Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Przeszłość nigdy nie opuszcza nas na dobre.
Mija dziesięć miesięcy od dnia, w którym Alex Krycek podjął radykalną decyzję.
Dziesięć miesięcy, podczas których siedemnastoletnia Cassandra odbudowywała swój świat na nowo, odcinając się psychicznie od amerykańskiej mafii. Nie wie jeszcze, że niespodziewany wyjazd jej starszego brata do Stanów Zjednoczonych znowu pogmatwa jej życie oraz wpędzi pod nogi znanych oprawców. Ponowne spotkanie swojego największego Koszmaru obedrze ją z tego, na co długo pracowała. Co, jeśli to teraz Alex będzie jedyną odpowiedzialną osobą za odzyskanie wolności dziewczyny? Na jaw wyjdą nie tylko szczere słowa, nieprawdopodobny powrót bliźniaka, ale również plany dotyczące stawienia czoła potężnej mafii.
Jednak tym razem Koszmar nie pozwoli Cassie tak łatwo uciec…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 273
Rok wydania: 2023
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dla tych, którzy ciągle walczą
A co, jeśli poznaliśmy się tylko po to,by mógł powstać jeden wiersz?
Anna Ciarkowska
PROLOG
Przez ostatnie trzy dni niemal cały czas padał deszcz. Po ulicach toczyły się samochody. Czasem można było napotkać spokojnie spacerujących przechodniów. Po wszystkich złych wspomnieniach zostały tylko niewyraźne szlaczki, których nigdy już nie zamierzałam łączyć.
Kiedy wróciłam do swojego domu, do Polski, osłabienie spowodowane wydarzeniami ostatnich miesięcy sprawiło, że po położeniu się we własnym łóżku obudziłam się dopiero po szesnastu godzinach snu. Zawinięta w swoją świeżą, czystą kołdrę, z wtulonym we mnie psem, śniłam o totalnej pustce. Pojawiały się też rzeczy, które nie powinny się nikomu śnić, ale i one nie były w stanie mnie wybudzić.
Miasteczko praktycznie od razu dowiedziało się o moim „powrocie”. Zrobił się niemały szum i wtedy przez dwa albo trzy dni siedziałam przy oknie, słysząc z tyłu głowy głosik, który uparcie powtarzał, że ktoś po mnie przyjedzie. Kładłam się zmęczona wyczekiwaniem i zasypiałam osaczona nieprzyjemnymi, dręczącymi snami. Przez pierwszy tydzień nie wychodziłam z domu i na szczęście ani rodzice, ani mój brat nie zmuszali mnie do spacerów. Niechciane myśli nawiedzały mnie w każdej możliwej chwili, doprowadzając w końcu do okropnego stanu emocjonalnego. Byłam silna tak długo, jak potrafiłam, jednak z czasem wszystko zaczęło mnie przytłaczać i dusić. W pewnym momencie nie wytrzymałam presji powracającej do mnie przeszłości, która wydarzyła się zaskakująco niedawno, i zgodziłam się pójść do psychoterapeuty, który był przyjacielem taty. Nie miałam zamiaru już nigdy więcej doświadczać ataków paniki czy płakać w poduszkę przy kolejnym wspomnieniu o Maxie albo o tym, czego się dopuścił.
Na spotkania chodziłam raz w tygodniu i jedyne, czego się obawiałam, to że mój psychoterapeuta nie zrozumie mnie ani moich problemów. Na szczęście od razu wzbudził we mnie zaufanie i już po trzeciej sesji poczułam, że powoli zaczynam wracać do życia. Martwiłam się jedynie tym, czy to wszystko nie działo się za szybko, ale z każdym dniem, kiedy otwierałam oczy, czułam się troszkę lepiej. Dzięki spotkaniom z przyjacielem taty robiłam widoczne postępy i nie miałam zamiaru oglądać się za siebie. Zaczęłam wychodzić na zewnątrz – oczywiście pod okiem rodziców, brata lub przyjaciółki. Pewnego dnia stwierdziłam, że nadszedł czas, by wrócić do szkoły. Mama i tata dali mi dwa dni na przemyślenie tej decyzji, ale ostatecznie któregoś poniedziałku stanęłam przed grubymi murami nowej szkoły.
