Głodny mózg - Judson Brewer - ebook + audiobook

Głodny mózg ebook

Judson Brewer

0,0
45,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.
Dowiedz się więcej.
Opis

TO NIE JEST KOLEJNY PORADNIK DIETETYCZNY. TO POPARTY BADANIAMI I DOŚWIADCZENIEM PROGRAM, KTÓRY POMOŻE CI UZDROWIĆ SWOJĄ RELACJĘ Z CIAŁEM I JEDZENIEM

Smutek, niepokój, nuda czy inne nieprzyjemne uczucia przeradzają się u Ciebie w chęć sięgnięcia po coś słodkiego? Kiedy się zdenerwujesz, odruchowo otwierasz lodówkę? Nie potrafisz oprzeć się pokusie zjedzenia całej paczki ciastek naraz, chociaż wiesz, że potem będziesz się źle czuł? Utrata kontroli nad tym, co spożywasz i w jakich ilościach, często wywołuje poczucie winy i wstyd. Jak sobie z tym wszystkim poradzić?

Judson Brewer, uznany psychiatra i neurobiolog, z dużą wrażliwością omawia problem szkodliwych nawyków żywieniowych i wyjaśnia, dlaczego ludzki mózg tak łatwo w nie wpada. W ten sposób pomaga swoim pacjentom uporać się z niską samooceną oraz frustracją wynikającymi z nieustannie toczonej przez nich walki z własnymi ciałami.

Głodny mózg to praktyczny poradnik z 21-dniowym programem prowadzącym do przełamania niechcianych schematów jedzeniowych. Autor wykorzystuje w nim wiedzę naukową, techniki uważności oraz trening mózgu i krok po kroku prowadzi czytelnika przez proces zaprzyjaźniania się z własnym umysłem i ciałem. Nie namawia do ćwiczenia siły woli, liczenia kalorii ani odmierzania porcji jedzenia. Kluczem do zmiany jest nauczenie się współpracy z mózgiem i przyjęcie życzliwej postawy wobec samego siebie.

DR JUDSON BREWER jest znanym na świecie psychiatrą uzależnień i neurobiologiem, profesorem na Uniwersytecie Browna. Jego wykład TED 2016 Prosty sposób na przełamanie złego nawyku obejrzało ponad 19 milionów osób. Autor pracował z olimpijczykami i ich trenerami, politykami i liderami w biznesie. Jego pierwsza książka, Neurologia zachcianek, została przetłumaczona na kilkanaście języków, a kolejna, Wolny od lęku, natychmiast stała się bestsellerem New York Timesa.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 382

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dla Ja­cqui, Roba

i wszyst­kich,

któ­rzy mają nie­ła­twą

re­la­cję z je­dze­niem

Wstęp

HI­STO­RIA JA­CQUI

Ja­cqui, czter­dzie­sto­pa­ro­let­nia mi­ło­śniczka psów oraz in­struk­torka jogi i mind­ful­nessu czuła się, jakby oszu­ki­wała wszyst­kich wo­kół. Na za­ję­ciach uczyła in­nych, jak osią­gnąć ak­cep­ta­cję i spo­kój we­wnętrzny, a jed­no­cze­śnie sama była w sta­nie da­le­kim od rów­no­wagi. Opa­no­wana po­wierz­chow­ność kryła tok­syczny cykl za­cho­wań – po­czu­cie wstydu ko­bieta za­głu­szała po­ta­jem­nym ob­ja­da­niem się, które wpę­dzało ją w jesz­cze więk­szy wstyd. Oba­wiała się, że prze­grywa już nie bi­twę, ale wojnę – wojnę prze­ciwko so­bie sa­mej.

Od­kąd się­gała pa­mię­cią, jej re­la­cja z je­dze­niem była skom­pli­ko­wana. W dzie­ciń­stwie Ja­cqui była wy­bredna i ja­dła bar­dzo po­woli. Ro­dzice w do­brej wie­rze za­chę­cali ją, żeby ja­dła wię­cej i szyb­ciej, więc chcąc ich za­do­wo­lić, zmu­szała się do szyb­szego tempa i więk­szych por­cji. Kiedy we­szła w okres doj­rze­wa­nia, jej fi­gura stała się peł­niej­sza, przy­po­mi­nała syl­wetkę gwiazdy rocka Pink. Ale pa­trząc w lu­stro, Ja­cqui nie czuła się jak gwiazda rocka, czuła tylko nie­smak. Nie chciała mieć krą­gło­ści ani mię­śni. Chciała być wiotka i ete­ryczna, bar­dziej jak Gwy­neth Pal­trow niż Pink. Nie miała nad­wagi, ale po­dob­nie jak wiele dziew­cząt w tym wieku była bom­bar­do­wana wi­ze­run­kami szczu­płych ce­le­bry­tek i mo­de­lek typu Kate Moss z jej twier­dze­niem, że „nic nie sma­kuje tak do­brze, jak chu­dość wy­gląda”. Ja­cqui uwa­żała więc, że by­łaby szczę­śliw­sza, gdyby tylko udało jej się schud­nąć. Aby osią­gnąć ten cel, za­częła ogra­ni­czać ilo­ści i ro­dzaje po­kar­mów. Gdy wy­cho­dziła z przy­ja­ciółmi na mia­sto, za­miast fry­tek z colą za­ma­wiała sa­łatkę i piła wodę. Sta­ranny do­bór diety rze­czy­wi­ście uczy­nił ją szczu­plej­szą, lecz nie­ko­niecz­nie szczę­śliw­szą.

