Droga Arcyszpiega - Włodzimierz Jaroszyński - ebook + audiobook

Droga Arcyszpiega ebook i audiobook

Jaroszyński Włodzimierz

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów w stałej cenie, by naprzemiennie czytać i słuchać. Tak, jak lubisz.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.

Dowiedz się więcej.
Opis

Historia kariery admirała Wilhelma Franza Canarisa jest niezwykle intrygująca. Jako szef Abwehry (1935–1944), zajmował wysoką pozycję we władzach III Rzeszy, ale zarazem był jednym z przywódców opozycji antyhitlerowskiej. W 1944 roku został zdekonspirowany i stracony. Ale w lipcu 1947 roku wywiad francuski poinformował oficjalnie za pośrednictwem Quai d’Orsai Organizację Narodów Zjednoczonych, że szef Abwehry żyje pod przybranym nazwiskiem w Argentynie. Czyżby więc „śmierć” Canarisa była jeszcze jednym wielkim kłamstwem jego awanturniczego życia?

Ten kolejny tomik z reaktywowanego legendarnego cyklu wydawniczego wydawnictwa Bellona przybliża czytelnikowi dramatyczne wydarzenia największych zmagań wojennych w historii; przełomowe, nieznane momenty walk; czujnie strzeżone tajemnice pól bitewnych, dyplomatycznych gabinetów, głównych sztabów i central wywiadu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 96

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 3 godz. 0 min

Lektor: Jacek Jońca

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wprowadzenie

Ranek pierw­szego wrze­śnia 1939 roku był cie­pły i pogodny. Na uli­cach Ber­lina od samego świtu gro­ma­dziły się tłumy miesz­kań­ców. Oble­gano kio­ski gaze­towe, aby zdo­być histo­ryczny doda­tek nad­zwy­czajny z tek­stem wiel­kiej mowy Führera, w któ­rej uza­sad­niał on swoją decy­zję zaata­ko­wa­nia Pol­ski; sku­piano się przy gło­śni­kach ulicz­nych, przez które roz­le­gały się pierw­sze, zwy­cię­skie komu­ni­katy z frontu.

Armie gene­ra­łów Bocka, Lista, Reiche­naua i Kle­ista prze­kro­czyły o świ­cie gra­nicę pol­sko-nie­miecką. Polacy cofali się na całym fron­cie, poza kil­koma punk­tami w pobliżu gra­nicy, któ­rych bro­nili z deter­mi­na­cją i sza­leń­czą odwagą. Roz­po­częła się druga wojna świa­towa.

Tego wła­śnie ranka niski, nie­na­gan­nie odziany męż­czy­zna w sza­rym ubra­niu szedł wolno ulicą Wil­helm­strasse, nie zwra­ca­jąc zupeł­nie uwagi na gwarny i pod­nie­cony tłum. Nie myślał zupeł­nie o roz­gry­wa­ją­cych się wokół wyda­rze­niach. Blada, nie­ru­choma twarz nie­wiele mówiła o jego prze­ży­ciach wewnętrz­nych.

Dopiero gdy męż­czy­zna zatrzy­mał się przed potęż­nym i ponu­rym gma­chem Kan­ce­la­rii Rze­szy, na jego ustach poja­wił się lekki uśmiech. Bez chwili waha­nia zaczął wstę­po­wać po sze­ro­kich, gra­ni­to­wych scho­dach. Nie­za­trzy­my­wany, minął wyprę­żoną straż i znikł w mrocz­nym wnę­trzu. Gdyby obser­wa­tor z zewnątrz mógł prze­nik­nąć wzro­kiem grube mury, z nie­ma­łym zdu­mie­niem ujrzałby, jak sto­jący przed drzwiami do gabi­netu Hitlera ofi­cer gwar­dii SS zastygł w par­tyj­nym pozdro­wie­niu na widok wcho­dzą­cego.

– Heil Hitler, Herr Admi­ral!

Niski męż­czy­zna w cywil­nym ubra­niu został tego dnia mia­no­wany admi­ra­łem i przy­szedł oso­bi­ście podzię­ko­wać Hitle­rowi za nomi­na­cję. W ponu­rym gma­chu Kan­ce­la­rii Rze­szy, wśród przed­sta­wi­cieli gene­ra­li­cji i osób z naj­bliż­szego oto­cze­nia Hitlera, czło­wiek ten czuł się jak u sie­bie w domu na Schlacht­see.

Był to we wła­snej oso­bie admi­rał Wal­ter Wil­helm Cana­ris, wnuk grec­kich emi­gran­tów i były ofi­cer cesar­skiej mary­narki, który, przez połą­cze­nie swo­ich losów i oso­bi­stych pla­nów z poli­tyką NSDAP, dostą­pił sta­no­wi­ska szefa nie­miec­kiego wywiadu woj­sko­wego – Abwehry1.

Admi­rał Cana­ris jest bez wąt­pie­nia jedną z naj­bar­dziej tajem­ni­czych postaci naszych cza­sów. Pra­cow­nicy wielu wywia­dów, któ­rzy zetknęli się z nim w latach jego kariery wywia­dow­czej, mówią, że był on czło­wie­kiem zupeł­nie pozba­wio­nym skru­pu­łów i wszel­kich uczuć ludz­kich, gdy w grę wcho­dziły oso­bi­ste ambi­cje lub inte­resy Nie­miec. Jego bio­gra­fia zawiera wiele ciem­nych, dotych­czas nie­wy­ja­śnio­nych fak­tów, które spra­wiły, że w swoim cza­sie przy­pi­sy­wano mu dzia­łal­ność na rzecz wywiadu ame­ry­kań­skiego lub bry­tyj­skiego. Hipo­teza ta nie zna­la­zła jed­nak ni­gdy potwier­dze­nia w świe­tle doku­men­tów doty­czą­cych jego osoby. Jeśli Abwehra w okre­sie wojny nie pra­co­wała dość sku­tecz­nie prze­ciw zachod­nim prze­ciwnikom Nie­miec, inten­sy­fi­ku­jąc jed­no­cze­śnie dzia­ła­nia wywia­dow­cze prze­ciwko Związ­kowi Radziec­kiemu, to działo się to zgod­nie z pla­nami Cana­risa. Pra­gnął on bowiem dopro­wa­dzić do zawar­cia odręb­nego pokoju na fron­cie zachod­nim i połą­cze­nia sił nie­daw­nych prze­ciwników wojny prze­ciwko wro­gowi nr 1 Trze­ciej Rze­szy – komu­ni­zmowi. Ponie­waż Hitler upie­rał się przy kon­se­kwent­nym pro­wa­dze­niu wojny aż do „zwy­cię­skiego końca” na wszyst­kich fron­tach, Cana­ris zaczął łączyć swój plan z zamie­rze­niami spi­skow­ców, któ­rzy dążyli do prze­ję­cia wła­dzy w Niem­czech przez armię. Przy­szło mu to tym łatwiej, że od pew­nego czasu toczył zacięte boje z kie­row­nic­twem SS – Him­m­le­rem i Hey­dri­chem, któ­rzy zmie­rzali do wyłą­cze­nia wywiadu woj­sko­wego z kom­pe­ten­cji Wehr­machtu i utwo­rze­nia jed­no­li­tego, bar­dziej ich zda­niem efek­tyw­nego w dzia­ła­niu sys­temu szpie­go­stwa pod egidą SS. Cana­ris, ofi­cer i jun­kier pru­ski, wycho­wany przez byłą armię cesa­rza Wil­helma, był głę­boko przy­wią­zany do tra­dy­cyj­nej roli woj­ska w sys­te­mie pań­stwo­wym Nie­miec i zakusy obu sze­fów taj­nej poli­cji poli­tycz­nej, mające na celu pozba­wie­nie armii wła­snego apa­ratu wywia­dow­czego, uwa­żał za zamach na jej i swoje oso­bi­ste inte­resy.

Wyda­rze­nia, jakie nastą­piły w okre­sie, gdy był sze­fem Abwehry, oraz jego oso­bi­ste plany poli­tyczne dopro­wa­dziły z cza­sem do tego, że zna­lazł się w nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­nej sytu­acji, która musiała wcze­śniej czy póź­niej spo­wo­do­wać jego upa­dek.

Pierwszy etap

Początki szpie­gow­skiej kariery Cana­risa, podob­nie jak całe jego życie, obfi­to­wały w intrygi i tajem­ni­cze wyda­rze­nia. Po ukoń­cze­niu Szkoły Mary­narki Wojen­nej w Kilo­nii młody, świeżo upie­czony aspi­rant cesar­skiej mary­narki wojen­nej został wraz z kil­koma swo­imi kole­gami zaokrę­to­wany na krą­żow­nik „Bre­men”. Okręt ten sta­cjo­no­wał na dale­kich wodach Ame­ryki Środ­ko­wej i Łaciń­skiej, strze­gąc mie­nia i życia oby­wa­teli nie­miec­kich przed „zaku­sami” rewo­lu­cjo­ni­stów. Zdol­no­ści mło­dego aspi­ranta mary­narki cesar­skiej oraz łatwość, z jaką przy­sto­so­wy­wał się on do zmiany warun­ków, zjed­nały mu prędko uzna­nie zwierzch­ni­ków i w kon­se­kwen­cji przy­nio­sły upra­gniony awans. Nic więc dziw­nego, że już w rok póź­niej widzimy go jako porucz­nika i pomoc­nika dowódcy na okrę­cie „Bre­men”. Prze­by­wa­jąc przez pewien czas na wodach obu Ame­ryk, Cana­ris miał nie­zwy­kłą oka­zję do prze­stu­dio­wa­nia przy­czyn wyda­rzeń poli­tycz­nych, które wstrzą­sały w tym cza­sie kra­jami Ame­ryki Łaciń­skiej. Swoje kon­takty oso­bi­ste wyko­rzy­stał do pozna­nia histo­rii i języka kra­jów o kul­tu­rze ibe­ryj­skiej. Przy­dało mu się to potem w jego karie­rze wywia­dow­czej. W cza­sie pobytu na zachod­niej pół­kuli Cana­ris na pole­ce­nie cesar­skiego Mini­ster­stwa Spraw Zagra­nicz­nych brał udział w kilku taj­nych misjach dyplo­ma­tycz­nych, w któ­rych ujaw­niły się po raz pierw­szy jego talenty jako szpiega i intry­ganta. Korzy­sta­jąc z jego pomocy, rząd jed­nej z repu­blik Ame­ryki Łaciń­skiej prze­pro­wa­dził skom­pli­ko­waną grę poli­tyczną, za co Cana­ris został odzna­czony orde­rem Boli­vara. Ofi­ce­ro­wie mary­narki cesar­skiej mówili póź­niej o nim, że ni­gdy nie był tak dobrym mary­na­rzem, jak intry­gan­tem, a Dönitz w Norym­ber­dze oświad­czył nawet, że ni­gdy nie miał prze­ko­na­nia do jego zdol­no­ści mary­nar­skich i gdyby miał mu powie­rzyć dowódz­two okrętu, uczy­niłby to z wielką obawą.

Nie­zwy­kła zręcz­ność i ostroż­ność w pro­wa­dze­niu per­trak­ta­cji dyplo­ma­tycz­nych zjed­nały Cana­ri­sowi opi­nię czło­wieka, któ­remu z powo­dze­niem można zle­cić każdą deli­katną misję nie­wy­ma­ga­jącą posia­da­nia zbyt wielu skru­pu­łów. W isto­cie Cana­ris, przy­stę­pu­jąc do wyko­ny­wa­nia spe­cjal­nych misji wywia­dow­czych lub dyplo­ma­tycz­nych leżą­cych w inte­re­sie cesar­skich Nie­miec, wyzbył się z nie­zwy­kłą łatwo­ścią wszyst­kich ludz­kich uczuć. Wyra­cho­wany i pre­cy­zyjny umysł potra­fił dosko­nale trzy­mać wszyst­kie uczu­cia na uwięzi. Czę­sto w gro­nie swo­ich naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków i zna­jo­mych powta­rzał, że jego wła­sna moral­ność polega wła­śnie na jej zupeł­nym braku. „Przy­naj­mniej nie mam ni­gdy wyrzu­tów sumie­nia” – oświad­czył pew­nego razu swo­jemu zwierzch­ni­kowi, dowódcy „Bre­mena”. Cechy te domi­no­wały przez całe życie w jego psy­chice.

Po odby­ciu stażu na wodach Ame­ryki Łaciń­skiej i Środ­ko­wej Cana­ris powraca do Nie­miec i zostaje przy­dzie­lony do dowódz­twa dywi­zjonu tor­pe­dow­ców bazu­ją­cych na wybrzeżu Morza Pół­noc­nego. Nie zagrzewa tu jed­nak długo miej­sca. Jego zwierzch­nicy pamię­tają o nim, uwa­żają, że jest naj­bar­dziej odpo­wied­nim czło­wie­kiem do zała­twie­nia kilku waż­nych, okry­tych tajem­nicą spraw, które wywiad mary­narki ma do prze­pro­wa­dze­nia na Bał­ka­nach.

Wkrótce potem widzimy go już na krą­żow­niku „Dres­den” prze­by­wa­ją­cym w akwe­nie Morza Śród­ziem­nego. Nie wiemy na pewno, czym zaj­mo­wał się wtedy Cana­ris, możemy jed­nak przy­pusz­czać, z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa, że znaj­do­wał się w swoim żywiole. knu­jąc spi­ski prze­ciwko Ser­bom i Czar­no­gór­com i dostar­cza­jąc broni ter­ro­ry­stom turec­kim. „Dres­den” odby­wał krót­kie rajdy wzdłuż wybrzeży dal­ma­tyń­skich, zawi­ja­jąc nocami do osło­nię­tych zatok, gdzie doko­ny­wano wyła­dunku tajem­ni­czych skrzyń, a na pokład krą­żow­nika wcho­dzili ludzie z przy­sło­nię­tymi twa­rzami, któ­rzy w nocy długo kon­fe­ro­wali z porucz­ni­kiem Wil­hel­mem Cana­risem. Przed świ­tem tajem­ni­czy goście powra­cali sza­lupą na ląd, po czym „Dres­den” spiesz­nie wyco­fy­wał się poza obręb wód tery­to­rial­nych Ser­bii.

W roku 1913 „Dres­den” po krót­kim poby­cie w Niem­czech odszedł do Vera Qruz, aby zastą­pić sta­cjo­nu­jący na wodach ame­ry­kań­skich krą­żow­nik „Bre­men”. Dowódca „Dres­den”, koman­dor Koeh­ler, któ­remu dowódz­two cesar­skiej mary­narki oraz Mini­ster­stwo Spraw Zagra­nicz­nych powie­rzyło prze­pro­wa­dze­nie spe­cjal­nej misji poli­tycz­nej w Mek­syku, szybko zorien­to­wał się, że jego pierw­szy ofi­cer, zna­jąc dosko­nale język hisz­pań­ski oraz miej­scowe zwy­czaje, może być mu bar­dzo pomocny przy zała­twie­niu powie­rzo­nych spraw.

W Mek­syku wybu­chła rewo­lu­cja. Woj­ska rzą­dowe pre­zy­denta Huerty toczyły zażarte boje z powstań­cami o port i mia­sto Tam­pico, leżące nad rzeką o tej samej nazwie. Dla lep­szej obser­wa­cji zacho­dzą­cych wyda­rzeń krą­żow­nik „Dres­den” zako­twi­czył na rzece opo­dal tego mia­sta, w ocze­ki­wa­niu na dal­szy roz­wój wypad­ków. W pobliżu nie­miec­kiego okrętu znaj­do­wały się jed­nostki wojenne Wiel­kiej Bry­ta­nii, Sta­nów Zjed­no­czo­nych i Hisz­pa­nii, strze­gące życia i mie­nia oby­wa­teli swo­ich kra­jów przed uszczerb­kiem, który mogły spo­wo­do­wać dzia­ła­nia wojsk obu wal­czą­cych stron.

Pew­nego dnia wie­czo­rem, gdy walki wokół mia­sta roz­go­rzały z nie­by­wałą zacię­to­ścią, na pokład krą­żow­nika przy­był par­la­men­ta­riusz wojsk powstań­czych z ulti­ma­tum skie­ro­wa­nym do dowód­ców wszyst­kich obcych okrę­tów sta­cjo­nu­ją­cych na rzece Tam­pico. Powstańcy ostrze­gli, że jeśli okręty cudzo­ziem­skie nie opusz­czą koryta rzeki, nurt jej zosta­nie zalany pło­nącą ropą naf­tową, wypusz­czoną z por­to­wych zbior­ni­ków.

– Jeste­śmy zde­cy­do­wani nie dopu­ścić do mie­sza­nia się w nasze wewnętrzne sprawy – ostrzegł wysłan­nik wojsk powstań­czych, zwra­ca­jąc się do koman­dora Koeh­lera. – Jeśli „Dres­den” nie opu­ści w ciągu dwu­na­stu godzin wód tery­to­rial­nych Mek­syku, odpo­wie­dzial­ność za kon­se­kwen­cje, jakie z tego wynikną, spad­nie tylko na pana, jako dowódcę okrętu.

Nie zro­biło to jed­nak na Koeh­le­rze zbyt wiel­kiego wra­że­nia. Cana­ris otrzy­mał roz­kaz odpo­wied­niego potrak­to­wa­nia „bun­tow­nika”.

– Jest pan aresz­to­wany – oświad­czył par­la­men­ta­riu­szowi. – Znaj­du­jąc się na pokła­dzie krą­żow­nika cesar­skich Nie­miec dopu­ścił się pan obrazy kraju, który mamy zaszczyt repre­zen­to­wać na tych wodach.

– Nie powie­dzia­łem nic obraź­li­wego – bro­nił się par­la­men­ta­riusz. – Poza tym chciał­bym panu przy­po­mnieć, że na zasa­dzie odpo­wied­nich posta­no­wień prawa mię­dzy­na­ro­do­wego korzy­stam z immu­ni­tetu nie­ty­kal­no­ści oso­bi­stej…

– Jak dotych­czas, nie jest mi nic wia­domo o uzna­niu przez rząd Rze­szy Nie­miec­kiej dowódz­twa rewo­lu­cjo­ni­stów za rząd legalny – odparł Cana­ris. – Dla mnie jest pan zwy­kłym ban­dytą pod­le­głym pra­wom sądu wojen­nego.

Tejże samej nocy na pole­ce­nie Cana­risa par­la­men­ta­riusz wojsk powstań­czych został roz­strze­lany, a jego ciało wrzu­cono do wody.

– Jestem zwo­len­ni­kiem zde­cy­do­wa­nego dzia­ła­nia – przy­znał potem Cana­ris w roz­mo­wie z koman­do­rem Koeh­le­rem. – Naszym celem jest wznie­cać psy­chozę stra­chu gdzie­kol­wiek się poja­wimy.

Następ­nego dnia wszyst­kie okręty opu­ściły wody Tam­pico, na miej­scu pozo­stał tylko „Dres­den”. Histo­ria ofi­cjalna cesar­skiej mary­narki wojen­nej mil­czy o tym wyda­rze­niu, wia­domo jed­nak, że krą­żow­nik, inge­ru­jąc bru­tal­nie w sprawy wewnętrzne Mek­syku, wspie­rał ogniem swo­ich dział natar­cia wojsk rzą­do­wych na pozy­cje powstań­cze. Pomoc ta nie zdała się jed­nak na nic. Rewo­lu­cjo­ni­ści odnie­śli zwy­cię­stwo, w lipcu 1914 roku rząd Huerty upadł i Cana­ris otrzy­mał tajne pole­ce­nie, aby dopo­móc pre­zy­den­towi w ucieczce z kraju. Cana­ris w prze­bra­niu miej­sco­wego plan­ta­tora udał się wraz z kil­koma ludźmi na ląd, w miej­sce gdzie ukry­wał się przed powstań­cami Huerta, i dopo­mógł mu prze­do­stać się na pokład „Dres­den”, który następ­nie prze­wiózł go na Jamajkę.

Po wyko­na­niu tej misji „Dres­den” udał się na wody Haiti, aby spo­tkać się z krą­żow­ni­kiem „Karls­ruhe”, który obej­mo­wał po nim służbę w tym rejo­nie. „Dres­den” wyru­szył do Nie­miec, lecz w cza­sie rejsu zasko­czył go na peł­nym morzu wybuch pierw­szej wojny świa­to­wej.

Koman­dor Koeh­ler po nara­dzie z Cana­ri­sem posta­no­wił pozo­stać na tych wodach i pro­wa­dzić wojnę piracką prze­ciwko stat­kom alianc­kim. Jed­nakże, poza zato­pie­niem kilku mniej­szych stat­ków i okrę­tów straż­ni­czych, nie osią­gnął on zbyt wiel­kich suk­ce­sów. Sytu­acja krą­żow­nika odcię­tego od baz macie­rzy­stych wyda­wała się kry­tyczna, ponie­waż zapasy paliwa były na wyczer­pa­niu. W paź­dzier­niku 1914 roku udało mu się jed­nak nie­spo­dzie­wa­nie połą­czyć w pobliżu Wyspy Wiel­ka­noc­nej z sil­nym zespo­łem admi­rała von Spee i wraz z nim wziąć następ­nie udział w bitwie mor­skiej pod Coro­ne­lem, gdzie flota bry­tyj­ska ponio­sła straszną porażkę. Admi­ra­li­cja bry­tyj­ska zro­biła jed­nak wszystko, co było tylko w jej mocy, aby pomścić doznaną klę­skę i ura­to­wać pre­stiż Royal Navy. Siły bry­tyj­skie dopa­dły zespół admi­rała von Spee w pobliżu Fal­klan­dów 8 grud­nia 1914 roku i zadały mu dru­zgo­cący cios. W bitwie oca­lał tylko jeden krą­żow­nik nie­miecki. Był to wła­śnie „Dres­den”. Przez całą zimę okręt nie­miecki krył się przed pości­giem bry­tyj­skim w fior­dach i zatocz­kach Ziemi Ogni­stej. Zapasy żyw­no­ści i paliwa top­niały jed­nak w prze­ra­ża­ją­cym tem­pie i „Dres­den” musiał w końcu opu­ścić swoje bez­pieczne schro­nie­nie, aby uzu­peł­nić braki w zaopa­trze­niu w jed­nym z por­tów chi­lij­skich. W pobliżu Masa Tierra został zasko­czony przez bry­tyj­ski krą­żow­nik „Glas­gow”, który dziw­nym zbie­giem oko­licz­no­ści był jedy­nym okrę­tem bry­tyj­skim oca­lałym z pogromu pod Coro­ne­lem.

Koman­dor Koeh­ler, zda­jąc sobie sprawę z nikłych szans ucieczki, upo­waż­nił Cana­risa do prze­pro­wa­dze­nia per­trak­ta­cji z dowódcą bry­tyj­skiego krą­żow­nika. Cana­ris udał się sza­lupą na okręt nie­przy­ja­ciel­ski, gdzie z wro­dzoną sobie zręcz­no­ścią zwró­cił uwagę dowódcy „Glas­gowa”, koman­dora Luce na to, że „Dres­den” znaj­duje się na chi­lij­skich wodach tery­to­rial­nych i że jego ostrze­li­wa­nie i znisz­cze­nie będzie sprzeczne z prze­pi­sami prawa mię­dzy­na­ro­do­wego. Ale wywody te nie wywarły żad­nego wra­że­nia na fleg­ma­tycz­nym Angliku, tak jak podobne argu­menty nie zna­la­zły zro­zu­mie­nia u Cana­risa pod­czas pamięt­nej histo­rii na rzece Tam­pico.

– Mam roz­kaz znisz­czyć „Dres­den”, gdzie­kol­wiek go spo­tkam, i uczy­nię to. Pozo­stałe sprawy zostaną ure­gu­lo­wane wspól­nie przez dyplo­ma­tów Wiel­kiej Bry­ta­nii i Chile – stwier­dził chłodno Luce.

Cana­ris powró­cił z krą­żow­nika „Glas­gow” z bry­tyj­skim ulti­ma­tum doma­ga­ją­cym się natych­mia­sto­wego opusz­cze­nia okrętu nie­miec­kiego przez załogę. Była to pierw­sza porażka, pierw­sze poważne nie­po­wo­dze­nie, jakie spo­tkało Cana­risa w jego dotych­cza­so­wej karie­rze. Mylił się jed­nak bar­dzo sądząc, że będzie ono ostat­nie.

Po zato­pie­niu „Dres­den” Cana­ris wraz z całą załogą został inter­no­wany przez wła­dze chi­lij­skie na wyspie Quiri­qu­ina. Bez­czyn­ność obo­zo­wego życia w tym samym cza­sie, gdy jego kole­dzy ginęli na fron­cie, była według jego pojęć nie­godna honoru pru­skiego ofi­cera. Nic więc dziw­nego, że przy pierw­szej nada­rza­ją­cej się oka­zji posta­no­wił uciec. Wielu jego obo­zo­wych kole­gów myślało o podob­nym przed­się­wzię­ciu, lecz żaden z nich nie zdo­był się na tyle odwagi, aby swoje zamiary wpro­wa­dzić w czyn.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Słowo Abwehr zna­czy po nie­miecku obrona. Abwehra zaj­mo­wała się jed­nak nie tylko kontr­wy­wia­dem, ale także wywia­dem. [wróć]