Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
136 osób interesuje się tą książką
Od tego momentu już nic nie będzie takie jak wcześniej.
To była najstraszniejsza noc w życiu Gai. Gdy zrozpaczona dziewczyna myślała, że to już koniec, w ostatniej chwili na jej drodze stanął jednak mężczyzna, który miał odmienić jej życie.
Pochodzą z zupełnie różnych światów i na pozór nic ich nie łączy. Wkrótce jednak przyciąganie między tymi dwojgiem staje się tak silne, że nic nie będzie w stanie go powstrzymać.
Dla obojga zaczyna się szalona jazda bez trzymanki. Dokąd ich zaprowadzi? Czy pokonają przeszkody piętrzące się na ich wspólnej drodze? Czy czeka ich happy end?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 342
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
W nocy sny mówią to, co skrywa dzień.
Thomas Browne
Nie jest ten biedny, kto posiada mało, lecz ten,kto stale pragnie mieć więcej.
Seneka Starszy
Marlenie Konsek, Adze Daniel, Beacie Barczyk, Marzenie Tychoń, Ewie Krauzewicz, Madzi Całej, Kasi Chabło, Ani Ogłoszce, Ani Papierz, Kasi Dzięgielewskiej, Marzenie Opale i Irenie Kozan
Moim Dziewczynom
Rozdział 1
Gaja
Parkiet drży pod nogami, kiedy z wielkich kolumn ustawionych przy stanowisku DJ-a raz po raz wydobywają się głośne dźwięki basu. Tańczę z pustą szklanką w dłoni naprzeciw mężczyzny, który tego wieczoru bezceremonialnie zaproponował mi drinka. Rzadko się na to godzę. W zasadzie nigdy. Mam swoje zasady, a właściwie jeszcze godzinę temu sądziłam, że istnieją. Postanowiłam je złamać, kiedy facet z naprawdę szczerym uśmiechem powiedział mi, że mam atrakcyjne dołeczki w policzkach. Ewenement. Prędzej spodziewałabym się sprośnego komentarza na temat innych partii ciała, tych znacznie poniżej głowy. Tak najczęściej bywa w przypadku chłopaków będących moimi rówieśnikami. Dlatego postanowiłam dać szansę temu gościowi. Poza tym przezornie podeszłam z nim do baru i odebrałam proponowany napój niemalże od samego barmana.
Rozglądam się dookoła. Widzę koleżankę, z którą tutaj przyszłam. Bawi się w najlepsze w ramionach chłopaka z naszej uczelni. Może w końcu też powinnam zacząć korzystać z życia? Spośród setki różnych osób, które się tutaj znajdują, znaczną część kojarzę, i to nie dlatego, że jestem bywalczynią klubów. Lokatorzy akademika, w którym przez trzy lata mieszkałam i ja, najwyraźniej po prostu upodobali sobie tę dyskotekę.
Powracam wzrokiem do mężczyzny stojącego naprzeciwko mnie. Mrużę oczy, próbując przypomnieć sobie jego imię, ale w zasadzie nawet nie wiem, czy w ogóle się przedstawił. Wygląda trochę inaczej niż większość obecnych tutaj facetów. Może powodem są eleganckie spodnie i ciemny golf zamiast zwykłego T-shirtu? W każdym razie ma klasę. Wysoki, ciemnowłosy, z jedną dłonią wepchniętą w kieszeń wwierca we mnie spojrzenie. Chyba nie przestał mi się przyglądać, od kiedy weszliśmy razem na parkiet. To trochę krępujące. Uśmiecha się, podchodzi do mnie i wyjmuje mi z ręki pustą szklankę. Kładzie dłoń na moich plecach i zaczyna bujać się ze mną w rytm muzyki. Nie ukrywam, że robi się całkiem przyjemnie.
Zastanawiam się nad tym, dlaczego wybrał akurat mnie, bo przecież naprawdę niczym się nie wyróżniam. Proste dżinsy, biały, dopasowany top, który nie odsłania ani brzucha, ani tym bardziej dekoltu. To skromny strój na tle raczej roznegliżowanego tłumu. Moje brązowe włosy już też z pewnością zdążyły się zmierzwić po tym, jak w domu nie do końca starannie potraktowałam je prostownicą.
– Chyba nie bywasz tutaj zbyt często, co? – Mężczyzna przerywa mi myślenie.
Odchylam się i spoglądam mu prosto w oczy. W blasku stroboskopów dostrzegam, że są szare. Wcześniej nie miałam okazji przyglądać się mu z tak bliska.
– Nie chcę zabrzmieć zbyt nudno, ale zwykle nie mam na to czasu.
– Studia? – docieka.
– Studia, praca – wymieniam i przypominam sobie o jutrzejszej rozmowie, na której muszę zjawić się w dobrej formie. – To znaczy... praca jeszcze do niedawna. Zamknięto restaurację, w której byłam zatrudniona. Więc – wzruszam ramionami – chwilowo jestem bezrobotna. Mam nadzieję, że to nie potrwa zbyt długo. – Jeszcze parę dni temu przywołanie tego tematu doprowadzało mnie do łez. Teraz czuję tylko nieprzyjemny, ale przejściowy ucisk w żołądku. Muszę znaleźć coś nowego, żeby jakoś się utrzymać w mieście. Moi rodzice żyją skromnie, więc nigdy nie ośmieliłabym się prosić ich o jakiekolwiek pieniądze. Zresztą skąd mieliby je wziąć? Przeprowadzka do Krakowa to był tylko i wyłącznie mój pomysł, więc to ja mam obowiązek ponosić konsekwencje takiej decyzji.
– Z taką buzią na pewno coś szybko znajdziesz – komplementuje mnie, a ja nie wiem, co mam mu odpowiedzieć. Podobne sytuacje są dla mnie niezręczne. Opuszczam wzrok, ale tylko na chwilę.
– Sądzę, że mam inne zalety, które naprawdę mogą przydać się w... – Milknę. Marszczę czoło, bo nagle zaczyna mi się kręcić w głowie. – W pracy – kończę. Przytrzymuję się ramienia nieznajomego i zerkam w bok. Dziwne. Próbuję zrozumieć, co się ze mną dzieje. Ale to chyba nie ze mną. To kolory wokół mnie nagle stają się żywsze. Wcześniej tego nie zauważyłam. I ta muzyka. Zmieniła brzmienie. Teraz jest bardziej płynna. Jakby bardziej spójna. Zdecydowanie głośniejsza.
– Zmienił się DJ? – wypalam głośno.
Oboje z nieznajomym spoglądamy w stronę źródła dźwięku.
– Nie. Dlaczego? – odpowiada mi i zerka na mnie podejrzliwie.
Kręcę głową. Właściwie sama nie wiem, dlaczego o to zapytałam. Zaczynam się śmiać, w zasadzie bez powodu. Chyba zwariowałam. Facet pomyśli, że jestem głupia. Nieważne. Mogę się śmiać i bawić. Zamykam oczy i zaczynam wić się w rytm kolejnych uderzeń wydobywających się z kolumn. Czuję je każdą komórką ciała, jakbyśmy z muzyką tworzyły zsynchronizowaną jedność. Dźwięki przenikają mnie na wskroś. Jeszcze nigdy nie tańczyło mi się tak dobrze. Tak intensywnie.
– Wszystko w porządku? – słyszę głos nieznajomego. Jest męski. Głęboki i pociągający. Próbuje się przebić przez muzykę.
– Nie wiem – odpowiadam, bo tak się właśnie czuję. Niecodziennie. Znów zaczynam chichotać, bo cały ten wieczór wydaje mi się zabawny. Śmieję się chyba sama z siebie. Nagle dłoń nieznajomego zaczyna przesuwać się po moich plecach. Przechodzi mnie przyjemny dreszcz. Przestaję rechotać i wciągam powietrze.
– Kto to ma wiedzieć, jak nie ty? – kontynuuje tę bezsensowną gadkę.
– Ty – przygryzam wargę. – Słabo mi. – Opieram głowę o jego klatkę piersiową. Dziwnie się czuję. Nie jestem zmęczona, wręcz przeciwnie. Ogarnia mnie jakieś nietypowe pobudzenie, a przy tym kręci mi się w głowie. A przecież wypiłam tylko jednego drinka.
– Chcesz wyjść? – pyta on. Przytrzymuję się jego ramienia i bujam na boki, bo nie potrafię ustać w miejscu. Kiwam głową, że tak. Choć sama nie wiem, czego w tym momencie najbardziej chcę.
Mężczyzna łapie mnie za rękę i ciągnie za sobą. Przeciskamy się przez tańczących ludzi. Ktoś śmierdzi potem. Wzdrygam się, ale zapach szybko znika. Kiedy docieramy do rozstawionych pod ścianami boksów, przystaję, zwracając na siebie uwagę nieznajomego.
Patrzy na mnie zdziwiony i wyczekująco podnosi brew.
– Ja nawet nie wiem, jak ty masz na imię. – Rozkładam bezradnie wolną rękę i wzruszam ramionami. – Nie pamiętam, czy mi to wcześniej mówiłeś.
Parska śmiechem.
– A jak byś mnie nazwała? – odpowiada pytaniem na pytanie.
– Nie wiem. Oskar? – sugeruję.
– Może być – potakuje i rusza dalej, wciąż trzymając moją dłoń. Jest zagadkowy. Cały ten wieczór taki się wydaje. Może powinnam zostać w klubie i poszukać Kasi. Zerkam w bok, ale wszyscy ludzie zlewają się w jedną bezkształtną masę. Nie rozpoznaję nikogo. Totalny chaos.
Wychodzimy na zewnątrz. Jest błogo. Letnie powietrze wydaje się rześkie. Dopiero teraz uświadamiam sobie, jak w klubie było mi duszno. Teraz oddycham pełną piersią.
– Dokąd idziemy? – dopytuję, kiedy orientuję się, że nieznajomy vel Oskar ciągnie mnie w stronę parkingu. – Bo chyba nie do samochodu! – Znów zaczynam się śmiać. Dziwię się sama sobie, że potrafię być wyluzowana. Na co dzień sto procent rozsądku, a teraz beztroska wydaje mi się dziecinnie prosta. Gdyby jeszcze nie te zawroty głowy, byłoby naprawdę cudownie. W końcu ja, Gaja Rybska, potrafię się bawić! – Czekaj. – Znów przystaję w miejscu. Wszystko dookoła wiruje jeszcze szybciej niż przed chwilą. Mam wrażenie, że na moment tracę oddech. Puszczam dłoń nieznajomego. Pochylam się i opieram ręce na udach.
– Jest dobrze. – Jego głos pobrzmiewa gdzieś nade mną. Działa uspokajająco. – Też tak czasami mam, kiedy przebywam w tłumie. To dlatego. – Znów chwyta moją dłoń. Chyba ma rację. Prostuję się, a wtedy on po prostu bierze mnie na ręce.
– Przestań, wariacie – śmieję się, ale nie wyrywam. Nie mam zamiaru. Oplatam rękami jego szyję. Czuję się lekka jak piórko. Fizycznie i mentalnie. Zero trosk. Jakby to nie było moje życie.
Mija chwila, docieramy do jakiegoś białego auta. Rzekomy Oskar stawia mnie na ziemi i zaczyna grzebać w kieszeni spodni. Chwilę potem ze stojącego przed nami pojazdu dociera charakterystyczny odgłos odblokowywania drzwi. Musiał nacisnąć guzik na pilocie.
Przyglądam się budynkom stojącym wokół mnie. Wydają się tak bardzo obce, choć przecież odeszliśmy od klubu zaledwie kawałek. Wtedy ciemnowłosy nieznajomy kładzie dłoń na moim policzku i zaczyna mnie całować. Wszystko dzieje się tak szybko. Nie mam czasu na to, by zareagować. Jestem zamroczona, ale wiem jedno. Chcę tego. Właściwie... chyba tego chcę. Już tak dawno nie byłam z nikim blisko. Nie miałam na to czasu. Dziś jest mój dzień.
Nieznajomy vel Oskar otwiera drzwi samochodu i pomaga mi wsiąść. Opadam na skórzany fotel, a do moich nozdrzy dociera zapach luksusu. Bananowe fotele, bananowa deska rozdzielcza, chromowane wykończenia. Sunę po nich palcem. Matko Boska! Kokpit tego auta chyba niewiele różni się od kokpitu samolotu. Wszystko się tutaj świeci. Przymykam powieki, bo jaskrawe światełka drażnią moje oczy, choć nigdy dotąd nie miałam problemu z nadwrażliwością na światło.
Słyszę odgłos silnika. Ruszamy z miejsca.
– Dokąd jedziemy? – pytam. W zasadzie nie sądziłam, że w ogóle gdzieś wyruszymy. Myślałam, że przyszliśmy tutaj posiedzieć i pogadać w ciszy. No dobra, może ewentualnie przekroczyć barierę numer jeden. Ale to już zrobiliśmy.
– W fajne miejsce. – Patrzy na mnie przez chwilę, a potem na powrót kieruje wzrok przed siebie. Wjeżdżamy na główną drogę, która o tej porze jest niemal pusta.
Nigdy w życiu nie jechałam sama z zupełnie obcym typem. W zasadzie nie jest aż tak obcy. Ma na imię vel Oskar.
Kurczę blade.
To nie jest jego prawdziwe imię.
– Chyba chcę wysiąść – mówię mu z zaskoczenia. W głowie zapala mi się jakaś blada czerwona lampka.
– No coś ty – śmieje się. Łapie mnie za kolano i przesuwa palcami wyżej. – Chcesz coś na uspokojenie? – pyta.
– Nie. – Kręcę głową. Nie wiem, czy chodzi mu o tabletki czy o coś innego, ale nie mam zamiaru niczym się faszerować. – Nie jestem zdenerwowana.
Vel Oskar naciska na jakiś guzik, a wtedy tuż przed moimi kolanami zaczyna powoli otwierać się schowek. Delikatna poświata pozwala dojrzeć jego zawartość. Widzę puszkę z energetykiem, jakiś spray, perfumy, Ketonale, Apapy i jakieś pudełko z kolorową zawartością. Sięgam po nie. O ja cię kręcę! Nie wierzę własnym oczom.
– To pudrowe cukiereczki? – dopytuję rozentuzjazmowana z powodu kolorowych słodkości, które pamiętam z lat dzieciństwa. Tak dawno ich nie widziałam.
– Nie! Zostaw to. – Wyrywa mi pudełko z rąk i wrzuca je z powrotem do schowka. Zatrzaskuje go z impetem. Jest wyraźnie zdenerwowany, a ja nie rozumiem powodu jego nagłego wybuchu złości. Patrzę na nieznajomego zszokowana, kiedy pociera palcami lekko haczykowaty nos.
– Dobra. – Kulę się na przednim siedzeniu. Nie bardzo wiem, jak mam zareagować. Kładę rękę na drzwiach, zastanawiając się nad tym, czy po prostu ich nie otworzyć. Chcę wysiąść. Dziwnie się czuję. Jeszcze gorzej niż przedtem. Trochę chce mi się wymiotować.
– Przepraszam. – Ton jego głosu łagodnieje. – To cukierki młodszej kuzynki. Zapomniała je w aucie, a ja obiecałem, że oddam pudełko w nienaruszonym stanie – tłumaczy.
– Okej. – Kiwam głową. Mógł mi przecież o tym po prostu normalnie powiedzieć. Zrozumiałabym, nie jestem głupia.
– Nie bądź zła. Opowiedz mi coś o sobie – próbuje zmienić temat. Przy tym włącza radio, a z głośników rozlega się głos dziennikarza, który mówi coś o gorących przebojach lata.
Nie mogę się skupić.
– Mówiłam ci. Straciłam pracę i jutro idę na rozmowę. Cholera... – Znów sobie o tym przypominam. Najpóźniej o ósmej muszę być na nogach, żeby punkt dziewiąta stanąć pod drzwiami firmy przeprowadzającej rekrutację. Być może sprzątanie hotelu to nie jest robota marzeń, ale dla studentki, dzielącej czas między naukę i pracę, oferowane w zgłoszeniu wynagrodzenie wydaje się szczytem tych marzeń. Zależy mi więc, i to naprawdę bardzo.
– Możesz podrzucić mnie do domu? – pytam ni stąd, ni zowąd.
– Nie. – Vel Oskar wali prosto z mostu.
– Słucham? – dopytuję, bo jego bezpośredniość ścina mnie z nóg, choć wcale na nich nie stoję.
Łapię za klamkę i pociągam, pomimo tego, że auto wciąż mknie po głównej drodze.
– Ale z ciebie panikara. Chcesz wypaść i połamać gnaty? – śmieje się ze mnie, na moment rozluźniając atmosferę. – Podwiozę cię pod dom, tylko chcę ci coś najpierw pokazać. To nie potrwa długo – zapowiada przekonująco. Powoli wypuszczam powietrze z płuc. Potakuję i zerkam za okno, a światła wokół znów zlewają się w jedną plamę. – Chyba się trochę upiłaś – zarzuca mi.
– To niemożliwe. Wypiłam tylko jednego drinka. – Milknę na moment. – Choć faktycznie czuję się tak, jakbym była mocno wstawiona – przyznaję. Może mam po prostu gorszy dzień. Utrata pracy i emocje z tym związane ostatnio mocno odbiły się na moim zdrowiu.
– Więc może jednak mam rację – stwierdza.
Nie odzywam się. Zawieszam wzrok w jednym punkcie. W mojej głowie gości wielka pustka. Po euforycznym śmiechu, chwili pożądania i strachu nadeszła bierność. Ogarnia mnie zupełnie zobojętnienie.
Nie wiem, ile czasu mija, nim samochód zaczyna wyraźnie zwalniać.
W końcu zatrzymuje się na dobre.
W lesie.
Marszczę brwi i spoglądam na vel Oskara.
– Co to za miejsce? Dlaczego tutaj stanęliśmy? – pytam, bo między nami panuje niezręczna cisza. Dochodzi do mnie, że nie gra już radio. A jedynymi światłami, jakie widać w pobliżu, są te, które emituje biały samochód nieznajomego.
Nie podoba mi się to. Co my tu robimy?
– Tutaj? – Chłopak uśmiecha się, ale dalej milczy. Trzyma mnie w niepewności. – Mówiłem ci, że najpierw chcę ci coś pokazać.
Szczerzy białe zęby, ale w jego oczach nie widać już tej serdeczności, co wcześniej.
Szarpię za klamkę, by otworzyć drzwi. Tym razem ustępuje. Drzwi się otwierają, a ja dosłownie wypadam na zewnątrz, jakbym straciła kontrolę nad własnym ciałem. Szczypią mnie ręce. Chyba zdarłam skórę. Serce zaczyna łomotać mi w piersi. Chcę wstać, ale nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Przecież nie wypiłam aż tyle. Coś jest nie tak! Obejmuję się ramionami i zaczynam się trząść.
Muszę wstać. Czym prędzej!
Gramolę się z ziemi, kiedy dostrzegam zbliżające się w moją stronę buty. Eleganckie, czarne, luksusowe mokasyny.
Nabieram powietrza w płuca.
– Ratunku! – wrzeszczę ile sił. Choć mam wrażenie, że nagle mi ich zabrakło.
– Nie rób scen – mówi sucho nieznajomy. Stoi z rękami włożonymi w kieszenie i śmieje się kpiarsko. – Tutaj i tak nikt cię nie usłyszy.
Wszystko wokół wiruje. Leżę na ziemi, a sucha trawa drapie moje łydki.
Czuję ból, ale nie mam siły, żeby się szamotać. Ktoś spuścił ze mnie całe powietrze.
Leżę jak kłoda. Ciało nie ma sił, ale wciąż pozostał mi umysł. Wiem, co się dzieje. Kurczowo trzymam guzik spodni, ale nie powstrzymuję mężczyzny na długo. Nie dam rady. Jestem sparaliżowana. Próbuję wyłączyć myślenie. Skupiam się na koronach iglastych drzew, które rozpościerają się nad moją głową.
Ale kiedy las milczy, ja krzyczę w myślach. I modlę się o to, by nie czuć już nic.