Jako na­sto­latka Ja­cqui za­częła spę­dzać wię­cej czasu ze swoją przy­ja­ciółką Alice. Ta prze­cho­dziła wła­śnie okres de­pre­syj­nych na­stro­jów po nie­daw­nej stra­cie członka ro­dziny, a to było zgodne z na­stro­jem Ja­cqui, która wła­ści­wie cały czas czuła się źle sama ze sobą. Wspól­nie od­kryły, że są w sta­nie za­głu­szyć nie­które z drę­czą­cych je trud­nych emo­cji je­dze­niem – po­chła­nia­nym szybko i w ogrom­nych ilo­ściach. Za­częły się ob­ja­dać bez opa­mię­ta­nia, tłu­miąc uczu­cia cze­ko­ladą, ciast­kami i fryt­kami – wszyst­kim, czego Ja­cqui tak sta­ran­nie uni­kała w po­goni za szczu­plej­szą syl­wetką. A po­nie­waż ob­ja­da­nie się nie roz­wią­zało ich wszyst­kich pro­ble­mów, dziew­częta włą­czyły na do­kładkę pa­pie­rosy i al­ko­hol.

Póź­niej Ja­cqui znów za­częła ogra­ni­czać je­dze­nie, żeby utrzy­mać wagę, która w jej od­czu­ciu była nor­malna. Sku­piała się na tym tak mocno, że wkrótce ogra­ni­cza­nie je­dze­nia stało się jej ob­se­sją. O je­dze­niu – a zwłasz­cza o je­dze­niu, któ­rego so­bie od­ma­wiała – my­ślała bez prze­rwy, od rana do nocy. Zu­peł­nie jakby te na­trętne my­śli prze­jęły pa­no­wa­nie nad jej mó­zgiem. Mu­siała od­zy­skać kon­trolę, za­nim doj­dzie do ka­ta­strofy, dla­tego za­częła jesz­cze bar­dziej uwa­żać na to, co je. W ogra­ni­cza­niu przyj­mo­wa­nych po­kar­mów osią­gnęła ta­kie mi­strzo­stwo, że po­tra­fiła trzy­mać ostrą dietę przez cały rok, żeby w święta od­dać się nie­po­ha­mo­wa­nemu po­chła­nia­niu po­kar­mów.

Tak eks­tre­malne ogra­ni­cze­nia przy­no­siły efekty – choć tylko w pew­nym sen­sie. Ja­cqui utrzy­my­wała szczu­płą syl­wetkę i po­wta­rzała so­bie, że pa­nuje nad tym, co je, a to z ko­lei da­wało jej po­czu­cie, że pa­nuje nad swoim ży­ciem. Ta­kie prze­ko­na­nie trwało do czasu, gdy w wieku 30 lat po­sta­no­wiła rzu­cić pa­le­nie. Bez wspar­cia ni­ko­tyny dzia­ła­ją­cej jako sty­mu­lant i śro­dek zmniej­sza­jący łak­nie­nie szybko do­ro­biła się 20-ki­lo­gra­mo­wej nad­wagi przy wzro­ście 160 cen­ty­me­trów i po­czu­cie po­rażki wró­ciło z całą mocą.

Ro­dzina i przy­ja­ciele nie po­ma­gali. Ja­cqui była prze­ko­nana, że ją ob­ma­wiają za jej ple­cami, a ich rzu­cane ukrad­kiem kry­tyczne spoj­rze­nia były dla niej aż na­zbyt czy­telne. Cza­sem zresztą jej bli­scy na­wet się z tym nie kryli. Jedną z wy­jąt­kowo bo­le­snych sy­tu­acji była ta, gdy przy­ja­ciółka ro­dziny trą­ciła Ja­cqui pal­cem w brzuch i oznaj­miła: „No, no, nie­źle ci się przy­tyło”. Bez względu jed­nak na to, jak bez­li­to­sny był wo­bec niej świat, było to ni­czym w po­rów­na­niu z tym, jak sku­tecz­nie Ja­cqui po­tra­fiła za­wsty­dzać samą sie­bie. Mo­men­tami czuła się kom­plet­nym ze­rem.

