Zasada 1%. Małymi krokami do wielkich zmian - Luca Mazzucchelli - ebook

Zasada 1%. Małymi krokami do wielkich zmian ebook

Mazzucchelli Luca

0,0
31,92 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.
Dowiedz się więcej.
Opis

Każda wielka zmiana zaczyna się od małych kroków.

„Zasada 1%” to inspirujący przewodnik po budowaniu trwałych i pozytywnych nawyków, które pomogą Ci osiągnąć cele życiowe. Psycholog i psychoterapeuta Luca Mazzucchelli w przystępny sposób tłumaczy, jak dzięki drobnym, codziennym działaniom możesz wprowadzić w życie wielkie zmiany.

Dowiesz się, jak:

rozpoznać i priorytetyzować swoje cele,

minimalizować opór przed zmianą,

przekształcać drobne czynności w silne i trwałe nawyki,

budować środowisko sprzyjające Twojemu rozwojowi.

Bogaty w praktyczne wskazówki i ćwiczenia, ten poradnik pomoże Ci wykorzystać potencjał nawyków do budowania najlepszej wersji siebie. Niezależnie od tego, czy chcesz poprawić swoje zdrowie, relacje czy karierę, „Zasada 1%” to Twój plan na konsekwentny rozwój i sukces.

Wystarczy 1% dziennie, by rozpocząć podróż ku zmianie, która odmieni Twoje życie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wstęp

Trzy lata po pierw­szym wyda­niu po wło­sku książki Zasada 1%, poczu­łem potrzebę napi­sa­nia nowej edy­cji, aby dołą­czyć do niej dodat­kowe narzę­dzia i teo­rie i zwięk­szyć tym samym jej trans­for­ma­cyjną moc.

Więk­szość z pomy­słów i udo­sko­na­leń doj­rzała w Mind­Cen­ter, cen­trach psy­cho­lo­gii, psy­cho­te­ra­pii i coachingu, które koor­dy­nuję i do któ­rych w ostat­nich latach zgła­szały się setki osób chcą­cych popra­wić swoje nawyki i styl życia. Moż­li­wość pracy poprzez indy­wi­du­alne roz­mowy z tak sze­roką grupą ludzi pozwo­liła nam prze­kształ­cić to, co w poprzed­nim wyda­niu było sku­tecz­nymi wska­zów­kami doty­czą­cymi dosko­na­le­nia wła­snej drogi zmiany, w peł­no­prawną metodę zło­żoną z ośmiu kro­ków pro­wa­dzą­cych do uzy­ska­nia pożą­da­nych efek­tów.

Naj­bar­dziej inno­wa­cyjna część metody, tylko wspo­mniana w poprzed­nim wyda­niu, doty­czy nawy­ków opar­tych na war­to­ściach i na „pociągu zmiany”, które dostar­czają nowej deter­mi­na­cji i świa­do­mo­ści, aby wpro­wa­dzać w życie zacho­wa­nia ważne dla dobro­stanu jed­nostki w spo­sób cią­gły i sku­teczny.

Oprócz zak­tu­ali­zo­wa­nia tek­stu poprzez doda­nie przy­dat­nych wyja­śnień i nowych reflek­sji stwo­rzy­li­śmy zupeł­nie nową część książki, w cało­ści poświę­coną prak­tycz­nemu zasto­so­wa­niu wcze­śniej przed­sta­wio­nych pojęć. Wraz z inspi­ru­ją­cymi przy­kła­dami zde­cy­do­wa­li­śmy się rów­nież udo­stęp­nić w uprosz­czo­nej for­mie nie­które z pro­to­ko­łów zmiany, które opra­co­wa­li­śmy przez te lata i które pro­fe­sjo­na­li­ści z Mind­Cen­ter sto­sują, gdy ktoś zwraca się do nich o pomoc w przy­ję­ciu nowych nawy­ków.

W świe­cie, który zmie­nia się z pręd­ko­ścią świa­tła i gdzie wszystko jest coraz bar­dziej nie­pewne, prio­ry­te­tem staje się szybka i sku­teczna praca nad sobą. Tylko tak będziemy gotowi na liczne wyzwa­nia, które nas cze­kają.

Życzę miłej lek­tury i dobrego życia: niech siła zasady 1% zawsze będzie przy tobie.

Luca Maz­zuc­chelli http://www.luca­maz­zuc­chelli.com http://www.mind­cen­ter.it

Przedmowa

Jest dla mnie ogromną przy­jem­no­ścią i zaszczy­tem napi­sać przed­mowę do pierw­szej książki mojego przy­ja­ciela Luki Maz­zuc­chel­lego. Psy­cho­lo­gia (i psy­cho­lo­go­wie) są czę­sto oskar­żani – nie­bez­pod­staw­nie – o mówie­nie o rze­czach ode­rwa­nych od rze­czy­wi­sto­ści: o pro­po­no­wa­nie nie­ja­snych, nie­zwią­za­nych z życiem codzien­nym, czę­sto wręcz nie­zro­zu­mia­łych kon­cep­cji. Cóż, nie doty­czy to tej książki. Stra­te­gie, które autor przed­sta­wia, mające na celu wpro­wa­dzić nowe pozy­tywne nawyki do naszego życia, opie­rają się przede wszyst­kim na jego bez­po­śred­nich i kon­kret­nych doświad­cze­niach. W ciągu zale­d­wie kilku lat Luca – a może powi­nie­nem powie­dzieć dok­tor Maz­zuc­chelli – prze­kształ­cił się z nie­zna­nego psy­cho­loga, pra­cu­ją­cego nie­mal doryw­czo, w jed­nego z naj­bar­dziej zna­nych i auto­ry­ta­tyw­nych eks­per­tów psy­cho­lo­gii we Wło­szech. Jak to zro­bił? Czy sko­rzy­stał z czy­jejś reko­men­da­cji lub poli­tycz­nych powią­zań? Czy może wypił jakąś magiczną mik­sturę? Nic z tych rze­czy: oparł się na swo­jej moty­wa­cji i serii zwy­cię­skich nawy­ków.

To wła­śnie nawyki pozwa­lają budo­wać wyniki krok po kroku, wpro­wa­dza­jąc zrów­no­wa­żone i trwałe zmiany. Jak to zro­bić? Maz­zuc­chelli opo­wiada nam o tym na stro­nach książki, czę­sto wyko­rzy­stu­jąc swoje bez­po­śred­nie doświad­cze­nia. Można by powie­dzieć, że autor jest tutaj żywym świa­dec­twem swo­ich wła­snych metod, co na ogół może wyda­wać się iry­tu­jące (każdy ma dosyć tych, któ­rzy się chwalą lub sta­wiają sie­bie za wzór), ale nie w tym przy­padku, ponie­waż Luca opi­suje swoje dzia­ła­nia z roz­bra­ja­jącą pro­stotą, bar­dzo zabaw­nie i czę­sto auto­iro­nicz­nie. W tym, co pisze, nie ma nic, co przy­po­mi­na­łoby pom­pa­tyczny nar­cyzm nie­któ­rych wybit­nych kole­gów po fachu.

Mówiąc o byciu kole­gami po fachu, pozwól­cie teraz na kilka bar­dziej tech­nicz­nych uwag doty­czą­cych tre­ści. Bada­nie nawy­ków jest czę­ścią psy­cho­lo­gii od cza­sów Johna Wat­sona (1878–1958), który zde­fi­nio­wał oso­bo­wość jako koń­cowy pro­dukt hie­rar­chicz­nych sys­te­mów nawy­ków. Od począt­ków myśli psy­cho­lo­gicz­nej utrzy­muje się pew­nego rodzaju prze­ciw­sta­wie­nie nawyku, nud­nego, ale sku­tecz­nego, oraz moty­wa­cji, atrak­cyj­nej, ale zawod­nej. Jakby ludzie byli zmu­szeni wybie­rać mię­dzy cykadą a mrówką; mię­dzy mało eks­cy­tu­jącą rutyną, która jed­nak przy­nosi jakieś rezul­taty, a sło­mia­nym zapa­łem, uwo­dzi­ciel­skim, ale trud­nym do kon­tro­lo­wa­nia. Z Lucą Maz­zuc­chel­lim czę­sto dys­ku­to­wa­li­śmy na ten temat, on jako eks­pert od nawy­ków, ja – od moty­wa­cji, odkry­wa­jąc w końcu, że w rze­czy­wi­sto­ści te dwa światy wcale nie są prze­ciw­stawne.

Myślę, że ten aspekt jest bar­dzo wyraź­nie widoczny w tej książce: czym innym jest chwi­lowy zryw, impuls pocho­dzący z zewnątrz, który trwa krótko i jest bar­dzo nie­sta­bilny (moty­wa­cja zewnętrzna), a czym innym moty­wa­cja wewnętrzna, automoty­wa­cja, zdolna trwać długo i dzia­łać nawet wtedy, gdy począt­kowy entu­zjazm się wyczer­pał. Automoty­wa­cja opiera się na nawy­kach. Jak dobrze wie to zmo­ty­wo­wany spor­to­wiec, każdy dzień może być tym, w któ­rym wsta­jesz z łóżka i nie masz ochoty na tre­ning. Tego dnia jedyną rze­czą, która cię ratuje, jest twój nawyk, aby ciężko pra­co­wać.

Życzę miłej lek­tury.

Pie­tro Tra­buc­chi wykła­dowca na uni­wer­sy­te­cie w Wero­nie, Wydział Nauk Neu­ro­lo­gicz­nych

Wprowadzenie Moc nawyków

Żaby, nawyki i zmiana

Żaba przez przy­pa­dek wska­kuje do garnka, który wła­śnie został usta­wiony na zapa­lo­nym pal­niku. Pło­mień jest mały, a żaba pływa sobie swo­bod­nie w czy­stej let­niej wodzie, w kom­for­to­wym oto­cze­niu. Woda stop­niowo się pod­grzewa, ale żaba na­dal uważa ją za cał­kiem przy­jemną. Pło­mień wzra­sta, a woda staje się cie­plej­sza, niż żaba by sobie tego życzyła. Jed­nak nie prze­raża jej to, zdo­bywa się na mały wysi­łek i szybko przy­zwy­czaja się do wzro­stu tem­pe­ra­tury. Stop­niowo, gdy woda się nagrzewa, żaba czuje, że jest jej zde­cy­do­wa­nie zbyt gorąco i nie­przy­jem­nie, jed­nak nie­stety jest już osła­biona i nie robi nic, by się ura­to­wać. Znosi więc pogar­sza­jące się warunki, aż tem­pe­ra­tura wzra­sta tak bar­dzo, że w końcu ją zabija.

Reguła goto­wa­nej żaby przy­po­mina nam, że gdy zmiana zacho­dzi odpo­wied­nio powoli i stop­niowo, może ona umknąć naszej świa­do­mo­ści, nie wywo­łu­jąc żad­nej reak­cji ani sprze­ciwu. Para­dok­sem tej histo­rii jest to, że gdyby żaba wsko­czyła do garnka, gdy woda już się zago­to­wała, od razu by ucie­kła albo przy­naj­mniej spró­bo­wała.

Zasta­nówmy się teraz, kto lub co zabiło żabę. Wrząca woda? Osoba, która włą­czyła pal­nik? Nie, była to jej nie­zdol­ność do pod­ję­cia decy­zji, kiedy wysko­czyć. Pod­da­nie się przy­zwy­cza­je­niu i leni­stwo spra­wiły, że żaba posta­no­wiła wysko­czyć z garnka zbyt późno, gdy nie mogła się już ura­to­wać.

Dokład­nie tak jak żaba z tej histo­rii, my rów­nież pod­da­jemy się i przy­zwy­cza­jamy do tego, co nam nie służy – jak jed­no­stronne rela­cje, dra­ma­tyczne nowiny, powta­rza­jące się nad­uży­cia, trud­no­ści eko­no­miczne i życiowe, kom­pro­misy. Może na początku pró­bu­jemy się bun­to­wać, pro­te­stu­jemy, jeste­śmy nie­spo­kojni, ale osta­tecz­nie czę­sto pod­da­jemy się temu, co znane. Nie chcę przez to powie­dzieć, że przy­zwy­cza­je­nie się lub dosto­so­wa­nie jest zawsze złym wybo­rem; pra­gnę jedy­nie wyja­śnić, że ist­nieje alter­na­tywa dla pozwa­la­nia innym lub życiu na „goto­wa­nie nas” emo­cjo­nal­nie, fizycz­nie, duchowo i psy­cho­lo­gicz­nie. Jest to alter­na­tywa, która wymaga pew­nego wysiłku z naszej strony, dzia­ła­nia, które praw­do­po­dob­nie nie jest spon­ta­niczne ani natych­mia­stowe, ale na dłuż­szą metę korzystne dla zacho­wa­nia naszego dobro­stanu. Wysko­cze­nie z garnka na początku kosz­tuje nas nieco trudu, może nawet spra­wia przy­krość, bo w końcu cie­pło nie jest takie nie­przy­jemne. Za to wysi­łek w postaci wysko­cze­nia wymaga dużo ener­gii, czę­sto także umy­sło­wej.

Histo­ria żaby uczy nas, że cza­sem, nie zda­jąc sobie z tego sprawy, tkwimy w tym, co nam szko­dzi. Aby tego unik­nąć, musimy nauczyć się czuj­no­ści i zasta­na­wiać się nad dłu­go­ter­mi­no­wymi skut­kami naszych wybo­rów, aby zro­zu­mieć, kiedy nad­cho­dzi odpo­wiedni moment na dzia­ła­nie, zanim będzie za późno.

Ta książka mówi o nawy­kach: o tym, jak porzu­cać te, które powoli nas gotują, mimo że nie zda­jemy sobie z tego sprawy, ale przede wszyst­kim o tym, jak zdo­by­wać te, które stop­niowo poma­gają nam popra­wiać życie, sprzy­ja­jąc naszemu dobro­sta­nowi i osią­ga­niu celów.

Dlaczego książka o nawykach?

Ponie­waż jesteś dzi­siaj sumą swo­ich nawy­ków, któ­rych nabra­łeś w ciągu ostat­nich pię­ciu lat1. Masz zwy­czaj zdro­wego jedze­nia trzy razy dzien­nie czy stale się­gasz po fast foody? Masz zwy­czaj gra­nia cztery godziny dzien­nie na Play­Sta­tion czy spę­dzasz połowę tego czasu, kar­miąc swój umysł książ­kami i fil­mami doku­men­tal­nymi? Masz zwy­czaj oszczę­dza­nia czy wyda­wa­nia pie­nię­dzy? Znaj­du­jesz pozy­tywne strony w kry­zy­sach czy pogrą­żasz się w morzu melan­cho­lii i pesy­mi­zmu? Kiedy jesteś nie­spo­kojny, masz zwy­czaj pisać czy się­gasz po butelkę wina? Poświę­casz dzie­sięć minut każ­dego ranka na ćwi­cze­nia fizyczne czy palisz paczkę papie­ro­sów dzien­nie? Masz codzienny wie­czorny rytuał na roz­luź­nie­nie po pracy z pro­secco i chip­sami o dzie­więt­na­stej czy poranny ze świeżo wyci­ska­nym sokiem poma­rań­czo­wym o wpół do ósmej na śnia­da­nie?

Te dzia­ła­nia, które głów­nie okre­ślają, jaką osobą jesteś dzi­siaj, mówią także o tym, jakim męż­czy­zną lub kobietą się sta­niesz. W rze­czy­wi­sto­ści nauka o nawy­kach jest w sta­nie dać ci wgląd w twoją przy­szłość.

ZA PIĘĆ LAT BĘDZIESZ SUMĄ NAWY­KÓW, KTÓRE POSTA­NO­WISZ WYTWO­RZYĆ DZI­SIAJ.

Stawka jest więc wysoka. Mam nadzieję, że dałem ci dobry powód, byś stał się świa­domy nawy­ków, które tobą kie­rują, i zasta­no­wił się, które zmie­nić, a które wzmoc­nić.

Pocho­dze­nie nawy­ków

Okej, sło­wem klu­czem do tej książki jest więc słowo „nawyki”, ale co ono dokład­nie zna­czy? Nawyki są naszym spo­so­bem reago­wa­nia, wła­śnie nawy­kowo, na rze­czy, bez zasta­na­wia­nia się nad tym2. W związku z tym wszy­scy mamy tuziny, setki, a może nawet tysiące nawy­ków.

Zatrzy­mu­jąc się na chwilę, aby prze­ana­li­zo­wać naszą prze­szłość, możemy odkryć, że wiele z naszych nawy­ków jest skut­kiem naucza­nia i wycho­wa­nia otrzy­ma­nego od naszych rodzi­ców. Obser­wo­wa­nie zacho­wań osób z naszego oto­cze­nia (rodziny, nauczy­cieli, przy­ja­ciół), oglą­da­nie pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych i czy­ta­nie ksią­żek czę­sto wystar­czało, byśmy roz­wi­nęli okre­ślone przy­zwy­cza­je­nia. Przy­swo­ili­śmy kon­kretne nawyki także poprzez doświad­czone sytu­acje: uświa­da­mia­jąc sobie, które zacho­wa­nia spra­wiały, że czu­li­śmy się dobrze, a które przy­no­siły nie­przy­jemne rezul­taty, roz­wi­nęliśmy pewne nawyki funk­cjo­nalne, mające na celu osią­gnię­cie pozy­tyw­nych sta­nów i/lub uni­ka­nie tych nega­tyw­nych. Krótko mówiąc, wszystko, co nas ota­czało (i ota­cza), w pew­nym stop­niu sta­no­wiło (i sta­nowi) siłę zdolną kształ­to­wać każdy nasz poje­dyn­czy nawyk.

Nasze nawyki obej­mują bar­dzo kon­kretne aspekty, takie jak spo­sób, w jaki wyra­żamy sie­bie, gesty­ku­lu­jemy, poru­szamy się, jemy, uży­wamy tele­fonu lub kom­pu­tera; a także spo­sób, w jaki mówimy publicz­nie, jaką mamy metodę nauki czy pracy, jak pre­zen­tu­jemy się innym i – ogól­niej – jak reagu­jemy na bodźce z oto­cze­nia. Nawet zatem jeśli nie zda­jemy sobie z tego sprawy, naszym życiem rzą­dzą nawyki, które są niczym innym jak fun­da­men­tal­nymi wzor­cami roz­wi­nię­tymi i przy­swo­jo­nymi z bie­giem czasu.

W pew­nym momen­cie naszego życia może się zda­rzyć, że będziemy chcieli świa­do­mie nabrać nowych nawy­ków (na przy­kład wię­cej ćwi­czyć, zdrowo się odży­wiać, być mniej roz­pro­szo­nym i prze­stać odkła­dać na póź­niej rze­czy, któ­rych nie chcemy robić, być bar­dziej skon­cen­tro­wa­nym i pro­duk­tyw­nym, medy­to­wać, być bar­dziej otwar­tym na pozna­wa­nie nowych ludzi i wiele innych rze­czy). Gdyby nabie­ra­nie nowych nawy­ków było łatwe, to zna­czy, gdyby wystar­czyła chęć, aby stać się spor­tow­cem i codzien­nie cho­dzić na siłow­nię, wtedy mógł­bym prze­stać pisać dokład­nie w tym miej­scu. Prawda jest jed­nak taka, że kształ­to­wa­nie, a tym bar­dziej utrzy­ma­nie nowych nawy­ków jest trud­nym wyzwa­niem, jeśli nie jeste­śmy odpo­wied­nio przy­go­to­wani.

Mimo że nasze życie składa się z ogrom­nej liczby nawy­ków, za każ­dym razem, gdy świa­do­mie decy­du­jemy się na nabra­nie nowego, musimy „prze­or­ga­ni­zo­wać” sie­bie i nasz umysł, co jest raczej trudne, jeśli nie nie­moż­liwe. Jed­nakże, odkry­wa­jąc, że ist­nieją okre­ślone czyn­niki, które wywie­rają wpływ na nawyki, do któ­rych dążymy, możemy zro­zu­mieć, jakie prze­szkody do tej pory unie­moż­li­wiały nam utrzy­ma­nie danego nawyku przez dłuż­szy czas. Przy­po­mi­nam sobie ten okres, kiedy z kil­koma przy­ja­ciółmi byli­śmy naprawdę zde­ter­mi­no­wani, by codzien­nie bie­gać przez pół godziny, a potem, po zale­d­wie tygo­dniu, jedy­nym bie­giem, jaki podej­mo­wa­li­śmy, był bieg w kie­runku kanapy i pilota do tele­wi­zora. Dzieje się tak, ponie­waż o ile roz­po­czy­na­nie może być łatwe, o tyle utrzy­ma­nie nawyku jest o wiele trud­niej­sze.

Fak­tem jest, że dużą część tych prze­szkód, które do tej pory unie­moż­li­wiały nam osią­gnię­cie celu w postaci roz­po­czę­cia i utrzy­ma­nia nowego nawyku, two­rzymy sami i możemy je przy­pi­sać naszym sta­rym sche­ma­tom myślo­wym.

Wycho­dząc z tego zało­że­nia – kwe­stia nawy­ków nabiera nowego zna­cze­nia, ponie­waż mogą one stać się labo­ra­to­rium do eks­pe­ry­men­to­wa­nia, ucze­nia się cze­goś nowego o sobie i zro­zu­mie­nia, co może spra­wić, że wzbi­jemy się w górę.

Automatyzacja nawyków

Teza, wokół któ­rej zbu­do­wa­łem tę książkę, jest taka, że trwała zmiana nie doko­nuje się poprzez poszu­ki­wa­nie moty­wa­cji – ele­mentu uży­tecz­nego, jed­nak przez wielu prze­ce­nia­nego – ale przez nabie­ra­nie nawy­ków, które krok po kroku pro­wa­dzą nas do reali­za­cji tego, kim chcemy być.

NIE MOŻESZ WYBRAĆ SWO­JEJ PRZY­SZŁO­ŚCI, ALE MOŻESZ WYBRAĆ NAWYKI, KTÓRE JĄ STWO­RZĄ.

Zwróć uwagę na to, co dzieje się cyklicz­nie 31 grud­nia każ­dego roku: miliony osób decy­dują się na zrzu­ce­nie wagi dzięki bie­ga­niu w nowym roku, ale rezul­taty po 12 mie­sią­cach są nie­po­cie­sza­jące. Zwłasz­cza że więk­szość z nich odkryje, że tak naprawdę przy­brała na wadze i jest jesz­cze mniej wyspor­to­wana, niż kiedy podej­mo­wała decy­zję o bie­ga­niu.

To ozna­cza, że zbyt wielu ludzi pod­cho­dzi do zmian naiw­nie, cze­ka­jąc na wła­ściwy impuls, aby zde­cy­do­wać się na wdro­że­nie nowych zacho­wań, któ­rych trudno się trzy­mać: od zmiany stylu żywie­nia po uczęsz­cza­nie na siłow­nię w celu poprawy kon­dy­cji, od nauki nowego języka po pracę nad poprawą swo­jego cha­rak­teru. Kiedy jeste­śmy zmo­ty­wo­wani, wydaje się nam, że możemy doko­nać pożą­da­nej zmiany w krót­kim cza­sie. Jed­nakże wkrótce magiczny impuls moty­wa­cyjny nas opusz­cza i oka­zuje się, że jeste­śmy jesz­cze głę­biej niż wcze­śniej zanu­rzeni w naszych dotych­cza­so­wych nawy­kach. Dla­tego jeśli naprawdę chcemy zmie­nić styl życia, a nie tylko napa­wać się dobrymi posta­no­wie­niami, które w więk­szo­ści zostaną nie­zre­ali­zo­wane, musimy „stu­dio­wać” naukę o nawy­kach. Dzięki temu będziemy w sta­nie zro­zu­mieć, jakie środki pod­jąć, aby nasz począt­kowy zapał nie został zmar­no­wany.

Co wię­cej, ponie­waż cha­rak­te­ry­styczną cechą nawy­ków (zarówno tych pozy­tyw­nych, jak i nega­tyw­nych) jest to, że są one auto­ma­ty­zmami, czyli przy­cho­dzą bez zasta­no­wie­nia – gdy już zro­zu­miemy, jak wykształ­cić bar­dziej funk­cjo­nalne nawyki, będą nas one pro­wa­dzić dzień po dniu (nie powiem, że bez wysiłku, ale pra­wie) w kie­runku osią­gnię­cia naszych celów.

Na kolej­nych stro­nach przed­sta­wię metodę opra­co­waną dzięki bada­niom i eks­pe­ry­men­tom w tere­nie, która poka­zuje, jak uczy­nić zacho­wa­nia powta­rzal­nymi w cza­sie i prze­kształ­cić je w nawyki.

Pra­cu­jąc nad pew­nymi czyn­ni­kami, które nam to uła­twią, i dosko­na­ląc naszą dys­cy­plinę w codzien­nym powta­rza­niu małych dzia­łań, które chcemy wzmoc­nić, wej­dziemy rów­nież w kon­takt z auto­mo­ty­wa­cją, źró­dłem ener­gii o wiele cen­niej­szym i bar­dziej pew­nym niż to, które pro­mują samo­zwań­czy tre­ne­rzy ope­ru­jący w milio­no­wym biz­ne­sie łatwej, natych­mia­sto­wej i prze­lot­nej moty­wa­cji.

Z MOTY­WA­CJĄ INNYCH NIE ZACHO­DZI SIĘ DALEKO.

Praw­dziwa moty­wa­cja, ta, która pro­wa­dzi do zna­czą­cych rezul­ta­tów, nie jest moty­wa­cją zewnętrzną, ale automoty­wa­cją, defi­nio­waną przez psy­cho­lo­gów jako „moty­wa­cja wewnętrzna”, która zawsze ma w sobie kom­po­nent zwią­zany z samo­dy­scy­pliną i opiera się na nawy­kach3.

Tytuł tej książki powi­nien brzmieć Zwy­cię­skie nawyki, wła­śnie po to, aby pod­kre­ślić, jak nawyki – zbyt czę­sto koja­rzone nega­tyw­nie z nudą i byciem pozba­wio­nymi satys­fak­cji i cią­gle powta­rza­nymi czyn­no­ściami – mogą sta­no­wić potężną siłę, która popy­cha nas w pożą­da­nym kie­runku. Jed­nak ten tytuł budził we mnie dwo­jaką obawę. Z jed­nej strony nie chcia­łem wpaść do kotła z łatwymi i błysz­czą­cymi obiet­ni­cami typu „zrób to, a wszystko będzie dobrze” (idea bycia czy­imś guru nie jest mi bli­ska, sta­ram się raczej skła­niać ludzi do zna­le­zie­nia wewnętrz­nych prze­wod­ni­ków, rów­nież odno­sząc się do zachęt badań nauko­wych pocho­dzą­cych ze świata psy­cho­lo­gii), z dru­giej strony ten tytuł odpo­wia­dałby tylko czę­ści tego, co jest zawarte w książce. Będziemy bowiem mówić o pew­nej licz­bie nawy­ków, które według mnie zde­cy­do­wa­nie przy­czy­niają się do poprawy naszych osią­gnięć, lecz głów­nym tema­tem tek­stu jest metoda sto­so­wana do prze­kształ­ce­nia w nawyk każ­dego rodzaju zacho­wa­nia, które uznamy za zwy­cię­skie w świe­tle swo­ich oso­bi­stych celów i pra­gnień. Stąd poja­wił się pomysł, aby wziąć część tej metody – zasadę 1% – i uczy­nić go tytu­łem książki.

Porząd­ku­jąc pomy­sły i doświad­cze­nia zebrane od ludzi, z któ­rymi pra­co­wa­łem, zda­łem sobie sprawę, że więk­szość z nich była w sta­nie odblo­ko­wać się w pro­ce­sie zdo­by­wa­nia nowych nawy­ków, gdy przy­jęła logikę zasady 1%. Był to pierw­szy men­talny krok konieczny do zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­nia wła­snego życia, cen­ty­metr po cen­ty­metrze, począw­szy od nic­nie­ro­bie­nia (lub robie­nia tego nie­re­gu­lar­nie), do robie­nia danej rze­czy każ­dego dnia przez długi czas.

Dobrze, nad­szedł czas, aby zapro­jek­to­wać swoją „rewo­lu­cję”. Naj­pierw jed­nak warto się zasta­no­wić, jaki powi­nien być punkt wyj­ścia i cel: pomoże ci to zro­zu­mieć, które zacho­wa­nia auto­ma­ty­zo­wać, a które nie; innymi słowy, wskaże twoją życiową drogę. Zro­bimy to na początku następ­nego roz­działu, po kilku waż­nych wyja­śnie­niach.

Eks­pe­ry­ment matki natury

To, że nawyki są cał­ko­wi­cie nie­za­wod­nym spo­so­bem na osią­gnię­cie naszych celów, udo­wad­nia naj­waż­niej­szy eks­pe­ry­ment, jaki kie­dy­kol­wiek prze­pro­wa­dzono na ziemi: ewo­lu­cja. Eks­pe­ry­men­ta­torką w tym przy­padku jest naj­bar­dziej auto­ry­ta­tywna postać, jaką znamy: matka natura. Jej labo­ra­to­rium zaś to pla­neta Zie­mia. A czas trwa­nia eks­pe­ry­mentu – miliony lat.

Jeśli przyj­rzymy się naszemu mózgowi, możemy odkryć, że składa się on z trzech czę­ści, które ewo­lu­cyj­nie wiążą się z trzema róż­nymi momen­tami roz­woju: neo­pal­lium, które odpo­wiada korze mózgo­wej i jest cha­rak­te­ry­styczne dla naczel­nych; pale­opal­lium, zbu­do­wane z układu lim­bicz­nego i nale­żące do wszyst­kich ssa­ków; oraz archi­pal­lium, zło­żone z móżdżku i pnia mózgu, wywo­dzące się od gadów.

Pod­czas gdy kora mózgowa jest obsza­rem myśle­nia racjo­nal­nego, a układ lim­biczny emo­cji, móż­dżek i pień mózgu miesz­czą część instynk­tów, regu­lu­jąc nasze naj­waż­niej­sze funk­cje życiowe, takie jak oddy­cha­nie, bicie serca czy przyj­mo­wa­nie postawy. Są to czyn­no­ści, które nie wyma­gają świa­do­mego zaan­ga­żo­wa­nia, ale dzia­łają auto­ma­tycz­nie. I nie jest to przy­pa­dek. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdy­by­śmy musieli poświę­cać uwagę oddy­cha­niu: nie pozo­sta­łoby wiele szans, by sku­pić się na akty­wo­wa­niu innych funk­cji. A co gor­sza – co by się stało, gdy­by­śmy się roz­pro­szyli na ponad pięć minut? Umar­li­by­śmy.

Eks­pe­ry­ment ewo­lu­cji wydaje się suge­ro­wać, że naj­lep­szą stra­te­gią jest umiesz­cza­nie naszych naj­cen­niej­szych celów, auto­ma­ty­zu­jąc je, w skarbcu pnia mózgu: miej­scu bez­piecz­niej­szym niż zawodna kora mózgowa (któ­rej myśle­nie może być znie­kształ­cone przez liczne błędy inter­pre­ta­cji) czy kapry­śny układ lim­biczny (sie­dziba emo­cji, gdzie wystar­czy kaprys, aby wszystko puścić z dymem).

W skró­cie: uczy­nie­nie pew­nych dzia­łań moż­li­wie naj­bar­dziej auto­ma­tycz­nymi to zwy­cię­ska stra­te­gia. A przy­naj­mniej tak robiła matka natura przez tysiąc­le­cia. I dzia­łało to zna­ko­mi­cie.

Zasada 1%: rama teoretyczna

Ta książka, bar­dzo prak­tyczna, ma na celu pomóc ci zmie­nić nawyki tak, byś roz­wi­jał nowe, bar­dziej funk­cjo­nalne dla osią­ga­nia two­ich celów, i sta­wał się osobą, którą chcesz być.

Metoda, którą pro­po­nuję, ma pod­sta­wowy kom­po­nent w nasta­wie­niu umy­słu (mind­set) na zasadę 1%. Jedną z naj­bar­dziej zaska­ku­ją­cych prawd doty­czą­cych zmiany jest to, że z jed­nej strony gatu­nek ludzki, aby się roz­wi­jać, abso­lut­nie musi przy­jąć zmianę, z dru­giej ma ten­den­cję do opie­ra­nia się jej. Zja­wi­sko oporu wobec zmiany jest dobrze wyja­śnione dzięki zasto­so­wa­niu poję­cia home­ostazy, zapro­po­no­wa­nego przez fran­cu­skiego fizjo­loga Claude’a Ber­narda: kiedy osoba pró­buje się zmie­nić, sys­tem, w któ­rym się znaj­duje, akty­wuje siłę równą i prze­ciw­stawną, mającą na celu utrzy­ma­nie rów­no­wagi począt­ko­wej, nawet jeśli nie służy ona zaadap­to­wa­niu się do śro­do­wi­ska.

IM SZYB­CIEJ PRÓ­BU­JESZ SIĘ ZMIE­NIĆ, TYM SZYB­CIEJ WRÓ­CISZ DO PUNKTU WYJ­ŚCIA.

Aby doko­nać zmiany, czę­sto trzeba ucie­kać się do spo­so­bów, które obcho­dzą lub prze­ła­mują opór sys­temu wobec zmiany. Zro­zu­mie­nie, jak obejść te opory, jest jed­nym z głów­nych wyzwań każ­dego psy­cho­loga.

Gior­gio Nar­done, zało­ży­ciel Cen­trum Tera­pii Stra­te­gicz­nej w Arezzo, wraz z Pau­lem Wat­zla­wic­kiem w książce Sol­care il mare all’insa­puta del cielo. Lezioni sul cam­bia­mento tera­peu­tico e le logi­che non ordi­na­rie (Żeglo­wać po morzu, nie zna­jąc nieba. Wykłady o zmia­nie tera­peu­tycz­nej i nie­zwy­kłej logice) iden­ty­fi­kuje pewne pro­cesy zmiany zdolne obejść te natu­ralne opory. Dla naszej dys­ku­sji szcze­gól­nie istotne wydają się dwa: zmiana kata­stro­ficzna i zmiana geo­me­tryczno-wykład­ni­cza. W zmia­nie kata­stro­ficz­nej pacjent jest pro­wa­dzony za pomocą manew­rów bez­po­śred­nich, pośred­nich lub para­dok­sal­nych, które niczym pio­run ude­rzają i prze­ła­mują opory, wywo­łu­jąc natych­mia­stową zmianę. W zmia­nie geo­me­tryczno-wykład­ni­czej, aby obejść natu­ralne opory sys­temu i doko­nać zmiany, wdraża się to, co w nauce nazywa się efek­tem motyla. Tak jak mach­nię­cie skrzy­dłami motyla może wywo­łać reak­cję łań­cu­chową, która spo­wo­duje hura­gan tysiące kilo­me­trów dalej, tak my w naszej codzien­no­ści możemy zacząć od małych mody­fi­ka­cji – tak małych, że omi­jają nasze opory, ale zdol­nych z cza­sem wywo­łać zmianę wła­śnie geo­me­tryczno-wykład­ni­czą.

W przy­padku zmiany kata­stro­ficz­nej potężny i bez­po­średni akt pro­wa­dzi do zna­czą­cego efektu. W prze­ci­wień­stwie do zmiany geo­me­tryczno-wykład­ni­czej, w któ­rej małe dzia­ła­nie, które następ­nie stop­niowo przy­spie­szymy, pro­wa­dzi do dużej zmiany. „Zmiana kata­stro­ficzna to hero­iczny czyn Alek­san­dra Wiel­kiego, który dzięki swo­jej bystro­ści, odwa­dze i umie­jęt­no­ściom nisz­czy prze­ciw­nika, narzu­ca­jąc swoją siłę; pod­czas gdy zmiana geo­me­tryczno-wykład­ni­cza jest repre­zen­to­wana przez mądrego chiń­skiego stra­tega, któ­rego naj­mniej­szy ruch pozor­nie nic nie zna­czy, ale wywo­łuje pro­ces, w któ­rym wróg sam się nisz­czy”4.

Zmiana terapeutyczna i zmiana ewolucyjna

Jak może już się domy­śli­łeś, metoda przed­sta­wiona w tej książce została opra­co­wana w duchu zmiany geo­me­tryczno-wykład­ni­czej. Wpro­wa­dze­nie zmiany o 1% ini­cjuje kolejną, rów­nie małą zmianę, a suma tych małych zmian pro­wa­dzi do dużej zmiany, ale z przy­spie­sze­niem geo­me­trycz­nym.

Krok po kroku omija opory home­ostazy i wpro­wa­dza coś w rodzaju „wirusa” do sys­temu, czyli do sta­rych sche­ma­tów dzia­ła­nia. Wirus, raz wpro­wa­dzony, powoli zdo­bywa cały orga­nizm, mody­fi­ku­jąc sys­tem.

Podobna zasada jest zawarta w książce socjo­loga Mal­colma Gla­dwella Punkt prze­ło­mowy. O małych przy­czy­nach wiel­kich zmian, która ilu­struje, jak wiel­kie zmiany, które nadają cha­rak­ter naszemu spo­łe­czeń­stwu, pod­le­gają tym samym zasa­dom, które regu­lują epi­de­mie. Na wzór wiru­sów zacho­wa­nia i idee, które się roz­no­szą, podą­żają za pre­cy­zyj­nym pro­ce­sem: w pew­nym momen­cie osią­gają próg (czyli punkt prze­ło­mowy), po któ­rym nastę­puje nagła, sze­roka dyfu­zja, efekt lawiny, który wymyka się jakiej­kol­wiek logice linio­wej. Naj­waż­niej­sze jest to, że czę­sto do wywo­ła­nia takiego pro­cesu ogrom­nej zmiany wystar­czają mini­malne mody­fi­ka­cje5.

W książce Il cam­bia­mento stra­te­gico. Come far cam­biare alle per­sone il loro sen­tire e il loro agire (Stra­te­giczna zmiana. Jak odmie­nić ludzi, ich odczu­cia i dzia­ła­nia) Gior­gio Nar­done zwraca uwagę na inte­re­su­jącą róż­nicę mię­dzy zmianą tera­peu­tyczną a zmianą ewo­lu­cyjną6.

Zmiana tera­peu­tyczna ma na celu prze­ła­ma­nie wcze­śniej­szej dys­funk­cyj­nej home­ostazy, aby usta­no­wić nową, bar­dziej funk­cjo­nalną: prze­rywa się więc pato­lo­giczny sche­mat, wpro­wa­dza nowe nauki poprzez kon­kretne tech­niki, a w końcu two­rzy się nowa rów­no­waga, która przy­naj­mniej w począt­ko­wej fazie musi być nie­zwy­kle odporna na zmiany, aby unik­nąć pato­lo­gicznych nawro­tów.

Zmiana ewo­lu­cyjna nato­miast doty­czy obszaru „roz­woju oso­bi­stego” i „nauki o wydaj­no­ści” i nie działa na pato­lo­giczną home­ostazę, ale na umiar­ko­waną rów­no­wagę, którą chcemy popra­wić. W takich obsza­rach, wpro­wa­dza­jąc małe zmiany zgod­nie z logiką 1%, home­ostaza sys­temu zostaje zmie­niona, by sprzy­jać ewo­lu­cji; jed­nak nowa home­ostaza będzie musiała się rów­nież zmie­niać jako oznaka postę­pu­ją­cej ewo­lu­cji. Zmiana ewo­lu­cyjna stale utrzy­muje dar­wi­now­ską ela­stycz­ność nie­zbędną do roz­woju. Jest ewo­lu­cyjna, ponie­waż stale się roz­wija, ni­gdy nie osią­ga­jąc sztyw­nej home­ostazy.

Innymi słowy: to, co robimy zgod­nie z logiką 1%, to wpro­wa­dze­nie do sys­temu nowej nauki. Ta nauka, poprzez ćwi­cze­nie i powta­rza­nie, sta­nie się następ­nie prak­tyką. Prak­tyki utrzy­my­wane w cza­sie stają się nawy­kami. Tak nabrany nawyk będzie odporny na zmiany, czyli będzie się utrzy­my­wał w cza­sie. Zada­niem osoby, w duchu zmiany ewo­lu­cyj­nej, będzie upew­nie­nie się, że nowa home­ostaza nie sta­nie się zbyt sztywna, ale będzie cią­gle ewo­lu­ować.

Część I

Warunki wstępne

1

Ustaw kierunek życia

Nawyki, pomimo złej repu­ta­cji, z któ­rej słyną (w naj­lep­szym wypadku są syno­ni­mem nudy, w naj­gor­szym wad), są tak naprawdę narzę­dziami, które mamy do dys­po­zy­cji, aby osią­gnąć waż­niej­sze cele.

Zanim jed­nak przej­dziemy do tre­ści tej książki, w któ­rej znaj­dziesz pomy­sły, porady i reflek­sje na temat tego, jak prze­kształ­cić swoją codzien­ność i osią­gnąć wyzna­czone cele poprzez przyj­mo­wa­nie nowych nawy­ków, ważne jest, aby wyja­śnić sobie kilka kwe­stii nie­odzow­nie doty­czą­cych tematu zmiany.

Pierw­sza doty­czy warunku nie­zbęd­nego do zaj­ścia zmiany, druga odnosi się do pre­cy­zo­wa­nia celów, dla któ­rych warto uru­cho­mić zasoby, jakimi dys­po­nu­jemy, bez ryzyka usta­na­wia­nia nawy­ków, które zamiast pro­wa­dzić nas do celu, powo­dują, że krę­cimy się w kółko.

Idźmy jed­nak po kolei i zaj­mijmy się pierw­szym punk­tem, tym samym doko­nu­jąc nie­zbęd­nego wstępu doty­czą­cego tematu zmiany.

Dlaczego nie udaje ci się zmienić

Przez kilka lat byłem zatrud­niony jako psy­cho­log kli­niczny na pełny etat w sek­to­rze publicz­nym i pry­wat­nym. Pra­co­wa­łem w porad­niach rodzin­nych, z oso­bami bez­dom­nymi oraz z zamoż­nymi i odno­szą­cymi suk­cesy pro­fe­sjo­na­li­stami i mia­łem oka­zję obser­wo­wać sytu­acje wszel­kiego rodzaju. Zgłę­bia­łem różne podej­ścia psy­cho­te­ra­peu­tyczne, uczest­ni­czy­łem w kur­sach pro­wa­dzo­nych przez naj­wy­bit­niej­szych psy­cho­logów we Wło­szech i na świe­cie i mia­łem przy­jem­ność prze­pro­wa­dzać wywiady z wie­loma z nich oraz zaprzy­jaź­nić się z nimi.

Co pod­czas mojej drogi zawo­do­wej zro­zu­mia­łem na temat zmian, to to, że my – jako psy­cho­lo­dzy, part­ne­rzy, przy­ja­ciele, kole­dzy czy człon­ko­wie rodziny – nie mamy mocy zmie­nia­nia ludzi, ponie­waż decy­zja o doko­na­niu zmiany jest indy­wi­du­al­nym wybo­rem.

ZMIANA JEST DECY­ZJĄ, KTÓRA NIE MOŻE BYĆ POD­JĘTA PRZEZ NIKOGO INNEGO NIŻ NAS SAMYCH.

Co możemy zro­bić, to naj­wy­żej uła­twić komuś pod­ję­cie decy­zji o zmia­nie.

Spró­buj odpo­wie­dzieć na pyta­nia: co skło­niło cię do zmiany part­nera (jeśli to zro­bi­łeś)? Jaka sytu­acja skło­niła cię do pod­ję­cia decy­zji o zmia­nie pracy (jeśli ją zmie­ni­łeś)? Dla­czego zmie­ni­łeś miej­sce zamiesz­ka­nia? W któ­rym momen­cie życia zmie­ni­łeś reli­gię lub par­tię poli­tyczną?

Spró­buj sobie wyobra­zić, że jesteś przed­się­biorcą. Masz współ­pra­cow­nika, który ewi­dent­nie źle wyko­nuje swoją pracę, ale nie zwal­niasz go, cho­ciaż jesteś w pełni świa­domy, że powi­nie­neś to zro­bić. Pew­nego dnia popeł­nia poważny błąd, tra­cisz cier­pli­wość i decy­du­jesz się zakoń­czyć współ­pracę. Co wyda­rzyło się tego dnia, co skło­niło cię do dzia­ła­nia?

Albo wyobraź sobie, że jesteś ze swoją part­nerką. Od dłuż­szego czasu jeste­ście w kry­zy­sie i już od roku nie wydaje ci się odpo­wied­nią osobą dla cie­bie, a jed­nak każ­dej nocy idziesz z nią spać i ni­gdy nie komu­ni­ku­jesz swo­jej decy­zji, którą dosko­nale wiesz, że będziesz musiał kie­dyś pod­jąć. Potem w jed­nej chwili dzieje się coś, co cię przy­tła­cza, i w końcu robisz to, co odkła­da­łeś od dawna, czyli mówisz part­nerce, że to koniec.

Krótko mówiąc: co naprawdę skła­nia cię do zmiany?

U pod­staw każ­dej wiel­kiej decy­zji i zmiany w twoim życiu leży emo­cja, która skło­niła cię do dzia­ła­nia. Tak naprawdę jed­nak mówie­nie o kon­kret­nej emo­cji może być nie­wy­star­cza­jące, ponie­waż ludzie zmie­niają się, gdy znaj­dują się w samym środku praw­dzi­wej burzy emo­cjo­nal­nej.

99% osób zrywa ze swoim part­ne­rem, gdy docho­dzi do zdrady albo gdy zako­chują się w kimś innym: to przy­tła­cza­jące emo­cje, które prze­wa­żają i mogą pro­wa­dzić do decy­zji o zmia­nie kie­runku życia. Ludzie opusz­czają par­tię poli­tyczną, gdy widzą, że byli zbyt długo oszu­ki­wani, i odczu­wają potrzebę zwró­ce­nia się w inną stronę. Koń­czą z kimś współ­pracę, gdy wyda­rzy się coś, co pobu­dza eks­tre­malne emo­cje, jeśli jed­nak tak się nie sta­nie, to idą dalej, tole­ru­jąc dotych­cza­sową sytu­ację.

MYŚLI DAJĄ DO MYŚLE­NIA, EMO­CJE SKŁA­NIAJĄ DO DZIA­ŁA­NIA.

W pro­ce­sie zmiany to zatem nie logiczne argu­menty odgry­wają główną rolę, lecz emo­cje. Oczy­wi­ście słowa, metody, tech­niki są rów­nież potrzebne, ale jeśli nie stoi za nimi silna emo­cja (pozy­tywna lub nega­tywna), zmiana może utknąć w miej­scu. Pra­gnie­nie pod­ję­cia dzia­ła­nia zawsze wynika z emo­cji.

Zdolni sprze­dawcy, wielcy tre­ne­rzy czy ci, któ­rzy zaj­mują się prze­ma­wia­niem publicz­nym, dosko­nale wie­dzą, że muszą wzbu­dzić emo­cje w publicz­no­ści, aby ich prze­kaz dotarł do ludz­kich serc i skie­ro­wał ich w nową stronę. W momen­cie, gdy odbiorcy doświad­czają emo­cji, podej­mują mikro­de­cy­zje, które mogą na zawsze zmie­nić ich życie.

Dla­czego tyle mocy znaj­duje się w emo­cjach?

Cho­dzi o to, że więk­szość z nas pro­wa­dzi życie w odcie­niach sza­ro­ści. Dni skła­dają się z pracy, rodziny i snu, a my jeste­śmy głów­nie bier­nymi odbior­cami tego, co nam się przy­tra­fia.

Kiedy jed­nak doświad­czamy emo­cji, życie na chwilę nabiera kolo­rów, moment staje się nie­za­po­mniany i wresz­cie czu­jemy się boha­te­rami tego kon­kret­nego zda­rze­nia. Jeśli dobrze się nad tym zasta­no­wimy, to wła­śnie na tej zasa­dzie opiera się tele­wi­zja, sta­ra­jąc się wywo­łać silne wra­że­nia u widzów, ucie­ka­jąc się do wszel­kich stra­te­gii, aby osią­gnąć cel.

Cri­stiano Ronaldo jest wart miliony euro, ponie­waż wzbu­dza emo­cje u kibi­ców swo­jej dru­żyny, któ­rzy pod wpły­wem tych uczuć kupują bilety na mecze, koszulki i gadżety zwią­zane ze swoim ido­lem.

Ame­ryka nie pod­biła świata za pomocą broni, ale za pomocą naj­więk­szej fabryki emo­cji, jaka kie­dy­kol­wiek ist­niała: Hol­ly­wood. To ame­ry­kań­skie filmy prze­ka­zały światu kon­cep­cje, które esta­bli­sh­ment chciał wpoić sze­ro­kiej publicz­no­ści, i przez lata wtła­czały w nas myśl, że India­nie to źli ludzie, a kow­boje to boha­te­ro­wie.

Psy­cho­lo­go­wie, ci war­to­ściowi, nie ogra­ni­czają się do dostar­cza­nia swoim pacjen­tom pro­to­kołu dzia­łań do wyko­na­nia, ale w ramach solid­nej rela­cji opar­tej na zaufa­niu potra­fią dotknąć ich wewnętrz­nych strun, wzbu­dzić emo­cje, a tym samym skło­nić do pod­ję­cia jakie­goś dzia­ła­nia.

Książki o samo­po­mocy są uży­teczne w takim stop­niu, w jakim potra­fią prze­nik­nąć do emo­cjo­nal­no­ści czy­tel­nika dzięki uży­tym sło­wom, pro­po­no­wa­nym przy­kła­dom, opo­wia­da­nym histo­riom, cyto­wa­nym afo­ry­zmom i poru­sza­nemu tema­towi.

Co to wszystko ma wspól­nego z książką, którą trzy­masz teraz w rękach, i z nawy­kami?

Cho­dzi o to, że wska­zówki, które znaj­dziesz na kolej­nych stro­nach, pomogą ci kon­kret­nie zmie­nić twoje życie w takim stop­niu, w jakim uda ci się nawią­zać kon­takt z sil­nymi emo­cjami obec­nymi w tobie, tymi, które pchają cię do zmiany swo­jego życia.

NEGA­TYWNE EMO­CJE NIE IST­NIEJĄ.

Duża część lite­ra­tury nauko­wej w dzie­dzi­nie psy­cho­lo­gii na­dal odnosi się do naszych emo­cji, dzie­ląc je na dwie kate­go­rie: pozy­tywne i nega­tywne. To roz­róż­nie­nie jest mylące i unie­moż­li­wia nam wła­ściwe podej­ście do naszego życia emo­cjo­nal­nego. Jeśli coś zosta­nie ozna­czone jako nega­tywne, nasz umysł auto­ma­tycz­nie będzie chciał z tym wal­czyć. W ten spo­sób uczymy się uni­kać stra­chu, znie­czu­lać smu­tek alko­ho­lem i nar­ko­ty­kami, zapeł­niać pustkę samot­no­ści jedze­niem. Nie wzbo­ga­cimy się, wal­cząc z emo­cjami, ale pró­bu­jąc je poznać z cie­ka­wo­ścią i otwar­tym umy­słem. Jeśli będziesz wal­czyć ze stra­chem, to zmieni się on w ter­ror, a jeśli go posłu­chasz, sta­nie się odwagą. Tak samo gniew może stać się furią lub deter­mi­na­cją w zależ­no­ści od tego, jak się do niego odnie­siesz.

To wszystko po to, aby dać ci do zro­zu­mie­nia, że pro­mo­wa­nie pozy­tyw­nej zmiany nie ma sensu, jeśli hamu­jesz lub igno­ru­jesz swoje emo­cje. Są one tą czę­ścią cie­bie, która może dać począ­tek zmia­nie, dostar­cza­jąc ci nie­zbęd­nego paliwa do przy­spie­sze­nia two­jego roz­woju. Bez względu na to, jak potężne mogą być twoje emo­cje, poświęć czas na słu­cha­nie ich, zada­wa­nie im pytań, sty­mu­lo­wa­nie ich i kar­mie­nie. Sta­raj się oży­wiać swój aspekt emo­cjo­nalny w codzien­nym życiu, ponie­waż jest to część cie­bie, być może naj­więk­szy sprzy­mie­rze­niec, jakiego masz do dys­po­zy­cji w pro­ce­sie zmiany. Wła­śnie gdy zaak­cep­tu­jesz prze­ży­wa­nie sil­nych emo­cji, które wypeł­niają twoją codzien­ność, znaj­dziesz odwagę do podej­mo­wa­nia waż­nych decy­zji7.

Dla­tego gdy myślisz o zacho­wa­niach, które chcesz przy­jąć lub wyeli­mi­no­wać, naj­pierw zasta­nów się nad emo­cjami z nimi zwią­za­nymi i sta­raj się z nimi połą­czyć. Im bar­dziej nawyk, nad któ­rym zde­cy­du­jesz się pra­co­wać, oraz cele z nim zwią­zane będą cię emo­cjo­nal­nie pobu­dzać, tym bar­dziej wska­zówki zawarte w tej książce pomogą ci pod­jąć i utrzy­mać decy­zję o zmia­nie.

Ster i wiosła

Po wyja­śnie­niu fun­da­men­tal­nej roli emo­cji w każ­dym pro­ce­sie zmiany prze­cho­dzimy do zaję­cia się metodą, która pro­wa­dzi do osią­gnię­cia celów, skła­da­jącą się z dwóch rów­nie waż­nych kom­po­nen­tów.

Pierw­szy doty­czy okre­śle­nia celu, czyli zro­zu­mie­nia, jakie są twoje praw­dziwe pra­gnie­nia (wygra­nie mistrzostw świata w sza­chy, napi­sa­nie książki, zało­że­nie firmy itp.). Drugi doty­czy sys­temu, który należy opra­co­wać, aby osią­gnąć cel.

Jeśli ster two­jego statku jest usta­wiony na cel „prze­biec mara­ton w przy­szłym roku”, sys­tem (twoje wio­sła) będzie usta­wiony na: wydzie­lić trzy dni w tygo­dniu przez rok, aby bie­gać. Jeśli chcesz, aby twoi zawod­nicy wygrali mistrzo­stwa piłki noż­nej, twoim sys­temem będzie tre­ning pięć dni w tygo­dniu. Jeśli chcesz napi­sać książkę, każ­dego dnia musisz wydzie­lić dwie godziny, by móc poświę­cić się temu zada­niu.

Ni­gdy nie zapo­mi­naj, że jeśli pole­gasz tylko na ste­rze i prą­dach, ale nie uży­wasz wio­seł, będzie ci bar­dzo trudno popchnąć swoją łódź naprzód i tym samym będzie ci trudno osią­gnąć cel. Fak­tem jest, że wszy­scy chcą wygrać mara­ton, ale nie­wielu jest goto­wych pod­jąć wysiłki i zdo­być się na poświę­ce­nie nie­zbędne do prze­kro­cze­nia mety jako zwy­cięzca.

Krótko mówiąc, z jed­nej strony ster (cel) jest nie­zbędny, ponie­waż nadaje kie­ru­nek two­jemu życiu, a z dru­giej nie jest wystar­cza­jący, abyś mógł osią­gnąć cel. Potrzebne są zaan­ga­żo­wa­nie, wysiłki i cza­sami znaczne poświę­ce­nie. Im więk­szy cel, który sobie sta­wiasz, tym więk­sze zaan­ga­żo­wa­nie będziesz musiał wyka­zać. Książka, którą trzy­masz w rękach, kon­cen­truje się na dru­gim ele­men­cie tego pro­cesu, czyli na siłach, które wpły­wają i kształ­tują sys­tem, aby dopro­wa­dzić sta­tek do portu, byś stał się osobą, którą chcesz być. Moją inten­cją jest pomóc ci jak naj­le­piej ste­ro­wać twoją łodzią, mak­sy­mal­nie wyko­rzy­stu­jąc prądy i wiatr napeł­nia­jący żagle, zawsze i wyłącz­nie obie­ra­jąc dotar­cie do wybra­nego portu jako cel.

Po pierw­sze, konieczne jest, abyś zasta­no­wił się teraz nad swoim celem. Ten krok nie jest by­naj­mniej oczy­wi­sty, ale pro­wa­dzi nas do zgłę­bia­nia, co ozna­cza „odno­sić suk­ces”. „Suk­ces” zawsze wyda­wał mi się nie­przy­jem­nym sło­wem, ponie­waż zda­wało mi się, że dzieli świat zbyt powierz­chow­nie na zwy­cięz­ców i prze­gra­nych. Z cza­sem jed­nak nauczy­łem się nada­wać mu wła­ściwe zna­cze­nie, czy­ta­jąc je jako imie­słów czasu prze­szłego cza­sow­nika „zda­rzać się”8. Z tego punktu widze­nia „odno­sić suk­ces” ozna­cza „spra­wiać, że ważne dla nas rze­czy się dzieją”, i uwa­żam, że jest to klu­czowy punkt do pro­wa­dze­nia satys­fak­cjo­nu­ją­cego życia. Jeśli nie masz jasno­ści co do tego, co jest dla cie­bie ważne, jeśli nie masz w gło­wie wła­snej defi­ni­cji suk­cesu, skoń­czysz na przyj­mo­wa­niu defi­ni­cji suk­cesu kogoś innego.

JEŚLI NIE MASZ WŁA­SNEJ DEFI­NI­CJI SUK­CESU, PRZEJ­MIESZ JĄ OD KOGOŚ INNEGO.

Pod­czas mojej dzia­łal­no­ści kli­nicz­nej mogłem wie­lo­krot­nie obser­wo­wać tę dyna­mikę: osoby, które wyda­wały się odno­sić suk­cesy, zwra­cały się do mnie, ponie­waż pomimo dobrej pozy­cji zawo­do­wej i osią­gnię­cia osza­ła­mia­ją­cych wyni­ków w głębi duszy były ogrom­nie nie­za­do­wo­lone, nie rozu­mie­jąc dla­czego. Źró­dło ich pro­ble­mów leżało wła­śnie tutaj: ni­gdy nie zasta­na­wiały się nad tym, co dla nich ważne, i osta­tecz­nie przy­jęły to, co spo­łe­czeń­stwo, reklama, ich boha­te­ro­wie uzna­wali za ważne.

„Nie ist­nieje korzystny wiatr dla żegla­rza, który nie wie, dokąd pły­nie” – mawiał Seneka; jeśli nie masz jasnego celu, ryzy­ku­jesz, że zaczniesz wio­sło­wać w kie­runku, który dopro­wa­dzi cię doni­kąd, tra­cąc przy tym czas, ener­gię i zaufa­nie.

Zakła­dam, że nie mogę wie­dzieć, jaki cel jest dla cie­bie wła­ściwy, i dla­tego nie mogę wska­zać, nad jakimi dzia­ła­niami powi­nie­neś pra­co­wać, aby je zauto­ma­ty­zo­wać; moim celem jest więc pomóc ci w roz­ja­śnie­niu two­ich myśli za pomocą dwóch bar­dzo potęż­nych narzę­dzi: pierw­sze pomoże ci zasta­no­wić się nad two­imi war­to­ściami, dru­gie zaś skłoni cię do myśle­nia jak Pareto, aby sku­pić się na tych kilku rze­czach, które mogą wywo­łać róż­nicę w twoim życiu.

Zrozum wartości

Aby zna­leźć swój cel, przede wszyst­kim musisz poznać swoje war­to­ści, czyli uświa­do­mić sobie, dla­czego według cie­bie warto żyć. Dla­tego pro­szę cię, abyś spró­bo­wał roz­po­znać war­to­ści, wokół któ­rych kręci się twoje życie. Czy potra­fisz je ziden­ty­fi­ko­wać?

Kiedy zadaję to pyta­nie, ludzie zazwy­czaj mówią, że wie­dzą, jakie są ich war­to­ści, i wymie­niają sze­reg zasad od zakazu zabi­ja­nia przez sza­cu­nek po nie­okra­da­nie innych. Świet­nie, teraz jed­nak zachę­cam cię do zasta­no­wie­nia się, jakie są war­to­ści, które regu­lują twoje codzienne życie, ponie­waż zakła­dam, że nie budzisz się rano, mówiąc sobie, że nie zamie­rzasz zabić ani okraść star­szej pani z eme­ry­turą w torebce. Aby ziden­ty­fi­ko­wać swoje war­to­ści, spró­buj odpo­wie­dzieć na te trzy pyta­nia:

1. Co chciał­byś, aby ludzie mówili o tobie na twoim pogrze­bie lub, żeby było mniej tra­gicz­nie, gdy wyj­dziesz z pokoju?

Chciał­bym, aby ludzie pamię­tali mnie jako dobrego czło­wieka, poważ­nego pro­fe­sjo­na­li­stę zdol­nego do prze­ma­wia­nia do ich serc, osobę, która pomo­gła zmie­nić ich życie na lep­sze, uczy­nić je bogat­szym. Chciał­bym, aby moi kole­dzy przy­zna­wali, że mia­łem odwagę, by spró­bo­wać zmie­nić nie­które z dogma­tów w dzie­dzi­nie popu­la­ry­za­cji psy­cho­lo­gii, wpro­wa­dza­jąc wła­sne inno­wa­cje i bada­jąc z cie­ka­wo­ścią i ostroż­no­ścią nowo­ści, które współ­cze­sna tech­no­lo­gia daje psy­cho­lo­gowi. Chciał­bym, aby moi współ­pra­cow­nicy pamię­tali, jak się czuli, two­rząc rodzinę w miej­scu pracy, która reali­zo­wała sza­lony, ale eks­cy­tu­jący pro­jekt, i mówili, że pra­cu­jąc u mego boku, sami stali się lepsi, osią­ga­jąc nie­moż­liwe do wyobra­że­nia marze­nia i pra­gnie­nia. Chciał­bym, aby moja żona mówiła, że byłem dosko­na­łym mężem, dba­ją­cym o jej potrzeby i tro­skli­wym wobec rodziny. Pra­gnął­bym, aby moje dzieci pamię­tały ojca, który kochał, popy­chał je do „ska­ka­nia” w nowe wyzwa­nia, radze­nia sobie, wiary w sie­bie i sta­rań w reali­zo­wa­niu swo­ich zadań na miarę ich moż­li­wo­ści. Ojca zdol­nego do słu­cha­nia i rozu­mie­nia ich potrzeb, wspie­ra­nia ich, ale także zacho­wa­nia w nich nie­zbęd­nego ducha kry­tycz­nego, dzięki któ­remu kwe­stio­nują innych i sie­bie samych. To mniej wię­cej to, co chciał­bym, aby mówiono o mnie na moim pogrze­bie.

A ty? Abyś mógł szcze­gó­łowo odpo­wie­dzieć na pierw­sze pyta­nie, może ci się przy­dać pomy­śle­nie o tym, co powie­działby nie tylko krewny, ale także kolega z pracy i bli­ski przy­ja­ciel. Ta reflek­sja jest fun­da­men­talna, ponie­waż pomaga ci zro­zu­mieć, jaki ślad chcesz zosta­wić na ziemi, a także co w twoim życiu jest dla cie­bie ważne.

Dru­gie pyta­nie brzmi nastę­pu­jąco:

2. Został ci tylko jeden rok życia, 365 dni od dziś, po czym musisz udać się w miej­sce dale­kie od wszyst­kiego, co dziś znasz. Jak wyko­rzy­stu­jesz ten czas?

Na to pyta­nie wielu ludzi odpo­wiada, że spę­dzi­łoby czas z rodziną, a potem podró­żo­wa­łoby, być może wła­śnie z tą rodziną. Okej, świet­nie, ale obiek­tyw­nie nie możesz spa­ra­li­żo­wać życia swo­ich bli­skich na cały rok, zmu­sza­jąc ich do bycia z tobą w każ­dej chwili; nie byłoby to spra­wie­dliwe wobec nich ani wobec cie­bie. Spró­bujmy więc zro­bić krok dalej i zadajmy sobie pyta­nie: zakła­da­jąc, że podró­żo­wał­byś razem z rodziną, co byś z nimi robił pod­czas tych podróży? Jak wyglą­dałby twój typowy dzień? Nie­moż­liwe jest spę­dze­nie dwu­na­stu mie­sięcy, wyłącz­nie roz­ma­wia­jąc z bli­skimi, mocno ich przy­tu­la­jąc i trzy­ma­jąc za ręce we łzach.

Ja na przy­kład, gdy­bym wie­dział, że mam tak ogra­ni­czony czas, kon­ty­nu­ował­bym to, co robi­łem do tej pory. Nie sądzę, że prze­stał­bym nagry­wać i publi­ko­wać filmy, pro­wa­dzić kursy i poma­gać ludziom. Na pewno sta­rał­bym się spę­dzać jak naj­wię­cej czasu z żoną i dziećmi, może nawet wybrał­bym się z nimi w piękną podróż, ale nie mógł­bym się do tego ogra­ni­czyć, ponie­waż w moim życiu dzie­le­nie się jest ważne, to jedna z moich war­to­ści, podob­nie jak pomoc innym.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Nie­któ­rzy pytają mnie, dla­czego mówię kon­kret­nie o pię­ciu latach, a nie o trzech lub dzie­się­ciu. Istot­nie, wiele przy­zwy­cza­jeń przy­nosi pozy­tywne rezul­taty zale­d­wie po kilku tygo­dniach lub mie­sią­cach od momentu ich nabra­nia. Uwa­żam jed­nak, że pięć lat to okres wystar­cza­jąco długi, aby pozwo­lić naszym zacho­wa­niom na głę­boką zmianę i na przy­nie­sie­nie obfi­tych i dłu­go­trwa­łych rezul­ta­tów. [wróć]

2. W bada­niu Uni­wer­sy­tetu Duke z 2006 roku osza­co­wano, że około 40% czyn­no­ści wyko­ny­wa­nych przez ludzi każ­dego dnia to owoc nawy­ków auto­ma­tycz­nych i nie są one świa­do­mymi decy­zjami. Możesz zoba­czyć bada­nie tutaj: hppts://bit.ly/Habit­sper­for­mance. [wróć]

3. P. Tra­buc­chi, Opus. Per rag­giun­gere uno scopo la nostra risorsa piu grande e l’auto­mo­ti­va­zione. Ecco come alle­narla, Cor­bac­cio 2018. [wróć]

4. G. Nar­done, E. Balbi, Sol­care il mare all’insa­puta del cielo. Lezioni sul cam­bia­mento tera­peu­tico e le logi­che non ordi­na­rie, Ponte alle Gra­zie 2008. Jeśli chcesz zgłę­bić myśl stra­te­giczną w tema­cie zmian, to odsy­łam cię do tej książki. [wróć]

5. Jeśli chcesz zasta­no­wić się nad myślą Gla­dwella, odsy­łam pro­sto do jego ksiażki Punkt prze­ło­mowy. O małych przy­czy­nach wiel­kich zmian, Znak Lite­ra­nova 2019. [wróć]

6. G. Nar­done, R. Mila­nese, Il cam­bia­mento stra­te­gico. Come far cam­biare alle per­sone il loro sen­tire e il loro agire, Ponte alle Gra­zie 2018. [wróć]

7. Moja książka L’era del cuore. Come tro­vare il corag­gio di essere felici (Giunti 2020) zagłę­bia się w tę potężną siłę napę­dową do zmiany. W tek­ście, będą­cym połą­cze­niem auto­bio­gra­fii i pod­ręcz­nika samo­po­mocy, pro­wa­dzę cię za rękę w podróży odkry­wa­nia samego sie­bie, poma­ga­jąc ci sku­pić się na trans­for­ma­cyj­nej mocy emo­cji i zna­leźć odwagę, by podej­mo­wać decy­zje, które pozwolą ujaw­nić twoją wyjąt­ko­wość. Zasada 1% z tego punktu widze­nia jest ide­alną kon­ty­nu­acją pracy roz­po­czę­tej w L’era del cuore. Gdy zro­zu­miesz, dzięki więk­szej łącz­no­ści ze swo­imi emo­cjami, czego naprawdę chcesz od sie­bie i od swo­jego życia, nawyki mogą być naj­waż­niej­szym narzę­dziem, które masz do dys­po­zy­cji, aby sku­tecz­nie i trwale reali­zo­wać swoje zamie­rze­nia. [wróć]

8. W języku wło­skim słowo suc­cesso – suk­ces, brzmi tak samo jak imie­słów czasu prze­szłego cza­sow­nika zda­rzać się – suc­ce­dere (przyp. tłu­maczki). [wróć]