Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł
Wciągającą opowieść o miejscu, na które skierowane są oczy całego świata
Tajwan – górzysta wyspa leżąca na wschód od wybrzeża Chin, zamieszkana przez miłych i wyluzowanych ludzi, którzy potrafi godzinami siedzieć i gadać nad czarką herbaty. I wszystko byłoby proste, gdyby nie to, że kraj położony na tej wyspie nazywa się oficjalnie Republiką Chińską. Tymczasem większość państw członkowskich ONZ – w tym Polska – udają, że takiego kraju w ogóle nie ma. Nie przeszkadza jednak im to w utrzymywaniu z nim ożywionej wymiany handlowej.
Tajwan to jedna z najważniejszych azjatyckich gospodarek eksportowych. Trzyma w garści co najmniej połowę całego światowego rynku mikroczipów, bez których nie zadziała dziś żadne bardziej złożone urządzenie. Ma więc w rękawie prawdziwego asa, ale tylko jednego, na którego postawił wszystko.
Czym dziś jest Tajwan i kim czują się jego mieszkańcy? Jak wygląda obecna sytuacja polityczna i jakie są nastroje społeczne na wyspie? Jaki jest klucz do skomplikowanej układanki tożsamości, kultury i nieoczywistej historii mieszkańców Tajwanu?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 356
Rok wydania: 2025
Projekt okładki: Adam Kosik
Konsultacja merytoryczna: Filip Grzegorzewski, Maciej Gaca, Lin Wei-yun, Paweł Gu
Redaktor serii: Halina Hałajkiewicz
Redaktor prowadzący: Barbara Czechowska
Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz
Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski
Korekta: Beata Kozieł, Aleksandra Żurek-Huszcz (Lingventa)
Mapa: Depositphotos/Furian
Zdjęcia: Marcin Jacoby
© for the text by Marcin Jacoby
© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2025
ISBN 978-83-287-3292-6
Sport i Turystyka – MUZA SA
Wydanie I
Warszawa 2025
–fragment–
Dla Azhi, Xie Ruizhen i Chen Bozhonga – moich pierwszych nauczycieli i przewodników po Tajwanie
Cierpliwość dwudziestu jeden milionów trzystu tysięcy ludzi to nie tchórzostwo. (…) Nigdy nie będziemy negocjować pod groźbą ataku, ale nie boimy się negocjacji. Stoimy na stanowisku, że w drodze dialogu rozwiążemy wszelkie kwestie pomiędzy dwiema stronami Cieśniny Tajwańskiej.
Przemówienie inauguracyjne prezydenta Lee Teng-huia, 20 maja 1996 roku
Tajwan jest dla mnie osobiście niezwykle ważnym miejscem. Mogę śmiało powiedzieć, że odmienił całe moje życie. To tam utwierdziłem się w miłości do języka chińskiego, kultury Chin starożytnych, tradycyjnych chińskich sztuk walki i kaligrafii. Tam poznałem też moją koreańską żonę – połączyła nas nauka chińskiego. Wiążę z nim wiele pozytywnych uczuć i wspomnień. O niektórych opowiem w tej książce, choć ona sama ma przede wszystkim pokazać Tajwan jako miejsce i Tajwańczyków jako społeczeństwo. Zgodnie z konwencją obowiązującą w serii wydawniczej Spectrum poleca treści o charakterze popularnonaukowym, mocno czasem nasycone faktami i liczbami, będą się przeplatać z anegdotami z moich doświadczeń, a dyskurs teoretyczny poparty zostanie przykładami wziętymi z życia.
Na początek, zanim zaproszę państwa do lektury, solidna garść informacji praktycznych. Są konieczne, aby łatwiej się czytało to, co przygotowałem dla państwa na kolejnych stronach. Liczę, że nie okażą się zbyt nużące.
Wyspę od tysięcy lat zamieszkiwały różne ludy niechińskie. Dopiero od XVII wieku napływ osadników chińskich był tak intensywny, że dotychczasowa populacja została przez nich całkowicie zdominowana. Grupy etniczne, które tu żyją nadal, różnicuję w następujący sposób. Austronezyjczyków nazywam „rdzennymi mieszkańcami” (chiń. yuanzhumin) – staram się unikać obecnego w literaturze przedmiotu terminu „aborygen” (choć parę razy i u mnie się pojawia). Cała ludność wyspy sprzed 1949 roku to w moim ujęciu rodzimi Tajwańczycy lub autochtoni (chiń. benshengren). A ta, która przybyła na wyspę w 1949, to „Tajwańczycy spoza prowincji”, co jest tłumaczeniem chińskiego waishengren (dosł. „ludzie spoza prowincji”). Przywołuję to określenie kilkakrotnie w oryginalnym brzmieniu, bez polskiego tłumaczenia.
Na kartach książki pewnie w co drugim zdaniu powinno się pojawić słowo „Tajwan”, a w co czwartym „Chiny”. Z tym pierwszym radzę sobie tak, że używam go wymiennie z nazwą „Republika Chińska” i ze słowem „wyspa”, choć zdaję sobie sprawę, że Republika Chińska funkcjonuje nie na jednej, lecz na bardzo wielu różnych wyspach. Oficjalnie jest ich osiemdziesiąt sześć, a faktycznie prawie sto siedemdziesiąt – wysp, wysepek i skał. Największe i najważniejsze z nich to archipelag Peskadorów (chiń. Penghu) położony na zachód od wyspy Tajwan, na wysokości miasta Chiayi (Jiayi); Lüdao (Zielona Wyspa – o mrocznej sławie dawnego więzienia); Lanyu u południowo-wschodnich wybrzeży; Kinmen (Jinmen), archipelag Matsu (Mazu), Wuqiu daleko od Tajwanu, za to tuż pod nosem Chin kontynentalnych, naprzeciw miasta Xiamen oraz bardziej na północ, na wysokości miast Fuzhou i Quanzhou. O zawiłościach historii, geografii i polityki będę jeszcze sporo pisał, natomiast w opisie Tajwanu koncentruję się w tej książce na głównej wyspie, gdzie mieszka zdecydowana większość populacji kraju.
„Chiny”, „Chińska Republika Ludowa”, „ChRL”, „Chiny kontynentalne”, „kontynent” – zawsze chodzi mi o to samo państwo. Z tą tylko różnicą, że dwa ostatnie określenia odnoszą się wprawdzie do ChRL, ale z wyłączeniem Hongkongu i Makau. Dziś stanowią one część ChRL, historycznie jednak traktuje się je osobno ze względu na ich kolonialną przeszłość i stosunkowo niedawne przyłączenie do Chin (odpowiednio w 1997 i 1999). Z podobnych powodów, stylistycznych, różnicuję również sposoby odwoływania się do jednej z dwóch głównych sił politycznych na Tajwanie: Kuomintang (Guomindang) inaczej to KMT, Partia Narodowa i bardziej potocznie „narodowcy”.
Czasami pomocna okazuje się Cieśnina Tajwańska. To też sposób, by nie powtarzać w kółko słów „Tajwan” i „Chiny”. Mogę przecież napisać „kraj po drugiej stronie cieśniny” bądź „wzajemne relacje przez cieśninę” (chiń. liang’an guanxi). Oczywiście w tym temacie wszystko jest nacechowane polityką, więc nie zdziwi mnie protest chińskich czytelników przekonanych, że Tajwan jest częścią Chin, i w związku z tym niezadowolonych ze skonstruowania takiej opozycji. Dla nich powinna ona mieć postać: Chiny kontynentalne – Tajwan, Chiny. A w ogóle grubym flamastrem należałoby wykreślić wszystkie miejsca, gdzie piszę o Tajwanie jako o kraju. To przecież część Chin, nie zaś osobny kraj. Tyle oficjalnego przekazu z Pekinu.
I tu od razu powinienem się też zmierzyć z zarzutem, że za mało miejsca poświęcam szeroko pojętej cywilizacji chińskiej. To akurat prawda, dotyczących jej opisów jest w mojej obecnej książce niezbyt dużo. Po prostu skupiam się na Tajwanie, jego charakterystyce i odrębności. Ale ci, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o języku, obyczajach, kuchni, tradycjach i w ogóle o kulturze chińskiej, znajdą wiele na ten temat w Chinach bez makijażu, mojej pierwszej książce z serii Spectrum poleca.
Właśnie z szacunku dla tajwańskiej odrębności wszystkie nazwy geograficzne oraz nazwiska podaję nie w pinyin, międzynarodowej transkrypcji (właściwie transliteracji) języka chińskiego standardowego (potocznie mandaryńskiego, czyli MSC – Modern Standard Chinese, zwanego putonghua w Chinach i guoyu na Tajwanie), lecz w transkrypcjach tajwańskich stosowanych lokalnie. W odniesieniu do osób – tak, jak one same transkrybują swoje imiona, gdy obecne są w prasie i literaturze. A zatem największe miasto portowe Tajwanu zapisuję jako Kaohsiung, nie zaś Gaoxiong. Chińskie imię Williama Laia, obecnego prezydenta Tajwanu, zapisuję Ching-te, nie zaś Qingde. Chińskojęzyczne nazwy instytucji, potraw, pojęć czy przedmiotów podaję w pinyin. Żeby zadowolić wszystkich, w komentarzach na końcu książki podaję całą sekwencję: w polskim tłumaczeniu, po angielsku, w pinyin i w zapisie znakami chińskimi w pełnej grafii (znakami tradycyjnymi). Tam też znajdą państwo odniesienia do źródeł, a także dodatkowe informacje dla szczególnie dociekliwych. Najlepiej jest więc zaglądać do komentarzy po każdym przeczytanym rozdziale lub sukcesywnie w trakcie lektury. Wszystkie dane i informacje mają oparcie w przywołanych przeze mnie źródłach naukowych lub źródłach oficjalnych (tajwańskich, chińskich i innych). Zachęcam do sprawdzania, zgłębiania i poszerzania tego, co z konieczności podaję w dość skrótowy sposób. Gdzie to było możliwe, odsyłam do źródeł polsko- i anglojęzycznych. Wiele odniesień prowadzi jednak do materiałów w języku chińskim, za co z góry przepraszam osoby, które nie znają tego języka. Polecam jednak narzędzia do automatycznego tłumaczenia. Dzięki nim można już dość swobodnie czytać chińskojęzyczne zasoby internetowe bez ani jednej godziny nauki języka chińskiego. I tyle sinolodzy mają ze zgłębiania latami chińskich znaków…
I na koniec tego początku proszę mi pozwolić podziękować osobom, bez których ta książka by nie powstała. Moim nauczycielom na Tajwanie – języka, kaligrafii, sztuk walki, picia herbaty wulong, wszystkiego, czego udało mi się nauczyć na wyspie. Mojej żonie, bez której nie wróciłbym na Tajwan w 2001 roku, nie miał stamtąd tak pięknych wspomnień i być może w ogóle nie zostałbym sinologiem. Różnym instytucjom tajwańskim za stypendium językowe w latach 1999–2000, za dwa stypendia badawcze, a ostatnio za wsparcie organizacyjne mojego wyjazdu służącego przygotowaniu tej książki. Szczególne podziękowania należą się Wydawnictwu Muza, które ten wyjazd bohatersko sfinansowało, a przedtem cierpliwie czekało przez dobrych kilka lat, aż będę mógł zabrać się do pisania. Widocznie uznało, że warto. Państwo ocenią, czy miało rację!
Dziękuję także wszystkim tym, którzy na rozmaite sposoby pomogli mi w pracy nad książką. Są to: Li Ang, Hsieh Shih yuan, She Bowen, Sylwia Ting-yu Lee, Marta Tomczak, Meifen Chen, Vance Kuang-Ta Lo, Arthur Hou-ming Huang, Su Hungdah, Eric Tseng, Chih-Chuan Hsieh, Li Chia-Wei, Cheng-Hsiu Lee, Wen-Chieh Jeff Lee, Shinn-Shyr Wang, Caroline Tsai, Shiou-Yen Chu, Chien-Kang Brian Chen, Heather Pai, Mouse Shih, Chiang Min Jung, Congmin Peng, Li Yazhu, Tsai Wu Hung, Li Meitai, Zheng Guangfeng. Kám-siā! Bardzo dziękuję!
Za ofiarną lekturę pierwszej wersji, za liczne poprawki, uwagi i komentarze serdecznie dziękuję Filipowi Grzegorzewskiemu, Maciejowi Gacy oraz Lin Wei-yun i Pawłowi Gu, którzy znają Tajwan jak własną kieszeń, a każde z nich patrzy na ten kraj z innej perspektywy. Ta czwórka bohaterów ofiarnie ślęczących nad maszynopisem dała mi szansę, by uniknąć wielu błędów. Jeśli jakieś zostały – odpowiadam za nie wyłącznie sam.
Górzysta wyspa o nazwie geograficznej Tajwan leży niecałe dwieście kilometrów na wschód od środkowego odcinka wybrzeża Chin. Ma powierzchnię niewiele ponad trzydzieści sześć tysięcy kilometrów kwadratowych, jest więc nieco większa niż jedna dziesiąta Polski. Zamieszkuje ją dwadzieścia trzy miliony ludzi, a to znacznie więcej niż połowa ludności naszego kraju. I jak dotąd wszystko wydaje się proste. Rzecz jednak w tym, że kraj na tej głównej wyspie i okolicznych archipelagach i wyspach nazywa siebie oficjalnie Republiką Chińską. Tymczasem aż sto osiemdziesiąt trzy ze stu dziewięćdziesięciu trzech państw członkowskich Organizacji Narodów Zjednoczonych – w tym Polska i cała Europa, z wyjątkiem Watykanu – udają, że takiego kraju w ogóle nie ma. Nie przeszkadza im to zresztą utrzymywać z nim ożywionej wymiany handlowej, turystycznej czy naukowo-technicznej.
A jednak wbrew temu wszystkiemu Republika Chińska na Tajwanie to istniejący realnie byt państwowy z własną flagą, hymnem, godłem, prezydentem, rządem, armią, walutą, a przede wszystkim z własną – odrębną – historią i tożsamością. Ze swoim produktem krajowym brutto sięgającym trzydziestu czterech tysięcy USD per capita (to prawie dwa razy więcej niż w Polsce) jest uznawany za jedną z najważniejszych azjatyckich gospodarek eksportowych. A poza tym to światowy lider w produkcji mikroczipów, bez których nie zadziała dziś żadne bardziej złożone urządzenie, od smartfonu przez samochód i pralkę po myśliwiec i rakietę kosmiczną. W sferze dyplomacji pozostaje jednak bytem mglistym. Z perspektywy Pekinu jest kłopotliwą konsekwencją nieskończonej wojny domowej z lat 1945–1949 między komunistami pod wodzą Mao Zedonga (Mao Tse-tunga) i narodowcami pod wodzą Czang Kaj-szeka (Chiang Kai-shek, Jiang Jieshi). A skoro w oczach owych stu osiemdziesięciu trzech państw świata jedynymi oficjalnie uznanymi Chinami jest Chińska Republika Ludowa, to rozumie się samo przez się, że należy do niej także Tajwan. Taki właśnie przekaz płynie z ChRL, a dyplomaci i politycy na całym świecie wiją się, jak mogą, żeby nie podważając chińskich roszczeń, zapewnić Tajwanowi przestrzeń do egzystencji w obecnej niejednoznacznej sferze.
Lądując na międzynarodowym lotnisku Taoyuan, niedaleko stolicy Tajpej, pojawiamy się zatem w miejscu, które w takiej formie podobno nie istnieje. A jednak! Nasz paszport sprawdzi funkcjonariusz Państwowej Agencji Imigracyjnej (National Immigration Agency), podległej Ministerstwu Spraw Wewnętrznych Republiki Chińskiej. Jako obcokrajowcy staniemy w kolejce razem z ludźmi z całego świata, w tym z nietraktowanymi bynajmniej jak rodacy Chińczykami z ChRL. Przejścia „dla swoich” zarezerwowane są tylko dla obywateli Republiki Chińskiej, czyli Zhonghua Minguo, po angielsku Republic of China, co zazwyczaj skraca się do liter R.O.C. Ten akronim będziemy widzieć wszędzie. W kantorze wymienimy pieniądze nie na juany (yuan, RMB), jak w Chinach, ale na nowe dolary tajwańskie (xin Taibi, NT$). Na najbardziej popularnym czerwonym banknocie studolarowym napisane jest „Republika Chińska”, a postać, która na nim widnieje, to nie Mao Zedong, ale Sun Jat-sen (Sun Yat-sen, Sun Zhongshan, 1866–1925). Człowiek, który wymyślił rewolucję, obalił w 1911 roku Cesarstwo Chińskie i założył rządzącą nominalnie całym krajem do 1949 roku Republikę Chińską.
W tym miejscu przyda nam się nieco historii. Republika od chwili swojego powstania miała niekończące się kłopoty. Najpierw z różnymi lokalnymi watażkami, urzędnikami i generałami. Ci nie za bardzo chcieli słuchać stolicy (wtedy nie w Pekinie, ale w Nankinie), i ta de facto kontrolowała tylko część swojego terytorium. Potem władze republiki bezskutecznie próbowały wytępić ruch komunistyczny, który narodził się w Szanghaju na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku i stawał się coraz silniejszy. W 1927 rozpoczęła się otwarta, zbrojna rywalizacja pomiędzy rządzącą Chinami Partią Narodową (Kuomintang, KMT) a komunistami. Bratobójcze walki zawieszono w 1931, gdy do republiki wtargnęli Japończycy i zajęli region północno-wschodni, czyli Mandżurię. Rok później założyli tam kontrolowane przez siebie w pełni państwo Mandżukuo (Manzhouguo). Sun już tego na szczęście nie doczekał. Kiedy umierał, stworzona przezeń Partia Narodowa wydawała się jeszcze w pełni zdolna do utrzymania władzy.
Zajęcie Mandżurii nie usatysfakcjonowało japońskich imperialistów. W 1937 zamorskie cesarstwo wypowiedziało Chinom pełnoskalową wojnę i japońska armia uderzyła na południe. Zajęła stolicę Nankin i dopuściła się tam straszliwych zbrodni, które przeszły do historii jako masakra nankińska. Tak w Azji zaczęła się druga wojna światowa. Przeciwko agresorom walczyli zarówno narodowcy (KMT), jak i komuniści. Po kapitulacji Japonii w 1945 Chińczycy szybko wrócili do bratobójczych walk o władzę nad krajem. Mimo początkowej przewagi narodowców po czterech latach wojny domowej zwycięzcami okazali się komuniści. Gdy klęska wojsk Czang Kaj-szeka zdawała się nieunikniona, narodowcy, zamiast skapitulować, w 1949 wycofali się tymczasowo, jak się wtedy wydawało, na wyspę Tajwan; zabrali ze sobą armię, jednostki administracji państwowej i wszystkich ogarniętych strachem przed komunistami. Jednym słowem, na Tajwan ewakuowało się całe chińskie państwo w nadziei, że po pokonaniu komunistów na kontynencie władza szczęśliwie wróci znowu do stolicy w Nankinie. Na razie jednak owo państwo znalazło się na drastycznie okrojonym, a przy tym słabo znanym KMT terenie. Wyspa od XVII wieku do 1895 roku należała wprawdzie do Cesarstwa Chińskiego, ale przez kolejne półwiecze była japońską kolonią i do Chin została ponownie przyłączona zaledwie cztery lata wcześniej. Tak oto w wielkim skrócie wygląda geneza Republiki Chińskiej na Tajwanie.
Sun Jat-sen nazywany jest tutaj Guofu, Ojcem Państwa, gdyż założył Republikę Chińską, a jej władze także wtedy, gdy przeniosły się na Tajwan, mianowały się prawowitym rządem całych Chin, walczącym (bezskutecznie) z komunistyczną rebelią. Do dziś zresztą lata liczy się na Tajwanie nie od początku naszej ery chrześcijańskiej, jak w większości państw świata, ale od czasu założenia republiki. Tak więc 1912 jest minguo 1 nian, czyli pierwszym rokiem republiki, 2024 – minguo 113 nian, czyli 113. rokiem republiki. Niech nas zatem nie dziwią te liczby przy datach – są one dobitnym dowodem na to, że Republika Chińska ma się dobrze. W zachodniej części centrum stolicy Tajpej znajduje się okazała Sala Pamięci Ojca Państwa (Sun Yat-sen Memorial Hall), w której centralne miejsce zajmuje spora rzeźba z brązu, przedstawiająca Suna w pozycji siedzącej; po jego prawej i lewej stronie stoją prężnie wartownicy z Xianbing, czyli prestiżowej Żandarmerii Konstytucyjnej, w błyszczących srebrem hełmach.
Sun Jat-sen, poza wymyśleniem republiki i wprowadzeniem swojej rewolucji w życie, jest również autorem sanminzhuyi, tak zwanych Trzech Zasad Ludu, które stały się ideologiczną podstawą nowego państwa. Wbijano je do głowy wszystkim Tajwańczykom za dnia i w nocy, i do dziś obecne są w wielu kontekstach na wyspie. W przekładzie pani Agnieszki Łobacz, znakomitej znawczyni Chin, są to: Zasada Narodowa (czyli koncepcja silnego narodu chińskiego, wyzwolonego z jarzma kolonizatorów zachodnich); Zasada Władzy Ludu (czyli koncepcja władzy politycznej sprawowanej w imieniu obywateli); Zasada Dobrobytu Ludu (czyli koncepcja budowy państwa dobrobytu). Władza ludu nam zwłaszcza przypomina Polskę sprzed 1989 roku i jest to słuszne skojarzenie: myśl Suna i korzenie Partii Narodowej są dość blisko powiązane z myślą socjalistyczną, która na początku XX wieku wydawała się niezwykle postępowa i idealnie nadawała się do wszelkich rewolucji. Sun, co ciekawe, jest jedną z niewielu postaci historii współczesnej otaczanych niemal taką samą rewerencją i na Tajwanie, i w ChRL. Jego zasługi dla komunistów również są niemałe, choć oni za ojca państwa uważają Mao, i to jego portret wisi na Bramie Niebiańskiego Spokoju (Tian’anmen) w Pekinie. Dzięki Sunowi Republika Chińska wprowadziła nie trójpodział władzy, ale pięciopodział, łącząc zdobycze zachodnich demokracji z bogatą tradycją urzędniczą Chin cesarskich. A zatem poza władzą ustawodawczą (Yuan Ustawodawczy), wykonawczą (Yuan Wykonawczy) i sądowniczą (Yuan Sądowniczy) na Tajwanie obecne są jeszcze: Yuan Egzaminacyjny, czyli organ nawiązujący do cesarskiego systemu wyłaniania urzędników służby cywilnej, oraz Yuan Kontrolny, wzorowany na cesarskim urzędzie Głównego Cenzora. Sunowi marzyła się nowoczesna demokracja, ale w chińskim stylu. Chciał połączyć socjalistyczne idee państwa opiekuńczego i zarazem paternalistycznego (delikatnie autorytarnego) z władzą ludu, obejmującą referenda jak w Szwajcarii i prawo do odwoływania urzędników państwowych przez obywateli. Wyszło coś zupełnie innego, paternalizm tak, jak najbardziej, ale idei władzy ludu nie udało się w pełni wprowadzić w życie. Stąd wziął się element ideologiczny wspólny dla narodowców na Tajwanie i komunistów w Pekinie.
Z banknotu dwustudolarowego uśmiecha się do nas sympatycznie Czang Kaj-szek (1887–1975). Wizerunek charakterystycznego, kostycznego starszego pana o gładko ogolonej głowie pojawia się zresztą w wielu miejscach. On również ma salę pamięci swojego imienia, czyli Chiang Kai-shek Memorial Hall, nazywaną czasem niezbyt fortunnie mauzoleum, a nawet grobowcem, choć jego ciało tam nie spoczywa. Zajmuje ona duży prostokątny teren w samym sercu miasta, otoczony budynkami rządowymi od strony północnej, ograniczony budynkiem Biblioteki Narodowej od strony zachodniej. Tak jak chce starożytna chińska tradycja planowania przestrzeni, główny budynek stoi w tylnej części terenu, z przodu zaś, po jego lewej i prawej stronie zbudowano piękne pawilony stylizowane na architekturę tradycyjną – to sale teatralna i koncertowa. Spory prostokątny plac między nimi dziś nosi nazwę Ziyou Guangchang, Placu Wolności, a do całego kompleksu prowadzi wielka biała brama ceremonialna. Według zasad architektury i geomancji chińskiej ten zespół budynków powinien być zorientowany na linii południe–północ, tymczasem, co znaczące, jest inaczej. Przedstawiająca Czanga rzeźba zwrócona jest twarzą ku Pałacowi Prezydenckiemu i dalej w stronę wybrzeża Chin kontynentalnych, przez co prostokąt terenu przekręcony jest ukośnie ku północnemu zachodowi. To bardzo ważny symbol dla tożsamości Tajwanu. Pomnik wyobraża postać Czanga w założeniu wiecznego nadzorcy kolejnych prezydentów, czuwającego nad tym, by nigdy nie zapomnieli o powrocie na kontynent, do właściwej ojczyzny. Państwo na wyspie miało być tylko bytem przejściowym, przechowalnią, koniecznym przystankiem na drodze do wyzwolenia Chin ze szponów komunistów. Czang prawdopodobnie wierzył w to aż do swojej śmierci w 1975 roku, choć wtedy już stało się jasne, że żaden powrót na kontynent nie jest możliwy.
Czang był postacią ze wszech miar kontrowersyjną. Brutalny generał bez oporów współpracujący z najgorszymi bandziorami, główny gracz w korupcyjnym układzie władzy ostatnich lat republiki przed japońskim atakiem. Człowiek, który miał, jak się wydaje, nieograniczone zasoby, poparcie międzynarodowe i całe struktury państwa w garści. A jednak przegrał z bandą obdartych chłopów powiewających czerwonymi sztandarami i został przez nich wypędzony z kraju. Ogarnięty manią wielkości generalissimus, nieznoszący sprzeciwu dyktator wprowadził w miejscu, gdzie schronił się wraz ze swoim państwem, krwawy biały terror i dopóki żył, nie zniósł stanu wojennego obowiązującego bez przerwy od 1947 roku. Ale nie można mu odmówić zręczności politycznej. Choć przegrał Chiny, ochronił swoją pozycję i zbudował przedziwną enklawę, która oparła się nurtowi historii. Za życia otoczony szacunkiem pomieszanym ze strachem i przez wielu znienawidzony, po śmierci najpierw czczony, później obarczany odpowiedzialnością za wszystkie klęski i zbrodnie republiki, w historię współczesnego Tajwanu wpisał się niezwykle głęboko.
Tajwańskie dzieje Republiki Chińskiej zaczęły się więc od stanu wojennego (1947–1987) i nieprzerwanych autorytarnych rządów Kuomintangu (najpierw Czanga, potem jego syna Chiang Ching-kuo, 1910–1988). Czas faktycznej dyktatury KMT. Potem zaczęła się stopniowa liberalizacja i wyspa weszła na drogę do demokracji w trakcie kolejnych kadencji prezydenta Lee Teng-huia (Li Denghui 1988–2000). Symbolem pełnego zwycięstwa ruchów demokratycznych stał się pierwszy transfer władzy do Demokratycznej Partii Postępowej (Democratic Progressive Party, DPP) w 2000 roku. Od tej cezury Tajwan miał zaledwie czterech prezydentów, pierwsza trójka rządziła przez dwie kadencje, zobaczymy, jak będzie z obecną głową państwa. Tylko Ma Ying-jeou (Ma Yingjiu, 2008–2016) był prezydentem z ramienia KMT. Pozostali reprezentowali DPP: Chen Shui-bian (Chen Shuibian, 2000–2008), Tsai Ing-wen (Cai Yingwen, 2016–2024) i obecny prezydent Lai Ching-te (Lai Qingde, od 2024). Warto zapamiętać te nazwiska, ponieważ dalej sporo piszę o nich wszystkich.
Zanim Czang Kaj-szek zwinął swoje państwo na kontynencie, spakował do walizki i wypakował w Tajpej, Tajwan przez długie wieki był ojczyzną różnych plemion austronezyjskich. W XVII wieku przez kilkadziesiąt lat próbowali tu budować swoje kolonie Holendrzy i Hiszpanie. Dopiero wtedy na większą skalę zaczęli się też osiedlać na wyspie Chińczycy z kontynentu, co nie zmieniło faktu, że Cesarstwo Chińskie przez dziesięciolecia nie bardzo interesowało się tymi terenami. Cesarz w 1684 roku łaskawie ustanowił na części wyspy zamieszkanej przez migrantów z Chin pierwszą prefekturę należącą do chińskiej prowincji Fujian. Prefektura obejmowała zaledwie skrawek Tajwanu i leżące dużo bliżej kontynentu Peskadory (wyspy Penghu). Chińczycy osiedlali się jednak na całej równinnej zachodniej części wyspy, wypychając w góry i na wschód miejscową ludność. A cesarstwo nadal uważało Tajwan bardziej za kłopot niż za teren o jakimkolwiek znaczeniu strategicznym. Dopiero w 1885 roku dwór w Pekinie, gdy przekonał się podczas wojny z Francją o militarnym znaczeniu tych terenów, wydał dekret o wyodrębnieniu prowincji Tajwan, która obejmowała już całe terytorium wyspy. Od tego momentu zaczął się krótki okres poważniejszych inwestycji infrastrukturalnych i rozwoju nowej jednostki administracyjnej cesarstwa. Ale już dziesięć lat później Japonia zmusiła Chiny do oddania jej Tajwanu w ramach postanowień kończącego przegraną przez Pekin wojnę chińsko-japońską traktatu z Shimonoseki. I tak Tajwan w 1895 roku znalazł się na równe pięćdziesiąt lat pod panowaniem Japonii jako jej pierwsza prawdziwa kolonia (nie licząc wcześniej podbitego, a potem wchłoniętego królestwa Riukiu – ciągu wysp od Tajwanu do japońskiej Kiusiu). Ten okres jest niezwykle istotny, gdyż to właśnie wtedy senne rolnicze i rybackie rubieże cesarstwa przeobraziły się w nowoczesne, uprzemysłowione zaplecze ekonomiczne japońskiego imperium. I w takiej właśnie kondycji przeszły w 1945 na powrót pod władzę Chin – już nie cesarstwa, lecz Republiki Chińskiej. A zatem historia Tajwanu, począwszy od XVII wieku, niezaprzeczalnie związana jest z kontynentem. Przez zdecydowaną większość tego czasu trudno jednak mówić o jakiejś głębszej integracji wyspy z państwem pod władzą dynastii Qing. Wielu tajwańskich historyków dziś opisuje relacje cesarstwa z wyspą Tajwan i Peskadorami jako kolonizację, niewiele różniącą się od późniejszej, japońskiej. Historycy z kontynentu starają się za to wykazać, że Tajwan do XVII wieku zajmował rubieże chińskiego świata, później stał się częścią cesarstwa, wyrwaną siłą na krótkie półwiecze przez imperialną Japonię i w 1945 roku zwróconą Chinom.
Obecnie Tajwan w dziewięćdziesięciu sześciu procentach zamieszkany jest przez etnicznych Chińczyków, głównie potomków osadników z prowincji Fujian i Guangdong. Dwa i pół procent to rdzenna ludność austronezyjska (zwana aborygenami tajwańskimi), kolejne dwa to nowi imigranci, głównie z Azji Południowo-Wschodniej, emigrujący na wyspę w ostatnich kilkudziesięciu latach. Chińscy osadnicy i rdzenni mieszkańcy mieszali się ze sobą dość intensywnie, szczególnie na początku, w XVII wieku, kiedy z kontynentu przybywali głównie mężczyźni. Błędne byłoby także założenie, że etniczni Chińczycy na Tajwanie i Japończycy nie wchodzili w związki przez całe półwiecze kolonialne do 1945 roku. Można więc uznać, że autochtoniczna ludność Tajwanu, do momentu przybycia w 1949 roku tłumów uchodźców z kontynentu po przegranej wojnie z komunistami, była bardzo zróżnicowana genetycznie. To powoduje, że rozgraniczenie między etnicznymi Chińczykami a rdzennymi Austronezyjczykami powinno się traktować bardziej jako umowne niż rzeczywiste. Te wszystkie kwestie powracają zresztą jak bumerang w dyskusjach o tym, czy i na ile Tajwańczycy są Huaren, Chińczykami w rozumieniu etnicznym, kulturowym i historycznym, i co ich różni od Zhongguoren, Chińczyków z kontynentu.
Z etnicznością wiążą się kwestie językowe. Austronezyjczycy mówią w swoich własnych językach, które z chińskim nie mają nic wspólnego. Wiele z nich zachowało się do naszych czasów, choć nowoczesność zdecydowanie nie sprzyja ich dalszemu bytowi – są zagrożone tak samo jak rzadkie gatunki ptaków w niedostępnych górskich lasach wyspy. Przybyła z prowincji Fujian chińska ludność napływowa mówiła najczęściej w chińskim języku hoklo (dialekt południowy min), ale jeśli należała do mniejszości Hakka, która przez wieki wędrowała po terytorium Chin i na Tajwan docierała albo z prowincji Fujian, albo z prowincji Guangdong – we własnym języku hakka (też dialekcie chińskim). Wszyscy ci, którzy wchodzili w interakcję z cesarskim aparatem państwowym, mieli jakiś kontakt z odmianami guanhua, języka urzędniczego, potocznie nazwanego mandaryńskim. Po części właśnie z niego wywodzi się współczesny standardowy język chiński putonghua, mowa powszechna, na Tajwanie określana mianem guoyu, języka państwowego. Dziś termin guoyu oznacza zresztą wszystkie oficjalne języki Tajwanu: standardowy, hoklo, hakka, języki astronezyjskie, a nawet język migowy. Powszechnie jednak guoyu kojarzy się z tym pierwszym, będącym w zdecydowanie najszerszym, oficjalnym użyciu. I w tym znaczeniu będę go stosował w tej książce. W okresie cesarstwa chiński język urzędniczy najpewniej nie był na wyspie rozpowszechniony. Przez pięćdziesiąt lat kolonizacji japońskiej wszyscy załatwiający sprawy urzędowe, pracujący dla kolonizatorów, przechodzący przez japoński system edukacji musieli dobrze poznać język japoński. W nim kształciły się tajwańskie elity (częściowo na uczelniach wyższych bezpośrednio w Japonii), w nim porozumiewały się na co dzień z mieszkającymi na wyspie Japończykami. Oczywiście w domach mówiono najczęściej w hoklo, w języku tym wydawano nawet gazety, uprawiano literaturę. Dopiero po 1949 mieszkańcy wyspy stanęli przed wyzwaniem nauczenia się guoyu, czyli chińskiego języka urzędowego, który stał się językiem władzy KMT, a co za tym idzie symbolem opresji. Dla wielu rodzimych mieszkańców miał to być czwarty język, w którym się porozumiewali! A zatem wraz z przeniesieniem Republiki Chińskiej na Tajwanie dokonała się wielka rewolucja cywilizacyjna i mentalna, nie zaś jakiś naturalny proces jego powrotu do chińskiej macierzy, jak mogłoby się dziś wydawać.
Rodzimi Tajwańczycy (w odróżnieniu od tych, którzy przybyli na wyspę w 1949) byli więc najpierw pod daleką władzą cesarską w Pekinie, potem pod nieco bliższą władzą Japonii, w końcu pod zdecydowanie zbyt bliską dla niektórych władzą Republiki Chińskiej. W przeważającej większości należeli etnicznie, językowo i kulturowo do tego, co możemy nazwać cywilizacją chińską, tożsamościowo jednak związani byli zapewne przede wszystkim ze swoją lokalną społecznością. Zmieniło się to drastycznie w epoce kolonialnej, kiedy wielki wysiłek edukacyjny, propagandowy i policyjny Tokio miał przemienić Tajwańczyków w obywateli imperium, takich Japończyków drugiej kategorii, i w jakiejś mierze to się udało. Zaraz potem jednak, znów od 1949, a nawet wcześniej, aparat Republiki Chińskiej za kluczową misję obrał sobie nauczenie Tajwańczyków, że zawsze byli, są i będą synami Żółtej Ziemi, potomkami Żółtego Cesarza, spadkobiercami poddanych kolejnych Synów Nieba. Innymi słowy – prawdziwymi Chińczykami. A Tajwan stanowi integralną część Chin, co zresztą było całkowicie spójne z rozumieniem statusu wyspy również po drugiej stronie Cieśniny Tajwańskiej – w zajętym przez komunistów Pekinie.
Tajwan jest więc rozdarty pomiędzy tożsamością lokalną – Tajwan to Tajwan i koniec – i tożsamością wyspy jako integralnej części Chin. W tę drugą wersję wierzą ślepo nie tylko władza i społeczeństwo Chińskiej Republiki Ludowej, lecz również ci Tajwańczycy, którzy utożsamiają się z interpretacją historii w wersji propagowanej przez Kuomintang. Jest ich z roku na rok coraz mniej, ale nie można o nich zapominać, gdy mówi się o złożonej tajwańskiej tożsamości.
Przez polityczne odcięcie od siebie obydwu brzegów Cieśniny Tajwańskiej na niemal czterdzieści lat, od 1949 do późnych lat osiemdziesiątych, Republika Chińska na Tajwanie rozwijała się jako specyficzna chińskojęzyczna enklawa praktycznie bez kontaktu z kontynentem. Dlatego język chiński po obydwu stronach zaczął się widocznie od siebie różnić. Podobnie stało się z jego zapisem. W ramach wielkiej reformy pisma chińskiego, którą w ChRL na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych tamtego wieku zafundowali społeczeństwu komuniści, na kontynencie uproszczono sposób zapisywania najczęściej używanych znaków chińskich. Na Tajwanie reformy nie było i do dziś używa się pierwotnych wersji znaków, tak zwanych znaków tradycyjnych (czyli znaków w pełnej grafii). Te znajdziemy jeszcze w prowincji Guangdong i w Hongkongu, ale to kwestia czasu. Z powodu tych różnic Tajwańczykom nieco trudno czytać chińskie książki i gazety. Chińczykom z kontynentu jeszcze większą trudność sprawia czytanie tekstów tajwańskich, bo jeśli nie uczyli się znaków tradycyjnych (teraz uczą ich tylko uczelnie wyższe na niektórych kierunkach humanistycznych), to nie domyślą się, jakim tradycyjnym odpowiadają te znane im uproszczone. By przywołać tylko bardziej spektakularne przykłady: słowo ’parlament’, czyli guohui, na Tajwanie znakami tradycyjnymi zapisuje się tak: , a w ChRL uproszczonymi tak: . Słynna herbata tajwańska wulong w formach pełnych zapisywana jest: , a w uproszczonych: . Niby podobnie, a jednak inaczej.
Na kontynencie w latach 1912–1913 wprowadzono standaryzację wymowy znaków chińskich i jednocześnie opracowano całkiem sensowny system zapisu tej wymowy, rodzaj transkrypcji fonetycznej umieszczanej pionowo po prawej stronie każdego znaku. Były to osobne symbole, trochę przypominające japoński sylabariusz katagana, nie zaś litery. Nazwano je Zhuyin Fuhao, symbolami zapisu wymowy. A ponieważ pierwsze symbole tego systemu to odpowiedniki dźwięków ’b’, ’p’, ’m’ oraz ’f’, potocznie nazywa się go bopomofo. Przez wiele lat ten system był udoskonalany i w końcu wprowadzono go do użycia w 1930 roku. Po ewakuacji Republiki na Tajwan tam jego użycie kontynuowano, podczas gdy w ChRL w 1958 został porzucony na rzecz transkrypcji łacińskiej pinyin, która dziś jest powszechnie stosowana na całym świecie. Właśnie w tej transkrypcji Pekin to Beijing, a Mao Tse-tung to Mao Zedong. Tajwańczycy mieli polityczne opory wobec transkrypcji pinyin, więc do edukacji dzieci i zaznaczania wymowy znaków chińskich na własne potrzeby stosowali nadal bopomofo, a do transkrypcji chińskiego literami łacińskimi (na przykład nazw ulic) używali dość swobodnie, by nie powiedzieć, że chaotycznie, różnych starszych systemów, najczęściej opracowanych przez europejskich i amerykańskich sinologów. To powinno państwu wyjaśnić, dlaczego Tajwańczycy tak nietypowo zapisują w naszym alfabecie nazwy własne, takie jak Keelung (Jilong), oolung (wulong) czy nazwisko Tsai (Cai). Dziś bywa jeszcze trudniej, bo chcą czy nie, stosują coraz więcej transkrypcji pinyin, więc ktoś, kto nie zna chińskiego, naprawdę może mieć problem z ustaleniem, czy Kinmen, Chin-men, Quemoy i Jinmen na pewno odnoszą się do nazwy tej samej wyspy (podpowiadam, że tak!).
Do całego tego zamieszania doszły różnice językowe na poziomie wymowy i leksyki. Te same dwa znaki chińskie, na przykład oznaczające śmietnik, na Tajwanie czyta się lese, a na kontynencie laji. Język chiński jest językiem tonalnym. I znowu niektóre sylaby wymawia się w innych tonach po obydwu stronach cieśniny. Różnice nie są duże, ale są. Inaczej określa się też przedmioty i pojęcia, które w chińskim w okolicach roku 1949 były nowe lub nie było ich wcale. Rower to na Tajwanie jiaotache, w ChRL zixingche, taksówka odpowiednio jichengche i chuzuche, oprogramowanie komputerowe – ruanti i ruanjian. Wraz z wprowadzeniem w ChRL komunizmu z języka znikła rozbudowana honoryfikatywność (różne formuły grzecznościowe wywodzące się jeszcze z okresu cesarskiego i wynikające z tradycji konfucjańskich). Na Tajwanie zachowała się ona do dziś, język chiński na wyspie wydaje się więc dużo bardziej wytworny, wyszukany czy elegancki. No i jeśli dodamy jeszcze do tego wszystkiego nieco odmienną wymowę (akcent, intonację zdania) i nawyki komunikacyjne (śpiewność i pewną rozwlekłość na Tajwanie contra zdawkowość i ostrość w północnych Chinach), to różnice łatwo dadzą się zauważyć. Słychać od razu, czy ktoś jest z ChRL, czy z Tajwanu. Bliskie i częste w ostatnim dwudziestoleciu wzajemne kontakty osobiste, internet i środki masowego przekazu znacznie te różnice zmniejszyły, choć ich nie wyeliminowały. Wystarczy chwilkę posłuchać programów w telewizji, żeby się o tym przekonać. Aby być jednak sprawiedliwym, muszę zaznaczyć, że na kontynencie różnice między prowincjami i regionami nierzadko są jeszcze większe. To przecież ogromny kraj, bardzo niejednorodny językowo i kulturowo, o czym nie zawsze się pamięta.
Problemy Tajwanu na arenie międzynarodowej to skomplikowana układanka elementów historii, przekonań indywidualnych i grupowych, ale i czystej polityki. Postaram się ją nieco przybliżyć i wyjaśnić w pewnym uproszczeniu. Otóż władze Chińskiej Republiki Ludowej uważają wchłonięcie Republiki Chińskiej na Tajwanie za swój oczywisty cel strategiczny, bez którego nie można zamknąć kart historii wojny domowej komunistów z narodowcami. Traktują kwestię tajwańską jako sprawę wewnętrzną. Nie są otwarte na jakiekolwiek inne rozwiązanie niż połączenie dwóch bytów politycznych ze słowem „Zhonghua”, „Chińska” w nazwie. Zhonghua Renmin Gongheguo (ChRL) i Zhonghua Minguo (Republika Chińska) według władz w Pekinie z definicji odnoszą się do tego samego bytu, ponieważ Zhonghua Minguo przestała istnieć w 1949 roku. Chiny mogą być na świecie tylko jedne.
Na Tajwanie, jak to w demokracji, zapatrywania na relacje z kontynentem różnią się w zależności od tego, z kim rozmawiamy. Środowiska związane z Kuomintangiem utrzymują, że w jakiejś bliżej nieokreślonej perspektywie konieczne jest wypracowanie rozwiązania, w którym Tajwan i kontynent zintegrują się, z zachowaniem jednak na wyspie demokracji i w poszanowaniu jej odrębności. Jak miałoby to być możliwe – nie wiadomo. Na razie więc konieczne jest utrzymywanie status quo i przyjacielskiej współpracy gospodarczej z ChRL, bo jakikolwiek inny scenariusz trudno sobie wyobrazić. Tajwan jest niejako skazany na te bliskie relacje. Środowiska związane z DPP, drugą największą siłą polityczną, przyjmują, że Tajwan już od dawna jest de facto niepodległym państwem. Na razie więc należy utrzymać status quo, ale w jakiejś bliżej nieokreślonej perspektywie definitywnie zamknąć epokę Republiki Chińskiej i kształtować przyszłość wyspy jako odrębnego bytu, cywilizacyjnie może głównie chińskiego, niezwiązanego jednak z Chinami (czyli z ChRL) żadnymi więzami innymi niż historyczne. To oczywiście duże uproszczenie, ale niech nam wystarczy na początek tej opowieści.
Sytuacja wyspy komplikuje się coraz bardziej z powodu interesów innych, ważnych graczy w regionie. Stany Zjednoczone preferują status quo. Nie chcą integracji Tajwanu z ChRL, gdyż wtedy stracą ważny przyczółek na swojej azjatyckiej mapie militarnej i gospodarczej. Ale nie chcą również zerwania Tajwanu z tożsamością Republiki Chińskiej, czyli tak zwanego „ogłoszenia niepodległości” przez wyspę. Z obawy przed konfliktem zbrojnym w regionie, ale także dlatego, że one same zbyt blisko związane są gospodarczo z ChRL, by na coś takiego pozwolić. Dwa pojęcia kluczowe dla zrozumienia zagmatwanej polityki amerykańskiej w tym obszarze to „podwójne powstrzymywanie” i „strategiczna nieokreśloność” – wyjaśnię je w dalszej części książki. Swoją geopolityczną grę prowadzi również Japonia, potrzebująca Tajwanu niezależnego od ChRL, by ubezpieczał jej tyły, a raczej południe. Nikt z amerykańskich sojuszników w Azji nie marzy też o jeszcze silniejszych Chinach, więc status quo uznawany jest powszechnie za najlepsze, o ile nie jedyne rozwiązanie. Zainteresowane strony, a szczególnie ChRL, nieustannie ten status quo testują, niestety, i sytuacja bywa nerwowa. Nasze media co i raz informują o niebezpieczeństwie pełnoskalowego ataku militarnego ChRL na Tajwan. Spróbuję pokazać, że te doniesienia stanowią element strategii informacyjnej, i amerykańskiej, i chińskiej. Obydwie te strony uprawiają dezinformację i obydwie mają swoje za uszami. Sytuacja Tajwanu jest na tyle skomplikowana, że nie da się jej sprowadzić do kategorii „dobry – zły”, i trudno dziś o koncepcję, która by ją rozwiązała ku ogólnemu zadowoleniu. Tym, na czym wszystkim bez wyjątku powinno zależeć, jest utrzymanie pokoju. Darzę wyspę, gdzie spędziłem piękne dwa lata mojej młodości, zbyt dużą sympatią, by jej życzyć czegokolwiek innego.
Moja książka nie jest gawędą geopolityczną. Relacje Tajwanu z kontynentem oraz rola USA w regionie zajmują parę stron, ale nie dominują. Najważniejsze dla mnie jest nakreślenie możliwie szerokiego obrazu tego, czym dziś jest Tajwan i jacy są jego mieszkańcy. Dlatego swobodnie skaczę z tematu na temat, lawirując między tradycjami kulinarnymi, turystyką, historią, życiem duchowym, technologią, gospodarką i zagadnieniami społecznymi. Może się to wydawać mocno nieuporządkowane, ale proszę mi zaufać. Podobnie jak to się dzieje w chińskim malarstwie tuszem, gdzie na pozór chaotyczne plamy artysta łączy na koniec w bardzo przekonujący obraz, tu też liczę, że wszystkie wątki połączą się w spójny przekaz.
* * *
koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji
Sport i Turystyka – MUZA SA
ul. Sienna 73
00-833 Warszawa
tel. +4822 6211775
e-mail: [email protected]
Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl
Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz