Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł
W ośmiu opowiadaniach zawartych w tym tomie komisarz Montalbano zmaga się z przestępstwami rozmaitego typu, nie tylko z morderstwami, ale także z tajemniczym pożarem w hotelu czy ze złodziejem dżentelmenem. Przez karty książki przewijają się wszyscy bohaterowie znani i lubiani z cyklu powieści - gapowaty Catarella, uwodzicielski komisarz Augello, wieczna narzeczona Livia i wierna gosposia Adelina - tyle że tak jak sam główny bohater, młodsi, bardziej optymistyczni, pełni energii i pomysłów.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 259
Pokój numer 2
1
Gawędzili sobie niezobowiązująco na werandzie, kiedy Livia powiedziała nagle coś, co bardzo Montalbana zaskoczyło:
– Kiedy będziesz stary, zrobisz się gorszy od kota rutyniarza.
– Dlaczego? – spytał komisarz, skonfundowany, a może także trochę zirytowany, bo nie lubił myśleć o starości.
– Nie zdajesz sobie sprawy, jak jesteś okropnie pedantyczny i uporządkowany. Jeśli coś nie znajduje się na swoim zwykłym miejscu, od razu czujesz się wytrącony z równowagi. Wprawia cię to w zły nastrój.
– Też coś!
– Nie dostrzegasz tego, ale tak jest. W restauracji u Calogera zawsze siadasz przy tym samym stoliku. A kiedy idziesz jeść gdzieś indziej, wybierasz zawsze restaurację na zachodzie.
– Na zachodzie od czego?
– Od Vigaty, nie udawaj, że nie rozumiesz. Montereale, Fiacca... nigdy nie jedziesz do Montelusy czy do Feli... chociaż tam też są niezłe knajpy. Słyszałam na przykład, że w San Vito, tam gdzie jest plaża Montelusy, znajdują się co najmniej dwie restauracje, które...
– Powiedzieli ci, jak się nazywają?
– Tak. Jedna Kotwica, druga Patelnia.
– Ty którą byś wybrała?
– Tak na wyczucie, chyba Patelnię.
– Dzisiaj wieczorem cię tam zawiozę – uciął komisarz.
Ku wielkiej radości Montalbana, jedzenie okazało się tak podłe, że i psy by nim pogardziły. Lokal chlubił się swoim wyborem smażonych ryb. Montalbano nabrał jednak podejrzeń, że do ich usmażenia użyto oleju napędowego, a same ryby nie były chrupiące, jak należało, tylko wodniste i rozmiękczone, jak gdyby przygotowano je poprzedniego dnia. A ponieważ Livia przyznała się do popełnionego błędu i wykazała stosowną skruchę, komisarz mógł zbyć całą sprawę śmiechem. Po kolacji oboje poczuli, że muszą koniecznie opłukać podniebienie i poszli do baru na samym brzegu morza. On wziął whisky, ona dżin z tonikiem.
A w drodze powrotnej do Vigaty Montalbano postanowił pokazać Livii, że nie jest takim miłośnikiem rutyny, za jakiego ona go uważa, i pojechał trasą inną niż zwykle. Dotarł do pierwszych budynków w górnej części miasteczka, skąd rozciągał się widok na port i gładką taflę morza, w której odbijał się sierp księżyca.
– Jak tu pięknie! Zatrzymajmy się na chwilę – poprosiła Livia.
Wysiedli, komisarz zapalił papierosa.
Dopiero co minęła północ i oświetlony rzęsiście statek pocztowy na Lampedusę wykonywał manewr wypłynięcia z portu. Na horyzoncie połyskiwało kilka świateł.
Zaraz za plecami komisarza i Livii znajdował się, nieco oddalony od innych budynków, stary i mocno podupadły trzypiętrowy gmach. Na odrapanej fasadzie błyszczał neonowy napis: Hotel Panorama. Drzwi wejściowe były zamknięte, spóźnieni goście musieli dzwonić, żeby ich wpuszczono.
Livia, oczarowana ciepłą i jasną nocą, chciała, aby poczekali, aż statek pocztowy wypłynie na pełne morze.
– Czuję smród spalenizny – stwierdziła, kiedy już wracali do samochodu.
– Ja też – powiedział komisarz.
W tej samej chwili drzwi wejściowe hotelu otworzyły się gwałtownie, a jakiś głos w środku zaczął wołać:
– Pali się! Pali się! Wszyscy na zewnątrz! Szybko!
– Zostań tutaj – polecił Livii Montalbano, a sam rzucił się w kierunku wejścia do hotelu.
Wydało mu się, że gdzieś w oddali słyszy odgłos ruszającego szybko samochodu.
Gdy tylko znalazł się w wąskim i małym hallu wejściowym, przez kłęby dymu dostrzegł w głębi krótkiego korytarza szybko rozszerzające się języki ognia. U stóp schodów, pośrodku hallu stał jakiś mężczyzna w slipkach i podkoszulku, wrzeszcząc:
– Wychodźcie! Szybko! Wszyscy na zewnątrz!
Po schodach zaczęli zbiegać ludzie, klnąc po drodze, niektórzy tylko w slipkach, inni w piżamach, z butami i ubraniami w ręku. Najpierw trzech, potem dwóch kolejnych, wreszcie ostatni, który zdążył się ubrać i miał ze sobą neseser. Nie było wśród nich ani jednej kobiety.
Mężczyzna u stóp schodów, mocno już starszawy, także odwrócił się, aby opuścić budynek, i wtedy zobaczył komisarza.
– Niech pan wychodzi!
– Kim pan jest?
– Właścicielem.
– Wszyscy goście są bezpieczni?
– Tak, wyszli wszyscy.
– Wezwał pan straż pożarną?
– Tak.
W tej samej chwili zgasło światło.
Na zewnątrz zebrało się ze dwadzieścia osób, które wybiegły z pobliskich domów i krzyczały wniebogłosy.
– Zabierz mnie stąd – poprosiła wytrącona z równowagi Livia.
– Wszyscy zdążyli wyjść – starał się ją uspokoić komisarz.
– To dobrze. Ale boję się pożarów.
– Poczekajmy na przyjazd strażaków – powiedział Montalbano.
Następnego ranka pojechał do komisariatu dłuższą drogą, tą, która prowadziła przez górną część miejscowości. Naszła go tyleż niespodziewana, ile nieprzeparta ciekawość, jaki koniec stał się udziałem starego hotelu. Ponieważ straż pożarna dojechała na miejsce późno, a akcja gaszenia płomieni zajęła dużo czasu, wnętrze gmachu było zupełnie spustoszone, wszystko spłonęło. Zostały tylko osmalone mury zewnętrzne, z ziejącymi dziurami w miejsce okien. W środku pracowało jeszcze kilku strażaków. Cały gmach otoczono barierkami, a czterech policjantów trzymało na odległość ciekawskich. Montalbano popatrzył na gapiów z niechęcią, nie znosił tej turystyki nieszczęść, ludzi oglądających miejsce katastrofy czy zbrodni. Gdyby w wyniku pożaru ktoś zginął, tłum byłby na pewno ze trzy razy większy.
W powietrzu czuć jeszcze było swąd spalenizny. Komisarza ogarnęła głęboka melancholia i odjechał w pośpiechu.
Parkował przed komisariatem, kiedy zobaczył wybiegającego stamtąd Augella.
– Dokąd idziesz?
– Zadzwonił do mnie szef brygady strażackiej, która gasiła dziś w nocy pożar...
– Wiem wszystko.
– Mówi, że to na pewno podpalenie.
– Kiedy wrócisz, wpadnij do mnie i zdaj mi relację.
Opowiedział Faziowi, jak to się stało, że tej nocy znalazł się z Livią przed hotelem właśnie wtedy, gdy zaczął się pożar, i widział ucieczkę sześciu klientów.
– Znasz właściciela?
– Pewnie. Nazywa się Aurelio Ciulla, to przyjaciel mojego ojca.
– Ma z niego jakiś dochód?
– Panie komisarzu, Ciulla nic na tym nie zarabia. Ten hotel istnieje dzięki dotacjom i pomocy gminy, regionu...
– To czemu go nie zamknął?
– Ma prawie siedemdziesiąt lat, przywiązał się do miejsca, jeśli zamknie hotel, co będzie robił, z czego żył?
– Strażacy twierdzą, że to podpalenie. Myślisz, że to mógł zrobić sam Ciulla?
– Czy ja wiem? Wydaje mi się, że to uczciwy człowiek, nigdy nie miał kłopotów z prawem, jest wdowcem, nie zadaje się z kobietami, nie ma nałogów, ale może w przypływie desperacji...
Mimì Augello wrócił dwie godziny później, porządnie wkurzony.
– Zawracanie dupy! Ten szef strażaków nawijał bez przerwy, ale w sumie nie był pewien, czy to naprawdę podpalenie...
Nakładem wydawnictwa Noir sur Blanc ukazały się następujące utwory Andrei Camilleriego:
KSZTAŁT WODY2007
PIES Z TERAKOTY2007
ZŁODZIEJ KANAPEK2007
ZNIKNIĘCIE PATÒ2004
GŁOS SKRZYPIEC2008
MIESIĄC Z KOMISARZEM MONTALBANO2008
POMARAŃCZKI KOMISARZA MONTALBANO2009
WYCIECZKA DO TINDARI2007
ZAPACH NOCY2008
PIWOWAR Z PRESTON2008
OBIETNICA KOMISARZA MONTALBANO2009
KOLOR SŁOŃCA2009
CIERPLIWOŚĆ PAJĄKA2010
PENSJONAT „EWA”2010
PAPIEROWY KSIĘŻYC2011
SZARY KOSTIUM2011
SIERPNIOWY ŻAR2012
SKRZYDŁA SFINKSA2013
SEZON ŁOWIECKI2014
POLE GARNCARZA2014
WIEK WĄTPLIWOŚCI2015