Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Młoda dziewczyna, Weronika w wieku osiemnastu lat dowiaduje się, że ma starsza siostrę, którą stara się odnaleźć. Przezywając po drodze różne przygody, odnajduje siostrę, która na początku jej nie wierzy. Wiadomość, że ma siostrę jest dla Laury zaskoczeniem. Musi dojrzeć do spotkania z Weroniką.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 115
Rok wydania: 2011
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Agata £Łastowiecka
Tajemnica
Agata £Łastowiecka
Tajemnica
RADWAN
Wydawnictwo Literackie i Naukowe
Agata £Łastowiecka
Tajemnica
RADWAN
Wydawnictwo Literackie i Naukowe
Wydawca: Aleksandra Szaga³ła Redakcja: Grzegorz Krzymianowski
Korekta: Abramowicz Agnieszka
Projekt ok³ładki: Marcin Koszyñński Sk³ład: Maciej Rogowski
By³ł sylwester. Czêęœśæć uczniów trzeciej klasy technikum mechanicznego zebra³ła siêę na imprezie domowej u Goœś-ki. Chcieli hucznie przywitaæć zbli¿żaj¹ący siêę nowy rok.
Weronika, œśredniego wzrostu brunetka nosz¹ąca okulary, Copyright © Agata £Łastowiecka. All rights reserved.
przysz³ła ze swoim ch³łopakiem, Mateuszem. O rok od ISBN 978-83-7745-185-4
niej starszy, zachwyca³ł siêę w³łaœśnie jej fryzur¹ą. Mia³ła bordowe pasemka i zrobione loki. Ubrana w b³łêękitn¹ą sukienkêę wygl¹ąda³ła zachwycaj¹ąco. Gdyby móg³ł, nie opuszcza³łby jej ani na krok. Wiedzia³ł jednak, ¿że dziewczyna nie lubi, kiedy nie mo¿że mieæć swobody. Zaj¹ą³ł siêę wiêęc tym, co mia³ł do zrobienia i tylko czasami zerka³ł
w kierunku kuchni, gdzie urzêędowa³ły Goœśka z Weroni-k¹ą. Jemu zleci³ły porozwieszanie balonów. Towarzyszy³ł
mu Marek, przystojny blondyn w wieku lat osiemnastu, ch³łopak Goœśki.
Brunetka natomiast pomaga³ła przyjació³łce w kuchni.
Rozstawia³ły przygotowane potrawy. Grza³ły w³łaœśnie barszcz, weso³ło rozmawiaj¹ąc, kiedy do kuchni wszed³ł
RADWAN
Marek. Nigdy wczeœśniej nie spotka³ł takiej dziewczyny.
Wydawnictwo Literackie i Naukowe
Sta³ł przez chwilêę bez ruchu, zdziwiony jej urod¹ą. Brunet-Tolkmicko 2011
ka zauroczy³ła go, nie spotka³ł jeszcze piêękniejszej osoby.
Nie zamierza³ł zrywaæć z Gosi¹ą, kocha³ł j¹ą. Weronika 5
5
Wydawca: Aleksandra Szaga³ła Redakcja: Grzegorz Krzymianowski
Korekta: Abramowicz Agnieszka
Projekt ok³ładki: Marcin Koszyñński Sk³ład: Maciej Rogowski
By³ł sylwester. Czêęœśæć uczniów trzeciej klasy technikum mechanicznego zebra³ła siêę na imprezie domowej u Goœś-ki. Chcieli hucznie przywitaæć zbli¿żaj¹ący siêę nowy rok.
Weronika, œśredniego wzrostu brunetka nosz¹ąca okulary, Copyright © Agata £Łastowiecka. All rights reserved.
przysz³ła ze swoim ch³łopakiem, Mateuszem. O rok od ISBN 978-83-7745-185-4
niej starszy, zachwyca³ł siêę w³łaœśnie jej fryzur¹ą. Mia³ła bordowe pasemka i zrobione loki. Ubrana w b³łêękitn¹ą sukienkêę wygl¹ąda³ła zachwycaj¹ąco. Gdyby móg³ł, nie opuszcza³łby jej ani na krok. Wiedzia³ł jednak, ¿że dziewczyna nie lubi, kiedy nie mo¿że mieæć swobody. Zaj¹ą³ł siêę wiêęc tym, co mia³ł do zrobienia i tylko czasami zerka³ł
w kierunku kuchni, gdzie urzêędowa³ły Goœśka z Weroni-k¹ą. Jemu zleci³ły porozwieszanie balonów. Towarzyszy³ł
mu Marek, przystojny blondyn w wieku lat osiemnastu, ch³łopak Goœśki.
Brunetka natomiast pomaga³ła przyjació³łce w kuchni.
Rozstawia³ły przygotowane potrawy. Grza³ły w³łaœśnie barszcz, weso³ło rozmawiaj¹ąc, kiedy do kuchni wszed³ł
RADWAN
Marek. Nigdy wczeœśniej nie spotka³ł takiej dziewczyny.
Wydawnictwo Literackie i Naukowe
Sta³ł przez chwilêę bez ruchu, zdziwiony jej urod¹ą. Brunet-Tolkmicko 2011
ka zauroczy³ła go, nie spotka³ł jeszcze piêękniejszej osoby.
Nie zamierza³ł zrywaæć z Gosi¹ą, kocha³ł j¹ą. Weronika 5
5
jednak bardzo go zaintrygowa³ła. Na jego widok poczu³ła Przygotowania dobieg³ły koñńca. Zeszli siêę pozostali siêę zaskoczona tak samo jak on. Szeroko otworzy³ła oczy, goœście. Impreza siêę rozkrêęci³ła. Gra³ła muzyka, by³ły kiedy tylko go ujrza³ła. Szybko jednak powróci³ła do tañńce, weso³łe pogaduchy. Wszyscy bawili siêę wyœśmieni-przerwanej wczeœśniej czynnoœści. Marek zapyta³ł tylko cie. Weronika kilkakrotnie z³łapa³ła siêę na tym, ¿że jej Goœśkêę, co maj¹ą dalej robiæć i wyszed³ł z kuchni.
wzrok bezwiednie poszukuje blondyna, którego widzia³ła Werka natomiast, podgrzewaj¹ąc barszcz, myœślami w kuchni. Nie chcia³ła tego. By³ło to jednak silniejsze od by³ła ju¿ż gdzie indziej. Wyobra¿ża³ła sobie, ¿że jest na niej. Stara³ła siêę chocia¿ż udawaæć przed Mateuszem, ¿że górskiej polanie otoczonej ze wszystkich stron stromymi wszystko jest w porz¹ądku. Zauwa¿ży³ł jednak, ¿że coœś jest szczytami. Siedzi na miêękkiej zielonej trawie. Woko³ło nie tak.
rosn¹ą tysi¹ące bia³łych, ¿żó³łtych i liliowych kwiatków. Jest
- Co siêę sta³ło, kochanie? - zapyta³ł.
ich tak du¿żo, ¿że trawa ledwo siêę poœśród nich przebija.
- Chcia³łabym siêę przewietrzyæć i zostaæć sama na jakiœś Za jej plecami cicho szumi górski strumyk. Jego woda czas. Nie masz nic przeciwko, ¿żebym wysz³ła na taras?
jest krystalicznie czysta i bardzo zimna. Odbija siêę
- Jeœśli to mia³łoby ci pomóc, to idŸź. Nie bêędêę ciêę za-w niej s³łoñńce. Na dnie strumyka, a tak¿że na jego brze-trzymywa³ł.
gach le¿ży mnóstwo kamieni. Niektóre s¹ą g³ładkie, a nie-Wysz³ła samotnie na zewn¹ątrz. Chcia³ła wszystko które poroœśniêęte miêękkim zielonym mchem. Bierze do przemyœśleæć. By³ła prawie pó³łnoc. Za kilka minut nowy r¹ąk te najmniejsze i usypuje z nich kopiec. Przed ni¹ą rok. Opar³ła siêę o barierkêę i zamknêę³ła oczy. Nie minêę³ła rozci¹ąga siêę przepiêękny widok na góry. Widzi Giewont minuta, kiedy ktoœś do niej podszed³ł. To by³ł Marek, z krzy¿żem. Szczyty pokryte s¹ą œśniegiem. Nierówna linia który czeka³ł na okazjêę, ¿żeby porozmawiaæć z brunetk¹ą.
gór ci¹ągnie siêę wysoko ku niebu. Chmury przykrywaj¹ą Wyszed³ł do niej, kiedy tylko zobaczy³ł, ¿że idzie sama na te wy¿ższe i nie wiadomo, gdzie siêę koñńcz¹ą. Wszêędzie taras.
panuje cisza i spokój. Oprócz szumu potoku nie s³łychaæć
- Czeœśæć, jestem Marek – przedstawi³ł siêę. – Ch³łopak nic. Mo¿żna spokojnie o wszystkim myœśleæć, nic i nikt nie Gosi – doda³ł.
przeszkadza. Nagle w oddali widzi zbli¿żaj¹ącego siêę
- Weronika, przyjació³łka Gosi – odpowiedzia³ła i wy-Marka z promiennym uœśmiechem na twarzy...
ci¹ągnêę³ła przed siebie d³łoñń z pomalowanymi na niebie-Z zamyœślenia wyrwa³ł j¹ą g³łos przyjació³łki: sko paznokciami. Marek uœścisn¹ą³ł j¹ą i przytrzyma³ł przez
- Hej, marzycielko. O czym tak myœślisz?
chwilêę. Wzrok oboje mieli rozbiegany. Cisza siêę prze-
- O niczym wa¿żnym. Przepraszam. Ju¿ż wracam do d³łu¿ża³ła. W koñńcu wybi³ła pó³łnoc.
pracy - zby³ła przyjació³łkêę. Nie chcia³ła przyznaæć siêę
- Wszystkiego najlepszego w nowym roku – powie-sama przed sob¹ą, ¿że tak szybko w jej myœślach pojawi³ł
dzieli niemal równoczeœśnie i rozeœśmiali siêę. W mieszka-siêę Marek. Tym bardziej, ¿że by³ł to ch³łopak Goœśki, a ona niu gra³ła muzyka.
sama mia³ła Mateusza.
- I jak, podoba ci siêę impreza? - zapyta³ł Marek.
76
76
jednak bardzo go zaintrygowa³ła. Na jego widok poczu³ła Przygotowania dobieg³ły koñńca. Zeszli siêę pozostali siêę zaskoczona tak samo jak on. Szeroko otworzy³ła oczy, goœście. Impreza siêę rozkrêęci³ła. Gra³ła muzyka, by³ły kiedy tylko go ujrza³ła. Szybko jednak powróci³ła do tañńce, weso³łe pogaduchy. Wszyscy bawili siêę wyœśmieni-przerwanej wczeœśniej czynnoœści. Marek zapyta³ł tylko cie. Weronika kilkakrotnie z³łapa³ła siêę na tym, ¿że jej Goœśkêę, co maj¹ą dalej robiæć i wyszed³ł z kuchni.
wzrok bezwiednie poszukuje blondyna, którego widzia³ła Werka natomiast, podgrzewaj¹ąc barszcz, myœślami w kuchni. Nie chcia³ła tego. By³ło to jednak silniejsze od by³ła ju¿ż gdzie indziej. Wyobra¿ża³ła sobie, ¿że jest na niej. Stara³ła siêę chocia¿ż udawaæć przed Mateuszem, ¿że górskiej polanie otoczonej ze wszystkich stron stromymi wszystko jest w porz¹ądku. Zauwa¿ży³ł jednak, ¿że coœś jest szczytami. Siedzi na miêękkiej zielonej trawie. Woko³ło nie tak.
rosn¹ą tysi¹ące bia³łych, ¿żó³łtych i liliowych kwiatków. Jest
- Co siêę sta³ło, kochanie? - zapyta³ł.
ich tak du¿żo, ¿że trawa ledwo siêę poœśród nich przebija.
- Chcia³łabym siêę przewietrzyæć i zostaæć sama na jakiœś Za jej plecami cicho szumi górski strumyk. Jego woda czas. Nie masz nic przeciwko, ¿żebym wysz³ła na taras?
jest krystalicznie czysta i bardzo zimna. Odbija siêę
- Jeœśli to mia³łoby ci pomóc, to idŸź. Nie bêędêę ciêę za-w niej s³łoñńce. Na dnie strumyka, a tak¿że na jego brze-trzymywa³ł.
gach le¿ży mnóstwo kamieni. Niektóre s¹ą g³ładkie, a nie-Wysz³ła samotnie na zewn¹ątrz. Chcia³ła wszystko które poroœśniêęte miêękkim zielonym mchem. Bierze do przemyœśleæć. By³ła prawie pó³łnoc. Za kilka minut nowy r¹ąk te najmniejsze i usypuje z nich kopiec. Przed ni¹ą rok. Opar³ła siêę o barierkêę i zamknêę³ła oczy. Nie minêę³ła rozci¹ąga siêę przepiêękny widok na góry. Widzi Giewont minuta, kiedy ktoœś do niej podszed³ł. To by³ł Marek, z krzy¿żem. Szczyty pokryte s¹ą œśniegiem. Nierówna linia który czeka³ł na okazjêę, ¿żeby porozmawiaæć z brunetk¹ą.
gór ci¹ągnie siêę wysoko ku niebu. Chmury przykrywaj¹ą Wyszed³ł do niej, kiedy tylko zobaczy³ł, ¿że idzie sama na te wy¿ższe i nie wiadomo, gdzie siêę koñńcz¹ą. Wszêędzie taras.
panuje cisza i spokój. Oprócz szumu potoku nie s³łychaæć
- Czeœśæć, jestem Marek – przedstawi³ł siêę. – Ch³łopak nic. Mo¿żna spokojnie o wszystkim myœśleæć, nic i nikt nie Gosi – doda³ł.
przeszkadza. Nagle w oddali widzi zbli¿żaj¹ącego siêę
- Weronika, przyjació³łka Gosi – odpowiedzia³ła i wy-Marka z promiennym uœśmiechem na twarzy...
ci¹ągnêę³ła przed siebie d³łoñń z pomalowanymi na niebie-Z zamyœślenia wyrwa³ł j¹ą g³łos przyjació³łki: sko paznokciami. Marek uœścisn¹ą³ł j¹ą i przytrzyma³ł przez
- Hej, marzycielko. O czym tak myœślisz?
chwilêę. Wzrok oboje mieli rozbiegany. Cisza siêę prze-
- O niczym wa¿żnym. Przepraszam. Ju¿ż wracam do d³łu¿ża³ła. W koñńcu wybi³ła pó³łnoc.
pracy - zby³ła przyjació³łkêę. Nie chcia³ła przyznaæć siêę
- Wszystkiego najlepszego w nowym roku – powie-sama przed sob¹ą, ¿że tak szybko w jej myœślach pojawi³ł
dzieli niemal równoczeœśnie i rozeœśmiali siêę. W mieszka-siêę Marek. Tym bardziej, ¿że by³ł to ch³łopak Goœśki, a ona niu gra³ła muzyka.
sama mia³ła Mateusza.
