51,90 zł
Bestseller „New York Timesa”
Michael Pollan w swojej książce Odmienne stany roślinności. Jak psychoaktywne rośliny wpływają na nasz umysł przedstawia odwieczne i głębokie związki ludzi z roślinami psychoaktywnymi. Autor bada trzy niezwykłe substancje: morfinę, kofeinę oraz meskalinę. Każda z nich otwiera okno na inne aspekty zmiany świadomości – od uspokojenia, przez pobudzenie, po doświadczenia mistyczne.
Pollan porusza złożone pytania dotyczące granicy między lekiem a narkotykiem, analizując kulturowe, biologiczne i prawne aspekty używania roślin psychoaktywnych. Autor zabiera czytelnika w podróż pełną osobistych eksperymentów, historycznych ciekawostek i naukowych odkryć, przyglądając się nie tylko temu, jak te rośliny wpływają na nasz umysł, ale również, co na ich produkcji zyskuje natura.
To wciągająca książka, która rzuca nowe światło na debatę o substancjach psychoaktywnych, ich społecznych i duchowych zastosowaniach, a także na przyszłość naukowych badań nad ich potencjałem terapeutycznym.
Wybitny opowiadacz historii [Pollan] po mistrzowsku podejmuje szereg ważnych pytań dotyczących narkotyków, roślin i ludzi, które prawdopodobnie sprawią, że czytając zaczniemy myśleć w inny sposób.
New York Times Book Review
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 365
Rok wydania: 2025
Ludzie wykorzystują rośliny do wielu różnych celów – do zaspokojenia głodu, do pielęgnacji, leczenia, produkcji zapachów, smaków czy włókien. Z pewnością jednak najbardziej intrygujące jest wykorzystywanie ich do zmiany świadomości: pobudzenia lub uspokojenia, drobnej korekty lub całkowitej zmiany jakości naszych doświadczeń psychicznych. Ja sam, jak większość z nas, codziennie korzystam z kilku roślin właśnie w ten sposób. Każdy poranek bez wyjątku zaczynam od przygotowania gorącego wywaru z jednej z dwóch roślin, od których uzależnione jest to (ja swoją drogą też jestem od nich uzależniony), czy uda mi się wyostrzyć zmysły, skupić i przygotować na nadchodzący dzień. Zazwyczaj nie myślimy o kofeinie jak o narkotyku, a o naszym codziennym jej używaniu jak o uzależnieniu – ale dzieje się tak tylko dlatego, że kawa i herbata są legalne, a nasze od nich uzależnienie jest społecznie akceptowalne. Więc co w zasadzie jest narkotykiem, co lekiem, a co środkiem odurzającym? I dlaczego przyrządzanie naparu z liści Camellia sinensis (herbaty chińskiej) nie wzbudza żadnych kontrowersji, a robienie tego samego z makówek Papaver somniferum (maku lekarskiego) jest, jak mogłem przekonać się na własnej skórze, przestępstwem federalnym?
Każdy, kto kiedykolwiek próbował sformułować precyzyjną definicję leku[1], z pewnością natrafił na pewne trudności. Czy rosół z kury to lek? A co z cukrem albo ze sztucznymi słodzikami? Co z herbatą z rumianku? A placebo? Jeśli uznamy po prostu, że lek to substancja, która po spożyciu wywołuje jakieś zmiany w ciele czy w umyśle (lub w jednym i drugim jednocześnie), to wszystkie wymienione wyżej przykłady będą wpisywać się w tę definicję. Ale czy nie powinniśmy być w stanie odróżnić leków od jedzenia? Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) również napotkała ten problem, ale bynajmniej go nie rozwiązała. Zaproponowana przez nią definicja leku jest w istocie błędnym kołem, gdyż określa go jako „artykuł niebędący żywnością”, który znajduje się w farmakopei[2] – czyli jest rozpoznany jako lek przez FDA. Niezbyt to pomocne.
