Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Tajemniczy Wirus atakuje jedno z warszawskich kasyn. Szybko opanowuje urządzenia elektryczne i podporządkowuje je własnym celom.
Początkowo nikt nie zdaje sobie sprawy z jego obecności, lecz mordercze skłonności Wirusa nie pozwolą mu długo pozostawać w ukryciu.
Pogrążony w wiecznym głodzie byt rusza na łowy i nie cofnie się przed niczym. Za pomocą przejętych maszyn Wirus sieje wewnątrz kasyna spustoszenie i śmierć.
Czy pracownicy oraz uzależnieni od hazardu klienci stawią czoła zagrożeniu, którego nie widać? Czy takiego przeciwnika w ogóle można pokonać?
Fikcyjna historia, oparta na prawdziwych wydarzeniach, spisana przez krupiera z zawodu.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 256
Rok wydania: 2024
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wirus hazardu ® Łukasz Rzadkowski
Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub
odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środowiskach
masowego przekazu wymaga pisemnej zgody twórcy.
Wydanie pierwsze
Warszawa 2024
ISBN E-BOOK: 978-83-97308-91-6
Wydane za pośrednictwem EmKa
Redakcja: Dagmara Adwentowska
Korekta: Katarzyna Szewioła-Nagel
Projekt graficzny okładki: Joanna Halerz
Ilustracje: Katarzyna Szewioła-Nagel
Skład: Marcin Halski
Werjsa papierowa dostępna na:
www.iminfected.pl
Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy fakt, że właśnie trzymasz w ręku moją książkę. Bardzo dziękuję za zaufanie i chęć poznania fragmentu świata, którego jestem częścią. Czułbym się jednak niekomfortowo, nie wprowadzając Cię najpierw w to, co przeczytasz niebawem. Musisz wiedzieć, że ta powieść to horror ekstremalny, a więc będzie krwawo, brutalnie i bezlitośnie – dla wszystkich bohaterów tej historii. Może należysz do osób, które źle reagują na tego typu wątki i sceny. Dlatego uczciwie ostrzegam: na pewno je tutaj znajdziesz.
Zdradzę Ci kilka informacji, które możesz potraktować jako swoiste ciekawostki. Z zawodu jestem krupierem, a książka ta traktuje o kasynie, czyli moim miejscu pracy. Absolutnie wszystko to, co przelałem na jej strony, zdarzyło się naprawdę. Może poza scenami morderstw… Chociaż kto wie?
W większości przypadków sam byłem świadkiem opisywanych incydentów lub poznałem je z opowieści innych ludzi z branży. Kasyno to dziwne miejsce, w którym roi się od inspiracji na książkę. Jeden ze znajomych autorów powiedział kiedyś, że życie pisze najlepsze historie, wystarczy siąść i je spisać. Poszedłem za tą wskazówką, a efekt mojej pracy właśnie masz w ręku.
Podczas lektury natraficie na wiele sytuacji żywcem wziętych z codziennej pracy branży, choć celowo nagiąłem pewne elementy na potrzeby fabuły. Bohaterów w większości wzorowałem na prawdziwych pracownikach i gościach, jednak imiona, nazwiska i pseudonimy zostały zmyślone. Dotyczy to wszystkich oprócz kilku osób, które zgodziły się wziąć udział w tej szalonej przygodzie, za co jestem im bardzo wdzięczny.
Na koniec czuję się zobowiązany ostrzec Cię przez ryzykiem, jakie niesie ze sobą uzależnienie od hazardu. To choroba i nie można jej lekceważyć. Jeżeli Ty lub ktoś z Twoich bliskich czuje zbyt silny pociąg do gier hazardowych – reaguj! Jest wiele możliwości wyjścia z nałogu, lecz trzeba wykonać pierwszy krok.
Tyle ode mnie. Pozostawiam Cię teraz sam na sam z moją książką. Trzymam mocno kciuki, by ta znajomość była intensywna i niezapomniana!
godzina 06:52
Ostatni dzień każdego miesiąca różnił się od innych. Tylko wtedy drzwi kasyna zamykały się dla graczy i gości przybytku. W tym dniu nie liczył się stan konta ani przychylność dyrekcji wobec poszczególnych osób. Przed godziną piątą rano wszyscy mieli opuścić dom hazardu. Oczywiście za każdym razem musiał trafić się ktoś, kto za wszelką cenę próbował przechytrzyć pracowników, zamykając się w łazience lub ukrywając się za maszynami w odległych zakamarkach lokalu. Ostatecznie przebiegły – we własnym mniemaniu – delikwent i tak zostawał odkryty, a następnie ruszał ku wyjściu wraz z tłumem pozostałych graczy. Kiedy za ostatnim z gości zamykały się drzwi, wewnątrz pozostawała jedynie obsługa kasyna.