Udało mi się spokojnie pozaliczać wszystkie sprawdziany i kartkówki, których nie pisałam wcześniej, i zdać semestr. Dopiero pod koniec grudnia odważyłam się – albo raczej dostałam pozwolenie – na samotny spacer z psem. Cały czas trzymałam telefon w dłoni, aby w razie czego szybko wykonać połączenie, choć starałam się nie panikować.
W styczniu świat na chwilę wstrzymał oddech, kiedy w Sendai, w Japonii, wykryto niebezpieczną grypę. Doskonale wiedziałam, kogo dotyczyła ta sprawa, chociaż nie spodziewałam się, że po tych kilku miesiącach cokolwiek jeszcze zdziałają. Nie było mi wtedy absolutnie do śmiechu, bo przez informację o panującej w Japonii epidemii szybko wróciły do mnie ułamki wspomnień. Japoński rząd bardzo szybko doprowadził cały kraj do całkowitego zamknięcia oraz odizolowania wszystkich obywateli. Dzięki błyskawicznemu zareagowaniu państwo zatrzymało rozprzestrzenianie się wirusa, który po jakimś czasie okazał się nie tak niebezpieczny, jak przewidywano wcześniej.
Na początku marca po powrocie ze szkoły dowiedziałam się, że mój brat wyleciał z Polski do któregoś z miast znajdujących się w Stanach Zjednoczonych. Jego nazwę zwykle zapominałam, bo była nieprzyjemnie długa i poplątana. Wiedziałam, że planował ten lot od dwóch tygodni i że był związany z podróżą do jego przyjaciela, ale nie przyszłoby mi do głowy, że przed podróżą mnie nie uściska. Brak pożegnania zakłuł mnie delikatnie w sam środek serca, dlatego nawet nie miałam ochoty z nim potem rozmawiać.
Pod koniec kwietnia ostatni raz spotkałam się ze swoim psychoterapeutą, który sam stwierdził, że po dziesięciu miesiącach solidnej pracy nie potrzebuję już jego pomocy.
W pierwszy czwartek miesiąca miała się odbyć dyskoteka szkolna wieńcząca setną rocznicę placówki. Nie miałam ochoty w niej uczestniczyć, bo nie przepadałam za żadnymi imprezami, ale tak się złożyło, że szła cała moja klasa, a przyjaciółka nie dopuściłaby do tego, bym została w mieszkaniu i obżerała się chrupkami w samotności.
Oddałabym jednak wiele, by zostać tamtego dnia w domu...
ROZDZIAŁ 1
Alex28.07.2015
Tutejsze ulice były puste. Sunąłem wolno po uśpionym mieście, bo nigdzie mi się nie spieszyło. Muzyka w mojej ulubionej stacji leciała praktycznie od początku naszej podróży, ale towarzyszyła mi też w najprzeróżniejszych momentach w moim życiu. Zawsze podczas jazdy samochodem potrzebowałem odrobiny dźwięków, bo inaczej nie potrafiłem się skupić, a bez tego kolejne kilometry wlekły się w paskudnie wolnym tempie.
Westchnąłem i spojrzałam na siedzącą obok mnie osobę. Opierała głowę o szybę i spała w najlepsze. Gdybym pół roku temu pomyślał, że moje życie zawali jakaś szesnastolatka... Za dużo przeżyłem. Za dużo wycierpiałem i wypłakałem, aby znowu wszystko się spieprzyło.
Doskonale pamiętałem tamten moment sprzed czterech lat. Miałem dwadzieścia lat i skończoną szkołę z wyróżnieniem, wspaniałą matkę, najlepszego przyjaciela Elijaha oraz brata bliźniaka. Te trzy osoby wystarczały mi do szczęśliwego życia. W pewnej chwili wszystko zaczęło ode mnie uciekać, a na końcu pozostało mi grząskie dno i ciemność mafii.
Ponownie westchnąłem. Zrobiłem głośniej muzykę, chociaż już całkiem pochłonęły mnie wspomnienia. Rysujący się w pamięci obraz, gdy zostawiałem mojej matce jedynie naprędce skreślony list, był nie do zniesienia. Do dzisiaj nie chciałem myśleć, jak mogła na niego zareagować. Zostawiłem tę kartkę w czasie, kiedy była w swojej ulubionej pracy, a gdy ją czytała, ja prawdopodobnie siedziałem już w samochodzie obok któregoś faceta z gangu oraz powstrzymywałem łzy.
Mamo, dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. Proszę Cię, abyś nie zgłaszała mojego zniknięcia na policję. Bardzo Cię kocham.
Alex
Westchnąłem raz jeszcze. Dużo wzdychałem w ostatnim czasie.
Elijaha poznałem w szkole podstawowej. Usiadłem obok niego podczas uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego, a on, jak gdyby nigdy nic, do mnie zagadał. Odkąd pamiętałem, był cholernym gadułą, ale uwielbiałem to jego gadanie, mimo że czasem kompletnie nie miało sensu. Składaliśmy razem samoloty, układaliśmy puzzle oraz budowaliśmy przeogromne fortece z krzeseł, poduszek i koców. Moja matka traktowała go jak trzeciego syna, a Elijah był za to bardzo wdzięczny, gdyż wychowywał się tylko z ojcem, zatem idealnie się to uzupełniało. W końcu zaczęliśmy grać w warcaby, a kiedy odkryliśmy szachy, przekopaliśmy całe biblioteki: czytaliśmy o największych mistrzach świata, o historii szachów, a w ostateczności spędzaliśmy godziny nad nauką tej gry. Nawet po wielu latach nie zaprzestaliśmy wspólnych rozgrywek, chociaż nigdy nie odważyliśmy się zapisać na jakiś konkurs czy też wstąpić do jakiegoś klubu.
Po odejściu z domu nigdy już nie zagrałem w szachy.
Ostatni raz spojrzałem na śpiącą Cassie, a potem podjechałem pod dom jej babci.
To ona była jedyną osobą, która przytuliła mnie pierwszy raz od chwili, gdy dołączyłem do mafii. Poczułem się dosyć nieswojo, dlatego szybko odgoniłem ją od siebie, ale w środku poczułem coś ciepłego, coś, czego mi bardzo brakowało.
Pamiętałem, że gdy się ze mną pożegnała, to widziałem już tylko, jak szła szybko w stronę tamtego domu, a ja stałem oparty o maskę samochodu i dochodziłem do siebie po jej niespodziewanym dotyku. Kiedy zauważyłem, że zniknęła w ciemności, rozkleiłem się. Z tęsknoty, z żalu, z powodu wszystkiego, ponieważ najgorsze było jeszcze przede mną.
Jednak nadal stałem.
Marzyłem, by jeszcze raz mnie przytuliła.
Cassie5.05.2016
Stąpałam spokojnie po mokrym betonie, trzymając jedną ręką trzymetrową smycz z psem. Starałam się każdego dnia wychodzić do pobliskiego parku na spacer. Wiadomo, że czasami musiałam sobie odpuścić, kiedy padał deszcz lub miałam okropnego lenia, ale dla mojej Sary pogoda ani moje samopoczucie nie stanowiły żadnej przeszkody. Jej oczom ciężko było odmówić.
Miałam jeszcze niecałe cztery godziny do wyjścia. Pociągnęłam psinę w kierunku jednej z bram w parku, ale zamiast pójść do domu, skierowałam się w bardziej ruchliwą stronę miasta. Chciałam jeszcze trochę pochodzić, ale nie za długo, aby nikogo niepotrzebnie nie stresować. Schowałam wolną rękę do kieszeni i nieco przyspieszyłam, gdy powiało mi po nogach; majowa pogoda w tym roku była bardzo zmienna.
Samochody na jezdni sunęły w stronę skrzyżowania. Skorzystałam z przejścia dla pieszych, przeszłam obok jednostki straży pożarnej, minęłam przystanek autobusowy, po czym stwierdziłam, że pora wracać. Trochę zmarzłam, a ciemniejące niepokojąco chmury zaczęły przykrywać niebo. Nie miałam zamiaru moknąć, dlatego przyspieszyłam kroku i wyciągnęłam z kieszeni klucze do drzwi wejściowych w bloku.
Na klatce schodowej jak zawsze było chłodno i pusto. Wieczorami to miejsce wyglądało nie do zniesienia. Dotarłam prędko na drugie piętro i z ulgą weszłam do ciepłego wnętrza mojego mieszkania. Odezwałam się jeszcze w progu do siedzącej w kuchni mamy, informując ją, że już wróciłam. Wytarłam posłusznie czekającej Sarze łapy i pozwoliłam pognać do innego pokoju i napić się wody. Zdjęłam buty i podreptałam w puchatych kapciach do kuchni.
– Co tam gotujesz? – zwróciłam się do mamy, podchodząc do kuchenki gazowej, na której stał garnek pełen zupy.
– Twój ojciec naprosił się o zupę gulaszową – odpowiedziała moja ukochana ciemnowłosa kobieta, siedząca przy stole z telefonem w ręce.
– No tak. – Zaśmiałam się pod nosem, po czym wstawiłam czajnik na drugi palnik i wyjęłam z szafki wysoki kubek.
– O której mam cię podwieźć do szkoły? – spytała po chwili, podchodząc do kuchenki, aby zamieszać zupę.
– Możemy wyjechać o wpół do szóstej. Zapowiadają, że ta szkolna impreza skończy się koło dwudziestej drugiej, ale nigdy nie wiadomo, więc będę do ciebie dzwonić – odparłam. – Możliwe zresztą, że przyjadę z Paulą, to nie będziesz musiała urywać się z pracy.
– Zobaczymy. – Uśmiechnęła się.
Pomimo wszystkich wizyt u przyjaciela taty, który wyprowadził mnie z depresji i wszelkiego zła, złego dotyku człowieka, poniżających słów, nie udało mu się powstrzymać mnie przed myśleniem o jednym mężczyźnie. Do dzisiaj zastanawiałam się, co by się ze mną stało, gdyby wtedy nie zostawił mnie u babci w Stanach. Byłam pewna, że przez ten czas spotkałyby mnie najkoszmarniejsze scenariusze i jest wielce prawdopodobne, że już bym nie żyła. Nie powinnam była wściubiać nosa w sprawy Alexa, ale ciekawiło mnie to, czy nadal był w mafii, co się stało, gdy Mike dowiedział się, że znalazłam się w domu, i najważniejsze – czy nie został zabity.
Poczułam się znowu tak, jakby siedział obok mnie i opowiadał jakiś fragment historii na temat mafii albo swojego brata. Nadal pamiętałam jego zirytowany wyraz twarzy, kiedy pytałam go o pozwolenie na wykonywanie każdej czynności. Przypomniałam sobie zimne i puste oczy, gdy pierwszy raz spotkał mnie w lesie, mając pewność, że byłam japońskim szpiegiem. W końcu zobaczyłam jakiś blask w jego oczach, a potem zaskoczył mnie łagodny głos, który usłyszałam po raz ostatni.
Wiedziałam, że minie jeszcze dużo czasu, zanim zacznę mniej o nim myśleć.
Zwlekłam się z łóżka prosto w kierunku łazienki, zabierając uszykowaną już kilka godzin wcześniej czarną sukienkę. Wskoczyłam pod prysznic, kiedy woda była jeszcze nieprzyjemnie chłodna – miałam jednak zamiar się dobudzić i przestawić na kolejne aktywne godziny. Po dłuższym prysznicu wsunęłam na nogi rajstopy, a następnie włożyłam sukienkę. Wygładziłam rękoma jej dół i wygięłam do tyłu ręce, aby bez problemu zasunąć zamek.
Ze względu na późną godzinę pospieszyłam się z suszeniem włosów. Stałam chwilę przed lustrem, by się pomalować, ale jak zawsze skończyło się na prostych kreskach i tuszu do rzęs. Umyłam zęby, a gdy wyszłam z łazienki, napotkałam mamę.
– Ślicznie wyglądasz. – Dopięła mi do końca zamek sukienki. – Wychodzimy?
– Dzięki – powiedziałam i uśmiechnęłam się. – Jeszcze chwilkę.
Wróciłam do swojego pokoju, aby spakować do małego plecaka dresy i bluzę na zmianę. Wyciągnęłam z szuflady portfel, znalazłam chusteczki i zabrałam telefon z łóżka. Mama już na mnie czekała, więc wsunęłam czarne trampki oraz ściągnęłam z wieszaka cienką kurtkę.
– Nie zmarzniesz? – spytała, otwierając drzwi.
– W szkole będzie ciepło. – Pogłaskałam psa na pożegnanie i razem wyszłyśmy z bloku.
Podeszłyśmy do naszego auta i prędko weszłyśmy do środka. Wewnątrz panował chłód, na szczęście już po krótkiej chwili ciepłe powietrze z klimatyzacji nas ogrzało. Droga autem do szkoły wynosiła niecałe piętnaście minut, więc nie miałam obaw, że się spóźnię.
Wyprostowałam się na siedzeniu i wyciągnęłam telefon, aby napisać do Moniki, że niedługo będę pod szkołą. Na ulicy nie było za dużego ruchu, dlatego nie musiałyśmy stać przez kilka minut na światłach.
Nim się obejrzałam, zobaczyłam dobrze znany mi budynek szkoły. Mama wjechała na miejsce parkingowe.
– Baw się dobrze.
– Postaram się – odpowiedziałam i przytuliłam ją. – Będę pisać. – Odpięłam pas i wysiadłam.
Kiedy mama odjechała, ruszyłam do budynku, gdzie pod dużymi drzwiami czekała na mnie moja przyjaciółka. Wtuliłyśmy się w siebie i po chwili weszłyśmy do ciepłego, dusznego środka. Po korytarzach niosła się cicho muzyka, a my skierowałyśmy się do naszej klasy, gdzie zostawiłyśmy przyniesione rzeczy. Przywitałam się z resztą osób, a potem większą grupą poszliśmy w stronę ekstrawagancko przyozdobionej małej sali w odcieniach ciemnego fioletu i złota. Nikt z nas nie spodziewał się takiego wystroju. Było już kilka minut po osiemnastej, gdy któryś z uczniów z równoległej klasy zaprosił przez mikrofon dyrektora szkoły. Mężczyzna zjawił się dosyć szybko w eleganckim garniturze, krawacie w kaczki oraz kapeluszu wędkarskim. Wszyscy przywitali go oklaskami, a następnie umilkli, by starszy mężczyzna wygłosił krótką mowę i na zakończenie życzył hucznej, choć grzecznej zabawy.
Na samym początku puścili słynne „Kaczuchy”, aby „rozgrzać towarzystwo”, więc dobre trzy czwarte osób stanęło w wielkim kółku i wykonywało gesty w rytm muzyki. W tym kółku byłam również ja, bo im więcej ludzi znajdowało się na parkiecie, tym mniej byłam skrępowana. Nie przepadałam za imprezami czy potańcówkami – zawsze wolałam swój wolny czas spędzić samotnie na czytaniu lub rysowaniu niż w większym gronie osób. Całkowitym przeciwieństwem była moja przyjaciółka, ale jakoś wytrwałyśmy ze sobą przez te dziewięć lat.
Myślałam, że zejdę z parkietu już po pierwszym utworze, ale następny był tak dobry i skoczny, że zostałam. Dopiero po jakimś czasie, gdy nastała krótka przerwa, podeszłyśmy do stolików z przekąskami oraz napojami. Nalałyśmy sobie po kubku soku i skierowałyśmy się do naszej klasy, żeby odpocząć. Od razu dołączyło do nas kilka osób, bo reszta postanowiła wyjść na świeże powietrze albo zaszyć się w toalecie i przesiedzieć tam resztę czasu.
Zagraliśmy na tablicy w wisielca, po czym wróciliśmy na salę w jeszcze lepszych humorach. Chłopak odgrywający rolę didżeja idealnie dobierał piosenki. Bawiłam się tak dobrze, że już teraz czułam pulsujący ból łydek oraz lekkie mrowienie w skroni. Kolejna przerwa zaczęła się o wiele później niż ta pierwsza, więc byliśmy jeszcze bardziej wyczerpani. Przez chwilę poczułam takie zmęczenie, że zamarzyłam o powrocie do domu, ale przyszła do nas nasza wychowawczyni, która momentalnie przywróciła nam dobry humor. Kobieta rozmawiała z nami tak, jakbyśmy wcale nie byli jej uczniami, tylko dobrymi znajomymi.
Było już kilka minut po dwudziestej pierwszej, lecz nikt nie liczył czasu do zakończenia hucznej imprezy, do której dołączyli nawet niektórzy nauczyciele. Muzyka grała w najlepsze, było tak głośno, że na pewno piosenki były słyszane w dużej odległości od szkoły.
Gdy kończyłam jeść babeczkę, jeden z uczniów równoległej klasy poprosił moją przyjaciółkę Monikę do tańca. Stałam jeszcze przez moment i patrzyłam, jak blondwłosa dziewczyna uśmiecha się do swojego kolegi. Jej gruby warkocz podskakiwał w rytm tańca. Ten widok przeniósł mnie do naszych dziecięcych lat, kiedy to przypadkowo poznałyśmy się na huśtawce pod blokiem. Potem tańczyłyśmy do jakiejś głośnej muzyki, która dochodziła z jednego z mieszkań. Obie miałyśmy uplecione warkocze, a brudne kolana tylko wskazywały, jak dobrze się bawiłyśmy. Od tamtego spotkania minęło dziewięć lat. Nawet do teraz zdarza nam się mieć brudne kolana czy podobne fryzury.
Uśmiechnęłam się.
Niestety ból głowy dobijał mnie o wiele bardziej niż jeszcze chwilę temu, dlatego oświadczyłam Monice, że wyjdę na zewnątrz, by nabrać świeżego powietrza.
Wzięłam ze sobą telefon, by od razu zadzwonić do rodziców i poinformować ich, że mam z kim wracać do domu. Otworzyłam masywne drzwi, a chłód uderzył w moje policzki. Ucieszyłam się, że wzięłam ze sobą letnią kurtkę. Narzuciłam na siebie kaptur i przysiadłam na pobliskim murku, żeby chwilę odetchnąć. Wiał przyjemny, lekki wiatr, który był dla mnie błogosławieństwem.
Sprawdziłam z ciekawości media społecznościowe, gdzie już kilka osób powstawiało zdjęcia z dzisiejszego wieczoru.
Myślałam, że już nic nie popsuje tego dnia, kiedy nagle dostałam powiadomienie o otrzymanym SMS-ie. Od razu pomyślałam o swoim bracie, który już od dwóch miesięcy siedział w Stanach Zjednoczonych i sporadycznie się odzywał.
Wybrałam w telefonie ikonkę skrzynki odbiorczej i w chwili, gdy w nią weszłam, po moim ciele przepłynęło lodowate zimno.
NUMER NIEZNANY: Wracaj do domu.
W tamtym momencie nie wiedziałam, czy zacząć panikować, czy zachować spokój. Wpatrywałam się w ekran swojego telefonu, mając nadzieję, że to jakiś głupi żart. Nie chciałam wierzyć w to, co podpowiadały mi moje myśli. Wzięłam głębszy wdech – już dosyć niespokojny.
JA: To chyba pomyłka.
Liczyłam na to, że za chwilę dostanę potwierdzającą odpowiedź lub jakieś przeprosiny za błędnie wysłaną wiadomość, lecz po niecałej minucie otrzymałam kolejnego SMS-a. Totalnie zmroził krew w moich żyłach. Zsunęłam się z murka i poczułam, jak miękną mi nogi.
NUMER NIEZNANY: Pospiesz się.
NUMER NIEZNANY: Lepiej, żeby nikt nie dowiedział się o tej wiadomości, bo poleci czyjaś głowa.
NUMER NIEZNANY: Nie chcesz mieć na sumieniu swojego tatusia, prawda?
O mało co nie upuściłam telefonu na chodnik. Moje ciało drgnęło, a mięśnie momentalnie się napięły, powodując ból całego ciała. Ukucnęłam, chowając twarz w dłoniach i starając się spokojnie myśleć, jednak strach zapukał do mojej głowy z siłą, jakiej nie pamiętałam od paru dobrych miesięcy. Po policzkach spłynęło kilka drobnych łez, które nakapały na moją sukienkę.
JA: Kim jesteś?
Kiedy pisałam tę wiadomość, trzęsły mi się ręce. Nie miałam zamiaru uwierzyć, że przeszłość właśnie pukała do moich drzwi i natarczywie starała się wejść do środka. Kiedy pomyślałam o tych wszystkich złych osobach, o których udało mi się już prawie zapomnieć, zrobiło mi się paskudnie duszno i niedobrze.
NUMER NIEZNANY: Twoim Koszmarem.
NUMER NIEZNANY: Gęba na kłódkę, bo pożałujesz.
Uniosłam lekko głowę, ale przez zalane łzami oczy widziałam tylko rozmywający się ciemny parking oraz kilka drzew. Byłam w absolutnym szoku i nie wiedziałam, co w tej sytuacji powinnam zrobić, mimo że ta osoba w swoich wiadomościach zadecydowała już za mnie. Zapadłam się w sobie i nie miałam siły wstać ani nawet wykonać jakiegokolwiek ruchu. Nie miałam czasu, aby to wszystko przemyśleć. Dodatkowo przestraszyłam się uchylających się drzwi.
– Tu jesteś! – zawołała moja przyjaciółka. – Co się dzieje? – zapytała, podchodząc do mnie.
Byłam między młotem a kowadłem, bo z jednej strony chciałam jej wszystko powiedzieć, a z drugiej czułam, że nie mogę tego zrobić. Nie potrafiłam też zatrzymać czasu, aby zastanowić się nad odpowiedzią. SMS-y wyraźnie mówiły o tym, że gdybym wspomniała o nich słowem, to komuś mogła stać się krzywda, a ja nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.
– Źle się czuję... – skłamałam i przełknęłam łzy, kontynuując bardziej opanowanym głosem: – Za-dzwoniłam do mamy, żeby po mnie przyjechała – dodałam z wielkim żalem w sercu.
– Ej, spokojnie. Położysz się niedługo do łóżka i poczujesz lepiej. – Pogładziła moje ramię. – Pójdę po twoje rzeczy, dobrze?
– Chcę się przebrać... – wypaliłam skołowana i powoli się podniosłam.
– To idź do łazienki, a ja przyniosę ci plecak.
Spojrzałam na jej zatroskaną twarz i przytaknęłam, po czym odwróciłam głowę, zerkając za siebie.
Wiedziałam, że ktoś mnie obserwował.
Weszłam do ciepłego korytarza, który tylko pogorszył mój stan fizyczny. Powstrzymywałam się od płaczu, mimo coraz silniejszego naporu łez. Przybrałam maskę, aby inni nie dopytywali, co się stało. Żałowałam teraz, że wyszłam na zewnątrz, ale nie chciałam się oszukiwać – jeżeli planowali względem mnie jakieś ruchy, to z biegiem czasu i tak ktoś by się odezwał.
Na trzęsących nogach udałam się do prawie pustej łazienki i podeszłam do umywalki, aby przemyć kilkukrotnie twarz chłodną wodą, która jakimś cudem zmyła z moich powiek kreski i tusz do rzęs. Wytarłam twarz papierowym ręcznikiem i dostrzegłam w lustrze Monikę.
Wzięłam od niej plecak i zamknęłam się samotnie w toalecie. Potrzebowałam pobyć sama, spróbować uwolnić myśli od SMS-ów, które otrzymałam. Ściągnęłam sukienkę oraz rajstopy, a następnie włożyłam swoje dresy, skarpetki i bluzę. Przebieranie dłużyło mi się niemiłosiernie, a pod koniec, gdy włożyłam ciemną kurtkę, dostałam ostatniego SMS-a.
NUMER NIEZNANY: Czas goni.
Z udawanym spokojem wyszłyśmy z Moniką z łazienki. Okłamałam przyjaciółkę, mówiąc, że moja mama czeka już na parkingu i żeby ze mną nie szła.
Z całego serca nie chciałam wychodzić ze szkoły. Udawałam przed samą sobą, że dotrę spokojnie do swojego mieszkania, a to wszystko było jedynie jakimś kretyńskim dowcipem. Ściskałam w dłoni telefon, drżały mi wargi, a nogi z każdym krokiem odmawiały posłuszeństwa.
Szłam dzielnie już od trzech minut, mocząc pojedynczymi łzami policzki, bo nie miałam siły na to, by się rozpłakać. Tak bardzo chciałam już ujrzeć swój blok, ale nie przeszłam jeszcze połowy drogi. Potwornie się bałam. Otarłam wilgotne powieki, bo wypełniające moje oczy łzy coraz mocniej zamazywały mi pole widzenia. W uszach słyszałam dudniącą krew, dokuczały mi ostre skurcze brzucha i pomyślałam, że na pewno zaraz zemdleję.
Odblokowałam telefon, ale nie zdążyłam nawet dotknąć palcem ekranu, bo jakaś silna, męska ręka objęła mnie wokół talii. W nosie poczułam duszący zapach, a mężczyzna okazał się tak mocny, że zrezygnowałam z walki. Pociągnął mnie w miejsce, gdzie nie docierało światło latarni, i siłą popchnął na chodnik. Po krótkim czasie substancja, którą wdychałam, osłabiła mnie jeszcze mocniej, dlatego napastnik odsunął chusteczkę i odgarnął pojedyncze kosmyki z mojej twarzy.
– Miło cię znowu widzieć, Cass.
Ten głos, którego już nigdy więcej miałam nie usłyszeć, znowu do mnie powrócił.