Spójrzmy teraz na definicję narkotyków: jest nimi wszystko to, co za narkotyk uzna państwo. Nieprzypadkowo są to niemal wyłącznie substancje, które mają moc zmiany świadomości. A może powinienem powiedzieć: mają moc zmiany świadomości w sposób, który zagraża płynnemu funkcjonowaniu społeczeństwa i interesom władzy? Dla przykładu: kawa i herbata okazały się wartościowe dla kapitalizmu, choćby dlatego, że dzięki nim jesteśmy wydajniejszymi pracownikami. Im prohibicja nie grozi. Sprawy mają się jednak zupełnie inaczej w przypadku psychodelików. Nie są one bardziej toksyczne niż kofeina, a na pewno są od niej mniej uzależniające, a mimo to postrzega się je, przynajmniej na Zachodzie od połowy lat 60., jako zagrożenie dla instytucji państwowych i norm społecznych.
Jednak nawet te podziały na środki legalne i nielegalne nie są tak trwałe i stabilne, jak mogłoby się wydawać. W różnych okresach, zarówno w świecie arabskim, jak i w Europie, władze zakazywały picia kawy, ponieważ ludzi, którzy zbierali się, aby się nią raczyć, uznawały za politycznych wichrzycieli. Kiedy piszę te słowa, wizerunek psychodelików zdaje się przechodzić właśnie transformację. Naukowcy wykazali, że psylocybina może być wykorzystywana w leczeniu zdrowia psychicznego, dlatego niektóre psychodeliki prawdopodobnie już wkrótce staną się lekami zatwierdzonymi przez FDA: czyli zostaną uznane za bardziej sprzyjające niż zagrażające funkcjonowaniu społeczeństwa.
Tak się składa, że właśnie tak postrzegają te substancje ludności rdzenne. W wielu społecznościach ceremonialne używanie psychodeliku takiego jak pejotl służy wzmacnianiu więzi społecznych, zbliżaniu ludzi do siebie i pomaganiu w leczeniu traum wynikających z kolonializmu i wywłaszczeń. Rząd uznaje prawo natywnych Amerykanów do spożywania pejotlu na podstawie wolności wyznania gwarantowanej przez pierwszą poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Reszta z nas nie może jednak skorzystać z tego prawa pod żadnym warunkiem, nawet jeśli używalibyśmy pejotlu w bardzo podobny sposób. Oto przypadek, w którym to tożsamość użytkownika, a nie rodzaj narkotyku zmienia status prawny substancji.
Nic nie jest proste, jeśli chodzi o narkotyki. Ale nie jest też tak, że decyzja o tym, które rośliny stanowią tabu, jest zupełnie arbitralna. Jak widać na podstawie wymienionych wyżej przykładów, społeczeństwa akceptują te narkotyki, które pomagają podtrzymywać porządek społeczny, a zakazują tych, które ów porządek zdają się podważać. Wystarczy więc spojrzeć na to, jakie narkotyki wybiera dane społeczeństwo, żeby zrozumieć, jakie są jego obawy i pragnienia.
Odkąd jako nastolatek zająłem się ogrodnictwem, próbując swoich sił przy uprawie konopi, zafascynowało mnie to, jak bardzo pociągające są dla nas te potężne rośliny, a zarazem jak dużym tabu je otaczamy. Z czasem nauczyłem się doceniać fakt, że kiedy wprowadzamy je do naszego organizmu i pozwalamy im zmieniać naszą świadomość, wchodzimy z naturą w jedną z najgłębszych możliwych relacji.
Niewiele jest kultur na ziemi, które nie odkryły w swoim środowisku przynajmniej jednej takiej rośliny czy grzyba – a w większości przypadków całego ich zestawu – które w różny sposób zmieniają świadomość. Musiał to być długi i niebezpieczny ciąg prób i błędów, ale dzięki niemu ludzie zidentyfikowali w końcu takie rośliny: łagodzące ból fizyczny; sprawiające, że jesteśmy bardziej uważni, towarzyscy i zdolni do niezwykłych czynów; wyzwalające uczucie zachwytu lub ekstazy; pobudzające naszą wyobraźnię; pomagające przekroczyć przestrzeń i czas; wywołujące sny, wizje oraz doświadczenia mistyczne; zbliżające nas do obecności naszych przodków, a nawet bogów. Jak widać, zwykła, codzienna świadomość nam, ludziom, nie wystarcza. Dążymy do tego, żeby ją zmieniać, wzmacniać, a czasem przekraczać, a natura dostarcza nam związków chemicznych, które to umożliwiają.
Odmienne stany roślinności. Jak psychoaktywne rośliny wpływają na nasz umysł to moje osobiste badanie trzech tego typu związków, a przy tym niezwykłych roślin, które je produkują: morfiny pozyskiwanej z makówek maku lekarskiego, kofeiny – z kawy i herbaty oraz meskaliny – z pejotlu i kaktusów San Pedro. Drugi z tych alkalodiów jest dziś legalny wszędzie, pierwszy jest nielegalny w większości miejsc na świecie (chyba że zostanie oczyszczony przez firmę farmaceutyczną i przepisany przez lekarza), a trzeci jest nielegalny w Stanach Zjednoczonych, z wyłączeniem przedstawicieli społeczności natywnych. Każdy z nich reprezentuje jedną z trzech szerokich kategorii substancji psychoaktywnych: środek uspokajający (opium), środek pobudzający (kofeina) oraz środek pozwalający, jak sądzę, wykroczyć poza codzienne doświadczenie (meskalina). Mówiąc nieco bardziej naukowo, przedstawiam tu depresant, stymulant i halucynogen.
Te trzy roślinne narkotyki obejmują dużą część ludzkich doświadczeń z substancjami psychoaktywnymi: od codziennego używania kofeiny, najpopularniejszej substancji psychoaktywnej na ziemi, poprzez ceremonialne wykorzystanie meskaliny przez ludność rdzenną, po stare jak świat uśmierzanie bólu opioidami. Rozdział poświęcony tym ostatnim – a konkretnie opium – umiejscawiam w czasie wojny z narkotykami, w tym dziwnym okresie, kiedy rząd poświęcał dużo więcej uwagi grupce ogrodników uprawiających mak w celu zaparzenia sobie z niego łagodnej narkotycznej herbatki niż firmie farmaceutycznej, która świadomie uzależniła miliony Amerykanów od OxyContinu[3], opioidu zatwierdzonego przez FDA. Sam byłem jednym z tych ogrodników.
Opowiadam historię każdej z tych trzech substancji z wielu perspektyw: historycznej, antropologicznej, biochemicznej, botanicznej i osobistej. Zaangażowałem w ten proces każdą komórkę mojego ciała – może powinienem dookreślić: każdą komórkę mózgową, bo nie potrafiłbym pisać o tym, co oznacza zmiana świadomości i jak się ją odczuwa, nie przeprowadzając najpierw eksperymentów na samym sobie. W przypadku kofeiny eksperyment polegał na powstrzymaniu się od jej spożywania, co okazało się dużo trudniejsze niż jej regularne przyjmowanie.
Jeden z rozdziałów tej książki to esej, który napisałem dwadzieścia pięć lat temu, kiedy wojna z narkotykami trwała w najlepsze – nosi on ślady tamtego okresu przepełnionego strachem i paranoją. Ale pozostałe historie pokazują, że ta wojna dogorywa, a jej koniec jest już na horyzoncie. Podczas wyborów w Stanach Zjednoczonych w 2020 roku mieszkańcy Oregonu zagłosowali za dekryminalizacją[4] posiadania wszystkich narkotyków oraz za legalizacją terapii z użyciem psylocybiny. Wyborcy w Waszyngtonie przegłosowali dekryminalizację „enteogenicznych roślin i grzybów”. („Enteogen”, z greckiego oznaczający „ujawniający boga [boskość] wewnątrz”, to alternatywne określenie dla psychodelików, stworzone w 1979 roku przez grupę badaczy religijnych, którzy chcieli pozbawić tę klasę substancji kontrkulturowego zabarwienia, a w zamian podkreślić ich, znane od tysięcy lat, duchowe zastosowanie). W tych samych wyborach New Jersey oraz cztery inne stany tradycyjnie głosujące na Republikanów – Arizona, Missisipi, Montana, Dakota Południowa – zagłosowały za liberalizacją prawa regulującego dostęp do marihuany, co zwiększyło liczbę stanów, które zdecydowały się na jakąś formę jej legalizacji, do trzydziestu sześciu[5].
Zabrałem się do pisania tej książki, ponieważ liczę na to, że koniec wojny z narkotykami i towarzyszących jej do bólu prostackich narracji o tym, jak „działa twój mózg po narkotykach”[6], otwiera pole dla dużo bardziej interesujących opowieści o głębokich, sięgających czasów starożytnych, związkach ludzi z roślinami i grzybami zmieniającymi świadomość, którymi natura obdarzyła człowieka.
Używam słowa „obdarzyła” z pełną świadomością tego, jakie ludzkie tragedie potrafią towarzyszyć używaniu tych substancji. Grecy znacznie lepiej niż my rozumieli zdradliwą naturę narkotyków, co znalazło odzwierciedlenie w określającym je terminie: pharmakon. Pharmakon może być zarówno lekarstwem, jak i trucizną; wszystko zależy od sposobu użycia, dawki, intencji oraz nastawienia i otoczenia[7]. (Słowo to ma również trzecie znaczenie, istotne zwłaszcza w kontekście wojny z narkotykami: konotuje ono bowiem kozła ofiarnego, czyli kogoś lub coś, na kogo/co grupa może zrzucić winę za swoje problemy). Nadużywanie narkotyków jest faktem – nie podważam go; zwracam jedynie uwagę, że kwestia łamania prawa jest w tym przypadku mniej problematyczna niż wpadnięcie w niezdrową relację z substancją – mniejsza o to, czy legalną, czy nielegalną – która z sojusznika, czyli lekarstwa, przekształca się w naszego wroga. Te same opioidy, które w 2019 roku spowodowały śmierć przez przedawkowanie około 50 tysięcy Amerykanów, pozwalają również przetrwać operacje i uśmierzyć ból towarzyszący odchodzeniu z tego świata. Nie mam wątpliwości, że można traktować je jako dary natury.
Opowiadane tu historie umieszczają tę trójkę roślinnych substancji psychoaktywnych w szerszym kontekście naszych relacji ze światem przyrody. Jesteśmy połączeni z nim niezliczoną ilością relacji, a jedną z nich jest właśnie ta łącząca chemiczne właściwości roślin ze świadomością ludzi. A skoro jest to relacja, to uwzględnić musimy perspektywę zarówno naszą, jak i roślin. Niesamowite jest to, że tak wiele z nich opracowało przepisy na cząsteczki, które perfekcyjnie dopasowują się do receptorów w ludzkich mózgach – i że dzięki temu mogą przerwać nasze doświadczenie bólu, pobudzić nas, a nawet rozmyć poczucie odrębności naszej jaźni. Warto postawić sobie w tym miejscu pytanie o to, co rośliny mają z opracowywania i produkowania takich molekuł, które mogą działać na ludzkie neuroprzekaźniki i wpływać na nas w tak głęboki sposób.
Większość wytwarzanych przez rośliny związków mogących wpływać na umysły zwierząt służyło początkowo do obrony: alkaloidy takie jak morfina, kofeina i meskalina są gorzkimi toksynami, które pierwotnie miały odstraszać zwierzęta albo po prostu je zatruć, jeśli te nie dawały się odstraszyć. Rośliny są sprytne i w trakcie ewolucji nauczyły się, że natychmiastowe zabicie szkodnika nie zawsze jest najmądrzejszą strategią. Śmiertelny pestycyd szybko wyselekcjonowałby odporne osobniki z populacji szkodników, a przez to sam pozbawiłby się skuteczności. Rośliny na drodze ewolucji wypracowały bardziej subtelne i przebiegłe strategie: stworzyły chemikalia, które zamiast zabić, mieszają zwierzętom w głowach, dezorientują je lub psują im apetyt – dokładnie w tym niezawodne są kofeina, meskalina i morfina.
Chociaż większość psychoaktywnych molekuł wytworzonych przez rośliny początkowo pełniła funkcję trucizn, z czasem przekształciły się one w swoje zupełne przeciwieństwo, a mianowicie w atraktanty, czyli czynniki wabiące. Naukowcy odkryli niedawno kilka gatunków roślin, które produkują kofeinę w swoim nektarze – chyba nikt by się nie spodziewał znaleźć trującej substancji w składzie wydzieliny wabiącej. Ale rośliny, o których mowa, odkryły, że mała dawka kofeiny może przyciągać owady zapylające. Co więcej, okazało się, że kofeina wyostrza pszczołom pamięć, a przez to są one wierniejszymi, efektywniejszymi i pracowitszymi zapylaczami. Całkiem podobnie kofeina działa na nas.
Gdy odkryliśmy, co kofeina, morfina i meskalina mogą nam zaoferować, rośliny, które są w stanie produkować największe ilości tych substancji, znalazły się w centrum naszego zainteresowania. Rozprzestrzeniliśmy ich materiał genetyczny na cały świat, znacznie rozszerzając obszary ich siedlisk i zaspokajając ich wszelkie możliwe potrzeby. Dziś nasze losy są ze sobą nierozerwalnie splecione. Zaczęliśmy od stosunków wojennych, a skończyliśmy w relacji małżeńskiej.
Dlaczego jako ludzie jesteśmy gotowi na tyle wyrzeczeń, żeby tylko zmienić stan naszej świadomości? I dlaczego ograniczamy to powszechne pragnienie, obwarowując je prawami, tradycjami, zakazami, tabu? Dlaczego budzi ono w nas taki niepokój? Pytania te zajmują mnie od ponad trzydziestu lat, odkąd zacząłem pisać o naszym zaangażowaniu w świat przyrody. Kiedy porównamy pragnienie zmiany świadomości do innych potrzeb, które zaspokajamy dzięki naturze – takich jak pożywienie, odziewanie się, schronienie, upiększanie i tym podobne – to w przeciwieństwie do nich nie wydaje się ono w dużym stopniu zwiększać naszych szans na przetrwanie. Zmiany stanów świadomości mogą być wręcz postrzegane jako czynniki utrudniające przystosowanie – potencjalnie narażają nas bowiem na wypadki i czynią bardziej podatnymi na zranienie. Ponadto wiele z substancji roślinnych jest toksycznych; inne, jak na przykład morfina, są silnie uzależniające.
Jeśli pragnienie zmiany świadomości w naszym gatunku jest czymś powszechnym, jakby wpisanym w ludzką naturę, to poddawanie się mu powinno przysparzać nam przynajmniej tyle korzyści, żeby choć zrównoważyć ryzyko z nim związane – w przeciwnym razie naturalna selekcja dawno wyeliminowałaby jednostki przyjmujące narkotyki. Spójrzmy dla przykładu na morfinę: ma ona dla nas wartość jako środek przeciwbólowy i od tysięcy lat jest jednym z najważniejszych leków w całej farmakopei.
Rośliny, które zmieniają świadomość, zaspokajają również inne ludzkie potrzeby. Nie powinniśmy lekceważyć na przykład znaczenia, jakie mają one dla osób znudzonych monotonią codzienności – substancje psychoaktywne potrafią wyrwać z nudy, dostarczyć rozrywki i stworzyć grunt dla nowych doznań i przemyśleń. Ponadto część narkotyków jest w stanie rozszerzać ramy świata, które mogą być ograniczone okolicznościami zewnętrznymi – przekonałem się o tym w czasie pandemii. Inne poprawiają nasze zdolności nawiązywania kontaktów towarzyskich – to nie tylko podnosi poziom zadowolenia, ale prawdopodobnie także i dzietności. Środki pobudzające, takie jak kofeina, poprawiają koncentrację, dzięki czemu lepiej się uczymy, pracujemy i myślimy w bardziej racjonalny i klarowny sposób. Naszej świadomości zawsze grozi utknięcie w jakimś schemacie myślowym albo spirali zmartwień – związki chemiczne pochodzące z grzybów, takie jak psylocybina, mogą nam pomóc wyrwać się z utartych ścieżek kognitywnych, rozmontowując schematy w mózgu i otwierając nas na nowe sposoby myślenia.
Psychodeliki mogą przynosić jeszcze inną korzyść jednostkom, a czasem i całej społeczności: są zdolne pobudzić wyobraźnię i wspierać kreatywność u osób je przyjmujących. Nie sugeruję, że wszystkie pomysły, które pojawiają się w odmiennych stanach świadomości, są wartościowe – większość z nich zapewne taka nie jest. Jednak czasem wprawiony w taki stan umysł wpada na zupełnie nowy pomysł, nowatorskie rozwiązanie problemu albo przyjmuje świeżą perspektywę, co może przynieść korzyść całej społeczności, a nawet zmienić bieg historii. Można na przykład postawić tezę, że wprowadzenie kofeiny do Europy w XVII wieku przyczyniło się do narodzin nowego, bardziej racjonalnego (i trzeźwego) sposobu myślenia, co z kolei dało początek epoce rozumu i oświecenia.
Warto spojrzeć na kofeinę, morfinę i meskalinę jak na mutageny, które działają w obszarze kultury, a nie biologii. Podobnie jak ekspozycja na czynnik zakłócający, na przykład promieniowanie, może prowadzić do mutacji genów, zwiększając ich różnorodność i generując nowe cechy, które czasami okazują się korzystne dla gatunku, substancje psychoaktywne, oddziałując na umysły poszczególnych osób, mogą od czasu do czasu wnosić wartościowe memy[8] do obszaru ewolucji kultury – przełomowe pomysły, świeże metafory, nowatorskie teorie. Nie dzieje się tak zawsze, ani nawet często, ale czasami spotkanie umysłu z cząsteczką pochodzenia roślinnego jest w stanie zainicjować większą zmianę. Jeśli ludzka wyobraźnia ma swoją historię naturalną – a jakąś przecież mieć musi – to nie ma najmniejszej wątpliwości, że roślinne substancje pomogły w jej kształtowaniu.
Psychodeliki mogą sprzyjać przeżywaniu zachwytu nad światem i poczuciu mistycznej z nim łączności, przyczyniając się do rozwoju duchowego – a może nawet, jak twierdzą niektórzy religioznawcy[9], to właśnie one ten rozwój zapoczątkowały. Koncepcja czegoś, co znajduje się poza naszym doświadczeniem, ukrytego wymiaru rzeczywistości czy życia pozagrobowego, to może być mem wprowadzony do ludzkiej kultury przez wizje spowodowane działaniem cząsteczek psychoaktywnych na umysł człowieka. Narkotyki nie są oczywiście jedynym sposobem na wywołanie mistycznych doświadczeń, leżących u podstaw wielu tradycji religijnych – medytacja, post, odosobnienie przynoszą podobne efekty – ale z pewnością są jednym ze skuteczniejszych. Wykorzystanie roślinnych halucynogenów do celów duchowych lub ceremonialnych może również pomóc zintegrować ludzi, sprzyjając wzmacnianiu więzi społecznych i osłabianiu poczucia własnego ego. W gruncie rzeczy dopiero zaczynamy rozumieć, jak zainteresowanie psychoaktywnymi roślinami ukształtowało naszą historię.
Nie powinno nas dziwić, że rośliny o tak wielkiej sile i potencjale otaczają równie silne emocje, surowe prawa, rytuały oraz tabu. Wszystko to pokazuje, że zmiana stanu świadomości może wprowadzać zamieszanie zarówno w życiu poszczególnych osób, jak i całych społeczności. Kiedy tak potężne narzędzia dostaną się w niepowołane ręce, skutki mogą być tragiczne. Sporo możemy się jednak nauczyć od tradycyjnych kultur, które od wieków używają psychodelików, takich jak meskalina czy ayahuasca. Z reguły ich przedstawiciele nie używają substancji psychoaktywnych w lekkomyślny sposób – korzystają z nich świadomie, w ramach rytuałów i pod bacznym okiem doświadczonej starszyzny. Zdają sobie sprawę z tego, że rośliny te są w stanie uwalniać dionizyjskie energie, które mogą wymknąć się spod kontroli, jeśli nie będziemy do nich podchodzić z należytą ostrożnością.
Twarda polityka antynarkotykowa przez lata utrudniała nam możliwość przyjrzenia się tym problemom i oddalała nas od wynikających z nich istotnych pytań dotyczących ludzkiej natury. Wojna z narkotykami narzuciła niezwykle banalny sposób rozumienia, czym narkotyki są i do czego służą – a na dodatek wrzuciła je wszystkie do jednego worka, co zaburzyło nam obraz tego, jak różnorodne mają znaczenie i potencjał. Określanie legalności bądź nielegalności tej czy innej substancji jest jedną z najmniej interesujących rzeczy, jakie można powiedzieć na jej temat. Podobnie jak pożywienie, substancje psychoaktywne nie istnieją niezależnie, a jedynie w relacji – bez odniesienia do człowieka nie są przecież psychoaktywne; stają się takie dopiero wtedy, kiedy wejdą w relacje z ludzkim umysłem. Ta książka powstała w oparciu o założenie, że trzy rodzaje relacji: z morfiną, kofeiną i meskaliną, odzwierciedlają najgłębsze ludzkie potrzeby i dążenia, odsłaniają mechanizmy działania naszych umysłów oraz uwidaczniają nasze związki ze światem przyrody.
[1] Autor w oryginale używa słowa drugs, które w języku angielskim oznacza zarówno „leki”, jak i „narkotyki” lub „substancje odurzające” [przyp. tłum.].
[2] Farmakopea to urzędowy spis leków obowiązujący w danym kraju; zawiera informacje na temat składu chemicznego, właściwości, zastosowań oraz sposobów przechowywania poszczególnych leków, a także określa normy dotyczące między innymi ich jakości, dystrybucji czy badań [przyp. red.].
[3] Autor odnosi się tu do kryzys opioidowego w Stanach Zjednoczonych, czyli trwającej od lat 90. XX wieku epidemii uzależnień i zgonów związanych z nadużywaniem opioidów, zarówno tych dostępnych na receptę, jak i tych nielegalnych. Kluczową rolę w rozwoju kryzysu odegrała firma Purdue Pharma, która w 1996 roku wprowadziła na rynek lek przeciwbólowy o nazwie OxyContin. Firma promowała OxyContin jako bezpieczny, mało uzależniający środek przeciwbólowy, pomimo wiedzy o jego silnym potencjale uzależniającym. Skutkowało to masowym przepisywaniem leku, co przyczyniło się do wzrostu liczby uzależnień, przedawkowań i zgonów związanych z opioidami. W 2007 roku przedstawiciele Purdue Pharma, w tym prezes, wiceprezes oraz radca prawny firmy, zostali skazani za wprowadzenie w błąd lekarzy, pacjentów i rządu w kwestii ryzyka uzależnienia związanego z OxyContinem. Firma zapłaciła grzywnę w wysokości 634,5 miliona dolarów, co jednak nie powstrzymało narastającego kryzysu, a działania firmy uznane zostały za jeden z głównych katalizatorów epidemii uzależnień od opioidów w Stanach Zjednoczonych. W 2020 roku Purdue Pharma ogłosiła bankructwo w związku z licznymi pozwami sądowymi. Rodzina Sacklerów, czyli właściciele firmy, przyznała się do zarzutów i zapłaciła się na zapłatę miliardowych odszkodowań ofiarom kryzysu [przyp. tłum.].
[4] Dekryminalizacja to raczej nieprecyzyjne określenie w tym kontekście; przepis przyjęty w ramach referendum nakazuje organom ścigania i prokuraturze nadanie najniższego priorytetu przestępstwom związanym z uprawą, posiadaniem lub używaniem – ale nie sprzedażą – środków odurzających pochodzenia roślinnego. Kampania referendalna została zorganizowana przez ruch na rzecz reformy prawa narkotykowego o nazwie Decriminalize Nature, który omawiam w rozdziale poświęconym meskalinie.
[5] Stan legalizacji marihuany na rok 2024: w Stanach Zjednoczonych posiadanie marihuany do celów medycznych jest zalegalizowane w trzydziestu ośmiu stanach z pięćdziesięciu, a do celów rekreacyjnych w dwudziestu czterech. Na poziomie federalnym marihuana pozostaje przyporządkowana do kategorii I Controlled Substances Act (na temat CSA zob. przypis 18 na s. 51), co oznacza, że jest uważana za substancję o wysokim potencjale uzależniającym i bez wartości medycznej, a używanie jej do jakichkolwiek celów jest zakazane. Mimo tego zakazu prawo federalne zazwyczaj nie jest egzekwowane wobec osób, które przestrzegają przepisów legalizujących posiadanie, uprawę lub dystrybucję marihuany w granicach określonego stanu [przyp. tłum.].
[6] Autor cytuje w tym miejscu hasło słynnej amerykańskiej kampanii antynarkotykowej z lat 80. Najbardziej rozpoznawalnym jej elementem była reklama telewizyjna, w której mężczyzna w średnim wieku wbija jajko na gorącą patelnię, wypowiadając przy tym słowa „This is your brain on drugs” [To jest twój mózg po narkotykach], co miało symbolizować destrukcyjny wpływ narkotyków na ludzki mózg. Tytuł oryginalny książki Pollana This is Your Mind on Plants jest bezpośrednim nawiązaniem do tej słynnej sentencji, która stała się częścią amerykańskiej popkultury [przyp. tłum.].
[7] „Nastawienie i otoczenie” to określenie wprowadzone przez Timothy’ego Leary’ego, które ma na celu podkreślić potężny wpływ nastawienia psychicznego i otoczenia fizycznego na kształtowanie doświadczenia psychodelicznego.
[8] Termin „mem” został wprowadzony przez Richarda Dawkinsa w książce Samolubny gen (1976) jako kulturowy odpowiednik genu. Dawkins definiuje mem jako jednostkę informacji kulturowej, która przekazywana jest z jednej osoby na drugą przez naśladowanie, podobnie jak geny przekazują informacje biologiczne w procesie dziedziczenia [przyp. tłum.].
[9] Pomysł, że psychodeliki miały kluczowe znaczenie w rozwoju religii, pojawia się na marginesach badań religioznawczych co najmniej od lat 70. XX wieku, kiedy to Robert Gordon Wasson (człowiek, który ponownie odkrył psylocybinę) nawiązał współpracę z Albertem Hofmannem (twórcą dietyloamidu kwasu lizergowego, znanego jako LSD) oraz z młodym klasycystą Carlem A.P. Ruckiem, by napisać Drogę do Eleuzis: Misteria psychodeliczne (Okultura, Warszawa 2022). Dla zgłębienia tematu warto również zapoznać się z książką Johna M. Allegra The Sacred Mushroom and the Cross (Hodder and Stoughton, London 1970). Doskonałe i najnowsze studium na temat roli psychodelików we wczesnym etapie rozwoju religii znajdziemy w pracy Briana C. Muraresku Klucz nieśmiertelności. Sekretna historia bezimiennej religii (Zysk i S-Ka, Poznań 2024).
Dalsza część dostępna w wersji pełnej
Michael Pollan, Odmienne stany roślinności.
Jak psychoaktywne rośliny wpływają na nasz umysł
Warszawa 2025
Tytuł oryginału: This Is Your Mind On Plants:
Opium–Caffeine–Mescaline
Copyright © 2018 by Michael Pollan
All rights reserved
Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2025
Wydanie I
ISBN 978-83-68267-36-5
Przekład: Dawid Krawczyk
Redakcja: Sylwia Mieczkowska
Korekta: Anna Żołnik
Opieka redakcyjna: Patryk Walaszkowski/Jaś Kapela
Projekt okładki: Maja Madejska
Wydawnictwo Krytyki Politycznej
ul. Jasna 10, lok. 3
00-013 Warszawa
www.krytykapolityczna.pl
Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w redakcji Krytyki Politycznej (ul. Jasna 10, lok. 3, Warszawa), Świetlicy KP w Trójmieście (Nowe Ogrody 35, Gdańsk), Świetlicy KP w Cieszynie (al. Jana Łyska 3) oraz księgarni internetowej KP (wydawnictwo.krytykapolityczna.pl), a także w dobrych księgarniach na terenie całej Polski.
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotowała Katarzyna Rek