Lękowi. Osobiste historie zaburzeń - Arkadiusz Lorenc - ebook + audiobook

Lękowi. Osobiste historie zaburzeń ebook i audiobook

Lorenc Arkadiusz

4,5
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów w stałej cenie, by naprzemiennie czytać i słuchać. Tak, jak lubisz.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.

Dowiedz się więcej.
Opis

Kołatanie serca, duszności, bóle brzucha – to typowe objawy płynące z ciała, jakie może wywoływać lęk. Zwykle osoby dotknięte zaburzeniami lękowymi, dawniej nazywanymi powszechnie nerwicą, dopiero na końcu swojej długiej drogi po gabinetach lekarskich trafiają do psychiatry lub psychoterapeuty. Ta książka ma to zmienić. Zaburzenia lękowe są obecnie najczęstszym psychicznym problemem Polek i Polaków. Występują częściej niż depresja. A jednak to o niej wydaje się być głośniej. Choć u jej podłoża często może leżeć… lęk.

Autor opisuje własne zmagania z nadmiarowym lękiem i pyta inne osoby dotknięte zaburzeniami lękowymi: Jak wam się żyje? Co dla was oznacza lęk? Ile wam odebrał? Ile odebrać nie zdołał? Na jaką pomoc możecie liczyć? Być może jest to książka także o Tobie. Choć może jeszcze tego nie wiesz…

Arkadiusz Lorenc – reporter, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu oraz Uniwersytetu Łódzkiego, gdzie studiował niemiecki i hiszpański. Publikował między innymi w „Dużym Formacie – Magazynie Reporterów Gazety Wyborczej”, „Polityce”, „Tygodniku Powszechnym”. W miesięczniku „National Geographic Traveler” pisał o podróżach. Autor pierwszego na polskim rynku multiformatu reporterskiego „Morderca z pikiety”. Finalista siódmej edycji Konkursu Stypendialnego im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 224

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 36 min

Lektor: Maciej Więckowski

Oceny
4,5 (131 ocen)
83
39
7
2
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Azura74

Nie oderwiesz się od lektury

Warto przeczytać/wysłuchać. Lektura nie tylko dla cierpiących na zaburzenia lękowe. Otwiera umysł. Audiobook znakomicie czytany.
10
Izabela-1985

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo dobrze opisana sytuacja opieki psychologicznej i psychiatrycznej w Polsce. Ciekawe hostorie ludzi zmagających sie ze stanami lękowymi. Dobrze wiedziec, ze nie jest sie samym z tymi problemami. Ciekawa lektura. Przyjazny lektor.
10
AlicjaHo

Nie oderwiesz się od lektury

Tę książkę każdy powinien przeczytać! Piszę to zupełnie szczerze, bo nie zależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujecie wniesie ona wiele dobrego do Waszego życia. Jeżeli zmagacie się z zaburzeniami lękowymi to z całą pewnością odnajdziecie w niej dużo wsparcia, dowiecie się, że nie tylko Wy zmagacie się z takimi objawami. A myślę, że takie pewnego rodzaju poczucie zrozumienia może być ważnym elementem zdrowienia. Jeżeli takie problemy Was nie dotyczą to zdobędziecie wiedzę, która pomoże Wam lepiej zrozumieć Waszych bliskich oraz inne osoby w Waszym otoczeniu, które być może walczą z zaburzeniami lękowymi. Książka ma formę reportażu, który ukazuje różne oblicza choroby, możliwości leczenia. Autor pokazał także, jak wygląda pomoc finansowana przez NFZ oraz dane statystyczne i wynikające z badań populacji, spoiler alert: są zatrważające. Podsumowując, rzadko to mówię, ale tę książkę MUSICIE przeczytać. Dbajcie o siebie i w razie czego, jeżeli tylko macie taką możliwość to korzystajcie ...
10
Muchomorek77

Nie oderwiesz się od lektury

Wysłuchałam z dużym zainteresowaniem i zaciekawieniem. Dowiedziałam się wielu nowych informacji. Zostały przedstawione osobiste, obszernie przedstawione historie osób zmagających się z lękiem. Polecam. Bardzo dobry lektor.
10
Jozefbalsamo

Nie oderwiesz się od lektury

bardzo mi pomogła ta ksiazka
00

Popularność




Copyright © Arkadiusz Lorenc, 2024

Projekt okładki

Ilona Gostyńska-Rymkiewicz

Redaktor prowadzący

Michał Nalewski

Konsultacja merytoryczna

Kaja Głomb

Redakcja

Joanna Serocka

Korekta

Maciej Korbasiński

Grażyna Nawrocka

ISBN 978-83-8352-748-2

Warszawa 2024

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Rodzicom

Część I

Lęk

Statystyki mówią

że najczęstsze są ataki paniki. Plasują się na pierwszym miejscu. Doświadcza ich siedem procent Polaków.

Drugie miejsce przypada fobii. Na to zaburzenie cierpi niemal pięć procent. To lęk przed określonym bodźcem, którym mogą być na przykład pająki, myszy albo wysokość.

Na trzecim miejscu znajdują się zaburzenia związane ze stresem pourazowym, czyli lęk spowodowany traumą, nierzadko wypartą z pamięci, lecz mocno zakodowaną w emocjach.

Czwarte zajmuje fobia społeczna, czyli lęk przed ludźmi lub określonymi sytuacjami społecznymi.

Na piątym jest lęk uogólniony – taki, którego źródła nie sposób zidentyfikować. On po prostu sobie jest. Mówi się o nim często „wolnopłynący”. I to chyba najlepiej oddaje jego naturę.

Kolejne zaburzenia lękowe są mniej rozpowszechnione. Nadal jednak dotykają dziesiątki tysięcy osób1.

– Trochę złości mnie to, że ciągle mówi się tylko o depresji – mówi psychiatra Piotr Wierzbiński. – A przecież do psychiatrów częściej przychodzą pacjenci z zaburzeniami lękowymi, a nie z depresją. Taka jest epidemiologia. Co więcej, sporo osób podejrzewających u siebie depresję, które dostają od lekarza leki przeciwdepresyjne, odnotowuje poprawę, bo te leki w dużej mierze działają na lęk i jego objawy. Więc pod przykrywką depresji tak naprawdę często leży zupełnie inny problem. I powinniśmy o nim głośno mówić.

Depresja choć raz w życiu dotknęła około czterech procent Polaków. To oczywiście bardzo dużo – dobrze więc, że udało się ją oswoić.

A teraz przyszła pora na lęk.

Tymczasem nie potrafimy o nim nawet mówić. Doskonale widać to w języku, uważa doktor Małgorzata Majewska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, która naukowo zajmuje się między innymi analizą języka psychologii.

– Nawet pośród frazeologizmów więcej jest tych związanych ze złością, gniewem lub innymi emocjami niż tych, które dotyczą lęku. Język nie daje rady uchwycić tego, co się z nami dzieje. W naszej kulturze lęk uważany jest za wroga, należy go unikać albo udawać, że go nie ma.

Czasownik „bać się” rzadko występuje bez dopowiedzenia. Intuicyjnie czujemy, że wymaga doprecyzowania, czego boi się ten, kto przyznaje się do lęku. Potrzeba dopowiedzenia jest silnie związana z kulturą: lęk jest tym, co komunikuje nam nasze ciało, tym, co czujemy. Ale w naszej kulturze uważa się, że musimy mieć jakieś uzasadnienie. Dlatego nawet jeśli powiemy tylko „boję się”, to nasz rozmówca nie zapyta: „jak mogę ci pomóc?”, tylko: „czego się boisz?”. Tymczasem nie wszystkie lękowe osoby boją się czegoś konkretnego. Czasami to po prostu stan napięcia, którego źródła nie znamy. Jak wtedy o nim mówić?

Na stronie internetowej Słownika Języka Polskiego PWN można znaleźć przykłady. Do czasownika „bać się” przypisanych jest ich aż trzysta. Niemal we wszystkich podany jest powód lęku.

Sprawdzam jeszcze synonimy. Słownik PWN podaje między innymi: trząść portkami, nałykać się strachu, mieć pietra, mieć obawy, lękać się, obawiać się, trwożyć się, pietrać się, truchleć, mieć cykora, mieć duszę na ramieniu. Wszystkie są albo przestarzałe, albo komiczne. Trudno nimi opisywać emocje.

Można też powiedzieć: „czuję lęk”, tak jak można powiedzieć: „czuję smutek”. Czasownik „czuć” można zestawić z dowolną emocją. Nie jest przypisany do lęku na wyłączność. Zauważyłem, że psychoterapeuci często posługują się tą konstrukcją, natomiast pacjenci – tylko wtedy, gdy potrafią swoją emocję nazwać. A to wcale nie jest takie oczywiste. Dużo łatwiej im rozpoznać i nazwać smutek i przygnębienie niż lęk. I dużo łatwiej opisać go słowami.

Sprawy nie ułatwia termin „nerwica”, wciąż potocznie używany do określania zaburzeń lękowych. Nawiązuje do nerwów, które z kolei kojarzymy raczej ze złością, a nie z lękiem, dlatego może być mylący. Zdarza się, że u niektórych złość przykrywa lęk, a lęk przykrywa złość – jednak to są dwie zupełnie różne emocje. W literaturze psychologicznej termin „nerwica” uważa się za przestarzały. I z tego powodu unikam go w książce.

1 Powołuję się na badanie EZOP II, ponieważ powstało na bazie kwestionariusza skonstruowanego tak, by diagnozować pacjentów na podstawie ich deklarowanych objawów, a nie tylko sprawdzać, czy usłyszeli diagnozę konkretnego rodzaju zaburzeń od lekarza. Taka metodologia ogranicza ryzyko pominięcia osób zmagających się wprawdzie z zaburzeniami lękowymi, lecz niezdiagnozowanych lub wręcz nieświadomych swojego problemu.

Zaburzenia lękowe to nie tylko

problem osób, które się z nimi zmagają, lecz całego państwa jako systemu.

Coraz częściej z powodu lęku lekarze wypisują zwolnienia z pracy – niemal dwieście dziewiętnaście tysięcy w 2022 roku. To ponad cztery miliony nieprzepracowanych dni.

Pojawiają się także orzeczenia o niezdolności do pracy z powodu innych zaburzeń lękowych. Orzecznicy ZUS w 2022 roku wystawili sześćdziesiąt sześć takich orzeczeń. Dla oddania skali zjawiska: wszystkich orzeczeń tego rodzaju (pierwszorazowych i powtórnych łącznie), bez względu na ich powód, wystawiono w tym samym roku niemal osiemnaście tysięcy.

Z powodu zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, które często powstają na podłożu lękowym, wydano siedem orzeczeń.

Z powodu fobii (w tym agorafobii, lęku społecznego czy fobii specyficznych) nie wydano żadnego.

Orzeczeń o niezdolności okresowej było więcej: z powodu innych zaburzeń lękowych – tysiąc pięćset jeden, z powodu zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych – sto dziewięćdziesiąt osiem, z powodu fobii – dwadzieścia.

Orzeczenie o trwałej niezdolności do pracy jest podstawą przyznania renty stałej, o niezdolności okresowej – renty czasowej (aby ją przedłużyć, konieczne jest uzyskanie orzeczenia ponownego). Ale nie o rentę tu chodzi, bo trzeba spełnić szereg warunków, by ją dostać. Chodzi o to, czy państwo uznaje, że można z powodu zaburzeń lękowych stracić zdolność do jakiejkolwiek pracy.

Przeglądam rozdział „Zasady orzekania o niezdolności do pracy w zaburzeniach psychicznych” udostępniony w 2020 roku przez ZUS w ramach publikacji Standardy orzecznictwa lekarskiego ZUS. Autorzy zauważają, że orzecznictwo lekarskie o niezdolności do pracy w grupie zaburzeń psychicznych jest szczególnie trudne.

„Badanie dla celów orzeczniczych powinno odbywać się w spokojnej atmosferze, bez pośpiechu. Postępowanie lekarza orzecznika powinno cechować się cierpliwością i życzliwością wobec osoby, której orzeczenie ma dotyczyć”, możemy przeczytać. „Orzekanie o niezdolności do pracy w zaburzeniach psychicznych nie może być szablonowe, każdy badany musi być oceniany indywidualnie, z uwzględnieniem współistniejących schorzeń”2.

W kontekście zaburzeń lękowych autorzy zachowują daleko idącą ostrożność, gdy opisują, jak oceniać niezdolność do pracy. O niezdolności czasowej piszą tak: „Nasilenie i często występujące stany lękowe mogą uzasadniać orzeczenie częściowej niezdolności do pracy, zwykle okresowej, dla podjęcia intensywnego leczenia i rehabilitacji”3. O trwałej nawet nie wspominają.

Informacji na temat zasad orzekania o niezdolności do pracy dostarczają także wyroki sądów, dostępne publicznie po usunięciu danych osobowych. Jest ich wiele. Z reguły dotyczą odwołania od decyzji ZUS o nieprzyznaniu renty. Z orzeczenia Sądu Okręgowego w Łodzi z 12 sierpnia 2020 roku dowiadujemy się, że „w przypadku zaburzeń lękowych niezdolność do pracy występuje w przypadku lekooporności i trwale utrzymujących się objawów mimo systematycznego leczenia”.

W kontekście osób z zaburzeniami lękowymi, które otrzymały prawo do zasiłku rehabilitacyjnego (a zatem takiego, który można otrzymać po wyczerpaniu zasiłku chorobowego), Iwona Doering z łódzkiego oddziału ZUS już w 2006 roku zauważyła, że zdecydowana większość tych osób była leczona przez lekarzy niebędących psychiatrami lub trafiła do psychiatrów stosunkowo późno. Gdyby stało się inaczej, być może te osoby mogłyby wrócić do pracy jeszcze w czasie pobierania zasiłku chorobowego. Swoimi spostrzeżeniami urzędniczka podzieliła się na konferencji poświęconej orzecznictwu w sprawach rentowych.

– Problem jest zdecydowanie systemowy i składa się z wielu warstw – zauważa doktor Daniel Śliż, specjalista zdrowia publicznego i prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. – Po pierwsze, brakuje świadomości na temat zdrowia psychicznego. Trochę mówi się o depresji, ale na tyle mało, że pacjenci tylko kojarzą ten temat. Czy potrafią rozpoznawać objawy? Wątpię. O zaburzeniach lękowych natomiast nie mówi się prawie wcale.

Po drugie, choroby i zaburzenia psychiczne to w Polsce wciąż temat tabu. W pewnych kręgach o zdrowiu psychicznym nadal się nie rozmawia.

Po trzecie, mamy kłopot z alkoholem. Rocznie wypijamy miliard i dwa miliony małpek. Ponad trzy miliony dziennie. Część z nich jest sprzedawana przed południem. Policzyłem kiedyś, że średnie spożycie alkoholu w naszym kraju wynosi siedemdziesiąt dwa mililitry wódki na osobę w ciągu dnia. To nie jest zdrowe używanie alkoholu, to jest nadużywanie – i to spore. Nie mamy odpowiedniego leczenia uzależnień. A tymczasem uzależnienie od alkoholu może prowadzić do rozwoju zaburzeń lękowych.

Po czwarte, polska psychiatria wciąż jest na kolanach, a może nawet leży twarzą w błocie, zresztą podobnie jak pozostałe obszary ochrony zdrowia. Mamy do czynienia z zapaścią systemu leczenia psychiatrycznego. Szczególnie wyraźnie widać to w obszarze psychiatrii dziecięcej.

W dniu, kiedy rozmawiałem z doktorem Śliżem, polskie media akurat trąbiły o sytuacji w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku, gdzie na oddziale dziecięcym przystosowanym do przyjęcia czterdziestu sześciu pacjentów było o dwudziestu więcej.