– Ja pierdolę.
– No.
Dwie panie sprzątające, do których zadań należało przywrócenie sali do porządku, zaklęły, po czym zaniemówiły. Kasyno zawsze było miejscem specyficznym, które kiedyś przyciągało wyłącznie społeczną elitę. Teraz wysokie niegdyś standardy stały się historią. Sposób, w jaki zachowywała się większość gości, wprawiłby w zdumienie nawet najgorszych złoczyńców tego świata.
– Czy ja dobrze widzę?
– Dokładnie tak.
Na jednym z krzeseł przy maszynie do gry zasychała brązowa breja, a unoszący się wokół zapach dobitnie sugerował z czym miały do czynienia.
– To gówno. – Swietłana niby widziała i czuła, ale nie mogła uwierzyć własnym oczom i nozdrzom. – Ktoś się zesrał na środku sali.
– Żeby to pierwszy raz. – Jej koleżanka, Danuta, widziała już w tej pracy niejedno i zachowywała stoicki spokój.
– Chyba tego nie sprzątamy? – zapytała Ukrainka.
Danuta dobrze wiedziała, że i tak będą musiały, ale jej koleżanka po prostu musi wyrzucić z siebie całą frustrację.
Swietłana pracowała tu od niedawna, dlatego tego typu znaleziska wciąż robiły na niej wrażenie. Polska miała być dla niej ucieczką od wyzysku w jej rodzinnym kraju, ale takie widoki skłaniały ją do rozważań o powrocie na Ukrainę.
Wielu klientów, z nadmiaru emocji lub przez celowe unikanie skorzystania z toalety, po prostu nie wytrzymuje i wypróżnia się w miejscu, w którym obecnie siedzi lub stoi. Można to zrzucić na wiek i źle funkcjonujący organizm, ale w większości przypadków ludzie po prostu nie potrafią oderwać się od rozgrywki choćby na chwilę. Nie wtedy, kiedy stawką są ich pieniądze. Uzależnienie od hazardu to straszna rzecz – pomyślała Danuta i wzięła się do czyszczenia. Po przepracowaniu dwudziestu lat w tego typu miejscach nabyła odporności na takie incydenty. Z początku też robiło to na niej wrażenie, lecz obecnie zastanawiała się już tylko nad tym, jakiego środka czystości użyć, by na krześle nie został nawet ślad.
– Upokarzające – Swietłana po chwili opanowała się i zwalczyła obrzydzenie. Założyła gumowe rękawiczki i dołączyła do koleżanki.
W tym samym czasie pozostali pracownicy dwoili się i troili, by rozliczyć kasyno na czas. Każdy modlił się w duchu, by po drodze nie trafił się żaden problem. Te zaś zdarzały się nad wyraz często.
Otworzony w samym centrum Warszawy, zaledwie pół roku temu, dom hazardu okazał się istną kopalnią złota. Mimo to niedociągnięcia związane ze zbyt szybką inauguracją przybytku cały czas rodziły coraz to nowe konsekwencje. Automaty do gier wciąż nie były w pełni sprawne. Zainstalowane w nich gry co chwila się wieszały lub nie rejestrowały włożonych banknotów, co wymuszało u obsługi konieczność nieustającego tłumaczenia się przed graczami, ci zaś nie słynęli z wyrozumiałości. Mimo tak wielu przeciwności obiekt funkcjonował, interes się kręcił, a miesięczny utarg musiał być dokładnie rozliczony.
Agnieszka odsuwała krzesła od maszyn, otwierała klapy każdego z automatów i schylała się do znajdujących się w ich wnętrzach skrzynek z nagromadzonymi przez dobę pieniędzmi. Zadanie to należało do tych najbardziej monotonnych, owocowało nieodmiennie zmęczeniem i bólem pleców. Ktoś jednak musiał wykonać tę pracę, a Agnieszka była najbardziej doświadczoną osobą w swoim dziale. To właśnie ona dzierżyła ciężki pęk kluczy, które służyły do otwierania i resetowania urządzeń. Dzięki temu mogła na bieżąco wszystko sprawdzać i nadzorować.
– Po prostu nie wierzę.
Po otwarciu kolejnego automatu objawiły się jej oczom spoczywające w skrzynce dwa banknoty o łącznej wartości dwudziestu złotych.
– Już, kurwa, mogli sobie darować, a nie dodają nam pracy takimi kwotami.
– To prawda. – Towarzysząca jej Marta była podobnego zdania. – Wpadł dzisiaj pan Jerzy i siedział tu kilka godzin.
– Za dwie dychy!? – niemal wykrzyknęła Agnieszka.
– Taaa…
– A to stary kutas. Zrobiłby coś ze swoim życiem, a nie…
Dziewczyny wiedziały, że dalsze narzekanie na ten sort graczy i tak nie przyniesie im oczekiwanej ulgi. Agnieszka odebrała od koleżanki teczkę, do której trafiły dwa papierki. Następnie z powrotem zamontowała skrzynkę w automacie. Marta pomogła jej wstać, po czym zatrzasnęła klapę maszyny. Pokrywa wskoczyła na swoje miejsce, o czym świadczyło charakterystyczne kliknięcie i dźwięk uruchamianego systemu.
– To ostatni na dole, idziemy dalej.
Kontrast pomiędzy automatami, który Agnieszka obserwowała podczas rozliczeń był ogromny. W niektórych urządzeniach zalegały dziesiątki tysięcy złotych, w innych – ledwie kilka zmiętych banknotów o łącznej wartości nieprzekraczającej setki. Kasyno to dziwne miejsce – pomyślała kobieta, i w towarzystwie Marty poszła dalej.
– Otwarcie stołu K3.
Komendę wypowiedzianą przez stojącego za stołem krupiera dało się słyszeć na całym pierwszym piętrze przybytku. Siedzący po stronie graczy kierownik sali zapisywał wszystko na specjalnej karcie, na której widniał obecny stan żetonów.
– Żetony po pięćset…
Dźwięk uderzających o siebie plastikowych krążków był nie do pomylenia z niczym innym. Krupier ustawiał je w słupki w odgórnie ustalony sposób, by jak najsprawniej móc potwierdzić ich liczbę w momencie rozpoczęcia pracy stołu na nową dobę.
– Czterdzieści.
Kolejny nominał został potraktowany tak samo, aż pracownik dotarł do najniższej wartości, czyli złotówki. Teraz krupierowi pozostało już tylko schowanie żetonów do specjalnego pojemnika zwanego floatem.
– Jak skończysz, idź na przerwę.
Otrzymawszy oczekiwane od dawna polecenie przełożonego, niemłody już pracownik zwiększył tempo, by jak najszybciej móc odetchnąć po wielogodzinnym maratonie stania przy stole i rozdawania kart śmietance weekendowego hazardu. Igor lubił pracować w ostatni dzień miesiąca, bo na zmianie do samego rana zawsze trafiał na kilka godzin przymusowej przerwy, podczas której on, jako krupier, miał akurat najmniej pracy w całym kasynie. Osoby zatrudnione na kasie i przy obsłudze maszyn, a nawet na barze, musiały zrobić najwięcej. On tylko czekał na rozliczenie każdego stołu, a ten z oznaczeniem K3 był ostatni.
Do pomieszczenia socjalnego dotarł jako trzeci. Wcześniej okazję na odpoczynek dostało dwóch innych krupierów, z którymi pracował na tej zmianie: równie doświadczony co Igor Dawid oraz przyjęty niedawno i cały czas uczący się zawodu Michał.
– Słyszałeś, że ktoś zesrał się przy jednym z automatów? – Igora już w progu trafiło rzucone podekscytowanym tonem pytanie młodziaka. O tyle zabawne, że Michał naprawdę uważał to za coś nadzwyczajnego, podczas gdy starsi stażem pracownicy przerobili podobnych sytuacji dziesiątki.
– To pewnie ten stary chujek Jerzy. Ciesz się, młody, że typek gra tylko na automatach. Trudno ustać przy gównianej atmosferze – skomentował niby poważnie Igor. Dawid od razu podłapał żart i obaj ryknęli gromkim śmiechem. Michał nie zrozumiał, ale i tak zachichotał wymuszenie, by nie wyjść na mniej zorientowanego od kolegów.
– Pamiętasz tę starą… jak jej tam było? – Igor starał się przypomnieć imię stałej bywalczyni, lecz głowa po całonocnej pracy nie funkcjonowała tak sprawnie, jak powinna. – No ta, co tylko narzekała, jak podchodziłeś do stołu, bo nie lubiła z tobą grać.
– Chłopie, kurwa. Opisałeś właśnie połowę przychodzących do nas graczy.
Dawid przez swój cięty język nie cieszył się dużą sympatią wśród bywalców. Żadna obelga rzucona w jego kierunku nigdy nie pozostawała bez odpowiedzi, co niejednokrotnie oburzało graczy, którzy odgrażali się, że już nigdy więcej tu nie przyjdą. Następnego dnia Igor i tak ich widział.
– Kurwa, no, jak jej było… Grażyna? – zastanawiał się Igor na głos i nagle go olśniło. – Nie… Wieśka!
– O tej mówisz. No tak, kojarzę raszplę.
– Kiedyś, jak z nią grałem, dostała fulla z ręki. Tak się podekscytowała, że zwieracze jej puściły, ale chyba tego nie zauważyła. Oczywiście ubezpieczyła się, zapożyczyła od innych. I wiesz co? Otworzyłem karetą piątek.
– To przez ciebie tak kurwiło przy tym stole? – W słowach Dawida nie czuć było nawet odrobiny wyrzutu, a jedynie rozbawienie niepowodzeniem wkurzającego gracza. – Elegancko!
– Grała dalej? – Michał najwyraźniej nie mógł uwierzyć, że ktoś po prostu sra podczas gry. Naiwnie oczekiwał odpowiedzi, że po incydencie kobieta udała się jednak do domu, lecz podświadomie już wiedział, co zaraz usłyszy.
– No pewnie. Przy takim uzależnieniu od hazardu zostałaby, nawet gdyby jej dom się palił. A właśnie… ona w ogóle jeszcze żyje? Coś dawno jej nie widziałem.
– A chuj z tym, co mnie to obchodzi?
– W sumie…
Zapadła cisza. Dwaj starsi pracownicy zatonęli w ekranach swoich telefonów. Michał jako jedyny sięgnął po książkę. Okładka sugerowała horror, który był jego ulubionym gatunkiem, o czym niejednokrotnie wspominał. Igorowi obiło się też o uszy, że młody nawet próbuje sam coś napisać w tym stylu. Fajnie, kiedy ludzie mają jeszcze jakieś pasje poza pracą. Wielu krupierów po zmianach zatracało się w internetowym hazardzie już w roli graczy albo organizowało wypady do Czech, by tam odwiedzić miejscowe kasyna lub zapisywać się na zawody pokerowe i samemu spróbować szczęścia. Robili tak, ponieważ na terenie Polski pracowników obowiązywał zakaz chodzenia do innych domów hazardu. Gdyby wyszło na jaw, że krupier odwiedza inny przybytek w kraju i gra tam na automacie czy stołach, bezdyskusyjnie straciłby pracę. Niejedna osoba już wyleciała właśnie z tego powodu.
Igor nie pojmował tej fascynacji hazardem po godzinach u niektórych koleżanek i kolegów z branży. Pisanie książki brzmiało znacznie lepiej i o wiele ciekawiej.
– Dobra. Koniec tego. Idziemy na górę.
Michał od razu odłożył książkę i wstał, lecz na Dawida przyszło im chwilę poczekać, bo ten poszedł jeszcze do toalety. Igor nie należał może do wzorowych pracowników, ale nie lubił się spóźniać, a przyjęta przez załogę zasada mówiła jasno: zawsze wychodzimy wszyscy razem.
Pełniący funkcję kierownika sali Błażej siedział przed ekranem komputera i wpisywał wyniki w odpowiednie kolumny tabelki. Tworzenie raportów i ogólna praca biurowa nie stanowiła spełnienia jego marzeń. Wolał prowadzić gry, ale zaproponowany awans i wiążący się z nim wzrost przychodów zdecydowały za niego. Nie brakowało mu wprawdzie nigdy do pierwszego, nawet z wcześniejszą pensją, ale dzięki wyższym zarobkom mógł pozwolić sobie na większe przyjemności.
Po raz kolejny siedział przy tym samym dokumencie, którego wypełnianie co rusz ktoś mu przerywał. A to coś gdzieś nie działało, a to coś trzeba było pilnie podpisać, a to jakiś kretyn siłą próbował wejść do kasyna i należało go uspokoić. Wiecznie coś. Błażej pocieszał się, że za niespełna godzinę przyjdzie inny kierownik, a on uda się do domu na zasłużony odpoczynek.
Dźwięk telefonu rozlegał się tak często, że stawał się normą, dlatego Błażej nie zorientował się nawet, kiedy go odebrał.
– Błażej, jest problem. Mógłbyś zejść?
Pytanie należało do kategorii retorycznych, dlatego po prostu odłożył słuchawkę i udał się, gdzie go wezwano. Chodziło o kasę na dole, tuż przy wejściu. Okazało się, że ponownie wystąpiły komplikacje z raportem finansowym, przez które nikt nie mógł zakończyć doby i tym samym swoich obowiązków.
– Widzisz to tutaj? – powiedziała młoda dziewczyna, której staż pracy nie pozwalał co prawda na samodzielne rozliczenie, lecz nie było innego wyjścia – pozostała obsługa znajdowała się na urlopie lub zgłosiła zwolnienie zdrowotne. Ala wskazała palcem na podkreślony na czerwono rząd cyfr. – Nie wiem, o co chodzi.
Błażej także nie wiedział. Dopiero po kilku minutach, wspólnymi siłami udało im się ustalić, co się nie zgadzało. Tego typu problemy stanowiły normę przy rozliczeniu miesiąca. Każdy był na nie przygotowany i nikt nie spodziewał się, że tym razem będzie inaczej.
Po powrocie do porzuconego raportu Błażej wreszcie sfinalizował wszystkie papierkowe sprawy, które musiał wypełnić, i oficjalnie zakończył obowiązki przy obecnej dobie hazardowej. Kątem oka zauważył znudzonych nicnierobieniem krupierów. Nie był nawet w stanie przydzielić im żadnego zadania, wysłał więc Igora i Dawida do domu wcześniej, a Michała zostawił przy stole, każąc mu ćwiczyć rzeczy, z którymi młody nadal miał problem.
– Jesteś jutro? – Dawid przed wyjściem zaczepił jeszcze Błażeja.
– W sensie dzisiaj? – upewnił się kierownik.
–Tak, tak.
Nocne zmiany mocno zaburzały orientację w dniach tygodnia. Wszyscy w kasynie się śmiali, że „nocki” wprawiają w dziwny stan umysłu, w którym każdy dzień to poniedziałek, dzisiaj jest wczoraj, a jutro jest dzisiaj.
– To tak, jestem.
– No to się nie widzimy! Wszystkiego dobrego, kiero! – rzucił krupier radośnie.
– Ta… dzięki – westchnął Błażej.
Zawsze chciał postępować dobrze, wierząc, że karma kiedyś do niego wróci, dlatego traktował pracowników najlepiej, jak potrafił. Nie miał w tej chwili nic do zrobienia, postanowił więc przyjrzeć się bliżej treningowi Michała i nieco mu pomóc. Chociaż chłopak był ogarnięty, jego zbyt wysokie mniemanie o sobie niszczyło całościowy obraz. Strach pomyśleć, co będzie z młodego za jakiś czas, skoro już teraz uważał się za najlepszego z najlepszych.
Michał spędził końcówkę zmiany na treningu, wykonując kolejne zadania pod czujnym okiem przełożonego. Skorzystał tylko z jednej krótkiej przerwy. Starał się zrobić wszystko tak, by kierownik był z niego zadowolony i nie narzekał. Błażej natomiast chciał sprawdzić umiejętności chłopaka i wymyślał coraz to trudniejsze ćwiczenia. W pewnym momencie Michał poległ, a Błażej dopiął swego, udowadniając młodszemu pracownikowi, że jego samoocena nie odzwierciedla posiadanych umiejętności.
– Kto będzie jutro na noc? – Nieco zmęczony treningiem krupier postanowił się dowiedzieć, z którym z kierowników przyjdzie mu pracować na swojej następnej zmianie.
– Ja – odparł Błażej.
– To w takim razie do dzisiaj!
Młody pracownik pożegnał się, a Błażej kilka minut później w końcu ujrzał wkraczającego do sali Mirka, swojego zmiennika, który miał kierować dzienną zmianą. To znaczyło, że wreszcie będzie mógł udać się do domu.
Łukasz Rzadkowski – bloger, recenzent, muzyk, a przedewszystkim wielki pasjonat motywu żywych trupów w popkulturze. Kolekcjoner wszystkiego, co związane z tą tematyką – od książek i komiksów, poprzez filmy, gry, figurki, na dziwnych rzeczach kończąc. Autor wydanego w 2021 roku „Leksykonu żywej śmierci”. Założyciel portalu iminfected.pl traktującego o horrorze i fantastyce. Z zawodu krupier w kasynie, który nie boi się niczego, co dziwne i niekonwencjonalne. Prywatnie basista i perkusista grający muzykę zbyt ciężką dla większości społeczeństwa oraz czciciel swoich dwóch wyjątkowych kotów. Urodzony w Halloween w roku powstania „Martwicy Mózgu” Petera Jacksona, co już mówi samo za siebie.
1Układ kart ułożonych w kolejności, w różnych kolorach
„Mamy usługę, której mógłby pozazdrościć Amazon.”
Tysiące ebooków i audiobooków
Ich liczba ciągle rośnie, a Ty masz gwarancję niezmiennej ceny.
Napisali o nas: