Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Jest rok 1352. Przed dwoma laty przez Norwegię przetoczyła się epidemia dżumy, pustosząc wielkie obszary kraju. W jednej z udręczonych nieszczęściem wsi mieszka Ingebjrrg, siedemnastoletnia dziedziczka bogatego dworu. Jej ojciec zaginął w tajemniczych okolicznościach i Ingebjrrg musi wyjść za mąż, żeby móc przejąć rodzinny majątek. Jest silna, zdrowa i piękna, ale żyje w czasach, gdy mężczyzn jest niewielu.
[Opis wydawnictwa]
Cykl: Przepowiednia księżyca, t. 24
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu (5)
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Barcin im. Jakuba Wojciechowskiego
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Gostyniu
Miejska Biblioteka Publiczna im. Zofii Urbanowskiej w Koninie (4)
Biblioteka Miejsko-Powiatowa w Kwidzynie
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna im. Marii Fihel w Miechowie
Miejska Biblioteka Publiczna im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Morągu
Miejska Biblioteka w Mszanie Dolnej
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Próchnika w Piotrkowie Trybunalskim (2)
Biblioteka Publiczna im. H. Święcickiego w Śremie (2)
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 222
Rok wydania: 2011
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Przepowiednia księżyca tom 24
Frid Ingulstad
Intrygi i władza
PrzekładTadeusz Lange
Tytuł oryginału norweskiego:
Makt og intriger
Ilustracje na okładce: Eline Myklebust
Projekt okładki: Tadeusz Szlaużys
Redakcja i korekta: BAPPRESS
Copyright © 2006 by N.W. DAMM & SON A.S, OSLO
Copyright this edition: © 2011 by BAPPRESS
Published by agreement with CAPPELEN DAMM AS All Rights Reserved
Wydawca:
Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o.
02-672 Warszawa
ul. Domaniewska 52
www.ringieraxelspringer.pl
ISBN 978-83-7558-764-7
ISBN 978-83-7558-853-8
oraz
BAPPRESS
05-420 Józefów
ul. Godebskiego 33
www.bappress.com.pl
ISBN 978-83-7602-133-1
ISBN 978-83-7602-130-0
Informacje o książkach z serii „Przepowiednia księżyca”:
Infolinia: 0 801 000 869
Internet: www.fakt.literia.pl
Skład: BAPPRESS
Druk: Norhaven A/S, Dania
GALERIA POSTACI
W sąsiednich gospodarstwach ludzie stale podejrzewają Ingebjørg o uprawianie czarów. Dlatego też wyjawia ona Sverkerowi i Anundowi, kim jest, ale pojmuje, że musi wyjechać. Asa pozostaje w zagrodzie, by wyjść za Sverkera, a Ingebjørg ucieka wraz z Alvem. Anund odprowadza ich w stronę zamku Kungsbacka. Na zamku Ingebjørg zastaje jednak nie króla Magnusa, ale młodego króla Häkona. Bohaterka opowiada mu o ucieczce z majątku pana Gustava i o liście, ale poza imieniem Joara nie zdradza innych, które są tam wymienione. Król Hakon daje wiarę jej słowom i postanawia zabrać ją następnego dnia na królewski okręt. Ingebjørg nie podoba się, że jest w niej nadal zakochany, i obawia się jego zalotów.
Tymczasem Folkemu udaje się niepostrzeżenie wymknąć z twierdzy Varberg. Jedzie do zagrody, odkrywa, że Bergtor odpłynął i że Ingebjørg uciekła w kierunku Kungsbacka. Jedzie za nią i zanim królewski okręt wypłynie z portu, odbywa się jego namiętne pożegnanie z Ingebjørg. Folke dowiaduje się, że król Hakon zamierza wysadzić ją na ląd koło zamku Hornborg przy przesmyku Hornboresund (obecnie Hamburgsund) i obiecuje zjawić się tam najszybciej, jak się da. Tymczasem król Hakon postanawia uczynić z Ingebjørg swoją nałożnicę i surowo zakazuje wpuszczać do zamku kogokolwiek obcego.
W Oslo Gisela dowiaduje się, że ludzie króla zabili jej ojca, Sverrego Brandssona. Gisela wini o to Ingebjørg i nieszczęsny list.
Zbliża się jesień, Ingebjørg czeka niecierpliwie na Folkego. Tymczasem ratuje od śmierci młodego więźnia, przekonując sąd, by poddano go próbie żelaza. Pewnego dnia widzi nadciągającą flotyllę króla Hakona. Z drugiej strony płynie łódź rybacka, w której ktoś do niej macha: jest to Folke, który jednak nie dostrzega królewskiej flotylli. Ingebjørg próbuje znaleźć kogoś, kto mógłby go ostrzec, i zwierza się pewnemu życzliwemu giermkowi. Ale on odpowiada jej krótko: „Prosi mnie pani, abym przeciwstawił się mojemu królowi. Czy wie pani, co to oznacza?”
Ingebjørg poczuła, że się rumieni, ale zmusiła się, by wytrzymać gniewne spojrzenie giermka.
Przerwał jej ruchem ręki.
Ingebjørg z przerażenia zrobiło się słabo. Na dole, na przystani Folke i król Hakon zbliżali się do lądu, nie wiedząc o sobie nawzajem. Gdyby król Hakon zauważył, jak Folke wiosłuje w stronę lądu, na pewno pojąłby, co zamierza...
Miała świadomość, że Folke za chwilę ujrzy królewski statek, ale wiedziała jednocześnie, że jej ukochany tak łatwo się nie podda. Jeśli dotarł aż tu, nie zawróci i nie ruszy z powrotem do domu, zanim się z nią nie spotka. Był mądry, ale zarazem nieulękły. Skoro poprzysięgli sobie wierność, uważał, że ma prawo spotykać się z nią. Król z kolei przyzwyczajony był brać to, na co miał ochotę, bo taki był zawsze przywilej królów. Był to zresztą jeden z powodów, dla których król Magnus był tak niepopularny wśród możnych.
Rozejrzała się gorączkowo wokół, szukając jakiejś drogi ratunku. Czy ma się wymknąć z zamku i zbiec po zboczu góry? Od razu odpowiedziała sobie, że to niemożliwe. Po pierwsze, zatrzymają ją strażnicy przy bramie i nie pozwolą wyjść, zwłaszcza że nadciągał król. Po drugie, prędzej czy później natknęłaby się na królewską świtę.
W tej samej chwili ujrzała, że zza rogu wychodzi pani Katarina. Było to o tyle dziwne, że ze względu na słabe nogi i konieczność schodzenia po stromych schodach, staruszka rzadko pojawiała się na dziedzińcu. Szła teraz ku Ingebjørg zdecydowanym krokiem.
- Dzięki Bogu, że panią spotykam - powiedziała zadyszana. - Bałam się, że zrobisz coś nierozsądnego.
Ingebjørg zdziwiła się. Czyżby staruszka czytała w jej myślach?
- To prawda, że pani długo przestawała z dworzanami i możnymi - ciągnęła pani Katarina. - Ale mam wrażenie, że musi się pani jeszcze wiele nauczyć. Niejeden tu musiał pożegnać się z życiem tylko dlatego, że postąpił wbrew woli króla. - Podeszła blisko do Ingebjørg i popatrzyła jej w oczy łagodnym wzrokiem. - Życie jest takie, jakie jest, i musimy się z tym pogodzić. Władza należy do króla i Kościoła. Są zaraz po Bogu. Jeżeli tego nie pojmiemy, trudno nam będzie przeżyć. Chyba nie chciała pani zbiec po zboczu góry, żeby spotkać się z ukochanym?
Ingebjørg poczuła, że czerwieni się aż po nasadę włosów.
- Czy czyta pani w myślach?
Pani Katarina uśmiechnęła się jednym z tych swoich zagadkowych uśmiechów.
- Kto wie... Ale tak naprawdę, to dlatego, że żyję już długo i trochę poznałam ludzi. W pani spojrzeniu widziałam lęk i tęsknotę. W takim przypadku ludzie gotowi są zaryzykować życiem.
- Poprosiłam jednego ze strażników zamkowych o pomoc, ale on się na mnie rozgniewał i spytał, czy wiem, co czynię, prosząc go o złamanie królewskiego rozkazu...
Pani Katarina spojrzała na nią z przerażeniem.
- Jak mogła pani coś takiego zrobić, wiedząc, jakie król Hakon dał im rozkazy?
Ingebjørg zawstydziła się.
- Był taki dla mnie miły, pierwszego dnia pomógł mi tu wejść... Myślałam, że mnie zrozumie.
Pani Katarina pokręciła powoli głową.
- A nawet, gdyby zrozumiał, to co z tego? - Zauważyła nieszczęśliwą minę Ingebjørg i wzrok jej złagodniał. - Życie jest ciężkie, ale po to właśnie żyjemy, by każda przeciwność losu zbliżała nas do Pana Boga. Należy opierać się pokusom, a łatwiej przejdzie się przez czyściec.
Ingebjørg skinęła głową, udając, że zgadza się z radą staruszki i wolą Pana Boga, ale wzbierał w niej bunt. Raczej umrze, niż wyrzeknie się Folkego!
- Chodź, dziecko, pomóż mi wdrapać się na te przeklęte schody. - Pani Katarina wzięła ją pod ramię i oparła się o nią całym ciałem.
Ingebjørg poczuła, że nie ma wyjścia, choć aż się rwała, żeby wypaść przez bramę i pobiec w dół, choćby mieli ją gonić wszyscy strażnicy z zamku.
W porównaniu z gorączkowym ruchem na palisadach i przy bramach, w samym zamku panował zadziwiający spokój. Kucharze zapewne uwijali się przy kotłach, by przygotować posiłek dla króla i jego świty, a służące i pachołkowie kursowali między zamkową kuchnią a wielką jadalnią przy dziedzińcu, na którym można było upiec na rożnach całe woły.
Ingebjørg pomogła pani Katarinie wejść do jadalni i usadziła ją blisko paleniska. Staruszka łatwo marzła i teraz, kiedy powietrze ochłodziło się, a wiatr często wdzierał się między bale zamkowych ścian, chętnie grzała się przy ogniu. Mawiała, że sztywnieją jej kark i ramiona, a niekiedy bardzo bolały ją też ręce i nogi.
Teraz spojrzała na Ingebjørg ze współczuciem.
- Proszę usiąść obok mnie i zostać aż do końca wieczoru. Kiedy mężczyźni się popi ją, wielu z nich trzeba będzie prowadzić do łóżek.
Ingebjørg od razu zrozumiała jej intencje: jeśli będzie miała szczęście, król Hakon upije się tak, że nie będzie w stanie niczego jej zrobić. Oznaczało to odsunięcie zagrożenia o jedną noc, ale co z tego? Co będzie jutro? Zawahała się. Trzymając się blisko pani Katariny, uniknie przynajmniej dziś umizgów króla. Teraz jednak tak bardzo niepokoiła się o Folkego, że nie mogła usiedzieć w spokoju. Obróciła się ku staruszce.
Pani Katarina skinęła głową.
Ingebjørg zgodziła się z nią, ale ciężko jej było znieść obawę, że Folke zobaczy ją, pomyśli, że dała za wygraną i popłynie z powrotem.
Jak tylko opuściła jadalnię, pobiegła na dziedziniec. Jeśli będzie uważać, zdąży się ukryć, gdy tylko pojawi się orszak królewski. Ku swemu zdziwieniu ujrzała, że brama stoi szeroko otwarta: wpuszczano do środka gromadę kupców i wszędzie kręcili się teraz ludzie. - Z ulgą pomyślała, że w swojej niebieskiej, aksamitnej sukni nie będzie się rzucać w oczy. Widziała kupców winnych z obcych krajów w sięgających ziemi, jedwabnych chałatach i innych, odzianych w kolorowe kaftany obszyte skórą. Jedni mieli ze sobą bele aksamitu i jedwabiu, inni beczki ze zbożem, jeszcze inni ozdoby, gliniane garnki, ciżmy i noże. Na zamek przybyli też wieśniacy z jajami, mlekiem i owiniętymi w liście podbiału osełkami masła. Wyglądało to tak, jakby z miasteczka przeniesiono tu cały targ. Jakim cudem udało im się wnieść te wszystkie towary po wąskich schodkach wykutych w skalnej rozpadlinie?
Nagle jej wzrok padł na kupca w długim do ziemi, jasnobrązowym, brokatowym chałacie wyszywanym złotem, z miękką kapuzą nasuniętą na czoło i opadającą na kark i ramiona. Było w nim coś znajomego, poza tym spoglądał w jej kierunku.
Wezbrała w niej fala radości, ale zaraz rozejrzała się nerwowo dookoła. Jak on mógł się na to odważyć?
Serce zabiło jej mocno, poczuła, że pałają jej policzki. Udając, że ogląda jakieś materiały, przysunęła się do niego bliżej. Teraz serce waliło jej tak szybko, że zaszumiało jej w uszach; jeszcze kilka kroków i będzie koło niego.
Mogła była zgadnąć, że on na coś takiego wpadnie, ale w życiu nie przypuszczałaby, że będzie taki pomysłowy! Bo skoro ona ledwie go poznała, szanse na to, że uda się to innym, były minimalne. Nie powinno też wzbudzać u nikogo podejrzeń, że przyszła popatrzeć na towary; w końcu przeniesienie targu do Hornborg zdarzyło się po raz pierwszy, przynajmniej za jej bytności. Tylko skąd, u licha, on wziął to przebranie?
- Niech będzie pochwalony, pani. - Jego głos był wesoły i ciepły, z żartobliwą nutą. - Czy szuka pani pięknej materii? Może czerwonego brokatu z Italii? Albo złocistego jedwabiu i pasującego do niego diademu?
Ingebjørg udała, że uważnie przygląda się jego towarom, a potem podniosła wzrok i szepnęła:
- Wiesz, że zmierza tu król Hakon?
Folke kiwnął głową i uśmiechnął się.
- Zauważyłem w ostatniej chwili, bo na ganku stała pewna piękna młoda dama i przyciągała mój wzrok...
Ingebjørg poczuła, jak płonie jej twarz, i musiała siłą się powstrzymywać, by nie rzucić mu się w ramiona.
- Czekałam na ciebie!
- Czułem, że tak jest, i bardzo za tobą tęskniłem. Opowiem ci wszystko, jak tylko będziemy sami.
- Przebywając tu, narażasz się na wielkie niebezpieczeństwo. Król postanowił, że będę jego nałożnicą, i że nie zbliży się do mnie żaden inny mężczyzna. Obiecał, że skróci o głowę każdego, kto tego spróbuje.
Kiwnął głową i wyjął belę złocistego jedwabiu.
- On tu długo nie zostanie, może ci się upiecze.
- Mam zamiar powiedzieć mu, że cierpię na zarazę nierządnic.
- Tym go nie zwiedziesz. Jeżeli słyszał o pannie Ada-lis i bał się, że Ture cię zaraził, miałabyś ją już dawno temu.
- No to wymyślę coś innego.
Folke wydobył kolejną belę materiału.
- Kocham cię, Ingebjørg - powiedział cicho, nie patrząc na nią.
- A ja ciebie...
Odwinął kawałek materiału i podniósł do góry.
- Z tą barwą bardzo pani do twarzy!
Ingebjørg szybko zerknęła na boki, a potem udała, że dokładnie ogląda materiał. Wszyscy dookoła byli zajęci własnymi sprawami.
W tej samej chwili od strony bramy rozległ się dźwięczny głos:
- Nadchodzi król!
Zapadła nagła cisza i wszyscy zwrócili twarze ku bramie. Po chwili pojawił się w niej król Hakon ze swoim orszakiem. Szedł raźnym krokiem, nie patrząc ani w prawo, ani w lewo.
Folke skłonił pokornie głowę, tak jak wszyscy pozostali, nie wyłączając Ingebjørg. Biały welon opadł jej na policzki i dziewczyna miała nadzieję, że jeżeli król nie pozna jej po sukni, nie rozpozna też jej twarzy, nawet gdyby nagle zwrócił głowę w jej stronę.
Kiedy tylko orszak zniknął im z oczu, Folke odetchnął głęboko.
Folke zrobił zaskoczoną minę.
- Zwierzyłaś się komuś z gości?
Ingebjørg przytaknęła.
- Starszej damie z królewskiego rodu. Była w Hatun, kiedy książęta Eryk i Waldemar próbowali odebrać tron królowi Birgerowi. Ona wie, że kocham innego i że obmierzła mi jest myśl, że mam zostać królewską nałożnicą.
- Tego się nie musisz obawiać, Ingebjørg - powiedział Folke gniewnym głosem. - Kiedy byłem tu po raz ostatni, obiecałem, że cię stąd zabiorę, zanim coś takiego się stanie. Wtedy ledwo stąd uszedłem. Gdzie jest twoja komnata?
- Na innej kondygnacji. To narożna komnata, w południowej części zamku.
- Spróbuj wymknąć się tam niepostrzeżenie. Teraz wszyscy są w jadalni, służba podaje jadło królowi i jego świcie, a strażnikom zamkowym też zaraz podadzą posiłek. Ja się tylko przebiorę, a potem do ciebie dołączę.
Ingebjørg spojrzała na niego z lękiem w oczach.
- Nie rób tego, to zbyt niebezpieczne.
By nie wzbudzać niczyich podejrzeń, wzięła materię, udając, że za nią płaci. Potem z sercem mocno bijącym ze strachu i podniecenia pobiegła do drzwi zamku. To wszystko było bardzo niebezpieczne, ale znała Folkego wystarczająco dobrze by wiedzieć, że kiedy coś raz już postanowi, nie da się go powstrzymać.
Na schodach wiodących na górny ganek natknęła się na służącą, zmierzającą do zamkowej kuchni. Zatrzymała ją.
- Możesz coś dla mnie zrobić? Powiedz, proszę, pani Katarinie, że źle się poczułam i że poszłam się na chwilkę położyć. I żeby mi nie przeszkadzano.
Dziewczyna skinęła głową, a Ingebjørg poszła dalej, nikogo już nie spotykając. Opiekunka zabrała Alva na dół, by pobawił się z dziećmi, a Helvig była zapewne w jadalni.
Dotarłszy na ganek, spojrzała za siebie, a potem wpadła do swojej komnaty. Nikogo stąd nie widziała, ale dobiegały ją głosy i śmiechy z sali jadalnej na pierwszej kondygnacji.
Stanąwszy na środku komnaty, chwyciła się za pierś, w której tłukło się serce.
- Panienko Przenajświętsza, pomóż nam - szepnęła.
To było czyste szaleństwo i oboje o tym wiedzieli, ale pchała ich do tego siła potężniejsza niż rozsądek. Drżała z lęku i napięcia, aż zatkała sobie dłonią usta. Dlaczego nie potrafiła posłuchać głosu rozsądku, który kazał jej ostrzec Folkego i zmusić go, by wrócił tam, skąd przybył, zanim będzie za późno? Zamarła w bezruchu, sztywna ze strachu, ale przepełniona radosnym oczekiwaniem.
Kiedy usłyszała kroki na ganku, od razu wiedziała, że to on; nikt inny nie chodził takim szybkim i sprężystym krokiem.
Rozległo się pukanie do drzwi i Folke wsunął się do komnaty, nie czekając na zaproszenie. Zanim Ingebjørg padła mu w ramiona, pomyślała, co by było, gdyby wyprzedził go król Hakon?
Przylgnęli do siebie jak para tonących i zatracili resztę rozsądku. Oszołomieni radością i tęsknotą, która odbierała im dech w piersiach, śmiejąc się i płacząc na przemian, rzucili się na łoże i całowali do utraty tchu, obejmowali się i ściskali. Folke podciągnął jej suknię do góry, a ona bezwstydnie pozwoliła mu się dotykać, głaskać i pieścić. W końcu nie mógł już dłużej wytrzymać, podkasał krótki kaftan, w który się przebrał i po chwili Ingebjørg poczuła, jak jego duża i gładka męskość napiera na jej podbrzusze.
Zakręciło jej się w głowie. Przyjęła go w siebie, pragnąc, by wypełnił ją całkowicie, do samego końca. By mu to ułatwić, zgięła nogi w kolanach, a potem objęła go nimi, poddając się jego ruchom. Kiedy osiągnęli pełnię rozkoszy, oboje głośno jęknęli, a potem bez tchu, ze śmiechem opadli na poduszki, tuląc twarz do twarzy, usta do ust.
Powoli wrócili do przerażającej i nieubłaganej rzeczywistości. Ingebjørg leżała, nadsłuchując kroków i głosów. Wiedziała, że nigdy sobie nie wybaczy, jeśli wszystko się wyda i Folke zostanie schwytany.
- Jedzą - szepnął jej prosto w ucho. - Będą jeść dużo i długo, a potem będą pić. Król Hakon to rozpalony ogierek, jednak długo był w podróży, więc jest głodny i spragniony.
Niecierpliwie pociągnął w dół dekolt jej sukni, by odsłonić jej ciało i dotknąć go. Kiedy poczuła jego ciepłą dłoń na skórze, jej ciało zadrżało. Znów poczuła nagły przypływ pożądania i uspokojona jego słowami, z miłością przyjęła go w siebie ponownie.
Dopiero gdy nasycili tęsknotę, którą w sobie oboje nosili, byli w stanie opowiedzieć sobie nawzajem, co im się przydarzyło od ostatniego spotkania.
Spojrzała na niego, wiedząc, że zaraz usłyszy coś nieprzyjemnego.
Wstrzymała oddech.
Skinął głową.
Ingebjørg poczuła, jakby jej serce stanęło. A jeżeli Greta skłoniła Folkego do zbliżenia, mimo umowy z jej ojcem?
Ingebjørg odetchnęła z ulgą.
Ingebjørg potrząsnęła głową. Przypomniała sobie pannę Adalis w dniu, kiedy ta przybyła do Ormsgard: blada jak chusta, ze spękanymi wargami, kropelkami potu na czole i zapadniętymi oczyma. Przypomniała też sobie opowieść Guro, tej samej, od której usłyszała nazwę „zaraza nierządnic”. Ladacznice nabawiały się jej, uprawiając nierząd z Hanzeatami. Można było od niej popaść w szaleństwo. I mimo że panna odebrała jej Turego i jej zachowanie bardzo ją rozzłościło, to kiedy Adalis zaczęła bardzo cierpieć, nie potrafiła odwrócić się do niej plecami. Folke też taki był: nie kochał swojej żony i Ingebjørg wiedziała, że czasem nią gardził, ale opuścić jej w tym stanie nie mógł. Gdyby coś takiego zrobił, nie byłby mężczyzną, którego ona, Ingebjørg, tak bardzo podziwiała.
- Rozumiem. - Sama usłyszała smutek w swoim głosie. Guro powiedziała jej wtedy, że to może się przeciągnąć... U panny Adalis poszło szybko, ale co właściwie Guro miała na myśli? Że może to się ciągnąć cały rok? A może dwa lata?
Pogłaskał ją po włosach.
- Nie martw się, Ingebjørg. Spróbuję cię wkrótce znów odwiedzić. - Pocałował ją w usta. - Mam ci jeszcze coś do powiedzenia, ale ta akurat wiadomość cię chyba nie zmartwi: sira Joar nie żyje.
Ingebjørg natychmiast podniosła głowę.
- Czy to pewne?
Folke skinął głową.
- Znaleźli go w klasztorze As, w jego własnym łożu. Ktoś go zamordował. Wyglądało to na zwykłe zabójstwo, ale ta sprawa nie daje mi spokoju.
Spojrzała na niego pytającym wzrokiem, a Folke w zamyśleniu zmarszczył czoło.
- Nie mogę oprzeć się myśli, że chodzi o list twojego ojca; coś mi się tu jednak nie zgadza. Oboje raczej nie mamy wątpliwości, że to jeden z ludzi księcia zmusił cię do oddania listu, a skoro książę należy do przeciwników króla, dlaczego miałby się pozbywać jednego ze swoich? Przecież zaprosił go na ucztę na cześć księżnej wdowy?
Ingebjørg stłumiła cichy okrzyk.
- Opowiedziałam o liście królowi Hakonowi!
Folke spojrzał na nią zaskoczony.
- Zdecydowałaś się jednak?
- Musiałam jakoś wytłumaczyć, dlaczego uciekłam z majątku pana Gustava. Dlatego też opowiedziałam o zaginięciu Alva i o jego powrocie po tym, jak oddałam list. Początkowo król Hakon wydawał się niezbyt zainteresowany, ale potem gdzieś zniknął. Pewnie naradził się z kimś, bo kiedy wrócił, chciał wiedzieć dokładnie, czyje tam były nazwiska. Powiedziałam mu o sirze Joarze. Wspomniałam też inne nazwisko, o ile pamiętam było to Brandsson, a może Bragesson... Dopiero teraz sobie o tym przypomniałam.
- Wiesz coś o nim?
Ingebjørg pokręciła głową.
- To tylko nazwisko. Może zmarł w czasie epidemii dżumy?
W tej samej chwili w jej pamięci zapaliło się światełko. Przeszedł ją nagły dreszcz i zerwała się na równe nogi.
- Mój Boże! - Wykrzyknęła, zatykając sobie dłonią usta.
- Co się stało? - zaniepokoił się Folke.
- Chyba zrobiłam coś strasznego... - Wyjąkała. - Wydałam ojca Giseli! - Obróciła się do niego, targana rozpaczą. - Wcale tego nie chciałam. Król zażądał, żebym sobie jak najwięcej przypomniała, a ja myślałam tylko o tym, żeby nie zdradzić Orma Oysteinssona... Wiedziałam, że nie wystarczy mu jedno imię, i przypomniałam sobie z ulgą jeszcze jedno - Brandsson, czy Bragesson. Dopiero teraz zaświtało mi, że to był Sverre Brandsson, ojciec Giseli. Pojęcia nie mam, jak mogłam zapomnieć!
Folke pogłaskał ją po policzku.
- No i co z tego, Ingebjørg? Jeśli to zdrajca, zasługuje na karę, nawet, jeśli to teść Bergtora.
- Bergtor mi tego nie wybaczy, mimo że z żoną mu się nie układa.
Folke przyciągnął ją do siebie i pogłaskał po plecach.
- Nie myśl o tym. Przecież on nie wie, że wymieniłaś to nazwisko.
Jednak Ingebjørg była zbyt przejęta, by przestać o tym myśleć.
- Powiedziałeś, że sira Joar zginął z ręki mordercy, ale że podejrzewasz związek z listem mojego ojca.
Folke przytaknął, aczkolwiek niechętnie.
- To się zdarzyło w Hallandii, Ingebjørg, nieopodal zamku księcia Algotssona. Gdzie mieszka ojciec Giseli?
- Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że gdzieś w Trondelag...
- To daleko stąd. Czy on ma jakiś wpływ na to, co dzieje się w kraju?
- Nie sądzę. Jest stary, i Gisela rzadko o nim wspomina. Chyba nie jest do niego specjalnie przywiązana.
- No to nie masz się czym przejmować.
Z dołu dobiegły ich głosy i jakiś hałas, więc zamilkli i zaczęli nadsłuchiwać.
Folke wstał.
- Najlepiej będzie, jak zniknę, póki jeszcze siedzą w jadalni. Nie myśl już o tym wszystkim, Ingebjørg. Być może się mylę? Sira Joar to był podły człowiek i na pewno miał wielu wrogów.
Ingebjørg skinęła tylko głową. Wiedziała, że tak łatwo się nie uspokoi, ale nie chciała, żeby się tym przejmował. Przynajmniej nie teraz, kiedy mieli się pożegnać. Wstała z łoża i przytuliła się do niego.
- Bądź ostrożny, Folke. Nie mogę znieść myśli, że coś ci się może stać.
- Nic mi się nie może stać. To ty musisz być dzielna. I cierpliwa. Choćby miało to trwać jeszcze zimę i wiosnę, będziemy razem, na pewno. - Pocałował ją w usta. - Trudno, udawaj, że cierpisz na zarazę nierządnic, innego wykrętu chyba nie masz.
- Sam powiedziałeś, że on w to nie uwierzy.
- Pewności nie będzie miał, więc chyba nie zaryzykuje. Jest w końcu królem i musi na siebie uważać. - Przycisnął ją do siebie. - Niech cię Bóg ma w swojej opiece, kochana. - Po czym puścił ją i pośpieszył do drzwi. Widziała, jak wygląda, by upewnić się, że na korytarzu nikogo nie ma, a potem wyślizguje się na zewnątrz.
Ingebjørg została na środku komnaty, modląc się bezgłośnie i przesuwając palcami paciorki różańca. Nadsłuchiwała krzyku, ale nie nastąpił. Wiedziała jednak, że niebezpieczeństwo bynajmniej nie minęło i że odetchnąć będzie mogła dopiero, gdy Folke znajdzie się za bramą zamku.
Gdzie ukrył szaty włoskiego kupca? Gdzie się przebrał? A jeżeli wszyscy kupcy opuścili już podwórze, a on został tam sam? To musiałoby wzbudzić podejrzenia.
Przeszedł ją dreszcz. Byli nieostrożni. I to nie pierwszy raz.
Rozległo się pukanie do drzwi i Ingebjørg skamieniała ze strachu. Stała tak przez chwilę, zastanawiając się, kto to może być. Pukanie było ostrożne, tak jak zapukałaby służąca, więc nie mógł to być król Hakon. Skoro powiedziała, że źle się czuje, mogła to być któraś ze służących z jedzeniem dla niej. Cicho podeszła do łóżka i położyła się na nim.
Drzwi uchyliły się i do komnaty zajrzała stara pani Katarina. Rozejrzawszy się dookoła i upewniwszy się, że nikogo innego tu nie ma, weszła do środka.
Ingebjørg wstała szybko, patrząc na nią z zaskoczeniem.
Ingebjørg musiała się uśmiechnąć.
- Nic pani nie umknie, pani Katarino.
- Skoro mam ci, dziecko, pomóc, muszę mieć oczy szeroko otwarte. Swoją drogą podobnej lekkomyślności w życiu nie widziałam: żeby zakradać się do pani sypialni wtedy, kiedy król nakazał skrócić o głowę każdego, kto się na to odważy?
Ingebjørg zawstydziła się.
- A ja mu na to pozwoliłam, mimo że wiedziałam, jakie to niebezpieczne...
Czekała na reprymendę, ale ta nie nastąpiła. Pani Katarina mozolnie usadowiła się na zydlu i ciężko westchnęła.
- Rozumiem was. Gdybyśmy z moim ukochanym byli kiedyś równie szaleni jak wy, to może nie przeszlibyśmy przez życie samotni... Ja miałam później męża, on żonę, ale tęsknota w sercach została nam na zawsze, jak rana, która nigdy się nie zabliźnia... On już umarł, a ja tylko czekam na chwilę, kiedy się z nim połączę po tamtej stronie. Tam nikt nie zabroni nam się kochać.
Ingebjørg patrzyła na nią ze współczuciem.
- Czy to ojciec pani nie zezwolił wam na małżeństwo?
Pani Katarina pokręciła głową.
- Nie, to król Birger. - Tu uśmiechnęła się z zakłopotaniem. - Byłam jego nałożnicą.
Zapanowało milczenie.
- Nie miałam tyle odwagi co pani. Nie przyszło mi nawet do głowy, że mogę jakoś pokierować swoim życiem. Myślałam, że takie jest moje przeznaczenie i tyle. - Zamilkła na chwilę, a potem wzdrygnęła się. - Niech pani wie jednak, że nienawidziłam mojego losu. Nie byłam wolnym człowiekiem, byłam niewolnicą, przedmiotem, z którym mógł zrobić, co zechce. A wszystko, co robił, budziło mój sprzeciw. Nie wyobraża pani sobie, jak wygląda takie życie... Chciałam się zabić, ale nie miałam na to odwagi. Później, kiedy stronnicy braci króla Birgera wygnali go z kraju, postanowiłam zrobić wszystko, co w mojej mocy, by ocalić inne młode dziewczęta od losu podobnego do mojego. Kiedy pani, ni stąd, ni zowąd pojawiła się w Hornborg i pojęłam, czego się obawia, poczułam się, jakby mi Bóg panią zesłał. Jakby chciał, żebym pani pomogła.
Znów zamilkła, a Ingebjørg sama nie wiedziała, co ma o tym myśleć.
- Ale przecież mówiła pani, że życie trzeba brać takim, jakie jest, i że musimy się pogodzić z tym, że władza należy do króla i Kościoła. I że oni są zaraz po Bogu.
Pani Katarina pokiwała głową.
- Bo tak jest. Zbyt wielu ludzi na moich oczach rozstało się z życiem, ufając, że tak nie jest, więc nie mogłam mówić inaczej. Ale kiedy zobaczyłam panią z jej ukochanym, pojęłam, że się myliłam. Mnie udało się zachować życie, a nawet się zestarzeć... Ale czyż nie byłoby lepiej żyć krócej, za to w miłości, niż tylko wegetować?
Ingebjørg siedziała na brzegu łóżka, słuchając starej kobiety.
- To znaczy, uważa pani, że dobrze zrobiłam? Ze dla miłości warto się narażać?
Patrząc przez otwarte okienko, przez które wpadały podmuchy zimnego powietrza, pani Katarina powoli pokręciła głową.
- Sama już nie wiem... Nagle zwątpiłam we wszystko, czego dotychczas się trzymałam. Kiedy stałam tam, na ganku i patrzyłam na was, pomyślałam sobie, że i my powinniśmy byli wtedy postawić wszystko na jedną kartę... Skróciłoby to nam może życie, ale to życie byłoby lepsze. Z drugiej strony... - Zamilkła i znów się wzdrygnęła.
- Z drugiej strony, co? - Ingebjørg próbowała jej pomóc. - Co by się stało? Co pani przeżyła, co panią tak przeraziło? Dlaczego na pani oczach tracono ludzi?
- Wychowałam się między królami i pretendentami do tronu. - Tu westchnęła ciężko. - Opowiadałam już o uczcie w Hatun, kiedy na króla Birgera i królową Martę napadli królewscy bracia i zamknęli ich w wieży na zamku Nykoping. Wie pani też zapewne, że król się na nich zemścił i kazał zamorzyć ich głodem. - Zamilkła na chwilę. - Ale zapewne nie wiesz, jaką śmiercią zginęli.
- Przecież sama pani powiedziała, że zmarli z głodu?
- Było znacznie gorzej. Król Birger musiał zbiec na Gotlandię, bo poplecznicy jego braci chcieli ich pomścić. W zamku zostawił estońskiego wielmożę, Christiana Scherbecka, żeby pilnował więźniów. Ten człowiek był okrutnikiem: wtrącił ich na dno wieży, do lodowatego lochu, w którym ze ścian spływała woda. Na środku lochu była cuchnąca kałuża, sama wiesz, czego. Książąt zakuto w żelaza jak najgorszych przestępców; nie tylko mieli kajdany na nogach i żelazne obręcze z łańcuchami u szyi, ale ich ręce przykuto do drewnianej kłody. Kiedy pachołkowie mocowali do niej przegub księcia Eryka, oderwała się stamtąd ostra drzazga i trafiła księcia pod lewe oko, aż popłynęła z niego krew. Książęta pojęli, że ich życie jest w niebezpieczeństwie, więc podyktowali testamenty, w których zostawiali duże legaty kościołom i klasztorom. Kiedy to zrobili, odmówiono im jedzenia i picia. Książę Eryk żył jeszcze dziewięć dni, książę Waldemar jedenaście. Niektórzy twierdzą, że z głodu ponadgryzali się nawzajem...
Tu pani Katarina westchnęła ciężko, ale nie był to koniec jej opowieści:
- Najgorszy los przypadł jednak królewskiemu synowi, Magnusowi Birgerssonowi. Miał ledwie sześć lat, kiedy uratował go czeladnik Arvid,