Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Czy każda historia musi mieć szczęśliwe zakończenie?
Po powrocie do domu Cassandra Donne stara się odnaleźć dawną iskierkę życia. Spokojem nie cieszy się jednak długo. Otrzymuje bowiem wiadomość od jednego z oprawców na temat jej brata, który kilka miesięcy wcześniej wyjechał do Stanów Zjednoczonych.
Wkrótce przy jej boku pojawia się Alex. Wiele spędzonych razem na szczerych rozmowach dni mocno zacieśnia ich relację, chociaż i to zaufanie zostanie poddane próbie. Przez jeden z nieświadomych błędów Krycek sprowadza na siebie i na Cassie mafijne problemy. Nawet i dobrze dopracowany spisek bliźniaków w przyszłości okaże się porażką, a to wszystko wykorzysta Koszmar – wprowadzi zamęt i zabierze Alexowi osobę, która w pewnym momencie stała się dla niego najważniejsza.
Przeprawa przez Morze Bałtyckie wprost do zimnej Norwegii może wzbudzić w Cassie wszystkie demony smutku i złości na tego, który nie wysłuchał jej próśb. Czy pomimo bezsilności wobec swojego Koszmaru zobaczy ostatnie światełko w tunelu?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 334
Rok wydania: 2023
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dla tych, którzy ciągle walczą
A co, jeśli poznaliśmy się tylko po to,by mógł powstać jeden wiersz?
Anna Ciarkowska
PROLOG
Tallahassee
Było chłodno. Pozasłaniane w oknach rolety świadczyły o tym, że w mieszkaniach spały rodziny. Co jakiś czas dało się zobaczyć delikatne oznaki włączonego telewizora. W jednym bloku dosyć głośno krzyczało głodne dziecko, a w innym, w ciemności chowała się szlochająca i posiniaczona kobieta.
Budziki czekały cierpliwie na odpowiednią godzinę, aby z hukiem zbudzić słodko śpiące osoby. Przeniesione w dolinę snów kołysały się w rytm niezrozumiałej muzyki. Nikt nie słyszał wołania wiszącej oraz więdnącej rośliny, a skowyt zmęczonego kota uciszał nocny pociąg. Pomimo okropnej ciemności w parku siedziała grupka nastolatków palących papierosy, którzy z otępieniem wpatrywali się w ekrany smartfonów. Za rogiem dudniła głośna elektroniczna muzyka, gasząca głosy rozmawiających tam osób. Kolorowe światła odbijały się od stojącego niedaleko ciemnego mercedesa, gdzie za przyciemnionymi szybami dwójka przypadkowych ludzi uprawiała seks.
Na opustoszałej stacji paliw starszy mężczyzna przeglądał ostatnie zdjęcia ze zmarłą wnuczką. Obok parkingu rozmawiały ze sobą dwie pijane przyjaciółki, które w tym samym momencie zwróciły uwagę na błyskające niebo.
Delikatne, muskające skórę krople deszczu dotknęły nawet nastolatków, którzy z prędkością światła zabrali swoje torby oraz pognali w kierunku bogatego strzeżonego osiedla.
Półtora kilometra dalej życie było trochę inne.
W brudnym i śmierdzącym budynku we wschodniej części Ameryki, w Tallahassee, było nawet spokojnie. Osoby opatulone w stare i porozrywane koce leżały na betonie. W jednym rogu kolejną butelkę wychylał trzęsący się obcokrajowiec, a parę metrów dalej kilka ciemnoskórych osób grało w karty przy ukradzionej lampce na baterie. Walające się po ziemi śmieci, igły oraz stare chusteczki doprowadzały do otumanionego młodego mężczyzny. Od bardzo dawna ciążyło mu coś na sercu, ale pochłonięty wszelakimi substancjami nie potrafił, a czasem nawet nie chciał niczego zmieniać. Po prostu zatracił się na swoją przyszłość, okropnie krzywdząc rodzinę.
Oparł głowę o zimną ścianę, otworzył lekko usta i wykrztusił ciche przeprosiny skierowane do jednej osoby. Potem była igła.
Choć wiedział, że ostatnia.
ROZDZIAŁ 1
Cassie15.05.2016
Po powrocie do domu
Przetrwałam. Obraz obejmujących mnie rodziców odwiedzał mnie kolejnymi nocami, gdy budziłam się z koszmarów związanych między innymi z Willsem. Ten paskudny człowiek pojawiał się w głowie praktycznie cały czas, co dawało do zrozumienia, że psychika bardzo ucierpiała. Ostatnim razem myśli również były pogrążone w amerykańskich przestępcach, ale tym razem już od samego początku się poddałam. Było za ciężko. Pamiętam, że po wytuleniu rodziców zrobiło mi się strasznie słabo, a mój tata sięgał już po kluczyki do samochodu, aby zawieźć mnie do szpitala. Odmówiłam przez strach, bo byłam pewna, że jakaś osoba skojarzy moje nazwisko, a informacja, że ponownie wróciłam do domu, gwałtownie rozniesie się po całym mieście. Na razie tego nie chciałam. Jeszcze nie.
Teraz pragnęłam odpocząć.
Tamtej nocy nie kładliśmy się spać. Siedzieliśmy z herbatą w salonie przy cicho włączonym telewizorze i rozmawialiśmy. Początkowo nasza rozmowa rozpoczęła się od mojego gwałtownego wybuchu płaczu, którego nie mógł uspokoić nawet mój kochany pies.
– Skarbie... – zaczął ojciec, wyciągając dłonie. – Jesteś bezpieczna... – Zaciął się nagle i spojrzał na mamę. – Nic ci już nie grozi, jasne?
Nie wiedziałam czemu, ale lekki dotyk palców na moich dłoniach wywołał nieprzyjemne dreszcze. Mimo wszystko nie zabierałam rąk. Aby pozbyć się nieprzyjemności, ścisnęłam ojcowe ręce, nawet za mocno, lecz to pozwoliło się szybciej uspokoić.
– Wiemy o Nicku... – To imię ciężko przeszło mamie przez gardło. – Mike... kontaktował się z nami kilka razy. Byliśmy bezradni, kazał siedzieć cicho, bo mówił, że zrobią ci krzywdę... Musieliśmy czekać. – Zakryła ręką usta.
– Jeśli nie chcesz dzisiaj rozmawiać – powiedział troskliwie tata – to nie będziemy... – Uśmiechnął się lekko. – Okej?
Oparłam się wygodniej o kanapę i wzięłam głęboki wdech. Chciałam rozmawiać, ba, chciałam opowiadać, bo będąc w bezpiecznym domu, wszystko w ekspresowym tempie zaczęło mnie dusić. Moja głowa nie mogła dać chwili spokoju, tylko od razu rozpoczęła proces przypominania sobie wszystkiego już od chwili dostania SMS-a od Maxa.
– Chcę... – wykrztusiłam jedno z pierwszych słów w tym domu.
– Czy któryś cię...
– Nie – odparłam od razu, zanim dokończyła pytanie. – Nie... – powtórzyłam spokojniej i zerknęłam na jej bladą twarz. – Wróciłam do domu przez tego, który pierwszy mnie uprowadził... – Musnęłam palcami ciemnoniebieski szkicownik. – Ale wszystko po kolei.
Ostatni raz przemknęłam wzrokiem po całym salonie, oknie oraz telewizorze, w którym leciała powtórka jakiegoś programu. W końcu śmignęłam po moich rodzicach, którzy jeszcze nie do końca odetchnęli po tym, że ich córka w przedziwny sposób wróciła do domu.
– Wtedy, gdy byłam na imprezie... – zaczęłam mówić do swoich kolan – dostałam SMS-a z groźbą, że mam wracać do domu, bo inaczej ktoś zginie... Okłamałam Monikę, że czekasz na mnie na parkingu... – Westchnęłam. – A tak naprawdę poszłam w kierunku mieszkania i czekałam, kiedy Max wrzuci mnie do samochodu. – Uśmiechnęłam się krzywo.
– Monika dzwoniła do mnie przed północą – mruknęła mama, pochylając się. – Pytała, czy dotarłaś, bo się nie odzywałaś...
– Nie wiedziałam, co zrobić. – Pokręciłam głową. – Stał na parkingu. Widział mnie. Może i nawet słyszał. Nie chciałam nikogo narażać... – Zamknęłam na chwilę oczy.
– Wiemy... – wyszeptał zdławionym głosem ojciec.
– Obudziłam się w piwnicy i... dowiedziałam się, że trafiłam tam przez Nicka... – Gwałtownie uniosła mi się klatka piersiowa. – Kupował od nich narkotyki, nie wiedząc, że byli to ONI. Za... zabił...
– Wiemy, Cass... – dodał szybko, dając do zrozumienia, żebym nie ciągnęła tego tematu.
Nie byliśmy gotowi do tego wracać.
– Tamte chwile przypomniały mi o momentach z pierwszego porwania... Zapomniałam, jak wiele złych rzeczy przeżyłam. Dodatkowo cały czas byłam wypytywana o Alexa, bo myśleli, że nadal utrzymuję z nim kontakt. Wiele moich słów było dla nich tylko kłamstwem... – Wzruszyłam ramionami i zrobiłam krótką przerwę na napicie się herbaty.
Kremowa labradorka wskoczyła na kanapę z misiem w pysku.
– Gdy powiedziałam, gdzie prawdopodobnie przebywa Nick, przenieśli mnie na górę. – Zaczęłam kolejny etap. – Miałam wtedy nadzieję, że Nick szybko spłaci długi, a ja jeszcze szybciej wrócę do domu, ale wcale tak nie było... Już kolejnego dnia przyjechał ich rosyjski szpieg, który mówił o planowanym zamachu na Kapitol i Pentagon. Obiecał im, że będzie miał na oku Krycka. Max i Mike doskonale wiedzieli, że Alex będzie coś planował, tym bardziej że ten już wiedział, że mnie porwali. Mike bał się jego czynów, bo wiedział, że Krycek jest sprytny...
– Mike w ogóle nie pozwolił z tobą porozmawiać – wykrztusiła moja mama, ściskając palcami ucho kubka.
– Wiem, miał argumenty na wszystko. Już wtedy dawał mi do zrozumienia, że Nick się nie odzywa. – Westchnęłam. – Ale co było najśmieszniejsze? Że złapałam ospę. – Wiedziałam, jak bardzo komicznie to zabrzmiało, dlatego podwinęłam rękaw koszulki, by pokazać im stare krosty.
– Musiałaś złapać w szkole...
– Tak... – Kiwnęłam głową. – Miałam gorączkę, dreszcze, wszystko mnie bolało... ale jego to wcale nie interesowało. – Nie wymówiłam tego imienia. – Przysłali do mnie młodego lekarza... Polaka. Dowiedziałam się, że przebywaliśmy na Podlasiu. Przepisał mi maść. Z biegiem czasu czułam się lepiej. Jednego razu natknęłam się na Mike’a o drugiej w nocy i wtedy... wtedy dotarło do mnie, że dociśnięto mnie do dna. Mieliście zapłacić za dług Nicka i nie byłoby w tym nic złego, gdyby Huterson nie wymyślił sobie kradzieży pieniędzy z konta bogatego Francuza...
– Thibaulta Plouffe... – odezwał się nagle ojciec. – Wszystko poszło w media, Cass.
– Tak, jego. Krycek miał to zrobić. I zrobił. – Uśmiechnęłam się lekko. – Inaczej sprzedaliby mnie do burdelu lub zostałabym własnością Maxa... – Zadrżał mi głos. – Było mi wtedy bardzo źle, mimo że wierzyłam, że Alexowi się uda. Później stało się coś innego... Skontaktowałam się z samym Alexem jeszcze przed próbą kradzieży. – Przyłożyłam rękę do twarzy.
Gdybym nie zadzwoniła wtedy do Krycka, to możliwe, że nie przyjechałby mnie „popilnować”.
– Niby w jaki sposób?
– W domu byłam tylko z Hutersonem. Telefon leżał przy wyjściu z domu, więc czułam się bezpiecznie, ale po kilku słowach nakrył mnie Mike... Uciekłam z mieszkania, zamykając go w nim. Alex dał mi słowo, że na pewno mnie uratuje, ale później kontakt się urwał, bo znalazł mnie Max. – Kolejny wdech, bo tamten etap pobytu w ich domu był najgorszy. – Robił mi krzywdę... Na szczęście później zostałam sama z Alexem, bo tamci musieli gdzieś pojechać. Do teraz bardzo dziwi mnie to, że pozwolili Kryckowi ze mną zostać. Przez ten czas dużo rozmawialiśmy... – Uniosłam załzawione oczy. – Jako jedyny był dla mnie dobry, gdy okazało się, że porwał nie tę dziewczynę... W końcu to on odwiózł mnie tamtego dnia do domu: po pierwszym porwaniu, narażając swoje życie. Chcę, żebyście wiedzieli, że nie jest w gangu z własnej woli, tylko przez głupotę bliźniaka. I wiem, że może to brzmieć dla was jak abstrakcja, ale to całkowicie inny człowiek, niż ten, jakiego poznałam za domem dziadków. Uwierzcie, że to nie syndrom... Nigdy nie było żadnego syndromu ani innych sytuacji...
– Wierzymy ci... – zapewniła mama szczerze. Naprawdę szczerze. – Chcesz powiedzieć, że jeszcze się odezwie?
– Tak... Chyba tak. – Kiwnęłam głową. – Obec-nym marzeniem Alexa jest zniszczenie tej mafii, jej sojuszników i wrogów... Ostatni zamach w Kapitolu należał do Rosjan, ostatnia próba rozpoczęcia epidemii na świecie należała do Japończyków i mam nadzieję, że ostatnia próba rozwalenia mafii będzie należała do Krycka i jego brata.
Prawdopodobnie to wszystko brzmiało dla moich rodziców jak koszmar. I w sumie mogło tak brzmieć, choć nigdy nikt z bliskich mi osób tego nie zrozumie.
– Poradzą sobie? – spytał ojciec.
Widziałam, że wyglądał na o wiele spokojniejszego i o to mi właśnie chodziło. Porozmawianie z nimi o tych wydarzeniach sprawi, że powinni delikatnie przestać się przejmować.
– Mam nadzieję. Byłabym bezpieczniejsza, niż jestem teraz... Mimo że Mike obiecał mi, że zostawi moje życie w spokoju, to zawsze istnieje jakaś opcja, że wszystko przewróci się do góry nogami, a sprawcą tego będzie Max...
– Nawet tak nie mów... – powiedziała mama, głaszcząc po głowie naszego rozleniwionego psa. – Wiadomo, że posadzenie wszystkich przestępców za kratki byłoby cudowne, ale... niemożliwe – szepnęła.
– Mamo, ja... – zaczęłam, ale od razu mi przerwała.
– Cassie. Chciałabym, aby to się udało, lecz... – Rozłożyła ręce. – Pomyśl, proszę.
Westchnęłam głęboko i schowałam twarz za rękoma. Pomyślałam o dwóch małych jednostkach, czyli o Gene i Alexie, którzy chcieli wsadzić za kratki mnóstwo osób. Mama miała rację.
Jak zawsze, pomyślałam.
– Alex ma jakiś plan?
– Mówił, że ma, ale mi nie powiedział... – Opar-łam brodę o rękę. – Cokolwiek wymyśli, wiem, że będzie to dobry plan. Nawet minimalnie dobry...
– Chyba że znajdzie się kilku świadków koronnych – powiedział ojciec nagle. – Tak, jak to było z naszą warszawską mafią. Jeden wygadał wszystko, a reszta poszła siedzieć. Powiedzmy, że „reszta”, bo nie ma bata, aby cała mafia została wtedy zgarnięta.
– Polska była w rozpadzie. – Zaśmiała się lekko mama, aż się uśmiechnęłam. – Nie było wtedy pieniędzy na takie sprawy. Nie znam się na amerykańskim prawie, ale tam świadek koronny działa chyba trochę inaczej... Mimo wszystko, Cassie, wszyscy kiedyś tego pożałują.
– Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Po trzydziestu minutach luźniejszej rozmowy, w której dowiedziałam się, co mnie ominęło, jak radzili sobie dziadkowie oraz moja przyjaciółka, wskoczyłam pod ciepłą wodę. Zmyłam z siebie połowę minionych godzin. Stałam pod prysznicem piętnaście minut, aczkolwiek pod koniec pospieszyłam się ze zmywaniem szamponu z głowy, ponieważ strasznie zaczęła dokuczać mi chęć spania oraz zmęczenie psychiczne. Nie suszyłam nawet włosów, tylko poszłam do rodziców, powiedziałam, jak bardzo ich kocham i skierowałam się do swojego pokoju. Nie zapalałam w nim światła, tylko od razu walnęłam się pod pachnącą i zimną kołdrę.
Już do końca swoich dni chciałam wstawać z myślą, że przeszłość nigdy nie zabierze mnie z domu.