- I jak, podoba ci siêę impreza? - zapyta³ł Marek.
76
76
- Oczywiœście. Dawno nie by³łam na tak dobrze zorga-c¹ą. By³ło ju¿ż za póŸźno. Za chwilêę nast¹ąpi³ło czo³łowe nizowanej imprezie.
zderzenie z ciêę¿żarówk¹ą. Dziewczyna przytuli³ła siêę do W mieszkaniu reszta pi³ła szampana i obdarowywa³ła ch³łopaka, zamknêę³ła oczy. S³łysza³ła tylko g³łoœśny huk...
siêę wzajemnie ¿życzeniami. Nikt jeszcze nie zauwa¿ży³ł, ¿że Nie pamiêęta³ła, co by³ło dalej. Obudzi³ła siêę dopiero brakuje dwóch osób. Tymczasem dwoje m³łodych ludzi, w jakiejœś jasnoczerwonej sali. Nie wiedzia³ła, gdzie jest.
którzy byli sob¹ą zauroczeni, sta³ło na tarasie. Marek Po chwili pozna³ła, ¿że to szpital. Le¿ża³ła sama w pustej podszed³ł bli¿żej, z³łapa³ł dziewczynêę w pasie i powoli sali. Nie mog³ła siêę ruszyæć. Przyszed³ł lekarz.
zaczêęli siêę ko³łysaæć w rytm muzyki. Tañńczyli sobie
- Przepraszam, co siêę sta³ło? – zapyta³ła dr¿ż¹ącym, ci-w najlepsze, kiedy Gosia zorientowa³ła siêę, ¿że nigdzie nie chym g³łosem.
widzi swojego ch³łopaka. By³ło ju¿ż po pó³łnocy, a on nie
- Mia³ła pani wypadek – poinformowa³ł lekarz. – Wyj-z³ło¿ży³ł jej jeszcze ¿życzeñń. Nie by³ło widaæć równie¿ż Werki.
dzie pani z tego. Proszêę siêę nie martwiæć.
Razem z Mateuszem zaczêęli ich szukaæć. Mateusz wie-
- A co z pozosta³łymi? – zapyta³ła s³łabo.
dzia³ł, ¿że jego dziewczyna powinna byæć na tarasie. Zdzi-
- Na razie nie mogêę pani powiedzieæć. Jest pani wi³ł siêę jednak, kiedy zobaczy³ł j¹ą w towarzystwie Marka.
w szoku.
Gosia te¿ż siêę zdziwi³ła. ¯Żadne z nich nic jednak nie Lekarz wyszed³ł, a dziewczyna próbowa³ła siêę pod-powiedzia³ło. Z³ło¿żyli sobie noworoczne ¿życzenia i wróci-nieœśæć. Nie mia³ła si³ły. By³ła strasznie s³łaba. Zasnêę³ła.
li do œśrodka. Tego dnia Marek i Weronika nie mieli Przyœśni³ło jej siêę to, co zapamiêęta³ła. Po trzech godzinach okazji ju¿ż siêę spotkaæć.
obudzi³ła siêę. Czu³ła siêę trochêę lepiej. Bola³ła j¹ą prawa Gosia by³ła trochêę z³ła na swego ch³łopaka. Nie lubi³ła, noga. Mia³ła j¹ą w gipsie. Musia³ła byæć z³łamana. Siêęgnêę³ła kiedy przebywa³ł sam w towarzystwie innej dziewczyny.
po telefon. Napisa³ła sms-a: „Mamusiu! Nie wiem, jak to Nie mia³ła jednak powodów do zazdroœści. Wiedzia³ła, ¿że siêę sta³ło, ale jestem w szpitalu. Chyba mieliœśmy wypa-Werka jest jej najlepsz¹ą szkoln¹ą przyjació³łk¹ą. Poza tym dek. Pamiêętam tylko jasne, oœślepiaj¹ące œświat³ła. Wszystko nie by³łaby zdolna zostawiæć Mateusza. Kiedy jednak mnie boli.” Po chwili odczyta³ła odpowiedŸź: „Córeczko!
goœście poszli - Weronika z Mateuszem pomogli posprz¹ą-Mam nadziejêę, ¿że wyjdziesz z tego ca³ło. A co z reszt¹ą”?
taæć - Gosia zosta³ła z Markiem. I szybko zapomnia³ła, ¿że No w³łaœśnie, co z reszt¹ą? Nadal nic nie wiedzia³ła.
jeszcze przed chwil¹ą by³ła na niego z³ła. Byli ze sob¹ą Postanowi³ła siêę dowiedzieæć. Akurat przysz³ła pielêęgniar-przesz³ło rok. Do tej pory uk³łada³ło im siêę wspaniale. Nie ka z termometrem.
mieli ¿żadnych problemów. Nie mieli przed sob¹ą tajemnic.
- Jak siêę czujesz? – spyta³ła.
Siedzieli w jego samochodzie. Wracali z imprezy.
- Dziêękujêę, dobrze. Trochêę boli mnie ta noga.
Przyjechali po nich rodzice Mateusza. W radiu s³łychaæć
- To doœśæć powa¿żne z³łamanie, by³ła uwiêęziona pod by³ło muzykêę. Nagle jakiœś jasny b³łysk œświat³ła oœślepi³ł
siedzeniem. Ale na pewno z tego wyjdziesz. – Pielêęgniar-dziewczynêę. Kierowca straci³ł panowanie nad kierowni-ka uœśmiechnêę³ła siêę przyjaŸźnie.
98
98
- Oczywiœście. Dawno nie by³łam na tak dobrze zorga-c¹ą. By³ło ju¿ż za póŸźno. Za chwilêę nast¹ąpi³ło czo³łowe nizowanej imprezie.
zderzenie z ciêę¿żarówk¹ą. Dziewczyna przytuli³ła siêę do W mieszkaniu reszta pi³ła szampana i obdarowywa³ła ch³łopaka, zamknêę³ła oczy. S³łysza³ła tylko g³łoœśny huk...
siêę wzajemnie ¿życzeniami. Nikt jeszcze nie zauwa¿ży³ł, ¿że Nie pamiêęta³ła, co by³ło dalej. Obudzi³ła siêę dopiero brakuje dwóch osób. Tymczasem dwoje m³łodych ludzi, w jakiejœś jasnoczerwonej sali. Nie wiedzia³ła, gdzie jest.
którzy byli sob¹ą zauroczeni, sta³ło na tarasie. Marek Po chwili pozna³ła, ¿że to szpital. Le¿ża³ła sama w pustej podszed³ł bli¿żej, z³łapa³ł dziewczynêę w pasie i powoli sali. Nie mog³ła siêę ruszyæć. Przyszed³ł lekarz.
zaczêęli siêę ko³łysaæć w rytm muzyki. Tañńczyli sobie
- Przepraszam, co siêę sta³ło? – zapyta³ła dr¿ż¹ącym, ci-w najlepsze, kiedy Gosia zorientowa³ła siêę, ¿że nigdzie nie chym g³łosem.
widzi swojego ch³łopaka. By³ło ju¿ż po pó³łnocy, a on nie
- Mia³ła pani wypadek – poinformowa³ł lekarz. – Wyj-z³ło¿ży³ł jej jeszcze ¿życzeñń. Nie by³ło widaæć równie¿ż Werki.
dzie pani z tego. Proszêę siêę nie martwiæć.
Razem z Mateuszem zaczêęli ich szukaæć. Mateusz wie-
- A co z pozosta³łymi? – zapyta³ła s³łabo.
dzia³ł, ¿że jego dziewczyna powinna byæć na tarasie. Zdzi-
- Na razie nie mogêę pani powiedzieæć. Jest pani wi³ł siêę jednak, kiedy zobaczy³ł j¹ą w towarzystwie Marka.
w szoku.
Gosia te¿ż siêę zdziwi³ła. ¯Żadne z nich nic jednak nie Lekarz wyszed³ł, a dziewczyna próbowa³ła siêę pod-powiedzia³ło. Z³ło¿żyli sobie noworoczne ¿życzenia i wróci-nieœśæć. Nie mia³ła si³ły. By³ła strasznie s³łaba. Zasnêę³ła.
li do œśrodka. Tego dnia Marek i Weronika nie mieli Przyœśni³ło jej siêę to, co zapamiêęta³ła. Po trzech godzinach okazji ju¿ż siêę spotkaæć.
obudzi³ła siêę. Czu³ła siêę trochêę lepiej. Bola³ła j¹ą prawa Gosia by³ła trochêę z³ła na swego ch³łopaka. Nie lubi³ła, noga. Mia³ła j¹ą w gipsie. Musia³ła byæć z³łamana. Siêęgnêę³ła kiedy przebywa³ł sam w towarzystwie innej dziewczyny.
po telefon. Napisa³ła sms-a: „Mamusiu! Nie wiem, jak to Nie mia³ła jednak powodów do zazdroœści. Wiedzia³ła, ¿że siêę sta³ło, ale jestem w szpitalu. Chyba mieliœśmy wypa-Werka jest jej najlepsz¹ą szkoln¹ą przyjació³łk¹ą. Poza tym dek. Pamiêętam tylko jasne, oœślepiaj¹ące œświat³ła. Wszystko nie by³łaby zdolna zostawiæć Mateusza. Kiedy jednak mnie boli.” Po chwili odczyta³ła odpowiedŸź: „Córeczko!
goœście poszli - Weronika z Mateuszem pomogli posprz¹ą-Mam nadziejêę, ¿że wyjdziesz z tego ca³ło. A co z reszt¹ą”?
taæć - Gosia zosta³ła z Markiem. I szybko zapomnia³ła, ¿że No w³łaœśnie, co z reszt¹ą? Nadal nic nie wiedzia³ła.
jeszcze przed chwil¹ą by³ła na niego z³ła. Byli ze sob¹ą Postanowi³ła siêę dowiedzieæć. Akurat przysz³ła pielêęgniar-przesz³ło rok. Do tej pory uk³łada³ło im siêę wspaniale. Nie ka z termometrem.
mieli ¿żadnych problemów. Nie mieli przed sob¹ą tajemnic.
- Jak siêę czujesz? – spyta³ła.
Siedzieli w jego samochodzie. Wracali z imprezy.
- Dziêękujêę, dobrze. Trochêę boli mnie ta noga.
Przyjechali po nich rodzice Mateusza. W radiu s³łychaæć
- To doœśæć powa¿żne z³łamanie, by³ła uwiêęziona pod by³ło muzykêę. Nagle jakiœś jasny b³łysk œświat³ła oœślepi³ł
siedzeniem. Ale na pewno z tego wyjdziesz. – Pielêęgniar-dziewczynêę. Kierowca straci³ł panowanie nad kierowni-ka uœśmiechnêę³ła siêę przyjaŸźnie.
98
98
Mia³ła ju¿ż wychodziæć, ale dziewczyna j¹ą zatrzyma³ła: sobie Marka. Posiedzieli jeszcze chwilêę i poszli, zosta-
- Czy mog³łabym dowiedzieæć siêę, co sta³ło siêę z pozo-wiaj¹ąc j¹ą znów sam¹ą w czerwonej sali.
sta³łymi?
Min¹ą³ł tydzieñń. Wysz³ła ze szpitala. Wróci³ła do domu.
- Ja nic nie wiem. Musisz spytaæć lekarza, zaraz go Nogêę nadal mia³ła w gipsie. Chodzi³ła o kulach. Ci¹ągle zawo³łam.
nie mog³ła dojœśæć do siebie po tamtym wydarzeniu. Zbli-Za chwilêę do sali wszed³ł lekarz i oznajmi³ł:
¿ży³ł siêę dzieñń pogrzebu. Posz³ła na cmentarz. Sta³ła zap³ła-
- Wiem, ¿że to bêędzie dla ciebie szok, ale reszta pasa-kana, z zapuchniêętymi oczami i ¿żegna³ła siêę z Mate-
¿żerów nie prze¿ży³ła.
uszem. Ju¿ż nigdy go nie zobaczy. Nachyli³ła siêę nad
- O Bo¿że! Nie, to niemo¿żliwe! To moja wina – obwi-trumn¹ą i z³ło¿ży³ła swój ostatni poca³łunek na jego zim-nia³ła siêę.
nych, martwych ustach.
Prze¿ży³ła szok. Nie mog³ła w to uwierzyæć. To nie By³ła 22.00. Weronika le¿ża³ła w pokoju na zielonej pomog³ła byæć prawda. Mateusz by³ł jej ukochanym ch³ło-
œścieli, wpatruj¹ąc siêę w bia³ły sufit. Ju¿ż dosz³ła do siebie pakiem.
po tym nieszczêęœśliwym wypadku. Jakoœś funkcjonowa³ła.
- Uspokój siêę. To nie twoja wina. Nie mo¿żesz tak Kiedy by³ła sama, myœślami przenosi³ła siêę gdziekolwiek.
mówiæć.
Nie potrafi³ła jeszcze przebywaæć w samotnoœści. Potrze-Za chwilêę do sali weszli rodzice. Pani Zofia jak zwy-bowa³ła czyjegoœś towarzystwa. Z rozmyœślañń wyrwa³ł j¹ą kle panikowa³ła. Zaczêę³ła wypytywaæć, co dok³ładnie siêę dŸźwiêęk komórki.
sta³ło. Posiedzieli chwilêę i kiedy Weronika powiedzia³ła,
- Hej – to by³ł Marek – zechcia³łabyœś pójœśæć ze mn¹ą na
¿że chcia³łaby odpocz¹ąæć, wyszli. Udali siêę do lekarza, aby spacer?
uspokoiæć myœśli i mieæć pewnoœśæć, ¿że Weronice nic nie
- Bardzo chêętnie, ale zapomnia³łeœś chyba, ¿że mam grozi. Brunetka odpoczywa³ła i zasnêę³ła. Kiedy siêę obu-nogêę w gipsie.
dzi³ła, widzia³ła przed sob¹ą twarz Goœśki. Na krzeœśle obok
- To bêędêę u ciebie za dziesiêęæć minut. Niczym siêę nie siedzia³ł Marek, którego jeszcze nie dostrzeg³ła. Otworzy-przejmuj – powiedzia³ł i roz³ł¹ączy³ł siêę.
³ła szerzej oczy, ¿żeby pokazaæć, ¿że ju¿ż nie œśpi.
Wiedzia³ł, ¿że dziewczyna w g³łêębi serca prze¿żywa
- D³ługo tutaj jesteœś? - spyta³ła s³łabo.
jeszcze tamten wypadek. Wiedzia³ł, ¿że potrzebuje teraz
- Nie. Przed chwil¹ą przyszliœśmy – odpowiedzia³ła.
wsparcia. Nie naciska³ł na ni¹ą. Chcia³ł daæć jej wystarcza-
- Przepraszam – zwróci³ła siêę do ch³łopaka, który j¹ąco du¿żo czasu, tak aby mog³ła sama wszystko sobie siedzia³ł na krzeœśle obok – my siêę chyba nie znamy?
pouk³ładaæć. Liczy³ł na to, ¿że siêę zaprzyjaŸźni¹ą.
Marek opowiedzia³ł dziewczynie, ¿że poznali siêę na Przyszed³ł punktualnie. Werka by³ła ju¿ż gotowa. Pomi-imprezie sylwestrowej. Weronika niewiele pamiêęta³ła.
mo gipsu na nodze jakoœś sobie poradzi³ła. Ubra³ła siêę W g³łowie miga³ły jej jakieœś drobne urywki z tego, co ciep³ło. Marek nie chcia³ł powiedzieæć, dok¹ąd id¹ą. Posadzi³ł
zdo³ła³ła zapamiêętaæć. Wreszcie uda³ło jej siêę przypomnieæć j¹ą na sanki i ci¹ągn¹ą³ł po zaœśnie¿żonych chodnikach. Kiedy 11
10
11
10
Mia³ła ju¿ż wychodziæć, ale dziewczyna j¹ą zatrzyma³ła: sobie Marka. Posiedzieli jeszcze chwilêę i poszli, zosta-
- Czy mog³łabym dowiedzieæć siêę, co sta³ło siêę z pozo-wiaj¹ąc j¹ą znów sam¹ą w czerwonej sali.
sta³łymi?
Min¹ą³ł tydzieñń. Wysz³ła ze szpitala. Wróci³ła do domu.
- Ja nic nie wiem. Musisz spytaæć lekarza, zaraz go Nogêę nadal mia³ła w gipsie. Chodzi³ła o kulach. Ci¹ągle zawo³łam.
nie mog³ła dojœśæć do siebie po tamtym wydarzeniu. Zbli-Za chwilêę do sali wszed³ł lekarz i oznajmi³ł:
¿ży³ł siêę dzieñń pogrzebu. Posz³ła na cmentarz. Sta³ła zap³ła-
- Wiem, ¿że to bêędzie dla ciebie szok, ale reszta pasa-kana, z zapuchniêętymi oczami i ¿żegna³ła siêę z Mate-
¿żerów nie prze¿ży³ła.
uszem. Ju¿ż nigdy go nie zobaczy. Nachyli³ła siêę nad
- O Bo¿że! Nie, to niemo¿żliwe! To moja wina – obwi-trumn¹ą i z³ło¿ży³ła swój ostatni poca³łunek na jego zim-nia³ła siêę.
nych, martwych ustach.
Prze¿ży³ła szok. Nie mog³ła w to uwierzyæć. To nie By³ła 22.00. Weronika le¿ża³ła w pokoju na zielonej pomog³ła byæć prawda. Mateusz by³ł jej ukochanym ch³ło-
œścieli, wpatruj¹ąc siêę w bia³ły sufit. Ju¿ż dosz³ła do siebie pakiem.
po tym nieszczêęœśliwym wypadku. Jakoœś funkcjonowa³ła.
- Uspokój siêę. To nie twoja wina. Nie mo¿żesz tak Kiedy by³ła sama, myœślami przenosi³ła siêę gdziekolwiek.
mówiæć.
Nie potrafi³ła jeszcze przebywaæć w samotnoœści. Potrze-Za chwilêę do sali weszli rodzice. Pani Zofia jak zwy-bowa³ła czyjegoœś towarzystwa. Z rozmyœślañń wyrwa³ł j¹ą kle panikowa³ła. Zaczêę³ła wypytywaæć, co dok³ładnie siêę dŸźwiêęk komórki.
sta³ło. Posiedzieli chwilêę i kiedy Weronika powiedzia³ła,
- Hej – to by³ł Marek – zechcia³łabyœś pójœśæć ze mn¹ą na
¿że chcia³łaby odpocz¹ąæć, wyszli. Udali siêę do lekarza, aby spacer?
uspokoiæć myœśli i mieæć pewnoœśæć, ¿że Weronice nic nie
- Bardzo chêętnie, ale zapomnia³łeœś chyba, ¿że mam grozi. Brunetka odpoczywa³ła i zasnêę³ła. Kiedy siêę obu-nogêę w gipsie.
dzi³ła, widzia³ła przed sob¹ą twarz Goœśki. Na krzeœśle obok
- To bêędêę u ciebie za dziesiêęæć minut. Niczym siêę nie siedzia³ł Marek, którego jeszcze nie dostrzeg³ła. Otworzy-przejmuj – powiedzia³ł i roz³ł¹ączy³ł siêę.
³ła szerzej oczy, ¿żeby pokazaæć, ¿że ju¿ż nie œśpi.
Wiedzia³ł, ¿że dziewczyna w g³łêębi serca prze¿żywa
- D³ługo tutaj jesteœś? - spyta³ła s³łabo.
jeszcze tamten wypadek. Wiedzia³ł, ¿że potrzebuje teraz
- Nie. Przed chwil¹ą przyszliœśmy – odpowiedzia³ła.
wsparcia. Nie naciska³ł na ni¹ą. Chcia³ł daæć jej wystarcza-
- Przepraszam – zwróci³ła siêę do ch³łopaka, który j¹ąco du¿żo czasu, tak aby mog³ła sama wszystko sobie siedzia³ł na krzeœśle obok – my siêę chyba nie znamy?
pouk³ładaæć. Liczy³ł na to, ¿że siêę zaprzyjaŸźni¹ą.
Marek opowiedzia³ł dziewczynie, ¿że poznali siêę na Przyszed³ł punktualnie. Werka by³ła ju¿ż gotowa. Pomi-imprezie sylwestrowej. Weronika niewiele pamiêęta³ła.
mo gipsu na nodze jakoœś sobie poradzi³ła. Ubra³ła siêę W g³łowie miga³ły jej jakieœś drobne urywki z tego, co ciep³ło. Marek nie chcia³ł powiedzieæć, dok¹ąd id¹ą. Posadzi³ł
zdo³ła³ła zapamiêętaæć. Wreszcie uda³ło jej siêę przypomnieæć j¹ą na sanki i ci¹ągn¹ą³ł po zaœśnie¿żonych chodnikach. Kiedy 11
10
11
10
dotarli na miejsce, blondyn zas³łoni³ł jej oczy. Gdy zdj¹ą³ł
Nie odczuwali ch³łodu. By³ło im przyjemnie. Nie chcie-rêękêę z jej okularów, ujrza³ła wspania³ły widok. By³ła li wracaæć do domu, ale nie by³ło wyjœścia. Marek odwióz³ł
piêękna pogoda. S³łoñńce œświeci³ło ostro, tak jak mo¿że j¹ą pod dom i poszed³ł do siebie.
œświeciæć tylko zimowe s³łoñńce. Nie czu³ło siêę wiatru, Nikt nie zauwa¿ży³ł, ¿że nie by³ło jej w domu. Nikt o nic przynajmniej w miejscu, gdzie byli. Cieszy³ła siêę, ¿że nie pyta³ł, a brunetka nie mia³ła zamiaru nikomu nic mog³ła z bliska podziwiaæć te piêękne widoki. Przed ni¹ą mówiæć.
sta³ły oœśnie¿żone sosny. Spomiêędzy ga³łêęzi jednej z nich wychyla³ł siêę okr¹ąg³ły ksiêę¿życ. Wszêędzie by³ło bia³ło, ale Marek coraz czêęœściej myœśla³ł o Weronice. Stopniowo biel zupe³łnie inaczej wygl¹ąda³ła na ga³łêęziach wysokich ogranicza³ł kontakty z Gosi¹ą, aby mieæć wiêęcej czasu dla majestatycznych sosen, a zupe³łnie inaczej na surowych, Weroniki. Dzieñń przed walentynkami postanowi³ł defini-nagich chodnikach. Mia³ła wra¿żenie, ¿że miêękkie czapy tywnie zerwaæć z Gosi¹ą. Nie chcia³ł jej oszukiwaæć, a tym zwisaj¹ące z ciemnozielonych ga³łêęzi s¹ą wrêęcz ciep³łe, bardziej zdradzaæć. Lepiej, jeœśli zerwie z ni¹ą teraz. Nie przytulne, tak jakby stanowi³ły ochronêę dla drzew. Nato-bêędzie jej oszukiwa³ł. Zaprosi³ł j¹ą na kolacjêę. Dziewczyna miast p³łaty œśniegu le¿ż¹ące w za³łomach szarych chodni-przysz³ła ³ładnie ubrana. Nie spodziewa³ła siêę, ¿że us³łyszy ków by³ły zimne, nieprzyjemne. Zupe³łnie jakby to by³ły od niego coœś takiego. Kiedy ju¿ż siedzieli naprzeciwko dwa rodzaje œśniegu. Spojrza³ła wy¿żej. Ponad szczytami siebie, Marek od razu przeszed³ł do rzeczy: sosen by³ło ju¿ż tylko niebo. Nie by³ło widaæć ¿żadnej,
- Gosiu, wiem, ¿że bêędzie to dla ciebie szok, ale musi-nawet najmniejszej chmury, tylko ostry, ch³łodny b³łêękit.
my ze sob¹ą zerwaæć. Nie chcia³łbym ciêę oszukiwaæć.
By³ło zupe³łnie cicho. Od czasu do czasu po twarzy W moim ¿życiu pojawi³ła siêę nowa dziewczyna. Nie bêędêę g³ładzi³ł j¹ą lekki wiatr. Jeszcze nigdy nie widzia³ła tak ukrywa³ł, ¿że jest to Weronika. Przepraszam ciêę.
piêęknego widoku. Cieszy³ła siêę, ¿że tutaj przysz³ła. To by³ła Lubi³ł za³łatwiaæć wszystko szybko i bez problemów.
taka odskocznia od rzeczywistoœści. Podoba³ło jej siêę to Wiedzia³ł, ¿że Gosi bêędzie przykro. Nie mia³ł jednak miejsce.
wyjœścia. Mia³ł pewnoœśæć, ¿że tak bêędzie dla niej najlepiej.
- Jak tu romantycznie – odezwa³ła siêę w koñńcu. –
Gosia wys³łucha³ła go w milczeniu. Nie odezwa³ła siêę ani Cieszêę siêę, ¿że mnie tu przywioz³łeœś.
s³łowem. Kiedy skoñńczy³ł, zabra³ła torebkêę i po prostu
- Móg³łbym tak staæć tutaj z tob¹ą do koñńca œświata.
wysz³ła, nic nie mówi¹ąc. Ju¿ż kiedy mia³ła pewnoœśæć, ¿że Zrobi³ła mu miejsce na sankach. Usiad³ł. Milczeli. Przy-Marek nie mo¿że jej zobaczyæć, zaczêę³ła p³łakaæć. Posz³ła tuli³ła siêę do niego. Kto by pomyœśla³ł, ¿że kiedykolwiek prosto do domu i zamknêę³ła siêę w swoim pokoju.
wyjdzie z domu o tak póŸźnej porze? Nie ¿ża³łuje, ¿że da³ła By³ł poniedzia³łek, czternasty dzieñń lutego. Godzina siêę namówiæć. To by³ł wariacki pomys³ł, ale jej siêę podo-pi¹ąta po po³łudniu, bezchmurne niebo. Weronika nie ba³ł. Poca³łowa³ła go w policzek.
mia³ła ju¿ż gipsu. Czêęsto spotyka³ła siêę z Markiem. Doga-
- Dziêękujêę – powiedzia³ła.
dywali siêę œświetnie. Marek zrobi³ł jej niespodziankêę 13
12
13
12
dotarli na miejsce, blondyn zas³łoni³ł jej oczy. Gdy zdj¹ą³ł
Nie odczuwali ch³łodu. By³ło im przyjemnie. Nie chcie-rêękêę z jej okularów, ujrza³ła wspania³ły widok. By³ła li wracaæć do domu, ale nie by³ło wyjœścia. Marek odwióz³ł
piêękna pogoda. S³łoñńce œświeci³ło ostro, tak jak mo¿że j¹ą pod dom i poszed³ł do siebie.
œświeciæć tylko zimowe s³łoñńce. Nie czu³ło siêę wiatru, Nikt nie zauwa¿ży³ł, ¿że nie by³ło jej w domu. Nikt o nic przynajmniej w miejscu, gdzie byli. Cieszy³ła siêę, ¿że nie pyta³ł, a brunetka nie mia³ła zamiaru nikomu nic mog³ła z bliska podziwiaæć te piêękne widoki. Przed ni¹ą mówiæć.
sta³ły oœśnie¿żone sosny. Spomiêędzy ga³łêęzi jednej z nich wychyla³ł siêę okr¹ąg³ły ksiêę¿życ. Wszêędzie by³ło bia³ło, ale Marek coraz czêęœściej myœśla³ł o Weronice. Stopniowo biel zupe³łnie inaczej wygl¹ąda³ła na ga³łêęziach wysokich ogranicza³ł kontakty z Gosi¹ą, aby mieæć wiêęcej czasu dla majestatycznych sosen, a zupe³łnie inaczej na surowych, Weroniki. Dzieñń przed walentynkami postanowi³ł defini-nagich chodnikach. Mia³ła wra¿żenie, ¿że miêękkie czapy tywnie zerwaæć z Gosi¹ą. Nie chcia³ł jej oszukiwaæć, a tym zwisaj¹ące z ciemnozielonych ga³łêęzi s¹ą wrêęcz ciep³łe, bardziej zdradzaæć. Lepiej, jeœśli zerwie z ni¹ą teraz. Nie przytulne, tak jakby stanowi³ły ochronêę dla drzew. Nato-bêędzie jej oszukiwa³ł. Zaprosi³ł j¹ą na kolacjêę. Dziewczyna miast p³łaty œśniegu le¿ż¹ące w za³łomach szarych chodni-przysz³ła ³ładnie ubrana. Nie spodziewa³ła siêę, ¿że us³łyszy ków by³ły zimne, nieprzyjemne. Zupe³łnie jakby to by³ły od niego coœś takiego. Kiedy ju¿ż siedzieli naprzeciwko dwa rodzaje œśniegu. Spojrza³ła wy¿żej. Ponad szczytami siebie, Marek od razu przeszed³ł do rzeczy: sosen by³ło ju¿ż tylko niebo. Nie by³ło widaæć ¿żadnej,
- Gosiu, wiem, ¿że bêędzie to dla ciebie szok, ale musi-nawet najmniejszej chmury, tylko ostry, ch³łodny b³łêękit.
my ze sob¹ą zerwaæć. Nie chcia³łbym ciêę oszukiwaæć.
By³ło zupe³łnie cicho. Od czasu do czasu po twarzy W moim ¿życiu pojawi³ła siêę nowa dziewczyna. Nie bêędêę g³ładzi³ł j¹ą lekki wiatr. Jeszcze nigdy nie widzia³ła tak ukrywa³ł, ¿że jest to Weronika. Przepraszam ciêę.
piêęknego widoku. Cieszy³ła siêę, ¿że tutaj przysz³ła. To by³ła Lubi³ł za³łatwiaæć wszystko szybko i bez problemów.
taka odskocznia od rzeczywistoœści. Podoba³ło jej siêę to Wiedzia³ł, ¿że Gosi bêędzie przykro. Nie mia³ł jednak miejsce.
wyjœścia. Mia³ł pewnoœśæć, ¿że tak bêędzie dla niej najlepiej.
- Jak tu romantycznie – odezwa³ła siêę w koñńcu. –
Gosia wys³łucha³ła go w milczeniu. Nie odezwa³ła siêę ani Cieszêę siêę, ¿że mnie tu przywioz³łeœś.
s³łowem. Kiedy skoñńczy³ł, zabra³ła torebkêę i po prostu
- Móg³łbym tak staæć tutaj z tob¹ą do koñńca œświata.
wysz³ła, nic nie mówi¹ąc. Ju¿ż kiedy mia³ła pewnoœśæć, ¿że Zrobi³ła mu miejsce na sankach. Usiad³ł. Milczeli. Przy-Marek nie mo¿że jej zobaczyæć, zaczêę³ła p³łakaæć. Posz³ła tuli³ła siêę do niego. Kto by pomyœśla³ł, ¿że kiedykolwiek prosto do domu i zamknêę³ła siêę w swoim pokoju.
wyjdzie z domu o tak póŸźnej porze? Nie ¿ża³łuje, ¿że da³ła By³ł poniedzia³łek, czternasty dzieñń lutego. Godzina siêę namówiæć. To by³ł wariacki pomys³ł, ale jej siêę podo-pi¹ąta po po³łudniu, bezchmurne niebo. Weronika nie ba³ł. Poca³łowa³ła go w policzek.
mia³ła ju¿ż gipsu. Czêęsto spotyka³ła siêę z Markiem. Doga-
- Dziêękujêę – powiedzia³ła.
dywali siêę œświetnie. Marek zrobi³ł jej niespodziankêę 13
12
13
12
i przyszed³ł do niej z wielkim pluszowym s³łoniem z oka-Móg³ł siêę tego spodziewaæć. Minêę³ło zaledwie pó³łtora zji walentynek. Kiedy prezent od niego znalaz³ł siêę ju¿ż na miesi¹ąca. Nie gniewa³ł siêę na ni¹ą. Nie potrafi³ł.
honorowym miejscu, usiad³ł na ³łó¿żku dziewczyny, z³łapa³ł
- Zmarz³łaœś trochêę. ChodŸź, odprowadzêę ciêę do domu.
j¹ą za rêękêę i wyprowadzi³ł z domu. Nie pozwoli³ł nawet jej Przesta³ło padaæć.
siêę przebraæć. By³ła w dresach i szarej bluzie. Ludzie Trzymaj¹ąc siêę za rêęce, dotarli pod dom dziewczyny.
siedzieli w domach i szykowali siêę do ogl¹ądania telewi-
- Jestem taka szczêęœśliwa – powiedzia³ła. – Jak dobrze, zji. Zaprowadzi³ł j¹ą do pustego, zaœśnie¿żonego parku.
¿że ciêę pozna³łam.
W tafli stawu odbija³ł siêę ksiêę¿życ. By³ło cicho i spokojnie.
Wtuli³ła siêę w jego pierœś i stali tak, dopóki znów siêę
- To takie urocze miejsce. Uwielbiam tu przychodziæć –
nie rozpada³ło. Weronika wesz³ła do domu i pobieg³ła do powiedzia³ła dziewczyna.
pokoju, aby pomachaæć mu przez okno. Po szybie sp³ły-Nagle intensywnie zacz¹ą³ł padaæć œśnieg. Marek zdj¹ą³ł
wa³ły p³łatki œśniegu, za oknem b³łyska³ły œświat³ła przeje¿ż-swoj¹ą bluzêę, okry³ł Weronikêę i ³łapi¹ąc j¹ą za rêękêę, pobieg³ł
d¿żaj¹ących samochodów. Weronika pomacha³ła odcho-pod pobliskie drzewo. Stali tak, trzymaj¹ąc siêę za rêęce, dz¹ącemu Markowi, ale nadal siêę nie rusza³ła. Siedzia³ła ale ka¿żde skierowa³ło wzrok w innym kierunku. Weroni-w pokoju, wpatruj¹ąc siêę w okno. Nic siêę nie dzia³ło. Od ka bezmyœślnie patrzy³ła w dal, a blondyn wpatrywa³ł siêę czasu do czasu przejecha³ł jakiœś samochód, przeszed³ł
w jej drobn¹ą twarz.
jakiœś pojedynczy przechodzeñń. Czu³ła, ¿że tego wieczoru
- Weroniko, czy mo¿żesz na mnie spojrzeæć? – zapyta³ł.
jej ¿życie na nowo siêę odmieni³ło, znowu nabra³ło sensu.
Dziewczyna odwróci³ła wzrok w jego kierunku. Stali Mimo ¿że nie by³ła gotowa na zwi¹ązek, czu³ła, ¿że Marek przez chwilêę, patrz¹ąc sobie w oczy. Ch³łopiec powoli jest jej bliski.
zbli¿ży³ł siêę do niej i zacz¹ą³ł j¹ą delikatnie, powolutku ca³łowaæć. Nie przeszkadza³ło im, ¿że po ich ubraniach By³ł pocz¹ątek maja. Pani Zofia Wolniak, czterdziesto-sp³ływa œśnieg, który by³ł ju¿ż tak intensywny, ¿że korona letnia obywatelka Polski, mieszkanka ma³łej wioski pod drzewa nie mog³ła byæć odpowiednim schronieniem.
Gorzowem Wielkopolskim, matka trójki dzieci, siedzia-Blondyn odsun¹ą³ł lekko dziewczynêę i patrz¹ąc prosto ³ła w³łaœśnie w pokoju jednej ze swoich córek i wpatryw jej piwne oczy, rzek³ł:
wa³ła siêę w stare zdjêęcie zrobione dwadzieœścia jeden lat
- W³łaœśnie odkry³łem, ¿że jesteœś dla mnie kimœś wiêęcej wczeœśniej. Na fotografii by³ło troje ludzi. Mêę¿żczyzna ni¿ż tylko przyjació³łk¹ą. Zakocha³łem siêę w tobie. Ju¿ż nie oraz kobieta z malutkim, owiniêętym w becik dzieckiem potrafiêę bez ciebie ¿żyæć – wyzna³ł. – Wczoraj zerwa³łem na rêękach. Data na zdjêęciu wskazywa³ła 23 maja 1990
z Gosi¹ą. Nie chcia³łem jej oszukiwaæć.
roku. Mêę¿żczyzna ze zdjêęcia, Kevin Schönster, by³ł ojcem
- Przepraszam, ale nie jestem jeszcze gotowa. Mi³ło jednej z jej córek, Laury, która w³łaœśnie tego dnia, spêędzam z tob¹ą czas, ale nie zapomnia³łam jeszcze o Ma-w którym zrobione by³ło zdjêęcie, skoñńczy³ła roczek.
teuszu.
Niestety, musia³ła zapomnieæć o jej istnieniu. Nie widzia-15
14
15
14
i przyszed³ł do niej z wielkim pluszowym s³łoniem z oka-Móg³ł siêę tego spodziewaæć. Minêę³ło zaledwie pó³łtora zji walentynek. Kiedy prezent od niego znalaz³ł siêę ju¿ż na miesi¹ąca. Nie gniewa³ł siêę na ni¹ą. Nie potrafi³ł.
honorowym miejscu, usiad³ł na ³łó¿żku dziewczyny, z³łapa³ł
- Zmarz³łaœś trochêę. ChodŸź, odprowadzêę ciêę do domu.
j¹ą za rêękêę i wyprowadzi³ł z domu. Nie pozwoli³ł nawet jej Przesta³ło padaæć.
siêę przebraæć. By³ła w dresach i szarej bluzie. Ludzie Trzymaj¹ąc siêę za rêęce, dotarli pod dom dziewczyny.
siedzieli w domach i szykowali siêę do ogl¹ądania telewi-
- Jestem taka szczêęœśliwa – powiedzia³ła. – Jak dobrze, zji. Zaprowadzi³ł j¹ą do pustego, zaœśnie¿żonego parku.
¿że ciêę pozna³łam.
W tafli stawu odbija³ł siêę ksiêę¿życ. By³ło cicho i spokojnie.
Wtuli³ła siêę w jego pierœś i stali tak, dopóki znów siêę
- To takie urocze miejsce. Uwielbiam tu przychodziæć –
nie rozpada³ło. Weronika wesz³ła do domu i pobieg³ła do powiedzia³ła dziewczyna.
pokoju, aby pomachaæć mu przez okno. Po szybie sp³ły-Nagle intensywnie zacz¹ą³ł padaæć œśnieg. Marek zdj¹ą³ł
wa³ły p³łatki œśniegu, za oknem b³łyska³ły œświat³ła przeje¿ż-swoj¹ą bluzêę, okry³ł Weronikêę i ³łapi¹ąc j¹ą za rêękêę, pobieg³ł
d¿żaj¹ących samochodów. Weronika pomacha³ła odcho-pod pobliskie drzewo. Stali tak, trzymaj¹ąc siêę za rêęce, dz¹ącemu Markowi, ale nadal siêę nie rusza³ła. Siedzia³ła ale ka¿żde skierowa³ło wzrok w innym kierunku. Weroni-w pokoju, wpatruj¹ąc siêę w okno. Nic siêę nie dzia³ło. Od ka bezmyœślnie patrzy³ła w dal, a blondyn wpatrywa³ł siêę czasu do czasu przejecha³ł jakiœś samochód, przeszed³ł
w jej drobn¹ą twarz.
jakiœś pojedynczy przechodzeñń. Czu³ła, ¿że tego wieczoru
- Weroniko, czy mo¿żesz na mnie spojrzeæć? – zapyta³ł.
jej ¿życie na nowo siêę odmieni³ło, znowu nabra³ło sensu.
Dziewczyna odwróci³ła wzrok w jego kierunku. Stali Mimo ¿że nie by³ła gotowa na zwi¹ązek, czu³ła, ¿że Marek przez chwilêę, patrz¹ąc sobie w oczy. Ch³łopiec powoli jest jej bliski.
zbli¿ży³ł siêę do niej i zacz¹ą³ł j¹ą delikatnie, powolutku ca³łowaæć. Nie przeszkadza³ło im, ¿że po ich ubraniach By³ł pocz¹ątek maja. Pani Zofia Wolniak, czterdziesto-sp³ływa œśnieg, który by³ł ju¿ż tak intensywny, ¿że korona letnia obywatelka Polski, mieszkanka ma³łej wioski pod drzewa nie mog³ła byæć odpowiednim schronieniem.
Gorzowem Wielkopolskim, matka trójki dzieci, siedzia-Blondyn odsun¹ą³ł lekko dziewczynêę i patrz¹ąc prosto ³ła w³łaœśnie w pokoju jednej ze swoich córek i wpatryw jej piwne oczy, rzek³ł:
wa³ła siêę w stare zdjêęcie zrobione dwadzieœścia jeden lat
- W³łaœśnie odkry³łem, ¿że jesteœś dla mnie kimœś wiêęcej wczeœśniej. Na fotografii by³ło troje ludzi. Mêę¿żczyzna ni¿ż tylko przyjació³łk¹ą. Zakocha³łem siêę w tobie. Ju¿ż nie oraz kobieta z malutkim, owiniêętym w becik dzieckiem potrafiêę bez ciebie ¿żyæć – wyzna³ł. – Wczoraj zerwa³łem na rêękach. Data na zdjêęciu wskazywa³ła 23 maja 1990
z Gosi¹ą. Nie chcia³łem jej oszukiwaæć.
roku. Mêę¿żczyzna ze zdjêęcia, Kevin Schönster, by³ł ojcem
- Przepraszam, ale nie jestem jeszcze gotowa. Mi³ło jednej z jej córek, Laury, która w³łaœśnie tego dnia, spêędzam z tob¹ą czas, ale nie zapomnia³łam jeszcze o Ma-w którym zrobione by³ło zdjêęcie, skoñńczy³ła roczek.
teuszu.
Niestety, musia³ła zapomnieæć o jej istnieniu. Nie widzia-15
14
15
14
³ła jej od tamtego czasu. I nie liczy³ła na to, ¿że jeszcze rodziców. Obecnego mêę¿ża, Romana, pozna³ła miesi¹ąc po kiedykolwiek j¹ą zobaczy.
rozstaniu z Kevinem. Pojecha³ła wtedy na koloniêę z dzie-Zdjêęcie spowodowa³ło, ¿że wróci³ły tamte wspomnienia.
ciakami ze szko³ły. By³ła nauczycielk¹ą matematyki. Dzieci Kevin zarzuci³ł jej wtedy zdradêę. Nie pozwoli³ł nawet jednak tak da³ły siêę jej we znaki, ¿że zrezygnowa³ła szyb-niczego wyt³łumaczyæć. Nie mia³ła zamiaru go zdradzaæć.
ko z pracy nauczycielki i zosta³ła ksiêęgow¹ą, któr¹ą by³ła W dniu, kiedy Laura mia³ła roczek, zrobili przyjêęcie. By³ł
do dnia dzisiejszego.
tort, œświeczka, prezenty i oczywiœście alkohol. Zofia nie Roman Wolniak by³ł instruktorem nauki p³ływania.
by³ła alkoholiczk¹ą, lubi³ła jednak od czasu do czasu Spotykali siêę praktycznie codziennie, kiedy prowadzi³ła wypiæć coœś mocniejszego. Od kiedy Laura pojawi³ła siêę dzieciaki na basen. Znajomoœśæć rozkwit³ła doœśæć szybko.
na œświecie, nie mia³ła na to szans. Po roku, kiedy nie Byli szczêęœśliwym ma³ł¿żeñństwem. Mieli dwójkêę wspania-karmi³ła ju¿ż ma³łej piersi¹ą, trafi³ła siêę idealna okazja.
³łych dzieci. Córka Weronika w tym roku skoñńczy dzie-Rodzina i przyjaciele zgromadzili siêę w jednym miejscu, wiêętnaœście lat. Synek Eryk po wakacjach rozpoczyna na jednej imprezie. Kevin powiedzia³ł, ¿że spokojnie mo¿że naukêę w szkole. By³ła teraz szczêęœśliw¹ą kobiet¹ą. Nigdy sobie wypiæć kilka kieliszków. Nie mia³ł ochoty akurat dot¹ąd nie ¿ża³łowa³ła, ¿że ponownie wysz³ła za m¹ą¿ż. Kiedy dzisiaj piæć. Wypi³ł tylko jeden kieliszek za zdrowie córki, us³łysza³ła, ¿że Weronika wróci³ła ju¿ż ze szko³ły, schowa³ła któr¹ą kocha³ł bardzo mocno. By³ła jego ca³łym ¿życiem.
zdjêęcie na miejsce, do szafki, w której trzyma³ła ró¿żnego Niestety, jak siêę póŸźniej okaza³ło, tylko do czasu.
rodzaju dokumenty. Rzadko kiedy ktokolwiek tam zagl¹ą-Tego dnia by³ło s³łonecznie. Wszyscy zebrani siedzieli da³ł. Otar³ła szybko oczy i zesz³ła na dó³ł, nie daj¹ąc nicze-w ogrodzie przy wielkim drewnianym stole. Rozmawiali, go po sobie poznaæć. Nie wiedzia³ła, ¿że akurat tego dnia
œśmiali siêę i popijali kieliszek za kieliszkiem. Zofia jednak Weronika bêędzie szuka³ła swojego aktu urodzenia i na-przeholowa³ła. Wypi³ła o ten jeden kieliszek za du¿żo.
tknie siêę na zdjêęcie.
Dawno nie czu³ła siêę tak dobrze jak wtedy. Trochêę j¹ą ponios³ło, wyl¹ądowa³ła w ³łó¿żku z najlepszym przyjacielem Laura mieszka³ła w Austrii. By³ła zwyk³ł¹ą dziewczyn¹ą, Kevina. Zanim dosz³ło jednak do czegokolwiek, opamiêęta-która w maju koñńczy³ła dwadzieœścia dwa lata. By³ła ³ła siêę. Niestety, jej argumenty nie przekona³ły Kevina.
br¹ązowook¹ą brunetk¹ą œśredniego wzrostu. Mia³ła ch³łopa-Prosto w oczy powiedzia³ł jej, ¿że nie bêędzie zadawa³ł siêę ka, Paw³ła. By³ł Polakiem, ale mieszka³ł tymczasowo z ladacznic¹ą, która sypia z jego najlepszym przyjacielem, w Austrii. Pracowa³ł na budowie i wynajmowa³ł pokój.
i kaza³ł siêę Zofii wynosiæć. Zakaza³ł nawet widywaæć siêę Poznali siêę przypadkiem, na spacerze. Laura cieszy³ła z Laur¹ą. Stwierdzi³ł, ¿że tak bêędzie lepiej dla nich obojga.
siêę, bo przynajmniej mia³ła jedn¹ą kochan¹ą osobêę przy Wziêęli rozwód i ju¿ż nigdy mia³ła nie zobaczyæć Laury.
boku. Rzadko przychodzi³ł do niej do domu. Macocha
£Łza zakrêęci³ła jej siêę w oku. Istnienie córki by³ło jej nikogo nie wpuszcza³ła. Czêęœściej widywali siêę u niego, wielk¹ą tajemnic¹ą, której nie zdradzi³ła nikomu prócz w wynajmowanym pokoju. Mieszka³ła z ojcem, macoch¹ą 17
16
17
16
³ła jej od tamtego czasu. I nie liczy³ła na to, ¿że jeszcze rodziców. Obecnego mêę¿ża, Romana, pozna³ła miesi¹ąc po kiedykolwiek j¹ą zobaczy.
rozstaniu z Kevinem. Pojecha³ła wtedy na koloniêę z dzie-Zdjêęcie spowodowa³ło, ¿że wróci³ły tamte wspomnienia.
ciakami ze szko³ły. By³ła nauczycielk¹ą matematyki. Dzieci Kevin zarzuci³ł jej wtedy zdradêę. Nie pozwoli³ł nawet jednak tak da³ły siêę jej we znaki, ¿że zrezygnowa³ła szyb-niczego wyt³łumaczyæć. Nie mia³ła zamiaru go zdradzaæć.
ko z pracy nauczycielki i zosta³ła ksiêęgow¹ą, któr¹ą by³ła W dniu, kiedy Laura mia³ła roczek, zrobili przyjêęcie. By³ł
do dnia dzisiejszego.
tort, œświeczka, prezenty i oczywiœście alkohol. Zofia nie Roman Wolniak by³ł instruktorem nauki p³ływania.
by³ła alkoholiczk¹ą, lubi³ła jednak od czasu do czasu Spotykali siêę praktycznie codziennie, kiedy prowadzi³ła wypiæć coœś mocniejszego. Od kiedy Laura pojawi³ła siêę dzieciaki na basen. Znajomoœśæć rozkwit³ła doœśæć szybko.
na œświecie, nie mia³ła na to szans. Po roku, kiedy nie Byli szczêęœśliwym ma³ł¿żeñństwem. Mieli dwójkêę wspania-karmi³ła ju¿ż ma³łej piersi¹ą, trafi³ła siêę idealna okazja.
³łych dzieci. Córka Weronika w tym roku skoñńczy dzie-Rodzina i przyjaciele zgromadzili siêę w jednym miejscu, wiêętnaœście lat. Synek Eryk po wakacjach rozpoczyna na jednej imprezie. Kevin powiedzia³ł, ¿że spokojnie mo¿że naukêę w szkole. By³ła teraz szczêęœśliw¹ą kobiet¹ą. Nigdy sobie wypiæć kilka kieliszków. Nie mia³ł ochoty akurat dot¹ąd nie ¿ża³łowa³ła, ¿że ponownie wysz³ła za m¹ą¿ż. Kiedy dzisiaj piæć. Wypi³ł tylko jeden kieliszek za zdrowie córki, us³łysza³ła, ¿że Weronika wróci³ła ju¿ż ze szko³ły, schowa³ła któr¹ą kocha³ł bardzo mocno. By³ła jego ca³łym ¿życiem.
zdjêęcie na miejsce, do szafki, w której trzyma³ła ró¿żnego Niestety, jak siêę póŸźniej okaza³ło, tylko do czasu.
rodzaju dokumenty. Rzadko kiedy ktokolwiek tam zagl¹ą-Tego dnia by³ło s³łonecznie. Wszyscy zebrani siedzieli da³ł. Otar³ła szybko oczy i zesz³ła na dó³ł, nie daj¹ąc nicze-w ogrodzie przy wielkim drewnianym stole. Rozmawiali, go po sobie poznaæć. Nie wiedzia³ła, ¿że akurat tego dnia
œśmiali siêę i popijali kieliszek za kieliszkiem. Zofia jednak Weronika bêędzie szuka³ła swojego aktu urodzenia i na-przeholowa³ła. Wypi³ła o ten jeden kieliszek za du¿żo.
tknie siêę na zdjêęcie.
Dawno nie czu³ła siêę tak dobrze jak wtedy. Trochêę j¹ą ponios³ło, wyl¹ądowa³ła w ³łó¿żku z najlepszym przyjacielem Laura mieszka³ła w Austrii. By³ła zwyk³ł¹ą dziewczyn¹ą, Kevina. Zanim dosz³ło jednak do czegokolwiek, opamiêęta-która w maju koñńczy³ła dwadzieœścia dwa lata. By³ła ³ła siêę. Niestety, jej argumenty nie przekona³ły Kevina.
br¹ązowook¹ą brunetk¹ą œśredniego wzrostu. Mia³ła ch³łopa-Prosto w oczy powiedzia³ł jej, ¿że nie bêędzie zadawa³ł siêę ka, Paw³ła. By³ł Polakiem, ale mieszka³ł tymczasowo z ladacznic¹ą, która sypia z jego najlepszym przyjacielem, w Austrii. Pracowa³ł na budowie i wynajmowa³ł pokój.
i kaza³ł siêę Zofii wynosiæć. Zakaza³ł nawet widywaæć siêę Poznali siêę przypadkiem, na spacerze. Laura cieszy³ła z Laur¹ą. Stwierdzi³ł, ¿że tak bêędzie lepiej dla nich obojga.
siêę, bo przynajmniej mia³ła jedn¹ą kochan¹ą osobêę przy Wziêęli rozwód i ju¿ż nigdy mia³ła nie zobaczyæć Laury.
boku. Rzadko przychodzi³ł do niej do domu. Macocha
£Łza zakrêęci³ła jej siêę w oku. Istnienie córki by³ło jej nikogo nie wpuszcza³ła. Czêęœściej widywali siêę u niego, wielk¹ą tajemnic¹ą, której nie zdradzi³ła nikomu prócz w wynajmowanym pokoju. Mieszka³ła z ojcem, macoch¹ą 17
16
17
16
i m³łodszym bratem, Thomasem. Nie lubi³ła swojego siêę w coœś bardziej eleganckiego, nie wypada³ło iœśæć do domu, nie czu³ła siêę w nim dobrze. Kilka lat temu dowie-kawiarni w dresach. Wdzia³ła materia³łow¹ą, przewiewn¹ą dzia³ła siêę, ¿że Katherina nie jest jej matk¹ą. Ojciec nie sukienkêę w kwiatki i p³łaskie sanda³łki wi¹ązane rzemy-chcia³ł powiedzieæć, gdzie jest prawdziwa matka. Wspo-kiem. Na wierzch zarzuci³ła ¿żó³łty ¿żakiecik i mog³ła wy-mnia³ł tylko, ¿że ju¿ż nigdy jej nie zobaczy, poniewa¿ż ta chodziæć. Nikomu nie musia³ła mówiæć, ¿że wychodzi. I tak kobieta nie jest jej warta. Macocha traktowa³ła j¹ą jak nikogo to nie interesowa³ło. Wziêę³ła do torebki telefon Kopciuszka. Nikomu z jej znajomych nie wolno by³ło i klucze i ruszy³ła do restauracji. Nie mia³ła daleko. Ich wejœśæć do domu. Ka¿żd¹ą woln¹ą chwilêę stara³ła siêę spêędzaæć ulubiony lokal znajdowa³ł siêę tu¿ż za rogiem nastêępnej poza domem. Na wakacje jeŸździ³ła do ciotki i babci, do ulicy. Przytulna restauracyjka z mi³łym wnêętrzem usytu-Polski. W tym roku te¿ż tam mia³ła pojechaæć, na ca³ły owana na poboczu, przy parku. Kiedy wesz³ła do œśrod-miesi¹ąc, w sierpniu.
ka, ujrza³ła tylko puste stoliki ponakrywane czerwonymi Siedzia³ła w³łaœśnie przy stole w swoim pokoju, czytaj¹ąc obrusami, które pasowa³ły do bordowego koloru œścian.
jak¹ąœś ksi¹ą¿żkêę przy s³łabym œświetle lampki. By³ł wieczór,
ŒŚwiat³ło by³ło przyciemnione. Na stolikach pali³ły siêę godzina 18.00. Ktoœś po³ło¿ży³ł d³łonie na jej ramionach.
œświeczki. Paw³ła nigdzie nie by³ło widaæć. Zaczêę³ła siêę Odwróci³ła siêę powoli. Zobaczy³ła Paw³ła, który sta³ł
rozgl¹ądaæć. Mo¿że siedzia³ł gdzieœś w k¹ącie? Nigdzie go z bukietem kwiatów w rêękach.
jednak nie widzia³ła. Podszed³ł do niej kelner:
- Jak siêę tu dosta³łeœś? – spyta³ła zdziwiona. – Przecie¿ż
- Panna Schönster? - zapyta³ł.
ojciec nikogo nie wpuszcza.
- Tak.
- Mam swoje sposoby – odpowiedzia³ł z szelmowskim
- Proszêę do stolika. Pawe³ł za chwilêę przyjdzie – po-uœśmiechem na twarzy. – Ojca i Katheriny chwilowo nie wiedzia³ł i wskaza³ł jej stolik.
ma w domu. Thomas mnie wpuœści³ł.
Dziwne. Mówi³ł, ¿że bêędzie tutaj czeka³ł, a to ona musi No tak, nigdy nie interesowa³ła siêę sprawami ojca, tak czekaæć na niego. Nie spiesz¹ąc siêę, usiad³ła i zaraz samo jak on jej. Nie interesowa³ła siêę tym, co siêę dzieje w drzwiach ujrza³ła swojego ch³łopaka. Niós³ł ze sob¹ą ten w domu. Liczy³ła tylko na to, ¿że nie bêędzie kolejnej sam bukiet, który ju¿ż widzia³ła. Uœśmiechnêę³ła siêę do awantury. Te zdarza³ły siêę czêęsto, szczególnie kiedy niego z daleka. Odwzajemni³ł uœśmiech i zaraz siedzia³ł
Katherina skar¿ży³ła na ni¹ą ojcu.
naprzeciw niej. Poprosi³ł kelnera o wazon na kwiaty.
- Przebierz siêę i chodŸź. Mam coœś dla ciebie. Zaczekam Z³łapa³ł j¹ą za rêękêę.
w restauracji, wiesz, tej naszej ulubionej.
- Wiesz, ¿że bardzo ciêę kocham, prawda? Dlatego Nie zd¹ą¿ży³ła mu nawet odpowiedzieæć, bo Pawe³ł by³ł
zarezerwowa³łem dzisiaj dla nas stolik – mówi³ł, a dziew-ju¿ż na korytarzu. Zdawa³ł sobie sprawêę, ¿że nie powinno czyna s³łucha³ła w milczeniu. – Nasze mieszkanie go tutaj byæć. Nie mia³ła pojêęcia, jak powinna siêę ubraæć.
w Goszczanowie jest ju¿ż prawie gotowe. We wrzeœśniu Nie wiedzia³ła, jak¹ą Pawe³ł ma niespodziankêę. Przebra³ła bêędziemy mogli siêę przeprowadziæć. Aby dope³łniæć for-19
18
19
18
i m³łodszym bratem, Thomasem. Nie lubi³ła swojego siêę w coœś bardziej eleganckiego, nie wypada³ło iœśæć do domu, nie czu³ła siêę w nim dobrze. Kilka lat temu dowie-kawiarni w dresach. Wdzia³ła materia³łow¹ą, przewiewn¹ą dzia³ła siêę, ¿że Katherina nie jest jej matk¹ą. Ojciec nie sukienkêę w kwiatki i p³łaskie sanda³łki wi¹ązane rzemy-chcia³ł powiedzieæć, gdzie jest prawdziwa matka. Wspo-kiem. Na wierzch zarzuci³ła ¿żó³łty ¿żakiecik i mog³ła wy-mnia³ł tylko, ¿że ju¿ż nigdy jej nie zobaczy, poniewa¿ż ta chodziæć. Nikomu nie musia³ła mówiæć, ¿że wychodzi. I tak kobieta nie jest jej warta. Macocha traktowa³ła j¹ą jak nikogo to nie interesowa³ło. Wziêę³ła do torebki telefon Kopciuszka. Nikomu z jej znajomych nie wolno by³ło i klucze i ruszy³ła do restauracji. Nie mia³ła daleko. Ich wejœśæć do domu. Ka¿żd¹ą woln¹ą chwilêę stara³ła siêę spêędzaæć ulubiony lokal znajdowa³ł siêę tu¿ż za rogiem nastêępnej poza domem. Na wakacje jeŸździ³ła do ciotki i babci, do ulicy. Przytulna restauracyjka z mi³łym wnêętrzem usytu-Polski. W tym roku te¿ż tam mia³ła pojechaæć, na ca³ły owana na poboczu, przy parku. Kiedy wesz³ła do œśrod-miesi¹ąc, w sierpniu.
ka, ujrza³ła tylko puste stoliki ponakrywane czerwonymi Siedzia³ła w³łaœśnie przy stole w swoim pokoju, czytaj¹ąc obrusami, które pasowa³ły do bordowego koloru œścian.
jak¹ąœś ksi¹ą¿żkêę przy s³łabym œświetle lampki. By³ł wieczór,
ŒŚwiat³ło by³ło przyciemnione. Na stolikach pali³ły siêę godzina 18.00. Ktoœś po³ło¿ży³ł d³łonie na jej ramionach.
œświeczki. Paw³ła nigdzie nie by³ło widaæć. Zaczêę³ła siêę Odwróci³ła siêę powoli. Zobaczy³ła Paw³ła, który sta³ł
rozgl¹ądaæć. Mo¿że siedzia³ł gdzieœś w k¹ącie? Nigdzie go z bukietem kwiatów w rêękach.
jednak nie widzia³ła. Podszed³ł do niej kelner:
- Jak siêę tu dosta³łeœś? – spyta³ła zdziwiona. – Przecie¿ż
- Panna Schönster? - zapyta³ł.
ojciec nikogo nie wpuszcza.
- Tak.
- Mam swoje sposoby – odpowiedzia³ł z szelmowskim
- Proszêę do stolika. Pawe³ł za chwilêę przyjdzie – po-uœśmiechem na twarzy. – Ojca i Katheriny chwilowo nie wiedzia³ł i wskaza³ł jej stolik.
ma w domu. Thomas mnie wpuœści³ł.
Dziwne. Mówi³ł, ¿że bêędzie tutaj czeka³ł, a to ona musi No tak, nigdy nie interesowa³ła siêę sprawami ojca, tak czekaæć na niego. Nie spiesz¹ąc siêę, usiad³ła i zaraz samo jak on jej. Nie interesowa³ła siêę tym, co siêę dzieje w drzwiach ujrza³ła swojego ch³łopaka. Niós³ł ze sob¹ą ten w domu. Liczy³ła tylko na to, ¿że nie bêędzie kolejnej sam bukiet, który ju¿ż widzia³ła. Uœśmiechnêę³ła siêę do awantury. Te zdarza³ły siêę czêęsto, szczególnie kiedy niego z daleka. Odwzajemni³ł uœśmiech i zaraz siedzia³ł
Katherina skar¿ży³ła na ni¹ą ojcu.
naprzeciw niej. Poprosi³ł kelnera o wazon na kwiaty.
- Przebierz siêę i chodŸź. Mam coœś dla ciebie. Zaczekam Z³łapa³ł j¹ą za rêękêę.
w restauracji, wiesz, tej naszej ulubionej.
- Wiesz, ¿że bardzo ciêę kocham, prawda? Dlatego Nie zd¹ą¿ży³ła mu nawet odpowiedzieæć, bo Pawe³ł by³ł
zarezerwowa³łem dzisiaj dla nas stolik – mówi³ł, a dziew-ju¿ż na korytarzu. Zdawa³ł sobie sprawêę, ¿że nie powinno czyna s³łucha³ła w milczeniu. – Nasze mieszkanie go tutaj byæć. Nie mia³ła pojêęcia, jak powinna siêę ubraæć.
w Goszczanowie jest ju¿ż prawie gotowe. We wrzeœśniu Nie wiedzia³ła, jak¹ą Pawe³ł ma niespodziankêę. Przebra³ła bêędziemy mogli siêę przeprowadziæć. Aby dope³łniæć for-19
18
19
18
malnoœści, chcia³łbym spytaæć, czy zostaniesz moj¹ą ¿żon¹ą? –
ch³łopaka. Czeka³ła na tego jedynego, który, jak wierzy³ła, Mówi¹ąc to, wyj¹ą³ł z kieszeni pierœścionek zarêęczynowy, znajdzie j¹ą w odpowiednim momencie, który naprawdêę otworzy³ł pude³łko i pokaza³ł zaskoczonej dziewczynie.
j¹ą pokocha i zostanie z ni¹ą do koñńca ¿życia. Wierzy³ła, ¿że
- Oczywiœście – odpowiedzia³ła bez zastanowienia, potrafi kogoœś pokochaæć. Nie chcia³ła zostaæć sama. Pra-chocia¿ż by³ła zdziwiona. Mia³ła nadziejêę, ¿że kiedyœś do gnêę³ła znaleŸźæć tak¹ą wielk¹ą mi³łoœśæć na ca³łe ¿życie. Nie tego dojdzie, ale nie spodziewa³ła siêę oœświadczyn w³ła-chcia³ła mieæć wielu ch³łopaków, jeden by³łby najlepszy.
œśnie dzisiejszego wieczoru.
W g³łêębi duszy kocha³ła Marka, o rok od niej starszego Zadowolony ch³łopak za³ło¿ży³ł jej na palec pierœścionek przystojnego blondyna z niebieskimi oczami. Nie wie-i poca³łowa³ł j¹ą delikatnie.
dzia³ła jednak, czy jest to mi³łoœśæć, czy tylko uczucie, Ustalili, ¿że œślub wezm¹ą w sierpniu i zamieszkaj¹ą jakim darzy siêę przyjaciela. Wiedzia³ła, ¿że mo¿że powie-w Polsce.
rzyæć mu nawet najskrytsze sekrety. Nigdy jeszcze jej nie Laura by³ła w trzecim tygodniu ci¹ą¿ży. Nastêępnego zawiód³ł. By³ł przy niej zawsze, kiedy tego potrzebowa³ła.
dnia mia³ła siêę o tym dowiedzieæć oficjalnie, odbieraj¹ąc Przegl¹ądaj¹ąc dokumenty w poszukiwaniu aktu uro-badania od lekarza. Pawe³ł jeszcze nic nie wiedzia³ł.
dzenia, przypadkowo znalaz³ła jakieœś zdjêęcie. Nigdy Cieszy³ła siêę, ¿że bêędzie mia³ła pociechêę. Bêędzie mia³ła wczeœśniej go nie widzia³ła, dlatego przyjrza³ła siêę bli¿żej.
kogo przytuliæć i ko³łysaæć do snu. Teraz, kiedy ju¿ż wie-By³ła na nim jej matka z nieznanym mêę¿żczyzn¹ą i malut-dzia³ła, ¿że z tym w³łaœśnie mêę¿żczyzn¹ą wi¹ą¿że swoj¹ą przy-kim dzieckiem. Pomyœśla³ła, ¿że to ona z rodzicielk¹ą i ja-sz³łoœśæć, mog³ła mu o tym powiedzieæć. Musia³ła siêę jednak kimœś nieznanym mêę¿żczyzn¹ą. Przygl¹ądaj¹ąc siêę jednak do tego przygotowaæć i odebraæć od lekarza wyniki, które dok³ładniej, dostrzeg³ła datêę w rogu zdjêęcia: 23 V 1990 -
ostatecznie potwierdz¹ą, ¿że zostanie mamusi¹ą. Wtedy bez wiêęc to nie mog³ła byæć ona. Jej nie by³ło jeszcze na œświe-zastanowienia pójdzie do Paw³ła i powie mu, ¿że zostanie cie. Postanowi³ła schowaæć zdjêęcie, a w najbli¿ższym czasie tatusiem. Teraz jednak cieszy³ła siêę, ¿że nale¿ży ju¿ż teraz pokazaæć je w³łaœścicielce i spytaæć, kim s¹ą osoby ze zdjêę-tylko do niego. ŒŚlub to tylko formalnoœśæć.
cia. Szybko skoñńczy³ła porz¹ądkowanie, znalaz³ła potrzeb-ny dokument i pobieg³ła do kuchni, gdzie powinna byæć By³ł pi¹ątek, wczesne popo³łudnie. Weronika siedzia³ła pani Zofia. Zasta³ła tam jednak ojca z Erykiem.
w³łaœśnie w swoim pokoju. Prze¿ży³ła ju¿ż osiemnaœście lat.
- Tato, gdzie jest mama? – zapyta³ła.
By³ła ³ładna, wiele dziewczyn jej zazdroœści³ło. By³ła trochêę
- Zadzwonili z ksiêęgowoœści, ¿że jakaœś kole¿żanka le¿ży inna od wszystkich. Kocha³ła tañńczyæć i czytaæć ksi¹ą¿żki.
w szpitalu i mama musi j¹ą zast¹ąpiæć – odpowiedzia³ł ojciec.
Nie mia³ła kompleksów, choæć by³ła bardzo cicha i za-
- To ja idêę na spacer – powiedzia³ła bez entuzjazmu mkniêęta w sobie. Czêęsto nie mia³ła odwagi powiedzieæć i wysz³ła. – Aha, znalaz³łam mój akt urodzenia.
czegoœś wprost. Niektóre rzeczy trzyma³ła w g³łêębi duszy, Potrzebowa³ła byæć teraz sama. Zaniepokoi³ła j¹ą znale-w tajemnicy przed wszystkimi. Nie szuka³ła na si³łêę ziona fotografia. Dziwne, ¿że by³ła tam matka w objêęciach 21
20
21
20
malnoœści, chcia³łbym spytaæć, czy zostaniesz moj¹ą ¿żon¹ą? –
ch³łopaka. Czeka³ła na tego jedynego, który, jak wierzy³ła, Mówi¹ąc to, wyj¹ą³ł z kieszeni pierœścionek zarêęczynowy, znajdzie j¹ą w odpowiednim momencie, który naprawdêę otworzy³ł pude³łko i pokaza³ł zaskoczonej dziewczynie.
j¹ą pokocha i zostanie z ni¹ą do koñńca ¿życia. Wierzy³ła, ¿że
- Oczywiœście – odpowiedzia³ła bez zastanowienia, potrafi kogoœś pokochaæć. Nie chcia³ła zostaæć sama. Pra-chocia¿ż by³ła zdziwiona. Mia³ła nadziejêę, ¿że kiedyœś do gnêę³ła znaleŸźæć tak¹ą wielk¹ą mi³łoœśæć na ca³łe ¿życie. Nie tego dojdzie, ale nie spodziewa³ła siêę oœświadczyn w³ła-chcia³ła mieæć wielu ch³łopaków, jeden by³łby najlepszy.
œśnie dzisiejszego wieczoru.
W g³łêębi duszy kocha³ła Marka, o rok od niej starszego Zadowolony ch³łopak za³ło¿ży³ł jej na palec pierœścionek przystojnego blondyna z niebieskimi oczami. Nie wie-i poca³łowa³ł j¹ą delikatnie.
dzia³ła jednak, czy jest to mi³łoœśæć, czy tylko uczucie, Ustalili, ¿że œślub wezm¹ą w sierpniu i zamieszkaj¹ą jakim darzy siêę przyjaciela. Wiedzia³ła, ¿że mo¿że powie-w Polsce.
rzyæć mu nawet najskrytsze sekrety. Nigdy jeszcze jej nie Laura by³ła w trzecim tygodniu ci¹ą¿ży. Nastêępnego zawiód³ł. By³ł przy niej zawsze, kiedy tego potrzebowa³ła.
dnia mia³ła siêę o tym dowiedzieæć oficjalnie, odbieraj¹ąc Przegl¹ądaj¹ąc dokumenty w poszukiwaniu aktu uro-badania od lekarza. Pawe³ł jeszcze nic nie wiedzia³ł.
dzenia, przypadkowo znalaz³ła jakieœś zdjêęcie. Nigdy Cieszy³ła siêę, ¿że bêędzie mia³ła pociechêę. Bêędzie mia³ła wczeœśniej go nie widzia³ła, dlatego przyjrza³ła siêę bli¿żej.
kogo przytuliæć i ko³łysaæć do snu. Teraz, kiedy ju¿ż wie-By³ła na nim jej matka z nieznanym mêę¿żczyzn¹ą i malut-dzia³ła, ¿że z tym w³łaœśnie mêę¿żczyzn¹ą wi¹ą¿że swoj¹ą przy-kim dzieckiem. Pomyœśla³ła, ¿że to ona z rodzicielk¹ą i ja-sz³łoœśæć, mog³ła mu o tym powiedzieæć. Musia³ła siêę jednak kimœś nieznanym mêę¿żczyzn¹ą. Przygl¹ądaj¹ąc siêę jednak do tego przygotowaæć i odebraæć od lekarza wyniki, które dok³ładniej, dostrzeg³ła datêę w rogu zdjêęcia: 23 V 1990 -
ostatecznie potwierdz¹ą, ¿że zostanie mamusi¹ą. Wtedy bez wiêęc to nie mog³ła byæć ona. Jej nie by³ło jeszcze na œświe-zastanowienia pójdzie do Paw³ła i powie mu, ¿że zostanie cie. Postanowi³ła schowaæć zdjêęcie, a w najbli¿ższym czasie tatusiem. Teraz jednak cieszy³ła siêę, ¿że nale¿ży ju¿ż teraz pokazaæć je w³łaœścicielce i spytaæć, kim s¹ą osoby ze zdjêę-tylko do niego. ŒŚlub to tylko formalnoœśæć.
cia. Szybko skoñńczy³ła porz¹ądkowanie, znalaz³ła potrzeb-ny dokument i pobieg³ła do kuchni, gdzie powinna byæć By³ł pi¹ątek, wczesne popo³łudnie. Weronika siedzia³ła pani Zofia. Zasta³ła tam jednak ojca z Erykiem.
w³łaœśnie w swoim pokoju. Prze¿ży³ła ju¿ż osiemnaœście lat.
- Tato, gdzie jest mama? – zapyta³ła.
By³ła ³ładna, wiele dziewczyn jej zazdroœści³ło. By³ła trochêę
- Zadzwonili z ksiêęgowoœści, ¿że jakaœś kole¿żanka le¿ży inna od wszystkich. Kocha³ła tañńczyæć i czytaæć ksi¹ą¿żki.
w szpitalu i mama musi j¹ą zast¹ąpiæć – odpowiedzia³ł ojciec.
Nie mia³ła kompleksów, choæć by³ła bardzo cicha i za-
- To ja idêę na spacer – powiedzia³ła bez entuzjazmu mkniêęta w sobie. Czêęsto nie mia³ła odwagi powiedzieæć i wysz³ła. – Aha, znalaz³łam mój akt urodzenia.
czegoœś wprost. Niektóre rzeczy trzyma³ła w g³łêębi duszy, Potrzebowa³ła byæć teraz sama. Zaniepokoi³ła j¹ą znale-w tajemnicy przed wszystkimi. Nie szuka³ła na si³łêę ziona fotografia. Dziwne, ¿że by³ła tam matka w objêęciach 21
20
21
20
jakiegoœś mêę¿żczyzny, trzymaj¹ąca malutkie dziecko. To nie go zostawi³ła to pomiêędzy dokumentami? Przecie¿ż prêę-mog³ła byæć ona, przecie¿ż urodzi³ła siêę dwa lata póŸźniej.
dzej czy póŸźniej ktoœś by je znalaz³ł. – Mocniej wtuli³ła siêę Ruszy³ła w kierunku parku i siedz¹ąc samotnie na ³ławce, w Marka.
wpatrywa³ła siêę w fotografiêę. Pomyœśla³ła, ¿że potrzebuje
- Powinnaœś z ni¹ą porozmawiaæć. Na pewno wszystko ci teraz Marka. W pewnym momencie zadzwoni³ł telefon: wyt³łumaczy – próbowa³ł j¹ą pocieszyæć. - ChodŸź, pójdêę
- Halo?
z tob¹ą. Porozmawiasz z ni¹ą.
- Czeœśæć – us³łysza³ła weso³ły g³łos Marka. Ucieszy³ła siêę.
Ruszyli w kierunku ulicy Źródlanej.
– Co tam s³łychaæć?
- Poczekaj – zatrzyma³ła ch³łopaka. – Pójdêę sama.
PrzyjaŸźnili siêę od niedawna. Po tonie g³łosu dziewczy-
- Ale...
ny pozna³ł jednak, ¿że coœś siêę sta³ło.
- Odezwêę siêę póŸźniej. – Pomacha³ła mu i zniknêę³ła za
- W³łaœśnie o tobie pomyœśla³łam. Móg³łbyœś przyjœśæć do drzwiami. Lepiej bêędzie, jeœśli sama o to zapyta matkêę.
parku?
Musi poznaæć prawdêę.
- Dobrze, zaraz bêędêę.
- Weronika, zapraszam na obiad – us³łysza³ła, gdy Po piêętnastominutowym wyczekiwaniu mia³ła wracaæć zamknêę³ły siêę za ni¹ą drzwi.
do domu, kiedy Marek w koñńcu nadbieg³ł.
- Nie jestem g³łodna - wsadzi³ła g³łowêę do kuchni - ale
- Hej, wybacz, ¿że tak d³ługo, ale musia³łem odprowa-chcia³łabym z tob¹ą porozmawiaæć.
dziæć siostrêę do s¹ąsiadów – t³łumaczy³ł. – Wiesz, jak jest Pani Zofia, przyzwyczajona do kaprysów córki z m³łodszym rodzeñńst...
w m³łodzieñńczym wieku, nic nie powiedzia³ła na temat
- Nic nie mów. – Po³ło¿ży³ła mu palec na ustach. – Do-obiadu, ale zainteresowa³ła siêę druga czêęœści¹ą wypowie-brze, ¿że przyszed³łeœś.
dzi córki.
- Coœś siêę sta³ło? – przestraszy³ł siêę.
- Porozmawiaæć? – Zaskoczy³ł j¹ą ton g³łosu Weroniki.
- Nic wielkiego. – Pokaza³ła mu zdjêęcie. – Znalaz³łam to Domyœśli³ła siêę, ¿że to coœś powa¿żnego. – O czym? Masz dzisiaj w moich dokumentach.
jakiœś problem?
- To tylko zdjêęcie – zacz¹ą³ł niepewnie ch³łopak. – Tylko
- Nie, ja nie, ale myœślêę, ¿że ty masz – powiedzia³ła zdjêęcie.
trochêę z³łoœśliwie. – ChodŸź, coœś ci poka¿żêę.
- Tak. Tylko zdjêęcie. – Posmutnia³ła. – Przyjrzyj siêę Zaprowadzi³ła pani¹ą Zofiêę do swojego pokoju i powoli dok³ładnie i spójrz na datêę.
poda³ła jej zdjêęcie:
- 23 maja 1990. Ciebie jeszcze wtedy nie by³ło?
- Znalaz³łam je dzisiaj w moich dokumentach –
- No w³łaœśnie. Mnie nie by³ło, a tu jest moja matka t³łumaczy³ła.
z jakimœś facetem. - Odwróci³ła zdjêęcie i przeczyta³ła: –
Pani Zofia ogl¹ąda³ła przez chwilêę w milczeniu. Myœśla-Kevin, Zofia und Laura Schönster. Z tego wynika, ¿że ³ła, ¿że jej tajemnicêę uda siêę ukryæć. Chcia³ła zapomnieæć matka coœś ukrywa. – Marek j¹ą przytuli³ł. – Tylko dlacze-o tamtym incydencie. Weronika by³ła ju¿ż prawie doro-23
22
23
22
jakiegoœś mêę¿żczyzny, trzymaj¹ąca malutkie dziecko. To nie go zostawi³ła to pomiêędzy dokumentami? Przecie¿ż prêę-mog³ła byæć ona, przecie¿ż urodzi³ła siêę dwa lata póŸźniej.
dzej czy póŸźniej ktoœś by je znalaz³ł. – Mocniej wtuli³ła siêę Ruszy³ła w kierunku parku i siedz¹ąc samotnie na ³ławce, w Marka.
wpatrywa³ła siêę w fotografiêę. Pomyœśla³ła, ¿że potrzebuje
- Powinnaœś z ni¹ą porozmawiaæć. Na pewno wszystko ci teraz Marka. W pewnym momencie zadzwoni³ł telefon: wyt³łumaczy – próbowa³ł j¹ą pocieszyæć. - ChodŸź, pójdêę
- Halo?
z tob¹ą. Porozmawiasz z ni¹ą.
- Czeœśæć – us³łysza³ła weso³ły g³łos Marka. Ucieszy³ła siêę.
Ruszyli w kierunku ulicy Źródlanej.
– Co tam s³łychaæć?
- Poczekaj – zatrzyma³ła ch³łopaka. – Pójdêę sama.
PrzyjaŸźnili siêę od niedawna. Po tonie g³łosu dziewczy-
- Ale...
ny pozna³ł jednak, ¿że coœś siêę sta³ło.
- Odezwêę siêę póŸźniej. – Pomacha³ła mu i zniknêę³ła za
- W³łaœśnie o tobie pomyœśla³łam. Móg³łbyœś przyjœśæć do drzwiami. Lepiej bêędzie, jeœśli sama o to zapyta matkêę.
parku?
Musi poznaæć prawdêę.
- Dobrze, zaraz bêędêę.
- Weronika, zapraszam na obiad – us³łysza³ła, gdy Po piêętnastominutowym wyczekiwaniu mia³ła wracaæć zamknêę³ły siêę za ni¹ą drzwi.
do domu, kiedy Marek w koñńcu nadbieg³ł.
- Nie jestem g³łodna - wsadzi³ła g³łowêę do kuchni - ale
- Hej, wybacz, ¿że tak d³ługo, ale musia³łem odprowa-chcia³łabym z tob¹ą porozmawiaæć.
dziæć siostrêę do s¹ąsiadów – t³łumaczy³ł. – Wiesz, jak jest Pani Zofia, przyzwyczajona do kaprysów córki z m³łodszym rodzeñńst...
w m³łodzieñńczym wieku, nic nie powiedzia³ła na temat
- Nic nie mów. – Po³ło¿ży³ła mu palec na ustach. – Do-obiadu, ale zainteresowa³ła siêę druga czêęœści¹ą wypowie-brze, ¿że przyszed³łeœś.
dzi córki.
- Coœś siêę sta³ło? – przestraszy³ł siêę.
- Porozmawiaæć? – Zaskoczy³ł j¹ą ton g³łosu Weroniki.
- Nic wielkiego. – Pokaza³ła mu zdjêęcie. – Znalaz³łam to Domyœśli³ła siêę, ¿że to coœś powa¿żnego. – O czym? Masz dzisiaj w moich dokumentach.
jakiœś problem?
- To tylko zdjêęcie – zacz¹ą³ł niepewnie ch³łopak. – Tylko
- Nie, ja nie, ale myœślêę, ¿że ty masz – powiedzia³ła zdjêęcie.
trochêę z³łoœśliwie. – ChodŸź, coœś ci poka¿żêę.
- Tak. Tylko zdjêęcie. – Posmutnia³ła. – Przyjrzyj siêę Zaprowadzi³ła pani¹ą Zofiêę do swojego pokoju i powoli dok³ładnie i spójrz na datêę.
poda³ła jej zdjêęcie:
- 23 maja 1990. Ciebie jeszcze wtedy nie by³ło?
- Znalaz³łam je dzisiaj w moich dokumentach –
- No w³łaœśnie. Mnie nie by³ło, a tu jest moja matka t³łumaczy³ła.
z jakimœś facetem. - Odwróci³ła zdjêęcie i przeczyta³ła: –
Pani Zofia ogl¹ąda³ła przez chwilêę w milczeniu. Myœśla-Kevin, Zofia und Laura Schönster. Z tego wynika, ¿że ³ła, ¿że jej tajemnicêę uda siêę ukryæć. Chcia³ła zapomnieæć matka coœś ukrywa. – Marek j¹ą przytuli³ł. – Tylko dlacze-o tamtym incydencie. Weronika by³ła ju¿ż prawie doro-23
22
23
22
s³ła. Najwy¿ższy czas, ¿żeby pozna³ła prawdêę. Powinna nem. Matka od pocz¹ątku uwa¿ża³ła, ¿że Ÿźle postêępujêę.
powiedzieæć jej sama, ale nie by³ła na to w pe³łni gotowa.
Mówi³ła, ¿żebym siêę nie anga¿żowa³ła. By³łam taka zaœśle-Postanowi³ła, ¿że nie powie córce ca³łej prawdy. Weroni-piona. Owin¹ą³ł mnie sobie wokó³ł palca. A potem zosta-ka nie musia³ła wiedzieæć wszystkiego. W koñńcu podjêę³ła: wi³ł. Wróci³łam do matki, ale nie pozwoli³ł mi zabraæć
- By³ł taki przystojny – odezwa³ła siêę, przypominaj¹ąc córki. Kontakty miêędzy nami siêę urwa³ły.
sobie wszystko. – Myœśla³łam, ¿że to ma przysz³łoœśæć. Pomy-Tak jak postanowi³ła, powiedzia³ła Weronice tylko li³łam siêę. – Posmutnia³ła. – Ale by³łam naiwna.
czêęœśæć prawdy, zmieniaj¹ąc trochêę fakty, aby jej zbytnio
- Zaraz. Mamo, co ty chcesz przez to powiedzieæć?
nie obwinia³ły. Wsta³ła i chcia³ła wyjœśæć.
- To jest twoja siostra Laura i jej ojciec. – Pokazywa³ła
- Poczekaj – zatrzyma³ła j¹ą córka – gdzie dok³ładnie córce postacie na zdjêęciu. – Laura skoñńczy³ła wtedy mieszkaliœście na tej Kamiennej? Pójdêę tam, mo¿że ktoœś roczek. Moja malutka... Chcia³łam to ukryæć i wsadzi³łam z s¹ąsiadów coœś wie.
do szafki, myœśla³łam, ¿że nikt tego nie znajdzie. Nawet
- Kamienna 51/4 – odpowiedzia³ła mama i wysz³ła.
twój ojciec o niczym nie wie.
Weronika by³ła trochêę z³ła. Dlaczego nikt jej nie po-Pomimo szoku, w jakim siêę w³łaœśnie znalaz³ła, Weroni-wiedzia³ł? Dlaczego musia³ła dowiedzieæć siêę o tym w taki ka przytuli³ła siêę do rodzicielki. To znaczy, ¿że jedno z jej sposób? Przecie¿ż ka¿żdy mo¿że pope³łniæć b³ł¹ąd. To nikogo marzeñń siêę spe³łni³ło. Ma starsz¹ą siostrêę. Tylko problem nie przekreœśla. £Łatwiej by³łoby, gdyby matka powiedzia-w tym, ¿że nie ma pojêęcia, gdzie ona teraz jest. I czy ³ła jej to sama z siebie. Poczu³ła siêę ok³łamana. Wykrêęci³ła kiedykolwiek bêędzie mia³ła okazjêę j¹ą zobaczyæć: numer do Marka.
- Zawsze chcia³łam mieæć starsz¹ą siostrêę – powiedzia³ła.
- Wszystko siêę wyjaœśni³ło. Mam starsz¹ą siostrêę, która
- No i masz, ale niestety nigdy jej nie zobaczysz. Zo-mieszka z ojcem. Postanowi³łam j¹ą odnaleŸźæć – powiedzia-sta³ła z ojcem. Nie mam pojêęcia, gdzie mieszkaj¹ą.
³ła, gdy tylko podniós³ł s³łuchawkêę. - Mam nadziejêę, ¿że mi
- Nie martw siêę, zrobiêę wszystko, ¿żeby j¹ą odnaleŸźæć pomo¿żesz. Spotkajmy siêę jutro rano. Wszystko ci opo-i bêędziesz mia³ła dwie córeczki. – Werce poprawi³ł siêę wiem.
humor.
- Obawiam siêę, ¿że jednak nie bêędzie tak ³łatwo. Myœślêę, Laura siedzia³ła na tapczanie. Jak zwykle nie mia³ła
¿że wyjechali z Polski. Kevin mia³ł rodzinêę w Austrii.
ochoty przebywaæć w tym domu. Najchêętniej jak najszyb-
- A wczeœśniej? Gdzie mieszkaliœście wczeœśniej?
ciej by siêę st¹ąd wyprowadzi³ła. Do jej dwudziestych
- Wtedy przyjecha³ł za mn¹ą do Polski. Pozna³łam go na drugich urodzin zosta³ło parêę dni. W³łaœśnie odebra³ła wycieczce. Mieszkaliœśmy najpierw z twoj¹ą babci¹ą, ale wyniki badañń, które wszystko potwierdzi³ły. Za kilka nie podoba³ł jej siêę Kevin, czêęsto siêę k³łócili. Musieliœśmy miesiêęcy zostanie matk¹ą. Jej wspania³ły domek, w któ-siêę wyprowadziæć. ZnaleŸźliœśmy sobie mieszkanie w bloku rym ju¿ż nied³ługo ma zamieszkaæć z Paw³łem i swoim na Kamiennej. Urodzi³łam Laurêę i pok³łóci³łam siêę z Kevi-maleñńkim dzidziusiem, ju¿ż prawie gotowy. Na wakacje 25
24
25
24
s³ła. Najwy¿ższy czas, ¿żeby pozna³ła prawdêę. Powinna nem. Matka od pocz¹ątku uwa¿ża³ła, ¿że Ÿźle postêępujêę.
powiedzieæć jej sama, ale nie by³ła na to w pe³łni gotowa.
Mówi³ła, ¿żebym siêę nie anga¿żowa³ła. By³łam taka zaœśle-Postanowi³ła, ¿że nie powie córce ca³łej prawdy. Weroni-piona. Owin¹ą³ł mnie sobie wokó³ł palca. A potem zosta-ka nie musia³ła wiedzieæć wszystkiego. W koñńcu podjêę³ła: wi³ł. Wróci³łam do matki, ale nie pozwoli³ł mi zabraæć
- By³ł taki przystojny – odezwa³ła siêę, przypominaj¹ąc córki. Kontakty miêędzy nami siêę urwa³ły.
sobie wszystko. – Myœśla³łam, ¿że to ma przysz³łoœśæć. Pomy-Tak jak postanowi³ła, powiedzia³ła Weronice tylko li³łam siêę. – Posmutnia³ła. – Ale by³łam naiwna.
czêęœśæć prawdy, zmieniaj¹ąc trochêę fakty, aby jej zbytnio
- Zaraz. Mamo, co ty chcesz przez to powiedzieæć?
nie obwinia³ły. Wsta³ła i chcia³ła wyjœśæć.
- To jest twoja siostra Laura i jej ojciec. – Pokazywa³ła
- Poczekaj – zatrzyma³ła j¹ą córka – gdzie dok³ładnie córce postacie na zdjêęciu. – Laura skoñńczy³ła wtedy mieszkaliœście na tej Kamiennej? Pójdêę tam, mo¿że ktoœś roczek. Moja malutka... Chcia³łam to ukryæć i wsadzi³łam z s¹ąsiadów coœś wie.
do szafki, myœśla³łam, ¿że nikt tego nie znajdzie. Nawet
- Kamienna 51/4 – odpowiedzia³ła mama i wysz³ła.
twój ojciec o niczym nie wie.
Weronika by³ła trochêę z³ła. Dlaczego nikt jej nie po-Pomimo szoku, w jakim siêę w³łaœśnie znalaz³ła, Weroni-wiedzia³ł? Dlaczego musia³ła dowiedzieæć siêę o tym w taki ka przytuli³ła siêę do rodzicielki. To znaczy, ¿że jedno z jej sposób? Przecie¿ż ka¿żdy mo¿że pope³łniæć b³ł¹ąd. To nikogo marzeñń siêę spe³łni³ło. Ma starsz¹ą siostrêę. Tylko problem nie przekreœśla. £Łatwiej by³łoby, gdyby matka powiedzia-w tym, ¿że nie ma pojêęcia, gdzie ona teraz jest. I czy ³ła jej to sama z siebie. Poczu³ła siêę ok³łamana. Wykrêęci³ła kiedykolwiek bêędzie mia³ła okazjêę j¹ą zobaczyæć: numer do Marka.
- Zawsze chcia³łam mieæć starsz¹ą siostrêę – powiedzia³ła.
- Wszystko siêę wyjaœśni³ło. Mam starsz¹ą siostrêę, która
- No i masz, ale niestety nigdy jej nie zobaczysz. Zo-mieszka z ojcem. Postanowi³łam j¹ą odnaleŸźæć – powiedzia-sta³ła z ojcem. Nie mam pojêęcia, gdzie mieszkaj¹ą.
³ła, gdy tylko podniós³ł s³łuchawkêę. - Mam nadziejêę, ¿że mi
- Nie martw siêę, zrobiêę wszystko, ¿żeby j¹ą odnaleŸźæć pomo¿żesz. Spotkajmy siêę jutro rano. Wszystko ci opo-i bêędziesz mia³ła dwie córeczki. – Werce poprawi³ł siêę wiem.
humor.
- Obawiam siêę, ¿że jednak nie bêędzie tak ³łatwo. Myœślêę, Laura siedzia³ła na tapczanie. Jak zwykle nie mia³ła
¿że wyjechali z Polski. Kevin mia³ł rodzinêę w Austrii.
ochoty przebywaæć w tym domu. Najchêętniej jak najszyb-
- A wczeœśniej? Gdzie mieszkaliœście wczeœśniej?
ciej by siêę st¹ąd wyprowadzi³ła. Do jej dwudziestych
- Wtedy przyjecha³ł za mn¹ą do Polski. Pozna³łam go na drugich urodzin zosta³ło parêę dni. W³łaœśnie odebra³ła wycieczce. Mieszkaliœśmy najpierw z twoj¹ą babci¹ą, ale wyniki badañń, które wszystko potwierdzi³ły. Za kilka nie podoba³ł jej siêę Kevin, czêęsto siêę k³łócili. Musieliœśmy miesiêęcy zostanie matk¹ą. Jej wspania³ły domek, w któ-siêę wyprowadziæć. ZnaleŸźliœśmy sobie mieszkanie w bloku rym ju¿ż nied³ługo ma zamieszkaæć z Paw³łem i swoim na Kamiennej. Urodzi³łam Laurêę i pok³łóci³łam siêę z Kevi-maleñńkim dzidziusiem, ju¿ż prawie gotowy. Na wakacje 25
24
25
24
jak zwykle ma jechaæć do ciotki. Czu³ła siêę tam lepiej ni¿ż
- Jak musisz, to jedŸź. Nie bêędêę ciêę zatrzymywa³ła –
we w³łasnym domu. Mog³ła odpocz¹ąæć od macochy i spêę-odezwa³ła siêę w koñńcu zrezygnowana. – Jakoœś sobie dziæć wiêęcej czasu z Paw³łem. By³ł ojcem jej dzidziusia, poradzêę.
a ona go kocha³ła. Macocha go nie lubi³ła. Zabrania³ła jej
- Pawe³ł – wo³łali z budowy – chodŸź, musisz nam spotykaæć siêę z nim w jej obecnoœści. Nawet nie powie-pomóc.
dzia³ła Katherinie, ¿że bêędzie mia³ła dziecko. Macocha
- Wybacz, ale muszêę ju¿ż iœśæć. S³łyszysz, ¿że mnie wo³łaj¹ą.
by³łaby wœściek³ła. Ojciec te¿ż jeszcze nic nie wiedzia³ł. Nie
– Wiedzia³ł, ¿że mog¹ą ju¿ż siêę nie zobaczyæć przed wyjaz-chcia³ła mu mówiæć. Ba³ła siêę, ¿że wszystko wygada tej dem. - Trzymaj siêę, bêędêę têęskni³ł. – Poca³łowa³ł j¹ą i po-jêędzy.
szed³ł.
Za godzinêę mia³ła spotkaæć siêę z Paw³łem. Wczeœśniej Laura wróci³ła do domu. Nie wiedzia³ła, co ma zrobiæć.
macocha strasznie jej pilnowa³ła. To w³łaœśnie dzisiaj Nie mog³ła czekaæć, a¿ż Pawe³ł wróci. Postanowi³ła pójœśæć postanowi³ła mu wszystko powiedzieæć. Ubra³ła siêę i po-do niego do domu rano i powiedzieæć mu o ci¹ą¿ży przed sz³ła. Umówili siêę w kawiarni, niedaleko pracy Paw³ła.
samym wyjazdem.
D³ługo szuka³ła odpowiedniego momentu. Pawe³ł wyczu³ł, Autobusów do Belgii nie by³ło wiele. Jeden odje¿żd¿ża³ł
¿że chce mu coœś powiedzieæć.
o 8.04. Musia³ła wstaæć o szóstej i po cichu wymkn¹ąæć siêę
- Kochanie, czy coœś siêę sta³ło? – zapyta³ł.
z domu. Niestety, ojciec wstawa³ł dzisiaj wczeœśniej do
- Nie – powiedzia³ła niepewnie. – A w³łaœściwie to tak...
pracy. Spotka³ła go, gdy wychodzi³ła.
Muszêę ci coœś powiedzieæć.
- Laura, a gdzie ty siêę wybierasz z samego rana? –
- Ja te¿ż zamierza³łem ci coœś powiedzieæć, to wa¿żne.
zainteresowa³ł siêę jak nigdy przedtem.
- Proszêę, mów – udzieli³ła mu g³łosu.
- Muszêę coœś wa¿żnego za³łatwiæć – powiedzia³ła. – Nie-
- A mo¿że st¹ąd wyjdziemy? Trochêę t³łoczno siêę zrobi³ło.
d³ługo wracam.
- Dobrze, chodŸźmy. – Z³łapali siêę za rêęce i wyszli na
- Ale, co ty masz do...
parn¹ą ulicêę. Poszli spacerkiem w kierunku placu budo-Nie s³łysza³ła ju¿ż, bo by³ła w ogrodzie i zmierza³ła wy. Domek, który budowa³ł jej ukochany, wygl¹ąda³ł ju¿ż w kierunku domu ukochanego. Na ulicach by³ło pusto.
³ładnie. Zosta³ły ostatnie wykoñńczenia: Od czasu do czasu przejecha³ł jakiœś samochód, zapali³ły
- Wiem, ¿że to mo¿że byæć dla ciebie trudne – zacz¹ą³ł – ale siêę pojedyncze œświat³ła w oknach. Dotar³ła na miejsce.
niestety muszêę jutro wyjechaæć do Belgii. Wujek zachoro-By³ło kilka minut przed siódm¹ą rano. Zapuka³ła. Drzwi wa³ł, ciocia pracuje i poprosi³ła mnie, ¿żebym pomóg³ł jej otworzy³ł jej zaspany mêę¿żczyzna, u którego Pawe³ł wy-zaj¹ąæć siêę wujkiem. Ale nie martw siêę, za tydzieñń wrócêę.
najmowa³ł pokój:
Laura posmutnia³ła. Co ona bêędzie robi³ła tutaj bez
- Przepraszam, ¿że tak rano pana budzêę, ale muszêę niego? By³ł jedyn¹ą osob¹ą, z któr¹ą mog³ła porozmawiaæć.
koniecznie porozmawiaæć z Paw³łem. Czy mogêę?
Mo¿że jakoœś wytrzyma przez tydzieñń.
- Proszêę, on ju¿ż wsta³ł.
27
26
27
26
jak zwykle ma jechaæć do ciotki. Czu³ła siêę tam lepiej ni¿ż
- Jak musisz, to jedŸź. Nie bêędêę ciêę zatrzymywa³ła –
we w³łasnym domu. Mog³ła odpocz¹ąæć od macochy i spêę-odezwa³ła siêę w koñńcu zrezygnowana. – Jakoœś sobie dziæć wiêęcej czasu z Paw³łem. By³ł ojcem jej dzidziusia, poradzêę.
a ona go kocha³ła. Macocha go nie lubi³ła. Zabrania³ła jej
- Pawe³ł – wo³łali z budowy – chodŸź, musisz nam spotykaæć siêę z nim w jej obecnoœści. Nawet nie powie-pomóc.
dzia³ła Katherinie, ¿że bêędzie mia³ła dziecko. Macocha
- Wybacz, ale muszêę ju¿ż iœśæć. S³łyszysz, ¿że mnie wo³łaj¹ą.
by³łaby wœściek³ła. Ojciec te¿ż jeszcze nic nie wiedzia³ł. Nie
– Wiedzia³ł, ¿że mog¹ą ju¿ż siêę nie zobaczyæć przed wyjaz-chcia³ła mu mówiæć. Ba³ła siêę, ¿że wszystko wygada tej dem. - Trzymaj siêę, bêędêę têęskni³ł. – Poca³łowa³ł j¹ą i po-jêędzy.
szed³ł.
Za godzinêę mia³ła spotkaæć siêę z Paw³łem. Wczeœśniej Laura wróci³ła do domu. Nie wiedzia³ła, co ma zrobiæć.
macocha strasznie jej pilnowa³ła. To w³łaœśnie dzisiaj Nie mog³ła czekaæć, a¿ż Pawe³ł wróci. Postanowi³ła pójœśæć postanowi³ła mu wszystko powiedzieæć. Ubra³ła siêę i po-do niego do domu rano i powiedzieæć mu o ci¹ą¿ży przed sz³ła. Umówili siêę w kawiarni, niedaleko pracy Paw³ła.
samym wyjazdem.
D³ługo szuka³ła odpowiedniego momentu. Pawe³ł wyczu³ł, Autobusów do Belgii nie by³ło wiele. Jeden odje¿żd¿ża³ł
¿że chce mu coœś powiedzieæć.
o 8.04. Musia³ła wstaæć o szóstej i po cichu wymkn¹ąæć siêę
- Kochanie, czy coœś siêę sta³ło? – zapyta³ł.
z domu. Niestety, ojciec wstawa³ł dzisiaj wczeœśniej do
- Nie – powiedzia³ła niepewnie. – A w³łaœściwie to tak...
pracy. Spotka³ła go, gdy wychodzi³ła.
Muszêę ci coœś powiedzieæć.
- Laura, a gdzie ty siêę wybierasz z samego rana? –
- Ja te¿ż zamierza³łem ci coœś powiedzieæć, to wa¿żne.
zainteresowa³ł siêę jak nigdy przedtem.
- Proszêę, mów – udzieli³ła mu g³łosu.
- Muszêę coœś wa¿żnego za³łatwiæć – powiedzia³ła. – Nie-
- A mo¿że st¹ąd wyjdziemy? Trochêę t³łoczno siêę zrobi³ło.
d³ługo wracam.
- Dobrze, chodŸźmy. – Z³łapali siêę za rêęce i wyszli na
- Ale, co ty masz do...
parn¹ą ulicêę. Poszli spacerkiem w kierunku placu budo-Nie s³łysza³ła ju¿ż, bo by³ła w ogrodzie i zmierza³ła wy. Domek, który budowa³ł jej ukochany, wygl¹ąda³ł ju¿ż w kierunku domu ukochanego. Na ulicach by³ło pusto.
³ładnie. Zosta³ły ostatnie wykoñńczenia: Od czasu do czasu przejecha³ł jakiœś samochód, zapali³ły
- Wiem, ¿że to mo¿że byæć dla ciebie trudne – zacz¹ą³ł – ale siêę pojedyncze œświat³ła w oknach. Dotar³ła na miejsce.
niestety muszêę jutro wyjechaæć do Belgii. Wujek zachoro-By³ło kilka minut przed siódm¹ą rano. Zapuka³ła. Drzwi wa³ł, ciocia pracuje i poprosi³ła mnie, ¿żebym pomóg³ł jej otworzy³ł jej zaspany mêę¿żczyzna, u którego Pawe³ł wy-zaj¹ąæć siêę wujkiem. Ale nie martw siêę, za tydzieñń wrócêę.
najmowa³ł pokój:
Laura posmutnia³ła. Co ona bêędzie robi³ła tutaj bez
- Przepraszam, ¿że tak rano pana budzêę, ale muszêę niego? By³ł jedyn¹ą osob¹ą, z któr¹ą mog³ła porozmawiaæć.
koniecznie porozmawiaæć z Paw³łem. Czy mogêę?
Mo¿że jakoœś wytrzyma przez tydzieñń.
- Proszêę, on ju¿ż wsta³ł.
27
26
27
26
Pawe³ł by³ł ju¿ż ubrany, pakowa³ł do walizki ostatnie Podjecha³ł autobus.
rzeczy. Zaraz musia³ł wychodziæć. Na przystanek by³ł
- Muszêę jechaæć. Trzymajcie siêę. – Pog³ładzi³ł j¹ą po spory kawa³łek. Laura niespodziewanie wesz³ła do jego brzuchu. – Nied³ługo wrócêę.
pokoju.
Poca³łowa³ł j¹ą czule na po¿żegnanie, wsiad³ł do autobu-
- Czeœśæć – powiedzia³ła cicho.
su i pojecha³ł. Laura jak zwykle nie mia³ła ochoty wra-
- Kochanie? – Nie dowierza³ł, ¿że przysz³ła. – Co ty tutaj caæć do domu. Zaraz zaczn¹ą wypytywaæć, gdzie by³ła.
robisz?
Zapiszcza³ł telefon, dzwoni³ł Pawe³ł.
- Przysz³łam siêę po¿żegnaæć i odprowadziæć ciêę na
- Nawet nie wiesz, jak siêę cieszêę. Tylko czemu dopie-autobus.
ro teraz mi o tym powiedzia³łaœś? KOCHAM WAS.
Nie wiedzia³ła, jak ma mu powiedzieæć, ¿że bêęd¹ą mieli Uœśmiechnêę³ła siêę. By³ł taki kochany. By³ła z nim szczêę-dziecko. Szli w milczeniu. Kiedy doszli na miejsce, do
œśliwa. Nie chcia³ła nikogo innego. Pragnêę³ła tylko jego.