Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Pewnego dnia w Jaskini Mylnej dochodzi do niewytłumaczalnego zdarzenia. W trakcie oprowadzania wycieczki w niewyjaśnionych okolicznościach znika licencjonowana przewodniczka tatrzańska Elżbieta Karaś. Zdezorientowani turyści sami opuszczają jaskinię, sprawa trafia na policję. Jednak nikt nie potrafi wyjaśnić, co mogło się stać, a śledztwo z dnia na dzień komplikuje się coraz bardziej.
Seria TAJEMNICE TRZECH SZCZYTÓW przedstawia niepokojące zdarzenia kryminalne, do których dochodzi w górach. Czy konkluzje policyjnych śledczych są zgodne z rzeczywistym przebiegiem zdarzeń? Tylko góry wiedza, jak było naprawdę. A one pilnie strzegą swoich tajemnic…
Krzysztof Bochus – pisarz, dziennikarz i wykładowca akademicki. Autor między innymi bestsellerowej serii kryminałów retro o radcy Christianie Abellu oraz dwóch cykli współczesnych thrillerów o redaktorze Adamie Bergu oraz detektywie Marku Smudze. Prywatnie pasjonat historii, sztuki i dziejów Pomorza.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 76
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Krzysztof Bochus
Tajemnica Jaskini Mylnej
Tom 3Tajemnice Trzech Szczytów
LIND & CO
LIND & CO
@lindcopl
e-mail: [email protected]
Tytuł oryginału:
Tajemnica Jaskini Mylnej
Tom 3 - Tajemnice Trzech Szczytów
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Książka ani jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden inny sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Wydawnictwa Lind&Co Polska sp. z o o.
Wydanie I, 2025
Projekt okładki: Studio Karandasz
Grafiki na okładce:
chernikovatv, Евгения Рубцова, Yeti Studio //Adobe Stock
Copyright © dla tej edycji:
Wydawnictwo Lind&Co Polska sp. z o o, Gdańsk, 2025
ISBN 978-83-67978-56-9
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
Góry są pełne tajemnic. Niektóre z tych sekretów nigdy nie wychodzą na jaw.
I tylko góry wiedzą, jak było naprawdę.
TERAZ
Jaskinia Mylna, Dolina Kościeliska, Tatry
Popołudnie 23 września 2021 roku
Reporterka z niepokojem spojrzała w niebo. Pociemniało. Wiatr wściekle targał wierzchołkami drzew, przyginając ich czubki ku ziemi. Jakaś zerwana markiza sklepowa szybowała po niebie jak latawiec. To były Tatry, góry równie piękne, co groźne i nieprzewidywalne. Chwyciła mocniej za mikrofon i dopiero wtedy spojrzała na kamerzystę.
Ten wyczekał sekundę i machnięciem ręki dał jej znak.
– Proszę państwa, znajdujemy się w Dolinie Kościeliskiej, w masywie Raptawickiej Turni, przed południowym wejściem do Jaskini Mylnej – kobieta rozpoczęła relację na żywo. – To miejsce okryte aurą tajemniczości, jedna z najciekawszych podziemnych atrakcji w Tatrach. Podobno nie cieszy się tak wielką popularnością, jak na przykład Jaskinia Mroźna, a docierają tu przede wszystkim amatorzy mocniejszych wrażeń. W środku nie ma bowiem żadnego oświetlenia. Jest też mokro, wilgotno i błotniście. Eksplorację podziemi utrudnia też plątanina korytarzy, które wyjaśniają genezę nazwy Jaskini Mylnej. Być może wskutek ostatnich dramatycznych wydarzeń zyska ona jeszcze jedno wytłumaczenie.
Reporterka urwała na chwilę, a kamerzysta zaserwował telewidzom długi najazd na wejście do jaskini. Przegradzała je żółta taśma z napisem „zakaz wstępu”.