– Dzieci leżą w szpitalach na korytarzu – relacjonuje doktor Śliż. – To się nie mieści w głowie, żebyśmy w dwudziestym pierwszym wieku nie mogli zapewnić komfortu pacjentom, przede wszystkim dzieciom, które potrzebują leczenia i właściwej opieki. Brakuje też lekarzy. Specjaliści nie chcą pracować w państwowym systemie opieki zdrowotnej, bo to katorżnicza praca.

Doktor Śliż wspomniał o psychiatrii dziecięcej nie bez powodu. Jego zdaniem zaburzenia lękowe dotyczą coraz młodszej i najmłodszej grupy Polaków.

– Zaburzenia lękowe nie biorą się znikąd – mówi. – Nie wysypiamy się, jesteśmy przebodźcowani, mieliśmy długotrwały lockdown i pandemię… Najbardziej ucierpiała na tym najmłodsza grupa, począwszy od uczniów szkół podstawowych. W ogóle żyjemy w coraz większej izolacji, która – o czym się nie mówi, może być dla naszego zdrowia równie groźna jak palenie papierosów.

– Skoro problem chorób i zaburzeń psychicznych, w tym lękowych, jest systemowy, to chyba systemowe powinno być też jego rozwiązanie? – pytam.

– Sam nie wiem, od którego okienka powinniśmy zacząć rozwiązywać tę krzyżówkę – odpowiada doktor Śliż. – Może najpierw trzeba uświadomić sobie, nawet trochę na wyrost, że Polacy to alkoholicy? To jest problem, którym system powinien bezzwłocznie się zająć, bo przekłada się na rozwój różnego rodzaju chorób i zaburzeń psychicznych, nie tylko lękowych, choć tutaj akurat zależność jest szczególnie duża.

Równolegle powinniśmy wdrożyć edukację – już od najmłodszych lat – w zakresie zdrowia psychicznego. Dzieci i młodzież uczą się w szkołach, jak pomóc, gdy ktoś straci przytomność – tak samo należałoby mówić o zdrowiu psychicznym i dawać wskazówki, jak poradzić sobie z atakiem paniki albo gdzie szukać pomocy, gdy ktoś podejrzewa u siebie epizod depresyjny. Powinniśmy mówić o zdrowym odżywianiu, o pozytywnych skutkach medytacji i modlitwy oraz negatywnych skutkach nadużywania kofeiny. Powinniśmy uczyć ćwiczeń oddechowych albo prostych ćwiczeń gimnastycznych, które też wpływają na dobrostan psychiczny.

A ci, którzy potrzebują doraźnej pomocy – niezależnie od wieku – powinni ją szybko otrzymać. Owszem, wyremontowaliśmy w ostatnich latach kilka szpitali psychiatrycznych, to prawda. Mogą konkurować z ważnymi ośrodkami europejskimi pod względem standardów. Ale nie będziemy przecież wszystkich hospitalizować. Pobyt w szpitalu to ostateczność, którą stosujemy w przypadku pacjenta zagrażającego sobie lub otoczeniu. Braki są widoczne głównie w ograniczonym dostępie do opieki ambulatoryjnej, na wizytę u lekarza często trzeba długo czekać. A to właśnie do przychodni powinni najpierw trafiać pacjenci w trudnym momencie życia, w stanie, który wpływa na ich dobrostan psychiczny i może zapoczątkować problem zdrowotny. Tyle tylko, że wielu takich pacjentów nie ma szansy na szybką wizytę u psychiatry.

Uznanie wagi i skali problemu zaczyna się od dostrzeżenia częstości jego występowania i jest ważne zarówno dla indywidualnych pacjentów, jak też dla państwa. A to wszystko, o czym mówił doktor Śliż, ma tym większe znaczenie, że społeczeństwo Polski coraz bardziej się starzeje. Biorąc pod uwagę, że zaburzenia psychiczne, także lękowe, jak podkreśla Śliż, szczególnie często dotykają osób młodych, a więc czynnych zawodowo lub jeszcze w wieku szkolnym, nie pozostanie bez skutku również dla naszej gospodarki.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

2 M. Lipowska, A. Zwolan (red.), Standardy orzecznictwa lekarskiego ZUS, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Warszawa 2020, s. 150.

3Tamże, s. 172.