Tak dłu­żej nie dało się żyć. Błędne koło od­chu­dza­nia–ob­ja­da­nia się–od­chu­dza­nia skra­cało się naj­pierw do roku, po­tem do mie­sięcy, ty­go­dni, aż wresz­cie do dni. Ran­kiem Ja­cqui miała fazę re­stryk­cyjną ze skru­pu­lat­nym li­cze­niem ka­lo­rii i uważ­nym do­bie­ra­niem po­kar­mów, a po pięt­na­stej cały trud szedł na marne. Wrzu­cała w sie­bie wszystko, co wpa­dło jej w ręce – pączki, czipsy, chińsz­czy­znę na wy­nos – a na­stęp­nego dnia za­czy­nała od nowa. Jej sa­mo­ogra­ni­cza­nie się nie­uchron­nie pro­wa­dziło z po­wro­tem do prze­ja­da­nia się i ostrej sa­mo­kry­tyki. Czuła się źle z wła­sną wagą, ale jesz­cze bar­dziej wy­rzu­cała so­bie to, że stra­ciła sa­mo­kon­trolę. Po­nowne ob­ja­da­nie się było dla niej je­dyną ucieczką od tych okrop­nych emo­cji, na­wet je­śli była to ucieczka krót­ko­trwała.

Po wie­czor­nym prze­je­dze­niu po­tra­fiła obu­dzić się w środku nocy z gar­dłem ści­śnię­tym od wy­rzu­tów su­mie­nia. Od­wra­cała się w łóżku do swo­jego part­nera i py­tała: „Co jest ze mną nie tak?”. Czuła roz­cza­ro­wa­nie samą sobą. Była za­ła­mana. A naj­gor­sze, że nie wi­działa spo­sobu, aby prze­rwać ten cykl.

Ja­cqui by­naj­mniej nie jest od­osob­niona w swo­jej bo­le­snej re­la­cji z je­dze­niem.

W swo­jej prak­tyce psy­chia­trycz­nej spo­ty­kam się z ty­loma róż­nymi ro­dza­jami nie­zdro­wych re­la­cji z je­dze­niem, ilu mam pa­cjen­tów. Wiele z tych osób do tego stop­nia stra­ciło kon­takt ze swoim cia­łem, że nie są na­wet w sta­nie oce­nić, czy są głodne czy zwy­czaj­nie za­ja­dają wła­sne emo­cje. Nie­któ­rzy przy­cho­dzą do mnie, po­nie­waż do­szli do wnio­sku, że jak­kol­wiek by się sta­rali, nie po­tra­fią się oprzeć nie­zdro­wemu je­dze­niu. Inni, gdy za­czną jeść, opy­chają się bez opa­mię­ta­nia. Nie­raz sły­sza­łem od pa­cjen­tów, że zro­bi­liby wszystko, aby na­uczyć się kon­tro­lo­wać swoje „bez­myślne je­dze­nie”. Wi­dy­wa­łem osoby, które nad­zo­ro­wały każdy wkła­dany do ust kęs, punkt je­de­na­sta skru­pu­lat­nie od­li­czały sie­dem mig­da­łów, wa­żyły sa­łatkę z jar­mużu, uni­kały cu­kru jak ognia i tak aż do dzie­więt­na­stej, kiedy otwie­rały paczkę czip­sów i po­chła­niały ją w mgnie­niu oka. U wielu z nich my­śli o je­dze­niu wy­pie­rają nie­mal całą resztę i nie po­zwa­lają im do­strzec tego, a tym bar­dziej cie­szyć się tym, co im się w ży­ciu przy­tra­fia. Nie­któ­rzy pa­cjenci pró­bują so­bie z tym ra­dzić, przyj­mu­jąc su­rowe za­sady – zero oleju, soli, cu­kru, żad­nych fast fo­odów – po czym stwier­dzają, że czują się, jakby żyli w nie­woli, na którą sami sie­bie ska­zali: w nie­woli swo­jej diety.

Choć ich hi­sto­rie róż­nią się w szcze­gó­łach, wszyst­kich tych pa­cjen­tów łą­czy jedno – czują się ze sobą źle. A wła­ści­wie czują się ze sobą okrop­nie. Do­świad­czają ca­łego wa­chla­rza ne­ga­tyw­nych emo­cji – od fru­stra­cji, po­czu­cia winy i roz­draż­nie­nia aż po roz­pacz, od­razę i nie­na­wiść do sie­bie sa­mych.

Cier­pie­nie mo­ich pa­cjen­tów boli rów­nież mnie, jako ich le­ka­rza. Ty­powe rady die­te­tyczne two­rzą złu­dze­nie, ja­koby roz­wią­za­nie było bar­dzo pro­ste – przyj­muj mniej ka­lo­rii. Mam jed­nak pa­cjen­tów, któ­rzy co ty­dzień przy­cho­dzą do mo­jego ga­bi­netu ze swo­imi skru­pu­lat­nie spi­sa­nymi ob­li­cze­niami wszyst­kiego, co zje­dli, oraz tego, jak in­ten­syw­nie ćwi­czyli, i wciąż są rów­nie nie­szczę­śliwi, jak byli wcze­śniej. Prawda bo­wiem jest taka, że u więk­szo­ści osób żadne li­cze­nie ka­lo­rii nie przy­nie­sie po­prawy.

Na stu­diach uczono mnie, że zdrowe od­ży­wia­nie i „kon­trola wagi” to nic in­nego jak utrzy­ma­nie bi­lansu ka­lo­rycz­nego we­dług za­sady CICO (ang. ca­lo­ries in, ca­lo­ries out). Wy­star­czyło więc po­wie­dzieć pa­cjen­tom, że je­śli chcą po­pra­wić swoją re­la­cję z je­dze­niem, po­winni jeść wię­cej wa­rzyw, od­pu­ścić so­bie cia­sto na rzecz do­dat­ko­wej por­cji ćwi­czeń i vo­ilà – schudną. Wy­kła­dowca oznaj­mił to to­nem oczy­wi­sto­ści, jakby cho­dziło o jedną z za­sad dy­na­miki New­tona. Po­stę­puj zgod­nie ze wzo­rem, a wy­niki są gwa­ran­to­wane. Moim pa­cjen­tom nie był za­tem po­trzebny bar­dziej uroz­ma­icony czy le­piej do­pra­co­wany ja­dło­spis. Na­wet ja nie by­łem im po­trzebny. Miał im wy­star­czyć kal­ku­la­tor.

Oka­zało się, że w rze­czy­wi­sto­ści to wszystko nie jest ta­kie pro­ste.

Na po­czątku pracy za­wo­do­wej nie od razu po­tra­fi­łem do­strzec, co spra­wia, że moi pa­cjenci czują się tak kosz­mar­nie. Spo­tka­łem osoby głę­boko cier­piące, po­nie­waż ich pro­blemy z je­dze­niem były rów­nie do­kucz­liwe i de­struk­cyjne jak pro­blemy pa­cjen­tów z in­nymi do­le­gli­wo­ściami, włącz­nie z uza­leż­nie­niem od he­ro­iny, ha­zardu, seksu czy al­ko­holu. Róż­nica po­lega oczy­wi­ście na tym, że o ile pi­cie al­ko­holu i pa­le­nie pa­pie­ro­sów to za­cho­wa­nia do­bro­wolne (przy­naj­mniej po­cząt­kowo), o tyle przyj­mo­wa­nie po­kar­mów jest nam nie­zbędne do ży­cia. Ci pa­cjenci mu­sieli na­uczyć się le­piej so­bie ra­dzić z wła­snymi pro­ble­mami z je­dze­niem.

Zro­bi­łem więc to, co zro­biłby każdy na­uko­wiec – zgłę­bi­łem pro­blem. Za­czą­łem od do­kład­nej ana­lizy stan­dar­do­wych po­staw zwią­za­nych ze zmianą sche­matu ży­wie­nio­wego. Ogra­ni­cza­nie ka­lo­rii, dieta ni­sko­wę­glo­wo­da­nowa, keto – nie­ważne, jaką dietę, trend czy po­radę die­te­ty­ków wzią­łem na ta­pet, oka­zy­wało się, że w więk­szo­ści łą­czyło je jedno: wszystko w nich jest „po­win­no­ścią”. Nie­mal każdy su­ge­ro­wany spo­sób po­stę­po­wa­nia przy­wo­ły­wał spraw­dzoną radę z wy­kładu na mo­jej uczelni: po­winno się jeść mniej ka­lo­rii, po­winno się jeść zdro­wiej i po­winno się wię­cej ćwi­czyć. Tym­cza­sem dla mnie ja­sne było, że moi pa­cjenci już wie­dzą, co po­winni ro­bić, tylko nie po­tra­fią – więc na do­kładkę mają po­czu­cie winy, że nie są w sta­nie prze­strze­gać za­le­ceń swo­ich le­ka­rzy. Co za­tem po­wstrzy­my­wało ich przed ro­bie­niem tego, co – jak do­brze wie­dzieli – ro­bić po­winni?

Wtedy uświa­do­mi­łem so­bie pewną pra­wi­dło­wość (była to pierw­sza z mnó­stwa rze­czy, ja­kich się na­uczy­łem od mo­ich pa­cjen­tów): wielu z nich było nie­za­do­wo­lo­nych nie tylko z wła­snego spo­sobu od­ży­wia­nia się. Źró­dłem ich nie­szczę­ścia było prze­ko­na­nie, że sami spro­wa­dzili na sie­bie ten pro­blem. Było im wstyd i mieli ogromne po­czu­cie winy. Po­dobna re­ak­cja nie wy­stę­po­wała u pa­cjen­tów cier­pią­cych na stany lę­kowe. Kiedy ktoś ma atak pa­niki, od­biera to jak coś, co się mu przy­tra­fia. Z je­dze­niem jest ina­czej. Je­dze­nie po­strze­gamy jako coś, co ro­bimy, a nie­zdrowe na­wyki ży­wie­niowe jako coś, czym sami so­bie szko­dzimy. Kiedy do­świad­czamy pa­niki, to so­bie współ­czu­jemy, lecz gdy mamy nie­zdrową re­la­cję z je­dze­niem, to się osą­dzamy (u wielu osób zresztą to osą­dza­nie sie­bie nie koń­czy się na je­dze­niu). Cza­sami, gdy sche­mat nie­zdro­wego je­dze­nia się utrwali, od­bija się na na­szych cia­łach, co do­dat­kowo na­sila pro­blem. W świe­cie pro­mu­ją­cym szczu­płość i sa­mo­kon­trolę osoby, które no­szą kilka nie­chcia­nych ki­lo­gra­mów, mogą się po­czuć, jakby miały na szyi ta­bliczkę ob­wiesz­cza­jącą ich po­rażkę na obu fron­tach. Na­pis na niej mówi: „Śmiało, osądź mnie: je­stem le­niem i mam ze­rową sa­mo­kon­trolę”. Ten osąd spo­łeczny do­tyka wła­ści­wie wszyst­kich czyn­ni­ków, które mogą utrwa­lać na­wyki ży­wie­niowe: od ge­nów przez traumę, prze­two­rzoną żyw­ność aż po – jak na iro­nię – osądy spo­łeczne, które nam mó­wią, że ko­niecz­nie mu­simy ku­pić X, Y lub Z, bo wła­śnie tego nam bra­kuje do szczę­ścia.

Je­śli wy rów­nież pró­bo­wa­li­ście po­pra­wić swoją re­la­cję z je­dze­niem, to ob­sta­wiam, że już wie­cie, co po­win­ni­ście ro­bić. I po­dob­nie jak moi pa­cjenci praw­do­po­dob­nie ma­cie po­czu­cie klę­ski, gdy tego nie ro­bi­cie lub wam się to nie udaje.

To nie jest wa­sza wina. Nie po­nie­śli­ście klę­ski. Nie je­ste­ście bez­na­dziejni ani słabi, nie ma­cie żad­nej z okrop­nych cech, które so­bie wma­wia­cie, zja­da­jąc ko­lejny kęs, choć wie­cie, że nie po­win­ni­ście. To nie jest wa­sza po­rażka. Nie ma­cie się czego wsty­dzić ani czego so­bie wy­rzu­cać. Za­wiódł sys­tem, który zbu­do­wa­li­śmy. Za­wiódł, po­nie­waż ka­zał wam się sku­piać na nie­wła­ści­wych czyn­ni­kach – sile woli, umiar­ko­wa­niu, sa­mo­kon­troli – za­miast od­nieść się do praw­dzi­wego źró­dła pro­blemu: szko­dli­wych na­wy­ków.

TO NIE TY, TO TWOJE NA­WYKI

Ba­da­nie, które po­mo­gło mi roz­szy­fro­wać cały pro­blem, nie miało bez­po­śred­niego związku z je­dze­niem, ale ujaw­niło, że na­wyki są po­tęż­nym źró­dłem na­szych pro­ble­mów z je­dze­niem.

Je­stem nie tylko psy­chia­trą, ale rów­nież neu­ro­bio­lo­giem. Po­świę­ci­łem de­kady na ba­da­nie, jak i dla­czego kształ­tu­jemy na­wyki i co mo­żemy zro­bić, żeby się ich po­zbyć. Na po­czątku XXI wieku opra­co­wa­łem tre­ning mind­ful­nessu słu­żący za­prze­sta­niu pa­le­nia i jego wy­niki wpra­wiły mnie w osłu­pie­nie. W jed­nym z ba­dań kli­nicz­nych prze­pro­wa­dzo­nych w moim la­bo­ra­to­rium osoby ko­rzy­sta­jące z na­szego pro­gramu rzu­cały pa­le­nie pię­cio­krot­nie sku­tecz­niej niż te, które ko­rzy­stały z te­ra­pii ko­gni­tyw­nej ucho­dzą­cej za „złoty stan­dard” w tej dzie­dzi­nie.

Ten wy­nik oczy­wi­ście ogrom­nie nas ucie­szył, ale też nieco zdu­miał, po­nie­waż przy oka­zji do­ko­na­li­śmy rów­nież za­ska­ku­ją­cego od­kry­cia. Część uczest­ni­ków pi­lo­tażu oznaj­miła, że poza na­wy­kiem pa­le­nia zmie­niła także swoje na­wyki ży­wie­niowe. Zgod­nie z po­pu­lar­nym po­glą­dem po­winni przy­brać na wa­dze, tak jak Ja­cqui, z po­wodu zwięk­szo­nej chęci pod­ja­da­nia (ni­ko­tyna, jak wspo­mnie­li­śmy, ha­muje ape­tyt).

Prze­cięt­nie osoba, która rzuca pa­le­nie, przy­biera od 5 do 7 ki­lo­gra­mów, po­nie­waż lęk, nuda albo nie­po­kój, wy­wo­łu­jące wcze­śniej ochotę na pa­pie­rosa, te­raz ini­cjują wy­cieczkę do kuchni. Tym­cza­sem te­ste­rzy, o któ­rych mó­wię, nie tylko nie przy­tyli, ale jesz­cze schu­dli. Ko­rzy­sta­jąc z pro­gramu dla pa­la­czy. Wy­daje się, że tech­niki, które po­ma­gały im opa­no­wać głód ni­ko­ty­nowy, dzia­łały rów­nież na im­pulsy kie­ru­jące pod­ja­da­niem.

Za­głę­bi­łem się w do­stępne ba­da­nia na te­mat na­wy­ków ży­wie­nio­wych, żeby się do­wie­dzieć, o co w tym może cho­dzić. Oka­zało się, że po­wód, dla któ­rego ob­ser­wo­wa­li­śmy te po­stępy, spro­wa­dza się do pro­stego faktu po­ka­za­nia lu­dziom, że mają moc zmiany wła­snych przy­zwy­cza­jeń. Osoby te nie zmu­szały się do uni­ka­nia okre­ślo­nych po­kar­mów ani po­wstrzy­my­wa­nia się przed pod­ja­da­niem. One zmie­niały całą swoją re­la­cję wzglę­dem je­dze­nia i po­karmu. To od­kry­cie mo­gło się oka­zać prze­ło­mowe. Po de­ka­dach ba­dań po­zna­li­śmy spo­soby na prze­orien­to­wa­nie mó­zgu po­przez zmianę daw­nych na­wy­ków i za­stą­pie­nie ich no­wymi.

Skoro pro­blemy zwią­zane z je­dze­niem dało się przy­po­rząd­ko­wać do ka­te­go­rii za­cho­wań na­wy­ko­wych, to moi pa­cjenci mo­gli te me­tody za­sto­so­wać wo­bec wła­snych na­wy­ków i w ten spo­sób zmie­nić swój spo­sób je­dze­nia, a w kon­se­kwen­cji to, jak się ze sobą czują.

Mo­gli­śmy za po­mocą pro­ce­sów neu­ro­bio­lo­gicz­nych po­ka­zać lu­dziom, jak działa ich umysł i jed­no­cze­śnie jak z nim pra­co­wać, aby prze­ła­mać utrwa­lone sche­maty ży­wie­niowe – od nudy do prze­ja­da­nia się. Lu­dzie mo­gliby się na­uczyć ka­li­bro­wać wła­sny mózg i zmie­niać swój sto­su­nek do je­dze­nia, być może trwale. Mo­gliby prze­ła­mać sche­mat, prze­rwać cykl. Kiedy uczymy się, jak żyć w po­koju z sobą sa­mym, wojna koń­czy się w spo­sób na­tu­ralny.

Wszystko to było ogrom­nie eks­cy­tu­jące.

Ra­zem z moim ze­spo­łem za­czę­li­śmy pra­co­wać nad pro­gra­mem, który prze­pro­wa­dzałby lu­dzi przez pro­ces zmiany na­wy­ków ży­wie­nio­wych. Stwo­rzy­li­śmy apli­ka­cję Eat Ri­ght Now łą­czącą pod­sta­wowy tre­ning zmiany na­wy­ków z dy­na­miką spo­łecz­no­ści in­ter­ne­to­wej. Gdy za­czę­li­śmy te­sto­wać tę apli­ka­cję, wy­niki były za­chę­ca­jące i od­po­wia­dały tym, które uzy­ska­li­śmy wcze­śniej w te­stach z pa­la­czami. Próby pro­wa­dziła dr Ash­ley Ma­son z Uni­wer­sy­tetu Ka­li­for­nij­skiego w San Fran­ci­sco i wy­ka­zała, że uczest­nicy o 40 pro­cent rza­dziej ule­gali za­chcian­kom ro­zu­mia­nym jako im­pul­sywne za­cho­wa­nia ży­wie­niowe. Wy­da­wało się za­tem, że na­sza teo­ria może być praw­dziwa. Nie­ważne, czy osoby się ob­ja­dały, za­ja­dały emo­cje, ja­dły bez­myśl­nie, me­cha­nicz­nie czy po pro­stu za dużo – sku­pie­nie się na tych nie­zdro­wych na­wy­kach po­ma­gało im po­dejść do nich wła­śnie jak do na­wy­ków i prze­rwać cykl.

W do­datku zmiany się­gały głę­biej niż tylko sa­mego spo­sobu od­ży­wia­nia. Pro­gram zmie­niał rów­nież to, jak lu­dzie się czuli – nie tylko w kon­tek­ście tego, jak je­dzą, ale rów­nież tego, jak sami sie­bie po­strze­gają. Osoby, które ca­łymi de­ka­dami czuły, że ich ży­cie jest pod­po­rząd­ko­wane je­dze­niu, nie mu­siały już ze sobą wal­czyć, aby jeść zdro­wiej. Za­miast usil­nie sta­rać się uni­kać okre­ślo­nych pro­duk­tów, po­tra­fiły zjeść ich aku­rat tyle, ile po­trze­bują, i na tym po­prze­stać. Je­den z pa­cjen­tów stwier­dził: „Czuję się, jak­bym od­zy­skał wła­sne ży­cie”. Ci lu­dzie prze­bu­do­wy­wali swoją re­la­cję z je­dze­niem i koń­czyli wojnę z sa­mymi sobą.

Ob­ser­wo­wa­nie, jak moi pa­cjenci zmie­niają na­wyki, da­wało ogromną sa­tys­fak­cję, ale do­piero zmiana w ich sa­mo­po­czu­ciu uświa­do­miła mi, że mu­szę na­pi­sać tę książkę. Nie­któ­rzy prze­stali się ob­ja­dać. Inni tra­cili zbędne ki­lo­gramy, co po­pra­wiało ich kon­dy­cję fi­zyczną. Jesz­cze inni po­rzu­cali bez­ce­lowe re­stryk­cyjne diety, które przy­spa­rzały im wiel­kiego cier­pie­nia. Naj­waż­niej­szy jed­nak był fakt, że lu­dzie ko­rzy­sta­jący z tego pro­gramu od­zy­ski­wali po­czu­cie spraw­czo­ści w miej­sce bez­na­dziei, a ni­ską sa­mo­ocenę za­stę­po­wali życz­li­wo­ścią dla sa­mych sie­bie. Nie tylko za­częli bar­dziej kon­tro­lo­wać wła­sne ży­cie, ale zwy­czaj­nie stali się szczę­śliwsi.

OD­WRA­CA­NIE NA­WY­KÓW ŻY­WIE­NIO­WYCH

W tej książce, ko­rzy­sta­jąc ze wszyst­kiego, czego się do­wie­dzia­łem po 20 la­tach ba­da­nia me­cha­ni­zmów zmiany na­wy­ków, za­mie­rzam wam po­ka­zać, jak po­rzu­cić szko­dliwe na­wyki i wy­kształ­cić nowe, po­mocne. Za­uwa­ży­li­ście pew­nie, że uni­kam okre­śle­nia „złe na­wyki”. Nie je­stem wiel­kim fa­nem no­men­kla­tury war­to­ściu­ją­cej typu zły/do­bry, po­nie­waż to ona każe nam się chwa­lić albo ob­wi­niać za coś, co na­sze mó­zgi ro­bią na pod­sta­wo­wym po­zio­mie dzia­ła­nia, od­po­wia­da­ją­cym za prze­trwa­nie. Dla­tego jedną z pierw­szych zmian, o ja­kie będę was pro­sił, jest uży­wa­nie słów „po­mocny” i „szko­dliwy” za­miast „do­bry” i „zły”.

Na­szym ce­lem nie jest utrata wagi – chyba że tego wła­śnie chce­cie. Plan, który znaj­dzie­cie w tej książce, ma słu­żyć uwol­nie­niu was z wię­zie­nia nie­ustan­nych my­śli o je­dze­niu, aby­ście po­czuli, że ma­cie kon­trolę nad tym, co je­cie, a nie, że to, co je­cie, kon­tro­luje was. Klu­czowe jest to, że osią­ga­cie to bez nie­usta­ją­cego, wy­czer­pu­ją­cego i w osta­tecz­nym roz­ra­chunku próż­nego wy­siłku, żeby prze­ła­mać na­wyk siłą woli. Może się to wy­da­wać nie­osią­galne, ale gdy się do­wie­cie, jak działa wasz mózg, do­wie­cie się rów­nież, jak z nim współ­pra­co­wać, aby zmie­nić swoje na­wyki w spo­sób, który ha­sło „kon­trola” czyni prze­sta­rza­łym i nie­istot­nym.

Dzięki sil­nemu po­łą­cze­niu na­uko­wej wie­dzy o zmia­nie na­wy­ków i tre­ningu mind­ful­nessu na­uczy­cie się wy­ko­rzy­sty­wać wła­sny mózg do uzdra­wia­nia re­la­cji z sa­mymi sobą. Je­ste­ście na dro­dze do życz­li­wo­ści dla sa­mego sie­bie, która po­może wam prze­rwać za­klęty krąg za­ja­da­nia emo­cji i wstydu. A je­śli chce­cie je­dy­nie uwol­nić się od pew­nych za­ko­rze­nio­nych na­wy­ków zwią­za­nych z je­dze­niem, to rów­nież znaj­dzie­cie tu po­moc.

JAK ZBU­DO­WANA JEST TA KSIĄŻKA

W pierw­szych trzech roz­dzia­łach przyj­rzymy się, w jaki spo­sób nasz mózg two­rzy na­wyki, dla­czego tak trudno się od nich uwol­nić i co mu­simy wie­dzieć o mó­zgu, żeby nam się to udało. Reszta książki to 21-dniowe wy­zwa­nie, przez które prze­pro­wa­dzę was krok po kroku. Jest to pro­gram, który po­może wam zmie­nić na­wyki ży­wie­niowe we współ­pracy z tym wszech­moc­nym na­rzą­dem od­po­wie­dzial­nym za zdrowe od­ży­wia­nie, a nie wbrew niemu. (Uśmie­cham się na wspo­mnie­nie jed­nej z pa­cjen­tek i uczest­ni­czek tego pro­gramu, która pro­mie­nie­jąc z ra­do­ści, opo­wia­dała, o ile ła­twiej jest współ­pra­co­wać z mó­zgiem). Wy­zwa­nie składa się z trzech czę­ści opar­tych na wy­ni­kach mo­ich ba­dań, które ujaw­niły za­ska­ku­jąco spójny po­stęp w zmia­nie za­cho­wa­nia: 1. roz­po­zna­nie sche­ma­tów ży­wie­nio­wych; 2. za­kłó­ce­nie ich przy uży­ciu świa­do­mo­ści (nie siły woli); wresz­cie: 3. wy­ko­rzy­sta­nie po­ten­cjału wła­snego mó­zgu do wyj­ścia ze sta­rych na­wy­ków i wej­ścia w nowe, które nas wspie­rają men­tal­nie i fi­zycz­nie.

Przed­sta­wię wam po­parte na­ukowo spo­soby kształ­to­wa­nia no­wych, zdrow­szych na­wy­ków, sta­no­wiące pod­stawę prak­tyk ta­kich jak je­dze­nie uważne i je­dze­nie in­tu­icyjne. Na przy­kła­dzie tych po­staw prze­ko­na­cie się, jak nie­by­wale sil­nym na­rzę­dziem jest uważ­ność. A kiedy mó­wię, że są to spo­soby zwe­ry­fi­ko­wane na­ukowo, cho­dzi mi o to, że prze­te­sto­wa­li­śmy je w moim la­bo­ra­to­rium, a nie że są je­dy­nie oparte na cu­dzych ba­da­niach czy ra­por­tach, które prze­czy­ta­łem i te­raz stresz­czam wam w książce. W miarę jak prze­sta­nie­cie ob­se­syj­nie my­śleć o je­dze­niu, może się oka­zać, że sta­nie­cie się bar­dziej obecni w po­zo­sta­łych sfe­rach wła­snego ży­cia.

Tu kilka słów o tym, dla kogo nie jest prze­zna­czona ta książka. Je­śli cier­pi­cie na po­ważne za­bu­rze­nia od­ży­wia­nia, jak ano­rek­sja czy bu­li­mia, to nie­stety ta książka wam nie po­może. Go­rąco was na­ma­wiam, aby­ście się zgło­sili do swo­jego le­ka­rza lub te­ra­peuty, któ­rzy mogą wam udzie­lić wspar­cia[1].

Przez cały czas będę się po­wo­ły­wał na przy­kłady z mo­jej prak­tyki kli­nicz­nej, wy­niki mo­ich ba­dań oraz ko­men­ta­rze użyt­kow­ni­ków pro­gramu Eat Ri­ght Now po­twier­dza­jące to, co zwe­ry­fi­ko­wa­łem na­ukowo – a ra­czej co po­twier­dziła mi na­uka. (I bez obaw, nie za­mie­rzam pró­bo­wać sprze­dać wam apli­ka­cji. Wszystko, co po­trzebne, znaj­dzie­cie w tej książce).

Mo­żemy zro­bić z je­dze­nia źró­dło tro­ski o sie­bie i swoje zdro­wie, przy­jem­ność, a także oka­zję do spo­tka­nia z in­nymi, za­miast trak­to­wać je jak test wła­snego cha­rak­teru. Ta książka ma je­den cel: zmie­nić wa­szą re­la­cję z je­dze­niem. Po jej prze­czy­ta­niu bę­dzie­cie wie­dzieli, jak działa wasz mózg i jak z nim współ­pra­co­wać. Po­now­nie na­wią­że­cie kon­takt ze swoim cia­łem i na­uczy­cie się ko­rzy­stać z jego nie­wy­czer­pa­nych za­pa­sów mą­dro­ści. Je­dze­nie prze­sta­nie wami rzą­dzić i zrobi miej­sce dla reszty wa­szego ży­cia. Wojna się skoń­czy, na­sta­nie czas po­koju.

Za­czy­namy.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PRZY­PISY

[1] https://www.na­tio­na­le­ating­di­sor­ders.org/.
Ty­tuł ory­gi­nałuTHE HUN­GER HA­BIT. WHY WE EAT WHEN WE’RE NOT HUN­GRY AND HOW TO STOP
Przy­go­to­wa­nie okładki do drukuKa­ro­lina Że­la­ziń­ska-So­biech
Pro­jekt okładkiJess Mor­phew
Zdję­cie na okładceDa­ria­Ren / Shut­ter­stock
Re­dak­tor pro­wa­dzącyDo­mi­nik Lesz­czyń­ski
Re­dak­cja i in­deksMa­rek Szpa­now­ski
Ko­rektaAlek­san­dra Mar­czuk-Ra­do­szekTe­resa Zie­liń­ska
Co­py­ri­ght © 2024 by Jud­son A. Bre­wer This edi­tion pu­bli­shed by ar­ran­ge­ment with Avery, an im­print of Pen­guin Pu­bli­shing Group, a di­vi­sion of Pen­guin Ran­dom Ho­use LLC. Co­py­ri­ght © for the Po­lish trans­la­tion by Edyta Stęp­kow­ska, 2025 Co­py­ri­ght © by Wielka Li­tera Sp. z o.o., War­szawa 2025
In­for­ma­cje za­warte w tej książce nie są pro­fe­sjo­nalną po­radą skie­ro­waną do in­dy­wi­du­al­nego czy­tel­nika. Opi­sane tu po­my­sły, pro­ce­dury i su­ge­stie nie za­stą­pią kon­sul­ta­cji le­kar­skiej ani te­ra­pii. Au­tor oraz wy­dawca nie po­no­szą od­po­wie­dzial­no­ści za bez­po­śred­nie lub po­śred­nie szkody wy­ni­kłe z wy­ko­rzy­sta­nia przez ko­go­kol­wiek ma­te­riału za­war­tego w tej książce.
ISBN 978-83-8360-190-8
Wielka Li­tera Sp. z o.o. ul. Wiert­ni­cza 36 02-952 War­szawa
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.