– W dniu dzisiejszym w godzinach przedpołudniowych w jaskini doszło do niewytłumaczalnego zdarzenia. W trakcie oprowadzania grupy zwiedzających zniknęła bez śladu Elżbieta Karaś, lat czterdzieści siedem, licencjonowana przewodniczka tatrzańska. Pozostawieni samym sobie zwiedzający wpadli w panikę, jedna osoba zemdlała. Tylko dzięki szybkiej reakcji z zewnątrz nie doszło do tragedii i sytuacja została opanowana, a turyści wyprowadzeni. To sprawa bez precedensu, ponieważ do obowiązków przewodników, zwłaszcza oprowadzających turystów po rozgałęzionych korytarzach podziemia, należy dbałość o bezpieczeństwo grupy. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby w długoletniej historii koła przewodników tatrzańskich któryś z jego członków samowolnie porzucił grupę pod ziemią, przed ukończeniem zwiedzania. Nic dziwnego, że sytuacja ta zbulwersowała wielu ludzi, stała się przedmiotem rozmów w sklepach, na stokach i na zakopiańskiej ulicy. Oddajmy jednak najpierw głos przedstawicielowi koła.
– Nie potrafimy wyjaśnić tego, co się stało. – Na ekranie pojawił się szpakowaty mężczyzna w norweskim swetrze. Widać było, że czuje się przed kamerą nieswojo. – Ale na pewno nie stało się nic dobrego. Nie wierzę w samowolne porzucenie grupy przez naszą koleżankę. Pracowała z nami od kilku lat, zawsze cechowała ją dyscyplina i odpowiedzialność za bezpieczeństwo powierzonych jej ludzi. W jaskini musiało dojść do jakiegoś nieprzewidzianego, niezrozumiałego dla nas zdarzenia.
– Co pan ma na myśli? – padło pytanie dziennikarki z offu. – Przecież jaskinię przeszukano już dwukrotnie, za drugim razem z udziałem policji. Nie odnaleziono Elżbiety Karaś ani żywej, ani martwej.
– Powtórzę, na pewno poznamy racjonalne wytłumaczenie – mężczyzna zacinając się, wolno cedził słowa.
– Ale nie dzisiaj?
– Na to jest jeszcze za wcześnie. Chciałem tylko podkreślić, że ta niespodziewana sytuacja na szczęście nie odbiła się na bezpieczeństwie grupy. Wszyscy, po początkowym zamieszaniu, wydostali się na zewnątrz.
– Jedna osoba zemdlała. Były objawy paniki wśród uwiezionych w podziemnych korytarzach.
– Wyrażam ubolewanie z tego powodu i przepraszam wszystkich poszkodowanych tą sytuacją, ale powtarzam, nikomu na szczęście nic się nie stało. Teraz wszystko w rękach policji i właściwych służb. Jako koledzy z pracy bardzo przeżywamy zniknięcie Elżbiety. Mamy nadzieję, że wszystko się dobrze skończy.
– Na pewno macie państwo na podorędziu jakieś najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie tej sytuacji.
– Rzecz w tym, że nie mamy. Być może niedokładnie przeszukano wszystkie podziemne korytarze. Niektóre są tak wąskie, że trzeba się w nich poruszać na kolanach. Być może przewodniczka zasłabła, utknęła w trudno dostępnym miejscu. Ale to tylko domysły i ze zrozumiałych powodów nie chciałbym w nie brnąć. To tyle. Odsyłam do oficjalnych komunikatów.
– Jak państwo słyszeli, sytuacja jest naprawdę niecodzienna. – Na wizji znowu ukazała się reporterka. – Przewodniczka na pewno weszła wraz z dwudziestoosobową grupą do Jaskini Mylnej, ale w pewnym momencie, mniej więcej po czterdziestu minutach, zniknęła i nikt nie jest w stanie wyjaśnić, co się z nią stało. Wszystko wskazuje na to, że nie opuściła jaskini. Sądząc po liczbie sprzedanych biletów, liczba osób, które weszły do jaskini i ją opuściły po tym zdarzeniu, jest taka sama. Oczywiście, nie uwzględniając Elżbiety Karaś. Czekamy na dalsze ustalenia służb w tej bulwersującej sprawie. Dla „Faktów” spod Jaskini Mylnej w Tatrach relacjonowała Dorota Mazur.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji