Arytmia - Joanna Chwistek - ebook + audiobook + książka
BESTSELLER

Arytmia ebook i audiobook

Joanna Chwistek

4,8

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

638 osób interesuje się tą książką

Opis

Gorący hate-love. Romans ze starszym mężczyzną!

 

 

Erin Griffin to młoda lekarka, która na skutek traumatycznych przeżyć za wszelką cenę stara się nie angażować uczuciowo w związki z mężczyznami. Natomiast uparcie dąży do realizacji marzenia. Zdobycie tego, czego pragnie, okazuje się jednak nie tak proste, jak sądziła.

 

Kobieta wraca do miasta, w którym się wychowała, aby tam rozpocząć rezydenturę w założonej przez swojego ojca klinice. Tam spotyka mężczyznę, pediatrę tak jak ona, idealnie nadającego się do zrealizowania planu.

 

Na drodze do jego wykonania staje jednak wieloletni przyjaciel jej ojca – Christian Collins, w którego łóżku znalazła pocieszenie po nieudanym związku. Ich rozstanie okazało się co najmniej nieprzyjemne, a teraz mieli ze sobą pracować. 

 

Mężczyzna czuje do niej dokładnie to, co Erin zapamiętała: niechęć i wrogość. W powietrzu wisi totalna katastrofa i wydaje się, że już gorzej być nie może, ale niespodziewany wyjazd na sympozjum naukowe jeszcze bardziej wszystko komplikuje. Erin rozpoczyna niebezpieczną grę, mając świadomość, że stawia na szali nie tylko swoje serce, ale także marzenia. 

 

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.                                   Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 469

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 12 godz. 30 min

Lektor: Monika Chrzanowska, Tomasz Urbański
Oceny
4,8 (1100 ocen)
889
163
35
11
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Klucha78

Nie oderwiesz się od lektury

Rewelacja ta książka jest po prostu świetna polecam bardzo serdecznie
80
agk85

Nie oderwiesz się od lektury

Ta autorka pisze świetne jednotomówki i do tego najlepsze age gap. Bardzo mi się podobala. Taki powiem świeżości i odmina od tych ksiazek mafijnych, hokejowek i biurowych. Przeczytałam na raz.
71
Lunamer

Nie oderwiesz się od lektury

Aż szkoda, że autorka nie pociągnęła tego jako serii o pozostałych bohaterach:)
60
Wiolka0870

Nie oderwiesz się od lektury

Piękna, czytajcie ❤️
60
jz1002

Nie oderwiesz się od lektury

Super. Takie historie mogę czytać w wykonaniu Pani Joanny
50

Popularność




Copyright © for the text by Joanna Chwistek

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2024

All rights reserved · Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Alicja Chybińska

Korekta: Sara Szulc, Natalia Stefanik, Martyna Janc

Skład i łamanie: Paulina Romanek

Oprawa graficzna książki: Weronika Szulecka

ISBN 978-83-8362-810-3 · Wydawnictwo NieZwykłe · Oświęcim 2024

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

Prolog

Erin

Powinnam już przywyknąć do faktu, że moje życie to wielka sinusoida. Czasami w jednej chwili z samego szczytu spadałam prosto do bram piekieł, skąd wydawało mi się, że nie ma już powrotu. Później kolejne miesiące poświęcałam temu, aby wydostać się z czarnej otchłani, wypłynąć na powierzchnię, nabrać powietrza głęboko w płuca i… zacząć żyć.

Czy naprawdę można mieć aż takiego pecha?

Wyglądało na to, że tak.

Jutro w samo południe miałam stanąć przy pięknej pergoli wśród kwiatów, naprzeciwko faceta, z którym chciałam spędzić resztę życia. I już teraz wiedziałam, że do tego nie dojdzie. Poczucie zdrady i zawodu niemal powaliły mnie na kolana. Nigdy nie sądziłam, że podczas próbnej kolacji usłyszę coś, co wywróci mój świat do góry nogami.

Do hotelu na obrzeżach San Francisco zjechali już wszyscy goście pragnący dzielić z nami szczęście w tym ważnym dniu, jednak ja już teraz miałam pewność, że mogli wracać do domu.

Z Howardem poznała mnie matka, która przyjaźniła się z jego rodzicami. Oni także pracowali jako lekarze, a ich syn studiował medycynę, co bardzo odpowiadało Elizabeth. Howard był o rok starszy ode mnie, mijaliśmy się na korytarzach Uniwersytetu Stanforda, ale po wspólnej kolacji zaaranżowanej przez naszych rodziców zbliżyliśmy się do siebie. Nasza znajomość po kilku miesiącach przerodziła się w poważny związek i plany na przyszłość. Wydawało mi się, że pragnęliśmy tego samego. Niestety, myliłam się.

Podczas próbnej kolacji zabawialiśmy naszych gości, staraliśmy się, aby nasze rodziny poznały się lepiej, żeby kolejnego dnia cała ceremonia i przyjęcie odbyły się w idealnej atmosferze. Ubrana w czarną wieczorową sukienkę i wysokie szpilki przechadzałam się między stolikami, starając się, aby wszystko wyszło idealnie. Moja matka, wyraźnie zadowolona, zainteresowała rozmową rodziców przyszłego pana młodego, obdarzała czarującym uśmiechem wszystkich gości, a ja dobrze wiedziałam, że mój ślub bardzo mocno ją satysfakcjonował. Howard przecież nie był byle kim, pochodził z lekarskiej rodziny z tradycjami, sam lada chwila miał zacząć rezydenturę, a w przyszłości stać się cenionym chirurgiem.

Mój ojciec zaś zajmował miejsce przy stoliku obok i wyglądał, jakby uwierał go kołnierzyk koszuli. Nigdy nie powiedział niczego złego na temat Howarda i naszego związku, jednak ja podskórnie czułam, że nie do końca mu to odpowiadało.

Po prawej stronie Ryana, mojego taty, siedział Christian, a po lewej Ezra, moja przyrodnia siostra. Oboje zostali zaproszeni tylko dlatego, że listą gości zajmowały się nasze matki. Gdybym ja się tego podjęła, ta dwójka nie siedziałaby teraz przy stoliku.

W pewnym momencie poczułam, że powinnam chwilę odpocząć, wyjść na świeże powietrze i chociaż przez jakiś czas posiedzieć w ciszy, ponieważ już zaczynało mi pulsować w skroniach bólem, a ostatnie, czego w tej chwili potrzebowałam, to atak migreny.

Znalazłam miejsce w zacienionej części ogrodu, gdzie nie słychać było szumu rozmów, muzyki ani głośnych śmiechów. Usiadłam na kamiennym murku i zsunęłam z nóg czerwone szpilki, których włożenie chciała mi wybić z głowy matka, ale postawiłam na swoim.

Kiedy usłyszałam kroki na żwirowej ścieżce, a następnie ciche rozmowy, chciałam się ujawnić, ale zanim zdążyłam to zrobić, najpierw dobiegło mnie, że ktoś wymawia moje imię, a po chwili zrozumiałam, że ten ktoś to Howard.

– Wybiję jej to z głowy.

To zdanie w połączeniu z moim imieniem mnie zaintrygowało. Pozostałam w bezruchu, aby przysłuchać się temu, co miał mi zamiar wybić z głowy.

– Wydaje mi się, że twoja narzeczona nie jest typem osoby, z którą ci się to uda – zauważył bezbłędnie Jordan, najlepszy przyjaciel mojego faceta, także przyszły lekarz.

– Po ślubie wszystko się zmieni – zapewnił z mocą narzeczony.

O czym on mówił? Co miało się zmienić?

Nie podobało mi się to, o czym rozmawiali. Wszystko mieliśmy ustalone, po krótkiej podróży poślubnej zamieszkamy razem, został mi ostatni rok studiów, a później rezydentura, ja miałam zostać pediatrą, on chirurgiem, a przed trzydziestką planowaliśmy powiększenie rodziny, więc o jakich zmianach on, do diabła, wspominał?

– Ona o tym wie? – zaśmiał się cicho Jordan.

– Zaakceptuje to – odparł głosem pełnym przekonania. – Zrozumie, że czas wydorośleć.

Drgnęłam niespokojnie na te słowa. Wydorośleć?

Pozostałam w bezruchu, nawet nie myśląc już o tym, aby się poruszyć. Planowałam wysłuchać tego, co Howard zamierzał powiedzieć mi po ślubie.

– Z pewnością – mruknął z powątpiewaniem nasz gość.

– Nie wyobrażam sobie, żeby moja żona w ciasnym skórzanym kombinezonie rozbijała się na motocyklu po mieście – syknął facet, któremu jutro w południe zamierzałam powiedzieć „tak”. – To niebezpieczne, niepoważne, to po pierwsze, po drugie, Erin chyba nie sądzi, że przystanę na to, aby robiła specjalizację z pediatrii. To niedochodowe i nigdy nie przyniesie jej prestiżu. Kolejną rzeczą jest to, że będzie musiała zakończyć tę przyjaźń z Blossom. Dla tej dziewczyny nie ma miejsca w naszym życiu, ona jest nikim. Erin powinna zaprzyjaźnić się ze swoją siostrą albo z Sarą. Zresztą, Elizabeth jest podobnego zdania i na pewno mnie w tym wesprze.

Sara pracowała jako onkolog w klinice w San Francisco, moja siostra była kardiologiem w Los Angeles. Ukłucie zawodu okazało się dotkliwe, ponieważ nigdy wcześniej nie sądziłam, że Howard uwielbiał dzielić ludzi na klasy. Wydawało mi się, że akceptował Blossom i nawet ją lubił.

Zacisnęłam mocno pięści, czując uderzenie gorąca i pierwotnej, szalonej wściekłości. Z trudem powstrzymywałam się przed tym, aby nie zsunąć się z kamiennego murka i nie ujawnić swojej obecności tylko po to, aby nie przywalić w twarz temu dupkowi.

Nic nie zabolało mnie aż tak bardzo jak to, co powiedział o mojej najlepszej przyjaciółce i o tym, że matka planowała go wspierać w układaniu mi na nowo życia.

– Czyli zamierzasz wprowadzić poważne zmiany – zagadnął Jordan.

Po moim trupie.

– Dokładnie – potwierdził.

Ich głosy zaczęły się oddalać, a moja wściekłość rosła z każdą kolejną chwilą.

Wydawało mi się, że Howard jest zupełnie innym człowiekiem, każde wypowiedziane przez niego słowo kompletnie mnie zdruzgotało, zasmuciło, wkurzyło. Gdybym nie usłyszała tego wszystkiego przypadkiem, wyszłabym za człowieka, który mnie oszukał, grał i udawał kogoś, kim wcale nie był…

Nie miałam jeszcze siły, żeby wracać do środka, w mojej głowie w tej chwili rodził się plan, a ten z pewnością doprowadzi moją zdradziecką matkę do ataku serca.

Przecież dobrze wiedziała, że kochałam Blossom i że była dla mnie jak siostra. Tymczasem Elizabeth wspólnie z moim narzeczonym układała plan, jak pozbawić mnie wszystkiego, na czym mi zależało, jak przeorganizować mi życie tak, abym spełniała ich oczekiwania.

Nigdy na to nie pozwolę.

Szkoda, że Howard nie miał jaj, żeby powiedzieć mi o tym prosto w twarz, i to jeszcze zanim staniemy przed urzędnikiem.

Czy potężny skandal, który zamierzałam wywołać, okaże się wystarczającą zapłatą za to, co myśleli o Blossom? Przyjaciółka pracowała jako recepcjonistka w klinice mojego ojca, a to najwidoczniej okazało się cierniem w boku matki i narzeczonego. Nie dość, że chcieli pozbawić mnie bratniej duszy, to jeszcze pasji, a także planów na przyszłość. I wyglądało na to, że najzwyczajniej w świecie przeszkadzało im we mnie wszystko, okazałam się niewystarczająco dobra.

– Postawię każde pieniądze, że nie puścisz tego płazem.

Drgnęłam lekko, kiedy usłyszałam głos za plecami, ale nie odwróciłam się, bo doskonale wiedziałam, do kogo należał.

– A ja postawię każde pieniądze na to, że zaraz polecisz do mojego ojca i o wszystkim mu opowiesz – odcięłam się szybko.

Za mną rozbrzmiał jego lekko ochrypły śmiech.

– Nie o wszystkim mu mówię – odezwał się, a jego ciepły oddech poczułam na karku. – O tym, jak błagałaś, abym cię zerżnął, nie informowałem.

Poczułam, że rumieńce wypływają na moje policzki. Christian nadal stał za mną, jednak na tyle blisko, że czułam na plecach ciepło jego ciała.

– Dziwne – mruknęłam, ledwie rejestrując, że wstrząsnął mną dreszcz na samo wspomnienie tego, co się między nami wydarzyło. – Myślałam, że zaczniesz się chwalić na prawo i lewo faktem, że udało ci się zaciągnąć mnie do łóżka.

Ponownie się zaśmiał, jednak tym razem tembr tego dźwięku dotarł prosto do mojego podbrzusza.

– Nigdzie nie musiałem cię zaciągać, Erin – przypomniał łagodnie.

Fakt. Nie musiał. Dwa lata temu podczas wakacji spędzanych u ojca ten poprosił mnie, abym pojechała do apartamentu Christiana i podlała kwiaty, ponieważ ten poleciał na konferencję odbywającą się na drugim końcu kraju. Okazało się jednak, że mężczyzna wrócił wcześniej, a kiedy ja buszowałam po jego sypialni, nie mając okazji robić tego nigdy wcześniej, on wyszedł z łazienki owinięty w pasie białym ręcznikiem…

Moim jedynym wytłumaczenie było to, że przechodziłam ciężki okres po rozstaniu z chłopakiem, który również okazał się nieuczciwy i próbował coś na mnie wymusić. Do tej pory nie miałam pojęcia, jak doszło do naszego zbliżenia, przysięgam, minęły sekundy, a ja leżałam już rozłożona na jego łóżku, natomiast on przyciskał mnie swoim ciałem do materaca, gdy błagałam go, żeby…

– Co z tym zrobisz? – Moje rozmyślania przerwał jego cichy głos.

– Nie twój interes – burknęłam.

Wszystko słyszał, stał się świadkiem mojego upokorzenia i wcale mi się to nie podobało.

Christian pojawił się w naszym życiu zupełnie niespodziewanie. Nie miałam pojęcia, jak poznał mojego ojca, ale był jeszcze dzieciakiem, kiedy tata zaczął przyprowadzać go do naszego domu. Miałam sześć lat, kiedy go poznałam, i od samego początku go znienawidziłam, mając wrażenie, że zabierał mi ojca. Na długie godziny zamykali się w gabinecie, rozmawiali. Wtedy moi rodzice mieszkali jeszcze razem i matka mocno sprzeciwiała się tym odwiedzinom, ale nic nie mogła z tym zrobić.

Ja zaś miałam wrażenie, że wkroczył do naszego życia i kradł nasz wspólny czas. I tak było do tej pory, mężczyzna pozostawał pupilkiem Ryana, wspólnie prowadzili klinikę na obrzeżach Los Angeles. Christian został kardiochirurgiem, znanym w całym kraju. Ojciec kiedyś wspominał, że zaliczył dwa lata studiów w jeden rok, że to najlepsze ręce, jakie kiedykolwiek widział, że chłopak ma talent. I nie kłamał, bo tak właśnie było.

Nigdy się z nim nie dogadywałam, nie potrafiłam, skoro Ryan traktował go jak syna, czuł dumę, kiedy Christian osiągał kolejne sukcesy.

– Do tej pory pamiętam twoje zaręczyny z tym… jak mu tam? Stue?

– Stanley – sprostowałam. – I to nie były moje zaręczyny – przypomniałam.

– Poczuję się zawiedziony, jeśli nic z tym nie zrobisz.

Zanim poznałam Howarda, kilka tygodni spotykałam się z chłopakiem poznanym na przyjęciu zorganizowanym przez moją matkę. Elizabeth go akceptowała, ponieważ pochodził z szanowanej prawniczej rodziny. Ja także go lubiłam, był pierwszym facetem, któremu pozwoliłam się dotknąć po śmierci Gilla, ale ten drań w tajemnicy przede mną zwołał całą rodzinę na uroczystą kolację, a następnie mi się oświadczył. Próbował postawić mnie pod ścianą, zmanipulować, miał pretensje, że nie ucieszyłam się z niespodzianki, a on włożył w nią tak wiele pracy…

Stanley postawił mnie w niezręcznej sytuacji. W kolacji uczestniczyli moi rodzice, jego rodzice, którzy pojawili się przekonani, że o wszystkim wiedziałam.

Wtedy nie chciałam wychodzić za mąż, po prostu dobrze się bawiliśmy. Na środku sali, tuż przy torcie odmówiłam, nie przyjmując pierścionka, a kiedy Stanley zaczął krzyczeć, że jestem pieprzoną egoistką, że wszystko zepsułam, że ludzie patrzą, wepchnęłam mężczyznę w wielki, piętrowy tort, a następnie opuściłam przyjęcie, nie oglądając się za siebie.

Właśnie takie miałam szczęście w miłości. Powinnam spróbować hazardu.

– Przyszedłeś tu, żeby się ze mnie nabijać?

W tej samej chwili Christian stanął naprzeciwko mnie. Ciemne włosy miał zaczesane na bok, a zielone oczy błyszczały na tle opalonej twarzy. Jego wargi wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu.

– Raczej zaoferować takie samo pocieszenie jak ostatnio. – Wzruszył delikatnie ramionami. – Skorzystasz?

Prychnęłam.

– Spadaj stąd – zażądałam nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Tym razem nie pójdę z tobą do łóżka.

– Zrobiłaś się strasznie wygodna, Erin. Mnie urządza nawet tamto drzewo albo cokolwiek, o co mógłbym cię oprzeć i…

– Zamknij się – syknęłam, patrząc na niego ze złością. – Idź sobie. Przedstawienie odbędzie się jutro.

Nie cierpiałam go, ale jednocześnie marzyłam, żeby mnie dotknął. I właśnie dlatego przez większość czasu wolałam trzymać się od niego z daleka. Taka ambiwalencja nie była czymś zdrowym i normalnym. Jego obecność wytrącała mnie z równowagi, nie miałam pojęcia, z jakiego powodu jednocześnie miałam ochotę wysłać go w kosmos i rozłożyć przed nim nogi…

– Gdybyś tym razem także potrzebowała pocieszenia, jestem do usług. – Skłonił się lekko, mrugając do mnie, a następnie odwrócił się na pięcie i odszedł.

Po chwili ja także ześlizgnęłam się z murka, mając zamiar wrócić do środka i udawać, że nic się nie stało. Starałam się uspokoić, aby racjonalnie podejść do tematu, ale nie potrafiłam. Howard i moja matka zmówili się, aby odebrać mi to, co naprawdę kochałam – przyjaciółkę, motocykle, moją pracę i cholera wie co jeszcze. A ja nigdy na to nie pozwolę, po moim trupie.

Po śmierci Gilla czułam, że nigdy więcej nie zaznam szczęścia, że do końca życia zostanę sama. Kiedy jednak minął pierwszy okres żałoby, zrozumiałam, że powinnam żyć dalej, spełniać marzenia, chociażby dla niego. Niestety, nie miałam farta, chociaż wydawało mi się, że z Howardem mogę być szczęśliwa… Nie wzbudzał we mnie skrajnych emocji, na jego widok moje serce nie wyskakiwało z piersi, ale było nam dobrze, a ja czułam się bezpieczna, bo nigdy więcej nie chciałam do kogoś poczuć tego samego, co czułam do Gilla. Tak było lepiej. Narzeczony spełniał wszystkie te wymagania, jednak najwidoczniej chciał zrobić ze mnie kogoś, kim nie jestem.

Wcale nie studiowałam medycyny dlatego, że chcieli tego moi rodzice, lekarze. Wybrałam medycynę, bo ją uwielbiałam, a jeszcze bardziej kochałam dzieci i to właśnie im chciałam pomagać, nawet jeśli nie uważano pediatrii za najambitniejszą gałąź medycyny.

– Pieprzyć go – mruknęłam.

Kiedy ruszyłam ścieżką w stronę budynku, nagle dostrzegłam Blossom idącą właśnie w moim kierunku.

– Erin, wszędzie cię szukałam! – wykrzyknęła, kiedy tylko mnie zobaczyła.

Spojrzałam jej w oczy, czując jeszcze większy ból niż chwilę wcześniej. Oni poważnie myśleli o tym, żeby odciąć mnie od najlepszej przyjaciółki?

Poznałyśmy się jako małe dziewczynki, jej mama zajmowała się naszym domem i często zabierała do pracy swoją córkę. Nawet jeśli mieszkałyśmy w innych dzielnicach, chodziłyśmy do innych szkół, to nasza przyjaźń przetrwała i nawet niechęć Elizabeth niczego nie zmieniła. Później, kiedy mama Bloss zmarła, nasz kontakt także się nie urwał, nawet jeśli dziewczyna nie pojawiała się już w naszym domu. Podobnie stało się wtedy, kiedy opuściłam LA. Nadal rozmawiałyśmy, chyba jeszcze częściej niż dotychczas, a kiedy odwiedzałam ojca, byłyśmy nierozłączne.

Objęłam przyjaciółkę, a następnie mocno ją przytuliłam.

– Coś nie tak? – zapytała zaniepokojona tym nagłym przejawem czułości.

– Nie, już dobrze – zapewniłam szybko, nadal jej nie puszczając.

Tylko dzięki niej przetrwałam śmierć Gilla i nigdy nie pozwolę na to, aby ktoś nas rozdzielił.

Rozdział 1

Erin

(rok później)

Mieszkałam w Los Angeles, kiedy rodzice jeszcze trwali w małżeństwie, a po ich rozwodzie dwa tygodnie spędzałam z matką, kolejne dwa z ojcem, aż do chwili, kiedy Elizabeth postanowiła przeprowadzić się do San Francisco. Wtedy wyjechałyśmy, więc musiałam zmienić szkołę, a z ojcem widywałam się jedynie podczas weekendów, świąt i wakacji. Tak samo jak z Blossom, która na stałe mieszkała w Mieście Aniołów. Kiedy rozpoczęłam studia w Stanford, wyprowadziłam się od matki i zaczęłam życie na własny rachunek.

Teraz, po wielu latach, wracałam do miasta, w którym się wychowałam. Decyzja ta wcale nie została podjęta spontanicznie. Wiedziałam, że kiedy zacznę rezydenturę, zrobię to w klinice należącej do mojego ojca, i to nie dlatego, że liczyłam na taryfę ulgową, ale fakt ten wynikał z tego, że to jedna z lepszych placówek, z jakimi miałam do czynienia.

Na mój powrót składała się też sytuacja zdrowotna ojca. Kilka miesięcy temu wykryto u niego nowotwór, a rokowania okazały się nie najlepsze. Czułam potrzebę, aby w tym czasie być blisko niego, wspierać go, towarzyszyć, jeśli tylko poczuje taką potrzebę.

Po tym, co stało się dzień przed ślubem, moje kontakty z matką posypały się do reszty. Nigdy nie miałyśmy wspaniałej relacji, zresztą Elizabeth nie poświęcała mi zbyt wiele czasu, oczekiwała jedynie rewelacyjnych wyników w nauce i dobrego zachowania, ale po tym, co zrobiłam, nie odzywała się do mnie przez długie tygodnie, a kiedy wreszcie to zrobiła, ja nie czułam już potrzeby, aby z nią rozmawiać. Środowisko lekarskie okazało się na tyle hermetyczne, że nie zaakceptowało nawet mojej najlepszej przyjaciółki. Istniała powszechna opinia, że medycy mieli kije w tyłkach i nie akceptowali nikogo poza własnym kręgiem. Wiedziałam o tym, przecież miałam kontakt ze znajomymi matki, ale nie planowałam powielać tego wzorca i zamierzałam trzymać się z daleka od każdego, kto w ten sposób traktował innych ludzi.

To, co Elizabeth próbowała zrobić w porozumieniu z Howardem, zabolało tak bardzo, że nie miałam pojęcia, czy kiedykolwiek zdołam wybaczyć jej to wszystko. W San Francisco i tak już nic mnie nie trzymało, więc spokojnie mogłam spakować swoje rzeczy do wynajętej ciężarówki, a także wypożyczyć lawetę, która dostarczyła na miejsce moje audi i harleya davidsona, a sportowym motocyklem, który także posiadałam, zamierzałam dojechać na miejsce.

Tę pasję współdzieliłam z Gillem, została ze mną nawet po jego śmierci i zostanie na zawsze bez względu na wszystko. Kochałam to całą sobą, a kiedy siedziałam na motocyklu, naprawdę czułam, czym tak naprawdę jest życie. W najczarniejsze dni jazda sprawiała, że na nowo wzbierały we mnie energia, chęci do walki i do osiągania swoich celów.

Kiedy zatrzymałam się na stacji benzynowej i ściągnęłam kask, natychmiast sięgnęłam po telefon, aby zadzwonić do przyjaciółki. Ta odebrała po pierwszym sygnale i wcale mnie to nie zaskoczyło.

– Gdzie jesteś? – zapytała natychmiast.

– Za godzinę dojadę na miejsce – zapewniłam szybko.

– Nadal nie mogę uwierzyć w to, że będziesz pediatrą, że nadal masz swoje motocykle i w dodatku wracasz na stare śmieci. – Zaśmiała się głośno.

Tylko tyle jej powiedziałam. Nawet jeśli byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, nie chciałam jej ranić, mówiąc, że Howard planował pozbyć się z mojego życia także jej.

Blossom nie miała kompleksów z powodu pochodzenia czy wykonywanego zawodu, ale życie nigdy jej nie głaskało, więc nie chciałam jeszcze jej dokładać. I tak nie miało znaczenia to, co myśleli o niej ludzie pokroju mojego eks czy matki. Znałam wartość swojej przyjaciółki i z całą pewnością mogłam stwierdzić, że była to najukochańsza osoba na świecie.

– Po pracy przyjeżdżasz prosto do mnie, tak? – upewniłam się, ponieważ dziewczyna miała sto myśli na sekundę, a ta jedna o tym, gdzie miałyśmy się spotkać, mogła jej umknąć.

– No jasne! Już nie mogę się doczekać. Napisz mi, gdy dojedziesz już bezpiecznie do domu.

– Oczywiście – potwierdziłam, przewracając oczami. Zawsze, kiedy dokądś jechałam, musiałam się meldować po powrocie. – Masz ochotę wybrać się na kolację z moim ojcem? – zagadnęłam, chociaż kilka dni temu proponowałam jej to samo. Odmówiła, ale może coś w tej kwestii się zmieniło.

– Wieczorem pracuję – jęknęła żałośnie. – Nie chcieli dać mi wolnego.

– Do końca tygodnia mam czas – rzuciłam pośpiesznie, odwracając się, by sprawdzić, czy aby za mną nie powstawała kolejka do tankowania, i właśnie zauważyłam nadjeżdżający samochód. – Więc będziemy miały dla siebie mnóstwo czasu. Muszę kończyć, zatrzymałam się tylko, żeby dać ci znać, że żyję, i by zatankować.

– Bezpiecznej drogi, Erin. Widzimy się później!

Zakończyłam połączenie, a następnie schowałam telefon do kombinezonu. Facet tankujący obok uśmiechał się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech i skupiłam się na tankowaniu. Mężczyźni zwiastowali jedynie kłopoty, więc miałam zamiar trzymać się od nich z daleka, a zwłaszcza od lekarzy mających wybujałe ego i zbyt wysokie mniemanie o sobie. Jeśli kiedykolwiek poczuję ochotę na związek, zaczaję się na najbliższej budowie i tam znajdę faceta moich marzeń.

***

Blossom zajrzała dosłownie do każdej szafki w kuchni i do lodówki, a ta okazała się wypełniona po brzegi moimi ulubionymi produktami. Z pewnością ojciec maczał w tym palce. Nie chciałam, aby zaprzątał sobie tym głowę, ale on uparł się, że pomoże mi urządzić apartament. Znalazł nawet kogoś od wystroju wnętrz, a ja nie miałam serca mu odmówić, skoro tak mocno się zaangażował, zwyczajnie cieszył się, że będzie miał mnie blisko.

– Sushi – wykrzyknęła podekscytowana Blossom. – Zjemy?

– Pewnie – potwierdziłam, rozsiadając się na kanapie w salonie.

Jechałam do Los Angeles ponad cztery godziny, ale mimo zmęczenia czułam się świetnie. Ponieważ mój dobytek miał dotrzeć na drugi dzień, przyjaciółka naszykowała dla mnie kilka niezbędnych rzeczy, dzięki którym przetrwam do tego czasu.

– Twój ojciec poważnie kupił ci ten apartament za skończenie studiów? – zapytała dziewczyna, zajmując miejsce obok.

Zwiedziłyśmy już każde pomieszczenie i musiałam przyznać, że byłam bardzo zadowolona. Budynek mieścił się w jednej z lepszych dzielnic miasta, moje mieszkanie znajdowało się na czterdziestym piętrze z niesamowitym widokiem, w dodatku oprócz przestronnego salonu i kuchni połączonej z jadalnią posiadało trzy sypialnie i cztery łazienki oraz garderobę.

– Tak twierdzi, ale ja wiem, że zrobiłby to bez względu na wszystko – stwierdziłam z całą pewnością.

Ryan okazał się zupełnie inny niż Elizabeth, kiedy planowałam swoją przyszłość. On nigdy nie naciskał, żebym szła w ślady rodziców, zawsze pozostawiał mi wybór. Bez względu na to, jaką ścieżką chciałabym podążyć i czy udałoby mi się skończyć studia, ojciec zawsze by mnie wspierał.

– Ezra po studiach dostała dom, więc jakoś mnie to nie dziwi, że tobie także chciał coś dać.

Kiedy mój ojciec związał się z matką, był po rozwodzie. Miałam przyrodnią siostrę, starszą o dwanaście lat. Nigdy się nie dogadywałyśmy, czasami wydawało mi się, że kobieta celowo robiła mi pod górkę i buntowała przeciwko mnie naszego ojca. Stale komentowała mój styl życia, pasje, zainteresowania i przyjaciół. Kiedy zginął Gill, oznajmiła, że to moja wina.

– Jak się czuje twoja siostra? – zagadnęłam, chcąc zmienić temat.

– Lepiej, ale nadal potrzebuje wsparcia – odparła Blossom, spuszczając wzrok.

Wiedziałam, że kobieta przechodziła trudne chwile. Została sama z rocznym dzieckiem, sprawa rozwodowa trwała już jakiś czas, a ona musiała dzielić czas między pracę a wychowywanie synka. Całe szczęście moja przyjaciółka jej pomagała, lecz niestety widziałam wyraźnie, że nie służyło to jej zdrowiu. Blossom pracowała w recepcji w klinice mojego ojca, a wieczorami sprzątała apartamenty.

– Może w weekend wpadniesz do mnie na noc? – zaproponowałam, na co dziewczyna szybko skinęła głową.

– Jasne – potwierdziła z szerokim uśmiechem. – Chętnie odpocznę od sprzątania i siostrzeńca, chociaż przysięgam, mały jest przesłodki.

– Zbyt duża ilość słodyczy może spowodować mdłości. – Mrugnęłam do niej, zadowolona, że spędzimy razem trochę czasu.

– Jak matka zareagowała na twój wyjazd? – zapytała po chwili przyjaciółka, nie spuszczając ze mnie uważnego spojrzenia. – Wiem, rozmawiałyśmy o tym – dodała szybko. – Ale jakoś nie wierzę, że podczas waszego obiadu nie doszło do spięcia.

Nie chciałam denerwować Blossom i mówić jej, jak przebiegła moja rozmowa z matką, zdradziłam jedynie, że do przyjemnych nie należała. Przyjaciółka miała wystarczająco problemów, więc nie widziałam potrzeby, aby obarczać ją własnymi. Teraz, kiedy siedziałyśmy naprzeciwko siebie, wiedziałam już, że żadne kłamstwo nie przejdzie.

– Na początku wydawało mi się, że mój wyjazd przyjęła dobrze – oznajmiłam, wzruszając lekko ramionami. – Ale później się zaczęło.

– Niech zgadnę, wypomniała ci ten cały ślub, zmarnowanie szansy na posiadanie dobrego męża, niepoważne zachowanie, motocykle, no i to, że chcesz zostać pediatrą.

Skinęłam powoli głową.

Nigdy do niczego nie dojdziesz. Jesteś moją jedyną córką, zapewniłam ci wszystko, co najlepsze, a ty nie potrafiłaś tego docenić. Zniszczyłaś moją przyjaźń z rodzicami Howarda, niewdzięcznico. Sama też nie potrafisz wybrać sobie odpowiednich przyjaciół. Jesteś moją największą życiową porażką, Erin. Jedź do ojca i wróć, kiedy nabierzesz rozumu.

Dokładnie takie okazały się jej ostatnie słowa.

– Na szczęście jestem wolnym człowiekiem i mogę robić to, co chcę. – Uśmiechnęłam się do przyjaciółki, sięgając palcami po sushi. – Jeść, jak chcę, spać, jak chcę, i pracować dokładnie tak, jak mam ochotę.

– Więc w weekend to uczcimy – stwierdziła, rozdzielając sklejone kawałki sushi. – Nie widziałyśmy się od dwóch tygodni, a ja odnoszę wrażenie, jakbyśmy musiały nadrabiać lata.

Starałam się wpadać do Los Angeles tak często, jak tylko to możliwe, jednak egzaminy czy praktyki w szpitalu skutecznie to uniemożliwiały.

– A mamy co nadrabiać? – Sugestywnie poruszyłam brwiami. – Jest coś, o czym nie wiem?

Blossom wyraźnie się zarumieniła, a następnie nerwowo odgarnęła kosmyk ciemnych włosów za ucho.

– Umówiłam się na drinka z tym sanitariuszem – wyznała ściszonym głosem.

– Z Harrym? – zapytałam, zaskoczona tym wyznaniem. – Dlaczego ja o niczym nie wiem?

– Pewnie dlatego, że spotkaliśmy się przedwczoraj, byłaś zajęta pakowaniem i zamykaniem spraw w San Francisco, a ja nie chciałam ci przeszkadzać – wyjaśniła szybko. – Jest naprawdę eee… miły. Nawet Christian go lubi.

Przewróciłam oczami na samo wspomnienie tego drania, który stał w pierwszym rzędzie na moim ślubie i wyglądało na to, że świetnie się bawił. Moim kosztem oczywiście. Jednak tym razem nie szukałam pocieszenia w jego ramionach, nie było na to najmniejszych szans, bo od tamtej chwili ani razu go nie widziałam. Nawet nie miałam pojęcia, gdzie teraz mieszkał, podobno sprzedał swoje stare lokum i zainwestował w coś lepszego.

– Co? – zagadnęła przyjaciółka, widząc moją minę.

– Nic – burknęłam. – Mamy ładny dzień, w ogóle wszystko jest cudownie, a ty wspominasz akurat o nim?

– Daj spokój – prychnęła, strzelając mnie po łapach, bo właśnie sięgałam po jej ulubiony i ostatni kawałek sushi. – To, że się z nim przespałaś i że go nie lubisz, wcale nie oznacza, że ja go nie szanuję.

– Nie jesteś lojalna – upomniałam ją.

– Lubię go – stwierdziła bez żadnych wyrzutów sumienia. – To spoko koleś, naprawdę. I traktujesz go niesprawiedliwie. Christian nie przepadał za twoją matką, a Howarda nie cierpiał. A zaraz po tym, jak wsiadłaś na motocykl i odjechałaś, oboje stwierdziliśmy, że to było najlepsze wesele, w jakim braliśmy udział.

Skrzywiłam się lekko na samo wspomnienie tego, co tam się stało.

W chwili, kiedy władzę nade mną przejęły emocje, zrobiłam coś, co wprawiło wszystkich w osłupienie. I niczego nie żałowałam. Howard aż tak emanował pewnością siebie i przekonaniem, że pozbawi mnie pasji, przyjaciółki i dawnego życia, że musiałam mu pokazać, ile dla mnie znaczył.

Wróciłam do hotelu, nie dając po sobie poznać, że coś jest nie tak. Uśmiechałam się i rozmawiałam ze wszystkimi z wyjątkiem Christiana. Pożegnałam gości, zapewniając ich, że zobaczymy się na uroczystości. I pojawiłam się na niej. Goście już czekali, Howard stał przy urzędniku, a obok niego Jordan.

Weszłam na czerwony dywan ubrana w skórzany motocyklowy kombinezon z kaskiem w dłoni. Moja matka na ten widok pobladła tak bardzo, że jej twarz zlewała się z białym woalem przyczepionym do krzesła. Dokładnie słyszałam westchnienia i pełne oburzenia szepty, ale miałam to gdzieś. Już drugi raz w swoim życiu miałam wymigać się od ślubu, z tym że tego drugiego byłam w pełni świadoma.

– Na wesele zaprosiłam też swoich znajomych – oznajmiłam tak głośno, aby każdy uczestnik ceremonii wyraźnie mnie usłyszał. – Ale samą uroczystość postanowiłam sobie darować. – Podeszłam bliżej Howarda, a następnie wcisnęłam mu w dłoń pierścionek zaręczynowy. W tej samej chwili błysk fleszy niemal mnie oślepił. – Ktoś taki jak ty nie przeorganizuje mojego życia – powiedziałam na tyle cicho, żeby usłyszał mnie tylko mój już za chwilę eksnarzeczony, Jordan, urzędnik i Blossom, moja jedyna druhna, która patrzyła na mnie w kompletnym szoku. – Twój plan był sprytny, ale nie wypalił.

– O czym ty mówisz? – syknął, zerkając ponad moim ramieniem na naszych gości.

– O twojej rozmowie z Jordanem – poinformowałam. – Słyszałam każde pieprzone słowo.

– Erin, przestań, nie rób problemu tam, gdzie go nie ma – warknął, zerkając po tłumie, a ten wydawał już coraz bardziej zaniepokojone odgłosy. – Idź się przebrać i…

– Nie zmienisz mnie. – Uśmiechnęłam się zimno. – Nie będziesz knuł przeciwko mnie, rozumiesz?

Odwróciłam się, słysząc głośne krzyki i ogólne zamieszanie w części ogrodu, gdzie miało odbywać się przyjęcie. Autokary już dotarły na miejsce.

Ponieważ nie chciałam, aby tyle jedzenia się zmarnowało, zadzwoniłam do znajomej, której ojciec prowadził przytułek dla bezdomnych, i zaprosiłam ich na obiad. Najwidoczniej skorzystali z tej oferty. Pokryłam także koszty związane z podróżą z innej części miasta.

Moja matka pobiegła w tamtą stronę, podobnie jak Howard, chcąc to wszystko powstrzymać.

– Erin, co się stało? – Obok mnie pojawił się zaniepokojony i kompletnie zaskoczony ojciec.

– Wyjaśnię ci jutro, dobrze? – poprosiłam, na co szybko skinął głową. – Mógłbyś dopilnować, żeby ci ludzie mogli spokojnie zjeść?

– Erin, nie puszczę cię samej i…

– Tato, proszę – szepnęłam, patrząc na niego błagalnie. – Chcę teraz zostać sama. Potrzebuję tego. – Spojrzałam na przyjaciółkę, która gapiła się na mnie z otwartymi ustami.

– Idź – ponaglił mnie ojciec. – Zanim matka cię dopadnie – dodał szybko, rozglądając się niespokojnie. – Uważaj na siebie i pamiętaj, cokolwiek się nie stało, możesz na mnie liczyć.

Szybko cmoknęłam tatę w policzek, a następnie pobiegłam w stronę parkingu, gdzie zostawiłam sportowy motocykl. Chciałam założyć rodzinę, mieć dzieci, a Howard przebił bańkę wypełnioną marzeniami, pozostawiając jedynie gorzki niesmak. W tamtej chwili podjęłam decyzję, że już nigdy nie spróbuję związać się z mężczyzną, jeśli nie poczuję do niego tego samego, co czułam do Gilla. Tak bardzo chciałam założyć rodzinę, że zaakceptowałam fakt, że nigdy nie przeżyję już prawdziwej miłości.

Kiedy siedziałam już na motocyklu, podbiegł do mnie Howard, dysząc z wściekłości.

– Coś ty narobiła, do diabła?

Nigdy wcześniej nie widziałam go takiego. Okazało się, że wcale go nie znałam, a to dodatkowo pokazywało, jaka byłam głupia, kiedy zgodziłam się za niego wyjść.

– Chciałeś pozbyć się mojej jedynej przyjaciółki, zmusić mnie, abym przestała robić to, co kocham, a także nakłonić, abym zmieniła specjalizację – wyliczałam, patrząc na niego z pogardą w oczach. – Ty nie chciałeś mnie.

– Co ty bredzisz, Erin, kto ci nagadał tych…

– Przypominam, że byłam w ogrodzie, kiedy mówiłeś o tym Jordanowi – przerwałam mu. – I cholernie się cieszę, że znalazłam się w tamtym miejscu. Przynajmniej teraz wiem, z kim miałam do czynienia.

– Nie, nie zostawisz mnie tak – krzyknął, robiąc krok w moją stronę. – Ośmieszyłaś mnie na oczach rodziców, przyjaciół, do cholery, na oczach całego miasta! – Jego dłoń poszybowała w stronę mojego ramienia tak szybko, że nie byłam w stanie nic zrobić. Zapewne zamierzał ściągnąć mnie z motocykla, a jeśliby to zrobił, wydrapałabym mu oczy.

W tej samej chwili, nie wiadomo skąd, obok Howarda pojawił się Christian, który mocnym chwytem złapał go za dłoń.

– Nie rozumiesz znaczenia słowa „nie”? – zapytał spokojnie, pociągając mojego eks na tyle mocno, że ten stracił równowagę.

– Puść mnie – syknął, szarpiąc się w jego uścisku.

– Z chęcią to zrobię, ale zanim to nastąpi, wyjaśnijmy sobie jedną rzecz.

Patrzyłam na ten pojedynek, kompletnie zaskoczona, że Christian się tu pojawił i wziął moją stronę.

– Jeśli jej dotkniesz, zabiję cię.

Drgnęłam na te słowa wypowiedziane takim tonem, jakby Christian naprawdę planował to zrobić. Howard przestał się szarpać, jęknął cicho, kiedy Collins zacieśnił chwyt.

– Zrozumiałeś? – dopytywał, wykrzywiając rękę mojego byłego w taki sposób, że mógłby ją złamać.

– Puść mnie! – zażądał Howard.

– Zrozumiałeś? – powtórzył Christian, sprawiając, że mężczyzna opadł na kolana tuż przed moim motocyklem.

– Tak!

Wtedy Collins go puścił, a Howard odetchnął głośno i spojrzał mi w oczy.

– Pożałujesz tego, Erin – powiedział, a następnie podniósł się z ziemi, otrzepał spodnie i ruszył w stronę hotelu.

Odetchnęłam z ulgą, spoglądając na swojego wybawiciela. Na nosie miał ciemne okulary, nie mogłam więc stwierdzić, w jakim kierunku patrzył. Potrafiłam zrozumieć, z jakiego powodu mój były narzeczony nie potrafił sobie z nim poradzić. Ten facet uwielbiał sport, często chodził na siłownię i biegał. Z równą starannością dbał o swoje ciało, jak i o wiedzę.

– Dzięki – mruknęłam, nie mając pojęcia, co powiedzieć.

– Świetne przedstawienie, dziewczyno. Nigdy na lepszym nie byłem. I nie masz za co dziękować, uratowałem twój tyłek, bo mam poważne przypuszczenia, że jeszcze nieraz dostarczysz mi rozrywki.

Nie obchodziło mnie jego zdanie, ani trochę.

– Cieszę się, że jest ci tak wesoło – odparłam z przekąsem.

Christian lekko odwrócił głowę, a następnie rozkazał:

– Jedź już. Ryan uspokaja Elizabeth, ale jeśli ta kobieta pojawi się tu z rodzicami i ciotkami tego złamasa, nie będę w stanie ci pomóc.

Założyłam kask, a następnie odpaliłam silnik, którego dźwięk okazał się lepszy niż najpiękniejsza melodia.

– Jedź ostrożnie, nie zabij się – polecił jeszcze Christian, przekrzykując warkot. Wtedy przesłałam mu buziaka w powietrzu, a następnie pokazałam środkowy palec, na co mężczyzna jedynie się uśmiechnął.

Ryk silnika zagłuszył wszelkie emocje i poczucie zdrady. Jechałam przed siebie tak długo, aż nie poczułam okropnego zmęczenia. Zatrzymałam się w przydrożnym hotelu, napisałam do ojca, że jestem cała i że się odezwę, a po prysznicu zapadłam w niespokojny sen.

Wracając do rzeczywistości, spojrzałam na przyjaciółkę.

– Kiedy odjeżdżałam, Howard chciał mnie uderzyć – wyznałam. – Ale pojawił się Christian i go powstrzymał.

– No – odezwała się Blossom z pełnymi ustami. – Mówiłam, że to spoko facet. Wywalczył dla nas podwyżki.

Wszyscy uważali, że Collins jest wspaniały, tylko ja czułam, że powinnam się trzymać od niego z daleka. A to okaże się niełatwe, zwłaszcza że wróciłam do miasta.

Nie lubiłam, kiedy targały mną emocje, których nawet nie potrafiłam nazwać, a działo się tak, kiedy na horyzoncie pojawiał się Christian. Nie stanowił ucieleśnienia tego, co znajome i bezpieczne, sprawiał, że czułam niepokój i dziwną ekscytację. A zwłaszcza teraz potrzebowałam spokoju.

Kiedy pożegnałam się z Blossom, udałam się pod prysznic, aby przygotować się do kolacji w rodzinnym gronie. Już nie mogłam się doczekać na spotkanie z Ezrą, która z pewnością pojawi się tylko po to, aby uwidocznić różnice między nami.

Rozdział 2

Erin

Spodziewałam się dosłownie wszystkiego, ale nie tego, że na kolację powitalną mój ojciec zaprosi nie tylko Ezrę, ale także Christiana i – jakby tego było mało – szefa oddziału dziecięcego, któremu od przyszłego tygodnia miałam podlegać.

Zanim jednak weszłam do salonu, przywitałam się z Leoną, kobietą prowadzącą od lat dom mojego ojca; robiła zakupy, sprzątała i gotowała. Uwielbiałam ją, była dla mnie niczym troskliwa matka, której nigdy nie miałam.

George Black okazał się bardzo miłym facetem, mogącym być rówieśnikiem Christiana, i od razu zaproponował przejście na „ty”. Miał promienny uśmiech, łagodny wyraz twarzy, a także okazał się niesamowicie pogodny. Siostra zmierzyła mnie spojrzeniem, kiedy weszłam do salonu, mając na sobie zwykłe ciemne dżinsy, biały podkoszulek, skórzaną kurtkę, a w dłoniach trzymałam kask.

Kompletnie nie spodziewałam się tak wystawnej kolacji, byłam przekonana, że wieczór spędzimy w rodzinnym gronie.

– Mogłaś zadzwonić, pożyczyłabym ci coś stosownego do ubrania – odezwała się Ezra, patrząc na mnie z widocznym niesmakiem.

Powinnam odpuścić, zacisnąć zęby i puścić tę uwagę mimo uszu, ale od kilku lat tego nie robiłam. Zrozumiałam, że odpuszczanie tylko utwierdza ją w przekonaniu, że ma prawo uprzykrzać mi życie.

– Obawiam się, że twoje ubrania mogłyby okazać się na mnie… – zmierzyłam ją spojrzeniem – …nieco za luźne. W każdym razie dziękuję za propozycję.

Była ode mnie zdecydowanie wyższa, a także miała pełniejsze kształty.

– Przynajmniej nie wyglądałabyś niewłaściwie. – Uniosła wysoko podbródek. – Wszyscy ubrani są odpowiednio do okoliczności, natomiast ty…

Wkurzało mnie, że upominała mnie w obecności ojca, Christiana i kompletnie obcego faceta, który w dodatku miał zostać moim szefem. Ezra zachowywała się dokładnie w ten sam sposób, co moja matka. Nie zdążyłam jednak zabrać głosu, gdyż zrobił to za mnie Christian.

– Powinnaś przestać komentować czyjś wygląd, Ezra – wtrącił i w tej samej chwili ojciec odetchnął z wyraźną ulgą. – Możemy siadać do stołu?

– Przejdźmy do jadalni – zaproponował szybko Ryan, obejmując mnie ramieniem, a następnie cmoknął szybko w policzek. – Czy twoje rzeczy już dojechały? – zagadnął, najwidoczniej chcąc szybko zmienić temat.

– Nie, jeszcze nie. Powinny dotrzeć jutro.

Ojciec usiadł na szczycie stołu, po jego prawej stronie szybko miejsce zajęła Ezra, ja rozmyślnie usiadłam po lewej. Obok mnie usiadł George, a Christian usadowił się obok mojej przyrodniej siostry. Leona zaczęła podawać do stołu, a wtedy Black zwrócił się do mnie:

– Dlaczego pediatria?

Nienawidziłam tego protekcjonalnego pytania. Ono zawsze kryło w sobie zawoalowane „nie stać cię na więcej”. Skoro jednak sam specjalizował się w leczeniu najmłodszych pacjentów, nie powinno być problemu.

– Uwielbiam dzieci – stwierdziłam zgodnie z prawdą. – Czuję, że naprawdę się do tego nadaję. Nic innego mnie nie interesuje.

Spoczął na mnie pełen dezaprobaty wzrok siostry.

– Najłatwiejsza specjalizacja – stwierdziła, uśmiechając się złośliwie. – I najmniej czasochłonna.

Jeśli myślała, że może mnie zranić tymi bredniami, była w grubym błędzie.

– Ale tu potrzeba mnóstwa empatii, miłości, cierpliwości i pogodnego usposobienia, więc nie dziwię się, że pediatria jest poza zakresem twoich zainteresowań – odpowiedziałam spokojnie.

Leona uśmiechnęła się lekko, ojciec odchrząknął, a Christian wbił we mnie dziwne spojrzenie.

– Nasz oddział nie jest gigantyczny – odezwał się Black, spoglądając na mnie przepraszająco, jakby to jego pytanie spowodowało tę wymianę zdań.

On jednak nie miał jeszcze pojęcia, że działałam na siostrę jak płachta na byka, i to bez wyraźnego powodu. Bo przecież nie ja ponosiłam winę za to, że małżeństwo jej rodziców się rozpadło.

– Ale został dobrze wyposażony i dokładamy wielu starań, aby wszyscy pracujący u nas ludzie mogli pochwalić się najlepszymi wynikami. Oprócz ciebie pracuje tam jeszcze dwóch rezydentów. Mam nadzieję, że się dogadacie.

– Z pewnością – odparłam bez wahania.

– Widziałem twoje wyniki w nauce oraz opinię od dyrektora szpitala, w którym miałaś zajęcia kliniczne, i muszę przyznać, że są imponujące – kontynuował George, a ja liczyłam, że nie chwalił mnie tylko dlatego, że przy stole siedział mój ojciec.

– Chyba mam to szczęście, że będę mogła pracować w zawodzie, który naprawdę kocham.

– Tak, to jest ważne – potwierdził mój rozmówca.

Po chwili rozmowa zeszła na tematy sytuacji epidemiologicznej na świecie oraz innowacyjnej metody operowania na zamkniętej klatce piersiowej i dowiedziałam się, że Christian dostał kolejną nagrodę za artykuł naukowy dotyczący arytmii serca oraz sposobu jej leczenia.

Nawet jeśli nie czułam się najlepiej, kiedy ten facet przebywał w pobliżu, to musiałam przyznać, że był niezwykle utalentowany. Udzielał wywiadów, wykładał na sympozjach, a także gościnnie na uczelniach, jeśli miał na to czas. Oprócz tego, że posiadał udziały w klinice, dowodził całym oddziałem kardiochirurgii. Ludzie latali do niego z drugiego końca kraju, aby mieć pewność, że są pod dobrą opieką, i płacili krocie za konsultacje, a także za operacje niepokrywane przez standardowe ubezpieczenie.

Mimo tych bezapelacyjnych sukcesów mężczyzna nigdy nie okazywał swojej wyższości – jasne, bywał mrukliwy i wkurzający, ale swój zawód traktował jak powołanie i dar od Boga.

George pod koniec kolacji zaczął wypytywać mnie o motocykle, więc powiedziałam mu o wszystkim z wyjątkiem tego, jak ta pasja narodziła się we mnie. Nie czułam się na siłach, aby opowiadać mu o Gillu.

Jakoś koło dziesiątej stwierdziłam, że czas się pożegnać. Czułam zmęczenie po długiej podróży i nadal kłębiło się we mnie mnóstwo emocji. W tej samej chwili Christian oznajmił, że on także powinien już jechać, więc ojciec dał sobie spokój z odprowadzaniem nas, ucałował mnie w oba policzki, a Christiana uściskał.

Pieprzony złodziej ojców.

Nadal wkurzało mnie, że Ryan często mówił do niego per „synu” albo traktował, jakby właśnie nim był. To się nie zmieniło. Ogarniała mnie zazdrość i nie potrafiłam nic na to poradzić.

Dreszcz emocji przebiegł mi po plecach, kiedy znaleźliśmy się w holu. Nie przepadałam za przebywaniem z tym facetem sam na sam, czułam niemal pełzające języki ognia na skórze w miejscach, gdzie padał jego wzrok.

Nie dało się także ukryć, że ilekroć na niego patrzyłam, wspominałam tamtą spędzoną wspólnie noc, która emocjonalnie rozwaliła mnie na wiele miesięcy. Z trudem przyjmowałam fakt, że jeśli chodziło o seks, Christian nie miał sobie równych. Tymi myślami raniłam siebie, a także pamięć o Gillu, więc pośpiesznie skierowałam swoją uwagę na inne, niekoniecznie dobre tory. Na zapach Christiana.

Niedobrze.

Bez słowa opuściliśmy budynek, a kiedy podążyłam w stronę swojego motocykla, poczułam ulgę, że ten facet zniknie mi z oczu. Niestety. Collins stanął tuż obok mnie, a jego zapach i ciepło ciała nie pozwalały się ignorować.

– Czego chcesz? – zapytałam, spoglądając w górę.

W świetle ogrodowych latarni jego oczy płonęły niczym dwa rozżarzone węgle. Ogarnął mnie niepokój.

Rękawy białej koszuli miał podwinięte do łokci, a marynarkę trzymał przewieszoną przez ramię, przytrzymując ją palcem wskazującym.

– Twój ojciec jest chory – odpowiedział nieprzyjemnym, burkliwym tonem. – Te potyczki słowne z Ezrą mu nie pomagają.

– To ona zaczyna. Za każdym razem – odcięłam się, jednocześnie czując wyrzuty sumienia. Christian miał rację, a ja powinnam wziąć to sobie do serca. Przecież w tej chwili nie chodziło o nią ani o mnie.

– Myślisz, że tego nie widzę? Ale to nie oznacza, że powinnaś odbijać piłeczkę, Erin.

Miałam ochotę go ugryźć za to, że zwracał mi uwagę, chociaż nie miałam problemu z przyjmowaniem krytyki. Problem polegał jedynie na tym, że robił to właśnie on.

– Masz rację – przyznałam, krzywiąc się lekko. – Jak on się czuje? Są jakieś postępy?

Jasne, pytałam Ryana o samopoczucie, prosiłam o pokazanie wyników, ale nigdy się tego nie doczekałam. Ojciec za każdym razem odpowiadał, że ma się świetnie, a wyniki pozostają bez zmian. Nie chciał informować mnie dokładnie o swoim stanie, ale wiedziałam, że nie miał takich oporów, jeśli chodziło o Christiana.

– Cieszy się, że wróciłaś – stwierdził, patrząc mi w oczy, ale jednocześnie cofnął się szybko o krok, jakby właśnie się zorientował, że zrobił coś niestosownego. – I myślę, że w tej chwili dla niego to najlepsze lekarstwo.

– Czy są postępy, Christian? – ponagliłam, widząc wyraźnie, że mężczyzna nie zamierzał udzielić mi pełnej odpowiedzi.

– Nie.

Ignorując Collinsa, założyłam kask, a następnie zapięłam go i wskoczyłam na motocykl. Ryk silnika przeciął powietrze i kiedy odjeżdżałam spod domu ojca, widziałam, że mężczyzna nadal tkwił w tym samym miejscu, w którym go zostawiłam. Jego sportowy wóz stał przy bramie garażowej.

Niestety, ten dupek miał rację. Zbyt mocno skupiłam się na tym, aby odciąć się siostrze, a nie pomyślałam o ojcu cierpiącym z powodu naszego konfliktu.

Nie pojechałam prosto do domu, kluczyłam ulicami miasta, aby pozbyć się negatywnych emocji i poczucia winy, które aż paliło mnie pod powiekami.

Nie cierpiałam Ezry, ale zostanę gołąbkiem pokoju i zrobię to dla swojego ojca.

Rozdział 3

Erin

Po udanym weekendzie, który częściowo spędziłam z przyjaciółką na kanapie, objadając się lodami i oglądając filmy, a także z ojcem, gdy przyszedł, ku mojej radości, pomóc mi grzebać przy motocyklu, zaczęłam swój staż.

Moje rzeczy nadal nie zostały wypakowane z kartonów, natomiast harley i audi stały w garażu, gotowe na kolejne wojaże.

Auto posiadałam jedynie dlatego, że mogło się przydać, kiedy chciałam jechać na zakupy albo kogoś dokądś zabrać. W najbliższym czasie jednak powinnam pomyśleć o zezłomowaniu, bo obawiałam się, że ponaddwudziestopięcioletnia maszyna może nie przejść kolejnego przeglądu technicznego.

Nie dbałam o samochód, a nawet w tej chwili jazda nim mogłaby okazać się niebezpieczna.

Bez problemu mogłam kupić sobie nowy i to nie dlatego, że zarabiałam krocie w szpitalu. Przecież nawet jeszcze nie zaczęłam.

Lata temu ojciec otworzył dla mnie fundusz, a ten pozwoliłby mi nie pracować do końca życia i funkcjonować na dobrym poziomie. W tej chwili mogłam spokojnie utrzymać się z odsetek, natomiast nie planowałam trwonić tego daru. Miałam dwie zdrowe ręce i nogi, a także głowę na karku, więc jeśli audi dokona żywota, Blossom zostanie zmuszona, aby jeździć ze mną na motocyklu, a dostarczanie zakupów przecież mogę komuś zlecić.

Pozostała dwójka rezydentów okazała się sympatycznymi ludźmi, z którymi z pewnością się dogadam. Rudowłosa Alex powalała urodą i często się uśmiechała, a Nick uwielbiał opowiadać dowcipy.

Pracowałam już na większych oddziałach, ale w tej chwili raczej doceniałam fakt, że łóżek było jedynie czterdzieści. Zapewniało mi to komfort psychiczny, że dam sobie radę z ogarnięciem wszystkich dzieciaków, tym bardziej że podczas rezydentury przyjdzie czas na samodzielne i często poważne decyzje. Potrafiłam działać pod presją, wtedy mój mózg wskakiwał na najwyższe obroty, wpadałam w stan pełnego skupienia i koncentracji.

Podczas pierwszego obchodu czułam ekscytację i zapał, a tych nic nie mogło zniszczyć.

Kiedy w godzinach popołudniowych na oddziale pojawił się chłopiec skarżący się na silne bóle głowy i wymioty, Nick badał właśnie w gabinecie inne dziecko, a Alex udała się z kolejnym na prześwietlenie.

Przebadałam malucha bardzo skrupulatnie, sprawdziłam reakcję źrenic, uszy, gardło.

Chłopiec był niespokojny mimo obecności mamy, a ja wiedziałam, że pobyt w szpitalu to ogromny stres dla pięciolatka.

– Co planujesz zrobić? – zagadnął George, kiedy wyszliśmy z gabinetu, a ja udałam się w stronę dyżurki pielęgniarek.

Black starał się każdemu z nas poświęcić trochę czasu, wspierać radą czy dobrym słowem, chociaż z samego rana dostałam burę za to, że biegłam z próbówkami do laboratorium, zamiast zostać na oddziale. Badania jednak należało przeprowadzić szybko, a jedna z pielęgniarek nie dotarła do pracy na czas z powodu wypadku na autostradzie.

Cóż, zapewne jeszcze nie raz podejmę kiepską decyzję. Ryzyko zawodowe.

– Pełną morfologię i badanie u okulisty – poinformowałam, spoglądając w kartę przyjęcia i zakreślając odpowiednie rubryki. – A później się zobaczy.

– Coś podejrzewasz? – dopytywał, zerkając mi przez ramię.

– Wolałabym wypowiedzieć się na ten temat, kiedy dostanę wyniki – odpowiedziałam spokojnie. – Ale podejrzewam – potwierdziłam – kilka rzeczy.

W czasie lunchu nie spotkałam na stołówce ani Christiana, ani mojej siostry, co przyjęłam z ulgą. Posiłek zjadłam w towarzystwie dwójki rezydentów, rozmawialiśmy o studiach, dalszych planach i możliwościach rozwoju.

Niespodziewanie po południu ojciec poprosił, abym wpadła do jego gabinetu. Upewniłam się, że moja nieobecność nie zaważy na zdrowiu pacjentów, poinformowałam o tym Blacka, a następnie wjechałam windą na samą górę i udałam się do Ryana.

Mój ojciec siedział przy biurku, a miejsce naprzeciwko zajmowała Ezra. Dopiero po chwili zauważyłam, że Christian stał przy oknie.

– Coś się stało? – zapytałam szybko, wchodząc do środka.

Ezra zmierzyła wzrokiem mój biały fartuch lekarski z dinozaurami i księżniczkami, a także białe buty z wyhaftowanym misiem. Włożenie czegoś takiego z pewnością było poniżej jej godności.

– Wyglądasz dziwacznie – stwierdziła, krzywiąc się lekko. – Jak pracownica sali zabaw – dodała, nie doczekawszy się z mojej strony żadnej reakcji.

Nie zaszczyciłam jej nawet spojrzeniem, zamierzałam ignorować jej docinki ze względu na ojca.

– Siadaj – polecił Ryan, wskazując mi krzesło obok niej.

Zrobiłam to, o co poprosił, patrząc na ojca z konsternacją.

– Wezwałem was do siebie, aby ustalić pewne szczegóły.

Siostra nie wyglądała na zadowoloną, Christian wydawał się raczej zamyślony.

– Uważam, że każda twoja propozycja jest kiepska. – Ezra skrzywiła się lekko. – Wymyśl coś innego.

Spojrzałam na ojca z niemym pytaniem w oczach.

– Kwestia dotyczy przyszłości kliniki – wyjaśnił, wzdychając głośno. – Jak wiecie, sześćdziesiąt procent udziałów należy do mnie, czterdzieści do Christiana.

– Byłoby sprawiedliwie, gdyby Christian odsprzedał nam swoją część – burknęła Ezra.

– Niby dlaczego? – odezwał się już mocno poirytowany Ryan. – Odkupił udziały legalnie, zapłacił za nie uczciwą cenę.

– Ale to ty ją założyłeś – sapnęła siostra, mierząc Collinsa poirytowanym spojrzeniem.

– W chwili, kiedy wpadłem w kłopoty, nieważne było to, kto ją założył, rozumiesz? Wygrzebaliśmy się z kłopotów nie tylko dlatego, że Christian dysponował gotówką, ale także dlatego, że wiedział, co robić. Przestań szukać dziury w całym, Ezra.

– Muszę tego słuchać? – zapytałam szybko, spoglądając na zegarek. Lada chwila miały pojawić się wyniki chłopca. – Nie mam czasu i…

– Sprawa dotyczy także ciebie, więc siedź na tyłku – odezwał się Christian, a ja posłałam mu chłodne spojrzenie.

Za chwilę omówię z nim to, jak bardzo nie podoba mi się sposób, w jaki się do mnie odezwał.

– Jestem chory – odezwał się Ryan, oznajmiając dokładnie to, o czym wszyscy już wiedzieliśmy. – Chcę uczciwie ustalić, co stanie się później.

– Tato, nic się nie stanie i…

– Erin – zwrócił się do mnie łagodnie. – Chcę w razie czego mieć wszystko zaplanowane. Chcę was o tym poinformować osobiście, zanim wysłuchacie odczytu testamentu, aby nie było niedomówień. – Ryan odetchnął ciężko, przecierając dłońmi twarz. – Ty i twoja siostra dostaniecie po dwadzieścia sześć procent udziałów. Christian odkupi ode mnie osiem procent.

– To niepoważne – prychnęła Ezra. – Rodzinna klinika przejdzie tym samym w ręce obcego faceta! Christian zyska większość!

– Nie, jeśli się dogadacie. Ty i Erin.

Prawie wybuchnęłam śmiechem, bo czułam pewność, że do tego nigdy nie dojdzie, nie istniała na to najmniejsza szansa.

– Nic nie chcę, tato – odezwałam się, wstając szybko z miejsca. – To, co już dostałam, zupełnie mi wystarcza. Ze swoimi udziałami powinieneś zrobić to, co uważasz za słuszne.

– Siadaj, Erin. – Tym razem głos ojca okazał się mocno zniecierpliwiony i nie chcąc denerwować taty, wykonałam polecenie. – Taka jest moja decyzja i nie mam zamiaru jej zmieniać. Christian w znacznym stopniu przyczynił się do tego, jak to wszystko się rozwinęło, więc sprzedam mu swoje osiem procent. Planuję zostawić pieniądze także Leonie.

– Kasa dla gosposi? Poważnie, tato? – Ezra wyglądała, jakby miała zaraz wybuchnąć.

– Przestań – syknęłam do siostry. – Ojciec ma prawo dysponować własnym majątkiem, jak chce, a tobie nic do tego. Nie ty na to zapracowałaś.

– Co do reszty, dom, w którym mieszkam, dostaniesz ty, Erin, natomiast ten w Las Vegas Ezra. Dom w Miami dostanie Erin, ten w Nowym Jorku Ezra – kontynuował, nie zwracając uwagi na słowa moje i siostry.

Christian nie powiedział już ani słowa podczas tej rozmowy. Milczał, uparcie wpatrując się w widoki za oknem.

– Jeśli chodzi o samochody, akcje i…

Pośpiesznie wstałam, niemal przewracając krzesło, na którym siedziałam, a następnie wyszłam z gabinetu, nie mogąc już dłużej słuchać tego podziału majątku jeszcze za życia ojca. Łzy szczypały mnie pod powiekami, serce tłukło się w klatce piersiowej, kiedy szybko poruszałam się szpitalnym korytarzem. Ryan planował wszystko tak, jakby już wiedział, że zbliża się koniec, a ja nie potrafiłam tego znieść, nie mogłam w tym uczestniczyć.

W pewnej chwili poczułam mocny uścisk na ramieniu, a w następnej zostałam odwrócona z taką szybkością, że wpadłam na umięśnioną klatkę piersiową, a białe guziki koszuli wbiły mi się w nos.

Christian. Poznałam go po zapachu.

Szybko się odsunęłam i spojrzałam na niego ze złością, na co on puścił moje ramię i cofnął się o krok.

– Nie rób tego.

– Czego mam nie robić? – zapytałam przez ściśnięte z emocji gardło.

– Nie zostawiaj go w chwili, kiedy chce załatwić wszystkie sprawy, żeby gdy nadejdzie czas, móc spokojnie odejść – wyjaśnił ściszonym głosem.

Przełknęłam głośno ślinę. Nie wzięłam pod uwagę uczuć ojca, możliwości, że faktycznie tego potrzebował. Nie potrafiłam jednak racjonalnie myśleć, kiedy on tak spokojnie informował, kto co dostanie po jego śmierci.

– Nic nie chcę i…

– Jesteś jego córką – przerwał mi ostro. – To normalne, że nie zostawi cię z niczym. Po jego śmierci zrobisz z tym, co chcesz, oddasz bezdomnym, cokolwiek. Ale teraz weź się w garść i pozwól mu załatwić sprawy tak, jak to zaplanował. Bo jest mu łatwiej, rozumiesz?

– Ezra…

– Ezra to głupia suka – warknął, zaciskając mocno pięści.

Nigdy wcześniej nie słyszałam, by wyrażał się o kimś w taki sposób.

– Wróć tam, Erin. Nie dla siebie, dla niego.

Wróć tam, Erin. Nie dla siebie, dla niego.

Te słowa tłukły mi się po głowie, aż w końcu zrozumiałam, że podczas gdy ojciec pragnął uporządkować swoje sprawy, aby zyskać spokój, ja uciekłam jak ostatni tchórz, nie biorąc zupełnie pod uwagę faktu, że może Christian miał rację, w taki sposób ojcu będzie łatwiej…

Jak na autopilocie ruszyłam do gabinetu Ryana, a następnie wysłuchałam wszystkiego, co miał do powiedzenia.

Moja siostra wtrącała się co chwilę, miała jakieś uwagi i najwidoczniej sądziła, że wszystko należy się jej, bo to ona od zawsze tkwiła przy boku ojca. Miałam gdzieś ten cały podział majątku.

Coś zakłuło mnie jednak w piersi, kiedy usłyszałam, że Christian dostanie jego ulubionego rolexa jako pamiątkę. Ojciec nigdy nie rozstawał się z tym zegarkiem, nosił go od lat i skoro planował już, kto go otrzyma, sytuacja stała się naprawdę kiepska. Musiałam się temu przyjrzeć, i to w najbliższym czasie.

***

Dzień minął tak szybko, że zanim się obejrzałam, nadszedł koniec naszej zmiany. Czułam zmęczenie i jednocześnie satysfakcję. Okazało się, że przyjętemu przeze mnie chłopcu nie dolegało nic groźnego. Miał mocno powiększony trzeci migdał i należało go w trybie pilnym usunąć.

Nadal nie potrafiłam dojść do siebie po tym podziale majątku, który odbył się w gabinecie ojca. Zrozumiałam, że jeśli on naprawdę odejdzie, ja nie zamierzam zostać w klinice, współpracować z moją siostrą, bo to zdecydowanie coś ponad moje siły. Nie potrafiłam wytrzymać w jej obecności kwadransa, a co dopiero, kiedy zostaniemy zmuszone do ścisłej współpracy.

Kiedy wróciłam do domu, wzięłam prysznic, a następnie zadzwoniłam do przyjaciółki. Nie spotkałam jej w recepcji, ponieważ miała dopiero nocną zmianę.

Wygadałam się, powiedziałam jej o wszystkim, co mnie męczyło, a Bloss tego wysłuchała i wspierała kojącym głosem. Jak zawsze zresztą.

Nie miałam siły na zjedzenie kolacji, więc od razu po zakończeniu połączenia udałam się do sypialni i długo nie mogłam zasnąć, wpatrując się w jasną łunę pochodzącą z okien i neonów innych budynków oraz miejskiego oświetlenia.