajdowania odpowiedzi i rozwiązań. Czasem potrzebujemy go więcej, czasem mniej; ważne, aby każdy z osobna zadbał o stosowną jego ilość dla siebie.
Wracając do pytań – być może od czasu do czasu kłębią się takie w Twojej głowie, tak jak i w mojej; możliwe, że dzieje się to niemal bezustannie. Może masz problem z ich nadmiarem, a może wręcz przeciwnie: cieszy Cię to, że po prostu są.
Możliwe również, że w ogóle się nad tym nie zastanawiasz i dopiero podczas czytania tych słów zakiełkowały w Tobie jakieś nieznane dotąd myśli, stanowiące zalążki do głębszych przemyśleń, jakby tajemnicze skrzaty, chochliki nie wiadomo skąd.
Czy w ogóle warto zadawać sobie te czy inne pytania?
Osobiście uważam, że TAK; WARTO PYTAĆ, by usłyszeć odpowiedzi, WARTO SZUKAĆ, by odnaleźć. NIE SPOSÓB ODNALEŹĆ, JEŚLI SIĘ NIE SZUKA.
I na tym właśnie się skupmy: poszukujmy razem.
Zapraszam Cię do dalszych wspólnych rozważań, poświęconych wybranym przeze mnie zagadnieniom, by ten właściwy TOBIE początek odnaleźć. Zapraszam Cię do wspólnego zastanowienia się nad tym, co jest źródłem wewnętrznej harmonii i poczucia szczęścia.
Zapraszam Cię do wspólnej podroży w celu odnalezienia SIEBIE.
Miejsce na Twoje notatki
Rozważania o tym, co ważne
Zastanawia Cię współczesny świat? Obserwujesz otaczających Cię ludzi? Twoich bliskich, znajomych, współpracowników, a może inne, całkiem anonimowe osoby, które mijasz regularnie lub przypadkiem wszędzie tam, gdzie zazwyczaj bywasz – na ulicy, w sklepie, pubie lub w jakimkolwiek odwiedzanym przez Ciebie miejscu? Jestem ciekawa, jakie są Twoje spostrzeżenia w tej kwestii.
Z moich obserwacji, niezmiennych od wielu lat, wynika jeden podstawowy wniosek, myślę, że charakterystyczny dla współczesnych czasów – odnoszę nieodparte wrażenie, że pędzimy jako ludzkość dzień po dniu, już nie wiadomo dokąd i dlaczego.
Co więcej, świat i nasze ludzkie życie zdają się z każdym dniem stopniowo przyspieszać – chyba że to my, starzejąc się, zwalniamy, nie będąc już tak wydajnymi jak wcześniej i stąd to wrażenie nienadążania. ☺
Dla większości z nas to, co robimy, jest niesamowicie ważne; staramy się z całych sił dopełnić wszelkich obowiązków, sprostać oczekiwaniom swoim i osób, z którymi współpracujemy lub żyjemy na co dzień, tak jakby podołanie temu wszystkiemu miało stanowić WYZNACZNIK NASZEGO JA. Podejmujemy często dodatkowe działania, by w związku z tym stawać się jeszcze wydajniejszymi, doskonalszymi, skuteczniejszymi.
Każde z zadań do wypełnienia jest na już; byłoby natomiast jeszcze lepiej, gdybyśmy zdołali zrealizować je przed czasem, by móc szybciej i sprawniej przejść do tego następnego, przyczajonego w kolejce niczym tygrys.
Przeświadczenie o ważności wypełnianej misji jest ogromne. Wydaje się, że jesteśmy niezastąpieni, pielęgnując przekonanie, że wspomniane zadanie bez naszego udziału nie zostanie wykonane tak dobrze, jak by wykonane być mogło, a domy, w których żyjemy, firmy, dla których pracujemy lub które prowadzimy, bez naszej obecności pogrążą się niechybnie w totalnym chaosie.
W efekcie powyższego coraz częściej obserwujemy syndromy skrajnego przemęczenia – bladzi, niewyspani, ale napędzani jak lokomotywa celami do zrealizowania, wskaźnikami do osiągnięcia – TO WŁAŚNIE MY, LUDZIE. Ładujemy nasze „akumulatory” hektolitrami wypijanych kaw, znieczulamy się wieczorem alkoholowym napojem, by zapomnieć, by nie czuć, nie myśleć o tym, co przyjdzie nam robić kolejnego dnia.
Dzień za dniem, rok za rokiem
Dźwigam swe życie jak ciężki wóz
Niczym wół lub pociągowy koń
Nie wiedzieć kto palcem kierunek wskazuje
Iść każe przed siebie, więc idę
Wszystkiemu wbrew ku szczytom prę
Z nadzieją, że kiedyś lżej będzie
Pakunek wciąż nowych doświadczeń życiowych
Dowodzi, że tkwię jednak w błędzie
Dalej szarpię się jak w pętach
Wóz targa mną na zakrętach
Lecz idę
Raz po raz coś mnie przewraca
Wszystko wniwecz się obraca
Wóz w dół stacza się bezwładnie
Tam czeka na mnie przykładnie
Aż z kolan powstanę i znów przy nim stanę
By dalej razem iść tak
Dzień za dniem, rok za rokiem
ZASTANÓW SIĘ, CO TAK NAPRAWDĘ W ŻYCIU JEST WAŻNE ORAZ WARTE TWOJEJ UWAGI I WYSIŁKU.
Rodzi to w nas oczywiście stres, prowadząc stopniowo do narastania poczucia wewnętrznego napięcia, czego konsekwencją są różnorakie choroby cywilizacyjne, stanowiące wręcz plagę XXI wieku.
Bywa tak, że bez pracy nie potrafimy już swobodnie żyć, chwila wolnego czasu budzi w nas autentyczny stres. Odczuwamy wewnętrzny przymus, potrzebę robienia czegokolwiek, gdyż bezczynność postrzegana jest jako coś skrajnie negatywnego.
Wydaje się więc, że nie potrafimy już zwyczajnie funkcjonować, spadek napięcia wynikający z ograniczenia tempa życia wywołuje równolegle wzrost poczucia niepokoju, wprowadza w najdelikatniejszym wypadku wewnętrzne rozedrganie. Tak żyjąc, zamiast cieszyć się z chwil odpoczynku, zamiast spokojnie kontemplować czas wolny, odczuwamy wyraźny dyskomfort z nim związany.
U niektórych problem jest tak głęboki, że bezczynność wywołuje skutki podobne do tych, które obserwować można u osoby uzależnionej od środków odurzających, a jej pozbawionej; praca okazuje się być i działać na nie w taki właśnie sposób. Pracoholizm – to znane i powszechne współcześnie zjawisko, nieprawdaż?
Jednak nie tylko praca wydaje się być szalenie istotną, ale i ocena podejmowanych przez nas działań dokonywana przez osoby z zewnątrz. Bywa tak, że staje się ona wręcz ważniejsza. Nie muszę chyba podkreślać, że wyczekujemy tej pozytywnej, taka ma dla nas najistotniejsze znaczenie. Nie zawsze jednak taką jest, w efekcie czego przemienia się w swoistego rodzaju pejcz, wykorzystywany na nasze indywidualne potrzeby, by smagać się nim niesamowicie dotkliwie, wprowadzając się w poczucie bycia kimś niewystarczającym, nie dość dobrym, zwyczajnie byle jakim lub wręcz do niczego się nienadającym.
Zdarza się, że sami nakręcamy się na osiąganie kolejnych niesamowitych rezultatów, jednakże tak bardzo zapętliliśmy się w tej gonitwie, że osiągając cel, nadal odczuwamy niedosyt, gdyż nie potrafimy już czuć zadowolenia ze swoich działań. Efektem tego nienasycenia jest dalsze podnoszenie poprzeczki wymagań względem siebie, czego wynikiem w końcowym rozrachunku jest poczucie wewnętrznej frustracji.
I tak z dnia na dzień, zaabsorbowani codziennymi zadaniami, zapominamy stopniowo o tym, co najistotniejsze. Ambicja zaczyna przesłaniać nam szczelnie oczy, wskutek czego poza realizacją swoich celów przestajemy dostrzegać i doceniać inne ważne aspekty naszego życia.
Nagminnie pęd wprowadzamy do naszych domów, sam dom natomiast stopniowo przemieniamy w hotel, w którym spożywa się tylko posiłek, dba o osobistą toaletę – mając na uwadze jeden z priorytetów, jakim jest idealne prezentowanie się na zewnątrz oczywiście ☺ – spędza się w nim wreszcie noc, by bladym świtem wrócić do pracy, cały proces rozpoczynając od nowa.
Tak naprawdę w opisany sposób żyjemy my, dorośli, ale poprzez rutynę dnia codziennego przyzwyczajamy do podobnych zachowań stopniowo również nasze dzieci i w efekcie niepostrzeżenie rośnie kolejne pokolenie zagonionych ludzi.
Jestem przekonana, że i Ty obserwujesz takie osoby z bliska, być może odnajdujesz nawet cząstkę siebie w tej charakterystyce.
Nadszedł więc czas, byśmy wspólnie się zastanowili, jaki jest sens takich zachowań. Dlaczego tak naprawdę to robimy? Komu to ma służyć? I co najważniejsze: o czym, żyjąc w ten sposób, przy okazji zapominamy czy też co przez takie zachowanie w swoim życiu tracimy?
Udajmy się zatem oczami naszej wyobraźni w miejsce doskonale znane każdemu z nas. Wybierzmy się wspólnie do wielkiego, tłumnego miasta w dzień potocznie zwany roboczym. Proponuję, abyśmy skierowali w nim naszą uwagę na dowolną ulicę.
Cóż teraz możemy dostrzec?
Z pewnością nie sposób nie zauważyć ogromu pędzących przed siebie w różnych kierunkach ludzi; jedni podążają gdzieś pieszo, inni przemieszczają się różnymi środkami lokomocji, na przemian jadąc, zatrzymując się, tkwiąc w korku. Każdy jednak dokądś zmierza. Niektórzy z obserwowanych ludzi poruszają się samotnie, inni w grupie, jedni milcząc, drudzy prowadząc mniej lub bardziej ożywione dyskusje. Co zaprząta ich myśli? O czym rozmawiają? Tego nie wiemy. Być może snują plany na przyszłość, może analizują wydarzenia, które miały już miejsce. Zapewne część z nich, raczej spora, ma jakieś zadania do wykonania; te pilne, niesamowicie istotne z ich perspektywy, o których pisałam chwilę wcześniej, więc rozmyślają właśnie o nich.
Jednakże, gdy spojrzymy na nich wszystkich razem z boku, nie słysząc tego, o czym mówią, nie mając możliwości wniknięcia w ich umysły w celu podejrzenia, o czym myślą, co tak naprawdę widzimy?
ODDALAJ PERSPEKTYWĘ, A ZOBACZYSZ WIĘCEJ;
Tym, co można dostrzec, patrząc tak powierzchownie, jest przede wszystkim pęd, gwar, coś, co przypomina raczej nieskoordynowane ruchy, niemające w zasadzie większego znaczenia. Każda z tych osób natomiast staje się całkowicie anonimowa. Wszelkie przemyślenia, jakich ci ludzie dokonują, jakiekolwiek terminy, których próbują dotrzymać, to wszystko, co dla nich konkretnie jest arcyważne i pilne, z tej oddalonej perspektywy traci nagle na ważności – NIEPRAWDAŻ?
Niejako ZNIKA.
To, co właśnie napisałam, niektórym osobom wydawać się może wręcz bulwersujące. Jak to? To niemożliwe! – słyszę rozlegające się larum grona tych najbardziej gorliwie wypełniających swoje obowiązki, tych, którym wydaje się wręcz, że są niezastąpieni. Tak bardzo przecież angażują się w proces realizacji zadań, że zlewają się z nim w całość, zatracając dla pracy swoje prawdziwe JA.
Jakimże jednak rozgoryczeniem dla nich właśnie jest chwila, gdy okazuje się, że tak nie jest, moment dla przykładu, gdy pracodawca lub wspólnik dziękuje im niespodziewanie za dalszą współpracę. Co wówczas się dzieje? W co nagle zamienia się ich świat?
W pustkę, o nic przecież nie dbali do tej chwili tak bardzo jak o pracę, na niczym innym nie skupiali tak bardzo swojej uwagi, nie przykładali się wystarczająco do rozwijania pozostałych aspektów swojego życia. Nie chcieli tego, nie potrafili o to zadbać lub zwyczajnie brakowało im na to czasu.
Wrócę zatem raz jeszcze do tego, co napisałam przed chwilą, i to powtórzę, bo zdaje mi się, że to niezmiernie istotne:
Wszelkie przemyślenia, jakich ci ludzie dokonują, jakiekolwiek terminy, których próbują dotrzymać, to wszystko, co dla nich konkretnie jest arcyważne i pilne, z tej oddalonej perspektywy traci nagle swój wymiar ważności – NIEPRAWDAŻ? Niejako ZNIKA.
Czyż tak właśnie nie jest? Otóż gdy decydujemy się rozszerzyć pole widzenia, gdy wychodzimy poza postrzeganie dotyczące wyłącznie lub głównie siebie i względem siebie, tak to w zasadzie wygląda – niezależnie, czy tego chcemy, czy nie.
Posługując się tym właśnie trikiem oddalenia, pragnę zwrócić Twoją uwagę na fakt oczywisty, a jednak nagminnie niedostrzegany, mianowicie, że nie jesteśmy najważniejsi, nie jesteśmy na tym świecie jedyni – niczego nikomu nie ujmując oczywiście. Z pewnością również nasze zadania, które tak pieczołowicie realizujemy, i problemy, z jakimi przychodzi nam się w życiu mierzyć, nie są jedynymi i najważniejszymi.