Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł
Kiedy Angela postanawia zapisać się do klubu miłośników kryminałów, nie przypuszcza nawet, że jej życie wkrótce okaże się bardziej przerażające niż najmocniejszy thriller. Uwikłani w tragiczną śmierć klubowicze muszą stawić czoła największym sekretom i najgłębszym lękom. Każdy z nich może umrzeć i każdy z nich może być mordercą – już na następnej stronie.
Powieść, na podstawie której powstał film Netflixa.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 330
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czas: 9 godz. 33 min
Lektor: Justyna Kurzypska
1
Angela przeczytała na głos ostatni wers To, powieści Stephena Kinga. Zamknęła książkę i przyjrzała się postaci na okładce. Ten pajac z żółtymi oczami i krwawym uśmiechem wydawał jej się bardziej przerażający niż kiedykolwiek.
– Spodobała ci się? – zapytał ją Nando, chłopak, z którym była od trzech miesięcy.
– Potwierdza się, że bardzo nienawidzę powieści grozy – odpowiedziała Angela.
Podniosła się z pozycji półleżącej, oparta plecami o Nando, usiadła i wciągnęła swoje botki. Wciąż nie mogła pozbyć się dreszczy, które wstrząsały jej ciałem. Czuła strach.
Popołudnie spędzili, siedząc na trawniku otaczającym budynek Wydziału Filologii, gdzie Angela studiowała. Budynki madryckiego Uniwersytetu Complutense, czyli UCM, jak wszyscy go nazywali, były stare i zaniedbane, ale właśnie dzięki temu UCM cieszył się sławą uczelni z historycznymi tradycjami. Miał też swój specyficzny urok, a ten zależał od pory dnia. Rano aleja Complutense, od której rozchodziły się ścieżki do poszczególnych wydziałów, była pełna studentów, jasna i rozświetlona. Ale gdy wieczorem miasteczko uniwersyteckie pustoszało, gęste listowie drzew sprawiało, że mimo zapalonych latarni robiło się tu jak w ciemnym lesie.
– A mnie się podobała – powiedział Nando, także siadając wyprostowany. – Wiesz, co najbardziej w niej polubiłem? To, że czytałem ją z tobą.
Przez wiele dni razem czytali powieść. Czytali na głos, każde z nich po jednym rozdziale, przekazując sobie książkę z ręki do ręki.
– Mnie też to się bardzo podobało. Szczególnie dlatego, że po przeczytaniu jednego akapitu nie musiałam ukradkiem patrzeć przez ramię, czy jakiś klaun nie zamierza mnie właśnie zamordować…
– Wiesz, że to była moja pierwsza książka grozy? Ale najbardziej mnie w tym bawi to, że dałaś się przestraszyć.
– Nie wiem, co w tym jest zabawnego! Jaki jest sens źle się czuć, czytając książkę?
– Źle? Przecież zabawnie jest się bać! Ja uwielbiam filmy o szkołach, w których jakiś świr w masce wszystkich atakuje.
– Wszystkie te filmy są takie same, Nando. Jakiś szaleniec planuje dopaść grupę młodych ludzi, a ci, zamiast zgłosić sprawę na policji, organizują imprezę, dzięki czemu morderca może łatwiej ich zabić. Toż to horror!
– A czy przypadkiem nie jest tak, że ja mam strachliwą dziewczynę? – powiedział Nando, obejmując Angelę za ramiona i przytrzymując tak, by nie mogła wstać. Powoli zbliżył się do jej ust i zaczęli się całować.
– Przypuszczam, że po przeczytaniu tego kawałka jesteś na tyle wystraszona, że dzisiejszej nocy będę mógł przyjść do twojego pokoju w internacie – powiedział Nando.
– Nie można być bardziej upierdliwym – zażartowała Angela, by ukryć, że propozycja Nando budzi w niej poważne obawy.
Tydzień temu po raz pierwszy powiedzieli sobie „kocham cię”, ale do seksu między nimi jeszcze nie doszło. Zrobienie tego kroku było jednym z lęków Angeli, chociaż z każdym pocałunkiem coraz bardziej go pokonywała.
– Powinni wyrzucić cię z uniwersytetu z powodu publicznego skandalu, Angeliczko! – zażartowała Sara, która szła przez ogród wydziału i widziała, jak Angela całuje się z Nando.
Były koleżankami z roku, w internacie miały sąsiednie pokoje i bardzo się zaprzyjaźniły, choć bardzo się różniły. Sara była jedną z dziewczyn imprezujących każdego wieczora, a Angela wypijała pół kieliszka alkoholu i uciekała, żeby coś czytać w łóżku. Sara miała kręcone włosy i chodziła częściej w spódnicach, Angela zaś wiązała włosy w kucyk i nosiła dżinsy. Sara chciała być aktorką, literaturę studiowała tylko dlatego, że na egzaminach wstępnych kazali jej mieć piątkę z tego przedmiotu. Natomiast Angela uwielbiała czytać książki tak bardzo, że sama chciała zostać pisarką, chociaż zawsze mówiła, że nie ma nic do opowiadania.
– Jesteś gotów przyłączyć się do klubu czytelników Stephena Kinga? – zapytała Angela, wreszcie wstając z trawnika.
Po to przeczytali To. Klub zorganizował Sebas, kolega z roku i najlepszy przyjaciel Angeli. A został jej najlepszym przyjacielem, bo nikt nie wiedział o książkach więcej niż on, i był w stanie zarazić ją swoim entuzjazmem nawet jeśli dotyczyło to książek Stephena Kinga – autora, który zajmował najniższe miejsce w górze lektur Angeli. Początkowo nie chciała uczestniczyć w zebraniach klubu, ale Nando ją namówił, bo to było coś, co mogli robić razem – nie trzeba było zapisywać się na studia na Wydziale Filologii, żeby brać udział w zebraniach członków klubu. Dzięki temu Nando przez kilka godzin czuł się jak jeden ze studentów, a nie jak chłopak, który, żeby się utrzymać, musi pracować w kampusie jako kelner w barze naprzeciwko internatu. Właśnie w tym barze poznał Angelę. Poprosiła go o piwo, podał jej i powiedział, że następne wypiją razem, gdy skończy pracę na swojej zmianie. Właśnie do niej, do tej, która nawet nie używała błyszczyka, powiedział to, o czym marzyły te wszystkie dziewczyny, które jak ćmy krążyły wokół baru, żeby je o to poprosił. Wprawdzie się wtedy umówili, ale nie spotkali po zakończeniu jego zmiany. Nastąpiło to dopiero pewnej niedzieli, a dwa dni później, we wtorek po południu, przyszedł po nią do sali wykładowej. Potem przyszedł w czwartek, w sobotę… Aż któregoś dnia, trzymając się za ręce, poszli do klubu czytelników.
– Nie mogę uwierzyć, że przekonałaś mnie, bym poszła na nieobowiązkowe zajęcia – powiedziała Sara do Angeli, kiedy razem szły na wydział.
– Na WhatsAppie napisałaś do mnie, że dzisiaj wieczorem nie chcesz myśleć o Raim. Nie przyszło mi do głowy coś, co by było bardziej dalekie od niego niż właśnie klub czytelników…
– Kiepsko mają się sprawy z Raim? – zapytał Nando, wkładając skórzaną kurtkę, choć tak naprawdę już to wiedział, bo Angela mu opowiedziała.
Rai był chłopakiem Sary. Również studiował na Complutense, na Wydziale Ekonomii. Nie spieszyło mu się jednak do skończenia studiów. Wytracał czas, żeby do jego rodziców dotarło, że jest dzieckiem bogatych rodziców, które lubi imprezować, być na haju i wpadać w kłopoty. Poprzedniego wieczoru właśnie wpadł w tarapaty. Upił się i rozrabiał z chłopakami na terenie kampusu. A do tego całował się z dziewczyną, która nie była Sarą.
– Ty wczoraj wieczorem pracowałeś w barze. Wszystko widziałeś, prawda? – spytała Sara.
Tak, Nando widział, ale jej nie odpowiedział.
– Wszystko jedno, nie musisz mi opowiadać. Skończyło się, nic już nie chcę słyszeć o Raim. Przez cały dzień wydzwaniał do mnie. Raz odebrałam tylko po to, by mu powiedzieć, żeby spadał i poszedł do tej dziewczyny, którą wczoraj całował.
– To już słyszałam od ciebie poprzednim razem, Saro – powiedziała Angela, pragnąc, żeby choć raz coś wreszcie było prawdą.
Wiedziała, że najmniej ważna była zdrada. Sara też zdradzała Raiego, bo wierność nie była wartością dla żadnego z tych dwojga. Dla Angeli prawdziwym problemem była świadomość, że Rai jest gwałtownym człowiekiem. Widziała tę parę, jak się kłócili, jak bardzo krzyczeli na siebie. Pomimo tego albo właśnie dlatego, Sara zdawała się być uczepiona Raiego.
– Cieszę się, że zdecydowałaś się zerwać z Raim. Zasługujesz na chłopaka, który będzie cię traktować jak gwiazdę. Czy będziesz chciała jeszcze z nami rozmawiać, gdy staniesz się gwiazdą i będziesz rozdawać autografy? – powiedział Nando do Sary, puszczając do niej oko i ją rozśmieszając.
Weszli na wydział, do budynku z pomarańczowej cegły i zaniedbanymi szybami w oknach. Wewnątrz marmurowa podłoga straciła połysk, tak samo jak ściany straciły biel. Hol wieńczył metalowy posąg Don Kiszota klęczącego na skale, plecami zwróconego ku górze. Wokół posągu szerokim ślimakiem wznosiły się serpentynowe schody. Zanim Angela, Sara i Nando doszli do pierwszych stopni, natknęli się na Roberto, dozorcę wydziału, człowieka o mrocznym spojrzeniu, tak samo brudnym jak ubranie, które zawsze miał na sobie. Roberto nigdy nikogo nie witał. Teraz majstrował coś przy tablicy rozdzielczej, przeklinając przez zaciśnięte zęby, bo od kilku dni oświetlenie w salach zapalało się i gasło. Tak to jest w starych budynkach. Oprócz Roberto nikogo więcej nie spotkali. O tej porze prawie już nie ma tu studentów. Weszli na drugie piętro i skręcili w jeden z długich korytarzy z drzwiami po obydwu stronach.
Nagle Sara złapała Angelę za ramię, zatrzymując ją, podczas gdy Nando, zajęty telefonem, szedł dalej.
– Słuchaj, w czym rzecz? – spytała cicho.
– Nie wiem, o czym mówisz – odpowiedziała zdziwiona Angela.
– Twój chłopak! Jest sympatyczny, szalenie atrakcyjny, ma motocykl, jest cudowny wobec twoich przyjaciółek… No, ale chyba ma jakąś wadę! Może jest tragiczny w łóżku?
– Przysięgam ci, że nie przychodzi mi do głowy żadna wada – zapewniła ją, śmiejąc się, bo Sara wiedziała, że Angela jeszcze jest dziewicą.
– Z mojego doświadczenia z chłopakami, które, nie obraź się, jest dużo większe niż twoje, wynika, że każdy facet ma jakąś wadę. A jeśli jej nie widać, to znaczy, że ta wada jest poważna, dlatego stara się jak najlepiej ją ukrywać.
Angela kręciła głową ze śmiechem, bo wiedziała, że za słowami Sary kryje się zazdrość. To uczucie zawsze wisiało nad nimi, chociaż żadna o tym nie wspominała. Angela miała wrażenie, że Sarę denerwowało, że jej przyjaciółka jest taka doskonała, o czym często jej mówiła, bo tak właśnie ją postrzegała. Natomiast Angela myślała o sobie zupełnie inaczej.
Szybko podeszła do Nando i złapała go za rękę. Weszli razem do sali dwieście trzydzieści siedem. Jej ściany były pożółkłe ze starości, a wbudowane w sufit żarówki jarzeniowe rzucały bardzo ostre światło. Sala, choć była mała, wydawała się za duża dla liczby osób, które zapisały się do klubu czytelników.
Wiecznie uśmiechnięty Sebas powitał ich w drzwiach. Na nosie miał okulary w grubej, rogowej oprawie. Kasztanowe włosy opadały mu na twarz.
– Angela, cieszę się, że przyszłaś! – powiedział.
– Ej, my też tu jesteśmy – wypaliła Sara. Zawsze źle się czuła, jeśli nie była najważniejsza w grupie.
– Dziękuję, że przyszłaś, Saro, chociaż jestem prawie pewien, że nie przeczytałaś książki… A ty to chyba jesteś Nando – powiedział Sebas, ściskając dłoń chłopaka i uśmiechając się jeszcze szerzej. – Słynny chłopak Angeli.
– Nie wiem, czy jestem słynny, ale chłopakiem Angeli owszem – odpowiedział, mocno ściskając dłoń Sebasa. – I… przeczytałem książkę.
Nando spojrzał na Angelę, która błagała go wzrokiem, żeby był uprzejmy. Prosiła go o to, bo chociaż mało go jeszcze znała, to wiedziała, że nie lubi Sebasa. Było to wręcz niemożliwe, bo Sebas należał do tych, którzy wszystkim wydają się sympatyczni. Problem polegał na tym, że Nando podejrzewał, że Sebas zaleca się do jego dziewczyny, chociaż Angela tłumaczyła mu, że to było zwykłe głupstwo.
Kłamała. Było między nimi coś więcej, ale nie opowiedziała o tym Nando i miała nadzieję, że Sebas o tym zapomniał, tak samo jak ona próbowała.
– Nie wiem, czy powinniśmy zaczekać, bo może jeszcze ktoś przyjdzie – powiedział Sebas. – Ale już czas, więc zaczynajmy…
Widać było, że wiadomość o zebraniu klubu czytelników Stephena Kinga, o którym od tygodni informowały plakaty rozwieszone na wszystkich tablicach korkowych w budynku wydziału, nie spotkała się z wielkim odzewem. W sali dwieście trzydześci siedem, oprócz nich, była jeszcze trójka studentów.
Jednym z nich był Koldo. Także studiował literaturę, chociaż dużo mniej godzin poświęcał na zajęcia na uczelni niż na swój kanał na YouTubie. Nagrywał wideorecenzje książek i wszystko, co zwiększało jego popularność jako booktubera. Bardzo lubił czuć się kimś ważnym w mediach społecznościowych, chociaż śledziło go zaledwie kilkuset obserwatorów. Możliwe, że nie osiągał więcej, bo należał do tych, którzy dużo mówią, ale słuchają tylko samych siebie.
Kolejną osobą z tej trójki była Virginia. Zawsze miała niepokojące spojrzenie i mało mówiła. Wszyscy wiedzieli, że jest taka z powodu jointów, które godzinami paliła w ogrodach wydziału. Ale miała talent pisarski, wygrała nawet uniwersytecki konkurs na horror. Nosiła czarny zeszyt, w którym małymi literkami zapisywała swoje notatki, zapełniając nimi także marginesy stron. Ludzie z wydziału rzadko używali jej imienia. Mówili o niej „ta od jointów”, a wielu także „ta wariatka”.
W klubie pojawiła się też Ewa. Nie była studentką pierwszego roku, tak jak reszta obecnych, ale jako stażystka pracowała w bibliotece wydziału. Miała opinię niegrzecznej kobiety z charakterem, bo rzucała ostre opinie, nie przejmując się, jak będą przyjęte. Nie była zainteresowana nawiązywaniem przyjaźni. Przez życie szła samotnie.
Wchodząc do sali, Angela przywitała się właśnie z Ewą. Znała ją z biblioteki, w której spędzała setki godzin, a od jakiegoś czasu śledziła ją także w mediach społecznościowych. Ewa prowadziła blog pod nazwą Mery Read, na którym pisała o książkach. Angela na swoim robiła to już od dawna.
– No dobrze, sądzę, że już jesteśmy wszyscy… Witajcie w Klubie Stephena Kinga! – powiedział entuzjastycznie Sebas.
W tym momencie światło jarzeniówek zadrżało. Angela się wystraszyła, z kolei Nando był tym rozbawiony.
– Przyznaj się, że to było zaplanowane – zaśmiał się.
Wszyscy przynieśli swoje egzemplarze To, pierwszej z wielu książek Stephena Kinga, które mieli czytać wspólnie. Usiedli na krzesłach ustawionych w okręgu. Stał jedynie Sebas, który oprócz książki trzymał scenariusz z zapiskami tego, co mieli komentować. Ale zanim rozpoczęli czytanie pod jego kierownictwem, drzwi sali ponownie się otworzyły. Najbardziej ze wszystkich była zaskoczona Sara.
– Co ty tu, kurwa, robisz? – zapytała stojącego w drzwiach Raiego
– Przyszedłem zapisać się do klubu czytelników.
Rai usiadł na pustym krześle obok Virginii i zrobił minę wskazującą na to, że rozumie, dlaczego wszyscy zawsze źle mówili o tej dziewczynie.
– Przyszedłeś z okrętu podwodnego? – zapytała go Virginia, sądząc, że jedzie od niego marihuaną. Tak naprawdę pachniał siarką.
– Skąd wiedziałeś, że tu będę? Śledziłeś mnie, Rai. To się nazywa molestowanie! – oburzyła się Sara.
– To ty bardziej chciałabyś, żebym cię molestował. Nie bądź żałosna. Przyszedłem, bo jestem zachwycony tą książką… – Rai wziął egzemplarz od Virginii. Sposób, w jaki patrzył na książkę, wyraźnie wskazywał, że widzi ją po raz pierwszy.
Raiego zupełnie nie interesowały książki. Za to Sara bardzo. Kiedy zobaczył ją pierwszy raz na terenie Complutense, pomyślał, że musi być jego. Za drugim razem – już była jego. Jednak za trzecim razem zorientował się, że Sara tak naprawdę nigdy do niego nie należała. Była taka sama jak on. Niebezpieczna.
– Stephen King – Rai przeczytał napis z okładki. – O, kurwa, znam go! To ten świr, który nakręcił film Lśnienie.
– To film Kubricka – poprawił go Sebas. – Powieść została napisana trzy lata wcześniej, w siedemdziesiątym siódmym – wyjaśnił Sebas ze swoim tradycyjnym entuzjazmem.
– Dobra, niech będzie, jak mówisz – uciął kwestię Rai, bo był już skupiony na rzuceniu wyzywających spojrzeń Sarze.
– Rai, wynoś się stąd! Tu się czyta książki, a to na pewno nie jest twoja specjalność! – niemal krzyknęła Sara. – Dużo lepiej wychodzi ci zajmowanie się takimi lisicami jak ta z wczorajszego wieczoru.
– Wczoraj wieczorem? Nie przypominam sobie, żebyśmy wczoraj wieczorem byli umówieni na spotkanie…
Kłótnię przerwała Ewa.
– Ty, słuchaj, idź kup sobie bacik i kajdanki, i zabawcie się gdzie indziej – powiedziała zniecierpliwiona. – Czy wreszcie możemy zacząć?
Klub czytelników rozpoczął spotkanie. Uczestnicy postępowali zgodnie ze scenariuszem Sebasa i mówili o Stephenie Kingu, o To i literaturze grozy. Angela co chwila spoglądała na Nando, oczekując, że coś powie. Wiedziała, że trudno mu będzie się zintegrować z grupą. On sam przykładał się do tego mniej, niż myślała. Czuł, że narasta w nim zazdrość, choć starał się zamaskować to uśmiechem. Wyraźnie widział, że Angela i Sebas mówią tym samym językiem – językiem, z którego on znał zaledwie kilka słów.
– Wszyscy wiedzą, że Stephen King jest pisarzem najwyższych lotów, ale ja nie zdołałam zachwycić się jego historiami – zwierzała się Angela. – Przysięgam ci, Sebas, że starałam się, ale powieści grozy to nie moja bajka.
– Ja lubię ten gatunek literatury. Pozwala zrozumieć, że nie jesteśmy bezpieczni – wtrąciła się Virginia. Reszta grupy wymieniła spojrzenia, z których dało się wyczytać przekonanie, że ta dziewczyna rzeczywiście ma problemy psychiczne.
– To niesamowite, że kwestionujesz takiego autora jak Stephen King, który w swoim dorobku ma, nie wiem dokładnie ile, ale wiele napisanych książek – wypalił Koldo do Angeli, nie ukrywając niechęci, jaką do niej czuł, bo nie należała do grupy osób uwielbiających go za to, że jest booktuberem. – Możliwe, że ty bardziej lubisz styl Federico Mokkii.
– Musisz jednak przyznać, że pisanie horrorów nie jest łatwe – Sebas zwrócił się do Angeli. – Większość pisarzy, którzy zabierają się do tworzenia takich powieści, ponosi klęskę już na samym starcie, a książki Kinga zajmują w księgarniach prawie cały dział poświęcony temu gatunkowi literackiemu. On osiągnął wielki sukces! – dodał i popatrzył na kolegów, jakby oczekując od nich poparcia, którego ostatecznie udzielił sobie sam:
– Klaun morderca! To niemożliwe wymyślić takie przebranie, nie pamiętając o Pennywisie, czarnym charakterze z To. Po publikacji tej książki pojawiła się ogromna liczba przypadków neurozy zwanej koulrofobią.
– Co to jest koulrofobia? – zapytała Angela.
– Lęk przed klaunami – odpowiedziała z uśmiechem Virginia.
– Są ludzie przeżywający ataki paniki na sam widok czerwonego balonika. Nie znoszą klaunów, panicznie się ich boją. Dlatego wszystko, co wiąże się z To, jest tak mistyczne. Wpłynęło na rozpowszechnienie koulrofobii – dodał Sebas.
Angela potarła jedną dłoń o drugą, jakby trzymała w nich kostkę mydła. To był automatyczny gest – zawsze tak robiła, gdy pojawiał się u niej lęk. W milczeniu zadawała sobie pytanie, czy nie cierpi na tę chorobę. Podczas czytania tej powieści dostawała gęsiej skórki, gdy tylko wyobrażała sobie klauna.
– Chwileczkę, czy w tej książce pojawia się klaun z YouTube’a? – zapytał Rai, który wyglądał, jakby na spotkanie klubu wpadł z innej planety. – Ten z tych nagrań wideo, w których używa wielkiego młota do straszenia ludzi. Te filmiki są zajebiste!
Filmiki, które w mediach społecznościowych stały się viralami, przedstawiają klauna mordercę, który używa gigantycznego młota albo siekiery czy noża. Najbardziej popularne są te, w których klaun atakuje kukłę wypełnioną krwią pryskającą na wszystkie strony tak, żeby ci, którzy to widzą i są ofiarami jego żartu, rozbiegali się w przerażeniu. Takie rzeczy działy się w ciemnych zaułkach, na placach zabaw dla dzieci, pod wiaduktami albo w jakimkolwiek innym miejscu, które przypominało scenerię filmu grozy. Nagrania z morderczymi klaunami miały miliony oglądających, a strach, który powodowały, wykraczał poza ekrany urządzeń. W wiadomościach podawano, że w niektórych szkołach zakazano przebierania się za klauny, żeby nie wywoływać ataków paniki. W Niemczech chłopak przebrany za Pennywise’a zginął po tym, jak zaatakował go nastolatek, który myślał, że przebieraniec chce go zamordować. To wszystko opowiedział Rai członkom klubu.
– Na Instagramie jest masa opowiadań o klaunach mordercach. Wrzucają tam też takie fotografie i filmy, że ze strachu włos jeży się człowiekowi na głowie – powiedział Rai, szukając jednej z fotografii w swoim telefonie. Pokazał ją obecnym. Angela przyglądała się jej tylko przez kilka sekund, ale to jej wystarczyło, żeby zakodowały się w jej oczach jaskrawe kolory pomponów, czerwony nos, gigantyczny młot, a przede wszystkim widok krwi, którą był poplamiony cały strój. Klaun patrzył prosto w obiektyw aparatu. Uśmiechał się, pokazując ostre, czarne zęby. To była jedynie plastikowa maska, ale ten widok zmroził krew w żyłach Angeli.
– Nie widzę w tym nic fajnego, naprawdę – powiedziała Angela. – Czy zabawne jest przyprawianie innych o zawał?
– To dopiero napędza ludziom strachu, a nie książka! – powiedział Nando, oglądając w telefonie jeden z filmów, o którym mówił Rai.
– Chłopie, ten filmik obejrzało milion ludzi, a książkę Kinga kupiło znacznie więcej osób – powiedział Sebas.
Nando nie spodobał się jego komentarz. Odebrał to jako atak na siebie, ale ugryzł się w język.
– Możliwe, że książka sprzedała się, w jakiej tam chcesz liczbie egzemplarzy, ale czytanie nie nakręca tak bardzo jak obejrzenie filmu grozy – nie dawał za wygraną Rai. – Nie ma porównania.
Powstały dwa obozy. Rai, Sara i Nando uważali, że większy strach wywołuje oglądanie filmów. Ewa, Sebas i Angela optowali za słowem pisanym. Virginia nie przyłączyła się do żadnej z grup, chociaż z uśmiechem stwierdziła, że obydwie formy mogą być przerażające.
Jej słowa być może zakończyłyby kłótnię, ale wtedy odezwał się Sebas.
– To ty, Rai, napisz opowiadanko horror, a ja zrobię wideo i zobaczymy, kto zdobędzie więcej polubień w mediach społecznościowych. Być może nie macie wystarczającej wyobraźni i dlatego na was nie działa literatura grozy – powiedział.
– A tobie może zabraknąć kilku zębów, jak będziesz zadzierać ze mną – odpalił Rai.
– Czy możemy przejść do następnego punktu? – poprosiła Angela, widząc, że debata zaczyna zmierzać w niebezpiecznym kierunku.
– Chwileczkę. Ja chcę wiedzieć, dlaczego Sebas mówi, że być może brakuje nam wyobraźni – nalegał Nando ze złością.
– Ja tylko mówię, że w czytanie trzeba włożyć więcej wysiłku niż w oglądanie filmu. Ale obydwie formy mogą dawać radość, prawda? – powiedział pojednawczo Sebas.
Jednak Nando stanął w pozycji, jakby chciał zacząć bójkę.
– Przestań owijać w bawełnę i powiedz wprost, że uważasz się za lepszego ode mnie, bo przeczytałeś te wszystkie książki.
– Ja tego nie powiedziałem – odpowiedział Sebas nieco zbity z tropu.
– Nando, daj mu spokój, proszę – wtrąciła się Angela.
– To niech twój przyjaciel da spokój… To on zaczął.
– Już dość, Nando! – krzyknęła Angela i wyszła z sali, obrażona na swojego chłopaka.
Nando wybiegł za nią, prosząc, żeby na niego zaczekała. Dogonił ją na górze schodów.
– Angela, posłuchaj, wybacz mi, przegiąłem trochę. Jednak twój przyjaciel…
– Sebas nic nie zrobił. To ty masz z nim problem, Nando!
– No dobra, to jest mój problem! Przykro mi. Przykro, że nie jestem tak inteligentny jak Sebas, nie przeczytałem tylu książek, co on, ani nie mogę prowadzić z tobą rozmów o literaturze. Przykro mi, że jestem tylko kelnerem.
Angela zatrzymała się, westchnęła i odwróciła się twarzą do swojego chłopaka.
– Nando, to nie są zawody, a ja nie jestem trofeum. Jeśli tak mnie traktujesz, to rozstanę się z tobą. Nie jestem dziewczyną, którą ktoś może uważać za swoją zdobycz, rozumiesz?
Teraz z kolei Nando westchnął, starając się załagodzić sprzeczkę.
– Wiem… Przepraszam.
Z sali dwieście trzydzieści siedem wyszli Sara i Rai.
– Niezły idiota ten okularnik… Pójdziecie na piwko? – zaproponował Rai, patrząc na Angelę i Nando.
– Idziesz? – Sara poprosiła Angelę, jakby jeszcze nie zdecydowała, czy wybaczyć swojemu chłopakowi, i potrzebowała towarzystwa, żeby nie być z nim sam na sam.
– Muszę iść do łazienki… Sama – powiedziała Angela.
Tego właśnie potrzebowała. Być sama przez kilka chwil. Jednak okazało się, że o tej porze drzwi łazienki na korytarzu już są zamknięte.
– Łazienka wykładowców jest otwarta, na trzecim piętrze – powiedział dozorca, który przechodził, podzwaniając kluczami.
Angela podziękowała mu i weszła piętro wyżej. Skręciła za róg i ruszyła kolejnym korytarzem prowadzącym do gabinetów wykładowców. Był węższy niż ten do sal ćwiczeń i wykładów. Zatrzymała się, kiedy światła na korytarzu zaczęły mrugać, aż wreszcie zgasły.
– No, super…
Jej złość szybko zamieniła się w strach. Miała świadomość, że oddaliła się od grupy. W jej głowie nagle zaczęli się pojawiać klauni, diaboliczne śmiechy i myśl, że być może cierpi na koulrofobię. I jak zawsze, gdy czymś się denerwowała, zaczęła myśleć, że popada w obłęd, co dodatkowo potęgowało lęk. Starała się wyrzucić z głowy te straszydła i pobiegła w kierunku łazienki. Nie była daleko, ale to wystarczyło, by zaczęła szybciej oddychać. Weszła do łazienki. Na szczęście paliło się w niej światło. Nachyliła się nad umywalką i opłukała twarz wodą.
– Angela, uspokój się.
Podniosła głowę i zobaczyła czyjeś odbicie w lustrze.
Krzyknęła.
2
– Spokojnie, Angela! To tylko ja…
Antonio Cruzado, jej profesor od literatury współczesnej. Miał czterdzieści–pięćdziesiąt lat, był atrakcyjnym mężczyzną, pomimo zadartego nosa, a może właśnie dzięki temu. Ubierał się nie jak wykładowca, ale też nie jak student. Wszyscy znali go tylko z nazwiska i tak do niego mówili. Cruzado zawsze prowadził ciekawe rozmowy. W przeciwieństwie do tego, co działo się na większości zajęć, w których uczestniczyła Angela, zajęcia z tym profesorem były najbardziej inspirujące. I – co ciekawe – Cruzado zawsze był gotów wysłuchać jej opinii. Często zachęcał ją nawet do zadawania pytań, które notowała na marginesach swoich zapisków. Zatracali się w ich treści, debatowali nad nimi, jakby rozmawiał z kolegą po fachu, a nie ze studentką pierwszego roku. Jednak nie wszystkich studentów traktował tak samo. Miał też wrogów. Jednym z nich był Koldo, który na każdych zajęciach starał się rzucać mu wyzwanie, żeby tylko udowodnić, że wie dużo o książkach. Ale booktuber zawsze przegrywał. Angelę profesor traktował zupełnie inaczej. Uważał ją za bardziej dojrzałą albo bystrzejszą niż jej koledzy i koleżanki. Pokazywał to, rzucając na lekcji pytanie i prosząc, żeby odpowiedział na nie ktokolwiek, oprócz Angeli i Sebasa, który też był jego ulubieńcem. Angela nie chciała być wyróżniana, czuła się tym trochę zawstydzona. Tak samo jak teraz, gdy stała naprzeciwko niego, szybko oddychając. Patrzyła na niego, nie mrugając oczami, jakby się bała, że jeśli tylko je zamknie, to Cruzado znów stanie się cieniem klauna, którego zobaczyła w lustrze.
– Dobrze się czujesz? – zapytał profesor, na moment kładąc dłoń na jej ramieniu.
– Tak, tak… Tylko wystraszył mnie pan – Angela zdołała się zmusić do uśmiechu, po czym zapytała, jak on się czuje. Przez kilka ostatnich tygodni Cruzado był na zwolnieniu lekarskim. Mówił, że z powodu nieznaczącej operacji, ale po wydziale krążyły plotki, że powód był inny, że opuściła go żona.
– Już czuję się dużo lepiej. Dziękuję, że pytasz, Angelo. A z tobą na pewno wszystko w porządku? Nadal drżysz… – spytał troskliwie profesor, znów kładąc dłoń na jej ramieniu.
– To tylko dlatego, że nie spodziewałam się spotkać pana w łazience.
– Ja ciebie też nie – odpowiedział Cruzado, uśmiechając się.
Podążyła wzrokiem za spojrzeniem profesora i zobaczyła pisuary zainstalowane na ścianach. Wtedy zorientowała się, dokąd trafiła. Zawstydzona powiedziała:
– Zgasło światło… Naprawdę myślałam, że jestem w damskiej łazience.
– Spokojnie, dochowam tajemnicy. Jednak ostrzegam cię, że w męskiej łazience papier toaletowy jest mitologicznym zwierzęciem.
Angela zmusiła się do kolejnego uśmiechu, ale Cruzado zorientował się, że ona nadal się boi, tym bardziej że światło znów zaczęło mrugać.
– Ten budynek nadaje się do wyburzenia… Na pewno dobrze się czujesz?
– Byłam w klubie czytelników, omawialiśmy lekturę grozy i… No dobrze, myślę, że mam za dużą wyobraźnię.
Cruzado zauważył egzemplarz To, który dziewczyna trzymała w dłoniach. Wykonał ręką taki gest, jakby odsuwał z niesmakiem talerz z potrawą, której bardzo nie lubił.
– Stephen King? Przyznam ci się, że nie lubię jego książek.
– Naprawdę? Cieszę się, że nie jestem jedyna, która tak myśli o powieściach tego autora. Sebas go uwielbia, uważa go za najlepszego współczesnego pisarza.
– Moi koledzy z wydziału także wychwalają go pod niebiosa. Ja staram się iść z prądem, ale… Nie mów im tego, ale wątpię w zalety, które przypisuje się literaturze grozy. Tajemnica to rozwiązywanie zagadek…
– Tak, mi też się to podoba. Od wczesnego dzieciństwa byłam doskonałym detektywem.
– W horrorze nie ma nic do rozwikłania, jest prosty. Zawsze miałem wrażenie, że ta cała mgła, którą opisują, skrywa dużo więcej niż zakamarki wiktoriańskich domów… Przede wszystkim skrywa pisarza, który miałby dużo do opowiedzenia o sobie podczas psychoanalizy.
Angela z ulgą przyznała, że ma takie samo zdanie o autorach horrorów i cieszy się, że nie jest w tym osamotniona. Obiecała też dochować jego tajemnicy.
– Ja od dziecka nie znoszę klaunów – przyznał Cruzado, zwracając jej książkę. – Poza tym ta historia jest nad wyraz makabryczna. Klaun z tej powieści istniał w rzeczywistości.
– Naprawdę?
– Pamiętam, gdy w dzieciństwie czytałem wiadomości o zbrodniach seryjnego mordercy ze Stanów Zjednoczonych, który przebierał się za klauna. Kolekcjonował zwłoki w ogrodzie przy swoim domu. Nie pamiętam jego nazwiska, ale pamiętam jego fotografię. Malował sobie twarz na biało, a na niej rysował wielki czerwony uśmiech. Miał rude kręcone włosy, które rosły mu po bokach twarzy, i czarne oczy. Cała ta historia zainspirowała Stephena Kinga i uczynił go bohaterem swojej powieści.
Angela przestała słuchać Cruzado. W jej umyśle pojawiały się te wszystkie prawdziwe zbrodnie dokonywane w najbardziej sadystyczny sposób przez klauna mordercę. Kiedy znów zaczęła słuchać profesora, ten szedł już w kierunku drzwi, żeby zostawić ją samą.
– A, jeszcze jedno. Czy pamiętasz ostatnią zadaną pracę, którą mi oddałaś? Tę fabułę na dziesięć stron?
– Oczywiście. Czy coś było źle? – zapytała, widząc minę Cruzado.
– Nie, ale… Chciałbym przekazać ci moje uwagi osobiście, przedyskutować je z tobą. Lepiej porozmawiajmy o tym spokojnie w moim gabinecie. W najbliższą sobotę rano?
– Myślałam, że w soboty wydział jest zamknięty.
– Poproszę dozorcę o klucze. W pozostałe dni tygodnia jestem bardzo zajęty. A w sobotę tu będzie pusto i będziemy mieć pewność, że nikt nam nie będzie przerywać. Jeśli ci to nie przeszkadza.
– Nie, oczywiście, że nie przeszkadza.
– Genialnie. I jeszcze obiecaj mi jedną rzecz: nie mów do mnie per pan.
Angela uśmiechnęła się, obiecała mu to i zaczekała, aż Cruzado wyjdzie. Gdy otworzył drzwi, na chwilę się zatrzymał, bo nagle coś sobie przypomniał:
– John Wayne Gacy. Tak nazywał się ten klaun morderca.
http://www.ediariolibre.hemeroteca/john–wayne–gacy
JOHN WAYNE GACYUŚMIECHNIĘTY MORDERCA
El Diario Libre (20–06–1979). Trzydzieści trzy ofiary śmiertelne, wszystkie morderstwa przerażające. Tyle morderstw popełnił John Wayne Gacy, którego nazwisko stało się symbolem terroru w Stanach Zjednoczonych. Urodził się w końcu lat czterdziestych w stanie Illinois, gdzie dorastał w otoczeniu butelek z alkoholem, które opróżniał jego ojciec. Wielu psychiatrów badało zawikłany umysł Gacy’ego. Wszyscy zgodnie stwierdzają, że ta sytuacja odcisnęła swoje piętno na jego dzieciństwie. Poza pijaństwem ojca chłopiec widział agresję i znęcanie się. Jego ojciec lubił stawiać go nagiego przed lustrem i mówić mu, że wygląda jak dziewczynka. Gacy dorastał pełen lęku. Kiedy stał się dorosłym mężczyzną, rozkosz sprawiało mu robienie innym tego, co jemu robiono w dzieciństwie – straszenie.
Przez pewien czas perfekcyjnie odgrywał rolę przykładnego sąsiada z osiedla na peryferiach miasta, tam gdzie były białe ogrodzenia. Mieszkał ze swoją żoną Marlynn, którą poślubił w 1967 roku. Pracował w restauracji fast food i w wolnym czasie organizował lokalne spotkania o charakterze kulturalnym. Był lubianym człowiekiem, przede wszystkim dlatego, że na sąsiedzkich imprezach dla dzieci przebierał się za klauna. Wtedy John stawał się klaunem Pogo. Przebierał się w strój z guzikami w formie kolorowych pomponów, na szyi wiązał olbrzymią muszkę i wkładał wielkie buty, a wszystko uzupełniał biały makijaż na twarzy i pomarańczowa peruka. Tak wyglądał klaun, którego dziesięciolecia później pisarz Stephen King przemienił w ikonę literatury, tworząc postać klauna Pennywise’a w horrorze To. Jednak morderstwa Gacy’ego były rzeczywiste.
Flecista z Hamelinu wykorzystał przebranie, żeby dopaść swoje pierwsze ofiary – młodych chłopców w wieku 14–21 lat, starszych braci dzieci, dla których występował Pogo. Składał chłopcom fałszywe oferty pracy w swoim domu. Dobierał ich niezwykle ostrożnie, następnie umawiał się z nimi w domu i atakował ich ścierką nasączoną chloroformem. Miał cały arsenał narzędzi: piły, noże, młotki, haki, gwoździe i wiertarki. Torturował ich i gwałcił do momentu, aż wydali z siebie ostatnie tchnienie. Następnie ich zwłoki zakopywał w swoim przydomowym ogrodzie.
Jego cielesna orgia została odkryta, gdy jedna z jego ofiar zdołała uciec. Policja zatrzymała Gacy’ego, ale on okazał zmieszanie i żal, powtarzając, że jest niewinny. Według niego przestępstwa zawsze dokonywało jego alter ego – klaun Pogo. John mówił, że nie miał nad nim żadnej władzy. Jego stan psychiczny nie uchronił go przed karą: został skazany na śmierć. Motyw jego działania określono jako seksualny, ponieważ już po zatrzymaniu udowodniono, że za pierwszym razem, gdy wbił nóż w ciało ofiary, poczuł podniecenie na widok tryskającej krwi.
W więzieniu Gacy stał się malarzem. Na wszystkich jego obrazach był diabolicznie wyglądający klaun Pogo. Jedna z galerii zorganizowała wystawę jego prac, co dodało splendoru jego legendzie. W 1994 roku otrzymał śmiertelny zastrzyk. Ale jego duch pozostał nieśmiertelny w postaci klauna stworzonej w powieści Stephena Kinga. Od tamtego czasu klauni mordercy stali się legendą horrorów.
http://elinformativo.es/payasos–asesinos–caos–alemania/237
KLAUNI MORDERCY SIEJĄ POSTRACH W NIEMCZECH
Redakcja A.F.E. (20–02–2017). Strach przed klaunami opanował wiele miast w Niemczech. Fala przebierańców w strojach cyrkowych. Mają twarze zakryte białymi maskami, czerwonokrwiste uśmiechnięte usta, kolorowe peruki i straszą przechodniów na ulicach, udając klaunów morderców. Pierwszy przypadek zdarzył się w Passau, spokojnej miejscowości uniwersyteckiej w Bawarii. Tam pewien przebrany mężczyzna stawał wieczorami na jednym z rogów ulicy ciągnącej się przez całe miasto. W ręku trzymał pęk balonów. Światła latarń i jego nieruchoma postawa dokonywały reszty. Przerażeni mieszkańcy na jego widok uciekali, pomimo że złowieszczy klaun atakował wyłącznie spojrzeniem. Mężczyzna otworzył swoje konto na Instagramie, pod nazwą PassauClown, na którym dzielił się ze swoimi obserwatorami przerażającymi fotografiami. Dzięki temu zyskał niewyobrażalną popularność w sieci.
Ten przykład zaczęto kopiować w innych miastach i złowieszczy klauni pojawiali się w Hamburgu, Monachium i innych sześciu miejscowościach. Złowieszczy klaun z Bremy poszedł krok dalej i zaczął pukać do drzwi mieszkańców z okolicy, oferując im swoje usługi przy malowaniu ich domów, ale nie miał przy sobie potrzebnego sprzętu. Inni klauni wrzucali filmy wideo do sieci. Pokazywali na nich swoje żarty, które robili przypadkowym przechodniom w ciemnych ulicach. Udawali atak na ofiarę (wielką kukłę rozpłaszczali uderzeniem młota), a potem szli za ludźmi, którzy byli świadkami fałszywego przestępstwa i uciekali w przerażeniu. Te nagrania stawały się viralami.
Władze niemieckie ogłosiły alerty o złowieszczych klaunach. Paranoja ożywiana jest przez przypadki choroby zwanej koulrofobią, czyli fobią lub irracjonalnym lękiem przed klaunami i mimami. Dolegliwość dotyka przede wszystkim dzieci, chociaż przypadki tej choroby zdarzają się też wśród młodzieży i dorosłych. Pacjenci czują fale narastającego lęku przed wyzywającym makijażem, czerwonym nosem i dziwnymi kolorami włosów, co pozwala ukryć prawdziwą tożsamość przebierańca. Ten szczególny lęk u pacjentów wywołuje oznaki charakterystyczne dla ataku paniki. Zarejestrowano nawet przypadki samobójstw wśród osób cierpiących na koulrofobię.
Prawo nie określa tego mianem szczególnego przestępstwa i nie karze osób, które straszą w ten sposób ludzi, aczkolwiek kilka zespołów prawników w Niemczech zakazało używania przebrania za klauna mordercę w czasie zabaw karnawałowych, bo z łatwością mogą wywołać panikę. Poza tym złowieszczy klauni przekroczyli granice państw i już zanotowano podobne przypadki we Francji. W podparyskiej wiosce zmarł jeden z przebierańców, gdy mężczyzna, który czuł się przez niego zaatakowany, w obronie własnej uderzył go kamieniem. Pojawiły się też konta w mediach społecznościowych w Anglii, Holandii i Belgii. To już tylko kwestia dni, gdy okaże się, że na Instagramie w naszym kraju opublikuje swoją fotografię klaun morderca.
– Chwileczkę, już idę!
Angela zamknęła w swoim MacBooku wszystkie okna przeglądarki Google’a, w której szukała wiadomości o Johnie Waynie Gacym, klaunie mordercy. Nie chciała, aby ktokolwiek pomyślał, że ma obsesję na tym punkcie. Po chwili ktoś ponownie zapukał do drzwi jej pokoju w internacie. Powtórzyła, że już idzie, i tym razem podeszła, żeby otworzyć. Spodziewała się, że za drzwiami zobaczy Sarę, więc starała się wyglądać na obojętną, bo koleżanka nie odpowiedziała na wiadomości wysłane na WhatsAppie. Angela przypuszczała, że Sara nie odzywała się, bo spędzała czas z Raim w jego luksusowym apartamencie. Jednak obiecała sobie, że ugryzie się w język i nie będzie tego komentować. W końcu Sara była wystarczająco dorosła, by podejmować własne decyzje, a ona była jej przyjaciółką, a nie matką, co powtarzała jej pół żartem, pół serio. Ostatecznie jednak Angela nie musiała udawać obojętnej, bo tym, kto pukał do jej drzwi, był Sebas.
– Jak się czujesz? Nie byłaś na zajęciach.
– Nie, bo mam coś do zrobienia… A co u ciebie?
Miała ochotę dodać, że jest jej przykro z powodu zachowania Nando w klubie czytelników, ale powstrzymała się. Zawsze trudno jej się rozmawiało z Sebasem o jej chłopaku. Na szczęście Sebas był bardziej odważny.
– Angela, to, co było w klubie… No dobra, chcę cię przeprosić.
– Jak to, ty mnie? Nie, to ja muszę przeprosić ciebie. Chciałam porozmawiać o tym z tobą, ale byłam zajęta i nie znalazłam odpowiedniej chwili…
Kłamała, a Sebas to wiedział, ale pozwolił mówić jej dalej.
– Przykro mi z powodu zachowania Nando. Jeśli nie chcesz, żeby ponownie przyszedł na spotkanie klubu, zrozumiem to doskonale. Ten klub to twoje dzieło, ty go zorganizowałeś.
– Dziękuję ci, ale to nie będzie konieczne. Nie sądzę, że klub czytelników Stephena Kinga będzie nadal istniał. To spotkanie nie było udane i część członków już zrezygnowała. Koldo mówi, że organizowanie klubów to przeżytek, że trzeba prowadzić „bezpośrednie dyskusje na Instagramie, bo to teraz modniejsze”.
– Przykro mi. Wiem, że to było ważne dla ciebie. Może spróbujmy z innym gatunkiem literatury… Możesz na mnie liczyć we wszystkim, w czym nie mówi się o krukach i świetle, które włącza się i gaśnie. A co myślisz o klubie czytelników Jane Austen?
– Oczywiście, zacznę go przygotowywać, jak tylko skończę piec cupcakes… No litości! Wiesz, że ja nienawidzę Jane Austen. Jest taka mdła!
– O Boże, w końcu okaże się, że jest prawdą to, co podejrzewałam. Ty nie masz serca…
Angela i Sebas zaśmiali się porozumiewawczo. Od pierwszego dnia znajomości czuli, że są sobie bliscy, mają podobne zainteresowania i poglądy, chociaż dla niej to nie było nic innego, jak tylko przyjaźń. Dlatego gdy po zaledwie kilku dniach od chwili poznania się poszli razem na piwo i on starał się ją pocałować, wprost powiedziała, że woli, aby byli tylko przyjaciółmi. Sebas to uszanował. Od tamtego czasu są tylko przyjaciółmi, choć Nando uważał, że jest inaczej.
– Chcesz wejść? – zapytała Angela. – Możemy obejrzeć coś na Netflixie.
– Już wiesz, że mój nadmiar wyobraźni nie pozwala mi robić niczego innego niż czytać – zażartował Sebas. – Tak naprawdę przyszedłem cię zapytać, czy idziesz na święto kampusu.
– Święto…
Zapomniała o tym. Ta organizowana w każdy pierwszy piątek miesiąca impreza przebierańców to nie jej bajka. Nawet pomimo że Nando miałby tam być.
– Pomyślałem, że możemy tam pójść i wypić drinka z kolegami z roku. No wiesz, dla odmiany zrobić to, co robią ludzie w naszym wieku.
– Dziękuję za zaproszenie, ale muszę przepisać na czysto masę notatek. No i chcę trochę uporządkować mój pokój – powiedziała Angela, pokazując to, co miała za sobą.
– Jakbyś zobaczyła mój pokój, to dopiero byś oszalała… U ciebie to porządeczek, Angela!
– No wiesz, znasz mnie…
To była kolejna obsesja Angeli: porządek. A tak naprawdę chodziło o to, żeby wszystko było uporządkowane w jej głowie.
– No chodź, tylko jedno piwko… – kusił Sebas.
– Ale ja nawet nie mam przebrania. A ty za kogo się przebierzesz?
– Zamierzałem zdjąć okulary i włożyć soczewki. A ty wystarczy, że rozpuścisz włosy, które zawsze wiążesz w kucyk. Nikt nas nie rozpozna – zażartował.
– Wiem, że jestem najnudniejszą studentką w historii uniwersytetu – powiedziała Angela, ostatecznie odrzucając propozycję. – Poza tym jutro wcześnie rano mam dodatkowe zajęcia z Cruzado.
– W sobotę?
– Tak, powiedział mi, że chce porozmawiać o mojej fabule, a w sobotę będziemy mieć więcej spokoju.
– No dobra, nie przychodź na imprezę, ale pamiętaj, że umówiłaś się ze mną na jutro. Mamy pójść do tej nowej księgarni, o której ci mówiłem. Przyjdę po ciebie na uniwerek, jak skończysz, dobrze?
– Oczywiście! Genialnie!
– A jeśli zmienisz zdanie, to ja będę na imprezie tym chłopakiem z soczewkami.
Angela zaśmiała się, ale nie zmieniła zdania, została w internacie. Gorący prysznic, czysta pościel, świeczki, książka, muzyka The Cure i piwo, jedno z tych magazynowanych na oknie pokoju, żeby nabrało właściwej temperatury. Ostatecznie był piątek. Poza tym umówiła się z Nando. Gdy skończy zmianę, będzie nocował u niej w internacie. Będzie spać z nią albo coś w tym stylu. Angela już nie chciała dłuższej czekać. Napisała do niego, że nie pójdzie spać przed końcem imprezy na kampusie i że otworzy mu drzwi od tylnego wejścia do internatu, wejścia awaryjnego. Studenci je pięknie wyciszyli, żeby ich goście mogli niepostrzeżenie wchodzić po północy, co normalnie było zabronione.
Kiedy Angela wyszła ze swojego pokoju, było po drugiej w nocy. Przeszła korytarzami wyciszonymi wykładziną, mijając wampiry, księżniczki, piratów, księży, zakonnice, chłopaków przebranych za dziewczyny z kabaretów, dziewczyny w garniturach i ludzi w maskach, których zaskoczyła impreza na kampusie. Atmosfera była taka, jak zawsze w piątki wieczorem, chociaż bardziej ekscytująca z powodu przebrań. Angela podeszła do drzwi wejścia awaryjnego, otworzyła je i znalazła się w ogrodzie na tyłach internatu. Rosły tam drzewa tak wysokie, że sięgały ostatnich pięter budynku. Panował mrok, nikłe światło dochodziło jedynie z latarń spoza terenu. Angela spojrzała w swój telefon. Nando już powinien tu być, więc napisała do niego na WhatsAppie:
Angela
Nie mów, że impreza przerodziła się w after…
2:08
Nando
Jakiś idiota przykleił gumę do żucia w barze,
ale już jestem w drodze :)
2:15
Angela napisała mu, że będzie czekać wewnątrz. I poprosiła, by wysłał jej sygnał, jak już dotrze. Wróciła na pusty już korytarz. Zapięła sweter, który zarzuciła na koszulę nocną. Było zimno. Minęły kolejne minuty. Nagle usłyszała jakiś krzyk na zewnątrz. Krzyczała jakaś dziewczyna. Angela wiedziała, że ponowne otwarcie drzwi to błąd, ale zrobiła to. Wyszła, zrobiła kilka kroków do ogrodu, który teraz wydawał się jeszcze ciemniejszy, i zawołała:
– Hej, jest tam kto?
Nikt nie odpowiedział. Wpatrywała się w ciemność, ale niczego nie dostrzegła. Nie słyszała też innych hałasów, jedynie odgłosy nocy. Kiedy wróciła do drzwi, okazało się, że są zamknięte. Same się zatrzasnęły, bo nie zablokowała ich, gdy wychodziła do ogrodu. A można było je otworzyć tylko od wewnątrz.
– Cholera…
W tym momencie znów usłyszała ten krzyk, tej samej dziewczyny. Rozpoznała, że to głos Sary. Dostrzegła ją kilka metrów dalej, biegła przez ogród w podartej sukience i z zakrwawioną twarzą. Uciekała i krzyczała:
– Ratunku!
Nagle ktoś uderzył ją w głowę wielkim młotem. Zrobił to ktoś ubrany w biały strój z kolorowymi pomponami zamiast guzików, z wielką muchą na szyi i w ogromnych butach. Na twarzy miał maskę z uśmiechem, usta pełne czarnych, ostrych zębów, a na łysej głowie pomarańczowe kosmyki włosów. Tym razem nie był to wytwór wyobraźni Angeli. Był prawdziwy, widziała go, biegł w jej kierunku. Klaun morderca!
3
Angela w przerażeniu chciała otworzyć drzwi awaryjne, ale z zewnątrz nie było żadnego uchwytu. Klaun zbliżał się z młotem uniesionym wysoko w górę. Przez otwory w masce widziała jego czarne źrenice, choć możliwe, że tylko je sobie wyobrażała. Ale nie miało teraz znaczenia, czy to było realne, czy nie. Realny był na pewno strach, który budziły w niej te oczy. Podświadomie uruchomiła w swojej głowie plan ucieczki. Miała go i zadziałał…
Zaczekała kilka sekund, aż klaun stanął naprzeciwko niej. A wtedy kopnęła go tak, jak nauczyła się na lekcjach samoobrony. I zrobiła to z taką siłą, że klaun się zachwiał. Poczuła świst przecinanego młotem powietrza, ale zdołała uskoczyć, zanim cios sięgnął jej ramienia. Rzuciła się do ucieczki. Biegła ile sił przez tylny ogród internatu. Krzaki raniły jej nogi, gałęzie drzew groziły uderzeniem jej w głowę. Za sobą słyszała człapiący bieg klauna: plask, plask, plask. Niemal czuła na sobie jego kościste dłonie, które chcą ją złapać, a nawet słyszała jego diaboliczny śmiech. Zdołała skręcić za róg budynku. Jeszcze tylko kawałek, jeszcze tylko jeden skręt za róg i dotrze do głównego wejścia, gdzie jest światło i, oby tak było, ludzie. Nie była pewna, czy zdoła głośno zawołać o pomoc. Chciała krzyczeć, ale nie potrafiła wydać z siebie żadnego głosu. Plask, plask, plask – słyszała za sobą. Do celu brakowało zaledwie kilku metrów, ale Angela nagle przestała biec.
Z naprzeciwka wybiegła znienacka Ewa, odsunęła Angelę i zadała mocny cios klaunowi. Łup! – padł na ziemię. Rozległy się histeryczne wybuchy śmiechu, oklaski i krzyki, bo to było zajebiste. Rai wszystko nagrywał kamerką telefonu. Z tyłu nadeszła Sara, zmartwychwstała! Była przebrana za zombi czy coś podobnego, natomiast Rai za Alexa DeLarge’a, bohatera filmu Mechaniczna pomarańcza. Miał na sobie piżamę ze zwisającymi trokami i szapoklak na głowie. Kilka kroków dalej leżał przebrany za klauna mordercę… Koldo. To on ścigał Angelę.
– Co wy wyprawiacie?! – krzyknęła wystraszona Angela.
Wkrótce wszystko się wyjaśniło. Angela dowiedziała się, że Koldo, Sara i Rai poszli razem na święto przebierańców na kampusie, chociaż nie byli przyjaciółmi, na co dzień nawet się ze sobą nie witali. To się jednak zmieniło, kiedy po spotkaniu w klubie czytelników Sara i Rai poszli z Koldo na piwo. Właśnie wtedy przyszło im do głowy nakręcenie filmiku, takiego, jakie ludzie publikują w mediach społecznościowych. Koldo miał się przebrać za klauna mordercę. Ofiarę też wymyślili w barze. Kiedy Sara podeszła do Nando zamówić kolejnego drinka, ten zwierzył się jej, że umówił się z Angelą po zakończeniu swojej zmiany. I że Angela będzie nad ranem sama czekać na niego przy wyjściu awaryjnym z internatu, naprzeciwko ciemnego, zapuszczonego ogrodu. Tak powstał plan, pozostało tylko zamienić go w działanie.
Rai zajął się opóźnieniem wyjścia Nando z pracy, przyklejając gumę do żucia w rolecie baru. Następnie wszyscy troje poszli do internatu, schowali się za drzewami i opróżniając kolejną butelkę likieru Jagermeister, powtórzyli sobie szczegóły akcji. Nie wiedzieli tylko, że z okna swojego pokoju widziała ich Ewa, która podsłuchała cały plan. Gdy nieświadoma niczego Angela uciekała przerażona przed klaunem, Ewa pobiegła na dół i przerwała zabawę.
– Czy ty jesteś idiotką?! – Koldo krzyknął do Ewy, zdejmując maskę klauna, zakrwawioną po ciosie. – Kurwa, prawie rozbiłaś mi nos!
– Prawie?! To przyłożę ci jeszcze raz i rozwalę go do końca! – zagroziła Ewa, podnosząc pięść.
Koldo, leżąc jeszcze na ziemi, cofnął się ruchem kraba, używając ramion jak dodatkowych nóg.
– Durni żartownisie! Róbcie swoje akcje w innym miejscu, a nie pod moim oknem, i to akurat kiedy wącham, dobra? – powiedziała Ewa zdecydowanym głosem. To nie był jednak prawdziwy powód jej działania. Wybiegła przed wejście, żeby powstrzymać całą trójkę przed kpieniem z Angeli.
– Zrelaksuj się, lesbo – rzucił ze śmiechem Rai, który przez cały czas filmował wszystko swoją komórką. – Poza tym zrobiłaś lepsze zakończenie żartu. Ciesz się, bo zabłyśniesz w YouTube.
W tym momencie Ewa podskoczyła do Raiego, wyrwała mu telefon z ręki i cisnęła nim o ścianę budynku. Telefon roztrzaskał się na kawałki.
– Ten filmik nigdy nie zostanie wrzucony do internetu! – krzyknęła.
Sara musiała mocno przytrzymać swojego chłopaka, by nie rzucił się na Ewę z pięściami.
– Coś ty zrobiła, świrusko! Pożałujesz tego! Nie wiesz, z kim właśnie zadarłaś! – wykrzykiwał Rai.
Ale Ewa ani się nie wystraszyła, ani nie cofnęła. Wtedy właśnie dołączył Nando, który nie znalazłszy Angeli przy drzwiach awaryjnych, ruszył w kierunku głównego wejścia, skąd dochodziły krzyki.
– Ciesz się, że jesteś dziewczyną, bo gdyby nie to, już rozwaliłbym ci łeb! – Rai dalej groził Ewie. Ta, odchodząc, pokazała mu uniesioną w górę dłoń z wyprostowanym środkowym palcem.
– Co tu się dzieje? – zapytał zdezorientowany Nando, widząc wystraszoną Angelę z oczami pełnymi łez.
– Nic takiego, to tylko żart… – powiedziała Sara, która już żałowała, że to zrobili. Nie o taki efekt im chodziło.
Opowiedzieli Nando, co się stało. Angela starała się zbagatelizować wydarzenie, chciała tylko szybko o wszystkim zapomnieć. Nando jednak nie zamierzał im odpuścić i zachowywać się, jakby nic się nie stało, bo jego dziewczyna nadal drżała.
– Cała wasza trójka to skurwysyny! Nie mogę w to uwierzyć! – wrzasnął.
– Angelo, przykro mi. Naprawdę nie wiedziałam, że tak bardzo się przestraszysz – tłumaczyła się Sara.
– Kurwa, idę stąd – powiedział Koldo. – I już nie liczcie na mnie, nie będę uczestniczył w waszych żartach – odchodząc, przechylił głowę do tyłu, żeby zatrzymać krwotok z nosa.
– A ma być więcej takich żartów? – zapytał Nando.
To jasne, że tej nocy zamierzali dalej żartować. Mieli na sobie przerażające przebrania, kamerki w telefonach, a cała banda podpitych, młodych ludzi wracających z imprezy aż się prosiła o to, by ich nastraszyć… A uniwersytecki kampus nocą był dużo bardziej przerażającą scenerią niż te powstałe w wyobraźni Stephena Kinga.
– Angeliczko, musisz trochę wyluzować. Ludzie nie biegają tutaj z zamiarem zabicia ciebie – rzucił na odchodne Rai. – Nie myśl, że jesteś taka wyjątkowa…
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki