Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Pełna emocji opowieść o przyjaźni
Hania dziedziczy po ojcu stary dworek. Kiedy przyjeżdża na miejsce, okazuje się, że mieszkają w nim jego starzy przyjaciele. Powoli poznaje ich historie i zaprzyjaźnia się z nimi. Pewnego dnia poznaje też… wilka, który od teraz będzie jej towarzyszył.
Niestety okazuje się, że dom ma drugiego współwłaściciela, który chce go sprzedać i tym samym pozbawić mieszkańców dachu nad głową. Co zrobi Hania? Jak obroni swoich nowych przyjaciół?
Ewa Formella – autorka kilkunastu powieści obyczajowych. Bibliofilka i bibliomanka, dla której pisanie to pasja. Uwielbia swój ogród pełen kwiatów i ptaków, muzykę klasyczną i szum morskich fal.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 218
Rok wydania: 2024
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Oficynka & Ewa Formella, Gdańsk 2024
Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden inny sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Oficynki.
Wydanie drugie w języku polskim, Gdańsk 2024
Opracowanie redakcyjne: zespół
Skład: Dariusz Piskulak
Projekt okładki: Magdalena Zawadzka
Zdjęcia na okładce: Ekaterina Jurkova/shutterstock, Dvorakova Veronika/shutterstock
ISBN 978-83-67875-56-1
www.oficynka.pl
e-mail:[email protected]
ROZDZIAŁ 1
List
Śnieg prószył tak, jak przystało na połowę lutego. Hanka, wchodząc do budynku, dokładnie otrzepała czapkę i płaszcz z białego puchu, aby pani Janina, u której od października wynajmowała pokój, nie marudziła na jej widok. Pani Janina to miła, starsza kobieta, ale czasami ma takie nastroje, że lepiej jej schodzić z drogi. Hanka zdążyła się już przyzwyczaić do humorków swojej gospodyni. Lubiła ją, bo kobieta często zachowywała się wobec niej jak matka.
Na klatce schodowej pachniało smażonym olejem. Racuchy – pomyślała i oblizała się na myśl o specjalności pani Janiny. W brzuchu wyraźnie zaczął się taniec głodu. Wbiegła po schodach na drugie piętro i otworzyła drzwi.
– Dzień dobry, pani Janino! – krzyknęła i szybko zaczęła zdejmować z siebie mokry płaszcz.
– Dzień dobry, Haneczko! – z kuchni odpowiedział melodyjny głos gospodyni. – Chodź szybko, póki ciepłe!
Dwa razy nie trzeba było powtarzać zaproszenia. Hanka pobiegła do łazienki, aby umyć ręce, i prędko usiadła przy kuchennym stole, wpatrując się w górę racuchów. Sięgnęła w stronę talerza i wybrała pierwszy z brzegu.
– Mniam, co za pychotka! – powiedziała, delektując się smakiem. – Dla pani racuchów mogłabym zrezygnować z miłości mojego życia.
– Najpierw znajdź tę miłość, a potem rzucaj deklaracje – roześmiała się pani Janina.
– Znajdę, znajdę, tylko teraz nie mam na to czasu – odpowiedziała, sięgając po kolejnego racucha.
– Tam na szafce leży list polecony, podpisałam za ciebie, chyba nie masz nic przeciwko? – Janina odwróciła się, spoglądając na lokatorkę nieco zmieszanym wzrokiem.
– Pewnie, że nie mam – Hanka uśmiechnęła się. – Jak sobie pomyślę, że miałabym wieczorem po zajęciach jeszcze jechać taki kawał drogi na pocztę, to brr…
– No właśnie, też tak sobie pomyślałam – kobieta z wyraźną ulgą wróciła do smażenia.
Hania podeszła do starej komody w pokoju swojej gospodyni i wzięła do ręki zaadresowaną do niej kopertę.
– Kancelaria notarialna? – szepnęła, spoglądając w stronę kuchni. – Olsztyn? Jezu, a to co znowu? – Szybko rozerwała kopertę i zaczęła wzrokiem śledzić pismo skierowane do niej.
– Haneczko, czy coś złego się stało?
– Tego jeszcze nie wiem – odkrzyknęła dziewczyna i ponownie popatrzyła w stronę kuchni. – Mam się zgłosić do biura jakiegoś pana… na odczytanie testamentu.
– Testamentu? – Pani Janina stanęła w progu, wycierając ręce w zielony fartuch. – Dostałaś spadek?
– Nie wiem. Nic z tego nie rozumiem. – Spojrzała na swoją gospodynię i uśmiechnęła się. – Zadzwonię do mamy, może ona mi to wyjaśni. A jak nie, to… tu jest numer telefonu do kancelarii.
Pani Janina podeszła do dziewczyny i zerknęła przez ramię na pismo.
– Kiedy masz się tam zgłosić?
– Dwudziestego marca – odpowiedziała i jeszcze raz przeczytała treść listu. – Na godzinę dziesiątą. Boże, taki kawał drogi! Jak ja tam dojadę?
– Nie martw się, to jeszcze ponad miesiąc czasu, coś wymyślisz – pani Janina objęła ją jak małą, zagubioną dziewczynkę i pogłaskała po dłoni. – Chodź jeszcze na racuchy, póki są ciepłe.
Wyjęła pismo z rąk dziewczyny, odłożyła na szafkę i pociągnęła ją w stronę kuchni. Usiadły razem przy stole i w milczeniu kontynuowały jedzenie.
– Może to pomyłka? – powiedziała Hania, ni to do siebie, ni to do gospodyni. – Kiedyś czytałam taką książkę o dziewczynie, która odziedziczyła po swoim ojcu, o którym nie miała pojęcia, jedną trzecią fortuny i musiała walczyć ze swoim przybranym rodzeństwem…
– Czy ty się zbytnio nie zagalopowałaś, Haneczko? – pani Janina roześmiała się.
Dziewczyna zrobiła niewinną minę i łobuzersko spojrzała na kobietę.
– Ojej, przecież mówię tylko o książce.
DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ
Spis treści
Rozdział 1. List
Rozdział 2. Dom Wschodzącego Słońca
Rozdział 3. Goldstar
Rozdział 4. Marta
Rozdział 5. Wiktor
Rozdział 6. Ninoczka, Daniło i Pietro
Rozdział 7. Zuzanna i Błażej
Rozdział 8. Burza
Rozdział 9. Mama
Rozdział 10. Wilk
Rozdział 11. Piotr
Rozdział 12. Foundling
Rozdział 13. Marcel
Rozdział 14. Goście
Rozdział 15. Ognisko
Rozdział 16. Święta